Działalność agentów piłkarskich a unijny zakaz karteli
Stan faktyczny
Niemiecki związek piłki nożnej (dalej: DFB) przyjął w 2015 r. regulamin usług pośrednictwa świadczonych przez agentów sportowych (dalej: RfSV). RfSV przewiduje m.in.: obowiązek rejestracji agentów; podporządkowanie agenta różnym statutom, regulaminom i zasadom Międzynarodowej Federacji Piłki Nożnej (FIFA), DFB oraz Niemieckiej Ligi Piłki Nożnej (DFL), w tym podporządkowanie jurysdykcji DFB; obowiązek ujawniania wynagrodzeń i płatności na rzecz agentów; kary za naruszenie nałożonych w nim obowiązków. Ponadto zakazuje udziału agenta w przyszłych przychodach transferowych klubu w przypadku pośrednictwa w nabyciu oraz pobierania prowizji za pośrednictwo dotyczące zawodników niepełnoletnich.
Spółki niemiecka i austriacka, prowadzące działalność w zakresie pośrednictwa w transferach piłkarzy oraz członek zarządu jednej z nich, zaskarżyli RfSV przed niemieckimi sądami, twierdząc, że jest on sprzeczny z unijnym zakazem karteli. Niemiecki Federalny Trybunał Sprawiedliwości powziął m.in. wątpliwości, czy RfSV podlega zasadom wypracowanym przez TS w wyrokach z 19.2.2002 r., Wouters i in., C-309/99, Legalis, a także z 18.7.2006 r., Meca-Medina i Majcen/Komisja, C-519/04 P, Legalis, dopuszczających wyłączenie spod zakresu art. 101 TFUE przewidującego zakaz karteli.
Stanowisko TS
Wyłączenie z zakresu unijnego zakazu karteli
Zgodnie z utrwalonym orzecznictwem TS uprawianie sportu – w zakresie, w jakim stanowi ono działalność gospodarczą – podlega unijnym przepisom mającym zastosowanie do takiej działalności (wyrok TS z 30.4.2026 r., CD Tondela i in., C-133/24, pkt 29). Za niezwiązane w jakikolwiek sposób z działalnością gospodarczą można uważać jedynie pewne przepisy szczególne, które z jednej strony zostały przyjęte wyłącznie ze względów o charakterze niegospodarczym, a z drugiej strony dotyczą kwestii związanych jedynie ze sportem jako takim. Trybunał uznał, że postanowienia RfSV nie należą do przepisów, do których można by zastosować powyższy wyjątek i nie można się na niego powoływać w celu wyłączenia z zakresu stosowania postanowień TFUE dotyczących prawa gospodarczego UE. Sąd odsyłający wskazał, że te przepisy RfSV nie tylko odnoszą się bezpośrednio do klubów i zawodników, określając warunki, na jakich mogą oni korzystać z usług agentów sportowych, ale dotyczą również pośrednio samych agentów, nakładając na nich pewne obowiązki, których muszą przestrzegać, aby reprezentować te kluby i zawodników w ramach określonych transakcji. Skoro jednak taka działalność stanowi świadczenie usług za wynagrodzeniem, polegające na pośrednictwie w zatrudnianiu sportowców, zdaniem TS należy ją uznać za działalność gospodarczą.
Art. 101 TFUE to ma zastosowanie wyłącznie do „porozumień między przedsiębiorstwami”, „decyzji związków przedsiębiorstw” lub „praktyk uzgodnionych”. W niniejszej sprawie DFB zrzesza 27 niemieckich związków piłki nożnej, których członkami są m.in. kluby prowadzące działalność gospodarczą polegającą na oferowaniu produktów lub usług na różnych rynkach, ttakich jak rynek sprzedaży biletów na imprezy sportowe czy rynek usług sponsoringowych. W ocenie TS można zatem uznać, że DFB posiada status związku przedsiębiorstw zarówno na tych rynkach, jak i na rynkach wyższego szczebla, takich jak rynki rekrutacji zawodników lub trenerów czy też usług agentów przy transferach profesjonalnych zawodników lub trenerów z jednego klubu do drugiego. Ponadto z akt sprawy nie wynika, by RfSV został formalnie przyjęty w ramach wykonywania typowych prerogatyw władzy publicznej. W związku z tym TS uznał, że RfSV może być objęty zakresem stosowania art. 101 TFUE.
Zakaz karteli
Zgodnie z art. 101 ust. 1 TFUE niezgodne z rynkiem wewnętrznym i zakazane są wszelkie porozumienia między przedsiębiorstwami, wszelkie decyzje związków przedsiębiorstw i wszelkie uzgodnione praktyki, które mogą wpływać na handel między państwami członkowskimi i których celem lub skutkiem jest zapobieżenie, ograniczenie lub zakłócenie konkurencji wewnątrz rynku wewnętrznego.
Z orzecznictwa TS wynika, że wszelkie porozumienia między przedsiębiorstwami, wszelkie decyzje związku przedsiębiorstw lub wszelkie praktyki uzgodnione, które ograniczają swobodę działania przedsiębiorstw będących stronami tego porozumienia lub zobowiązanych do przestrzegania tej decyzji lub uczestniczących w tej praktyce, niekoniecznie wchodzą w zakres zakazu ustanowionego w art. 101 ust. 1 TFUE.
Badanie kontekstu gospodarczego i prawnego, w jaki wpisują się niektóre z tych porozumień i niektóre z tych decyzji, może bowiem prowadzić do stwierdzenia, po pierwsze, że są one usprawiedliwione realizacją jednego lub większej liczby uzasadnionych celów leżących w interesie ogólnym, które same w sobie są pozbawione antykonkurencyjnego charakteru, po drugie, że konkretne środki, które wykorzystano do realizacji tych celów, są rzeczywiście do tego konieczne, a po trzecie, że nawet jeśli okaże się, iż nieodłącznym skutkiem tych środków jest ograniczenie lub zakłócenie konkurencji, przynajmniej potencjalnie, ów skutek nie wykracza poza to, co konieczne, w szczególności nie dochodzi do wyeliminowania wszelkiej konkurencji (wyrok CD Tondela i in., pkt 91).
Trybunał orzekł, że art. 101 ust. 1 TFUE należy interpretować w ten sposób, że wyjątek od stosowania tego postanowienia do ograniczeń konkurencji służących realizacji uzasadnionego celu leżącego w interesie ogólnym, ustanowiony przez Trybunał w wyrokach w sprawie Wouters i in. oraz w sprawie Meca-Medina i Majcen/Komisja, może mieć zastosowanie do regulaminu przyjętego przez federację sportową, który jest skierowany do jej członków i reguluje korzystanie z usług przedsiębiorstw trzecich nienależących do tej federacji, pod warunkiem że regulamin ten:
– został przyjęty przez tę federację działającą w tym zakresie jako przedsiębiorstwo lub związek przedsiębiorstw i może wpływać na handel między państwami członkowskimi;
– nie może zostać uznany za porozumienie przedsiębiorstw lub za decyzję związku przedsiębiorstw mającą na celu zapobieżenie, ograniczenie lub zakłócenie konkurencji;
– realizuje jeden lub kilka uzasadnionych celów leżących w interesie ogólnym, które same w sobie nie mają antykonkurencyjnego charakteru i są proporcjonalne do realizacji tego celu lub tych celów, co oznacza, po pierwsze, że jest on odpowiedni do zapewnienia ich realizacji, po drugie, że nie wykracza poza to, co jest konieczne, w tym znaczeniu, że żaden mniej restrykcyjny środek nie pozwalałby na osiągnięcie w sposób równie skuteczny wspomnianego celu lub wspomnianych celów, a po trzecie, że nie wywiera on skutków na konkurencję, które byłyby nieproporcjonalne do interesu ogólnego, jakim jest realizacja tego samego celu lub tych samych celów, w szczególności poprzez wyeliminowanie wszelkiej konkurencji.
Trybunał orzekł również, że art. 101 ust. 1 TFUE należy interpretować w ten sposób, iż w celu ustalenia, czy wyjątek ustanowiony w wyrokach w sprawie Wouters i in. oraz w sprawie Meca-Medina i Majcen/Komisja znajduje zastosowanie, związane z tym warunki nie muszą być koniecznie oceniane w odniesieniu do każdego z przepisów danego regulaminu, lecz w odniesieniu do zbioru przepisów realizujących odrębny cel lub wywołujących odrębny skutek.
Komentarz
Wyrok wpisuje się w serię niedawnych orzeczeń TS dotyczących stosowania unijnego prawa konkurencji do regulacji piłkarskich. Należą do niej również wyrok z 30.4.2026 r., CD Tondela i in., C-133/24 oraz wyrok z 16.7.2026 r., RRC Sports, C-209/23.
Z prezentowanego wyroku wynika, że regulamin przyjęty przez federację sportową, który jest skierowany do jej członków i jednocześnie reguluje korzystanie z usług osób trzecich nienależących do tej federacji, takich jak agenci sportowi – może być wyłączony od stosowania art. 101 ust. 1 TFUE. Tym samym okoliczność, że ci agenci nie są członkami związku, nie wyłącza automatycznie możliwości uznania takiego regulaminu za uzasadniony w świetle kryteriów sformułowanych przez Trybunał w wyrokach w sprawach Wouters i in. oraz Meca-Medina i Majcen/Komisja. Natomiast konieczne jest zweryfikowanie, czy taki regulamin z jednej strony nie może zostać uznany za decyzję związku przedsiębiorstw mającą na celu ograniczenie konkurencji, a z drugiej strony czy jest uzasadniony realizacją celu leżącego w interesie ogólnym, np. integralność zawodów sportowych, w świetle którego okazuje się on odpowiedni, konieczny i proporcjonalny sensu stricto. Trybunał podkreślił, że ocena w tym zakresie należy do sądu krajowego, natomiast w uzasadnieniu niniejszego wyroku TS wyjaśnił szczegółowe kryteria, jakie ten sąd powinien wziąć pod uwagę.
Wyrok ten powinien zostać uwzględniony odpowiednio w kontekście podobnych sporów w Polsce.
Wyrok TS z 9.7.2026 r., ROGON i in., C-428/23
Co z solidarną odpowiedzialnością VAT za usługi niematerialne?
Zgodnie z art. 105a ust. 1 ustawy z 11.3.2004 r. o podatku od towarów i usług (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 775; dalej: VATU), podatnik, na rzecz którego dokonano dostawy towarów objętych obowiązkowym MPP, odpowiada solidarnie wraz z podmiotem dokonującym tej dostawy za jego zaległości podatkowe, w części podatku proporcjonalnie przypadającej na dostawę dokonaną na jego rzecz, jeżeli w momencie dokonania tej dostawy podatnik wiedział lub miał uzasadnione podstawy do tego, aby przypuszczać, że cała kwota podatku przypadająca na dokonaną na jego rzecz dostawę lub jej część nie zostanie wpłacona na rachunek urzędu skarbowego. Podatnik miał uzasadnione podstawy do tego, aby przypuszczać, że cała kwota podatku przypadająca na dokonaną na jego rzecz dostawę towarów lub jej część nie zostanie wpłacona na rachunek urzędu skarbowego, jeżeli okoliczności towarzyszące tej dostawie towarów lub warunki, na jakich została ona dokonana, odbiegały od okoliczności lub warunków zwykle występujących w obrocie tymi towarami, w szczególności jeżeli cena za dostarczone podatnikowi towary była bez uzasadnienia ekonomicznego niższa od ich wartości rynkowej.
Zakres solidarnej odpowiedzialności zostanie niebawem rozszerzony także o usługi. Wbrew pierwotnym zapowiedziom, nie chodzi o usługi wskazane w załączniku 15 do VATU (a więc objęte obowiązkowym MPP). VATU wzbogaci się za to o zupełnie nowy załącznik 16, który obejmie szereg usług niematerialnych. To one właśnie będą solidarną odpowiedzialnością objęte. Skąd ten pomysł? Z życia. O częstym wykorzystywaniu usług niematerialnych do wystawiania tzw. pustych faktur świadczą zarówno doświadczenia KAS, jak i bogate orzecznictwo sądów administracyjnych dotyczące wykluczenia prawa do odliczenia VAT wykazanego na fakturach dokumentujących fikcyjne usługi niematerialne.
Katalog usług niematerialnych
Projektodawca proponuje wprowadzenie odpowiedzialności solidarnej w odniesieniu do niektórych usług niematerialnych. Chodzi konkretnie o usługi sklasyfikowane jako:
- PKWIU 62.01 – usługi związane z oprogramowaniem;
- PKWIU 62.02.2 – usługi związane z doradztwem w zakresie oprogramowania komputerowego;
- PKWIU 63.11.12 – usługi zarządzania stronami internetowymi (hosting);
- PKWIU 69.20.2 – usługi rachunkowo-księgowe (w tym w zakresie sporządzania listy płac);
- PKWIU 70.22 – pozostałe usługi doradztwa związane z prowadzeniem działalności gospodarczej i usługi zarządzania;
- PKWIU 71.11.24 – usługi doradcze w zakresie projektów architektoniczno-budowlanych;
- PKWIU 72 – usługi w zakresie badań naukowych i prac rozwojowych;
- PKWIU 73.1 – usługi reklamowe;
- PKWIU 73.2 – usługi badania rynku i opinii publicznej;
- PKWIU 74.90 – pozostałe usługi profesjonalne, naukowe i techniczne, gdzie indziej niesklasyfikowane;
- PKWIU 78 – usługi związane z zatrudnieniem;
- PKWIU 82 – usługi związane z administracyjną obsługą biura i pozostałe usługi wspomagające prowadzenie działalności gospodarczej.
Przesłanki odpowiedzialności solidarnej
Odpowiedzialność solidarna za VAT sprzedawcy dotyczyć będzie nabywania ww. usług niematerialnych, jeżeli należność ogółem wynikająca z faktury VAT jest kwotą przekraczającą kwotę 15 000 zł. Odpowiedzialność solidarna będzie również dotyczyć sytuacji, gdy wartość usług, nabywanych od jednego podmiotu świadczącego te usługi, bez kwoty podatku w danym miesiącu będzie wyższa niż 50 000 zł. Zatem w przypadku przekroczenia limitu obrotu odpowiedzialność solidarna będzie stosowana w odniesieniu do wszystkich nabywanych usług, bez względu na wartość pojedynczej faktury je dokumentującej.
Oczywiście, także i w tym przypadku odpowiedzialność solidarna nie będzie bezwarunkowa. Granicą jej stosowania jest uznanie przez organ, że w momencie świadczenia usług podatnik wiedział lub miał uzasadnione podstawy do tego, aby przypuszczać, że cała kwota podatku przypadająca na dokonaną na jego rzecz dostawę towarów lub świadczoną usługę, lub jej część nie zostanie wpłacona na rachunek urzędu skarbowego. Uzasadnione podstawy do takich przypuszczeń mają istnieć w szczególności wtedy, gdy okoliczności towarzyszące świadczeniu usług lub warunki, na jakich usługi zostały wykonane, odbiegały od okoliczności lub warunków zwykle występujących przy świadczeniu usług tego rodzaju. Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, w której cena usługi była – bez uzasadnienia ekonomicznego – niższa od jej wartości rynkowej.
Solidarna odpowiedzialność nie będzie stosowana także jeśli powstanie zaległości podatkowych związanych z nierzetelną fakturą nie wiązało się z uczestnictwem podmiotu świadczącego usługi niematerialne w nierzetelnym rozliczaniu podatku w celu odniesienia korzyści majątkowej. Aby uniknąć odpowiedzialności, podatnik może też wykazać, że ww. okoliczności lub warunki nie miały wpływu na niezapłacenie podatku. W teorii nie jest więc tak, jak już dziś wieszczą niektórzy znawcy tematu, że w ręce organów podatkowych trafi kolejna atomowa broń przeciw podatnikom. Ale faktem jest, że wskazane definicje związane w praktyce ze zjawiskiem „należytej staranności” są szalenie nieostre i ocenne (podobnie zresztą jak sama należyta staranność).
Nowe przepisy nie mają być stosowane do usług wykonanych przed 1.10.2026 r. – oczywiście pod warunkiem, że ustawa wejdzie w życie w terminie planowanym przez Ministerstwo Finansów.
Komentarz
Ministerstwo Finansów wskazuje, że lista usług niematerialnych podlegających odpowiedzialności solidarnej powstała na bazie analizy przeprowadzonej przez Krajową Administrację Skarbową. Analiza ta wykazała, że nieuczciwi przedsiębiorcy stosunkowo często posługują się tzw. „pustymi fakturami”, których przedmiotem są te konkretne usługi niematerialne.
No właśnie, puste faktury. Wcale nie jest powiedziane, że VAT z nimi związany nie jest płacony do urzędu skarbowego. Wyobraźmy sobie przykład, który (z całym szacunkiem) wydaje się nieco bardziej „życiowy” niż przykłady stosowania nowych przepisów przedstawione przez projektodawcę w uzasadnieniu. Spółka „A” i spółka „B” są powiązane ze sobą. Aby „zoptymalizować” strukturę kosztową i przychodową, a przy okazji także pozycję VAT, spółka „A” „świadczy” usługi doradcze na rzecz spółki „B” za 100 000 PLN netto miesięcznie. Brak jest jednak realnych dowodów wykonania tych usług. Spółka „A” płaci jednak VAT do urzędu skarbowego, spółka „B” go zaś odlicza. W efekcie, po stronie spółki „A” powstaje VAT należny (być może kompensowany naliczonym) i przychód – ale spółka „A” uzyskuje też środki finansowe, być może potrzebne. Spółka „B” zaś odlicza VAT i poszerza bazę KUP (co też może się jej „przydać”).
Nowe regulacje oczywiście nie obejmą wprost takich przypadków (co nie znaczy, że strony „transakcji” mogą spać spokojnie, ale z uwagi na inne przepisy). Nie do końca zrozumiałe jest też miarkowanie przesłanek należytej staranności w oparciu o (przykładowe na szczęście) kryterium ceny, która bez uzasadnienia jest niższa od rynkowej. Kryterium to może i jest trafne w przypadku towarowych karuzel podatkowych. Wydaje mi się, że dla niematerialnych usług cena ta często od rynkowej bywa wyższa, bo model wyłudzeń polega tu na czymś zupełnie innym. I to jest moja główna uwaga do pomysłodawców tych przepisów. Pod płaszczykiem walki z oszustwami, nakładane są bowiem rozwiązania dodatkowo uderzające w podatników „od drugiej strony”. W domyśle – aby jeszcze bardziej ich dyscyplinować. Nie zmienia to faktu, że na usługi niematerialne nie można nagle patrzeć wyłącznie od strony solidarnej odpowiedzialności. Moim zdaniem ryzyko z nimi związane drzemie bowiem gdzie indziej.
PS Usług doradztwa podatkowego nie ma na liście objętej odpowiedzialnością solidarną – gdyby ktoś miał wątpliwości.
Konsument w Polsce stał się towarem
Ustawa frankowa wchodzi w życie 7 sierpnia. Nie zmieniając zasad ochrony konsumenta, da ona sędziom instrumenty, które umożliwią usprawnienie orzekania. Wejście w życie ustawy jest sukcesem, zwłaszcza biorąc pod uwagę niesłychanie mocny lobbing przeciw ustawie, prowadzony przez część kancelarii (paradoksalnie: reprezentujących konsumentów) oraz niepewność procesu politycznego. Zasady PR nakazywałyby więc odtrąbianie sukcesu, odpowiedzialność i doświadczenie podpowiadają jednak działanie kontrintuicyjne. Z punktu widzenia polskich konsumentów znajdujemy się bowiem w trudnym i ważnym momencie. Z jednej strony, rękoma sędziów i przy dużych kosztach społecznych, wynikających z obciążenia sądów sprawami frankowymi, wygaszamy pożar frankowy. Z drugiej strony, ponownie rozpoczęły się prace nad transpozycją dyrektywy o kredycie konsumenckim, tym razem pod auspicjami Ministerstwa Sprawiedliwości. Sposób jej wprowadzenia do prawa krajowego przyczyni się do ustalenia całokształtu ochrony konsumenta w Polsce. Rozpoczęcie konsultacji społecznych bez wątpienia spowoduje zaostrzenie dyskursu na skutek działań lobbingu. Ostry, motywowany ekonomicznie dyskurs uniemożliwia zarazem rozmowę o pryncypiach i ich proporcjonalizacji. A przecież taka dyskusja jest niezbędna społecznie.
Konsumentem jest każdy z nas, a jako konsumenci tworzymy jedną ze stron rynku. Stronę, bez której rynek nie istnieje, o czym zdają się czasami zapominać polscy ekonomiści. Jako społeczeństwo powinniśmy odpowiedzieć na pytanie, jakiego standardu oczekujemy od rynku konsumenckiego? Czy mieści się on w standardzie unijnym, który osiągnąć musimy? A może już go osiągnęliśmy? Czy istnieją obszary, w których konsumenci wciąż potrzebują pomocy? Jeśli tak, czy mają szanse, aby tę pomoc otrzymać? Jakie mechanizmy chcemy wykorzystać, aby zagwarantować przestrzeganie prawa konsumenckiego? I w końcu – jak i z kim o tym rozmawiać?
Co ujawniły franki?
Prace nad ustawą frankową ujawniły mechanizmy, podług których funkcjonuje obecnie ochrona konsumenta w Polsce. Gra interesów, będąca immanentną cechą funkcjonowania rynku, toczy się u nas w sposób wyjątkowo skomplikowany, przy wykorzystaniu fałszywych etykiet, maskujących rzeczywiście realizowane interesy. Paradoksalnie więc, mimo olbrzymiego sukcesu, jaki osiągnęli frankowicze, zgeneralizowane wnioski, jakie narzucają się po zakończeniu prac w odniesieniu do ochrony konsumentów w Polsce, nie są pozytywne. Sukces frankowiczów stał się parawanem przysłaniającym prawdziwy stan rzeczy, a zasady dyskursu publicznego o konsumentach, ukształtowane na tle sporów frankowych, kneblują debatę publiczną.
Jaki mamy system?
Polski system ochrony konsumentów oparty jest z jednej strony o mechanizmy prawa administracyjnego, gdzie uprawnienia konsumenta gwarantowane są przez władcze decyzje organu publicznego i – z drugiej – prawa prywatnego, gdzie to konsument decyduje o dochodzeniu swoich praw przed sądem. Centralną funkcję w systemie pełni organ publiczny, Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. To on odpowiada za kształt i realizację polityki konsumenckiej. Jego zadaniem jest podnoszenie poziomu dobrobytu konsumentów, przez skuteczną ochronę ich interesów i bezpieczeństwa oraz wspieranie rozwoju konkurencji. Prezes jest niezależny i dysponuje niezwykle skutecznymi narzędziami – może nakładać dotkliwe kary i nakazywać zachowania przedsiębiorcom, którzy naruszają prawa konsumentów.
Konsument może też dochodzić swoich praw w sądzie. Tu z pomocą mogą przyjść miejscy i powiatowi rzecznicy konsumentów, funkcjonujący i zaopatrywani w ramach samorządów, a w przypadku klientów rynku finansowego – rzecznik finansowy. Rzecznik finansowy, tak jak prezes UOKiK, może wydawać uzasadnione poglądy, które wspierają konsumenta w sądzie. Konsument dochodzący praw w sądzie oznacza jednak, że nie zadziałała żadna inna ścieżka realizacji wymaganego prawem standardu rynku konsumenckiego. Że zawiodła działalność prezesa UOKiK, a także kształtowanie standardu przez samoregulację, mediację czy arbitraż. Spór sądowy to porażka z punktu widzenia efektywności systemu ochrony konsumenta, szczególnie w przypadku naruszeń o charakterze systemowym – a takim były sprawy frankowe. System nie działa, więc konsumenci, którzy chcą wyegzekwować swoje prawa, muszą zrobić to sami. Takich porażek w sprawach frankowych było do tej pory prawie sześćset tysięcy, 99 proc. wygranych przez konsumentów.
System, jaki jest, każdy widzi?
Sprawy frankowe pokazały, że możliwe jest indywidualne dochodzenie praw przez konsumentów, nawet jeśli sprawy te idą w setki tysięcy. Generuje to jednak koszty społeczne, w tym najbardziej oczywisty, to jest przeznaczenie nieproporcjonalnie dużych zasobów wymiaru sprawiedliwości, który powinien służyć całemu społeczeństwu, na załatwianie spraw schematycznych i powtarzalnych. Czy oznacza to, że jako społeczeństwo uznajemy spór sądowy za jedyny sposób prawidłowej realizacji wyrażonego w art. 76 konstytucji nakazu ochrony konsumentów przed nieuczciwymi praktykami rynkowymi przez państwo? Jakie są priorytety naszego systemu ochrony konsumentów, jeśli chodzi o cel i środki?
Niełatwo odpowiedzieć na te pytania. Dokumentem programowym polskiego prawa konsumenckiego jest rządowa polityka konsumencka, której projekt przygotowuje prezes UOKiK. Obecna pochodzi z 2015 r. i jako najważniejszy problem wskazuje misselling, np. ubezpieczenia z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym, kredyty denominowane do waluty obcej i chwilówki. Trudno więc powiedzieć, jakie cele na płaszczyźnie krajowej obecnie identyfikuje organ odpowiedzialny za zapewnienie skutecznej ochrony konsumenta. Cele te identyfikuje więc praktyka stosowania prawa, a realizują się one w setkach tysięcy spraw sądowych. Sprawy pochodzą przede wszystkim z rynku finansowego. Wynika to tak z liczby naruszeń występujących na tym rynku, jak również z opłacalności ich prowadzenia (spór o wysokie lub relatywnie wysokie sumy pieniężne). Stanowi to o atrakcyjności roszczeń konsumenckich z rynku finansowego dla profesjonalnych pełnomocników, którzy praw konsumentów dochodzą odpłatnie. Dodajmy do tego niedofinansowane stowarzyszenia konsumenckie i polski system ochrony konsumenta funkcjonujący w praktyce domyka się.
System ukształtowany normatywnie, aby realizować art. 76 konstytucji, to system oparty na prezesie UOKiK, realizującym władcze uprawnienia, którego działania podlegają kontroli sądowej, uzupełniany indywidualną aktywnością konsumentów, wspomaganych przez rzeczników i profesjonalnych pełnomocników. Interes konsumenta wyrażają w nim stowarzyszenia konsumenckie. Zamiast tego mamy system, którego centralnym filarem stało się indywidualne dochodzenie roszczeń przez konsumentów działających przez profesjonalnych pełnomocników, w którym o skuteczności ochrony decyduje ekonomiczna wartość roszczenia, a interes konsumentów jako grupy definiują pełnomocnicy. Stowarzyszenia konsumenckie zostały zmarginalizowane. Te same mechanizmy rynkowe, które prowadzą do naruszania praw konsumenta, umożliwiają ich dochodzenie.
Konsument jako towar, zysk jako cel
Oparcie realizacji praw konsumenta na prawach rynku ma swoje konsekwencje. Mechanizmy rynkowe sprawiają, że system ochrony konsumenta samoogranicza się, dochodzone są wyłącznie naruszenia opłacalne ekonomicznie. Ten mechanizm wyjaśnia spektakularny sukces frankowiczów. Ochrona konsumenta funkcjonuje więc w Polsce według takich samych zasad rynkowych, jak każdy inny obszar działalności biznesowej – konsument stał się towarem. A że unijne prawo wyposaża konsumentów w niezwykle skuteczne narzędzia, z których w Polsce profesjonalni pełnomocnicy nauczyli się sprawnie korzystać: poziom ochrony, w obszarach, gdzie jego realizacja jest opłacalna, jest maksymalizowany. Nie przekłada się to jednak na ogólne podwyższenie standardu. Standard ma charakter wyspowy: rośnie tylko tam, gdzie jest opłacalny.
Fałszywa maska Zorro
Lukę, powstałą na skutek braku adekwatnej aktywności prezesa UOKiK, zajęły kancelarie zajmujące się dochodzeniem roszczeń konsumenckich. Bez nich ochrona konsumencka nie istniałaby dziś w Polsce. To one wyznaczają więc kierunek i metody ochrony, kierując się, co zrozumiałe i naturalne dla gry rynkowej, możliwością osiągnięcia zysku. To rodzi przekonanie, wspierane działalnością medialną kancelarii, że tylko tego typu maksymalna ochrona, realizowana w indywidualnym sporze sądowym, prowadzonym przez profesjonalnego pełnomocnika jest „prawdziwą” ochroną konsumenta. Co więcej, każdy, zawsze, w przypadku jakiegokolwiek naruszenia, powinien mieć uprawnienia równe uprawnieniom frankowiczów. Tylko takich roszczeń opłaca się bowiem dochodzić na drodze indywidualnego sporu. To podejście doprowadziło do sytuacji, w której każda próba proporcjonalizacji sankcji odbierana jest jako zamach na prawa konsumentów, piętnowany medialnie przez przedsiębiorców, którzy zyski czerpią z maksymalizacji roszczeń konsumenckich, testując granice systemu. Swoje argumenty prezentują jednak nie jako profesjonalni uczestnicy gry rynkowej, lecz jako instytucje reprezentujące interesy konsumentów.
Zarobić na procesie?
Najbardziej wymownym przykładem z prac nad ustawą frankową jest kampania prowadzona przez przedstawicieli strony społecznej, identyfikujących się jako przedstawiciele konsumentów, przeciwko zawieszaniu płatności rat. Ustawa automatycznie zwalnia konsumenta z konieczności uiszczania rat kredytu na czas procesu, co odpowiada funkcjonalnie zabezpieczeniu, przyznawanemu obecnie na wniosek przez sąd. Zabezpieczenie sądowe wymaga jednak odrębnego postępowania, co dodatkowo obciąża i sąd orzekający w sprawie głównej i sąd odwoławczy, który rozpoznaje zażalenie na zabezpieczenie. Znacząco przedłuża to postępowanie, a zabezpieczenie i tak jest wydawane. Automatyczne zawieszenie płatności, oparte jest na założeniu, że w najlepszym interesie konsumenta jest jak najszybsze załatwienie sporu i brak konieczności spłacania kredytu w czasie postępowania. Rozwiązanie zaprojektowano tak, że konsument może kredyt spłacić, aby nie generować odsetek, które musiałby zapłacić, ale nie nadpłacić – od nadpłaty odsetki płaciłby mu bank. A im większa nadpłata i im dłużej trwa proces, tym większa suma, którą otrzyma konsument. Walka szła więc o możliwość nadpłaty, której wysokość bardzo często wpływa na wynagrodzenie pełnomocnika.
Czy możliwość osiągnięcia jak najwyższego zysku na tle sprawy sądowej jest jednak interesem, który zasługuje na ochronę prawną z ogólniejszego punktu widzenia? Nie w świetle prawa unijnego. Konsument otrzymuje tam ochronę, ponieważ strukturalnie jego pozycja jest słabsza niż przedsiębiorcy. Ochrona ma na celu wyrównanie pozycji, a nie zapewnienie zarobku. TSUE, którego orzecznictwo radykalnie podniosło standard ochrony konsumenta w Polsce i doprowadziło do sukcesu frankowiczów, dostrzegł ostatnio na tle polskich spraw frankowych, że dążenie do maksymalizacji zysku konsumentów jest nieproporcjonalne i może prowadzić do „bezpodstawnego wzbogacenia” konsumenta. Orzeczenia te akcentują konieczność zagwarantowania praw bankom. Akcentują konieczność proporcjonalizacji.
Znaj proporcjum, mocium panie!
W systemie prawa polskiego nie istnieje instytucja, której działanie mogłoby kompensować brak adekwatnej działalności prezesa UOKiK w sferze ochrony konsumenta. Żadna instytucja nie jest bowiem wyposażona w odpowiednie instrumenty prawne. Oznacza to, że ochrona prawna może być gwarantowana konsumentom jedynie w drodze sądowej, gdzie jej skuteczność podlega zasadom gry rynkowej.
Skutki takiego ukształtowania systemu są dalekosiężne. Ochrona – na bardzo wysokim poziomie – istnieje tylko tam, gdzie jest to opłacalne. Instrumentalne korzystanie z ochrony na poziomie krajowym prowadzi do kształtowania mechanizmów, które nawet TSUE uznaje za nadmiarowe. Odium maksymalizacji w odbiorze społecznym spada jednak na wszystkich konsumentów – również na tych, którzy z ochrony realizowanej profesjonalnie przez pełnomocników nie są w stanie skorzystać. Oni pozostają bez pomocy. Tak samo na wszystkie kancelarie spada odium spowodowane działaniem tych z nich, których działania są wątpliwe, jeśli chodzi o realizację interesu konsumentów jako grupy.
Jednocześnie debata publiczna na temat prawa konsumenckiego w rzeczywistości zmieniła się w spór PR-owy. Przedstawiane w niej argumenty, które bronią mechanizmów konkretnego sposobu dochodzenia praw konsumenta, prezentowane są jak dogmaty prawa konsumenckiego. Ze względu na wysoką i zrozumiałą komercjalizację prawa konsumenckiego, głosy prezentujące interes konsumentów jako grupy słabo się przebijają. I konsumenci, i Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zasługują na więcej.
Autorka jest dr. nauk prawnych, pełnomocniczką ministra sprawiedliwości ds. ochrony praw konsumenta
Bot musi się teraz przedstawić
Kolejna partia przepisów AI Act zaczyna być właśnie stosowana. Co zmienia się dla użytkowników sztucznej inteligencji?
Najbardziej widoczna zmiana dotyczy przejrzystości. Człowiek ma wiedzieć, że rozmawia z systemem AI oraz móc rozpoznać deepfake’i albo treść wygenerowaną przez sztuczną inteligencję, zwłaszcza jeżeli może ona dezinformować opinię publiczną. To już przestanie być tylko dobrą praktyką.
Trzeba jednak uporządkować daty. AI Act wszedł w życie 1 sierpnia 2024 r., ale stosuje się go etapami: od 2 lutego 2025 r. obowiązują zakazane praktyki i obowiązek kompetencji w zakresie AI, od 2 sierpnia 2025 r. – przepisy o modelach ogólnego przeznaczenia i część przepisów o karach, a od 2 sierpnia 2026 r. rozporządzenie stosuje się co do zasady w całości. Z jednym zastrzeżeniem: pakiet Digital Omnibus on AI, który wszedł w życie pod koniec lipca, przesunął obowiązki dotyczące systemów wysokiego ryzyka na 2 grudnia 2027 r. i 2 sierpnia 2028 r. Przejrzystości to jednak nie dotyczy – i to jest dziś najczęstsze nieporozumienie.
Przejrzystości – co jednak ma oznacza ten obowiązek w praktyce? Czy każdą treść stworzoną przy pomocy AI trzeba będzie oznaczać?
Nie – to jest jeden z mitów dotyczących AI Actu. Podstawowy obowiązek techniczny dotyczy dostawców systemów generujących treści syntetyczne. Materiały mają zawierać oznaczenie możliwe do odczytania maszynowo, np. metadane, znak wodny albo inny identyfikator. Co ważne, ten obowiązek dotyczy również użytkowników biznesowych. Jeżeli ktoś wykorzystuje AI zawodowo i publikuje deepfake’a, powinien go czytelnie oznaczyć. To samo może dotyczyć tekstów mających istotne znaczenie dla interesu publicznego, jeśli zostały wygenerowane w całości przez AI. I od razu korekta, którą rynek często pomija: Digital Omnibus dał systemom generatywnym wprowadzonym do obrotu przed 2 sierpnia 2026 r. czas na wdrożenie tego znakowania do 2 grudnia 2026 r. Systemy wprowadzane na rynek po tej dacie muszą znakować od pierwszego dnia.
Co ważne, art. 50 rozdziela role. Czym innym są obowiązki dostawcy, a czym innym podmiotu stosującego – czyli tego, kto z systemu korzysta w ramach swojej działalności. AI Act nie posługuje się pojęciem „użytkownika biznesowego”, tylko właśnie „podmiotu stosującego”, i to rozróżnienie jest osią całego przepisu. Obowiązki podmiotów stosujących wchodzą 2 sierpnia bez żadnego okresu przejściowego. Jeżeli więc ktoś wykorzystuje AI zawodowo i publikuje deepfake’a, musi go czytelnie oznaczyć. To samo dotyczy tekstów publikowanych po to, by informować społeczeństwo o sprawach leżących w interesie publicznym, jeżeli zostały wygenerowane lub zmanipulowane przez AI.
Wyjaśnijmy to na przykładzie.
Załóżmy, że prowadzę konto na LinkedInie, na którym sprzedaję swoje usługi, i publikuję grafikę przedstawiającą mnie w miejscu, w którym nigdy nie byłam. To jest deepfake w rozumieniu AI Actu – treść przypominająca istniejące osoby, przedmioty lub miejsca, którą odbiorca mógłby niesłusznie uznać za autentyczną. Nawet jeśli formalnie robię to na swoim prywatnym profilu, to faktycznie wykorzystuję ten materiał w działalności zawodowej, a definicja podmiotu stosującego wyłącza tylko działalność osobistą o charakterze niezawodowym. Wtedy powinnam go oznaczyć – napisać, że został wygenerowany, dodać odpowiednią ikonę albo zastosować inny czytelny sposób. Kluczowe jest więc nie samo użycie generatora, ale to, co stworzyliśmy, w jakim celu to publikujemy i czy odbiorca może potraktować ten materiał jako autentyczny.
Inny konkret. Co gdy zadzwoni do mnie jakiś „wirtualny asystent”, czy powinien się przedstawić?
Tak. Jeżeli wchodzimy w bezpośrednią interakcję z chatbotem, voicebotem, awatarem czy agentem AI, to system powinien od początku, od pierwszego kontaktu, jasno nas poinformować, że jest sztuczną inteligencją. Nie można projektować rozmowy tak, by człowiek miał fałszywe wrażenie, że po drugiej stronie siedzi konsultant. Jest jedno zastrzeżenie: obowiązek nie powstaje, gdy sytuacja jest oczywista dla osoby dostatecznie poinformowanej, uważnej i ostrożnej. Przy nieoczekiwanym telefonie od voicebota o oczywistości trudno mówić. Przy narzędziu, po które sami świadomie sięgamy, bywa inaczej. Nie trzeba natomiast powtarzać tej informacji w kółko w trakcie rozmowy – wystarczy, że pada najpóźniej przy pierwszej interakcji. Co ciekawe, duzi dostawcy, jak OpenAI czy Anthropic, pozostawiają takie komunikaty stale widoczne, przypominając, że użytkownik rozmawia z modelem, który może się mylić. Oczywiście nie robią tego z altruizmu, lecz także po to, by ograniczyć własną odpowiedzialność.
A co z memami, satyrą i twórczością artystyczną?
Jest złagodzenie – ale uwaga, bo tu wiele osób idzie o krok za daleko. To nie jest pełne zwolnienie z obowiązku. Jeżeli treść stanowi część utworu ewidentnie artystycznego, twórczego, satyrycznego lub fikcyjnego, obowiązek ujawnienia ogranicza się do zrobienia tego w odpowiedni sposób, który nie utrudnia wyświetlania ani odbioru utworu. Innymi słowy: mem nadal ujawniamy, tylko nie musimy naklejać na niego banera, który zabija żart. Wyobraźmy sobie, że gruchnęła wieść, iż rząd będzie budował statki kosmiczne, a ja jako np. stand-uperka opublikuję zdjęcie przedstawiające mnie na statku kosmicznym. To oczywiste, że moim celem nie jest przekonanie kogokolwiek, że rzeczywiście tam byłam. To jest żart odnoszący się do konkretnego wydarzenia i odbiorca rozumie jego konwencję. Oczywiście satyra nie zwalnia z przestrzegania innych przepisów. Taki materiał nadal może naruszać dobra osobiste, zniesławiać albo naruszać inne normy. AI Act nie tworzy tutaj żadnej prawnej czarnej dziury.
Wątpliwości mogą mieć też redakcje. Czy tekst przygotowany przy pomocy AI trzeba oznaczać?
Zawsze zachęcam, żeby patrzeć na przepisy przez pryzmat ich celu. Skąd one się wzięły i czemu mają służyć? W tym przypadku chodzi przede wszystkim o przeciwdziałanie dezinformacji. Jeżeli narzędzie pomaga wyłącznie w kwestiach redakcyjnych – poprawia język, przecinki, składnię czy literówki – to nie generuje samo przekazu. Może w pewnym stopniu modyfikować tekst już stworzony przez człowieka, ale nie powinno zmieniać jego sensu. W takim przypadku stałabym na stanowisku, że nie ma obowiązku umieszczania przy artykule oznaczenia o wykorzystaniu AI.
Czy redakcja może o tym poinformować? Oczywiście. Czy może to być dobra praktyka? Tak. Zwłaszcza organizacje działające w marketingu mocno naciskają dziś na transparentność i zachęcają, żeby mówić o korzystaniu z takich narzędzi. Ale czym innym jest dobra praktyka, a czym innym obowiązek prawny. I tu nie trzeba nawet sięgać po wykładnię celowościową, bo AI Act rozstrzyga to wprost: obowiązek ujawnienia nie ma zastosowania, jeżeli treść wygenerowana przez AI została poddana weryfikacji przez człowieka lub kontroli redakcyjnej i jeżeli za publikację odpowiada redakcyjnie osoba fizyczna lub prawna. Redakcja, która pracuje normalnie z redaktorem, korektą i odpowiedzialnością za tekst jest poza tym obowiązkiem.
Inaczej będzie tam, gdzie tej kontroli nie ma. Wyobraźmy sobie automatyczny serwis, który zaciąga komunikat o podpisaniu ustawy, dopisuje do niego wymyśloną reakcję znanego przedsiębiorcy i publikuje całość bez ludzkiego oka. Taki tekst ma potencjał dezinformacyjny i musi zostać oznaczony. Dodajmy od razu: brak obowiązku z art. 50 niczego nie legalizuje. Zmyślona wypowiedź realnej osoby to problem z prawem prasowym i dobrami osobistymi niezależnie od tego, co mówi AI Act.
Oczywiście konia z rzędem temu, kto w każdej sytuacji bez problemu oceni, co ma istotne znaczenie dla interesu publicznego. To będzie jedno z miejsc, w których praktyka dopiero musi się ukształtować.
Czy każdy tekst poprawiony przez AI powinien przejść kontrolę człowieka?
Ciekawostka prawna polega na tym, że obowiązek tzw. human oversight, czyli nadzoru człowieka, został wprost zapisany w AI Acie zasadniczo w odniesieniu do systemów wysokiego ryzyka, czyli takich, których użycie może istotnie wpływać np. na bezpieczeństwo człowieka. Program, który poprawia przecinki w tekście dziennikarza, takim systemem nie jest. Jeżeli więc spojrzymy wyłącznie na przepisy, to nie ma ogólnego obowiązku, żeby człowiek podpisał oświadczenie: „sprawdziłem ten tekst i biorę za niego odpowiedzialność”.
Prawo w odniesieniu do takiego narzędzia realnie nie wymaga aż tak dużo. Czy to oznacza, że możemy puścić wynik jak leci? Nie. To zwyczajnie się nie opłaca. Musimy pamiętać o ograniczeniach dużych modeli językowych. Modele halucynują, mogą mieszać fakty, a do tego występuje zjawisko sykofancji – nadmiernej uległości modelu wobec użytkownika. Model będzie się do nas przymilał i mówił: „Tak, na pewno masz rację”. Użytkownik musi wiedzieć, że to część sposobu działania tego narzędzia, a nie potwierdzenie, że przygotował bezbłędny materiał.
Co np. z rozpoznawaniem emocji pracowników albo uczniów?
To należy do zakazanych praktyk i te przepisy już obowiązują. AI Act zakazuje między innymi wykorzystywania systemów do rozpoznawania emocji pracowników w miejscu pracy oraz uczniów w placówkach edukacyjnych. Z wąskim wyjątkiem: dopuszczalne pozostają zastosowania medyczne i związane z bezpieczeństwem, na przykład wykrywanie senności kierowcy. Celowo mówię o zakazanych praktykach, a nie tylko o zakazanych systemach. Chodzi o coś więcej niż stworzenie programu, postawienie go na serwerze i powiedzenie: „korzystajcie, jak chcecie”. Regulacja obejmuje także sposób wytwarzania, dostarczania i wykorzystywania systemów. Do katalogu zakazanych praktyk należą również różne formy manipulacji, w tym manipulacji podprogowej, oraz inne zastosowania, które mogą naruszać podstawowe prawa człowieka.
Czy od 2 sierpnia zakazane staną się aplikacje „rozbierające” ludzi na zdjęciach?
Nie od 2 sierpnia, lecz od 2 grudnia 2026 r. Wprowadził ją pakiet Digital Omnibus on AI, potocznie nazywany AI Omnibusem – Rada UE zatwierdziła go 29 czerwca, a wszedł w życie pod koniec lipca. Zakaz obejmie narzędzia służące do generowania intymnych treści bez zgody przedstawionej osoby, czyli tzw. nudifiery, oraz – co w dyskusji ginie, a jest co najmniej równie ważne – systemy służące do generowania materiałów przedstawiających seksualne wykorzystywanie dzieci. Nie oznacza to jednak zakazu korzystania z każdego uniwersalnego modelu, który da się do tego zmusić. Chodzi przede wszystkim o systemy stworzone właśnie w takim celu – ale zakaz sięga dalej niż samo przeznaczenie, bo obejmuje też systemy udostępniane bez odpowiednich zabezpieczeń ograniczających takie wykorzystanie. Kreatywność ludzka w obchodzeniu zabezpieczeń jest nieskończona i sam fakt, że model da się do czegoś zmusić, nie czyni go automatycznie narzędziem zakazanym. Brak zabezpieczeń – już może.
Jaka jest podstawowa rada np. dla firm wykorzystujących sztuczną inteligencję?
Przede wszystkim trzeba sprawdzić, gdzie człowiek wchodzi w interakcję z AI – czy używany jest chatbot, voicebot albo wirtualny asystent, czy publikowane są deepfake’i i czy powstają teksty dotyczące spraw publicznych. To właśnie tam obowiązki przejrzystości będą najbardziej widoczne. Istotne jest też to, że nie zaczynamy od zera. Od 2 lutego 2025 r. obowiązuje już art. 4, czyli AI literacy: dostawcy i podmioty stosujące mają zapewnić odpowiedni poziom kompetencji w zakresie AI u swojego personelu i innych osób, które zajmują się systemami AI w ich imieniu. Trzeba wiedzieć, z jakich narzędzi wolno korzystać, jakie dane można do nich wprowadzać i gdzie są ryzyka. Model może halucynować, podawać nieprawdziwe źródła i jeszcze utwierdzać nas w przekonaniu, że na pewno mamy rację.
I jeszcze jedno, bo to bardzo świeża sprawa: 24 lipca prezydent podpisał ustawę o systemach sztucznej inteligencji, która tworzy Komisję Rozwoju i Bezpieczeństwa Sztucznej Inteligencji. To będzie polski organ nadzoru rynku AI. Przewodniczący ma zostać powołany w ciągu dwóch miesięcy od wejścia ustawy w życie, cała Komisja w ciągu trzech. Innymi słowy: przepisy zaczynają się stosować wcześniej niż realnie ruszy organ, który ma ich pilnować.
Czy AI Act może powtórzyć problemy, które znamy z wdrażania RODO?
Może, bo obie regulacje są oparte na ryzyku. Nie zakładają, że jakikolwiek system da się uczynić całkowicie bezpiecznym, tylko każą sprawdzić, co może pójść nie tak, i odpowiednio się zabezpieczyć. AI Act to rodzaj RODO na sterydach i dotyczy technologii, której nawet informatycy, matematycy, prawnicy czy filozofowie nie definiują w ten sam sposób. Prawnicy powinni też pamiętać, jak wyglądał szał wokół RODO i jeżeli znowu będziemy mówić wyłącznie o zakazach i formularzach, możemy osiągnąć podobny efekt.
Tyle że tym razem za naruszenie części obowiązków grozi nawet 15 mln euro albo 3 proc. światowego obrotu przedsiębiorstwa.
Zgadza się – z tym, że dla dużych stosuje się kwotę wyższą z dwóch, a dla małych i średnich firm niższą. I to nie jest górna półka: za zakazane praktyki pułap wynosi 35 mln euro albo 7 proc. światowego obrotu. Tylko komunikacja o AI Akcie bardzo często zaczyna się i kończy na zdaniu: „uważajcie, bo są kary”. To nie oznacza jednak, że ta regulacja ma być kagańcem na technologię. AI Act nie mówi: „nie korzystajcie z AI”, lecz „zrozumcie, z jakiego systemu korzystacie, jakie tworzy ryzyko i jak trzeba się do niego przygotować”. Bo nie żyjemy w idealnym świecie i samo prawo nie zagwarantuje, że nigdy nic złego się nie wydarzy.
Ochrona konsumencka umów z funduszem rozwoju budownictwa mieszkaniowego
Stan faktyczny
Słowacki Fundusz Rozwoju Budownictwa Mieszkaniowego (dalej jako: ŠFRB) jest osobą prawną prawa publicznego, której działalność polega na udzielaniu publicznego wsparcia mieszkaniowego, w szczególności poprzez udzielanie kredytów preferencyjnych na zakup nieruchomości.
W 2006 r. ŠFRB zawarł z konsumentami umowę kredytu na 30 lat w celu nabycia mieszkania. W 2018 r., w następstwie niezapłacenia miesięcznych rat kredytu, ŠFRB rozwiązał umowę z kredytobiorcami i wniósł powództwo o zasądzenie od nich zapłaty pozostałej do spłaty części kredytu. Pozwani powołali się na ochronę konsumencką wynikającą z dyrektywy Rady 93/13/EWG z 5.4.1993 r. w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich (Dz.Urz. UE L z 1993 r., Nr 95, s. 29 ze zm.).
Rozpatrujący ten spór słowacki sąd powziął wątpliwości m.in., czy art. 2 lit. c) dyrektywy 93/13 należy interpretować w ten sposób, że ŠFRB należy uznać za przedsiębiorcę w rozumieniu tego przepisu dyrektywy, a przedmiotowa umowa jest objęta zakresem stosowania tej dyrektywy.
Stanowisko TS
Przedsiębiorca
Zgodnie z treścią art. 2 lit. c) dyrektywy 93/13 pojęcie „przedsiębiorcy” oznacza każdą osobę fizyczną lub prawną, która w umowach objętych niniejszą dyrektywą działa w celach dotyczących handlu, przedsiębiorstwa lub zawodu (działalności gospodarczej lub zawodowej), bez względu na to, czy należy do sektora publicznego czy prywatnego. Zastosowanie określenia „każda” w tym przepisie wskazuje, zdaniem TS, na to, że za „przedsiębiorcę” należy uznać każdą osobę fizyczną lub prawną w rozumieniu dyrektywy 93/13, jeśli wykonuje ona swoją działalność gospodarczą lub zawodową (wyrok TS z 17.5.2018 r., Karel de Grote – Hogeschool Katholieke Hogeschool Antwerpen, C-147/16, EU:C:2018:320, pkt 49).
W niniejszej sprawie ŠFRB został utworzony w celu realizacji polityki mieszkaniowej Słowacji, w szczególności poprzez udzielanie kredytów mieszkaniowych na preferencyjnych warunkach. Zdaniem TS umowy kredytowe zawierane przez ŠFRB wpisują się w ramy działalności finansowania transakcji nabycia nieruchomości prowadzonej przez ten podmiot zawodowo.
ŠFRB podkreśla jednak, że wdrożony przez ten fundusz mechanizm wspierania nabywania nieruchomości nie ma na celu osiągania zysku i że ŠFRB działa jako podmiot, któremu powierzono zadanie leżące w interesie ogólnym, a mianowicie promocję mieszkalnictwa socjalnego. Ponadto ŠFRB wybiera beneficjentów kredytów, stosując kryteria kwalifikowalności narzucone przez ustawę.
Trybunał podkreślił, że pojęcie „przedsiębiorcy” zdefiniowane w art. 2 lit. c) dyrektywy 93/13 nie wyklucza podmiotów realizujących zadania leżące w interesie ogólnym ani podmiotów posiadających status podmiotu prawa publicznego. Podobnie okoliczność, że ŠFRB działa w celu niezarobkowym, poza jakimikolwiek względami komercyjnymi, nie ma znaczenia dla zakwalifikowania tego funduszu jako „przedsiębiorcy” w rozumieniu tego przepisu. Zdaniem TS taka okoliczność nie może bowiem sama w sobie pozbawić osób fizycznych, z którymi ŠFRB zawiera umowy kredytu na zakup nieruchomości, ochrony przyznanej im przez dyrektywę 93/13, gdyż zagrażałoby to celowi realizowanemu przez tę dyrektywę, jakim jest przyznanie ochrony wszystkim osobom fizycznym znajdującym się w gorszej sytuacji niż przedsiębiorca.
Trybunał orzekł, że art. 2 lit. c) dyrektywy 93/13 należy interpretować w ten sposób, iż instytucja publiczna utworzona na mocy ustawy w celu wykonywania działalności o charakterze niezarobkowym w zakresie pomocy mieszkaniowej polegającej w szczególności na udzielaniu osobom fizycznym kredytów mieszkaniowych na preferencyjnych warunkach jest „przedsiębiorcą” w rozumieniu tego przepisu, ponieważ umowy kredytu, które zawiera z tymi osobami, wpisują się w ramy jego działalności gospodarczej lub zawodowej.
Związanie stanowiskiem SN
Sąd odsyłający uważa, iż ocena prawna słowackiego Sądu Najwyższego w odniesieniu do kwalifikacji ŠFRB pod względem pojęcia „przedsiębiorcy” w rozumieniu art. 2 lit. c) dyrektywy 93/13 jest sprzeczna z tym przepisem zgodnie z jego wykładnią dokonaną przez Trybunał. Ponieważ sąd ten jest związany tą oceną w przypadku odesłania mu sprawy przez SN do ponownego rozpoznania, powziął wątpliwość, czy może odstąpić od niej w celu zastosowania się do wykładni TS. Trybunał podkreślił, że związanie tą oceną nie może podważyć ciążącego na tym sądzie obowiązku odstąpienia od takiej oceny, jeżeli jest ona sprzeczna z prawem Unii, poprzez odstąpienie w razie potrzeby od stosowania przepisu krajowego zobowiązującego go do zastosowania się do orzeczeń tego sądu wyższej instancji. W tych okolicznościach, z uwagi na zasady pierwszeństwa i skutków związanych z orzeczeniami prejudycjalnymi wydanymi na podstawie art. 267 TFUE, sąd nie może być zobowiązany, na mocy prawa krajowego lub praktyki krajowej, do pozostania przy ocenie prawnej dokonanej przez sąd krajowy wyższej instancji, który odmówiłby zakwalifikowania jako „przedsiębiorcę” w rozumieniu art. 2 lit. c) dyrektywy 93/13 podmiotu spełniającego ww. kryteria, takiego jak ŠFRB.
Ograniczenie w czasie skutków wyroku
Zgodnie z utrwalonym orzecznictwem TS wykładnia unijnego przepisu dokonana przez Trybunał w ramach kompetencji przyznanej mu w art. 267 TFUE wyjaśnia i precyzuje znaczenie oraz zakres tego przepisu, tak jak powinien lub powinien był on być rozumiany i stosowany od chwili jego wejścia w życie. A zatem jedynie w wyjątkowych przypadkach Trybunał, stosując ogólną zasadę pewności prawa leżącą u podstaw unijnego porządku prawnego, może uznać, że należy ograniczyć ze skutkiem dla wszystkich zainteresowanych możliwość powoływania się na zinterpretowany przez niego przepis celem podważenia stosunków prawnych zawartych w dobrej wierze. Aby tego rodzaju ograniczenie mogło mieć miejsce, winny zostać spełnione dwie istotne przesłanki, mianowicie dobra wiara zainteresowanych i ryzyko poważnych utrudnień, przy czym przesłanki te są kumulatywne.
W niniejszej sprawie słowacki rząd przedstawił dane dotyczące liczby kredytów mieszkaniowych udzielonych przez ŠFRB, a także odpowiadającej im wartości finansowej. Jednakże TS zaznaczył, że ani ten rząd, ani ŠFRB nie precyzują skutków prawnych i finansowych, jakie uznanie tego podmiotu za „przedsiębiorcę” w rozumieniu art. 2 lit. c) dyrektywy 93/13 miałoby dla zawartych przez niego umów. Wobec tego TS uznał, że nie należy ograniczać w czasie skutków niniejszego wyroku.
Komentarz
W niniejszym wyroku TS przedstawił stanowisko w trzech, odrębnych kwestiach. Po pierwsze, wyjaśnił, że pojęcie „przedsiębiorcy” w rozumieniu art. 2 lit. c) dyrektywy 93/13 (por. art. 431 KC) należy interpretować bardzo szeroko. Jest to pojęcie funkcjonalne i obejmuje działalność gospodarczą lub zawodową, w tym zadania o charakterze publicznym i leżące w interesie ogólnym, również nienastawione na osiąganie zysków, o ile sporna umowa z konsumentem wpisuje się w ramy działalności handlowej lub zawodowej tego podmiotu.
Po drugie, TS odniósł się do kwestii, gdy zgodnie z krajowym prawem procesowym sąd niższej instancji jest związany oceną sądu wyższej instancji w ramach procedury przekazania do ponownego rozpoznania (por. m.in. art. 386 § 6 KPC), a zdaniem sądu niższej instancji ta ocena nie jest zgodna z przepisami dyrektywy 93/13. Trybunał konsekwentnie prezentuje stanowisko, zgodnie z którym sąd krajowy, który skorzystał z uprawnienia przyznanego mu w art. 267 TFUE (do zwrócenia się do TS z wnioskiem prejudycjalnym), jest przy rozstrzyganiu zawisłego przed nim sporu związany dokonaną przez Trybunał wykładnią unijnych przepisów, a zatem nie powinien uwzględniać oceny sądu krajowego wyższej instancji, jeżeli w świetle wykładni dokonanej przez Trybunał uznał, że ta ocena nie jest zgodna z prawem Unii. Uzasadniając swoje stanowisko, Trybunał powołał się przede wszystkim na zasadę pierwszeństwa prawa Unii oraz obowiązek stosowania wykładni zgodnej prawa krajowego z prawem UE przez sąd krajowy każdej instancji.
Po trzecie, TS wyjaśnił dyskutowaną obecnie m.in. w polskich sporach dotyczących kredytów konsumenckich, kwestię warunków ograniczenia w czasie skutków wyroku prejudycjalnego. Trybunał wyjaśnił, że przedstawiona w takim wyroku wykładnia unijnego przepisu, tak jak w niniejszej sprawie art. 2 lit. c) dyrektywy 93/13, czyli tak jak powinien lub powinien był on być rozumiany i stosowany, obowiązuje od chwili wejścia w życie tego przepisu. Natomiast, wyjątkowo Trybunał może orzec o ograniczeniu możliwości powoływania się na zinterpretowany przez niego przepis, jeśli,w jego ocenie, zostały spełnione kumulatywnie dwie przesłanki, tj. dobra wiara zainteresowanych i ryzyko poważnych utrudnień.
Powyższa wykładnia TS ma znaczenie praktyczne w tych kwestiach i dla sporów przed polskimi sądami.
Wyrok TS z 9.7.2026 r., Štátny fond rozvoja bývania, C-188/25
Prawo do dysponowania nieruchomością na cele budowlane warunkiem legalizacji samowoli budowlanej
Stan faktyczny
Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego (dalej: PINB) ustalił, że w latach 1996-2000 wykonano rozbudowę domu wybudowanego w latach 30-tych XX w. Część dobudowanego budynku należącego do U.K. znajduje się na sąsiedniej działce będącej własnością E.N. Z uwagi na brak pozwolenia na taką rozbudowę, PINB zobowiązał U.K. do przedłożenia dokumentów legalizacyjnych, w tym oświadczenia, złożonego pod rygorem odpowiedzialności karnej, o posiadanym prawie do dysponowania zarówno własną, jak i sąsiednią działką na cele budowlane. W wyznaczonym terminie dostarczono część wymaganych dokumentów. U.K. wniosła o przedłużenie terminu na przedłożenie oświadczenia w zakresie odnoszącym się do sąsiedniej działki, z uwagi na toczące się rozmowy z jej właścicielką. Organ zgodził się na przedłużenie terminu, jednak jeszcze przed jego upływem E.N. złożyła pismo wyjaśniając, że nie są prowadzone żadne rozmowy co do wyrażenia zgody na użytkowanie i posadowienie budynku U.K. na jej działce. Dodatkowo E.N. oświadczyła, że nie wyraża zgody, aby na jej działce znajdował się budynek U.K.
W konsekwencji PINB wydał nakaz rozbiórki rozbudowanej części budynku mieszkalnego, a organ odwoławczy utrzymał tę decyzję w mocy z uwagi na brak kompletności dokumentów legalizacyjnych. W uzasadnieniu decyzji wyjaśniono, że organy nadzoru budowlanego nie są powołane do ochrony prawa własności lub też ochrony posiadania, nie zajmują się egzekwowaniem zapisów ksiąg wieczystych czy też aktów notarialnych, jak również umów cywilnych. Sprawa korzystania z nieruchomości bez zgody właściciela ma charakter cywilny i pozostaje w wyłącznej właściwości sądu powszechnego.
Zarzuty skargi
U.K. wniosła skargę, w której twierdziła, że skutkiem wadliwego przyjęcia terminu zakończenia inwestycji było zastosowanie niewłaściwych przepisów. Jej zdaniem rozbudowa została zakończona przed 1.1.1995 r., zatem należy zastosować przepisy ustawy z 24.10.1974 r. – Prawo budowlane (Dz.U. z 1974 r. Nr 38 poz. 299; dalej: PrBud74) a nie ustawy z 7.7.1994 r. – Prawo budowlane (t.j. Dz.U. z 2026 r. poz. 524; dalej: PrBud). W ocenie skarżącej, organ nie miał podstaw do kwestionowania jej prawa do dysponowania sąsiednią nieruchomością na cele budowlane. U.K. twierdziła, że uzyskała zgodę od poprzedniej właścicielki, jednak została ona udzielona w formie ustnej. Świadczy jednak o tym fakt, że rozbudowa była tolerowana od jej początku istnienia przez właścicielkę sąsiedniej działki oraz jej następców prawnych. Przez ponad 30 lat brak było jakichkolwiek zgłoszeń, sprzeciwów czy powództw z ich strony. W związku z tym U.K. wystąpiła do SR w B. z wnioskiem o zasiedzenie, postępowanie w tej sprawie na dzień wniesienia skargi było w toku.
Przebieg postępowania legalizacyjnego
WSA w Białymstoku oddalił skargę. W uzasadnieniu wyroku stwierdzono, że wbrew niepopartym jakimikolwiek dowodami twierdzeniom skarżącej rozbudowa została przeprowadzona po 1.1.1995 r. Właściwe dla sprawy przepisy PrBud wprowadzają etapowość w postępowaniu zmierzającym do likwidacji skutków samowoli budowlanej, polegającej na budowie bez wymaganego pozwolenia na budowę obiektu budowlanego lub jego części. Pierwszy etap dotyczy ustalenia, że obiekt budowlany został zrealizowany bez wymaganego pozwolenia na budowę. Drugi zaś etap sprowadza się do oceny, czy właściciel samowolnie wybudowanego obiektu ma prawo do dysponowania nieruchomością gruntową na cele budowlane oraz do weryfikacji stanu technicznego samego budynku. Pozytywna weryfikacja tych okoliczności pozwala na wydanie decyzji o legalizacji, która stanowi podstawę użytkowania obiektu budowlanego. Natomiast nieprzedstawienie w wyznaczonym terminie dokumentów wskazanych w postanowieniu wydanym na podstawie art. 49g ust. 1 i ust. 2 lub art. 49h ust. 2 PrBud obliguje organ do orzeczenia nakazu rozbiórki.
Wpływ wniosku o zasiedzenie na postępowanie administracyjne
Sąd podkreślił, że choć proces legalizacji samowoli budowlanej prowadzony jest w interesie inwestora, to nie ma przymusu wykonywania nałożonych na niego obowiązków. Sporna rozbudowa usytuowana jest łącznie na dwóch działkach, zatem U.K. chcąc zalegalizować rozbudowę musiała wykazać prawo do dysponowania na cele budowlane w odniesieniu do dwóch działek. Skoro U.K. nie uzupełniła stosownego oświadczenia w zakresie działki należącej do sąsiadki, to organ był zobowiązany do wydania decyzji nakazującej przymusową rozbiórkę nielegalnie wykonanej rozbudowy obiektu. Bez znaczenia dla sprawy jest to czy zajęcie sąsiedniej działki było przez jej właścicieli tolerowane. Sąd podkreślił, że żaden przepis PrBud nie przewiduje odstąpienia od orzeczenia nakazu rozbiórki w sytuacji niezłożenia wszystkich dokumentów legalizacyjnych. Fakt wystąpienia przez skarżącą do SR w B., po wydaniu decyzji przez organ I instancji, z wnioskiem o zasiedzenie fragmentu sąsiedniej działki, nie stanowił przeszkody do rozstrzygnięcia sprawy.
Toczące się przed sądem powszechnym postępowanie o zasiedzenie nie może bowiem być uznane za „zagadnienie wstępne” w rozumieniu art. 97 § 1 pkt 4 KPA, powodujące konieczność zawieszenia postępowania administracyjnego w przedmiocie legalizacji samowoli budowlanej. W postępowaniu administracyjnym obowiązuje zasada stosowania stanu prawnego i faktycznego obowiązującego w dacie podejmowania decyzji załatwiającej sprawę administracyjną, a nie stan przyszły. Jeżeli znany jest właściciel nieruchomości, na której znajduje się obiekt budowlany będący przedmiotem prowadzonego przez organ postępowania, to brak jest podstaw do zawieszenia tego postępowania z uwagi na możliwość przejścia tytułu prawnego do nieruchomości w przyszłości na inny podmiot lub obciążenia jej ograniczonym prawem rzeczowym (zob. wyrok NSA z 17.2.2022 r., II OSK 530/19).
Stanowisko NSA
NSA oddalił skargę kasacyjną U.K. podzielając ustalenia organów w zakresie regulacji właściwych w tej sprawie. Skarżąca twierdziła, że nie mogła przedstawić dowodów na to, że rozbudowa została przeprowadzona w 1991 r., gdyż znaczny upływ czasu spowodował utratę wszelkich zdjęć i dokumentów zakupu materiałów, zaś świadkowie pamiętający zdarzenia rozbudowy nie żyją, w tym poprzednia właścicielka sąsiedniej nieruchomości. NSA stwierdził jednak, że organy właściwie ustaliły datę dokonania samowoli budowlanej poprzez analizę dostępnej dokumentacji geodezyjnej, czyli porównanie m.in. wyrysu z mapy ewidencyjnej z 1983 r., mapy do celów opiniodawczych z 1997 r., na których rozbudowy jeszcze nie naniesiono i wyrysu z mapy ewidencyjnej z 2015 r., na którym rozbudowa już została uwidoczniona. W takich okolicznościach powoływanie się skarżącej na ustną zgodę poprzedniej właścicielki działki, która zmarła w 1993 r. nie jest wystarczające do podważenia ustaleń organów.
NSA zaznaczył, że dla celów dowodowych samo powoływanie się na rzekomo wyrażoną ustną zgodę ówczesnego właściciela działki nie jest wystarczające w świetle art. 3 pkt 11 w zw. z art. 32 ust. 4 pkt 2 w zw. z art. 49g ust. 2 pkt 1 PrBud. Twierdzenie U.K. nie zostało bowiem potwierdzone sporządzoną na tę okoliczność notatką urzędową, innym zapiskiem urzędowym, czy też oświadczeniami świadków. W okolicznościach tej sprawy nie można zatem przyjąć, że skarżąca mogłaby złożyć skutecznie oświadczenie o prawie dysponowania nieruchomością na cele budowlane. W konsekwencji nie można uznać, że wymagania formalne niezbędne do przeprowadzenia legalizacji w ramach uproszczonego postępowania legalizacyjnego zostały spełnione.
NSA stwierdził, że nawet ewentualna próba uruchomienia przez U.K. postępowania legalizacyjnego w trybie PrBud74 nie niweczy konieczności wykazania, że skarżąca uzyskała prawo do dysponowania nieruchomością na cele budowlane. Art. 37, art. 40 i art. 42 PrBud74 nie uzależniają wydania rozstrzygnięcia od tego, czy inwestor obiektu budowlanego wzniesionego bez wymaganego pozwolenia na budowę posiadał w dacie budowy prawo do dysponowania nieruchomością na cele budowlane, czy też nie posiadał takiego prawa. Przy czym za niedopuszczalną można byłoby uznać jedynie taką wykładnię przepisów PrBud74, która pozwalałaby na legalizację obiektu budowlanego osobie, która wybudowała go na cudzym gruncie nie posiadając do niego tytułu prawnego ani w dacie budowy, ani w dacie legalizacji (zob. wyrok NSA z 11.1.2022 r., II OSK 1724/21). NSA podkreślił, że skarżąca na wezwanie organu nie złożyła oświadczenia o dysponowaniu sąsiednią nieruchomością na cele budowlane co zobowiązywało organ do zastosowania art. 49i ust. 1 pkt 2 lit. b PrBud i orzeczenia nakazu rozbiórki.
Wyrok NSA z 2.6.2026 r., II OSK 556/24
Przymus adwokacko-radcowski a oczywiście bezzasadny wniosek o wznowienie postępowania
Przyczyny odmowy wznowienia postępowania
15.1.2026 r. skarżący wniósł o uchylenie lub zmianę prawomocnego wyroku skazującego za popełnienie czynu z art. 286 § 1 KK. Podniósł, że po jego wydaniu wystąpiły nowe fakty i dowody wskazujące na to, że nie popełnił czynu zabronionego albo że czyn ten nie stanowił przestępstwa. Jednocześnie skrytykował postępowanie, w tym ocenę materiału dowodowego. Odwołał się przy tym do swojego wieku, chorób i trudnej sytuacji materialnej. Wniósł również o przyznanie mu obrońcy z urzędu ze względu na niemożność udźwignięcia kosztów ustanowienia adwokata z wyboru bez uszczerbku dla siebie i rodziny.
26.2.2026 r. SN wydał postanowienie, II KO 10/26, Legalis, którym odmówił przyjęcia wniosku o wznowienie postępowania, uznając go za oczywiście bezzasadny. Sąd uznał, że wnoszący nie wskazał we wniosku żadnych podstaw do wznowienia postępowania, a ograniczył się do krytyki prawomocnego rozstrzygnięcia i polemiki z poczynionymi w sprawie ustaleniami faktycznymi Skazany złożył zażalenie na powyższe rozstrzygnięcie za pośrednictwem ustanowionego przez siebie pełnomocnika. W zażaleniu podniesiono naruszenie przepisów postępowania, które mogło mieć wpływ na treść orzeczenia (tj. art. 545 § 3 KPK lub art. 429 § 1 KPK) poprzez przyjęcie, że wniosek jest niedopuszczalny i oczywiście bezzasadny. W zażaleniu wniesiono o uchylenie zaskarżonego postanowienia w całości i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania oraz o przyjęcie wniosku o wznowienie postępowania do merytorycznego rozpoznania.
Rozstrzygnięcie i jego podstawy
25.6.2026 r. SN wydał postanowienie, II KZ 17/26, Legalis, którym utrzymał w mocy zaskarżone postanowienie. Podzielił przy tym pogląd z zaskarżonego rozstrzygnięcia co do tego, że wznowienie postępowania może nastąpić jedynie na podstawie przesłanek, których katalog został określony w art. 540, 540a i 540b KPK. Wskazał również, że – zgodnie z art. 545 § 3 KPK – sąd odmawia przyjęcia wniosku o wznowienie postępowania, który nie został sporządzony i podpisany przez zawodowego pełnomocnika bez wezwania do usunięcia braków formalnych, jeżeli z treści wniosku wynika jego oczywista bezzasadność (tj. widoczna na pierwszy rzut oka, niewątpliwa i niemogąca obiektywnie doprowadzić do wzruszenia postępowania). SN podzielił również argumentację przedstawioną w zaskarżonym postanowieniu. Podniósł, że skoro skazany reprezentowany jest już przez zawodowego pełnomocnika, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby pełnomocnik sporządził nowy wniosek o wznowienie odpowiadający wymogom formalnym oraz wskazujący podstawy wznowienia postępowania.
Komentarz
Instytucja wznowienia postępowania została uregulowana w art. 540-548 KPK. Wznowienie następuje na wniosek, który może być sporządzony i podpisany przez prokuratura, adwokata, radcę prawnego albo radcę Prokuratorii Generalnej Rzeczypospolitej Polskiej (art. 545 § 2 zdanie pierwsze KPK). Wniosek o wznowienie postępowania obarczony jest zatem przymusem adwokacko-radcowskim. Jeśli wnoszący o wznowienie postępowania złoży wniosek niesporządzony i niepodpisany przez jeden z wyżej wymienionych podmiotów, to będzie on obarczony brakami formalnymi. Sąd rozpoznający sprawę jednoosobowo może wówczas, zgodnie z art. 545 § 3 zdanie pierwsze KPK:
1) wezwać wnioskodawcę do uzupełnienia braków formalnych poprzez przedłożenie wniosku sporządzonego i podpisanego przez podmiot uprawniony w trybie art. 545 § 2 KPK albo
2) odmówić przyjęcia wniosku, jeżeli z treści wniosku, a w szczególności z przytoczonych w nim okoliczności, wynika jego oczywista bezzasadność.
Przy ustalaniu, czy wniosek jest oczywiście bezzasadny sąd nie dokonuje merytorycznej oceny wniosku, a jedynie wstępnej analizy jego treści w celu ustalenia możliwości jego skutecznego złożenia. Oczywista bezzasadność zachodzi wówczas, gdy już wstępna analiza wniosku pozwala niewątpliwie stwierdzić, że nie może on doprowadzić do wzruszenia prawomocnego orzeczenia (por. m.in. postanowienie SN z 20.1.2026 r., II KO 225/25, Legalis). Do takich okoliczności należy zaliczyć sytuacje, w których wniosek o wznowienie nie został oparty na podstawach z art. 540, 540a lub 540b KPK.
W judykaturze przyjmuje się ponadto, że oczywiście bezzasadnym jest też taki wniosek, w którym jedynie formalnie odwołano się do podstawy wznowieniowej, ale nie wyeksponowano konkretnych okoliczności przemawiających za wznowieniem postępowania albo przywołano okoliczności, które w powołanej podstawie wznowieniowej ewidentnie się nie mieszczą (por. postanowienie SN z 26.10.2021 r., II KO 49/21, Legalis). Należy podzielić również pogląd, że istota instytucji ujętej w art. 545 § 3 KPK sprowadza się do dbałości o odciążenie sądów od dokonywania czynności, których dokonanie i tak nie mogłoby spowodować wznowienia postępowania biorąc pod uwagę bardzo ograniczone jego podstawy (por. postanowienie SN z 14.12.2016 r., III KO 72/16, Legalis). Niezależnie jednak od powyższego przyjmuje się, stosownie do art. 545 § 3 zdanie drugie KPK, że postanowienie o odmowie przyjęcia wniosku podlega zaskarżeniu poziomemu (do tego samego sądu). Zażalenie rozpatrywane będzie wówczas w składzie trzech sędziów.
W omawianym orzeczeniu – w ocenie SN – wniosek o wznowienie postępowania złożono z naruszeniem przymusu adwokacko-radcowskiego. Wnoszący nie zawarł przy tym podstaw wznowienia, a we wniosku ograniczył się jedynie do polemiki z prawomocnym orzeczeniem skazującym. W świetle tych okoliczności stanowisko SN zasługuje na aprobatę. Rację należy przyznać również uwadze SN wyrażonej w uzasadnieniu co do tego, że skoro zażalenie na postanowienie złożone zostało przez ustanowionego pełnomocnika, to brak jest przeszkód, by ten sam zawodowy pełnomocnik sporządził wniosek o wznowienie postępowania odpowiadający wymaganiom formalnym oraz z podaniem podstaw wznowieniowych.
Postanowienie SN z 25.6.2026 r., II KZ 17/26, Legalis
Skuteczność procesowego zarzutu potrącenia w kontekście norm intertemporalnych
Stan faktyczny
Powód domagał się zasądzenia od pozwanego wynagrodzenia za roboty dodatkowe w związku z realizacją umowy o roboty budowlane. Uzasadniając zgłoszone roszczenie podnosił, iż nie zawarto w formie pisemnej aneksu do umowy obejmującego te roboty, w związku z tym podstawy prawnej roszczeń upatrywał w przepisach o bezpodstawnym wzbogaceniu.
Pozwany wniósł o oddalenie powództwa w całości. Przyznał, że powód wykonał roboty dodatkowe o wartości wskazanej w pozwie, niemniej wierzytelność z tego tytułu została przez pozwanego zaspokojona w drodze potrącenia dokonanego przed wszczęciem postępowania z wierzytelnością pozwanego przysługującą mu z tytułu kary umownej, którą został obciążony powód na podstawie postanowień łączącej strony umowy. Dokonane potrącenie obejmowało kwotę wyższą, aniżeli dochodzona pozwem.
Stanowisko SO i SA
Pierwotnie, wyrokiem z 15.12.2022, VIII GC 310/22, SO w Szczecinie uwzględnił wytoczone powództwo w zakresie należności głównej w całości, uznając zarzut potrącenia wierzytelności zgłoszony przez pozwanego za niedopuszczalny.
Apelację od wyroku SO wywiódł pozwany.
SA w Szczecinie wyrokiem z 26.10.2023, I AGa 10/23, Legalis, uchylił wyrok SO w zaskarżonej części, przekazując sprawę do ponownego rozpoznania. Uznał, że apelacja pozwanego doprowadziła do konieczności wydania wyroku o charakterze kasatoryjnym, bowiem SO nie rozpoznał istoty sprawy. Taka konstatacja jest wynikiem niepodzielenia przez SA przyjęcia przez SO, że podniesiony przez pozwanego zarzut potrącenia wzajemnej wierzytelności był niedopuszczalny w rozumieniu art. 2031 KPC.
Ponowne rozpoznanie sprawy przez SO
SO w Szczecinie po ponownym rozpoznaniu sprawy w przeważającej części oddalił powództwo. Wskazał, że w sprawie nie było sporne, że strony nie zawarły pisemnej umowy na prace, których równowartości wykonania domaga się powód. Pozwany nie kwestionował ani faktu wykonania prac, ani ich zakresu, ani wreszcie ich wartości. Przeprowadzone postępowanie dowodowe wykazało, że pozwany ustalał zakres prac z powodem i akceptował jego oferty cenowe. SO podkreślił, że w sytuacji, gdy nieważność umowy o roboty budowlane ze względu na niezachowanie formy, uniemożliwia zasądzenie równowartości robót dodatkowych jako wynagrodzenia, nie ma przeszkód, aby równowartość tych robót uwzględnić na podstawie przepisów o bezpodstawnym wzbogaceniu.
Obrona pozwanego opierała się na zarzucie potrącenia (art. 498 KC) należności stanowiących równowartość wynagrodzenia za roboty dodatkowe z wierzytelnością wzajemną pozwanego z tytułu kar umownych naliczonych za opóźnienie w wykonaniu umowy.
Kwestia istnienia roszczenia powoda, przy bezsporności jej wysokości i wymagalności, zależała w ocenie SO od ustalenia skuteczności potrącenia dokonanego przez pozwanego oraz podniesionego w ramach zarzutu w odpowiedzi na pozew.
W ocenie SO kwestię skuteczności podniesionego zarzutu potrącenia rozstrzygał art. 20 ustawy z 9.3.2023 r. o zmianie ustawy – Kodeks postępowania cywilnego oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2023 r. poz. 614), który stanowi, że w sprawach wszczętych i niezakończonych przed dniem wejścia w życie niniejszej ustawy zachowują moc czynności dokonane zgodnie z przepisami ustawy zmienianej w art. 1, w brzmieniu dotychczasowym. Podniesienie zarzutu potrącenia jest czynnością procesową, a więc czynnością, o której mowa w tym przepisie. Zatem dopuszczalność zgłoszenia takiego zarzutu winna być oceniana według stanu prawnego obowiązującego w dacie jego zgłoszenia. To z kolei powoduje, że SO jest związany poglądem prawnym SA co do dopuszczalności zarzutu potrącenia zgłoszonego przez pozwanego.
SO uznał ostatecznie, że zgromadzony w sprawie materiał dowodowy nie pozwala przyjąć, że powód nie ponosi winy w niedotrzymaniu umownego terminu zakończenia robót, a tym samym pozwanemu przysługuje roszczenie o zapłatę kary umownej. Uznał, że nie było też podstaw do miarkowania kary umownej w związku z jej rażącym wygórowaniem. Strony zastrzegły w umowie karę stanowiącą 0,25 % wartości przedmiotu umowy. Jest to kara nieodbiegająca od innych, zastrzeganych w podobnych sprawach. Dowodów na to, że kara winna być zmiarkowana, gdyż pozwany nie poniósł żadnej szkody lub szkodę niewielką powód nie przedstawił. Ostateczna kwota kary wynika tylko i wyłącznie z okresu opóźnienia.
Apelację od powyższego wyroku wniósł powód, zaskarżając go w części oddalającej powództwo, powołując się m.in. na niedopuszczalność podniesionego przez pozwanego zarzutu potrącenia.
Stanowisko SA
W wyroku z 24.3.2026 r., I AGa 138/25, SA w Szczecinie uznał za chybiony zarzut naruszenia art. 2031 § 1 KPC poprzez zaniechanie zastosowania tego przepisu w brzmieniu obowiązującym od 1.07.2023, a zastosowanie w brzmieniu obowiązującym przed tą datą, zdaniem powoda wbrew art. 316 KPC oraz sprzecznie z art. 386 § 6 KPC zd. ostatnie.
Przepis art. 2031 § 1 KPC przed nowelizacją – ustawą z 9.3.2023 o zmianie ustawy – KPC oraz niektórych innych ustaw, która weszła w życie 1.07.2023 stanowił, że podstawą zarzutu potrącenia może być tylko wierzytelność pozwanego z tego samego stosunku prawnego co wierzytelność dochodzona przez powoda, chyba że wierzytelność pozwanego jest niesporna lub uprawdopodobniona dokumentem niepochodzącym wyłącznie od pozwanego.
Przepis art. 2031 § 1 KPC po powyższej nowelizacji stanowi, że podstawą zarzutu potrącenia może być tylko wierzytelność 1) pozwanego z tego samego stosunku prawnego co wierzytelność dochodzona przez powoda, chyba że wierzytelność ta jest niesporna, stwierdzona prawomocnym orzeczeniem sądu, orzeczeniem sądu polubownego, ugodą zawartą przed sądem albo sądem polubownym, zatwierdzoną przez sąd ugodą zawartą przed mediatorem, lub uprawdopodobniona dokumentem potwierdzającym jej uznanie przez powoda; 2) o zwrot spełnionego świadczenia przysługująca jednemu z dłużników solidarnych wobec pozostałych współdłużników. Zatem w stosunku do brzmienia sprzed nowelizacji usunięto z art. 2031 § 1 KPC podstawę zarzutu w postaci uprawdopodobnienia wierzytelności dokumentem niepochodzącym wyłącznie od pozwanego.
SO trafnie wskazał, że kwestię stosowania powyższego przepisu w niniejszej sprawie rozstrzyga art. 20 ustawy z 9.3.2023 r. o zmianie ustawy – Kodeks postępowania cywilnego oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2023 r. poz. 614), który stanowi, że w sprawach wszczętych i niezakończonych przed dniem wejścia w życie niniejszej ustawy zachowują moc czynności dokonane zgodnie z przepisami ustawy zmienianej w art. 1, w brzmieniu dotychczasowym.
Podniesienie zarzutu potrącenia jest czynnością procesową, a więc czynnością, o której mowa w powyższym przepisie. Należało bowiem zauważyć, że przepis art. 2031 § 1 KPC określa wyłącznie procesowe warunki dopuszczalności zarzutu potrącenia, a nie podstawy oceny, czy wierzytelność wskazana w ramach tego zarzutu faktycznie istnieje. Należy więc odróżnić materialnoprawne warunki skuteczności potrącenia (art. 498 KC i n.), od kwestii procesowej możliwości powołania się na potrącenie, czy jego zgłoszenia w ramach zarzutu procesowego. Oznacza to, że w razie podniesienia zarzutu potrącenia sąd w pierwszej kolejności przeprowadza kontrolę, czy zarzut ten jest formalnie (procesowo) dopuszczalny. W razie negatywnej oceny sąd pomija ten zarzut. Jeżeli natomiast okaże się, że procesowe warunki dopuszczalności zarzutu potrącenia są spełnione, to sąd dokonuje jego merytorycznej oceny, w tym oceny istnienia wierzytelności objętej tym zarzutem, często po przeprowadzeniu postępowania dowodowego.
Słusznie zatem przyjął SO, że dopuszczalność zgłoszenia takiego zarzutu winna być oceniana według stanu prawnego obowiązującego w dacie jego zgłoszenia, tj. podniesienia w odpowiedzi na pozew w dacie 23.08.2022. Właściwym dla niniejszej sprawy było zatem stosowanie art. 2031 § 1 KPC w brzmieniu obowiązującym do dnia 1.7.2023.
Komentarz
Stanowisko zaprezentowane przez SA w zakresie intertemporalnych reguł zastosowania art. 2031 § 1 KPC uznać należy za trafne. Podniesienie zarzutu potrącenia jest bowiem czynnością procesową, o której mowa w art. 20 ustawy z 9.3.2023 r. o zmianie ustawy – Kodeks postępowania cywilnego oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2023 r. poz. 614). W konsekwencji, z punktu widzenia oceny skuteczności takiego zarzutu istotne jest brzmienie art. 2031 § 1 KPC z chwili jego zgłoszenia.
Wyrok SA w Szczecinie z 24.3.2026 r., I AGa 138/25
Halucynacje AI w piśmie pełnomocnika. NSA krytycznie o braku profesjonalizmu
Przesłanki wstrzymania wykonania decyzji
Ł.R. w sprawie dotyczącej skargi na decyzję w przedmiocie podatku od towarów i usług złożył wniosek o wstrzymanie wykonania zaskarżonej decyzji. WSA w Łodzi odmówił uwzględnienia wniosku. W uzasadnieniu postanowienia wskazano, że aby wniosek o udzielenie ochrony tymczasowej został uwzględniony, wnioskodawca musi wykazać okoliczności uzasadniające możliwość powstania znacznej szkody lub spowodowania trudnych do odwrócenia skutków. Co istotne, uzasadnienie wniosku powinno odnosić się do konkretnych zdarzeń świadczących o zasadności wniosku. Należy też załączyć dokumenty wskazujące na spełnienie przesłanek z art. 61 § 3 ustawy z 30.8.2002 r. – Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (t.j. Dz.U. z 2026 r. poz. 143; dalej: PostAdmU).
W uzasadnieniu postanowienia Sąd podkreślił, że skarżący przedstawił jedynie hipotetyczne konsekwencje wykonania zaskarżonej decyzji. W uzasadnieniu wniosku nie podano żadnych argumentów popartych dokumentacją, które uprawdopodobniłyby wystąpienie zagrożeń z art. 61 § 3 PostAdmU. Skarżący nie przedstawił materiałów dotyczących swojej sytuacji finansowej, zaś Sąd nie jest uprawniony do wzywania strony do przedłożenia takich dokumentów. Sąd zaznaczył, że okoliczności uzasadniającej wstrzymanie wykonania decyzji nie może stanowić hipotetyczna możliwość uwzględnienia skargi. Takiej okoliczności nie stanowi również sam obowiązek zapłaty podatku. Konieczność uiszczenia należności i związane z tym uszczuplenie majątku podatnika są bowiem zwykłym następstwem decyzji. To do wnioskodawcy należy uprawdopodobnienie, że na skutek uiszczenia kwoty wynikającej z decyzji grozi mu szkoda, której rozmiary przekraczają zwykłe następstwa zapłaty, lub że do odwrócenia skutku realizacji zaskarżonej decyzji nie wystarczy zwrot wyegzekwowanej należności wraz z odsetkami.
Zarzuty zażalenia
Ł.R., zastępowany przez zawodowego pełnomocnika, wniósł zażalenie do NSA, domagając się uchylenia zaskarżonego postanowienia i wstrzymania wykonania zaskarżonej decyzji do czasu rozpoznania skargi. W zażaleniu twierdzono, że okoliczności uprawdopodobniające niebezpieczeństwo wyrządzenia znacznej szkody lub spowodowania trudnych do odwrócenia skutków zostały wskazane we wniosku o wstrzymanie wykonania decyzji. Natomiast materiał dowodowy pozwalający na ich ocenę zebrano w aktach sprawy przekazanych sądowi przez organ podatkowy. Znajdują się tam m.in. dokumenty obrazujące skalę prowadzonej przez skarżącego działalności gospodarczej oraz jego sytuację majątkową i finansową. Pełnomocnik podkreślił, że za nieuzasadniony formalizm należy uznać żądanie przez sąd, aby strona do wniosku ponownie załączała dokumenty, które już umieszczono w aktach sprawy przekazanych przez organ administracji.
Wnioskodawca musi przedstawić konkretne informacje i dokumenty
NSA oddalił zażalenie, podkreślając, że tymczasowa ochrona sądowa w postaci wstrzymania wykonania zaskarżonego aktu stanowi wyjątek od zasady wykonalności takiego aktu wyrażonej w art. 61 § 1 PostAdmU. Jak podkreślono, naturalną konsekwencją egzekucji administracyjnej jest zaistnienie skutków finansowych, czyli zmniejszenie aktywów zobowiązanego do zapłaty danego podatku. Instytucja wstrzymania wykonania zaskarżonej decyzji nie służy zabezpieczeniu strony przed zwykłymi skutkami egzekucji, a jedynie przed takimi, których ewentualne wygranie sporu sądowego by nie naprawiło.
W ocenie NSA z zażalenia nie wynika, by w przypadku skarżącego zaistniały przesłanki z art. 61 § 3 PostAdmU. Przedstawiona w tym piśmie argumentacja została oceniona jako ogólnikowa i całkowicie gołosłowna. Ciężar uprawdopodobnienia przesłanek wstrzymania wykonania zaskarżonego aktu lub czynności oraz dostarczenia odpowiednich informacji i dokumentów w tym zakresie spoczywa na stronie, która wywodzi skutki prawne ze swoich twierdzeń (zob. wyrok NSA z 14.1.2026 r., II OZ 2008/25, Legalis). Tymczasem pełnomocnik jedynie hasłowo powołał się na czynniki takie jak utrata płynności finansowej, poważne zagrożenie dla prowadzonej działalności gospodarczej czy paraliż bieżącej działalności gospodarczej na skutek ewentualnego zajęcia rachunków bankowych. Nie wskazał jednak przy tym na konkretne okoliczności, które mogłyby uzasadniać konieczność udzielenia skarżącemu ochrony tymczasowej.
Ogólnikowość argumentów dotyczących możliwego wpływu ewentualnej egzekucji na sytuację skarżącego uniemożliwia ich merytoryczną ocenę. Sąd nie może ocenić ich zasadności, nie mając żadnego punktu odniesienia. Do oceny zasadności wniosku konieczne jest dysponowanie przez sąd aktualnymi i pełnymi danymi o stanie majątkowym, uzyskiwanych dochodach, środkach finansowych skarżącego, jednak Ł.R. nie podał jakichkolwiek danych w tym zakresie. W uzasadnieniu podkreślono, że samo wyegzekwowanie świadczenia pieniężnego, choć niewątpliwie powoduje uszczuplenie majątku zobowiązanego, nie wywoła nieodwracalnych skutków, gdyż ewentualne uchylenie zaskarżonej decyzji spowoduje konieczność zwrotu wyegzekwowanej należności wraz z odsetkami.
NSA zwrócił również uwagę na kwestię dokumentów zawartych w aktach sprawy. Wbrew twierdzeniom zawartym w zażaleniu przekazanie przez organ podatkowy akt sprawy nie tworzy automatycznie po stronie sądu obowiązku przeszukiwania tych akt pod kątem okoliczności i danych, które ewentualnie mogą świadczyć o potrzebie wstrzymania wykonania decyzji. W szczególności dotyczy to spraw takich jak rozpatrywana, w której zaskarżono decyzję wymiarową obejmującą rozliczenia w VAT za określone okresy rozliczeniowe w latach 2019-2020. Organy podatkowe, wydając decyzje wymiarowe w VAT, nie mają ani obowiązku, ani potrzeby gromadzenia materiału dowodowego obrazującego aktualną sytuację finansową i majątkową skarżącego. Pełnomocnik skarżącego w zażaleniu nie wskazał żadnych konkretnych danych ani dokumentów, którymi sąd miałby już dysponować i które powinny być uwzględnione w toku rozpoznawania wniosku o udzielenie ochrony tymczasowej.
Używanie AI przy sporządzaniu pism procesowych przez profesjonalistę
NSA stwierdził, że zażalenie w sposób oczywisty zostało sporządzone z silnym wykorzystaniem narzędzi AI. Świadczą o tym jednoznacznie widoczne w zażaleniu ślady tzw. halucynacji AI. Żadne z postanowień, do których odwołuje się pełnomocnik, nie odzwierciedla realnego stanowiska NSA. Pełnomocnik wskazuje na konkretne sygnatury, jednak postanowienia w tych sprawach nie tylko zostały wydane w innych datach niż podane przez pełnomocnika skarżącego, ale też żadne z nich nie dotyczyło zagadnienia wstrzymania wykonania aktu lub czynności na podstawie art. 61 § 3 PostAdmU. Co więcej, we wszystkich trzech orzeczeniach zażalenia skarżących zostały oddalone, a uzasadnienia postanowień nie zawierają tez o nadmiernym formalizmie sądu czy obowiązku poszukiwania przez sąd w aktach administracyjnych okoliczności i dokumentów potwierdzających stanowisko strony w postępowaniu wpadkowym. Tymczasem stanowisko przedstawione w zażaleniu i rzekomo cytowanych postanowieniach jest sprzeczne z utrwalonym stanowiskiem NSA dotyczącym tego, na kim spoczywa obowiązek wykazania zasadności wniosku o wstrzymanie wykonania zaskarżonej decyzji. Zdaniem NSA wskazuje to na korzystanie ze sztucznej inteligencji, która generuje treści mające odpowiadać potrzebom i oczekiwaniom użytkownika.
NSA zaznaczył, że ma świadomość, iż rośnie zainteresowanie społeczne możliwościami oferowanymi przez sztuczną inteligencję i coraz powszechniej stosowane są narzędzia AI do przygotowania m.in. wiadomości e-mail, wniosków, esejów. Również w ramach postępowań sądowych skarżący coraz częściej będą korzystać z AI. W ocenie NSA krytycznie należy jednak ocenić bezrefleksyjne korzystanie z narzędzi AI przez zawodowego pełnomocnika przy sporządzaniu pism procesowych składanych w imieniu mocodawcy do sądu. Wątpliwości budzi etyczny wymiar takiego działania, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę to, że zawodowy pełnomocnik pobiera wynagrodzenie za świadczone przez siebie usługi prawne. W związku z tym jego mocodawca ma prawo oczekiwać, że sporządzane pisma procesowe będą spełniały najwyższe wymogi profesjonalizmu. Trudno dopatrzyć się takiego profesjonalizmu, jeśli działanie zawodowego pełnomocnika w istocie sprowadza się do bezrefleksyjnego wykorzystania narzędzi AI, które są – w tym samym stopniu – dostępne osobom niewykonującym zawodów prawniczych.
Postanowienie NSA z 23.6.2026 r., I FZ 104/26, Legalis
Ogólnikowa odmowa dostępu do informacji publicznej nie wystarczy
Istota sporu
Przedmiotem kontroli w sprawie jest decyzja Agencji Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej Spółka Akcyjna (dalej: Spółka) z 24.2.2026 r. o odmowie udostępnienia informacji publicznej na wniosek M.K. (dalej: Strona Skarżąca) z 12.1.2026 r. (dalej: Decyzja). Spółka uznała, że wnioskowane informacje stanowią informację publiczną przetworzoną, a Strona Skarżąca nie wykazała, pomimo wezwania, że ich uzyskanie jest szczególnie istotne dla interesu publicznego, o czym stanowi art. 3 ust. 1 pkt 1 ustawy z 6.9.2001 r. o dostępie do informacji publicznej (t.j. Dz.U. z 2022 r. poz. 902; dalej: DostInfPubU).
Stan prawny
Odnosząc się do stanu prawnego, WSA we Wrocławiu wskazał, że DostInfPubU nie definiuje pojęcia informacji przetworzonej. Art. 3 ust. 1 pkt 1 DostInfPubU stanowi, że prawo do informacji publicznej obejmuje uprawnienie do uzyskania informacji publicznej, w tym informacji przetworzonej w takim zakresie, w jakim jest to szczególnie istotne dla interesu publicznego.
Nie można – zdaniem WSA we Wrocławiu – stracić z pola widzenia, że charakter informacji publicznej przetworzonej mogą mieć dane publiczne, które co do zasady wymagają dokonania stosownych analiz, obliczeń, zestawień statystycznych, ekspertyz, połączonych z zaangażowaniem w ich pozyskanie określonych środków osobowych i finansowych organu, innych niż te wykorzystywane w bieżącej działalności. Uzyskanie żądanych przez wnioskodawcę informacji wiązać się zatem musi z potrzebą ich odpowiedniego przetworzenia, co nie zawsze należy utożsamiać z wytworzeniem rodzajowo nowej informacji. Przetworzenie może bowiem polegać np. na wydobyciu poszczególnych informacji cząstkowych z posiadanych przez organ zbiorów dokumentów (które to zbiory mogą być prowadzone w sposób uniemożliwiający proste udostępnienie gromadzonych w nich danych) i odpowiednim ich przygotowaniu na potrzeby wnioskodawcy. Tym samym również suma informacji prostych, w zależności od wiążącej się z ich pozyskaniem wysokości nakładów, jakie musi ponieść organ, czasochłonności, liczby zaangażowanych pracowników – może być traktowana jako informacja przetworzona (wyrok NSA z 23.11. 2018 r., I OSK 2951/16, Legalis).
WSA we Wrocławiu podkreślił, że kwalifikacja żądania jako dotyczącego informacji przetworzonej stanowi ograniczenie konstytucyjnie gwarantowanego prawa do informacji publicznej (art. 61 Konstytucji RP), wymusza na wnioskodawcy wykazanie szczególnego interesu publicznego w udostępnieniu informacji, a w razie braku – skutkuje odmową udostępnienia informacji, która wszakże cały czas pozostaje informacją publiczną (wyrok WSA we Wrocławiu z 12.11.2025 r., IV SA/Wr 386/25, Legalis).
Stąd też, w przypadku odmowy udostępnienia informacji publicznej przetworzonej z uwagi na brak wykazania szczególnej istotności informacji dla interesu publicznego, niezwykle ważne jest sporządzenie przez organ prawidłowego i wyczerpującego uzasadnienia decyzji. W tym zakresie DostInfPubU odsyła do odpowiednich przepisów KPA (wyrok WSA we Wrocławiu z 30.8.2022 r., IV SA/Wr 165/22, Legalis). Zgodnie z art. 16 ust. 2 DostInfPubU, do decyzji o odmowie udostępnienia informacji publicznej stosuje się przepisy KPA. W myśl zaś art. 107 § 1 pkt 6 i § 3 KPA, decyzja musi zawierać uzasadnienie faktyczne i prawne, na które składają się w szczególności wskazanie faktów, które organ uznał za udowodnione, dowodów, na których się oparł, oraz przyczyn, z powodu których innym dowodom odmówił wiarygodności i mocy dowodowej, a także wyjaśnienie podstawy prawnej decyzji, z przytoczeniem przepisów prawa. Wydanie decyzji o odmowie udostępnienia informacji publicznej z uwagi na jej przetworzony charakter i brak wykazania przesłanki z art. 3 ust. 1 pkt 1 DostInfPubU wymaga sporządzenia uzasadnienia odnoszącego się do konkretnej sprawy. Uzasadnienie takiej decyzji nie może sprowadzać się do ogólnikowych twierdzeń, mogących mieć zastosowanie w każdej innej sprawie. Jeżeli podmiot zobowiązany chce prawidłowo wykazać zasadność swojej kwalifikacji musi podać konkretne argumenty (wyrok NSA z 13.6.2024 r. III OSK 2168/22, Legalis).
WSA we Wrocławiu wskazał, że fakt przygotowania informacji publicznej według kryteriów podanych przez wnioskodawcę nie w każdym przypadku oznaczać będzie, że mamy do czynienia z informacją przetworzoną. Ostateczna kwalifikacja informacji publicznej jako przetworzonej musi być dokonywana na podstawie konkretnego przypadku i ustaleń poczynionych w danej sprawie (wyrok WSA we Wrocławiu z 29.8.2024 r., IV SA/Wr 49/24, Legalis). W pewnych przypadkach suma informacji prostych posiadanych przez adresata może przekształcić się w informację przetworzoną, jeżeli uwzględnienie wniosku wymaga ich zgromadzenia poprzez przegląd materiałów źródłowych, w których są zawarte, a ilość informacji prostych konieczna dla sporządzenia informacji wskazanej we wniosku jest znaczna i angażuje po stronie podmiotu zobowiązanego środki i zasoby konieczne dla jego prawidłowego funkcjonowania (wyroki NSA z 6.10.2011 r. I OSK 1199/11, Legalis oraz z 17.5.2012 r. I OSK 416/12, Legalis). W takiej sytuacji organ zobowiązany jest do wykazania zakresu nakładów, jakie musi ponieść, ich czasochłonności, liczby zaangażowanych pracowników, konkretnej liczby koniecznych do przeanalizowania i zanonimizowania dokumentów, czy też innego rodzaju okoliczności mogących zakłócić normalny tok działania podmiotu zobowiązanego i utrudnić wykonywanie przypisanych mu zadań (wyroki NSA z 4.8.2015 r., I OSK 1645/14, Legalis; oraz z 5.3.2015 r., I OSK 863/14, Legalis).
Stanowisko WSA we Wrocławiu
Zestawiając przedstawione uwagi z treścią Decyzji, WSA we Wrocławiu wskazał, że Spółka prawidłowo uznała, że zidentyfikowanie określonej informacji jako „przetworzonej” wymaga nawiązania do metodologii gromadzenia przez zobowiązaną Spółkę zawieranych umów oraz czynności, jakie należałoby wykonać, aby przygotować żądane zestawienie – świadczących o przetworzeniu informacji. Spółka – pomimo obszernego uzasadnienia Decyzji – nie skonkretyzowała potencjalnego wysiłku, który musiałby zostać zaangażowany w zadośćuczynienie wnioskowi. Spółka operowała samymi ogólnikami, powołując „szeroki zakres wniosku” oraz argumentując, że wykonanie żądanego zestawienia wiązałoby się „z dużym nakładem pracy i czasu”. Nie wiadomo przy tym, czy są to okoliczności obiektywnie ustalone, czy też tylko hipotetyczne przypuszczenia. Spółka nie podała przybliżonej liczby umów, które musiałyby zostać poddane analizie, nie uprawdopodobniła hipotecznego czasu potrzebnego na wykonanie zadania przez określoną liczbę pracowników, wskazała zaś na potrzebę „pełnego wyłączenia pracownika z bieżących obowiązków służbowych na znaczny okres”.
Stąd też WSA we Wrocławiu nie był w stanie zweryfikować – przez pryzmat zasad logiki oraz doświadczenia życiowego – czy realizacja wniosku „stanowiłaby istotne zakłócenie normalnego toku działalności Spółki”, czy też nie. Innymi słowy, uzasadnienie Decyzji ma charakter czysto „blankietowy” – zostało zredagowane w tak ogólny sposób, że w istocie mogłoby stanowić odmowę udostępnienia jakiejkolwiek informacji publicznej wskutek uznania, że obejmuje ona udostępnienie informacji przetworzonej.
Z tych powodów WSA we Wrocławiu uznał, że przyjęta w sprawie kwalifikacja wniosku jako dotyczącego informacji publicznej przetworzonej, jest co najmniej przedwczesna. Organ nie wykazał bowiem zaistnienia tego kwalifikowanego znamienia. W sprawie doszło do naruszenia przepisów postępowania, które mogło mieć istotny wpływ na wynik sprawy (art. 107 § 3 KPA w zw. z art. 3 ust. 1 pkt 1 DostInfPubU). Na tym etapie postępowania, ze względu na to, że – w ocenie WSA we Wrocławiu – Spółka nie wykazała skutecznie, iż chodzi o informację przetworzoną, nie było konieczne ocenianie, czy Skarżąca wykazała szczególną istotność żądanych danych dla interesu publicznego. Ta okoliczność powinna być badana dopiero po ustaleniu ponad wszelką wątpliwość, że mamy do czynienia z informacją publiczną przetworzoną. Kierując się przedstawioną argumentacją WSA we Wrocławiu – na podstawie art. 145 § 1 pkt 1 lit. c ustawy z 30.8.2002 r. – Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (t.j. Dz.U. z 2026 r. poz. 143) uchylił Decyzję.
Komentarz
W okolicznościach faktycznych analizowanej sprawy WSA we Wrocławiu przypomniał szczególne zasady sporządzania uzasadnienia decyzji o odmowie udostępnienia informacji publicznej przetworzonej z uwagi na brak wykazania, że jej udostępnienie jest szczególnie istotne dla interesu publicznego. Uzasadnienie takiej decyzji powinno być wyczerpujące, konkretne i odnosić się do okoliczności rozpatrywanej sprawy. Tych standardów jakościowych nie spełniało – w ocenie WSA we Wrocławiu – uzasadnienie omawianej Decyzji.
Wyrok WSA we Wrocławiu z 18.6.2026 r., IV SA/Wr 216/26, Legalis