Dobro wymiaru sprawiedliwości przesłanką samoistną
Opis stanu faktycznego
Sąd Rejonowy w Żninie postanowieniem z 29.12.2020 r., na podstawie art. 37 KPK, zwrócił się do SN o przekazanie sprawy B.K., oskarżonej o popełnienie czynu określonego w art. 228 § 3 KK, do rozpoznania sądowi właściwemu miejscowo, tj. Sądowi Rejonowemu w Mogilnie.
W uzasadnieniu wskazał, że postanowieniem z 19.10.2017 r. Sąd Okręgowy w Bydgoszczy wyłączył do odrębnego rozpoznania i rozstrzygnięcia sprawę w zakresie części zarzutów i przekazał ją do rozpoznania Sądowi Rejonowemu w Żninie. Sąd ten po analizie akt sprawy stwierdził, że do określenia jego właściwości doszło błędnie, gdyż miejsca popełnienia przestępstw zarzuconych oskarżonej znajdują się we właściwości Sądu Rejonowego w Mogilnie. Okoliczność ta skutkowała wydaniem postanowienia o stwierdzeniu niewłaściwości miejscowej i przekazaniem sprawy do rozpoznania Sądowi Rejonowemu w Mogilnie. Sąd ten wszczął jednak spór kompetencyjny, zwracając się do Sądu Okręgowego w Bydgoszczy o przekazanie sprawy do Sądu Rejonowego w Żninie, powołując się na wcześniej wydane przez Sąd Okręgowy postanowienie określające właściwy sąd rejonowy w postanowieniu o wyłączeniu sprawy do odrębnego rozpoznania i rozstrzygnięcia. Z odwołaniem się do tego postanowienia Sąd Okręgowy w Bydgoszczy przekazał sprawę Sądowi Rejonowemu w Żninie.
Sąd ten zwrócił się ponownie do Sądu Okręgowego w Bydgoszczy celem dokonania ewentualnej reasumpcji wydanego postanowienia, jednak nie był to zabieg skuteczny.
W uzasadnieniu postanowienia wydanego w trybie art. 37 KPK Sąd Rejonowy w Żninie wskazał ponadto na dogodności techniczne dla stron, jakie związane są z ustaleniem właściwości miejscowej, a także na fakt, że żadna z osób podlegających wezwaniu na rozprawę nie zamieszkuje w obszarze właściwości Sądu Rejonowego w Żninie, a właśnie Sądu Rejonowego w Mogilnie, co do którego nie ujawniły się żadne przeszkody do rozpoznania sprawy.
Te okoliczności, zdaniem Sądu Rejonowego w Żninie, świadczą o tym, że dla dobra wymiaru sprawiedliwości sprawę powinien rozpoznawać sąd miejscowo właściwy, a więc Sąd Rejonowy w Mogilnie.
Sąd Najwyższy, po rozpoznaniu w Izbie Karnej na posiedzeniu 2.3.2021 r., wniosku Sądu Rejonowego w Żninie z 29.12.2020 r., II K 14/20 o przekazanie sprawy innemu sądowi równorzędnemu na podstawie art. 37 KPK, postanowił wniosku nie uwzględnić.
Uzasadnienie SN
Zdaniem Sądu Najwyższego wniosek nie jest zasadny.
Zgodnie z treścią art. 37 KPK Sąd Najwyższy może z inicjatywy właściwego sądu przekazać sprawę do rozpoznania innemu sądowi równorzędnemu, jeżeli wymaga tego dobro wymiaru sprawiedliwości.
Oczywiste jest, że regulacja zawarta w tym przepisie ma charakter wyjątku od konstytucyjnie gwarantowanej zasady rozpoznania sprawy przez sąd właściwy miejscowo (art. 45 ust. 1 Konstytucji RP) i już z tego względu przesłanki, jakie zostały w nim przewidziane nie mogą być interpretowane rozszerzająco. Takie stanowisko jest utrwalone w orzecznictwie Sądu Najwyższego (zob. np. postanowienia SN z 8.2.1994 r., III KO 9/64; z 21.1.2003 r., III KO 59/02, Legalis; z 11.1.2012 r., III KO 93/11, Legalis).
Oznacza to zarazem, że dobro wymiaru sprawiedliwości, jako okoliczność uzasadniająca przekazanie sprawy w myśl art. 37 KPK, sądowi równorzędnemu wobec sądu właściwego do rozpoznania sprawy, musi być postrzegane, jako przesłanka samoistna, różna od wszelkich innych okoliczności przewidzianych w przepisach regulujących właściwość sądu w postępowaniu karnym, które pozwalają na ukształtowanie właściwości sądu zarówno w relacji do przesłanek obiektywnych uzasadniających właściwość miejscową, określonych w ustawie (np. miejsce popełnienia przestępstwa – art. 31 § 1 KPK, miejsce pierwszego wszczęcia postępowania przygotowawczego, gdy przestępstwo popełniono w okręgu kilku sądów – art. 31 § 3 KPK), jak i w relacji do przesłanek uzasadniających właściwość funkcjonalną (np. art. 36 KPK). W konsekwencji tego stanowiska przesłanki, o której mowa w art. 37 KPK, to znaczy dobra wymiaru sprawiedliwości, nie można utożsamiać z innymi przesłankami określania właściwości sądu, znajdującymi się w innych przepisach.
Przyjmuje się natomiast, że do kategorii dobra wymiaru sprawiedliwości, jako okoliczności uzasadniającej rozpoznanie sprawy przez inny sąd równorzędny, aniżeli sąd właściwy miejscowo, mogą być zaliczone sytuacje, które mogłyby mieć negatywny wpływ na obiektywne rozpoznanie sprawy przez ten sąd, a więc ograniczające swego rodzaju bezstronność sądu właściwego (zob. postanowienie SN z 17.5.2006 r., II KO 27/06, Legalis).
Argumenty przytoczone przez Sąd Rejonowy w Żninie prowadzą natomiast do wniosku, że Sąd ten wskazuje na potrzebę przekazania sprawy Sądowi Rejonowemu w Mogilnie w istocie nie z powodu określonego w art. 37 KPK, ale z powodu wynikającego z art. 31 § 1 KPK, względnie z art. 36 KPK, podczas gdy do podjęcia decyzji, co do właściwości przy uwzględnieniu przesłanek określonych w tych przepisach Sąd Najwyższy nie jest umocowany.
Rozstrzyganiu o właściwości miejscowej na poziomie sądów tego samego rzędu służy postanowienie o stwierdzeniu swej niewłaściwości i przekazaniu sprawy innemu sądowi (art. 35 § 1 KPK), zaś w razie sporu o właściwość – postanowienie sądu wyższego rzędu właściwego ze względu na siedzibę sądu, który pierwszy wszczął spór (art. 38 § 1 KPK zd. pierwsze). Należy wskazać, że chociaż nie wynika to wprost z art. 38 § 1 KPK, postanowienie sądu wyższego rzędu rozstrzygające spór o właściwość jest zaskarżalne, gdyż jest to postanowienie w kwestii właściwości (art. 35 § 3 KPK), a zarazem nie jest to postanowienie wydane przez sąd odwoławczy (art. 426 § 1 KPK), a więc wskutek odwołania, chociaż strukturalnie do orzekania w przedmiocie sporu może być wyznaczony sąd, który zwykle rozpoznaje środki odwoławcze. Z punktu widzenia treści regulacji ustawowych jest to jedynie sąd wyższego rzędu, co nie może stanowić samodzielnie okoliczności wykluczającej wniesienie zażalenia od takiej decyzji, zwłaszcza w świetle art. 35 § 3 KPK.
W konsekwencji powyższego trzeba stwierdzić, że badanie prawidłowości postanowienia rozstrzygającego spór o właściwość między sądami tego samego rzędu, może odbywać się wskutek stosownej inicjatywy stron wyrażonej przez wniesienie zażalenia na taką decyzję. Jak wynika z akt sprawy, strony postępowania nie kwestionowały postanowienia Sądu Okręgowego w Bydgoszczy z 30.5.2018 r., który rozstrzygnął spór o właściwość wskazując, że właściwy miejscowo do rozpoznania sprawy jest Sąd Rejonowy w Żninie.
Nawet, zatem zasadne założenie o tym, że prawidłowe określenie właściwości sądu należy do gwarancji rozpoznania sprawy o charakterze konstytucyjnym, skoro wynika z art. 45 ust. 1 Konstytucji RP, nie neguje tezy, że kontrola tej gwarancji została pozostawiona stronom w ramach postępowania incydentalnego, jakim jest postępowanie w przedmiocie właściwości, zaś decyzja procesowa wydana w tym postępowaniu może być zweryfikowana odpowiednim, wniesionym przez strony, środkiem odwoławczym. Trudno, w rzeczy samej stwierdzić, że określenie właściwości w niniejszym postępowaniu, w jakikolwiek naruszyło prawa stron, kiedy żadna z nich nie wyraziła swej dezaprobaty wobec decyzji określającej właściwość miejscową, wydanej wskutek sporu o właściwość.
Zważyć należy, że w oparciu o art. 37 KPK możliwe jest przekazanie sprawy do rozpoznania innemu sądowi równorzędnemu, aniżeli sąd właściwy miejscowo. Tymczasem treść postanowienia Sądu Rejonowego w Żninie wskazuje na potrzebę przekazania sprawy sądowi, który według niego jest obiektywnie właściwy miejscowo i rzeczowo. Przeciwko zastosowaniu art. 37 KPK w niniejszej sprawie przemawia, przeto także i przede wszystkim, wykładnia językowa.
Ponadto, część okoliczności powołanych przez Sąd Rejonowy we wniosku inicjującym niniejsze postępowanie z natury rzeczy nie mieści się w przesłance z art. 37 KPK. Sąd Rejonowy w Żninie wskazuje bowiem, że żadna z osób podlegających wezwaniu nie zamieszkuje na terenie właściwości tego Sądu, natomiast miejsce zamieszkania oskarżonego znajduje się we właściwości Sądu Rejonowego w Mogilnie. Okoliczności związane z zasadą ekonomiki procesowej, uwzględniające zarówno miejsca zamieszkania uczestników postępowania oraz możliwości dojazdu do siedziby sądu, który ma rozpoznawać sprawę, mogą być przedmiotem postępowania w trybie art. 36 KPK, prowadzonym jedynie przez sąd wyższego rzędu nad sądem właściwym, a nie przez Sąd Najwyższy.
Mając na względzie powyższe okoliczności Sąd Najwyższy orzekł, jak w części dyspozytywnej postanowienia.
Godne podkreślenia jest, że dopuszczenie weryfikacji przez Sąd Najwyższy w trybie art. 37 KPK postanowienia sądu rozstrzygającego spór o właściwość w oparciu o zdanie pierwsze art. 38 § 1 KPK, prowadziłoby w istocie do stwierdzenia, że każda decyzja, w kwestii właściwości może być przedmiotem kontroli SN przeprowadzonej z urzędu, co zdecydowanie wykracza poza ramy powołanego na wstępie przepisu. Regulacja w nim zawarta nie może być postrzegana, jako swego rodzaju nadzwyczajny środek prawny służący ocenie, czy decyzje, co do właściwości, wydawane na podstawie różnych przepisów, zostały w określonej sprawie podjęte w sposób prawidłowy, w sytuacji, gdy nie zostały zaskarżone, a nawet wówczas, gdy zostały poddane kontroli instancyjnej. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że rozstrzygnięcie dokonane przez SN jest słuszne.
Elektryzujące problemy z ryczałtem od elektrycznych samochodów służbowych
Ryczałt samochodowy
Zgodnie z art. 12 ust. 1 ustawy z 26.7.1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 1426 ze zm.; dalej: PDOFizU), za przychody ze stosunku służbowego, stosunku pracy, pracy nakładczej oraz spółdzielczego stosunku pracy uważa się wszelkiego rodzaju wypłaty pieniężne oraz wartość pieniężną świadczeń w naturze bądź ich ekwiwalenty, bez względu na źródło finansowania tych wypłat i świadczeń.
Jednym z najbardziej charakterystycznych świadczeń nieodpłatnych przyznawanych pracownikom jest udostępnianie im do wykorzystywania w celach prywatnych samochodów służbowych. W takim wypadku, wartość pieniężną nieodpłatnego świadczenia ustala się w wysokości ryczałtowej w kwocie 250 zł miesięcznie (dla samochodów o pojemności silnika do 1600 cm3) albo 400 zł miesięcznie – dla samochodów o pojemności silnika powyżej 1600 cm3 (art. 12 ust. 2a PDOFizU). Zakres ryczałtu budzi jednak od zarania dziejów wątpliwości. Przepisy nie precyzują bowiem, czy obejmuje on same tylko udostępnianie auta służbowego, czy może także ponoszone przez pracodawcę wydatki eksploatacyjne (w tym na paliwo). W cieniu toczących się między fiskusem a podatnikami sporów, zmienia się technologia i rzeczywistość wokół nas. Na scenę coraz bardziej ochoczo wkraczają (wjeżdżają) auta elektryczne. A to rodzi nowe wątpliwości wokół starych już problemów.
Czego dotyczyła sprawa?
Spółka produkuje samochody, a także części do produkcji samochodów. Spółka posiada w swojej ofercie samochody o napędzie hybrydowym oraz samochody elektryczne. Spółka udostępnia więc swoim pracownikom samochody elektryczne jako ich samochody służbowe, do użytku zarówno służbowego, jak i prywatnego. Na terenie zakładu produkcyjnego, spółka posiada stacje ładowania, które służą przede wszystkim do ładowania samochodów służbowych pracowników.
Rzecz w tym, że samochód elektryczny ma mniejszy zasięg niż samochód z napędem konwencjonalnym. Na terenie zakładów nie ma też wystarczającej ilości stacji ładowania, aby zapewnić możliwość naładowania samochodu służbowego każdego pracownika. Z tych względów, pracownicy aby w pełni korzystać ze służbowego samochodu elektrycznego muszą często ładować samochód w domu. A to powoduje wzrost kosztów energii elektrycznej pracownika. Spółka planuje więc wypłacać pracownikom określoną ryczałtowo kwotę, na pokrycie ponoszonych przez nich kosztów związanych z ładowaniem służbowego samochodu elektrycznego w domu.
Spółka nabrała wątpliwości, czy z tytułu udostępniania samochodu elektrycznego oraz wypłaty ryczałtu za ładowanie go w domu, przychód pracownika można określić ryczałtowo w kwocie 250 zł. Przepisy art. 12 ust. 2a PDOFizU odwołują się do kryterium pojemności skokowej silnika samochodu. A to nie jest w przypadku silników elektrycznych kryterium najbardziej adekwatne.
Stanowisko organu
Dyrektor KIS w interpretacji z 5.5.2021 r., 0112-KDIL2-1.4011.153.2021.1.DJ, Legalis zauważył, że przepisy o szczególnych zasadach naliczania przychodu z tytułu wykorzystywania do celów prywatnych samochodów służbowych rzeczywiście nie regulują odrębnie określenia kwoty ryczałtu dla samochodów elektrycznych. Nie zmienia to faktu, że można przyjąć, że pojemność skokowa wynosi w tym przypadku 0 cm3. Mieści się więc w przedziale do 1600 cm3. Zatem wartość pieniężna nieodpłatnego świadczenia przysługującego pracownikowi z tytułu wykorzystania samochodu służbowego, będącego samochodem elektrycznym do celów prywatnych będzie wynosić 250 zł.
Inaczej sprawa ma się z dopłatą do kosztów energii w związku z ładowaniem samochodów w domu. Fiskus zauważył, że ryczałt wypłacany jest bez żądania jakichkolwiek potwierdzeń, że samochód był ładowany w domu. Spółka nie przedstawia też adekwatnego sposobu kalkulacji zryczałtowanej kwoty. Ładowanie w domu może zaś dotyczyć zarówno używania samochodu do celów prywatnych jak i służbowych. Ryczałt wypłacany jest więc bez względu na to czy i jak wysokie koszty pracownik ponosi oraz bez względu na to czy i w jakim stopniu wykorzystuje samochód prywatnie. A zatem, przedmiotowa kwota dodatkowego ryczałtu stanowi dodatkowe świadczenie otrzymywane przez pracownika od pracodawcy. I podlega opodatkowaniu na zasadach ogólnych określonych w art. 12 ust. 1 PDOFizU. Czyli nie w ramach ryczałtu w wysokości 250 zł.
Wnioskodawca powołał się w złożonym wniosku na orzecznictwo sądów administracyjnych. Wynika zeń, że ryczałt, o którym mowa w art. 12 ust. 2a PDOFizU obejmuje wszelkie koszty związane z użytkowaniem samochodu. Świadczeniem pracodawcy nie jest bowiem samo tylko udostępnienie samochodu, ale też zapewnienie możliwości jego prawidłowego używania, w tym także ponoszenie kosztów eksploatacji. Nawet w przypadku dodatkowych dopłat pracodawcy do paliwa, dopłaty te nie stanowią odrębnego świadczenia i nie podlegają odrębnemu opodatkowaniu (np. wyrok NSA z 22.7.2020 r., II FSK 1116/18, Legalis).
W przypadku samochodów elektrycznych paliwem jest prąd. Uzasadnione wydaje się więc, zdaniem wnioskodawcy, przyjęcie stanowiska analogicznego i przez to korzystnego dla pracowników, nie zwiększającego ich przychodów. Rzecz w tym, że fiskus i względem „konwencjonalnego” paliwa konsekwentnie twierdzi(ł), że koszty paliwa do ryczałtu nie wchodzą. Pozytywne w tej kwestii interpretacje indywidualne (przykładowo interpretacja indywidualna dyrektora KIS z 13.5.2021 r., IPPB4/4511-998/16/21-14/S/AK, Legalis) wydawane są w wyniku wyroków sądów administracyjnych. Być może podobnie stanie się i w tym przypadku. Jeśli wnioskodawca będzie interpretację skarżył (co wydaje się wielce prawdopodobne). Ciekawe, czy dla sądu administracyjnego znaczenie będzie miał niezbyt wyrafinowany sposób kalkulacji ryczałtu.
Inną sprawą jest bowiem to, że w przypadku ładowania samochodów w domu, dość trudno jest określić ilość energii zużytej przez pracownika „nadprogramowo”, a także jej koszt. Nie po raz pierwszy widać jak na dłoni, że schematy rozliczeń podatkowych niekoniecznie nadążają za rozwojem technologii. Od dłuższego czasu znane są spory między fiskusem a organami podatkowymi chociażby co do tego, czy ładowanie samochodów elektrycznych plug-in stanowi na gruncie VAT dostawę towaru (a energia elektryczna jest towarem) czy jednak świadczenie usługi elektro-mobilności. W obliczu rosnącej powszechności tego rodzaju aut wydaje się, że przepisy podatkowe powinny przejść stosowny lifting.
Wyrok łączny a ujawnienie nowych kar podlegających łączeniu
Stan faktyczny
Wyrokiem łącznym z 12.12.2019 r., Sąd Rejonowy w W., po rozpoznaniu sprawy A.D., skazanego dziewięcioma prawomocnymi wyrokami:
- na podstawie art. 85 § 1 i 2 KK w zw. z art. 87 § 2 KK połączył kary pozbawienia wolności oraz kary ograniczenia wolności orzeczone wobec skazanego dwoma wyrokami i wymierzył skazanemu karę łączną 3 miesięcy pozbawienia wolności oraz karę łączną 1 roku i 6 miesięcy ograniczenia wolności;
- na podstawie 85 § 1 i 2 KK w zw. z art. 86 § 1 KK połączył kary pozbawienia wolności orzeczone wobec skazanego pięcioma wyrokami i wymierzył skazanemu karę łączną 2 lat pozbawienia wolności;
- na podstawie 85 § 1 i 2 KK w zw. z art. 87 § 1 KK połączył kary ograniczenia wolności orzeczone wobec skazanego innymi dwoma wyrokami i wymierzył skazanemu karę łączną 1 roku i 6 miesięcy ograniczenia wolności.
Od powyższego wyroku apelację wywiodła obrońca skazanego, która zaskarżyła wyrok w całości, zarzucając mu: obrazę przepisów prawa materialnego a mianowicie art. 53 § 1 i 2 KK i art. 85a KK, błąd w ustaleniach faktycznych przyjętych za podstawę orzeczenia oraz rażącą niewspółmierność kar łącznych przez ich wymierzenie z zastosowaniem zasady asperacji zamiast zasady pełnej absorbcji.
Podnosząc powyższe zarzuty, skarżąca wniosła o zmianę zaskarżonego wyroku przez uzupełnienie go o skazanie wynikające z wyroku Sądu Rejonowego w K. z 16.11.2018 r., w sprawie II K 36/18, który został zmieniony wyrokiem Sądu Okręgowego w Z. z 4.7.2019 r. w sprawie VII Ka 431/19 i orzeczenie poszczególnych kar łącznych na zasadzie pełnej absorbcji, alternatywnie o uchylenie zaskarżonego orzeczenia i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania Sądowi Rejonowemu.
Wyrokiem z 13.10.2020 r., Sąd Okręgowy w W. uchylił zaskarżony wyrok i przekazał sprawę Sądowi Rejonowemu w W. do ponownego rozpoznania.
Od powyższego wyroku skargę wywiódł prokurator, który zaskarżył wyrok w całości na niekorzyść skazanego, podnosząc zarzut rażącej obrazy przepisów postępowania, która miała istotny wpływ na treść wyroku, tj. art. 437 § 2 in fine KPK.
Podnosząc zarzut skarżący wniósł o uchylenie zaskarżonego wyroku i przekazanie sprawy Sądowi Okręgowemu w W. do ponownego rozpoznania w postępowaniu odwoławczym.
Sąd Najwyższy, po rozpoznaniu skargi prokuratora uchylił zaskarżony wyrok i przekazał sprawę Sądowi Okręgowemu w W. do ponownego rozpoznania.
Uzasadnienie SN
Zdaniem Sądu Najwyższego skarga jest zasadna.
Z pisemnych motywów zaskarżonego orzeczenia jednoznacznie wynika, że jedynym powodem uchylenia zaskarżonego wyroku łącznego i przekazania sprawy Sądowi Rejonowemu w W. do ponownego rozpoznania było stwierdzenie, iż w orzeczeniu nie uwzględniono kar orzeczonych prawomocnymi wyrokami Sądu Rejonowego w K. oraz Sądu Rejonowego w W. W ocenie sądu odwoławczego właśnie okoliczność, że wymienione kary spełniają warunki do połączenia ich z innymi karami orzeczonymi wobec skazanego, wywołała konieczność uchylenia zaskarżonego wyroku łącznego i przekazania sprawy do ponownego rozpoznania. Organ ad quem uznał, że mógłby dokonać samodzielnego połączenia tych kar tylko wówczas, gdyby zdecydował się na ukształtowanie nowej kary łącznej na zasadzie pełnej absorpcji, a taka możliwość w okolicznościach przedmiotowej sprawy nie zachodzi.
Sąd Najwyższy stanowczo nie zgadza się tym stanowiskiem. Przepis art. 437 § 2 KPK jednoznacznie stwierdza, w jakich sytuacjach możliwe jest wydanie przez sąd odwoławczy wyroku uchylającego zaskarżony wyrok i przekazującego sprawę do ponownego rozpoznania. Wskazuje, że może to nastąpić wyłącznie w wypadkach wymienionych w art. 439 § 1 KPK, art. 454 KPK lub jeżeli konieczne jest przeprowadzenie przewodu sądowego w całości. Żadna z wymienionych przesłanek nie zaktualizowała się w przedmiotowej sprawie.
Sąd odwoławczy nie stwierdził, aby orzeczenie sądu I instancji dotknięte było wadą w postaci bezwzględnej przyczyny odwoławczej, a art. 454 KPK z oczywistych względów nie miał w tym wypadku zastosowania.
Zakaz reformationis in peius
W przedmiotowej sprawie nie zaistniała również konieczność przeprowadzenia na nowo przewodu sądowego w całości. Wbrew temu, co twierdzi organ ad quem, za w pełni dopuszczalne należy uznać wydanie przez sąd odwoławczy orzeczenia zmieniającego zaskarżony wyrok łączny, w sytuacji ujawnienia się nowych kar podlegających łączeniu, czy też stwierdzenia, że sąd pierwszej instancji pominął określone kary podlegające łączeniu. W uchwale składu 7 sędziów z 28.6.2018 r., I KZP 3/18, Legalis, Sąd Najwyższy, opierając się na pogłębionej argumentacji, którą sąd w tym w składzie w pełni podziela, jednoznacznie wskazał że nie narusza prawa do obrony w stopniu niemożliwym do zaakceptowania orzeczenie po raz pierwszy przez sąd odwoławczy w sprawie o wydanie wyroku łącznego kary łącznej, tym bardziej orzeczenie jej w innym zakresie, niż orzekł sąd pierwszej instancji. W uchwale tej stwierdzono również, że skoro opowiedziano się za dopuszczalnością orzeczenia przez sąd odwoławczy po raz pierwszy kary łącznej, to tym bardziej (a maiori ad minus) wypada uznać dopuszczalność orzeczenia przez ten sąd kary łącznej na innej podstawie przedmiotowej, niż uczynił to sąd pierwszej instancji. Nie jest to problemem zwłaszcza w wypadku, gdy apelacja podnosi zaistniałe uchybienie.
Rozpatrując zaś sytuację, gdy po wydaniu zaskarżonego wyroku łącznego uprawomocnił się kolejny wyrok nadający się do połączenia, prima facie wypadałoby się opowiedzieć przeciwko zmianie wyroku łącznego przez sąd drugiej instancji i za potrzebą zainicjowania nowego postępowania o wydanie wyroku łącznego. W obowiązującym modelu postępowania odwoławczego sąd ad quem ocenia prawidłowość kontrolowanego wyroku przez pryzmat okoliczności istniejących w chwili jego wydania (jakkolwiek musi też mieć na uwadze ewentualnie później zaistniałe okoliczności, zwłaszcza wyłączające postępowanie) i zmienia go w razie stwierdzenia któregoś z uchybień określonych w art. 438 KPK, co w omawianym przypadku nie zachodzi. Istotne względy przemawiają jednak za przyznaniem sądowi odwoławczemu prawa zmiany wyroku łącznego (rozstrzygnięcia o karze łącznej) również w takiej sytuacji, co zresztą sygnalizowały wcześniej czynione wzmianki.
W pierwszej kolejności trzeba zauważyć, że z punktu widzenia stron procesu w istocie nie odbiega ona od sytuacji, gdy istniejący wyrok został pominięty przez sąd a quo. Nie można również nie widzieć potrzeby możliwie szybkiego wyjaśnienia sytuacji prawnej skazanego, który zazwyczaj ma interes w sprawnym przeprowadzeniu postępowania o wydanie wyroku łącznego i niemnożeniu kolejnych, czemu też sprzeciwia się wzgląd na ekonomię procesową, czynności sądowych. Należy mieć także na uwadze specyfikę postępowania o wydanie wyroku łącznego, które może być wszczęte z urzędu i, w ramach którego sąd sam zbiera niezbędne materiały; nie widać przeszkód dla wykazania w tym względzie inicjatywy też przez organ ad quem. Złożenie zaś przez stronę dodatkowego prawomocnego wyroku może być uznane za postąpienie analogiczne jak przedstawienie sądowi odwoławczemu nowego dowodu, wskazującego na potrzebę zmiany wyroku sądu pierwszej instancji. Wymaga zauważenia, że w przypadku wniesienia apelacji na korzyść skazanego, wymierzając karę łączną na szerszej podstawie, sąd odwoławczy z reguły powinien stosować zasadę jej kształtowania nie mniej korzystną dla skazanego niż czynił to sąd pierwszej instancji. Kierunek zaskarżenia wyroku łącznego sądu pierwszej instancji rzutuje na swobodę orzekania sądu odwoławczego, który może mieć do czynienia z różnorodnymi sytuacjami w zakresie łączonych kar, na przykład mających postać kar bezwzględnych, jak i wolnościowych. Trudno w takim wypadku poddać analizie wszystkie możliwe w tym zakresie sytuacje, jest wszakże oczywiste, że wniesienie apelacji na korzyść skazanego obliguje sąd odwoławczy, wymierzający karę łączną na szerszej podstawie przedmiotowej, do respektowania zakazu reformationis in peius, który w postępowaniu o wydanie wyroku łącznego w pierwszej kolejności znajduje wyraz w zachowaniu zastosowanej przez sąd pierwszej instancji zasady łączenia kar.
W tym stanie rzeczy, zaskarżony wyrok należało uznać za niesłuszny, gdyż wydany został z naruszeniem art. 437 § 2 KPK. Powyższe wywołało konieczność uchylenia tego orzeczenia i przekazania sprawy sądowi odwoławczemu do ponownego rozpoznania.
Na kanwie rozpoznawanej sprawy warto wskazać, że obrońca skazanego jeden z zarzutów apelacyjnych oparła na twierdzeniu, iż sąd pierwszej instancji pominął wyrok Sądu Rejonowego w K. z 16.11.2018 r., II K 36/18. Co więcej, autorka apelacji domagała się konwalidacji tego uchybienia przede wszystkim przez wydanie orzeczenia reformatoryjnego. W środku odwoławczym nie podniesiono natomiast zarzutu bazującego na tezie, że zaskarżonym wyrokiem łącznym nie została objęta kara orzeczona wyrokiem Sądu Rejonowego z 2.10.2019 r., III K 144/18. I ta okoliczność, co wynika jednoznacznie z poczynionych wywodów, nie stanowiła jednak przeszkody do wydania orzeczenia reformatoryjnego. Jest też oczywiste, że uzupełnienie postępowania dowodowego w zakresie wymienionych skazań nie wiązało się z koniecznością przeprowadzenia na nowo przewodu sądowego w całości. W konsekwencji decyzja Sądu Najwyższego jest słuszna.
Grupa VAT po polsku: poznaliśmy propozycję przepisów
Podatnik
Zgodnie z art. 15 ust. 1 ustawy z 11.3.2004 r. o podatku od towarów i usług (t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 685 ze zm.; dalej: VATU), podatnikami są osoby prawne, jednostki organizacyjne niemające osobowości prawnej oraz osoby fizyczne, wykonujące samodzielnie działalność gospodarczą, bez względu na cel lub rezultat takiej działalności. To ogólna definicja podatnika VAT. Uzupełnia ją szereg przepisów szczegółowych, zgodnie z którymi podatnikami mogą być też np. importerzy, przedsiębiorstwa w spadku, albo organy władzy publicznej.
Przepisy VATU nie przewidują jednak wprost rozwiązania, zgodnie z którym kilka odrębnych podmiotów może tworzyć jednego podatnika. Czyli rozwiązania na wzór przewidziany w art. 1a ustawy z 15.2.1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych (t.j. Dz.U. z 2020 poz. 1406 ze zm.; dalej: PDOPrU). Zgodnie z tym przepisem, podatnikiem CIT mogą być również grupy co najmniej dwóch spółek prawa handlowego mających osobowość prawną, które pozostają w związkach kapitałowych (chodzi o tzw. PGK).
Kto może stworzyć grupę VAT
Przywołanie PGK nie jest przypadkowe. Zgodnie z opublikowanymi założeniami, grupę VAT będą mogły stworzyć jedynie podmioty tworzące już PGK w rozumieniu PDOPrU. Niezbędne będzie więc spełnienie dość rygorystycznie określonych warunków, o których mowa w art. 1a ust. 2 PDOPrU. Rozwiązanie dedykowane jest więc spółkom kapitałowym o przeciętnym kapitale zakładowym przypadającym na każdą ze spółek w wysokości minimum 500 000 zł. Z wymogami co do wzajemnego posiadania (lub nie) udziałów w kapitale zakładowym, itp. itd. W skład grupy VAT będą też mogły wejść oddziały podmiotów zagranicznych posiadające stałe miejsce prowadzenia działalności w Polsce.
Dodatkowo, ważne by wszystkie podmioty wchodzące w skład grupy VAT były ze sobą powiązane:
- ekonomicznie – to znaczy główna działalność członków grupy ma mieć taki sam charakter, względnie rodzaje działalności uzupełniają się nawzajem i są współzależne;
- finansowo – to znaczy jeden z podmiotów posiada bezpośredni 75% udział w kapitale zakładowym lub w tej części kapitału zakładowego pozostałych podmiotów (analogicznie jak spółka dominująca w PGK);
- organizacyjnie – to znaczy prawnie lub faktycznie, bezpośrednio lub pośrednio, znajdują się pod wspólnym kierownictwem, lub organizują swoje działania całkowicie lub częściowo w porozumieniu.
Grupa VAT – jak się zorganizować
Grupa VAT musi mieć swojego przedstawiciela. Reprezentować on będzie grupę VAT w zakresie obowiązków wynikających z przepisów prawa podatkowego. Przedstawicielem nie musi być spółka dominująca, choć w praktyce pewnie będzie. Grupa VAT musi też mieć umowę określającą szereg istotnych elementów. Należy złożyć ją do naczelnika urzędu skarbowego w ramach procesu rejestracji grupy VAT. Co ważne, wejście podatnika VAT do grupy VAT powodować będzie także automatyczne wykreślenie go z rejestru podatników. Ma to sens, skoro to grupa VAT będzie od tego momentu odrębnym podatnikiem VAT. Grupa VAT zawiązywana będzie na czas określony, acz z możliwością wydłużenia.
Co wreszcie ważne, podmioty tworzące grupę VAT odpowiadać będą solidarnie za zobowiązania grupy VAT z tytułu podatku VAT należnego za okres jej funkcjonowania.
Grupa VAT – jak się rozliczać
Fakt, że grupa VAT jest odrębnym podatnikiem rodzić będzie daleko idące skutki. Co najważniejsze, dostawy towarów i świadczenie usług między podmiotami z grupy VAT nie będą stanowić czynności podlegających opodatkowaniu. Wynikają z tego pewne uniwersalnie rozumiane uproszczenia w bieżącym funkcjonowaniu poszczególnych członków grupy VAT. Przede wszystkim, chodzi o wewnątrzgrupowe ograniczenie dokumentacji handlowej (np. faktury) oraz sprawozdawczości podatkowej (np. JPK). Brak VAT na rozliczeniach wewnątrz grupy to także w pewnych przypadkach poprawa płynności finansowej. Zwłaszcza dla podmiotów, które regularnie odzyskują VAT albo wręcz przeciwnie – nie mają prawa do odliczenia (bo np. prowadzą działalność zwolnioną z VAT). Albo tych skazanych na obowiązkowy mechanizm podzielonej płatności.
Z drugiej strony, czynność każdego członka grupy „z zewnątrz” (np. nabycie towarów lub usług) albo „na zewnątrz” (sprzedaż towarów lub usług) to czynność wykonywana przez grupę VAT właśnie. I na poziomie grupowym raportowana.
Radość z uproszczeń jest jednak przytłumiona uwzględniając, że dla celów kontrolnych przewidziano obowiązek ewidencjonowania czynności wewnątrz grupy VAT. Ewidencja ma jednak mieć charakter uproszczony i składana będzie organowi podatkowemu jedynie „na żądanie”.
Prawo do odliczenia podatku naliczonego na poziomie grupy VAT ustalane będzie z uwzględnieniem czynności wykonywanych przez wszystkie podmioty należące do grupy na rzecz podmiotów spoza tej grupy. W przypadku działalności mieszanej, gdy nie można odrębnie określić kwot podatku do odliczenia, dla grupy VAT zastosowanie znajdzie proporcja sprzedaży a także prewspółczynnik VAT.
O grupie VAT „po polsku” mówiło się od dawna. Przedstawiony projekt założeń wykazuje ewolucję względem zarysu, kontestowanego przez Komisję Europejską. Zrezygnowano np. z ograniczania możliwości stosowania grupowania VAT jedynie dla polskich spółek kapitałowych (bo można też dla oddziałów podmiotów zagranicznych). Niestety, wbrew wątpliwościom wyrażanym przez organy unijne nie odstąpiono od bezpośredniego powiązania między grupą VAT a PGK. Albo od konieczności prowadzenia przez grupę VAT wewnętrznych ewidencji. Diabeł zwykle tkwi w szczegółach, więc z ostatecznymi komentarzami warto wstrzymać się do momentu przyjęcia przepisów (a do tego droga wciąż daleka).
Przyjęcie do krajowego systemu grupy VAT z pewnością wpłynie na praktykę podatkową, w tym w kontekście statusu wewnątrzgrupowych rozliczeń na linii centrala – oddział. Nie będzie już wymówek względem stosowania wyroków TSUE z 17.9.2014 r., C-7/13, Legalis oraz z 11.3.2021 r., C-812/19, Legalis.
Rozmyślania nad grupą VAT przywodzą jednak na myśl także inne zbliżone instytucje już dziś funkcjonujące. Naturalne skojarzenie to jednostki samorządu terytorialnego, rozliczające VAT w sposób scentralizowany wraz ze swoimi jednostkami budżetowymi i zakładami budżetowymi. Tu podobieństwo jest aż nadto widoczne (jeden podatnik „składający się” z kilku odrębnych podmiotów, choć nie do końca od siebie niezależnych). Nieco mniej oczywista jest analogia do rozliczeń w ramach konsorcjów. Członkowie konsorcjum zachowują bowiem niezależność i na gruncie VAT pozostają odrębnymi podatnikami (nie jest nim zaś konsorcjum stanowiące jedynie pewnego rodzaju wspólne przedsięwzięcie). Można więc rzec, że konsorcjum to odwrotność grupy VAT. Nie zmienia to faktu, że rozliczenia wewnątrz-konsorcjalne też mogą być poza VAT. Choć nie zawsze są, czego organy podatkowe zdają się nie rozumieć (nie rozróżniają też np. konsorcjum zakresowego od zintegrowanego). Może prace nad przepisami o grupie VAT przyczynią się do wyjaśnienia także tej kwestii.
Dłuższe urlopy dla ojców a krótsze dla matek?
Prawo do urlopów związanych z rodzicielstwem
Pracownik, któremu urodziło się dziecko ma prawo skorzystać z licznych urlopów, które pozwolą mu na sprawowanie bezpośredniej opieki na dzieckiem. Zalicza się do nich przede wszystkim urlop macierzyński i rodzicielski. Najczęściej korzystają z nich matki, jednak coraz częściej sięgają po nie również ojcowie.
Urlop macierzyński i rodzicielski dla ojców
Pracownicy przysługuje urlop macierzyński w wymiarze 20 tygodni w przypadku urodzenia jednego dziecka przy jednym porodzie. W sytuacji, kiedy w trakcie porodu urodzi więcej niż jedno dziecko wymiar urlopu macierzyńskiego jest większy. Maksymalnie do 37 tygodni w przypadku urodzenia pięciorga i więcej dzieci przy jednym porodzie.
Po wykorzystaniu urlopu macierzyńskiego pracownica ma prawo do urlopu rodzicielskiego w wymiarze do 32 tygodni w przypadku urodzenia jednego dziecka przy jednym porodzie lub do 34 tygodni w przypadku urodzenia więcej niż jednego dziecka przy jednym porodzie. Urlop rodzicielski jest świadczeniem nieobowiązkowym. Przysługuje po wykorzystaniu urlopu macierzyńskiego, w celu dalszego sprawowania osobistej opieki nad dzieckiem.
Urlop rodzicielski jest udzielany na pisemny wniosek pracownika, składany w terminie nie krótszym niż 21 dni przed rozpoczęciem korzystania z urlopu. Pracodawca jest obowiązany uwzględnić wniosek pracownika. Pracownica, nie później niż 21 dni po porodzie, może także złożyć pisemny wniosek o udzielenie jej, bezpośrednio po urlopie macierzyńskim, urlopu rodzicielskiego w pełnym wymiarze (tzw. długi urlop).
Prawo do urlopu macierzyńskiego przysługuje pracownikowi–ojcu wychowującemu dziecko w ściśle określonych przez przepisy Kodeksu pracy sytuacjach. Idea wykorzystania urlopu macierzyńskiego przez pracownika–ojca opiera się na zasadzie, że wykorzystuje tą cześć urlopu, z której nie mogła skorzystać pracownica matka dziecka. Pracownik-ojciec ma prawo do skorzystania z urlopu macierzyńskiego w sytuacji, kiedy matka zrezygnuje z części swojego urlopu. Pracownica, po wykorzystaniu po porodzie co najmniej 14 tygodni urlopu macierzyńskiego, ma prawo zrezygnować z pozostałej części tego urlopu i powrócić do pracy, jeżeli pozostałą część urlopu macierzyńskiego wykorzysta pracownik-ojciec wychowujący dziecko. Taki rodzaj urlopu potocznie zwany jest urlopem tacierzyńskim. Ojciec ma możliwość wykorzystania urlopu macierzyńskiego także w sytuacji, kiedy matka dziecka wymaga hospitalizacji lub gdy nastąpił zgon matki dziecka.
Z urlopu rodzicielskiego ma prawo skorzystać pracownik-ojciec. Ponadto z urlopu rodzicielskiego mogą jednocześnie korzystać oboje rodzice dziecka. W takim przypadku łączny wymiar urlopu rodzicielskiego nie może przekraczać wymiaru 32 lub 34 tygodni w zależności od liczby urodzonych dzieci w czasie jednego porodu.
Duże zmiany w urlopach rodzicielskich
W roku 2022 nastąpią zmiany w urlopie rodzicielskim. Jest to konsekwencją obowiązkowego wdrożenia do prawa krajowego unijnej dyrektywy work-life balance (Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/1158 z 20.6.2019 r. w sprawie równowagi między życiem zawodowym a prywatnym rodziców i opiekunów oraz uchylająca dyrektywę Rady 2010/18/UE (Dz.Urz. UE L 2019 r. Nr 188, s. 79)), która ma na celu zapewnienie równowagi między życiem prywatnym i zawodowym rodziców oraz wyrównanie szans kobiet i mężczyzn na rynku pracy.
Dyrektywa zakłada przyznanie prawa do 2 miesięcy urlopu rodzicielskiego osobno każdemu z rodziców, co oznacza, że w polskim Kodeksie pracy pojawi się przepis gwarantujący ojcom 2 miesiące urlopu rodzicielskiego, z których nie będzie mogła skorzystać matka.
Rząd początkowo proponował, aby opieka nad dzieckiem została wydłużona o dodatkowe 2 miesiące, wtedy rok opiekę nad dzieckiem sprawowała by matka a dwa miesiące dodatkowe przeznaczone byłyby dla pracownika-ojca. Teraz pojawiają się propozycje, żeby wydzielić z obecnej puli urlopu 2 miesiące wyłącznie dla ojców. Dla pracownic-matek pozostałoby 10 miesięcy płatnej opieki nad dzieckiem, a pozostałe 2 miesiące wykorzystywaliby ojcowie.
Polski ustawodawca ma czas na podjęcie decyzji o ostatecznym kształcie przepisów do sierpnia 2022 roku, kiedy mija czas na wdrożenie unijnej dyrektywy.
Z jakiego urlopu może jeszcze skorzystać pracownik-ojciec
Do najważniejszego uprawnienia pracownika-ojca związanego z rodzicielstwem-ojcostwem należy prawo do urlopu ojcowskiego. Zgodnie z art. 1823 § 1 KP pracownik – ojciec wychowujący dziecko ma prawo do urlopu ojcowskiego w wymiarze do 2 tygodni. Pracownik ma możliwość skorzystania z tego uprawnienia nie dłużej jednak niż do ukończenia przez dziecko 24 miesiąca życia. Ponadto pracownika może skorzystać z urlopu ojcowskiego do upływu 24 miesięcy od dnia uprawomocnienia się postanowienia orzekającego przysposobienie dziecka i nie dłużej niż do ukończenia przez dziecko 7 roku życia, a w przypadku dziecka, wobec którego podjęto decyzję o odroczeniu obowiązku szkolnego, nie dłużej niż do ukończenia przez nie 10 roku życia.
Urlop ojcowski przysługuje w wymiarze 2 tygodni, bez względu na liczbę dzieci urodzonych przy jednym porodzie.
Urlop ojcowski może być wykorzystany jednorazowo albo nie więcej niż w 2 częściach, z których żadna nie może być krótsza niż tydzień. Nie ma przeszkód, aby pracownik korzystał z urlopu ojcowskiego w czasie gdy matka dziecka przebywa na urlopie macierzyńskim, rodzicielskim lub wychowawczym.
W celu uzyskania urlopu ojcowskiego pracownika-ojciec wychowujący dziecko składa pisemny wniosek do swojego pracodawcy. Wniosek musi złożyć w terminie nie krótszym niż 7 dni przed rozpoczęciem korzystania z urlopu. Rozporządzenie Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej z 8.12.2015 r. w sprawie wniosków dotyczących uprawnień pracowników związanych z rodzicielstwem oraz dokumentów dołączanych do takich wniosków (Dz.U. z 2015 r. poz. 2243) określa treść wniosku o udzielenie urlopu ojcowskiego lub jego części oraz dokumenty dołączane do tego wniosku. Do wniosku dołącza się m. in.: skrócony odpis aktu urodzenia dziecka albo kopie tego dokumentu, oświadczenie pracownika-ojca wychowującego dziecko, czy korzystał z urlopu ojcowskiego albo jego części.
Bardzo istotną kwestią jest obowiązek udzielenia przez pracodawcę takiego zwolnienia, nie może on odmówić pracownikowi urlopu.
Pracownik-ojciec przebywający na urlopie ojcowskim podlega szczególnej ochronie. Pracodawca nie może mu wypowiedzieć ani rozwiązać umowy o pracę, chyba że zachodzą przyczyny uzasadniające rozwiązanie umowy bez wypowiedzenia z jego winy. Ponadto na wniosek pracownika-ojca udziela się mu urlopu wypoczynkowego bezpośrednio po urlopie ojcowskim.
Mikrobiznes czeka rekordowy wzrost składek w 2022 r.
Najwięcej od 1999 r.
Z wyliczeń Łukasza Kozłowskiego, głównego ekonomisty Federacji Przedsiębiorców Polskich, wynika, że nawet bez zmian zaproponowanych przez rząd premiera Mateusza Morawieckiego w Polskim Ładzie składki wzrosłyby do rekordowych 1600,33 zł miesięcznie. Te wyliczenia to jak na razie prognoza, bo dokładną wysokość składki zdrowotnej poznamy dopiero w styczniu 2022 r. Opierając się na prognozie przeciętnego wynagrodzenia ogłoszonego przez rząd na potrzeby budżetu na 2022 r., można założyć, że składka zdrowotna wzrośnie z obecnych 381,81 zł do 406,63 zł miesięcznie.
– Oznaczałoby to wzrost składek z działalności o 9,8 proc., czyli 142,84 zł w porównaniu z bieżącym rokiem – komentuje Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich. – W ujęciu kwotowym byłby to największy wzrost składki od czasu reformy systemu ubezpieczeń społecznych z 1999 r., zaś w ujęciu procentowym składki wzrosłyby najwięcej od 2013 r.
Polski Ład powiększy opłaty
Zmiana poziomu składek wynikająca z opublikowanych założeń budżetu państwa nakłada się jednak również na zapowiadane zmiany w systemie ubezpieczeń zdrowotnych, zapowiedziane w Polskim Ładzie. Przedsiębiorcy będący podatnikami ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych (PIT-28) mogą się spodziewać, że podstawa wymiaru składki będzie wynosiła 100 proc. przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw w IV kwartale poprzedniego roku, zamiast obecnych 75 proc. Przełożyłoby się to, wraz ze spodziewanym wzrostem tego wynagrodzenia, na wzrost składki zdrowotnej do 542,18 zł. Składka ta nie byłaby również odliczana w żadnej części od PIT. Sumarycznie przełożyłoby się to na wzrost wszystkich składek do poziomu 1735,88 zł, co oznaczałoby ich wzrost o 19,1 proc.
Trzeba jednak pamiętać, że te wyliczenia dotyczą niewielkiej części mikroprzedsiębiorców, którzy zapłacą zryczałtowaną składkę zdrowotną pod warunkiem opodatkowania ryczałtem.
– Co do zasady ryczałt jest korzystny dla przedsiębiorców, którzy mają stosunkowo niskie koszty oraz stale uzyskują dochód. Trzeba bowiem pamiętać, że ryczałt płacony jest od uzyskanych przychodów, także gdy w danym miesiącu przedsiębiorca miał większe wydatki niż wpływy –tłumaczy Konrad Piłat, doradca podatkowy w KNDP. – W wielu przypadkach wybór ryczałtu nie jest opłacalny. Większość podatników woli zapłacić 19 proc. podatku od dochodu niż 15 proc. od obrotu (także za miesiące, w których dopłacili do biznesu).
Dostaną po kieszeni
– W przypadku nawet trzech czwartych prowadzących działalność gospodarczą, którzy rozliczają PIT według skali podatkowej lub 19-proc. stawki liniowej, składka zdrowotna ma się zmieniać wraz z poziomem dochodu – zauważa Kozłowski. – Przedsiębiorcy, którzy wykażą miesięczny dochód (po odliczeniu zapłaconych składek na ubezpieczenie społeczne) wyższy niż około 4518 zł, zapłacą wyższą składkę zdrowotną, niż płacili do tej pory i nie będą mogli jej odliczać od podatku.

Dobra wiara umożliwia korektę faktury z nienależnym VAT nawet po wszczęciu kontroli
Stan faktyczny
Spółka z siedzibą na Litwie udostępniała litewskim spółkom transportowym karty paliwowe. Dzięki temu mogły one zaopatrywać się w paliwo na stacjach paliw w Polsce. Spółka ta uznała, że jej działalność polega na zakupie paliwa od polskich stacji paliw i jego dalszej odsprzedaży litewskim spółkom. W związku z tym spółka wystawiała im faktury VAT za dostawy paliwa. Sama odliczała sobie przy tym VAT z tytułu paliwa, które nabywała celem dalszej odsprzedaży.
Polskie organy skarbowe zakwestionowały jednak zasadność odliczenia VAT przez spółkę. W 2014. Naczelnik US w Białymstoku uznał, że spółka nie mogła skorzystać z prawa do odliczenia VAT naliczonego wynikającego z faktur zakupowych paliwa, wystawionych jej przez stacje paliw. Spółka odwołała się tej od decyzji, ale Dyrektor IS w Białymstoku uznał, spółka nie ma racji. W ocenie organu spółka nie nabywała paliwa w Polsce. Nie mogła więc dokonywać udokumentowanych fakturami usług jego odsprzedaży. W ocenie organu paliwo było bezpośrednio dostarczane litewskim spółkom transportowym przez polskie stacje paliw, a spółki te mogły swobodnie wybierać, z których stacji skorzystają i jakie paliwo zakupią. Działalność spółki polegała zatem w opinii organu na finansowaniu zakupu paliwa, w związku z czym stanowiła usługę finansową zwolnioną w Polsce z podatku VAT. Dlatego też spółce nie przysługiwało prawo do odliczenia VAT naliczonego od dokonanych zakupów paliwa. Organ ocenił, że wystawione przez spółkę faktury w rzeczywistości nie odzwierciedlały jej działalności. Jednocześnie organ uznał, że skoro na wystawianych przez spółkę fakturach wykazuje ona kwoty podatku VAT, to zgodnie z art. 108 ust. 1 VATU, zobowiązana jest do jego zapłaty.
Postępowanie przed polskimi sądami
Powyższą decyzję Dyrektora IS w Białymstoku spółka zaskarżyła do WSA w Białymstoku. Sąd uchylił zaskarżoną decyzję w 2015 r. Dyrektor IS w Białymstoku wniósł jednak w sprawie skargę kasacyjną do NSA, do której sąd się przychylił. Sprawa wróciła do WSA, który oddalił skargę spółki, orzekając że działała ona na szkodę skarbu państwa. Sprawa ponownie trafiła do NSA. W nawiązaniu do spraw Auto Lease Holland z 6.2.2003 r., C‑185/01, Legalis oraz Vega International Car Transport and Logistic z 15.5.2019 r., C‑235/18, Legalis Naczelny Sąd Administracyjny przyznał, że rzeczywista działalność spółki polegała na finansowaniu zakupu paliwa przez litewskie firmy na polskich stacjach paliw za pośrednictwem udostępnianych im kart paliwowych. Dlatego też uznać należy za prawidłowe stanowisko organów podatkowych mówiące, że spółka świadczyła usługi finansowe niepodlegające w Polsce podatkowi VAT.
Naczelny Sąd Administracyjny zaznaczył jednocześnie, że działalność spółki i jej litewskich kontrahentów nie została określona mianem oszustwa lub nadużycia. Spółka mogła bez złej wiary uznać, że jest uczestnikiem łańcucha dostaw jako nabywca paliwa na polskich stacjach, który następnie odsprzedawał je dalej litewskim firmom. Praktyka interpretacji prawa przez polskie organy podatkowe wskazuje bowiem, że transakcje, takie jak ta, do jakiej dochodziło w sprawie, zostały uznane za łańcuchowe, a więc takie, w których każdy z podmiotów uczestniczących w łańcuchu dostaw realizuje odpłatną dostawę towaru, mimo iż w rzeczywistości fizycznie wydanie towaru następuje tylko raz.
W związku z powyższym NSA stwierdził, że wystawca faktury, który działał w dobrej wierze, powinien mieć szansę skorygowania VAT nienależnie wykazanego na fakturach. Polskie przepisy nie przewidują jednak takiej procedury dla podatników, przeciwko którym wszczęto postępowanie podatkowe. Spółka nie miała więc możliwości skorygowania VAT. Ponadto NSA stwierdził, że gdyby faktury VAT litewskim nabywcom paliwa wystawiły polskie stacje paliw z pominięciem skarżącej spółki, wówczas kwota wykazanego na tych fakturach VAT byłaby zbliżona do tej wskazanej na wystawionych przez nią fakturach. Dojść mogłoby w takiej sytuacji do podwójnego opodatkowania tej samej transakcji. Trzeba też mieć na uwadze, że w sytuacji prawidłowego opodatkowania transakcji, do jakich doszło w sprawie, litewskie firmy transportowe mogłyby ubiegać się o zwrot VAT z faktur wystawionych przez stacje paliw w Polsce.
Naczelny Sąd Administracyjny nie zgodził się również ze stanowiskiem Dyrektora IS w Białymstoku odnoszącym się do konieczności zapłaty podatku VAT wykazanego na fakturach wystawionych przez spółkę. Egzekwowanie tego poprzez zastosowanie sankcji zawartej w art. 108 ust. 1 VATU doprowadziłoby do podwójnego opodatkowania tej samej dostawy.
Pytania prejudycjalne skierowane do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej
Naczelny Sąd Administracyjny postanowił zwrócić się do TSUE z pytaniem prejudycjalnym, czy art. 203 VATDyr oraz zasadę proporcjonalności należy interpretować w ten sposób, że stoją one na przeszkodzie zastosowaniu, w sytuacji takiej jak w przedstawionej sprawie, przepisu krajowego art. 108 ust. 1 VATU do faktur z nienależnie wykazanym VAT wystawionych przez podatnika działającego w dobrej wierze, jeżeli:
- „działanie podatnika nie wiązało się z oszustwem podatkowym, ale wynikało z błędnej wykładni przepisów prawa dokonanej przez strony biorące udział w transakcji, opartej o wykładnię przepisów prezentowaną przez organy podatkowe i powszechną praktykę w tym zakresie w momencie dokonywania transakcji, przyjmującą wadliwie, że wystawca faktury dokonuje dostawy towarów, podczas gdy faktycznie świadczy usługę pośrednictwa finansowego zwolnioną od VAT;
- odbiorca faktury z nienależnie wykazanym VAT miałby prawo do żądania jego zwrotu przy prawidłowym zafakturowaniu transakcji przez podatnika faktycznie dokonującego na jego rzecz dostawy towarów?”
Stanowisko Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej
Na początku TSUE podkreślił, że zarówno w świetle art. 203 VATDyr, jak i art. 108 VATU, nie ulega wątpliwości, że każda osoba wykazująca podatek VAT na fakturze zobowiązana jest do jego zapłaty. Przywołana dyrektywa nie zawiera jednak przepisów dotyczących korekty VAT nienależnie wykazanego na fakturze. Nie określa również zasad jego korekty, co pozostaje w gestii państw członkowskich. I to właśnie przepisy VATU powinny zawierać możliwości skorygowania bezzasadnie wykazanych na fakturach podatków, jeśli podatnik wykazuje dobrą wiarę. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej stwierdził w tym kontekście, że polskie przepisy nie wszystkim podatnikom stwarzają taką możliwość. Pozbawieni jej zostali podatnicy działający w dobrej wierze, wobec których wszczęto czynności kontrolne.
Dlatego też TSUE stwierdził, że „odmowa przyznania możliwości korekty faktur za paliwa z nienależnie wystawionym VAT, podczas gdy dostawy paliwa dokonane przez stacje paliw na rzecz litewskich kontrahentów również podlegają opodatkowaniu VAT, prowadzi do nałożenia na spółkę obciążenia podatkowego z naruszeniem zasady neutralności VAT”. Polskie przepisy stoją więc w sprzeczności do VATDyr gdyż w konsekwencji wszczęcia „procedury kontroli podatkowej” nie zezwalają podatnikowi działającemu w dobrej wierze na korektę faktur z nienależnym VAT, mimo że „odbiorca tych faktur miałby prawo do zwrotu tego podatku, gdyby transakcje wykazane na tych fakturach zostały należycie rozliczone”. Przepisy krajowe mające na celu zapobieganie oszustwom podatkowym nie mogą w opinii Trybunału naruszać fundamentalnej dla unijnego systemu VAT zasady neutralności tego podatku, której sednem jest zwolnienie przedsiębiorców od ciężaru podatku VAT w zakresie prowadzonej przez nich działalności gospodarczej.
Wyrok z sprawie UAB „P.” przeciwko Dyrektorowi IS w Białymstoku to kolejny przykład korzystnego dla polskich podatników orzeczenia TSUE, pokazujący że po raz kolejny polskie przepisy podatkowe nie spełniają unijnych standardów. Odebranie polskim firmom możliwości skorygowania VAT tylko z uwagi na wszczęcie wobec nich kontroli podatkowej narusza fundamentalną dla unijnego systemu podatku VAT zasadę neutralności tego podatku. Oczywiście pamiętać należy, że możliwość korekty podatku rozpatrywana była w kontekście dobrej wiary przedsiębiorcy, a jest to pojęcie niezdefiniowane i może być różnie interpretowane. Niemniej jednak wyrok Trybunału daje polskim przedsiębiorcom możliwość korygowania VAT w podobnych okolicznościach, a także uprawnia ich do rewizji postępowań toczących się przeciwko nim, a zakończonych. Ponadto pozostaje jeszcze kwestia dochodzenia przez przedsiębiorców w podobnej sytuacji wykazanego na fakturach i zapłaconego niesłusznie VAT.
Orzeczenie TSUE może skutkować zaniechaniem stosowania przez organy podatkowemniekorzystnej dla podatników praktyki i do zmian w krajowych przepisach w tym zakresie. Można też oczekiwać wydania interpretacji ogólnej na ten temat. Aktualnie podatnicy mogą w sporach z organami podatkowymi powoływać się na wyrok TSUE w sprawie UAB „P.” przeciwko Dyrektorowi IS w Białymstoku.
Co dalej z zakazem handlu w niedziele i święta
Ograniczenie pracy w handlu
Ograniczenia w wykonywaniu pracy w placówkach handlowych w niedziele i święta oraz w dniu 24 grudnia i w sobotę bezpośrednio poprzedzającą pierwszy dzień Wielkiej Nocy określają przepisy ustawy z 10.1.2018 r. o ograniczeniu handlu w niedziele i święta oraz w niektóre inne dni (t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 936, dalej: OgrHandNiŚU). Ustawa wprowadziła początkowo od 1.3.2018 r. w każdym miesiącu dwie niedziele handlowe, następnie w 2019 r. po jednej niedzieli handlowej. Ograniczenie handlu w placówkach handlowych obecnie dotyczy niedziel, świąt wskazanych w ustawie z 18.1.1951 r. o dniach wolnych od pracy (Dz.U. Nr 4, poz. 28) oraz dnia 24 grudnia (Wigilii) i Wielkiej Soboty. Zakaz handlu nie obowiązuje we wszystkie niedziele. Wykonywać pracę w handlu można w dwie kolejne niedziele poprzedzające pierwszy dzień Bożego Narodzenia, niedzielę bezpośrednio poprzedzającą pierwszy dzień Wielkiej Nocy oraz w ostatnie niedziele przypadające w styczniu, kwietniu, czerwcu i sierpniu. Co oznacza, że w ciągu każdego roku z zakazu handlu wyłączonych jest łącznie 7 niedziel.
Wykonywanie pracy w handlu oraz wykonywanie czynności związanych z handlem w niedziele i święta w placówkach handlowych oznacza wykonywanie takiej pracy lub takich czynności przez pracownika lub zatrudnionego w okresie 24 kolejnych godzin przypadających odpowiednio między godziną 24.00 w sobotę a godziną 24.00 w niedzielę i między godziną 24.00 w dniu bezpośrednio poprzedzającym święto a godziną 24.00 w święto.
Ograniczenie dotyczy handlu, czyli sprzedaży polegającej na wymianie towaru lub wyrobu na środki pieniężne oraz wykonywania czynności związanych z handlem czyli wykonywania w placówce handlowej czynności bezpośrednio związanych z handlem przez pracownika lub zatrudnionego, a także wykonywania w takiej placówce przez pracownika lub zatrudnionego czynności związanych z magazynowaniem towarów lub ich inwentaryzacją.
Zakazane jest wykonywanie handlu w placówce handlowej, czyli w obiekcie, w którym jest prowadzony handel oraz są wykonywane czynności związane z handlem, w szczególności: w sklepie, na stoisku, straganie, hurtowni, składzie węgla, składzie materiałów budowlanych, domu towarowym, domu wysyłkowym, biurze zbytu – jeżeli w takiej placówce praca jest wykonywana przez pracowników lub zatrudnionych.
Kary za nieprzestrzeganie przepisów
Przepisy art. 10 i 13 OgrHandNiŚU przewidują odpowiedzialność wykroczeniową lub karną za nieprzestrzeganie zakazu. Wykroczenie popełnia kto, wbrew zakazowi handlu oraz wykonywania czynności związanych z handlem, powierza wykonywanie pracy w handlu lub wykonywanie czynności związanych z handlem pracownikowi lub zatrudnionemu w dniu objęte zakazem. W takiej sytuacji podlega on karze grzywny w wysokości od 1000 do 100 000 zł. W niektórych przypadkach naruszenie zakazu może zostać zakwalifikowane nie jako wykroczenie ale jako przestępstwo, za które grozi grzywna lub ograniczenie wolności. Do Kodeksu karnego wprowadzono bowiem przestępstwo zawarte w art. 218a, który stanowi, że przestępstwo popełnia ten, kto uporczywie lub złośliwie, wbrew zakazowi handlu oraz wykonywania czynności związanych z handlem, powierza pracownikowi lub zatrudnionemu wykonywanie pracy w handlu lub wykonywanie czynności związanych z handlem.
Problematyczny wyjątek z placówkami pocztowymi
Ustawa o ograniczeniu handlu od początku budziła liczne wątpliwości, ze względu na przewidziane w niej wyjątki, których jest aż 32. Co powoduje, że w niektórych przypadkach handel i wykonywanie pracy w handlu są dozwolone w każdą niedzielę. Najwięcej problemów jest z art. 6 ust. 1 pkt 6 OgrHandNiŚU, który stanowi, że zakaz handlu w niedziele i święta nie obowiązuje w placówkach pocztowych w rozumieniu ustawy z 23.11.2012 r. Prawo pocztowe (Dz.U. z 2020 r. poz. 1041 i 2320). Oznacza to, że w każdej placówce spełniającej kryteria placówki pocztowej, bez względu na to, czy działalność pocztowa jest przeważającą działalnością danej placówki, czy też nie handel może odbywać się w niedziele. Wiele sieci sklepów wykorzystało ten przepis i działają jako placówki pocztowe, co powoduje, że powoli zakaz handlu staje się fikcją.
Posłowie zapowiadają, że do Sejmu ma wpłynąć projekt ustawy, która ma uszczelnić zakaz handlu. Swoje poparcie potwierdza jeden z pomysłodawców zakazu, tj. NSZZ Solidarność. Jedną z możliwych opcji, która jest brana pod uwagę, jest wykreślenie z ustawy wyjątku mówiącego o dopuszczeniu handlu w niedziele w placówkach pocztowych.
Może dwie wolne niedziele zamiast zakazu handlu
Twórcy projektu uszczelniającego zakaz handlu przewidują, że może zostać on wprowadzony jeszcze w tym roku. W Sejmie obecnie znajduje się już inny projekt zmiany OgrHandNiŚU. Jest to poselski projekt ustawy o zmianie ustawy – Kodeks pracy oraz o uchyleniu ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele i święta oraz w niektóre inne dni (Druk 134). Przewiduje on zagwarantowanie osobom pracującym w niedziele co niemniej dwóch niedziel wolnych w miesiącu oraz uchylenie ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele i święta oraz w niektóre inne dni. Swoje negatywne stanowisko wobec projektu przedstawił m.in. Rząd, Państwowa Inspekcja Pracy i NSZZ Solidarność.
Zakaz handlu w pandemii
Ustawa z 2.3.2020r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 1842 ze zm. dalej: KoronawirusU) w art. 15i przewiduje wyłączenie określonych czynności spod zakazu handlu wynikającego z ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele i święta oraz w niektóre inne dni. W związku z wystąpieniem COVID-19 w okresie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii oraz w okresie 30 dni następujących po ich odwołaniu zakaz, o którym mowa w OgrHandNiŚU nie obowiązuje w niedziele w zakresie wykonywania czynności związanych z handlem, polegających na rozładowywaniu, przyjmowaniu i ekspozycji towarów pierwszej potrzeby oraz powierzania pracownikowi lub zatrudnionemu wykonywania takich czynności.
Wprowadzony w KoronawirusU wyjątek nie oznacza możliwości otwierania sklepów w niedziele. Ponadto zwolnienie z zakazu nie obowiązuje w niedziele, w które przypada święto.
Przedsiębiorca w pocovidowej mgle może uniknąć kar
Nadzwyczajna sytuacja
– Każdy, kto przez koronawirusa trafił lub trafi do szpitala i przez wiele dni, a nawet tygodni będzie przebywał w izolacji czy pod respiratorem, nie może być karany za nieterminowe wywiązanie się z różnych obowiązków. To sytuacja nadzwyczajna, potwierdzona dokumentacją medyczną, którą powinien uwzględnić każdy urzędnik czy sąd w Polsce – podkreśla Michał Roszkowski, radca prawny, doradca podatkowy, partner w Accreo.
Dotyczy to zwłaszcza podatników.
– Hospitalizację należy uznać za zdarzenie losowe, za które podatnik nie ponosi odpowiedzialności. Pandemia to stan, w którym mimo chęci nie da się uniknąć zarażenia i choroby. Takie zdarzenie jest bezwzględną podstawą przywrócenia podatnikowi terminu do wniesienia środka odwoławczego, np. zażalenia, skargi – tłumaczy Michał Wojtas, doradca podatkowy i wspólnik w kancelarii EOL.
Także przewinienia wynikające z powikłań po koronawirusie powinny być wystarczającym usprawiedliwieniem dla przywrócenia terminu czy odstąpienia od sankcji.
– Tak, mgła pocovidowa to coraz częstsze powikłanie po koronawirusie. I co do zasady może być argumentem za przywróceniem terminu czy odstąpieniem od wymierzenia sankcji. Nie wystarczy jednak zwykłe powołanie się na taki stan. Konieczny będzie jakiś dowód, np. zaświadczenie od lekarza specjalisty. Nie wszyscy zaś mogą chcieć takiego potwierdzenia, żeby nie przylgnęła do nich łatka niepoważnego czy niezdolnego do prowadzenia biznesu kontrahenta – zauważa Dariusz Malinowski, doradca podatkowy, partner w KPMG.
Zdaniem Michała Wojtasa część podatników, którzy doświadczyli tzw. mgły covidowej i skarżą się na ograniczenia w percepcji czy pamięci, będzie się powoływać na te okoliczności przez urzędnikami. Zwłaszcza że nie chodzi tylko o karne odsetki, ale też zagrożenie odpowiedzialnością karnoskarbową i szczególnie dotkliwe sankcje w VAT.
– Ten także niezależny od woli podatnika stan powinien być usprawiedliwieniem dla wszelkich ewentualnych naruszeń, np. braku płatności podatków, przekazania na czas dokumentów do księgowości, przez co powstaną błędy w rozliczeniu – uważa Michał Wojtas.
Urzędnicy nie mogą zasłaniać się tym, że pandemia trwa od ponad roku, a każdy przezorny przedsiębiorca powinien się zabezpieczyć na tę okoliczność.
– Oczywiście duże firmy powinny zadbać o odpowiednie procedury na okoliczność nadzwyczajnych wypadków, np. choroby. To, że w dużej korporacji jedyną osobą upoważnioną do wszystkiego nie może być tylko prezes czy księgowa, orzecznictwo potwierdzało na długo przed pandemią. Jednak od jednoosobowego przedsiębiorcy nie można wymagać zabezpieczenia od wszystkich sytuacji, w tym zachorowania na Covid-19. Takiej „przezorności” nie da się wpisać w należytą staranność. Równie dobrze można by wymagać, żeby przedsiębiorca zabezpieczył się od uderzenia meteoru – tłumaczy Michał Roszkowski.
Tajemnica firmy
Zdaniem Dariusza Malinowskiego za tym, że podatnika prowadzącego własną firmę nie można zmuszać do ustanowienia pełnomocnika „na wypadek koronawirusa”, przemawia jeszcze jedno.
– Pełnomocnik to dodatkowa osoba dopuszczona do tajemnic firmy, a nie każdy przedsiębiorca chce się nimi dzielić – podkreśla Malinowski.
W ocenie ekspertów w obliczu pandemii, która doświadcza całe społeczeństwo, rolą państwa jest pomaganie obywatelom.
– Urzędnicy, zwłaszcza fiskus, powinni się wykazać zrozumieniem skrajnych sytuacji zdrowotnych i wspomóc wszystkich, którzy poproszą o odroczenie płatności czy nawet o umorzenie odsetek od zaległości – apeluje Michał Wojtas.
Mariusz Korzeb doradca podatkowy, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich
Czarny łabędź, którym okazała się pandemia Covid-19, pokazał, że w biznesie nadmierny optymizm może być niebezpieczny. Co do zasady przedsiębiorstwa, które były odpowiednio zabezpieczone pod względem finansowym i organizacyjnym, stosunkowo dobrze radzą sobie z kryzysem. Dlatego tak ważne jest, aby rozpoczynając działalność, myśleć nie tylko o zyskach, ale i o potencjalnych stratach. Warto wprowadzić odpowiednią organizację przedsiębiorstwa na wypadek nagłych zdarzeń, np. poprzez ustanowienie pełnomocnika, który będzie upoważniony do podejmowania działań w mniej przewidywalnych sytuacjach. Zarówno w interesie przedsiębiorcy, jak i państwa jest, aby biznes mógł być prowadzony w sposób ciągły i miał szansę się rozwijać. Samo tylko ratowanie biznesu nie wystarczy, aby wyprowadzić Polskę z kryzysu i wrócić na ścieżkę szybkiego wzrostu gospodarczego.
Bezskuteczność umowy o kredyt walutowy – kredytobiorca i kredytodawca mają odrębne roszczenia o zwrot świadczeń
Co dalej z bezskuteczną umową?
Rzecznik Finansowy zwrócił się do Sądu Najwyższego o rozstrzygnięcie następującego zagadnienia prawnego:
Czy w przypadku stwierdzenia przez sąd nieważności umowy kredytu denominowanego lub indeksowanego w walucie obcej lub uznania za niedozwolone postanowień umownych przewidujących indeksację kredytu do waluty obcej, gdzie po usunięciu z niej postanowień niedozwolonych umowa kredytu nie może być dalej wykonywana, stronom umowy przysługują roszczenia, o których mowa w przepisie art. 410 § 2 KC w zw. z art. 405 KC? a w przypadku odpowiedzi pozytywnej na powyższe pytanie: czy świadczenia nienależne stron powstają w wyniku: odpadnięcia podstawy prawnej (condictio causa finita), czy też nieważności czynności prawnej zobowiązującej do świadczenia (condictio sine causa)?
Rzecznik Finansowy wskazał, że co do zasady, świadczenie spełnione na podstawie niedozwolonego postanowienia umowy kredytu powinno być kwalifikowane jako świadczenie nienależne w rozumieniu art. 410 § 2 KC (zob. wyrok SN z 11.12.2019 r., V CSK 382/18, Legalis; wyrok z 4.4.2019 r., III CSK 159/17, Legalis). W uzasadnieniu wniosku wskazano, że w orzecznictwie sądowym istnieje rozbieżność w wykładni prawa co do sposobu rozliczenia świadczeń stron w razie uznania bezskuteczności abuzywnych postanowień umowy kredytu. Wiąże się ona z rozstrzygnięciem zagadnienia, czy stwierdzona przez sąd nieważność umowy kredytu, z powodu oceny jej postanowień jako sprzecznych z dobrymi obyczajami lub znacząco naruszających interesy konsumenta, powoduje stosowanie – do wzajemnych rozliczeń stron na podstawie przepisów o bezpodstawnym wzbogaceniu – teorii dwóch niezależnych kondykcji, czy też teorii salda.
W myśl teorii salda, w razie upadku obustronnie wykonanej umowy wzajemnej należy uwzględniać saldo rozliczeń pomiędzy stronami i uwzględniać roszczenie tylko tej strony, która pozostaje wzbogacona, po uwzględnieniu wszystkich roszczeń stron. Założeniem teorii salda jest dokonywanie potrącenia wzajemnych roszczeń już w momencie orzekania przez sąd w przypadku uznania nieważności umowy lub jej upadku w wyniku uznania postanowień umownych za niedozwolone (zob. wyrok SO w Warszawie z 21.8.2020 r., XXV C 788/20, Legalis; oraz wyroku SO w Gorzowie Wielkopolskim z 27.1.2020 r., I C 416/16, Legalis). Natomiast teoria kondycji opiera się na przyjęciu, że każdej ze stron umowy kredytu przysługuje odrębne i niezależne roszczenie o zwrot spełnionych świadczeń. Roszczenia te są w pełni autonomiczne, zatem każda ze stron umowy ma własne roszczenie – kredytodawca o zwrot kwoty przekazanego kredytu, a kredytobiorca o zwrot świadczeń spełnionych na rzecz banku w wykonaniu umowy kredytowej (zob. wyrok SA w Katowicach z 14.8.2020 r., I ACa 865/18, Legalis; wyrok SA w Białymstoku z 20.2.2020 r., I ACa 635/19, Legalis; wyrok SA w Warszawie z 4.12.2019 r., I ACa 66/19, Legalis).
Roszczenia o zwrot świadczeń
Sąd Najwyższy opowiedział się za tzw. teorią dwóch kondykcji podkreślając, że zakres uchwały był determinowany wnioskiem Rzecznika Finansowego oraz wskazał, że chociaż uchwała dotyczy wykładni prawa krajowego, to została podjęta z uwzględnieniem wiążących wskazówek wynikających z dyrektywy Rady 93/13/EWG z 5.4.1993 r. w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich (Dz.Urz. L z 1993 r. Nr 95, s. 29 ze zm.) i orzecznictwa TSUE. Jak wyjaśniono, niedozwolone postanowienie umowne należy co do zasady uznać za nigdy nie istniejące, w związku z czym nie może ono wywoływać skutków wobec konsumenta, a zapłacone na jego podstawie kwoty są nienależne i podlegają restytucji. Jednakże konsument może sprzeciwić się wyłączeniu niedozwolonego postanowienia, udzielając na nie dobrowolnej i świadomej zgody. Działanie sankcji z mocy prawa sprawia, że sąd ma obowiązek uwzględnić ją z urzędu, a jej stwierdzenie ma charakter deklaratywny. Umowa, która nie może wiązać bez niedozwolonego postanowienia jest w całości bezskuteczna, a w konsekwencji tak konsument, jak i kredytodawca mogą żądać zwrotu świadczeń spełnionych na jej podstawie jako nienależnych.
Sąd Najwyższy podkreślił, że roszczenia stron mają charakter odrębny, zatem nie ulegają automatycznie wzajemnej kompensacji i konsument może żądać zwrotu w całości spłaconych rat kredytu niezależnie od tego, czy i w jakim zakresie jest dłużnikiem banku z tytułu zwrotu nienależnie otrzymanej kwoty kredytu (zob. uchwała SN z 16.2.2021 r., III CZP 11/20, Legalis). Natomiast kredytodawca może żądać zwrotu swego świadczenia dopiero od chwili, w której umowa kredytu stała się trwale bezskuteczna, do tego bowiem czasu jej skuteczność pozostaje w zawieszeniu na korzyść konsumenta, zaś w czasie tego zawieszenia przedawnienie roszczenia restytucyjnego kredytodawcy nie może rozpocząć biegu. Jak wyjaśniono, całkowita bezskuteczność umowy kredytu staje się definitywna dopiero w chwili, gdy należycie poinformowany o niedozwolonym charakterze postanowienia, bez którego umowa nie może wiązać, i jego konsekwencjach konsument nie wyraził świadomej i wolnej zgody na to postanowienie, a w sytuacji gdy utrzymanie umowy jest możliwe po jej uzupełnieniu, w momencie gdy kredytobiorca sprzeciwił się temu uzupełnieniu. W uzasadnieniu uchwały wyjaśniono, że należyte poinformowanie konsumenta ma miejsce wówczas, gdy udzielono mu w sposób obiektywny i wyczerpujący informacji o konsekwencjach prawnych, jakie może pociągnąć za sobą bezskuteczność niedozwolonego postanowienia, w tym o będącej jego następstwem bezskuteczności całej umowy i jej konsekwencjach. Podkreślając znaczenie wartości jaką jest pewność prawa, Sąd Najwyższy stwierdził, że brak zgody konsumenta to nie tylko sytuacja, w której wyraźnie zgody tej odmówił, ale również jeśli nie wyraził jej w rozsądnym czasie od udzielenia mu należytej informacji. W takim też tylko czasie może sprzeciwić się udzieleniu mu ochrony przed definitywną bezskutecznością umowy.