Inwestycja celu publicznego w decyzji ustalającej lokalizację
Stan faktyczny
WSA w Olsztynie rozpoznał sprzeciw Spółki A od decyzji SKO w przedmiocie lokalizacji inwestycji celu publicznego. Wydanym wyrokiem uchylił on zaskarżoną decyzję. Burmistrz jako Organ I instancji po rozpatrzeniu wniosku Spółki A ustalił lokalizację inwestycji celu publicznego, polegającej na budowie elektroenergetycznej linii kablowej niskiego napięcia 0,4 kV ze złączami kablowo-pomiarowymi (sieć elektroenergetyczna) na określonych działkach. W uzasadnieniu Burmistrz wywiódł, że co do zasady sieć elektroenergetyczna (a tym samym jej modernizacja czy przebudowa) stanowi inwestycję celu publicznego. Wnioskowana inwestycja spełnia zatem przesłanki określone w definicji inwestycji celu publicznego, a realizowane przez inwestora przedsięwzięcie bezsprzecznie stanowi inwestycję celu publicznego w rozumieniu art. 2 pkt 5 ustawy z 27.3.2003 r. o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym (t.j. Dz.U. z 2022 r. poz. 503; dalej: PlanZagospU) oraz art. 6 pkt 2 ustawy z 21.8.1997 r. o gospodarce nieruchomościami (t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 1899; dalej: GospNierU). Będzie ona służyć do zaopatrywania obiektów budowlanych w energię elektryczną przez publicznego operatora istniejącej i przeszłej zabudowy miejskiej o różnych funkcjach użytkowych. Dodał, że operator publiczny planuje budowę nowego kabla w celu zapobiegnięcia w przeszłości dywersyfikacji dostaw energii oraz podniesienia konkurencyjności i jakości w zakresie możliwości zaopatrywania w energię elektryczną.
W odwołaniu od powyższej decyzji Spółka zarzuciła, że Organ I instancji przypisuje przedmiotowej inwestycji funkcję inwestycji celu publicznego bez właściwego uzasadnienia faktycznego i prawnego. SKO w wyniku rozpoznanego odwołania uchyliło zaskarżoną decyzję w całości i przekazało sprawę Organowi I instancji do ponownego rozpatrzenia. Było to już zresztą kolejne uchylenie decyzji, wydane przez Burmistrza w przedmiotowym postępowaniu. Kolegium zarzuciło, że Burmistrz nie wypełnił zaleceń zawartych w poprzednich decyzjach. Ponadto nie dokonał on ustaleń, pozwalających na zajęcie stanowiska, czy zamierzenie to wypełnia warunek znaczenia co najmniej lokalnego, skoro z wniosku wynika, że inwestycja ma służyć jedynie zasileniu istniejącego zakładu produkcyjnego. Kolegium nakazało w tych decyzjach Organowi I instancji uzupełnienie materiału i odniesienie się do istnienia w terenie sieci oraz ilości zakładów i obiektów, mogących ewentualnie uzyskać przyłącze do planowanej linii, a także do oceny tych okoliczności w aspekcie interesów wspólnoty lokalnej.
W złożonym sprzeciwie Spółka A podniosła, że teren, na którym jest projektowana budowa sieci elektroenergetycznej, obejmuje działki powstałe po dawnym zakładzie produkcyjnym. Jako jeden zakład posiadał on wewnętrzną sieć elektroenergetyczną, stanowiącą własność zakładu produkcyjnego, która zapewniała zasilanie poszczególnych obiektów za czasów funkcjonowania zakładu. Likwidując zakład, syndyk po podziale terenu sprzedał go zainteresowanym przedsiębiorcom. Wewnętrzna sieć elektroenergetyczna pozostała i ma różnych właścicieli. Kupując swoją nieruchomość, Spółka nabyła od syndyka stację transformatorową 15 kV/0,4 kV. Przedsiębiorcy, którzy nabyli nieruchomości, by mieć zapewnioną energię elektryczną są zmuszeni do korzystania z energii dostarczanej przez ten podmiot. Chcąc uniezależnić się od prywatnego przedsiębiorcy i mieć większą pewność zasilania oraz wyboru sprzedawcy energii elektrycznej, właściciele 2 działek wystąpili do Skarżącej o przyłączenie swoich obiektów bezpośrednio do sieci należącej do tego operatora. Realizując dokumentację związaną z przyłączeniem ww. działek, Spółka A uwzględnia rozwojowy charakter terenu po dawnym zakładzie produkcyjnym i projektuje sieć o parametrach technicznych umożliwiających dalsze jej rozbudowywanie i przyłączanie kolejnych zainteresowanych osób i przedsiębiorstw.
Skarżąca Spółka A zarzuciła, że Kolegium pominęło, iż budowa sieci elektroenergetycznej ma na celu zasilanie kilku podmiotów, które prowadzą działalność gospodarczą, mającą znaczenie dla społeczności lokalnej. Trudno bowiem nie uważać za inwestycję o znaczeniu lokalnym budowy sieci elektroenergetycznej, która ma umożliwić działalność i rozwój przedsiębiorstw dających zatrudnienie i zapewniających byt lokalnej społeczności, powodujących swoją produkcją rozwój regionu. Planowana rozbudowa sieci ma umożliwić przyłączenie kilku przedsiębiorstw, powstałych na terenach dawnego zakładu produkcyjnego. Powołując się na pogląd m.in. tutejszego Sądu i NSA, Spółka wywiodła, że inwestycją o znaczeniu lokalnym byłaby również rozbudowa sieci, zapewniająca przyłączenia jednego obiektu, jeżeli służy to społeczeństwu, zapewniając zatrudnienie, produkcję i rozwój regionu. Inwestycja mająca na celu przyłączenie do sieci nawet jednego podmiotu nie przesądza o tym, że nie można jej zakwalifikować do inwestycji celu publicznego o znaczeniu lokalnym.
Stanowisko WSA
Rozpoznając sprzeciw, Sąd był zobligowany do oceny zajętego przez Kolegium stanowiska co do prawidłowości zastosowania w sprawie przepisów PlanZagospU. Zgodnie z art. 50 ust. 1 PlanZagospU inwestycja celu publicznego jest lokalizowana na podstawie planu miejscowego, a w przypadku jego braku – w drodze decyzji o ustaleniu lokalizacji inwestycji celu publicznego. Warunek, o którym mowa w art. 61 ust. 1 pkt. 4 PlanZagospU, stosuje się odpowiednio. Z cytowanego przepisu wynika, że kluczową przesłanką do zastosowanie tej regulacji jest bezsporne ustalenie, że w danej sprawie mamy do czynienia z inwestycją celu publicznego. Definicję tego pojęcia zawiera art. 2 pkt 5 PlanZagospU, zgodnie z którym „inwestycją celu publicznego” są działania o znaczeniu lokalnym (gminnym) i ponadlokalnym (powiatowym, wojewódzkim i krajowym), a także krajowym (obejmującym również inwestycje międzynarodowe i ponadregionalne), oraz metropolitalnym (obejmującym obszar metropolitalny) bez względu na status podmiotu podejmującego te działania oraz źródła ich finansowania, stanowiące realizację celów, o których mowa w art. 6 GospNierU. W art. 6 pkt. 2 GospNierU wśród celów publicznych ustawodawca wymienia budowę i utrzymywanie ciągów drenażowych, przewodów i urządzeń służących do przesyłania lub dystrybucji płynów, pary, gazów i energii elektrycznej, a także innych obiektów i urządzeń niezbędnych do korzystania z nich.
W konsekwencji wydanie na podstawie art. 50 ust. 1 PlanZagospU decyzji ustalającej lokalizację inwestycji celu publicznego jest uzależnione od bezspornego wykazania, że w stanie faktycznym sprawy spełnione są łącznie 2 przesłanki: przedmiot inwestycji (cel) jest zgodny z wymienionymi w art. 6 GospNierU oraz podjęte działania mają co najmniej znaczenie lokalne (gminne) lub ponadlokalne lub krajowe. Nie można przyjmować automatycznie, że każda inwestycja związana z budową i utrzymaniem przewodów i urządzeń, służących do przesyłania lub dystrybucji energii elektrycznej, a także innych obiektów i urządzeń niezbędnych do korzystania z tych przewodów i urządzeń, służy celom publicznym. Istotą inwestycji celu publicznego jest jej nakierowanie na urzeczywistnienie interesu publicznego, istotnego dla zbiorowości – przynajmniej na poziomie lokalnym. Inwestor powołujący się na cel publiczny powinien być gotowy na wykazanie, że jego realizacja nie stanowi zaspokojenia interesu prywatnego.
WSA podkreślił, że inwestycję należy oceniać z punktu widzenia interesów lokalnej społeczności, tj. zaspokojenia potrzeb i interesów społeczności lokalnej, tworzącej gminną wspólnotę samorządową – art. 7 ust. 1 pkt 3 ustawy z 8.3.1990 r. o samorządzie gminnym (t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 1372; dalej: SamGminU). Jeżeli inwestycja ma na celu dostarczenie odbiorcom na terytorium gminy energii elektrycznej, to mieści się w zadaniach własnych gminy i prowadzi do zaspokojenia potrzeb i interesów części społeczności lokalnej. Mając na względzie zasady proporcjonalności (art. 31 ust. 3 Konstytucji RP) i zrównoważonego rozwoju (art. 1 PlanZagospU w zw. z art. 2 pkt 2 PlanZagospU i w zw. z art. 3 pkt. 50 ustawy z 27.4.2001 r. Prawo ochrony środowiska (t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 1973; dalej: PrOchrŚrod) NSA podkreślił, że kwestia braku dostępu do energii elektrycznej może być rozpatrywana z perspektywy konstytucyjnej zasady równości (art. 32 ust. 1 i 2 Konstytucji RP), ponieważ aktualnie jej pozbawienie (brak dostępu) może mieć charakter „wykluczający” w ramach normalnego funkcjonowania stosunków społeczno-gospodarczych także na szczeblu lokalnej wspólnoty samorządowej.
Z orzeczenia wynika wprost, jakie kryteria decydują o przyjęciu, że na gruncie postępowania o wydanie decyzji o warunkach zabudowy (decyzji o lokalizacji inwestycji celu publicznego) mamy do czynienia z inwestycją celu publicznego. W przypadku inwestycji związanej z budową i utrzymaniem przewodów oraz urządzeń służących do przesyłania lub dystrybucji energii elektrycznej, kryterium wyróżniającym nie jest jedynie ilość odbiorców energii elektrycznej. Mimo iż inwestycja celu publicznego nie zawsze musi być realizowana przez podmiot publiczny, to decydujące znaczenie ma to, jak inwestycja będzie wykorzystywana z punktu widzenia potrzeb lokalnej społeczności. Ustalenia w tym obszarze to specyfika każdego konkretnego postępowania.
Uchodźcy powinni być samodzielni
Jak radzi sobie stołeczny Urząd Pracy z rejestracją Ukraińców, którzy po 24 lutego uciekli do Polski przed rosyjską agresją?
W Warszawie według różnych szacunków jest teraz około 300 tys. uchodźców. Na około 2 mln mieszkańców stolicy to sporo. Szacujemy, że w tej grupie znaczna część to dzieci. Część uchodźców samodzielnie poradzi sobie ze znalezieniem pracy, zakładamy więc, że naszym wsparciem może być zainteresowanych około 30–50 tys. uchodźców. Dlatego zachęcamy ich do samodzielności w poszukiwaniu pracy. W środkach komunikacji miejskiej, tramwajach czy autobusach są już ogłoszenia wskazujące na portale zajmujące się pośrednictwem, na których można łatwo znaleźć zatrudnienie, np. oferty.praca.gov.pl czy pracuj.pl.
Ten ostatni portal jest komercyjny. Rozumiem, że podjęliście współpracę.
Współpracujemy obecnie z sześcioma portalami: pracuj.pl, praca.pl, infopraca.pl, antal.pl, aplikuj.pl, olx.pl, abslforukraine.absl.pl, a także agencjami pośrednictwa pracy, aby jak najwięcej uchodźców w jak najkrótszym czasie znalazło pracę i źródło utrzymania. Równolegle z rejestracją uchodźców ruszyliśmy z akcją informacyjną o podstawowych zasadach polskiego prawa pracy, np. że minimalne wynagrodzenie brutto na etacie wynosi 3100 zł, z czego zatrudniony dostaje na rękę 2363 zł netto, a stawka wynagrodzenia godzinowego na zleceniu to 19,70 zł, czyli 14,47 zł netto. Tak, by zmniejszyć w ten sposób ryzyko, że ktoś będzie próbował wypłacać wynagrodzenie poniżej tych minimalnych gwarancji. Zakładamy, że nadużyć nie będzie, ale niestety nie można tego wykluczyć.
Jak uchodźca trafi do urzędu?
Tworzymy największą możliwą bazę ofert pracy dla uchodźców. Kontaktujemy się z przedsiębiorcami, którzy dotychczas korzystali z naszych usług i z którymi nie mieliśmy dotychczas styczności, i informujemy ich o możliwości oraz zasadach zatrudnienia Ukraińców. W ciągu trzech dni od wejścia w życie specustawy regulującej zasady pobytu i pracy Ukraińców w Polsce zorganizowaliśmy też nowy punkt pośrednictwa pracy dla uchodźców, na Marszałkowskiej 77/79, w centrum Warszawy, gdzie dokonujemy rejestracji takich osób jako bezrobotnych i poszukujących pracy. Wszystkie formularze, systemy działające w tym punkcie są po ukraińsku. Staramy się też, aby pośrednicy obsługujący Ukraińców także znali ten język. Nie jest jednak z tym łatwo, bo znalezienie w Warszawie tłumacza z języka ukraińskiego graniczy z cudem. Oferty pracy, które przedstawiamy Ukraińcom, to te, w których pracodawca zaznaczył, że jest zainteresowany zatrudnieniem pracownika ze Wschodu. Szukamy też pracodawców gotowych zatrudnić jednorazowo więcej obywateli Ukrainy. Przykładowo sieć sklepów spożywczych Lidl zgłosiła się do nas z ofertą zatrudnienia około 60 osób, przygotowujemy dla nich kandydatów i mam nadzieję, że w najbliższych dniach podejmą oni pracę. Zapraszamy do współpracy wszystkich pracodawców, także tych szukających jednego pracownika, i zrobimy wszystko, aby połączyć taką ofertę zatrudnienia z właściwym kandydatem.
Kto rejestruje się w punkcie na Marszałkowskiej?
Przeszło 95 proc. rejestrujących się obecnie uchodźców to kobiety, z czego ponad 60 proc. ma wyższe wykształcenie, 30 proc. średnie. Dotychczas zgłosiło się do nas już ponad 1300 osób ze wszystkimi możliwymi specjalizacjami. W bazie mamy już prawniczki, dziennikarki, specjalistki od marketingu, księgowe, nauczycielki. Barierą w wejściu na rynek pracy jest brak znajomości języka polskiego.
W lepszej sytuacji są osoby znające angielski, bo tacy kandydaci są poszukiwani przez centra usług wspólnych do obsługi zagranicznych klientów.
Jakich pracowników poszukują polscy przedsiębiorcy?
Oferty napływające z rynku wskazują, że preferowani są kandydaci ze znajomością języka polskiego. Poszukiwani są kierowcy oraz pracownicy do przemysłu i przetwórstwa. To zapotrzebowanie i podaż, gdzie większość kandydatów ma wyższe wykształcenie, są niedopasowane. Zakładamy, że uchodźcy, do czasu, aż nie nauczą się komunikować po polsku, mogą liczyć jedynie na zatrudnienie do prac prostych.
A może urząd pracy nauczy ich języka polskiego?
Taki mamy plan. Ogłosiliśmy właśnie przetarg na intensywny, trwający cztery tygodnie kurs języka polskiego dla 500 uchodźców. Zakładam, że wezmą w nim również udział osoby z wysokimi kwalifikacjami, np. informatycy, którzy po szkoleniu ze znajomością języka polskiego szybko znajdą zatrudnienie. Pytanie jest takie, czy przy braku tłumaczy z ukraińskiego znajdzie się wykonawca takiego zamówienia, który da radę w tak krótkim czasie przeszkolić tak dużą grupę osób. Zdajemy sobie też sprawę, że szkolenia językowe dla uchodźców prowadzi obecnie zarówno Uniwersytet Warszawski, jak i wiele organizacji pozarządowych, ale ta oferta jest niewystarczająca w stosunku do zapotrzebowania.
Czy urząd pracy będzie wspierał finansowo przedsiębiorców przy zatrudnianiu uchodźców?
Zanim uruchomimy pieniądze, w pierwszej kolejności stawiamy na szerokie pośrednictwo pracy. Drugi etap to są szkolenia językowe. Dopiero na trzecim etapie będziemy finansowali staże i prace interwencyjne. Mamy ograniczone zasoby i chcemy je jak najlepiej wykorzystać. Nie jest sztuką szybko wydać pieniądze. Nam zależy, aby uchodźcy znaleźli stabilną pracę w Polsce.
Z jakimi barierami muszą się mierzyć pośrednicy, których zniesienie ułatwiłoby im pracę?
Przede wszystkim jako urząd pracy musimy mierzyć się z wyzwaniem polegającym na pojawieniu się stosunkowo dużej liczby pracowników, chętnych do pracy, ale bez znajomości języka. To wymaga wyszukiwania w inny sposób niż dotychczas możliwości zatrudnienia takich osób. Jako urząd w Warszawie borykaliśmy się również z przeszkodami technicznymi i niedostosowaniem systemów informatycznych, ale – mam nadzieję – od dzisiaj możemy zrezygnować z papierowych formularzy na rzecz wypełniania od razu elektronicznych wniosków przez osoby z Ukrainy. Największym wyzwaniem jest jednak działanie w sytuacji niepewności – to, jak będzie wyglądał lokalny rynek pracy, a tym samym i nasze zadania, zależy od sytuacji politycznej w Ukrainie, a tu trudno o jakieś konkretne prognozy.
Inflacja może uruchomić pozwy złotówkowiczów
Pierwsze pozwy są już w sądach. Kolejne w przygotowaniu.
– Umowy kredytów złotówkowych, w których wysokość raty kapitałowo-odsetkowej uzależniona jest od stopy referencyjnej WIBOR, w wielu przypadkach mogą okazać się nieważne lub przynajmniej bezskuteczne co do sposobu ustalania wysokości oprocentowania kredytu. W najlepszym dla banków przypadku oznaczać to będzie brak możliwości doliczania do raty wskaźnika WIBOR i zwrot nadpłat – mówi „Rz” Radosław Górski, radca prawny, który złożył w sądzie takie pozwy.
– Zbieramy dowody, że banki nawet nie próbowały uświadamiać kredytobiorcom rzeczywistego ryzyka związanego z zawarciem umowy kredytu ze zmiennym oprocentowaniem – mówi mec. Górski.
Ochrona konsumenta
Wszystko wskazuje, że prawnicy prowadzący takie sprawy wybiorą, na wzór spraw frankowych, przepisy o ochronie konsumentów, a dopiero w drugiej kolejności drogę prowadzącą do zmiany wysokości rat z uwagi na zmiany sytuacji na rynku. Ocena tej drugiej podstawy żądania, czyli klauzuli rebus sic stantibus, należy do sądu: czy wskutek inflacji i wzrostu WIBOR istotnie doszło do nadzwyczajnej zmiany stosunków, w wyniku czego wykonywanie umowy przez konsumenta łączy się z nadmiernymi trudnościami lub grozi rażącą stratą, czego strony nie przewidywały, zawierając ją, i czy uzasadnia to zmianę treści umowy kredytu lub jej rozwiązanie.
– Na tle dotychczasowego orzecznictwa możliwość skutecznego powołania się na klauzulę rebus sic stantibus w związku ze wzrostem kosztu kredytu z powodu inflacji wydaje się wątpliwa – ocenia Monika Diehl, adwokat w Clifford Chance. – Mając jednak na uwadze obecny i ewentualnie dłużej trwający wzrost stóp procentowych, w razie takich roszczeń sądy będą musiały przeanalizować, czy wzrost ten faktycznie był nieprzewidywalny – np. czy mimo mechanizmu stopy zmiennej w umowie kredytowej brak było podobnych zwyżek w ostatnich latach. Istotna będzie też analiza okresu kredytowania i możliwości powrotu stóp procentowych do pierwotnego poziomu lub ich obniżenia w przyszłości, a także rynkowego charakteru wskaźnika WIBOR.
Adwokat Wojciech Wandzel, partner w Kubas Kos Gałkowski, idzie dalej: – Nie ma podstaw do zmiany umowy, gdy rośnie inflacja czy raty kredytów w złotych. Mechanizm oprocentowania kredytu według stopy zmiennej zakłada wzrost lub zmianę wysokości rat w przypadku zmiany stopy referencyjnej, a zatem strony umowy już w momencie jej zawarcia przewidują, że wysokość rat może się zmienić, co wyklucza korzystanie z rebus sic stantibus. Kredytobiorca może zaś wystąpić do banku o restrukturyzację zadłużenia – dodaje mec. Wandzel.
Podobnie myśli adwokat Przemysław Sobiesiak, kancelaria Sobota-Jachira. – Wzrost rat złotówkowych to konsekwencja podjętej przez NBP próby walki z inflacją poprzez podnoszenie stóp procentowych, a te są mocno związane z WIBOR, który jest elementem większości umów o kredyt w złotówkach. Wzrost inflacji pośrednio więc doprowadził do wzrostu kosztów kredytu ze zmienną stopą oprocentowania. Ale to wynika z normalnych zasad rządzących gospodarką i trudno uznać, żeby wzrost rat spowodowała nadzwyczajna zmiana stosunków.
– Można się natomiast zastanowić, czy banki w należyty sposób informowały konsumentów o tym mechanizmie i skutkach dla kredytów ze zmienną stopą (czyli takich, gdzie część odsetkowa każdej raty składa się z WIBOR i marży banku). Trzeba też zacząć zadawać pytania, czy banki należycie wytłumaczyły konsumentom, czym w ogóle jest WIBOR, i czy bank nie czerpie z tego tytułu nieuzasadnionych korzyści – ocenia mec. Sobiesiak.
Jedni wesprą drugich
Większa liczba pozwów złotówkowiczów może wpłynąć na sprawy frankowiczów. – Trudno będzie mówić, że ich ochrona jest niesprawiedliwa wobec mających kredyty w złotówkach. Fala pozwów złotówkowiczów wsparłaby argumenty frankowczów, że banki nadużywały swej przewagi wobec obu grup kredytobiorców, których roszczenia są podobne i powstałaby większy nacisk na aby rozwiązywać problem krzywdzących kredytów także na drodze sądowej – wskazuje dr Mariusz Korpalski, radca prawny.
Marcin Szymański adwokat partner w Drzewiecki, Tomaszek i Wspólnicy
Możliwość powołania się przez konsumenta na zmianę sytuacji na rynku (klauzulę rebus sic stantibus) nie pozbawia go ochrony, która mu przysługuje na podstawie dyrektywy 93/13 o ochronie konsumentów i przepisów kodeksu cywilnego.
Ja korzystam z tych przepisów w sprawach frankowych i korzystałbym też w złotówkowych, gdyż są dla konsumenta korzystniejsze. Sądy mają zresztą obowiązek uwzględnić nawet z własnej inicjatywy nieuczciwy (abuzywny) charakter postanowień zamieszczonych w umowie z konsumentem oraz wziąć pod uwagę ich bezskuteczność – chyba że konsument się temu wyraźnie sprzeciwi. Reguła rebus sic stantibus może mieć zaś zastosowanie awaryjne w stosunku do umów niedotkniętych abuzywnymi klauzulami, ale rażąco trudnych do wykonania przez kredytobiorcę.
Skarga na przewlekłość postępowania po jego zakończeniu
Opis stanu faktycznego
Generalny Inspektor Nadzoru Budowlanego (dalej: GINB) otrzymał zażalenie Skarżącej o zawieszeniu z urzędu postępowania w sprawie rozpoznania zażalenia skarżącej na postanowienie wydane w postępowaniu dotyczącym samowolnych robót budowlanych. Po doręczeniu zażalenia GINB kilkakrotnie zwracał się do Organu I instancji o przesłanie kompletnych akt i jednocześnie na podstawie art. 36 § 1 KPA informował strony postępowania o przyczynach zwłoki, wskazując nowe terminy załatwienia sprawy. Skarżąca wniosła ponaglenie do Organu. Uchylił on zaskarżone postanowienie, uzasadniając decyzję ustaniem przyczyny zawieszenia. Skarżąca wniosła jednak skargę na przewlekłość postępowania. WSA stwierdził, że Organ dopuścił się przewlekłości w rozpoznaniu zażalenia. W konsekwencji wniósł on skargę kasacyjną od powyższego wyroku.
NSA przedstawił do rozstrzygnięcia składowi siedmiu sędziów NSA następujące zagadnienie prawne: „Czy skarga na przewlekłe prowadzenie postępowania, wniesiona po jego zakończeniu, poprzedzona ponagleniem złożonym w trakcie postępowania administracyjnego, podlega odrzuceniu na podstawie art. 58 § 1 pkt 2 lub pkt 6 ustawy z 30.8.2002 r. Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (t.j. Dz.U. z 2022 r. poz. 329; dalej: PostAdmU), czy rozpoznaniu z uwzględnieniem art. 149 § 1 pkt. 3, § 1a i § 2 PostAdmU oraz art. 151 PostAdmU?”.
Stanowisko NSA w składzie 7 sędziów
NSA w składzie 7 sędziów wskazał, że dla oceny zakresu ochrony, możliwej do uzyskania w postępowaniu sądowoadministracyjnym, kluczowy jest art. 3 PostAdmU, określający przedmiotowy zakres właściwości sądu administracyjnego, dokonującego kontroli działalności administracji publicznej. W art. 3 § 2 pkt. 8 i 9 PostAdmU wskazano na właściwość sądu administracyjnego w sprawach m.in. skarg na przewlekłe prowadzenia postępowania. Za podstawę prawną uznania odrzucenia skargi złożonej w okolicznościach sprawy należałoby przyjąć art. 58 § 1 pkt 6 PostAdmU. Stanowi on, że sąd odrzuca skargę, jeżeli z innych przyczyn jej wniesienie jest niedopuszczalne. Za inną przyczynę niedopuszczalności skargi, nawet w okolicznościach uprzedniego złożenia ponaglenia do organu administracji w toku postępowania administracyjnego, należałoby bowiem uznać okoliczność braku przedmiotu skargi w chwili jej wniesienia. Chodzi tu o przewlekłość, której nie da się już usunąć ze względu na rozstrzygnięcie sprawy przez organ administracji w sposób kończący postępowanie administracyjne. Nie jest już bowiem możliwe osiągnięcie celu skargi, którym jest rozstrzygnięcie sprawy, skoro organ już go dokonał. Dla rozstrzygnięcia zagadnienia prawnego okoliczność złożenia ponaglenia przez skarżącego jeszcze w toku postępowania administracyjnego nie ma żadnego normatywnego znaczenia, skoro okoliczność ta może być przez sąd oceniana dopiero po ustaleniu istnienia przedmiotu skargi.
Przewlekłość postępowania administracyjnego jako stan faktyczny nie ma charakteru ciągłego – jego kres następuje w chwili rozstrzygnięcia sprawy przez organ. Następnie, nawet jeżeli rozstrzygnięcie to nastąpi po upływie terminu wyznaczonego w przepisach obowiązującego prawa, przewlekłość postępowania pozostaje stanem historycznym. Z tej perspektywy językowa wykładnia art. 53 § 2b PostAdmU, traktującego literalnie o możliwości wniesienia skargi na przewlekłe prowadzenie postępowania administracyjnego w każdym czasie po wniesieniu ponaglenia do właściwego organu, wskazuje jedynie na to, że skarga ta musi być poprzedzona ponagleniem, ale bez oczekiwania przez skarżącego na jego rozstrzygnięcie. Zastosowanie językowej wykładni prawa, szczególnie w sytuacji, gdy jej wynik budzi wątpliwości albo skutkuje formułowaniem rozbieżnych ocen prawnych (jak w niniejszej sprawie) jest skuteczne tylko wtedy, gdy znajduje potwierdzenie w wyniku zastosowania także innych metod wykładni, tj. wykładni historycznej, systemowej, celowościowej i funkcjonalnej.
Istotnym elementem regulacji jest przyznanie uprawnień sądowi administracyjnemu. Może on bowiem zobowiązać organ administracji do działań określonych w art. 149 § 1 pkt. 1 i 2 PostAdmU albo nawet orzec o istnieniu lub nieistnieniu uprawnienia bądź obowiązku w warunkach art. 149 § 1b PostAdmU. Przedstawione uprawnienia nie byłyby jednak wykonalne, gdyby w chwili wyrokowania przez sąd nie istniał stan przewlekłości. Rozciągnięcie zakresu zastosowania art. 149 § 1 pkt. 3 PostAdmU na postępowanie administracyjne, zakończone w chwili wniesienia skargi, nie znajdowałoby uzasadnienia ani ze względu na racje historyczne ustanowienia tej regulacji, ani literalną treść tego przepisu.
Dopuszczalność wykonania przez sąd kompetencji orzeczniczych jest poprzedzona obowiązkiem rozważenia przez organ zastosowania autokontroli swojego postępowania. Może być użyta tylko wtedy, gdy w dniu wniesienia skargi do sądu administracyjnego nadal istnieje przedmiot zaskarżenia, tj. przewlekłość. Ustanie tej przewlekłości do chwili wniesienia skargi oznacza bezprzedmiotowość uprawnienia autokontrolnego organu administracji. Oznacza to w konsekwencji bezprzedmiotowość skargi, powodującą przedmiotową niedopuszczalność jej rozpatrzenia przez sąd administracyjny. Skoro bowiem skorzystanie przez organ administracji z uprawnienia autokontroli stanowi w istocie względny prejudykat dopuszczalności rozpatrzenia skargi przez sąd administracyjny, to bezprzedmiotowość, a nie subiektywna niezasadność wykonania tego uprawnienia, powoduje w konsekwencji konieczność uznania także braku przedmiotu skargi. Art. 53 § 2b PostAdmU nie można uznać za samodzielną normę uprawniającą strony postępowania administracyjnego do wniesienia skargi także wtedy, gdy przewlekłość jako stan faktyczny nie będzie już istniała w chwili wniesienia skargi. Wspomniany artykuł literalnie traktuje o dopuszczalności wnoszenia skargi na przewlekłe prowadzenie postępowania w każdym czasie po wniesieniu ponaglenia do właściwego organu. Również celowościowa wykładnia art. 53 § 2b PostAdmU, uwzględniająca miejsce jego usytuowania w procedurze sądowoadministracyjnej, nie daje podstaw do kategorycznego formułowania tezy o braku temporalnych ograniczeń w zaskarżeniu stanu przewlekłego prowadzenia postępowania administracyjnego także po jego zakończeniu. Z tej perspektywy traktowanie ustania przewlekłości postępowania za brak przedmiotu zaskarżenia, skutkujący odrzuceniem skargi przez sąd administracyjny ze względu na jej niedopuszczalność z powodu braku przedmiotu zaskarżenia, nie narusza konstytucyjnego prawa do sądu, określonego w art. 45 ust. 1 Konstytucji RP. Z tego względu skarga na przewlekłe prowadzenie postępowania administracyjnego, wniesiona po jego ostatecznym zakończeniu, poprzedzona ponagleniem złożonym w jego toku, podlega odrzuceniu na podstawie art. 58 § 1 pkt. 6 PostAdmU.
Uchwała powiększonego składu NSA podsumowuje dyskusję dotyczącą możliwości zaskarżenia przewlekłości postępowania w sytuacji, gdy doszło do ostatecznego jego zakończenia. Uzasadnienie uchwały opiera się na różnych rodzajach wykładni: językowej, historycznej, systemowej i celowościowej,. Zarówno osobno, jak i łącznie prowadzą one do konieczności odrzucenia skargi na przewlekłe prowadzenie postępowania w przypadku ustania przewlekłości. Nie jest to jednocześnie sprzeczne z gwarancjami konstytucyjnymi, gdyż mamy do czynienia z brakiem przedmiotu zaskarżenia. Z tego też względu również ponaglenie nie jest normatywnie istotne, gdyż podlegałoby badaniu dopiero po ustaleniu istnienia przedmiotu skargi.
Wykorzystanie prywatnego samochodu elektrycznego do celów służbowych
Stan faktyczny
Pracodawca wysyła pracowników w podróże służbowe, w ramach których zdarza się, że pracownik przemieszcza się własnym samochodem o napędzie elektrycznym. Firma zwraca pracownikowi poniesione koszty podróży służbowej, przy czym przy stosowaniu zwolnienia z PIT-u stosuje limit określony dla sfery budżetowej, czyli iloczyn ilości przejechanych kilometrów oraz stawki o pojemności skokowej silnika do 900 cm3, wynoszący 0,5214 zł za jeden kilometr. Firma uznaje bowiem, że brak pojemności silnika pojazdu elektrycznego należy uznać za pojemność 0 cm3 i w konsekwencji zastosować stawkę dla pojemności do 900 cm3.
Pracodawca złożył wniosek o wydanie interpretacji podatkowej, pytając, czy takie rozliczanie jest prawidłowe.
Stan prawny
Diety i inne należności za czas podróży służbowej pracownika są wolne od podatku do wysokości określonej w przepisach dotyczących pracowników sfery budżetowej – art. 21 ust. 1 pkt 16 lit. a ustawy z 26.7.1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 1128; dalej: PDOFizU). Przepisy dotyczące sfery budżetowej zawarte są m.in. w rozporządzeniu Ministra Infrastruktury z 25.3.2002 r. w sprawie warunków ustalania oraz sposobu dokonywania zwrotu kosztów używania do celów służbowych samochodów osobowych, motocykli i motorowerów niebędących własnością pracodawcy (Dz.U. z 2002 r. poz. 271; dalej: SamOsR). Zgodnie z § 2 pkt. 1 SamOsR koszty używania pojazdów do celów służbowych pokrywa pracodawca według stawek za 1 kilometr przebiegu pojazdu, które dla samochodu osobowego nie mogą być wyższe niż:
- 0,5214 zł – przy pojemności skokowej silnika do 900 cm3;
- 0,8358 zł – przy pojemności skokowej silnika powyżej 900 cm3.
SamOsR nie określa żadnej wielkości dla samochodów elektrycznych.
Stanowisko organu interpretującego
Organ uznał, że rozliczanie dokonywane przez podatnika jest nieprawidłowe. Skoro bowiem SamOsR nie obejmuje swoim zakresem samochodów osobowych o napędzie elektrycznym, to nie ma do nich zastosowania limit w wysokości iloczynu przejechanych kilometrów i stawki za jeden kilometr przebiegu. Zatem zwrot kosztów przejazdu w podróży służbowej (krajowej lub zagranicznej) prywatnym samochodem osobowym o napędzie elektrycznym w całości korzysta ze zwolnienia od podatku na podstawie art. 21 ust. 1 pkt. 16 PDOFizU (nie jest ograniczony limitem).
Mimo jej ściśle praktycznego charakteru powyższa kontrowersja skłania do sięgnięcia do prawniczej teorii. Brak wyraźnego uregulowania danej sytuacji w przepisach może być traktowany jako luka w prawie, którą należy jakoś wypełnić, zwłaszcza w drodze analogii. Może też być uznany za stan, do którego nie należy wyszukiwać jakichś szczególnych rozwiązań, czyli jako stan zakładany przez ustawodawcę. Pierwsze podejście zaprezentował pracodawca, wychodząc z założenia, że skoro istnieją limity dla samochodów osobowych, to zawsze należy zastosować jakiś limit. Przy takim założeniu przyjął sensowną analogię. Drugie podejście zaprezentował Organ interpretujący, wychodząc z założenia, że skoro nie ma limitu dla samochodów elektrycznych, to nie należy go wymyślać.
W kontekście normatywnym, w którym zanurzony jest omawiany dylemat, należy przyznać rację Organowi. Układ jest bowiem taki, że ustawa, czyli akt wyższego rzędu, uprawnia do zwolnienia z podatku w sytuacji X, ale z zachowaniem limitów przewidzianych w innych przepisach. Jeśli więc mamy zdarzenie podpadające pod X (podróż służbowa prywatnym samochodem osobowym), ale dla którego inne przepisy nie przewidują limitu (limit przewidziany jest dla samochodów mających jakąś pojemność skokową, której samochody elektryczne nie mają), to nie może być tak, że taki limit należy wydedukować. Dla tego zdarzenia nie ma limitu.
Nie wiemy, czy to, że SamOsR milczy na temat samochodów elektrycznych jest przeoczeniem ze strony ustawodawcy, czy może jest zabiegiem specjalnym, np. promującym samochody ekologiczne. W żaden sposób nie zmienia to jednak powyższej argumentacji i przyjętego rozwiązania.
Dodajmy, że bardzo rzadko zdarza się, iż interpretacja podatkowa jest bardziej korzystna niż stanowisko podatnika, który poprosił o interpretację – tak stało się przecież w niniejszej sprawie.
Uchodźca bez dokumentu nie może opuścić Polski
Ukraińcy, którzy uciekli przed wojną bez dokumentów, mogą przebywać w Polsce i korzystać z pomocy na podstawie tzw. specustawy. Żeby jednak pojechać do innego kraju, może być niezbędny paszport. A na jego uzyskanie na razie nie ma szans.
– Druk paszportów zagranicznych oraz składanie wniosków o paszport zostały tymczasowo wstrzymane. Mamy jednak nadzieję, że wkrótce się to zmieni – mówi Kateryna Baranetska, III sekretarz Ambasady Ukrainy w RP.
– Ukraińcy, którzy przyjechali do Polski bez żadnych dokumentów, wcale nie są rzadkością – dodaje Katarzyna Margalska-Sędziak z toruńskiej Fundacji Emic, która wspiera cudzoziemców.
Takie osoby mogą mieć problem z wjazdem do innych krajów, by dołączyć do krewnych.
– Niektóre kraje wpuszczają do siebie obywateli Ukrainy bez dokumentów. Każde państwo samodzielnie decyduje, jak chce się otworzyć na te osoby. Przed rozpoczęciem podróży zalecamy kontakt z placówką dyplomatyczną danego kraju – mówi Ewa Grzegrzółka ze Stowarzyszenia Interwencji Prawnej.
W lepszej sytuacji są osoby, których paszport właśnie utracił ważność – placówki konsularne je przedłużają o pięć lat, dokonując wpisu. Przeszkodą w dalszej podróży nie jest też brak paszportu dziecka. Są dopisywane do paszportów rodziców.
– Obywatelom Ukrainy, którzy nie mają paszportów zagranicznych albo żadnych innych dokumentów tożsamości, wystawiamy zaświadczenia ze zdjęciem o potwierdzeniu tożsamości i obywatelstwa. Zaświadczenie to jest przeznaczone do identyfikacji obywateli Ukrainy w polskich urzędach i do złożenia wniosku o otrzymanie statusu uchodźcy albo osoby, która znajduje się pod ochroną międzynarodową, ale nie uprawnia do przekroczenia granicy – mówi Kateryna Baranetska.
Ukraińcy, którzy przebywają w Polsce, na podstawie specustawy są objęci ochroną czasową.
– Zgodnie z unijnym prawem takie osoby, na podstawie paszportu i dokumentu pobytowego, mogą podróżować po krajach Unii przez 90 dni. Jednak na podstawie specustawy Ukraińcom, którzy przybyli do Polski najwcześniej 24 lutego, nie wydaje się dokumentów pobytowych. W efekcie osoby, które uciekły przed wojną bez paszportów, nie mają żadnych dokumentów, które pozwoliłyby im przekroczyć granicę. Aby umożliwić opuszczenie naszego kraju, Polska powinna wydawać im dokumenty pobytowe (np. kartę pobytu) – mówi Jacek Białas, radca prawny z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.
Granice sprostowania wyroku w toku
Wniosek o sprostowanie
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uwzględnił skargę R.S. i uchylił decyzję Samorządowego Kolegium Odwoławczego w W. z 2020 r. Zakwestionowana decyzja utrzymywała w mocy decyzję SKO w W. z 2018 r. w przedmiocie odmowy stwierdzenia nieważności decyzji tego organu z 2016 r. W uzasadnieniu wyroku Sąd kilkukrotnie wskazał jednak na uchylenie „zaskarżonych decyzji” i „przekazanie sprawy organowi I instancji”. Z uwagi na rozbieżność między sentencją, w której jest mowa o jednej decyzji a uzasadnieniem wyroku R.S. wniósł o sprostowanie wyroku z urzędu, ewentualnie o wyjaśnienie wątpliwości co do treści wyroku na podstawie art. 158 ustawy z 30.8.2002 r. Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (t.j. Dz.U. z 2022 r. poz. 329; dalej: PostAdmU).
Stanowisko Sądu I instancji
WSA w Warszawie odmówił sprostowania sentencji wyroku oraz sprostował oczywiste omyłki pisarskie zawarte w uzasadnieniu wyroku w ten sposób, że wyrażenia: „uznał uchylenie zaskarżonych decyzji i przekazanie sprawy organowi I instancji” oraz „organy uwzględnią”, zastąpił wyrażeniami: „uznał uchylenie zaskarżonej decyzji i przekazanie sprawy organowi” oraz „organ uwzględni”. W ocenie Sądu sprostowanie sentencji wyroku w sposób wskazany przez skarżącego, czyli poprzez wpisanie, że uchylono „decyzje” a nie jedną decyzję, spowodowałoby niedopuszczalną zmianę rozstrzygnięcia zawartego w wyroku. Natomiast stwierdzenia zawarte w uzasadnieniu uznano za oczywiste omyłki, które nie korespondują z treścią rozstrzygnięcia zawartego w sentencji wyroku. Przyjęto, że za oczywistością tych omyłek przemawia fakt, iż w sprawie nie było podstaw do przekazania sprawy organowi I instancji, ponieważ dotyczyła ona decyzji wydanych przez SKO w W. w trybie nadzwyczajnym – postępowaniu nieważnościowym.
Stanowisko NSA
Na skutek zażalenia R.S. Naczelny Sąd Administracyjny uchylił zaskarżone postanowienie w części, w której WSA w Warszawie sprostował uzasadnienie wyroku. Zgodnie z art. 156 § 1 PostAdmU sąd może z urzędu sprostować w wyroku niedokładności, błędy pisarskie albo rachunkowe lub inne oczywiste omyłki. Sprostowanie nie jest jednak środkiem prawnym, które może prowadzić do istotnej zmiany treści rozstrzygnięcia i powinno dotyczyć omyłek o charakterze oczywistym, które nie wpływają w żaden sposób na treść rozstrzygnięcia. W rezultacie sprostowanie sentencji wyroku w żądanym przez skarżącego zakresie, czyli poprzez zastąpienie słów „uchyla zaskarżoną decyzję” słowami „uchyla zaskarżone decyzje”, stanowiłoby istotną zmianę treści rozstrzygnięcia Sądu, wykraczającą poza dopuszczalny zakres sprostowania. Ponadto doprowadziłoby do niejasności w rozstrzygnięciu Sądu, ponieważ z sentencji wyroku nie wynikałoby jakie decyzje, oprócz zaskarżonej, podlegałyby uchyleniu.
Zdaniem NSA pomimo podjętej próby sprostowania, treść uzasadnienia wyroku nadal pozostawia wątpliwości, wynikające z porównania sentencji wyroku z jego uzasadnieniem, gdyż w uzasadnieniu pozostały fragmenty wskazujące na to kontrolę kilku rozstrzygnięć organu. Z treści uzasadnienia wyroku w dalszym ciągu wynika, że Sąd dokonał kontroli legalności zarówno zaskarżonej decyzji, jak i poprzedzającej ją decyzji SKO w W. W kilku miejscach uzasadnienia wyraźnie zawarto ocenę odnoszącą się do obu decyzji odmawiających stwierdzenia nieważności, a nie tylko do decyzji zaskarżonej. W konsekwencji NSA uznał dokonane przez Sąd I instancji sprostowanie uzasadnienia wyroku za niemieszczące się w granicach dopuszczalnego sprostowania wyznaczonych treścią art. 156 § 1 PostAdmU. Nie stanowi ono bowiem jedynie sprostowania błędu pisarskiego poprzez zastąpienie formą prawidłową – liczbą pojedynczą omyłkowej formy gramatycznej – liczby mnogiej, lecz prowadzi do merytorycznej zmiany treści uzasadnienia.
NSA podkreślił, że wykładnia celowościowa art. 156 § 1 PostAdmU prowadzi do wniosku, iż sprostowaniu mogą ulegać niedokładności, błędy pisarskie albo rachunkowe lub inne oczywiste omyłki popełnione nie tylko w sentencji wyroku, ale też w jego uzasadnieniu. Należy jednak podkreślić, że o sprostowaniu uzasadnienia sąd postanawia na takiej samej zasadzie jak o sprostowaniu wyroku, czyli wszystkie nieprawidłowości muszą mieć charakter oczywisty, tzn. niebudzący wątpliwości, bezsporny, pewny. W konsekwencji dokonane w zaskarżonym postanowieniu sprostowanie uzasadnienia wyroku jest niezgodne z prawem, gdyż wykracza poza dopuszczalne granice określone w art. 156 § 1 PostAdmU.
Oświadczenie o polskiej rezydencji podatkowej
Ustawa z 12.3.2022 r. o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terytorium tego państwa (Dz.U. z 2022 r. poz. 583, dalej: PomocUkrainaU) przewiduje określone preferencje podatkowe zarówno dla podmiotów wspierających obywateli Ukrainy, jak i dla samych obywateli Ukrainy. Jeżeli chodzi o ten drugi przypadek, zgodnie z art. 52zh ustawy z 26.7.1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 1128, dalej: PDOFizU, zwalnia się od podatku dochodowego pomoc humanitarną otrzymaną w okresie od 24.2.2022 r. do 31.12.2022 r. przez podatników będących obywatelami Ukrainy, którzy w tym okresie przybyli z terytorium Ukrainy, na skutek toczących się na tym terytorium działań wojennych, na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.
Zwolnione z opodatkowania są wszelkie świadczenia, niezależnie od ich rodzaju. Chodzi więc tak o świadczenia pieniężne, jak i rzeczowe oraz nieodpłatne świadczenia przekazane lub udostępniane uchodźcom. Ustawodawca nie określił szczegółowo rodzajów ww. świadczeń, ze względu na spodziewaną ich dużą różnorodność, uzależnioną od sytuacji faktycznej, w jakiej znalazł się dany uchodźca. Pomocą humanitarną może być zatem zaspokojenie podstawowych potrzeb życiowych uchodźców, takich jak udostępnienie lokalu mieszkalnego, zapewnienie żywności itp.
Pomocą może być jednak także m.in. sfinansowanie leczenia, opłacenie nauki, czy kursów pozwalających na zmianę kwalifikacji zawodowych itp. Z uwagi na szeroki zakres preferencji, ustawodawca zdecydował o niedookreślaniu limitu zwolnionego od opodatkowania świadczenia. Ani też źródeł, z których wsparcie pochodzi. W efekcie, uchodźcy nie są zobligowani do zapłacenia PIT od łącznej wartości pomocy humanitarnej, jaką otrzymali w Polsce zarówno od indywidualnych osób, jak i organizacji pozarządowych czy od administracji państwowej.
Rezydencja podatkowa ma znaczenie
Paradoksalnie jednak, ww. zwolnienie mogłoby nie odnieść oczekiwanego efektu, gdyby obywatele Ukrainy uzyskujący pomoc humanitarną musieli rozliczyć się z niej w Ukrainie. Byłoby to możliwe, gdyby z podatkowego punktu widzenia, ich miejscem zamieszkania pozostawała Ukraina. Zgodnie z art. 3 ust. 1 PDOFizU, osoby fizyczne, jeżeli mają miejsce zamieszkania na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, podlegają obowiązkowi podatkowemu od całości swoich dochodów (przychodów) bez względu na miejsce położenia źródeł przychodów. Ale zgodnie z art. 3 ust. 2a PDOFizU, osoby nie mające na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej miejsca zamieszkania, podlegają obowiązkowi podatkowemu tylko od dochodów osiąganych na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.
Zgodnie z art. 3 ust. 1a PDOFizU, za osobę mającą miejsce zamieszkania na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej uważa się osobę fizyczną, która posiada na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej centrum interesów osobistych lub gospodarczych (ośrodek interesów życiowych) lub przebywa na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej dłużej niż 183 dni w roku podatkowym. W realiach wojennych, obydwa ww. kryteria są trudne do przewidzenia z góry. Pomijając dość oczywisty fakt, że akurat rezydencja podatkowa to w okolicznościach wojennych naprawdę zupełnie nieistotna sprawa. Przepisy to jednak przepisy i stosuje się je w jednakowy sposób względem wszystkich.
Oświadczenie o wyborze rezydencji
Zgodnie z proponowanym art. 52zh PDOFizU, w przypadku obywateli Ukrainy, którzy przybyli na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej z terytorium Ukrainy w związku z działaniami wojennymi prowadzonymi na terytorium tego państwa, oraz obywateli Ukrainy posiadających Kartę Polaka, którzy wraz z najbliższą rodziną z powodu tych działań wojennych przybyli na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, spełnienie warunku odnośnie rezydencji podatkowej odbywać się może w sposób szczególny. Oto bowiem w okresie od 24.2.2022 r. do 31.12.2022 r., rezydencję podatkową stwierdza się na podstawie pisemnego oświadczenia tej osoby o posiadaniu na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej centrum interesów osobistych lub gospodarczych (ośrodka interesów życiowych).
W wyniku takiego rozwiązania, od pierwszego dnia pobytu na terytorium obywatel Ukrainy może być traktowany jak polski rezydent podatkowy i będzie mógł korzystać z zasad opodatkowania, ulg i zwolnień podatkowych na równych zasadach z polskimi rezydentami podatkowymi. Niezłożenie oświadczenia będzie natomiast skutkować utrzymaniem statusu nierezydenta podatkowego do czasu spełnienia jednego z warunków wymienionych w art. 3 ust. 1a PDOFizU. Brak złożenia oświadczenia spowoduje więc opodatkowanie dochodów na zasadach przewidzianych dla nierezydentów chyba, że spełnione zostaną ogólne warunki odnośnie miejsca zamieszkania na terytorium kraju.
Opisywane rozwiązanie jest absolutnie nadzwyczajne, ale też nadzwyczajne są okoliczności jemu towarzyszące. Rezydencja podatkowa wymaga odnalezienia środka ciężkości między czysto arytmetyczną kategorią pobytu na danym terytorium przez połowę roku a posiadaniem ośrodka interesów życiowych. Nawet więc przebywając w jednym kraju przez minimum 183 dni w roku, można nadal posiadać centrum interesów życiowych w innym kraju. Gdy np. przebywa w nim najbliższa rodzina, podatnik posiada tam nieruchomość mieszkalną czy prowadzi działalność gospodarczą. W okolicznościach wojennych weryfikacja tego rodzaju czynników nie powinna wchodzić w grę. I z tego względu bardzo dobrze, że wchodzić nie będzie.
Pracownicy uzyskają prawo do nowego rodzaju urlopu
Dyrektywa work-life balance o urlopie opiekuńczym
Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/1158 z 20.6.2019 r. w sprawie równowagi między życiem zawodowym a prywatnym rodziców i opiekunów oraz uchylająca dyrektywę Rady 2010/18/ (Dz.Urz. UE L z 2019 r. Nr 188, s. 79; dalej: dyrektywa 2019/1158/UE) tzw. dyrektywą „work-life balance” przewiduje, że aby zapewnić mężczyznom i kobietom pełniącym obowiązki opiekuńcze większe możliwości pozostania na rynku pracy, każdy pracownik powinien mieć prawo do urlopu opiekuńczego wynoszącego pięć dni roboczych w roku.
We wstępie do dyrektywy 2019/1158/UE wskazano, że państwa członkowskie mogą zdecydować, że urlop opiekuńczy może być wykorzystywany w częściach obejmujących od jednego do kilku dni roboczych na konkretny przypadek. Ponadto zachęca się w dyrektywie 2019/1158/UE państwa członkowskie do rozszerzania prawa do urlopu opiekuńczego na opiekę nad innymi krewnymi, takimi jak dziadkowie i rodzeństwo. Przy czym zastrzeżono, że państwa członkowskie mogą wymagać uprzedniego przedstawienia zaświadczenia lekarskiego o potrzebie zapewnienia znacznej opieki lub wsparcia z poważnych powodów medycznych.
Zgodnie z art. 3 dyrektywy 2019/1158/UE poprzez urlop opiekuńczy należy rozumieć urlop dla pracowników, umożliwiający zapewnienie osobistej opieki lub wsparcia krewnemu lub osobie zamieszkującej z pracownikiem w tym samym gospodarstwie domowym, którzy wymagają znacznej opieki lub znacznego wsparcia z poważnych względów medycznych. Opiekunem jest natomiast jest w myśl dyrektywy 2019/1158/UE pracownik zapewniający osobistą opiekę lub wsparcie krewnemu lub osobie z nim zamieszkującej w tym samym gospodarstwie domowym, którzy wymagają znacznej opieki lub znacznego wsparcia z poważnych względów medycznych. Do kręgu krewnych, na których pracownik może uzyskać urlop opiekuńczy dyrektywa 2019/1158/UE zalicza syna, córkę, matkę, ojca, małżonka (małżonkę).
Artykuł 6 dyrektywy 2019/1158/UE wskazuje, że państwa członkowskie wprowadzą niezbędne środki w celu zapewnienia, aby każdy pracownik miał prawo do urlopu opiekuńczego w wymiarze pięciu dni roboczych w roku. Przy czym państwa członkowskie będą mogły określić dodatkowe szczegóły dotyczące zakresu i warunków urlopu opiekuńczego, zgodnie z prawem krajowym lub praktyką.
Zmiany w polskim prawie pracy
Implementacja postanowień dyrektywy 2019/1158/UE będzie polegała na wprowadzeniu zmian w zakresie uprawnień związanych z wykonywaniem przez pracowników funkcji opiekuńczej, jednocześnie gwarantując ochronę przed nierównym traktowaniem w zatrudnieniu. Ustawodawca polski ma czas do 2.8.2022 r. na wdrożenie unijnych przepisów.
Zgodnie z Projektem ustawy o zmianie ustawy – Kodeks pracy oraz niektórych innych ustaw z 15.2.2022 r. (druk UC118) do działu VII ustawy z 26.6.1974 r. Kodeks pracy (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 1320 ze zm.; dalej: KP) po rozdziale I dodany zostanie rozdział Ia dotyczący urlopu opiekuńczego. W myśl proponowanej zmiany pracownikowi przysługiwać będzie urlop opiekuńczy w wymiarze do 5 dni w roku kalendarzowym w celu zapewnienia osobistej opieki lub wsparcia osobie będącej członkiem rodziny lub zamieszkującej w tym samym gospodarstwie domowym, która wymagać będzie znacznej opieki lub znacznego wsparcia z poważnych względów medycznych. Za członka rodziny w projekcie uznano syna, córkę, matkę, ojca oraz małżonka pracownika.
Urlopu opiekuńczy udzielany będzie w dni, które są dla pracownika dniami pracy, zgodnie z obowiązującym go rozkładem czasu pracy.
W celu uzyskania urlopu opiekuńczego, pracownik będzie musiał złożyć do pracodawcy wniosek w postaci papierowej lub elektronicznej, w terminie 3 dni przed rozpoczęciem korzystania z tego urlopu. We wniosku pracownik będzie wskazywał:
- imię i nazwisko osoby, która wymaga znacznej opieki lub znacznego wsparcia z poważnych względów medycznych,
- przyczynę konieczności zapewnienia osobistej opieki lub wsparcia przez pracownika,
- w przypadku członka rodziny ‒ stopień pokrewieństwa z pracownikiem,
- w przypadku osoby niebędącej członkiem rodziny ‒ adres zamieszkania tej osoby.
Co istotne zgodnie z projektem zmian przepisów KP okres urlopu opiekuńczego będzie wliczał się do okresu zatrudnienia, od którego zależą uprawnienia pracownicze. Pracownik nie zachowa za czas przebywania na urlopie opiekuńczym wynagrodzenia.
Pracownik przebywając na urlopie opiekuńczym będzie korzystał ze szczególnej ochrony swojego stosunku pracy, takiej jak pracownik przebywający na urlopach związanych z rodzicielstwem.
Najważniejsze rozwiązania przewidziane w projekcie ustawy o zmianie ustawy – Kodeks pracy oraz niektórych innych ustaw z 15.2.2022 r. (druk UC118) polegające na wprowadzeniu do KP urlopu opiekuńczego:
|
Prawo do urlopu opiekuńczego będzie uprawnieniem pracowniczym, co oznacza, że tylko pracownik, czyli osoba pozostająca w stosunku pracy, będzie mogła skorzystać z takiego rodzaju urlopu. Osoby wykonujące pracę w zatrudnieniu niepracowniczym, np. na podstawie umów cywilnoprawnych nie uzyskają prawa do urlopu opiekuńczego.
Projekt ustawy przewiduje, że uprawnienie do urlopu opiekuńczego uzyskają oprócz pracowników zatrudnionych na umowy o pracę, na podstawie przepisów KP, także inne szczególne grupy pracowników. Z urlopu opiekuńczego skorzystają m.in.: policjanci, strażacy, funkcjonariusze Straży Granicznej czy funkcjonariusze Krajowej Administracji Skarbowej.
Warto rozliczyć PIT wcześniej
Na razie tylko około 20 proc. podatników skorzystało ze sporządzonych przez fiskusa zeznań za zeszły rok. Ministerstwo Finansów zachęca, aby nie czekać do ostatniego dnia (w tym roku to 2 maja), i kusi szybkim zwrotem podatku.
– Nadpłaty do 5 tys. zł z zeznań PIT-37 złożonych przez system Twój e-PIT zwracane są w większości w ciągu siedmiu dni – informuje resort. Na większe nadpłaty z e-PIT lub wynikające z innych zeznań składanych elektronicznie trzeba zaczekać do 45 dni. Dla osób mających Kartę Dużej Rodziny, które wyślą PIT przez internet, termin wynosi 30 dni. Z kolei składający deklaracje papierowe otrzymają zwrot w ciągu trzech miesięcy.
Można poprawiać
Zeznanie wypełnione przez skarbówkę dostali pracownicy, zleceniobiorcy, zarabiający na umowach o dzieło, członkowie zarządów czy rad nadzorczych. Do zeznania w systemie Twój e-PIT mogą wejść przez e-Urząd Skarbowy. W deklaracji znajdą przychody, koszty, dochody, składki na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne (za zeszły rok można je jeszcze odliczać od PIT), zaliczki, ostateczny podatek oraz kwotę do zapłaty albo zwrotu.
Zeznanie od fiskusa można poprawić albo uzupełnić. Jeśli nic nie zmieniamy, wystarczy je zaakceptować. Można też nic nie robić. Wtedy skarbówka uzna, że deklaracja została złożona 2 maja.
– Lepiej zawsze spojrzeć do wyliczeń fiskusa i sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Zeznaniem powinni się zainteresować zwłaszcza ci, którzy mają prawo do różnych preferencji. Na przykład chcą się rozliczyć wspólnie z małżonkiem bądź samotnie wychowywanym dzieckiem. Trzeba to zaznaczyć w deklaracji – mówi Piotr Popek, starszy menedżer w zespole ds. PIT w KPMG. Dodaje, że zeznanie powinni też uzupełnić ci, którzy korzystają z różnych odliczeń. W e-PIT jest bowiem wykazana tylko ulga na dzieci. – System przepisuje ją z poprzedniego roku. Rodzice powinni jednak sprawdzić, czy nadal mają prawo od odpisu. Mogli je stracić np. wtedy, gdy dziecko przestało się uczyć albo przekroczyło limit dochodu – tłumaczy Piotr Popek.
Inne odliczenia trzeba wpisać samemu. Na przykład ulgę rehabilitacyjną, na darowizny (także na walkę z epidemią koronawirusa) czy termomodernizacyjną (wydatki na ekologiczne ocieplenie domu).
Ministerstwo Finansów informuje, że e-PIT uwzględnia zwolnienie z podatku dla osób do 26. roku życia.
– Samemu trzeba natomiast wykazać dochody zagraniczne. Są różnie rozliczane, w zależności od tego, z jakiego są państwa i jaką stosujemy metodę unikania podwójnego opodatkowania – wyjaśnia Piotr Popek.
Osoby, które korzystają z e-PIT, mają w przygotowanym przez skarbówkę zeznaniu wpisaną organizację, którą wsparły w zeszłym roku 1 proc. podatku. Mogą zmienić beneficjenta na innego z wykazu prowadzonego przez Narodowy Instytut Wolności.
Zeznanie od skarbówki dostają też osoby mające przychody z kapitałów, np. ze sprzedaży akcji na giełdzie. One rozliczają się na formularzu PIT-38.
– Przez e-PIT rozliczą się też zarabiający na prywatnym wynajmie. Ci, którzy wybrali ryczałt, składali zeznania do końca lutego. Wynajmujący na skali mają czas do 2 maja. Od skarbówki dostają informację o kwotach wpłaconych zaliczek na podatek. Przychody z wynajmu muszą wpisać sami – mówi Piotr Popek. Dodaje, że tu PIT-36 nie zostanie automatycznie zaakceptowany. Musi go wysłać podatnik po uzupełnieniu informacjami, których nie zna skarbówka.
Do systemu e-Urząd Skarbowy można się zalogować poprzez profil zaufany, e-dowód, bankowość elektroniczną lub aplikację mObywatel. A także wpisując swoje dane:
- PESEL (albo NIP i datę urodzenia),
- kwotę przychodu z rozliczenia za 2020 r.,
- kwotę przychodu z jednej z informacji od płatników za 2021 r. (np. z PIT-11 od pracodawcy).
Należy je potwierdzić kwotą nadpłaty/podatku do zapłaty z rozliczenia za 2020 r.
Biznes samodzielnie
E-PIT nie dostają od fiskusa przedsiębiorcy. W serwisie e-Urząd Skarbowy, w części „Dokumenty źródłowe”, znajdą tylko informacje od płatników, gdy oprócz dochodów z biznesu mieli też inne, np. z etatu czy zlecenia. Jest tam także zestawienie wpłat zaliczek na podatek od firmowych dochodów. Wszystkie dane muszą jednak wprowadzić do zeznania sami.
Przedsiębiorcy wypełniają formularz PIT-36 lub PIT-36L. Aby się rozliczyć, mogą skorzystać z interaktywnych e-deklaracji na stronie podatki.gov.pl.
Co nowego w deklaracji
Przy rozliczaniu 2021 r. mamy parę nowości. W zeznaniu można odliczyć od dochodu darowizny na odbudowę Pałacu Saskiego, Pałacu Brühla oraz kamienic przy ulicy Królewskiej w Warszawie. Ulga jest limitowana, odpiszemy kwoty do wysokości 6 proc. rocznego dochodu.
Zmieniły się także zasady rozliczania darowizn na przeciwdziałanie epidemii koronawirusa. Kwoty odliczenia od dochodu uzależnione są od daty ich przekazania. W zeznaniu za 2021 r. odpiszemy 100 albo 150 proc. darowizny (nie ma już 200-proc. odliczenia).
Nowością jest też ulga dla przedsiębiorców korzystających z usługi e-Toll. Mogą oni odliczyć od dochodu wydatki na wyposażenie pojazdów w urządzenia do poboru opłat w tym systemie. Chodzi o wydatki na nabycie (bądź leasing, najem i dzierżawę) zewnętrznego systemu lokalizacyjnego lub urządzenia pokładowego.
Rozszerzono także zwolnienie z PIT dla młodych osób. Nie płacą daniny nie tylko od przychodów z etatu i zlecenia, ale także z praktyk absolwenckich i stażów uczniowskich.
W formularzach rocznych zmieniły się też zasady wykazywania ulgi na złe długi.