Czego naprawdę potrzebuje polski rynek kryptowalut?

Od lat wielokrotnie wskazywałem publicznie, że brak spójnej i przewidywalnej strategii regulacyjnej wobec rynku kryptowalut wcześniej czy później doprowadzi do kryzysu zaufania oraz ujawni ograniczoną skuteczność obecnego modelu nadzoru. Afera wokół Zondacrypto potwierdziła te obawy. Pokazała nie tylko ryzyko związane z samym rynkiem kryptowalut, lecz także słabość polskiego modelu regulacyjnego, w którym przez lata państwo dysponowało ograniczonymi instrumentami kontroli, a wraz ze wzrostem skali rynku zabrakło konsekwentnej strategii nadzorczej.

Problemy z wypłatami środków, pytania o rezerwy i bezpieczeństwo aktywów klientów oraz śledztwo prokuratury sprawiły, że sprawa Zondacrypto stała się największym kryzysem reputacyjnym polskiego rynku kryptowalut.

Jednocześnie pokazała coś znacznie ważniejszego: państwo polskie przez lata próbowało traktować rynek kryptowalut jak marginalny eksperyment technologiczny, a nie sektor, przez który przepływają miliardy złotych i środki setek tysięcy użytkowników.

Dziś pytanie nie brzmi już, czy nadzorować rynek kryptowalut, lecz jak zrobić to skutecznie, nie niszcząc legalnego rynku oraz nie wypychając firm za granicę. Nie ma również realnej przestrzeni do całkowitego zakazu obrotu kryptowalutami (jak wynikało z treści jednego z głosowanych przez Sejm projektów ustawy) – zarówno z uwagi na obowiązujące regulacje unijne, jak i transgraniczny charakter samego rynku.

Stan obecny: trzy modele w jednym rynku

Po wejściu w życie rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2023/1114 z 31.5.2023 r. w sprawie rynków kryptoaktywów oraz zmiany rozporządzeń (UE) nr 1093/2010 i (UE) nr 1095/2010 oraz dyrektyw 2013/36/UE i (UE) 2019/1937 (Dz.Urz. UE L z 2023 r. Nr 150, s. 40; dalej: MiCA) możliwość legalnego oferowania usług związanych z kryptoaktywami zależy od modelu działalności i statusu regulacyjnego podmiotu. Sytuację komplikuje jednak fakt, że Polska nadal pozostaje opóźniona we wdrożeniu pełnego modelu licencjonowania CASP (Crypto Assets Service Provider, czyli Dostawca Usług w Zakresie Kryptoaktywów) pod nadzorem KNF-u. W efekcie rynek funkcjonuje dziś równolegle w trzech odmiennych realiach:

Ten fragmentaryczny stan jest sam w sobie źródłem ryzyka – zarówno dla klientów, jak i dla wiarygodności całego sektora.

Dwa skrajne podejścia

Przez lata relacja państwa z rynkiem kryptowalut była oparta na dwóch skrajnościach. Z jednej strony, dominowała daleko posunięta ostrożność KNF, połączona z regulacyjnym paraliżem i chroniczną nieufnością wobec sektora krypto. Znajdowało to wyraz również w projektowanych rozwiązaniach legislacyjnych, których poziom restrykcyjności budził uzasadnione obawy rynku co do realnej możliwości spełnienia proponowanych wymogów regulacyjnych. Z drugiej strony, część rynku funkcjonowała w przekonaniu, że kryptowaluty powinny pozostawać poza klasycznym nadzorem finansowym i rozwijać się według zasad właściwych bardziej dla sektora technologicznego niż rynku usług finansowych.

Efekt był przewidywalny. Wiele podmiotów zaczęło przenosić działalność do innych jurysdykcji UE, przede wszystkim do Estonii, na Litwę czy na Cypr, gdzie warunki regulacyjne były bardziej przewidywalne. Pozwalało to następnie na świadczenie usług również na rynku polskim. Państwo polskie zachowało formalny dystans regulacyjny, jednocześnie ograniczając własny wpływ na rynek działający i tak głównie na rzecz polskich klientów.

Przypadek Zondacrypto pokazał konsekwencje tego modelu. Gdy pojawiły się pytania o płynność i bezpieczeństwo środków klientów, okazało się, że możliwości oddziaływania krajowego nadzoru są ograniczone.

Nowe technologie – Sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

KNF potrzebuje większych kompetencji, ale nie modelu represyjnego

Naturalną reakcją po kryzysie jest postulat „silniejszego nadzoru”. Problem polega na tym, że bardzo łatwo zamienić skuteczną regulację w administracyjne wypychanie rynku z Polski. Dlatego tak wiele firm formalnie działa poza Polską, mimo że obsługuje polskich klientów.

Rynek kryptowalut jest wyjątkowo mobilny. Giełda czy operator portfela mogą przenieść działalność do innego państwa UE znacznie szybciej niż klasyczny bank lub dom maklerski. Nadmiernie restrykcyjne podejście nie zatrzyma rynku – przeniesie go jedynie poza polską jurysdykcję.

Dlatego celem nie powinno być dokładanie zakazów, lecz stworzenie nadzoru, który daje państwu widoczność rynku.

Jakich instrumentów potrzebuje KNF?

Po pierwsze, KNF powinien mieć możliwość bieżącego monitorowania płynności i rezerw dużych podmiotów kryptowalutowych działających wobec polskich klientów. Nie chodzi o codzienną ingerencję operacyjną, a o obowiązek raportowania struktury aktywów i poziomu ryzyka.

Po drugie, konieczne są kompetencje do przeprowadzania kontroli oraz żądania dokumentów dotyczących przechowywania aktywów klientów. Kryzys Zondacrypto pokazał, że użytkownicy często nie wiedzą nawet, w jakim modelu przechowywane są ich środki.

Po trzecie, regulator powinien mieć możliwość wydawania publicznych ostrzeżeń opartych na konkretnych przesłankach dotyczących płynności lub bezpieczeństwa organizacyjnego platformy.

Po czwarte, potrzebny jest obowiązek wyraźnego rozdzielenia aktywów klientów od aktywów własnych giełdy lub operatora. To standard oczywisty w tradycyjnych finansach, ale nadal niewystarczająco transparentny w części rynku krypto.

Po piąte, KNF powinien mieć możliwość czasowego ograniczenia działalności platformy wobec nowych klientów w sytuacjach wysokiego ryzyka, ale wyłącznie na podstawie ustawowych i kontrolowalnych przesłanek.

Czego KNF robić nie powinien

Największym błędem byłoby traktowanie rynku kryptowalut jak patologii, którą należy administracyjnie zdusić. Polska pozostaje jednym z największych rynków usług związanych z kryptoaktywami w Europie Środkowo-Wschodniej – pod względem liczby użytkowników i skali obrotu. Dotyczy to nie tylko giełd i kantorów kryptowalutowych, lecz także podmiotów świadczących usługi custody, transferowe i brokerskie oraz operatorów infrastruktury płatniczej. Nadmiernie restrykcyjne podejście regulacyjne nie wyeliminuje więc rynku, lecz doprowadzi do dalszego przenoszenia działalności do innych jurysdykcji UE, przy jednoczesnej kontynuacji świadczenia usług na rzecz polskich klientów.

KNF nie powinien próbować blokować dostępu do rynku detalicznego tylko dlatego, że aktywa są ryzykowne. Ryzyko inwestycyjne nie może być podstawą zakazu działalności. W przeciwnym razie należałoby zamknąć również część rynku forex czy kontraktów CFD.

Niebezpieczne byłoby także tworzenie wymogów kapitałowych oderwanych od realiów rynku. Zbyt wysokie bariery wejścia doprowadzą wyłącznie do dominacji zagranicznych podmiotów oraz rozwoju szarej strefy.

Równie problematyczny byłby model, w którym każda innowacja technologiczna wymagałaby uprzedniej zgody regulatora. Rynek krypto rozwija się szybciej niż klasyczne procesy administracyjne. Nadmierna reglamentacja oznaczałaby praktycznie koniec krajowych projektów technologicznych.

MiCA nie rozwiąże wszystkiego

Unijne rozporządzenie MiCA porządkuje część rynku i wprowadza licencjonowanie dostawców usług kryptoaktywów. Problem polega na tym, że nadzór będzie wykonywany głównie przez państwo macierzyste podmiotu.

To oznacza, że polski nadzór nadal może mieć ograniczony wpływ na duże platformy działające formalnie z innych jurysdykcji UE.

Dlatego kluczowe jest stworzenie takich warunków regulacyjnych, aby największe podmioty chciały utrzymywać rzeczywistą obecność w Polsce, a nie jedynie obsługiwać polskich klientów z zagranicy.

Największy problem: iluzja bezpieczeństwa

Afera Zondacrypto pokazała również, że wielu klientów rynku kryptowalut błędnie postrzega tego typu usługi jako zbliżone do bankowości, mimo braku gwarancji depozytów i ochrony analogicznej do systemu bankowego.Rola państwa polega więc nie na blokowaniu technologii, lecz na wymuszaniu transparentności.

Polski rynek kryptowalut nie potrzebuje konfliktu państwa z technologią. Potrzebuje regulacji, które skutecznie chronią klientów, ale jednocześnie nie wypychają całego sektora poza granice kraju. Nie jest to wybór między nadzorem a chaosem. To wybór między regulacją rozsądną i nowoczesną a regulacją, która pozostawi rynek poza polską jurysdykcją.

Krzysztof Rożko – radca prawny, Wspólnik Zarządzający w Kancelarii Prawnej Krzysztof Rożko i Wspólnicy. Regularnie wyróżniany w krajowych i międzynarodowych rankingach prawniczych, tworzonych na podstawie analiz rynku, rekomendacji klientów i ocen uczestników sektora finansowego. Doceniany w szczególności w obszarze rynków kapitałowych, funduszy inwestycyjnych i doradztwa regulacyjnego.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Stowarzyszenie wpisane do rejestru przedsiębiorców nie zawsze prowadzi działalność gospodarczą

Naczelny Sąd Administracyjny uwzględnił skargi kasacyjne gminy i radnego od wyroku WSA w Szczecinie z 3.7.2025 r., II SA/Sz 408/25 , uchylając zaskarżony wyrok i przekazując sprawę WSA w Szczecinie do ponownego rozpoznania. Uprzednio WSA w Szczecinie oddalił skargi gminy i radnego na zarządzenie zastępcze Wojewody Zachodniopomorskiego w przedmiocie wygaśnięcia mandatu radnego rady miejskiej.

Radny uzyskał mandat rady miejskiej i jednocześnie pełnił funkcję wiceprezesa zarządu stowarzyszenia, które prowadzi biuro z wykorzystaniem pomieszczenia użytkowego oraz zaplecza, znajdującego się w budynku będącego w posiadaniu muzeum regionalnego. Wskazane muzeum, jako samorządowa instytucja kultury, stanowi jednostkę organizacyjną gminy i jest administratorem ww. nieruchomości na podstawie umowy użyczenia zawartej pomiędzy gminą a muzeum.Stowarzyszenie, którego wiceprezesem jest radny, wpisane jest zarówno do rejestru stowarzyszeń, innych organizacji społecznych i zawodowych, fundacji oraz samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej, jak też zostało wpisane do rejestru przedsiębiorców. W toku postępowania wyjaśniającego ustalono, że ww. stowarzyszenie na podstawie zapisów statutu stowarzyszenia, prowadzi działalność gospodarczą.Uznając, że radny naruszył zakaz zarządzania działalnością gospodarczą z wykorzystaniem mienia gminy, po uchwale rady gminy odmawiającej stwierdzenia wygaśnięcia mandatu, wojewoda – zgodnie z art. 98a ust. 2 ustawy z 8.3.1990 o samorządzie gminnym (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 1153 ze zm.; dalej: SamGminU), wydał zarządzenie zastępcze stwierdzające wygaśnięcie mandatu.

WSA w Szczecinie oddalił skargi gminy i radnego na zarządzenie zastępcze wojewody podnosząc, że w rozpoznawanej sprawie istotny jest właśnie zakaz zarządzania działalnością gospodarczą w podmiocie gospodarczym na terenie gminy, w której radny sprawuje swój mandat, który to zakaz określony jest w art. 24f ust. 1 SamGminU. Sąd przyjął, że pojęcie „prowadzenia działalności gospodarczej z wykorzystaniem mienia gminy” jest rozumiane szeroko, niezależnie od tego czy korzystanie ma charakter pośredni, czy bezpośredni oraz czy przynosi dochody. Sąd pierwszej instancji zwrócił też uwagę, iż w orzecznictwie sądów administracyjnych ugruntowany jest pogląd, że sformułowanie „wykorzystywanie” odnosi się do wszystkich przypadków korzystania z mienia jednostki samorządu terytorialnego w ramach prowadzonej działalności gospodarczej, bez względu na to, czy wykorzystywanie to ma podstawę prawną, czy jest stałe bądź jednorazowe, wreszcie czy jest odpłatne czy też nieodpłatne. Wykorzystywanie mienia stanowi wystarczającą przesłankę do wygaśnięcia mandatu radnego i bez znaczenia normatywnego pozostaje kwestia, czy przy korzystaniu z tego mienia gminy radny odniósł korzyści, czy też nie. W ocenie Sądu pierwszej instancji, nie ma również znaczenia fakt, że w okresie sprawowania przez skarżącego mandatu radnego stowarzyszenie, którego radny jest wiceprezesem, nie osiągnęło przychodów z tytułu prowadzonej działalności gospodarczej, jak również nie ma znaczenia to, że radny pełni funkcję wiceprezesa nieodpłatnie.

NSA uznał skargi kasacyjne gminy i radnego za zasadne. W ocenie NSA sam wpis danego podmiotu do rejestru przedsiębiorców nie oznacza automatycznie uznania go za podmiot prowadzący działalność gospodarczą. Sam wpis do rejestru przedsiębiorców nie oznacza, że jest już prowadzona działalność gospodarcza.Zgodnie z art. 24f ust. 1 SamGminU radny nie może prowadzić działalności gospodarczej na własny rachunek lub wspólnie z innymi osobami z wykorzystaniem mienia komunalnego gminy, w której radny uzyskał mandat, a także zarządzać taką działalnością lub być przedstawicielem czy pełnomocnikiem w prowadzeniu takiej działalności. Tym samym aby uznać, że w danej sytuacji radny zarządza działalnością gospodarczą danego podmiotu, to przede wszystkim należy ustalić ponad wszelką wątpliwość, że podmiot ten prowadzi chociaż w minimalnym zakresie działalność spełniającą cechy wynikające z art. 3 ustawy z 6.3.2018 Prawo przedsiębiorców (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 1480 ze zm.). Sam wpis do stosownego rejestru danego podmiotu nie oznacza, że radny zarządza działalnością gospodarczą tego podmiotu.

Tym samym dopóki stowarzyszenie nie podjęło lub nie podejmuje chociaż jednej czynności w obrocie gospodarczym w ramach prowadzenia działalności gospodarczej z zamiarem jej prowadzenia, to nie można uznać, że sama możliwość prowadzenia działalności gospodarczej jest już prowadzeniem takiej działalności.

Jak zauważył NSA w okolicznościach sprawy trafnie zarzucają strony skarżące kasacyjnie, że Sąd pierwszej instancji nie dokonał pełnej oceny zgromadzonego materiału dowodowego w zakresie ustalenia okoliczności prowadzenia działalności gospodarczej przez stowarzyszenie. Przyjęcie, że sam wpis tego stowarzyszenia do rejestru przedsiębiorców stanowi o prowadzeniu działalności gospodarczej, nie uwzględnia treści art. 24f ust. 1 SamGminU, zgodnie z którym radny ma zarządzać taką działalnością gospodarczą (lub być przedstawicielem bądź pełnomocnikiem w jej prowadzeniu). Istnienie jedynie wpisu danego podmiotu w rejestrze przedsiębiorców nie pozwala na ustalenie, aby ktokolwiek zarządzał taką działalnością, jeżeli nie wiadomo, czy w ogóle jest ona prowadzona.W ocenie NSA Sąd pierwszej instancji nie dokonał prawidłowej kontroli zaskarżonego zarządzenia zastępczego wojewody tak co do stanu faktycznego tej sprawy, jak i wykładni przepisów prawa materialnego, stąd zaskarżony wyrok podlegał uchyleniu w całości, a sprawa została przekazana do ponownego rozpoznania.

Komentarz

W procedurze stwierdzania wygaśnięcia mandatu radnego materiał dowodowy musi być w sposób należyty zebrany i oceniony ze szczególną starannością, wnikliwością i pietyzmem. Wszelkie wątpliwości winny być interpretowane w sposób zawężający tak, aby nie naruszyć nadrzędnego dobra jakim są konstytucyjnie chronione uprawnienia powiązane bezpośrednio z biernym i czynnym prawem wyborczym. Przedmiotowe orzeczenie rozstrzyga kolejny spór o zakres zakazu z art. 24f ust. 1 SamGminU i o to, kiedy faktycznie mamy do czynienia z „prowadzeniem działalności gospodarczej”, a nie tylko z formalną możliwością jej prowadzenia. Tu NSA wskazał, że s am wpis do rejestru przedsiębiorców to tylko możliwość działania, a nie dowód, że działalność jest faktycznie wykonywana. D la stwierdzenia naruszenia zakazu z art. 24f SamGminU konieczne jest natomiast wykazanie realnego prowadzenia działalności gospodarczej, a nie tylko formalnej możliwości jej prowadzenia, co w konsekwencji wzmacnia ochronę mandatu radnego i wymusza na organach (wojewoda, rada gminy) wyjątkową wnikliwość w dokładnym ustalaniu faktów.

Wyrok NSA z 17.2.2026 r., III OSK 2027/25

Czy będzie trzecie weto?

To już trzecie podejście do regulacji rynku kryptoaktywów. Zgodnie z unijnym rozporządzeniem MiCA (Markets in Crypto-Assets) Polska musi wdrożyć narzędzia w zakresie nadzoru nad rynkiem i ochrony inwestorów. Organem nadzorczym, zgodnie z przyjętą ustawą, została Komisja Nadzoru Finansowego. Jednak pomiędzy rządem a Pałacem Prezydenckim nie ma zgody co do zakresu tego nadzoru.

Chodzi m.in. o kwestię blokowania określonych transakcji w przypadku podejrzenia manipulacji na rynku. Zgodnie z uchwaloną ustawą czas blokady nie może być dłuższy niż sześć miesięcy. Prezydent chciał skrócić ten okres do trzech miesięcy oraz wprowadzić sądową kontrolę zastosowanego środka. Jednak zdaniem KNF w przypadku powzięcia wątpliwości nadzorca musi dokonać analizy, czy podejrzenie manipulacji jest zasadne, co wymaga m.in. ściągnięcia danych z rynku. A to może być niewykonalne w trzy miesiące. Rząd odrzucił też pomysł sądowej kontroli ex ante jako niezasadny, bo taka kontrola w istocie niewiele by dawała. Sądy administracyjne co do zasady badają tylko legalność podjęcia decyzji, a nie autoryzują środków nadzorczych zastosowanych przez KNF.

Nowe technologie – Sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

Uwagi prezydenta

Prezydent proponował także rozwiązanie pośrednie, poprzedzające blokadę domeny internetowej podmiotu działającego na rynku kryptoaktywów. Zakładało ono zobowiązanie takiego podmiotu do opublikowania informacji o wpisaniu go na listę ostrzeżeń KNF, a także obniżenie rocznej opłaty na pokrycie kosztów nadzoru dla dostawców usług związanych z kryptoaktywami. Zgodnie z przyjętą ustawą ma ona wynieść maksymalnie 0,4 proc. średniej wartości przychodów z trzech poprzednich lat (nie mniej niż 500 euro), podczas gdy prezydent proponował opłatę na poziomie 0,1 proc., nie więcej niż 15 tys. euro rocznie.

Jednak, jak zauważa mec. Patryk Skalski, część uwag prezydenta do proponowanych zmian legislacyjnych zasługiwała na uwzględnienie.

– Propozycje w zakresie wprowadzenia odpowiedzialności Skarbu Państwa za szkody wyrządzone blokadą rachunku wykonaną z naruszeniem prawa to prawidłowy kierunek proponowanych rozwiązań ustawowych. Jeśli zajęcie okazałoby się bezpodstawne, co powodowałoby ujemne następstwa w sferze majątkowej posiadacza rachunku, to należałoby umożliwić wdrożenie procedur kompensacyjnych – zauważa adwokat.

Niemniej ustawę ocenia on pozytywnie.

– Przewiduje ona szereg trafnych rozwiązań służących wzmocnieniu mechanizmów nadzorczych na rynku tzw. kryptowalut. Prawidłowym kierunkiem zmian legislacyjnych jest modyfikacja przepisów kodeksu postępowania karnego. Pozwoli ona na zajęcie kryptoaktywów, w celu zabezpieczenia kar majątkowych, środków karnych o charakterze majątkowym, środków kompensacyjnych albo roszczeń o naprawienie szkody. Dotychczas przepis art. 236b KPK umożliwiał zajęcie rachunków bankowych, które mogły równocześnie służyć jako dowód w sprawie. Uchwalone zmiany zakładają zaś rozszerzenie takiej możliwości również w odniesieniu do kryptoaktywów – zauważa mec. Skalski.

Jego zdaniem na aprobatę zasługuje również wprowadzenie szczegółowych regulacji dotyczących odpowiedzialności karnej za przestępstwa popełniane m.in. w związku z emisją tokenów powiązanych z aktywami lub tokenów będących e-pieniądzem, a także świadczeniem usług w zakresie kryptoaktywów.

Efektywna regulacja rynku

Uwzględniono natomiast poprawkę obligującą KNF do przedstawiania rocznego raportu o rynku kryptoaktywów, który ma zawierać informacje m.in. o nadużyciach wraz z analizą skuteczności działań im zapobiegającym, rodzajach i liczbie postępowań, a także kosztach nadzoru nad rynkiem i opłatach pobranych z tego tytułu.

– To ustawa, która w sposób efektywny reguluje ten rynek. Ustawa, dzięki której oszczędzających i inwestujących będzie można otoczyć takim samym poziomem ochrony, jak inwestujących na innych rynkach finansowych – zapewniał Andrzej Domański, minister finansów.

Spóźniona ustawa

Teraz decyzja należy do prezydenta. Jak jednak podkreśla mec. Jan Ziomek, specjalizujący się w rynku fintechów, dla krajowych podmiotów kwestia tego, czy prezydent Karol Nawrocki podpisze ustawę, czy po raz trzeci ją zawetuje, ma już drugorzędne znaczenie. Powodem jest znaczne opóźnienie we wdrażaniu unijnych regulacji.

– Zgodnie z rozporządzeniem MiCA po 30 czerwca podmioty obecnie działające na rynku krypto (VASP-y) będą musiały albo wstrzymać działalność, albo połączyć się z zagranicznym partnerem posiadającym licencję w innym państwie. Ze względu na skomplikowany proces licencyjny, ogromną liczbę dokumentów wymaganych do złożenia wniosku, a także czas potrzebny regulatorowi na ich analizę, praktycznie nie ma szans, by którykolwiek podmiot działający dziś na polskim rynku uzyskał krajową licencję w odpowiednim terminie. Przyjmuje się, że w innych państwach członkowskich rozpoznanie wniosku o licencję zajmuje co najmniej kilka miesięcy – zwraca uwagę mec. Jan Ziomek. Jak dodaje, mimo funkcjonowania w dyskursie publicznym różnych terminów dostosowania do wymogów rozporządzenia MiCA, czas upłynął już 30 grudnia 2024 r.

– Niestety na tym opóźnieniu legislacyjnym tracą jedynie krajowe podmioty oraz my, ich klienci – dodaje mec. Ziomek.

Etap legislacyjny: skierowano do Senatu

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Postępowania powypadkowe w firmach to często fikcja

– Wypadek przy pracy nie jest jedynie incydentem, który można zamknąć poprzez formalne przeprowadzenie procedury. To zdarzenie, które odsłania rzeczywisty sposób funkcjonowania organizacji – jakość nadzoru, skuteczność komunikacji, poziom kultury bezpieczeństwa oraz to, czy deklarowane priorytety w zakresie BHP rzeczywiście przekładają się na praktykę – mówił podczas ubiegłotygodniowego posiedzenia Komisji do Spraw Kontroli Państwowej (KOP) główny inspektor pracy (GIP) Marcin Stanecki.

Przedstawiał na nim statystyki wypadków śmiertelnych, ciężkich i zbiorowych zbadanych przez Państwową Inspekcję Pracy (PIP) w latach 2020–2025. Obejmują wyłącznie zdarzenia formalnie zgłoszone i poddane kontroli, zgodnie z ustawowym obowiązkiem niezwłocznego powiadomienia właściwego okręgowego inspektora pracy o każdym takim zdarzeniu.

Trend spadkowy

– Jeżeli chodzi o liczbę osób poszkodowanych śmiertelnie w analizowanym okresie, obserwujemy wyraźny trend spadkowy. Najwyższą wartość odnotowaliśmy w 2021 r. – 308 ofiar śmiertelnych. Liczba ta systematycznie malała, osiągając poziom 203 przypadków w 2025 r. – mówił Marcin Stanecki.

Podobny, choć mniej dynamiczny, trend spadkowy widoczny jest w odniesieniu do wypadków skutkujących ciężkimi obrażeniami ciała. Ich liczba wzrosła w 2021 r. do 779 poszkodowanych, a następnie stopniowo malała, osiągając 649 przypadków w 2025 r.

– Dane te pokazują, że w wielu zakładach pracy nadal występują poważne nieprawidłowości organizacyjne i techniczne, które – choć nie zawsze prowadzą do zgonów – wciąż skutkują zdarzeniami o bardzo poważnych konsekwencjach zdrowotnych – komentował Marcin Stanecki.

Każdy wypadek śmiertelny lub ciężki zobowiązuje pracodawcę do natychmiastowego wszczęcia procedury ustalania jego okoliczności i przyczyn. Jej kluczowym celem jest rzetelna diagnoza środowiska pracy, pozwalająca na identyfikację powodów i wdrożenie działań korygujących, które realnie zmniejszą ryzyko powtórzenia podobnego zdarzenia.

Postępowanie powypadkowe

– Skuteczne dochodzenie powypadkowe staje się więc najważniejszym narzędziem prewencyjnym. Umożliwia wyciągnięcie wniosków z zaistniałych błędów i przekształcenie ich w konkretne usprawnienia organizacyjne – mówił Marcin Stanecki.

GIP zwrócił uwagę, że dane z lat 2023–2025 wskazują na bardzo niepokojący trend dotyczący postępowań powypadkowych, które z założenia powinny stanowić fundament profilaktyki.

– W wielu firmach stały się one jedynie pustą formalnością – przyznawał.

Jak podkreślił, największym problemem, odnotowywanym w ponad 1,1 tys. przypadkach rocznie, jest niepełne ustalanie przyczyn wypadków.

– Zespoły powypadkowe koncentrują się na opisie samego mechanizmu zdarzenia – czyli tego, co się wydarzyło – całkowicie pomijając odpowiedź na pytanie: dlaczego do tego doszło. To błąd – mówił.

Jak zauważył, szczególnie rażące są sytuacje, w których pracodawca przedstawia wersję wydarzeń sprzeczną z ustaleniami inspektora pracy.

– Takich spraw odnotowuje się rocznie około 750. Nie są to różnice interpretacyjne, lecz często próby manipulowania faktami – dodał.

Kolejnym problemem jest opóźnianie postępowań powypadkowych.

– W około 400 przypadkach rocznie pracodawcy zwlekają z podjęciem działań, co prowadzi do zatarcia śladów, zmiany ustawienia maszyn czy nagłego „odnalezienia” brakujących instrukcji – mówił Marcin Stanecki.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Przerzucanie winy na pokrzywdzonego

Częste jest również zjawisko przerzucania winy na zatrudnionego.

– W około 100 przypadkach rocznie, bez rzetelnej analizy technicznej i bez wystarczających dowodów, zespoły powypadkowe wpisują do protokołów rażące niedbalstwo pracownika – mówił.

Konsekwencje tej nierzetelności są bardzo poważne.

– Jeżeli w protokole powypadkowym nie pojawiają się wnioski profilaktyczne, to sygnał, że system zarządzania ryzykiem w takim miejscu po prostu nie działa. Kolejny wypadek staje się wówczas jedynie kwestią czasu – zaznaczał.

Natychmiastowa wykonalność

Wymownym wskaźnikiem stanu bezpieczeństwa w polskich zakładach pracy są decyzje inspektorów podlegające natychmiastowemu wykonaniu.

– Nie są one wydawane rutynowo ani z powodu drobnych uchybień formalnych. Każda decyzja opatrzona rygorem natychmiastowej wykonalności oznacza, że inspektor stanął wobec sytuacji, której nie można tolerować nawet przez chwilę dłużej – mówił Marcin Stanecki.

W latach 2024–2025 skala tych interwencji była bardzo duża – wydano łącznie ponad 147 tys. decyzji z rygorem natychmiastowej wykonalności.

Co kryje się za tymi liczbami?

– To tysiące maszyn pracujących bez osłon, które w każdej chwili mogły zmiażdżyć dłonie lub pochwycić pracownika. To ponad 2,5 tys. zakazów pracy w warunkach skrajnie niebezpiecznych, takich jak wykopy bez zabezpieczeń czy prace na wysokości bez barierek i uprzęży ochronnych – tłumaczył GIP.

Aż 85 proc. tych decyzji wydawanych jest ustnie. Dlaczego?

– To pokazuje, że środki techniczne – barierki osłony czy kaski – zazwyczaj były w firmie dostępne, lecz nie zostały użyte z powodu lekceważenia zagrożeń lub całkowitego braku nadzoru – wyjaśnił Marcin Stanecki.

Ofiary śmiertelne

Z analizy branżowej wynika, że najwyższy poziom ryzyka wypadków śmiertelnych utrzymuje się w budownictwie. W 2020 r. liczba ofiar osiągnęła tam rekordową wartość 120 osób, co stanowiło blisko połowę wszystkich przypadków śmiertelnych w tym roku. Wysokie wartości utrzymywały się również w kolejnych latach, mimo ogólnego spadku w tym obszarze w całej gospodarce.

Drugą branżą pod względem liczby ofiar śmiertelnych pozostawało przetwórstwo przemysłowe, które każdego roku znajdowało się wśród trzech najbardziej niebezpiecznych sektorów gospodarki.

Natomiast trzecie miejsce pod względem liczby wypadków śmiertelnych zajmowała sekcja transportu i gospodarki magazynowej. Dominują tam zagrożenia związane z ruchem pojazdów, pracą kierowców oraz obsługą magazynów.

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

Katarzyna Kamecka

Polskie Towarzystwo Gospodarcze

Liczba ciężkich i śmiertelnych wypadków przy pracy z roku na rok spada, co jest pozytywną wiadomością. Maleje również tzw. wskaźnik częstości wypadków przy pracy, który obrazuje liczbę wypadków na tysiąc zatrudnionych. W Polsce, według danych GUS za 2024 r., wynosi on 4,8, co plasuje nas na 8. miejscu od końca w Europie. Oznacza to, że pracodawcy nie pozostają obojętni na kwestie bezpieczeństwa i higieny pracy w firmach. Tzw. wizja zero, do której dąży PIP, to bardzo ambitna koncepcja, ponieważ nawet przy bardzo dobrej organizacji pracy i wysokich standardach wypadek przy pracy może wystąpić. Warto zauważyć, że w ostatnich latach zanotowano wzrost inwestycji pracodawców w obszarze BHP, a poprawa prewencji wypadkowej wynika także z rosnącej świadomości pracowników. Oczywiście nie wyeliminowano wszystkich nieprawidłowości, ale celem kontroli PIP jest przede wszystkim wskazywanie pracodawcom obszarów wymagających poprawy oraz większego nadzoru.

Zastanawia mnie jednak, jaki jest wskaźnik wypadków przy pracy u pracodawców, u których takie zdarzenia już miały miejsce, tj. czy się one powtarzają i w jakim stopniu firmy stosują się do zaleceń pokontrolnych. Jeżeli bowiem są one ignorowane, jest to zjawisko niepokojące, ponieważ chodzi przecież o zdrowie i życie ludzi. Skoro jednak ogólna liczba wypadków maleje, wydaje się, że poziom bezpieczeństwa w firmach rośnie.

Oczywiście w tym obszarze nie zrobiliśmy jeszcze wszystkiego, ale przykłady zaniedbań w kwestii BHP nie stanowią całościowego obrazu rynku. Warto również skupiać się na pokazywaniu dobrych praktyk pracodawców, dla których temat BHP nie jest jedynie zbędnym obowiązkiem organizacyjno-prawnym.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Umowa o wspólnym pożyciu a postępowanie upadłościowe – projekt ustawy

Wniosek o ogłoszenie upadłości i roszczenia z umowy o wspólnym pożyciu

Projekt ustawy zakłada, że umowa o wspólnym pożyciu będzie w postępowaniu upadłościowym wywoływać podobne skutki, co małżeństwo. Strona umowy o wspólnym pożyciu zyska uprawnienie do wystąpienia z wnioskiem o ogłoszenie upadłości zmarłego przedsiębiorcy, choćby nie dziedziczyła po nim spadku. Jednakże jej roszczenia wynikające ze wspomnianej umowy będą mogły być uwzględnione w postępowaniu upadłościowym tylko wtedy, jeśli była ona zawarta co najmniej dwa lata przed dniem złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości.

Skutki dotyczące ustroju majątkowego

Jeśli umowa o wspólnym pożyciu zakładała wspólność majątkową, z dniem ogłoszenia upadłości jednej z jej stron powstanie między stronami rozdzielność majątkowa. Majątek wspólny wejdzie do masy upadłości, a jego podział będzie niedopuszczalny. Druga strona umowy będzie mogła dochodzić należności z tytułu udziału w majątku wspólnym, zgłaszając swoją wierzytelność na listę wierzytelności. Ustanowienie rozdzielności majątkowej wskutek rozwiązania umowy o wspólnym pożyciu w ciągu roku przed dniem złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości będzie bezskuteczne w stosunku do masy upadłości. Natomiast druga strona umowy będzie mogła w drodze powództwa żądać uznania rozdzielności majątkowej za skuteczną w stosunku do masy upadłości, jeżeli w chwili powstania rozdzielności nie wiedziała o istnieniu podstawy do ogłoszenia upadłości, a powstanie rozdzielności nie doprowadziło do pokrzywdzenia wierzycieli.

Bezskuteczność czynności prawnych

Czynności upadłego dokonane z drugą stroną umowy o wspólnym pożyciu w terminie sześciu miesięcy przed dniem złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości, będą mogły zostać przez sędziego-komisarza uznane za bezskuteczne w stosunku do masy upadłości. Druga strona umowy będzie mogła bronić się, wykazując, że nie doszło do pokrzywdzenia wierzycieli.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Ograniczenia dotyczące syndyka

Strona umowy o wspólnym pożyciu nie będzie mogła pełnić funkcji syndyka w postępowaniu dotyczącym drugiej strony. Przeszkoda ta trwać będzie również po ustaniu umowy o wspólnym pożyciu. W postępowaniu, w którym jedna ze stron umowy pełni funkcję syndyka, druga strona nie będzie mogła nabyć rzeczy ani praw w ramach sprzedaży.

Obowiązek informacyjny

Druga strona umowy o wspólnym pożyciu zostanie dodana do katalogu podmiotów, które syndyk zawiadamia o upadłości.

Łączne rozpoznanie

W przypadku ogłoszenia upadłości dwóch osób, okoliczność, że są one stronami umowy o wspólnym pożyciu, będzie stanowić przesłankę połączenia ich spraw do łącznego rozpoznania. Tym samym w obu sprawach wyznaczony zostanie jeden sędzia-komisarz. Możliwe będzie także wyznaczenie jednego syndyka, powołanie jednej rady wierzycieli i wyznaczenie wspólnego zgromadzenia wierzycieli.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Weto utrzymuje ograniczenia w obrocie nieruchomościami rolnymi

W uzasadnieniu weta wobec nowelizacji ustawy z 11.4.2003 r. o kształtowaniu ustroju rolnego (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 1653; dalej: UstRolU) Prezydent RP wskazał, że w ten sposób chroni interes polskich rolników i uniemożliwia masowy wykup polskiej ziemi. Jego zdaniem zaproponowane przez rząd rozwiązania „prowadzą do drastycznego ograniczenia kontroli państwowej nad obrotem polską ziemią rolną. Proponowane rozwiązania są szczególnie niebezpieczne dla mniejszych gospodarstw rolnych, które w wyniku zaostrzającej się konkurencji mogłyby zostać wypchnięte z rynku”.

Projekt miał doprecyzować przepisy

Zawetowana ustawa była częścią rządowego pakietu deregulacyjnego dotyczącego prawa gospodarczego i administracyjnego. Jak wskazano w uzasadnieniu projektu, celem zmian było poprawienie warunków prowadzenia działalności gospodarczej oraz zwiększenie pewności prawa. Projektodawcy zwracali uwagę, że obowiązujące regulacje od dawna wywołują problemy interpretacyjne w zakresie przekształceń przedsiębiorców posiadających nieruchomości rolne. Źródłem wątpliwości był przede wszystkim brak definicji przedsiębiorcy w UstRolU.

W praktyce pojawiały się rozbieżności dotyczące tego, czy pojęcie to obejmuje wyłącznie jednoosobową działalność gospodarczą prowadzoną przez osobę fizyczną, czy również spółki handlowe.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Zmiana formy prawnej a „nabycie” nieruchomości

Nowelizacja przewidywała zmianę tylko dwóch przepisów:

Zaproponowano więc jednoznaczne wskazanie, że wyjątki i uprawnienia przewidziane w tych przepisach dotyczą przedsiębiorców będących osobami fizycznymi oraz spółek cywilnych przekształcanych w spółki handlowe.

Autorzy projektu podkreślali, że przekształcenie jednej spółki handlowej w inną spółkę handlową nie oznacza nabycia nieruchomości rolnej. W uzasadnieniu odwołano się do zasady kontynuacji wynikającej z art. 553 KSH, zgodnie z którą spółce przekształconej przysługują wszystkie prawa i obowiązki spółki przekształcanej. Dochodzi więc wyłącznie do zmiany formy organizacyjno-prawnej prowadzenia działalności.

Zdaniem autorów projektu w takich przypadkach nie było podstaw do uzyskiwania zgody Dyrektora Generalnego Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa ani stosowania prawa nabycia nieruchomości przez KOWR, ponieważ nie dochodziło do zmiany właściciela majątku. To prawo służy natomiast wtedy, gdy przekształceniu podlega przedsiębiorca będący osobą fizyczną wykonującą we własnym imieniu działalność gospodarczą.

Odmienne rozumienie celu regulacji

W uzasadnieniu projektu nowelizacji wskazywano, że proponowane rozwiązania miały uprościć procesy korporacyjne, ograniczyć zbędne formalności oraz obniżyć koszty reorganizacji działalności gospodarczej.

Zmiany miały również uporządkować praktykę stosowania przepisów i wyeliminować rozbieżności pojawiające się w działalności organów oraz uczestników obrotu. Projektodawcy podkreślali przy tym, że nowelizacja nie ingerowała w podstawowe zasady ochrony nieruchomości rolnych ani w główne kompetencje KOWR.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Operator naruszył przepisy RODO

To ważne stanowisko w zakresie ochrony danych osobowych przy obrocie długami, zwłaszcza wynikającymi z nieopłaconych rachunków za telefony, potwierdził Naczelny Sąd Administracyjny (NSA).

Telefoniczne długi

Spór zaczął się, gdy do prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO) wpłynęła skarga na nieprawidłowości w procesie przetwarzania danych osobowych przez spółkę telekomunikacyjną. Konkretnie: dopuściła się udostępnienia jego danych osobowych bez podstawy prawnej nie tylko jednemu z funduszy, ale także kilku radcom prawnym i komornikom. Skarżący wyjaśnił, że we wrześniu 2019 r. doszło do przeniesienia jego numerów telefonu na ówczesną partnerkę. Po sfinalizowaniu cesji na abonamencie, w grudniu 2019 r. została sporządzona nota obciążeniowa na abonentkę, na którą zostały przepisane numery. Schody zaczęły się, gdy kobieta nie opłaciła za nie rachunków i dług został sprzedany, ale z danymi byłego właściciela. Żeby tego było mało, jak tłumaczył mężczyzna, były przesyłane do kolejnych instytucji, w tym kilku prawników i komorników. A dowiedział się o tym, gdy była partnerka po otrzymaniu wszystkich dokumentów z sądu, powiadomiła go, że jego dane też znajdują się w załącznikach do akt.

Prezes UODO zaczął przyglądać się sprawie. Wezwana do tablicy spółka potwierdziła, że dane skarżącego uzyskała w związku z podpisaniem umów cesji przeniesienia numerów. Te zaś zostały dalej przekazane w związku z cesją wierzytelności. Spółka wskazała, że udostępniła dane osobowe na rzecz funduszu na podstawie art. 6 ust. 1 lit. f RODO w zw. z art. 509 KC. Zastrzegła, że nie udostępniła danych osobowych innym. Operator wyjaśnił, że przetwarza dane osobowe mężczyzny w celu realizacji zawartych z nim umów o świadczenie usług telekomunikacyjnych i będzie to robić przez okresy wynikające z przepisów lub prawnie uzasadnionych interesów m.in. dotyczących reklamacji czy roszczeń. UODO tego tłumaczenia jednak nie kupił i udzielił spółce upomnienia. Uznał, że dane zawarte w umowach cesji przeniesienia numerów innej osoby niż dłużnik nie stanowiły tych, których przetwarzanie było niezbędne w związku z dokonaniem cesji samej wierzytelności. Ta przysługiwała bowiem wyłącznie wobec dłużniczki. Proces przetwarzania danych osobowych jej byłego partnera związany z cesją wierzytelności nie znajdował zatem podstaw w art. 6 ust. 1 lit. f RODO. Zdaniem prezesa UODO administrator nie wykazał także istnienia innych przesłanek legalizujących ten proces.

Ochrona Danych Osobowych – Sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

Firma nie zgodziła się z taką oceną, ale przegrała. Najpierw racji nie przyznał jej Wojewódzki Sąd Administracyjny (WSA) w Warszawie. Nie przekonała go argumentacja spółki, że sporne dane zostały udostępnione cesjonariuszowi ze względu na ich integralność z dokumentacją związaną z podpisaniem umowy cesji wierzytelności. Jak bowiem zauważył sąd, chodzi o dane osoby, która nie była dłużnikiem. Dlatego brak jego danych nie mógł doprowadzić do szkody z powodu braku możliwości dochodzenia roszczeń.

Bezprawne działanie

Ostatecznie przegraną spółki przypieczętował NSA. Podkreślił, że stan faktyczny w sprawie jest jasny, bo sporne dane osobowe bez wątpienia zostały przekazane. A przesłanka legalizująca nie zaistniała. Jak przypomniał sąd, gdy ta wystąpiła, administrator ma prawo do przekazania danych, ale tyle, ile jest potrzebne, niezbędne. Jak podkreślił sędzia NSA Przemysław Szustakiewicz, z orzecznictwa wynika również, że w przypadku cesji wierzytelności nie ma podstaw, aby oprócz danych bezpośredniego dłużnika, pobierać dane osoby trzeciej. To byłby nadmiar, który nie może być w świetle art. 6 ust. 1 lit. f RODO tolerowany.

NSA zauważył, że na podstawie tej regulacji przetwarzanie jest zgodne z prawem, jeżeli jest niezbędne do celów wynikających z prawnie uzasadnionych interesów realizowanych przez administratora lub przez stronę trzecią. Nie kwestionował, że wraz z wierzytelnością na nabywcę przechodzi prawo do dysponowania danymi osobowymi dłużnika w celu realizacji długu. W sprawie jednak proces przetwarzania danych osoby, która nie była dłużnikiem, związany z cesją wierzytelności, nie znajdował już podstaw w art. 6 ust. 1 lit. f RODO. Wyrok jest prawomocny.

Sygnatura akt: III OSK 2346/25

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

RODO obowiązuje także redakcje. WSA utrzymał karę UODO dla rozgłośni

Stan faktyczny

Wyrokiem z 18.3.2026 r., II SA/Wa 807/25, Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie oddalił skargę Polskiego Radia – Regionalnej Rozgłośni w Szczecinie na decyzję Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych z 6.3.2025 r., DKN.5112.10.2024, Legalis. Decyzja została wydana po kontroli dotyczącej zgodności przetwarzania danych osobowych z RODO w ramach działalności redakcyjnej prowadzonej przez administratora.

Kontrola obejmowała stosowane przez administratora środki techniczne i organizacyjne, w tym analizę ryzyka, polityki ochrony danych oraz procedury bezpieczeństwa. W toku czynności organ pozyskał dokumentację wewnętrzną, przeprowadził oględziny systemów i urządzeń oraz uzyskał wyjaśnienia pracowników. Jak wynika z komunikatu UODO, protokół kontroli został podpisany bez zastrzeżeń przez osoby uprawnione do reprezentowania spółki.

Prezes UODO stwierdził m.in. brak analizy ryzyka dla działalności redakcyjnej, niestosowanie postanowień własnej dokumentacji bezpieczeństwa, brak procedur weryfikacji materiałów prasowych pod kątem danych osobowych oraz brak szyfrowania nośników zawierających dane używanych poza obszarem przetwarzania. Organ wskazał również, że administrator nie prowadził regularnych przeglądów i aktualizacji wdrożonych środków bezpieczeństwa.

W decyzji Prezes UODO nakazał administratorowi dostosowanie operacji przetwarzania do wymogów rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27.4.2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) (Dz.Urz. UE L 2016 Nr 119, s. 1; dalej: RODO), w szczególności poprzez wdrożenie odpowiednich środków technicznych i organizacyjnych po przeprowadzeniu analizy ryzyka oraz zapewnienie regularnego testowania i oceniania skuteczności zabezpieczeń. Administrator został zobowiązany także do opracowania zasad weryfikacji materiałów prasowych pod kątem danych osobowych mogących prowadzić do identyfikacji osób fizycznych.

Ochrona Danych Osobowych – Sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

Stan prawny

Podstawą decyzji Prezesa UODO były art. 24 ust. 1 oraz art. 32 ust. 1 i 2 RODO. Pierwszy z tych przepisów nakłada na administratora obowiązek wdrożenia odpowiednich środków technicznych i organizacyjnych, uwzględniających charakter, zakres, kontekst i cele przetwarzania oraz ryzyko naruszenia praw lub wolności osób fizycznych. Administrator powinien również móc wykazać zgodność przetwarzania z RODO oraz regularnie weryfikować stosowane zabezpieczenia.

Artykuł 32 RODO konkretyzuje obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa przetwarzania. Administrator ma obowiązek wdrożyć środki odpowiadające poziomowi ryzyka, w tym m.in. rozwiązania zapewniające poufność i integralność danych, szyfrowanie oraz regularne testowanie i ocenianie skuteczności zabezpieczeń.

Kluczowy dla sprawy był również art. 2 ust. 1 ustawy z 10.5.2018 r. o ochronie danych osobowych (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 1781), implementujący art. 85 RODO. Przepis przewiduje wyłączenie stosowania części regulacji RODO do działalności prasowej, jednak nie obejmuje ono art. 24 i 32 RODO. Prezes UODO podkreślił więc, że wyłączenie stosowania części przepisów RODO do działalności prasowej nie obejmuje obowiązków związanych z bezpieczeństwem przetwarzania danych.

Organ odwołał się także do przepisów ustawy z 26.1.1984 r. – Prawo prasowe (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 1914; dalej: PrPras), w szczególności art. 13 ust. 2  PrPras dotyczącego zakazu publikowania danych osobowych m.in. świadków, pokrzywdzonych i poszkodowanych bez ich zgody oraz art. 14  PrPras odnoszącego się do publikowania informacji dotyczących prywatnej sfery życia. W ocenie organu regulacje te powinny znajdować odzwierciedlenie w procedurach funkcjonujących u administratora.

Argumentacja organu i stanowisko WSA

Prezes UODO uznał, że administrator nie wykazał wdrożenia odpowiednich środków technicznych i organizacyjnych. Organ podkreślił, że podejście oparte na ryzyku jest jednym z podstawowych elementów systemu ochrony danych osobowych pod rządami RODO. Administrator powinien najpierw określić poziom ryzyka związanego z przetwarzaniem, a następnie dobrać adekwatne środki zabezpieczające. Bez przeprowadzenia i udokumentowania analizy ryzyka nie jest możliwe wykazanie, że zastosowane środki są odpowiednie i proporcjonalne do charakteru przetwarzania.

W decyzji zaakcentowano, że administrator posiadał dokumentację wewnętrzną, ale jej postanowienia nie były realnie stosowane. Polityka bezpieczeństwa przewidywała analizę ryzyka jako podstawę projektowania i utrzymywania systemu bezpieczeństwa danych osobowych, jednak analiza taka nie została przeprowadzona dla działalności redakcyjnej. Instrukcja zarządzania systemami informatycznymi przewidywała natomiast szyfrowanie nośników zawierających dane osobowe przekazywanych poza obszar przetwarzania, ale kontrola wykazała, że określone urządzenia i nośniki nie były szyfrowane.

Szczególne znaczenie organ przypisał brakowi procedury weryfikacji materiałów prasowych przed publikacją. Prezes UODO wskazał, że dokumentacja funkcjonująca u administratora nie regulowała takich kwestii jak wskazanie osób odpowiedzialnych za przestrzeganie zakazu publikowania danych, sposób dokumentowania i weryfikacji zgody na publikację danych czy sposób anonimizacji danych. Weryfikacja materiałów opierała się jedynie na strukturze organizacyjnej pionu redakcyjnego i podległości służbowej.

Prezes UODO wskazał również, że brak przejrzystej procedury prowadził do braku kontroli nad tym, czy materiały prasowe były każdorazowo sprawdzane pod kątem zgodności z prawem oraz ryzyka naruszenia praw lub wolności osób fizycznych. Organ zwrócił także uwagę, że publikacja materiałów w internecie może prowadzić do dalszego, nieograniczonego rozpowszechniania danych osobowych.

Przy wymiarze kary Prezes UODO zastosował Wytyczne EROD 04/2022 dotyczące obliczania administracyjnych kar pieniężnych. Naruszenie zostało zakwalifikowane jako naruszenie o średnim poziomie powagi. Organ uwzględnił charakter, wagę i czas trwania naruszenia, nieumyślny charakter naruszenia oraz kategorie danych, których mogło ono dotyczyć. Jako okoliczność obciążającą wskazano brak działań zmierzających do poprawy stanu ochrony danych po wszczęciu postępowania. Organ nie stwierdził natomiast okoliczności łagodzących.

WSA w Warszawie oddalił skargę na decyzję Prezesa UODO. Z komunikatu Urzędu wynika, że sąd zwrócił uwagę na podpisanie protokołu kontroli bez zastrzeżeń przez osoby uprawnione. Jak wynika z komunikatu UODO, sąd uznał także, że administracyjna kara pieniężna była adekwatna i prawidłowo uzasadniona. W konsekwencji utrzymane zostało stanowisko Prezesa UODO, zgodnie z którym administrator prowadzący działalność redakcyjną nie jest zwolniony z obowiązku wdrożenia środków bezpieczeństwa danych wymaganych przez RODO.

Wyrok WSA potwierdza, że wyjątek dziennikarski nie wyłącza obowiązków administratora wynikających z art. 24 i 32 RODO. Podmioty medialne nadal muszą wdrażać odpowiednie środki techniczne i organizacyjne oraz być w stanie wykazać, że bezpieczeństwo przetwarzania odpowiada poziomowi ryzyka.

Najważniejszym elementem sprawy pozostaje znaczenie analizy ryzyka. Bez jej przeprowadzenia administrator nie jest w stanie ocenić, jakie zagrożenia wiążą się z publikacją materiałów prasowych i jakie zabezpieczenia powinny zostać wdrożone. W praktyce dotyczy to zwłaszcza materiałów mogących prowadzić do identyfikacji osób pokrzywdzonych lub świadków.

Sprawa pokazuje również, że sama dokumentacja ochrony danych nie jest wystarczająca, jeśli organizacja nie stosuje jej w praktyce. Prezes UODO zwrócił uwagę zarówno na brak procedur weryfikacji materiałów prasowych przed publikacją, jak i na niestosowanie istniejących zasad dotyczących bezpieczeństwa danych.

Orzeczenie może mieć znaczenie dla podmiotów prowadzących działalność medialną, ponieważ wskazuje, że procedury dotyczące anonimizacji, weryfikacji danych i oceny ryzyka powinny stanowić stały element procesu publikacyjnego.

Wyrok WSA w Warszawie z 18.3.2026 r., II SA Wa 807/25

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Nowe przepisy przeciwko SLAPP

Ratio legis ustawy

Z uzasadnienia wynika, że zasadniczym celem regulacji jest stworzenie skutecznych mechanizmów ochrony osób uczestniczących w debacie publicznej przed postępowaniami sądowymi wykorzystywanymi instrumentalnie do wywierania presji, zastraszania lub wywoływania efektu mrożącego. Wskazano, że strategiczne powództwa przeciwko udziałowi społecznemu (dalej: SLAPP) coraz częściej wykorzystywane są jako środek ograniczania wolności słowa, prawa do informacji oraz aktywności obywatelskiej.

W uzasadnieniu zaakcentowano również, że od 2010 r. w Polsce odnotowano 135 spraw kwalifikowanych jako strategiczne powództwa zmierzające do stłumienia debaty publicznej. Większość z nich stanowiły postępowania cywilne dotyczące ochrony dóbr osobistych, natomiast część miała charakter karny i opierała się na zarzutach zniesławienia lub zniewagi.

Zakres zastosowania ustawy

Ustawa ma mieć zastosowanie do postępowań cywilnych dotyczących roszczeń zmierzających wyłącznie lub głównie do stłumienia, ograniczenia, zakłócenia debaty publicznej lub szykanowania za udział w niej. W toku prac parlamentarnych doprecyzowano tytuł ustawy poprzez wskazanie, że chodzi o szczególne środki ochrony w postępowaniu cywilnym osób uczestniczących w debacie publicznej.

Ustawa przewiduje wyłączenie stosowania nowych przepisów do postępowań prowadzonych na podstawie art. 111 ustawy z 5.1.2011 r. – Kodeks wyborczy (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 365; dalej: KodeksWyb), czyli tzw. procesów wyborczych. Projektodawca uzasadnia to szczególnie krótkimi terminami rozpoznawania tych spraw oraz faktem, że komitety wyborcze dysponują co do zasady profesjonalną obsługą prawną.

Jednocześnie ustawa wprowadza szeroką definicję legalną „debaty publicznej”, zawartą w jej art. 2. Obejmuje ona wszelkie wypowiedzi lub działania podejmowane w ramach korzystania z wolności wypowiedzi, prawa do informacji, wolności nauki, twórczości artystycznej, wolności zgromadzeń i zrzeszania się oraz wolności sumienia i religii.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Kryteria identyfikacji pozwów typu SLAPP

W toku prac parlamentarnych przyjęto zmianę nadającą nowe brzmienie art. 5 ustawy. Przepis ten określa kryteria pozwalające sądowi ocenić, czy postępowanie zmierza wyłącznie lub głównie do stłumienia, ograniczenia albo zakłócenia debaty publicznej lub szykanowania za udział w niej.

Przy ocenie sąd będzie mógł uwzględnić w szczególności:

Kaucja na zabezpieczenie kosztów procesu

Jednym z podstawowych mechanizmów ochronnych przewidzianych w ustawie jest możliwość zobowiązania powoda do złożenia kaucji na zabezpieczenie kosztów procesu. Regulację tę zawiera art. 3 ustawy. Sąd będzie mógł zastosować ten środek na wniosek pozwanego, jeżeli pozwany uprawdopodobni, że powództwo zmierza wyłącznie lub głównie do tłumienia debaty publicznej lub szykanowania za udział w niej.

Przepisy przewidują również dwutygodniowy termin rozpoznania wniosku przez sąd, możliwość wniesienia zażalenia oraz obowiązek odrzucenia pozwu w przypadku niezłożenia kaucji w terminie.

Oddalenie powództwa i nadużycie prawa procesowego

Ustawa przewiduje dwa główne mechanizmy eliminowania powództw typu SLAPP: szybkie oddalenie oczywiście bezzasadnego powództwa oraz odrzucenie pozwu jako czynności stanowiącej nadużycie prawa procesowego. Pierwszy z tych mechanizmów opiera się na odpowiednim stosowaniu art. 1911 oraz art. 3911 KPC, natomiast drugi wynika z art. 10-12 ustawy.

Jeżeli wyłącznym celem powództwa będzie tłumienie debaty publicznej lub szykanowanie za udział w niej, sąd będzie mógł odrzucić pozew jako czynność stanowiącą nadużycie prawa procesowego. Ustawa jednocześnie nowelizuje art. 41 KPC przez wyraźne wskazanie, że czynność procesowa stanowiąca nadużycie prawa procesowego jest niedopuszczalna.

Istotnym elementem ustawy jest możliwość żądania przez pozwanego wydania wyroku zamiast postanowienia o odrzuceniu pozwu. Rozwiązanie to ma umożliwiać powstanie powagi rzeczy osądzonej i zapobiegać wielokrotnemu wytaczaniu podobnych powództw. Istotne znaczenie ma również art. 12a ustawy, zgodnie z którym sąd – oddalając powództwo w całości albo w części – będzie mógł stwierdzić w sentencji wyroku, że jego wytoczenie zmierzało głównie do stłumienia, ograniczenia albo zakłócenia debaty publicznej lub szykanowania za udział w niej.

Sankcje wobec powoda

Ustawa przewiduje możliwość nakładania na powoda sankcji finansowych. Zgodnie z art. 13 ustawy sąd będzie mógł nałożyć na powoda grzywnę do 20-krotności minimalnego wynagrodzenia za pracę, a w szczególnie uzasadnionych przypadkach – do 100-krotności tego wynagrodzenia.

Doprecyzowano również, że grzywna będzie mogła zostać nałożona nie tylko na wniosek pozwanego, lecz także na wniosek biorącej udział w postępowaniu organizacji pozarządowej.

Etap legislacyjny

Projekt ustawy wpłynął do Sejmu 29.4.2026 r. jako druk nr 2488. W dniu 30.4.2026 r. został skierowany do I czytania na posiedzeniu Sejmu. Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka przedstawiła sprawozdanie jako druk nr 2542.

II czytanie projektu odbyło się 14.5.2026 r. na 57. posiedzeniu Sejmu. W związku ze zgłoszeniem poprawek projekt został ponownie skierowany do Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka w celu przedstawienia dodatkowego sprawozdania. Komisja rozpatrzyła poprawki 14.5.2026 r., przedstawiła dodatkowe sprawozdanie jako druk nr 2542-A i wniosła o przyjęcie części poprawek.

III czytanie odbyło się 15.5.2026 r. W głosowaniu nad całością projektu 359 posłów głosowało za, 23 przeciw, a 59 wstrzymało się od głosu. Sejm uchwalił ustawę.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

SN o istocie umowy o dzieło i składkach ZUS

Opis okoliczności faktycznych

H.Z. zawarła z I. sp. z o.o.  umowę nazwaną umową o dzieło z przeniesieniem autorskich praw majątkowych. Dzieło miało być wykonane i przedstawione płatnikowi składek zgodnie z harmonogramem. W przypadku, gdyby dzieło miało usterki bądź wymagało zmian lub uzupełnień, przyjmująca zamówienie zobowiązała się do ich dokonania. Wysokość wynagrodzenia była ustalana na podstawie liczby zrealizowanych audycji. Analogiczne umowy H.Z. zawierała z płatnikiem składek w kolejnych okresach.

Sporną decyzją Zakład Ubezpieczeń Społecznych stwierdził, że H.Z. podlega obowiązkowo ubezpieczeniom emerytalnemu, rentowym i wypadkowemu w okresach wskazanych w decyzji jako zleceniobiorca u płatnika składek I. Spółka z o.o. Płatnik jest podmiotem z branży medialnej, z którym skarżąca miała zawarte umowy o dzieło. Działalność płatnika opiera się przede wszystkim na nadawaniu audycji opisujących i komentujących bieżące wydarzenia w Polsce i na świecie, często z udziałem gości. Audycje udostępniane są następnie w formie podcastu na stronie internetowej oraz w aplikacji mobilnej.

Stanowisko SO i SA

Sąd Okręgowy zmienił zaskarżoną decyzję i stwierdził, że H.Z. nie podlega obowiązkowemu ubezpieczeniu z tytułu zawarcia z I. Spółką z o.o. umów o dzieło. W przypadku ubezpieczonej i płatnika składek zawarte umowy dotyczyły realizacji konkretnych, oznaczonych audycji radiowych – wyraźnie wskazanych w umowach. Były to zindywidualizowane programy radiowe, które nie powtarzają się i tworzą jedną całość. Spodziewanym efektem była autorska audycja o wysokiej jakości przekazu, przystępna dla słuchaczy radia. Jednocześnie ubezpieczona zobowiązała się do wykonania dzieła osobiście, co również jest cechą konstytutywną umowy o dzieło. W sytuacji, gdyby okazało się, że ubezpieczona nie jest w stanie zająć się realizacją konkretnej audycji, brak było możliwości znalezienia innej osoby „na zastępstwo” i uzyskania tożsamego, bądź choćby zbliżonego rezultatu.

Sąd Apelacyjny zmienił wyrok w ten sposób, że oddalił odwołanie I. Spółki z o.o. w W. od decyzji. Potwierdziwszy trafność ustaleń faktycznych, dokonał jednak odmiennej oceny prawnej. Uznał, że Sąd Okręgowy błędnie zakwalifikował sporne umowy jako umowy o dzieło i w konsekwencji niezasadnie przyjął, że ubezpieczona w okresach objętych zaskarżoną decyzją nie podlega obowiązkowo ubezpieczeniom z tytułu wykonywania umów o świadczenie usług. Podzielił pogląd organu rentowego, że przedmiot spornych umów został bardzo ogólnie sformułowany, co nie pozwala na zindywidualizowanie dzieła.

Sąd Apelacyjny uznał, że nieprecyzyjnie określony przedmiot spornych umów o dzieło (sprowadzający się do prowadzenia audycji radiowych) niepoddający się w istocie żadnej kontroli, a także określony w umowach sposób ustalania wynagrodzenia, przesądza o zakwalifikowaniu tych umów jako umów o świadczeniu usług w rozumieniu art. 750 KC. Sąd odwoławczy zauważył, że sporne umowy o dzieło nie wskazywały nawet liczby audycji, które miała poprowadzić ubezpieczona w danym okresie, odsyłając do bliżej nieokreślonego harmonogramu, nieustalonego zresztą w żadnej z umów. Tymczasem dzieło musi mieć z góry przewidywalne i możliwe do osiągnięcia parametry stanowiące punkt wyjścia w procesie ustalania przesłanek odpowiedzialności z tytułu rękojmi za jego wady. Brak kryteriów, określających pożądany przez zamawiającego wynik (rezultat) umowy prowadzi do wniosku, że przedmiotem zainteresowania zamawiającego jest wykonanie określonych czynności, a nie ich rezultat.

Prawo pracy – Sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

Stanowisko SN

Sąd Najwyższy oddalił skargę kasacyjną płatnika składek jako niezawierającą uzasadnionych podstaw. Wyjaśnił na wstępie, że wola stron wyrażona w umowie nie może być sprzeczna z ustawą, a swoboda stron przy zawieraniu umowy nie jest nieograniczona.

Praca zarobkowa co do zasady rodzi obowiązek ubezpieczenia, a na gruncie ubezpieczenia społecznego umowa, której przedmiot został przez profesjonalistę określony nieprecyzyjnie, nie może być kwalifikowana jako wyjątek od reguły, usprawiedliwiający fakt niepodlegania ubezpieczeniu społecznemu. Braku tego nie konwaliduje możliwość dokonania wykładni oświadczeń woli stron, uwzględniającej zgodny ich zamiar i cel umowy, zasady współżycia społecznego oraz ustalone zwyczaje. Słusznie Sąd Apelacyjny uznał, że nieprecyzyjnie określony przedmiot spornych umów o dzieło (sprowadzający się do prowadzenia audycji radiowych) nie poddający się w istocie żadnej kontroli, a także określony w umowach sposób ustalania wynagrodzenia, przesądza o zakwalifikowaniu tych umów do umów o świadczeniu usług.

Należy zauważyć, że sporne umowy o dzieło nie wskazywały nawet liczby audycji, które miała poprowadzić ubezpieczona w danym okresie, odsyłając do bliżej nieokreślonego harmonogramu, nieustalonego zresztą w żadnej z umów. Odnośnie zaś „testu” na istnienie wad fizycznych, dzieło musi mieć z góry przewidywalne i możliwe do osiągnięcia parametry stanowiące punkt wyjścia w procesie oceny. Poza tym, utwór w rozumieniu prawa autorskiego nie determinuje bezwzględnie rodzaju umowy – o dzieło lub o wykonywanie usługi. Na ocenę charakteru umowy, wbrew twierdzeniom skarżącego, nie ma zatem wpływu możliwość poddania utworu testowi na istnienie usterek.

Odnosząc się do zarzutu związanego z nieuznaniem audycji radiowych stanowiących cykl za utwory w myśl przepisów prawa autorskiego – stwierdzenie, że aktywność w postaci przygotowania dzieła czy wręcz utworu audiowizualnego może być przedmiotem zamówienia dzieła, nie przesądza, że każdy taki utwór jest nierozłącznie związany z umową o dzieło. Przepisy art. 1 ust. 1 ustawy z 4.2.1994 r. o prawie autorskim  i prawach pokrewnych (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 24) i art. 627 KC nie muszą mieć wspólnego zakresu. Dziełem może być rezultat umowy, która nie ma charakteru autorskiego. Prawo autorskie jest też samodzielną regulacją, z której wcale nie wynika, że o autorskim charakterze umowy przesądza tylko wykonanie jej w ramach umowy o dzieło. Utwór w rozumieniu prawa autorskiego może być dziełem w rozumieniu art. 627 KC. Nie jest to jednak reguła zamknięta, gdyż utwór może powstać również w ramach wykonywania stosunku pracy lub umowy o świadczenie usług.

Odnosząc się do kolejnych podstaw skargi kasacyjnej, trzeba zaznaczyć, że umowę o dzieło różni od umowy o świadczenie usług przede wszystkim konieczność określenia przez strony rezultatu, którego parametry są ustalone w taki sposób, aby istniała możliwość poddania dzieła sprawdzianowi na istnienie wad fizycznych. Taki sprawdzian będzie zaś możliwy do przeprowadzenia tylko wówczas, gdy ustalone przez strony parametry dzieła będą wskazywać na uzyskanie konkretnego, indywidualnie oznaczonego rezultatu. W przypadku umowy o dzieło ustawodawca położył bowiem nacisk na oznaczenie efektu czynności, a nie na określenie kategorii czynności, które ich wykonawca ma zrealizować. Brak ustalenia w umowie, jak i podczas wykonywania pracy tych parametrów uniemożliwia weryfikację domniemanego dzieła. „Autorskość” audycji była w sprawie niekwestionowana, jednak brak jakiegokolwiek bliższego określenia przedmiotu zamówienia słusznie prowadził do wniosku, że płatnikowi przede wszystkim zależało na samym prowadzeniu audycji przez ubezpieczoną posiadającą niepodważalne umiejętności i wiedzę dziennikarską.

Komentarz

Wykonywanie szeregu powtarzających się czynności, bez względu na to, jaki rezultat czynności te przyniosą, jest cechą charakterystyczną dla umów o świadczenie usług. Z uzasadnienia wyroku wynika, że jeśli strony chcą związać się umową o dzieło, to są zobowiązane precyzyjnie sparametryzować rezultat tego dzieła, aby każda osoba postronna mogła je zidentyfikować. Najistotniejszym elementem rozważań jest jednak nacisk położony na rozróżnienie dzieła od utworu w rozumieniu prawa autorskiego.

Sądy nie zakwestionowały, że wskutek działania ubezpieczonej powstał utwór będący przedmiotem praw autorskich. Sąd nie wykluczył też, że taki utwór mógłby być przedmiotem umowy o dzieło. Jednakże przedmiot zawieranych umów był określony na tyle ogólnie, że nie było możliwe wskazanie konkretnych właściwości utworu, który miał powstać wskutek wykonania umowy. Utwór w rozumieniu prawa autorskiego nie determinuje bezwzględnie rodzaju umowy, gdyż ta podlega badaniu na gruncie indywidualnych okoliczności. Z tego można wnioskować, że w sprawie nastąpiły braki dowodowe, tzn. strony na etapie zawierania umowy nie zadbały o podparcie swojego zamiaru (zawarcia umowy o dzieło) należytą konstrukcją treściową oraz analizą samej formy współpracy. Ocena umowy oraz czynności w jej ramach wykonywanych, nie pozwala bowiem uznać, że oczekiwano dzieła o konkretnych parametrach i weryfikowalnym efekcie.

Wyrok Sądu Najwyższego z 18.2.2026 r., II USKP 14/26 , Legalis

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź