GTU_05 nie dla każdego, kto gospodaruje odpadami
Od 1.10.2020 r., czyli wraz z wejściem w życie art. 109 ust. 3b ustawy z 11.3.2004 r. o podatku od towarów i usług ( t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 106 ze zm.; dalej: VATU), zaczęły obowiązywać nowe zasady prowadzenia przez podatników VAT ewidencji w formacie pliku JPK_V7. Od samego zarania, przepisy kluczowego dla tej materii rozporządzenia Ministra Finansów, Inwestycji i Rozwoju z dnia 18.10.2019 r. w sprawie szczegółowego zakresu danych zawartych w deklaracjach podatkowych i w ewidencji w zakresie podatku od towarów i usług (Dz.U. z 2020 r. poz. 1127, dalej: SzczegZakrDanDeklR) budzą szereg wątpliwości. Pojawiają się nawet pierwsze słyszalne głosy ze strony Ministerstwa Finansów o planach nowelizacji tych przepisów po raptem kilku tygodniach obowiązywania. Nie jest to najlepsza laurka.
Ale złośliwości na bok. Zanim ewentualna nowelizacja jednak nastąpi, trzeba mierzyć się m.in. z § 10 ust. 3 pkt 5 SzczegZakrDanDeklR. Zgodnie z tym przepisem, podatnicy w prowadzonej ewidencji dla celów VAT zobowiązani są do oznaczania kodem GTU_05 dostawy odpadów wskazanych w poz. 79-91 załącznika nr 15 do VATU.
Czego dotyczyła sprawa?
Podatnik świadczy usługi zagospodarowania odpadów. Wykonywane czynności polegają m.in. na składowaniu lub odzysku odpadów na składowisku i są sklasyfikowane jako „usługi związane z usuwaniem odpadów innych niż niebezpieczne”. Kontrahenci dostarczają podatnikowi odpady m.in. mieszczące się w poz. 79-91 załącznika nr 15 do VATU. Względnie, podatnik może także samodzielnie odebrać odpady własnym środkiem transportu. Tak czy owak, odpady są rozładowywane na placu oraz przewożone do miejsca składowania albo miejsca odzysku.
Co ważne, podatnik wykonuje wszystkie ww. czynności w charakterze usługowym. W szczególności, nie nabywa on prawa do rozporządzania jak właściciel odpadami, ani też tym bardziej nie przenosi takiego prawa na inny podmiot.
Być może jednak percepcję podatnika zaprzątała myśl, że przecież odpady mają swoje specyficzne przepisy na gruncie VATU. Podatnik postanowił więc zapytać Dyrektora KIS o obowiązek stosowania do swojej działalności w opisywanym zakresie przepisów o obowiązkowym mechanizmie podzielonej płatności, a w konsekwencji także szczególnych oznaczeniach w prowadzonej ewidencji (przy okazji, obok GTU_05 załapało się zatem także pytanie o stosowanie oznaczenia MPP).
Stanowisko fiskusa
Wydając interpretację indywidualną z 25.11.2020 r., 0114-KDIP1-1.4012.601.2020.1.AKA, Legalis, Dyrektor KIS mógł wyrazić jedyny słuszny pogląd. Zgodnie z nim, podatnik nie musi stosować do swojej działalności zasad właściwych dla obowiązkowego mechanizmu podzielonej płatności zgodnie z art. 108a ust. 1 VATU, nie musi więc też oznaczać wystawianych przez siebie faktur powyżej 15.000 PLN dopiskiem, o którym mowa w art. 106e ust. 1 pkt 18a VATU. A w konsekwencji, transakcje takie nie podlegają też oznaczaniu w ewidencji sprzedaży ani GTU_05, ani MPP. To ważna refleksja nie tylko dla podatnika, ale też jego kontrahentów (oznaczenie „MPP” stosowane jest również w ewidencji zakupów).
Zdaniem fiskusa, podatnik świadczy usługi odbioru i zagospodarowania odpadów. Choć część z nich wskazana została w poz. 79-91 załącznika nr 15 do VATU, to jednak przepisy te nie mają zastosowania do usług świadczonych w związku z tymi towarami. A tylko do transakcji o charakterze dostawy towarów.
Stanowisko Dyrektora KIS nie jest tym razem szczególnie kontrowersyjne ani przełomowe. A to wcale w kwestii kodów GTU nie jest takie oczywiste. Fiskus potrafi na tej płaszczyźnie zaskoczyć, o czym pisaliśmy zresztą niedawno w kontekście GTU_01 właściwego dla dostaw napojów alkoholowych (GTU_01 tylko dla alkoholu przeznaczonego do spożycia, Legalis). Niemniej, przywoływana interpretacja zasługuje na omówienie z kilku względów.
Po pierwsze, przyjęty przez podatnika usługowy model gospodarowania odpadami nie jest jedynym możliwym. Często bywa tak, że podmioty prowadzące taką działalność nabywają odpady od swoich kontrahentów w celu usługowego ich zagospodarowania lub utylizacji. W takim wypadku kod GTU_05 może się jednak pojawić. Zasadniczo jednak , po stronie podmiotów pozbywających się swoich odpadów.
To sprowadza nas do drugiego wniosku – GTU_05 znacznie częściej znajdzie praktyczne zastosowanie nie u podatników gospodarujących odpadami, ale u tych prowadzących inny rodzaj działalności operacyjnej (np. produkcyjną, ale też np. transportową, w zakresie konfekcjonowania itp.). Takie biznesy generują znaczną ilość odpadów – w tym w rozumieniu poz. 79-91 załącznika nr 15 do VATU. Często więc podatnicy odpady sprzedają, choć nie jest to oczywiście zasadniczy przedmiot ich działalności.
Po trzecie – dostawa nie każdego rodzaju odpadów musi wiązać się z kodem GTU_05. Nie będzie on dotyczył np. odpadów drewnianych. Sprawa może być jednak bardziej skomplikowana. Przykładowo, popłuczyny poprodukcyjne zawierające resztki oleju smarowego CN 3403 dywagacje odnośnie GTU_05 nie dotkną. Ale trzeba pamiętać równocześnie np. o kodzie GTU_03 właściwym dla olejów smarowych… Z kolei dostawa (np. w celu utylizacji) sprzętu komputerowego podlega GTU_06. Ale jeśli sprzęt jest odpowiednio zużyty, może mimochodem stać się „wrakiem przeznaczonym do złomowania”, a to już… odpad. Więc wracamy do GTU_05. Każda pomyłka w stosowaniu kody grozi zaś potencjalnie sankcją odpowiadającą swojej wysokości kwocie dofinansowania „na każde dziecko” w ramach pewnego programu oraz co gorsza – także odpowiedzialnością karno-skarbową.
Na koniec jeszcze jedna refleksja. Istnieją różne klasyfikacje odpadów. Oprócz tej z załącznika nr 15 do VATU (opartej na PKWiU) jest jeszcze klasyfikacja CN (intuicyjnie podstawowa dla towarów na gruncie VATU). Ale także wynikająca z rozporządzenia Ministra Środowiska z 9.12.2014 r. w sprawie katalogu odpadów (Dz.U. z 2014 r. poz. 1923; dalej KatOdpadyR). W praktyce to na oznaczeniach wynikających z tej ostatniej ewidencji najczęściej skupiają się podatnicy, mylnie wywodząc, że dostawa danego rodzaju odpadu nie podlega oznaczeniu w ewidencji sprzedaży.
O tym wszystkim warto więc nawet przy omawianiu takiej z pozoru oczywistej interpretacji Dyrektora KIS wspomnieć.
Świadczenie usług na rzecz spółki osobowej przez jej wspólników – rozliczanie kosztów podatkowych
Stan faktyczny
Podatnik (osoba fizyczna) prowadzi indywidualną działalność gospodarczą polegającą na świadczeniu usług w zakresie sprzedaży detalicznej prowadzonej przez domy sprzedaży wysyłkowej lub internet. Zamierza przystąpić do spółki jawnej, świadczącej usługi związane z budową, której wspólnikami są wyłącznie osoby fizyczne. Spółka zamierza nabywać od podatnika profesjonalne usługi w zakresie sprzedaży detalicznej i związanego z nią doradztwa i dlatego planowane jest zawarcie umowy między spółką a podatnikiem o świadczenie usług na rzecz spółki. Podatnik zawrze tę umowę jako odrębny przedsiębiorca (kontrakt B2B), ale już jako wspólnik spółki.
Te same usługi podatnik będzie świadczył także na rzecz innych podmiotów.
Wynagrodzenie wypłacane podatnikowi z tytułu wykonywania powyższej umowy będzie niezależne od przysługującego podatnikowi jako wspólnikowi udziału w zysku spółki.
Tego typu umowy spółka zamierza zawrzeć także z innymi wspólnikami jako usługodawcami.
Podatnik złożył wniosek o wydanie interpretacji podatkowej, zadając dwa pytania:
- Czy poniesione przez spółkę wydatki na wypłatę podatnikowi wynagrodzenia z tytułu świadczonych usług będą stanowiły dla niego, jako wspólnika, koszt uzyskania przychodu z tytułu uczestnictwa w spółce, proporcjonalnie do posiadanego udziału w zysku spółki?
- Czy poniesione przez spółkę wydatki na wypłatę innym wspólnikom wynagrodzenia z tytułu świadczonych usług będą stanowiły dla niego, jako wspólnika, koszt uzyskania przychodu z tytułu uczestnictwa w spółce, proporcjonalnie do posiadanego udziału w zysku spółki?
Zdaniem podatnika, odpowiedź na oba pytania jest twierdząca.
Stan prawny
Ogólny przepis dotyczący rozliczania podatku w spółce osobowej (art. 8 PDOFizU) ustanawia zasadę, że każdy ze wspólników uczestniczy w przychodach i kosztach podatkowych proporcjonalnie do jego prawa do udziału w zysku.
Nie uważa się za koszty uzyskania przychodów wartości własnej pracy podatnika (art. 23 ust. 1 pkt 10 PDOFizU).
Stanowisko organu interpretującego
Organ uznał stanowisko podatnika za prawidłowe z następującym uzasadnieniem. W sytuacji, gdy wspólnik spółki jawnej świadczy usługi dla tej spółki jako odrębny podmiot prowadzący działalność gospodarczą na własny rachunek, to transakcje zawierane z tą spółką następują na podstawie stosunku prawnego łączącego dwa odrębne podmioty gospodarcze. Przepisy nie przewidują ograniczenia w zakresie możliwości zawierania umów między odrębnymi podmiotami gospodarczymi, w których ta sama osoba fizyczna prowadząca indywidualną działalność gospodarczą świadczy usługi na rzecz spółki jawnej, w której jest również wspólnikiem. Sam fakt, że wspólnikiem spółki jawnej jest ta sama osoba, która świadczy usługi na rzecz spółki, nie stanowi przeszkody do zaliczenia do kosztów uzyskania przychodów wspólników spółki jawnej wydatków na nabycie usług od wspólnika, świadczonych przez niego w ramach prowadzonej odrębnie indywidualnej działalności gospodarcze.
Odrębność dwóch podmiotów gospodarczych powoduje, że nie wchodzi tu w grę wyłączenie z kosztów podatkowych wartości pracy własnej podatnika (art. 23 ust. 1 pkt 10 PDOFizU).
Jednakże należy pamiętać, że zawieranie tego typu transakcji podporządkowane jest wymogom określonym w przepisach dotyczących transakcji między podmiotami powiązanymi (cen transferowych).
Trafność powyższej interpretacji nie budzi wątpliwości, a jej prostota powoduje, że nadaje się jako lektura dla tych, którym dziwna wydaje się sytuacja, w której ta sama wielkość może dla jednej osoby stanowić zarówno przychód, jak i koszt. Tak bowiem dzieje się przecież po stronie bohatera niniejszego kazusu, który jako usługodawca osiąga przychód, a zarazem jako wspólnik spółki-usługobiorcy ponosi koszt podatkowy (proporcjonalnie do udziału w zysku spółki).
Dodajmy, że powyższe rozwiązanie dotyczy nie tylko spółki jawnej, ale także cywilnej, partnerskiej i – póki co – komandytowej.
Na frankowym froncie pora na przełom
Niegasnący spór
Tysiące frankowiczów jest zniecierpliwionych, a sądy, zwłaszcza warszawskie, są zablokowane przez ich sprawy, także z powodu przedłużającej się epidemii.
Próby ustawowego rozwiązania nie dały rezultatu, a kolejne pomysły na ugodowe rozwiązywanie sporów, choć mają wiele zalet, to i tę wadę, że wymagają zgody i frankowicza, i banku. Znamienna jest zatem wypowiedź po wyroku TSUE Alexandra Fleischmanna, prezesa RBI, który wyraził daleko idący sceptycyzm wobec kompromisowego rozwiązywania problemów frankowiczów ze względu na ogromny rozziew między możliwościami finansowymi banków (i budżetu) a oczekiwaniami frankowiczów.
I tu pojawiają się oczekiwania, że do przyśpieszenia spraw frankowych mogłoby się przyczynić wytyczenie w miarę jednolitej linii orzeczniczej przez Sąd Najwyższy.
– W pierwszej kolejności SN powinien zająć jasne stanowisko co do skutków prawnych abuzywności klauzul przeliczeniowych z rozróżnieniem na kredyty indeksowane i denominowane. Uchwała SN byłaby punktem wyjścia dla innych bardziej złożonych zagadnień, jak analiza wzorców umownych poszczególnych banków, a także poszczególnych wariantów powiązania kredytu z kursem waluty obcej – wskazuje Anna Wolna-Sroka, adwokat z Kancelarii Adwokackiej dr Jacek Czabański i Partnerzy. – Kolejne zagadnienie wymagające uchwały SN dotyczy umów zawieranych przez bank z przedsiębiorcami, w tym umów o charakterze mieszanym, i wreszcie umów zawartych przez konsumentów, ale na cele inwestycyjne, które nie są związane z działalnością gospodarczą – dodaje adwokat.
Potrzebne przyspieszenie
– Rozstrzygnięcia przez SN wymagają kwestie rozliczenia nieważnej umowy zgodnie z teorią salda czy dwóch tzw. kondykcji, potencjalnych roszczeń banków z tytułu wynagrodzenia za korzystanie z kapitału oraz przedawnienia roszczeń banków. SN przyzwyczaił już prawników do kształtowania odrębnych linii orzeczniczych, ale konieczne jest wydanie przez SN uchwał, które ujednoliciłyby orzecznictwo i przyspieszyły wydawanie wyroków w sprawach frankowych. Ze względu na autorytet SN przywoływanie jego orzeczeń w sprawach frankowych jest mocnym argumentem w walce przeciwko bankom – to opinia Kingi Strychalskiej, radcy prawnego z kancelarii Jedliński, Bierecki i Wspólnicy.
– W zasadzie wszystkie umowy kredytu z konsumentami oparte są na wzorcach umownych przygotowanych przez banki. Indywidualne uzgodnienia się nie zdarzają. Przepisy dotyczące niedozwolonych postanowień wyznaczają nieliczne okoliczności, które sąd musi wziąć pod uwagę, a większość z nich, w tym wysokość roszczeń konsumenta, wynika zwykle z dokumentów. Dlatego po rozstrzygnięciu przez SN wątpliwych kwestii wiele spraw dotyczących kredytów frankowych mogłoby być rozstrzyganych przez sądy już na pierwszym terminie – ocenia z kolei adwokat Marcin Szymański z kancelarii Drzewiecki, Tomaszek i Wspólnicy.
Nieco inaczej na problem patrzy Arkadiusz Szcześniak, prezes Stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu:
– Raczej oczekujemy od sądów orzekania zgodnego z wyrokami TSUE, a to w naszej ocenie wystarczy całkowicie do ujednolicenia linii orzeczniczej w Polsce i uzyskania pewności klientów, jakie mogą być rozstrzygnięcia.
Opinia dla „Rzeczpospolitej”
Mariusz Korpalski, radca prawny
Biuro Studiów i Analiz SN wydaje się nie nadążać za rozwojem orzecznictwa TSUE i sądów powszechnych w sprawach frankowych. Dlatego ciężar rozstrzygnięć przesunięty jest na sądy cywilne oraz wyroki SN, które z założenia raczej rozstrzygają konkretną sprawę, a nie formułują zasady dokonywania ocen prawnych, co jest przewidziane dla uchwał, szczególnie dla uchwał powiększonych składów SN. Nie ma przeszkód, aby odpowiedzi na najważniejsze pytania zostały zawarte w jednej uchwale. Miejmy nadzieję, że do lata przyszłego roku pojawi się uchwała SN, tym bardziej że w pierwszym kwartale 2021 r. spodziewane jest orzeczenie TSUE w odpowiedzi na pytania SO w Gdańsku w sprawie kredytu GE Money (obecnie BPH). To będzie okazja do podsumowania dorobku orzecznictwa krajowego i wpisanie go w dorobek unijny.
Projekt prawa grup spółek, czyli historia legislacyjnej porażki
Model ten sprowadza menedżerów spółek córek do roli marionetek i nie odpowiada elementarnym potrzebom koncernów. Zniesiono wprawdzie kryminogenny przepis, legalizujący polecenia prowadzące do unicestwienia (niewypłacalności) spółki córki. Jednak matka utrzymała faktycznie nieograniczoną możliwość ingerowania w substancję majątkową córek, gdyż polecenia powiązano z blankietowym wyłączeniem odpowiedzialności cywilnoprawnej i karnej zarządców córek za ich wykonywanie.
Brak logiki
Nowa wersja projektu czyni karykaturą dyrektywę rozsądnego równoważenia interesów uczestników grupy, znaną jako doktryna Rozenblum (projektowany art. 214 § 2 kodeksu spółek handlowych.). Menedżer spółki zależnej może bowiem przeciwstawić się szkodzącemu jej poleceniu tylko wówczas, gdy… w perspektywie dwóch lat od jego wydania spółka matka nie naprawi szkody. Projektodawcy narażają się na śmieszność, przypisując zarządcy spółki córki rolę wróżbity przyszłego postępowania spółki matki. Jednocześnie przy określeniu szkody poniesionej przez córkę, należy „uwzględnić” „korzyści uzyskane przez tę spółkę w związku z uczestnictwem w grupie w okresie ostatnich dwóch lat obrotowych”. Matka uzyskała zatem trudny do uzasadnienia przywilej natychmiastowego dyskontowania wszelkich benefitów udzielonych spółce zależnej przez grupę z wierzytelnością spółki zależnej o naprawienie szkody, o odsuniętej w czasie wymagalności. Matkę jawnie faworyzuje też zestawienie (nieprzystających do siebie) kategorii „szkody” oraz „korzyści”.
Brak logiki i systemowej spójności zdaje się jednak nie stanowić dla projektodawców przeszkody, skoro istotą wypracowanego modelu jest patologiczny system pełnego podporządkowania władz spółek zależnych „centrali”, skorelowany z totalną ochroną przed odpowiedzialnością za wykonywanie de facto dowolnych poleceń szkodzących spółkom. Powinność równoważenia interesów uczestników grupy jest tylko prawnym „ornamentem”, podobnie jak iluzoryczna odpowiedzialność spółki matki za wydawanie wiążących poleceń.
Biała flaga
Zdumienie wywołuje nowość w postaci wyłączenia przepisów projektu w stosunku do spółek publicznych. Zdaniem autora prof. Andrzeja Szumańskiego (z Uniwersytetu Warszawskiego, współtwórcy KSH – red.) przypadki, w których spółka publiczna jest spółką zależną w grupie spółek, „są i będą niszowe” („Polemika z uwagami krytycznymi wobec rządowego projektu prawa grup spółek„, 11.12.2020 r., Legalis). Tymczasem wypada przypomnieć oczywistą okoliczność: niemal wszystkie spółki notowane na rynku głównym GPW mają akcjonariusza strategicznego, sprawującego nad nimi kontrolę. Dąży on do włączenia spółki w orbitę zgrupowania, gdy takiemu przewodzi. Dlatego rezygnacja z objęcia spółek publicznych nowym reżimem (wywołana m.in. ostrym protestem Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych) oznacza przyznanie się przez autorów projektu do dotkliwej porażki. Pozbawione narzędzi prawa grup spółek zostaną te podmioty, które ich najbardziej potrzebują. Do elementarza wiedzy o prawie handlowym należy fakt, że wobec rozproszenia akcjonariatu spółki publicznej kontrolę nad nią daje zwykle zgromadzenie już pakietu mniejszościowego (30–40 proc.). Sami zaś projektodawcy utrzymali przesłankę wywierania decydującego wpływu na działalność spółki (art. 4 § 1 pkt f KSH) jako kryterium uznania jej za spółkę zależną. Z jednej strony zaakceptowali zatem stan, gdy dominację sprawują podmioty dysponujące mniejszościowym udziałem kapitałowym, z drugiej zaś wyłączyli spod reżimu grup spółek najbardziej typowy przypadek korporacyjnego władztwa na podstawie przesłanki decydującego wpływu.
Nowa wersja projektu narusza prawo unijne, gdy przewiduje, że brak zgody rady nadzorczej na dokonanie transakcji przekraczającej wartość wskazaną w umowie spółki z o.o. skutkuje nieważnością tej transakcji na podstawie art. 17 § 1–2 KSH (projektowany art. 2201 KSH). Tymczasem rudymentarną zasadą, wprowadzoną już w 1968 r. na mocy Pierwszej Dyrektywy o jawności danych o spółkach, jest zakaz ograniczania wobec osób trzecich zdolności reprezentacyjnych organów spółek na mocy ich wewnętrznych uregulowań, tj. umów i statutów bądź uchwał organów. Obecnie zakaz wyraża art. 9 ust. 2 dyrektywy 2017/1132 w sprawie niektórych aspektów prawa spółek. Projekt zmusza kontrahentów spółek z o.o. do analizowania ich aktów założycielskich w celu ustalenia zakresu kompetencji reprezentacyjnych zarządców, a KRS traci walor źródła kompletnych danych o zasadach występowania za spółkę. Trudno pojąć, jak taki „szkolny” błąd mógł przydarzyć się projektodawcom, zwłaszcza wobec zapewnień o prowadzeniu szeroko zakrojonych konsultacji (o czym poniżej).
Imperium kontratakuje
Należy podkreślić, że wyłączenie spółek publicznych spod regulacji projektu nie zabezpieczy w żadnej mierze ich akcjonariuszy mniejszościowych. Spółki giełdowe kontrolowane przez Skarb Państwa uzyskają bowiem możliwość wydawania poleceń swoim córkom, co umożliwi realizowanie celów czysto politycznych (takich jak niedawny zakup przez PKN Orlen SA Polska Press) za środki inwestorów giełdowych w warunkach pozbawienia tych ostatnich jakiejkolwiek kontroli nad gospodarczo racjonalnym wydatkowaniem funduszy. Ukazuje to, jak fałszywy w zderzeniu z realiami jest powtarzany niczym mantra argument A. Szumańskiego, jakoby projekt nie został stworzony na użytek spółek kontrolowanych przez Skarb Państwa. Należy z uwagą śledzić, jak A. Szumański – jako niezależny członek Rady Nadzorczej Orlen – będzie sprawował nadzór nad budowaniem przez tę spółkę medialnego imperium Polska Press z korzyścią dla drobnych inwestorów Orlen, w których interesie nadzór powinni sprawować członkowie niezależni. Zadanie to mogą wydatnie „ułatwić” standardy nowego prawa grup spółek.
Dla podmiotów z kapitałem prywatnym (tak zamkniętych, jak publicznych) projekt jest źródłem poważnego ryzyka prawnego. Po jego ewentualnym wejściu w życie zgrupowania staną przed wyborem, czy wdrożyć system wprowadzony reformą (co poważnie osłabi pozycję ich udziałowców mniejszościowych, a tym samym zniechęci zewnętrzny kapitał do inwestycji, a same spółki narazi na ryzyko powództw sądowych) czy też utrzymać status quo, rezygnując z poddania się dysfunkcjonalnym rozwiązaniom. W drugim wariancie (który należy zdecydowanie rekomendować) nie wiadomo jednak, czy nadal będzie można korzystać z wypracowanych przez orzecznictwo sądowe i doktrynę standardów równoważenia interesów uczestników grupy, nawiązujących do założeń doktryny Rozenblum. Wprowadzenie projektowanych przepisów, wypaczających normalne stosunki w koncernie, będzie bowiem skłaniało do formułowania szkodliwej wykładni a contrario, utrudniającej stosowanie racjonalnych reguł opartych na dotychczasowym dorobku.
Ministerstwo z teflonu
Symptomatyczne jest, że A. Szumański – jako główny autor projektu – nie wykazał żadnego zainteresowania podjęciem rzeczowej dyskusji z jego krytykami. W zasadzie wszystkie zarzuty, formułowane wielokrotnie i na różnych forach, są konsekwentnie uznawane za niemerytoryczne, polityczne albo ad personam. Refleksji nie wywołał nawet opublikowany na łamach „Rz” 7.10.2020 r. list 26 profesorów i praktyków („W sprawie prawa grup spółek”) ani krytyczne stanowisko prof. S. Sołtysińskiego („Resortowy projekt zmian KSH: Ministerstwo Aktywów Państwowych zamiast Komisji Kodyfikacyjnej„, 9.12.2020 r., Legalis). Oceniono, że list zawiera nieaktualne zarzuty, choć odnosił się do jedynej publicznie dostępnej wersji projektu w chwili publikacji listu, a kolejna ujrzała światło dzienne dopiero po dwóch miesiącach (!), tj. 8 grudnia 2020 r. MAP nie zadało sobie trudu podjęcia dyskusji z żadnym z sygnatariuszy listu, mimo że z łatwością umożliwiały to ramy procesu legislacyjnego. W październiku i listopadzie MAP informowało natomiast ochoczo za pośrednictwem mediów społecznościowych o prowadzeniu „intensywnych konsultacji”… niedostępnej publicznie nowej wersji projektu oraz o „entuzjastycznym odbiorze” przygotowanych zmian.
W kategoriach prawniczego natręctwa należy ocenić uporczywie forsowany przez A. Szumańskiego rażąco błędny pogląd, jakoby z powołaniem na swobodę umów (art. 3531 KC) możliwe było zawieranie umów koncernowych, przewidujących zarządzanie przez spółkę dominującą spółką zależną i przekazywanie jej zysku spółce dominującej. Tymczasem nie wymaga szerszego uzasadnienia, że zarząd spółki nie może – wbrew bezwzględnie wiążącym przepisom KSH i ponad głowami akcjonariuszy – zrzec się powierniczego obowiązku prowadzenia spraw spółki w interesie wszystkich udziałowców ani „wywłaszczyć” prawa do udziału w zysku. Tymczasem w nowej wersji projektu usunięto wprawdzie nieudaną i martwą regulację umów koncernowych (art. 7 KSH), jednak umowy te awansowały do rangi instrumentu wywierania decydującego wpływu na spółkę zależną (projektowany art. 4 § 1 pkt 4 lit. f KSH). W połączeniu ze skreśleniem wymagania ratyfikacji umowy koncernowej przez zgromadzenie spółki kapitałowej (art. 228 pkt 6 i art. 393 pkt 7) sugeruje to, że umowa ta może zostać zawarta samodzielnie przez zarząd. Oznaczałoby to rażące pogwałcenie elementarnych założeń konstrukcji spółki kapitałowej i pokrzywdzenie udziałowców mniejszościowych.
Między Bismarckiem a Kałasznikowem
A. Szumański odcina się wprawdzie stanowczo od postulatu recepcji zagranicznych wzorców prawa grup spółek, jednak w warstwie retorycznej nie stroni od szerszego, wręcz interdyscyplinarnego spojrzenia. Aksjologiczny fundament projektu obrazuje stwierdzenie autora, że powstał on w myśl zasady Kałasznikowa: „im coś prostsze, tym lepsze”. Z kolei za zaangażowaniem w prace legislacyjne praktyków w miejsce akademików, co pociągnęło za sobą rezygnację z inspiracji tradycją prawa obcego, ma przemawiać myśl: „ponad tysiąc profesorów: ojczyzno, jesteś zgubiona”. Słowa te (notabene, precyzyjniej rzecz ujmując, o „zaledwie” osiemdziesięciu ośmiu profesorach) przypisuje się kanclerzowi Ottonowi von Bismarckowi. Zachowują one aktualność ponad 100 lat później. Warto przyglądać się działaniom także mniejszej liczby profesorów, zwłaszcza gdy pozostają pod dyskretnym urokiem rządzących. Tym uważniej, im prostsze rozwiązania proponują.
Adam Opalski jest profesorem Wydziału Prawa i Administracji UW oraz Of Counsel w kancelarii GreenbergTraurig, członkiem grup roboczych European Company Law Experts i European Commission Informal Expert Group on Company Law and Corporate Governance.
Sylwester bez życzeń na mieście
W każdym przypadku możemy jednak zostać zatrzymani przez policję i poproszeni o podanie powodu wyjścia na ulicę w zakazanych godzinach. Nie ma więc mowy o wyjściu ze znajomymi na Starówkę i publicznym składaniu noworocznych życzeń. Cały czas obowiązuje bowiem zakaz zgromadzeń, a spotkania mogą się odbywać w mocno okrojonym gronie – domownicy plus piątka gości.
Czy zgodnie z prawem? Adam Bodnar, rzecznik praw obywatelskich, nie ma wątpliwości, że jest to działanie bezprawne. – Wprowadzenie zakazu przemieszczania się w drodze rozporządzenia będzie rażącym naruszeniem konstytucji, która zapewnia każdemu wolność poruszania się oraz wyboru miejsca zamieszkania i pobytu – uważa RPO.
– Jest ustawa pozwalająca na wprowadzanie ograniczeń w stanie epidemii. Podobne ograniczenia, a nawet szersze, obowiązywały wiosną tego roku – replikuje Piotr Müller, rzecznik rządu.
– Zakazy i nakazy wprowadzane w takiej formie wymagałyby wprowadzenia stanu wyjątkowego. Ta propozycja to półprawo – mówi adwokat Maciej Gawroński.
Jak zapowiada Mariusz Ciarka, rzecznik Komendy Głównej Policji, mundurowi będą reagować na każde zgłoszenie naruszenia zasad epidemiologicznych.
Za łamanie obowiązujących obostrzeń grozi mandat do 500 zł (czasem do 1 tys. zł) albo sprawa w sądzie. A sanepid może wymierzyć karę administracyjną do 30 tys. zł. Od 28 grudnia do 17 stycznia zamknięte będą także galerie handlowe – poza sklepami spożywczymi, aptekami i punktami usługowymi. We wtorek dodano, że zamknięte będą także kasyna. Otwarte pozostaną sklepy budowlane i meblowe oraz dla zwierząt.
Ograniczona zostaje także działalność hoteli (znika możliwość pobytów służbowych). Zamknięte zostaną też stoki narciarskie.
Podstawa prawna: rozporządzenie z 21 grudnia 2020 r. (Dz.U. z 21 grudnia, poz. 2316)
Zakwalifikowanie przychodu z najmu do określonego źródła
Opis stanu faktycznego
Okoliczności sprawy dotyczyły wydanej przez Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej interpretacji indywidualnej w przedmiocie zryczałtowanego podatku dochodowego. Organ w wydanej interpretacji stwierdził, że przychody z tytułu najmu wskazanego we wniosku należy zakwalifikować do źródła przychodu określonego w art. 10 ust. 1 pkt 3 PDOFizU.
Stanowisko WSA
Wojewódzki Sąd Administracyjny uchylił interpretację indywidualną. Wskazał, że istotą sporu było ustalenie czy przychód uzyskiwany z najmu lokali mieszkalnych zakupionych przez skarżącą oraz tych, które skarżąca planuje kupić w przyszłości, jest przychodem z pozarolniczej działalności gospodarczej zgodnie z art. 10 ust. 1 pkt 3 PDOFizU czy też jest przychodem z najmu zgodnie z art. 10 ust. 1 pkt 6 PDOFizU i w związku z tym może być opodatkowany ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych. Stanowisko organu interpretacyjnego jest błędne. Przychody z najmu mogą być zakwalifikowane do dwóch źródeł przychodów: pozarolniczej działalności gospodarczej i najmu jako samodzielnego źródła przychodów. Kryterium rozróżnienia stanowi to, czy przedmiot najmu stanowi składnik majątku związanego z działalnością gospodarczą. W przypadku, gdy najem nie dotyczy takiego składnika, przychód z tego tytułu należy kwalifikować do źródła przychodów z najmu, a w przypadku gdy najem dotyczy składnika majątku związanego z działalnością gospodarczą, przychody uzyskane z tego tytułu kwalifikuje się do przychodów z pozarolniczej działalności gospodarczej. Zakwalifikowanie przychodu nie jest ono uzależnione od woli podatnika, czy organów podatkowych. Skarżąca w składanym wniosku podnosiła, że najem ma/będzie miał charakter tzw. najmu prywatnego i nie jest/nie będzie związany ani z działalnością gospodarczą spółki, ani z prowadzoną pozarolniczą działalnością gospodarczą. Nabyte lokale nie stanowią i nie będą stanowiły składników majątku rzeczowego żadnej z prowadzonych przez skarżącą aktywności gospodarczych.
Stanowisko NSA
Naczelny Sąd Administracyjny po rozpoznaniu skargi kasacyjnej Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej – oddalił skargę jako niezawierającą usprawiedliwionych podstaw.
W pierwszej kolejności wskazał, że do źródła przychodów w postaci najmu lub umów o podobnym charakterze mogą być kwalifikowane tylko te przychody, które nie pochodzą z oddania w najem lub na podstawie umowy o podobnym charakterze składników majątku związanych z działalnością gospodarczą. Oznacza to, że dla właściwego podatkowego zakwalifikowania przychodów z wymienionych umów na wstępie należy ocenić, czy składniki majątkowe oddane w najem lub stanowiące przedmiot podobnej umowy służą prowadzeniu działalności gospodarczej. Do istotnych cech takiej działalności należą: charakter zarobkowy, prowadzenie jej przez podatnika we własnym imieniu, zorganizowanie i ciągłość. Zarazem wśród cech definiujących taką działalność nie wymieniono zamiaru podatnika jej prowadzenia. O zakwalifikowaniu więc przychodu do określonego źródła, a więc także o związaniu lub braku związania określonych składników majątkowych z działalnością gospodarczą, nie decyduje zamiar podatnika, a obiektywnie weryfikowalne cechy prowadzonej przez niego działalności przy wykorzystaniu określonych składników majątkowych, w tym składników majątkowych oddanych w najem. Z kolei stwierdzenie, że składniki majątku podatnika, które stanowią przedmiot najmu, są wykorzystywane w prowadzonej działalności gospodarczej, a więc służą prowadzeniu takiej działalności, oznacza, że są też związane z działalnością gospodarczą. Konieczne jest w ocenie NSA wypracowanie kryteriów różnicowania kwalifikowania przychodów z najmu, zwłaszcza lokali mieszkalnych, do określonego źródła przychodów w postaci najmu albo pozarolniczej działalności gospodarczej. O prowadzeniu działalności gospodarczej, której przedmiotem jest wynajem takich lokali, nie może przesądzać sama cecha ciągłości działań, stanowiąca istotę umów najmu, ani ukierunkowanie na zysk, bowiem podporządkowanie regułom gospodarności jest także cechą zarządzania majątkiem prywatnym, a elementem reguły gospodarności jest zasadniczo zarobkowy charakter oddawania w najem składników tego majątku.
Tym samym za gospodarowanie majątkiem prywatnym może być także poczytane nabywanie nieruchomości jako lokaty kapitału, nawet z przeznaczeniem na wynajem, jednak jeżeli nie będzie się wiązało z tworzeniem zorganizowanej struktury zarządzania takim majątkiem. Inaczej rzecz ujmując, jakkolwiek o kwalifikacji tego rodzaju przychodów rzeczywiście decydują kryteria przedmiotowe, to ocena, czy wynajmowane lokale stanowią składniki majątku związane z działalnością gospodarczą nie jest determinowana wolą czy zamiarem podatnika, ale spełnianiem lub niespełnieniem obiektywnych kryteriów pozarolniczej działalności gospodarczej. Jeżeli zatem określona działalność polegająca na wynajmie lokali, także mieszkalnych, niewprowadzonych do ewidencji środków trwałych, wykazuje cechy zarobkowości i ciągłości, a przede wszystkim zorganizowania, świadczy to o prowadzeniu przez podatnika działalności gospodarczej z wykorzystaniem tych składników majątkowych bez względu na to, czy sam podatnik w taki sposób rozumie i kwalifikuje swoją działalność. Z kolei stwierdzenie wykorzystywania lokali w działalności gospodarczej przesądza, że są one związane z działalnością gospodarczą w rozumieniu art. 10 ust. 1 pkt 6 PDOFizU, toteż przychody z ich wynajmu nie mogą być przyporządkowane do źródła wymienionego w tym przepisie, ale do przychodów z pozarolniczej działalności gospodarczej, wymienionych w art. 10 ust. 1 pkt 3 PDOFizU.
W realiach faktycznych niniejszej sprawy, wyznaczonych treścią wniosku o interpretację, wbrew twierdzeniom skargi kasacyjnej, brak było podstaw dla przyjęcia, że wnioskodawczyni prowadzi, bądź będzie prowadzić działalność gospodarczą w zakresie najmu lokali mieszkalnych. Przedstawiony we wniosku stan nie potwierdza, jak niezasadnie twierdzi organ interpretacyjny, że podejmowane przez wnioskodawczynię czynności związane z zagospodarowaniem mienia i jego rozporządzaniem znacznie odbiegają od zwyczajowo przyjętego wykonywania prawa własności. Samo wskazanie na ich zarobkowy cel nie przesądza o ich profesjonalnym, wykonywanym w ramach działalności gospodarczej, charakterze.
Odnośnie kwalifikowania przychodu z tytułu najmu, wniosek płynący z powyższego rozstrzygnięcia jest następujący: jakkolwiek każdy najem prowadzony jest w celu zarobkowym i w istocie wykazuje cechę ciągłości, to nie każdy najem lokali wykazuje cechę zorganizowania, a to ostatnie jest kryterium różnicującym źródła przychodów. Co przy tym warte podkreślenia – na etapie postępowania przed organem, a konkretnie postępowania o wydanie interpretacji podatkowej, konieczne jest przyjmowanie za podstawę stanu faktycznego opisanego we wniosku. Przedmiot sporu interpretacyjnego wyklucza możliwość ingerencji w okoliczności faktyczne przedstawione przez wnioskodawcę. Jak słusznie zaznaczył NSA, ewentualną cechę zorganizowania wynajmu lokali będzie można potwierdzić w ramach postępowania dowodowego prowadzonego w postępowaniu wymiarowym, a nie w sporze o interpretację podatkową.
Pomoc publiczna w celu ratowania lub restrukturyzacji przedsiębiorstw
Beneficjenci pomocy publicznej
Pomoc publiczna przewidziana przepisami tej ustawy jest skierowana do przedsiębiorców znajdujących się w trudnej sytuacji ekonomicznej, tj. przedsiębiorcy o którym mowa w art. 141 ust. 1 PrRest, który jednocześnie jest zagrożony niewypłacalnością oraz spełnia przesłanki wskazane w art. 141 ust. 2 PrRest, albo jest niewypłacalny w rozumieniu art. 11 PrUpad.
Wskazać należy, że pomoc może być udzielona, jeżeli zapobiega i prowadzi do ograniczenia trudności społecznych lub przezwyciężenia niedoskonałości rynku, w przypadku gdy bez jej udzielenia cel ten nie zostałby osiągnięty lub zostałby osiągnięty w mniejszym zakresie. Istotą pomocy jest umożliwienie realnej możliwości kontynuowania działalności przez przedsiębiorcę w sposób konkurencyjny bez konieczności ponownego wsparcia ze strony państwa (za wyjątkiem przypadku okresu niezbędnego do likwidacji działalności gospodarczej oraz przeprowadzenia koniecznych w tym zakresie analiz). Za wyjątkami przewidzianymi w ustawie, co do zasady pomoc może być udzielona raz na 10 lat.
Co istotne właśnie możliwość udzielenia pomocy na restrukturyzację w dobie pandemii COVID-19 może stanowić ewidentną pomoc dla firm w restrukturyzacji. Żadne dotacje przewidziane w rządowych programach zwalczania skutków COVID-19 nie przewidywały możliwości skorzystania z nich przez przedsiębiorstwa w restrukturyzacji. Dopiero ten instrument prawny udziela takiej możliwości. Zwłaszcza iż w art. 51 PomPublPrzedU przewidziano, że przez trudności społeczne lub niedoskonałości rynku rozumie się również ryzyko upuszczenia rynku przez przedsiębiorcę znajdującego się w trudnej sytuacji ekonomicznej w wyniku trudności związanych z zaistnieniem epidemii COVID-19.
Formy pomocy
Ustawa przewiduje trzy rodzaje wsparcia określone jako:
- pomoc na ratowanie,
- tymczasowe wsparcie,
- pomoc na restrukturyzację.
Pomoc na ratowanie
Głównym celem tej formy pomocy jest wsparcie przedsiębiorcy przez okres, w którym prowadzi działania nad opracowaniem planu restrukturyzacji lub likwidacji działalności gospodarczej oraz przeprowadzenia koniecznych w tym zakresie analiz.
Jest udzielana zarówno mikro-, małym, średnim jak i dużym przedsiębiorcom. Udzielana jest w formie pożyczki. Natomiast jej wysokość jest ograniczona do kwoty niezbędnej do utrzymania działalności operacyjnej przedsiębiorcy. Pomoc na ratowanie może zostać udzielona na okres nie dłuższy niż 6 miesięcy.
Tymczasowe wsparcie
Głównym celem tej formy jest umożliwienie wykonywania działalności gospodarczej przez czas niezbędny do wdrożenia działań restrukturyzacyjnych mających na celu przywrócenie długookresowej zdolności do konkurowania na rynku.
Jest udzielana tylko mikro-, małym, średnim przedsiębiorcom [w rozumieniu art. 2 załącznika I do rozporządzenia Komisji (UE) nr 651/2014 z 17.6.2014 r. uznającego niektóre rodzaje pomocy za zgodne z rynkiem wewnętrznym w zastosowaniu art. 107 i 108 Traktatu (Dz.Urz. UE L z 2014 r. Nr 187, s. 1 ze zm.), a w sytuacji, o której mowa w art. 11 ust. 2, z wyłączeniem art. 3 ust. 4 tego załącznika].
Udzielana jest w formie pożyczki. Wysokość jest ograniczona do kwoty niezbędnej do kontynuowania działalności przez przedsiębiorcę, w okresie, na który ta pomoc została udzielona, jednak nie dłuższym niż 18 miesięcy. Jednakże jeżeli tymczasowe wsparcie restrukturyzacyjne jest poprzedzone bezpośrednio pomocą na ratowanie, okres pomocy na ratowanie wlicza się do ww. okresu 18 miesięcy. Przy czym dodatkowo można ubiegać się o przedłużenie tymczasowego wsparcia restrukturyzacyjnego do dnia udzielenia pomocy na restrukturyzację.
Pomoc na restrukturyzację
Głównym celem tej formy jest wsparcie w celu realizacji planu restrukturyzacji mającego na celu przywrócenie długofalowej zdolności do konkurowania na rynku.
Niniejsza pomoc jest zdecydowanie szersza od powyższych. Jednakże pomoc może zostać udzielona w zakresie minimum niezbędnego do przywrócenia przedsiębiorcy długookresowej zdolności do konkurowania na rynku. Ponadto, pomoc ta może stanowić jedynie uzupełnienie wkładu własnego przedsiębiorcy w koszty procesu restrukturyzacji, a wkład własny powinien być realnie wniesiony i obejmować środki własne przedsiębiorcy, udziałowców lub grupy kapitałowej, nowych inwestorów, wierzycieli lub inne środki uzyskane na warunkach rynkowych. Nie mogą go zatem stanowić przyszłe zyski przedsiębiorcy czy środki uzyskane z wcześniej udzielonej pomocy.
Pomoc na restrukturyzację może być udzielona w następujących formach:
- pożyczka
- objęcie akcji lub udziałów w podwyższonym kapitale zakładowym albo udziału w podwyższeniu kapitału zakładowego przez podwyższenie wartości nominalnej dotychczasowych udziałów lub akcji;
- objęcie obligacji;
- zmiana terminów spłaty pożyczki wobec podmiotu udzielającego pomocy na restrukturyzację;
- konwersja pożyczki udzielonej jako pomoc na ratowanie lub jako tymczasowe wsparcie restrukturyzacyjne na udziały lub akcje,
- ulga w wykonaniu administracyjnej kary pieniężnej.
Przy czym ulga w wykonaniu administracyjnej kary pieniężnej może zostać udzielona przez:
- odroczenie terminu wykonania administracyjnej kary pieniężnej lub rozłożenie jej na raty,
- odroczenie terminu wykonania zaległej administracyjnej kary pieniężnej lub rozłożenie jej na raty,
- umorzenie administracyjnej kary pieniężnej w całości lub w części,
- umorzenie odsetek za zwłokę w całości lub w części pod warunkiem przeznaczenia równowartości udzielonej pomocy na realizację planu restrukturyzacji.
Organ rozpoznający wnioski
Same wnioski zgodnie z ustawą można składać bezpośrednio do urzędu obsługującego ministra właściwego do spraw gospodarki (obecnie Minister Rozwoju) albo do Agencji Rozwoju Przemysłu Spółki Akcyjnej. Jednakże Minister Rozwoju może powierzyć rozpoznawanie wniosków o pomoc przez ARP. Tak też z informacji publicznej na stronie internetowej ARP wynika, iż od dnia 24 września 2020 r. wnioski o pomoc można kierować bezpośrednio do ARP.
Możliwość skorzystania z różnych form pomocy
Przedsiębiorca może ubiegać się o pomoc na ratowanie, a następnie, jeżeli to wsparcie okazało się niewystarczające, także o pomoc na restrukturyzację. Jeżeli natomiast jest mikro-, małym lub średnim przedsiębiorcą, może ubiegać się również o pomoc na tymczasowe wsparcie restrukturyzacyjne.
Na pomoc przewidzianą tą ustawą przewidziany jest budżet państwa i wynosi maksymalnie 120 milionów złotych rocznie przez 10 lat, tj. łącznie 1,2 miliarda złotych.
Specjalizacja pomoże w walce z hejtem
– Jak mi pokażecie jego skład, to ocenię, czy pomysł jest dobry – mówi „Rz” jeden z prawników, któremu nie są obce takie sprawy. Więcej mówić nie chce, dopóki nie zobaczy projektu.
Doba na odpowiedź
Zgodnie z projektem serwisy społecznościowe nie będą mogły usuwać treści ani blokować kont użytkowników, jeśli treści na nich zamieszczane nie naruszają polskiego prawa. A jeśli naruszają, możliwa będzie skarga. Serwis rozpatrzy ją w ciągu doby. Gdy tego nie zrobi, głos zabierze sąd. Na poziomie okręgu powstać ma jeden sąd wolności słowa na wzór niedawno utworzonych sądów własności intelektualnej.
Powód? W celu zapewnienia sprawności nowej szybkiej procedury – wyjaśniają autorzy. Co na to prawnicy?
Adwokat Zbigniew Roman nie ma wątpliwości, że ze zjawiskiem walczyć należy, bo agresorzy w sieci czują się coraz bardziej bezkarni. Przypomina jednak, że istnieją już prawne możliwości przeciwdziałania hejtowi w sieci. Gdy wiąże się on z popełnieniem przestępstwa, można zawiadomić prokuraturę.
– Mam jednak wątpliwości, czy potrzebny jest do tego specjalny sąd czy wydział –mówi „Rz” Zbigniew Roman. I dodaje, że skłania się raczej ku specjalizacji sędziów. – Świetnie przygotowany do sprawy sędzia, także pod kątem korzystania z mediów społecznościowych, szybko się z taką sprawą upora – uważa.
Identyczny pogląd prezentuje adwokat Dariusz Pluta.
– Jeśli chodzi o specjalizację, kierunek uważam za słuszny. Chcąc nie chcąc, za kilka lat takie sądy z pewnością powstaną – uważa. I dodaje, że specjalizacja, profesjonalizm sprzyjają szybkości, a sprawy hejtu czy fake newsów należą do tych, które trzeba załatwiać szybko.
Pozytywnie ocenia także nową instytucję, jaka ma się pojawić w prawie cywilnym. Chodzi o tzw. ślepy pozew.
– Powód, którego dobra osobiste zostaną naruszone przez nieznaną mu osobę, będzie mógł złożyć pozew o ochronę dóbr osobistych bez wskazania danych pozwanego. Wystarczy podać adres URL zasobu danych internetowych, na którym zostały opublikowane obraźliwe treści, daty i godziny publikacji oraz nazwy profilu lub loginu użytkownika. Jeśli sąd oceni, że coś jest na rzeczy (sprawa nie jest oczywiście bezzasadna), wystąpi do portalu o przekazanie danych użytkownika – tak chcą zapisać nową instytucję autorzy.
– To wyrównanie broni z zasadą anonimowości w sieci – uważa adwokat Dariusz Pluta. Zastrzega, że dopóki prezentowane anonimowo treści wiążą się jedynie z upublicznianiem własnego stanowiska czy poglądów, to nic do anonimowości nie ma. Gdy jednak dochodzi do obrażania, pomawiania, wręcz hejtowania innych osób, jakieś narzędzie dla pokrzywdzonych w walce o dobre imię istnieć musi.
Liczy się czas
Postępowanie sądowe ma być prowadzone elektronicznie. Serwis po skierowaniu wniosku przez użytkownika ma przekazywać zabezpieczone materiały do sprawy i stanowiska uczestników.
Prawomocne postanowienie sądu ma być natychmiast wykonalne. W razie jego niewykonania oraz innych naruszeń z ustawy, np. braku ustanowienia pełnomocnika czy braku raportowania sprawozdań, serwis może ponieść karę administracyjną nałożoną przez Urząd Komunikacji Elektronicznej – do 8 mln zł.
– Może wysokie kary podziałają na co bardziej agresywnych uczestników dyskusji w sieci – przyznaje inny mecenas. Zwraca jednak uwagę, że resort sprawiedliwości najpierw powinien zmienić art. 212 kodeksu karnego. Ten przewiduje karę więzienia za zniesławienie.
Charakter prawny terminu do złożenia wniosku o odroczenie płatności opłaty za korzystanie ze środowiska albo administracyjnej kary pieniężnej
Wniosek Prezesa NSA
We wniosku Prezesa NSA o podjęcie uchwały wskazano, że w judykaturze występują dwie odmienne linie orzecznicze dotyczące charakteru terminu przewidzianego na złożenie wniosku o odroczenie terminu płatności opłaty za korzystanie ze środowiska oraz administracyjnej kary pieniężnej, o którym mowa w art. 318 ust. 1 PrOchrŚrod.
Stanowisko Naczelny Sąd Administracyjny w składzie siedmiu sędziów – uwagi ogólne
Na wstępie rozważań NSA dokonał klasyfikacji terminu materialnego i procesowego. Zasadnicze znaczenie przyznawane jest kryterium skutków prawnych ich uchybieniu. Uchybienie terminowi materialnemu powoduje wygaśnięcie praw lub obowiązków o charakterze materialnym. Jest to bowiem okres, w którym może nastąpić ukształtowanie praw lub obowiązków jednostki w ramach administracyjnoprawnego stosunku materialnego. Po jego upływie stosunek ten nie może zostać nawiązany, postępowanie nie może być wszczęte, a wszczęte jako bezprzedmiotowe podlega umorzeniu. Natomiast uchybienie terminowi procesowemu powoduje bezskuteczność czynności prawnej.
Jako inne kryterium rozróżnienia tych terminów wskazuje się moment zdarzenia, w związku z którym rozpoczyna się bieg terminu. Jeżeli ma ono miejsce w trakcie postępowania, to z reguły mamy do czynienia z terminem procesowym, a jeżeli przed jego wszczęciem, to prawdopodobnie z terminem materialnym. Do terminów prawa materialnego można zakwalifikować terminy do dochodzenia uprawnienia administracyjnego lub do podjęcia czynności służącej zachowaniu takiego uprawnienia. Ich uchybienie uniemożliwia skuteczne domaganie się przyznania tego uprawnienia lub dalszego z niego korzystania.
Ponadto podkreśla się, że materialny charakter mają terminy do wykonania obowiązku wynikającego z mocy prawa oraz do dokonania czynności wywołujących bezpośrednio skutki materialnoprawne, niezależnie czy podejmowane są w toku postępowania, czy poza nim oraz bez względu na to, czy wywołują również skutki procesowe. Natomiast jeżeli skutki w sferze prawa materialnego mogą powstać jedynie na mocy decyzji administracyjnej, to terminy wyznaczające czas do dokonania czynności zmierzających do wszczęcia postępowania lub przyznania uprawnień traktowane są na ogół jako procesowe.
NSA przywołał m.in. wyrok z 15.7.2008 r., II GSK 256/08, z którego wynika, że: „Istotnym kryterium rozróżnienia rodzaju terminu na gruncie konkretnej sprawy powinno być to, czy jego uchybienie wyłącza, lub nie, powstanie stosunku prawnego materialnego, czy też ogranicza się jedynie do bezskuteczności procesowej czynności, co może dopiero wpływać na sytuację materialnoprawną jednostki.”
W wyroku z 3.6.2014 r., II GSK 560/13 NSA przyjął natomiast, że przez termin prawa materialnego należy rozumieć „ustanowiony przepisem prawa materialnego termin do dokonania określonej czynności niezwiązanej z toczącym się postępowaniem administracyjnym” (analogicznie w wyroku NSA z 4.3.2011 r., II GSK 71/10).
O charakterze danego przepisu i terminu nie przesądza w jakim akcie normatywnym się on znajduje, gdy akt zawiera przepisy prawa materialnego i przepisy proceduralne.
W konsekwencji rozwiązanie kwestii charakteru danego terminu nie będzie raczej możliwe przy zastosowaniu wyłącznie jednego, rozstrzygającego kryterium, lecz wymaga złożonej argumentacji, a z uwagi na rygoryzm terminu materialnego, nawet tej natury aksjologicznej i pragmatycznej. Zarysowany problem jest o tyle mający praktyczne, a nie jedynie teoretyczne znaczenie, że uchybienie terminowi materialnoprawnemu skutkuje definitywnym wygaśnięciem praw lub obowiązków administracyjnych. Termin materialny nie podlega bowiem przywróceniu, chyba że co innego wynika wyraźnie z przepisu ustawy. Instytucja procesowa przywrócenia terminu znajduje zastosowanie tylko do terminów procesowych.
Stanowisko Naczelny Sąd Administracyjny w składzie siedmiu sędziów – uwagi co do art. 318 ust. 1 PrOchrŚrod
Przedstawione zagadnienie prawne występuje w przypadku określenia właściwego charakteru terminu na złożenie wniosku o odroczenie terminu płatności opłaty podwyższonej za korzystanie ze środowiska albo administracyjnej kary pieniężnej, przewidzianego w art. 318 ust. 1 PrOchrŚrod i związanej z tym kwestii ewentualnej możliwości jego przywrócenia na zasadach ogólnych. Ustawa nie określa bowiem skutków uchybienia tego terminu, a problem okazał się na tyle istotny, że stosowanie tego przepisu wywołało rozbieżności w orzecznictwie sądów administracyjnych.
Nie ulega wątpliwości, że ustawa Prawo ochrony środowiska należy do ustaw prawnomaterialnych. Nie przesądza to jednak jeszcze charakteru przepisu art. 318 ust. 1 PrOchrŚrod i zawartego w nim terminu. Znaczenie rozstrzygające będzie mieć zatem przedmiot i treść tego przepisu. W orzecznictwie, jak i doktrynie trafnie zwrócono uwagę, że art. 318 ust. 1 PrOchrŚrod reguluje kwestie procesowe, tj. tryb i termin złożenia stosownego wniosku (norma „instrumentalna”), podczas gdy zagadnienia prawnomaterialne znalazły się głównie w art. 317 ust. 1 PrOchrŚrod, w tym zasadniczy (prawnomaterialny) warunek odroczenia płatności w postaci realizacji przedsięwzięcia, którego wykonanie zapewni usunięcie przyczyn ponoszenia podwyższonych opłat albo kar. Zawarty w art. 318 ust. 1 PrOchrŚrod termin wyznacza czas do dokonania czynności prawnej (złożenia wniosku) w celu przyznania określonego uprawnienia, jednak skutki w sferze prawnomaterialnej dla wnioskodawcy powstają dopiero w momencie wydania przez właściwy organ decyzji administracyjnej o odroczeniu terminu płatności opłaty lub kary (art. 318 ust. 5 PrOchrŚrod) bądź o odmowie tego odroczenia (art. 318 ust. 6 PrOchrŚrod).
Innym ważnym kryterium pozwalającym na odróżnienie terminu prawa materialnego od procesowego jest ustalenie, czy czynność wyznaczona tym terminem podejmowana jest w ramach postępowania administracyjnego, czy poza nim, tj. jeszcze przed jego wszczęciem. Czynności podejmowane w ramach postępowania oraz terminy określające czas na ich dokonanie traktuje się bowiem z reguły jako procesowe. W przypadku terminu przewidzianego w art. 318 ust. 1 PrOchrŚrod czynność procesowa polegająca na złożeniu wniosku o odroczenie płatności wprawdzie inicjuje postępowanie w tej sprawie, to jednak nie można abstrahować od tego, że odbywa się to w związku z postępowaniem o wymierzenie administracyjnej kary pieniężnej lub opłaty podwyższonej za korzystanie ze środowiska. Inaczej jeszcze można stwierdzić, że podmiot występujący o odroczenie terminu płatności czyni to w szeroko rozumianych ramach stosunku prawnego, którego przedmiotem jest nałożony na niego obowiązek uiszczenia administracyjnej kary pieniężnej lub opłaty za korzystanie ze środowiska. Trudno byłoby zatem zasadnie twierdzić, że złożenie wniosku o odroczenie terminu płatności stanowi czynność niezwiązaną z jakimkolwiek toczącym się postępowaniem administracyjnym.
Z treści art. 318 ust. 1 PrOchrŚrod wynika, że wniosek o odroczenie płatności administracyjnej kary pieniężnej powinien być złożony przed upływem terminu, w którym kara lub opłata powinna być uiszczona, a w myśl art. 281 ust. 3 in fine PrOchrŚrod „termin płatności administracyjnej kary pieniężnej wynosi 14 dni od dnia, w którym decyzja o wymiarze kary stała się ostateczna”. Termin do złożenia wniosku o odroczenie płatności konkretnej kary pieniężnej jest zatem stosunkowo krótki, co przemawiałoby za jego procesowym charakterem, a poza tym nie wynika bezpośrednio z ustawy, gdyż należy jeszcze uwzględnić indywidualną decyzję o nałożeniu tej kary (tj. moment przymiotu ostateczności).
Przy rozstrzyganiu wątpliwości dotyczących charakteru terminu określonego w art. 318 ust. 1 PrOchrŚrod nie można także tracić istotnej z perspektywy ochrony środowiska oraz zasady zrównoważonego rozwoju zasadniczej funkcji instytucji odraczania płatności opłaty podwyższonej za korzystanie ze środowiska oraz administracyjnej kary pieniężnej. Z przepisu art. 317 ust. 1 PrOchrŚrod wynika bowiem, że instytucja ta ma służyć nie tylko podmiotowi zobowiązanemu do ich uiszczenia, ale również, czy nawet przede wszystkim, ochronie środowiska, gdyż głównym warunkiem jej zastosowania jest realizacja przez tenże podmiot przedsięwzięcia, którego wykonanie zapewni usunięcie przyczyn ponoszenia podwyższonych opłat albo kar. Celem zatem powyższego przepisu jest motywowanie zobowiązanych podmiotów do podejmowania działań eliminujących te przyczyny. W literaturze przedmiotu słusznie zatem podnosi się, że za uznaniem możliwości przywrócenia terminu do złożenia wniosku o odroczenie płatności przemawiają także względy pragmatyczne, gdyż w ten sposób zwiększa się szansa na realizację przedsięwzięć mogących wpłynąć na poprawę stanu środowiska. W takiej sytuacji przywracalność terminu z art. 318 ust. 1 PrOchrŚrod otwierałaby stronie dodatkową możliwość ubiegania się o przyznanie uprawnienia do odroczenia terminu płatności, czyniąc tym samym bardziej realną możliwość skorzystania z tej instytucji. Jednocześnie ewentualnemu uznaniu procesowego charakteru tego terminu oraz możliwości jego przywrócenia nie wydaje się stać na przeszkodzie wzgląd na zasadę praworządności. Pozwoliłoby to bowiem na pełniejsze uwzględnienie interesu publicznego – w postaci poprawy stanu środowiska, a zarazem słusznego interesu podmiotów zobowiązanych do uiszczenia opłaty lub kary.
Omawiana uchwała jest uchwałą wyjaśniającą, która w sposób jednoznaczny rozstrzyga wątpliwości co do charakteru prawnego terminu z art. 318 ust. 1 PrOchrŚrod.
Nie tylko uzasadnienie uchwały NSA, ale także treść wniosku Prezesa NSA zawiera wiele kryteriów pozwalających na ustalenia charakteru prawnego danego terminu.
Istotne jest to, że rozwiązanie kwestii charakteru danego terminu nie jest zasadniczo możliwe przy zastosowaniu wyłącznie jednego kryterium. Pewnym uproszczeniem jest tu przyjęcie, że kryterium pozwalającym na odróżnienie terminu prawa materialnego od procesowego jest ustalenie, czy czynność wyznaczona tym terminem podejmowana jest w ramach postępowania administracyjnego czy poza nim.
Status pracowniczy jedynego wspólnika spółki kapitałowej
Opis stanu faktycznego
Przedmiotem postępowania było powództwo S.G. przeciwko O. sp. z o. o. w C. o ustalenie, że od 12.7.2017 r. łączy go z pozwaną spółką O. umowa o pracę zawarta na czas nieokreślony, na podstawie której w pełnym wymiarze czasu pracy wykonuje pracę na stanowisku menagera produktu – członka zarządu. S.G. jest jedynym udziałowcem N. spółki z o.o. w C., w której jednocześnie pełni funkcję prezesa jednoosobowego zarządu. Z kolei N. spółka z o.o. jest większościowym udziałowcem O. spółki z o.o. w C., posiadającym 99 ze 100 udziałów. Jeden udział objął powód, który jednocześnie został powołany na prezesa jednoosobowego zarządu. Uchwałą walnego zgromadzenia wspólników pozwanej ustanowiono pełnomocnika w celu podpisania umowy o pracę z powodem, powołanym aktem założycielskim spółki na członka zarządu. Powód następnie zawarł z pozwaną, reprezentowaną przez pełnomocnika Walnego Zgromadzenia, umowę o pracę, w ramach której miał wykonywać pracę na stanowisku managera produktu – członka zarządu, w pełnym wymiarze czasu pracy, za wynagrodzeniem 2.500 zł. W zakresie swoich zadań powód sam organizował sobie pracę i nikt nie wydawał mu poleceń. Na rozprawie pozwana spółka uznała powództwo w całości oświadczając, że umowa o pracę z powodem została zawarta zgodnie z prawem.
Stanowisko SR i SO
Sąd Rejonowy oddalił powództwo w całości. Odnosząc się w pierwszej kolejności do uznania powództwa wskazał, że zgodnie z art. 213 § 2 KPC, sąd jest związany uznaniem powództwa, chyba że uznanie jest sprzeczne z prawem lub zasadami współżycia społecznego albo zmierza do obejścia prawa. W sytuacji uznania powództwa sąd jest zawsze zobowiązany zbadać, czy uznanie powództwa nie narusza przepisów prawa. Rozpatrując tą regulację prawną w świetle okoliczności faktycznych niniejszej sprawy SR wskazał, że kapitał pozwanej oraz N. spółki z o.o. w C. znajdował się w rękach tej samej osoby fizycznej – powoda, który był jedynym udziałowcem spółki N. Niewątpliwie cechą wyróżniającą stosunek pracy spośród innych kategorii stosunków prawnych, na podstawie których jest świadczona praca zarobkowa, jest podporządkowanie pracownika pracodawcy, co sprowadza się do tego, że pracownik nie ma samodzielności w określaniu bieżących zadań, ponieważ należy to do sfery uprawnień pracodawcy organizującego proces pracy. Z uwagi na kumulację kapitału w rękach powoda, nie można mówić o jakimkolwiek jego podporządkowaniu pozwanej spółce w rozumieniu art. 22 § 1 KP. Powód wykonywał zatem czynności na rzecz samego siebie: we własnym interesie i na swoje własne ryzyko produkcyjne, gospodarcze i socjalne.
Sąd Okręgowy w całości podzielił ustalenia faktyczne i ocenę prawną dokonane przez Sąd Rejonowy, przyjmując je za własne.
Stanowisko SN
Sąd Najwyższy stwierdził, że wersja wydarzeń forsowana przez powoda i ocena ich pod kątem prawnym zaprezentowana w skardze kasacyjnej nie jest właściwa. W okolicznościach sprawy nie można bowiem mówić o nawiązaniu stosunku pracy, gdyż stosunek taki byłby pozbawiony zasadniczych elementów konstrukcyjnych wymaganych od tego typu stosunku, w szczególności zaś brak byłoby w nim cechy szeroko rozumianego podporządkowania pracownika w procesie świadczenia pracy. Z tego punktu widzenia, przy uwzględnieniu cech stosunku pracy oraz ustroju prawa pracy, którego podstawą jest wymiana świadczeń między właścicielem środków produkcji a pracownikiem, jedyny (lub niemal jedyny) wspólnik spółki z ograniczoną odpowiedzialnością co do zasady nie może pozostawać z tą spółką w stosunku pracy, gdyż w takim przypadku status wykonawcy pracy (pracownika) zostaje „wchłonięty” przez status właściciela kapitału (pracodawcy). Inaczej rzecz ujmując, następuje zlanie się kapitału z pracą, co zaprzecza istocie stosunku pracy.
Jednocześnie mając na uwadze pełnienie równolegle kilku funkcji przez powoda, SN wskazał na taki wyrażany pogląd, zgodnie z którym w sytuacji, gdy mamy do czynienia z jedynym wspólnikiem spółki i członkiem jej zarządu, ewentualny status takiej osoby jako wykonawcy pracy byłby zdominowany przez status właścicielski do tego stopnia, że stałby się jego funkcjonalnym elementem, służącym głównie kompleksowej obsłudze kapitału. Uznanie, że jedyny udziałowiec w spółce mógłby w takich warunkach pełnić równocześnie funkcję prezesa zarządu i być zatrudnionym w ramach stosunku pracy na stanowisku członka zarządu, byłoby sprzeczne z istotą stosunku pracy i prawa pracy w ogóle. Sąd Najwyższy podkreślił także, że mimo braku sprecyzowania dotąd pozaustawowych pojęć „niemal jedyny udziałowiec” albo odwrotnie „udziałowiec iluzoryczny”, okoliczności sprawy nie powinny pozostawiać wątpliwości. Pytanie o to, przy jakim stosunku udziałów w kapitale spółki dominujący wspólnik staje się wspólnikiem niemal jedynym, wydaje się niepotrzebne w spółce dwuosobowej, w której jeden ze wspólników zachował 99 na 100 udziałów, bowiem bezsprzecznie ma on pozycję właścicielską tak dalece dominującą, że nie może być własnym pracodawcą. Taka skala większości udziałów (przewagi głosów na zgromadzeniu wspólników) oraz sposób jej wykorzystywania nakazuje traktować stosunki pracy w tak ukonstytuowanej wieloosobowej spółce z ograniczoną odpowiedzialnością na równi ze stosunkami w spółce jednoosobowej, której konstrukcja prawna nie ma odpowiednika na gruncie prawa pracy, gdyż w jej ramach stosunek tego prawa byłby pozbawiony zasadniczych elementów definiujących. Jest to sytuacja, w której społeczny status wykonawcy pracy staje się jedynie funkcjonalnym elementem statusu właściciela spółki i niezależnie od argumentów odwołujących się do braku podporządkowania pracowniczego Sąd Najwyższy zauważa jednocześnie, że w istocie nie zachodzi przesłanka odpłatności pracy. Mając te wszystkie argumenty na względzie, w rozpoznawanej sprawie formalnie zawarta umowa o pracę między skarżącym, będącym w rzeczywistości jedynym udziałowcem pozwanej, a pozwaną spółką nie wykreowała realnego stosunku pracy.
Analizowane orzeczenie Sądu Najwyższego jest wyrazem uznania, że wobec braku konstruktywnego elementu stosunku pracy, jakim jest pracownicze podporządkowanie, a także z powodu naruszenia zasady rozdziału statusu właścicielskiego i pracowniczego, niemożliwe jest przypisanie fikcyjnie powstałej relacji cech charakterystycznych z art. 22 § 1 KP. Co jednak najbardziej istotne to fakt realnego spojrzenia na stosunki osobowe na gruncie okoliczności faktycznych sprawy. Zauważyć bowiem należy, że większościowym udziałowcem pozwanej spółki była inna spółka, a nie powód jako osoba fizyczna. Spółka ta władała 99% udziałów. Jednakże jedynym udziałowcem tej spółki był właśnie sam powód. Zatem nawet fakt, że wszelkie decyzje dotyczące pozwanej spółki były formalnie zatwierdzane przez udziałowca – spółkę, to de facto podejmowane były przez powoda. Stwierdzić należy, że zawarta umowa o pracę była nieważna. Pojęciowo wykluczona (chociażby wobec niemożności podporządkowania się „samemu sobie”) była możliwość, aby na podstawie takiej umowy mogło dojść do nawiązania stosunku pracy. W konsekwencji takiego rozważenia powiązań kapitałowych oczywiste było bowiem w ocenie Sądu Najwyższego, że całość władzy w pozwanej spółce spoczywała w rękach powoda. Odnosząc się natomiast do uznania powództwa – które było oczywistym krokiem procesowym mając na uwadze wskazane stosunki osobowe w obu spółkach – niewątpliwie przyjąć można, że było ono sprzeczne z zasadami współżycia społecznego, a nawet zmierzało do obejścia prawa.