Numer telefonu jako dane osobowe

WSA w Warszawie wyrokiem z 22.12.2022 r., II SA/Wa 1265/22,Legalis, oddalił skargę […] Sp. z o.o. (dalej: Skarżąca Spółka) na decyzję Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych (dalej: Prezes UODO) z 13.5.2022 r. w przedmiocie przetwarzania danych osobowych. Decyzją tą udzielono Skarżącej Spółce upomnienia za naruszenie art. 6 ust. 1 rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27.4.2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (Dz.Urz. UE L z 2016 r. Nr 119, s. 1; dalej: RODO) za naruszenie – przetwarzanie danych osobowych A.S. (dalej: Uczestniczka), w zakresie jej numeru telefonu, bez podstawy prawnej, w celach marketingowych.

Stan prawny

NSA wskazał, iż stosownie do art. 4 pkt 1 RODO, dane osobowe oznaczają wszelkie informacje o zidentyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania osobie fizycznej (osobie, której dane dotyczą). Z kolei możliwa do zidentyfikowania osoba fizyczna to osoba, którą można bezpośrednio lub pośrednio zidentyfikować, w szczególności na podstawie identyfikatora, takiego jak:

W tym kontekście NSA wyjaśnił, że prawodawca unijny jako dane osobowe traktuje wszelkie informacje o osobie zidentyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania. To każda informacja, która dotyczy osoby, którą administrator danych może w sposób pewny wskazać bez konieczności podejmowania jakichkolwiek dalszych czynności w celu jej identyfikacji.

Numer telefonu jako dane osobowe

W ocenie NSA numer telefonu Uczestniczki nie stanowi danych osobowych o osobie zidentyfikowanej. Skarżąca Spółka, poza numerem telefonu, nie dysponowała żadną inną informacją dotyczącą Uczestniczki, a zatem bez podejmowania dalszych czynności identyfikacyjnych, nie mogła przypisać go do jakiejkolwiek osoby fizycznej.

Zasadnicze znaczenie w sprawie ma kwestia dopuszczalności zakwalifikowania numeru telefonu jako informacji o „możliwej do zidentyfikowania osobie fizycznej”.

W motywie 26 RODO postanowiono, że aby stwierdzić, czy dana osoba fizyczna jest możliwa do zidentyfikowania, należy wziąć pod uwagę wszelkie rozsądnie prawdopodobne sposoby (w tym wyodrębnienie wpisów dotyczących tej samej osoby), w stosunku do których istnieje uzasadnione prawdopodobieństwo, iż zostaną wykorzystane przez administratora lub inną osobę w celu bezpośredniego lub pośredniego zidentyfikowania osoby fizycznej. Zasady ochrony danych nie powinny więc mieć zastosowania do informacji anonimowych, czyli informacji, które nie wiążą się ze zidentyfikowaną lub możliwą do zidentyfikowania osobą fizyczną, ani do danych osobowych zanonimizowanych w taki sposób, że osób, których dane dotyczą, w ogóle nie można zidentyfikować lub już nie można zidentyfikować. RODO nie dotyczy więc przetwarzania takich anonimowych informacji, w tym przetwarzania do celów statystycznych lub naukowych.

Dane osobowe to takie informacje, które same w sobie pozwalają na identyfikację osoby, bez konieczności integrowania tych danych z innymi informacjami. A contrario, danymi osobowymi umożliwiającymi zidentyfikowanie osoby fizycznej pośrednio, będą takie informacje, które w celu identyfikacji tej osoby należy treściowo zespolić z innymi informacjami. Zastrzec przy tym należy, iż nie jest wymagane, aby wszystkie dane umożliwiające zidentyfikowanie danej osoby fizycznej znajdowały się w dyspozycji jednego podmiotu. Dla ustalenia pośredniej możliwości identyfikacji osoby fizycznej istotne jest zatem to, czy administrator lub inna osoba ma możliwość treściowego skorelowania będącej w jego dyspozycji informacji z innymi, posiadanymi przez siebie lub inny podmiot informacjami, tworząc w ten sposób zbiór danych identyfikujących daną osobę fizyczną. Za dane osobowe należy zatem uznać informację, która po połączeniu z innymi informacjami, pozwala zidentyfikować daną osobę fizyczną albo administratorowi tej informacji, albo innemu podmiotowi, który ją od administratora pozyskał.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Stanowisko NSA

NSA wskazał, że Skarżąca Spółka dysponowała wyłącznie numerem telefonu Uczestniczki, przy czym nie posiadała wiedzy ani co do tego, który z numerów telefonów dostępnych w zakupionym zbiorze należy do Uczestniczki, ani czy w ogóle którykolwiek z tych numerów należy do Uczestniczki. Innymi słowy, Skarżąca Spółka nie miała informacji pozwalających jej na stwierdzenie, że któryś z posiadanych przez nią numerów należy do Uczestniczki, jak też na wyodrębnienie konkretnego numeru telefonu z posiadanego zbioru i przypisanie go do Uczestniczki. Skarżąca Spółka przy pomocy posiadanych numerów mogła wykonać połączenie telefoniczne i realizując swoje cele gospodarcze pozyskać dodatkowe informacje pozwalające skorelować dany numer telefonu z konkretną osobą fizyczną. Niemniej jednak do momentu podania przez rozmówcę swoich danych osobowych Skarżąca Spółka nie mogła zidentyfikować osoby fizycznej, do której ten numer należy. Co ma zasadnicze znaczenie, Skarżąca Spółka nie łączyła informacji w postaci numeru telefonu z dodatkowymi informacjami pozwalającymi zidentyfikować jego właściciela, na podstawie posiadanych przez siebie danych. Nie czyniła tego również w oparciu o dostęp do informacji posiadanych przez inne podmioty. Jedynym dostępnym dla Skarżącej Spółki sposobem zidentyfikowania Uczestniczki jako osoby fizycznej, do której należy posiadany przez nią numer telefonu, był bezpośredni kontakt telefoniczny z Uczestniczką, w ramach którego mogła ona udostępnić dane osobowe, które ją identyfikują.

Źródłem dodatkowych informacji pozwalających na przypisanie numeru telefonu do konkretnej osoby fizycznej, a zatem na jej pośrednią identyfikację, nie były własne zasoby podmiotu, który dysponował tym numerem, jak też zasoby „innej osoby”, do których podmiot ten mógł się zwrócić. Co więcej, w trakcie rozmowy Uczestniczka odmówiła podania swoich danych osobowych, co wyłączyło możliwość przypisania jej numeru telefonu, na który zadzwoniła Skarżąca Spółka. Trzeba stwierdzić, że dopóki Skarżąca Spółka nie miała dostępu do „informacji dodatkowych” pozwalających jej na stwierdzenie, że posiadany numer telefonu należy do Uczestniczki, nie można przyjąć, że posiadała jej dane osobowe. Sama możliwość wykonania połączenia telefonicznego nie stanowi o możliwości identyfikacji właściciela numeru telefonu, albowiem nie ma żadnej pewności, że dane pozwalające na taką identyfikację zostaną pozyskane. Skarżąca Spółka tak we własnych zasobach, jak i w zasobach innych podmiotów, do których miała dostęp, nie posiadała informacji pozwalających przypisać jej konkretny numer telefonu do Uczestniczki.

Rozstrzygnięcie NSA

Mając na uwadze powyższe, NSA, działając na podstawie art. 188 PostAdmU i art. 145 § 1 pkt 1 lit. a PostAdmU w zw. z art. 193 PostAdmU, uchylił zaskarżony wyrok WSA w Warszawie oraz decyzję Prezesa UODO.

Komentarz

Na tle stanu faktycznego analizowanej sprawy NSA wypowiedział się na temat braku możliwości zakwalifikowania numeru telefonu osoby fizycznej jako danej osobowej podlegającej ochronie, w sytuacji braku posiadania żadnych innych danych dotyczących danej osoby fizycznej i pozwalających na jej identyfikację. W tym kontekście NSA przyjął, że:

  1. możliwość pośredniej identyfikacji osoby fizycznej odnosi się wyłącznie do takich układów, w których występują: (1) „informacja zasadnicza” (samodzielnie nie stanowiąca danych osobowych, nie identyfikująca osoby fizycznej) oraz (2) „informacje dodatkowe” (samodzielnie albo po ich treściowym skorelowaniu z „informacją zasadniczą” pozwalające na zidentyfikowanie osoby fizycznej). Możliwość stworzenia zbioru ww. informacji, a następnie zidentyfikowania na ich podstawie osoby fizycznej ma ten skutek, że „informacja zasadnicza” uzyskuje przymiot danych osobowych;
  2. „informacja zasadnicza” zawsze znajduje się w posiadaniu administratora danych osobowych, a „dodatkowe” – administratora lub inne osoby;
  3. nie ma znaczenia, czy zespolenia ww. informacji – i tym samym identyfikacji osoby fizycznej – dokonuje administrator czy „inna osoba”;
  4. ustalenie, czy jest możliwość zespolenia ww. informacji powinno opierać się na przewidzianych w motywie 26 RODO kwantyfikatorach. O sprofilowaniu „informacji zasadniczej” jako danych osobowych nie decyduje to, czy rzeczywiście posłużyła ona do zidentyfikowania danej osoby fizycznej, tylko to, czy może posłużyć do takiej identyfikacji;
  5. źródłem „informacji dodatkowych” może być wyłącznie administrator albo „inna osoba”, nie ta osoba fizyczna;
  6. „Możliwa do zidentyfikowania osoba fizyczna” to osoba, wobec której istnieje „możliwość” połączenia informacji podstawowej z dodatkowymi i ustalenia jej tożsamości. „Możliwość” odnosi się więc do samej dostępność zagregowania ww. informacji.

Wyrok NSA z 15.4.2026 r., III OSK 745/23, Legalis

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Weto dla ustawy likwidującej CBA

Jak podkreślił Prezydent RP w swoim oświadczeniu:

„CBA było pierwszą służbą zbudowaną od podstaw w wolnej Polsce, niezwiązaną z przeszłością komunistycznego aparatu, nowoczesną, wyspecjalizowaną i skuteczną. Przez lata stało się symbolem determinacji państwa w walce z korupcją, szczególnie tam, gdzie dotyka ona publicznych finansów i Skarbu Państwa. Likwidacja CBA to nic innego, jak przenoszenie Polski do lat 90-tych, gdzie za walizkę pieniędzy można było kupić wszystko. Nie sprzeciwiam się reformom. Każda instytucja państwa może i powinna podlegać kontroli oraz zmianom. Ale czym innym jest zwiększenie efektywności instytucji, a czym innym jej likwidacja”.

Zwrócił także uwagę na kwestię dalszego losu funkcjonariuszy: „Ustawa zakłada odejście od modelu wyspecjalizowanej służby antykorupcyjnej na rzecz systemu rozproszonego pomiędzy Policję, ABW i Krajową Administrację Skarbową. Powstaje ryzyko chaosu kompetencyjnego, utraty ciągłości postępowań i odejścia doświadczonych funkcjonariuszy. Nie można w kilka miesięcy odbudować wiedzy operacyjnej, sieci kontaktów i specjalistycznych kompetencji tworzonych przez dwadzieścia lat. To byłoby także uderzenie w fundament zaufania do państwa”.

Argumenty za likwidacją CBA i reformą służb specjalnych

Projekt ustawy o likwidacji Centralnego Biura Antykorupcyjnego został przedstawiony w odpowiedzi na liczne zastrzeżenia dotyczące sposobu funkcjonowania tej służby. W debacie publicznej podnoszono zarzuty dotyczące naruszania zasad praworządności, ingerencji w prawa i wolności obywatelskie oraz braku politycznej neutralności Biura. Kontrowersje budziło również wykorzystywanie przez CBA metod operacyjnych, takich jak prowokacje czy szeroko zakrojona inwigilacja, co było przedmiotem krytyki opinii publicznej oraz analiz prowadzonych przez sejmową komisję śledczą.

W uzasadnieniu projektu wskazano także na pogarszającą się pozycję Polski w Indeksie Percepcji Korupcji Transparency International, co – zdaniem projektodawców – ma świadczyć o ograniczonej skuteczności dotychczasowego modelu zwalczania korupcji.

Rząd argumentował, że reforma ma służyć uporządkowaniu systemu służb specjalnych poprzez konsolidację kompetencji oraz ograniczenie liczby organów dysponujących środkami umożliwiającymi ingerencję w prawa i wolności obywatelskie.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Nowy model zwalczania korupcji po likwidacji CBA

Głównym założeniem projektu ustawy jest likwidacja Centralnego Biura Antykorupcyjnego od 1.10.2026 r. oraz rozdzielenie jego dotychczasowych kompetencji pomiędzy Policję, Krajową Administrację Skarbową i Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Kluczowym elementem reformy ma być utworzenie w strukturach Policji Centralnego Biura Zwalczania Korupcji (CBZK). Nowa jednostka będzie wyspecjalizowaną służbą odpowiedzialną za zwalczanie korupcji m.in. w administracji publicznej, gospodarce, ochronie zdrowia i sporcie, a także za ściganie przestępstw gospodarczych oraz finansowych. CBZK otrzyma szerokie uprawnienia operacyjno-rozpoznawcze, zbliżone do kompetencji Centralnego Biura Śledczego Policji, obejmujące m.in. możliwość prowadzenia kontroli operacyjnej, stosowania zakupu kontrolowanego oraz uzyskiwania danych telekomunikacyjnych. Komendanta Biura będzie powoływał minister spraw wewnętrznych na wniosek Komendanta Głównego Policji, a sama jednostka stanie się nowym rodzajem służby policyjnej.

Część kompetencji dotychczas wykonywanych przez CBA zostanie przekazana Krajowej Administracji Skarbowej. KAS przejmie zadania związane z analizą i kontrolą oświadczeń majątkowych, oceną konfliktu interesów, audytem zamówień publicznych oraz wybranymi obowiązkami o charakterze podatkowym.

Z kolei Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego będzie odpowiadać za przeciwdziałanie korupcji stanowiącej zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa, zwłaszcza w odniesieniu do osób pełniących funkcje publiczne.

Projekt przewiduje również, że koordynacja działań antykorupcyjnych zostanie powierzona ministrowi koordynatorowi służb specjalnych albo Prezesowi Rady Ministrów. Według projektodawców ma to zapewnić utrzymanie wysokiego priorytetu polityki antykorupcyjnej oraz skuteczny nadzór nad działaniami poszczególnych służb.

Osłona antykorupcyjna i przepisy przejściowe, których nie będzie

Projekt ustawy przewiduje również ustawowe uregulowanie tzw. osłony antykorupcyjnej, funkcjonującej dotychczas na podstawie wytycznych Prezesa Rady Ministrów. Zakłada podniesienie rangi tego mechanizmu oraz powierzenie jego realizacji Policji, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Służbie Kontrwywiadu Wojskowego. Celem ma być zwiększenie skuteczności zabezpieczania strategicznych przedsięwzięć państwowych przed ryzykiem korupcji.

Projekt zawiera także szczegółowe regulacje dotyczące przeniesienia funkcjonariuszy i pracowników likwidowanego CBA do innych instytucji. Zakłada, że funkcjonariusze zachowają ciągłość służby i nie będą podlegać ponownej weryfikacji. Mają oni uzyskać możliwość kontynuowania służby w Policji albo – w przypadku wykonywania zadań finansowych – w Krajowej Administracji Skarbowej. Analogiczne rozwiązania przewidziano wobec pracowników cywilnych. Projekt zakłada możliwość ubiegania się przez nich o zatrudnienie w Policji lub w Centralnym Biurze Zwalczania Korupcji.

W projekcie uregulowano również kwestie związane z majątkiem i zobowiązaniami likwidowanego Biura. Za przeprowadzenie procesu likwidacji odpowiadać ma likwidator działający pod nadzorem ministra właściwego do spraw wewnętrznych i obsługiwany przez CBZK. Do jego zadań należeć ma przekazanie mienia jednostkom przejmującym oraz rozstrzyganie sporów związanych z podziałem majątku, przy czym ostateczne decyzje podejmować miał Prezes Rady Ministrów. Projekt przewiduje także przejęcie nieruchomości CBA przez Policję oraz obowiązek dostosowania umów cywilnoprawnych w terminie sześciu miesięcy.

Co dalej?

Ustawa wróci do Sejmu, gdzie posłowie większością 3/5 głosów mogą odrzucić weto prezydenckie.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Kilku dłużników, ale jeden zapłaci

To sedno piątkowej uchwały Sądu Najwyższego.

Kwestia ta wyniknęła w sprawie, w której współwłaścicielka 1/2 działki w Warszawie z małym budynkiem mieszkalnym, którą otrzymała w darowiźnie od matki, kilka miesięcy później pozwała posiadaczy tej posesji (babcię, jej córkę i zięcia oraz wnuczkę) za bezumowne korzystanie z nieruchomości. Powódka domagała się opuszczenia przez posiadaczy nieruchomości w związku z zakończeniem długoletniej dzierżawy i zażądała wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z tej działki.

Sąd przyznał 56 tys. zł

Powódka wskazywała, że odpowiedzialność pozwanych jest solidarna, a dokładniej in solidum, nazywana też „solidarnością nieprawidłową”, co do wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z nieruchomości. Powódka wskazywała, że pozwani nie opuścili działki, płacą opłaty za wodę i prąd oraz podatek, a właścicielce nie przekazują żadnego wynagrodzenia.

Sąd Okręgowy Warszawa – Praga uznał, że posiadali oni tę działkę w złej wierze (czyli wiedzą, że nie mają do tego prawa) i odpowiadają solidarnie za wypłatę właścicielce wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z działki (na podstawie art. 225 w zw. z art. 224 § 2 KC). Za bezumowne korzystanie z działki SO zasądził 56 tys. zł.

Sąd Apelacyjny w Warszawie (sędzia Edyta Jefimko) powziął jednak wątpliwości, które zawarł w pytaniu prawnym do SN:

– Czy zobowiązanie posiadaczy zależnych w złej wierze do zapłaty właścicielowi, na podstawie art. 224 § 2 KC w zw. z art. 225 KC i art. 230 KC, wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z rzeczy jest zobowiązaniem in solidum, czy też podzielnym (pro rata parte)?

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Od kogo domagać się zapłaty?

SA wskazał, że odpowiedzialność in solidum ma zastosowanie, gdy jest jeden wierzyciel i kilku dłużników odpowiedzialnych za spełnienie tego samego rodzajowo świadczenia, a wykonanie tego świadczenia przez jednego dłużnika zwalnia pozostałych, gdy np. jedna osoba odpowiada za kradzież maszyny, a strażnik za niestaranne jej pilnowanie. Z kolei przyjęcie, że zapłata wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z rzeczy jest zobowiązaniem podzielnym, jest wygodne dla dłużników, gdyż odpowiadają tylko za swoją część długu, ale ryzykowne dla wierzyciela, gdyż musiałby on prowadzić procesy przeciwko kilku dłużnikom, a niektórzy mogą być np. niewypłacalni.

SN podjął uchwałę, że zobowiązanie posiadaczy zależnych w złej wierze do zapłaty właścicielowi wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z rzeczy jest zobowiązaniem in solidum. A uzasadnienie sędziego Karola Weitza było krótkie: odpowiedzialność in solidum jest korzystniejsza dla właściciela.

Zobowiązanie in solidum zbliżone jest do solidarnego, co oznacza, że właściciel może pozwać jednego z kilku dłużników, zwykle tego zamożniejszego, i ściągnąć z niego cały dług wszystkich.

Sygnatura akt: III CZP 43/224

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

Stefan Jacyno

adwokat, kancelaria Wardyński i Wspólnicy

Z punktu widzenia właściciela nie ma różnicy, czy jego nieruchomość zajmuje jedna, czy wiele osób – właściciel zostaje po prostu pozbawiony możliwości korzystania z niej. A ten, kto dopuszcza się bezprawia, powinien liczyć się z pełną odpowiedzialnością za zajęcie cudzej własności i fakt, że czyni to wspólnie z innymi osobami, nie umniejsza jego odpowiedzialności. Słusznie zatem właściciel może żądać całego wynagrodzenia za korzystanie z rzeczy od każdego z naruszycieli, bez żmudnego ustalania, który z nich i w jakim zakresie korzysta z jego nieruchomości. Z drugiej strony, wynagrodzenie przysługuje za nieruchomość, a nie za liczbę osób z niej bezprawnie korzystających, dlatego gdy właściciel wynagrodzenie wyegzekwuje, naruszyciele mogą się między sobą rozliczyć. Ale niech to będzie ich kłopotem, niech to oni się spierają, który z nich i w jakim zakresie z cudzej własności korzystał.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

ZUS odpuszcza kontrole L4

Zakład Ubezpieczeń Społecznych jest zobowiązany do kontrolowania prawidłowości orzekania o niezdolności do pracy, a także wykorzystywania zwolnień lekarskich. Lekarze orzecznicy ZUS ustalają np. czy pracownik faktycznie jest chory, a zwolnienie zasadne. Jak to wygląda w praktyce?

Skierowanie na badania

– W celu kontroli ZUS może skierować ubezpieczonego na badanie do lekarza orzecznika ZUS, do lekarza konsultanta lub na badania pomocnicze, zażądać od lekarza wystawiającego zaświadczenie lekarskie lub od podmiotu udzielającego świadczeń zdrowotnych, w którym je wystawiono, udostępnienia dokumentacji medycznej stanowiącej podstawę wydania zwolnienia lub udzielenia wyjaśnień i informacji w sprawie. Ale to nie wszystko. O udzielenie wyjaśnień i informacji może również poprosić ubezpieczonego – tłumaczy Grzegorz Dyjak z biura prasowego ZUS.

Jak wskazuje, jeżeli po przeprowadzeniu bezpośredniego badania lekarz orzecznik ZUS ustali wcześniejszą datę ustania niezdolności do pracy niż określona w kontrolowanym L4, wystawia „zaświadczenie korygujące”. W takim przypadku za okres od daty w nim wskazanej zaświadczenie lekarskie traci ważność i ZUS wydaje decyzję o braku prawa do zasiłku (za ten okres).

Sam ZUS natomiast sprawdza, czy osoba przebywająca na zwolnieniu wykorzystuje je zgodnie z jego celem. Firmy także mogą wykazać się aktywnością w tym obszarze.

Od 13 kwietnia obowiązują zmiany w ustawie o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 501), zgodnie z którymi prawo do kontrolowania prawidłowości L4 uzyskali także przedsiębiorcy zatrudniający poniżej 20 ubezpieczonych. Do tej pory tylko większe firmy (zatrudniające powyżej 20 ubezpieczonych) miały taką możliwość.

Dane pokazują, że w I kwartale 2026 r. ZUS przeprowadził 111,6 tys. kontroli osób posiadających zaświadczenie o czasowej niezdolności do pracy. Dla porównania, w I kw. 2025 r. było ich 116,8 tys., a w I kw. 2024 r. – 137,2 tys. W całym 2024 r. przeprowadzono 486,4 tys. kontroli, a w 2025 r. – 452,3 tys. (spadek o 7 proc.).

Prawo pracy – Sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

– Dane te dotyczą łącznej liczby przeprowadzonych kontroli osób posiadających zaświadczenie o czasowej niezdolności do pracy, tzn. zarówno tych realizowanych przez lekarzy orzeczników, jak i przez komórki zasiłków – wyjaśnia Grzegorz Dyjak.

Tymczasem dane dotyczące absencji chorobowej pokazują, że z roku na rok rośnie liczba wystawianych L4.

W 2025 r. odnotowano 27,5 mln zaświadczeń lekarskich o czasowej niezdolności do pracy na łączną liczbę 290,5 mln dni absencji chorobowej, zarówno z tytułu choroby własnej, jak i opieki nad dzieckiem lub innym członkiem rodziny. W 2024 r. było to 27,4 mln zaświadczeń, a w 2023 r. również 27,4 mln.

W odpowiedzi na zapytanie „Rzeczpospolitej” ZUS wyjaśnia, że zasadniczy wpływ na sprawną i efektywną realizację ustawowych zadań związanych z wydawaniem orzeczeń dla celów świadczeń oraz z kontrolą zaświadczeń lekarskich ma stan zatrudnienia lekarzy orzeczników.

Jak przyznaje, sytuacja kadrowa w tej grupie jest bardzo trudna.

– Ponad 43 proc. etatów lekarzy (ogółem) pozostaje nieobsadzonych, a w grupie lekarzy orzeczników mamy 50 proc. wakatów. Od kilku lat utrzymuje się ta niekorzystna tendencja. Liczba lekarzy, którzy rozwiązują stosunek pracy z ZUS, jest znacząco większa niż ta, których zatrudniamy. Skutek tej sytuacji jest taki, że m.in. zmniejsza się liczba kontrolowanych zaświadczeń lekarskich – tłumaczy Grzegorz Dyjak.

Pokazują to te liczby, które poznała „Rz”.

Liczba kontroli zwolnień przeprowadzonych przez samych lekarzy orzeczników wyniosła odpowiednio: w I kw. 2026 r. – 82,0 tys., w I kw. 2025 r. – 83,1 tys., a w I kw. 2024 r. – 101,7 tys. kontroli.

Szansa na poprawę sytuacji

ZUS przyznaje, że szansą na uzupełnienie zatrudnienia kadry medycznej, a tym samym na poprawę efektywności realizowanych zadań, są zmiany przewidziane w przepisach nowelizacji ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2026 r. poz. 26), które odnoszą się m.in. do kwalifikacji i form zatrudniania kadry medycznej. Przepisy te weszły w życie 13 kwietnia.

– Dotychczasowe kwalifikacje zawodowe wymagane od lekarzy orzekających w ZUS, tj. posiadanie tytułu specjalisty, zostały zróżnicowane. Poza lekarzami specjalistami na stanowiskach orzeczników mogą również pracować osoby odbywające szkolenie specjalizacyjne w określonej dziedzinie medycyny albo takie z 5-letnim stażem pracy w zawodzie lekarza, jeśli nie mają tytułu specjalisty i nie odbywają szkolenia specjalizacyjnego – tłumaczy Grzegorz Dyjak.

Ponadto, jak przypomina, orzeczenia mogą też wydawać osoby wykonujące samodzielne zawody medyczne i posiadające tytuł specjalisty w dziedzinie fizjoterapii albo pielęgniarstwa.

– W miejsce spraw, które będziemy mogli im przekazać, będą mogły być załatwione inne przypadki zastrzeżone do właściwości lekarzy, np. sprawy dotyczące kontroli zaświadczeń lekarskich – informuje.

Jak przyznaje ZUS, zwiększenie obsady kadry orzekającej w ZUS da tym samym możliwość intensyfikacji realizacji zadań związanych z kontrolą zaświadczeń lekarskich.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Pływalnia odpowiada jak firma

To sedno czwartkowej uchwały Izby Cywilnej SN.

Kwestia ta wynikła w sprawie o zadośćuczynienie (i nieco mniejsze odszkodowanie) za skutki wypadku, jaki przytrafił się w 2017 r. 14-letniej wtedy dziewczynie w dużej, dobrze wyposażonej pływalni w jednej z podpoznańskich gmin. Przystępując do trzeciego z kolei zjazdu na dmuchanej zjeżdżalni, dziewczyna poślizgnęła się i skręciła rzepkę kolanową. Ból jej był tak dotkliwy, że aż zemdlała, a potem przechodziła kilkutygodniową rehabilitację. Przed tym wypadkiem dziewczyna była bardzo aktywna fizycznie, jeździła na rowerze, rolkach, nartach i pływała.

Odmowa zapłaty

Towarzystwo ubezpieczeń, w którym gmina była ubezpieczona, odmówiło zapłaty zadośćuczynienia i odszkodowania, twierdząc, że nie można gminie przypisać zawinionego działania. Sprawa trafiła więc do miejscowego sądu rejonowego, który uwzględnił w części żądanie powódki, zasądzając jej 20 tys. zł zadośćuczynienia.

SR podzielił stanowisko pełnomocników powódki, że w tej sprawie powinny mieć zastosowanie przepisy o szerszej odpowiedzialności zakładu wprawianego w ruch za pomocą sił przyrody (uregulowane w art. 435 § 1 KC), czemu pozwany ubezpieczyciel oponował. Wskazywał, że to, czy przedsiębiorstwo należy do tej kategorii zakładów, powinno być ustalane każdorazowo z uwzględnieniem stosowanych tam technologii, a tak wyposażona pływalnia musi wykorzystywać przynajmniej elektryczność i siłę spadającej wody (grawitację), bez których nie mogłaby funkcjonować.

Sprawa sił przyrody

Rozpoznając apelację TU, Sąd Okręgowy w Poznaniu zaznaczył, że w orzecznictwie pojawiają się w tej kwestii rozbieżności. Stąd pytanie prawne SO: – Czy pływalnia gminna, całoroczna, mieszcząca pod jednym dachem trzy baseny (sportowy, rekreacyjny i brodzik dziecięcy) o łącznej powierzchni ok. 450 m2 i głębokości do 1,8 m, gdzie utrzymywana jest podwyższona stała temperatura wody, ponadto znajdują się tam dodatkowe urządzenia zwiększające atrakcyjność obiektu (m.in. gejzer powietrzny, urządzenia do masażu wodnego, zjeżdżalnie, jacuzzi), jest w rozumieniu art. 435 § 1 KC przedsiębiorstwem wprawianym w ruch za pomocą sił przyrody?

W uzasadnieniu pytania do SN sędzia SO Tomasz Żak podkreślił, że odpowiedzialności na tej podstawie nie wyklucza nawet fakt, że działalność przedsiębiorstwa byłaby w pełni zgodna z prawnie określonymi wymaganiami. W razie zaś niezastosowania tej szczególnej regulacji, a zastosowania ogólnej zasady z art. 415 KC („Kto z winy swej wyrządził drugiemu szkodę, obowiązany jest do jej naprawienia”), to powódka byłaby zobowiązana do wykazania, że szkoda powstała z winy właściciela obiektu (jego ubezpieczyciela).

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Podstawa odpowiedzialności

Przypomnijmy, że art. 435 § 1 KC stanowi, że prowadzący na własny rachunek przedsiębiorstwo lub zakład wprawiany w ruch za pomocą sił przyrody (pary, gazu, elektryczności, paliw płynnych itp.) ponosi odpowiedzialność za szkodę na osobie lub mieniu, wyrządzoną komukolwiek przez ruch przedsiębiorstwa lub zakładu, chyba że szkoda nastąpiła wskutek siły wyższej albo wyłącznie z winy poszkodowanego lub osoby trzeciej, za którą nie ponosi odpowiedzialności.

Trójka sędziów SN (Tomasz Szanciło, Beata Janiszewska i Kamil Zaradkiewicz) opowiedziała się za tą ostrzejszą odpowiedzialnością właścicieli obiektów i ich ubezpieczycieli, jak ten podpoznański basen, wyposażony w urządzenia techniczne. W uchwale Sąd Najwyższy stwierdził, że przedsiębiorstwem, o którym mowa w art. 435 § 1 KC, może być pływalnia, jeżeli wchodzące w jej skład urządzenia infrastruktury rekreacyjnej lub sportowej wprawiane są w ruch za pomocą sił przyrody i są niezbędne do funkcjonowania pływalni i realizacji celów działalności gospodarczej.

Uzasadnienie uchwały będzie w terminie późniejszym na piśmie.

Sygnatura akt: III CZP 3/26

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

prof. Marcin Orlicki

UAM w Poznaniu, radca prawny

Coraz bardziej skomplikowana i wyrafinowana technologia wkracza w obszary życia, które dotychczas obywały się bez niej. Atrakcyjność i przydatność obiektów sportowych i rekreacyjnych staje się również coraz większa dzięki zastosowaniu w nich urządzeń wykorzystujących energię elektryczną. Stają się one niezbędne – trudno sobie bez nich wyobrazić atrakcyjne miejsce wypoczynku. Wiąże się to jednak ze szczególnym ryzykiem charakterystycznym dla zakładów wprawianych w ruch za pomocą sił przyrody. Tendencja rozszerzania stosowania przepisów o odpowiedzialności na zasadzie ryzyka na coraz to nowe obszary życia jest zatem niewątpliwie słuszna. Możemy spodziewać się, że coraz częściej sądy będą uznawać, że to ryzyko wiążące się ze stosowaniem technologii wyznacza zasady ponoszenia odpowiedzialności cywilnej przez podmioty, dla których technologia ta ma znaczenie fundamentalne.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Od umocowania składanego syndykowi też jest danina

Naczelny Sąd Administracyjny (NSA) przesądził ważny spór o opłatę skarbową od pełnomocnictw przy dochodzeniu należności od dłużników w upadłości.

Rozpoczął go wniosek o interpretację złożony przez radcę prawnego. Wyjaśnił on, że jako profesjonalny pełnomocnik reprezentuje klienta w związku z windykacją. Umocowanie obejmuje zarówno postępowanie rozpoznawcze przed sądami powszechnymi, jak i egzekucyjne oraz upadłościowe. Podstawą jest pełnomocnictwo od klienta.

Prawnik tłumaczył, że jego usługi dotyczą m.in. sytuacji, gdy właściwy sąd wyda postanowienie o ogłoszeniu upadłości dłużnika i wezwie jego wierzycieli do zgłoszenia wierzytelności syndykowi. Wówczas za pośrednictwem systemu teleinformatycznego – Krajowego Rejestru Zadłużonych (KRZ) – występuje do syndyka lub doradcy restrukturyzacyjnego ze zgłoszeniem wierzytelności. Jednocześnie przedkłada udzielone mu pełnomocnictwo. Radca prawny był przekonany, że w takim przypadku nie ma obowiązku zapłaty opłaty skarbowej od pełnomocnictwa składanego syndykowi lub doradcy restrukturyzacyjnemu za pośrednictwem KRZ.

Prezydent miasta, do którego radca zwrócił się o interpretację, nie zgodził się z taką wykładnią przepisów. Stwierdził, że postępowanie upadłościowe ma charakter sądowy. Po ogłoszeniu upadłości postępowanie toczy się w sądzie, który ją ogłosił.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Radca zaskarżył interpretację i w pierwszej instancji wygrał. Wojewódzki Sąd Administracyjny (WSA) w Gdańsku nie kwestionował, że opłata skarbowa należy się od złożenia dokumentu stwierdzającego udzielenie pełnomocnictwa. Nie miał też wątpliwości, że na gruncie polskiego prawa postępowanie upadłościowe jest postępowaniem sądowym.

Niemniej, jak zauważył sąd, ustawodawca wyraźnie wyodrębnił syndyka od sądowych organów postępowania upadłościowego, a więc sądu i sędziego komisarza. Dlatego w ocenie WSA rację ma skarżący, że złożenie syndykowi dokumentu stwierdzającego udzielenie pełnomocnictwa – w oryginale, odpisie, wypisie czy kopii – nie powoduje powstania obowiązku uiszczenia opłaty skarbowej. Pełnomocnik nie składa bowiem pełnomocnictwa sądowi.

Organ nie złożył broni. Zaskarżył wyrok i ostatecznie to jemu rację przyznał NSA. Jego zdaniem cechą postępowania sądowego z art. 1 ust. 1 pkt 2 ustawy o opłacie skarbowej jest to, że toczy się ono przed sądem w rozumieniu konstytucji i to niezależnie od tego, czy i w jakim zakresie udział w tym postępowaniu biorą tzw. organy pozasądowe. Takim jest właśnie postępowanie upadłościowe, które niewątpliwie ma złożony charakter. I, jak podkreślił NSA, istotne jest to, że postępowanie upadłościowe, niezależnie od etapu, toczy się przed sądem.

Tej kluczowej kwestii nie zmienia wprowadzony przez ustawodawcę podział kompetencji między różne „organy”. Należą do nich sędzia komisarz, który wykonuje czynności postępowania upadłościowego, z wyjątkiem czynności, dla których właściwy jest sąd, a także syndyk, którego wyznacza i odwołuje sąd. NSA przypomniał, że charakter prawny zgłoszenia wierzytelności w postępowaniu upadłościowym oceniany jest jednolicie. Przy czym, choć jest ono dokonywane „do rąk” syndyka, to stanowi formę sądowego dochodzenia roszczeń.

Zdaniem NSA chodzi więc o czynność dokonywaną przed sądem. W konsekwencji złożenie dokumentu stwierdzającego udzielenie pełnomocnictwa przy zgłoszeniu wierzytelności w postępowaniu upadłościowym rodzi obowiązek uiszczenia opłaty skarbowej. Ten zaś powstaje z chwilą złożenia pełnomocnictwa, w tym przypadku za pośrednictwem systemu teleinformatycznego obsługującego postępowanie sądowe.

Wyrok jest prawomocny.

Sygnatura akt: III FSK 1253/25

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Brak podstaw prawnych do stosowania kamer nasobnych przez kontrolerów biletów

Wystąpienie Prezesa UODO do Ministerstwa Infrastruktury

Prezes Urząd Ochrony Danych Osobowych skierował do Ministerstwo Infrastruktury wystąpienie dotyczące wykorzystywania przez osoby upoważnione do kontroli dokumentów przewozu urządzeń monitorujących audio-wideo w postaci kamer nasobnych.

W piśmie z 30.12.2025 r., DPNT.413.14.2025, organ nadzorczy zwrócił uwagę, że monitoring realizowany przy użyciu urządzeń rejestrujących obraz lub dźwięk stanowi ingerencyjną formę przetwarzania danych osobowych. Zdaniem Prezesa UODO rozwiązania tego rodzaju mogą stwarzać zagrożenie dla praw i wolności osób fizycznych.

Prezes UODO wskazał jednocześnie, że przepisy ustawy z 15.11.1984 r. – Prawo przewozowe (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 1262; dalej: PrPrzew) oraz ustawy z 16.12.2010 r. o publicznym transporcie zbiorowym (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 285), nie zawierają przepisów mogących stanowić pełną podstawę prawną dla przetwarzania danych osobowych przy wykorzystaniu kamer nasobnych podczas kontroli dokumentów przewozu osób lub bagażu.

Organ nadzorczy podkreślił również, że z przepisów RODO wynika wymóg istnienia jasno określonej podstawy prawnej przetwarzania danych osobowych, obejmującej w szczególności określenie celu przetwarzania danych.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Uprawnienia kontrolerów wynikające z Prawa przewozowego

W odpowiedzi z 4.3.2026 r., DTD-2-1.4310.17.2026, Ministerstwo Infrastruktury odniosło się do regulacji zawartych w art. 33a PrPrzew.

Resort przypomniał, że zgodnie z art. 33a ust. 1 PrPrzew przewoźnik, organizator publicznego transportu zbiorowego albo osoba przez niego upoważniona, legitymując się identyfikatorem umieszczonym w widocznym miejscu, może dokonywać kontroli dokumentów przewozu osób lub bagażu.

Ministerstwo wskazało także, że przepisy ustawy przewidują możliwość pobierania należności za przewóz i opłat dodatkowych albo wystawiania wezwania do zapłaty w przypadku stwierdzenia braku odpowiedniego dokumentu przewozu.

Jednocześnie art. 33a ust. 7 PrPrzew przyznaje przewoźnikowi lub osobie upoważnionej określone uprawnienia w przypadku odmowy uiszczenia należności. Należą do nich m.in. możliwość żądania okazania dokumentu umożliwiającego stwierdzenie tożsamości podróżnego, ujęcia podróżnego w przypadku odmowy okazania dokumentu oraz zatrzymania dokumentu przewozu w razie podejrzenia jego podrobienia lub przerobienia.

Ministerstwo podkreśliło jednak, że przepisy te nie przyznają przewoźnikom, organizatorom publicznego transportu zbiorowego ani osobom przez nich upoważnionym prawa do stosowania urządzeń monitorujących audio-wideo podczas wykonywania czynności kontrolnych.

Brak podstawy ustawowej dla monitoringu audio-wideo

W piśmie skierowanym do Prezesa UODO Ministerstwo Infrastruktury wskazało, że przepisy pozostające we właściwości resortu nie przewidują możliwości stosowania kamer nasobnych podczas kontroli dokumentów przewozu osób lub bagażu.

Resort podzielił stanowisko Organu nadzorczego, zgodnie z którym stosowanie audio-wizualnych kamer nasobnych może następować wyłącznie na podstawie wyraźnej regulacji ustawowej oraz z uwzględnieniem konstytucyjnych zasad proporcjonalności i niezbędności stosowanych środków przetwarzania danych osobowych.

Ministerstwo zwróciło również uwagę na konieczność ochrony prawa pasażerów do prywatności oraz ochrony wizerunku zarówno osób poddawanych kontroli, jak i pozostałych pasażerów znajdujących się w środku transportu.

W konsekwencji Ministerstwo Infrastruktury poinformowało, że nie podjęto decyzji o wprowadzeniu uprawnienia dla przewoźników lub organizatorów publicznego transportu zbiorowego do stosowania monitoringu audio-wideo podczas kontroli dokumentów przewozu.

Brak planowanych zmian legislacyjnych

Ministerstwo Infrastruktury wskazało, że obecnie nie są przewidywane prace legislacyjne mające na celu wprowadzenie możliwości stosowania kamer nasobnych przez osoby upoważnione do kontroli dokumentów przewozu.

Resort podkreślił jednocześnie, że przepisy pozostające we właściwości Ministra Infrastruktury nie przewidują uprawnienia do wykorzystywania urządzeń monitorujących audio-wideo podczas kontroli dokumentów przewozu osób lub bagażu. W piśmie przypomniano również, że organizatorami publicznego transportu zbiorowego w komunikacji miejskiej są jednostki samorządu terytorialnego, a podmioty publiczne działają wyłącznie na podstawie i w granicach prawa.

W konsekwencji Ministerstwo przyjęło, że obowiązujące przepisy nie stanowią podstawy do stosowania kamer nasobnych przez przewoźników, organizatorów publicznego transportu zbiorowego ani osoby upoważnione do kontroli dokumentów przewozu.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Dane telekomunikacyjne obywateli w rękach służb

RPO alarmuje, że w związku z brakiem szczegółowych przepisów regulujących zasady pozyskiwania, przechowywania i wykorzystywania danych telekomunikacyjnych obywateli przez służby specjalne i policję istnieje potrzeba zmian w następujących aktach:

Retencja danych telekomunikacyjnych

RPO przypomniał, że wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z 28.5.2024 r., Pietrzak i Bychawska-Siniarska przeciwko Polsce, 72038/17, Legalis, nie zamknął dyskusji o kontroli operacyjnej. Przeciwnie – otworzył ją na nowo, pokazując, że problem nie ogranicza się wyłącznie do podsłuchów, kontroli korespondencji czy innych klasycznych form niejawnej inwigilacji. Równie istotna jest retencja danych telekomunikacyjnych, pocztowych i internetowych, czyli zatrzymywanie oraz udostępnianie organom państwa danych niedotyczących treści komunikacji. ETPC wskazał, że polski system nie zapewnia wystarczających gwarancji przed arbitralnością i nadużyciami w obszarze niejawnego nadzoru, w tym także w odniesieniu do danych retencyjnych.

W piśmie do Ministra Cyfryzacji, Ministra Sprawiedliwości, Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz Ministra Koordynatora Służb Specjalnych Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił uwagę, że implementacja wyroku strasburskiego nie może ograniczać się do zmian dotyczących kontroli operacyjnej rozumianej jako dostęp do treści rozmów czy korespondencji. Konieczne jest także całościowe uregulowanie retencji danych i dostępu do nich. RPO podkreślił, że dane o lokalizacji, dane transmisyjne, dane IP czy dane abonenckie, choć formalnie nie obejmują treści komunikatów, pozwalają odtworzyć szczegółowy obraz życia jednostki: jej przemieszczania się, kontaktów, aktywności, zainteresowań i relacji społecznych.

W tym sensie retencja danych nie jest technicznym dodatkiem do problematyki inwigilacji, a jednym z jej zasadniczych elementów. RPO trafnie określa ją jako formę „soft inwigilacji”. Pozornie mniej dolegliwa niż podsłuch, może w praktyce prowadzić do równie głębokiej ingerencji w prywatność. Z treści rozmowy wynika, co dana osoba powiedziała. Metadane mogą natomiast pokazać, z kim rozmawiała, jak często, skąd, kiedy i w jakim kontekście.

Nowe technologie – Sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

Skala problemu

Z danych opublikowanych przez „Gazetę Wyborczą”, a udostępnionych przez Ministra Sprawiedliwości wynika, że w 2024 r. uprawnione organy sięgały po dane telekomunikacyjne obywateli, w tym billingi i informacje o lokalizacji ponad 2 mln razy. Była to najwyższa liczba od czasu wejścia w życie przepisów umożliwiających służbom dostęp do informacji bez konieczności uzyskiwania zgody sądu.

Na tym tle znaczenie ma rozróżnienie dwóch kwestii: samego zatrzymywania danych przez przedsiębiorców telekomunikacyjnych oraz późniejszego dostępu do tych danych przez organy państwa. Ministerstwo Cyfryzacji w odpowiedzi z 4.5.2026 r. wskazało, że PrKomElektr reguluje przede wszystkim obowiązki przedsiębiorców telekomunikacyjnych, a nie cele i warunki sięgania po dane przez służby, sądy czy prokuraturę. Resort podkreślił, że obecna uogólniona i niezróżnicowana retencja danych jest konsekwencją niedostosowania przepisów regulujących funkcjonowanie uprawnionych podmiotów. Innymi słowy, zmiana PrKomElektr nie wystarczy, jeżeli równocześnie nie zostaną przebudowane inne przepisy, m.in. BezpWewnU.

Zróżnicowanie danych

Szczególnie istotne jest rozbicie danych niedotyczących treści na odrębne kategorie. Dane abonenckie mają inny ciężar ingerencyjny niż dane o lokalizacji. Dane IP różnią się od danych transmisyjnych. Tymczasem krajowy system nie odzwierciedla w wystarczającym stopniu tej gradacji. RPO wskazuje, że uogólniona i niezróżnicowana retencja danych o ruchu i lokalizacji może być dopuszczalna jedynie wyjątkowo, w sytuacji realnego zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego, i tylko jako środek czasowy. Nie powinna natomiast stanowić domyślnego modelu zatrzymywania danych dla celów ogólnie rozumianego zwalczania przestępczości.

Nie oznacza to oczywiście, że państwo ma być pozbawione instrumentów służących ochronie bezpieczeństwa. Przeciwnie, warunkiem jest jednak ich precyzyjne uregulowanie, ograniczenie w czasie, powiązanie z konkretnym celem oraz zabezpieczenie przed wykorzystaniem danych do innych celów, np. w zwykłych sprawach karnych. Właśnie w tym miejscu ujawnia się zasadnicza słabość obecnego modelu: system zaprojektowany dla sytuacji wyjątkowych może być stosowany także poza nimi.

RPO postuluje również wzmocnienie zasad dostępu do danych retencyjnych. W przypadku danych o ruchu i lokalizacji dostęp powinien być możliwy zasadniczo po uzyskaniu uprzedniej zgody niezależnego organu. Kontrola taka nie może mieć charakteru czysto formalnego. Zdaniem rzecznika konieczne jest wskazanie celów retencji danych niedotyczących treści oraz ich hierarchii. Celem o najwyższej randze jest ochrona bezpieczeństwa narodowego, natomiast bezpieczeństwo powszechne i zwalczanie poważnej przestępczości są celami istotnymi, ale znajdującymi się niżej w hierarchii celów. Dostęp do danych o lokalizacji i ruchu/transmisyjnych nie powinien być możliwy w sprawach dotyczących drobnej przestępczości.

Istotny jest także postulat subsydiarności. Dane retencyjne, zwłaszcza lokalizacyjne i transmisyjne, nie powinny być pierwszym, najłatwiejszym narzędziem w rękach organów państwa.

Ochrona tajemnic prawnie chronionych i notyfikacja

Szczególnego znaczenia nabiera ochrona tajemnic prawnie chronionych. Dane niedotyczące treści mogą bowiem pozwalać na obejście gwarancji, które tradycyjnie wiązano z komunikacją. Jeżeli organy państwa nie poznają treści rozmowy np. adwokata z klientem, ale ustalą częstotliwość, czas i miejsce kontaktów, ochrona tajemnicy obrończej może zostać faktycznie osłabiona. Podobnie dane o kontaktach dziennikarza mogą prowadzić do identyfikacji źródeł informacji.

Kolejnym elementem reformy powinna być notyfikacja osoby, której dane pozyskano. Obecny system jest projektowany w taki sposób, że jednostka często nigdy nie dowiaduje się o ingerencji w jej prywatność. Tymczasem bez informacji o pozyskaniu danych trudno mówić o realnym prawie do zaskarżenia. RPO proponuje mechanizm, w którym osoba byłaby informowana po upływie określonego czasu, np. roku albo dwóch lat, chyba że w wąskiej kategorii spraw przemawiałby przeciwko temu przeważający interes publiczny, w szczególności bezpieczeństwo narodowe.

Z notyfikacją wiąże się potrzeba pełnego wdrożenia art. 17 dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/680 z 27.4.2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych przez właściwe organy do celów zapobiegania przestępczości, prowadzenia postępowań przygotowawczych, wykrywania i ścigania czynów zabronionych i wykonywania kar, w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylająca decyzję ramową Rady 2008/977/WSiSW (Dz.Urz. UE L z 2016 r. Nr 119, s. 89). Chodzi o zapewnienie jednostce możliwości wykonywania praw w trybie pośrednim, gdy bezpośrednie udzielenie informacji jest ograniczone. Niezależny organ nadzorczy powinien móc zweryfikować legalność i zasadność przetwarzania danych, a następnie poinformować jednostkę co najmniej o tym, że kontrola została przeprowadzona i czy stwierdzono naruszenia.

Równolegle trwają prace nad rządowym projektem ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu wzmocnienia nadzoru sądowego nad kontrolą operacyjną (druk nr 2411). 1.4.2026 r. projekt wpłynął do sejmu, a 14.4.2026 r. został skierowany do I czytania w komisjach. Jego celem jest zwiększenie kontroli sądowej nad niejawnymi działaniami służb, takimi jak podsłuchy czy obserwacje. RPO pozytywnie ocenił kierunek zmian, ale wskazał, że projekt nie rozwiązuje całości problemów. Jego zdaniem minusem jest to, że sąd rozpoznawałby wniosek o kontrolę operacyjną na podstawie materiałów wyselekcjonowanych przez służby, bez możliwości zapoznania się z całością zgromadzonych informacji albo żądania ich przedstawienia jeszcze przed zgodą sądu na kontrolę.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

„Neo-KRS” wybierana po raz trzeci

To już ostatnie chwile funkcjonowania Krajowej Rady Sądownictwa pod pani przewodnictwem. Wniosek do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie przepisów dotyczących testu niezawisłości sędziów jest podsumowaniem działalności KRS?

Z pewnością nie. Dorobek KRS jest znacznie szerszy. W ostatnich tygodniach złożyliśmy m.in. dwa wnioski do Prezydenta RP o powołanie sędziów Sądu Najwyższego oraz przedstawiliśmy raport komisji dotyczący naruszeń zasady niezawisłości sędziów w Polsce. Udało nam się ujawnić mechanizmy działania obecnych prezesów sądów oraz Ministerstwa Sprawiedliwości, a także próby wpływania na treść orzeczeń. Przykładem jest chociażby sprawa sędziego Dariusza Łubowskiego, który spotkał się z szykanami po uchyleniu postanowienia o ekstradycji (ENA) byłego wiceministra i posła Marcina Romanowskiego. Pokazuje to dobitnie obłudę i fałsz tych, którzy jeszcze niedawno występowali w roli obrońców niezawisłości sędziowskiej. Walczyli oni bowiem nie o rzeczywistą niezależność sędziów w orzekaniu, lecz o możliwość skutecznego kwestionowania wyroków sędziów powołanych na wniosek tej KRS. Obecna sytuacja w pełni odsłania przed opinią publiczną, że gra toczyła się nie o niezawisłość, lecz o stołki, wpływy i apanaże. „Działacze” już w pierwszych dniach nowego rządu zaczęli zabiegać o stanowiska prezesów sądów i członków komisji egzaminacyjnych. Tworzone są dla nich nowe funkcje, np. w komisjach kodyfikacyjnych. Codziennie pokazują, że są nienasyceni. Opanowywana jest Krajowa Rada Sądownictwa, a także podejmowane są próby nakłonienia PKW do odwołania komisarzy wyborczych przed upływem kadencji. Minister powołał licznych rzeczników ad hoc do ścigania członków KRS, odwołał rzeczników dyscyplinarnych sędziów sądów powszechnych bez podstawy prawnej i powołał wadliwie nowych sędziów dyscyplinarnych. Te działania nie są podejmowane w interesie obywateli, lecz w interesie partyjnych działaczy i ich politycznej przybudówki, którzy przez osiem lat mówili wyłącznie o „obronie praworządności”. Nawet zapowiadane „rozliczenia” – jak obecnie rządzący je nazywają – nie mogą zostać skutecznie przeprowadzone, ponieważ sprawy w sądach są rozpoznawane w sposób coraz bardziej przewlekły.

Ten test nie był pomysłem obecnych rządzących. To były rząd go promował, a prezydent Andrzej Duda swoim podpisem sprawił, że pojawił się w przestrzeni prawnej. Może wtedy trzeba było protestować i wysyłać wnioski do TK?

W praktyce test ten jest rażąco nadużywany. Przesłanki wyłączenia sędziego są bardzo niedookreślone i nieprecyzyjne, co czyni cały mechanizm nie tylko niepotrzebnym, ale wręcz szkodliwym – wprowadza bowiem poważny bałagan i chaos w funkcjonowaniu sądów. Uchwalenie tej ustawy miało być rzekomo owocem politycznego kompromisu między prezydentem a Komisją Europejską. Okazało się jednak, że żaden realny kompromis nie został osiągnięty, a demolowanie systemu prawnego w Polsce trwało w najlepsze. Osobiście uważam, że w momencie, gdy stało się jasne, iż kompromisu z Brukselą nie będzie, zamiast uchwalania w 2023 r. kolejnej, jeszcze gorszej ustawy (poddanej następnie na wniosek prezydenta kontroli prewencyjnej przez TK), należało po prostu uchylić już obowiązujące regulacje. Jeżeli sposób powołania sędziego miałby być badany już po objęciu przez niego urzędu i mógł wpływać na możliwość orzekania w sprawach, oznaczałoby to de facto, że konstytucyjna zasada nieusuwalności sędziów staje się przepisem martwym. Zgodnie z konstytucją kompetencja powoływania sędziów została powierzona Prezydentowi Rzeczypospolitej, a nie sądom, które – w zależności od tego, czy akceptują danego sędziego, czy też nie – mogłyby go w praktyce arbitralnie pozbawiać prawa do orzekania.

Administracja sądowa - sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

Wiele spraw immunitetowych w Sądzie Najwyższym ugrzęzło na teście? A przecież to sprawy najważniejsze? Choćby sprawa b. wiceministra Łukasza Piebiaka i jego związek z aferą hejterską?

Tzw. afera „hejterska” nie jest żadną wielką aferą. O ile orientuję się z przekazów medialnych, sprowadza się ona do przekazywania mediom prawdziwych informacji poza formalną ścieżką służbową. Na pewno nie jest to sprawa tego kalibru, by miała spędzać sen z powiek obywatelom. Natomiast uchylanie wyroków w sprawach o najcięższe zbrodnie z powodu życiorysu sędziego – już tak. Wiele osób zgodzi się ze mną, że sędziowie, którzy uchylają wyroki wyłącznie z powodu osoby orzekającego, powinni podlegać odpowiedzialności karnej.

Jak pani ocenia kadencję KRS pod swoim przewodnictwem?

To nie mnie powinna przysługiwać ocena mojej kadencji, lecz podmiotom zewnętrznym. Uważam jednak, że dałam z siebie bardzo dużo, aby KRS funkcjonowała poprawnie w niezwykle trudnym okresie – okresie dwóch prokuratorskich przeszukań i w ekstremalnych warunkach.

Wyłonieni zostali rzeczywiście najlepsi kandydaci do sądów w konkursach?

Z tych, którzy się zgłosili: tak, ale to ocena subiektywna. Nie zawsze zgadzałam się z całą KRS. Nie ma to jednak większego znaczenia.

Możemy powiedzieć, że to była KRS, a nie neo-KRS?

Termin „neo-KRS” jest terminem hejterskim i nie będę go komentować. Pozostając jednak w tej terminologii – po raz trzeci w 2026 r. zostanie wybrana „neo-KRS”.

Jak patrzy pani na to, co się teraz dzieje w wyborach sędziów – członków KRS na przyszłą kadencję, to ku której procedurze się pani skłania?

Obecny wybór jest dokładnie taki sam jak poprzedni – różni się jedynie próbą stworzenia nowej otoczki publicystycznej. Celem jest usprawiedliwienie wszystkich działań, które przez ostatnie osiem lat były podejmowane. Różnica ma charakter wyłącznie polityczny, a nie prawny. Uważam, że KRS jako organ konstytucyjny powinien zostać gruntownie przemyślany – zarówno pod względem składu, jak i kompetencji. W obecnej formie KRS stanowi niezbyt szczęśliwy kompromis między okrągłostołowcami a reformatorami. Taki kształt nie służy Polsce. Jest jedynie źródłem konfliktów między sędziami i ich wzajemnej rywalizacji, która jest całkowicie oderwana od rzeczywistego sensu istnienia sądownictwa.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Uzasadnienie wniosku o wstrzymanie wykonania pozwolenia na budowę

Stan faktyczny

NSA rozpoznał zażalenie na postanowienie WSA w Szczecinie z 16.1.2026 r., II SA/Sz 805/25, o odmowie wstrzymania wykonania zaskarżonej decyzji w sprawie ze skargi na decyzję Wojewody Zachodniopomorskiego w przedmiocie zatwierdzenia projektu budowlanego i udzielenia pozwolenia na budowę postanawia. Zażalenie to zostało oddalone.

W sprawie tej WSA na podstawie art. 61 § 3 i § 5 ustawy z 30.8.2002 r. – Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (t.j. Dz.U. z 2026 r. poz. 143; dalej: PostAdmU) odmówił wstrzymania wykonania zaskarżonej decyzji.

Sąd, mając na względzie przesłanki wstrzymania wykonania aktu lub czynności z art. 61 § 3 PostAdmU, sposób rozumienia tych przesłanek oraz konieczność właściwego uzasadnienia wniosku o wstrzymanie wykonania, zauważył, że wstrzymanie wykonania decyzji o pozwoleniu na budowę należy traktować wyjątkowo. Oceniając wniosek, trzeba mieć na względzie konsekwencje dla inwestora, jakie niesie wstrzymanie takiej decyzji. Wyjątkowość przejawia się w tym, że ustawodawca przewidział w art. 35a ust. 1 ustawy z 7.7.1994 r. – Prawo budowlane (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 418; dalej: PrBud) uprawnienie Sądu do uzależnienia wstrzymania wykonania takiej decyzji od złożenia przez skarżącego kaucji na zabezpieczenie roszczeń inwestora z powodu wstrzymania wykonania tej decyzji. Sąd zwrócił uwagę, że inwestor powinien mieć na względzie, że realizacja inwestycji przed prawomocnym rozpoznaniem sprawy przez sąd administracyjny obciąża go istotnym ryzykiem. Musi liczyć się z możliwością uchylenia decyzji przez sąd.

Sąd wskazał, że z art. 35a ust. 1 PrBud wynika, że wstrzymanie wykonania decyzji o pozwoleniu na budowę stanowić może dużą dolegliwość dla inwestora, mogącą nierzadko spowodować większą szkodę niż szkoda, jaka może wyniknąć z kontynuowania robót budowlanych prowadzonych w oparciu o kwestionowaną decyzję. Sama możliwość podjęcia prac budowlanych po uzyskaniu pozwolenia na budowę nie może usprawiedliwiać wstrzymania wykonania decyzji, gdyż jest to zwyczajne następstwo każdej takiej decyzji. Przesłanką udzielenia ochrony tymczasowej muszą być natomiast sytuacje szczególne i wyjątkowe, które w danej sprawie sprowadzają opisane w przepisie niebezpieczeństwo. Co istotne, w postępowaniu z wniosku o wstrzymanie wykonania decyzji badaniu nie podlega zasadność samej skargi. Wadliwość projektu budowlanego, podnoszona we wniosku, będzie oceniana w trakcie oceny legalności decyzji przez sąd. Na etapie rozpoznania wniosku merytoryczna ocena zaskarżonej decyzji stanowiłaby niedozwolony przedsąd.

Skarżąca zaskarżyła takie rozstrzygnięcie, zarzucając Sądowi wadliwe uznanie, iż w niniejszej sprawie nie zachodzi niebezpieczeństwo wyrządzenia znacznej szkody lub spowodowania trudnych do odwrócenia skutków w razie przystąpienia inwestora do realizacji procesu budowlanego.

Administracja sądowa - sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

Stanowisko NSA

NSA uznał, że zażalenie nie zasługiwało na uwzględnienie.

Zgodnie z art. 61 § 3 PostAdmU, po przekazaniu sądowi skargi sąd może na wniosek skarżącego wydać postanowienie o wstrzymaniu wykonania w całości lub w części aktu lub czynności, o których mowa w § 1, jeżeli zachodzi niebezpieczeństwo wyrządzenia znacznej szkody lub spowodowania trudnych do odwrócenia skutków, z wyjątkiem przepisów prawa miejscowego, które weszły w życie, chyba że ustawa szczególna wyłącza wstrzymanie ich wykonania. Dotyczy to także aktów wydanych lub podjętych we wszystkich postępowaniach prowadzonych w granicach tej samej sprawy.

Wstrzymanie wykonania aktu jest instytucją o charakterze wyjątkowym, stanowiącą odstępstwo od ogólnej reguły, w myśl której wniesienie skargi do sądu nie wstrzymuje wykonania zaskarżonego aktu. Konieczność uprawdopodobnienia okoliczności przemawiających za wstrzymaniem wykonania aktu lub czynności spoczywa przy tym na wnioskodawcy. To na nim ciąży obowiązek przedstawienia okoliczności, które pozwolą ocenić, czy w danej sprawie zachodzi niebezpieczeństwo wyrządzenia znacznej szkody lub spowodowania trudnych do odwrócenia skutków. Tym samym uzasadnienie wniosku winno odnosić się do konkretnych okoliczności świadczących o tym, że w stosunku do wnioskodawcy wstrzymywanie wykonania aktu lub czynności jest uzasadnione.

W postępowaniu wpadkowym mającym na celu zabezpieczenie stron przed skutkami wykonania decyzji mogącymi doprowadzić do wyrządzenia znacznej szkody czy wystąpienia trudnych do usunięcia nie przeprowadza się skutków oceny legalności. Nawet ewentualna uzasadniona wadliwość nie stanowi podstawy do wstrzymania wykonania. Ocena taka wykracza poza granice sprawy, wyznaczone dla Sądu przy rozpatrywaniu wniosku o wstrzymanie. Dokonanie takiej oceny jest nieuprawnionym przedsądem.

W związku z powyższym powoływanie się przez skarżącą na różnego rodzaju wady zaskarżonej decyzji nie miały i nie mogły skutkować wstrzymaniem wykonania skarżonego pozwolenia na budowę. Potwierdzenie tych wad w ekspertyzie niezależnego podmiotu również nie daje podstaw do wstrzymania.

Na marginesie wskazać należy, że ekspertyza stwierdzająca wady projektowe mogłaby stanowić o wystąpieniu znacznej szkody czy trudnych do odwrócenia skutków, gdyby z jej treści wynikało jednoznacznie, że projektowany budynek grozi katastrofą budowalną lub wywoła skutki niemożliwe do usunięcia, np. szkody środowiskowe.

Zagrożenie postrzegane w powstaniu budynku, który będzie zacieniał i pozbawiał nasłonecznienia pomieszczenia przeznaczone na pobyt ludzi niezgodnie z obowiązującymi przepisami, nie stanowi o trudnych do odwrócenia skutkach, bowiem w razie potwierdzenia niezgodności z prawem w tym zakresie inwestor na własny koszt będzie zobowiązany rozebrać przesłaniający element budynku.

Wzniesienie budynku prowadzi do zmiany stanu faktycznego na gruncie, ale nie jest to skutek nieodwracalny, bowiem uchylenie decyzji o pozwoleniu na budowę może skutkować wydaniem decyzji o rozbiórce i przywróceniu stanu poprzedniego, a zatem jest to skutek odwracalny. Koszty takiej operacji nie obciążają Skarżącej, ale ponosi je wyłącznie inwestor, który zrealizował sprzeczny z prawem budynek. To on ponosi ryzyko realizacji wadliwego budynku i jest to dla niego znaczna szkoda, nie zaś dla skarżącej. Usunięcie naturalnej roślinności z terenu placu budowy też nie jest znaczną szkodą, bowiem możliwe jest jej odtworzenie przez inwestora.

Zarzucane wadliwości w zakresie wysokości budynku i wysokości elewacji będą ocenione na etapie rozpatrzenia skargi. W związku z tak określoną wadą decyzji nie wskazano na skutki tego rozwiązania o charakterze znacznej szkody czy trudnych do odwrócenia skutków. Zbyt wysoki budynek zawsze można przebudować lub rozebrać, a zatem to po stronie inwestora powstaną koszty tego dostosowania i nie wystąpią trudne do odwrócenia skutki.

Wobec powyższego stwierdzić należy, że w istocie argumentacja Skarżącej koncentrowała się na wadach materialnych decyzji, które będą przedmiotem oceny podczas rozpatrywania skargi, a nie przedstawiono okoliczności, które już na etapie początkowym realizacji inwestycji mogłyby świadczyć o wystąpieniu zagrożeń dla skarżącej wskazanych w art. 61 § 3 PostAdmU. Słusznie uznał więc Sąd I instancji w zaskarżonym postanowieniu, że nie wykazała ona przesłanek wstrzymania i wniosek zasługiwał na oddalenie.

Komentarz

W omawianym orzeczeniu, a także w wyroku Sądu I instancji, szeroko odniesiono się do przesłanek wstrzymania decyzji, w tym pozwolenia na budowę. Ta instytucja nie może być traktowana jako dodatkowa instancja badania sprawy, czy swoisty przedsąd dla rozpoznania skargi. Wstrzymanie wykonania ostatecznej decyzji ma i musi mieć charakter wyjątkowy. Rozpoznanie takiego wniosku pozytywnie dla wnioskodawcy nie może opierać się na przesłankach związanych z merytorycznym rozpoznaniem sprawy. W postępowaniu należy uwzględnić interesy inwestora, którego prawa zostały przecież rozstrzygnięcie ostateczną i zasadniczo wykonalną decyzją.

Postanowienie NSA z 14.4.2026 r., II OZ 340/26

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź