Czego nie może zawierać regulamin cmentarza komunalnego?
Stanowisko WSA
WSA rozpoznał sprawę ze skargi Prokuratora Okręgowego w Poznaniu na uchwałę Rady Miasta i Gminy Wronki z 28.12.2011 r. w sprawie regulaminu cmentarza komunalnego i stwierdził nieważność zaskarżonej uchwały w całości.
Skarga dotyczyła § 1 ust. 3, § 2 ust. 2 i 3, § 4, § 7 ust. 4 i 5, § 9 ust. 1, 9 i 10, § 10, § 1 ust. 1 i 2, § 2 ust. 1, § 9 ust. 7, § 8 ust. 2 pkt h, pkt a, pkt e, pkt c, pkt b, pkt m, pkt i, pkt j, § 11, § 7 ust. 2, § 4 pkt 8, § 9 pkt 5, 6, 8 i 9 regulaminu. Zaskarżonej uchwale skarżący zarzucił, że została wydana z rażącym naruszeniem prawa, tj. m.in.:
- art. 7 i art. 94 Konstytucji RP oraz art. 40 ust. 2 pkt 4 ustawy z 8.3.1990 r. o samorządzie gminnym (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 40; dalej: SamGminU) i art. 2 ust. 1 ustawy z 31.1.1959 r. o cmentarzach i chowaniu zmarłych (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 887; dalej: CmentU), polegającym na wykroczeniu poza delegację ustawową i wskazaniu w przepisach uchwały bliżej nieokreślonego „administratora cmentarza”, podczas gdy z art. 2 ust. 1 CmentU wynika, że utrzymanie cmentarzy komunalnych i zarządzanie nimi należy do właściwych wójtów (burmistrzów, prezydentów miast), na których terenie cmentarz jest położony; także do nich zgodnie z art. 30 ust. 2 pkt 3 SamGminU należy gospodarowanie mieniem komunalnym; jak również wykroczeniu poza delegację ustawową poprzez wprowadzenie do uchwały przepisów mających charakter informacyjny, a nie normatywny, i stwierdzenie w § 1 ust. 1, że cmentarz stanowi mienie gminy Wronki, oraz wskazanie w § 1 ust. 3 miejsca i czasu załatwiania spraw formalno-organizacyjnych, w § 2 ust. 1 określenie czasu otwarcia cmentarza, co nadało im status prawa miejscowego i spowodowało publikację w dzienniku urzędowym;
- art. 7 i art. 94 Konstytucji RP oraz art. 40 ust. 2 pkt 4 SamGminU poprzez określenie w § 8 ust. 2 pkt h regulaminu, że dzieci do lat 7 mogą przebywać na terenie cmentarza jedynie pod opieką osób dorosłych, podczas gdy kwestie związane z odpowiedzialnością za małoletnich regulują odpowiednie przepisy KC oraz KRO;
- art. 7 i art. 94 Konstytucji RP oraz art. 40 ust. 2 pkt 4 SamGminU poprzez określenie w ust. 2, § 9 ust. 7 regulaminu rozstrzygnięć w zakresie odpowiedzialności cywilnej za szkody powstałe wskutek klęsk żywiołowych, czynników atmosferycznych, kradzieży i aktów wandalizmu oraz rzeczy pozostawione bez nadzoru, gdy materia związana z odpowiedzialnością odszkodowawczą została uregulowana w KC;
- art. 7 i art. 94 Konstytucji RP oraz art. 40 ust. 2 pkt 4 SamGminU poprzez wprowadzenie w § 8 ust. 2 pkt a regulaminu zakazu zakłócania ciszy, porządku i powagi miejsca, podczas gdy materia ta została uregulowana w innym akcie prawnym o randze ustawowej, tj. w art. 51 § 1 KW;
- art. 7 i art. 94 Konstytucji RP oraz art. 40 ust. 2 pkt 4 SamGminU poprzez wprowadzenie w § 8 ust. 2 pkt e regulaminu zakazu ustawiania nagrobków o granicach przekraczających granice powierzchni grobu, podczas gdy materia ta została uregulowana w innym akcie prawnym;
- art. 7 i art. 94 Konstytucji RP oraz art. 40 ust. 2 pkt 4 SamGminU poprzez wprowadzenie w § 8 ust. 2 pkt c regulaminu zakazu niszczenia zieleni, nagrobków, urządzeń sanitarnych znajdujących się na cmentarzu i w jego obrębie, podczas gdy materia ta została uregulowana w innym akcie prawnym o randze ustawowej, tj. w art. 144 § 1 i 2 KW bądź art. 124 § 1 KW lub art. 288 § 1 KK, w zależności od wartości zniszczonego mienia;
- art. 7 i art. 94 Konstytucji RP oraz art. 40 ust. 2 pkt 4 SamGminU poprzez wprowadzenie w § 8 ust. 2 pkt b regulaminu zakazu składowania śmieci poza miejscami wyznaczonymi, podczas gdy materia ta została uregulowana w innym akcie prawnym o randze ustawowej, tj. w art. 145 KW;
- art. 7 i art. 94 Konstytucji RP oraz art. 40 ust. 2 pkt 4 SamGminU poprzez wprowadzenie w § 8 ust. 2 pkt m regulaminu zakazu wprowadzania zwierząt, podczas gdy materia ta winna zostać określona w regulaminie utrzymania czystości i porządku na terenie gminy, uchwalonym na podstawie art. 4 ust. 1 ustawy z 13.9.1996 r. o utrzymaniu czystości i porządku w gminach (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 1469; dalej: CzystGmU);
- art. 7 i art. 94 Konstytucji RP oraz art. 40 ust. 2 pkt 4 SamGminU poprzez wprowadzenie w § 8 ust. 2 pkt i regulaminu zakazu prowadzenia działalności handlowej, podczas gdy materia ta została uregulowana w innym akcie prawnym o randze ustawowej, tj. w art. 60 § 1 KW;
- art. 7 i art. 94 Konstytucji RP oraz art. 40 ust. 2 pkt 4 SamGminU poprzez wprowadzenie w § 8 ust. 2 pkt j regulaminu zakazu umieszczania reklam, podczas gdy materia ta została uregulowana w innym akcie prawnym o randze ustawowej, tj. w art. 63a i 63b KW;
- art. 7 i art. 94 Konstytucji RP oraz art. 40 ust. 2 pkt 4 SamGminU poprzez wprowadzenie w § 11 regulaminu zapisu, że w sprawach nieuregulowanych niniejszym regulaminem zastosowanie ma CmentU, co nadało aktowi prawa miejscowego prymat przed aktem prawnym hierarchicznie wyższym.
Prokurator obszernie uzasadnił każdy z zarzutów skargi.
Stanowisko WSA
Sąd uznał, że skarga jest zasadna. Zaskarżona uchwała wydana została na podstawie art. 7 ust. 1 pkt 13, art. 40 ust. 2 pkt 4 i art. 41 ust. 1 SamGminU. Przepis art. 40 ust. 2 pkt 4 SamGminU upoważnia organy gminy do stanowienia aktów prawa miejscowego w zakresie zasad i trybu korzystania z gminnych obiektów i urządzeń użyteczności publicznej.
Oceniając sposób wykorzystania przez Radę Miasta i Gminy we Wronkach przyznanych jej wyżej przytoczonymi przepisami ustawy o samorządzie gminnym kompetencji, prokurator wskazał na szereg nieprawidłowości, których dopuścił się organ uchwałodawczy.
W szczególności rację ma skarżący, że organ dopuścił się wykroczenia poza delegację ustawową poprzez wskazanie w poszczególnych przepisach uchwały bliżej nieokreślonego „administratora cmentarza”, podczas gdy z art. 2 ust. 1 CmentU wynika, że utrzymanie cmentarzy komunalnych i zarządzanie nimi należy do właściwych wójtów (burmistrzów, prezydentów miast), na których terenie cmentarz jest położony.
Mając na uwadze powyższe, sąd wskazał, że wyłącznie do kompetencji właściwego wójta (burmistrza, prezydenta miasta) należy, czy zarząd nad cmentarzem będzie wykonywał samodzielnie, czy też przez administratora, jak również kto będzie administratorem oraz jaki zakres uprawnień powierzy administratorowi.
W odniesieniu do zarzutów dotyczących uregulowania regulaminem zagadnień, które zostały już zawarte w innych aktach prawnych rangi ustawowej, należy wyjaśnić, że przy ocenie aktu prawa miejscowego trzeba mieć na względzie, że akt ten nie może naruszać nie tylko regulacji ustawy zawierającej delegację do jego ustanowienia, ale również przepisów Konstytucji RP oraz innych ustaw pozostających w pośrednim lub bezpośrednim związku z regulowaną materią.
Nie każdy przypadek powielenia przepisów ustawowych w akcie prawa miejscowego skutkować będzie istotnym naruszeniem prawa. W tym kontekście znaczenia nabierają liczba powtórzeń, jak również charakter powtórzonych przepisów oraz ich istota.
Regulacje zawarte w akcie prawa miejscowego mają na celu jedynie uzupełnienie przepisów powszechnie obowiązujących rangi ustawowej, a zatem nie mogą ich zastępować. WSA uznał, że niedopuszczalne jest dokonywanie powtórzeń przepisów zawartych w aktach wyższej rangi i tym bardziej poddanie ich jakiejkolwiek modyfikacji. Z uzasadnienia omawianego orzeczenia wynika, że przepisy uchwały powinny zawierać normy prawne, a nie mieć jedynie charakter informacyjny.
Samo określanie treści regulaminów obiektów użyteczności publicznej to dość trudne zadanie, a omawiane orzeczenie zawiera kolejne wytyczne w tym zakresie.
Prawo do grobu to troska i wydatki
Uszkodzić grób mogą spadające gałęzie, wichura, prace przy sąsiednim grobie czy wandale, ale również brak dbałości. Z kolei niewnoszenie opłat może spowodować po latach likwidację grobu, a to bywa duży cios dla bliskich osób pochowanych.
Dysponenci grobu
Każdy z nich może interweniować w zarządzie cmentarza, zapewne też uiścić zaległą opłatę, ale poważniejsze naprawy może prowadzić dysponent grobu.
Dysponentem grobu jest najczęściej ten, kto wykupił miejsce na cmentarzu, zbudował grobowiec dla siebie i swej rodziny (fundator) i jest zarejestrowany w księgach cmentarnych. W praktyce często jest to spadkobierca fundatora. Często jednak, zwłaszcza przy starszych grobowcach, kwestia dysponowania grobem (według regulaminu cmentarza) się komplikuje. Jedni umierają, inni są chowani w grobowcu, a ich bliscy nabywają prawo do pielęgnowania na tym grobie ich pamięci, nawet jeśli z fundatorem grobowca nie mają nic wspólnego.
I bliscy pochowanych mogą bronić nienaruszalności grobu, niezależnie od tego, do kogo należy. Tu wkracza ta niemajątkowa część prawa do grobu. W orzecznictwie Sądu Najwyższego przyjmuje się, że elementy niemajątkowe prawa do grobu dominują nad elementami majątkowymi, ale wyważenie tych dóbr kończy się nieraz w sądzie.
Ochrona grobu
– Bliski pochowanej osoby, choćby niebędący dysponentem grobu, może na drodze sądowej zwalczać ewentualne przeszkody w upamiętnianiu swego zmarłego, np. przez zasłanianie tablicy z jego nazwiskiem, czy domagać się remontu grobu, co jest obowiązkiem jego dysponenta. Od zarządu cmentarza może zaś wymagać dbania o otoczenie, np. uporządkowanie rozpadającego się sąsiedniego grobu, co może zagrażać nienaruszalności grobu jego krewnego. Może się też sprzeciwiać „sprzedaży” przez dysponenta wolnej części grobowca obcej osobie – wskazuje Justyna Witas-Chłopek, radca prawny.
Ingerencja w prawo (zarówno w części majątkowej, jak i niemajątkowej) do grobu może być, niestety, dalej idąca.
Pokazuje to sprawa M., która nie dopilnowała w zarządzie Cmentarza Rakowieckiego w Krakowie swoich praw do okazałego stuletniego grobowca w głównej alei, gdzie została pochowana druga żona jej dziadka. Była z nią zżyta od dziecka, ale w latach 80. wyjechała do Australii i dopiero po upadku PRL przyjeżdżała do Polski co dwa–trzy lata. Tymczasem w 1998 r. bardzo daleki krewny pochowanych przed laty tam osób wszczął starania o grób i pochował w nim brata, a potem rodziców, co krakowskie sądy zakwalifikowały jako działanie bezprawne i naruszające dobro osobiste M. (w postaci pielęgnowania pamięci jej bliskich), ale nie zgodziły się na ekshumację bezprawnie pochowanych tam osób.
– W zderzeniu szacunku dla spokoju zmarłych i prawa do grobu należy opowiedzieć się za tym szacunkiem, chyba że jakieś wyjątkowe okoliczności uzasadniają zastosowanie tak drastycznego środka jak ekshumacja. Rodzina pozwanego może więc nadal przychodzić na grób, ma prawo do kultu swoich zmarłych, ale nie może chować tam kolejnych krewnych – stwierdził SN.
Mecenas Jacek Siński, partner z kancelarii SKS, wskazuje, że dysponowanie wolnym miejscem w grobie przekracza zwykły zarząd i wymaga zgody wszystkich współuprawnionych, z zachowaniem ich prawa do oddawania czci swoim przodkom i bliskim. Nie można jednak pomijać kwestii finansowych, wydatków na zbudowanie grobu, opłat cmentarnych i dobrze zawczasu zawrzeć w tej kwestii między najbliższymi pochowanych porozumienie co do przyszłego dysponowania grobem.
A przy ewentualnej zmianie prawa do grobu należałoby nadać mu charakter dziedziczny, ponieważ nawet zwykłe posiadanie jest objęte ochroną spadkową.
Mniej patodeweloperki to wzrost cen
Założeniem resortu rozwoju, który przygotował nowelizację przepisów o warunkach technicznych budynków i ich usytuowania, była walka z tzw. patodeweloperką. To pozytywne założenie w praktyce może przynieść wzrost cen.
Droższe mieszkania
Piotr Jarzyński, prawnik z Kancelarii Prawnej Jarzyński & Wspólnicy, ekspert Komitetu ds. Nieruchomości Krajowej Izby Gospodarczej, zauważa, że w wielu przypadkach będzie się to wiązało ze zwiększeniem kosztów inwestycji, co przełoży się na dalszy wzrost cen lokali. Nie każdemu kupującemu mieszkanie zależy na udogodnieniach zawartych w rozporządzeniu, ale i tak będzie musiał za nie zapłacić. Przykładem jest wymóg tworzenia placów zabaw. Single czy seniorzy mogą ich nie chcieć, ale będą musieli ponieść ich koszty.
Co więcej, z uwagi na wymogi dotyczące placów zabaw nie każdy grunt będzie się nadawał do budowy bloku. Liczba nowo budowanych mieszkań zostanie ograniczona, co też przełoży się na ceny.
– Przy tak nagłej zmianie przepisów może się okazać, że inwestorzy, którzy kupowali działki w oparciu o określone parametry i ustalony biznesplan, nie są w stanie zrealizować inwestycji w planowanym kształcie. To naraża ich na milionowe straty z powodu kosztów, które ponieśli na przygotowanie do inwestycji, w tym na zakup gruntu – zauważa Patryk Kozierkiewicz z Polskiego Związku Firm Deweloperskich.
A gruntów i tak jest już niewiele. Patryk Kozierkiewicz zwraca uwagę, że ich brak widać szczególnie w największych miastach Polski, gdzie notuje się rekordowe co do wartości transakcje ich nabycia, co wpływa na końcową cenę mieszkania.
Uwolnić grunty
Polski Związek Firm Deweloperskich będzie apelował do nowego rządu o wsłuchanie się w głos branży i określenie pomysłów związanych z polityką mieszkaniową. Jak uważa PZFD, na potrzeby inwestycji mieszkaniowych należy uwolnić grunty wchodzące w Krajowy Zasób Nieruchomości (np. po nieudanym programie Mieszkanie+) poprzez wystawienie części z nich w przetargu na cele komercyjne. Kolejnym krokiem powinno być uwolnienie gruntów spółek Skarbu Państwa, Poczty Polskiej czy PKP, a także edukowanie samorządów z ustawy „lokal za grunt” (inwestorzy zyskują nieruchomości np. pod zabudowę mieszkaniową, a gmina więcej mieszkań). Ważna jest także poprawa niektórych procedur administracyjnych i ustalenie jednolitych interpretacji części przepisów.
Za mało czasu
Rozporządzenie minister rozwoju i technologii Waldemar Buda podpisał 26.10.2023 r. Piotr Jarzyński przypomina, że na finiszu prac wydłużono termin jego wejścia w życie – z 1 stycznia 2024 r. do 1 kwietnia 2024 r. O wydłużenie terminu apelował PZFD, który cieszy się z jego przesunięcia, ale uważa, że nadal jest to zbyt krótki czas na dostosowanie się do niektórych unormowań.
Piotr Jarzyński dodaje, że przygotowanie inwestycji trwa czasem pięć i więcej lat. Stąd ci, którzy nie zdążą z realizacją projektu budowlanego i złożeniem wniosku o wydanie pozwolenia na budowę do tego czasu, będą musieli sporządzić dokumentację według nowych zasad.
Rozporządzenie mające na celu zwalczenie tzw. patodeweloperki zakłada zwiększenie odległości między blokami z 4 do minimum 5 m od granicy, stosowanie stałej przegrody między balkonami na jednej płycie czy wprowadzenie obowiązków dotyczących akustyki w budynkach. Budowane lokale będą musiały mieć powierzchnię co najmniej 25 mkw., aby uniknąć możliwości podziału mieszkań na kilka klitek.
Na ogólnodostępnych placach w mieście wymagane będzie minimum 20 proc. zieleni, aby ograniczyć betonozę, a przy blokach tworzenie maksymalnie 6 proc. miejsc parkingowych dla osób niepełnosprawnych, aby uniemożliwić tworzenie zbyt wielu stanowisk tuż przy oknach.
Wymagane będzie także sytuowanie placu zabaw nawet przy pojedynczym bloku, odsuniętego od okien, wiat śmietnikowych, dróg czy parkingu oraz odpowiednio nasłonecznionego.
Podstawa prawna: rozporządzenie z 26.10.2023 r. MRiT zmieniającego rozporządzenie w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie (jeszcze nie opublikowane w Dz.U.)
Polska wciąż nadużywa tymczasowych aresztowań
Europejski Trybunał Praw Człowieka nakazał naszemu krajowi zapłacić 6,5 tys. euro zadośćuczynienia Katarzynie P., współtwórczyni Amber Gold. Strasburg orzekł, że Polska naruszyła art. 5 ust. 3 Europejskiej konwencji praw człowieka, nakazujący rozstrzygnięcie sprawy w rozsądnym terminie lub zwolnienie podejrzanego. Tymczasem skarżąca spędziła w areszcie łącznie osiem i pół roku. Dodatkowo rząd polski zobowiązał się zapłacić kolejne 1,5 tys. euro za czasowe uniemożliwienie jej widzeń z rodziną.
Areszt jako kara
Nie jest to przypadek odosobniony. ETPC regularnie wydaje wyroki stwierdzające podobne naruszenia, a sytuacja nie zmienia się od lat. Zdaniem obrońców praw człowieka mamy do czynienia z problemem systemowym.
– Prokuratorzy są skorzy do wnioskowania o tymczasowe aresztowanie, a sędziowie – nieskorzy do oddalania tych wniosków – mówi dr Piotr Kładoczny z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. – Powodem jest tzw. rutyna sędziowska, która sprawia, że łatwiej zgodzić się z takim wnioskiem, niż mu zaprzeczać. Bo wówczas trzeba pisać uzasadnienie odmowy – podkreśla.
I dodaje, że także opinia publiczna domaga się, by raczej aresztować, niż wypuścić, podejrzanego, zwłaszcza w tak dużej sprawie jak Amber Gold.
– W świadomości społecznej samo aresztowanie zastępuje karę – tłumaczy Piotr Kładoczny. – Dlatego sądy nie są chętne do wypuszczania z aresztu, bo oskarżony może uciec albo popełnić inne przestępstwo – podsumowuje.
Podkreśla przy tym, że sąd nie ma zbyt wiele czasu, by zapoznać się z dokumentami dołączonymi do wniosku.
– Jednym z elementów, które się na to składają, jest fakt, że kary zasądzane od ETPC są zwykle bardzo niskie. Kilka tysięcy euro dla państwa jest nieodczuwalne. Z drugiej strony nawet ogromne kary zasądzone przez TSUE nie zrobiły wrażenia na jeszcze istniejącym rządzie – dodaje.
Wskazuje przy tym, że prawa więźniów nie są priorytetowe dla żadnego rządu, gdyż opinia publiczna nie formułuje w tej sprawie oczekiwań.
– Przeciwnie, pojawiają się nawet głosy oburzenia, dlaczego więźniowie mieliby żyć w warunkach lepszych niż pacjenci szpitali itp. – tłumaczy ekspert. – A odnosząc się do przykładu Amber Gold, przeświadczenie, że osoba, która dopuściła się tak poważnych przestępstw, miałaby jeszcze z tego powodu „skorzystać”. Wiele osób uważa sam areszt za formę kary, ich zdaniem zasłużonej – podsumowuje.
Wzrastające wskaźniki
We wrześniu Helsińska Fundacja Praw Człowieka opublikowała raport na temat praktyki stosowania tymczasowego aresztowania w Polsce. Wskazano w nim, że ten problem został zdiagnozowany przez ETPC już w 2009 r.
Średnia liczba tymczasowo aresztowanych wzrosła od 2016 r. do 2022 r. aż o 60 proc. Biorąc pod uwagę tylko tych przebywających w areszcie ponad rok, w ciągu ostatnich pięciu lat liczba ich wzrosła ze 103 do 291, a tych aresztowanych ponad dwa lata – z 2 w 2014 r. do 51 w 2022 r., a więc 25 razy.
Nieznacznie spadł odsetek wniosków o tymczasowe aresztowanie zatwierdzanych przez sądy. W 2022 r. wyniósł 87 proc., a pięć lat wcześniej – 90 proc. Ale już w przypadku wniosków o przedłużenie tego środka zabezpieczającego odsetek zgód wyniósł 95 proc.
Raport wykazał też, że całkowicie iluzoryczna jest kontrola instancyjna takich orzeczeń – w przypadku sądów rejonowych uwzględniono 3,6 proc. zażaleń, w przypadku okręgowych… 0,05 proc.!
Badania prof. Katarzyny Dudki (sprzed dwóch lat, ale opublikowane w lipcu) pokazują, że ponad jedna trzecia sędziów mówi, że nadużywanie aresztu wynika z rutyny sędziowskiej, drugie tyle twierdzi, że ze złego stosowania przepisów. 45 proc. uważa zaś, że przedłużanie aresztu wynika z faktu, iż same procesy się wydłużają. To całkowicie sprzeczne ze standardem art. 5 konwencji – wskazuje Piotr Kładoczny.
– Sądy nie powinny ograniczać się do tego, jak czyn kwalifikuje prokurator, ale uwzględniać też to, co na danym etapie postępowania udało się uzyskać – tłumaczy zaś Krzysztof Izdebski. – I jeśli nie ma przesłanek, powstrzymać decyzję o aresztowaniu. To więc kwestia edukacji nie tylko sędziów i prokuratorów, ale całego społeczeństwa, które musi zrozumieć, że areszt nie jest karą, a rezygnacja z niego nie oznacza uniewinnienia – dodaje.
Dariusz Mazur, rzecznik prasowy Stowarzyszenia Sędziów Themis
Jeśli wskaźniki przestępczości spadają, a liczba osadzonych i tymczasowo aresztowanych w tym samym czasie wzrasta, to jest to jakiś problem systemowy. Niewątpliwie jest w tym istotny udział sędziów, bo nie da się pozbawić wolności bez decyzji sądu. System powinien oferować więcej rozwiązań alternatywnych wobec tymczasowego aresztowania, jak np. dozór elektroniczny. W wielu krajach jest to środek zapobiegawczy (i to skuteczny), a u nas tylko forma odbywania kary. W sprawach o zabójstwo, inne zbrodnie czy udział w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze zbrojnym decyzje o zastosowaniu tymczasowego aresztowania nie są raczej kontrowersyjne, ale już np. w przypadku innego rodzaju przestępstw, np. gospodarczych, pojawiają się wątpliwości. Dyskusyjne jest, czy przesłankę „wysokiego zagrożenia karą” można w ogóle stosować jako samodzielną podstawę tymczasowego aresztowania.
Obowiązkowy KSeF a kwestia stałego miejsca prowadzenia działalności
Zgodnie z art. 106ga ust. 2 ustawy z 11.3.2004 r. o podatku od towarów i usług (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 1570; dalej: VATU) obowiązek wystawiania faktur ustrukturyzowanych nie dotyczy wystawiania faktur przez podatnika nieposiadającego siedziby ani stałego miejsca prowadzenia działalności gospodarczej na terytorium kraju albo też posiadającego takie stałe miejsce prowadzenia działalności, przy czym nie uczestniczy ono w dostawie towarów lub świadczeniu usług, dla których wystawiono fakturę. Co więcej, zgodnie z art. 106gb ust. 4 pkt 2 VATU, gdy nabywcą jest podmiot nieposiadający siedziby działalności gospodarczej ani stałego miejsca prowadzenia działalności gospodarczej na terytorium kraju lub też nabywcą jest podmiot, który co prawda posiada stałe miejsce prowadzenia działalności gospodarczej na terytorium kraju, ale to stałe miejsce prowadzenia działalności nie uczestniczy w nabyciu towaru lub usługi, dla którego wystawiono fakturę ‒ faktura ustrukturyzowana jest mu udostępniana w sposób z nim uzgodniony.
Wniosek z tego jest następujący: dla przepisów wprowadzających obowiązkowy KSeF definicja stałego miejsca prowadzenia działalności gospodarczej ma znaczenie w dwóch obszarach: po pierwsze, zagraniczni podatnicy VAT zarejestrowani w kraju, ale nieposiadający tu stałego miejsca prowadzenia działalności (albo posiadający, ale pasywnie, nieuczestniczący w danej sprzedaży), nie mają obowiązku wystawiania faktur ustrukturyzowanych. Po drugie – co jest naturalną konsekwencją ww. zasady ‒ podmioty krajowe fakturujące podatników bez aktywnego FE w Polsce muszą uzgodnić sposób przekazywania im faktur (wystawianych w sposób ustrukturyzowany).
Czym jest stałe miejsce prowadzenia działalności?
Definicję tzw. FE można odnaleźć w rozporządzeniu wykonawczym Rady (UE) nr 282/2011 z 15.3.2011 r., ustanawiającym środki wykonawcze do dyrektywy 2006/112/WE w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej (Dz.Urz. UE L z 2011 r. Nr 77, s. 1, dalej: WykVATDyrR). Zgodnie z art. 11 WykVATDyrR na potrzeby określania miejsca świadczenia usług stałe miejsce prowadzenia działalności gospodarczej to dowolne miejsce charakteryzujące się wystarczającą stałością oraz odpowiednią strukturą w zakresie zaplecza personalnego i technicznego, by umożliwić nabywcy odbiór i wykorzystywanie usług świadczonych do własnych potrzeb tego stałego miejsca prowadzenia działalności gospodarczej. Z kolei na potrzeby określania zasad opodatkowania odwrotnym obciążeniem stałe miejsce prowadzenia działalności gospodarczej to dowolne miejsce, które charakteryzuje się wystarczającą stałością oraz odpowiednią strukturą w zakresie zaplecza personalnego i technicznego, by umożliwić mu świadczenie usług, które wykonuje.
I faktycznie, również na gruncie VATU stałe miejsce prowadzenia działalności odgrywa istotną rolę przede wszystkim w dwóch ww. kwestiach. Jest jednym z kryteriów (nie)stosowania odwrotnego obciążenia na podstawie art. 17 ust. 1 pkt 4 i 5 VATU, a także określa miejsce świadczenia usług w relacji B2B. Może nim być również właśnie stałe miejsce prowadzenia działalności zgodnie z art. 28b ust. 2 VATU. Rodzi to często istotne ryzyko. Jeśli np. polski podatnik świadczy usługę dla podmiotu z siedzibą za granicą, intuicyjnie wystawia na jego rzecz faktury „NP” (usługa opodatkowana w kraju siedziby). Ale jeśli okazałoby się, że nabywca ma jednak FE w Polsce, faktura powinna opiewać na 23% VAT. A to już przepis na zaległość podatkową i odsetki.
Problem w tym, że unijna definicja FE jest nieostra. Jak ją interpretować? Istnieje w tej kwestii bardzo bogaty dorobek orzeczniczy TSUE, również w polskich sprawach. Nie mamy miejsca na drobiazgowe analizy. W skrócie: nie można nie wspomnieć o wyroku TS z 16.10.2014 r., C-605/12, Welmory, Legalis, który na lata dał organom możliwość szerokiego poszukiwania FE nawet, gdy zagraniczny podmiot korzysta w Polsce z zasobów polskiej spółki. Z biegiem lat praktyka liberalizowała się (np. wyrok TS z 7.5.2020 r., C-547/18, Dong Yang, Legalis zgodnie z którym nie jest FE samym w sobie spółka zależna). Dziś można wręcz uznać, że istnienie stałego miejsca jest stwierdzane zdecydowanie bardziej powściągliwie (np. wyrok TS z 29.6.2023 r., C-232/22, Cabot Plastics, Legalis). Nie zmienia to faktu, że definicja stałego miejsca nadal sprawia problemy i często nie da się ot tak jednoznacznie stwierdzić, czy dany podmiot posiada je w Polsce, czy nie. A z punktu widzenia obowiązkowego KSeF ma to bardzo doniosłe znaczenie.
Komentarz
Podatnicy nieposiadający siedziby ani stałego miejsca prowadzenia działalności gospodarczej nie zostali objęci decyzją derogacyjną KSeF. Mogą oni wystawiać faktury ustrukturyzowane fakultatywnie, jeśli będą mieli taką chęć. Inna sprawa, że i tak trzeba zapewnić im możliwość otrzymywania faktur również w postaci papierowej lub elektronicznej (konwencjonalnej). Wymaga to uzgadniania z odbiorcą faktury sposobu jej udostępniania.
Problemy praktyczne są dwa. Po pierwsze – czy nasz zagraniczny kontrahent przypadkiem nie posiada FE w Polsce? Jeśli tak, nie muszę uzgadniać z nim sposobu przesyłania faktury ustrukturyzowanej. Wystarczy wysyłka KSeF. Może się jednak okazać, że dokonana przez podatnika kwalifikacja swojego kontrahenta jest błędna. Wówczas nie otrzyma on faktury. Inna sprawa, że analiza FE powinna być i tak dokonana już dawno temu względem podatników zagranicznych, na których rzecz świadczone są usługi. Drugi problem praktyczny dotyczy samych zagranicznych podatników VAT zarejestrowanych w Polsce. Tu do rozważenia jest, czy wpadają oni w otchłań obowiązkowego KSeF, czy nie. Ponownie: analiza FE powinna być jednak dokonana niezależnie od zawirowań KSeF. Trzeba pamiętać, że stałe miejsce dla celów VAT może dotyczyć także podmiotów niezarejestrowanych na VAT w Polsce (np. zagranicznej spółki matki nabywającej usługi toll manufacturing).
Pierwotny plan fiskusa był taki, by informacja o FE znajdowała się w rejestrze tzw. białej listy. Zrezygnowano z niego i chyba dobrze. Warto jednak wprowadzić procedurę weryfikacji FE u kontrahentów zagranicznych (zwłaszcza zarejestrowanych na VAT w Polsce). W tej kwestii nic nie zastąpi starej, dobrej i kompleksowej analizy doradcy podatkowego. Materia jest bowiem bardzo skomplikowana, kazuistyczna i dynamicznie się zmieniająca.
Wnioski mogą sparaliżować urzędy?
Od ponad miesiąca obowiązuje nowelizacja ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, która zobowiązuje gminy do uchwalenia planów ogólnych do końca 2025 r. Zawarte w nich będą informacje o wyznaczonych strefach (np. o strefie wielofunkcyjnej z zabudową mieszkaniową wielorodzinną, produkcji rolniczej lub zieleni i rekreacji) czy też o strefie uzupełnienia zabudowy. Chcąc wiedzieć, jak zmieni się przeznaczenie naszej nieruchomości i czy ewentualnie będziemy mogli na niej zbudować dom, warto śledzić zmiany w planowaniu przestrzennym, aby móc zgłaszać uwagi i wnioski.
Ułatwieniem może być zobowiązanie urzędników do udzielania informacji.
Joanna Dziedzic-Bukowska, radca prawny, specjalistka od prawa nieruchomości, właścicielka Kancelarii Dziedzic-Bukowska, wiceprzewodnicząca Zespołu Prawno-Urbanistycznego przy Komitecie Przestrzennego Zagospodarowania Kraju PAN, podkreśla, że o podejmowanych procedurach m.in. uchwalenia planu ogólnego zainteresowani będą się mogli dowiedzieć z Biuletynu Informacji Publicznej albo mailowo, jeśli złożą wniosek o powiadamianie ich w tym trybie.
Są zastrzeżenia, że może to sparaliżować pracę gminy. Agnieszka Kaczmarczyk z wydziału urbanistyki i ochrony zabytków Urzędu Miasta i Gminy w Olkuszu podkreśla jednak, że do urzędu nie wpłynął dotychczas żaden taki wniosek.
Marcin Kwiatkowski, wójt gminy Malbork, zwraca uwagę, że jest obowiązek udzielenia informacji publicznej na wniosek, a może się z nim zgłaszać każdy, bez względu na to, czy jest związany z gminą. Według ustawy o dostępie do informacji publicznej urzędnicy muszą udzielić odpowiedzi bez zbędnej zwłoki, nie później niż w 14 dni od złożenia wniosku.
Czy zatem do wykonania wszystkich obowiązków nałożonych w związku z reformą planistyczną potrzebni będą nowi pracownicy? W Gostyniu nie planuje się na razie zatrudnienia dodatkowych osób, natomiast według urzędników z Olkusza jest zbyt wcześnie na ocenę.
Do przekazywania zainteresowanym informacji o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym urzędnicy będą zobowiązani do końca 2025 r. Gdy powstanie Rejestr Urbanistyczny, czyli od 2026 r., to tam znajdą się informacje o uchwalonych planach ogólnych oraz innych aktach planowania przestrzennego. W Olkuszu wszystkie etapy prowadzonych procedur są udostępniane w Biuletynie Informacji Publicznej oraz na stronie internetowej urzędu.
Za scrollowanie posypią się pozwy
Swoją decyzją sąd w Kalifornii potwierdził, że nastolatki, którzy uzależnili się od korzystania z mediów społecznościowych, mogą pozwać Metę (czyli właściciela Facebooka), TikToka, Snapchata i YouTube’ a.
Jak tłumaczy adwokat Robert Openchowski z Kancelarii Prawa Amerykańskiego w Polsce, operatorzy platform internetowych zastosowali w tej sprawie demurrer, czyli działanie z góry odrzucające wszystkie argumenty przeciwnika procesowego. W tej sytuacji – nawet jeśli sąd potwierdzi fakty przedstawione w pozwie – nie będzie przysługiwała mu żadna ochrona prawna. Nie będzie też zatem podstawy do sądzenia.
– Takie rozwiązanie zastosowały platformy, wskazując, że nawet jeśli użytkownicy mieli problemy zdrowotne w związku z ich używaniem, to je same chronią przepisy ustawy o przyzwoitości w komunikacji – wskazuje ekspert od prawa amerykańskiego. – Sędzia odrzuciła wprawdzie większość zarzutów, ale nie uznała całkowitej ochrony wynikającej z tego aktu; uznała za to argument, że produkt – czyli strony internetowe odwiedzane przez użytkowników – został wadliwie zaprojektowany – dodaje.
Brak ostrzeżeń
Główny zarzut dotyczył zaniedbania, czyli braku ostrzeżenia klientów przed możliwymi urazami fizycznymi lub psychicznymi.
– To właśnie dlatego w Stanach na kubkach z McDonald’ s umieszcza się ostrzeżenia, że w środku może znajdować się gorąca zawartość. Firmy boją się procesów, a sprawy o odszkodowania stanowią obecnie 60 proc. wszystkich prowadzonych w Stanach – mówi ekspert.
Adwokat przypomina, że większość zarzutów sąd oddalił, ale uwzględniając te dotyczące samego projektu stron i technologii zachęcających do scrollowania i przewijania kolejnych treści, wydał decyzję nowatorską. Uznał, że strony zostały zaprojektowane tak, by użytkownicy uzależniali się od publikowanych na nich treści; nie ostrzegano, że może do tego dojść.
– Uznanie platform za produkt jest działaniem dość nowatorskim. Myślę, że w konsekwencji posypią się kolejne pozwy o kilkudziesięciomilionowe odszkodowania – przewiduje Robert Openchowski. Konkluduje, że nieprawomocnego orzeczenia nie można uznać za precedens sensu stricto. – Przewiduję jednak, że nawet zanim się to stanie, sądy innych stanów będą się nim sugerować, bo w USA prawo jest żywe i zmienia się w reakcji na różne wydarzenia – ocenia.
Winny algorytm
Adwokat Jakub Słupski z Patpol Legal Piróg i Wspólnicy przypomina, że decyzja sądu dotyczy samej możliwości pozywania za treści, których na platformach nie zamieszczają ich właściciele, ale inni użytkownicy.
– W Stanach Zjednoczonych istnieje regulacja chroniąca dostawców usług internetowych od odpowiedzialności za treści zamieszczane na nich przez użytkowników mogących wywołać negatywne reakcje, ale mieszczących się w granicach konstytucyjnej wolności wypowiedzi – wyjaśnia specjalista.
I wskazuje, że nowością jest ustalenie, że za szkodę odpowiada algorytm odpowiedzialny za dobór treści i sposób ich prezentacji; a ten już jest wytworem właściciela platformy.
– W polskich realiach również można wyobrazić sobie odpowiedzialność platform społecznościowych za negatywne następstwa korzystania z nich np. dla zdrowia psychicznego – wyjaśnia. Jeśli bowiem „źródłem uciążliwości” jest sam mechanizm działania platformy, czyli np. właśnie algorytm, to roszczenia powinno kierować się właśnie do właściciela serwisu.
Ekspert zauważa jednak, że gdyby doszło do procesu, konieczne byłoby wykazanie winy algorytmu i jego cech. A to trudno udowodnić. Ewentualne działania – gdyby wykazać, że doszło do naruszenia zbiorowych interesów konsumentów – mógłby podjąć prezes UOKiK, ale to i tak nie byłaby droga do przyznania odszkodowania.
Sprawa najsłynniejszego kubka świata
Jedną z najgłośniejszych spraw o odszkodowanie była ta, w której trzy dekady temu prawie 80-letnia wówczas Stella Liebeck poparzyła się gorącą kawą kupioną w McDonald’s. Jego początkowa kwota sięgała niemal 3 mln dol. Sprawa wciąż jest komentowana, bo od tego czasu fastfoodowy gigant miał doczekać się kolejnych tego typu pozwów. Według dostępnych źródeł sąd drugiej instancji obniżył odszkodowanie do 600 tys. dol., a sprawa i tak zakończyła się ugodą pozasądową. W maju 2003 r. media obiegła z kolei informacja o pozwie, jaki przeciwko producentowi jednej z gier zdecydowali się złożyć rodzice nieletnich użytkowników. Opiekunom ma się nie podobać obowiązujący w niej system mikrotransakcji, bazujący na mechanizmach uzależniających podobnych jak w hazardzie.
Obowiązkowy KSeF a zwolnienie z VAT do 200.000 zł obrotu
Zgodnie z art. 113 ust. 1 ustawy z 11.3.2004 r. o podatku od towarów i usług (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 1570; dalej: VATU), zwalnia się od podatku sprzedaż dokonywaną przez podatników, u których wartość sprzedaży nie przekroczyła łącznie w poprzednim roku podatkowym kwoty 200 000 zł netto. To tzw. zwolnienie podmiotowe, niezależne od rodzaju prowadzonej przez danego podatnika działalności (choć niektóre branże są z niego wyłączone, np. usługi doradcze i prawne, sprzedaż większości wyrobów akcyzowych czy też dostawa budynków, budowli lub ich części). Podatnicy nieosiągający takiego poziomu obrotu mogą więc z zasady nie płacić VAT. Nie ciążą też na nich inne obowiązki, w tym w zakresie rejestracji VAT, składania deklaracji JPK_VAT czy wreszcie obowiązki w zakresie wystawiania faktur. Zgodnie z art. 106b ust. 2 VATU, nie jest obowiązany do wystawienia faktury podatnik w odniesieniu do sprzedaży zwolnionej od podatku na podstawie m.in. art. 113 ust. VATU. To ważna zasada w kontekście obowiązkowego KSeF.
Faktury ustrukturyzowane podatnika zwolnionego z VAT
Czy zatem podatnik korzystający ze zwolnienia do poziomu 200.000 zł obrotu może całkowicie odpuścić sobie rozważania na temat obowiązkowego KSeF? Absolutnie nie. Przede wszystkim, zgodnie z art. 106b ust. 3 pkt 2 VATU, na żądanie nabywcy towaru lub usługi podatnik taki jest obowiązany wystawić fakturę dokumentującą dokonaną przez siebie (choć zwolnioną z VAT) czynność. Oczywiście, taka faktura nie zawiera w sobie kwoty VAT. Ale to nie jest istotne. Co ważniejsze, art. 106ga ust. 2 VATU określa wprost w jakich przypadkach nie ma obowiązku wystawiania faktury ustrukturyzowanej. Nie ma w katalogu tych przypadków czynności zwolnionych z VAT. Wniosek z tego taki, że jeśli podatnik zwolniony z VAT chce wystawiać faktury VAT albo musi wystawić taką fakturę, powinien uczynić to w sposób ustrukturyzowany. Co do zasady. Pamiętajmy, że zgodnie z art. 106ga ust. 2 pkt 4 VATU nie wystawia się faktur ustrukturyzowanych na rzecz nabywcy towarów lub usług będącego osobą fizyczną nieprowadzącą działalności gospodarczej (a więc na rzecz konsumentów).
Jeżeli więc podatnik zwolniony podmiotowo z VAT otrzyma żądanie wystawienia faktury od konsumenta, powinien uczynić to w sposób konwencjonalny (a więc papierowo lub elektronicznie). Ale jeśli kontrahentem po drugiej stronie jest podatnik, wówczas faktura „na żądanie” powinna mieć postać ustrukturyzowaną (ze wszelkimi konsekwencjami wynikającymi z obowiązkowego systemu KSeF).
Wyzwanie techniczne
Zgodnie z art. 106gb ust. 1 VATU, faktura ustrukturyzowana jest wystawiana i otrzymywana przy użyciu Krajowego Systemu e-Faktur za pomocą oprogramowania interfejsowego, w postaci elektronicznej i zgodnie z wzorem dokumentu elektronicznego. Oprogramowanie interfejsowe jest dostępne na stronie Ministra Finansów. Wniosek z tego taki, że podatnik zwolniony z VAT – o ile na co dzień wystawia nie faktury a rachunki, noty lub inne dokumenty księgowe – nie musi inwestować we wdrożenie systemu KSeF do swojej (mikro)firmy. Przy założeniu rzecz jasna, że wystawianie faktur jest dla niego incydentalną praktyką. Należy jednak pamiętać, by taką opcję mieć w zanadrzu jeśli jakiś klient biznesowy takiej faktury sobie zażyczy. Wówczas jednak zupełnie wystarczające może okazać się korzystanie z darmowych narzędzi publicznych.
Jeśli jednak podatnik zwolniony z VAT wystawia zwyczajowo faktury „ZW” (bo może) – w takiej sytuacji powinien oswoić się z obowiązkowym KSeF na podobnych zasadach jak każdy inny podatnik VAT czynny. Albo (alternatywnie) zmienić koncepcję i od faktur odstąpić. Inna sprawa, że podatnicy balansujący na progu zwolnienia i tak muszą być w gotowości. Zwolnienie z VAT traci moc w momencie dokonania czynności, z którą wiąże się przekroczenie progu 200.000 zł netto. Pamiętajmy także, że w przypadku rozpoczyna czynności w trakcie roku kalendarzowego, próg zwolnienia jest niższy (bo liczony proporcjonalnie). Dla podatnika dokonującego pierwszej w życiu czynności zwolnionej z VAT np. 30.12.2023 r. próg zwolnienia to raptem… 548 zł. Łatwo go przekroczyć a w konsekwencji „wpaść” nie tylko w opodatkowanie VAT ale też w czeluść obowiązkowego KSeF.
Komentarz
Chyba najważniejsza informacja odnośnie podatników zwolnionych z VAT zawarta została w przepisach epizodycznych. Oto bowiem zgodnie z art. 145l ust. 1 VATU, w okresie od 1.7.2024 r. do 31.12.2024 r. podatnicy obowiązani do wystawiania faktur ustrukturyzowanych u których sprzedaż jest zwolniona od podatku m.in. na podstawie art. 113 ust. 1 i 9 VATU mogą nadal wystawiać faktury elektroniczne lub faktury w postaci papierowej. Obowiązkowe stosowanie KSeF w zakresie faktur sprzedażowych będzie więc dla tej kategorii odsunięte w czasie o pół roku. Właśnie, faktur sprzedażowych. Często popełnianym błędem poznawczym w zakresie obowiązkowego KSeF jest koncentracja na sprzedażowej sferze działalności podatników. Jest jednak także (niemniej ważna) sfera zakupowa. Podatnicy zwolnieni z VAT podmiotowo kupują przecież szereg towarów i usług również od podatników VAT czynnych. Co prawda nie odliczają oni podatku naliczonego. Ale w koszty uzyskania przychodu już jak najbardziej zdarza się im wydatki zaliczać. Co jest podstawą takiego zaliczenia? Oczywiście, faktura. A jedyną formą otrzymywania takich faktur będzie od 1.7.2024 r. system KSeF. Nie wyłącza on przecież z zakresu czynności nieobjętych ustrukturyzowanym fakturowaniem czynności na rzecz podatników zwolnionych z VAT. Co więcej, zgodnie z art. 106gb ust. 6 VATU, w przypadku gdy nabywca nie jest podatnikiem VAT czynnym, podatnik jest obowiązany zapewnić temu nabywcy dostęp do faktury ustrukturyzowanej, jeżeli nabywca nie zwolni podatnika z tego obowiązku, poprzez podanie kodu QR oraz danych umożliwiających zidentyfikowanie tej faktury albo oznaczenie kodem QR, umożliwiającym dostęp do tej faktury w Krajowym Systemie e-Faktur, w przypadku gdy faktura jest użyta poza tym systemem.
Wniosek z tego taki, że podatnicy nieprzekraczający 200.000 zł obrotu nie powinni ani ignorować obowiązkowego KSeF ani też zwlekać z jego wdrożeniem.
Przedłużone zwolnienia z kas fiskalnych
Minister Finansów opublikował projekt rozporządzenia w sprawie zwolnień z obowiązku prowadzenia ewidencji sprzedaży przy zastosowaniu kas rejestrujących. Wynika z niego, że zostaną przedłużone do końca 2024 r. (obecne rozporządzenie obowiązuje do 31.12.2023 r.).
Przypomnijmy, że kasę fiskalną musi mieć ten, kto sprzedaje towary bądź świadczy usługi na rzecz osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej lub rolników ryczałtowych. Limit obrotów zwalniających z obowiązku wystawiania paragonów wynosi 20 tys. zł rocznie. Wyliczamy go proporcjonalnie (czyli jest uzależniony od okresu prowadzonej działalności). Ten limit będzie obowiązywać także w 2024 r.
Część branż jest jednak z tego zwolnienia wyłączona. Nie skorzystają z niego np. prawnicy bądź lekarze. Muszą wydawać paragony bez względu na to, jakie mają obroty. Oczywiście wtedy, gdy świadczą usługi na rzecz osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej. Stosować kas nie muszą więc prawnicy, którzy obsługują tylko firmy.
Nadal będzie obowiązywać też zwolnienie dla usług wykonywanych wyłącznie przy wykorzystaniu środków porozumiewania się na odległość lub których rezultat jest przekazywany wyłącznie przy wykorzystaniu tych środków. Oznacza to, że nie trzeba wydawać paragonów dokumentujących poradę online albo konsultacje telefoniczne. Są jednak dwa warunki.
Pierwszy – to przyjęcie zapłaty za pośrednictwem poczty, banku lub spółdzielczej kasy oszczędnościowo-kredytowej (odpowiednio na rachunek bankowy lub rachunek w SKOK).
Drugi – to identyfikacja transakcji (z ewidencji i dowodów dokumentujących zapłatę powinno wynikać, jakiej usługi dotyczy). Wyłączone z obowiązku rejestrowania w kasie będą też nadal czynności notarialne.
Ze zwolnienia ze względu na obroty nie skorzystają (tak jak teraz) fryzjerzy, taksówkarze, kosmetyczki czy warsztaty samochodowe. Minister uzasadnia to potrzebą przeciwdziałania nadużyciom.
Projekt utrzymuje zwolnienie z kas dla sprzedaży węgla kamiennego mieszkańcom, która dokonywana jest na podstawie szczególnych przepisów mających ograniczyć negatywne skutki wojny.
Do rozporządzenia dodano przepis uściślający, który stanowi, że przy obliczaniu wartości sprzedaży (na potrzeby korzystania ze zwolnienia) nie uwzględnia się należnego VAT.
Jak podkreślono w uzasadnieniu, proponowane przepisy dotyczą wszystkich rodzajów kas (z elektronicznym lub papierowym zapisem kopii, kas online oraz mających postać oprogramowania).
Rozporządzenie ma wejść w życie 1.1.2024 r.
Etap legislacyjny: konsultacje i uzgodnienia
Kto może żądać podziału działki pod drogę?
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Lublinie zajął się sporem dotyczącym podziału działki pod drogę. Sprawa była związana z następującym stanem faktycznym. Zarząd Powiatu zwrócił się do wójta o stwierdzenie zgodności z ustaleniami miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego gminy Trzeszczany wstępnego projektu podziału nieruchomości, której to podział dokonywany był w celu uregulowania własności gruntów zajętych pod drogę publiczną kategorii powiatowej. Wójt odmówił wszczęcia postępowania we wnioskowanym zakresie, ponieważ zgodnie z przepisami ustawy z 21.8.1997 r. o gospodarce nieruchomościami (t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 1899; dalej: GospNierU) z wnioskiem o podział nieruchomości może wystąpić tylko podmiot mający w tym interes prawny, czyli właściciel lub użytkownik wieczysty. Właścicielem przedmiotowych działek jest gmina Trzeszczany, zaś powiat nie wykazał swojego interesu prawnego do dokonania przedmiotowego podziału. Należało także zaznaczyć, że postanowienie opiniujące jest wydawane tylko w ramach tego postępowania. Zarząd Powiatu wniósł zażalenie do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, ale ten organ stanął po stronie wójta. Sprawa trafiła zatem do sądu.
Skarżący wskazywał, że wniosek o podział jest związany z potrzebą uregulowania własności gruntów zajętych pod drogę publiczną kategorii powiatowej, w tym również części działek położonych w obrębie i jednostce ewidencyjnej gminy, które niewątpliwie wchodzą w jej skład. Zarząd powiatu argumentował, że według art. 2a ust. 2 ustawy z 21.3.1985 r. o drogach publicznych (t.j. Dz.U. z 2022 r. poz. 1693; dalej: DrPublU) drogi wojewódzkie, powiatowe i gminne stanowią własność właściwego samorządu województwa, powiatu lub gminy. Wskazane działki z pewnością wchodzą w skład drogi powiatowej. Zaznaczał przy tym, że kategoria przedmiotowej drogi oraz jej przebieg jest faktem powszechnie znanym w związku z publikacją rejestru numerów dróg powiatowych na terenie województwa lubelskiego przez Zarząd Dróg Wojewódzkich w Lublinie oraz przez Powiatowy Zarząd Dróg. Ponadto Zarząd Powiatu wskazał, że wydzielenie części jednej z działek, o której chodziło w sporze, jest niezbędne przed podjęciem dalszych czynności zmierzających do jej nabycia na gruncie przepisów GospNierU, a więc w drodze czynności cywilno-prawnych.
WSA w Lublinie w wyroku z 1.6.2023 r., II SA/Lu 262/23, Legalis, uchylił stanowiska SKO i wójta. Rozpatrując sprawę organ stwierdził, że spór dotyczy w zasadzie tego, czy Zarząd Powiatu jest podmiotem uprawnionym do żądania wszczęcia postępowania podziałowego, w tym także do żądania zaopiniowania wstępnego projektu podziału nieruchomości z planem miejscowym. Dostrzegając niejednolitość orzecznictwa sądowo-administracyjnego i piśmiennictwa prawniczego w tym względzie, sąd stanął na stanowisku, że osoby, którym przysługuje tytuł prawny do nieruchomości nie są jedynymi uprawnionymi do zgłoszenia wniosku o podział nieruchomości, bowiem takie żądanie może zgłosić także inny podmiot, o ile ma w tym interes prawny. W uzasadnieniu do wydanego wyroku WSA w Lublinie stwierdził, że: „nie ma normatywnych podstaw do ograniczania zakresu przedmiotowego przepisu art. 97 ust. 1 GospNierU poprzez twierdzenie, że z żądaniem podziału nieruchomości mogą wystąpić jedynie osoby, które dysponują tytułem prawnym do dzielonej nieruchomości. Czym innym pozostaje przy tym ustalenie w okolicznościach konkretnej sprawy, komu przysługuje interes prawny w żądaniu podziału nieruchomości, a czym innym twierdzenie, że jedynymi uprawnionymi do zgłoszenia wniosku o podział nieruchomości jest jej właściciel lub inna osoba, której przysługuje tytuł prawny do nieruchomości”.
WSA w Lublinie stwierdził, że sam fakt zajęcia określonej nieruchomości pod drogę publiczną mógłby nie być wystarczający do uznania istnienia interesu prawnego. Zdarzenie takie wskazywałoby bowiem raczej na interes faktyczny, a nie prawny. Również samo deklarowanie przez skarżącego zamiaru, czy też chęci nabycia tych gruntów, nie powinno uzasadniać istnienia po jego stronie interesu prawnego. W orzecznictwie i piśmiennictwie dominuje pogląd, że znaczenie pojęcia „interes prawny” należy ustalać według norm prawa materialnego, a „mieć interes prawny” znaczy to samo, co ustalić przepis prawa powszechnie obowiązujący, na którego podstawie można skutecznie żądać czynności organu z zamiarem zaspokojenia jakiejś potrzeby albo żądać zaniechania lub ograniczenia czynności organu sprzecznych z potrzebami danej osoby. Stwierdzenie istnienia interesu prawnego wymaga zatem ustalenia związku o charakterze materialnoprawnym między obowiązującą normą prawa a sytuacją prawną konkretnego podmiotu prawa, polegającego na tym, że akt stosowania tej normy (decyzja administracyjna) może mieć wpływ na sytuację prawną tego podmiotu w zakresie prawa materialnego. Interes taki powinien być bezpośredni, konkretny, realny i znajdować potwierdzenie w okolicznościach faktycznych, które uzasadniają zastosowanie normy prawa materialnego. Interes prawny, którego istnienie warunkuje przyznanie osobie przymiotu strony, musi bezpośrednio dotyczyć sfery prawnej podmiotu.
Sąd uznał, że normą o charakterze materialnoprawnym wskazującą na istnienie po stronie skarżącego interesu prawnego w żądaniu podziału nieruchomości zajętych pod drogę powiatową jest art. 2a ust. 2 DrPublU. Zgodnie z tym przepisem drogi wojewódzkie, powiatowe i gminne stanowią własność danego samorządu województwa, powiatu lub gminy. Powyższy przepis wskazuje wprost na publiczny charakter własności dróg publicznych.
WSA w Lublinie orzekł zatem, że: „Skoro więc na skarżącym, jako organie wykonawczym powiatu i zarządcy drogi powiatowej, spoczywa prawny obowiązek podjęcia działań mających na celu zapewnienie publicznego charakteru własności drogi powiatowej, to ma on również interes prawny w żądaniu podziału nieruchomości zajętej pod drogę powiatową albowiem czynność taka ma charakter czynności zmierzającej do zapewnienie publicznego charakteru własności drogi publicznej, o którym mowa w art. 2a ust. 2 DrPublU. Z tych też względów należało przyjąć, że skarżący posiada interes prawny w żądaniu podziału nieruchomości, w tym także w wydaniu stanowiącej element takiego postępowania opinii o zgodności wstępnego projektu podziału nieruchomości z ustaleniami miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego”.