Więcej uprawnień dla PIP nie wystarczy. Potrzebna reforma systemowa
Przyjęte rozwiązania stanowią jedną z najważniejszych zmian w systemie kontroli rynku pracy w Polsce w ostatnich latach. Ustawa nadaje organom Państwowej Inspekcji Pracy (PIP) uprawnienie do wydawania decyzji administracyjnych o przekształceniu nieprawidłowo zawartych umów cywilnoprawnych (czyli umów zlecenia i umów o dzieło) oraz B2B w umowy o pracę.
Nowe uprawnienie inspektora
Ustawa z 11.3.2026 r. o zmianie ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2026 r. poz. 473) zakłada, że okręgowy inspektor pracy będzie mógł – w drodze decyzji administracyjnej – stwierdzić istnienie stosunku pracy, jeżeli praca jest wykonywana w warunkach określonych w art. 22 § 1 KP, a strony formalnie zawarły umowę cywilnoprawną. Innymi słowy, jeśli zatrudnienie spełnia ustawowe przesłanki podporządkowania, odpłatności, osobistego świadczenia pracy i wykonywania jej pod kierownictwem pracodawcy – inspektor będzie mógł uznać, że w istocie mamy do czynienia z etatem pracowniczym. Tym samym będzie mógł wydać decyzję o przekształceniu pozornej umowy cywilnoprawnej w umowę o pracę, z prawem odwołania do sądu pracy (dla tego rodzaju spraw właściwe mają być sądy rejonowe). To fundamentalna zmiana, która będzie wypływała na status prawny zatrudnienia.
Nowelizacja przewiduje, przed wydaniem decyzji administracyjnej, tzw. etap kontrolny przeprowadzony zdalnie (lub stacjonarnie). W pierwszej kolejności, jeśli kontrola wykaże, że praca danej osoby zatrudnionej w oparciu o umowę cywilnoprawną w rzeczywistości spełnia przesłanki zatrudnienia pracowniczego, okręgowy inspektor PIP będzie mógł wydać polecenie usunięcia naruszenia: albo poprzez zawrzecie umowę o pracę w miejscu kwestionowanej umowy cywilnoprawnej, albo poprzez taką zmianę kwestionowanego stosunku, aby nie miał już cech stosunku pracy.
Jeżeli jednak takie polecenie nie zostanie wykonane prawidłowo, sprawa trafi do okręgowego inspektora pracy. Będzie on mógł zadziałać dwojako: albo wydać decyzję administracyjną stwierdzającą istnienie stosunku pracy, albo skierować sprawę do sądu rejonowego. Oczywiście od takiej decyzji PIP przysługiwać będzie (zarówno domniemanemu pracodawcy jak i domniemanemu pracownikowi) odwołanie do sądu pracy. W przypadku takiego odwołania sąd będzie mógł również udzielić zabezpieczenia polegającego na tym, że umowa w trakcie postępowania może zostać zmieniona, wypowiedziana lub rozwiązana jedynie na zasadach określonych w przepisach prawa pracy.
Decyzja administracyjna – ale bez skutku wstecz
Ustawodawca doprecyzował moment nawiązania stosunku pracy, który co do zasady ma następować od dnia wydania decyzji administracyjnej, a nie z mocą wsteczną obejmującą kilkuletnie okresy, czyli tak jak zakładały to początkowe fazy prac legislacyjnych. Wprowadzono ponadto mechanizm zaliczania składek opłaconych od umów cywilnoprawnych na poczet składek wynikających z umowy o pracę oraz czasowe zwolnienie z odpowiedzialności wykroczeniowej dla pracodawców, którzy w określonym terminie dobrowolnie dostosują się do nowych regulacji, tj. w ciągu 12 miesięcy od wejścia w życie ustawy, przekształcą umowę cywilnoprawną w umowę o pracę.
Podstawa wymiaru składek
W kwestii ustalania podstawy wymiaru składek przyjmować będzie trzeba kwoty wykazane z tytułu umowy cywilnoprawnej w okresie od dnia wydania decyzji PIP do dnia, w którym decyzja ta stała się ostateczna, a w przypadku wniesienia odwołania do sądu – do dnia, w którym orzeczenie sądu stało się prawomocne.
Omawiana zmiana w prawie jest rewolucyjna, ale zarazem problematyczna. Problem nie dotyczy wyłącznie formy umowy, lecz konstrukcji całego systemu składkowego, opartego na wyjątkach, selektywnych kontrolach i korygowaniu historii zatrudnienia po latach. Szczególne wątpliwości budzi próba retrospektywnej zmiany zasad wobec modeli współpracy, które przez lata były akceptowane, a często także stosowane przez różne podmioty. Jednocześnie decyzja administracyjna – nawet działająca prospektywnie – może mieć doniosłe konsekwencje dla przedsiębiorcy: obowiązek zmiany formy zatrudnienia, potencjalne korekty w zakresie składek, podatków czy odpowiedzialności pracowniczej.
Zjawisko pozornego samozatrudnienia i nadużywania umów cywilnoprawnych nie jest mitem. W wielu sektorach rynku pracy mamy do czynienia z sytuacją, w której formalna konstrukcja umowy nie odpowiada rzeczywistym warunkom wykonywania pracy. Segmentacja rynku – podział na „etatowych” i „pozornie niezależnych” – rodzi nierówności w zakresie ochrony socjalnej, stabilności zatrudnienia i dostępu do świadczeń. Pytanie jednak nie brzmi, czy chronić pracowników, lecz jak to robić w sposób systemowy i proporcjonalny.
W polskim systemie prawnym od lat funkcjonuje mechanizm o zbliżonym charakterze. Zakład Ubezpieczeń Społecznych bada rzeczywisty charakter umów i ustala właściwy tytuł do ubezpieczeń społecznych. W praktyce oznacza to ocenę, czy dana relacja prawna nie powinna skutkować objęciem obowiązkowymi składkami właściwymi dla pracowników (co istotne, decyzje ZUS podlegają pełnej, dwuinstancyjnej kontroli sądowej). Zwrócić należy uwagę na to, że nowe decyzje PIP uruchamiają mechanizmy ZUS-u, które mogą sięgać wstecz. Decyzje PIP funkcjonują bowiem w ścisłym powiązaniu z ZUS, który – na podstawie od lat obowiązujących przepisów – posiada autonomiczne kompetencje do ustalania tytułu do ubezpieczeń społecznych bez ograniczeń czasowych. Co więcej, nowela ustawy o PIP nie rozwiązuje kwestii tzw. kolizji rozstrzygnięć wydanych decyzji PIP i decyzji ZUS w przedmiotowym zakresie, ani zasady pierwszeństwa, co może naruszać ochronę praw obywateli.
Zmiany na rynku pracy
Nie należy łudzić się, że nawet spektakularne rozszerzenie kompetencji PIP rozwiąże problem segmentacji rynku pracy. Pozorne samozatrudnienie jest zjawiskiem systemowym. Wynika nie tylko z braku kontroli, lecz także z różnic w obciążeniach składkowych i podatkowych, elastyczności organizacyjnej cenionej przez część pracowników i pracodawców, niejednoznaczności kryteriów odróżniania stosunku pracy od współpracy B2B, presji kosztowej w niektórych branżach. Bez równoległej refleksji nad konstrukcją systemu składkowego i podatkowego oraz nad uproszczeniem kryteriów kwalifikacyjnych, nowa kompetencja PIP może okazać się w praktyce narzędziem punktowym, a nie systemowym. W mojej ocenie istotne jest natomiast, że doszło do zachowania sądowego modelu rozstrzygania sporów o istnienie stosunku pracy. To sąd – jako organ niezależny – powinien ostatecznie przesądzać o prawach i obowiązkach stron stosunku pracy, zwłaszcza gdy chodzi o skutki wsteczne, wynagrodzenia czy roszczenia związane z rozwiązaniem umowy. Tymczasem obok sądu bardzo ważnym aktorem w spektaklu zatrudnienia stały się organy inspekcji pracy. Przyjęta nowela otwiera ważną debatę o kształcie rynku pracy. To dyskusja nie tylko o kompetencjach organów, lecz także o modelu ochrony pracy na kolejne lata.
Z tymi argumentami TSUE już się rozprawił
W artykule opublikowanym w „Rzeczpospolitej” 27 marca 2026 r. prof. Arkadiusz Sobczyk podniósł zagadnienie stosowania do stanowisk w zarządach polskich spółek kapitałowych postanowień dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2023/970 z 10 maja 2023 r. w sprawie wzmocnienia stosowania zasady równości wynagrodzeń dla mężczyzn i kobiet za taką samą pracę lub pracę o takiej samej wartości za pośrednictwem mechanizmów przejrzystości wynagrodzeń oraz mechanizmów egzekwowania. Przedstawił dziewięć argumentów przemawiających za stawianą przez siebie tezą, że dyrektywa 2023/970 nie ma zastosowania do wartościowania stanowisk członków zarządu (jego zdaniem należałoby nawet rozważyć, czy takie samo rozumowanie nie powinno zostać przeprowadzone w stosunku do osób zarządzających zakładem pracy w imieniu pracodawcy niebędących członkami zarządu).
Najważniejsze argumenty przedstawione przez autora są następujące:
- członek zarządu jest organem pracodawcy, czyli innego podmiotu niż zakład pracy,
- stanowiska członków zarządu nie podlegają wartościowaniu, albowiem nie stanowią części struktury zakładu pracy, lecz pracodawcy,
- kompetencje w dziedzinie wynagrodzeń przynależą wyłącznie do organów pracodawcy, a nieprzypadkowo więc dyrektywa 2023/970 jest jedną z nielicznych, w której pada słowo pracodawca,
- zarząd spółki nie może wartościować swoich stanowisk, albowiem podejmowałby decyzje w swojej sprawie.
Pojęcie „pracownik”
Z tymi argumentami rozprawił się już Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w kilku orzeczeniach, z których przywołania warte są dwa. Wyrok z 11 listopada 2010 r. o sygnaturze C-232/09 (Danosa) został wydany na kanwie dyrektywy Rady 92/85/EWG w sprawie wprowadzenia środków służących wspieraniu poprawy w miejscu pracy bezpieczeństwa i zdrowia pracownic w ciąży, pracownic, które niedawno rodziły, i pracownic karmiących piersią (dyrektywa ta używa pojęcia pracodawca – co dla autora artykułu wydaje się istotne). Natomiast orzeczenie z 9 lipca 2015 r. o sygnaturze C-229/14 (Ender Balkaya v. Kiesel Abbruch und Recycling Technik GmbH) zostało podjęte dla wyjaśnienia postanowień dyrektywy Rady 98/59/WE w sprawie zbliżania ustawodawstw państw członkowskich odnoszących się do zwolnień grupowych.
Oba rozstrzygnięcia są ze sobą powiązane (drugie powołuje się na pierwsze) i dotyczą materii regulowanej postanowieniami dyrektywy 2023/970. Ponadto drugi wyrok został wymieniony wprost w przypisie dolnym do motywu 18. dyrektywy 2023/970. Nie ulega zatem wątpliwości, że unijny prawodawca założył, że orzeczenia te muszą zostać wzięte pod uwagę przy ustalaniu podmiotowego zakresu stosowania dyrektywy 2023/970.
Najważniejszą ich konstatacją jest potwierdzenie linii orzeczniczej TSUE, że pojęcia „pracownika” nie można definiować poprzez odesłanie do prawodawstw państw członkowskich, lecz należy je interpretować w sposób autonomiczny i jednolity w ramach porządku prawnego Unii – punkt 40. wyroku C-232/09 (Danosa) oraz punkt 33. wyroku C-229/14 (Ender Balkaya).
W wyroku C-232/09 (Danosa) TSUE rozstrzygał wątpliwość, która zaszła na tle następującego stanu faktycznego: skarżąca została powołana na jedynego członka zarządu spółki akcyjnej. Powierzono jej zarządzanie majątkiem spółki, prowadzenie spraw spółki oraz reprezentowanie jej we wszystkich stosunkach z osobami trzecimi. Skarżącej przysługiwał zakres swobodnego uznania przy wykonywaniu jej obowiązków, musiała zdawać sprawozdanie ze swej działalności radzie nadzorczej. Ze skarżącą nie podpisano żadnej umowy prawa cywilnego, która regulowałaby wykonywanie obowiązków członka zarządu, musiała działać zgodnie z wewnętrznym regulaminem zarządu, który jednak sama stworzyła. Zgromadzenie wspólników spółki akcyjnej podjęło uchwałę o odwołaniu skarżącej z pełnionej funkcji członka zarządu; skarżąca odwołała się od tej uchwały do sądu, ponieważ w chwili zwolnienia była w jedenastym tygodniu ciąży. Spółka podnosiła, że członkowie zarządu spółki kapitałowej nie świadczą pracy pod kierownictwem innej osoby (a zatem nie można ich uważać za pracowników w rozumieniu prawa Unii). Spółka ta podnosiła także, że w prawie Unii dokonano rozróżnienia pomiędzy osobami, które wykonują swoje obowiązki pod kierownictwem pracodawcy, a osobami, które sprawują to kierownictwo i są przedstawicielami pracodawcy.
W takim stanie faktycznym sąd zadał Trybunałowi pytanie prejudycjalne: czy członków organów zarządzających spółek kapitałowych należy uznać za objętych pojęciem pracownika w rozumieniu prawa wspólnotowego?
Świadczy pracę
Odpowiadając na to pytanie TSUE przypomniał, że cechą charakterystyczną stosunku pracy w rozumieniu wspólnotowym jest okoliczność, że dana osoba wykonuje przez pewien okres, na rzecz innej osoby i pod jej kierownictwem pracę, w zamian za którą otrzymuje wynagrodzenie.
Trybunał potwierdził, że kwalifikacja stosunku prawnego łączącego spółkę kapitałową z członkami zarządu na podstawie prawa państwa członkowskiego lub, okoliczność, że taka spółka i członkowie jej zarządu nie zawarli umowy o pracę, nie może rozstrzygać o kwalifikacji wspomnianego stosunku do celów stosowania dyrektywy 92/85 (punkt 42. wyroku).
Kluczowe, zdaniem Trybunału, jest ustalenie istnienia cechy stosunku pracy, jaką jest podporządkowanie – zdaniem Trybunału fakt pełnienia funkcji członka zarządu spółki kapitałowej nie może sam przez siebie wykluczać, że skarżąca (…) pozostawała w stosunku podporządkowania względem tej spółki. Należy natomiast przeanalizować warunki, w jakich członek zarządu został wyłoniony, charakter powierzonych mu funkcji, zakres uprawnień, jak również okoliczności, w jakich może zostać odwołany (punkt 47. wyroku).
Odpowiadając na pytanie prejudycjalne Trybunał stwierdził: Członek zarządu spółki kapitałowej świadczący pracę na rzecz tej ostatniej i będący jej integralną częścią musi do celów stosowania dyrektywy Rady 92/85/EWG zostać uznany za pracownika, jeżeli wykonuje swe obowiązki przez określony czas pod kierownictwem lub kontrolą innego organu tej spółki i w zamian za swą działalność otrzymuje wynagrodzenie. Z tego wyroku wyciągnąć można następujące wnioski:
- powołanie do zarządu nie wyklucza uznania za pracownika w rozumieniu unijnych aktów prawnych,
- nie ma znaczenia dla przymiotu pracownika to, że dana osoba, pełniąc funkcję członka zarządu, jest integralną częścią spółki (działa za spółkę),
- członek zarządu spółki kapitałowej będący jej integralną częścią musi zostać uznany za pracownika, jeżeli wykonuje swe obowiązki przez określony czas pod kierownictwem lub kontrolą innego organu tej spółki (i w zamian za swą działalność otrzymuje wynagrodzenie).
W wyroku C-229/14 (Ender Balkaya) TSUE odpowiadał na pytanie, czy przy ustalaniu liczby pracowników przy zwolnieniach grupowych przepisy prawa Unii pozwalają krajowym przepisom ustawowym albo praktykom na wyłączenie z liczby pracowników członka zarządu spółki kapitałowej (także wtedy, gdy wykonuje on czynności pod kierownictwem lub kontrolą innego organu tej spółki).
W stanie faktycznym w tej sprawie członek zarządu spółki kapitałowej był powoływany przez zgromadzenie wspólników tej spółki, które to zgromadzenie mogło w każdej chwili odwołać go z pełnionych funkcji wbrew jego woli. Członek zarządu nie posiadał żadnego udziału w spółce. W treści wyroku TSUE przypomniał, że członek zarządu spółki kapitałowej wykonujący za wynagrodzeniem świadczenia na rzecz spółki, która go powołała i której jest on integralną częścią, oraz wykonujący swe obowiązki pod kierownictwem lub pod kontrolą innego organu tej spółki, który może w każdej chwili i bez ograniczenia zostać odwołany z pełnionych przez siebie funkcji, spełnia przesłanki do uznania go za pracownika w rozumieniu prawa Unii (punkt 40. wyroku). Nawet jeśli taki członek zarządu spółki przy wykonywaniu swoich funkcji dysponuje swobodą uznania, która przekracza w szczególności swobodę przysługującą pracownikowi w rozumieniu prawa danego państwa członkowskiego, to niemniej jednak ów członek zarządu znajduje się w stosunku podporządkowania wobec tej spółki w rozumieniu prawa unijnego.
Konfrontując zatem argumenty podniesione przez autora artykułu z opisanymi wyrokami, należy dojść do następujących wniosków:
- unijne pojęcie pracownika należy interpretować w sposób autonomiczny i jednolity w ramach porządku prawnego Unii (czyli niezależnie od polskiej tradycji prawa pracy),
- dla uznania członka zarządu za pracownika w rozumieniu unijnych aktów prawnych (w tym za pracownika w rozumieniu dyrektywy 2023/970) nie ma znaczenia, że członek zarządu jest organem pracodawcy (a nie zakładu pracy), ani to, że stanowiska członków zarządu nie stanowią części struktury zakładu pracy, lecz pracodawcy,
- dla uznania członka zarządu za pracownika w rozumieniu unijnych aktów prawnych (w tym za pracownika w rozumieniu dyrektywy 2023/970) nie ma znaczenia, że członek zarządu spółki kapitałowej przy wykonywaniu swoich funkcji dysponuje swobodą uznania, która przekracza swobodę przysługującą pracownikowi w rozumieniu prawa danego państwa członkowskiego,
- dla ustalenia przesłanki uznania członka zarządu za pracownika w rozumieniu unijnych aktów prawnych polegającej na istnieniu podporządkowania należy przeanalizować warunki, w jakich ten członek został wyłoniony, charakter powierzonych mu funkcji, ramy, w jakich te funkcje są sprawowane, zakres uprawnień oraz kontrolę, jakiej podlega w ramach spółki, jak również okoliczności, w jakich może zostać odwołany,
- jeżeli członek zarządu spółki kapitałowej wykonuje obowiązki pod kierownictwem lub pod kontrolą innego organu tej spółki, który może w każdej chwili i bez ograniczenia zostać odwołany z pełnionych przez siebie funkcji, spełnia przesłanki do uznania go za pracownika w rozumieniu prawa Unii.
A zatem dyrektywa 2023/970 znajdzie, co do zasady, zastosowanie do wartościowania stanowisk w zarządach spółek kapitałowych. Wydaje się, że ocenie w świetle tej dyrektywy nie będą podlegać jedynie osoby będące jedynymi albo większościowymi wspólnikami, którzy pełnią także funkcje w zarządzie – czyli zostali powołani sami przez siebie na stanowisko członka zarządu i de facto nie ma organu, który mógłby takich członków zarządu odwołać. Dyrektywa ta znajdzie tym bardziej zastosowanie do wartościowania stanowisk osób zarządzających zakładem pracy w imieniu pracodawcy niebędących członkami zarządu.
Autor jest radcą prawnym.
Rozpoczęcie biegu terminu przedawnienia roszczenia konsumenta
Stan faktyczny
Węgierski spór dotyczył zawartej w 2008 r. pomiędzy HL (konsument) i Bankiem umowy kredytu hipotecznego denominowanego we CHF na okres 360 miesięcy. Umowa ta zawierała warunek, zgodnie z którym ryzyko związane z aprecjacją CHF w stosunku do HUF obciążało w całości konsumenta. W 2023 r. HL wniósł powództwo domagając się z powodu uchybienia przez Bank spoczywającego na nim obowiązkowi informacyjnemu i niewystarczającego charakteru przedstawionych informacji dotyczących ryzyka kursowego, stwierdzenia bezskuteczności umowy kredytu. Bank podniósł zarzut przedawnienia roszczenia HL i wniósł o oddalenie powództwa.
Sąd w Budapeszcie powziął wątpliwości co do sposobu, w jaki należy liczyć pięcioletni termin przedawnienia mający zastosowanie do powództwa, w drodze którego konsument wnosi do sądu krajowego o wyciągnięcie konsekwencji prawnych z nieważności umowy kredytu na podstawie dyrektywy Rady 93/13/EWG z 5.4.1993 r. w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich (Dz.Urz. UE L z 1993 r. Nr 95, s. 29).
Stanowisko TS
Dzień zawarcia umowy
Trybunał uściślił, że analiza cech terminu przedawnienia, takiego jak ten rozpatrywany w postępowaniu głównym, musi dotyczyć w szczególności długości tego terminu oraz zasad jego stosowania, w tym sposobu, w jaki następuje rozpoczęcie biegu przez ten termin (wyrok TS z 10.6.2021 r., BNP Paribas Personal Finance, od C-776/19 do C‑782/19, Legalis, pkt 30). Co do rozpoczęcia biegu terminu przedawnienia z orzecznictwa TS wynika, że stosowanie pięcioletniego terminu przedawnienia rozpoczynającego bieg w chwili zawarcia rozpatrywanej umowy – co oznacza, że konsument może dochodzić zwrotu opłat uiszczonych na podstawie warunku umownego uznanego za nieuczciwy jedynie przez pięć pierwszych lat od podpisania umowy, niezależnie od tego, czy miał lub mógł mieć, rozsądnie rzecz ujmując, świadomość nieuczciwego charakteru tego warunku – może czynić praktycznie niemożliwym lub nadmiernie utrudnionym korzystanie z praw przyznanych konsumentowi poprzez dyrektywę 93/13, a w konsekwencji naruszać zasadę skuteczności w związku z zasadą pewności prawa (wyrok TS z 16.7.2020 r., Caixabank i Banco Bilbao Vizcaya Argentaria, C-224/19 i C‑259/19, Legalis, pkt 91). Trybunał wskazał, że należy uwzględnić gorszą pozycję konsumenta wobec przedsiębiorcy zarówno pod względem możliwości negocjacyjnych, jak i ze względu na stopień poinformowania. Ponadto, konsumenci mogą nie wiedzieć o nieuczciwym charakterze warunku zawartego w umowie kredytu hipotecznego lub nie rozumieją zakresu swoich praw wynikających z dyrektywy 93/13.
W konsekwencji TS uznał, że jeśli chodzi o początek biegu terminu rozpatrywanego przedawnienia w postępowaniu głównym, TS uznał, że istnieje znaczne ryzyko, iż z uwagi na sposób, w jaki jest on określany w węgierskim orzecznictwie, konsument nie będzie w stanie skutecznie dochodzić praw przyznanych mu przez dyrektywę 93/13.
Trybunał orzekł, że art. 1 ust. 1 i art. 7 ust. 1 dyrektywy 93/13 w związku z zasadą skuteczności należy interpretować w ten sposób, iż stoją one na przeszkodzie wykładni sądowej prawa krajowego, zgodnie z którą w przypadku nieważności umowy kredytu niemogącej obowiązywać bez nieuczciwego warunku z tego względu, że dotyczy on głównego przedmiotu umowy, konsument może powoływać się w postępowaniu sądowym na konsekwencje prawne stwierdzenia tej nieważności jedynie w pięcioletnim terminie przedawnienia od dnia zawarcia tej umowy, jeżeli w tym dniu konsument nie wiedział lub nie był w stanie powziąć wiedzy o nieuczciwym charakterze danego warunku umownego i w rezultacie nie był w stanie skutecznie dochodzić praw przyznanych mu przez dyrektywę 93/13.
Rozpoczęcie biegu terminu przedawnienia
Trybunał orzekł już, że ustalenie, iż rozpoczęcie biegu terminu przedawnienia roszczenia restytucyjnego wniesionego przez konsumenta na podstawie nieuczciwego warunku umownego następuje w dniu, w którym krajowy sąd najwyższy wydał wyrok stwierdzający nieuczciwy charakter standardowego warunku odpowiadającego klauzuli zawartej w spornej umowie, pozwoliłoby w wielu przypadkach przedsiębiorcy zachować kwoty nienależnie uzyskane ze szkodą dla tego konsumenta na podstawie nieuczciwego warunku, co byłoby niezgodne z orzecznictwem TS. Trybunał uznał, że nie można ustalić tego początku biegu w oderwaniu od kwestii, czy ten konsument wiedział lub mógł racjonalnie wiedzieć o nieuczciwym charakterze tego ostatniego warunku stanowiącego podstawę prawa do zwrotu, i nie nakładając na przedsiębiorcę obowiązku staranności i poinformowania konsumenta, uwydatniając w ten sposób słabszą pozycję tego ostatniego, którą dyrektywa 93/13 ma złagodzić (wyrok TS z 25.4.2024 r., Banco Santander (Rozpoczęcie biegu terminu przedawnienia), C-561/21, Legalis, pkt 47).
Zdaniem TS dyrektywa 93/13 stoi na przeszkodzie temu, aby w celu określenia początku biegu terminu przedawnienia roszczenia konsumenta o zwrot kwot nienależnie zapłaconych w wykonaniu nieuczciwego warunku umownego można było uznać, że istnienie orzecznictwa krajowego, nawet jeśli jest ono utrwalone, dotyczącego nieważności podobnych warunków umownych wykazuje spełnienie przesłanki dotyczącej wiedzy danego konsumenta o nieuczciwym charakterze tego warunku i wynikających z tego konsekwencjach prawnych (wyrok Caixabank (Przedawnienie zwrotu kosztów hipotecznych), pkt 61). Natomiast orzeczenie sądowe mające powagę rzeczy osądzonej, stwierdzające nieuczciwy charakter warunku umownego i prawidłowo doręczone danemu konsumentowi zgodnie z mającymi zastosowanie krajowymi przepisami jako adresatowi tego orzeczenia, może stanowić początek biegu terminu przedawnienia. Ze względu na to, iż orzeczenie to uprawomocniło się, przyjmuje się, że konsument miał pełną wiedzę o nieprawidłowości warunku i jest zatem w stanie dokonać samodzielnej oceny celowości wystąpienia z powództwem o zwrot kwot zapłaconych na podstawie nieuczciwego warunku w terminie wyznaczonym przez prawo krajowe (wyrok Banco Santander (Rozpoczęcie biegu terminu przedawnienia), pkt 36, 37).
Trybunał orzekł, że dyrektywę 93/13 należy interpretować w ten sposób, iż stoi ona na przeszkodzie temu, by dzień, w którym TS dokonał wykładni tej dyrektywy, lub dzień, w którym Sąd Najwyższy orzekł w przedmiocie nieuczciwego charakteru warunków wprowadzonych do umów konsumenckich, został uwzględniony w celu określenia momentu rozpoczęcia biegu terminu przedawnienia roszczeń wniesionych przez konsumenta, mających na celu zwrot kwot zapłaconych na podstawie warunku podobnego do warunku, który dał sposobność do wykładni tej dyrektywy dokonanej przez Trybunał lub warunku będącego przedmiotem orzeczenia sądu krajowego, czy też w celu kontynuacji biegu tego terminu po okresie jego zawieszenia.
Komentarz
W niniejszym wyroku TS potwierdził, że data zawarcia umowy kredytu zawierającej nieuczciwy warunek (art. 385¹ § 1 KC), który dotyczy głównego przedmiotu umowy i której to umowy sąd orzekł nieważność – nie może stanowić początku biegu terminu przedawnienia roszczeń konsumenta przeciwko przedsiębiorcy (por. zwłaszcza art. 118 i art. 120 § 1 KC). W takim przypadku konsument nie mógłby bowiem skutecznie dochodzić swoich praw wynikających z dyrektywy 93/13 i transponującego ją prawa krajowego. Przy czym TS zaznaczył, że dotyczy to sytuacji, w której w tym dniu konsument nie wiedział lub nie był w stanie powziąć wiedzy o nieuczciwym charakterze danego warunku umownego. Trybunał trafnie przyjął, że istnienie orzeczeń wydanych przez krajowy SN lub TSUE stwierdzających nieuczciwy charakter niektórych standardowych warunków nie może samo w sobie oznaczać, że konsument wiedział lub mógł racjonalnie wiedzieć o nieuczciwym charakterze podobnego warunku znajdującego się w umowie, którą zawarł z przedsiębiorcą. Jednakże TS przyznał, że przedsiębiorca powinien mieć możliwość udowodnienia, że konsument wiedział lub mógł racjonalnie wiedzieć o tych orzeczeniach.
Należy zaznaczyć, że w niniejszej sprawie TS odnosi się tylko do kwestii przedawnienia roszczeń konsumenta, natomiast w kontekście polskich sporów budzi wątpliwości sądów kwestia, czy bieg terminu przedawnienia roszczenia przedsiębiorcy przeciwko konsumentowi o zwrot świadczeń nienależnych spełnionych na podstawie umowy, która stała się nieważna na skutek zawarcia w niej nieuczciwych warunków umownych, rozpoczyna się od daty, w której konsument zakwestionował względem banku związanie warunkami umowy (zob. obecnie wniesione do TSUE polskie wnioski prejudycjalne w sprawach: Drózdzik, C-262/25; Ścierbek, C-261/25; Olteski, C-260/25; Juminek, C-259/25; Drocha,C-747/24).
Wyrok TS z 19.3.2026 r., UniCredit Bank i Momentum Credit, C-679/24
Zwrot nieruchomości a realizacja celu wywłaszczenia
Na sądową wokandę trafił spór o zwrot nieruchomości pomiędzy spadkobiercami byłego właściciela a Starostą Lubelskim. Chodziło o działkę wywłaszczoną w 1975 r. na rzecz Skarbu Państwa pod budowę osiedla mieszkaniowego. Wnioskodawcy twierdzili, że część gruntu nie została wykorzystana zgodnie z tym celem, co – w ich ocenie – spełnia przesłanki zwrotu określone w art. 136 ust. 3 w związku z art. 137 ustawy z 21.8.1997 r. o gospodarce nieruchomościami (t.j. Dz.U. z 2026 r. poz. 399; dalej: GospNierU).
Starosta przeprowadził postępowanie dowodowe zgodnie z art. 7 i art. 77 § 1 KPA. Odtworzono granice dawnej działki, przeanalizowano dokumenty planistyczne z lat 60. i 70. oraz wykonano oględziny. Ustalono, że obszar był przeznaczony pod intensywną zabudowę mieszkaniową i został faktycznie zagospodarowany jako część osiedla. Powstały m.in. drogi wewnętrzne, parkingi, tereny zielone, boisko szkolne, infrastruktura komunikacyjna oraz budynki usługowe. Zdjęcia lotnicze z różnych lat potwierdziły stopniową realizację inwestycji. Organ uznał, że wskazane elementy stanowią integralną część osiedla mieszkaniowego, a tym samym mieszczą się w celu wywłaszczenia. Odmówił natomiast przeprowadzenia dowodu dotyczącego wypłaty odszkodowania, wskazując, że okoliczność ta nie ma znaczenia dla oceny przesłanek zwrotu w rozumieniu art. 136–137 GospNierU.
Decyzją z 2021 r. Starosta Lubelski odmówił zwrotu nieruchomości, uznając, że nie stała się ona zbędna na cel wywłaszczenia, gdyż inwestycja została zrealizowana, a istniejąca infrastruktura odpowiada funkcji osiedla mieszkaniowego.
Po rozpoznaniu odwołania Wojewoda Lubelski utrzymał to rozstrzygnięcie w mocy. Wskazał, że dla oceny zasadności zwrotu kluczowe jest ustalenie, czy cel wywłaszczenia został zrealizowany. W sprawie brak było podstaw do uznania nieruchomości za zbędną, skoro została ona zagospodarowana jako część osiedla, a ponadto część gruntów oddano w użytkowanie wieczyste.
Spadkobiercy podnosili zarzuty dotyczące niewyjaśnienia stanu faktycznego, w szczególności braku ustalenia momentu realizacji poszczególnych inwestycji oraz pominięcia części dowodów. Kwestionowali także ocenę, że cały teren został wykorzystany zgodnie z celem wywłaszczenia.
Czy nieruchomość stała się zbędna na cel wywłaszczenia?
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Lublinie stwierdził, że organy prawidłowo zastosowały przepisy materialne, w szczególności art. 136 ust. 3 oraz art. 137 ust. 1 i 2 GospNierU, oraz nie naruszyły zasad postępowania dowodowego wynikających z art. 7, art. 77 § 1 i art. 80 KPA. Kluczowe znaczenie Sąd przypisał ocenie, czy nieruchomość stała się zbędna na cel wywłaszczenia. Podzielił stanowisko organów, że celem była budowa osiedla mieszkaniowego rozumianego szeroko – jako zespół obejmujący nie tylko budynki mieszkalne, lecz także infrastrukturę towarzyszącą. W realiach lat 70. cel ten był formułowany ogólnie, dlatego nie można obecnie przypisywać poszczególnym działkom ściśle określonych funkcji.
Na podstawie zgromadzonego materiału dowodowego Sąd uznał, że teren został faktycznie zagospodarowany jako część osiedla. Istniejące elementy – drogi, parkingi, boiska, szkoła, tereny zielone oraz zabudowa usługowa – tworzą funkcjonalną całość służącą mieszkańcom, a tym samym realizują cel wywłaszczenia. W konsekwencji nie została spełniona przesłanka „zbędności” w rozumieniu art. 136 ust. 3 GospNierU. Sąd zaakceptował również stanowisko, że ewentualny brak wypłaty odszkodowania pozostaje bez znaczenia dla rozstrzygnięcia sprawy o zwrot, a pominięcie tego dowodu było zasadne. Wskazał także, że oddanie części nieruchomości w użytkowanie wieczyste stanowi dodatkową przeszkodę zwrotu. Skarga została oddalona.
NSA oddalił skargę kasacyjną
Z kolei Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 9.10.2025 r., I OSK 2188/22, Legalis, oddalił skargę kasacyjną. Podkreślił, że kontrola kasacyjna ogranicza się do oceny podniesionych zarzutów, a w sprawie nie wystąpiły przesłanki nieważności postępowania. NSA uznał, że nie doszło do istotnych naruszeń przepisów postępowania. Podzielił ustalenia faktyczne i ocenę prawną sądu I instancji, wskazując na ogólny charakter celu wywłaszczenia i konieczność jego oceny w ujęciu całościowym. Sąd kasacyjny zaakceptował szerokie rozumienie realizacji celu wywłaszczenia, obejmujące również infrastrukturę towarzyszącą.
Podkreślił, że inwestycje tego rodzaju mają charakter złożony i wieloetapowy, dlatego szczegółowe ustalanie dat powstania poszczególnych obiektów nie jest konieczne. Oddalił także zarzuty dotyczące niepełnego materiału dowodowego, uznając, że stan faktyczny został wystarczająco wyjaśniony. Wskazał, że sposób zagospodarowania nieruchomości odpowiadał celowi wywłaszczenia, a oddanie części gruntów w użytkowanie wieczyste wpisuje się w ten cel i stanowi przeszkodę prawną zwrotu. W konsekwencji NSA uznał, że nie została spełniona przesłanka „zbędności” z art. 136 ust. 3 w zw. z art. 137 GospNierU, gdyż cel wywłaszczenia został zrealizowany i oddalił skargę kasacyjną.
Zmiana zasad funkcjonowania szkół w warunkach niżu demograficznego
- Organizacja systemu oświaty będzie dostosowana do prognozowanego długofalowego spadku liczby uczniów w związku z niżem demograficznym.
- Wśród proponowanych rozwiązań znalazły się instrumenty zwiększające elastyczność organizacyjną szkół oraz ograniczające nadmierne obciążenia administracyjne.
- Nowelizacja wprowadza mechanizmy sprzyjające utrzymaniu małych szkół oraz umożliwiające wykorzystanie wolnych przestrzeni szkolnych na potrzeby społeczności lokalnych.
Celem nowelizacji jest dostosowanie obowiązujących regulacji ustawy z 14.12.2016 r. – Prawo oświatowe (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 1043; dalej: PrOśw) do zmieniającej się struktury demograficznej społeczeństwa, przy jednoczesnym zachowaniu wysokiej jakości kształcenia oraz zapewnieniu uczniom realnego dostępu do edukacji jak najbliżej miejsca zamieszkania. Spadek liczby uczniów wymaga zmian w sposobie organizacji pracy szkół, by umożliwić racjonalne zarządzanie zasobami kadrowymi i materialnymi.
Zgodnie z prognozą ludności Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) na lata 2023-2060, liczba ludności Polski będzie systematycznie spadać. W 2023 r. liczba ta wynosiła około 37,6 mln osób. Według GUS do 2060 r. liczba ludności ma zmniejszyć się do 30,9 mln. Kluczowym powodem tego stanu jest ujemny przyrost naturalny oraz starzenie się społeczeństwa. W 2060 r. osoby w wieku 65 lat i więcej mają stanowić blisko 32,6% populacji, jednocześnie będzie się zmniejszać liczba kobiet w wieku rozrodczym (15-49 lat), co przełoży się na dalszy spadek liczby urodzeń. Z prognozy ludności na lata 2023-2060 wynika, że w Polsce do 2029 r. liczba dzieci w wieku 7-14 lat spadnie o ok. 5%. Do 2034 r. prognozuje się spadek o ok. 19,5% w tej grupie wiekowej, a do 2060 r. spadek ten może wynieść ok. 30% (według skrajnego scenariusza demograficznego – nawet 48,3%).
Zakres nowelizacji
Zakres nowelizacji ma charakter systemowy. Regulacje koncentrują się na:
- dostosowaniu organizacji pracy szkół do zmniejszającej się liczby uczniów;
- usprawnieniu procedur administracyjnych i ograniczeniu formalizmów;
- stworzeniu podstaw prawnych do szerszego wykorzystywania infrastruktury szkolnej;
- wzmocnieniu instrumentów pozwalających utrzymać małe szkoły w środowiskach lokalnych.
Szczegółowe rozwiązania przewidziane w nowelizacji
1. Kształtowanie organizacji pracy szkół
Nowelizacja zakłada wprowadzenie mechanizmów pozwalających organom prowadzącym oraz dyrektorom szkół na dostosowywanie struktury organizacyjnej placówek do rzeczywistej liczby uczniów. Spadek liczby uczniów powoduje, że utrzymywanie dotychczasowych rozwiązań organizacyjnych może prowadzić do nieefektywnego wykorzystania kadry pedagogicznej oraz infrastruktury.
Projektowane zmiany mają umożliwić:
- bardziej racjonalne planowanie arkuszy organizacyjnych szkół;
- dostosowanie liczby oddziałów do aktualnych potrzeb;
- elastyczne gospodarowanie zasobami kadrowymi;
- ograniczenie konieczności przeprowadzania nadmiernie sformalizowanych procedur przy zmianach organizacyjnych.
Rozwiązania te mają wspierać stabilność funkcjonowania szkół w warunkach malejącej liczby uczniów oraz zmniejszać ryzyko nagłych i nieprzewidywalnych decyzji o likwidacji placówek.
2. Mniejsze obciążenia administracyjne
Jednym z wyraźnie wskazanych kierunków nowelizacji jest redukcja biurokracji w systemie oświaty. Projekt zakłada uproszczenie wybranych procedur administracyjnych, które w obecnym stanie prawnym generują znaczne obciążenia organizacyjne. Zmiany mają przyczynić się m.in. do: skrócenia czasu potrzebnego na realizację czynności administracyjnych, ograniczenia liczby wymaganych dokumentów i formalnych uzgodnień, zwiększenia koncentracji dyrektorów szkół na działalności dydaktycznej i wychowawczej, oraz usprawnienia współpracy między szkołami a organami prowadzącymi.
W efekcie projekt ma prowadzić do racjonalizacji funkcjonowania szkół oraz lepszego wykorzystania zasobów ludzkich.
3. Wykorzystanie wolnych przestrzeni szkolnych
Spadek liczby uczniów powoduje powstawanie wolnych powierzchni w budynkach szkolnych. Projekt przewiduje stworzenie podstaw prawnych do szerszego wykorzystywania tych przestrzeni na potrzeby lokalnych społeczności.
Zgodnie z art. 86a PrOśw w budynku szkoły lub placówki jednostka samorządu terytorialnego będzie mogła realizować zadania własne związane z:
- opieką nad dziećmi w wieku do lat 3,
- polityką senioralną,
- uczeniem się przez całe życie,
- ochroną zdrowia, kulturą, kulturą fizyczną i turystyką oraz
- wdrażaniem programów pobudzania aktywności obywatelskiej,
Realizacja tych zadań nie może niekorzystnie wpływać na warunki działania szkoły lub placówki, w tym bezpieczne i higieniczne warunki nauki, wychowania i opieki. Realizacja powyższych zadań następować będzie po uzyskaniu pozytywnej opinii kuratora oświaty, zaś przypadku szkoły lub placówki artystycznej – po uzyskaniu pozytywnej opinii specjalistycznej jednostki nadzoru.
4. Mechanizmy wspierające utrzymanie małych szkół
Nowelizacja ma stworzyć warunki sprzyjające dalszemu funkcjonowaniu małych szkół, zwłaszcza w środowiskach wiejskich i w mniejszych miejscowościach. Spadek liczby uczniów w tych obszarach może prowadzić do presji na likwidację placówek.
Projektowane rozwiązania mają:
- zwiększyć elastyczność organizacyjną małych szkół;
- umożliwić dostosowanie ich funkcjonowania do lokalnych warunków;
- zapewnić uczniom dostęp do edukacji możliwie najbliżej miejsca zamieszkania;
- ograniczyć negatywne skutki społeczne związane z likwidacją szkół.
Celem jest zachowanie równowagi między racjonalnością ekonomiczną a interesem społeczności lokalnych.
Skutki projektowanych zmian
Projektowane rozwiązania mają prowadzić do bardziej efektywnego funkcjonowania systemu oświaty w warunkach zmniejszającej się liczby uczniów. Oczekiwanym rezultatem jest przede wszystkim lepsze wykorzystanie infrastruktury edukacyjnej oraz utrzymanie dostępności edukacji w małych społecznościach.
Nowelizacja ma charakter dostosowawczy i systemowy, a jej skutki będą odczuwalne przede wszystkim na poziomie jednostek samorządu terytorialnego jako organów prowadzących szkoły.
Etap legislacyjny
Prezydent RP podpisał nowelizację 2.4.2026 r. Ustawa wejdzie w życie po upływie 14 dni od dnia ogłoszenia.
Media społecznościowe pod presją prawa
Dziś trudno wyobrazić sobie codzienne funkcjonowanie bez platform takich jak Facebook, Instagram, YouTube czy TikTok. To stamtąd użytkownicy czerpią wiadomości, tam budują relacje, promują swoją działalność gospodarczą, a często także kształtują poglądy.
Równolegle zmienia się sposób myślenia o tych platformach. Coraz wyraźniej dostrzegamy, że nie są one neutralnym narzędziem, lecz środowiskiem zaprojektowanym tak, by zwiększać zaangażowanie użytkowników, co sprzyja uzależnieniom i negatywnie wpływa na zdrowie psychiczne dzieci i młodzieży.
W odpowiedzi na te zagrożenia państwa podejmują działania regulacyjne. Francja rozważa wprowadzenie zakazu dostępu do mediów społecznościowych dla dzieci poniżej 15. roku życia. Kilka miesięcy temu taki zakaz (do 16. roku życia) wprowadziła już Australia, ale obecnie mierzy się z jego egzekwowaniem. Australijski regulator odpowiedzialny za bezpieczeństwo w internecie zapowiedział możliwość podjęcia działań prawnych wobec największych platform społecznościowych, ponieważ nie wdrażają wystarczających środków służących do weryfikacji wieku. Niedawno zakaz korzystania z platform społecznościowych przed ukończeniem 16. roku życia wprowadziła Indonezja. Podobne kierunki pojawiają się w Polsce zarówno w dyskursie społecznym, jak i w działaniach regulacyjnych. Ministerstwo edukacji skierowało do konsultacji publicznych projekt ustawy o zakazie korzystania z telefonów w publicznych szkołach podstawowych.
Procesy w USA
Pod koniec marca w Stanach Zjednoczonych zapadły dwa ważne wyroki. Pierwszy w sprawie Kaley, 20-letniej Kalifornijki. Ława przysięgłych w Los Angeles uznała odpowiedzialność Meta i Google za uzależniający charakter ich platform. Kobieta twierdziła, że przeglądanie mediów społecznościowych rozpoczęła już jako sześciolatka. Jej zdaniem wpłynęło to negatywnie na jej zdrowie psychiczne, postrzeganie własnego ciała, wywołało stany lękowe, a nawet myśli samobójcze. Rozstrzygnięcie przesunęło punkt ciężkości – z analizy treści publikowanych przez użytkowników na sposób zaprojektowania platformy. Sąd potwierdził, że mechanizmy stosowane przez Instagram, Facebook i YouTube, takie jak przewijanie czy systemy rekomendacyjne, mogą prowadzić do uzależnienia i stanowić podstawę odpowiedzialności cywilnej. Powódka otrzymała odszkodowanie w wysokości 3 mln dolarów. Zasądzona kwota została podzielona w proporcjach: 70 proc. od Meta, a 30 proc. od YouTube.
Ten precedensowy wyrok może okazać się znacznie bardziej kosztowny dla firm technologicznych. Setki użytkowników wniosły już podobne pozwy, a fala roszczeń może doprowadzić do zmian w mechanizmach stosowanych przez platformy. Przypomnijmy, w 2021 r. była pracownica Facebooka sygnalistka Frances Haugen ujawniła, że platforma stosowała algorytmy, które wyżej oceniały polaryzacyjne i nienawistne przekazy.
W podobnym czasie zapadł również ważny wyrok w stanie Nowy Meksyk. Ława przysięgłych uznała, że Meta świadomie bagatelizowała ryzyka dotyczące wykorzystywania dzieci i nie zapobiegła przestępstwom na tle seksualnym. W efekcie zasądzono karę w wysokości ok. 375 mln dolarów, jedną z najwyższych w tego typu sprawach przeciwko Big Tech.
Europa stawia na regulację
Unia Europejska obrała inną drogę. Zamiast czekać na rozwój sporów sądowych, stworzyła ramy regulacyjne dla rynku cyfrowego. Najważniejsze przepisy chroniące użytkowników i konkurencję zostały wpisane do:
- rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2022/2065 z 19.10.2022 r. w sprawie jednolitego rynku usług cyfrowych oraz zmiany dyrektywy 2000/31/WE (akt o usługach cyfrowych) (Dz.Urz. UE L z 2022 r. Nr 277, s. 1; dalej: DSA);
- rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2022/1925 z 14.9.2022 r. w sprawie kontestowalnych i uczciwych rynków w sektorze cyfrowym oraz zmiany dyrektyw (UE) 2019/1937 i (UE) 2020/1828 (akt o rynkach cyfrowych – Digital Markets Act) (Dz.Urz. UE L z 2022 r. Nr 265, s. 1);
- rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27.4.2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) (Dz.Urz. UE L z 2016 r. Nr 119, s. 1).
To właśnie wokół tych aktów koncentrują się obecnie najważniejsze spory z Komisją Europejską. Pod koniec 2025 r. KE nałożyła karę 120 mln euro na platformę X za naruszenia obowiązków transparentności wynikających z DSA. Rozstrzygnięcie dotyczyło art. 25 ust. 1 DSA, zakazującego projektowania, organizowania lub obsługi interfejsów internetowych w sposób wprowadzający odbiorców w błąd, manipulujący ich zachowaniami lub w inny istotny sposób ograniczający zdolność do podejmowania wolnych i świadomych decyzji; art. 39 DSA, dotyczącego obowiązku prowadzenia publicznego repozytorium reklam, oraz art. 40 ust. 12 DSA, zobowiązującego VLOP (Very Large Online Platforms, czyli bardzo duże platformy internetowe) do zapewnienia naukowcom dostępu do danych publicznych na potrzeby badań nad ryzykami systemowymi.
O problemach z realizacją art. 40 ust. 12 DSA KE informowała również w odniesieniu do działalności Meta i TikToka. Zwróciła uwagę na to, że korzystający z Facebooka czy Instagrama nie mają zapewnionego łatwego dostępu do mechanizmu Notice and Action (zawiadomienie i działanie) umożliwiającego użytkownikom oznaczanie nielegalnych treści, na przykład materiałów ukazujących seksualne wykorzystywanie dzieci oraz treści związanych z działalnością terrorystyczną.
W lutym 2026 r. KE wstępnie stwierdziła, że funkcje TikToka, takie jak nieustanne przewijanie, automatyczne odtwarzanie, spersonalizowany system rekomendacji i powiadomienia push, sprawiają, że jego system został zaprojektowany w sposób uzależniający, co narusza DSA. Zwróciła uwagę, że firma nie stosuje skutecznych zabezpieczeń, by ograniczyć ryzyko uzależnienia użytkowników.
Unijne podejście ma charakter systemowy – jego celem jest nie tylko sankcjonowanie naruszeń, lecz także kształtowanie modelu funkcjonowania serwisów społecznościowych. W centrum znajdują się takie wartości jak ochrona użytkowników, przejrzystość działania algorytmów oraz zapewnienie uczciwej konkurencji. Takie działania UE znajdują poparcie wśród organizacji pozarządowych, spotykają się jednak ze zdecydowanym sprzeciwem ze strony Białego Domu. Kolejnym problemem jest zapewnienie konkurencyjności europejskich firm. Europejscy przedsiębiorcy z branży cyfrowej postulują ograniczenie obowiązków wynikających z relacji z podmiotami korzystającymi z ich usług. Obawiają się nadmiernego obciążenia w stosunku do firm spoza UE, a co za tym idzie ograniczenia innowacyjności i rozwoju europejskich nowych technologii. Dlatego zaproponowane w Cyfrowym Omnibusie regulacje przewidują m.in. złagodzenie rozwiązań zawartych w rozporządzeniu Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2024/1689 z 13.6.2024 r. w sprawie ustanowienia zharmonizowanych przepisów dotyczących sztucznej inteligencji oraz zmiany rozporządzeń (WE) nr 300/2008, (UE) nr 167/2013, (UE) nr 168/2013, (UE) 2018/858, (UE) 2018/1139 i (UE) 2019/2144 oraz dyrektyw 2014/90/UE, (UE) 2016/797 i (UE) 2020/1828 (akt w sprawie sztucznej inteligencji) (Dz.Urz. UE L z 2024 r. Nr 131, s. 1689).
Polska: między wolnością słowa a ochroną użytkowników
Na poziomie krajowym istotnym wyzwaniem pozostaje implementacja DSA. W dyskursie społeczno-politycznym pojawia się napięcie pomiędzy ochroną użytkowników a wolnością wypowiedzi (art. 54 Konstytucji RP). Potrzebne jest wyznaczenie granicy między ochroną młodych użytkowników przed treściami negatywnie wpływającymi na ich zdrowie psychiczne a nadmierną ingerencją w debatę publiczną. Użytkownicy postulują również, by ograniczyć prawo platform do arbitralnego kasowania ich kont. Równolegle trwa dyskusja dotycząca możliwego nadużycia pozycji dominującej, m.in. w kontekście relacji gigantów cyfrowych z wydawcami prasy.
W lutym 2026 r. Prezes UOKiK zwrócił uwagę na problem uzyskania szybkiego i bezpośredniego kontaktu użytkowników Facebooka czy Instagrama z obsługą klienta, na przykład gdy dojdzie do przejęcia konta, sporu o płatność lub utraty dostępu do usługi. Stosowane przez Metę formularze elektroniczne utrudniają skuteczną komunikację, co dotyka podstawowych praw wynikających z ustawy z 30.5.2014 r. o prawach konsumenta (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 1796). „Jeśli przedsiębiorca zarabia na użytkownikach platformy – czy to przez wyświetlane reklamy, czy przez płatną wersję bez reklam – to ma obowiązek zapewnienia im realnej możliwości kontaktu” – uznał Prezes UOKiK. Spółce grozi kara do 10% rocznego obrotu.
Własność w trójwymiarze
Jak dowiedziała się „Rzeczpospolita”, Ministerstwo Rozwoju i Technologii kończy prace nad oczekiwanymi od dziesięcioleci przepisami, wprowadzającymi do polskiego porządku prawnego własność warstwową. Resort zdecydował się na koncepcję odrębnej własności obiektu budowlanego (OWOB), jako dającą szersze możliwości w stosunku do prawa do zabudowy, nad którym pracowano w poprzedniej kadencji parlamentu.
OWOB ma być prawem, które mógłby ustanawiać zarówno właściciel gruntu, jak i użytkownik wieczysty, po uzyskaniu zgody właściciela. Jej przedmiotem mają być obiekty i urządzenia budowlane wznoszone nad lub pod powierzchnią gruntu. To oznacza możliwość realizacji inwestycji nad drogami, wodami czy liniami kolejowymi, ale też pod ziemią, a także wychodzących nad sąsiednie nieruchomości. OWOB mogłaby być ustanawiana, pod warunkiem spełnienia przesłanki samodzielności obiektu.
Inwestor otrzymywałby promesę w formie decyzji administracyjnej wydawanej przez starostę. To byłaby gwarancja ustanowienia OWOB, po oddaniu inwestycji do użytkowania, jeśli obiekt spełni warunek samodzielności. Natomiast z właścicielem lub użytkownikiem wieczystym gruntu inwestor zawierałby umowę zobowiązującą do ustanowienia prawa OWOB oraz umowę ustanowienia służebności, aby zapewnić dostęp do obiektu. Ostatnim krokiem w procedurze ustanawiania OWOB będzie złożenie wniosku o ujawnienie tego prawa w księdze wieczystej.
Dlaczego nie prawo zabudowy?
– Wybór koncepcji opartej na odrębnej własności obiektu poprzedziliśmy wszechstronną analizą opartą m.in. na doświadczeniach wynikających z prac legislacyjnych prowadzonych w ubiegłych latach. W przeszłości było kilka prób rozwiązania problemu inwestowania nad i pod powierzchnią gruntu opartych na nowym ograniczonym prawie rzeczowym. Próby te zakończyły się fiaskiem głównie z tego powodu, że mocno ograniczone prawa rzeczowe, które mogłyby spełnić zakładany cel, np. prawo zabudowy opracowane w resorcie sprawiedliwości, były zbyt podobne do prawa użytkowania wieczystego – mówi „Rzeczpospolitej” Tomasz Lewandowski, wiceminister rozwoju i technologii.
– Formuła odrębnej własności obiektów będzie formułą bardziej uniwersalną, wolną od opisanych obciążeń i będzie funkcjonowała równolegle z istniejącymi prawami rzeczowymi – dodaje.
Dr inż. Maciej Kaczorek, członek zarządu i dyrektor ds. strategii i rozwoju PKP PLK przyznaje, że planowana formuła mogłaby pomóc w zagospodarowaniu atrakcyjnych inwestycyjnie terenów nad czy pod infrastrukturą kolejową.
– Z jednej strony zabezpiecza bowiem prawa właścicieli gruntu i infrastruktury kolejowej oraz może stanowić dla nich źródło dodatkowego dochodu, a z drugiej strony – interesy inwestora, który, mając ustanowione takie prawo własności czy też promesę jego ustanowienia miałby podstawę do rozmów z instytucjami finansującymi. Własność warstwowa to też korzyść dla samorządów w postaci wpływów z podatków i pozyskania atrakcyjnych przestrzeni miejskich – wylicza zalety OWOB dyrektor Kaczorek.
– Jeśli dla banku zabezpieczeniem mogła być hipoteka takiej nieruchomości, to brzmi to bardzo ciekawie. Z zainteresowaniem czekam na szczegóły projektu, ale generalnie pomysłowi, który zwiększa dostępność przestrzeni do realizacji inwestycji klaszczę na stojąco – nie kryje entuzjazmu Tomasz Stoga, prezes Profit Development.
Planom resortu rozwoju kibicuje też Michał Leszczyński, dyrektor działu prawnego Polskiego Związku Firm Deweloperskich.
– Inwestorzy czekają od lat na przepisy, wprowadzające własność warstwową, które działają od dawna w wielu krajach Europy i USA. Dowiodły tam swojej wielkiej przydatności, zwłaszcza w obszarach silnie zurbanizowanych, gdzie grunt jest coraz droższy. Jedynym rozwiązaniem jest własność warstwowa, czyli 3D – mówi dyr. Leszczyński.
Spóźnieni o dekady
Amerykanie od dawna definiują własność trójwarstwowo. Funkcjonuje tam pojęcie „działki powietrznej”, która dysponuje takimi samymi prawami jak działka gruntowa. Właściciel gruntu może sprzedać należące do niego prawa powietrzne i w dużych miastach inwestorzy z takiej możliwości korzystają. Z opracowania Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości na temat własności warstwowej wynika, że takie rozwiązanie funkcjonuje też w Szwecji, Finlandii, Norwegii czy Danii. Swoje warianty własności warstwowej mają też Hiszpanie, Holendrzy czy Niemcy.
– Informację o tym, że resort rozwoju finalizuje prace nad wprowadzeniem do polskiego prawa własności warstwowej skomentuję krótko: nareszcie! Wielokrotnie, zabierając głos w dyskusji na temat zmian, które mogłyby ułatwić realizację dużych inwestycji w Polsce, mówiłem o własności warstwowej. Jesteśmy tu mocno spóźnieni, o dwie, a nawet trzy dekady – mówi Emil Domeracki, partner w firmie doradczej Walter Herz.
Ekspert dodaje, że w Europie wykorzystuje się to prawo do realizacji inwestycji w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego. Dzięki temu powstają nieruchomości komercyjne, hotelowe.
– Dzisiaj inwestorzy muszą się mocno nagimnastykować, by zrealizować coś na terenach kolejowych. Dlatego tych inwestycji jest niewiele – mówi Emil Domeracki.
Adwokat, dr Krzysztof Śledziński, senior associate w kancelarii Gessel zwraca jednak uwagę, że własność 3D to także wyzwania.
– W mojej ocenie koncepcja odrębnej własności obiektu budowlanego to właściwy kierunek legislacyjny – bardziej funkcjonalny niż wcześniej rozważane prawo do zabudowy. Może ona nie tylko sprzyjać bardziej efektywnemu wykorzystaniu przestrzeni, lecz także ograniczyć konieczność stosowania skomplikowanych i często sztucznych konstrukcji prawnych. Na poziomie legislacyjnym kluczowe będzie jednak zachowanie wysokiej precyzji regulacji, w szczególności jasne określenie stosunków między właścicielami poszczególnych warstw oraz zapewnienie pełnej kompatybilności z systemem ksiąg wieczystych – przestrzega dr Śledziński.
WSA: ponowna ocena naruszenia RODO z uwzględnieniem wyroku karnego
Stan faktyczny
Sprawa trafiła do WSA w Warszawie na skutek skargi na decyzję Prezesa UODO z 20.12.2023 r., w której Organ nadzorczy stwierdził naruszenie przepisów RODO przez Ministra Zdrowia i nałożył administracyjną karę pieniężną. Przedmiotem kontroli Sądu była zatem legalność tej decyzji w świetle materiału dowodowego zgromadzonego w postępowaniu administracyjnym oraz obowiązujących przepisów prawa.
W toku postępowania sądowoadministracyjnego szczególnego znaczenia nabrał prawomocny wyrok Sądu karnego z września 2025 r., wydany w sprawie dotyczącej odpowiedzialności karnej osoby pełniącej funkcję Ministra Zdrowia. Jak wynikało z tego rozstrzygnięcia, Sąd karny ustalił, że doszło do przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego poprzez ujawnienie, za pośrednictwem środków masowego komunikowania, danych osobowych o charakterze danych dotyczących zdrowia osobom nieuprawnionym. Ustalenia te dotyczyły ujawnienia danych oraz okoliczności ich wykorzystania.
WSA, odnosząc się do powyższych okoliczności, zaakcentował znaczenie prawomocnego wyroku Sądu karnego dla postępowania administracyjnego. Jak wynika również z komunikatu Prezesa UODO omawiającego sprawę, Sąd wskazał na zasadę związania organu administracyjnego ustaleniami faktycznymi wynikającymi z prawomocnego wyroku karnego. Oznacza to, że organ ponownie rozpoznający sprawę nie może dowolnie kształtować ustaleń faktycznych w zakresie objętym tym wyrokiem, lecz powinien je uwzględnić jako punkt odniesienia dla dalszej oceny prawnej.
Na tym tle WSA uznał, że decyzja Prezesa UODO została wydana w stanie faktycznym, który, w chwili jej podejmowania, nie obejmował jeszcze ustaleń wynikających z późniejszego, prawomocnego rozstrzygnięcia Sądu karnego. W konsekwencji Sąd stwierdził, że utrzymanie tej decyzji w obrocie prawnym bez ponownej oceny sprawy z uwzględnieniem nowych okoliczności byłoby niezasadne. Z tego względu decyzja została uchylona, a sprawa przekazana Prezesowi UODO do ponownego rozpoznania.
Jednocześnie WSA nie odniósł się w sposób rozstrzygający do zasadności samej kwalifikacji naruszeń RODO. Sąd nie zakwestionował także wprost ustaleń dotyczących charakteru danych i ich ujawnienia, koncentrując się na konieczności uwzględnienia wyroku karnego. Wskazał natomiast na konieczność ponownego przeanalizowania sprawy przy uwzględnieniu ustaleń Sądu karnego, które mogą mieć znaczenie dla oceny m.in. charakteru działania, stopnia zawinienia oraz ogólnej wagi naruszenia.
W praktyce oznacza to, że ponowne postępowanie przed Prezesem UODO powinno uwzględniać nie tylko materiał dowodowy zgromadzony pierwotnie, lecz także ustalenia wynikające z wyroku karnego, w zakresie, w jakim odnoszą się one do okoliczności faktycznych będących przedmiotem sprawy administracyjnej.
Stan prawny
Podstawą rozstrzygnięcia Prezesa UODO były w szczególności przepisy rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27.4.2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) (Dz.Urz. UE L z 2016 r. Nr 119, s. 1), w tym:
- art. 5 ust. 1 lit. a i f oraz ust. 2 RODO (zasady zgodności z prawem, poufności i rozliczalności),
- art. 6 ust. 1 RODO (podstawa prawna przetwarzania),
- art. 9 ust. 1 RODO (zakaz przetwarzania danych szczególnych kategorii),
- art. 24, 25 i 32 RODO (środki techniczne i organizacyjne),
- art. 33 i 34 RODO (obowiązki w zakresie naruszeń ochrony danych).
Organ wskazał, że dane ujawnione przez Ministra Zdrowia stanowiły dane dotyczące zdrowia, a więc szczególną kategorię danych osobowych w rozumieniu art. 9 ust. 1 RODO. Ich przetwarzanie wymaga spełnienia przesłanek określonych w art. 9 ust. 2 RODO, których w analizowanej sprawie nie wykazano.
Jednocześnie Prezes UODO podkreślił, że dostęp do danych w systemie informacji w ochronie zdrowia jest ściśle związany z realizacją ustawowych zadań ministra właściwego do spraw zdrowia. Wykorzystanie tych danych w celach innych niż przewidziane w ustawie, w tym w celach komunikacji publicznej, zostało uznane za działanie bez podstawy prawnej.
W decyzji wskazano również na naruszenia w obszarze bezpieczeństwa danych, w tym brak adekwatnych środków organizacyjnych oraz niewłaściwą analizę ryzyka, a także na nieprawidłowe wykonanie obowiązków informacyjnych wobec osoby, której dane dotyczą.
Postępowanie przed WSA
Sprawa trafiła do WSA w Warszawie, który rozpoznawał skargę na decyzję Prezesa UODO.
W toku postępowania istotne znaczenie uzyskał prawomocny wyrok Sądu karnego z września 2025 r., wydany w sprawie dotyczącej odpowiedzialności karnej Ministra Zdrowia. Sąd karny ustalił, że doszło do przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego, polegającego na ujawnieniu danych osobowych o charakterze danych dotyczących zdrowia osobom nieuprawnionym.
WSA, odnosząc się do tych ustaleń, wskazał, co podkreślono również w komunikacie Prezesa UODO omawiającym sprawę, że organ administracyjny jest związany prawomocnym wyrokiem sądu karnego w zakresie ustaleń faktycznych.
W konsekwencji Sąd uznał, że decyzja Prezesa UODO z grudnia 2023 r. została wydana bez uwzględnienia istotnych okoliczności wynikających z późniejszego rozstrzygnięcia sądu karnego. Z tego względu została ona uchylona, a sprawa przekazana do ponownego rozpoznania przez Organ nadzorczy.
WSA nie zakwestionował zasadniczo samej kwalifikacji naruszeń RODO, lecz wskazał na konieczność ponownej oceny sprawy przy uwzględnieniu wiążących ustaleń Sądu karnego, które wpływają na ocenę charakteru i wagi naruszenia.
Znaczenie orzeczenia
Orzeczenie WSA ma istotne znaczenie dla praktyki stosowania przepisów o ochronie danych osobowych w kilku wymiarach.
Po pierwsze, potwierdza ono znaczenie prejudycjalne wyroków karnych w postępowaniach administracyjnych dotyczących naruszeń RODO. Ustalenia sądu karnego, w szczególności dotyczące bezprawności działania i jego charakteru, nie mogą być pomijane przez organ nadzorczy.
Po drugie, sprawa uwidacznia szczególny standard ochrony danych przetwarzanych w rejestrach publicznych, zwłaszcza danych medycznych. Ich wykorzystanie poza celami ustawowymi, nawet przez organ władzy publicznej, prowadzi do naruszenia podstawowych zasad RODO.
Po trzecie, orzeczenie akcentuje znaczenie właściwego wdrożenia środków organizacyjnych i procedur wewnętrznych, w tym kontroli dostępu do danych oraz formalizacji kanałów ich przekazywania.
Komentarz praktyczny
Z perspektywy praktyki stosowania prawa omawiane orzeczenie należy postrzegać przede wszystkim jako potwierdzenie, że naruszenia ochrony danych osobowych mogą podlegać równoległej ocenie w różnych reżimach odpowiedzialności, administracyjnym i karnym, przy czym ustalenia w jednym z tych postępowań mogą determinować przebieg drugiego.
Dla administratorów danych, w tym podmiotów publicznych, kluczowy wniosek jest następujący: dostęp do danych w ramach systemów publicznych nie oznacza swobody ich wykorzystania. Każde użycie danych musi mieścić się w granicach wyznaczonych przepisami prawa materialnego, w tym przepisami sektorowymi określającymi cele przetwarzania.
Znaczenie ma również aspekt organizacyjny. Sprawa pokazuje, że brak formalnych procedur, niewystarczająca analiza ryzyka czy wykorzystywanie nieautoryzowanych kanałów komunikacji, mogą być kwalifikowane jako naruszenie obowiązków wynikających z art. 24, 25 i 32 RODO, niezależnie od samego faktu ujawnienia danych.
Wreszcie, orzeczenie wskazuje na konieczność rzetelnego wykonywania obowiązków związanych z naruszeniami ochrony danych, w szczególności obowiązku informowania osób, których dane dotyczą. Niedopełnienie tych obowiązków stanowi odrębne naruszenie i może wpływać na ocenę całokształtu sprawy.
W praktyce oznacza to, że administratorzy powinni traktować zarządzanie incydentami jako integralny element systemu zgodności z RODO, a nie jedynie działanie następcze wobec naruszenia.
Wyrok WSA w Warszawie z 2.3.2026 r., II SA/Wa 285/24
Zmiany w przepisach o mobbingu nie podobają się radcom prawnym
Mobbing, dyskryminacja, molestowanie i nierówne traktowanie w zatrudnieniu to zjawiska, które mimo obowiązujących regulacji prawnych, wciąż stanowią istotne wyzwania w miejscu pracy. W odpowiedzi na skalę problemu oraz potrzebę skuteczniejszej ochrony osób dotkniętych niewłaściwym traktowaniem, w Sejmie procedowany jest rządowy projekt zmian w przepisach w tym obszarze. Chodzi o projekt nowelizacji kodeksu pracy oraz kodeksu postępowania cywilnego.
Zastrzeżenia do nich, podczas pierwszego czytania w Sejmie, mieli m.in. posłowie. Wcześniej sporo uwag zgłosił także biznes.
Nowe przepisy zwiększą niepewność
Okazuje się, że wspomniany projekt nie do końca satysfakcjonuje również samorząd radcowski. Krajowa Izba Radców Prawnych (KIRP) przesłała do Sejmu opinię, w której krytycznie odnosi się do części zaproponowanych zmian.
Na wstępie zwraca uwagę na dysproporcję w liczbie skarg składanych do Państwowej Inspekcji Pracy, opartych na zarzutach o mobbing, dyskryminację, molestowanie i nierówne traktowanie w zatrudnieniu, a ich zasadnością, potwierdzoną w toku działań kontrolnych inspekcji. W ocenie KIRP, wbrew temu, co wynika z uzasadnienia projektu, przyczyna takiego stanu może leżeć nie tylko w kwestiach dowodowych, ale przede wszystkim w nieznajomości znamion tych deliktów przez zgłaszających skargi. Z tego względu, w ocenie samorządu radcowskiego, istnieje potrzeba takiej zmiany przepisów w tym obszarze, aby były jasne i zrozumiałe dla osób, które nie dysponują pogłębioną wiedzą prawniczą. Problem w tym, że projekt, ich zdaniem, nie do końca idzie w tym kierunku. Przykład? Jak wskazuje KIRP nowelizacja wprowadza dwa nowe pojęcia: dyskryminacji przez asocjację (z powodu związku z inną osobą) oraz dyskryminacji przez asumpcję (ma swoje źródło w błędnym założeniu, że pracownik posiada jakąś cechę chronioną). „To działanie, które nie ułatwi adresatom tych przepisów ich rozumienia” – czytamy w opinii. Dalej wskazuje, że z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że tylko to pogłębi sygnalizowany na wstępie problem z orientacją w tych regulacjach. W efekcie, przepisy zamiast pogłębić ochronę prawną, mogą zwiększyć liczbę spraw w sądach.
Ale to nie wszystko. KIRP negatywnie ocenia też wprowadzenie przepisu, zgodnie z którym „pracodawca ma obowiązek aktywnie i stale przeciwdziałać naruszaniu zasady równego traktowania w zatrudnieniu przez stosowanie w szczególności działań prewencyjnych, wykrywanie naruszenia tej zasady oraz właściwe reagowanie na jej naruszenie, a także przez działania naprawcze i wsparcie osób dotkniętych nierównym traktowaniem”. Radcowie wskazują, że regulacja ta bazuje na zwrotach ocennych: „właściwe reagowanie” i wieloznacznych: „działania prewencyjne”, czy „działania naprawcze”. Szczególne wątpliwości wiążą się, ich zdaniem, z obowiązkiem wsparcia osób dotkniętych nierównym traktowaniem. „Czy z tego przepisu miałoby wynikać finansowanie przez pracodawcę doraźnej lub stałej pomocy psychologicznej” – pytają. W ich ocenie, przepis nie wyklucza takiej interpretacji.
KIRP krytykuje też przepis ustalający minimalne zadośćuczynienie za mobbing. Będzie ono wynosić do sześciokrotności minimalnego wynagrodzenia za pracę. Jak wskazują radcowie, nie pozwala to sądowi na miarkowanie wysokości zadośćuczynienia, w zależności od okoliczności konkretnej sprawy.
Za wyjątkowo kontrowersyjny radcowie uważają też przepis nakazujący, aby w postępowaniu dotyczącym roszczeń z tytułu mobbingu, sąd każdorazowo oceniał również, czy doszło do innego naruszenia dóbr osobistych pracownika w rozumieniu art. 111 KP. Jak zauważają, zgodnie z przepisami procedury cywilnej sąd nie może przecież co do kwestii, które nie były objęte żądaniem, ani zasądzać ponad to żądanie.
Co zmienia projekt?
Przypomnijmy, że propozycja rządu skupia się w głównej mierze na zmianach dotyczących definicji mobbingu. Uznano, że jego podstawową cechą będzie to, że stanowi on uporczywe nękanie pracownika. Ponadto wykluczono z definicji tego zjawiska zachowania incydentalne i jednorazowe, choćby stanowiły one naruszenie dóbr osobistych osoby zatrudnionej. Ale to nie wszystko. W projekcie znalazły się też modyfikacje dotyczące innych form przemocy, np. molestowania (doprecyzowano, że na takie zachowanie mogą się składać fizyczne, werbalne lub pozawerbalne elementy).
Ponadto rząd nowelizuje też regulacje dotyczące dyskryminacji. W tym obszarze pojawiły się dwa nowe pojęcia: dyskryminacji przez asocjację oraz dyskryminacji przez asumpcję. Co to takiego?
Przypomnijmy, że dyskryminacja przez asocjację dotyczy sytuacji, gdy pracownik jest nierówno traktowany z powodu cechy osoby, z którą jest związany (dyskryminacja z powodu związku z inną osobą). Takie powiązania mogą mieć szeroki charakter, np. rodzinne, emocjonalne, towarzyskie.
Z kolei dyskryminacja przez asumpcję ma swoje źródło w błędnym założeniu, że pracownik posiada jakąś cechę chronioną (np. związaną z niepełnosprawnością, orientacją seksualną, wyznaniem), mimo że w rzeczywistości jej nie posiada (dyskryminacja z powodu przypisanej, nieprawdziwej cechy).
Rząd chce też zobowiązać firmy do określenia zasad przeciwdziałania mobbingowi i dyskryminacji w regulaminie pracy lub w układzie zbiorowym (ewentualnie w obwieszczeniu, jeżeli zatrudnia co najmniej 9 pracowników). Pracodawcy zatrudniający mniej niż 9 osób będą musieli z kolei zakomunikować pracownikom przyjęte w tym zakresie reguły i procedury tak, aby mieli oni w tym temacie odpowiednią wiedzę i informacje.
Zgodnie z projektem wzrośnie też minimalne zadośćuczynienie za mobbing. Będzie ono wynosić do sześciokrotności minimalnego wynagrodzenia za pracę (obecne przepisy nie określają minimalnej kwoty).
Etap legislacyjny: po pierwszym czytaniu w Sejmie
LEGISLACJA
SN też ma uwagi do zmian w mobbingu
Pod opinią SN do projektu podpisała się pierwsza prezes Małgorzata Manowska. Postuluje w niej podwyższenie kwoty zadośćuczynienia należnego pracownikowi nierówno traktowanemu.
W jej ocenie wysokość dolnej granicy kwoty, która przysługuje szczególnie pracownikowi pokrzywdzonemu działaniem dyskryminacyjnym o znamionach molestowania, powinna być wyższa niż równowartość minimalnego wynagrodzenia, która wynika z projektu. W opinii wskazano też, że doprecyzowania wymaga pojęcie „wielokrotnego naruszenia zasady równego traktowania w zatrudnieniu”, za które przysługuje wyższe zadośćuczynienie.
Ale to nie wszystko. Podkreślono także, że naruszenie zasady równego traktowania może powodować nie tylko krzywdę, ale również szkodę materialną. Dlatego, zdaniem pierwszej prezes SN, należałoby wprost uregulować, że można dochodzić z tego tytułu zarówno zadośćuczynienia, jak i odszkodowania. Zdaniem autorki trudno także zrozumieć, dlaczego projektodawca zdecydował się przekazać sądom rejonowym sprawy o roszczenia niemajątkowe wywodzone ze stosunku pracy.
Przesłanki weryfikujące naruszenie stosunków wodnych
Opis okoliczności faktycznych
Wójt decyzją wydaną na podstawie art. 234 ust. 3 ustawy z 20.7.2017 r. – Prawo wodne (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 960; dalej: PrWod) nakazał właścicielom działek (…) i (…) przywrócenie stanu poprzedniego, tj. usunięcie gruntu na tych działkach wzdłuż ogrodzenia działki (…) w pasie o szerokości 1 m, do wysokości minimum 5 cm poniżej krawędzi obecnej podmurówki tego ogrodzenia, ewentualnie zastosowanie innych skutecznych rozwiązań technicznych pozwalających na zagospodarowanie wód opadowych w rejonie działek. Powyższa decyzja została wydana na podstawie opinii biegłego i odpowiada zamieszczonym tam zaleceniom.
M.B. i B.B., będący właścicielami zalewanych działek, wnieśli odwołanie od powyższej decyzji, żądając jej uzupełnienia, bowiem nakazane w decyzji działania są ich zdaniem niewystarczające.
Stanowisko SKO
Decyzją Samorządowego Kolegium Odwoławczego uchylono zaskarżoną decyzję, a sprawę przekazano do ponownego rozpoznania. Zdaniem organu odwoławczego decyzja organu I instancji była przedwczesna, zachodzi bowiem konieczność uzupełnienia materiału dowodowego w znacznej części oraz dokładnego i wszechstronnego rozpoznania sprawy.
Po pierwsze organ I instancji nie ustalił konkretnej szkody. Po drugie, w świetle przedłożonej opinii nie jest zdaniem SKO oczywiste, że doszło do zmiany stanu wody na gruntach. Organ odwoławczy nie znalazł też odpowiedzi na pytanie, czy to właściciele działek mieli wpływ na zmianę stosunków wodnych, czyli zmienili naturalny spływ wód opadowych i czy są odpowiedzialni za występowanie podwyższenia gruntu, czy też podwyższenie to zostało samoistnie uformowane.
M. B. i B. B. złożyli sprzeciw od powyższej decyzji.
Stanowisko WSA
Wojewódzki Sąd Administracyjny po rozpoznaniu sprzeciwu M.B. i B.B. od decyzji Samorządowego Kolegium Odwoławczego w przedmiocie nakazu przywrócenia poprzedniego stanu wody na gruncie, uchylił zaskarżoną decyzję.
Organ odwoławczy może uchylić zaskarżoną decyzję w całości i przekazać sprawę do ponownego rozpatrzenia organowi I instancji, gdy decyzja ta została wydana z naruszeniem przepisów postępowania, a konieczny do wyjaśnienia zakres sprawy ma istotny wpływ na jej rozstrzygnięcie. Przekazując sprawę, organ ten powinien wskazać, jakie okoliczności należy wziąć pod uwagę przy ponownym rozpatrzeniu sprawy. Organ odwoławczy może więc wydać decyzję kasacyjną, gdy organ I instancji przy rozpatrywaniu sprawy nie przeprowadził w ogóle postępowania wyjaśniającego lub naruszył przepisy postępowania w stopniu uzasadniającym uznanie sprawy za niewyjaśnioną i przez to niekwalifikującą się do merytorycznego rozstrzygnięcia przez organ II instancji albo w przypadku istotnych braków postępowania wyjaśniającego, gdy jest możliwa zgoda stron na usunięcie nieprawidłowości w postępowaniu odwoławczym, na podstawie art. 136 § 2 i 3 KPA. Przepisów tych nie stosuje się tylko wtedy, jeżeli przeprowadzenie przez organ odwoławczy postępowania wyjaśniającego w zakresie niezbędnym do rozstrzygnięcia sprawy byłoby nadmiernie utrudnione.
Kasatoryjne rozstrzygnięcie może więc zapaść wyłącznie, gdy wątpliwości organu II instancji co do stanu faktycznego nie da się wyeliminować w trybie art. 136 KPA. Konieczność uzupełnienia w niewielkim zakresie postępowania dowodowego, przez przeprowadzenie określonego dowodu, mieści się w kompetencjach organu odwoławczego do uzupełnienia postępowania, wyłączając dopuszczalność decyzji kasacyjnej. Zasadą jest bowiem, że organ odwoławczy wydaje rozstrzygnięcie co do istoty sprawy, co zgodnie z art. 138 § 1 KPA następuje przez wydanie rozstrzygnięcia merytorycznego, natomiast odstępstwem od tej zasady jest, wynikające z omawianego przepisu, uprawnienie organu odwoławczego do wydania decyzji kasacyjnej.
Podnieść również należy, że w świetle art. 138 § 2 KPA konieczny do wyjaśnienia zakres sprawy, mający istotny wpływ na jej rozstrzygnięcie, sąd powinien oceniać przez pryzmat przepisów prawa materialnego mogących mieć zastosowanie w danej sprawie. W świetle art. 234 PrWod, wydanie decyzji wymaga uprzedniego dokonania ustaleń: czy nastąpiła zmiana stosunków wodnych na gruncie, czy nastąpił szkodliwy wpływ na gruncie sąsiednim oraz czy szkoda ta wynika ze zmiany stosunków wodnych. Przesłanki te muszą zaistnieć łącznie, a wydanie decyzji nakazującej właścicielowi gruntu przywrócenie stanu poprzedniego lub wykonanie urządzeń zapobiegających szkodom w innych warunkach, jest niedopuszczalne. W sprawach z zakresu naruszenia stosunków wodnych na gruncie opinia biegłego stanowi zwykle istotny dowód w sprawie, ocena bowiem istotnych kwestii w tym zakresie często wymaga wiedzy specjalnej. W przedmiotowym postępowaniu, wbrew stanowisku Kolegium, sporządzona opinia stanowiła zdaniem Sądu wystarczającą podstawę do wydania decyzji na podstawie art. 234 ust. 3 PrWod.
Sąd nie zgodził się przede wszystkim ze stwierdzeniem Kolegium, że w sprawie nie ustalono konkretnej szkody. Teza ta jest w świetle materiału dowodowego całkowicie chybiona i świadczy o niezrozumieniu opinii. Fakt zalewania działki był nie po raz pierwszy zgłaszany przez jej właścicieli, a jak wynika z opinii biegłego, był już przez niego badany – i potwierdzony – w 2020 r. Problem ten potwierdzają również zdjęcia załączone do opinii, ilustrujące foliowe zabezpieczenia płotu, które mają zapobiegać przedostawaniu się wody. Biegły wyraźnie określił, że szkody mają charakter materialny i niematerialny. Polegają one na zalewaniu działki skoncentrowanym strumieniem wód z wysoką zawartością zawiesin, które pozostają na posesji jako konieczny do usunięcia namuł, także na ograniczeniu użytkowania części posesji, a ponadto powodują dyskomfort i zagrożenie dla mienia mieszkańców. Należy pamiętać, że szkodliwe oddziaływanie w rozumieniu art. 234 ust. 3 Prawa wodnego nie musi konotować ze szkodą majątkową. Może sprowadzać się również do niebezpieczeństwa zalania lub zatopienia. Sam fakt pojawienia się wody stojącej tam, gdzie jej wcześniej nie było na działce, pozostający w związku przyczynowo-skutkowym ze zmianą stosunków wodnych na działce sąsiedniej, jest szkodą.
Biegły przedstawił w opinii wyczerpująco ocenę zaistniałej sytuacji. Sięgnął przy tym do swojej poprzedniej opinii z 2020 r. i wyjaśnił, że ówczesne zalewanie działek nie było wynikiem zmiany stanu wody na gruncie, lecz naturalnym skutkiem usytuowania działek i spływu rozproszonego, zachodzącego zgodnie z naturalnym nachyleniem terenu. W chwili obecnej, spływ rozproszony również ma miejsce, jednakże zaistniał nowy problem w postaci miejscowej wypukłości terenu. Wypukłość ta powstała w wyniku blokowania spływu na ogrodzeniu działki, co sprzyja deponowaniu osadów, oraz przejściem gruntu ornego z działki (…). Powyższy proces jest niewątpliwie związany z prowadzonymi zabiegami agrotechnicznymi jak orka, czy bronowanie. Powstała wypukłość blokuje spływ wody w dół stoku i przekierowuje lokalną część strumienia w kierunku działki (…).
Biegły jednoznacznie ocenił, że „proces ten musi być klasyfikowany jako zalewanie strumieniem skoncentrowanym wód opadowych, co spełnia kryteria zmiany stanu wody na gruncie, szkodliwej dla gruntów sąsiednich”. Zaistnienie zmiany stanu wody zostało zatem jednoznacznie stwierdzone przez biegłego, a ocena ta, która uszła uwadze Kolegium, jest w pełni wiarygodna i daleko jej do ogólników, została bowiem wyczerpująco uzasadniona. W ocenie Sądu organ I instancji miał wszelkie podstawy, aby oprzeć się na sporządzonej w sprawie opinii biegłego, która jest poprawna pod względem formalnym oraz zawiera wiarygodne i szczegółowo uzasadnione wnioski. Wbrew zarzutom Kolegium materiał dowodowy nie wymagał uzupełnienia, a sprawa została wystarczająco rozpoznana.
Komentarz
WSA, odnosząc się do zagadnienia naruszenia stosunków wodnych, podkreślił, że kwestia legalności działań, które doprowadziły do zmiany stosunków wodnych nie ma żadnego znaczenia. Liczy się obiektywny stan zwiększenia się bądź zmniejszenia ilości wody na gruncie. Jest to takie działanie, które ingeruje w naturalny stan wody na danym terenie związany z jego ukształtowaniem, warunkami przyrodniczymi i hydrologicznymi. Okolicznością irrelewantną jest natomiast przyczyna, która do tego stanu rzeczy doprowadziła. Badaniu podlega to, czy na gruncie sąsiednim nastąpiła szkoda oraz czy istnieje związek przyczynowy pomiędzy zmianą a szkodą. Fakt legalności działania czy zawinienia nie wpływa na możliwość skorzystania przez organ z kompetencji do ingerencji w prawo własności poprzez wydanie decyzji nakazującej z art. 234 ust. 3 PrWod. Celem jest eliminacja szkodliwego oddziaływania.
Wyrok WSA w Krakowie z 13.2.2026 r., II SA/Kr 36/26