Niedawno został pan nowym prezesem ZUS. W jakiej kondycji zastał pan Zakład?

To zależy, czy mówimy o ZUS jako instytucji, czy również o Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, bo często te pojęcia są ze sobą mylone. Zarówno FUS, jak i ZUS są w dobrej kondycji. Co nie oznacza, że nie może być lepiej. Jednym z największych wyzwań stojących przed Zakładem są kwestie pracownicze, przede wszystkim niski poziom wynagrodzeń. To obecnie jeden z moich priorytetów.

A jakie zmiany w przepisach dotyczących ubezpieczeń społecznych uważa pan za potrzebne?

Ministerstwo przygotowuje obecnie szereg zmian legislacyjnych, w których ZUS aktywnie uczestniczy. Jednym z takich projektów jest tzw. Omnibus upraszczający procedury. Naszym celem jest przede wszystkim dalsza cyfryzacja procesów wewnątrz ZUS. Mamy już zdigitalizowaną dużą część akt, jednak wciąż jesteśmy zobowiązani do przechowywania dokumentacji papierowej, co generuje dodatkowe koszty.

Chcielibyśmy zachować możliwość składania papierowych wniosków w sprawach z zakresu ubezpieczeń przez osoby wykluczone cyfrowo, ale po ich wpłynięciu do ZUS dokumenty powinny być od razu digitalizowane i dalej obsługiwane wyłącznie elektronicznie. Podobne rozwiązania funkcjonują już przy wydawaniu dowodów osobistych czy paszportów.

Nie chcemy ograniczać obywatelom dostępu do usług ZUS, ale jednocześnie zamierzamy maksymalnie usprawnić procesy wewnętrzne i ograniczyć koszty związane z obsługą dokumentacji papierowej. To wymaga jednak zmian w przepisach.

Jednym z priorytetów poprzednich prezesów ZUS było upowszechnienie wypłaty świadczeń na konta bankowe. Na jakim etapie jest ten proces?

To prawda, taki był kierunek działań zarówno prezes Gertrudy Uścińskiej, jak i później prezesa Zbigniewa Derdziuka. Obecnie poziom ubankowienia świadczeń wynosi ponad 81 proc. Dziś jednak widzimy, że istnieje grupa osób, która po prostu nie chce rezygnować z tradycyjnej formy wypłaty świadczeń.

Z naszych badań wynika, że wielu seniorów wciąż preferuje wizytę listonosza. Często nie chodzi nawet o brak konta bankowego. Dla części osób starszych taka wizyta jest okazją do krótkiej rozmowy i kontaktu z drugim człowiekiem.

Dlatego uważam, że z punktu widzenia obywatela należy zachować możliwość otrzymywania świadczeń w tradycyjnej formie, jednocześnie maksymalnie zachęcając do korzystania z rozwiązań elektronicznych. Różnica w kosztach jest ogromna. Przelew bankowy kosztuje ZUS 9 groszy, natomiast doręczenie emerytury przez listonosza to 19,95 zł za każde świadczenie.

Z drugiej strony trudno zmuszać osoby starsze do korzystania wyłącznie z bankowości elektronicznej. Dzisiejsi 90-latkowie często nigdy z niej nie korzystali. Trzeba uszanować ich wybór. Oczywiście wraz z kolejnymi pokoleniami sytuacja będzie się zmieniała. Już dziś wiele informacji, takich jak prognoza emerytury, udostępniamy wyłącznie elektronicznie – przez aplikację mZUS czy Platformę Usług Elektronicznych. Ten proces będzie postępował, ale powinien odbywać się stopniowo. Rozmawiamy również z Ministerstwem Cyfryzacji o dalszym rozwoju integracji usług ZUS z aplikacją mObywatel.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Kolejnym problemem są tzw. groszowe emerytury. Czy widzi pan potrzebę zmian w tym obszarze?

To przede wszystkim kwestia dla ustawodawcy. Rolą ZUS jest przedstawienie danych – ile kosztuje obsługa takich świadczeń, zarówno pod względem administracyjnym, jak i kosztów ich doręczania.

Niewątpliwie potrzebna jest dyskusja nad możliwymi rozwiązaniami. Pojawiają się różne koncepcje, bo płacenie komuś 1 zł miesięcznie trudno uznać za racjonalne. Być może lepszym rozwiązaniem byłaby rzadsza wypłata większej kwoty przy jednoczesnym zachowaniu wszystkich uprawnień emeryta. To jednak wymaga decyzji politycznej.

Jedną z zapowiedzi obecnego rządu było przejęcie przez ZUS finansowania wynagrodzenia chorobowego od 1. dnia zwolnienia lekarskiego. Czy projekt jest cały czas realny?

To bardzo złożona kwestia i wiąże się z wieloma ryzykami. Po pierwsze, oznaczałaby bardzo duże koszty dla systemu. Po drugie, wymagałaby niezwykle sprawnego mechanizmu kontroli zwolnień lekarskich i skutecznego przeciwdziałania nadużyciom. Trzeba pamiętać, że w niektórych branżach występuje sezonowość zatrudnienia. Gdyby pracodawca nie ponosił kosztów wynagrodzenia chorobowego, mogłaby pojawić się pokusa kierowania pracowników na zwolnienia lekarskie w okresach przestoju. Ryzyko nadużyć byłoby bardzo duże. Nie oznacza to, że sam pomysł jest zły. Uważam jednak, że najpierw trzeba uszczelnić cały system i stworzyć odpowiednie mechanizmy kontroli.

Coraz częściej wraca również dyskusja o wieku emerytalnym. Jak ocenia pan propozycję minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, aby kobiety wychowujące dzieci mogły przechodzić na emeryturę wcześniej niż bezdzietne?

Sama dyskusja o wieku emerytalnym jest oczywiście zasadna. Pytanie brzmi jednak, w jakim kierunku miałaby zmierzać.

Można rozważać zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn w dół, tj. do 60 lat lub w górę, czy do 65 lat, jak proponują niektórzy politycy. Można też dyskutować o podwyższeniu tylko wieku kobiet. Doświadczenia z poprzednich lat pokazują, że społeczeństwo nie zaakceptuje jednak takiego rozwiązania. Jeśli chodzi o propozycję uzależnienia wieku emerytalnego od posiadania dzieci, mam poważne wątpliwości. Co z kobietami, które nie mogą ich mieć? Czy powinny być z tego powodu w gorszej sytuacji? Gdzie postawić granicę – jedno dziecko, dwoje, czworo? Czy każde kolejne dziecko miałoby skracać wiek emerytalny o kolejny rok, czy może liczba dzieci nie będzie miała znaczenia?

To bardzo trudne pytania. Warto również pamiętać, że niższy wiek emerytalny oznacza z reguły niższe świadczenie. Kobiety opuszczają rynek pracy w momencie, gdy osiągają najwyższe zarobki i mają największe doświadczenie zawodowe. To jeden z powodów, dla których luka emerytalna między kobietami i mężczyznami nadal jest znacząca, a w ostatnich latach nawet się powiększyła.

To temat wymagający bardzo odpowiedzialnej debaty, uwzględniającej zarówno kwestie społeczne, jak i długoterminowe skutki dla przyszłych emerytur.

Czy jako społeczeństwo jesteśmy gotowi na rozmowę o podniesieniu wieku emerytalnego, czy to wciąż polityczne tabu?

Uważam, że dziś nie jesteśmy jeszcze gotowi na taką dyskusję. Z badań opinii publicznej, które analizowałem jeszcze około półtora roku temu, wynikało, że większość Polaków chce utrzymania obecnego wieku emerytalnego.

Rolą ZUS nie jest jednak prowadzenie debaty politycznej, lecz pokazywanie obywatelom konsekwencji ich decyzji. Możemy jasno wskazywać, jak wydłużenie aktywności zawodowej wpływa na wysokość przyszłej emerytury. Każdy dodatkowy rok pracy oznacza wyższe świadczenie, a szczególnie duże znaczenie ma to w przypadku kobiet.

Co ciekawe, obserwujemy, że kobiety coraz częściej same decydują się na dłuższą aktywność zawodową. Obecnie średni wiek ich faktycznego przechodzenia na emeryturę wynosi około 61,5 roku, mimo że ustawowy wiek emerytalny to 60 lat. W przypadku mężczyzn średni wiek zakończenia aktywności zawodowej praktycznie pokrywa się z ustawowym wiekiem emerytalnym.

To pokazuje, że świadomość ekonomicznych konsekwencji wcześniejszego zakończenia pracy stopniowo rośnie. Zachęcam wszystkich, aby regularnie sprawdzali prognozy swoich przyszłych emerytur. Sam to robię. Warto również rozważyć dodatkowe formy oszczędzania, takie jak PPK czy IKZE, a jeśli to możliwe – zaplanować dłuższą karierę zawodową. To jeden z najskuteczniejszych sposobów na zwiększenie wysokości przyszłego świadczenia.

Być może powinniśmy jeszcze lepiej pokazywać obywatelom konkretne korzyści. Nie tylko informować, jaka będzie prognozowana emerytura, ale również wskazywać, o ile wzrośnie świadczenie, jeśli ktoś pozostanie aktywny zawodowo rok lub dwa lata dłużej. Takie kalkulatory już istnieją, jednak niewiele osób z nich korzysta. Często zainteresowanie pojawia się dopiero tuż przed osiągnięciem wieku emerytalnego, kiedy możliwości zwiększenia świadczenia są już znacznie mniejsze. Dlatego ZUS w tym roku uruchomił program Aktywni 50+, w ramach którego udziela informacji, jak działa system emerytalny i jakie są możliwości zwiększenia emerytury.

Coraz częściej wraca również temat emerytur stażowych. Jak pan ocenia ten pomysł?

Hasło „emerytury stażowe” brzmi atrakcyjnie, ale kryje za sobą szereg bardzo trudnych pytań, na które trzeba odpowiedzieć, zanim podejmie się decyzję o zmianie systemu.

Pierwsza kwestia dotyczy wieku. Jeżeli przyjmiemy, że kobieta może przejść na emeryturę po 35 latach pracy, a aktywność zawodową rozpoczęła w wieku 17 lat, oznaczałoby to możliwość zakończenia kariery już około 52. roku życia. Trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, czy rzeczywiście chcemy stworzyć taki system.

Kolejna sprawa to sposób finansowania. Czy przez kolejne lata do osiągnięcia powszechnego wieku emerytalnego kapitał emerytalny miałby nadal podlegać waloryzacji? Czy świadczenie przysługiwałoby każdemu, czy tylko osobom, które zgromadziły środki pozwalające na wypłatę co najmniej minimalnej emerytury? Czy możliwe byłoby jednoczesne pobieranie emerytury i pełne dorabianie?

To tylko część pytań, które trzeba rozstrzygnąć. Rolą ZUS jest przedstawianie danych i skutków poszczególnych rozwiązań. Ostateczne decyzje należą do ustawodawcy. Trzeba jednak pamiętać, że wcześniejsze przechodzenie na emeryturę oznacza dodatkowe koszty dla całego systemu. Świadczenia są finansowane nie tylko z kapitału zgromadzonego przez ubezpieczonych, ale również dzięki mechanizmowi waloryzacji. W praktyce oznacza to udział środków publicznych. Nie jestem przeciwnikiem dyskusji o emeryturach stażowych, ale uważam, że powinna ona opierać się na konkretnych rozwiązaniach, a nie wyłącznie na ogólnym haśle. Z drugiej strony większy potencjał widzę w emeryturach pomostowych.

To znaczy?

W przypadku osób wykonujących wyjątkowo ciężką lub szkodliwą pracę ta dyskusja wydaje mi się bardziej uzasadniona. Zresztą cały czas trwają rozmowy w Radzie Dialogu Społecznego na ten temat. Poszczególne grupy zawodowe zgłaszają swoje postulaty, prowadzone są również badania dotyczące warunków pracy.

W tym kontekście warto zastanowić się także nad finansowaniem tego systemu. Jeżeli określone stanowiska wiążą się z wcześniejszym zakończeniem aktywności zawodowej, być może powinny być objęte innym poziomem składki. Dziś w praktyce część kosztów związanych z emeryturami pomostowymi ponosi całe społeczeństwo. Być może należałoby poszukać innego sposobu ich finansowania.

Dużo emocji wywołała również propozycja systemowego wsparcia dla artystów. Zaskoczyła pana skala krytyki?

Myślę, że w tej sprawie popełniono przede wszystkim wiele błędów komunikacyjnych. Niezależnie od oceny samego projektu, zabrakło spokojnego wyjaśnienia, kogo miałby obejmować i jakie byłyby jego zasady Osobiście jestem zwolennikiem wspierania tych grup zawodowych, które z przyczyn zdrowotnych rzeczywiście nie są w stanie wykonywać swojego zawodu do powszechnego wieku emerytalnego. Dobrym przykładem są tancerze baletowi, których praca wiąże się z ogromnym obciążeniem organizmu. Natomiast każda szersza dyskusja o systemowych rozwiązaniach wymaga odpowiedzi na pytanie, jakie znaczenie mają dla państwa określone zawody i w jaki sposób powinny być wspierane. Problem artystów, ale nie tylko, wynika również z braku pełnego oskładkowania umów cywilnoprawnych.

Jest pan zwolennikiem tego rozwiązania?

Tak. Z punktu widzenia systemu ubezpieczeń społecznych wszystkie formy zatrudnienia powinny podlegać składkom. Nie powinno być sytuacji, w której jedna forma zatrudnienia jest uprzywilejowana względem innej. Przez lata obserwowaliśmy wiele nadużyć związanych z wykorzystywaniem umów cywilnoprawnych. Pełne oskładkowanie mogłoby im zapobiec.

Ta kwestia była pierwotnie wpisana do KPO.

To prawda. Jednak zastąpiono ją reformą PIP, którą uważam za dobre rozwiązanie. Gwarantuje ona też wymianę danych między administracją skarbową, ZUS i PIP, dzięki czemu możemy porównywać informacje dotyczące składek i podatków oraz skuteczniej wykrywać potencjalne nadużycia.

Jak układa się współpraca z nowym głównym inspektorem pracy?

Bardzo dobrze. Już w pierwszych dniach współpracy otrzymaliśmy informacje, których wcześniej nie mogliśmy pozyskać, między innymi raport dotyczący cyberbezpieczeństwa. Bardzo szybko odbyły się także spotkania robocze naszych zespołów. Jestem przekonany, że współpraca między ZUS, Państwową Inspekcją Pracy i Krajową Administracją Skarbową będzie się systematycznie rozwijać. Wspólnie budujemy nowoczesny system analizy ryzyka, który pozwoli skuteczniej wykrywać nieprawidłowości i lepiej chronić prawa pracowników.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Artykuł pochodzi z Systemu Legalis. Bądź na bieżąco, polub nas na Facebooku →