Wniosek o uzasadnienie czy apelacja?

Pytanie prawne – stan faktyczny

SN rozpoznał zagadnienie prawne przedstawione przez Sąd Okręgowy w sprawie z odwołania od decyzji ZUS o jednorazowe odszkodowanie z tytułu wypadku przy pracy: „Czy pismo procesowe strony, z którego treści wynika, że strona nie zgadza się z rozstrzygającym sprawę co do istoty orzeczeniem, winno zostać potraktowane jako mylnie oznaczone w rozumieniu art. 130 § 1 zd. 2 KPC i stanowiące w istocie wniosek o sporządzenie uzasadnienia orzeczenia na piśmie, na wzór zasady obowiązującej w tym zakresie w procedurze karnej, czy też winno ono bezwzględnie zostać uznane za apelację wniesioną bez uprzedniego zgłoszenia wniosku o sporządzenie uzasadnienia orzeczenia, a zatem niedopuszczalną w rozumieniu art. 373 § 1 KPC?”.

Postanowieniem z 9.12.2019 r. Sąd Okręgowy odrzucił apelację T.W. od wyroku Sądu Rejonowego z 7.11.2019 r.

Sąd Okręgowy podniósł, że zgodnie z art. 369 § 1 KPC apelację wnosi się do sądu, który wydał zaskarżony wyrok, w terminie dwutygodniowym od doręczenia stronie skarżącej wyroku z uzasadnieniem. Jak wynika z powyższego, warunkiem dopuszczalności apelacji jest uprzednie złożenie wniosku o uzasadnienie wyroku. Wówczas strona ma termin dwóch tygodni na wniesienie apelacji. Sąd Okręgowy zauważył, że ubezpieczona na rozprawie 7.11.2019 r. została pouczona o sposobie i terminie złożenia wniosku o uzasadnienie wyroku oraz terminie i sposobie wniesienia środków odwoławczych. Pomimo prawidłowego pouczenia skarżąca 14.11.2019 r. złożyła wyłącznie apelację i nie złożyła wniosku o uzasadnienie wyroku. Powyższe, zdaniem Sądu Okręgowego, nakazywało odrzucenie apelacji ubezpieczonej jako niedopuszczalnej na podstawie art. 373 § 1 KPC.

Ubezpieczona w zażaleniu na postanowienie Sądu Okręgowego wniosła o jego uchylenie i przekazanie sprawy sądowi pierwszej instancji. W uzasadnieniu zażalenia podniosła, że wyrok został ogłoszony w dniu wejścia w życie nowelizacji KPC całkowicie zmieniającej zasady wnoszenia środków odwoławczych, zaś pismo ubezpieczonej zatytułowane „odwołanie” zostało wniesione w terminie 7 dni od ogłoszenia wyroku, dlatego zasadne jest złagodzenie nadmiernego formalizmu i potraktowanie tego pisma jako wniosku o sporządzenie uzasadnienia wyroku.

Sąd Okręgowy uznał za konieczne przedstawienie SN do rozstrzygnięcia następującego zagadnienia prawnego budzące poważne wątpliwości.

Prawo i postępowanie cywilne – najczęściej wybierane moduły w Systemie Legalis Sprawdź

Stanowisko SN

Zagadnienie prawne przedstawione przez Sąd Okręgowy wiąże się ze zmianą przepisów KPC od 7.11.2019 r. (ustawą z 4.7.2019 r. o zmianie ustawy – Kodeksu postępowania cywilnego oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2019 r., poz. 1469 – dalej: ZmKPC19). Przed nowelizacją obowiązywał art. 369 § 2 KPC, który stanowił wyjątek od reguły wyrażonej w art. 369 § 1 KPC.

Według tego stanu prawnego strona miała prawo wnieść apelację w terminie dwutygodniowym od doręczenia wyroku z uzasadnieniem (§ 1), a jeśli nie zgłosiła wniosku o doręczenie wyroku z uzasadnieniem w terminie tygodniowym od dnia ogłoszenia sentencji, termin do wniesienia apelacji biegł od dnia, w którym upłynął termin do zgłoszenia takiego wniosku (§ 2). W obowiązującym do 6.11.2019 r. stanie prawnym pismo procesowe strony, z którego wynikało, że nie zgadza się ona z orzeczeniem sądu, mogło zostać potraktowane, w zależności od treści i okoliczności, jako apelacja albo wniosek o sporządzenie uzasadnienia wyroku. Wprowadzona od 7.11.2019 r. zmiana polega na tym, że wywiedzenie apelacji jest niedopuszczalne bez uprzedniego wystąpienia z wnioskiem o doręczenie wyroku z uzasadnieniem (art. 328 § 1 KPC). Zapatrywanie to znajduje potwierdzenie w skreśleniu przez ZmKPC19 zdania trzeciego art. 328 § 1 KPC, umożliwiającego złożenie apelacji bez uprzedniego uzyskania przez stronę odpisu wyroku z uzasadnieniem.

W regulację cywilnego prawa procesowego wpisany został „wątek formalistyczny”. Nie oznacza to jednak, że ma bezwzględny charakter. Przepisy KPC wyróżniają ogólną kategorię „pismo procesowe” (art. 125 § 1 KPC). Występują również pisma procesowe kwalifikowane, takiej jak pozew, apelacja, wniosek o doręczenie wyroku z uzasadnieniem, skarga kasacyjna, zażalenie. Rozróżnienie to ma charakter funkcjonalny. Chodzi o zakres warunków formalnych przypisanych do pism „ogólnych” i „kwalifikowanych”, a także o rodzaj konsekwencji procesowej ich niezachowania (zwrot pisma, jego odrzucenie). Strona składająca pismo procesowe decyduje o jego rodzaju. W rezultacie znaczenie mają co najmniej 2 czynniki – wola strony i jej sformatowanie w treści pisma procesowego.

W rozpoznawanej sprawie ubezpieczona złożyła pismo procesowe nazwane „odwołaniem”, „z którego treści wynika, że nie zgadza się z rozstrzygającym sprawę co do istoty orzeczeniem”. Pismo to, zważywszy na jego treść a także pozostałe okoliczności sprawy, może zostać stypizowane jako apelacja. Mając na uwadze, że ubezpieczona nie wniosła uprzednio o doręczenie wyroku z uzasadnieniem, równie prawdopodobne jest założenie, że pismo to stanowi wniosek z art. 328 § 1 KPC Wprawdzie nie przemawia za tym jego literalna treść i sposób zatytułowania, to jednak usprawiedliwia ten sposób rozumienia kontekst procesowy, który odwzorowanie znajduje w woli strony. Oczywiste jest bowiem, że celem działania strony niezadowolonej z orzeczenia nie jest wniesienie niedopuszczalnej apelacji podlegającej odrzuceniu (art. 369 § 1 KPC), ale spowodowanie rozpoznania środka odwoławczego przez sąd drugiej instancji. Projekcja ta skłania natomiast do postrzegania dokonanej przez nią czynności według wymaganego obecnie przez procedurę wzorca, czyli jako wniosku o doręczenie wyroku z uzasadnieniem (art. 328 § 1 KPC) – bo tylko w tym przypadku rzeczywisty zamiar strony może zostać zrealizowany. Możliwe jest też trzecie rozwiązanie.

Przepis art. 130 § 1 zd. 2 KPC stanowi, że mylne oznaczenie pisma procesowego lub inne oczywiste niedokładności nie stanowią przeszkody do nadania pismu biegu i rozpoznania go w trybie właściwym. Oceniając zakres desygnatów przywołanego zwrotu, można posłużyć się wypowiedzią SN zawartą w postanowieniu z 22.7.1999 r., I PZ 33/99, gdzie stwierdzono, że nadanie biegu i rozpoznanie we „właściwym” trybie polega na zignorowaniu błędnego oznaczenia (zatytułowania) pisma i innych oczywistych niedokładności i kierowaniu się przez sąd rzeczywistą intencją wnoszącego pismo i dającym się z niego odczytać sensem. Sens pisma i intencja autora nie zawsze są jasne do odczytania, zwłaszcza gdy pismo wnosi osoba niebędąca prawnikiem. Wątpliwości w zakresie intencji wnoszącego powinny być usunięte przez zażądanie wyjaśnień lub uzupełnień. Z przepisu art. 130 § 1 KPC nie wynika jednakże możliwość nadawania biegu pismu procesowemu według uznania sądu niezależnie od treści pisma i bez podjęcia próby jej wyjaśnienia. Argumentacja przedstawiona przez Sąd Najwyższy w omawianym judykacie ma w rozpoznawanej sprawie doniosłe znaczenie. Okazuje się bowiem, że „mylne oznaczenie pisma procesowego lub inne oczywiste niedokładności” niekoniecznie w rozpoznawanej sprawie wystąpiło. Ubezpieczona – składając rzeczone pismo procesowe – stara się zwalczyć niekorzystny dla niej wyrok, nie postrzegała go jednak jako wniosku o doręczenie wyroku z uzasadnieniem, pozostając w błędnym przekonaniu, że zaskarżenie orzeczenia nie jest uzależnione od uprzedniego wystąpienia z wnioskiem z art. 328 § 1 KPC. Przy takich założeniach nie zachodzi nieścisłość między wolą strony a jej wyrażeniem, co jest fundamentem na którym zbudowano art. 130 § 1 zd. 2 KPC W rozpoznawanym przypadku nie jest zresztą wykluczone, że zamiarem strony wnoszącej pismo procesowe było złożenie wniosku z art. 328 § 1 KPC, a tylko nieumiejętne jego sformułowanie sugeruje wystąpienie znamion apelacji. Nakreślone możliwości interpretacyjne wykluczają się wzajemnie. Niepewności w tym zakresie tylko w drugim przypadku da się zniwelować konstrukcją „mylnego” oznaczenia pisma z art. 130 § 1 zdanie drugie KPC. Rozróżnienie zależy jednak od przeżyć psychicznych strony, których z reguły sąd nie zna.

Sąd odwoławczy każdorazowo, kierując się treścią pisma procesowego i wolą strony, zobowiązany jest przyporządkować je – jako apelację, wniosek o doręczenie wyroku z uzasadnieniem albo jako pismo, które nie da się na podstawie dostępnych danych jednoznacznie zaszeregować do wymienionych kategorii. Ostatnia z wymienionych sytuacji zmusza do rozważenia działań, które powinien podjąć sąd.

Prawo do zaskarżenia orzeczenia wydanego w pierwszej instancji stanowi środek ochrony wolności i praw. Uprawnienie to nie może być zatem iluzoryczne lub nadmiernie ograniczane. SN wskazał, że nie można nadmiernie formalizować procedury cywilnej.

Jednocześnie SN wskazał, że ma świadomość, że przedstawiony sposób postępowania może być kontestowany. Prawdą jest, że przepisy prawa procesowego są mniej podatne na wykładnię funkcjonalną. Nie znaczy to bynajmniej, że zaproponowane rozwiązanie nie da się obronić w świetle uznanych reguł interpretacyjnych.

W obszernym uzasadnieniu komentowanego orzeczenia SN wskazał na kilka możliwości interpretacji sytuacji prawnej, o której mowa w orzeczeniu. Przy wykładni przepisów KPC SN miał na względzie konieczność przede wszystkim zapewnienie prawa do sądu, które nie może być obwarowane zbyt dużymi rygorami formalnymi.

SN wskazał także, że za dyskusyjną można uznać relację zachodząca między rezygnacją z możliwości wniesienia tak zwanej „apelacji wprost” a zasadami wyrażonymi w Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Jednakże rolą SN nie jest ocenianie, czy wprowadzone ZmKPC19 rozwiązanie kłóci się z postanowieniami Konstytucji. Nie znaczy to jednak, że aspekt ten nie powinien być brany pod uwagę przy interpretacji przepisów prawa (wyrok SN z 29.10.2019 r., III UK 347/18).

Wątpliwości sądów co do charakteru prawnego pisma wnoszonego do Sądu powinny być wyjaśniane na korzyść strony.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Przetestuj. Sprawdź

Tarcza antykryzysowa 6.0 a podatek od nieruchomości i opłaty lokalne

Chodzi o tzw. tarczę antykryzysową w wersji 6.0. Dotyczy ona między innymi samorządów terytorialnych i nieruchomości. Na skutek wprowadzonych przepisów gminy w 2021 r. nadal będą mogły stosować ulgi podatkowe.

Kodeks pracy. Komentarz + Aneks do specustawy Regulacje Covid-19 w prawie pracy – bieżąca aktualizacja w Systemie Legalis Sprawdź

Według art. 15p ust. 1 ww. ustawy rada gminy może wprowadzić, w drodze uchwały, za część roku 2020 oraz za wybrane miesiące pierwszego półrocza 2021 r., zwolnienia z podatku od nieruchomości: gruntów, budynków i budowli związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej, wskazanym grupom przedsiębiorców, których płynność finansowa uległa pogorszeniu w związku z ponoszeniem negatywnych konsekwencji ekonomicznych z powodu COVID-19. W ust. 2 jest mowa o tym, że w uchwale tej rada gminy może wprowadzić również zwolnienia od podatku od nieruchomości gruntów, budynków i budowli zajętych na prowadzenie działalności przez:

  1. organizacje pozarządowe oraz
  2. podmioty działające dla pożytku publicznego – których płynność finansowa uległa pogorszeniu w związku z ponoszeniem negatywnych konsekwencji ekonomicznych z powodu COVID-19.

Kolejny przepis (art. 15q ust. 1) dotyczy możliwości przedłużenia terminów płatności rat podatku od nieruchomości. Mówi on, że rada gminy może przedłużyć, w drodze uchwały, wskazanym grupom przedsiębiorców, których płynność finansowa uległa pogorszeniu w związku z ponoszeniem negatywnych konsekwencji ekonomicznych z powodu COVID-19, terminy płatności rat podatku od nieruchomości, płatnych w kwietniu, maju i czerwcu 2020 r., nie dłużej niż do dnia 30.9.2020 r. oraz płatnych w wybranych miesiącach pierwszego półrocza 2021 r., nie dłużej niż do dnia 31.12.2021 r. Te same zasady będą dotyczyły organizacjom pozarządowym i tym prowadzącym działalność pożytku publicznego, które z powodu pandemii znalazły się w złej kondycji finansowej (art. 15q ust. 2).

Jak poinformowało Ministerstwo Finansów, dalej będzie także obowiązywało zwolnienie z opłaty targowej. Minister Finansów zapewnia, że gminy dostaną rekompensatę z tego tytułu.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Przetestuj. Sprawdź

Doprecyzowano obowiązki zamawiającego i wykonawcy

Wątpliwości dotyczyły m.in. przedłużenia terminu związania ofertą (w jakiej formie i terminie ma to nastąpić), na ile ściśle jest powiązany z okresem ważności wadium, dopuszczalności przerwy i konsekwencji upływu terminu związania ofertą na możliwość wybrania oferty jako najkorzystniejszej oraz zawarcia umowy, czy też maksymalnego okresu związania ofertą i ważności wadium. Wydaje się, że ustawa z 11 września 2019 roku – Prawo zamówień publicznych (dalej: NPZP) przynosi rozwiązanie większości tych problemów.

Pierwszą z nowości jest obowiązek określenia przez zamawiającego w dokumentach zamówienia terminu związania ofertą przez wskazanie daty sztywnej. Dotychczas zamawiający wskazywali w treści SIWZ liczbę dni, a teraz zamawiający wskazywał będzie konkretną datę, np. 9 kwietnia 2021 roku, jako upływ terminu związania ofertą. Data ta będzie także dniem, do którego ma być ważne wniesione wadium.

PZP 2021. Szkolenia z zakresu nowej ustawy - aktualna lista webinariów Sprawdź

Powyżej progów

Przepis art. 220 NPZP w postępowaniach powyżej progów unijnych wydłuża podstawowy okres związania ofertą w stosunku do art. 85 Prawa zamówień publicznych (dalej: SPZP) i przewiduje, iż wykonawca jest związany ofertą nie dłużej niż 90 dni, a w przypadku, gdy wartość zamówienia dla robót budowlanych przekracza kwotę 20 mln euro, a dla dostaw lub usług 10 mln euro – nawet do 120 dni (w przypadku zamówień poniżej progów unijnych jest to nadal 30 dni). Jednocześnie pozostawiono możliwość jednokrotnego zwrócenia się przez zamawiającego o przedłużenie terminu związania ofertą o okres nie dłuższy niż 60 dni (lub 30 dni dla postępowań o wartości poniżej progów unijnych). Zrezygnowano natomiast w NPZP z możliwości przedłużania z własnej inicjatywy terminu związania ofertą oraz instytucji zawieszenia biegu terminu związania ofertą w sytuacji wniesienia odwołania po wyborze najkorzystniejszej oferty. W SPZP zawieszenie biegu terminu związania ofertą przy jednoczesnym braku podobnej regulacji dotyczącej ważności wadium powodowało liczne problemy interpretacyjne w orzecznictwie, ale także konieczność ponoszenia często znaczących kosztów związanych z utrzymywaniem wadium. Próbowano tę kwestię uregulować poprzez nowelizację SPZP i wprowadzenie obowiązku zwrotu wadium po wyborze najkorzystniejszej oferty pozostałym wykonawcom – jednakże nie rozwiązało to problemów przedłużających się postępowań odwoławczych, które toczyły się, co prawda, po terminie składania ofert, ale jeszcze przed wyborem najkorzystniejszej oferty. Uregulowanie tej kwestii w NPZP oceniam bardzo pozytywnie, gdyż w sposób istotny uprości sytuację wykonawców. Określono bowiem także, iż maksymalny okres związania ofertą nie może przekroczyć 150 dni, a w największych zamówieniach – 180 dni. Jeśli dodamy do tego wymóg, że wadium musi być ważne przez cały okres związania ofertą, to otrzymamy maksymalny okres utrzymywania ważności wadium, a tym samym ponoszenia realnych kosztów z tym związanych. NPZP nie zawiera już zatem bezprzedmiotowej w świetle powyższej regulacji zasady automatycznego zwrotu wadium wykonawcom, których oferta nie została wybrana jako najkorzystniejsza.

Na piśmie

W przeciwieństwie do SPZP przepis art. 220 ust. 4 NPZP nie pozostawia zbyt dużego pola do interpretacji co do dopuszczalnej formy przedłużenia terminu związania ofertą, przewiduje bowiem obowiązek złożenia przez wykonawcę pisemnego oświadczenia o wyrażeniu zgody na przedłużenie terminu związania ofertą. Innymi słowy, bez takiego oświadczenia przedłużenie terminu związania ofertą będzie uważane za bezskuteczne i zgodnie z art. 226 ust. 1 pkt 12 NPZP oferta zostanie odrzucona. Przedłużenie terminu związania ofertą w postępowaniu, w którym zamawiający wymagał wniesienia wadium (w NPZP zniesiono obligatoryjność wadium), musi być połączone z przedłużeniem okresu ważności wadium albo, jeżeli nie jest to możliwe, z wniesieniem nowego wadium na przedłużony okres związania ofertą. Przepis art. 226 ust. 1 pkt 14 NPZP także w tym zakresie doprecyzował sankcję za zaniechanie spełnienia powyższego obowiązku i przewiduje w takiej sytuacji odrzucenie oferty.

Upływ terminu

Jaki zatem skutek NPZP przewiduje w związku z upływem maksymalnego terminu związania ofertą? Zasadą jest, iż zamawiający wybiera ofertę najkorzystniejszą w terminie związania ofertą, jednakże w sytuacji, w której zamawiający nie zdąży dokonać tej czynności w tym czasie, zamawiający wzywa wykonawcę, którego oferta otrzymała najwyższą ocenę, do wyrażenia w wyznaczonym przez zamawiającego terminie pisemnej zgody na wybór jego oferty. Mamy zatem do czynienia z nowym pojęciem – obok „terminu związania ofertą” pojawia się „zgoda na wybór oferty”. Zgoda wykonawcy nie jest ani obligatoryjna, ani połączona z obowiązkiem wniesienia nowego wadium, jest wyłącznie uprawnieniem wykonawcy. Oczywiście w sytuacji, w której wykonawca nie wyrazi takiej zgody, jego oferta (stosownie do art. 226 ust. 1 pkt 13 NPZP) zostanie odrzucona, a zamawiający zwróci się do kolejnego wykonawcy, którego oferta została najwyżej oceniona, chyba że zachodzą przesłanki do unieważnienia postępowania. Innymi słowy, upływ maksymalnego okresu związania ofertą powoduje negatywne konsekwencje wyłącznie dla zamawiającego, bowiem to on traci zabezpieczenie złożonych ofert, a wykonawcy wciąż utrzymują prawo do bycia wybranym w postępowaniu.

Zmiany dotyczące kwestii terminu związania ofertą ocenić należy pozytywnie – doprecyzowują bowiem obowiązki zamawiającego i wykonawcy, a także sankcje za ich niewypełnienie. Wprowadzenie maksymalnego okresu ważności wadium również ocenić należy „na plus”, gdyż pozwala to wykonawcom oszacować maksymalne koszty, jakie będą zmuszeni w związku z tym ponieść.

Autor jest radcą prawnym, partnerem w KDKH.PL.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Przetestuj. Sprawdź

Pokrywanie kosztów dojazdu do pracy jako przychód pracownika

Stan faktyczny

Spółka jest producentem i sprzedawcą zlewozmywaków granitowych i akcesoriów kuchennych. Działalność prowadzi w małej wsi, której liczba mieszkańców nie przekracza 700 osób, na terenie bardzo rzadko zaludnionego terenu. Zatrudnia pracowników z innych miejscowości położonych od kilkunastu do kilkudziesięciu kilometrów od siedziby firmy. Wobec takich okoliczności spółka zamierza podpisać z pracownikami dwie umowy:

A. o używanie osobowego samochodu do celów służbowych – dojazd do i z pracy; w celu zapewnienia regularnych godzin pracy pracowników ze względu na bardzo utrudniony dojazd do miejscowości środkami komunikacji miejskiej, który praktycznie wyklucza inny dojazd do firmy, jak tylko własnym samochodem;

B. o używanie osobowego samochodu do celów służbowych – przejazdy lokalne; w celu korzystania z mobilnych pracowników, co jest istotne w celu realizacji przez nich zadań spółki, takich jak np. spotkania z kontrahentami, serwis urządzeń, wyjazdy po drobne zakupy techniczne, załatwianie spraw urzędowych, codzienne sprawy niezbędne do prawidłowego funkcjonowania spółki; umowa ta zawierana byłaby z niektórymi pracownikami.

Spółka złożyła wniosek o wydanie interpretacji podatkowej, pytając, czy pokrywanie kosztów dojazdu do pracy (A) oraz wypłaty z tytułu używania samochodów do celów służbowych (B) stanowią przychód po stronie pracowników. Zdaniem spółki, w obu przypadkach odpowiedź jest przecząca, a więc na spółce nie ciążą w tym zakresie obowiązki płatnika.

Organ interpretujący uznał, że stanowisko spółki jest prawidłowe w odniesieniu do B, ale nieprawidłowe w odniesieniu do A. Uznał więc, że pracownicy otrzymują opodatkowane przysporzenie majątkowe w postaci zwrotu kosztów dojazdu do pracy. Spółka zaskarżyła interpretację w tej części do sądu.

Podatkowe i bilansowe zamknięcie roku 2020 + wzory dokumentów – już w Systemie Legalis Sprawdź

Stan prawny

Za przychody ze stosunku pracy uważa się „wszelkiego rodzaju wypłaty pieniężne oraz wartość pieniężną świadczeń w naturze bądź ich ekwiwalenty, bez względu na źródło finansowania tych wypłat i świadczeń, a w szczególności: wynagrodzenia zasadnicze, wynagrodzenia za godziny nadliczbowe, różnego rodzaju dodatki, nagrody, ekwiwalenty za niewykorzystany urlop i wszelkie inne kwoty niezależnie od tego, czy ich wysokość została z góry ustalona, a ponadto świadczenia pieniężne ponoszone za pracownika, jak również wartość innych nieodpłatnych świadczeń lub świadczeń częściowo odpłatnych” (art. 12 ust. 1 PDOFizU).

Stanowisko WSA w Gdańsku

Sąd uznał skargę za uzasadnioną, wobec czego uchylił interpretację w zaskarżonej części. W punkcie wyjścia sąd przyznał, że co do zasady pracownik musi dojechać na własny koszt do miejsca wykonywania pracy (i wrócić potem do miejsca zamieszkania). Jeśli więc firma pokrywa mu ten koszt, organy skarbowe mogą uznać, że pracownik ma z tego korzyść majątkową, a więc osiąga podlegający opodatkowaniu przychód. Tym niemniej odstępstwa od obowiązku samodzielnego finansowania przez pracowników kosztów dojazdu do i z pracy są możliwe, więc istnieje możliwość uwzględnienia wielu sytuacji, gdzie finansowanie kosztów dojazdu pracownikom jest uzasadnione interesem pracodawcy, co powoduje, że nie powstaje przychód po stronie pracowników.

Podany przez spółkę stan faktyczny nie jest stanem standardowym. Należy więc w nim uznać, że finansowanie pracownikom kosztów dojazdu do i z pracy leży w interesie pracodawcy, a zatem kwoty, które z tego powodu otrzymują pracownicy, nie powinny stanowić ich przychodu podlegającego opodatkowaniu podatkiem PIT.

Co prawda omawiany wyrok jest jeszcze nieprawomocny, ale jest on zgodny z poglądem wyrażonym przez NSA, który uchylił poprzedni wyrok WSA w tej sprawie. Można więc spodziewać się, że obecne rozstrzygnięcie zostanie (w przypadku skargi kasacyjnej) zaakceptowane.

Jaka nauka płynie z powyższego kazusu? Okazuje się, że wyjątkowo pracodawca może pokrywać koszty dojazdu do pracy i nie rozpoznawać z tego tytułu przychodu po stronie pracowników. Należy być jednak nader ostrożnym w stosowaniu tego wyjątku. Zwróćmy uwagę na wielce szczególne warunki, w jakich działa spółka – bohaterka kazusu. Tak czy inaczej przed zastosowaniem takiego wyjątku na pewno warto złożyć wniosek o interpretację podatkową takiego zamierzenia (stanu przyszłego).

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Przetestuj. Sprawdź

Odwołania mogą zasypać sąd zamówień publicznych

Z wydziału

– Od 1 stycznia XXIII wydział gospodarczo-odwoławczy stał się jednocześnie sądem zamówień publicznych – informuje „Rzeczpospolitą” Piotr Schab, prezes Sądu Okręgowego w Warszawie.

A to oznacza, że obok dotychczas wpływających spraw sędziowie zajmą się odwołaniami od przetargów. W grę wchodzą setki miliardów złotych, więc sprawy powinny toczyć się szybko.

– Liczymy, że do nowego sądu sprawy będą wpływać stopniowo – mówi prezes Piotr Schab. Większy wpływ, jego zdaniem, będzie dopiero w drugim kwartale 2021 r. – Robimy wszystko co możliwe, by sprostać temu ogromnemu wyzwaniu – przekonuje.

A wyzwanie jest naprawdę duże. Szacunki mówią o tysiącu odwołań, które mają trafić do nowego sądu. Prawnicy są mniej optymistyczni. Twierdzą, że – na skutek zmniejszenia opłaty od odwołania – spraw może być dużo więcej.

Niedawno Ministerstwo Sprawiedliwości zapewniało „Rzeczpospolitą”, że do nowo powstałego sądu przydzieli dodatkowo: sześć etatów sędziowskich, trzy etaty asystenckie oraz sześć etatów urzędniczych, które zostaną przeniesione z mniej obciążonych jednostek. Z czasem może ich być więcej. Na nowe lokum nie ma jednak szans.

Sąd Okręgowy w Warszawie ma odpowiednie warunki na potrzeby tworzonego wydziału – twierdzi Ministerstwo Sprawiedliwości.

Zmiany w nowej ustawie PZP - pierwszy na rynku komentarz już w Systemie Legalis! Sprawdź

Trudna decyzja

Jak powołanie nowego sądu do spraw odwołań oceniają prawnicy, specjaliści w takich sprawach?

Tomasz Srokosz, adwokat, partner w Andersen Tax & Legal Srokosz i Wspólnicy, mówi „Rzeczpospolitej”, że w tej sprawie są za i przeciw.

– Za przemawia specjalizacja sędziów i jednolitość orzecznictwa w sprawach odwołań w całym kraju. Przeciw – możliwość zatkania się sądu – mówi mec. Tomasz Srokosz.

Jego zdaniem, jeśli sąd ruszy sprawnie, to nie powinno być źle.

– Z tego, co wiem, dziś jest jednak w powijakach. A to oznacza zaległości już od początku. Jeśli terminy spraw będą wyznaczane na drugą połowę roku, jak to jest w sprawach cywilnych, to efekt bieżącej kontroli nie zostanie osiągnięty. To ostatni dzwonek, by zaczął działać – uważa.

– Wszystkie przetargi rozstrzygane teraz będą się kończyć odwołaniami już przed nowym sądem. A spraw mogą być tysiące. Wstępnie mówiono o 800 do 1000. Proszę jednak pamiętać, że do tej pory złożenie odwołania wiązało się z wpłaceniem co do zasady 75 tys. zł. Teraz opłata została obniżona, więc bariera finansowa dla wielu niezadowolonych z wyniku przetargu może zniknąć i spraw może być dużo więcej, niż się spodziewamy – twierdzi adwokat.

W podobnym tonie wypowiada się radca prawny Andrzej Kulisz z Kancelarii Radców Prawnych M. Woziński, A. Kulisz.

– Kierunek jest na pewno słuszny – ocenia. I wyjaśnia, że prawo zamówień publicznych jest bardzo wąską dziedziną i rozproszony model załatwiania takich spraw przez wiele sądów w kraju nie służył jednolitości orzecznictwa. A ta jest z pewnością potrzebna – mówi mecenas.

Czas pokaże

Dostrzega jednak pewien problem w przygotowaniu organizacyjnym.

– Jeśli mamy opóźnienia już na etapie powołania organizacyjnego takiego sądu, to niezbyt dobrze to wróży sprawności postępowania przed nim – uważa. I dodaje, że było półtora roku roku na przygotowanie z prawdziwego zdarzenia wyspecjalizowanego sądu w sprawach zamówień.

– To niemało – ocenia.

Więcej optymizmu w ocenie sądu prezentuje adwokat Grzegorz Mazurek. Jego zdaniem liczba skarg, które podlegają osądzeniu, w praktyce nie jest zbyt duża.

– Mogę to powiedzieć na przykładzie swojej praktyki. Odwołań od decyzji Krajowej Izby Gospodarczej mam rocznie ok. 150, z czego skarg do sądu zaledwie kilka – mówi. Nie dostrzega więc zagrożeń dla sprawności postępowań przed sądem zamówień publicznych.

Do tej pory Krajowa Izba Odwoławcza rozpoznawała odwołania w dwa tygodnie. W sądzie z kolei takie sprawy kończyły się w ciągu miesiąca, było ich w całej Polsce ok. 150 rocznie.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Przetestuj. Sprawdź

SN uchyla wyrok z 2003 r. z uwagi na dobro rodziny

Wyrokiem z 29.9.2020 r., I NSNc 42/20 Sąd Najwyższy w sprawie z powództwa G.D. (żona K.D.) przeciwko pozwanym K.D. i I.D. (bracia) o unieważnienie aktu notarialnego po rozpoznaniu skargi nadzwyczajnej Prokuratora Generalnego od wyroku Sądu Rejonowego z 30.12.2003 r. uchylił zaskarżony wyrok i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania Sądowi Okręgowemu.

Skarga nadzwyczajna

Prokurator Generalny wniósł skargę nadzwyczajną od wyroku Sądu Rejonowego z 30.12.2003 r. oddalającego powództwo G.D. w sprawie przeciwko K.D. i I.D. o ustalenie nieważności umów darowizny sporządzonych w formie aktów notarialnych z 1984 r. i z 2003 r., ewentualnie o uznanie wymienionych umów w stosunku do powódki za bezskuteczne.

Umowa darowizny zawarta w formie aktu notarialnego z 1984 r. doprowadziła do przeniesienia własności nieruchomości przez J.G. na jego wnuka K.D.. Na mocy zaś kolejnej umowy darowizny z 2003 r. K.D. przeniósł własność tej nieruchomości, w której wtedy mieszkał z żoną G.D., i trójką dzieci: A.D., J.D. i K.D., na swego brata I.D.. Sąd Rejonowy stwierdził brak jakichkolwiek podstaw do ustalenia nieważności obu aktów notarialnych. Sąd ten przyjął, że w żadnym z aktów notarialnych nie zaistniały wady oświadczenia woli.

Sąd Rejonowy wskazał m.in., że okoliczność, iż G.D. poniosła nakłady na nieruchomość jest bez znaczenia, bowiem G.D. wiedziała (lub powinna wiedzieć), że ta nieruchomość nie jest jej współwłasnością. Właściciel może rozporządzać swoją własnością w granicach określonych przez zasady współżycia społecznego (art. 140 KC), a cel czynności nie musi być szlachetny i zasługujący na uznanie. Sąd podniósł również, że nie dostrzegł by nastąpiło rażące naruszenie dobrych obyczajów oraz, że przeniesienie własności nieruchomości nie powoduje utraty przez G.D. i jej dzieci: A.D., J.D. i K.D. uprawnienia do zamieszkiwania w nieruchomości.

G.D. złożyła apelację od ww. wyroku, ale ta została odrzucona

Prokurator wskazał także, że wyrokiem z 2008 r. Sąd Rejonowy w sprawie z powództwa dzieci G.D., tj.: A.D., J.D. i K.D. przeciwko I.D. uznał w uwzględnieniu skargi pauliańskiej umowę darowizny z 2003 r. za bezskuteczną w stosunku do współuczestników procesowych.

Poza ww. postępowaniami toczyły się także inne spory sądowe dotyczące praw do nieruchomości i zobowiązań rodzinnych.

W skardze nadzwyczajnej Prokurator Generalny zaskarżonemu wyrokowi zarzucił naruszenie zasad, wolności i praw człowieka oraz obywatela, określonych w Konstytucji RP takich jak: zasada demokratycznego państwa prawnego (art. 2), zasada legalizmu (art. 7), zasada ochrony rodziny (art. 18, art. 47 i art. 71) oraz zasada ochrony praw dziecka (art. 72) poprzez naruszenie w sposób rażący przepisów prawa materialnego, tj. art. 58 § 2 KC oraz art. 140 KC w zw. z art. 23 i art. 27 oraz art. 87, art. 95 § 1§ 3 oraz art. 133 § 1 KRO, poprzez ich błędną wykładnię i w konsekwencji niezastosowanie, polegające na przyjęciu, że umowa darowizny zawarta w 2003 r. w formie aktu notarialnego pomiędzy K.D. a I.D., na mocy której własność nieruchomości została przeniesiona na I.D., była zgodna z zasadami współżycia społecznego, a tym samym ważna, i nie zachodziły żadne okoliczności uzasadniające ograniczenie do rozporządzania rzeczą przez ich właściciela, podczas gdy umowa ta, jako godząca w dobro rodziny i dobro małoletnich dzieci, naruszająca obowiązek współdziałania małżonków dla dobra rodziny oraz godząca w obowiązek zaspokajania potrzeb rodziny, mającą na celu pozbawienie przez K.D. swojej żony G.D. i swoich dzieci: A.D., J.D. i K.D. miejsca zamieszkania, a tym samym materialnej podstawy funkcjonowania rodziny, jak również uniemożliwienie zaspokajania roszczeń alimentacyjnych dzieci, oraz jako stanowiąca element psychicznego znęcania się K.D. nad żoną i dziećmi – narusza zasady współżycia społecznego w sposób oczywisty.

Prawo i postępowanie cywilne – najczęściej wybierane moduły w Systemie Legalis Sprawdź

Stanowisko SN

Sąd Najwyższy uznał, że skarga nadzwyczajna zasługiwała na uwzględnienie.

Nie ulega wątpliwości, że w 2003 r. na mocy umowy darowizny K.D. przeniósł własność nieruchomości, w której wtedy mieszkał z żoną G.D., i trójką ich dzieci: A.D., J.D. i K.D., na swego brata I.D.. Umowa została zawarta w czasie trwania związku małżeńskiego K.D. i G.D., dotyczyła jednak nieruchomości wchodzącej w skład majątku odrębnego darczyńcy i jej sporządzenie nie wymagało zgody żony darczyńcy, pomimo, że ona i członkowie jej rodziny czynili na tę nieruchomość nakłady. K.D. nabył prawo własności wskazanej nieruchomości uprzednio od swojego wstępnego w drodze umowy darowizny do majątku odrębnego.

Ocena, czy dana czynność prawna lub zachowanie określonej osoby naruszają zasady współżycia społecznego, wymaga przytoczenia oraz rozważenia wszystkich okoliczności każdego indywidualnie rozpatrywanego przypadku (wyrok SN z 28.1.2016 r., I CSK 16/15). Istotą i funkcją wszelkich klauzul generalnych w prawie cywilnym jest możliwość uwzględnienia różnego rodzaju okoliczności faktycznych, które nie mogą być oceniane raz na zawsze i w sposób jednakowy, w oderwaniu od konkretnego stanu faktycznego (por. postanowienie SN z 29.3.1979 r., III CRN 59/79).

SN zauważył, że skutki umowy darowizny z 2003 r. dotyczyły całej rodziny darczyńcy i spowodowały naruszenie jej dobra. Na gruncie niniejszej sprawy pozostaje do rozważenia zgodność umowy darowizny z zasadami współżycia społecznego, traktowana jako kryterium jej ważności.

W ocenie SN uprawnienia właściciela nieruchomości wskazane w art. 140 KC w świetle naruszenia art. 58 § 2 KC nie podlegają ochronie prawnej.

Taką okolicznością będzie naruszenie dobra rodziny i dobra dziecka jako wartości szczególnie chronionych przez ustawodawcę (art. 18, art. 47, art. 71, art. 72 Konstytucji RP), bowiem okoliczności towarzyszące zawarciu czynności prawnej, które podlegają wartościowaniu w kontekście dyrektyw ochronnych w stosunku do rodziny i dziecka, mogą wpływać na ocenę, czy cel lub treść tej czynności jest sprzeczna z zasadami współżycia społecznego.

Wobec powyższego wskazanie na dobro dziecka i dobro rodziny stanowi wystarczającą podstawę do oceny, czy cel lub treść czynności prawnej jest sprzeczna z zasadami współżycia społecznego (M. Gutowski, Nieważność czynności prawnej, Warszawa 2012, s. 327).

Klauzula generalna dobra rodziny i dobra dziecka należy do zasad współżycia społecznego, których naruszenie przez czynność prawną może doprowadzić do jej bezwzględnej nieważności (art. 58 § 2 KC).

Według art. 140 KC. zasady współżycia społecznego stanowią wewnętrzny wyznacznik dla treści prawa własności, wyznaczają jego granice (por. T. Dybowski, Ochrona własności w polskim prawie cywilnym. Rei vindicatio – actio negatoria, Warszawa 1969, s. 71-72). Wobec tego, że rozporządzanie rzeczą polegające na zawarciu umowy darowizny należy do treści prawa własności, wskazane ograniczenie dotyczy również tej czynności prawnej. Co za tym idzie umowa darowizny prowadząca do naruszenia dobra rodziny i dobra dziecka może zostać uznana za bezwzględnie nieważną (art. 58 § 2 KC).

Obdarowany I.D. miał świadomość skutków zawarcia umowy darowizny. Jak szeroko opisał to SN, celem działań rodziców powinno być dobro rodziny i dobro dziecka. Sprzeniewierzenie się temu nakazowi stanowi podstawę do obarczenia czynności prawnej sankcją nieważności.

Dokonanie przez K.D. darowizny w trakcie trwającego postępowania o zasądzenie alimentów na rzecz jego dzieci, jak również w trakcie trwającego przeciwko niemu postępowania karnego o przestępstwo znęcania się nad rodziną, wskazuje jednoznacznie na sprzeczność czynności prawnej z zasadami współżycia społecznego ze względu na świadomość darczyńcy co do tego, że umowa ta skutkować będzie pokrzywdzeniem żony i dzieci. Wyzbycie się nieruchomości jako jedynego składnika majątkowego w celu uniknięcia egzekucji alimentów i pozbawienia żony oraz dzieci mieszkania, stoi w rażącej sprzeczności z przyjętymi w społeczeństwie zasadami postępowania.

Inne istotne dla sprawy ustalenia faktyczne

K.D. nie pracował przez co nie płacił alimentów, dopuszczając się zaniedbań wobec rodziny. Ponadto nadużywał alkoholu i stosował wobec rodziny przemoc psychiczną i fizyczną, co potwierdzają wyroki skazujące. Nadto K.D. został pozbawiony władzy rodzicielskiej nad małoletnim na podstawie art. 109 KRO (zagrożone dobro dziecka).

Nieważność umowy a skarga pauliańska

SN wskazał, że wcześniejsze uwzględnienie przez Sąd Rejonowy skargi pauliańskiej spowodowało uznanie umowy darowizny z 2003 r. za bezskuteczną jedynie w stosunku do dzieci powódki. Natomiast następcze uwzględnienie powództwa opartego na treści art. 58 § 2 KC prowadzi do stwierdzenia, że zaskarżona czynność jest nieważna erga omnes, co oznacza jej bezskuteczność w stosunku do wszystkich. Ponadto z powodu, że wyrok uwzględniający powództwo dzieci powódki w kwestii uznania względem nich bezskuteczności zawartej umowy darowizny nie odnosi się do powódki oraz wobec tego, że w skardze nadzwyczajnej nie podniesiono zarzutu bezskuteczności umowy względem niej, nie ma przeszkód, aby stwierdzić nieważność tej czynności prawnej z uwagi na naruszenie art. 58 § 2 KC.

Komentowane orzeczenie to przykład kolejnego uwzględnienia skargi nadzwyczajnej w sprawie dotyczącej wyroku sprzed kilku lat. Tym razem SN zajął się umowami darowizny, których ostatecznym skutkiem było przeniesienie własności nieruchomości przez „głowę rodziny” na rzecz swojego brata, co skutkowało utratą tytułu prawnego do nieruchomości przez członka tej rodziny. Z okoliczności sprawy wynika, że darczyńca działał tutaj z intencją pokrzywdzenia członków swojej rodziny, chcąc uniknąć egzekucji w związku z niespełnianiem obowiązku alimentacyjnego względem swoich dzieci.

SN omówił w orzeczeniu także szeroko rolę klauzul generalnych w systemie prawa. Jednoznacznie stwierdził, że istnieje klauzula generalna dobra rodziny i dobra dziecka, a nadto, że klauzula ta należy do zasad współżycia społecznego. Ponadto zasada (klauzula) ta ma większe znaczenie niż ochrona prawa własności.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Przetestuj. Sprawdź

Nabici w SLIM VAT. Rzecz o fakturach korygujących in minus

Na start suche fakty: od 1.1.2021 r. obowiązują przepisy ustawy z 27.11.2020 r. o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2020 r. poz. 2419; dalej: ZmVATU20). To tzw. pakiet SLIM VAT, czyli zapowiadany od miesięcy projekt zmierzający do wyeliminowania szeregu obciążeń administracyjnych ciążących na podatnikach. A wszystko w imię prostoty w obsłudze, dostosowania do lokalnej specyfiki i szeroko rozumianej nowoczesności naszego systemu podatkowego. Tyle tego marketingu (choć przyznać trzeba, że sam slogan „SLIM VAT” ociera się marketingowo właśnie o perfekcję).

Okrętem flagowym we flotylli zmian miały być te dotyczące faktur korygujących in minus. Miał nadejść koniec przysłowiowych „żółtych karteczek”, tudzież innych form kolekcjonowania przez wystawców faktur korygujących potwierdzeń ich odbioru (o ile tylko ktokolwiek chciał takie potwierdzenia wysyłać). Dość zbędnej, mało porywającej ale też kosztownej pracy administracyjnej. Miało być łatwiej, szybciej a być może nawet przyjemniej. A jak wyszło?

Podatkowe i bilansowe zamknięcie roku 2020 + wzory dokumentów – już w Systemie Legalis Sprawdź

Korekta podatku należnego – po stronie sprzedawcy

Zgodnie ze znowelizowanym art. 29a ust. 13 ustawy z 11.03.2004 r. o podatku od towarów i usług (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 106 ze zm.; dalej jako: VATU), podatnik wystawiający fakturę korygującą in minus może dokonać korekty podatku należnego w okresie, w którym wystawił tę fakturę. Teoretycznie, zasada wydaje się prosta („wystawiasz – korygujesz”). Niestety jednak, tak naprawdę muszą przy okazji ziścić się jeszcze cztery (!) dodatkowe warunki, a mianowicie:

Trochę tego dużo jak na zasady, które miały tak nieprawdopodobnie ułatwić podatnikom życie. W dodatku nie są one zbyt precyzyjnie określone. Wielu przedstawicieli praktyki podatkowej oburza się (nie bez słuszności), że zwłaszcza niedookreślenie wymogów dokumentacyjnych jest dużym problemem. Chyba jednak nie największym. Oto bowiem na ostatniej prostej procesu legislacyjnego (tj. w sejmowej Komisji Finansów Publicznych) prawodawca „doprecyzował” ww. przepis wprowadzając w istocie niekonsultowany wcześniej wymóg „spełnienia warunku obniżenia podstawy opodatkowania”. O co pomysłodawcom chodziło?

Zbadajmy to na przykładzie. Załóżmy, że sprzedawca dostarczył 100 sztuk opakowań szklanych nabywcy, przy czym 20 sztuk uległo po drodze zniszczeniu. Nabywca zakomunikował ten fakt dostawcy (drogą mailową) i wystąpił o obniżkę ceny (na co sprzedawca się zgodził). Mamy więc uzgodnienie warunków obniżki (powiedzmy że o 20% ceny, skoro 20% towarów do niczego się nie nadaje). Mamy też (zapewne) dokumentację w postaci korespondencji handlowej. Pewnie i faktura korygująca będzie się z tym wszystkim zgadzać, ale co do ziszczenia warunków obniżki… no właśnie, co o nich decyduje? Wola stron? Stwierdzenie stłuczenia szkła? A może dopiero wystawienie samej faktury korygującej?

A jeśli korekta in minus ma związek np. z utylizacją towarów przez nabywcę? A może z zastosowaniem zawyżonej stawki VAT? Jak określić „ziszczenie się warunku korekty”? Coś dużo tych pytań jak na upraszczające przepisy, mało zaś odpowiedzi.

Korekta podatku należnego – po stronie nabywcy

Inni mają jeszcze gorzej! Np. nabywcy, a więc podmioty otrzymujące rabaty od swoich kontrahentów. Zgodnie ze znowelizowanym art. 86 ust. 19a VATU, nabywca ma bowiem obowiązek zmniejszenia kwoty odliczonego wcześniej podatku naliczonego za okres, w którym warunki obniżenia podstawy opodatkowania zostały uzgodnione z dostawcą towarów – jeżeli przed upływem tego okresu rozliczeniowego warunki te zostały spełnione.

Znowu więc „spełnienie warunków”, ponownie zresztą zmiana treści przepisu miała miejsce na ostatniej prostej (wcześniej chodziło jedynie o „uzgodnienie” tychże warunków). O ile jednak z perspektywy sprzedawcy najwcześniejszą datą korekty (nawiasem mówiąc, fakultatywnej) jest zawsze wystawienie faktury korygującej, to nabywca może być zobowiązany (bo on ma zaś obowiązek a nie prawo) do dokonania korekty podatku naliczonego także i wówczas, gdy nie trzyma jeszcze w ręku faktury korygującej. Musi więc śledzić, czy doszło do spełnienia warunków korekty. Czyli… no właśnie, często nie wiadomo na co zwracać uwagę.

Znów posłużmy się przykładem: nabywca zamówił partię 100 sztuk towarów. Po dwóch miesiącach okazało się, że w istocie przybyło tylko 80 sztuk. Nabywca domaga się więc korekty ceny, na co sprzedawca przystaje. Mamy więc uzgodnienie i nawet dokumentację (korespondencję handlową). Jak jednak określić moment „spełnienia warunków korekty”? W chwili samej dostawy? Udzielenia rabatu przez dostawcę? A może dopiero zwrotu ceny? Znowu coś tych pytań dużo.

Dziecko wylane z kąpielą

Z lektury stenogramu ze sprawozdania Sejmowej Komisji Finansów wynika, że zmiana „na ostatniej prostej” miała wzmocnić „jednoznaczność i precyzyjność” nowych zasad i sprawić, by podatnicy nie musieli zawracać w tym zakresie głowy Krajowej Informacji Skarbowej. Mało prawdopodobne, by ten cel udało się osiągnąć.

Najzabawniejsze (choć to humor dość ponury) jest to, że ustawodawca sam przewidział, że nowe zasady nie będą idealne. Dał bowiem możliwość czasowego do (konkretnie do 31.12.2021 r.) stosowania przez podatników zasad dotychczasowych (też zdecydowanie nieidealnych). Zgodnie z art. 13 ust. 1 ZmVATU20, wybór stosowania starych przepisów musi być uzgodniony na piśmie pomiędzy kontrahentami przed wystawieniem pierwszej faktury korygującej w 2021 r. I co ciekawe, wielu podatników (zwłaszcza tych raczej otrzymujących niż wystawiających faktury korygujące in minus) w tym momencie próbuje takie uzgodnienia zawierać. To doskonały moment by Ministerstwo Finansów zadało sobie pytanie, czy naprawdę o to w tym wszystkim chodziło.

Cytując uzasadnienie do ZmVATU20, wprowadzenie rozwiązania opartego na braku konieczności uzyskiwania potwierdzeń odbioru faktur korygujących „in minus” jako warunku dla pomniejszenia podatku należnego likwiduje to obciążenie dla podatników. Zapomniano tylko dodać, że przy okazji wprowadza ono kilka kolejnych obciążeń. Dopóki więc nie ukształtuje się jakaś sensowna praktyka podatkowa, albo też zgodnie z nową świecką tradycyją póki Minister Finansów nie wyda objaśnień podatkowych naprawiające to, co zostało zepsute w przepisach – nie ma mowy o pozytywnym efekcie SLIM VAT.

P.S. A na koniec zagadka. Skoro nowe przepisy nie służą za bardzo sprzedawcom, a już na pewno nie nabywcom, to komu służą?

Podpowiedź: dość łatwo wyobrazić sobie sytuację, w której udzielający rabatu zwleka z wystawieniem faktury korygującej, choć warunki do korekty są już spełnione (i uzgodnione). Zatem nabywca musi pomniejszyć swój podatek naliczony długo zanim to samo z należnym zrobi sprzedawca. Kto więc zyskuje?

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Przetestuj. Sprawdź

Virgin Mobile ukarane przez Prezesa UODO karą pieniężną w wysokości prawie 2 mln zł

Zarzuty wobec Spółki

Zakresem kontroli przeprowadzonej przez Prezesa UODO w Spółce, w konsekwencji zgłoszenia przez Spółkę naruszenia ochrony danych osobowych, objęty został sposób przetwarzania danych, w tym sposób ich zabezpieczenia, w ramach świadczenia usług telekomunikacyjnych abonentom usług przedpłaconych.

Prezes UODO stwierdził naruszenie przez Virgin Mobile przepisów RODO polegające na niewdrożeniu odpowiednich środków technicznych i organizacyjnych zapewniających stopień bezpieczeństwa odpowiadający ryzyku przetwarzania danych za pomocą systemów informatycznych służących do rejestracji danych osobowych abonentów usług przedpłaconych, co doprowadziło do uzyskania przez osobę nieuprawnioną dostępu do tych danych.

Ochrona danych osobowych – aktualna lista szkoleń Sprawdź

Nieuprawniona osoba uzyskała dostęp do 142 222 rekordów potwierdzeń rejestracji usług przedpłaconych, zawierających dane osobowe 114 963 klientów w zakresie imienia i nazwiska, numeru ewidencyjnego PESEL, serii i numeru dowodu osobistego, numeru telefonu, numeru NIP oraz nazwy podmiotu.

Z ustaleń Prezesa UODO wynika, że do wycieku danych osobowych doszło na skutek uzyskania nieuprawnionego dostępu do danych abonentów usług przedpłaconych poprzez wykorzystanie podatności systemu informatycznego, tj. usługi generującej potwierdzenia dokonania rejestracji kart prepaid. Z decyzji usunięte zostały szczegóły techniczne dotyczące systemu, jednak wywnioskować można, że podatność systemu związana była z brakiem odpowiedniej weryfikacji wszystkich wymaganych parametrów przy rejestracji kart przedpłaconych poprzez aplikację, obsługiwaną przez system, do którego dostęp uzyskała nieuprawniona osoba.

Prezes UODO zarzucił Spółce, że środki techniczne i organizacyjne, jakie stosowała od maja 2018 r., były poddawane przeglądom oraz uaktualniane jedynie w miarę potrzeb, w sytuacji wystąpienia zmian organizacyjnych lub prawnych. Zdaniem Prezesa UODO, w Spółce nie było przeprowadzane kompleksowe regularne testowanie, mierzenie i ocenianie skuteczności środków technicznych i organizacyjnych mających zapewnić bezpieczeństwo przetwarzania. Dopiero w sytuacjach, gdy pojawiało się podejrzenie zaistnienia podatności, prowadzone były prace mające na celu zabezpieczenie przed daną podatnością. Co więcej, przed wystąpieniem naruszenia ochrony danych osobowych, Spółka nie przeprowadzała testów nastawionych na weryfikację zabezpieczeń aplikacji i obsługującego ją systemu informatycznego, z którego wyciekły dane osobowe.

W ocenie Prezesa UODO, Spółka nie wypełniła obowiązków wynikających z RODO, związanych z doborem skutecznych środków technicznych i organizacyjnych zapewniających bezpieczeństwo przetwarzanych danych, w tym zdolność do ciągłego zapewnienia poufności, integralności, dostępności i odporności systemów i usług przetwarzania

Co prawda, Spółka przyjęła określone procedury dotyczące m.in. metodyki analizy ryzyka, procedury klasyfikacji poziomów bezpieczeństwa informacji, polityki bezpieczeństwa informacji, procedury zarządzenia systemem informatycznym. Jednak, Prezes UODO wskazał, że środki te nie były skuteczne, bowiem nie zawierały uregulowań dotyczących regularnego testowania, mierzenia oraz oceniania skuteczności środków technicznych i organizacyjnych mających zapewnić bezpieczeństwo. Prezes UODO za niewystarczające uznał dokonywanie testów jedynie w sytuacjach pojawiającego się zagrożenia. Zdaniem Prezesa UODO, konieczne jest bowiem wprowadzenie takiej procedury, która określać będzie konkretny harmonogram działań zapewniających regularną weryfikację skuteczności wdrożonych środków.

Uzasadnienie nałożenia kary

Nałożenie na Virgin Mobile kary i jej wysokość Prezes UODO uzasadnił:

  • naruszeniem przez Spółkę podstawowych zasad wynikających z RODO, tj. zasady poufności danych oraz zasady rozliczalności,
  • skalą naruszeń i ich wagą,
  • poważnym charakterem naruszenia, stwarzającym wysokie ryzyko negatywnych skutków ochrony prawnej dla dużej liczby osób (np. ryzyko kradzieży tożsamości),
  • długotrwałym istnieniem stanu naruszenia (według Prezesa UODO podatność zagrożenia wyciekiem danych istniała od dawna).

Jak wynika z komunikatu opublikowanego na stronie urzędu, Prezes UODO uznał, że: „zastosowanie innych środków naprawczych niż administracyjnej kary pieniężnej byłoby nieproporcjonalne. Kara pieniężna ma zaś sprawić, że spółka w przyszłości nie dopuści już do podobnych zaniedbań.”

Pomimo usunięcia przez Spółkę uchybień oraz dobrej współpracy Spółki z organem nadzorczym podczas kontroli, jak i podjętej w celu usunięcia naruszenia oraz złagodzenia jego ewentualnych negatywnych skutków, w ocenie Prezesa UODO, zastosowana administracyjna kara pieniężna była proporcjonalna. Niniejsze okoliczności stanowiły jednak okoliczności łagodzące i mające wpływ na obniżenie wysokości wymierzonej kary.

Wskazówki praktyczne wynikające z decyzji

Prezes UODO w wydawanych decyzjach konsekwentnie podkreśla wagę weryfikowania przyjętych w danej organizacji procedur i stosowanych środków ochrony danych. Podstawowe wnioski z tym związane, po lekturze omawianej decyzji, sprowadzają się do następujących obowiązków:

1. nieustannej, kompleksowej weryfikacji przyjętych w danym podmiocie środków organizacyjnych i technicznych związanych z ochroną danych osobowych;

Jak wskazuje Prezes UODO: „kompleksowość tej weryfikacji powinna być oceniana przez pryzmat adekwatności do ryzyk oraz proporcjonalności w stosunku do stanu wiedzy technicznej, kosztów wdrażania oraz charakteru, zakresu, kontekstu i celów przetwarzania”.

2. regularnego dokonywania przeglądów, niezależnie od sytuacji wystąpienia zmian, czy podejrzenia zaistnienia podatności;

Prezes UODO wyjaśnia, że weryfikacja zabezpieczeń przy wprowadzaniu zmian organizacyjnych, prawnych lub w przypadku podejrzenia wystąpienia naruszenia integralności systemu nie stanowi właściwej oceny skuteczności przyjętych środków technicznych i organizacyjnych, tylko analizę ryzyka, która powinna być dokonywana odrębnie od przeglądów. Analiza ryzyka jest bowiem właściwa dla procesów wdrażania zmian. Przeglądy natomiast powinny być wykonywane niezależnie.

3. badania prawdopodobieństwa wystąpienia danego rodzaju zdarzenia / naruszenia na podstawie wszelkich możliwych okoliczności, nie tylko w oparciu o częstotliwość występowania określonych przypadków w danej organizacji;

Prezes UODO słusznie podkreśla, iż niewystąpienie określonego zdarzenia w przeszłości nie oznacza, że nie wystąpi ono w przyszłości.

To ważna decyzja nie tylko ze względu na zawarte w niej wyjaśnienia i wskazówki, ale także z tego powodu, że zwraca uwagę na jakość zabezpieczeń stosowanych przez firmy telekomunikacyjne, których bazy danych bez wątpienia są jednymi z największych. Z pewnością będzie to miało wpływ na podniesienie świadomości podmiotów danych / użytkowników telefonów w tym zakresie. Należy mieć także nadzieję, że konsekwencją będzie bardziej ostrożne powierzanie swoich danych osobowych nieznanym aplikacjom, czy usługom oferowanych przez operatorów sieci.

Decyzja Prezesa UODO z 3.12.2020 r., sygn. DKN.5112.1.2020

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Przetestuj. Sprawdź

Rewolucja w planowaniu inwestycji budowlanych

Idzie nowe

Do konsultacji społecznych trafił właśnie dokument „Reforma systemu planowania i zagospodarowania przestrzennego”. Zawiera wstępne założenia nowej ustawy planistycznej.

Nad podobnymi rozwiązaniami resort rozwoju pracował już wcześniej. Reformę przystopowała jednak rekonstrukcja rządu. Teraz wraca do nich MRPiT. Jak tłumaczy, obowiązująca ustawa o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym ma 17 lat. W tym czasie dynamika rozwoju kraju i społeczeństwa zmieniła się tak bardzo, że sposób organizacji przestrzeni zaproponowany w ustawie nie odpowiada dzisiejszym potrzebom. Czas najwyższy więc to zmienić i dostosować przepisy planistyczne do nowych realiów.

Komentarze do prawa i postępowania cywilnego, z uwzględnieniem nowelizacji z 4.7.2019 r. Sprawdź

Proponowane rozwiązania przewidują, że gminy będą uchwalać dwa rodzaje planów: ogólny przeznaczenia terenów – o charakterze prawa miejscowego, oraz zabudowy, a także standardy urbanistyczne. Pierwszy plan zastąpi studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego i obejmie teren całej gminy. Drugi doprecyzuje ustalenia zawarte w planie przeznaczenia oraz zastąpi miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego.

Ustawowe standardy

Na terenach, dla których nie uchwalono planu zabudowy, mają obowiązywać określone w nowej ustawie standardy urbanistyczne. Będą m.in. zawierać wskaźniki, ile w zależności od liczby mieszkańców powinno być miejsc w przedszkolach, szkołach etc. Gminy będą jednak mogły przygotować własne, lokalne wskaźniki.

MRPiT proponuje pozostawić w okrojonej wersji warunki zabudowy, które zmienią jednak nazwę na decyzje lokalizacyjne. Pozwolą prowadzić zabudowę uzupełniającą na terenach o zwartej zabudowie, wyposażonych w niezbędną infrastrukturę techniczną i społeczną. Pod warunkiem że będzie zgodna ze standardami urbanistycznymi.

Ministerialny dokument nic jednak nie mówi, jak długo po wejściu w życie nowej ustawy planistycznej będą obowiązywały wydane wcześniej warunki zabudowy. Projekt, który trafił dwa lata temu do konsultacji, mówił o trzech latach. W nowym nie ma o tym ani słowa.

Komu to potrzebne w czasie pandemii?

Eksperci są zgodni, że ministerstwo niepotrzebnie funduje rewolucję gminom i inwestorom.

– Pandemia to nie jest dobry okres na wprowadzanie dużych zmian w prawie. Obecnie samorządy działają na zwolnionych obrotach. W tych, w których doszło do zachorowań na Covid- 19 i do kwarantanny urzędników, decyzje często wydaje się z dużym poślizgiem. Gdyby doszły jeszcze do tego zmiany w prawie, byłoby już krucho. Dlatego mam nadzieję, że prace nad reformą przepisów planistycznych prędko się nie zakończą – mówi Bogdan Dąbrowski, radca prawny w Urzędzie Miasta w Poznaniu.

Marioli Berdysz, architekt oraz dyrektorowi fundacji Wszechnica Budowlana, podoba się propozycja likwidacji warunków zabudowy.

– Dziś na ich podstawie można praktycznie wszystko wszędzie wybudować. Powoduje to rozlewanie się miast na przedmieścia. Generują one również dodatkowe koszty. Gdy powstanie np. osiedle pod miastem albo pojedynczy dom, samorząd musi zapewnić np. transport dzieci do szkoły etc. Proponowane rozwiązania z tym kończą – tłumaczy Mariola Berdysz.

Nie wszystko jednak się jej podoba. Z projektu wynika, że wraz z reformą ministerstwo nie zamierza uchylać specustaw pozwalających na odstępstwa od planów zagospodarowania przestrzennego.

– Wszystkie inwestycje, także te ważne dla państwa, powinny być prowadzone zgodnie z treścią dokumentów planistycznych. Tak niestety nie jest. Proponowane rozwiązania również nie zrywają z tą praktyką. A szkoda – uważa Mariola Berdysz.

Więcej czasu

Inaczej dokument oceniają deweloperzy. Nie mówią nie, ale mają również swoje propozycje.

– Myślę, że warunki zabudowy powinny być ważnie co najmniej pięć lat. Tyle niekiedy czasu zajmuje załatwienie wszystkich formalności. Potrzebna jest bardzo często przecież m.in. decyzja środowiskowa czy zgoda konserwatora zabytków – mówi Przemysław Dziąg, radca prawny z Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

Według niego wprowadzanie planów zabudowy będzie trwało wiele lat. W tym czasie muszą istnieć instrumenty urbanistyczne, które pozwolą utrzymać poziom rozwoju przestrzennego.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Przetestuj. Sprawdź

Europejski nakaz dochodzeniowy wydany przez prokuraturę

Stan faktyczny

Prokuratura w Hamburgu prowadzi postępowanie karne przeciwko A. i innym nieustalonym osobom w sprawie oszustwa. Osoby te są podejrzewane o to, że w lipcu 2018 r., wykorzystując uzyskane niezgodnie z prawem dane i z zamiarem popełnienia oszustwa, sfałszowały 13 poleceń przelewu, na podstawie których na rachunek bankowy otwarty na nazwisko A. w austriackim banku została przekazana bądź miała zostać przekazana kwota 9775,05 euro. W ramach postępowania przygotowawczego w tej sprawie prokuratura w Hamburgu wydała europejski nakaz dochodzeniowy (dalej jako: END), który przekazała prokuraturze w Wiedniu. W tym nakazie prokuratura w Hamburgu zwróciła się o przekazanie jej kopii wyciągów z rachunku bankowego A. za okres od dnia czerwca do września 2018 r.

Zgodnie z austriackim kodeksem postępowania karnego bank może zostać zobowiązany do przekazania wyciągów z rachunku bankowego wyłącznie na podstawie czynności dochodzeniowej zarządzonej przez prokuraturę i zatwierdzonej przez sąd. A więc bez zatwierdzenia czynności dochodzeniowej przez sąd prokuratura austriacka nie może zarządzić jej przeprowadzenia. Następnie prokuratura w Wiedniu wystąpiła do austriackiego sądu o zatwierdzenie przeprowadzenia tej czynności dochodzeniowej mającej na celu zobowiązanie banku do przekazania wyciągów z rachunku bankowego wskazanych w END. Sąd powziął wątpliwości, czy prokuraturę w Hamburgu, która wydała przedmiotowy nakaz, można uznać za „organ wymiaru sprawiedliwości” w rozumieniu art. 1 ust. 1 dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2014/41/UE z 3.4.2014 r. w sprawie europejskiego nakazu dochodzeniowego w sprawach karnych (Dz.Urz. UE L z 2014 r., Nr 130, s. 1; dalej jako: ENDD).

Prawo i postępowanie karnenajnowsze komentarze zawsze w Systemie Legalis Sprawdź

Pytanie prejudycjalne

Czy art. 1 ust. 1 i art. 2 lit. c) ENDD należy interpretować w ten sposób, że pojęcie „organu wymiaru sprawiedliwości” i „organu wydającego” w rozumieniu tych przepisów obejmuje prokuratora państwa członkowskiego lub też, bardziej ogólnie, prokuraturę państwa, niezależnie od ewentualnego ustawowego stosunku podporządkowania, jaki może istnieć między tym prokuratorem lub prokuraturą a władzą wykonawczą tego państwa i narażenia tego prokuratora lub prokuratury na ryzyko podlegania w ramach podejmowania decyzji w sprawie wydania END, bezpośrednio lub pośrednio, indywidualnym poleceniom lub instrukcjom ze strony władzy wykonawczej?

Stanowisko TS

Celem ENDD, jak wynika z jej motywów 5–8, jest zastąpienie rozdrobnionych i skomplikowanych przepisów o gromadzeniu materiału dowodowego w sprawach karnych o charakterze transgranicznym poprzez ustanowienie uproszczonego i bardziej wydajnego systemu opartego na jednym instrumencie, czyli END, aby uprościć i przyspieszyć współpracę sądową. Ma to przyczynić się do realizacji wyznaczonego Unii celu, jakim jest ustanowienie przestrzeni wolności, bezpieczeństwa i sprawiedliwości, opierającej się na wysokim stopniu zaufania między państwami członkowskimi. Z motywów 2, 6 i 19 ENDD wynika, że END jest jednym z instrumentów współpracy wymiarów sprawiedliwości w sprawach karnych, o której mowa w art. 82 ust. 1 TFUE, która opiera się na zasadzie wzajemnego uznawania wyroków i orzeczeń sądowych. Zasada ta, będąca kamieniem węgielnym współpracy wymiarów sprawiedliwości w sprawach karnych, opiera się z kolei na wzajemnym zaufaniu i domniemaniu przestrzegania przez inne państwa członkowskie prawa Unii, a zwłaszcza praw podstawowych.

W art. 1 ust. 1 ENDD zdefiniowano END jako orzeczenie sądowe wydane lub zatwierdzone przez organ wymiaru sprawiedliwości jednego państwa członkowskiego w celu wezwania innego państwa członkowskiego do przeprowadzenia jednej lub kilku określonych czynności dochodzeniowych w celu uzyskania materiału dowodowego zgodnie z dyrektywą, w tym materiału dowodowego, którym właściwe organy państwa wykonującego już dysponują.

Trybunał stwierdził, że END może zostać wykonany tylko wtedy, gdy organ, który go wydał, jest „organem wydającym” w rozumieniu art. 2 lit. c) ENDD, a po drugie, że jeżeli taki nakaz zostaje wydany przez organ wydający inny niż jeden z organów, o których mowa w ppkt (i) tego przepisu, przed przekazaniem do wykonania w innym państwie członkowskim musi on zostać zatwierdzony przez „organ wymiaru sprawiedliwości”. Zdaniem TS art. 2 lit. c) ppkt (i) ENDD wyraźnie przewiduje, że prokurator jest jednym z organów, które, podobnie jak sędzia, sąd lub sędzia śledczy, mogą być „organem wydającym”. Trybunał uznał, że ani art. 2 lit. c) ppkt (i), ani art. 2 lit. c) ppkt (ii) nie uzależniają możliwości uznania prokuratora za „organ wydający” lub „organ wymiaru sprawiedliwości” w rozumieniu ENDD od braku ustawowego stosunku podporządkowania względem władzy wykonawczej danego państwa członkowskiego.

Odnosząc się do kontekstu, w jaki wpisują się te przepisy, TS stwierdził, że ta dyrektywa zawiera szczególne przepisy mające na celu zapewnienie, że wydanie lub zatwierdzenie END przez prokuratora, o którym mowa w art. 2 lit. c) ENDD, obwarowane będzie gwarancjami właściwymi w kontekście wydawania orzeczeń sądowych, w szczególności gwarancjami dotyczącymi przestrzegania praw podstawowych zainteresowanej osoby, a zwłaszcza prawa do skutecznej ochrony sądowej.

W myśl art. 14 ust. 7 ENDD państwo wydające musi uwzględnić skuteczne zakwestionowanie na drodze prawnej uznania lub wykonania END zgodnie z prawem krajowym. W związku z tym, bez uszczerbku dla krajowych przepisów proceduralnych, państwa członkowskie muszą zapewnić, aby w postępowaniu karnym w państwie wydającym przy ocenie materiału dowodowego uzyskanego za pomocą END przestrzegane było prawo do obrony i do rzetelnego postępowania. Z przepisów ENDD, wynika, że prokurator, o którym mowa w art. 2 lit. c) ENDD, który wydaje lub zatwierdza nakaz, powinien uwzględnić zasadę proporcjonalności oraz prawa podstawowe osoby, której dotyczy nakaz, w szczególności prawa zagwarantowane w Karcie, oraz że wydany przez niego nakaz powinien podlegać zaskarżeniu skutecznymi środkami odwoławczymi, które są co najmniej równoważne ze środkami dostępnymi w ramach podobnego postępowania krajowego.

Trybunał podkreślił, że END realizuje w ramach postępowania karnego inny cel niż ENA. Otóż gdy ENA ma na celu zatrzymanie i przekazanie osoby, której dotyczy wniosek, w celu przeprowadzenia postępowania karnego lub wykonania kary pozbawienia wolności bądź środka zabezpieczającego polegającego na pozbawieniu wolności, to END, zgodnie z art. 1 ust. 1 ENDD, ma na celu przeprowadzenie co najmniej jednej określonej czynności dochodzeniowej w celu uzyskania materiału dowodowego.

Reasumując TS orzekł, że art. 1 ust. 1 i art. 2 lit. c) ENDD należy interpretować w ten sposób, że pojęcie „organu wymiaru sprawiedliwości” i „organu wydającego” w rozumieniu tych przepisów obejmuje prokuratora państwa członkowskiego lub też, bardziej ogólnie, prokuraturę państwa członkowskiego, niezależnie od ewentualnego ustawowego stosunku podporządkowania, jaki może istnieć między tym prokuratorem lub prokuraturą a władzą wykonawczą tego państwa i narażenia tego prokuratora lub prokuratury na ryzyko podlegania w ramach podejmowania decyzji w sprawie wydania europejskiego nakazu dochodzeniowego, bezpośrednio lub pośrednio, indywidualnym poleceniom lub instrukcjom ze strony władzy wykonawczej.

W niniejszej sprawie TS analizował pojęcie „organu wymiaru sprawiedliwości” i „organu wydającego” europejski nakaz dochodzeniowy w sprawach karnych (por. organy uprawnione na podstawie art.589w KPK).

W dotychczasowym orzecznictwie Trybunał wielokrotnie analizował pojęcie organu wydającego europejski nakaz aresztowania podnosząc wymóg braku podlegania władzy wykonawczej przez taki organ. Tym samym Trybunał wykluczał uznanie za taki organ prokuratora państwa członkowskiego uczestniczącego w sprawowaniu wymiaru sprawiedliwości, który może w ramach wykonywania swoich uprawnień decyzyjnych otrzymywać indywidualne instrukcje ze strony władzy wykonawczej (zob. m.in. wyrok TS z 24.11.2020 r., Openbaar Ministerie (Pisemne fałszerstwo), C‑510/19). Trybunał trafnie przyjął w niniejszym wyroku, że ze względu na różnice o charakterze językowym, kontekstowym i celowościowym między decyzją ramową 2002/584 a ENDD wykładnia art. 6 ust. 1 decyzji ramowej 2002/584 przyjęta przez Trybunał w wyrokach z 27.5.2019 r., OG i PI (Prokuratury w Lubece i w Zwickau), C‑508/18 i C‑82/19 PPU, EU:C:2019:456) oraz z 27.5.2019 r., PF (Prokurator generalny Litwy), C‑509/18, EU:C:2019:457), nie może zostać zastosowania na gruncie ENDD.

Trybunał stwierdził, że art. 2 lit. c) ppkt (i) ENDD wyraźnie przewiduje, że prokurator jest jednym z organów, które, podobnie jak sędzia, mogą być „organem wydającym”. Ten przepis uzależnia możliwość uznania danego organu za „organ wydający” wyłącznie od tego, czy sąd i osoby sprawujące funkcję sędziego, sędziego śledczego lub prokuratora są w danej sprawie właściwe. W związku z tym skoro zgodnie z prawem krajowym prokurator państwa członkowskiego lub, bardziej ogólnie, prokuratura tego państwa członkowskiego są uprawnione do przeprowadzenia czynności dochodzeniowych w celu uzyskania materiału dowodowego w danej sprawie, to zdaniem TS, objęty on jest zakresem pojęcia „organ wydający” w rozumieniu art. 2 lit. c) ppkt (i) ENDD.

Ponadto TS wskazał również, że z treści art. 2 lit. c) ppkt (ii) ENDD wynika też, że prokurator został wymieniony wśród „organów wymiaru sprawiedliwości” uprawnionych do zatwierdzenia END przed przekazaniem go organowi wykonującemu, jeżeli ten nakaz został wydany przez organ wydający inny niż organ, o którym mowa w ppkt (i) tego przepisu.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Przetestuj. Sprawdź