Brak przesłanek uzasadniających wniesienie kasacji czyni ją bezzasadną
Opis stanu faktycznego
Wyrokiem z 29.11.2019 r. wydanym w sprawie XVIII K 21/19 Sąd Okręgowy w Ł. uznał oskarżoną R.W. za winną tego, że w nocy z 15 na 16.8.2018 r. w K. działając z zamiarem ewentualnym pozbawienia życia M.S. przez zadanie co najmniej 8 ciosów nożem spowodowała u pokrzywdzonego rozległe obrażenia wewnętrzne skutkujące jego zgonem, to jest przestępstwa z art. 148 § 1 KK i na tej podstawie wymierzył jej karę 12 lat pozbawienia wolności. Na podstawie art. 46 § 1 KK zasądził od oskarżonej na rzecz pokrzywdzonej M.S. kwotę 3 520 zł tytułem odszkodowania i 50 000 zł tytułem zadośćuczynienia.
Wyrok zaskarżyli prokurator w części orzeczenia o karze oraz obrońca oskarżonej.
Obrońca zaskarżyła orzeczenie w całości i zarzuciła obrazę, mającą wpływ na treść wyroku, przepisów prawa materialnego, a mianowicie art. 148 § 1 KK i art. 46 KK oraz przepisów postępowania, to znaczy art. 7 KPK, a także rażącą niewspółmierność kary.
Apelację rozpoznał 9.7.2020 r. Sąd Apelacyjny w Ł., który utrzymał w mocy zaskarżony nimi wyrok.
Kasację wniosła obrońca skazanej zarzucając wyrokowi rażącą obrazę prawa materialnego, w postaci art. 156 § 3 KK w zw. z art. 5 § 2 KPK, a także prawa procesowego, to znaczy art. 455 KPK w zw. z art. 5 § 2 KPK, która mogła mieć istotny wpływ na treść zaskarżonego wyroku.
Obrońca wniosła o uchylenie zaskarżonego wyroku i przekazanie sprawy sądowi odwoławczemu do ponownego rozpoznania.
W pisemnej odpowiedzi na kasację prokurator wniósł o jej oddalenie jako oczywiście bezzasadnej.
Sąd Najwyższy, po rozpoznaniu kasacji wniesionej przez obrońcę skazanego, postanowił oddalić kasację jako oczywiście bezzasadną.
Uzasadnienie SN
Zdaniem Sądu Najwyższego kasacja jest oczywiście bezzasadna, co skutkowało możliwością rozpoznania jej w trybie art. 535 § 3 KPK.
Sposób jej sporządzenia nie respektuje – i to jednoznacznie – tych regulacji z ustawy karnej procesowej, które określają przedmiot kasacji, jej podstawę, a także funkcje. To determinowało wręcz taką ocenę tej kasacji. Zważyć bowiem należy na to, iż Sąd Najwyższy, stosownie do treści art. 536 KPK, rozpoznaje kasacje (tylko) w granicach zaskarżenia i podniesionych zarzutów, a w zakresie szerszym jedynie w wypadkach, o których mowa w art. 439 KPK, art. 435 KPK i art. 455 KPK. Te wskazane (wyjątkowe) sytuacje procesowe in concreto nie zaistniały. Oznacza to, że Sąd Najwyższy był jedynie uprawniony do tego, by rozpoznać podniesione w kasacji zarzuty, w takim kształcie, w jakim je sformułowano. Przeprowadzona – w takim zakresie – kontrola kasacyjna dowodzi, co następuje.
Podstawy kasacji
Po pierwsze, treść pierwszego z podniesionych w skardze zarzutów oraz wskazana jego podstawa prawna wskazuje, że jest on skierowany do wyroku Sądu Okręgowego, który nie mógł być przedmiotem zaskarżenia tej kasacji. Jest nim bowiem (art. 519 KPK) – co do zasady, mającej w niniejszej sprawie zastosowanie – prawomocny wyrok sądu odwoławczego kończący postępowanie. Niezależnie od tego, w zaistniałej sytuacji procesowej Sąd Apelacyjny nie mógł też samoistnie naruszyć przepisów prawa materialnego i procesowego wskazanych w tym zarzucie kasacji. To nie ten Sąd stosował przywołane w ramach zarzutu przepisy. On tylko kontrolował poprawność orzeczenia Sądu I instancji w związku z wniesioną przez obrońcę oskarżonej apelacją i sposób zastosowania przez ten Sąd tych przepisów. Utrzymując zaskarżony wyrok w mocy, nie przeprowadzał własnej oceny zebranego w sprawie materiału dowodowego, ale sprawdzał tylko trafność jej przeprowadzenia przez Sąd Rejonowy.
Po drugie, funkcją kasacji nie jest powielanie kontroli instancyjnej i przeprowadzenie jej po raz kolejny. W bardzo licznych orzeczeniach Sąd Najwyższy, od lat, konsekwentnie, podkreśla, że kasacja nie inicjuje kolejnej kontroli instancyjnej. Jej celem jest wyeliminowanie z obroty prawnego, tylko takich orzeczeń, które z racji rangi bardzo poważnych uchybień, którymi są one dotknięte nie powinny w demokratycznym państwie funkcjonować. Tego nie dostrzegła skarżąca, skoro w kasacji ograniczyła się w istocie do powtórzenia zarzutów wskazanych w apelacji.
Po trzecie, podstawą kasacji może być „inne rażące naruszenie prawa, które mogło mieć istotny wpływ na treść wyroku”. Cechy dopuszczalnych podstaw kasacji muszą być przez skarżącego wykazane (art. 526 § 1 KPK). Musi on zatem wykazać, że in concreto doszło do rażącego, a więc bardzo poważnego, naruszenia przez sąd odwoławczy prawa przy wydaniu zaskarżonego wyroku i mogło to mieć istotny wpływ na jego treść. Tymczasem autorka kasacji zarzuca jedynie „rażącą obrazę przepisów prawa”, ale już w ogóle nie wspomina o możliwości istotnego wpływu uchybień na treść skarżonego przez nią wyroku. Tym samym skarżąca nie wypełniła podstawowego warunku stwarzającego możliwość uznania zasadności skargi.
Po czwarte, w apelacji obrońca oskarżonej nie zarzucała Sądowi Okręgowemu naruszenia takich przepisów jak: art. 156 § 3 KK, czy art. 5 § 2 KPK. Skoro tak, to w kasacji nie mogła wytykać Sądowi odwoławczemu samoistnego naruszenia tych przepisów.
Po piąte, takie częściowe powtórzenie w kasacji zarzutów z apelacji może być procesowo skuteczne tylko wtedy, gdy sąd odwoławczy owych zarzutów podniesionych w apelacji w ogóle nie rozpatrzy, albo uczyni to w sposób na tyle pobieżny i niewnikliwy, iż trudno przyjąć, by ta dokonana przez niego kontrola odwoławcza była rzetelna. Jednakże wówczas należy w kasacji taki zarzut podnieść, wytykając sądowi odwoławczemu, że rażąco uchybił przepisom określającym reguły kontroli odwoławczej, tj. art. 433 § 2 KPK i art. 457 § 3 KPK, przy czym mogło to mieć istotny wpływ na treść zaskarżonego wyroku. Obrońca skazanej tego jednak nie uczyniła i takich zarzutów w kasacji nie podniosła. Co więcej, także w uzasadnieniu kasacji, poza bardzo ogólnymi stwierdzeniami, autorka kasacji odniosła się wprost do wyroku Sądu I instancji niebędącego przecież przedmiotem zaskarżenia tej kasacji. Oczywiste jest, że można i w kasacji wytykać wyrokowi Sądu I instancji uchybienia, niemniej, aby to było kasacyjnie skuteczne, należy wykazać w niej, że te uchybienia przeniknęły do wyroku sądu odwoławczego, będącego przedmiotem zaskarżenia kasacji. Trzeba to uczynić przez wskazanie konkretnego przepisu, który miał sąd odwoławczy rażąco naruszyć oraz przez stosowną argumentację. Tego jednak nie ma w rozpatrywanej kasacji.
Podważanie ustaleń faktycznych jest niedopuszczalne
Po szóste, przytoczona w kasacji motywacja oraz sama treść zarzutów kasacji świadczy o tym, iż prawdziwą intencją skarżącej było podważanie poprawności poczynionych przez Sąd I instancji (i akceptowanych przez Sąd Apelacyjny) ustaleń faktycznych, co nie jest w kasacji dopuszczalne. Tak formułując zarzut kasacji jej autorka najwyraźniej nie dostrzegła tego, że zarzut obrazy prawa materialnego aktualizuje się dla skarżącego dopiero wówczas, gdy nie podważa on poczynionych przez sąd, będących podstawą danego orzeczenia, ustaleń faktycznych. W sytuacji, gdy poprawność tychże kwestionuje, może to czynić w ramach zarzutu błędu w ustaleniach faktycznych lub obrazy prawa procesowego. Skoro skarżąca uważa, że można było skazanej przypisać sprawstwo przestępstwa z art. 156 § 3 KPK, to tym samym podważa poczynione w sprawie ustalenia faktyczne. Te bowiem, które wykazują charakter towarzyszącego sprawcy tempore criminis zamiaru, są przecież tymi ustaleniami, których w kasacji nie można już podważać.
Po siódme, rozważania zawarte na ostatniej stronie kasacji, też z jednej strony próbują podważyć ustalenia faktyczne, które Sąd meriti poczynił w zakresie charakteru zamiaru towarzyszącego skazanej w czasie popełnienia przez nią przypisanego jej przestępstwa. Z drugiej strony zaś nie respektują w ogóle wymogów regulacji z art. 455 KPK. Tymczasem z brzmienia tegoż przepisu jednoznacznie wynika, że owo poprawienie z urzędu błędnej kwalifikacji prawnej niezależnie od granic zaskarżenia i podniesionych zarzutów jest możliwe wówczas, gdy sąd odwoławczy „nie zmienia ustaleń faktycznych”. Poza sporem jest więc, że zakwalifikowanie przez sąd odwoławczy przedmiotowego działania skazanej z innego przepisu prawa karnego materialnego wymagałoby uprzedniej zmiany ustaleń faktycznych w zakresie towarzyszącego jej przy tym zamiaru, jak i to, że sąd odwoławczy mógłby poprawić tę kwalifikację prawną tylko w sytuacji równoczesnego aprobowania poczynionych przez Sąd I instancji ustaleń faktycznych.
Po ósme, całkowicie wadliwe jest też przywoływanie przez skarżącą przepisu art. 5 § 2 KPK. Tak z sygnalizowanych już powodów związanych z zaniechaniem zarzucenia przez nią w apelacji naruszenia tego przepisu przez Sąd Okręgowy, jak również dlatego, że brak jest w ogóle podstaw do twierdzenia, iż charakter towarzyszącego skazanej zamiaru w momencie zadawania pokrzywdzonemu przez nią co najmniej 8 ciosów nożem, odtworzony w oparciu o zebrany materiał dowodowy, budził uzasadnione wątpliwości Sądów obu instancji, bądź też powinien był te wątpliwości budzić. Tym bardziej, że sama skarżąca tych wątpliwości nie konkretyzuje w uprawniony sposób.
Wszystkie stwierdzone okoliczności są wystarczające do uznania oczywistej bezzasadności kasacji.
Przedstawione okoliczności dowodzą merytorycznej niesłuszności podniesionych w kasacji zarzutów. Świadczą, że brak jest podstaw do uznania, iż kontrola odwoławcza została przeprowadzona przez Sąd Apelacyjny w sposób rażąco uchybiający przepisom art. 433 § 2 KPK oraz art. 457 § 3 KPK. Niezależnie, godzi się stwierdzić, że nawet gdyby skarżąca w sposób poprawny zarzuciła Sądowi Apelacyjnemu, że rażąco nierzetelnie przeprowadził kontrolę odwoławczą wyroku Sądu Okręgowego, co mogło mieć istotny wpływ na treść zaskarżonego wyroku, wówczas również taki zarzut, w stwierdzonych w sprawie zaszłościach, nie zasługiwałby na aprobatę.
Dyżur pozazakładowy to nie czas pracy
Stan faktyczny
M.G. jest członkiem ochotniczej straży pożarnej, zatrudnionym w niepełnym wymiarze godzin przez radę miejską Dublina. Pozostaje on zgodnie z systemem dyżuru pozazakładowego do dyspozycji jednostki remizy i powinien uczestniczyć w 75% interwencjach tej jednostki. Nie będąc zobowiązanym do obecności w określonym miejscu w okresach dyżuru, powinien on, po otrzymaniu nagłego wezwania do udziału w interwencji, starać się przybyć do remizy w ciągu pięciu minut od wezwania i w każdym przypadku, przestrzegać maksymalnego czasu przybycia wynoszącego dziesięć minut. Ten okres dyżuru pozazakładowego trwa zasadniczo 7 dni w tygodniu i 24 godziny na dobę. M.G. otrzymuje wypłacane miesięcznie wynagrodzenie zasadnicze, którego celem jest wynagrodzenie go za pełnienie dyżuru pozazakładowego, a także dodatkowe wynagrodzenie za każdą interwencję. Może on wykonywać działalność zawodową na własny rachunek lub na rzecz drugiego pracodawcy, pod warunkiem, że działalność ta nie przekracza średnio 48 godzin tygodniowo. W zawiązku z tym M.G. uznał, że godziny, w których pozostaje on w stanie gotowości dla rady miejskiej Dublina, powinny zostać zakwalifikowane jako „czas pracy” w rozumieniu dyrektywy 2003/88/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z 4.11.2003 r. dotyczącej niektórych aspektów organizacji czasu pracy (Dz.Urz. UE L z 2003 r. Nr 299, s. 9; dalej: dyrektywa 2003/88/WE).
Stanowisko TSUE
W art. 2 pkt 1 dyrektywy 2003/88/WE zdefiniowano pojęcie „czas pracy” jako każdy okres, podczas którego pracownik pracuje, jest do dyspozycji pracodawcy oraz wykonuje swoje działania lub spełnia obowiązki, zgodnie z przepisami krajowymi lub praktyką krajową. Zaś w art. 2 pkt 2 dyrektywy 2003/88/WE pojęcie „okresu odpoczynku” zostało zdefiniowane w sposób negatywny jako każdy okres, który nie jest czasem pracy. Ze względu na to, że te dwa pojęcia wzajemnie się wykluczają, okres dyżuru pracownika należy zakwalifikować bądź jako „czas pracy”, bądź jako „czas odpoczynku” do celów stosowania dyrektywy 2003/88/WE, ponieważ dyrektywa ta nie przewiduje kategorii pośredniej (wyrok TSUE z 9.9.2021 r., C-107/19, Dopravní podnik hl. m. Prahy, Legalis).
W odniesieniu do kwalifikacji okresów dyżuru z orzecznictwa TSUE wynika, że pojęcie „czasu pracy” w rozumieniu dyrektywy 2003/88/WE obejmuje wszystkie okresy dyżuru, w tym pełnione w systemie dyżuru pozazakładowego, w trakcie których nałożone na pracownika ograniczenia mają taki charakter, że obiektywnie i bardzo znacząco wpływają na jego zdolność do swobodnego zarządzania podczas tych okresów czasem, w którym nie wymaga się od niego świadczenia pracy, oraz do poświęcania się wówczas własnym sprawom (wyrok TSUE z 9.3.2021 r., C-580/19, Stadt Offenbach am Main, Legalis (okres pozostawania w gotowości do pracy przez strażaka)). Aby ocenić, czy dyżur pozazakładowy obiektywnie powoduje istotne ograniczenia, które mają bardzo znaczący wpływ na zarządzanie przez danego pracownika czasem, w którym nie wymaga się od niego świadczenia pracy, TSUE stwierdził, że należy wziąć pod uwagę w szczególności czas, jakim dysponuje ten pracownik w celu podjęcia czynności zawodowych u pracodawcy, dla którego pełni ten dyżur, licząc od momentu, w którym pracodawca tego zażąda, w połączeniu w danym wypadku ze średnią częstotliwością interwencji, które ów pracownik rzeczywiście będzie musiał podjąć w tym okresie. Trybunał wyjaśnił, że w sytuacji gdy czas ten jest, podczas okresu dyżuru, ograniczony do kilku minut, okres ten należy co do zasady traktować w całości jako „czas pracy”.
Swoboda dysponowania czasem
Trybunał wskazał, że do sądu odsyłającego należy dokonanie oceny w świetle wszystkich okoliczności sprawy i w oparciu o powyższe wskazówki, czy M.G. podlegał w trakcie okresów dyżuru pozazakładowego ograniczeniom o takiej intensywności, że obiektywnie i bardzo znacząco wpłynęły one na jego zdolność do swobodnego zarządzania w tych okresach czasem, w którym nie wymagano świadczenia przez niego pracy w charakterze członka ochotniczej straży pożarnej. Okoliczności, że M.G. nie ma obowiązku przebywania w określonym miejscu podczas okresów dyżuru pozazakładowego, że nie jest zobowiązany do uczestniczenia we wszystkich interwencjach (z których jedna czwarta może w tym wypadku mieć miejsce podczas jego nieobecności), oraz że ma prawo do wykonywania innej działalności zawodowej w wymiarze nieprzekraczającym średnio 48 godzin tygodniowo, zdaniem TSUE, mogą stanowić obiektywne elementy pozwalające uznać, że jest on w stanie rozwijać, kierując się własnym interesem, inną działalność zawodową w tych okresach i poświęcać jej znaczną część czasu w tych okresach, chyba że średnia częstotliwość nagłych wezwań i średni czas trwania interwencji stanowią skuteczną przeszkodę w wykonywaniu działalności zawodowej, którą można by połączyć z zatrudnieniem w charakterze członka ochotniczej straży pożarnej, co podlega ocenie sądu odsyłającego. Trybunał uściślił, że nie można brać pod uwagę trudności organizacyjnych, które mogą wynikać z wyborów dokonanych przez danego pracownika, takich jak wybór miejsca zamieszkania lub miejsca wykonywania innej działalności zawodowej, które są mniej lub bardziej oddalone od miejsca, do którego powinien on być w stanie dotrzeć w wyznaczonym czasie w ramach jego zatrudnienia w charakterze członka ochotniczej straży pożarnej [wyrok Stadt Offenbach am Main (okres pozostawania w gotowości do pracy przez strażaka), pkt 41, 42]. Gdyby okazało się, w świetle wszystkich okoliczności istotnych dla niniejszej sprawy, że dane okresy dyżurów nie spełniają przesłanek do zakwalifikowania ich jako „czas pracy” w rozumieniu art. 2 pkt 1 dyrektywy 2003/88/WE, zdaniem TSUE, oznaczałoby to, że te same okresy należy uznać, z wyjątkiem czasu związanego z rzeczywistym świadczeniem pracy, za „okresy odpoczynku” w rozumieniu art. 2 pkt 2 dyrektywy 2003/88/WE.
Niemniej jednak TSUE zaznaczył, że zakwalifikowanie okresu dyżuru jako „okresu odpoczynku” do celów stosowania dyrektywy 2003/88/WE pozostaje bez uszczerbku dla obowiązku przestrzegania przez pracodawców konkretnych obowiązków ciążących na nich na mocy art. 5 i art. 6 dyrektywy Rady 89/391/EWG z 12.6.1989 r. w sprawie wprowadzenia środków w celu poprawy bezpieczeństwa i zdrowia pracowników w miejscu pracy (Dz.Urz. UE L z 1989 r. Nr 183, s. 1) w celu ochrony bezpieczeństwa i zdrowia ich pracowników. Wynika z tego, że pracodawcy nie mogą wprowadzać na tyle długich lub częstych okresów dyżurów, aby stanowiły one zagrożenie dla bezpieczeństwa lub zdrowia pracowników, niezależnie od tego, czy okresy te kwalifikuje się jako „okresy odpoczynku” w rozumieniu art. 2 pkt 2 dyrektywy 2003/88/WE. Do państw członkowskich należy określenie w prawie krajowym szczegółowych zasad wykonania tego obowiązku (wyrok Stadt Offenbach am Main (okres pozostawania w gotowości do pracy przez strażaka), pkt 60).
Reasumując TSUE orzekł, że art. 2 pkt 1 dyrektywy 2003/88/WE należy interpretować w ten sposób, iż okres dyżuru pozazakładowego pełnionego przez członka ochotniczej straży pożarnej, podczas którego ten pracownik wykonuje za zgodą pracodawcy działalność zawodową na własny rachunek, lecz w razie nagłego wezwania powinien w maksymalnym czasie dziesięciu minut powrócić do remizy, do której został przydzielony, nie stanowi „czasu pracy” w rozumieniu tego przepisu. Pod warunkiem, że z całościowej oceny wszystkich okoliczności sprawy – w szczególności z zakresu i szczegółowych zasad tej możliwości wykonywania innej działalności zawodowej, jak również z braku obowiązku uczestniczenia we wszystkich interwencjach przeprowadzanych w tej remizie – wynika, iż ograniczenia nałożone na tego pracownika w tym okresie nie mają takiego charakteru, że obiektywnie i bardzo znacząco wpływają na jego zdolność do swobodnego zarządzania podczas owego okresu czasem, w którym nie wymaga się od niego świadczenia pracy w charakterze członka ochotniczej straży pożarnej.
W niniejszej sprawie po raz kolejny Trybunał dokonał wykładni pojęcia „czasu pracy” w rozumieniu art. 2 pkt 1 dyrektywy 2003/88/WE w odniesieniu do czasu dyżuru pozazakładowego (por. art. 1515 KP). Należy przypomnieć, że w wyroku z 21.2.2018 r., C-518/15, Matzakz, Legalis, Trybunał orzekł już, że okres dyżuru pełnionego przez członka straży pożarnej w miejscu zamieszkania w połączeniu z obowiązkiem stawienia się na wezwanie pracodawcy w ciągu ośmiu minut znacząco ogranicza możliwość skupienia się tego pracownika na innych sprawach i należy go zatem zakwalifikować jako „czas pracy” w rozumieniu ww. przepisu. Jednakże stan faktyczny w rozpatrywanej przez Trybunał w niniejszym wyroku sprawie różni się, ponieważ irlandzki pracodawca nie wymaga, aby pracownik przebywał w określonym miejscu, gdy pozostaje w stanie gotowości, a ponadto zezwala mu na pracę na własny rachunek lub na pracę na rzecz innego pracodawcy.
Trybunał konsekwentnie podkreśla, że do kompetencji sądu krajowego należy ostateczna ocena, czy okres dyżuru pozazakładowego należy zakwalifikować jako „czas pracy”, czy jako „czas odpoczynku”. Jednakże w uzasadnieniu niniejszego wyroku TSUE przedstawił sądowi szereg kryteriów, które powinien uwzględnić podczas tej oceny. Wśród tych kryteriów Trybunał zwrócił szczególnie uwagę na możliwość wykonywania przez pracownika innej działalności zawodowej podczas okresów dyżuru. Trybunał podkreślił, że jeżeli ograniczenia nałożone na pracownika w trakcie danego okresu dyżuru pozwalają mu na zarządzanie swoim czasem oraz zajmowanie się własnymi sprawami bez istotnych ograniczeń, jedynie czas związany ze świadczeniem pracy, która w danym przypadku rzeczywiście zostaje wykonana w trakcie takiego okresu, stanowi „czas pracy” do celów stosowania dyrektywy 2003/88/WE.
W biurze głucho, więc fiskus nie da rejestracji
Naczelny Sąd Administracyjny uwzględnił w piątek 17 grudnia skargę kasacyjną fiskusa, który odmówił spółce z o.o. rejestracji jako podatnika VAT i VAT-UE.
Było to w kwietniu 2017 r. Podstawą odmowy miało być to, że spółka posługuje się fałszywymi danymi adresowymi dotyczącymi siedziby.
Fiskus sprawdził, że spółka została zarejestrowana w KRS, ale z umowy najmu wynikało, że nieruchomość została wynajęta z przeznaczeniem do rejestracji firmy oraz jako adres korespondencyjny. Urzędnicy postanowili go sprawdzić. Ustalili, że pod wskazanym adresem znajduje się nieduży drewniany dom letniskowy ogrodzony płotem. Brama była zamknięta i nikogo nie zastano. W konsekwencji fiskus uznał, że we wskazanym miejscu nie realizowano żadnych czynności związanych z zarządem.
Spółka zaskarżyła tę odmowę i w pierwszej instancji wygrała. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Białymstoku zarzucił urzędnikom, że wyszli poza ramy czynności sprawdzających. W jego ocenie w spornej sprawie weryfikacja danych, a także dokumentów przedstawionych do rejestracji, przybrała formę przypominającą kontrolę podatkową. A ta nie została zastrzeżona do weryfikacji zgłoszeń rejestracyjnych.
Ostatecznie jednak innego zdania był Naczelny Sąd Administracyjny. W jego opinii fiskus ma prawo przeprowadzić w terenie oględziny i wysnuwać na ich podstawie pewne wnioski istotne dla sprawy. Co prawda NSA zgodził się, że weryfikacja zgłoszenia rejestracyjnego odbywa się w trybie czynności sprawdzających i nie można wobec niego stosować typowego postępowania dowodowego, jednak – jak tłumaczyła sędzia sprawozdawca Agnieszka Jakimowicz – nie znaczy to, że taka czynność sprawdzająca nie może się odbyć w terenie. Po prostu pracownik idzie na miejsce i sprawdza, co się dzieje, a następnie sporządza z tego notatkę urzędową.
Zdaniem sądu żaden przepis ordynacji podatkowej nie wyklucza takiej czynności na miejscu, więc fiskus nie wyszedł poza ramy czynności sprawdzających i nie zastosował nieznanej prawu formy.
Jak tłumaczył NSA, nie ma innego sposobu na sprawdzenie, czy podatnik rzeczywiście prowadzi działalność gospodarczą. Jest tylko wizyta urzędnika na miejscu i sprawdzenie, czy coś się tam dzieje.
A w spornej sprawie takiej aktywności nie było, prezes spółki nie miał nawet kluczy do jej siedziby, zatem zdaniem sądu fiskus miał podstawy, żeby odmówić rejestracji. Wyrok jest prawomocny.
Sygnatura akt: I FSK 927/18
Warunki wprowadzenia strefy ciszy przez samorząd powiatowy na zbiornikach wodnych
Stan faktyczny
NSA rozpoznał sprawę ze skargi kasacyjnej Wojewody Świętokrzyskiego od wyroku WSA w Kielcach z 7.10.2020 r., II SA/Ke 731/20, Legalis w sprawie ze skargi Powiatu Skarżyskiego na rozstrzygnięcie nadzorcze Wojewody Świętokrzyskiego w przedmiocie stwierdzenia nieważności uchwały w sprawie wprowadzenia zakazu używania jednostek pływających napędzanych silnikami spalinowymi na zbiorniku wodnym i oddalił skargę kasacyjną.
W uzasadnieniu rozstrzygnięcia nadzorczego Wojewoda Świętokrzyski stwierdził, że uchwała została podjęta z rażącym naruszeniem art. 116 ust. 1 ustawy z 27.4.2001 r. Prawo ochrony środowiska (t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 1973; dalej: PrOchrŚrod). Zdaniem Wojewody Świętokrzyskiego, z treści tego przepisu wynika, że podjęcie uchwały jest dopuszczalne, jeżeli jest to konieczne do zapewnienia odpowiednich warunków akustycznych na terenach przeznaczonych na cele rekreacyjno-wypoczynkowe, co jest warunkowane wystąpieniem przekroczenia norm hałasu. Okoliczność ta powinna zostać stwierdzona na podstawie analizy akustycznej wykonanej przez profesjonalny podmiot. Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Środowiska z 14.6.2007 r. w sprawie dopuszczalnych poziomów hałasu w środowisku (Dz.U. z 2014 r. poz. 112; dalej: PoziomHałR), dopuszczalny poziom hałasu dla terenów przeznaczonych na cele rekreacyjno-wypoczynkowe wynosi 55dB. Jak natomiast wynika z analizy akustycznej sporządzonej na zlecenie Powiatu Skarżyskiego, norma ta nie została przekroczona. Pomiary dokonane w ramach tej analizy wskazały wyniki na poziomie 51,2 oraz 51,1 dB. W konkluzji analizy podano, że: „(…) wykorzystywanie Zbiornika Wodnego Rejów przez jednostki pływające przy zarejestrowanym natężeniu w dniu prowadzenia pomiarów nie powoduje ponadnormatywnego oddziaływania na klimat akustyczny dla pory dnia na tereny sąsiadujące dla których przeprowadzono badania”.
Skargę na powyższe rozstrzygnięcie nadzorcze wniósł Powiat Skarżyski.
Wyrok WSA
WSA przywołanym wyrokiem uchylił zaskarżone rozstrzygnięcie nadzorcze Wojewody Świętokrzyskiego w przedmiocie stwierdzenia nieważności uchwały w sprawie wprowadzenia zakazu używania jednostek pływających napędzanych silnikami spalinowymi na zbiorniku wodnym.
W uzasadnieniu Sąd I instancji wskazał, że rozstrzygnięciem nadzorczym Wojewoda Świętokrzyski stwierdził w całości nieważność uchwały nr 156/XX/2020 Rady Powiatu Skarżyskiego z 30.4.2020 r. w sprawie wprowadzenia zakazu używania jednostek pływających napędzanych silnikami spalinowymi na zbiorniku wodnym Rejów w Skarżysku-Kamiennej. Jako podstawę rozstrzygnięcia Wojewoda Świętokrzyski powołał art. 79 ust. 1 ustawy z 5.6.1998 r. o samorządzie powiatowym (t.j. Dz.U. z. 2020 r. poz. 920; dalej: SamPowiatU).
Uwzględniając skargę Sąd I instancji wskazał, że z art. 116 ust. 1 PrOchrŚrod nie wynika możliwość uzależnienie realizacji kompetencji rady powiatu od konieczności zapewnienia utrzymania poziomu hałasu w granicach dopuszczalnych norm. Ustawodawca posługuje się natomiast zwrotem „odpowiednie warunki akustyczne”. Sformułowaniu temu przypisać trzeba charakter zwrotu ocennego (zwrotu szacunkowego), który wymaga dokonania wartościowania określonego stanu rzeczy.
Sąd I instancji wskazał, że Wojewoda Świętokrzyski porównał normę (55 dB) z pomiarami dokonanymi w ramach analizy akustycznej. Oznacza to, że Wojewoda Świętokrzyski oparł się na automatycznej i matematycznej ocenie tego parametru, pomimo braku upoważnienia prawnego w tym zakresie.
Skargę kasacyjną od powyższego wyroku wniósł Wojewoda Świętokrzyski.
Wyrok NSA
NSA wskazał, że zasadnicze znaczenie w tej sprawie ma wykładnia art. 116 ust. 1 PrOchrŚrod w zw. z art. 113 PrOchrŚrod oraz w zw. z art. 7 Konstytucji RP. Wprowadzenie przedmiotowego zakazu mogło nastąpić na podstawie odpowiednich pomiarów hałasu, który przemawiałyby za koniecznością tego rodzaju ograniczeń. NSA nie podzielił stanowiska Sądu I instancji, zgodnie z którym: „z art. 116 ust. 1 PrOchrŚrod nie wynika w szczególności obowiązek przeprowadzenia, przed podjęciem uchwały, pomiarów akustycznych, w celu ustalenia aktualnego stanu akustycznego terenów przeznaczonych na cele rekreacyjno-wypoczynkowe”.
Zgodnie bowiem z art. 116 ust. 1 PrOchrŚrod, właściwa miejscowo rada powiatu, w drodze uchwały, z zastrzeżeniem art. 116 ust. 2 i 4 PrOchrŚrod, ograniczy lub zakaże używania jednostek pływających lub niektórych ich rodzajów na określonych zbiornikach powierzchniowych wód stojących oraz wodach płynących, jeżeli uzna, że jest to konieczne do zapewnienia odpowiednich warunków akustycznych na terenach przeznaczonych na cele rekreacyjno-wypoczynkowe. Oznacza to, że ustawodawca zezwala radzie powiatu na wkroczenie w tym przypadku w sferę praw i wolności jednostki w formie ograniczenia lub nawet zakazu używania danych jednostek pływających, lecz pod warunkiem, że jest to niezbędne do zapewnienia odpowiednich warunków akustycznych. Pojęcie „odpowiednich warunków akustycznych” jest pojęciem nieostrym.
Z akt sprawy wynika, że podjęcie przedmiotowej uchwały zostało poprzedzone szczegółowymi ustaleniami w tym zakresie. Powiat Skarżyski zlecił wykonanie analizy akustycznej na potrzeby ustanowienia postulowanej przez mieszkańców „strefy ciszy” na obszarze przedmiotowego zbiornika wodnego. Z ekspertyzy istotnie wynika, że pomiary równoważne wskazały wyniki na poziomie 51,2 oraz 51,1 dB.
M.in. na tej podstawie Powiat Skarżyski odstąpił od ustalenia „strefy ciszy” na przedmiotowym zbiorniku, ale jednocześnie wykorzystał szczegółowe ustalenia analizy na potrzeby uchwały z art. 116 ust. 1 PrOchrŚrod. Natomiast Wojewoda Świętokrzyski skupił się wyłącznie na cytowanych wyżej wnioskach analizy akustycznej, pomijając jednak uzasadnienie kwestionowanej uchwały. Wskazano w nim natomiast, że pomiary dokonane dla poszczególnych jednostek pływających wykazały znaczne przekroczenie norm hałasu np. skuter wodny do jazdy siedzącej poruszający się po północnej części zbiornika – zmierzona wartość poziomu ekspozycji od 62,4 do 71,1 dB,
Z uzasadnienia zaskarżonej uchwały wynika, że używanie jednostek pływających napędzanych silnikami spalinowymi naruszy warunki akustyczne w skali, która uniemożliwi wykorzystanie wód jeziora na cele rekreacyjno-wypoczynkowe i powoduje konieczność wprowadzenia zakazu korzystania z tego rodzaju jednostek pływających. Ustalenia w tym przedmiocie zostały oparte na analizie i ocenie wymaganych w tym zakresie opracowań specjalistycznych. Stąd też w ocenie NSA, w tej sprawie rada powiatu uzasadniła prawidłowo podstawową przesłankę umożliwiającą wprowadzenie zakazu z art. 116 ust. 1 PrOchrŚrod, który ma służyć ochronie terenów przeznaczonych na cele rekreacyjno-wypoczynkowe przed niekorzystnym oddziaływaniem akustycznym, a więc oddziaływaniem przekraczającym ustanowione przez prawodawcę normy.
Jak już wyżej wskazano, norma z art. 116 ust. 1 PrOchrŚrod nie określa w jaki sposób należy ustalić warunki akustyczne istniejące na obszarach rekreacyjno-wypoczynkowych danego zbiornika wodnego. Nie ulega więc wątpliwości, że art. 116 ust. 1 PrOchrŚrod posługuje się pojęciem nieostrym, jakim jest pojęcie odpowiednich warunków akustycznych. Stąd też konieczność poczynienia ustaleń w tym zakresie wynika z konieczności doprecyzowania tego pojęcia. Przyjęcie odmiennego stanowiska, może prowadzić do dowolnego ograniczenia korzystania z konstytucyjnych wolności i praw w drodze uchwały rady powiatu. Uchwały te podlegają oczywiście kontroli wojewódzkich sądów administracyjnych, ale przy tak zakreślonych przesłankach wydania uchwały, kontrola ta będzie w istocie ograniczona i sprowadzała się będzie tylko do kontroli strony proceduralnej podjęcia uchwały. Brak będzie bowiem możliwości kontroli pozwalającej ocenić, czy właśnie konieczność zachowania odpowiednich warunków akustycznych uzasadniała podjęcie uchwały w przedmiocie wprowadzenia zakazu z art. 116 ust. 1 PrOchrŚrod.
Wyrażone w niniejszym wyroku stanowisko opiera się nie tyle na założeniu, że przepisy prawa nakładają na radę powiatu obowiązek stosowania przepisów rozporządzenia, lecz na wykładni systemowej art. 116 ust. 1 PrOchrŚrod. Ten ostatni przepis posługując się pojęciem nieostrym i jednocześnie dopuszczając ograniczanie konstytucyjnych wolności i praw, nakłada na właściwy organ powiatu obowiązek prawnego i faktycznego umotywowania uchwały wydanej na tej podstawie, także zgodnie z konstytucyjną zasadą proporcjonalności w rozumieniu art. 31 ust. 1 Konstytucji RP. Od strony faktycznej oznacza to konieczność przeprowadzenia odpowiednich badań akustycznych, a od strony prawnej na odniesieniu ich do przepisów powołanego rozporządzenia, ponieważ tylko te dwa instrumenty pozwolą na określenie odpowiednich warunków akustycznych.
Omawiane orzeczenie wskazuje na problem wyrażeń nieostrych stosowanych w ustawach i zasad ich wykładni, w szczególności w ramach wykładni systemowej. Odkodowanie pojęcia ustawowego musi uwzględniać zasady ochrony praw wynikające z Konstytucji RP. W niektórych sprawach jest to o tyle trudne, że definicje pojęć prawnych muszą odnosić się do opracowań naukowych czy wyników specjalistycznych badań. Takim właśnie pojęciem jest wskazane w art. 116 ust. 1 PrOchrŚrod pojęcie „odpowiednich warunków akustycznych”.
Abuzywna klauzula indeksacyjna
Stan faktyczny
W 2008 r. polscy konsumenci zawarli z bankiem umowę kredytu hipotecznego indeksowanego do franka szwajcarskiego. Uznając, że warunek dotyczący indeksacji kredytu w walucie obcej jest nieuczciwy, ponieważ nie określa sposobu ustalania kursu walut przez bank, kredytobiorcy wnieśli powództwo o zasądzenie od banku na ich rzecz kwoty 50 000 zł. Spór wynikał z odmiennej wykładni treści warunku dotyczącego indeksacji tej umowy. O ile bowiem dla banku ten warunek przewiduje określenie kursu waluty kredytu w zależności od kursu rynkowego, tak jak jest on codziennie odtwarzany w tabeli kursów banku, o tyle kredytobiorcy interpretują ten warunek w ten sposób, że przewiduje on, iż kurs waluty jest ustalany na podstawie kursu obiektywnego, takiego jak ten ustalony przez NBP.
Stanowisko TSUE
Wymóg przejrzystości
Zgodnie z treścią art. 5 dyrektywy Rady 93/13/EWG z 5.4.1993 r. w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich (Dz.Urz. UE L z 1993 r. Nr 95, s. 29; dalej: dyrektywa 93/13/EWG), jeżeli warunki umowy zawartej między przedsiębiorcą a konsumentem są wyrażone na piśmie, warunki te „zawsze muszą być sporządzone prostym i zrozumiałym językiem”, a tym samym muszą spełniać wymóg przejrzystości. Trybunał podkreślił, że wymóg przejrzystości warunków umownych należy zatem rozumieć jako oznaczający obowiązek, aby dany warunek umowny nie tylko był zrozumiały dla konsumenta pod względem formalnym i gramatycznym, ale również umożliwiał właściwie poinformowanemu oraz dostatecznie uważnemu i racjonalnemu przeciętnemu konsumentowi zrozumienie konkretnego działania metody obliczania tej stopy procentowej i oszacowanie tym samym w oparciu o jednoznaczne i zrozumiałe kryteria – potencjalnie istotnych – konsekwencji ekonomicznych takiego warunku dla swoich zobowiązań finansowych (wyrok TSUEz 10.6.2021 r., BNP Paribas Personal Finance, od C-776/19 do C‑782/19 (sprawy połączone), Legalis).
W ocenie TSUE, z zastrzeżeniem ustaleń sądu odsyłającego, sporna klauzula indeksacyjna wydaje się charakteryzować się nie tyle niejednoznacznym brzmieniem, co brakiem wskazania sposobów ustalania kursu wymiany stosowanego przez bank do obliczenia rat spłaty.
Trybunał orzekł, że art. 5 dyrektywy 93/13/EWG należy interpretować w ten sposób, że treść klauzuli umowy kredytu zawartej między przedsiębiorcą a konsumentem ustalającej cenę zakupu i sprzedaży waluty obcej, do której kredyt jest indeksowany, powinna, na podstawie jasnych i zrozumiałych kryteriów, umożliwić właściwie poinformowanemu oraz dostatecznie uważnemu i racjonalnemu konsumentowi zrozumienie sposobu ustalania kursu wymiany waluty obcej stosowanego w celu obliczenia kwoty rat kredytu, w taki sposób, aby konsument miał możliwość w każdej chwili samodzielnie ustalić kurs wymiany stosowany przez przedsiębiorcę.
Stosowanie art. 65 KC
W ocenie TSUE rozpatrywana klauzula indeksacyjna, która nie pozwala konsumentowi na samodzielne określenie w każdej chwili kursu wymiany stosowanego przez przedsiębiorcę, ma nieuczciwy charakter. Trybunał uznał, że gdyby sąd odsyłający, w świetle całości okoliczności sprawy, miał stwierdzić nieuczciwy charakter rozpatrywanej klauzuli indeksacyjnej to, zgodnie z art. 6 ust. 1 dyrektywy 93/13/EWG, powinien odstąpić od jej stosowania.
Z orzecznictwa TSUE wynika z jednej strony, że przestrzeganie wymogu jasności i zrozumiałości warunku umownego, wymaganego przez art. 5 dyrektywy 93/13/EWG, stanowi jeden z czynników, które sąd krajowy powinien wziąć pod uwagę przy dokonywaniu należącej do niego oceny uczciwości tego warunku. W ramach tej oceny sąd powinien zbadać, w świetle ogółu okoliczności faktycznych sprawy, po pierwsze, możliwego niedochowania wymogu dobrej wiary, i po drugie, ewentualnego istnienia znaczącej nierównowagi na niekorzyść konsumenta (wyrok TSUE z 3.10.2019 r., C-621/17, Kiss i CIB Bank, Legalis). Sąd odsyłający wskazał, że w niniejszej sprawie nie można uznać, iż bank działał w złej wierze. Wobec tego TSUE stwierdził, że ten sąd będzie musiał w szczególności zbadać, czy istnieje znaczna nierównowaga wynikających z umowy praw i obowiązków stron ze szkodą dla konsumenta. Zgodnie z jednolitym stanowiskiem TSUE takie badanie nie może ograniczać się do ekonomicznej oceny o charakterze ilościowym, dokonywanej w oparciu o porównanie z jednej strony całkowitej kwoty transakcji będącej przedmiotem umowy, a z drugiej strony kosztów, które zgodnie z tym warunkiem obciążają konsumenta. Znacząca nierównowaga może bowiem wynikać z samego faktu wystarczająco poważnego naruszenia sytuacji prawnej, w której konsument, jako strona danej umowy, znajduje się na mocy właściwych przepisów krajowych, w postaci czy to ograniczenia treści praw, które zgodnie z tymi przepisami przysługują mu na podstawie tej umowy, czy to przeszkody w ich wykonywaniu, czy też nałożenia na niego dodatkowego obowiązku, którego nie przewidują normy krajowe.
Sąd odsyłający wyjaśnił, że może on na podstawie art. 65 KC zniwelować brak przejrzystości rozpatrywanej klauzuli indeksacyjnej, który może prowadzić do stwierdzenia nieuczciwego charakteru tej klauzuli, poprzez dokonanie wykładni odpowiadającej wspólnej woli stron umowy. Jednakże TSUE podkreślił, że w przypadku stwierdzenia przez sąd krajowy nieważności nieuczciwego warunku umowy, zawartej między przedsiębiorcą a konsumentem, art. 6 ust. 1 dyrektywy 93/13/EWG należy interpretować w taki sposób, iż niezgodny z tym artykułem jest przepis prawa krajowego dający sądowi krajowemu możliwość uzupełnienia tej umowy poprzez zmianę treści owego warunku (wyrok Bank BPH, pkt 67). W ocenie TSUE gdyby bowiem sąd krajowy mógł zmieniać treść nieuczciwych warunków zawartych w takich umowach, to takie uprawnienie mogłoby zagrażać realizacji długoterminowego celu zagwarantowania skutku odstraszającego art. 7 dyrektywy 93/13/EWG. Tymczasem w niniejszej sprawie TSUE stwierdził, że po pierwsze, z postanowienia odsyłającego nie wynika, że zamierzona przez sąd odsyłający wykładnia ma na celu zaradzenie nieważności umowy ze względu na to, że nie mogłaby ona dalej obowiązywać bez rozpatrywanego warunku dotyczącego indeksacji. Po drugie, z zastrzeżeniem dokonania ustaleń przez sąd odsyłający, nie wydaje się, aby art. 65 KC, który zawiera ogólną regułę wykładni, stanowił przepis prawa krajowego o charakterze dyspozytywnym. Po trzecie, zasada braku skutku nieuczciwego warunku, przewidziana w art. 6 ust. 1 dyrektywy 93/13/EWG, nie może zostać podważona przez względy związane z okolicznościami, w jakich dana umowa została zawarta i wykonana.
Trybunał orzekł, że art. 5 i 6 dyrektywy 93/13/EWG należy interpretować w ten sposób, iż stoją one na przeszkodzie temu, aby sąd krajowy, który stwierdził nieuczciwy charakter warunku umowy zawartej między przedsiębiorcą a konsumentem w rozumieniu art. 3 ust. 1 dyrektywy 93/13/EWG , dokonał wykładni tego warunku w celu złagodzenia jego nieuczciwego charakteru, nawet jeśli taka wykładnia odpowiadałaby wspólnej woli stron.
Trybunał po raz kolejny orzekł w „polskiej” sprawie dotyczącej niedozwolonych postanowień umownych w kredytach frankowych (zob. art. 3851 KC). W niniejszym wyroku Trybunał, kontynuując prokonsumencką wykładnię, odniósł się do dwóch zagadnień prawnych. Pierwsze z nich dotyczy sposobu sformułowania klauzul indeksacyjnych w umowach frankowych. Z uzasadnienia mniejszego wyroku wynika, że dla TSUE kluczowe jest nie tylko poinformowanie konsumenta przez bank o istnieniu wahań kursów wymiany ogólnie obserwowanych na rynku walutowym, ale także możliwość oszacowania przez tego konsumenta konsekwencji ekonomicznych., w tym wynikających z kursu CHF, a w rezultacie także całkowity koszt zaciągniętego przez siebie kredytu.
Trybunał przyznał, że w przypadku umowy kredytu indeksowanego do CHF na okres 40 lat kredytodawca nie może przewidzieć dokładnie zmiany obciążenia finansowego, jakie może pociągnąć za sobą mechanizm indeksacji przewidziany w umowie. Jednakże okoliczność, że kurs wymiany zmienia się w długim okresie, zdaniem TSUE, nie może uzasadniać braku wskazania w postanowieniach umowy oraz w ramach informacji dostarczonych przez przedsiębiorcę w trakcie negocjacji umowy kryteriów stosowanych przez bank w celu ustalenia kursu wymiany mającego zastosowanie do obliczania rat spłaty. Trybunał bardzo wyraźnie podkreślił w niniejszym wyroku, że konsument ma mieć możliwość określenia w każdej chwili tego kursu wymiany.
Po drugie, Trybunał rozstrzygnął w prezentowanym wyroku, czy w analizowanej sprawie polski sąd może zastosować art. 65 KC. Trybunał uznał, że gdyby polski sąd mógł zmieniać treść klauzul abuzywnych stosując art. 65 KC, to takie uprawnienie mogłoby zagrażać realizacji długoterminowego celu odstraszającego, ustanowionego w art. 7 dyrektywy 93/13/EWG. Dokonanie wykładni rozważanej przez sąd odsyłający na podstawie art. 65 KC, zdaniem TSUE, sprowadzałoby się in fine do zmiany treści klauzuli indeksacyjnej, ponieważ prowadziłoby do zmiany jej rozumienia poprzez wprowadzenie odesłania do „wartości rynkowej” CHF. Ponadto Trybunał stwierdził, powołując się na stanowisko przedstawione w wyroku w sprawie Dziubak, że nie wydaje się także, aby art. 65 KC, który zawiera ogólną regułę wykładni, stanowił przepis prawa krajowego o charakterze dyspozytywnym.
Prawnika nie tłumaczy natłok spraw ani chwilowa awaria sieci
Trzy miesiące spóźnienia
Kwestia ta wynikła w sprawie z powództwa banku przeciwko Annie K., frankowiczce, o zapłatę należności związanej z kredytem, którą kobieta wygrała w niższych instancjach. Bank nie dał za wygraną i złożył skargę kasacyjną. Stało się to jednak dopiero po prawie pięciu miesiącach od doręczenia mu wyroku z uzasadnieniem, choć winien ją złożyć w terminie dwóch miesięcy. Na tej podstawie Sąd Apelacyjny w Łodzi oddalił wniosek banku o przywrócenie mu terminu do wniesienia skargi kasacyjnej i odrzucił ją, wskazując, że została wniesiona po terminie. Sąd uznał też, że bank (a dokładniej jego prawnik) nie uprawdopodobnił, że był pozbawiony możliwości wykonania tej czynności na czas. Uchybienia nie usprawiedliwia natłok czynności pełnomocnika w tym okresie, tj. liczba składanych pozwów w sprawach frankowych czy też błąd systemu informatycznego.
Trzeba przewidywać
Bank złożył zażalenie na odrzucenie kasacji, ale SN nie przekonał. Sąd wskazał, że przywrócenie terminu może nastąpić, gdy strona nie dokonała w terminie czynności procesowej bez swej winy, a art. 168 § 1 kodeksu postępowania cywilnego, który o tym mówi, nie może być rozumiany rozszerzająco, gdyż zasadą jest, że czynności procesowe powinny być dokonywane w terminie. Brak winy strony podlega ocenie z uwzględnieniem wszystkich okoliczności danej sprawy, w tym obiektywnego miernika staranności.
– Przyjmuje się, że brak winy pełnomocnika występuje w razie choroby jego lub strony, która uniemożliwia podjęcie działania nie tylko osobiście, ale skorzystanie z pomocy innych osób. Od adwokata lub radcy można zaś oczekiwać wyższej miary staranności, w szczególności przy sporządzaniu środków odwoławczych. Okoliczności, takie jak błąd systemu informatycznego w kancelarii, natłok spraw w danym okresie, wielość składanych pozwów w tzw. sprawach frankowych czy konieczność obsługi prawnej tysiąca spraw sądowych, nie usprawiedliwiają niedochowania terminu na wniesienie skargi kasacyjnej – wskazał w uzasadnieniu orzeczenia sędzia SN Grzegorz Misiurek, sprawozdawca.
Tylko obiektywne przesłanki
– Trudno było się spodziewać innego rozstrzygnięcia. Przeszkoda przemawiająca za brakiem winy prawnika zachodzi wtedy, gdy dokonanie czynności w ogóle, tj. w sensie obiektywnym, było niemożliwe, a przywrócenie terminu wyłącza nawet lekkie niedbalstwo. Tym bardziej że skarga wniesiona została z blisko trzymiesięcznym opóźnieniem – wskazuje Marcin Szymański, adwokat z kancelarii Drzewiecki, Tomaszek i Wspólnicy.
– Jednostkowy błąd systemu informatycznego kancelarii nie może być podstawą przywrócenia terminu. Inna ocena byłaby możliwa po udokumentowanej i niezawinionej awarii całego systemu informatycznego kancelarii – ocenia dr Mariusz Korpalski, radca prawny. – Więcej wątpliwości mogą wzbudzić doręczenia pism pełnomocnikom przez portal informatyczny sądu. Zdarza się bowiem, że na portalu „znika” sprawa, a pełnomocnik nie jest w stanie sprawdzać, czy wszystkie sprawy, do których raz uzyskał dostęp online, cały czas są widoczne. Jeśli służby informatyczne sądu są w stanie przedstawić informację, kiedy i jaka sprawa była dla kogo widoczna, to taki chwilowy blackout powinien być podstawą do przywrócenia terminu.
Rafał Kania radca prawny, wspólnik w Sendero Tax & Legal
Osoba zawodowo wykonująca czynności ma podwyższone, a w zasadzie najwyższe mierniki staranności. Ani radca prawny, ani adwokat nie może więc liczyć na to, że będzie mógł przy uchybieniu terminowi sądowemu wytłumaczyć się natłokiem spraw. Nie masz czasu, to nie przyjmuj zleceń – zdaje się wskazywać SN. Raczej pełnomocnikowi nie pomoże też awaria sprzętu komputerowego. Chyba że wynikałaby z okoliczności, która dotyczy np. całego miasta i trwała jednak dość długo. Nie zawsze zgadzam się, że pełnomocnicy zawodowi ponoszą odpowiedzialność zawsze i za wszystko. W mojej opinii jednak w tym przypadku sąd miał rację.
Sygnatura akt: II CZ 14/21
Co jest reklamą, a co informacją o działalności apteki
Istotne okoliczności faktyczne
NSA rozpoznał skargę kasacyjną Spółki od wyroku WSA w Warszawie z 9.11.2020 r., VI SA/Wa 1237/20, Legalis w sprawie ze skargi Spółki na decyzję GIF w przedmiocie stwierdzenia naruszenia zakazu prowadzenia reklamy apteki, nakazu zaprzestania prowadzenia reklamy apteki ogólnodostępnej oraz nałożenia kary pieniężnej i uchylił zaskarżony wyrok. NSA uchylił także decyzje organów administracji i umorzył postępowanie.
Przywołanym wyrokiem WSA uchylił decyzję GIF w przedmiocie naruszenia zakazu reklamy apteki i kary pieniężnej. Decyzja GIF utrzymywała w mocy decyzję WIF, którą stwierdzono naruszenie Spółkę zakazu reklamy apteki, nakazano zaprzestanie prowadzenia reklamy apteki oraz nałożono karę pieniężną w kwocie 5 000 zł. Jako podstawę prawną decyzji wskazano art. 112 ust. 1 pkt 1 i ust. 3, art. 115 ust. 1 pkt 4 ustawy z 6.9.2001 r. Prawo farmaceutyczne (t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 1977 ze zm.; dalej: PrFarm).
Spółka od 1.11.2018 r. do dnia wydania decyzji przez organ I instancji, prezentowała na skrzyżowaniu ulic baner reklamowy zawierający tekst: „B. ul. (…) obok (…)”, oraz umieszczoną na banerze strzałkę z podaną odległością „(…) km”. Potwierdza to dokumentacja fotograficzna zgromadzona w sprawie. Strona tego nie kwestionowała.
Powyższa informacja uznana została przez organy nie za informację, a reklamę. W ocenie organu odwoławczego przedsiębiorca, który podejmuje decyzję o zamieszczeniu na budynku banerów o znacznych rozmiarach, czyni w tym celu określone nakłady finansowe (np. ponosi koszty zlecenia wykonania ww. usługi i wynajmu powierzchni), zmierza w istocie do zareklamowania swojej działalności i świadczonych usług. Oczekuje bowiem, że poniesione koszty zwrócą się w momencie, gdy z usług apteki zaczną korzystać klienci zachęceni reklamą.
W ocenie organu odwoławczego zamieszczenie przez Spółkę omawianego powyżej wielkoformatowego baneru dotyczącego apteki ogólnodostępnej stanowi naruszenie zakazu reklamy aptek i ich działalności.
Spółka nie zgodziła się z taką oceną, co doprowadziło do złożenia skargi kasacyjnej.
Wyrok NSA
Sąd uznał, że zarzut naruszenia art. 94a ust. 1 zd. 2 PrFarm jest usprawiedliwiony, tak w zakresie odnoszącym się do prawidłowości rozumienia przywołanego przepisu prawa, jak i też prawidłowości jego zastosowania w stanie faktycznym rozpatrywanej sprawy, którego ustalenia – co należy podkreślić – nie są sporne, albowiem kwestionowana jest wyłącznie – jak wynika to z zarzutów skargi kasacyjnej oraz ich uzasadnienia – prawna ocena ustalonych w sprawie faktów, a mianowicie umieszczenia w przywołanej powyżej lokalizacji banneru o określonej – i przywołanej powyżej – treści pochodzącej od Skarżącej.
Zdaniem NSA podejście Sądu I instancji do rozumienia, a w konsekwencji do zastosowania art. 94a ust. 1 PrFarm w stanie faktycznym rozpatrywanej sprawy nie jest prawidłowe.
Wypowiedź zawarta w zd. 2 art. 94a ust. 1 PrFarm nie pozostaje w żadnej relacji do zd. 1 tego przepisu prawa, co powoduje, że jej rozumienie nie może abstrahować od całości wypowiedzi normodawcy – jest prezentowany pogląd, że pojęcie reklamy aptek – której nie stanowi informacja o lokalizacji i godzinach pracy apteki lub punktu aptecznego – ustawodawca potraktował stosunkowo szeroko, a NSA przyjmuje w swym orzecznictwie, że reklamą jest każde działanie, które ma na celu zachęcenie potencjalnych klientów do zakupu konkretnych towarów lub do skorzystania z określonych usług i to niezależnie od form i metod tego działania oraz użytych środków.
Przy rozróżnieniu informacji od reklamy trzeba mieć na uwadze, że podstawowym wyznacznikiem przekazu reklamowego jest nie tylko mniej lub bardziej wyraźna zachęta do kupna towaru, ale i faktyczne intencje podmiotu dokonującego przekazu oraz odbiór przekazu przez jego adresatów. Wypowiedź jest reklamą, gdy nad warstwą informacyjną przeważa zachęta do nabycia towaru – taki cel przyświeca nadawcy wypowiedzi i tak odbiera ją przeciętny odbiorca, do którego została skierowana. W analizowanym zakresie eksponowane jest również znaczenie argumentu z wykładni systemowej zewnętrznej.
Wprowadzenie przez ustawodawcę zakazu reklamy aptek oraz ich działalności motywowane było potrzebą ograniczenia perswazyjnej funkcji reklamy, a to z uwagi na potrzebę zapewnienia ochrony zdrowia ludzkiego. Zwłaszcza, że może ona doznać uszczerbku nie tylko wskutek braku dostatecznego dostępu do leków, ale również wtedy, gdy dostęp do leków jest zbyt łatwy i skutkuje ich nadużywaniem. Do tego prowadzi zaś niewątpliwie nadto obecna i sugestywna reklama zarówno leków – które nie są zwykłym towarem rynkowym, a obrót nimi jest i musi być reglamentowany przez państwo – jak i aptek, to jest miejsc w których leki są oferowane do sprzedaży.
Reklama czy informacja?
Czy forma i treść eksponowanego w opisany powyżej sposób przekazu pochodzącego od Skarżącej stanowi niedozwoloną reklamę apteki oraz jej działalności, czy też nie – jak wynika z powyżej przedstawionych argumentów, wprowadzenie przez ustawodawcę zakazu reklamy aptek oraz ich działalności motywowane było potrzebą ograniczenia perswazyjnej funkcji reklamy, a to z uwagi na potrzebę zapewnienia ochrony zdrowia ludzkiego, nie można jednak tracić z pola widzenia następującej okoliczności.
Mianowicie, nie bez równie uzasadnionego powodu z art. 94a ust. 1 PrFarm wynika, że zabroniona jest reklama aptek i punktów aptecznych oraz ich działalności, a nie stanowi reklamy informacja o lokalizacji i godzinach pracy apteki lub punktu aptecznego.
Za nie mniej uzasadniony należałoby więc uznać wniosek, że z konwencji językowej którą na gruncie przywołanego przepisu prawa operuje ustawodawca wynika, że jednoznacznie odróżnił on „reklamę” od „informacji”, jakkolwiek jednocześnie nie uszczegółowił zakresu tych pojęć – co odnieść należy w szczególności do pojęcia „reklamy” – ograniczając się w odniesieniu do drugiego z nich do wskazania koniecznej i zarazem dopuszczalnej treści informacji. Nie oznacza to jednak, że w analizowanym zakresie istnieje jakakolwiek dowolność. Zwłaszcza, że przecież – co jest nie mniej oczywiste – jakkolwiek każda reklama jest jednocześnie informacją, ale nie każda informacja jest reklamą. Również więc i świadomość tego stanu rzeczy nie mogła pozostawać bez wpływu na sposób redakcji art. 94a ust. 1 PrFarm, a w konsekwencji i na wniosek odnośnie do intencji samego ustawodawcy, który odróżnił reklamę apteki oraz jej działalności od informacji o lokalizacji i godzinach pracy apteki.
W kontekście tego spostrzeżenia, a mianowicie, że jakkolwiek każda reklama jest jednocześnie informacją, ale nie każda informacja jest reklamą należy podnieść, że o ile informacja stanowi prosty w swej treści i formie przekaz, który jest pozbawiony cech oddziaływania mającego nakłaniać do dokonania zakupu i z tego punktu widzenia jest neutralny, albowiem ma on dostarczać (wyłącznie) danych o towarze, czy też usłudze, to reklama – także będąca, jak wskazano, źródłem informacji – zawiera już jednak element perswazji, a więc element ukierunkowany na realizację określonego celu, a mianowicie wywołania zachęty do nabycia towaru lub usługi. O jego istnieniu można i należy wnioskować na podstawie treści przekazu, jego języka oraz formy, wykorzystywanego nośnika, a także co jest nie mniej istotne, kontekstu danego przekazu.
Należałoby więc przyjąć, że reklama – w tym rzecz jasna reklama apteki oraz jej działalności – zakłada ze swej istoty istnienie konkretnego co do treści, formy oraz celu przekazu, który – jako przekaz celowy – musi ze swej istoty pochodzić od konkretnego podmiotu, jako jego nadawcy, a więc tego kto prowadzi reklamę.
Analiza treści, jak i formy grafiki banneru – „B. ul. (…) obok (…)” wraz z graficznym znakiem strzałki wskazującym kierunek położenia apteki oraz odległość w jakiej jest ona położenia „(…) km” – umieszczonego za zlecenie Spółki na terenie miasta, a mianowicie na skrzyżowaniu ulic, jednoznacznie zdaniem NSA przekonuje o tym, że pozbawiony był on elementu perswazji ograniczając się do warstwy informacyjnej, która odnosiła się wyłącznie do lokalizacji apteki. Świadczy o tym niewątpliwie treść przekazu zawartego na wymienionym nośniku, która ograniczała się do wskazania nazwy apteki oraz szczegółowego – w tym poprzez podanie nazwy ulicy oraz umieszczenie znaku graficznego strzałki wskazującej kierunek oraz odległość „(…) km” – miejsca usytuowania apteki. Tego rodzaju przekaz z całą pewnością odpowiada więc informacji o „lokalizacji i godzinach pracy apteki lub punktu aptecznego”, która, jak wynika to ze zd. 2 art. 94a ust. 1 PrFarm, nie jest reklamą apteki i to nawet przy szerokim podejściu rozumienia „reklamy apteki”.
NSA wielokrotnie już w swoim orzecznictwie podejmował zagadnienie reklamy apteki. Wielość stanów faktycznych powoduje, że nierzadko dochodzi do powstania wątpliwości jaka treść jest dopuszczalną przepisami informacją o lokalizacji apteki, a jaka treść jest już niedozwoloną reklamą. W tej sprawie NSA uznał, odmiennie niż organy administracji obu instancji oraz WSA w Warszawie, że strzałka kierunkowa do apteki ze wskazaniem odległości nie jest reklamą, a dopuszczalną informacją. Kluczowym wyznacznikiem w ocenie treści jest tutaj element perswazji. Orzeczenie na pewno będzie miało znaczenie w podobnych sprawach.
Pełnomocnik z urzędu musi wskazać od kogo żąda pokrycia kosztów
Pytanie prawne
Sąd Okręgowy w Toruniu zwrócił się do Sądu Najwyższego o rozstrzygnięcie:
- Czy wniosek pełnomocnika z urzędu o zasądzenie na jego rzecz od Skarbu Państwa kosztów nieopłaconej pomocy prawnej udzielonej stronie postępowania zawiera implicite żądanie zasądzenia tych kosztów od strony przeciwnej przegrywającej sprawę, czy żądania takiego nie obejmuje? W przypadku pozytywnej odpowiedzi na pierwsze pytanie:
- Czy wynagrodzenie adwokata ustanowionego z urzędu, zasądzone na rzecz strony reprezentowanej przez tego pełnomocnika od strony przeciwnej podlega ustaleniu na podstawie przepisów rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z 22.10.2015 r. w sprawie opłat za czynności adwokackie (Dz.U. z 2015 r. poz. 1800; dalej: TAdwR), czy na podstawie przepisów rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z 3.10.2016 r. w sprawie ponoszenia przez Skarb Państwa kosztów nieopłaconej pomocy prawnej udzielonej przez adwokata z urzędu (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 18)?
W uzasadnieniu postanowienia podkreślono, że jedną z fundamentalnych zasad postępowania cywilnego jest odpowiedzialność za wynik procesu, natomiast bezpłatna pomoc prawna ma charakter szczególny. Koszty pomocy prawnej z urzędu, w razie wygrania sprawy przez podmiot korzystający z tej pomocy, ponosi przeciwnik procesowy. Z art. 122 § 1 KPC wynika, że pełnomocnikowi przysługuje prawo ściągnięcia sumy należnej mu tytułem wynagrodzenia i zwrotu wydatków z kosztów zasądzonych na rzecz tej strony od przeciwnika. Natomiast koszty pomocy udzielonej z urzędu, których nie pokrywa przeciwnik strony korzystającej z tej pomocy, ani ona sama, ponosi Skarb Państwa, który jest zobowiązany świadczyć je bezpośrednio pełnomocnikowi na jego wniosek.
Jedno ze stanowisk prezentowanych w orzecznictwie opiera się na założeniu, że w razie przegranej strona postępowania powinna liczyć się z obowiązkiem poniesienia kosztów poniesionych przez stronę przeciwną lub nieopłaconych kosztów pomocy prawnej udzielonej jej przez pełnomocnika z urzędu. Podkreśla się też, że należy uwzględnić usprawiedliwiony interes pełnomocnika z urzędu. W rezultacie przyjmuje się, że wykładnia zgłoszonego przez niego żądania co do przyznania kosztów powinna być dokonywana z uwzględnieniem celu złożonego w tym zakresie oświadczenia, czyli zasądzenia na jego rzecz należnego wynagrodzenia.
Drugi pogląd kładzie nacisk na fakt, że sąd orzeka o kosztach postępowania tylko na właściwy wniosek strony reprezentowanej przez profesjonalnego pełnomocnika procesowego. Należy zauważyć, że inne podmioty są zobowiązanym i uprawnionym do zwrotu kosztów, obejmujących także koszty pomocy prawnej z urzędu, w razie gdy obowiązek ich poniesienia spoczywa na przeciwniku strony zastępowanej przez pełnomocnika z urzędu, a inne, kiedy nie ma podmiotu zobowiązanego do pokrycia tych kosztów i obciążają one Skarb Państwa, który powinien je świadczyć bezpośrednio uprawnionemu pełnomocnikowi. Przyjmuje się, że wniosek o zwrot kosztów pomocy prawnej z urzędu powinien uwzględniać te niuanse i konkretyzować zarówno zobowiązanego, jak i uprawnionego, szczególnie z uwagi na fakt, że jest on formułowany przez profesjonalistę (zob. postanowienie SN z 11.1.2019 r., II CSK 379/18, Legalis; postanowienie SN z 9.11.2017 r., I CZ 94/17, Legalis; postanowienie SN z 18.9.2017 r., V CSK 677/16, Legalis).
Sąd przedstawiając pytanie drugie – uzasadnił rozbieżności w orzecznictwie sądów powszechnych. Prezentowane są trzy linie orzecznicze: sądy orzekają na podstawie przepisów dotyczących pełnomocników z wyboru, inne ustalają wynagrodzenie na podstawie rozporządzeń dotyczących kosztów nieopłaconej pomocy prawnej, a część sądów korzysta z obu rozporządzeń w przypadku częściowej wygranej strony reprezentowanej przez pełnomocnika z urzędu i zastosowaniu art. 100 KPC.
Stanowisko SN
Sąd Najwyższy wyjaśnił, że zgodnie z art. 98 § 1 i 3 KPC strona przegrywająca sprawę obowiązana jest zwrócić przeciwnikowi na jego żądanie koszty niezbędne do celowego dochodzenia praw i celowej obrony. Do niezbędnych kosztów procesu strony reprezentowanej przez adwokata zalicza się wynagrodzenie, jednak nie wyższe niż stawki opłat określone w odrębnych przepisach i wydatki jednego adwokata, koszty sądowe oraz koszty nakazanego przez sąd osobistego stawiennictwa strony. Jeśli pełnomocnik z urzędu reprezentuje stronę wygraną, koszty pomocy prawnej z urzędu ponosi przeciwnik procesowy, a jeśli reprezentowana przez niego strona przegrywa – Skarb Państwa. Ponieważ żądanie zwrotu tych kosztów jest wnoszone przez profesjonalnego pełnomocnika, musi ono być sformułowane precyzyjnie. Oznacza to, że sam wniosek o zasądzenie na rzecz pełnomocnika od Skarbu Państwa kosztów nieopłaconej pomocy prawnej nie zawiera domyślnie żądania zasądzenia kosztów procesu na rzecz reprezentowanej przez niego strony, jako wygrywającej, od strony przeciwnej. Jednocześnie SN odmówił podjęcia uchwały w pozostałym zakresie.
Sygnaliści pod unijną ochroną mimo braku polskiej ustawy
Projekt ustawy o ochronie osób zgłaszających naruszenia prawa przygotowany przez Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej trafił do konsultacji niecałe dwa miesiące temu i nie został nawet jeszcze skierowany przez rząd do Sejmu.
Spory kłopot dla pracodawców
Zwykle brak implementacji dyrektywy zawiesza jej stosowanie. Ale nie w tym przypadku. Okazuje się bowiem, że część unijnych regulacji nie wymaga doprecyzowywania i będzie miała zastosowanie do kilkuset tysięcy pracowników urzędów państwowych, samorządowych i podległych im różnego rodzaju jednostek, inspekcji czy agencji. Będą one dotyczyły także zatrudnionych w niektórych spółkach, szczególnie tych, które mają udziały Skarbu Państwa lub wykonują zadania użyteczności publicznej.
Oznacza to, że nowe obowiązki spadną nie tylko na ministerstwa i urzędy wojewódzkie, ale także największe spółki państwowe i najmniejsze spółki komunalne i na podległe samorządom szkoły, szpitale, muzea czy teatry.
Prawnicy radzą wzmożoną czujność największym spółkom prywatnym, zatrudniającym powyżej 250 osób, które w myśl dyrektywy mają wdrożyć nowe regulacje w pierwszej kolejności.
Powinny one dostosować swoje systemy zgłaszania np. mobbingu czy molestowania do potrzeb sygnalistów.
Dla dziesiątek tysięcy urzędów i przedsiębiorców stosowanie dyrektywy o sygnalistach bez polskiej ustawy wdrażającej ją do przepisów będzie niemałym wyzwaniem.
– Zgodnie z prawem Unii Europejskiej i orzecznictwem Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (wyrok w sprawie Van Duyn z 4 grudnia 1974 r., sygn. 41/74) obywatel ma prawo powoływać się bezpośrednio na niewdrożoną w terminie dyrektywę, jeżeli tylko dane normy dyrektywy są doprecyzowane, jasne, bezwarunkowe i nie odwołują się do dodatkowych środków, krajowych czy wspólnotowych – wskazuje Janusz Zagrobelny, radca prawny z kancelarii A. Sobczyk i Współpracownicy. – Oznacza to, że od 18 grudnia każdy pracownik sektora publicznego będzie miał prawo oczekiwać od swojego pracodawcy przestrzegania regulacji określonych w dyrektywie, w tym np. umożliwienia dokonywania mu zgłoszeń nieprawidłowości za pomocą kanałów wewnętrznych, zaś taki podmiot publiczny będzie zobowiązany do badania zgłoszeń i przestrzegania zapisanej w dyrektywie ochrony dla sygnalistów.
Jakie konsekwencje
Brak krajowych przepisów rodzi jednak ogromne ryzyko dla podmiotów, które teraz muszą bezpośrednio stosować dyrektywę. Gdyby się okazało, że taki podmiot zignorował zgłoszenie sygnalisty, np. nie stworzył wymaganego dyrektywą systemu ich zgłaszania, wówczas musi się liczyć z tym, że taki pracownik, a nawet współpracownik zatrudniony na kontrakcie cywilnoprawnym powoła się na ochronę zatrudnienia i zażąda przywrócenia do pracy, lub też zakwestionuje w ten sposób przedwczesne rozwiązanie umowy.
Znacznie poważniejsze konsekwencje może mieć sytuacja, gdy dane sygnalisty wskutek braku odpowiedniego systemu wyciekną do osób postronnych, co wywoła negatywne skutki dla sygnalisty. Wówczas może się on domagać od takiego przedsiębiorcy odpowiedniej rekompensaty.
Za każdym razem wymagałoby to jednak działania ze strony pracowników, którzy np. w odwołaniu do sądu pracy od wypowiedzenia ich umowy mogliby powołać się na dodatkową ochronę.
– Nie widzę możliwości, aby w sferze publicznej znaleźli się sygnaliści z prawdziwego zdarzenia, decydujący się na zgłoszenie nieprawidłowości, ryzykując swoją karierę zawodową – komentuje prof. Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z UW. – Do tego potrzebna jest zmiana kultury życia publicznego, sprzyjająca respektowaniu dobra wspólnego.
Anna Partyka-Opiela partner w DZP
Nie ulega wątpliwości, że brak transpozycji dyrektywy o sygnalistach do polskich przepisów nie pozbawia takich osób ochrony przewidzianej w unijnej regulacji. Dla podmiotów publicznych i części przedsiębiorców powiązanych z państwem naruszenie uprawnień sygnalisty może oznaczać poważne konsekwencje prawne. Przykładowo, jeśli brak odpowiedniego zabezpieczenia zgłoszenia sygnalisty i jego danych spowoduje wyciek tej informacji i mobbowanie takiej osoby czy zwolnienie jej z pracy, może zostać to uznane przez sąd za naruszenie obowiązku przeciwdziałania środkom odwetowym w stosunku do sygnalisty. Może to pociągnąć za sobą roszczenia nie tylko z zakresu prawa pracy, ale także ochrony dóbr osobistych. Aby uniknąć tych ryzyk, podmioty, do których dyrektywa o sygnalistach ma bezpośrednie zastosowanie, powinny jak najszybciej wdrożyć system zgłaszania nieprawidłowości i przestrzegać określonych w unijnych przepisach obowiązków, np. odpowiadać na zgłoszenia sygnalisty w odpowiednim terminie, utworzyć rejestr takich zgłoszeń i przeszkolić personel w tym zakresie.
Etap legislacyjny: w trakcie konsultacji społecznych
Sposób reprezentacji spółki akcyjnej o jednoosobowym zarządzie a wpisy w KRS
Przedmiot zaskarżenia
A. S.A. (dalej: Skarżąca Spółka) złożyła skargę kasacyjną od wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie z 22.9.2020 r., VI SA/Wa 218/20, Legalis), którym oddalona została jej skarga na decyzję Głównego Inspektora Farmaceutycznego z grudnia 2019 r. w przedmiocie nakazu zaprzestania prowadzenia reklamy apteki i nałożenia kary pieniężnej.
Z uzasadnienia WSA w Warszawie
WSA w Warszawie, badając reprezentację Skarżącej Spółki, ustalił, że załączone pełnomocnictwo zostało udzielone wbrew zasadom reprezentacji wynikającym z KRS. Podpisała je bowiem jedynie prezes zarządu Skarżącej Spółki, zaś zgodnie z dołączoną do akt sprawy informacją KRS wynika, że do reprezentacji Skarżącej Spółki uprawnionych jest dwóch członków zarządu działających łącznie lub współdziałający członek zarządu z prokurentem. Wobec tego zarządzeniem z marca 2021 r. wezwano pełnomocnika Skarżącej Spółki do uzupełnienia braków formalnych skargi kasacyjnej poprzez przedstawienie prawidłowo podpisanego pełnomocnictwa (według wpisów wynikających z KRS) do reprezentowania Skarżącej Spółki, w terminie 7 dni pod rygorem odrzucenia skargi kasacyjnej. W odpowiedzi na wezwanie pełnomocnik Skarżącej Spółki przedłożył poświadczony za zgodność odpis pełnomocnictwa oraz odpis pełny z KRS. Wskazał, że zarząd Skarżącej Spółki jest jednoosobowy, w związku z czym E.C. (prezes zarządu) była uprawniona do samodzielnego udzielenia pełnomocnictwa do reprezentowania Skarżącej Spółki, zgodnie z przepisami dotyczącymi reprezentacji.
Postanowieniem z 8.6.2021 r., VI SA/Wa 218/20, Legalis, WSA w Warszawie odrzucił ww. skargę kasacyjną i zwrócił wpis od niej. WSA w Warszawie stwierdził, że z danych zawartych w KRS wynika, że organem uprawnionym do reprezentacji Skarżącej Spółki jest zarząd, zaś dla skuteczności oświadczeń woli składanych w jej imieniu konieczne jest współdziałanie dwóch członków zarządu lub członka zarządu i prokurenta łącznie. Z dokumentu rejestrowego wynika również, że w dniu udzielenia pełnomocnictwa, które pełnomocnik Skarżącej Spółki dołączył w odpowiedzi na wezwanie do braków formalnych skargi kasacyjnej powołani byli: E.C. – prezes zarządu (od 6.12.2017 r.) oraz B.P. – prokurent samoistny (od 7.5.2018 r.). WSA w Warszawie przywołał art. 304 KSH, art. 371 § 1 KSH i art. 368 § 1 KSH oraz art. 17 ust. 1 ustawy z 20.8.1997 r. o Krajowym Rejestrze Sądowym (t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 112). Wskazał, że według wpisów w KRS organem reprezentującym Skarżącą Spółkę jest zarząd; do jej reprezentacji uprawnionych jest dwóch członków zarządu działających łącznie lub współdziałający członek zarządu z prokurentem. Wpisy te zostały dokonane 27.3.2001 r., a Skarżąca Spółka nie przedstawiła zmiany statutu, która odmiennie regulowałaby tę kwestię. WSA zauważył, że do chwili wpisu E.C. jako prezesa zarządu, tj. 6.12.2017 r., jako zarząd Skarżącej Spółki były ujawnione równocześnie więcej niż dwie osoby, mimo że uchwały w tym zakresie podjęto 23.6.2017 r. Podobnie było z prokurentami. W świetle tych wpisów, widniejący w KRS wymóg złożenia oświadczenia woli w imieniu Skarżącej Spółki przez dwóch członków zarządu lub współdziałającego członka zarządu z prokurentem wydawał się logiczny. Jednakże za zmianą w składzie zarządu spółki (faktycznie stał się jednoosobowy) nie poszły zmiany w statucie. Dlatego, w ocenie WSA w Warszawie, nadal obowiązujący jest wymóg współdziałania dwóch członków zarządu spółki albo jednego członka zarządu i prokurenta wobec jednoznacznych zapisów w KRS.
Zażalenie na postanowienie WSA w Warszawie
Zażalenie na powyższe postanowienie złożyła Skarżąca Spółka, wnosząc o jego uchylenie oraz o zasądzenie kosztów postępowania. Zarzuciła naruszenie art. 373 § 1 KSH poprzez jego niewłaściwe zastosowanie, w sytuacji gdy zarząd spółki jest jednoosobowy, a niniejszy przepis stosuje się w przypadku zarządu wieloosobowego, co w konsekwencji doprowadziło do naruszenia przepisów postępowania, a to art. 58 § 1 pkt 3 ustawy z 30.8.2002 r. Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 2325; dalej: PostAdmU) przez bezpodstawne odrzucenia skargi, pomimo prawidłowego uzupełnienia jej braków formalnych w wyznaczonym terminie. W uzasadnieniu Skarżąca Spółka podkreśliła, że sposób reprezentacji wpisany do KRS obowiązuje jedynie w przypadku gdy zarząd jest wieloosobowy. W przypadku gdy zarząd spółki jest jednoosobowy, to ujawniony w KRS sposób reprezentacji nie obowiązuje. W takim wypadku spółkę zawsze reprezentuje jedyny członek zarządu, niezależnie od sposób reprezentacji, co wprost wynika z art. 373 § 1 KSH.
Sposób reprezentacji spółki akcyjnej
W ocenie NSA, w rozpoznawanej sprawie nie zachodziła okoliczność uzasadniająca odrzucenie zażalenia na podstawie art. 178 w zw. z art. 197 § 2 PostAdmU, bowiem nie było ono obarczone brakiem formalnym. NSA wskazał, że skarga kasacyjna od wyroku z 22.9.2020 r. została podpisana w imieniu Skarżącej Spółki przez adwokata T.K. Wbrew stanowisku WSA w Warszawie, ze znajdujących się w aktach sprawy dokumentów wynika, że pełnomocnik ten był upoważniony do występowania w imieniu Skarżącej Spółki przed sądami administracyjnymi w niniejszej sprawie. Otóż 2.11.2017 r. E.C., działająca jako prezes zarządu Skarżącej Spółki, ustanowiła adwokata D.R. pełnomocnikiem Skarżącej Spółki do wszelkich czynności faktycznych i prawnych przed wszystkimi sądami we wszystkich instancjach, w tym również przed sądami administracyjnymi, który udzielił pełnomocnictwa substytucyjnego adwokatowi T.K. Odpis pełnomocnictwa został nadesłany do WSA w Warszawie przy skardze. Takie samo pełnomocnictwo pełnomocnik Skarżącej Spółki wysłał w wykonaniu wezwania. Jak z kolei wynika z nadesłanych dokumentów, w dniu udzielenia pełnomocnictwa (tj. zarówno 2.11.2017 r., jak również 2.3.2020 r.) zarząd Skarżącej Spółki był jednoosobowy, a jedynym członkiem zarządu była E.C. Okoliczność ta nie jest kwestionowana przez WSA w Warszawie, który jednak upatruje wadliwości udzielenia pełnomocnictwa w niezgodności z reprezentacją Skarżącej Spółki, wynikającą z załączonego do skargi odpisu KRS. To stanowisko nie znajduje potwierdzenia w przepisach normujących zasady reprezentacji spółki akcyjnej.
Jak wynika z art. 368 § 1 KSH, zarząd prowadzi sprawy spółki i reprezentuje spółkę. Przepis ten wyznacza zatem zarząd spółki jako organ upoważniony do jej reprezentowania, a więc również do składania oświadczeń woli, w tym udzielania pełnomocnictw w imieniu spółki. Z kolei art. 368 § 2 KSH stanowi, że zarząd składa się z jednego albo większej liczby członków. Ustawodawca przewidział więc możliwość ustanowienia w spółce akcyjnej zarządu jednoosobowego. Powoływany przez Skarżącą Spółkę w zażaleniu art. 373 § 1 KSH reguluje sposób reprezentacji spółki w przypadku powołania zarządu wieloosobowego, stanowiąc, że sposób reprezentowania spółki określa jej statut. Jeżeli statut nie zawiera żadnych postanowień w tym przedmiocie, do składania oświadczeń w imieniu spółki wymagane jest współdziałanie dwóch członków zarządu albo jednego członka zarządu łącznie z prokurentem. W doktrynie wskazuje się, że w przypadku, gdy w spółce pozostał jeden członek zarządu, oświadczenia woli może złożyć samodzielnie. Z oczywistych względów powoływany przepis będzie miał zastosowanie wyłącznie do zarządu wieloosobowego. Gdy bowiem w skład zarządu spółki akcyjnej wchodzi tylko jedna osoba, wówczas na mocy art. 368 § 1 KSH, będzie ona upoważniona, działając jako zarząd spółki, do składania oświadczeń woli w imieniu spółki, w tym również do podpisywania pełnomocnictw. Jak słusznie zauważyła Skarżąca Spółka, w takiej sytuacji bez znaczenia pozostają wpisy w KRS dotyczące sposobu reprezentacji spółki, nie mogą one bowiem ograniczać podstawowej reguły reprezentacji spółki akcyjnej przez zarząd (postanowienie NSA z 22.10.2020 r. II GZ 302/20, Legalis).
Rozstrzygnięcie NSA
Reasumując, NSA stwierdził, że złożona przez Skarżącą Spółkę skarga kasacyjna nie była obarczona brakiem formalnym, a wezwanie Skarżącej Spółki do jej uzupełnienia należy ocenić jako nieprawidłowe. W konsekwencji odrzucenie skargi kasacyjnej na podstawie art. 178 w zw. z art. 197 § 2 PostAdmU było niezasadne. Mając powyższe na względzie, NSA – na podstawie art. 185 § 1 w związku z art. 197 § 2 PostAdmU – orzekł jak w sentencji, tj. uchylił zaskarżone postanowienie.
Przedmiotem zainteresowania NSA na gruncie stanu faktycznego ustalonego w analizowanej sprawie było zagadnienie zasad i sposobu prawidłowej reprezentacji spółki akcyjnej w przypadku gdy posiada ona zarząd jednoosobowy i jej relacja z informacjami wynikającymi z KRS. Odnosząc się do tej specyficznej kwestii NSA w składzie orzekającym w niniejszej sprawie podzielił pogląd dotychczas już przedstawiany przez NSA, zgodnie z którym sposób reprezentacji spółki akcyjnej, który został wpisany do KRS, obowiązuje jedynie w przypadku gdy jej zarząd jest wieloosobowy. W przeciwnej sytuacji, tj. gdy zarząd wskazanej spółki kapitałowej prawa handlowego jest jednoosobowy, nawet jeśli w sposobie reprezentacji tej spółki w KRS wskazane jest, że członek zarządu reprezentuje ją łącznie z prokurentem, to spółkę może reprezentował jedyny członek zarządu, samodzielnie, bez udziału prokurenta (postanowienie NSA z 22.10.2020 r. II GZ 302/20, Legalis). Z taką sytuacja mamy do czynienia w rozpatrywanej przez NSA sprawie, czego nie zauważył i nie ocenił prawidłowo, w ocenie NSA, WSA w Warszawie.