Czas trwania kontroli u przedsiębiorcy
Stan faktyczny
15.11.2021 r. Mazowiecki Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska (dalej: Organ) wszczął kontrolę w spółce M. na terenie Zakładu „[…]” w P. (dalej: Skarżący) i w myśl art. 48 ust. 1 ustawy z 6.3.2018 r. – Prawo przedsiębiorców (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 1480; dalej: PrPrzed), dokonał zawiadomienia Skarżącego o zamiarze wszczęcia kontroli działalności gospodarczej. Pismo zostało uznane za doręczone Skarżącemu 27.10.2021 r.
24.11.2021 r. Skarżący wniósł sprzeciw wobec podjęcia i wykonywania czynności kontrolnych, wskazując, iż długość czasu trwania wszystkich kontroli jego działalności w jednym roku kalendarzowym została przekroczona.
Wyrokiem z 5.4.2022 r., IV SA/Wa 248/22, Legalis, WSA w Warszawie oddalił skargę Skarżącego na postanowienie Głównego Inspektora Ochrony Środowiska z 14.12.2021 r., utrzymujące w mocy postanowienie Organu z 26.11.2021 r. w przedmiocie kontynuowania czynności kontrolnych.
Spór w sprawie sprowadza się do różnicy rozumienia maksymalnego czasu trwania kontroli. O ile, zdaniem Organu, do dni kontroli należy zaliczyć tylko te dni, w których pracownicy kontrolującego organu faktycznie przebywali w siedzibie przedsiębiorcy, o tyle – w ocenie Skarżącego – zwrot „czas trwania kontroli” należy rozumieć jako kolejne dni robocze, liczone od rozpoczęcia kontroli do podpisania protokołu kontroli. Konieczna jest interpretacja art. 55 ust. 1 PrPrzed.
Wykładnia językowa
Art. 55 ust. 1 pkt 4 PrPrzed stanowi, że czas trwania wszystkich kontroli organu kontroli u przedsiębiorcy w jednym roku kalendarzowym nie może przekraczać w odniesieniu do:
- mikroprzedsiębiorców – 6 dni roboczych;
- małych przedsiębiorców – 18 dni roboczych;
- średnich przedsiębiorców – 24 dni roboczych;
- pozostałych przedsiębiorców – 48 dni roboczych.
W ocenie NSA dyrektywa wykładni językowej, zastosowana wobec art. 55 ust. 1 pkt. 4 PrPrzed, nie pozwala na przyjęcie, że czas trwania kontroli u przedsiębiorcy należy rozumieć jako kolejne następujące po sobie dni robocze liczone od daty wszczęcia kontroli do jej zakończenia. Przeciwko takiej interpretacji przemawia okoliczność, że z treści ww. przepisu wynika, iż czas ten nie dotyczy jednej kontroli w ciągu roku, a może dotyczyć „wszystkich kontroli organu”. Przepis ten wylicza więc dni kontroli, w tym wielu kontroli w ciągu roku, które nie muszą następować bezpośrednio po sobie. Ponadto należy zwrócić uwagę, że budowa tego przepisu nie wskazuje, że muszą to być kolejno następujące po sobie dni robocze. Przepis ten nie używa żadnego sformułowania, które by na to wskazywało. Nie posługuje się choćby pojęciami, które pozwalałyby na zbudowanie takiej wykładni, np. następujące (kolejne) po sobie dni robocze.
Wykładnia systemowa
Zdaniem WSA w Warszawie, wykładnia systemowa wewnętrzna przy uwzględnieniu art. 55 ust. 1 PrPrzed wskazuje na takie rozumienie art. 55 ust. 4 PrPrzed, które jako dni kontroli nakazuje traktować tylko i wyłącznie dni, w których pracownicy kontrolującego organu przebywali w siedzibie przedsiębiorcy.
NSA wskazał, że ww. stanowisko WSA w Warszawie nie może zostać uznane za prawidłowe. Ustawodawca nie rozróżnia bowiem kontroli „w ścisłym rozumieniu tego pojęcia” i kontroli „pozostałej”. Kontrola może być prowadzona nie tylko w siedzibie przedsiębiorcy lub miejscu wykonywania działalności gospodarczej (art. 51 ust. 1 PrPrzed), czy za zgodą przedsiębiorcy w siedzibie organu kontrolującego lub za zgodą przedsiębiorcy – w sposób zdalny za pośrednictwem operatora pocztowego (art. 51 ust. 3 i 3a PrPrzed). Za zgodą lub na wniosek przedsiębiorcy kontrolę przeprowadza się w miejscu przechowywania dokumentacji, w tym ksiąg podatkowych, innym niż siedziba lub miejsce wykonywania działalności gospodarczej, jeżeli może to usprawnić prowadzenie kontroli (art. 51 ust. 2 PrPrzed), czego nie uwzględnił WSA w Warszawie.
Ponadto, w myśl art. 56 ust. 1 PrPrzed, organ kontroli może, po pisemnym zawiadomieniu przedsiębiorcy, przerwać kontrolę na czas niezbędny do przeprowadzenia badań próbki produktu lub próbki kontrolnej, jeżeli jedyną czynnością kontrolną po otrzymaniu wyniku badania próbki będzie sporządzenie protokołu kontroli. Czasu przerwy nie wlicza się do czasu, o którym mowa w art. 55 ust. 1 PrPrzed, o ile podczas przerwy przedsiębiorca miał możliwość wykonywania działalności gospodarczej oraz miał nieograniczony dostęp do prowadzonej przez siebie dokumentacji i posiadanych rzeczy, z wyjątkiem zabezpieczonej w celu kontroli próbki. Zgodnie zaś z art. 56 ust. 2 PrPrzed, w przypadku, o którym mowa w art. 56 ust. 1 PrPrzed, doręczenie przedsiębiorcy protokołu kontroli nie wymaga ponownego wszczęcia kontroli, a dnia, w którym doręczono przedsiębiorcy protokół kontroli, nie wlicza się do czasu trwania kontroli. Dopuszcza się doręczenie protokołu kontroli w trakcie trwania kontroli innego organu.
Wykładnia celowościowa
NSA podkreślił, że – zgodnie z preambułą do PrPrzed – wartościami chronionymi przez PrPrzed są m.in.: zasady praworządności, ochrona i wspieranie dzielności gospodarczej, rozwój gospodarki, wzrost dobrobytu społecznego oraz zagwarantowanie praw przedsiębiorców. Celem wprowadzenia art. 55 ust. 1 pkt. 4 PrPrzed była z kolei ochrona przedsiębiorcy przed zbyt długim prowadzeniem kontroli jego działalności, niekończącymi się, permanentnymi kontrolami, zakłócającymi prowadzoną przez niego działalność gospodarczą.
W ocenie NSA czynności wykonywane w siedzibie przedsiębiorcy lub miejscu wykonywania przez niego działalności gospodarczej nie są jedynymi czynnościami, które mogą utrudniać prowadzenie działalności gospodarczej. Wniosek taki wynika z art. 56 ust. 1 PrPrzed. Czas przerwy nie wlicza się bowiem do czasu, o którym mowa w art. 55 ust. 1 pkt. 4 PrPrzed. Chodzi więc nie tylko o umożliwienie przedsiębiorcy prowadzenia działalności gospodarczej, ale także o niestwarzanie przeszkód w jej prowadzeniu, chociażby w postaci ograniczenia dostępu do prowadzonej przez przedsiębiorcę dokumentacji i posiadanych rzeczy.
Dokonując wykładni celowościowej art. 55 ust. 1 pkt. 4 PrPrzed, należy mieć na względzie także przepisy odrębne (art. 45 ust. 2 PrPrzed), tj. art. 9 ustawy z 20.7.1991 r. o Państwowej Inspekcji Ochrony Środowiska (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 425), zgodnie z którym przy wykonywaniu kontroli przestrzegania wymagań ochrony środowiska inspektor uprawniony jest m.in.: do wstępu przez całą dobę wraz z niezbędnym sprzętem nie tylko na teren nieruchomości, obiektu lub ich części, na których prowadzona jest działalność gospodarcza i do środków transportu, ale także na teren niezwiązany z prowadzeniem działalności gospodarczej. Ponadto inspektor uprawniony jest do żądania pisemnych lub ustnych informacji oraz wzywania i przesłuchiwania osób w zakresie niezbędnym dla ustalenia stanu faktycznego, przy jednoczesnym pouczeniu ich o odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań. Z powyższego wynika, że kontrola może być prowadzona także poza siedzibą przedsiębiorcy lub poza miejscem prowadzenia przez przedsiębiorcę działalności gospodarczej.
Dodatkowo NSA podkreślił, że zasadą jest wykonywanie czynności kontrolnych w sposób sprawny i niezakłócający funkcjonowania przedsiębiorcy (art. 52 PrPrzed). Wykładnia celowościowa przemawia zatem za poglądem, że między dniem rozpoczęcia kontroli podatkowej, a dniem jej zakończenia nie mogło upłynąć więcej niż kolejne dni robocze, a w tym przypadku 48 dni roboczych, następujących po sobie, a nie tylko tych dni roboczych, w których czynności kontrolne prowadzone były w siedzibie przedsiębiorcy lub w miejscu prowadzenia działalności gospodarczej.
Mając na względzie powyższe, NSA stwierdził, że czas trwania kontroli u przedsiębiorcy w jednym roku kalendarzowym nie może przekroczyć liczby wymienionych w art. 55 ust. 1 PrPrzed, kolejno następujących po sobie dni roboczych, liczonych od daty wszczęcia kontroli do jej zakończenia.
Wobec tego, NSA – w oparciu o art. 188 PostAdmU w zw. art. 145 § 1 pkt. 1 lit c PostAdmU w zw. z art. 193 PostAdmU – uchylił zaskarżony wyrok i postanowienie z 14.12.2021 r.
Komentarz
Na tle stanu faktycznego rozpatrywanej sprawy NSA dokonał kompleksowej (tj.: literalnej, systemowej i celowościowej) wykładni art. 55 ust. 1 PrPrzed i na tej podstawie wskazał sposób rozumienia i liczenia maksymalnego, możliwego czasu trwania kontroli u przedsiębiorcy w jednym roku kalendarzowym. Czas ten liczony jest w dniach, przy czym – jak podkreślił NSA – chodzi tu o kolejne dni robocze, liczone od daty wszczęcia kontroli do daty jej zakończenia. Organy nie mogą bowiem prowadzić kontroli przekraczających ustawowo wskazane limity czasu (wyrok NSA z 19.2.2020 r. I FSK 2243/19; Legalis).
Postanowienie z 15.10.2025 r., III OSK 1677/22, Legalis
Pies obrońcą domowej firmy? Fiskus zmienia stanowisko
Czy wydatki na psa są związane z działalnością informatyka? Trzy lata temu fiskus uznał, że nie. Teraz zmienił zdanie.
O interpretację wystąpił przedsiębiorca zajmujący się cyberbezpieczeństwem. Współpracuje z dużymi zagranicznymi podmiotami, bankami, instytucjami finansowymi. Działalność prowadzi w domu, w którym ma biuro. Przechowuje w nim specjalistyczny sprzęt oraz poufne dane kontrahentów.
Przedsiębiorca często wyjeżdża do klientów i pozostawia biuro bez opieki. Dom jest nieogrodzony, ma wprawdzie monitoring oraz system alarmowy, informatyk obawia się jednak, że nie są to wystarczające zabezpieczenia. Dlatego kupił psa rasy american staffordshire terier, który ma chronić biuro przed złodziejami. Czy się do tego nadaje? Jak podaje portal psy.pl, jest to osobnik silny, umięśniony, wytrzymały, inteligentny, świetny stróż i obrońca.
Czy przedsiębiorca może odliczyć VAT od wydatków (wyżywienie, leczenie, akcesoria) na czworonoga? Twierdzi, że tak. Argumentuje, że kradzież sprzętu spowoduje poważne skutki – zerwanie umów i kary finansowe. Straci też reputację, która jest w jego branży bardzo ważna.
Co na to fiskus? Stwierdził, że wydatków na utrzymanie czworonoga nie można powiązać z przychodami uzyskiwanymi z działalności informatycznej. Podkreślił też, że posiadanie psa stróżującego nie jest niezbędne do zachowania bezpieczeństwa firmowego majątku. Skarbówka uznała, że pies nie zajmuje się tylko biurem przedsiębiorcy, ale chroni też prywatną część domu. Dlatego wydatki na jedzenie, leczenie i akcesoria są zakupami osobistymi. I nie można od nich odliczyć VAT.
Tak było trzy lata temu. Co się zmieniło w kwestii rozliczenia psów? W przepisach nic, ewoluuje jednak podejście fiskusa. „Zasadnym jest przyznanie prawa do odliczenia podatku naliczonego w związku z ponoszeniem wydatków związanych z utrzymaniem psa pełniącego funkcję psa stróżującego” – czytamy w zmienionej interpretacji (nr DOP7.8101.15.2025). Skarbówka pisze w niej dużo o ogólnych zasadach odliczenia, a także o związku wydatków z opodatkowanymi czynnościami. Podkreśla, że ten związek nie musi być bezpośredni (np. zakup towarów, które sprzedajemy), może też być pośredni „poprzez wpływ na ogólne funkcjonowanie przedsiębiorstwa jako całości”. I potwierdza, że takimi pośrednimi wydatkami są koszty utrzymania psa.
Fiskus zastrzega jednak, że na przedsiębiorcy „spoczywa ciężar rzetelnego ustalenia, jaka część wydatków związana jest z prowadzoną działalnością gospodarczą, a jaka część wykorzystywana jest do celów osobistych”. I tylko ta pierwsza część daje prawa do odliczenia. Skarbówka nie podpowiada przedsiębiorcy, jak ma dzielić wydatki. Wydaje się, że powinien przyjąć jakąś rozsądną proporcję, np. 50 proc., i stosować ją przy ich rozliczaniu.
Numer interpretacji: DOP7.8101.15.2025
Brakuje planów. Nie unikniemy paraliżu inwestycyjnego?
Ministerstwo Rozwoju i Technologii na bieżąco monitoruje stan prac nad planami ogólnymi w gminach. Z ostatnich danych wynika, że tylko 30 proc. gmin ma gotowy projekt planu ogólnego.
– Te gminy mają największe szanse na to, by zdążyć z uchwaleniem planów ogólnych w terminie, o ile nie zostaną one uchylone przez wojewodę – mówił na posiedzeniu sejmowej komisji infrastruktury wiceminister rozwoju Michał Jaros.
Zastrzeżenie ministra jest uzasadnione, bo dotąd tylko dwóm gminom (Pyskowice i Chojnów) na prawie 2500 udało się przyjąć plan ogólny. Przy czym Pyskowicom za drugim podejściem, bo pierwszy plan został unieważniony przez wojewodę. Taki sam los spotkał plany złożone przez trzy inne gminy.
Co to oznacza dla inwestorów?
– Brak planu ogólnego po wygaśnięciu studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego spowoduje, że gmina nie będzie mogła wydawać decyzji o warunkach zabudowy ani przyjmować miejscowych planów, w tym Zintegrowanych Planów Inwestycyjnych. Jeśli rzeczywiście, zgodnie z szacunkiem ministerstwa, tylko 30 proc. gmin przyjmie na czas plany ogólne, to za 7 miesięcy grozi nam dziura planistyczna, czyli paraliż dla nowych przedsięwzięć, które inwestorzy chcieliby realizować po 30 czerwca 2026 r. – Maciej Górski, adwokat, GPLF Kancelaria Prawa Nieruchomości.
Brak planów będzie miał jeszcze jedną, zdaniem mec. Górskiego, bolesną konsekwencję – wzrost cen gruntów, które będą miały prawomocne decyzje o warunkach zabudowy lub będą położone na terenie, na którym obowiązuje miejscowy plan zagospodarowania. Duzi inwestorzy mają tego świadomość i starają, aby np. w przypadku procedury ZPI dojść do takiego etapu, w którym brak planu miejscowego nie będzie przeszkodą dla przyjęcia ZPI. Przygotowanie ZPI to jest poważne przedsięwzięcie, nad którym pracuje się miesiącami, więc jest też kosztowne. Dlatego. Dlatego trwa wyścig z czasem, żeby ta praca i pieniądze nie zostały wyrzucone.
– To musi się przełożyć na koszty realizacji inwestycji i ceny nieruchomości – dodaje ekspert.
Na podobne konsekwencje opóźnienia w przygotowywaniu planów ogólnych wskazuje Michał Leszczyński, dyrektor działu prawnego w Polskim Związku Firm Deweloperskich.
– To oznacza przede wszystkim ryzyko zatoru decyzyjnego w gminach. Od 1 lipca 2026 r. plan ogólny stanie się podstawą do uchwalania miejscowych planów oraz wydawania decyzji o warunkach zabudowy. Jeżeli nie wejdzie w życie, samorządy mogą mieć ograniczoną możliwość procedowania nowych inwestycji – zarówno publicznych, jak i prywatnych. To z kolei mogłoby przełożyć się na spowolnienie podaży mieszkań i zwiększenie niepewności inwestycyjnej – mówi Michał Leszczyński.
Widmo paraliżu martwi
– Miasta zrzeszone w Unii Metropolii Polskich alarmują, że proces uchwalania planów ogólnych obarczony jest dzisiaj barierami, które mogą doprowadzić do paraliżu planistycznego. Samorządy zwracają uwagę na nieprecyzyjne przepisy, które pozostawiają szerokie pole do różnej interpretacji, co grozi unieważnianiem planów już na etapie nadzoru – nawet z powodu drobnych błędów proceduralnych. Dużym obciążeniem są również kary za nieterminowe wydawanie decyzji o warunkach zabudowy, które w praktyce wynikają z przeciążenia urzędów lawinowym wzrostem liczby tych wniosków – mówi Karolina Kopyra, koordynator Komisji ds. Urbanistyki, Infrastruktury, Transportu i Mieszkalnictwa UMP.
UMP podkreśla, że przy obecnym kształcie procedur ryzyko niedotrzymania ustawowych terminów jest realne, a każda taka sytuacja grozi chaosem inwestycyjnym w największych ośrodkach kraju. Unia domaga się pilnego usprawnienia przepisów.
Jak uniknąć blokady inwestycji?
Obowiązek przyjęcia planów ogólnych wprowadził we wrześniu 2023 r. poprzedni rząd, ale przepisy wykonawcze wydawano jeszcze w 2024 r. Pierwotnie gminy miały czas na przyjęcie planów ogólnych do końca tego roku. Obecna ekipa rządząca wydłużyła ten termin do końca czerwca 2026 r. Z kolejnym wydłużeniem jest problem, bo rząd Mateusza Morawieckiego reformę planistyczną uczynił jednym z kamieni milowych KPO i jeśli do połowy przyszłego roku 80 proc. gmin nie będzie miało planów ogólnych, to przepadną pieniądze dla gmin na ich zrobienie.
– Od samego początku było wiadomo, że termin przyjęcia planów ogólnych jest nierealny. To jest trudny proces i powinien być rozłożony na trzy, a optymalnie na cztery lata. Również z powodu ograniczonej liczebności kadry. To, co my możemy zrobić, by pomóc, to robimy. Organizujemy szkolenia. Nowelizacja ustawy planistycznej, ułatwiająca przyjmowanie planów ogólnych czeka na podpis prezydenta – mówił minister Jaros.
Natomiast gminy czekają na wydłużenie terminu na przyjęcie planów.
– Nieustannie o to zabiegamy, choć zdajemy sobie sprawę, że zależy to od Komisji Europejskiej. Może uda się znaleźć inne rozwiązanie. Na przykład wydłużyć obowiązywanie studiów uwarunkowań i kierunków zagospodarowania, które zgodnie z obowiązującymi dziś przepisami wygasają wraz z datą wejścia w życie planów ogólnych. Znalezienie rozwiązania, które da nam więcej czasu jest ważniejsze niż pieniądze z KPO na zrobienie planów, bo skutki gospodarcze niewłaściwego planowania są nieprawdopodobne – mówi Marek Wójcik, ekspert ds. legislacji Związku Miast Polskich.
Poseł Piotr Uściński (PiS) i były wiceminister rozwoju proponuje, by paraliżowi inwestycyjnemu zaradzić przez wydłużenie możliwości wydawania decyzji WZ na dotychczasowych zasadach:
– Wiemy, że mają one swoje złe strony, ale jednak pomogły realizować inwestycje przez lata, gdy gminy nie wykonały swoich obowiązków nałożonych w 2003 r. i nie przyjęły miejscowych planów. Teraz również mamy taką sytuację, że gminy sobie nie poradziły. I państwo nie może patrzeć na to, że trudno, że włodarze sobie nie poradzili, wobec czego karzemy wszystkich potencjalnych inwestorów – powiedział na komisji infrastruktury poseł Uściński.
Z kolei zdaniem szefa tej komisji, posła Mirosława Suchonia (Polska 2050) zaniedbania gmin w obszarze planowania przestrzennego są tak duże, że zmobilizować ich władze do działania można tylko wprowadzając surowe konsekwencje za niedotrzymanie terminów.
Rząd szuka rozwiązania
Rząd rozmawia z KE. Dziś nie wiadomo jeszcze, czy i na jakie ustępstwa jest gotowa.
– Nie odpowiem dziś na pytanie, czy termin na przyjęcie planów zostanie wydłużony. Jakakolwiek deklaracja może wyhamować gminy w ich przyjmowaniu. Przyjrzymy się na początku roku, jak sytuacja wygląda, i ewentualnie wtedy będziemy podejmować decyzje – odpowiada minister Jaros.
– Z perspektywy inwestorów kluczowe jest, aby zapewnić ciągłość procesu planistycznego i przewidywalność zasad. Dlatego pozytywnie oceniamy działania rządu zmierzające do zabezpieczenia najpilniejszych inwestycji celu publicznego oraz deklarację poszukiwania przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii rozwiązań, które pozwolą uniknąć „luki planistycznej” – mówi Michał Leszczyński.
Równorzędność ochrony interesu prywatnego i interesu publicznego przy sporządzaniu skargi kasacyjnej
Postanowieniem z 29.8.2025 r., I CSK 2533/24, Legalis, SN odrzucił skargę kasacyjną w pkt. 1. zaskarżonego postanowienia oraz odmówił przyjęcia skargi kasacyjnej do rozpoznania w pozostałym zakresie. Powodem odmowy przyjęcia skargi przez SN było przyjęcie, iż skarga kasacyjna nie jest oczywiście uzasadniona, a skarżąca traktuje ją nie jako nadzwyczajny środek zaskarżenia, a instrument służący do zakwestionowania niesatysfakcjonującego ja rozstrzygnięcia w trzeciej instancji.
Sytuacja faktyczny i prawny
Przed Sądem I instancji doszło do ustalenia składu majątku wspólnego byłych małżonków, a następnie podziału majątku wspólnego, a także zasądzenia dopłat oraz ustanowienia zabezpieczenia przez ustanowienie hipoteki przymusowej byłej małżonki na rzecz byłego małżonka. W wyniku apelacji doszło jedynie do nieznacznego obniżenia kwoty dopłaty, a pozostała część rozstrzygnięcia Sądu I instancji pozostała bez zmian. W wyniku tego skarżąca wniosła do SN skargę kasacyjną w oparciu o art. 3989 § 1 pkt. 4 KPC. Przytoczony przepis stanowi, że SN przyjmuje skargę kasacyjną do rozpoznania, jeżeli m.in. skarga kasacyjna jest oczywiście uzasadniona.
Skarżąca upatrywała oczywistego uzasadnienia skargi kasacyjnej w sytuacji polegającej na tym, że w toku postępowania odwoławczego Sąd II instancji przeprowadził dodatkowe postępowanie dowodowe z dokumentów złożonych do apelacji podważających dokonane przez Sąd I instancji ustalenia faktyczne.
Stanowisko Sądu Najwyższego
Sąd Najwyższy – na etapie samokontroli – zdecydował się na nieprzychylanie się do skargi, którą odrzucił co do punktu 1. oraz odmówił przyjęcia skargi do rozpoznania w pozostałym zakresie. W swoich rozważaniach zawartych w uzasadnieniu SN podkreślił, że rozpoznanie skargi kasacyjnej musi być uzasadnione względami o szczególnej doniosłości, wykraczającymi poza indywidualny interes skarżącego, gdyż źródło skargi powinno odnosić się do interesu publicznego. Podniesiono również, że skarga kasacyjna nie może być traktowana jako trzecia instancja, a rolą Sądu Najwyższego nie jest usuwanie błędów w zakresie wykładni i stosowania prawa w każdej indywidualnej sprawie. Ponadto samo niezgadzanie się przez stronę z wyrokiem nie stanowi oczywistego uzasadnienia skargi. W swoich rozważaniach SN wskazał również, że przez oczywistą zasadność skargi kasacyjnej w rozumieniu art. 3989 § 1 pkt. 4 KPC należy rozumieć sytuację, w której skarga jest uzasadniona w sposób ewidentny, wskazując na rażące i poważne uchybienia zaskarżonego orzeczenia, które są możliwe do stwierdzenia bez konieczności prowadzenia bardziej złożonych rozumowań. Z kolei obciążenie orzeczenia oczywistą i istotna wadą wskazuje, że usunięcie go z obrotu leży w interesie publicznym. SN podkreślił również, że przyjęcie skargi kasacyjnej do rozpoznania nie zależy od oczywistego naruszenia konkretnego przepisu prawa materialnego lub procesowego, a od sytuacji, w której naruszenie danego przepisu spowodowało wydanie oczywiście nieprawidłowego orzeczenia. Ponadto – w ocenie SN – skarga kasacyjna powinna być tak skonstruowana i zredagowana, by nie było konieczności poszukiwania jej podstawach lub uzasadnieniu elementów jej kreacji.
Przyczyny odmowy przyjęcia skargi
Powodem, dla którego SN odmówił przyjęcia skargi kasacyjnej do rozpoznania, było traktowanie skargi kasacyjnej jako instrumentu pozwalającego na kwestionowanie niesatysfakcjonującego rozstrzygnięcia, a Sąd Najwyższy – jako trzecią instancję. Ponadto sama skarga miała kwestionować w istocie ocenę materiału dowodowego dokonanego przez Sąd II instancji.
Komentarz
Omawiane rozstrzygnięcie SN odnosi się do instytucji „przedsądu”. W jego ramach – na podstawie art. 3989 § 2 KPC – Sąd decyduje, czy przyjąć, czy też odmówić przyjęcia złożonej skargi kasacyjnej do rozpoznania. W art. 3989 § 1 KPC ustawodawca wymienił przesłanki, które determinują przyjęcie skargi do rozpoznania, w tym m.in. przesłankę sprowadzającą się do przyjęcia, że skarga kasacyjna jest oczywiście uzasadniona (art. 3989 § 1 pkt 4 KPC).
Za istotne wnioski wywodzone uzasadnienia orzeczenia należy przyjąć, że:
- rozpoznanie skargi kasacyjnej musi być uzasadnione względami o szczególnej doniosłości, wykraczającymi poza indywidualny interes skarżącego, znajdujące swoje źródło w interesie publicznym;
- samo niezgadzanie się przez stronę z orzeczeniem nie determinuje oczywistego uzasadnienia skargi;
- skarga jest oczywiście uzasadniona, gdy wskazuje rażące i poważne uchybienia zaskarżonego orzeczenia, które są możliwe do stwierdzenia bez konieczności prowadzenia bardziej złożonych rozumowań.
W dalszej części komentarza skupię się jednak jedynie na upatrywaniu przez SN szczególnej doniosłości skargi w interesie publicznym. W pierwszej kolejności należy jednak zauważyć, że przy składaniu skargi skarżący musi wykazać, na czym polega owa „oczywista zasadność” skargi, a także przytoczyć na tę okoliczność odpowiednie argumenty (por. postanowienie SN z 9.6.2008, II UK 37/08, Legalis). Jest to zatem pierwszy krok, jaki należy wziąć pod uwagę przy konstruowaniu skargi kasacyjnej, w dalszej kolejności konieczne jest powiązanie owej oczywistej zasadności skargi oraz przytoczonych argumentów z wykazaniem publicznoprawnego charakteru skargi kasacyjnej. Powyższe wynika z silnie ugruntowanym orzecznictwie SN stanowiskiem sprowadzającym się do założenia, że podstawowym celem skargi kasacyjnej jest ochrona interesu publicznego poprzez zapewnienie jednolitej wykładni w rozwoju jurysprudencji i prawa (por. postanowienie SN z 18.1.2007 r., II UZ 47/06, Legalis, lub postanowienie SN z 4.2.2000 r., II CZ 178/99, Legalis). Powyższe nie może jednak determinować umniejszenia roli interesu prywatnego skarżącego. Należy oczywiście zgodzić się z tym, że wniesienie skargi kasacyjnej powinno odnosić się do ochrony interesu publicznego, niemniej nie należy zapominać, że to właśnie ochrona interesu prywatnego skarżącego determinuje w głównej mierze podjęcie decyzji o wniesieniu skargi kasacyjnej.
Skarga kasacyjna, choć osadzona w funkcji publicznoprawnej, pozostaje środkiem procesowym inicjowanym przez skarżącego w obronie jego praw podmiotowych. Interes prywatny i interes publiczny nie pozostają w relacji nadrzędności–podrzędności, lecz w relacji równoważności. Interes publiczny nie istnieje w próżni, a związany jest z ochroną interesów jednostkowych. Ponadto, wnosząc skargę kasacyjną, skarżący odwołuje się oczywiście do naruszenia orzeczeniem interesu publicznego, niemniej przez pryzmat własnej sytuacji. Za całkowicie zrozumiałą należy uznać zatem sytuację, w której w przeważającej części skargi kasacyjnej skarżący odnosić się będzie do swojego przykładu. Za tak samo ważne uznać należy wykazanie w skardze kasacyjnej naruszenia zarówno interesu prywatnego, jak i interesu publicznego. Jakkolwiek należy podzielić w całości omawiane uzasadnienie Sądu, tak też za niezasadne należy uznać stawianie prymatu ochrony interesu publicznego przed ochroną interesu prywatnego wnoszącego skargę. Zwłaszcza jeśli wniesienie skargi kasacyjnej odbywa się na tle sporu toczącego pomiędzy osobami, których łączył związek małżeński.
Postanowienie SN z 29.8.2025 r., I CSK 2533/24, Legalis
Prostsze formalności spadkowe
Spadkobierca, który chce uregulować formalności związane z dziedziczeniem, ma od 2009 r. dwie drogi do wyboru – sądowe stwierdzenie nabycia spadku lub notarialne poświadczenie dziedziczenia. Zmiana w prawie dotyczy tej drugiej ścieżki. Teraz przy okazji uzyskiwania notarialnego poświadczenia dziedziczenia nieruchomości można będzie zażądać od notariusza, by złożył – w formie elektronicznej – wniosek o zmianę treści księgi wieczystej (KW), aby ujawnić w niej dane nowego właściciela lub właścicieli. Sam notariusz, z własnej inicjatywy, nie może tego zrobić. Jeśli spadkobierca będzie wolał samodzielnie złożyć wniosek o wpis do KW, to nadal będzie miał możliwość zrobienia tego w sądzie na papierowym formularzu.
Poświadczenie dziedziczenia
Jeśli ktoś zdecyduje się na pomoc notariusza, ten po sporządzeniu aktu poświadczenia dziedziczenia, na wniosek spadkobiercy lub zapisobiercy windykacyjnego, sporządzi protokół z żądaniem wpisu spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu, własności lub użytkowania wieczystego nieruchomości w księdze wieczystej na rzecz spadkobierców.
Poza żądaniem złożenia wniosku, spadkobiercy złożą oświadczenie o wchodzących w skład spadku nieruchomościach. Wniosek o wpis notariusz będzie musiał złożyć tego samego dnia, w którym sporządzi protokół zawierający żądanie ujawnienia spadkobierców w księdze wieczystej. Natomiast sam protokół niekoniecznie ma być spisywany w dniu sporządzenia aktu poświadczenia dziedziczenia. Spadkobiercy będą mogli więc wrócić do kancelarii notarialnej w dowolnym momencie, gdy już ustalą, co wchodzi w skład spadku. Jeśli jednak będą mieli taką wiedzę w momencie sporządzania aktu poświadczenia dziedziczenia i będą dysponować potrzebnymi dokumentami, potwierdzającymi, że dane nieruchomości wchodzą w skład spadku, to wszystkie formalności załatwią od ręki, podczas jednej wizyty u notariusza.
– To długo wyczekiwana zmiana prawa, która odciąży spadkobierców i sądy. Dzisiaj notariusz po sporządzeniu aktu poświadczenia dziedziczenia, o ile uzyska informację o wchodzących w skład spadku nieruchomościach, wysyła zawiadomienie do sądu wieczystoksięgowego, by ten mógł w KW umieścić ostrzeżenie o zmianie w dziale własności. Sąd wzywa spadkobierców, by złożyli wnioski o zmianę treści ksiąg wieczystych. Spadkobiercy muszą je sami wypełnić i złożyć – mówi warszawska notariuszka Magdalena Arendt, wiceprezes Krajowej Rady Notarialnej.
– Przypomnę, że art. 35 ustawy o księgach wieczystych i hipotece przewiduje odpowiedzialność odszkodowawczą właściciela nieruchomości, który nie ujawni w KW swojego prawa własności w przypadku, gdy osoba trzecia dozna z tego powodu szkody. Dla osób, które nie mają z tym do czynienia na co dzień prawidłowe wypełnienie wniosków nie jest to proste. Często dziwią się, gdy słyszą, że nie może tego zrobić za nich notariusz – dodaje.
Szybka procedura
Dr Piotr Marquardt, katowicki notariusz i członek KRN spodziewa się, że po zmianie prawa zainteresowanie uzyskaniem poświadczenia dziedziczenia wzrośnie, choć już dziś jest duże.
– Co roku sporządzamy od 160 do 180 tys. aktów poświadczenia dziedziczenia. Spadkobiercy coraz chętniej korzystają z tej możliwości, bo jest to szybsze i prostsze od drogi sądowej. Jeśli nie ma przeszkód, to notariusz w poświadczeniu dziedziczenia stwierdza, kto nabył prawa do spadku, wpisując taki akt do Rejestru Spadkowego prowadzonego przez KRN – wskazuje notariusz.
– Od tej chwili akt jest ważny i nie wymaga uprawomocnienia. Oznacza to, że od razu po wyjściu od notariusza można z nim pójść np. do banku i zapytać, czy spadkodawca nie miał w nim rachunku, a jeśli miał, to jaki jest jego stan. Albo też udać się do starostwa i dowiedzieć się się, czy przypadkiem babcia nie zostawiła nam jeszcze jakiejś działki czy udziałów w nieruchomości. W przypadku domów czy mieszkań spadkobiercy zwykle mają o nich wiedzę, ale z udziałami, zwłaszcza w nieruchomościach gruntowych, stanowiących na przykład drogi dojazdowe, różnie już bywa – zauważa Piotr Marquardt.
Dlatego, zdaniem naszych rozmówców, dobrze się stało, że podczas procedowania projektu usunięto z niego wymóg, by notariusz mógł sporządzić protokół i wystąpić z wnioskiem o wpis w KW tylko w dniu, w którym sporządza poświadczenie dziedziczenia. To rozwiązanie, w połączeniu z zagrożeniem sankcją za złożenie fałszywego oświadczenia, która również znajdowała się w pierwotnej wersji projektu ustawy, zniechęciłoby spadkobierców do korzystania z poświadczenia dziedziczenia.
Mniej spraw w sądach
Skutek mógłby więc być odwrotny od zamierzonego – większa, zamiast mniejszej, liczba spraw w sądach. Ostatecznie przyjęte rozwiązanie powinno odciążyć sądy wieczystoksięgowe. Dziś muszą wzywać, pod rygorem grzywny, właściciela nieruchomości do ujawnienia swych praw w księdze wieczystej w terminie miesiąca, zamieszczać w KW ostrzeżenie o zmianie właściciela i wreszcie wprowadzać samą zmianę. Nierzadko też wzywają do skorygowania niepoprawnie lub bezpodstawnie złożonych wniosków.
– W przypadku notariuszy tych problemów nie ma. Sądy będą więc miały mniej pracy, dzięki czemu aktualizacja treści ksiąg będzie przebiegała szybciej, co jest bardzo ważne dla bezpieczeństwa obrotu nieruchomościami – podsumowuje Magdalena Arendt.
Etap legislacyjny: ustawa skierowana do prezydenta
OPŁATY
Ile kosztuje poświadczenie
Notarialne poświadczenie dziedziczenia jest alternatywą dla sądowego nabycia spadku, które trudniejsze i bardziej czasochłonne, ale tańsze (choć różnica nie jest znacząca). Opłata sądowa od wniosku o stwierdzenie nabycia spadku wynosi 100 zł. Dodatkowe 100 zł trzeba zapłacić od oświadczenia o przyjęciu lub odrzuceniu spadku. W przypadku notarialnego poświadczenie dziedziczenia, koszt samego aktu poświadczenia to 50 zł netto. Jednak w ramach notarialnej procedury spadkowej muszą być sporządzone dodatkowe dokumenty, takie jak protokół dziedziczenia, oświadczenia o przyjęciu lub odrzuceniu spadku, otwarcie testamentu, co wpływa na to, że łączny koszt notarialnego poświadczenia dziedziczenia, może wynosić kilkaset złotych.
Nie ma darmowych ubezpieczeń
W 2019 r. największy polski ubezpieczyciel PZU zaoferował wszystkim rodzicom bezpłatne ubezpieczenie ich dzieci na wakacje. Bezpłatne, ale nie darmowe. Żeby skorzystać z oferty, rodzice musieli wyrazić zgodę na przetwarzanie swoich danych w celach marketingowych przez grupę kapitałową PZU. A więc de facto zapłacić danymi.
W związku z zainteresowaniem medialnym Urząd Ochrony Danych Osobowych wszczął postępowanie w tej sprawie. Ostatecznie nie dopatrzył się jednak naruszenia przepisów, bo w czasie trwania oferty – już po fali medialnego zainteresowania – PZU zmieniło zasady i umożliwiło klientom wycofanie zgody.
Do sprawy przyłączyła się Fundacja Panoptykon, zaskarżając decyzję prezesa UODO do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. W pierwszej instancji sąd uwzględnił skargę fundacji, uznając, że urząd nie ustalił wszystkich niezbędnych okoliczności. Po trzech latach, w wyroku z 12 listopada 2025 r., Naczelny Sąd Administracyjny uchylił to rozstrzygnięcie, nakazując sądowi pierwszej instancji ponowne zbadanie sprawy (sygnatura akt: III OSK 2594/22). W ustnym uzasadnieniu wskazał, że wszystkie okoliczności są już wystarczająco wyjaśnione, teraz trzeba przyjrzeć się temu, czy model „zapłać albo zgódź się” (na przetwarzanie danych w celach marketingowych; ang. „pay or ok”) jest zgodny z RODO.
Big techy kontra RODO
Sprawa przed sądami administracyjnymi potrwa zapewne jeszcze kilka lat, tymczasem kategoryczna ocena modelu biznesowego „zapłać albo zgódź się” staje się coraz pilniejsza. Od paru lat obserwujemy, jak sięgają po niego najwięksi gracze, a trendy wyznacza Meta, właściciel Facebooka i Instagrama.
Zgodnie z RODO każde sięgnięcie po dane osobowe wymaga wskazania podstawy prawnej, a więc jest wkroczeniem na teren chroniony. Tymczasem model biznesowy firm z Doliny Krzemowej wyrósł z amerykańskiej filozofii leseferyzmu. Zgodnie z zasadą: zbierajmy, co się da, a potem znajdziemy dla tych danych zastosowanie. I podstawę prawną. Mimo siedmiu lat obowiązywania RODO, dominujące platformy internetowe nadal traktują dane Europejczyków jak surowiec, który może wydobywać i eksploatować każdy, kogo stać na odpowiednią technologię. W opcji domyślnej serwują swoim użytkownikom permanentne śledzenie i personalizację „doświadczenia” (również reklam). Taki sposób projektowania serwisów na pierwszym planie stawia potrzeby reklamodawców, nie użytkowników.
Czy ten model biznesowy da się pogodzić z RODO? Już na pierwszy rzut oka widać sprzeczność. Ale prawnicy Mety podjęli rękawicę. Najpierw, w reakcji na wejście w życie RODO, Facebook zmienił warunki świadczenia usług, zastrzegając, że targetowana reklama to integralna część usługi serwisu społecznościowego. I jako taka nie wymaga osobnej zgody. Sprytne, ale jednak zbyt śmiałe. W grudniu 2022 r., w wyniku skargi Europejskiego Centrum Praw Cyfrowych (NOYB; ang. None of Your Business), Europejska Rada Ochrony Danych uznała, że Facebook nie może skorzystać z tej podstawy prawnej, bo reklama targetowana w oparciu o dane behawioralne nie jest integralnym elementem serwisu społecznościowego.
Prawnicy Mety nie poddali się i sięgnęli po szantaż finansowy. Bo jak inaczej określić ofertę, w której – po jednej stronie – mamy blankietową zgodę na serwowanie targetowanych reklam (a więc również na śledzenie i inwazyjne profilowanie), a po drugiej – wysoką (nawet jak na standardy serwisów streamingowych) opłatę subskrypcyjną? Na ten ruch Mety NOYB zareagował kolejną skargą, która w ubiegłym roku doprowadziła do wydania przez EROD opinii kwestionującej legalność modelu „zapłać albo zgódź się” dla wielkich platform internetowych, ze względu na ich dominującą pozycję.
Teraz EROD pracuje nad wytycznymi, które wyznaczą standard pozyskiwania zgody dla wszystkich administratorów danych, również europejskich podmiotów i wydawców mediów elektronicznych. W przypadku tych ostatnich w grę wchodzą nie tylko względy biznesowe. W świecie, w którym zostaliśmy przyzwyczajeni do płacenia danymi za (pozornie darmowe i przez to coraz słabsze) treści, konsekwentna interpretacja RODO stała się wyzwaniem par excellence politycznym.
Legaliści kontra konsultanci
Organy ochrony danych osobowych tworzące EROD – w tym polski UODO – mają twardy orzech do zgryzienia. Jeśli zastosują przepisy RODO bez żadnej taryfy ulgowej dla wydawców mediów elektronicznych, zostanie im przyczepiona łatka „legalistów”, nieliczących się z realiami internetu. A jeśli nagną interpretację RODO do modelu działania (pozornie) darmowych serwisów, utrzymujących się z targetowanej reklamy, zostaną uznani za polityków albo, co gorsza, biznesowych konsultantów, niegodnych swojego urzędu. Czy z tego dylematu jest jakieś eleganckie wyjście?
Z perspektywy prawnej, sprawa wydaje się przesądzona. EROD już dwa razy wydała wytyczne (w opinii nr 05/2020 i w opinii nr 08/2024), w których potwierdza, że zgoda musi być dobrowolna, konkretna, świadoma i jednoznaczna, a odmowa lub wycofanie zgody muszą być możliwe bez ponoszenia szkody. Trudno o inną interpretację, bo definicja zgody w RODO jest całkiem precyzyjna i wyśrubowana (właśnie po to, by tej podstawy prawnej nie nadużywać). Zgodnie z nią: „Wyrażenia zgody nie należy uznawać za dobrowolne, jeżeli osoba, której dane dotyczą, nie ma rzeczywistego lub wolnego wyboru oraz nie może odmówić ani wycofać zgody bez niekorzystnych konsekwencji.” (RODO, fragment motywu 42).
Tymczasem w modelu „zapłać albo zgódź się”, odmowa wyrażenia zgody wiąże się z karą finansową lub ograniczeniem funkcjonalności, co bez wątpienia stanowi szkodę w rozumieniu art. 7 ust. 4 RODO. Badania behawioralne pokazały, że skonfrontowani z takim wyborem użytkownicy odczuwają poczucie winy, niepokój i dezorientację. Często klikają „akceptuję” tylko po to, by kontynuować albo uniknąć indukowanego im poczucia winy. Granie psychologiczną presją narusza art. 5 ust. 1 RODO i motyw 42. A wielostopniowy proces dokonywania płatności (zwykle wymagający utworzenia konta) narusza art. 7 ust. 3 RODO, ponieważ czyni odmowę udzielenia zgody znacznie trudniejszą, niż jej wyrażenie.
Wreszcie banery stosowane w modelu „zapłać albo zgódź się” wykorzystują manipulacyjne techniki projektowania (tzw. dark patterns). Różnice w doborze kolorów, emocjonalne sformułowania (np. „wspieraj dziennikarstwo”) i wydłużone ścieżki w przypadku odmowy. Takie praktyki naruszają nie tylko RODO, ale też art. 25 aktu o usługach cyfrowych (DSA). Badania empiryczne wykazały, że ponad 95 proc. użytkowników ulega takiej manipulacji (tj. udziela zgody), podczas gdy w sytuacji naprawdę dobrowolnego wyboru decyzję o udzieleniu zgody podtrzymuje zaledwie 3-5 proc. zapytanych.
O ile na pytanie „czy wymuszona czynnikami ekonomicznymi zgoda może być ważna na gruncie RODO” trudno odpowiedzieć twierdząco, bez popadania w absurd, o tyle odpowiedź na pytanie „co mogą zrobić wydawcy portali internetowych, żeby finansować tworzenie treści” – może być bardziej zniuansowana. I to nad nią warto się pochylić.
Jeśli ze względów politycznych, EROD uzna, że musi podważyć któryś z fundamentów europejskiego systemu ochrony danych, lepiej, żeby było to pojęcie „tzw. uzasadnionego interesu administratora”. Po pierwsze, dlatego że ta podstawa prawna daje większe pole do interpretacji i nie tylko dopuszcza, ale wręcz zakłada możliwość ograniczenia prywatności użytkownika (podmiotu danych) ze względów biznesowych. Po drugie, dlatego że wobec przetwarzania danych opartego na tej (chwiejnej) podstawie można przynajmniej wyrazić sprzeciw.
Moment dla prezesa polskiego UODO
Sprawa przed polskimi sądami w sprawie akcji promocyjnej PZU wróciła do WSA, który w najbliższych miesiącach powinien wypowiedzieć się w sprawie modelu „zapłać albo zgódź się”. Po kilku latach podobną szansę będzie miał NSA. Mogą to być jedne z pierwszych rozstrzygnięć, w których zastosowana zostanie interpretacja RODO, nad którą pracuje EROD.
Zarówno w rozstrzygnięciu sprawy PZU, jak i wypracowaniu opinii EROD, istotną rolę do odegrania ma obecny prezes UODO.
Naszym zdaniem prawo do ochrony danych osobowych i prawo do prywatności – jako prawa podstawowe – nie mogą mieć swojej ceny. Zaakceptowanie modelu, w którym ochrona danych osobowych „musi kosztować” (i ma swoją rynkową cenę) byłoby szalenie niebezpiecznym precedensem, stawiającym pod znakiem zapytania powszechność praw człowieka, nie tylko tego do prywatności.
Autorka jest prezeską, a autor prawnikiem Fundacji Panoptykon.
Sejm kontynuuje prace nad ustawą o likwidacji CBA
Najważniejsze założenia zmian:
- likwidacja CBA z dniem 1.5.2026 r.,
- przekazanie zadań CBA trzem instytucjom: Policji, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Krajowej Administracji Skarbowej,
- utworzenie w strukturze Policji Centralnego Biura Zwalczania Korupcji,
- powołanie Ministra Koordynatora Służb Specjalnych,
- ustawowe uregulowanie osłony antykorupcyjnej,
- określenie zasad kontynuowania zatrudnienia dotychczasowych funkcjonariuszy i pracowników cywilnych CBA.
Uzasadnienie projektu
Projekt ustawy o likwidacji Centralnego Biura Antykorupcyjnego uzasadnia konieczność reformy wieloletnimi i poważnymi zastrzeżeniami wobec funkcjonowania Biura. Wskazuje się na naruszenia praworządności, swobód obywatelskich oraz zasad neutralności politycznej, a także na stosowanie przez CBA kontrowersyjnych metod operacyjnych, w tym prowokacji i masowej inwigilacji, co było przedmiotem publicznej krytyki oraz prac sejmowej komisji śledczej.
Jako dodatkowy argument za reformą wskazano na systematyczne pogarszanie się pozycji Polski w Indeksie Percepcji Korupcji Transparency International, które ma świadczyć o nieskuteczności dotychczasowej polityki antykorupcyjnej państwa.
Rząd wskazuje także na potrzebę konsolidacji służb specjalnych i zmniejszenia liczby organów wyposażonych w narzędzia ingerencji w prawa obywatelskie.
Istota zmian
Głównym założeniem projektu jest całkowita likwidacja CBA i przekazanie jego kompetencji trzem instytucjom: Policji, Krajowej Administracji Skarbowej oraz Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Kluczowym elementem reformy jest utworzenie w strukturze Policji Centralnego Biura Zwalczania Korupcji – wyspecjalizowanej służby odpowiedzialnej za zwalczanie korupcji w administracji publicznej, gospodarce, sektorze zdrowia, sporcie oraz w obszarze przestępstw gospodarczych i finansowych. CBZK otrzyma szerokie uprawnienia operacyjno-rozpoznawcze, analogiczne do kompetencji Centralnego Biura Śledczego Policji, w tym prawo stosowania kontroli operacyjnej, zakupu kontrolowanego czy dostępu do danych telekomunikacyjnych. Komendanta CBZK powoływać będzie minister spraw wewnętrznych na wniosek Komendanta Głównego Policji, a Biuro będzie stanowić nowy rodzaj służby policyjnej.
Część zadań CBA zostaje przekazana Krajowej Administracji Skarbowej, która przejmie kompetencje w zakresie analizy i kontroli oświadczeń majątkowych, weryfikacji konfliktu interesów, audytu zamówień publicznych oraz zadań podatkowych, dotychczas wykonywanych przez Szefa CBA. Z kolei ABW ma zajmować się korupcją zagrażającą bezpieczeństwu państwa, zwłaszcza wśród osób pełniących funkcje publiczne.
Koordynacja działań antykorupcyjnych – zgodnie z projektem ustawy – będzie należeć do ministra koordynatora służb specjalnych lub Prezesa Rady Ministrów. Ma to zagwarantować utrzymanie priorytetowego charakteru walki z korupcją w strukturach państwa.
Osłona antykorupcyjna
Istotnym elementem reformy jest ustawowe uregulowanie tzw. osłony antykorupcyjnej – do tej pory działającej na podstawie wytycznych premiera. Nowa regulacja podnosi jej rangę i przypisuje prowadzenie osłony Policji, ABW i Służbie Kontrwywiadu Wojskowego, co ma zwiększyć efektywność zabezpieczania dużych przedsięwzięć rządowych przed ryzykiem korupcji.
Projekt szczegółowo opisuje zasady przenoszenia funkcjonariuszy i pracowników CBA do nowych instytucji. Funkcjonariusze nie będą podlegać ponownej weryfikacji przydatności do służby, zachowują ciągłość zatrudnienia i mogą wybrać dalszą służbę w Policji lub – jeżeli pełnili zadania finansowe – w Krajowej Administracji Skarbowej. Stopnie służbowe w nowych formacjach mają być ustalane na podstawie stażu i wykształcenia. Funkcjonariusze zachowują prawo do odejścia ze służby do 30.4.2026 r.
Równolegle ustawa reguluje proces przenoszenia pracowników cywilnych, którzy mogą złożyć wniosek o zatrudnienie w Policji lub CBZK. Pracownikom, którzy przyjmą propozycję zatrudnienia, stosunek pracy ulegnie automatycznemu przekształceniu 1.5.2026 r., natomiast w przypadku odmowy stosunek pracy wygaśnie wraz z odprawą.
Przewidziano również kompleksowe rozwiązania dotyczące mienia i zobowiązań likwidowanego Biura. Likwidator, działający pod nadzorem ministra spraw wewnętrznych i obsługiwany przez CBZK, będzie odpowiedzialny za przekazanie całego majątku CBA jednostkom przejmującym oraz za rozwiązywanie ewentualnych sporów, które w ostateczności rozstrzygać będzie Prezes Rady Ministrów. Nieruchomości w trwałym zarządzie CBA przejmie Policja, a wszystkie umowy cywilnoprawne będą musiały zostać aneksowane w ciągu sześciu miesięcy.
Projekt przewiduje także szczegółowe zasady kontynuowania spraw wszczętych przed likwidacją Biura – skargi, wnioski i petycje trafią do premiera, a postępowania służbowe i operacyjne przejmą odpowiednio Policja, CBZK lub KAS.
Projekt został skierowany do prac w komisjach sejmowych.
Rewolucja w kontroli operacyjnej – podsłuchy pod większym nadzorem sądu
Kluczowe rozwiązania:
- obowiązek uzasadniania – sąd będzie musiał pisemnie uzasadnić każde postanowienie w przedmiocie zarządzenia lub przedłużenia kontroli operacyjnej,
- prawo do przerwania inwigilacji – sądy zyskują uprawnienie do wydania postanowienia o przerwaniu kontroli w dowolnym momencie jej trwania,
- bieżący nadzór i raportowanie – szefowie służb będą zobowiązani informować sąd o wynikach kontroli po jej zakończeniu, a na żądanie sądu, także o jej przebiegu w trakcie trwania,
- kontrola niszczenia materiałów – sąd, który zarządził kontrolę, musi być niezwłocznie informowany o zniszczeniu materiałów nieprzydatnych dowodowo,
- odebranie uprawnień BSW – z ustawy o szczególnych formach sprawowania nadzoru przez ministra właściwego do spraw wewnętrznych znikają przepisy pozwalające Inspektorowi Nadzoru Wewnętrznego na stosowanie podsłuchów.
Koniec z automatyzmem
Fundamentem reformy jest zmiana procedury wydawania zgód na kontrolę operacyjną. W obecnym stanie prawnym sądy często wydają postanowienia o zarządzeniu podsłuchu, opierając się wyłącznie na wnioskach służb, nie sporządzając przy tym szczegółowego uzasadnienia, jeśli wniosek jest uwzględniany. Nowe przepisy likwidują tę praktykę, wymuszając na wymiarze sprawiedliwości merytoryczną analizę każdej sprawy.
Zgodnie z nowym brzmieniem art. 19 ust. 2 ustawy z 6.4.1990 r. o Policji (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 636; dalej: PolicjaU), każde postanowienie sądu w przedmiocie zarządzenia kontroli operacyjnej będzie wymagało pisemnego uzasadnienia. To z pozoru drobna zmiana redakcyjna ma kolosalne znaczenie praktyczne. Sędzia nie będzie mógł już tylko „podbić pieczątki” pod wnioskiem Komendanta Głównego Policji czy Szefa CBA. Będzie musiał przelać na papier argumenty, dlaczego w danej sprawie inwigilacja jest niezbędna, proporcjonalna i dlaczego inne środki dowodowe są niewystarczające.
Identyczny rygor wprowadzono w przypadku procedury „niecierpiącej zwłoki” art. 19 ust. 3 PolicjaU, gdzie zgoda sądu jest wydawana następczo, po rozpoczęciu działań przez służby za zgodą prokuratora. Również przy przedłużaniu kontroli na kolejne okresy, sąd będzie zobligowany do wytłumaczenia, dlaczego dalsze podsłuchiwanie obywatela jest konieczne. Zasada ta została zaimplementowana szeroko we wszystkich ustawach kompetencyjnych.
Przerwanie operacji w każdym czasie
Najbardziej rewolucyjnym elementem projektu jest wyposażenie sądów w realne narzędzie władcze, pozwalające na ingerencję w trwające śledztwa operacyjne. Dotychczas, po wydaniu zgody na 3 miesiące, sąd praktycznie tracił kontakt ze sprawą do momentu wpłynięcia wniosku o przedłużenie kontroli.
W ustawie o Policji zostanie dodany art. 19 ust. 14a, który stanowi, że sąd okręgowy, w ramach nadzoru, może w każdym czasie wydać postanowienie o przerwaniu kontroli operacyjnej. Sąd podejmuje taką decyzję, biorąc pod uwagę ustawowe przesłanki. Jest to mechanizm „bezpiecznika”, który ma chronić obywateli przed sytuacją, w której służby prowadzą inwigilację „na zapas”, mimo że cele operacyjne zostały już osiągnięte lub wiadomo, że nie zostaną osiągnięte.
Aby zrównoważyć to potężne uprawnienie sądu i nie paraliżować niesłusznie pracy operacyjnej w kluczowych śledztwach, projektodawca przewidział ścieżkę odwoławczą. Na postanowienie o przerwaniu kontroli zażalenie przysługuje:
- Organowi wnioskującemu.
- Właściwemu prokuratorowi.
Analogiczne uprawnienia do przerwania kontroli wprowadzono w:
- art. 9e ust. 15a ustawy z 12.10.1990 r. o Straży Granicznej (t.j. Dz.U. z 2025 poz. 914),
- art. 31 ust. 15a ustawy z 24.8.2001 r. o Żandarmerii Wojskowej (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 12),
- art. 27 ust. 14a ustawy z 24.5.2002 r. o ABW oraz Agencji Wywiadu (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 902),
- art. 17 ust. 14a ustawy z 9.6.2006 r. o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 712),
- art. 31 ust. 13a ustawy z 9.6.2006 r. o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie Wywiadu Wojskowego (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 694),
- art. 118 ust. 13a ustawy z 16.11.2016 r. o Krajowej Administracji Skarbowej (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 1131),
- art. 49a ustawy z 7.12.2017 r. o Służbie Ochrony Państwa (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 34).
Sąd dowie się o wynikach i zniszczeniu dowodów
Nowelizacja nakłada na szefów służb bezwzględny obowiązek raportowania. Zgodnie z proponowaną nowelizacją art. 19 ust. 14 PolicjaU, organ policji musi poinformować sąd o wynikach kontroli operacyjnej po jej zakończeniu. Co więcej, sąd może zażądać informacji o przebiegu kontroli jeszcze w trakcie jej trwania. Organ policji ma wówczas obowiązek przedstawić zebrane dotychczas materiały.
Kolejnym uszczelnionym obszarem jest niszczenie materiałów z kontroli operacyjnej, które nie zawierają dowodów na popełnienie przestępstwa. Dotychczas proces ten odbywał się głównie na linii służba-prokurator. Teraz włączono w to sąd np. w art. 19 ust. 17a PolicjaU wprowadzono wymóg, by organ policji niezwłocznie informował sąd o wydaniu i wykonaniu zarządzenia dotyczącego zniszczenia materiałów.
Inspektorzy w MSWiA tracą uprawnienia do inwigilacji
Istotna zmiana dotyczy struktury nadzoru wewnętrznego w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji. Projekt w art. 3 nowelizuje ustawę z 21.6.1996 r. o szczególnych formach sprawowania nadzoru przez ministra właściwego do spraw wewnętrznych (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 529; dalej: NadzórMSWU).
Kluczowym ruchem jest tutaj uchylenie art. 11 NadzórMSWU oraz art. 11n NadzórMSWU. Przepisy te stanowią podstawę prawną dla Inspektora Nadzoru Wewnętrznego do zarządzania kontroli operacyjnej wobec funkcjonariuszy Policji, Straży Granicznej, SOP czy strażaków w celu wykrywania przestępstw korupcyjnych i urzędniczych.
W uzasadnieniu do projektu rząd argumentuje, że wyposażenie organu nadzorczego (jakim jest Inspektor przy ministrze) w tak inwazyjne narzędzie jak podsłuch jest rozwiązaniem nieproporcjonalnym. Inspektorat nadal będzie mógł prowadzić czynności operacyjno-rozpoznawcze, ale bez sięgania po najcięższy kaliber w postaci kontroli operacyjnej. Ma to zapobiec sytuacjom, w których narzędzia inwigilacyjne są wykorzystywane wewnątrz resortu do walki frakcyjnej lub wywierania presji na funkcjonariuszy, pod pretekstem działań nadzorczych.
Odpowiedzialność polityczna i raportowanie do Sejmu
Wzmocnienie kontroli nie ogranicza się tylko do wymiaru sądowego. Projekt kładzie nacisk również na kontrolę parlamentarną. W nowelizacji ustawy o Straży Granicznej dodano art. 9e ust. 21, który nakłada na ministra właściwego do spraw wewnętrznych obowiązek przedstawiania corocznie Sejmowi i Senatowi informacji o działalności operacyjnej.
Informacja ta ma trafiać do parlamentarzystów do dnia 30 czerwca roku następnego. Choć mechanizmy raportowania istniały już wcześniej w różnych formach, doprecyzowanie tego obowiązku w ustawach kompetencyjnych ma zwiększyć transparentność działania służb przed władzą ustawodawczą.
Przepisy przejściowe. Co ze starymi podsłuchami?
Ze względu na fundamentalny charakter zmian, projektodawca musiał precyzyjnie określić, co dzieje się z kontrolami operacyjnymi, które zostały zarządzone przed wejściem w życie nowej ustawy.
Zgodnie z art. 10 projektu nowelizacji PolicjaU, nowe, rygorystyczne obowiązki i uprawnienia stosuje się wyłącznie do kontroli operacyjnych zarządzonych po dniu wejścia w życie ustawy. Oznacza to, że operacje, które rozpoczną się przed tą datą, będą toczyły się na „starych zasadach”, aż do ich zakończenia. Ma to zapobiec chaosowi prawnemu i konieczności nagłej weryfikacji setek trwających śledztw.
Wyjątkiem są sprawy prowadzone przez Inspektora Nadzoru Wewnętrznego. Zezwolenia wydane na wniosek Inspektora w zasadzie wygasają, chyba że zgromadzone materiały zostaną uznane za niezbędne przez IPN, co reguluje art. 11 projektu nowelizacji PolicjaU.
Sama nowelizacja ma wejść w życie po upływie 30 dni od dnia ogłoszenia zgodnie z art. 12 projektu nowelizacji PolicjaU.
Uproszczenie procedur w podatku od spadków i darowizn
- Projekt wprowadza możliwość przywrócenia terminu na zgłoszenie nabycia majątku, co pozwoli najbliższej rodzinie uniknąć utraty zwolnienia podatkowego w przypadku niezawinionego uchybienia terminowi.
- Obowiązek podatkowy przy dziedziczeniu ma powstawać dopiero z chwilą uzyskania formalnego potwierdzenia nabycia spadku, co zwiększy pewność prawną i wydłuży czas na złożenie zeznania.
- Doprecyzowano terminy składania zeznań podatkowych, w tym w sytuacjach ponownego powstania obowiązku podatkowego oraz braku zgłoszenia uprawniającego do zwolnienia.
Możliwość przywrócenia terminu zgłoszenia
Jedną z najistotniejszych propozycji jest wprowadzenie możliwości przywrócenia terminu na zgłoszenie nabycia własności rzeczy lub praw majątkowych przez najbliższych członków rodziny, a także na zgłoszenie nabycia przedsiębiorstwa (lub jego części) w drodze dziedziczenia lub zapisu windykacyjnego własności przedsiębiorstwa (nowy art. 4c PodSpDarU).
Obecnie przekroczenie sześciomiesięcznego terminu powoduje automatyczną utratę zwolnienia podatkowego, bez względu na przyczyny. Termin nie podlega przywróceniu na podstawie ustawy z 29.8.1997 r. – Ordynacja podatkowa (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 111). W praktyce nawet niezawinione sytuacje losowe prowadzą do dotkliwych konsekwencji finansowych.
Nowy art. 4c uPSD ma to zmienić. Podatnik, który uprawdopodobni, że nie dotrzymał terminu z przyczyn od siebie niezależnych, będzie mógł wystąpić o jego przywrócenie. W razie uwzględnienia wniosku – odzyska prawo do zwolnienia.
Projekt przewiduje również szczegółową procedurę uchylania decyzji podatkowych wydanych w sytuacji, gdy organ odmówił przywrócenia terminu, a sąd później taką odmowę uchylił.
Nowy moment powstania obowiązku podatkowego przy dziedziczeniu
Drugą dużą zmianą jest doprecyzowanie momentu powstania obowiązku podatkowego przy dziedziczeniu.
Obecnie obowiązek podatkowy powstaje z chwilą przyjęcia spadku, nawet jeśli podatnik nie jest świadomy, że do tego doszło (np. przez upływ terminu na odrzucenie spadku). Jednocześnie organ podatkowy nie może prowadzić postępowania bez dokumentu potwierdzającego nabycie spadku (postanowienia sądu lub aktu poświadczenia dziedziczenia). Powoduje to praktyczne komplikacje oraz może narażać podatników na sankcje za niezłożenie deklaracji w terminie.
Nowelizacja przesuwa moment powstania obowiązku podatkowego na chwilę uprawomocnienia się orzeczenia o stwierdzeniu nabycia spadku, zarejestrowania aktu poświadczenia dziedziczenia lub wydania europejskiego poświadczenia spadkowego.
Dodatkowo wprowadzono rozwiązania dla krajów, w których nabycie spadku potwierdza inny organ niż sąd – dokument takiego organu będzie traktowany jak zarejestrowany akt poświadczenia dziedziczenia.
Zmiany te zwiększają pewność prawną, ułatwiają działania przed organami, a także wydłużają czas na złożenie deklaracji podatkowej.
Doprecyzowanie obowiązku składania zeznań podatkowych
Projekt odnosi się także do art. 17a PodSpDarU, który obowiązku składania zeznań podatkowych.
W reakcji na uchwałę NSA z 26.5.2025 r., III FPS 2/25, Legalis, ustawodawca proponuje jednoznaczne doprecyzowanie, że podatnik ma obowiązek złożenia zeznania w ciągu miesiąca od powstania obowiązku podatkowego, również jeśli obowiązek powstał ponownie na podstawie art. 6 ust. 4 PodSpDarU, np. gdy spadek nie został wcześniej zgłoszony.
Dla osób, które nie zgłosiły nabycia majątku w terminie przewidzianym dla zwolnienia (SD-Z2 lub SD-ZP), projekt wyraźnie wskazuje, że deklarację SD-3 należy złożyć w ciągu miesiąca od upływu terminu zgłoszenia, a jeśli podatnik wniósł o przywrócenie terminu – miesiąc od dnia, w którym odmowa stała się ostateczna.
Przepisy przejściowe i data wejścia w życie
Nowe regulacje dotyczące przywrócenia terminu zgłoszenia będą mogły być stosowane także do nabyć majątku dokonanych przed wejściem w życie ustawy, o ile do tego dnia nie upłynął jeszcze sześciomiesięczny termin na złożenie zgłoszenia.
Zmiany dotyczące momentu powstania obowiązku podatkowego oraz terminów składania zeznań będą stosowane do sytuacji, w których odpowiednie zdarzenia (np. uprawomocnienie orzeczenia) będą miały miejsce już po wejściu w życie ustawy.
Ustawa ma wejść w życie po 14 dniach od ogłoszenia, co pozwoli jak najszybciej udostępnić podatnikom korzystne rozwiązania.
Przekształcenie spółki prawa handlowego – konsekwencje prawnopodatkowe
Stan faktyczny
Wyrokiem z 10.1.2023 r., III SA/Wa 1491/22, Legalis, WSA w Warszawie uchylił interpretację indywidualną Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej (dalej: Dyrektor KIS) z 22.4.2022 r., 0113-KDIPT2-3.4011.967.2021.2.AK, Legalis, w przedmiocie podatku dochodowego od osób fizycznych.
M.N. (dalej: Skarżący) jest komandytariuszem spółki M. Sp. komandytowa (dalej: Spółka), powstałej w następstwie przekształcenia w spółkę komandytową, w trybie art. 551 § 1 i nast. KSH spółki J. Sp. z o.o. (dalej: Spółka przekształcona), na podstawie uchwały walnego zgromadzenia Spółki z 5.5.2016 r. Wspólnikami Spółki zostali dotychczasowi wspólnicy Spółki przekształconej. Wkład Skarżącego do Spółki wyniósł 1 887 000 zł i stanowił wartość jego udziału w majątku Spółki przekształconej. Wkład Skarżącego do Spółki przekształconej został pokryty częściowo za gotówkę, a częściowo przez wniesienie aportu w postaci przedsiębiorstwa, w rozumieniu art. 551 KC. 29.4.2021 r. zmieniono Umowę Spółki, a wspólnicy wycofali części wkładów w postaci m.in.: prawa użytkowania wieczystego zabudowanej działki gruntu, lokalu mieszkalnego. Prawa te zostały przeniesione nieodpłatnie na rzecz wspólników (w tym na rzecz Skarżącego) w proporcji (wartościowo) do posiadanych udziałów w Spółce. Zmianie uległa wysokość wkładów wspólników w Spółce – wkład Skarżącego wyniósł 974 100 zł.
Skarżący planował sprzedaż ogółu praw i obowiązków w Spółce, a 11.8.2021 r. zawarta została przedwstępna umowa. Wobec czego Skarżący zadał pytania:
- Czy przychód ze sprzedaży ogółu praw i obowiązków w Spółce powinien zostać pomniejszony o wydatki na objęcie udziału w Spółce, którym to wydatkiem jest wartość bilansowa spółki przekształconej z dnia przekształcenia, w części proporcjonalnej do udziału Skarżącego w kapitale zakładowym spółki przekształconej na dzień przekształcenia?
- Czy ww. wartość wydatków na objęcie udziałów w Spółce, która pomniejsza przychód ze sprzedaży ogółu praw i obowiązków w Spółce, powinna zostać pomniejszona o wartość wycofanej części wkładu Skarżącego do Spółki?
Skarżący uznał, że wysokość wydatków na objęcie udziału w Spółce wyznacza wartość bilansowa spółki przekształconej z dnia przekształcenia, w części proporcjonalnej do jego udziału. Według Skarżącego wartość ta nie powinna być też pomniejszona o wartość wycofanej części jego wkładu do Spółki. Dyrektor KIS uznał ww. stanowisko za nieprawidłowe.
Stanowisko NSA
NSA wskazał, że w celu ustalenia zakresu pojęcia „wydatki na objęcie lub nabycie udziałów” z art. 13 ust. 2 ustawy z 28.11.2020 r. o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, ustawy o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2020 r. poz. 2123; dalej: ZmPDOFizPrRyczU20(2)) należy odwołać się do poglądów istniejących w stosunku do art. 23 ust. 1 pkt 38 PDOFizU, zgodnie z którym, nie uważa się za koszty uzyskania przychodu wydatków na objęcie lub nabycie udziałów albo wkładów w spółdzielni, udziałów (akcji) w spółce mającej osobowość prawną oraz innych papierów wartościowych, a także wydatków na nabycie tytułów uczestnictwa lub jednostek uczestnictwa w funduszach kapitałowych; wydatki takie są jednak kosztem uzyskania przychodu z odpłatnego zbycia tych udziałów (akcji), wkładów oraz innych papierów wartościowych, w tym z tytułu wykupu przez emitenta papierów wartościowych, a także z odkupienia tytułów uczestnictwa lub jednostek uczestnictwa w funduszach kapitałowych, albo umorzenia jednostek uczestnictwa, tytułów uczestnictwa oraz certyfikatów inwestycyjnych w funduszach kapitałowych.
W orzecznictwie sądów przyjmuje się, że z wykładni językowej art. 23 ust. 1 pkt 38 PDOFizU nie można wyprowadzić konieczności poszukiwania wartości historycznej ww. wydatków. Przekształcenie spółek prawa handlowego stanowi jedynie zmianę formy prawnej prowadzenia działalności, wobec czego przy ustalaniu kosztów uzyskania przychodów w przypadku odpłatnego zbycia udziałów lub akcji spółki przekształconej należy wziąć pod uwagę wartość wydatków poniesionych na nabycie tych udziałów lub akcji, a nie wydatków poniesionych pierwotnie na nabycie udziałów lub akcji spółki przekształcanej. W przypadku przekształcenia, kosztem uzyskania przychodów powinna więc być wartość bilansowa spółki przekształcanej z dnia ustania jej bytu prawnego, będąca jednocześnie wartością bilansową spółki przekształconej z dnia rozpoczęcia tego bytu. Art. 23 ust. 1 pkt 38 PDOFizU i art. 13 ust. 2 ZmPDOFizPrRyczU20(2) łączą wartość ww. wydatków z okresem, w którym udziały zostały objęte lub nabyte, czyli – w realiach sprawy – z momentem przekształcenia spółki z o.o. w spółkę komandytową. Pojęcie „wydatek” należy utożsamiać z wartością ekonomiczną wydatku podatnika stanowiącą ekwiwalent nabycia określonego składnika majątkowego generującego przychód.
Dalej NSA wskazał, że dla ustalenia kosztów uzyskania przychodów przy zbyciu akcji/udziałów nie ma znaczenia sukcesja z KSH i ustawy z 29.8.1997 r. Ordynacja podatkowa (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 111; dalej: OrdPU). W przypadku przekształcenia spółki w inną spółkę prawa handlowego o sukcesji można mówić tylko na gruncie prawa podatkowego (art. 93a § 1 i § 2 OrdPU), natomiast w zakresie praw i obowiązków cywilnoprawnych obowiązuje zasada kontynuacji (pod warunkiem uczestnictwa wspólników w przekształceniu). Zasada ta wynika z art. 553 § 1 KSH, który stanowi, że spółce przekształconej przysługują wszystkie prawa i obowiązki spółki przekształcanej.
Spółka przekształcona nie wstępuje więc w prawa i obowiązki spółki przekształcanej, ale jest cały czas podmiotem tych praw i obowiązków. W przypadku kontynuacji nie ma poprzednika i następcy prawnego, ale istnieje ta sama spółka w zmienionej formie. Innym skutkiem zasady kontynuacji jest to, że wszelkie prawa i obowiązki wynikające z praw rzeczowych i obligacyjnych pozostają przy spółce przekształconej. Zmiana formy następuje z chwilą wpisu spółki przekształconej do rejestru i z tym momentem spółka przekształcana przestaje istnieć (art. 552 KSH). Wspólnicy spółki przekształcanej uczestniczący w przekształceniu stają się z dniem przekształcenia wspólnikami spółki przekształconej (art. 553 § 3 KSH).
W stanie faktycznym, w momencie zbycia przez Skarżącego ogółu praw i obowiązków w spółce komandytowej, spółka z o.o. nie będzie istniała, bowiem z chwilą powstania spółki komandytowej ustał byt prawny „pierwotnej” spółki z o.o. (przekształconej w spółkę komandytową). Tym samym wartość wydatków poniesionych przez Skarżącego za objęcie udziałów w „pierwotnie” zawiązanej spółce z o.o. pozostaje bez znaczenia (tych udziałów już nie ma).
NSA wskazał więc, że istotna jest wartość majątku spółki z o.o. na dzień jej przekształcenia w spółkę komandytową. To wartość bilansowa spółki z o.o. z momentu ustania jej bytu prawnego, będąca jednocześnie wartością bilansową spółki komandytowej z chwili rozpoczęcia jej istnienia, stanowi wydatek Skarżącego na objęcie udziałów, który – stosownie do art. 13 ust. 2 ZmPDOFizPrRyczU20(2) – będzie stanowił koszt uzyskania przychodu z odpłatnego zbycia ogółu praw i obowiązków spółki komandytowej. Art. 13 ust. 2 ZmPDOFizPrRyczU20(2) nie daje podstaw do przyjęcia stanowiska, że kwotę, o którą pomniejszony powinien zostać przychód Skarżącego z ww. sprzedaży, należałoby pomniejszyć o wartość wycofanej części wkładu Skarżącego do Spółki.
Precyzyjnie określa on rodzaj wydatków pomniejszających przychody z odpłatnego zbycia udziałów. Wyliczenie to ma charakter zamknięty. Zgodnie z art. 13 ust. 2 ZmPDOFizPrRyczU20(2), do wydatków tych należą: wydatki na nabycie lub objęcie udziału w takiej spółce oraz część odpowiadająca uzyskanej przez wspólnika przed dniem, w którym spółka komandytowa stała się podatnikiem podatku dochodowego od osób prawnych, nadwyżce przychodów nad kosztami ich uzyskania, pomniejszonej o wypłaty dokonane z tytułu udziału w spółce i o wydatki niestanowiące kosztów uzyskania przychodu. Z przepisu tego nie wynika zatem, by kwoty pomniejszające przychód należało zmniejszyć o jakiekolwiek inne kwoty.
W tym stanie rzeczy, NSA – na podstawie art. 184 PostAdmU – oddalił skargę kasacyjną.
Komentarz
Na tle stanu faktycznego sprawy NSA wypowiedział się w kwestii konsekwencji prawnopodatkowych przekształcenia sp. z o.o. w spółkę komandytową. Wobec tego NSA wskazał, że w kontekście wydatków na objęcie udziałów – kosztów uzyskania przychodu z odpłatnego zbycia ogółu praw i obowiązków spółki komandytowej, istotna jest jedynie wartość majątku sp. z o.o. na dzień jej przekształcenia w spółkę komandytową, nie zaś wartość historyczna z chwili powstania sp. z o.o. czy objęcia w niej udziałów.
Wyrok NSA z 3.9.2025 r., II FSK 874/23, Legalis