Ile wyniesie płaca minimalna w 2027 roku?
Tak wynika ze wspólnej propozycji NSZZ „Solidarność”, OPZZ i Forum Związków Zawodowych.
Tak jak co roku, w Radzie Dialogu Społecznego ruszyły negocjacje płacowe. Partnerzy społeczni będą starali się dojść do porozumienia w kwestii wysokości pensji minimalnej na przyszły rok, podwyżek w budżetówce i waloryzacji świadczeń emerytalnych i rentowych.
Ze wspólnej propozycji związków zawodowych wynika, że w państwowej sferze budżetowej, wzrost wynosić by miał nie mniej niż 15 proc.
– Od dawna mówimy, że skala zaniedbań w polityce płacowej państwa jest dziś tak duża, iż realna poprawa sytuacji pracowników sektora budżetowego wymaga wzrostu wynagrodzeń o co najmniej 15 proc. – mówi Norbert Kusiak, dyrektor Wydziału Polityki Gospodarczej OPZZ.
Tylko taki poziom podwyżek, zdaniem związków, pozwoli choćby częściowo ograniczyć utratę konkurencyjności sektora publicznego wobec rynku prywatnego.
– W naszej ocenie odkładanie tej decyzji oznacza pogłębianie problemów kadrowych i osłabianie jakości usług publicznych. Nasza propozycja jest jednocześnie wyraźnym sygnałem alarmowym, że dotychczasowy model wynagradzania w sferze budżetowej wyczerpał się i wymaga pilnej zmiany – dodaje.
Jak przypomina, jednym z rozwiązań, które proponuje od wielu lat, jest też wyłączenie wszystkich dodatków z płacy minimalnej.
– To z pewnością poprawiłoby sytuację pracowników sfery budżetowej, ponieważ obecny system jest po prostu demotywujący. Tymczasem w okresie ogromnej niestabilności geopolitycznej państwo opiera się właśnie na pracownikach sektora publicznego. W sytuacji zagrożenia czy konfliktu to oni znajdują się na pierwszej linii. Państwo powinno więc tych pracowników dostrzegać, doceniać i odpowiednio wynagradzać – podsumowuje Norbert Kusiak.
Z kolei pensja minimalna powinna, ich zdaniem, wzrosnąć od stycznia 2027 r. o 8,2 proc. (tj. nie mniej niż 394 zł). W efekcie nie może być niższa niż 5200 zł brutto.
– W naszej propozycji przekraczamy granicę 5 tys. zł. Jest ona z pewnością także pewną barierą psychologiczną dla rynku – przyznaje Norbert Kusiak.
Dlaczego tyle?
– Uważamy przede wszystkim, że poziom inflacji (2,5 proc.) prognozowany przez rząd na kolejny rok jest zaniżony i mało realistyczny. Sami rządzący przyznają, iż nie uwzględnili w szacunkach np. makroekonomicznych skutków wysokich cen paliw związanych z wojną na Bliskim Wschodzie. A poziom inflacji jest traktowany jako punkt odniesienia zarówno do wzrostu wynagrodzeń minimalnych, jak i pensji w sferze budżetowej – mówi Norbert Kusiak.
Oznacza to, że minimalny próg wzrostu płacy minimalnej w kolejnym roku miałby odpowiadać prognozowanemu poziomowi inflacji, czyli właśnie 2,5 proc.
– Gdyby przyjąć tę propozycję, to ustawowe minimum wyniosłoby 4927 zł. Na to się nie godzimy – mówi związkowiec. Jak wskazuje, oznacza to bowiem pogorszenie relacji płacy minimalnej do przeciętnego wynagrodzenia.
– Dziś wynosi ona blisko 51 proc., natomiast przy zastosowaniu wskaźnika wynikającego z ustawy o płacy minimalnej nastąpiłby jej spadek o około 1,5 punktu procentowego. Z kolei nasza propozycja zabezpiecza tę relację na poziomie około 52 proc. – mówi związkowiec.
Jak tłumaczy, jest to istotne zarówno dla gospodarki, jak i dla budżetów gospodarstw domowych oraz samych pracowników.
– Pamiętajmy, że rosną koszty utrzymania. Natomiast programy przygotowywane przez rząd nie są w stanie realnie zabezpieczyć gospodarstw domowych przed wzrostem wydatków. Dlatego uważamy, że jest to adekwatna odpowiedź zarówno na sytuację rynkową, jak i oczekiwania pracowników – mówi.
Natomiast waloryzacja rent i emerytur, w ocenie związkowców, nie powinna być niższa niż średnioroczny wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych dla gospodarstw domowych emerytów i rencistów zwiększony o co najmniej 50 proc. realnego wzrostu przeciętnego wynagrodzenia za pracę w 2026 r.
Jak ustaliliśmy, nad swoją propozycją pracodawcy cały czas pracują. Na końcu swoje stanowisko przedstawi też rząd.
Koniec prostych porad
Uczestnicy dwudziestego rankingu firm doradztwa podatkowego „Rzeczpospolitej” nie tylko dostarczyli danych do ogłoszonego 27 maja zestawienia, ale też podzielili się swoimi obserwacjami dotyczącymi rynku ich usług. I choć zmienia się on z roku na rok, z wypowiedzi naszych rozmówców wynika jednoznacznie, że jest dojrzały. Klienci mają spory wybór wśród kancelarii wielkich i tych mniejszych nastawionych na ogólną obsługę podatkową i tych specjalistycznych.
Automatyzacja i redukcja
Wyniki naszego rankingu pokazują, że wśród większych kancelarii zaznaczył się trend do ograniczania przyrostu zatrudnienia czy wręcz redukcji zatrudnienia. Przedstawiciele dużych kancelarii przyznają, że przyczyny są złożone. Wskazują, że czasem są to po prostu ruchy kadrowe, jakie zdarzały się już w przeszłości.
Jak jednak zauważa Andrzej Ladziński, partner w GWW Tax, da się zauważyć mniejszą skłonność kancelarii do zatrudniania młodych ludzi. – Wynika to z postępującej automatyzacji niektórych prostych procesów, w tym użycia sztucznej inteligencji. Jednak proste ograniczenie naboru byłoby ślepą uliczką – zaznacza Ladziński. Dodaje, że wciąż jest zapotrzebowanie na młodych, kreatywnych doradców podatkowych, dobrze rozumiejących potrzeby rynku i swobodnie poruszających się w świecie nowoczesnych technologii. – Pozostaje wyzwaniem dla kancelarii, jak tych młodych ludzi „zagospodarować”, żeby wykorzystać ich zdolności i nauczyć zawodu – mówi lider GWW Tax.
Z kolei Tomasz Michalik, partner w MDDP, wskazuje, że na razie trudno powiedzieć, na ile trwałe jest to zjawisko. – Na naszym dojrzałym rynku doradztwa panuje ostra presja cenowa wywołana silną konkurencją wśród samych doradców podatkowych, ale też pojawiającymi się na nim usługami doradczymi z pogranicza księgowości i podatków czy prawno-podatkowymi. Taka sytuacja skłania wiele firm do optymalizacji kosztów, a więc sięgają po różne rozwiązania techniczne automatyzujące pracę, w tym po sztuczną inteligencję – twierdzi Michalik.
Redukcja zatrudnienia następuje równolegle z utrzymaniem przyrostu przychodów w większości kancelarii z naszego rankingu. Ale zdaniem Radosława Krupy, partnera w EY, taki wzrost nie zawsze umożliwia rzeczywisty rozwój na coraz bardziej wymagającym rynku. – Skoro rośnie skala rynkowych wyzwań, to mniejszy jest apetyt firm na zatrudnianie nowych doradców – konkluduje Krupa.
Kreatywni i doświadczeni
Niezależnie od tego, czy doradcy pracują w mniejszych czy większych zespołach, zmienia się ich styl pracy. Już od kilku lat kurczy się rynek świadczenia prostych porad podatkowych. Dziś bowiem klienci mają szereg narzędzi, w tym opartych na sztucznej inteligencji, przy użyciu których decydują się wykonać takie prace samodzielnie. Jak uważa Krzysztof Gil, partner w dziale doradztwa podatkowego Deloitte, wciąż powinno być zapotrzebowanie na usługi wymagające wiedzy, kreatywności i doświadczenia.
– Chodzi na przykład o doradztwo w zakresie ulg podatkowych, w tym na badania i rozwój czy IP Box. Zawsze będzie to wymagało indywidualnego podejścia, bo w każdym przedsiębiorstwie innowacje wyglądają nieco inaczej – zaznacza Krzysztof Gil. Dodaje, że podobnie jest z obsługą transakcji i asystą przy postępowaniach podatkowych i sporach sądowych, gdzie nic nie zastąpi doświadczonego doradcy z szeroką biznesową wiedzą.
Wielu doradców podatkowych przyznaje, że w ostatnich latach szybko rozwijającym się polem usług jest doradztwo w zakresie rozwiązań technologicznych związanych z podatkami. Wiele pracy w tym obszarze wykreowało wdrażanie KSeF, a wciąż jest popyt na sprawy związane z raportowaniem JPK CIT.
Czasem mała może więcej
Wśród doradców panuje dość zgodna opinia, że rynek ich usług jest dziś dojrzały i panuje na nim ostra konkurencja. Nie oznacza to jednak, że nie można znaleźć miejsca dla siebie. Nawet małe, kilkuosobowe kancelarie mogą z powodzeniem obsługiwać dużych przedsiębiorców ze złożonymi zagadnieniami podatkowymi.
Taką kancelarię zatrudniająca pięciu doradców podatkowych prowadzi w Krakowie Jowita Pustuł. – Małej kancelarii doradczej trudno by było zrobić kompleksowy przegląd zobowiązań podatkowych typu due diligence bardzo dużej spółki, zwłaszcza w krótkich ramach czasowych. Jednak pod kątem przeglądu konkretnego podatku albo przy prowadzeniu sporu z fiskusem z powodzeniem można takie zlecenia przyjmować – uważa krakowska doradczyni.
Na rynku pojawia się też coraz więcej mniejszych kancelarii, wyspecjalizowanych w poszczególnych zagadnieniach podatkowych. Bywają nazywane kancelariami butikowymi. Jedną z nich jest Halcyon, zajmująca się głównie podatkami pośrednimi i cłami, czyli opodatkowaniem handlu zagranicznego. Jej współzałożycielka Agnieszka Kisielewska zauważa, że taka wiedza bywa trudniej dostępna niż ta dotycząca np. podatków dochodowych.
– Nawet zaawansowane narzędzia AI, stosowane do analiz podatkowych, nie zawsze sobie radzą ze sprawami cła czy akcyzy od importu. Zresztą sytuacja w obszarze ceł i innych danin związanych z handlem międzynarodowym jest bardzo dynamiczna. Doradcom nastawionym na ogólną obsługę podatkową klientów trudno jest śledzić rozwój wydarzeń związanych np. z polityką celną USA – mówi Agnieszka Kisielewska.
Atutem butikowych firm doradczych bywa też elastyczność i szybkość działania. Dlaczego? Decyzje w sprawach kancelarii podejmuje się sprawniej w węższym gronie. Łatwiej też o bezpośredni kontakt klienta z doradcą, który osobiście przygotowuje dla niego ekspertyzy – dodaje.
Umorzenie postępowania z uwagi na jego bezprzedmiotowość
Stanowisko WSA w Poznaniu
Wyrokiem z 29.8.2024 r., I SA/Po 382/24, Legalis, WSA w Poznaniu oddalił skargę W.G. (dalej: Skarżący) na decyzję Dyrektora Izby Administracji Skarbowej w Poznaniu (dalej: Organ Odwoławczy) z 4.4.2024 r., w przedmiocie określenia i zabezpieczenia na majątku przybliżonej kwoty zobowiązania podatkowego. Z uzasadnienia przedmiotowego wyroku wynika, że decyzją z 13.2.2024 r. Naczelnik Urzędu Skarbowego w W. określił i zabezpieczył na majątku Skarżącego przybliżone zobowiązanie podatkowe w podatku dochodowym za 2013 r. w wysokości 174 659 zł wraz z odsetkami za zwłokę.
Od tej decyzji Skarżący wniósł odwołanie do Organu Odwoławczego, który decyzją z 4.4.2024 r. umorzył postępowanie odwoławcze. W uzasadnieniu tego rozstrzygnięcia Organ Odwoławczy stwierdził bowiem, że 7.3.2024 r. została Skarżącemu doręczona decyzja Naczelnika Urzędu Skarbowego w W. z 29.2.2024 r., określająca wysokość zobowiązania podatkowego w podatku dochodowym od osób fizycznych za 2013 r. Powyższe, zgodnie z art. 33a § 1 pkt. 2 ustawy z 29.8.1997 r. – Ordynacja podatkowa (t.j. Dz.U. z 2026 r. poz. 622; dalej: OrdPU), skutkowało wygaśnięciem decyzji o zabezpieczeniu zobowiązania podatkowego. Oznacza to bezprzedmiotowość postępowania odwoławczego, a co za tym idzie konieczność wydania przez Organ Odwoławczy decyzji o umorzeniu tego postępowania.
WSA w Poznaniu podzielił ww. stanowisko Organu Odwoławczego, i powołując się m.in. innymi na uchwałę NSA z 24.10.2011 r., I FPS 1/11, Legalis, stwierdził, że w razie wygaśnięcia decyzji o zabezpieczeniu przed rozpoznaniem odwołania od takiej decyzji, organ odwoławczy powinien umorzyć postępowania odwoławcze, jako bezprzedmiotowe, bez ponownego merytorycznego rozpoznania sprawy w przedmiocie zabezpieczenia. WSA w Poznaniu podkreślił przy tym, że uchwała składu siedmiu sędziów posiada w innych sprawach sądowoadministracyjnych ogólną moc wiążącą, na co wskazuje art. 269 § 1 ustawy z 30.8.2002 r. – Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (t.j. Dz.U. z 2026 r. poz. 143, dalej: PostAdmU). WSA w Poznaniu zaakceptował więc poglądy wyrażone w powołanej uchwale, dostrzegając brak możliwości weryfikacji przedstawionego w niej stanowiska w trybie przewidzianym w PostAdmU. WSA w Poznaniu stwierdził ponadto, że w sytuacji, gdy przedmiotem zaskarżenia do wojewódzkiego sądu administracyjnego jest decyzja umarzająca postępowanie odwoławcze, sąd nie ma możliwości zbadania, czy doszło do zrealizowania przesłanek zabezpieczenia, i czy zostały one prawidłowo powołane w decyzji o zabezpieczeniu. Sąd ten ogranicza się bowiem do zbadania, czy zasadnie umorzono postępowanie odwoławcze, a zatem czy zasadnie nie zajęto się merytorycznym rozpatrzeniem sprawy, obejmującym w szczególności istnienie przesłanek zabezpieczenia.
Istota
NSA zauważył, że przedmiotem skargi złożonej do WSA w Poznaniu była Decyzja, która umorzyła postępowanie odwoławcze w sprawie dotyczącej zabezpieczenia zobowiązania podatkowego. Podstawę prawną wydania tej Decyzji stanowił art. 233 § 1 pkt 3 OrdPU. Jak wynika z uzasadnienia wyroku WSA w Poznaniu, regulacja ta była też wzorcem sądowej kontroli zaskarżonej Decyzji. Dokonując tej kontroli, WSA w Poznaniu ocenił, że Organ Odwoławczy miał podstawy do umorzenia postępowania odwoławczego w oparciu o art. 233 § 1 pkt 3 OrdPU.
Stanowisko NSA
Powyższego stanowiska nie podważyła skarga kasacyjna. Złożony środek zaskarżenia nie zawiera bowiem zarzutu naruszenia art. 233 § 1 pkt. 3 OrdPU (ani co do błędnej wykładni tego przepisu, ani też jego niewłaściwego zastosowania w przedmiotowej sprawie).
Podstaw do uchylenia zaskarżonego wyroku nie daje natomiast, w ocenie NSA, zarzut naruszenia art. 141 § 4 PostAdmU, który wskazuje na wymagane elementy uzasadnienia wyroku, do których ustawodawca zalicza:
- zwięzłe przedstawienie stanu sprawy,
- zarzutów podniesionych w skardze,
- stanowisk pozostałych stron,
- podstawę prawną rozstrzygnięcia oraz
- jej wyjaśnienie.
W orzecznictwie przyjmuje się, że wadliwość uzasadnienia wyroku może stanowić przedmiot skutecznego zarzutu kasacyjnego z art. 141 § 4 PostAdmU, jeżeli nie wiadomo, jaki stan faktyczny przyjął sąd I instancji jako podstawę wyrokowania, a także w sytuacji, gdy uzasadnienie sporządzone jest w taki sposób, że niemożliwa jest kontrola instancyjna zaskarżonego wyroku. Art. 141 § 4 PostAdmU może być podstawą uwzględnienia skargi kasacyjnej, gdy wada uzasadnienia nie pozwala na kontrolę instancyjną orzeczenia, lub gdy uzasadnienie obejmuje rozstrzygnięcie, którego nie ma w sentencji orzeczenia (uchwała NSA z 15.2.2010 r., II FPS 8/09, Legalis; wyrok NSA z 12.10.2010 r., II OSK 1620/10, Legalis, oraz wyrok NSA z 19.12.2024 r., III OSK 2718/23, Legalis).
Zdaniem NSA taka sytuacja w tej sprawie nie miała miejsca. Uzasadnienie zaskarżonego wyroku spełnia wszystkie wymagania wynikające z art. 141 § 4 PostAdmU, w szczególności: zawiera zwięzłe przedstawienie stanu sprawy, wskazuje na zarzuty skargi i stanowisko strony przeciwnej. W uzasadnieniu tym WSA w Poznaniu wskazał i wyjaśnił podstawy prawne wydanego przez siebie rozstrzygnięcia. Z argumentacją WSA w Poznaniu można się zgadzać bądź nie. Nie można natomiast twierdzić, że uzasadnienie zaskarżonego wyroku nie spełnia wymagań określonych w art. 141 § 4 PostAdmU. Wbrew twierdzeniem pełnomocnika Skarżącego, WSA w Poznaniu nie miał obowiązku szczegółowego odnoszenia się do wszystkich twierdzeń skargi, w tym do wskazywanych przez stronę fragmentów uchwały NSA z 24.10.2011 r., I FPS 1/11, Legalis. Ogólna moc wiążąca uchwał NSA, w rozumieniu art. 269 § 1 PostAdmU, obejmuje bowiem wykładnię zawartą w sentencji uchwały. W sentencji ww. uchwały z 24.10.2011 r. stwierdzono natomiast, że: „wygaśnięcie decyzji o zabezpieczeniu, na podstawie art. 33a § 1 pkt. 2 i 3 OrdPU, powoduje bezprzedmiotowość postępowania odwoławczego, dotyczącego tej decyzji i konieczność zastosowania art. 233 § 1 pkt 3 OrdPU”. Tezę tę przywołał WSA w Poznaniu w uzasadnieniu zaskarżonego wyroku i co istotne, zastosował się do wyrażonej w niej wykładni przepisów prawa.
Podstaw do uchylenia zaskarżonego wyroku nie daje też zarzut związany z koniecznością powtórnego rozpatrzenia przez Organ Odwoławczy zasadności przesłanek zabezpieczenia. Zdaniem Skarżącego, Organ I instancji (tj. Naczelnik Urzędu Skarbowego w W.) nie wykazał, że w sprawie istnieje realna, a zarazem uzasadniona obawa, że zabezpieczone zobowiązanie nie zostanie wykonane przez Skarżącego. W tym kontekście NSA wyjaśnił, że skoro skutkiem wygaśnięcia decyzji o zabezpieczeniu jest konieczność umorzenia postępowania odwoławczego na podstawie art. 233 § 1 pkt. 3 OrdPU, to nie ma podstaw prawnych, aby Organ Odwoławczy badał prawidłowość tej decyzji. Decyzja o umorzeniu postępowania odwoławczego rozstrzyga o bezprzedmiotowości tego postępowania, a nie o prawidłowości decyzji organu I instancji. Bezprzedmiotowość postępowania odwoławczego oznacza, że nie ma przedmiotu tego postępowania, a organ odwoławczy nie może wypowiadać się w przedmiocie, którego nie ma.
Jednocześnie NSA wskazał, że odrębnym zagadnieniem jest to, czy sąd administracyjny pierwszej instancji, który rozstrzyga w granicach danej sprawy (art. 134 § 1 PostAdmU), i stosuje przewidziane ustawą środki w celu usunięcia naruszenia prawa w stosunku do aktów lub czynności wydanych lub podjętych we wszystkich postępowaniach prowadzonych w granicach sprawy (art. 135 PostAdmU), powinien badać przesłanki wydania decyzji organu pierwszej instancji, która wygasła. W tej sprawie NSA nie jest jednak uprawniony do wypowiedzi na ten temat, a to wobec braku zarzutów dotyczących naruszenia art. 134 § 1 PostAdmU i art. 135 PostAdmU.
Rozstrzygnięcie NSA
Mając powyższe na uwadze NSA, na podstawie art. 184 PostAdmU orzekł o oddaleniu skargi kasacyjnej.
Komentarz
Na tle stanu faktycznego analizowanej sprawy NSA wypowiedział się w kwestii umorzenia postępowania przez organ odwoławczy z uwagi na jego bezprzedmiotowość. Przesłanka ta ziściła się w sprawie z uwagi na wygaśnięcie z 7.3.2024 decyzji o zabezpieczeniu. Nastąpiło to na skutek doręczenia Skarżącemu decyzji z 29.2.2024 r. określającej wysokość zobowiązania podatkowego w podatku dochodowym od osób fizycznych za 2013 r. W analizowanym rozstrzygnięciu podkreślono, że do umorzenia postępowania odwoławczego dochodzi w drodze decyzji, która wydawana jest bez (ponownego) merytorycznego rozpoznawania sprawy w przedmiocie zabezpieczenia, tj. bez analizy istnienia przesłanek zabezpieczenia majątku na zobowiązanie podatkowe. Tak też postąpiły Organy podatkowe w analizowanej sprawie, co było działaniem prawidłowym w świetle obowiązujących regulacji prawnych.
Wyrok NSA z 18.3.2026 r., III FSK 170/25 , Legalis
Luksus z fikcyjną metryką? TSUE wskazuje granice ochrony znaku
Stan faktyczny
Majątek spółki Maison Fauré Le Page, która od 1716 r. prowadziła działalność w Paryżu i została rozwiązana w 1992 r., został przeniesiony na spółkę S.
Francuska spółka Fauré Le Page Paris, wpisana do rejestru handlowego od 2009 r., nabyła od S. znak towarowy Fauré Le Page i zgłosiła dwa francuskie znaki towarowe zawierające określenie Fauré Le Page Paris 1717 dla oznaczenia w szczególności towarów: skóra i imitacja skóry, kufry i walizki, torby podróżne oraz torebki. Spółka G., prowadząca działalność w tej samej branży, zaskarżyła posługiwanie się tymi znakami towarowymi ze względu na ich mający wprowadzać w błąd charakter. Zawarte w spornych znakach towarowych określenia „Paryż 1717” odnoszą się bowiem do miejsca i daty utworzenia Maison Fauré Le Page i mogą wywołać u odbiorców przekonanie o istnieniu ciągłości działalności od roku 1717 oraz o przeniesieniu know-how pierwotnego przedsiębiorstwa na Fauré Le Page Paris, co w odczuciu zainteresowanego kręgu odbiorców stanowi gwarancję jakości towarów oznaczonych tymi znakami towarowymi.
Rozpatrujący ten spór francuski sąd powziął wątpliwości, czy art. 3 ust. 1 lit. g) dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2008/95/WE z 22.10.2008 r. mającej na celu zbliżenie ustawodawstw państw członkowskich odnoszących się do znaków towarowych (Dz.Urz. UE L z 2008 r., Nr 299, s. 25) należy interpretować w ten sposób, że wskazanie nierzeczywistej daty w znaku towarowym, przekazujące nieprawdziwe informacje co do długoletniości działalności, rzetelności i know-how wytwórcy towarów, jest wystarczające do stwierdzenia rzeczywistego wprowadzenia w błąd lub dostatecznie wysokiego prawdopodobieństwa wprowadzenia w błąd konsumenta?
Stanowisko TS
Zgodnie z art. 3 ust. 1 lit. g) dyrektywy 2008/95/WE nie są rejestrowane znaki towarowe, które ze względu na swój charakter mogą wprowadzać odbiorców w błąd, na przykład co do charakteru, jakości lub pochodzenia geograficznego towarów lub usług. Trybunał przypomniał, że aby zgodnie z tym przepisem można było stwierdzić, że znak towarowy został zarejestrowany z naruszeniem podstawy odmowy rejestracji dotyczącej prawdopodobieństwa wprowadzenia w błąd, należy wykazać, że samo oznaczenie zgłoszone do celów rejestracji w charakterze znaku towarowego stwarza takie prawdopodobieństwo, ponieważ późniejsze zarządzanie danym oznaczeniem pozostaje bez znaczenia (wyrok TS z 8.6.2017 r., W.F. Gözze Frottierweberei i Gözze, C-689/15, Legalis, pkt 55, 56). Ponadto unieważnienie prawa z rejestracji na podstawie tego przepisu zakłada stwierdzenie, na podstawie okoliczności danej sprawy, zaistnienia rzeczywistego wprowadzenia odbiorców w błąd lub zaistnienia dostatecznie wysokiego prawdopodobieństwa wprowadzenia ich w błąd (wyrok TS z 30.3.2006 r., Emanuel, C-259/04, Legalis, pkt 47).
Rzecznik generalny stwierdził (pkt 33–41 opinii), że jak wynika zarówno z treści art. 3 ust. 1 lit. g) dyrektywy 2008/95/WE, który zawiera przykładowe wyliczenie właściwości towarów lub usług, jak i z celu tego przepisu, jakim jest wykrywanie sytuacji wprowadzania odbiorców w błąd nierozerwalnie związanych z oznaczeniem zarejestrowanym jako znak towarowy lub zgłoszonym w tym celu, stwierdzenie, że znak towarowy „może wprowadzać odbiorców w błąd” w rozumieniu tego przepisu, powinno opierać się na wprowadzeniu w błąd w stosunku do właściwości towarów lub usług oznaczonych tym znakiem towarowym. W rezultacie podstawa odmowy rejestracji lub unieważnienia prawa z rejestracji określona w art. 3 ust. 1 lit. g) dyrektywy 2008/95/WE nie może być stosowana w szczególności w przypadkach, w których dany znak towarowy może wprowadzać odbiorców w błąd w odniesieniu do jednej z właściwości jego właściciela, a nie w odniesieniu do właściwości oznaczonych tym znakiem towarów lub usług.
W niniejszej sprawie o ile francuski sąd uznał, że oznaczenie łączące rok z miastem może przywoływać w odczuciu właściwego kręgu odbiorców datę i miejsce utworzenia właściciela znaku towarowego, o tyle te dwa elementy nie stanowią jako takie właściwości towarów sprzedawanych przez Fauré Le Page. Niemniej sąd ten również uznał, że towary te należą do sektora luksusowych wyrobów skórzanych oraz że sporne znaki towarowe są postrzegane przez właściwy krąg odbiorców jako niesłusznie przypisujące ich właścicielowi kilkuwiekowy okres działalności w tym sektorze, a także że przekazywane w ten sposób błędne informacje mogą wpływać na decyzje konsumentów dotyczące zakupu towarów oznaczonych jednym z tych znaków towarowych, ponieważ konsumenci luksusowych wyrobów skórzanych przywiązują szczególną wagę do historii i długoletniej działalności przedsiębiorstwa, które te towary sprzedaje, wywodząc z tego, że te towary cieszą się szczególną jakością i prestiżem.
Rzecznik generalny uznał (pkt 43 opinii), że włączenie do znaku towarowego liczby, która jest postrzegana przez właściwy krąg odbiorców jako rok założenia przedsiębiorstwa, może w danym przypadku przywołać szczególne know-how, stanowiące gwarancję jakości towaru oznaczonego tym znakiem towarowym i przyczyniające się do nadania mu prestiżowego wizerunku. Ponieważ jakość towaru jest jedną z właściwości, o których mowa tytułem przykładu w art. 3 ust. 1 lit. g) dyrektywy 2008/95/WE, a jakość ta może w dziedzinie artykułów luksusowych wynikać również z prezentacji i prestiżowego wizerunku nadawanego danemu towarowi (wyrok TS z 23.4.2009 r., Copad, C-59/08, Legalis, pkt 24), TS stwierdził zaistnienie rzeczywistego wprowadzenia odbiorców w błąd lub zaistnienie dostatecznie wysokiego prawdopodobieństwa wprowadzenia ich w błąd, w rozumieniu tego przepisu, w sytuacji gdy know-how o takim zakresie czasowym, a co z tym idzie, gwarancja jakości i prestiżowy wizerunek, które są z nim związane lub które z niego wynikają, nie istnieją.
Do sądu krajowego należy dokonanie – w świetle wszystkich okoliczności sprawy – oceny, czy liczba wskazana w znakach towarowych, o unieważnienie prawa do których wniesiono, jest postrzegana przez właściwy krąg odbiorców jako rok założenia przedsiębiorstwa i przywołuje szczególne know-how, takie jak długoletnie know-how, nadające towarowi, dla którego znak towarowy jest zarejestrowany, gwarancję jakości i prestiżowy wizerunek. W tym kontekście sąd krajowy musi zbadać każdy ze znaków towarowych jako całość, biorąc pod uwagę w szczególności obecność w nich, oprócz liczby 1717, wyrazu „Paryż”, a także przekaz, jaki niosą one ze sobą w odczuciu właściwego kręgu odbiorców.
Reasumując, TS orzekł, że art. 3 ust. 1 lit. g) dyrektywy 2008/95/WE należy interpretować w ten sposób, iż w sytuacji gdy znak towarowy zawiera liczbę, która może być postrzegana przez właściwy krąg odbiorców jako wskazanie roku założenia przedsiębiorstwa, i przywołuje, z uwagi na fakt, że rok ten jest historyczny, długoletnie know-how stanowiące gwarancję jakości towarów, dla których znak jest zarejestrowany, i nadające im prestiżowy wizerunek, mimo że know-how o takim zasięgu czasowym nie istnieje, można z tego wywnioskować, że ten znak towarowy może wprowadzać odbiorców w błąd w rozumieniu tego przepisu.
Trybunał doprecyzował w niniejszym wyroku przesłankę odmowy lub stwierdzenia nieważności rejestracji znaku towarowego, a dokładniej – przypadek uregulowany w art. 3 ust. 1 lit. g) dyrektywy 2008/95/WE, jeśli dany znak towarowy ze względu na swój charakter może wprowadzać w błąd konsumenta, przykładowo co do charakteru, jakości lub pochodzenia geograficznego towarów lub usług. Co istotne, wykaz unormowany w tym przepisie nie jest wyczerpujący. W związku z tym z niniejszego wyroku Trybunału wynika, że przepis ten może mieć zastosowanie również w sytuacji, gdy znak towarowy zawiera fałszywe informacje dotyczące właściciela znaku towarowego (jak w niniejszej sprawie liczba lat, przez które działał on w danym sektorze), a konsument uważa z tego względu, że towary lub usługi wykazują określony poziom jakości lub prestiżu.
Niniejszy wyrok TS powinien zostać uwzględniony przy interpretacji art. 1291 ust. 1 pkt 12 PrWłPrzem.
Wyrok TS z 26.3.2026 r., Fauré Le Page, C-412/24 , Legalis
Koszty uzyskania przychodu przy zbyciu nieruchomości
Stan faktyczny
W latach 2014-2018. M.D. kupiła mieszkanie, miejsce postojowe w garażu oraz nabyła zabudowaną działkę w drodze dziedziczenia testamentowego po zmarłej matce. W 2018 r. właścicielka sprzedała wszystkie te nieruchomości, kupiła niezabudowaną działkę i rozpoczęła budowę domu. Ponieważ nieruchomości zostały sprzedane przed upływem 5 lat, licząc od końca roku kalendarzowego, w którym nastąpiło ich nabycie, to uzyskany z ich sprzedaży dochód podlegał opodatkowaniu podatkiem dochodowym w wysokości 19%. M.D. złożyła jednak zeznanie podatkowe PIT-39, w którym wykazała, że nie ma żadnej kwoty do zapłaty, z uwagi na wydanie pieniędzy na własne cele mieszkaniowe. Naczelnik Urzędu Skarbowego wskazał, że podatniczka słusznie do wydatków tych zaliczyła kwoty przeznaczone na całkowitą spłatę kredytu hipotecznego na zakup lokalu mieszkalnego, nabycie niezabudowanej nieruchomości czy budowę budynku mieszkalnego jednorodzinnego. Organ zakwestionował jednak niektóre wydatki, dotyczyło to kwot przeznaczonych na m.in.: zakup sprzętu i narzędzi służących do prac budowlanych i wykończeniowych, serwis toalet, ogrodzenie, aranżację działki oraz monitoring. Organ do wydatków na własne cele mieszkaniowe nie zakwalifikował również kwot wynikających z przedłożonych przez podatniczkę paragonów, paragonów fiskalnych, potwierdzenia zamówień, oraz oświadczeń osób trzecich. W efekcie Ogan określił M.D. zobowiązanie podatkowe w kwocie ponad 17 tys. zł.
Dyrektor Izby Administracji Skarbowej w W. utrzymał w mocy decyzję Organu I instancji, podkreślając, że koszty uzyskania przychodu są ściśle i funkcjonalnie przyporządkowane do danego źródła przychodów. Nie można więc zakwalifikować do wydatków na cel mieszkaniowy, tak jak wykazywała to M.D., wydatków poniesionych na zakup: telewizora, odkurzaczy, myjki ciśnieniowej, kamer czy sprzętu ogrodniczego. Organ podkreślił, że skorzystanie ze zwolnienia podatkowego uzależnione jest też od udokumentowania przez podatnika poniesienia wydatków na własne cele mieszkaniowe poprzez przedłożenie rzetelnych i wiarygodnych dowodów, z których w sposób niebudzący wątpliwości będzie wynikało kto, kiedy i jaki wydatek poniósł. Tymczasem podatniczka przedstawiła liczne paragony lub dokumenty, na których brak jest danych wystawców lub danych podatniczki.
Zarzuty skargi
M.D. wniosła skargę, kwestionując stanowisko Organu co do nieuznanych za koszty uzyskania przychodu wydatków. Wskazała, że do samodzielnego wybudowania domu były potrzebne niezbędne narzędzia, a koszt ich wynajęcia przewyższałby koszt zakupu, nie wszystkie maszyny były też dostępne w tym czasie. Podatniczka podkreśliła, że urządzenia te są w ciągłym użyciu, gdyż dom jest ciągle wykańczany wewnątrz. M.D. twierdziła, że części wydatków nie jest w stanie udokumentować fakturami czy rachunkami, gdyż nie otrzymała ich od wykonawców, a kontakt z nimi się urwał. Wyjaśniła też, że wodociąg był budowany na drodze prywatnej, należącej do kilku współwłaścicieli, a umowa z wykonawcą była podpisana przez właściciela sąsiedniej działki. W jej ocenie uzasadnione wydatki na zaspokajanie potrzeb mieszkaniowych to również wybudowanie ogrodzenia, montaż monitoringu oraz zagospodarowanie terenu wokół domu, o ile zlokalizowane są w obrębie działki, na której jest on posadowiony.
Orzeczenie WSA
WSA w Warszawie uchylił zaskarżoną decyzję, uznając za niezasadne niezakwalifikowanie części wydatków jako poniesionych na własne cele mieszkaniowe. Przede wszystkim Organy błędnie uznały, że równowartość wydatku na nabycie nieruchomości nie stanowi kosztu uzyskania przychodu w części, w jakiej została ona sfinansowana z kredytu, jednocześnie przyjmując, że sama spłata kredytu zaciągniętego na uprzednie nabycie nieruchomości ze środków pochodzących z jej sprzedaży podlega zwolnieniu. Zdaniem Sądu, wydatek na nabycie nieruchomości stanowi koszt jej nabycia i bez znaczenia jest, czy źródłem jego finansowania była umowa kredytu, umowa darowizny, czy własne oszczędności.
W uzasadnieniu wyroku stwierdzono, że niedozwolone jest odliczenie wydatków, przeznaczone na zakup narzędzi czy przedmiotów, które mogą być wielokrotnie wykorzystywane. Mogą one bowiem zostać użyte przy budowie domu systemem gospodarczym, ale można je również wykorzystywać przy innych okazjach i do innych celów, niż własne potrzeby mieszkaniowe. W sytuacji, gdyby M.D. narzędzia lub przedmioty wynajęła na okres prowadzonych prac, wówczas koszt takiego najmu stanowiłby wydatek, o którym mowa w art. 21 ust. 1 pkt 131 w zw. z ust. 25 pkt 1 lit. d ustawy z 26.7.1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (t.j.: Dz.U. z 2026 r. poz. 592; dalej jako: PDOFizU). Sąd podzielił również stanowisko organu w kwestii braku możliwości kwalifikowania jako wydatków, o których mowa w art. 21 ust. 1 pkt 131 PDOFizU, wydatków związanych z aranżacją działki takich jak np. zakup roślin, czy sztuczna trawa.
Za wydatek, o którym mowa w art. 21 ust. 1 pkt 131 PDOFizU w zw. z ust. 25 pkt 1 lit. d PDOFizU, Sąd uznał koszt postawienia tymczasowej toalety. Prace budowlane nie mogą być bowiem prowadzone bez zapewnienia wywozu odpadów, które przy nich powstały. Za wydatki poczynione na budowę własnego budynku mieszkalnego uznano również, które dotyczą zagospodarowania terenu wokół tego budynku, o ile zlokalizowane są w obrębie działki, na której jest on posadowiony. Uzasadnione jest uznanie za takie wydatki kosztów związanych z ogrodzeniem nieruchomości. Wbrew stanowisku organu, Sąd nie zakwestionował, jako wydatku, o którym mowa w art. 21 ust. 1 pkt 131 PDOFizU w zw. z ust. 25 pkt 1 lit. d PDOFizU, wydatków związanych ze sprzętem służącym do monitoringu. Tego rodzaju sprzęt pełni podobną funkcję (ochronną) jak ogrodzenie, drzwi itp., i składa się na inteligentny dom.
Sąd podzielił natomiast ocenę Organu w zakresie nieuznania za koszt uzyskania przychodu wydatków dokumentowanych paragonami czy oświadczeniami. Nie można bowiem uwzględnić kosztów nakładów na nieruchomość, które nie są udokumentowane fakturami VAT. W sytuacji, gdy brak jest możliwości kontaktu z wykonawcami określonych prac, przy braku innych dowodów potwierdzających realność wydatku, Organ miał podstawy do podważenia okoliczności poniesienia danego wydatku. Za przedwczesne Sąd uznał jednak zakwestionowanie przez Organy poniesienie wydatku na budowę wodociągu, na podstawie oświadczenia. Z wyjaśnień podatniczki wynika, że była to wspólna inwestycja sąsiadów, z których jeden zawierał stosowne umowy, zbierał środki i rozliczał się z pozostałymi. Jeżeli Organy miały wątpliwości co do prawdziwości oświadczenia w tym zakresie, powinny podjąć działania w celu weryfikacji tej okoliczności.
Stanowisko NSA
NSA oddalił skargę kasacyjną Organu. W uzasadnieniu wyroku potwierdzono, że do kosztów uzyskania przychodów z odpłatnego zbycia nieruchomości należy zaliczyć cenę nabycia tej nieruchomości, niezależnie od sposobu jej sfinansowania. Kosztem tym w rozpoznawanej sprawie nie jest więc różnica pomiędzy ceną nabycia a wysokością zaciągniętego na ten cel kredytu, jak niezasadnie przyjęły organy podatkowe, lecz pełna cena nabycia nieruchomości, wyrażona w umowie. Wbrew stanowisku Organu spłata kredytu zaciągniętego na nabycie następnie sprzedanej nieruchomości nie jest wydatkiem na zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych sprzedawcy. Środki uzyskane ze sprzedaży nieruchomości nie służą bowiem zaspokojeniu potrzeb mieszkaniowych podatnika, lecz zaspokojeniu wierzytelności kredytodawcy.
Z art. 21 ust. 25 pkt 1 lit. d PDOFizU wynika, że za wydatki na własne cele mieszkaniowe podatnika winny być uznawane wszystkie wydatki poniesione na wybudowanie domu, w którym podatnik zamierza zaspokajać własne potrzeby mieszkaniowe. W ocenie NSA do wydatków takich należy zaliczyć także wydatki na budowę ogrodzenia posesji, na której wznoszony jest dom, czy też na instalację systemu monitoringu.
Wyrok NSA z 5.2.2026 r., II FSK 1105/25 , Legalis
KSeF przyspieszył zwroty VAT. Ale łatwiej wcale nie jest
„Usprawnienie i przyspieszenie weryfikacji zasadności zwrotów VAT” – to jeden z obiecywanych przez rząd efektów wprowadzenia KSeF. Czy faktycznie jest sprawniej i szybciej? Urzędnicy starają się pilnować nowego terminu, ale procedura zwrotu jest nadal skomplikowana, bo przedsiębiorcy muszą się gęsto z niego tłumaczyć – odpowiadają eksperci.
– Dzięki KSeF skarbówka ma bieżący dostęp do transakcji. Ale weryfikuje zwroty po staremu, wzywając podatników do składania wyjaśnień i okazywania faktur – mówi Magdalena Michałowska-Otrzonsek, doradca podatkowy, właścicielka biura rachunkowego Meritum.
– Wiele faktur jest jeszcze wystawianych poza KSeF, fiskus oczekuje ich przedstawienia. Trzeba też przekazywać inne dokumenty, np. potwierdzenia zapłaty czy wywozu towaru do innego kraju – opowiada Małgorzata Bogucka, starszy konsultant w Crido.
Termin zwrotu
Przypomnijmy, że obecnie podstawowy termin zwrotu VAT (który przysługuje wtedy, gdy podatek naliczony jest wyższy od należnego) wynosi 40 dni. Wcześniej było to 60 dni. Zmiana weszła 1 lutego (czyli razem z KSeF). Nadal jednak obowiązuje przepis, że termin można przedłużyć „jeżeli zasadność zwrotu wymaga dodatkowego zweryfikowania”.
– I urzędy nadal z niego korzystają. Bardzo często wszczynają czynności sprawdzające, co skutecznie wydłuża cały proces. Zdarza się też, że urzędnicy kontaktują się z podatnikami lub księgowymi z prośbą o złożenie korekty deklaracji, nawet w drobnych kwestiach, co powoduje, że termin zwrotu zaczyna biec od nowa. Niekiedy pracownicy urzędów wprost przyznają, że nie wyrobią się z weryfikacją w ustawowym terminie i sugerują złożenie korekty, aby dać sobie dodatkowy czas. Czasami też podatnicy są informowani, że brak korekty może skutkować wszczęciem kontroli – opowiada Magdalena Michałowska-Otrzonsek.
Obawy przedsiębiorców
– Skarbówka bardzo dokładnie sprawdza firmy i to za okres kilku lat. Z reguły coś znajduje, trzeba to poprawiać, wysyłać dodatkowe pisma, składać korekty. Taka praktyka wydłuża całą procedurę i przede wszystkim skutecznie zniechęca przedsiębiorców do występowania o zwrot podatku. Wejście KSeF tego nie zmieniło – mówi Sylwia Rzepka, ekspert Stowarzyszenia Księgowych w Polsce i współwłaścicielka biura rachunkowego Rzepka.
Potwierdza to Aleksandra Kozak, właścicielka biura rachunkowego Konto. – Przedsiębiorcy obawiają się występować o zwrot, bo wiedzą, że urząd szczegółowo się wtedy nimi zainteresuje. Nie chcą się tłumaczyć z każdej faktury. Jak mają nadwyżkę podatku naliczonego nad należnym, wolą ją przenieść na następny miesiąc/kwartał. To bezpieczniejsze rozwiązanie – wskazuje Aleksandra Kozak.
Czy fiskus musi zweryfikować rozliczenia przedsiębiorcy, który występuje o zwrot? – Z przepisów taki obowiązek nie wynika. Ale urzędnicy kierują się odgórnymi wytycznymi, chociażby w kwestii wysokości zwrotów, które trzeba sprawdzać – mówi Małgorzata Bogucka.
Sprawdzanie podatników
Kto ma szansę na przelew z urzędu w ciągu 40 dni (od złożenia deklaracji)? – Przedsiębiorcy z ugruntowaną historią i powtarzalnymi rozliczeniami – mówi Magdalena Michałowska-Otrzonsek.
– Urzędnicy patrzą na historię firmy. Na pewno dokładnie sprawdzony zostanie przedsiębiorca, który wcześniej nie wykazywał zwrotów albo dopiero rozpoczął działalność. Ale jeśli jest solidnym, znanym urzędnikom podatnikiem, może liczyć na to, że dostanie pieniądze w ciągu 40 dni. Mamy już takie przypadki – informuje Małgorzata Bogucka.
– 40-dniowe zwroty się zdarzają, na razie trudno jednak mówić o systemowej zmianie odczuwalnej dla większości przedsiębiorców. Moim zdaniem, KSeF bardziej usprawnił możliwości analityczne skarbówki niż faktycznie przyspieszył zwroty podatku – podsumowuje Magdalena Michałowska-Otrzonsek.
Przypomnijmy, że oprócz podstawowego terminu (40 dni) zwrotu VAT, mamy też kilka innych. Krótsze, 15 bądź 25 dni, są obwarowane warunkami. Dłuższy, czyli 180 dni, dotyczy tych, którzy w danym miesiącu/kwartale nie wykonali żadnej opodatkowanej czynności (można go skrócić do 60 dni, jeśli podatnik złoży zabezpieczenie majątkowe).
Przedłużenie zwrotu trzeba uzasadnić
Jeśli urząd skarbowy chce wydłużyć termin zwrotu VAT, wydaje w tej sprawie postanowienie. Musi je solidnie uzasadnić i pokazać, jakie ma wątpliwości, np. wskazać rozbieżności, nieścisłości lub braki w materiale dowodowym. Jak podkreślił Naczelny Sąd Administracyjny „przedłużanie zwrotu podatku nigdy nie może być działaniem bezrefleksyjnym (…) Prawna dopuszczalność przedłużenia terminu zwrotu podatku nie może być odczytywana jako blankietowe, prewencyjne upoważnienie do opóźniania realizacji zwrotu nadwyżki naliczonego podatku od towarów i usług nad kwotą podatku należnego”. Sąd stwierdził jednak też, że odsunięcie w czasie zwrotu VAT jest uzasadnione, jeśli weryfikacja rozliczenia za dany okres nie mogła się odbyć przed upływem terminu z przyczyn spowodowanych przez podatnika, np. z powodu nieprzedstawienia wymaganej dokumentacji (sygn. I FSK 1872/24).
Na postanowienie urzędu można wnieść zażalenie, a następnie skargę do wojewódzkiego sądu administracyjnego.
Reforma urzędów pracy nie dała większych efektów
Od 1.6.2025 r. obowiązuje ustawa o rynku pracy i służbach zatrudnienia (Dz.U. 2025 r. poz. 620), która zastąpiła obowiązujące przez wiele lat przepisy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy. Z założeń projektodawców wynikało, że zmieniający się rynek pracy wymusił opracowanie nowych regulacji, które mają odpowiadać na obecne potrzeby osób poszukujących pracy, bezrobotnych oraz przedsiębiorców. Nowelizacja miała też zrewolucjonizować funkcjonowanie urzędów pracy.
Sprawdziliśmy, jak przebiega wdrażanie nowych przepisów po prawie roku od ich wejścia w życie.
Bez rewolucji
Zdaniem Moniki Fedorczuk, dyrektorki Urzędu Pracy m.st. Warszawy, po roku obowiązywania ustawy o rynku pracy i służbach zatrudnienia nie powinniśmy mówić o rewolucji, lecz raczej o próbie poszerzenia roli urzędów pracy.
Zdaniem ekspertki mniej istotne jest „co zapisano w przepisach”, ale: „czy urzędy dostały warunki i zasoby, aby nowe zadania wykonać skutecznie?”.
– I właśnie w tym miejscu najlepiej widać główne napięcie tej reformy: ustawowo rozszerzono zakres zadań, bez proporcjonalnego wzmocnienia zasobów, które pozwoliłyby te zadania realnie wykonywać – ocenia Monika Fedorczuk.
Jak tłumaczy, nowa ustawa zmienia sposób myślenia o klientach publicznych służb zatrudnienia. Urzędy pracy nie mają już koncentrować się wyłącznie na osobach bezrobotnych zarejestrowanych w systemie. W większym stopniu powinny docierać także do biernych zawodowo, niezarejestrowanych, młodych, osób po 50. roku życia, seniorów, a także do pracodawców, którzy mierzą się z niedoborem kompetencji i zmianami demograficznymi.
– To kierunkowo ważna zmiana. Problem polega jednak na tym, że samo rozszerzenie grup odbiorców nie oznacza jeszcze większej skuteczności. Osoba młoda, człowiek w wieku 60+/65+, pracownik po utracie zatrudnienia, bierny zawodowo i przedsiębiorca szukający kandydatów potrzebują zupełnie innych form wsparcia. To wymaga specjalizacji, czasu, narzędzi, danych i dobrze przygotowanych pracowników. Bez odpowiedniego finansowania łatwo stworzyć system, który ma szerszy zakres odpowiedzialności, ale niekoniecznie większą realną sprawczość – ocenia.
Znacznie mniej wydatków
Jak przyznaje Monika Fedorczuk, rok 2026 jest pod względem przekazanych na aktywizację środków szczególnie trudny, gdyż ograniczono wydatki na ten cel o około 40 proc.
– Zatem, mimo zmian prawnych, realne możliwości oddziaływania zostały zmniejszone, co niewątpliwie ma wpływ na ocenę skuteczności wprowadzanych regulacji – mówi szefowa warszawskiego urzędu.
Ubezpieczenie zdrowotne
Monika Fedorczuk przypomina, że mimo zgłaszanych przez wiele lat postulatów rząd nie zdecydował się oddzielić uprawnień do opieki zdrowotnej od statusu bezrobotnego, co powoduje, że dla istotnej części osób zarejestrowanych nadal podstawową motywacją do wizyty w urzędzie jest uzyskanie prawa do bezpłatnej opieki zdrowotnej.
– Realizacja tego postulatu spowodowałaby nie tylko liczebny spadek osób bezrobotnych, ale także możliwość koncentracji działań urzędów na wspieraniu tych, którzy tego wsparcia potrzebują – ocenia.
Potwierdza to Łukasz Iwaszkiewicz z Działu Marketingu i Współpracy z Pracodawcami Gdańskiego Urzędu Pracy.
– Choć od wielu lat toczy się na ten temat ożywiona dyskusja, nic w tym zakresie się niestety nie zmienia. W efekcie wśród zarejestrowanych bezrobotnych coraz większą grupę stanowią osoby, które nie są zainteresowane ani podjęciem pracy, ani udziałem w działaniach aktywizacyjnych – rejestrują się wyłącznie w celu uzyskania prawa do ubezpieczenia zdrowotnego. W efekcie doradcy ds. zatrudnienia często angażują się w aktywizację osób, które nie chcą i nie potrzebują wsparcia. Co gorsza, brakuje skutecznych narzędzi, które pozwoliłyby precyzyjnie określić, kto rzeczywiście potrzebuje pomocy w znalezieniu zatrudnienia – mówi.
Monika Fedorczuk zwraca też uwagę na zróżnicowanie lokalnych rynków pracy, a co za tym idzie odmienność wyzwań przed którymi stają publiczne służby zatrudnienia, które w przepisach nie zostały uwzględnione.
– Stolica nie jest typowym rynkiem wysokiego bezrobocia. Tutaj jednym z kluczowych wyzwań jest raczej dopasowanie kompetencji do potrzeb pracodawców, aktywizacja osób pozostających poza rejestrem, starzenie się społeczeństwa, zmiany technologiczne i konkurencja o pracowników. Innych narzędzi potrzebuje więc Warszawa, a innych powiat z wysokim bezrobociem strukturalnym. Tymczasem przepisy nadal bardzo szczegółowo określają sposób działania urzędów pracy, co ogranicza możliwość budowania lokalnych strategii odpowiadających na realną specyfikę danego rynku – podkreśla.
Łatwiejszy kontakt
– Pozytywnie należy ocenić rozwiązania ułatwiające klientom kontakt z urzędem, w tym możliwość rejestracji według miejsca zamieszkania, a nie zameldowania, większą cyfryzację usług czy szerszy dostęp do części instrumentów rynku pracy. Z całą pewnością w bazie ofert pracy zwiększyła się liczba ogłoszeń o wolnych stanowiskach, co jest skutkiem wprowadzenia obowiązku dla podmiotów publicznych zgłaszania wszystkich rekrutacji prowadzonych w tych instytucjach. Niewątpliwie to gromadzi do tej pory rozproszoną informację o możliwościach rekrutacyjnych i zwiększa zakres tych ofert – mówi Monika Fedorczuk.
Z kolei jak wskazuje Łukasz Iwaszkiewicz, ocena skutków nowej regulacji musi być podzielona na kilka części.
Za trafione uznaje np. zmiany w niektórych formach aktywizacji.
– Przykładem są prace interwencyjne, w przypadku których nowa ustawa w sposób zdecydowany podniosła kwotę wsparcia. W efekcie dziś obserwujemy widoczny wzrost zainteresowania tym instrumentem ze strony pracodawców – dodaje.
Z kolei w zakresie pośrednictwa pracy i poradnictwa zawodowego pozytywnie ocenia obowiązek zgłaszania ofert zatrudnienia do urzędów pracy przez jednostki sektora publicznego.
– Dzięki temu rozwiązaniu możemy wreszcie pełnić rolę swego rodzaju integratora, instytucji, która – choć nie gromadzi wszystkich ofert dostępnych na rynku – dysponuje przynajmniej ogłoszeniami pochodzącymi z administracji – mówi.
Z drugiej jednak strony, jak przyznaje, pojawiły się dość restrykcyjne wymogi, jakie muszą spełnić pracodawcy zainteresowani zgłoszeniem oferty zatrudnienia w urzędzie pracy dotyczące opłacania składek i podatków.
– Nawet niewielkie zadłużenie może więc sprawić, że oferta nie zostanie przyjęta i udostępniona bezrobotnym. Z pewnością dopracowania wymaga także system umożliwiający pracownikom urzędów pracy weryfikację firm pod kątem wymagań określonych w ustawie – mówi.
Gdański urząd zwraca jednocześnie uwagę na kwestie związane z wprowadzeniem instrumentów wspierających aktywizację osób dojrzałych.
– W starzejącym się społeczeństwie to rozwiązanie szczególnie potrzebne. Martwi nas jednak symboliczne zainteresowanie tym narzędziem ze strony pracodawców. Oferowana przez publiczne służby zatrudnienia pomoc wydaje się zbyt niewielka, aby skutecznie zachęcić przedsiębiorców do śmielszego zatrudniania osób 60+ – mówi Łukasz Iwaszkiewicz.
Kłopot z bezrobotnymi
Krytycznych obserwacji nie brakuje też w obszarze rejestracji osób bezrobotnych.
– Z jednej strony pozytywnie oceniamy wprowadzenie przepisów umożliwiających nadawanie statusu według miejsca zamieszkania, a nie zameldowania. Takie rozwiązanie zdecydowanie bliższe jest realiom rynku pracy, zwłaszcza w przypadku dużych aglomeracji, do których migrują za pracą mieszkańcy okolicznych powiatów. Krokiem w dobrym kierunku należy też określić rezygnację z bezterminowego przyznawania statusu osoby bezrobotnej i zastąpienie go trzyletnim okresem, a także zmiany w sposobie naliczania świadczeń. Zastąpienie trzyprogowej skali rozwiązaniem dwustopniowym umożliwiło osobom z krótszym stażem pracy korzystanie z wyższego zasiłku – mówi Łukasz Iwaszkiewicz.
Jednak z drugiej strony, jak podkreśla, ustawa zawiera także kilka mniej trafnych rozwiązań.
– Przede wszystkim urzędom pracy odebrano narzędzia pozwalające na wyłączanie z ewidencji tych bezrobotnych, którzy w sposób ewidentny nie są zainteresowani wsparciem publicznych służb zatrudnienia. Na mocy wcześniej obowiązujących przepisów możliwe było np. wyrejestrowanie osoby, która odmówiła przyjęcia oferty pracy. Obecnie, mimo wprowadzenia nowych regulacji, ich skuteczność jest znacznie ograniczona. Zgodnie z aktualnymi przepisami urząd pracy może wyrejestrować osobę bezrobotną wyłącznie wtedy, gdy ta nie utrzymuje kontaktu z urzędem przez 90 dni lub nie realizuje indywidualnego planu działania. Taki model sprawia, że jakiekolwiek próby dyscyplinowania klientów niezainteresowanych realnym wsparciem stają się w praktyce czysto iluzoryczne – mówi.
W efekcie, jak wskazuje Monika Fedorczuk, na dziś jest ostrożna przy całościowej ocenie zmian.
– Reforma uporządkowała część rozwiązań i poszerzyła ambicje systemu, ale jej efekty będą zależały od trzech rzeczy: stabilnych przepisów wykonawczych, sprawnych narzędzi cyfrowych oraz finansowania adekwatnego do liczby i różnorodności klientów. Bez tego trudno mówić o rzeczywistej rewolucji.
Zaniechanie diagnostyki i spóźniona reoperacja podstawą odpowiedzialności karnej lekarzy
Stan faktyczny
Pacjentka była hospitalizowana po laparoskopowym zabiegu w obrębie jamy brzusznej. Po operacji zgłaszała bóle brzucha i wymioty. Wyniki laboratoryjne krwi wskazywały na ciężki stan zapalny i rozwijającą się sepsę. Wykonano również badanie RTG klatki piersiowej, którego nie opisano niezwłocznie z uwagi na brak radiologa.
Opiekę medyczną nad pacjentką sprawowali lekarze dyżurni – jeden z nich podczas dwóch dób, a drugi w kolejnych dniach. Żaden z nich nie rozpoznał u pacjentki występujących objawów perforacji przewodu pokarmowego, zapalenia otrzewnej oraz wstrząsu septycznego.
Lekarze zachowali postawę wyczekującą, stosowali farmakoterapię, twierdząc, że w pierwszej kolejności stan pacjentki wymaga ustabilizowania. Drugi z lekarzy, zamiast decyzji o reoperacji, skierował pacjentkę na Oddział Intensywnej Terapii, w celu stabilizacji parametrów życiowych.
Decyzja o reoperacji została podjęta dopiero kolejnego dnia po przekazaniu na OIT. Zabieg udał się – usunięto perforację. Pacjentka zmarła jednak w wyniku powikłań pooperacyjnych i zakażenia ogólnoustrojowego – operacja została przeprowadzona za późno.
Oskarżeni, wyrok I instancji i apelacje
W sprawie oskarżonymi byli lekarze, którzy sprawowali opiekę medyczną nad pacjentką i którzy zaniechali decyzji o interwencji medycznej. Drugi z lekarzy, który zajmował się pacjentką, podnosił w trakcie sprawy, że w momencie objęcia przez niego dyżuru pacjentka była już w złym stanie i nie można mu przypisywać odpowiedzialności za zaniechania diagnostyczne poprzedniego lekarza.
Oboje zostali skazani przez Sąd I instancji na kary pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem wykonania, kary grzywny i zadośćuczynienia.
Apelację od wyroku wnieśli obrońcy każdego z oskarżonych.
W jednej z apelacji zarzucono:
- błąd w ustaleniach faktycznych polegający na błędnym przyjęciu, że lekarz nie rozpoznał perforacji i zapalenia otrzewnej; obrona podnosiła, że rozpoznanie było możliwe dopiero po wykonaniu badania TK, a zlecona farmakoterapia była prawidłowym działaniem, które miało ustabilizować pacjentkę przed podaniem kontrastu i przed reoperacją;
- błędne przyjęcie, że oskarżony powinien samodzielnie ocenić wynik badania RTG bez opisu radiologa, podczas gdy opis wykonany kolejnego dnia świadczy o wysokiej trudności interpretacji wyniku badania.
W drugiej z apelacji podnoszono:
- błędną ocenę dowodów, polegającą na uznaniu wyjaśnień oskarżonego za niewiarygodne;
- błędne pominięcie opinii anestezjologa, który zaopiniował, że działanie lekarzy było prawidłowe, ponieważ w nieustabilizowanym stanie pacjentki występowało wysokie ryzyko zgonu w trakcie operacji;
- pominięcie, że ostatecznie do operacji doszło właśnie po stabilizacji pacjentki w warunkach OIT;
- rozstrzygnięcie na niekorzyść oskarżonego niedających się usunąć wątpliwości dotyczących związku pomiędzy decyzją a śmiercią pacjentki;
- rażącą niewspółmierność kary oraz pominięcie okoliczności łagodzących.
Rozstrzygnięcie sądu II instancji
Sąd II instancji nie znalazł podstaw do zmiany wyroku i utrzymał zaskarżone rozstrzygnięcie w mocy.
Stwierdził, że:
- zarzuty obu apelacji są nietrafne i nieuzasadnione;
- kluczowa była opinia biegłego, która jednoznacznie wskazywała na błąd diagnostyczny popełniony przez obu lekarzy;
- wyniki laboratoryjne jednoznacznie wskazywały na podejrzenie perforacji pooperacyjnej, co powinno spowodować wdrożenie dalszej diagnostyki – USG lub TK, a następnie przeprowadzenie reoperacji;
- oczekiwanie na stabilizację farmakologiczną było błędne – narastała niewydolność narządów i zmniejszały się szanse na uratowanie pacjentki, decyzja o operacji była spóźniona;
- twierdzenia o trudnościach w interpretacji wyniku RTG są nieuzasadnione, ponieważ chirurg również powinien potrafić zidentyfikować patologiczny obraz na wyniku badania;
- wymiar kary jest adekwatny, odpowiedni do stopnia winy oraz społecznej szkodliwości czynu.
Zdarzenie, którego dotyczyła sprawa, miało miejsce w 2018 r. Prawomocne zakończenie sprawy zajęło 8 lat.
Wyrok SO w Siedlcach – II Wydział Karny z 11.3.2026 r., II Ka 871/25, Legalis
Odpowiedzialność karna funkcjonariusza nie wyłącza odpowiedzialności administratora danych
Stan faktyczny sprawy
Sprawa ma swoje źródło w wydarzeniach z sierpnia 2023 r., kiedy ówczesny Minister Zdrowia opublikował na portalu X informacje dotyczące lekarza, obejmujące dane dotyczące zdrowia, a więc dane szczególnej kategorii w rozumieniu art. 9 rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27.4.2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) (Dz.Urz. UE L z 2016 r. Nr 119, s. 1; dalej: RODO). Dane te zostały pozyskane z Systemu Informacji Medycznej (SIM), do którego minister posiadał dostęp w związku z pełnioną funkcją publiczną.
W grudniu 2023 r. Prezes UODO wydał decyzję administracyjną (DKN.5131.32.2023), w której uznał, że doszło do naruszenia przepisów o ochronie danych osobowych i nałożył na Ministra Zdrowia administracyjną karę pieniężną w wysokości 100 tys. zł. Organ nadzorczy przyjął, że administratorem danych pozostawał Minister Zdrowia jako organ administracji publicznej odpowiedzialny za proces przetwarzania danych w systemie.
Równolegle prowadzone było postępowanie karne przeciwko Adamowi Niedzielskiemu. We wrześniu 2025 r. zapadł prawomocny wyrok sądu karnego, w którym uznano byłego ministra za winnego przekroczenia uprawnień oraz naruszenia przepisów o ochronie danych osobowych poprzez ujawnienie danych pochodzących z SIM osobom nieuprawnionym.
Następnie sprawa trafiła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. Wyrokiem z 2.3.2026 r., II SA/Wa 285/24, Legalis, sąd uchylił decyzję Prezesa UODO. W ustnym uzasadnieniu WSA wskazał, że jest związany ustaleniami prawomocnego wyroku sądu karnego. Zdaniem sądu okoliczność, iż odpowiedzialność za ujawnienie danych została przypisana konkretnej osobie fizycznej, wpływa na ocenę odpowiedzialności administracyjnej w sprawie.
WSA uznał, że odpowiedzialność za naruszenie ponosi osoba fizyczna – Adam Niedzielski – a nie organ administracji publicznej jako administrator danych. W konsekwencji sąd uchylił decyzję Prezesa UODO, wskazując na konieczność ponownego rozpatrzenia sprawy z uwzględnieniem ustaleń wynikających z wyroku karnego.
Spór o zakres odpowiedzialności administratora danych
Prezes UODO nie zgodził się z takim stanowiskiem i wniósł skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego. W ocenie organu nadzorczego, WSA dokonał nieprawidłowego utożsamienia dwóch odrębnych reżimów odpowiedzialności prawnej – odpowiedzialności karnej osoby fizycznej oraz odpowiedzialności administracyjnoprawnej administratora danych.
W skardze kasacyjnej wskazano, że prawomocny wyrok sądu karnego rozstrzyga wyłącznie o odpowiedzialności konkretnej osoby za popełnienie czynu zabronionego. Nie przesądza natomiast o tym, kto pozostaje administratorem danych osobowych w rozumieniu art. 4 pkt 7 RODO ani kto odpowiada za zgodność procesu przetwarzania danych z przepisami rozporządzenia.
Prezes UODO podkreśla, że decyzja z grudnia 2023 r. nie odnosiła się wyłącznie do samego aktu publikacji danych osobowych w mediach społecznościowych. Organ analizował cały proces przetwarzania danych, obejmujący dostęp do danych w SIM, kwestie bezpieczeństwa systemu, sposób korzystania z danych oraz reakcję na incydent naruszenia ochrony danych osobowych.
W ocenie organu nadzorczego są to obowiązki o charakterze systemowym, które obciążają administratora danych, a nie wyłącznie konkretną osobę fizyczną działającą w strukturze organizacyjnej administratora.
Znaczenie art. 11 PostAdmU i związania ustaleniami wyroku karnego
Jednym z centralnych zagadnień sprawy pozostaje zakres związania sądu administracyjnego ustaleniami prawomocnego wyroku karnego na podstawie art. 11 ustawy z 30.8.2002 r. – Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (t.j. Dz.U. z 2026 r. poz. 143; dalej: PostAdmU).
Prezes UODO argumentuje, że przepis ten obejmuje jedynie ustalenia dotyczące osoby sprawcy, przebiegu czynu oraz jego kwalifikacji karnej. Nie rozciąga się natomiast na ocenę odpowiedzialności administracyjnej wynikającej z przepisów RODO ani na ustalenie statusu administratora danych.
Zdaniem organu WSA błędnie potraktował wyrok karny jako przesądzający również o odpowiedzialności administracyjnej za naruszenie przepisów o ochronie danych osobowych. Tymczasem oba reżimy odpowiedzialności funkcjonują autonomicznie i mogą być stosowane równolegle.
Prezes UODO wskazuje również, że działania ówczesnego Ministra Zdrowia były nierozerwalnie związane z pełnioną funkcją. Dostęp do danych zawartych w SIM wynikał wyłącznie z wykonywania kompetencji publicznych, a nie z aktywności prywatnej. W ocenie organu, nie można więc całkowicie oddzielić działań osoby fizycznej od działania organu administracji publicznej jako administratora danych.
Możliwe skutki systemowe rozstrzygnięcia
W skardze kasacyjnej Prezes UODO zwrócił uwagę na potencjalne konsekwencje systemowe przyjęcia stanowiska zaprezentowanego przez WSA. Organ nadzorczy podnosi, że taka interpretacja mogłaby prowadzić do ograniczenia odpowiedzialności administracyjnej organów publicznych za naruszenia ochrony danych osobowych.
Gdyby uznać, że przekroczenie uprawnień przez osobę działającą w strukturze organu wyłącza odpowiedzialność samego administratora, mogłoby to prowadzić do sytuacji, w której organy publiczne unikałyby odpowiedzialności za niezgodne z prawem przetwarzanie danych poprzez powoływanie się na indywidualne działania swoich przedstawicieli.
Prezes UODO przypomina przy tym, że odpowiedzialność administratora danych w systemie RODO ma charakter obiektywny. Obejmuje ona także przypadki, w których naruszenia dopuszczają się osoby działające w strukturze administratora lub korzystające z przyznanych im uprawnień w ramach wykonywania funkcji publicznych.
Organ podkreśla również, że przepisy RODO nakładają na administratorów obowiązki związane m.in. z wdrażaniem odpowiednich środków technicznych i organizacyjnych, zapewnieniem bezpieczeństwa danych oraz prawidłowym reagowaniem na incydenty naruszenia ochrony danych. Są to obowiązki odnoszące się do funkcjonowania całej organizacji, których nie można sprowadzić wyłącznie do odpowiedzialności konkretnej osoby fizycznej.
Zarzuty dotyczące uzasadnienia wyroku WSA
W skardze kasacyjnej podniesiono również zarzuty dotyczące sposobu sporządzenia uzasadnienia wyroku przez Wojewódzki Sąd Administracyjny. Zdaniem Prezesa UODO uzasadnienie ma charakter lakoniczny i nie pozwala na odtworzenie pełnego toku rozumowania sądu.
Organ wskazuje, że WSA nie wyjaśnił w sposób pogłębiony, dlaczego ustalenie odpowiedzialności karnej osoby fizycznej miałoby automatycznie eliminować odpowiedzialność administratora danych w reżimie administracyjnym. W ocenie Prezesa UODO może to stanowić naruszenie art. 141 § 4 PostAdmU, wymagającego przedstawienia pełnej argumentacji prawnej umożliwiającej kontrolę instancyjną wyroku.
Prezes UODO wniósł o uchylenie wyroku WSA w całości oraz rozpoznanie sprawy przez Naczelny Sąd Administracyjny.
Komentarz
Sprawa Ministra Zdrowia może okazać się jednym z istotniejszych krajowych sporów dotyczących granic odpowiedzialności administratora danych w sektorze publicznym. Kluczowe znaczenie będzie miało rozstrzygnięcie, czy przekroczenie uprawnień przez funkcjonariusza publicznego wyłącza odpowiedzialność organu administracji jako administratora danych osobowych.
Z praktycznego punktu widzenia stanowisko prezentowane przez Prezesa UODO wydaje się spójne z konstrukcją odpowiedzialności przyjętą w RODO. System ochrony danych osobowych opiera się bowiem na założeniu, że administrator odpowiada za organizację procesu przetwarzania danych, bezpieczeństwo systemów oraz działania osób funkcjonujących w jego strukturze organizacyjnej. Odpowiedzialność ta nie ogranicza się wyłącznie do działań formalnie zgodnych z zakresem kompetencji poszczególnych pracowników lub funkcjonariuszy.
Ewentualne utrzymanie stanowiska WSA mogłoby mieć znaczenie wykraczające poza samą sprawę Ministra Zdrowia. W praktyce mogłoby prowadzić do prób przenoszenia odpowiedzialności za incydenty ochrony danych z administratorów na konkretne osoby fizyczne, zwłaszcza w sektorze publicznym. Taki kierunek interpretacyjny mógłby utrudnić dochodzenie praw przez osoby, których dane dotyczą, a także osłabić funkcję gwarancyjną odpowiedzialności administracyjnej przewidzianej w RODO.
Ostateczne stanowisko Naczelnego Sądu Administracyjnego będzie więc istotne nie tylko dla praktyki organu nadzorczego, ale również dla określenia granic odpowiedzialności administracji publicznej za przetwarzanie danych osobowych w ramach systemów państwowych.
Wyrok WSA z 2.3.2026 r., II SA/Wa 285/24, Legalis
Wakacje pełnomocnika to nie powód, żeby przekładać sprawę
Taka przestroga przed wakacjami płynie dla profesjonalnych pełnomocników z jednego z niedawnych wyroków Naczelnego Sądu Administracyjnego (NSA).
W sprawie zasadniczo chodziło o umorzenie postępowania administracyjnego. Jednak ważną kwestią sporną, jaka pojawiła się na etapie sądowym okazało się prawo do czynnego udziału w sprawie. Pełnomocniczka skarżących dzień po otrzymaniu zawiadomienia o terminie rozprawy wniosła o jej odroczenie. Wskazała, że od 22 lipca do 15 sierpnia 2022 r. będzie przebywać na wcześniej zaplanowanym urlopie z rodziną poza granicami kraju.
Wojewódzki Sąd Administracyjny (WSA) w Warszawie swoich planów jednak nie zmienił. Rozpoznał skargę i ją oddalił. Kobieta nie zgodziła się z tym rozstrzygnięciem, a w skardze kasacyjnej podniosła nie tylko zarzuty odnoszące się do meritum sprawy. Podniosła również, że przed WSA doszło do niezapewnienia czynnego udziału w postępowaniu. Pełnomocniczka podkreśliła, że nie mogła przewidzieć, w jakim czasie sąd wyznaczy rozprawę.
Zawiadomienie o jej terminie otrzymała zaś już po zaplanowaniu pobytu za granicą, a w tak krótkim czasie w okresie urlopów wakacyjnych nie było możliwe ustanowienie substytuta. W ocenie prawniczki nie można oczekiwać od pełnomocników, że nie będą w okresie wakacyjnym planowali urlopów i w każdym przypadku zmiana planów będzie możliwa. Jest więc to przeszkoda, której pełnomocnik nie może przezwyciężyć.
Ta argumentacja nie przekonała NSA. Zauważył, że nieobecność pełnomocnika wywołana urlopem nie jest ani nadzwyczajnym wydarzeniem, ani przeszkodą, które obligują do odroczenia rozprawy. Sąd nie kwestionował, że pełnomocniczka powoływała się na niemożność ustanowienia pełnomocnika substytucyjnego z uwagi na okres wakacyjny. Niemniej wszyscy wiedzą, że sądy administracyjne orzekają też w okresie wakacyjnym. I zdaniem NSA osoba wykonująca zawód adwokata czy radcy prawnego planująca urlop w okresie wakacyjnym musi się już wcześniej liczyć z tym, że mogą zostać wyznaczone rozprawy w prowadzonych przez nią sprawach.
Musi też brać pod uwagę ewentualne trudności w ustanowieniu substytuta, czyli rozważyć ewentualne wcześniejsze podjęcie działań pozwalających na zapewnienie udziału ewentualnego dalszego pełnomocnika na rozprawach wyznaczonych w okresie wakacyjnym.
Jak podkreślił NSA w takich sytuacjach, do pełnomocnika fachowego należy podjęcie decyzji, czy zasadne jest ustanowienie subsytuta czy też złożenie dodatkowego pisma procesowego. Pełnomocnik może również uznać, że stanowisko przedstawione w dotychczasowych pismach procesowych zawiera pełną argumentację w sprawie i nie jest konieczne podejmowanie dalszych czynności. Wyrok jest prawomocny.
Sygnatura akt: I OSK 518/23