Nieważne, czy sprawca działał złośliwie
Obok wprowadzenia art. 27a Kodeksu karnego (wyłączenie odpowiedzialności karnej dla osób korzystających z wolności słowa i wolności przekonań), art. 196 KK (obraza uczuć religijnych), zakłada zmianę art. 195, który ma usprawnić stosowanie przepisu karzącego za przeszkadzanie w publicznym wykonywaniu aktów religijnych kościoła lub innego związku wyznaniowego o uregulowanej sytuacji prawnej. Konieczna jest bowiem ochrona wolności wykonywania aktów religijnych.
Koniec z publicznymi i często bardzo wulgarnymi atakami na osoby wierzące i sprawujące kult religijny, profanowanie świątyń i przedmiotów kultu religijnego – uzasadniają autorzy projektu.
Projekt zakłada konieczność usunięcia „złośliwego” znamienia charakteru działania sprawcy.
Znamię „złośliwości” we współczesnych stosunkach społecznych straciło swój pierwotny charakter – twierdzą autorzy projektu. I podkreślają większą skalę nienawiści do osób odbywających praktyki religijne. Sprawcy naruszeń coraz częściej dopuszczają się ich ze względu na wrogość jawnie okazywaną osobom wierzącym lub deklarują określoną przynależność ideologiczną, której wartości, w ich przekonaniu, mogą uzasadniać naruszanie prawa innych osób do wyznawania i uzewnętrzniania religii. Na gruncie dotychczasowego orzecznictwa takie zachowania nie są traktowane jako „złośliwe”.
Z praktyki sądowej wynika, że nawet w przypadkach ewidentnego przejawiania wrogości wobec osób wierzących i obiektywnego naruszenia art. 195 KK sprawy były umarzane lub kwalifikowane jako wykroczenie z art. 51 Kodeksu wykroczeń (zakłócenie porządku publicznego).
Dziś sprawcy mają inną niż złośliwość motywację.
– Należy karać każde umyślne działanie sprawcy w takich sprawach – twierdzą autorzy projektu zmian w Kodeksie karnym.
– Nie ma potrzeby nowelizowania Kodeksu karnego w tym względzie – uważa prof. Andrzej Zoll. – Obecne przepisy pozwalają na skuteczne karanie za tego rodzaju czyny – uważa.
Są jednak i tacy, którzy wprost uważają, że wymagana w przepisie „złośliwość” przeszkadza sądom w wydawaniu wyroków. O niedoskonałości obowiązujących regulacji mówiło się kilka tygodni temu, kiedy to poseł Grzegorz Braun zgasił w Sejmie świece chanukowe.
Adwokaci chcą rezygnacji z uzasadnień wyroków pisanych na formularzach
Naczelna Rada Adwokacka postuluje zniesienie art. 99a Kodeksu postępowania karnego. Przepis ten został wprowadzony w 2019 r. i przewiduje, że uzasadnienie wyroku pierwszej instancji, w tym nakazowego i łącznego, ale też wyroku sądu odwoławczego i wydanego ws. o wznowienie postępowania, sporządza się na formularzu (którego wzór określił MS).
– Formularze uzasadnień od początku wzbudzały więcej kontrowersji niż ocen pozytywnych – mówi Przemysław Rosati, prezes NRA. – Praktyka pokazała, że pomysł ten nie wprowadził nowej jakości do procesu karnego, a jedynie utrudnia procedowanie i szkodzi interesom podsądnych – dodaje.
Wniesienie petycji poprzedziła ankieta zarówno wśród adwokatów (prawie 400 odpowiedzi), jak i sędziów (ponad 200 respondentów). Przedstawiciele obu grup są zgodni, że uzasadnienia na formularzach nie są bardziej czytelne ani przejrzyste. Uważa tak ok. 90 proc. adwokatów i 70 proc. sędziów. Jedni i drudzy uważają, że formularze utrudniają sporządzanie uzasadnień (130 sędziów) oraz środków zaskarżenia (309 adwokatów).
Bardziej zróżnicowane są ankiety w ocenie wprowadzenia formularzy – o ile 323 adwokatów ma negatywne zdanie o tej reformie, o tyle w przypadku sędziów jest to tylko nieco ponad połowa.
Z kolei pytani o dalsze losy tego obowiązku adwokaci w przeważającej większość (236) są za jego likwidacją, a 125 respondentów uważa, że powinno się wprowadzić możliwość wyboru (formularz lub tradycyjna forma). Proporcje te są odwrotne u sędziów (152 za fakultatywnością, 32 za zniesieniem).
– Wyniki przeprowadzonej przez nas ankiety wskazują, iż sporządzanie uzasadnień na formularzu zagraża lub narusza, w ocenie respondentów, rzetelność procesu rozumianą jako obowiązek przedstawienia przez sąd argumentacji pozwalającej przekonać adresatów motywów orzeczenia, w tym sąd odwoławczy, dlaczego zapadł wyrok określonej treści – mówi Przemysław Rosati.
Takiego zdania jest 120 sędziów oraz 322 adwokatów. Tylko 68 sędziów przyznało, że zdarzyło im się odstąpić od stosowania formularza (stosując bezpośrednio art. 91 ust. 2 Konstytucji RP).
Wraca sprawa AI, która zdaniem sądu nie może być autorem
Sprawa Stephena Thalera i obrazu „A Recent Entrance to Paradise”, a ściślej – decyzja podjęta przez sąd w Waszyngtonie – była określana jako precedensowa. Orzeczono bowiem, że aby obraz mógł być chroniony przez prawo autorskie, musi go stworzyć człowiek. Od tej decyzji technolog odwołał się do Sądu Apelacyjnego Stanów Zjednoczonych dla okręgu Dystryktu Kolumbii. Uważa, że ochrona należy się też pracom w całości wygenerowanym przez AI.
Jak wyjaśnia radca prawny Robert Nogacki, partner zarządzający Kancelarii Prawnej Skarbiec, w apelacji wskazano, że – zgodnie z amerykańskim prawem autorskim – żadne przepisy nie wymagają, aby wytwory, którym przysługuje ochrona, zostały stworzone przez człowieka. – Mowa jest o osobie – a nią może być zarówno ta fizyczna, jak i prawna, czyli na przykład spółka będąca choćby właścicielem autorskich praw majątkowych – precyzuje ekspert.
Co więcej – jak zauważa radczyni prawna Monika Kamińska, założycielka start-upu Truesty – naukowiec przekonuje, że autorstwo inne niż ludzkie od ponad wieku jest stałym elementem amerykańskiego prawa autorskiego. Same przepisy, zgodnie ze stanowiskiem Sądu Najwyższego, powinny być zaś interpretowane tak, aby uchwycić korzyści płynące z postępu technologicznego.
Robert Nogacki przewiduje, że w ciągu kolejnych lat będziemy musieli uznać, że dostępne obecnie nowoczesne narzędzia nie działają „same”.
– Dlatego ochrona prawnoautorska wytworów AI powinna zostać przyznana, bo nie jesteśmy w stanie zweryfikować, czy dany utwór został stworzony przez AI, czy przez nadzorującego ją człowieka – uważa. W opinii specjalisty najbardziej rozsądne i wyważone stanowisko w tej kwestii zajął pod koniec ubiegłego roku sąd internetowy w Pekinie. Uznał on, że praca człowieka nad stworzeniem i użyciem mechanizmów AI to proces twórczy, a zatem spełniający kryteria osiągnięcia intelektualnego. A zakazanie ludziom monetyzowania własnej pracy to zahamowanie rozwoju.
Inny pogląd na tę kwestię ma Monika Kamińska, która zauważa, że wykorzystanie systemu AI jako narzędzia w procesie twórczym nie wyklucza ochrony prawnej.
– Przyznanie ochrony dziełom, które powstały w całości w wyniku przypadku i nie zawierają twórczego wkładu, mogłoby przyczynić się do deprecjacji wartości prawa autorskiego – ocenia.
Ekspertka nie daje apelacji zbyt dużych szans, tym bardziej że z dostępnych w sprawie informacji wynika, iż wytwór systemu naukowca nie jest „wynikiem działalności twórczej o indywidualnym charakterze”.
– Stephen Thaler konsekwentnie wskazuje, że tylko rozpoczął proces prowadzący do wygenerowania dzieła i nie ukierunkował go w żaden sposób – precyzuje radczyni.
Jej zdaniem starania technologa mogłyby nie przynieść oczekiwanych przez niego rezultatów również przed polskim sądem.
– W polskim porządku prawnym prawa autorskie przysługują też innym podmiotom niż twórca, np. pracodawcy, producentowi, wydawcom, jednak zawsze to człowiek tworzy chroniony utwór – podkreśla mec. Monika Kamińska.
Klauzula antykumulacyjna w kontekście odpowiedzialności ubezpieczyciela
Opis stanu faktycznego
Wyrokiem z 31.1.2022 r., II K 50/21, Sąd Rejonowy w M. uznał N.H. za winnego tego, że 19.4.2020 r. prowadząc samochód osobowy umyślnie naruszył zasady bezpieczeństwa w ruchu drogowym przez niezachowanie należytej ostrożności, będąc w stanie nietrzeźwości (alkotest wykazał 0,85 mg/I alkoholu w wydychanym powietrzu), utracił zdolność panowania nad pojazdem, powodując jego wywrócenie, wskutek czego pasażer pojazdu doznał obrażeń ciała naruszających czynności organizmu na czas powyżej siedmiu dni, tj. występku z art. 177 § 1 KK w zw. z art. 178a § 1 KK, w zw. z art. 11 § 2 KK i za to wymierzył mu karę 6 miesięcy pozbawienia wolności warunkowo zawieszając jej wykonanie na okres próby wynoszący 3 lata. Orzekł też środek karny w postaci zakazu prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych na okres 3 lat.
Wyrok ten został zaskarżony apelacją pełnomocnika oskarżyciela posiłkowego w zakresie nieorzeczenia względem oskarżonego środka kompensacyjnego w postaci nawiązki.
Skarżący zarzucił wyrokowi obrazę przepisów prawa materialnego przez niezastosowanie art. 46 § 1 i 2 KK oraz art. 47 § 3 KK i wniósł o zmianę wyroku przez zasądzenie na rzecz oskarżyciela posiłkowego nawiązki w wysokości 30.000 zł, a w przypadku niepodzielenia argumentacji obrońcy, co do wysokości żądanego zadośćuczynienia, zmianę wyroku przez zasądzenie na rzecz oskarżyciela posiłkowego nawiązki według uznania sądu odwoławczego, jednak nie niższej niż 10.000 zł.
Po przeprowadzeniu postępowania odwoławczego Sąd Okręgowy w W., wyrokiem z 28.6.2022 r., IV Ka 559/22, utrzymał zaskarżone orzeczenie w mocy.
Wyrok Sądu odwoławczego został zaskarżony w całości, na niekorzyść skazanego, kasacją wywiedzioną przez Prokuratora Generalnego. Skarżący zarzucił rażące i mające istotny wpływ na treść wyroku naruszenie przepisów prawa karnego procesowego, tj. art. 433 § 2 KPK i art. 457 § 3 KPK.
W konsekwencji tego zarzutu skarżący wniósł o uchylenie zaskarżonego wyroku i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania w postępowaniu odwoławczym.
Sąd Najwyższy, po rozpoznaniu kasacji wniesionej przez Prokuratora Generalnego na niekorzyść, uchylił zaskarżony wyrok i przekazał sprawę Sądowi Okręgowemu w W. do ponownego rozpoznania w postępowaniu odwoławczym.
Uzasadnienie SN
Zdaniem Sądu Najwyższego kasacja zasługiwała na uwzględnienie.
Przypomnieć należało, że w toku postępowania przed Sądem pierwszej instancji pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego wniósł o zasądzenie nawiązki w wysokości 30.000 złotych. Sąd Rejonowy wniosku tego nie uwzględnił wskazując w uzasadnieniu swojego orzeczenia, że „kwota 35.000 zł (jak wynika z dokumentacji ubezpieczeniowej), przyznana tytułem zadośćuczynienia za krzywdę, w ocenie Sądu jest wystarczająca i brak jest podstaw do zasądzenia jakiejkolwiek dalszej kwoty, a tym bardziej żądanej przez oskarżyciela posiłkowego 30.000 zł. Nie bagatelizując uszczerbku doznanego przez pokrzywdzonego, należy wziąć pod uwagę, że już niedługo po zakończeniu hospitalizacji wykonywał pracę na budowie, choć rzeczywiście nie mógł podejmować się cięższych prac”. Odmowa orzeczenia nawiązki wiązała się zatem z wyrażonym przez Sąd poglądem, że po spełnieniu świadczenia przez ubezpieczyciela, szkoda nie istniała. Odnosząc się do zarzutów sformułowanych w apelacji Sąd Okręgowy w W.: po pierwsze uznał za Sądem pierwszej instancji, że szkoda w chwili orzekania już nie istniała, a po drugie wywiódł, że w rozpoznawanej sprawie zastosowanie powinna mieć klauzula antykumulacyjna wskazana w art. 415 § 1 KPK. Według Sądu, roszczenie pokrzywdzonego było przedmiotem innego postępowania, wydana została bowiem przez ubezpieczyciela decyzja o ustaleniu wysokości zadośćuczynienia na 35.000 zł i należność została oskarżycielowi wypłacona. Z treści art. 415 § 1 KPK wynika natomiast, że nawiązki na rzecz pokrzywdzonego, obowiązku naprawienia szkody lub zadośćuczynienia za doznaną krzywdę nie orzeka się, jeżeli roszczenie wynikające z popełnienia przestępstwa jest przedmiotem innego postępowania albo o roszczeniu tym prawomocnie orzeczono.
Pogląd o konieczności odwołania się do konstrukcji klauzuli antykumulacyjnej został trafnie zakwestionowany w nadzwyczajnym środku zaskarżenia, odwołującym się do utrwalonego w tej mierze orzecznictwa Sądu Najwyższego. W kasacji trafnie wywiedziono, że warunkiem zastosowania klauzuli antykumulacyjnej z art. 415 § 1 KPK jest tożsamość podmiotowo-przedmiotowa roszczenia, o którym prawomocnie rozstrzygnięto w innym postępowaniu albo jest przedmiotem takiego postępowania, z roszczeniem dochodzonym w procesie karnym, np. w trybie art. 46 KK. Brak takiej tożsamości między roszczeniami powoduje brak spełnienia przesłanki stanu rzeczy osądzonej, czy stanu sprawy w toku. Nie jest „innym postępowaniem” w rozumieniu art. 415 § 1 KPK postępowanie likwidacyjne prowadzone przez zakład ubezpieczeń, a ugoda zawarta przed ubezpieczycielem, czy wydana przez ubezpieczyciela decyzja, nie wypełnia kryteriów kolejnej przesłanki zastosowania klauzuli antykumulacyjnej, w postaci „prawomocnego orzeczenia o roszczeniu”, a w konsekwencji jako decyzja organu pozasądowego nie powoduje stanu powagi rzeczy osądzonej (zob.m.in. postanowienie Sądu Najwyższego z 7.11.2014 r., IV KK 129/14; wyrok Sądu Najwyższego z 24.6.2021 r., IV KK 251/21 oraz zawarte w tych orzeczeniach wywody, orzecznictwo i literatura).
W świetle powyższych uwag jest jasne, że w rozważanej sprawie klauzula antykumulacyjna nie mogła mieć zastosowania.
Niezależnie od powyższych rozważań, zważywszy na treść zarzutów apelacyjnych, stwierdzić należało, że w sprawie doszło również do obrazy art. 47 § 3 KK. Przepis ten stanowi, że w razie skazania m.in. za przestępstwo z art. 177 § 1 KK, jeżeli sprawca był w stanie nietrzeźwości, sąd orzeka nawiązkę na rzecz pokrzywdzonego w wysokości co najmniej 10.000 zł. Redakcja przepisu nie pozostawia wątpliwości, że orzeczenie tego środka jest obligatoryjne.
Wprawdzie środek ten został zaliczony do środków kompensacyjnych (Rozdział Va Kodeksu karnego), to jego charakter wyraźnie różni się od środków kompensacyjnych zawartych w art. 46 KK. Nawiązka orzekana na podstawie art. 47 § 3 KK ma silnie represyjny charakter, zważywszy na określenie dolnej granicy jej wysokości, niezależnie od wysokości zaistniałej szkody. Stanowisko to znajduje potwierdzenie w art. 47 § 5 KK, który stanowi, że przepisu art. 47 § 3 KK nie stosuje się, jeżeli sąd orzekł obowiązek naprawienia wyrządzonej przestępstwem szkody lub zadośćuczynienia za doznaną krzywdę w wysokości wyższej niż 10.000 złotych. Oznacza to, że omawianego środka karnego nie orzeka się tylko wówczas, gdy orzeczono o obowiązku odszkodowania lub zadośćuczynienia na podstawie art. 46 § 1 KK, co w rozważanej sprawie nie miało miejsca (zob. wyrok Sądu Najwyższego z 5.10.2017 r., II KK 178/17, Legalis).
Pomijając potrzebę orzeczenia nawiązki na podstawie art. 46 § 2 KK, w rozważanej sprawie doszło niewątpliwie do rażącej obrazy prawa materialnego polegającej na nieorzeczeniu obligatoryjnej nawiązki znajdującej oparcie w przepisie art. 47 § 3 KK.
Reasumując należało stwierdzić, że wyrok Sądu odwoławczego dotknięty jest rażącą obrazą prawa procesowego i materialnego, trafnie wskazaną w zarzucie kasacji, a obraza ta miała istotny wpływ na treść tego orzeczenia, co pociągnęło za sobą konieczność uchylenia wyroku Sądu Okręgowego w W. i przekazania sprawy temu Sądowi do ponownego rozpoznania w postępowaniu odwoławczym. W toku tego postępowania Sąd odwoławczy będzie zobowiązany do wzięcia pod uwagę powyższych rozważań i rzetelnego rozpoznania wniesionej apelacji.
Komentarz
Tło rozpoznawanej sprawy jawi twierdzenie o trafności kasacji, w której wskazano, że nawiązka orzekana na podstawie art. 46 § 2 KK pełni funkcję kompensacyjną, zatem jednym z warunków jej orzekania jest istnienie szkody czy krzywdy (zob. wyrok Sądu Najwyższego z 30.12.2020 r., II KK 302/20, Legalis). Chodzi jednak o to, że Sąd odwoławczy odnosząc się do zarzutu apelacyjnego kwestionującego prawidłowość rozstrzygnięcia w tej mierze ograniczył się do stwierdzenia, iż szkoda została zrekompensowana przez ubezpieczyciela, a skarżący nie wykazał, aby była wyższa. Arbitralne w istocie stanowisko Sądu odwoławczego, akceptujące zwięzły, wcześniej przytoczony wywód Sądu pierwszej instancji, rażąco naruszył przepisy wyznaczające standard kontroli odwoławczej, a mianowicie art. 433 § 2 KPK w zw. z art. 457 § 3 KPK, co stało się przedmiotem zasadnego zarzutu autora kasacji nadzwyczajnej.
Raportowanie z e-platform już wkrótce
Wdrażanie nowego unijnego obowiązku raportowania przez platformy internetowe danych o użytkownikach idzie w ślimaczym tempie. Chodzi o tzw. dyrektywę DAC7 w sprawie współpracy administracyjnej w dziedzinie opodatkowania. Nowa regulacja będzie miała poważne konsekwencje zarówno dla wielkich internetowych graczy, jak Allegro, Olx czy Vinted, jak i ich użytkowników. Dla platform internetowych jej wprowadzenie oznacza konieczność gromadzenia i raportowania danych o określonych transakcjach przeprowadzanych za ich pośrednictwem. Dla użytkowników to zagrożenie, że skarbówka dowie się o ich aktywności w sieci, także tej aktualnej i przeszłej.
Duży poślizg
Polska ma spore opóźnienie we wdrażaniu przepisów, które mają usprawnić kontrolę, ukrócić szarą strefę w handlu internetowym i unikanie opodatkowania. Powinna wdrożyć dyrektywę DAC7 do 31.12.2022 roku, ale termin nie został dotrzymany. Fiaskiem skończyła się też próba wprowadzenia nowych przepisów od 1.5.2023 roku z obowiązkiem objęcia raportowaniem całego ubiegłego roku.
Nad rozwiązaniem problemu pracuje już nowy rząd. W wykazie prac legislacyjnych Rady Ministrów pojawiła się informacja o założeniach projektu. Szczegółów jest jednak niewiele. Poinformowano jedynie, że celem zmian jest nałożenie na platformy cyfrowe obowiązku sprawozdawczego dotyczącego sprzedawców działających z ich pomocą. A także zbudowanie mechanizmu wymiany informacji o sprzedawcach pomiędzy państwami członkowskimi oraz poprawa obecnych, w tym wprowadzenie możliwości przeprowadzania wspólnych kontroli.
Trochę więcej światła na sprawę rzucił resort finansów. Jak wyjaśnia Maciej Kordalewski, doradca podatkowy, menedżer w Grant Thornton, w Ministerstwie Finansów odbyło się spotkanie w sprawie prac na wdrożeniem DAC7.
– Nie przedstawiono nam jednak konkretów. Z przekazanych informacji wynika jedynie, że resort finansów chce, żeby nowe przepisy zaczęły obowiązywać o 1.7.2024 roku, ale obejmowały zaraportowanie danych od początku 2023 roku – tłumaczy Maciej Kordalewski.
Eksperci otwarcie mówią, że kwestia objęcia obowiązkiem raportowania okresu sprzed jego wejścia w życie budziła poważne wątpliwości.
– Do czasu uchwalenia implementacji ani platformy internetowe, ani ich użytkownicy nie mają przecież pewności, jaki ostatecznie kształt przybiorą. Niemniej wiadomo, jakie rodzaje transakcji i pod jakimi warunkami zostały objęte nowym obowiązkiem, bo to wynika z samej dyrektywy DAC7. Pewne jest też to, że raportowanie będzie obowiązywało wstecz. To, że zaraportowaniu mają podlegać dane z całego 2023 roku, a pierwszy obowiązek e-platformy będą musiały wykonać w 2024 roku, również wynika bowiem z dyrektywy. Polski ustawodawca nie ma zatem wielkiego pola manewru w tym zakresie – podkreśla Konrad Kurpiewski, radca prawny, doradca podatkowy PwC Polska.
Czas do namysłu
Inną sprawą jest to, jak podejdzie do tego nowy rząd.
– Nie spodziewam się, żeby polski ustawodawca rozszerzył zakres obowiązków wynikających z dyrektywy DAC7. Choć w przeszłości miewało to miejsce. Przykładowo przy wdrażaniu unijnych przepisów dotyczących tzw. MDR Polska nie ograniczyła się tylko do wytycznych w nich zawartych i objęła obowiązkiem raportowania więcej, niż musiała – przypomina Marek Przybylski, radca prawny, doradca podatkowy, menedżer w MDDP.
Maciej Kordalewski spodziewa się raczej, że nowy rząd uwzględni postulaty zgłaszane w konsultacjach i zdecyduje się na rozwiązania mniej opresyjne dla e-platform i ich użytkowników.
W ocenie Konrada Kurpiewskiego powinno to dotyczyć przede wszystkim złagodzenia sankcji.
– I nie chodzi tylko o wyłączenie ich stosowania za okres, w którym nie było jeszcze przepisów, a dane będą musiały zostać zaraportowane do fiskusa z mocą wsteczną. Należy w ogóle rozważyć złagodzenie zarówno kar finansowych, jakie będą grozić e-platformom za niewywiązanie się z nowych obowiązków, jak i sankcji grożących użytkownikom za nieprzekazanie danych, np. – czy należy z automatu blokować ich konta, czy przewidzieć jakiś inny mechanizm dyscyplinujący – mówi Konrad Kurpiewski.
Zwłaszcza że wina leży po stronie państwa. A wdrożenie nowych obowiązków zawsze wymaga czasu i pieniędzy.
Co wynika z dyrektywy?
Jednym z podstawowych celów DAC7 jest uzyskanie informacji o podatnikach uzyskujących dochód ze świadczenia usług i sprzedaży towarów za pośrednictwem platform cyfrowych jak Allegro, Vinted, Olx, Booking czy Otomoto.
Trzeba wyraźnie podkreślić, że dyrektywa wprowadza tylko nowe obowiązki w zakresie przekazywania danych. Nie ma w niej nowych podatków. Nie chodzi też o to, żeby do skarbówki trafiała informacja o każdej sprzedaży w sieci. Raportowaniem mają zostać objęte tylko cztery kategorie odpłatnych czynności za pośrednictwem e-platform, tj.:
- najem nieruchomości lub ich części, w tym pomieszczeń przynależnych jak garaże,
- usługi świadczone osobiście,
- najem środka transportu, np. auta,
- sprzedaż towarów.
Do raportu nie trafią jednak osoby, którym ten sam operator umożliwił mniej niż 30 sprzedaży na kwotę nieprzekraczającą 2000 euro.
Dodatkowe opłaty za jednorazowe opakowania z plastiku
Unia Europejska w walce o środowisko
Wprowadzenie dodatkowych opłat za opakowania jednorazowe w 2024 r. to jeden z rezultatów nowelizacji ustawy z 11.5.2011 r. o obowiązkach przedsiębiorców w zakresie gospodarowania niektórymi odpadami oraz o opłacie produktowej (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 1903; dalej: GospodOdpU). Celem nowelizacji było wprowadzenie unijnych ograniczeń dotyczących stosowania wybranych produktów jednorazowego użytku z tworzyw sztucznych, w tym i wycofania niektórych produktów ze sprzedaży (dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/904 z 5.6.2019 r. w sprawie zmniejszenia wpływu niektórych produktów z tworzyw sztucznych na środowisko (Dz.Urz. UE L z 2019 r. Nr 155, s. 1).
Ministerstwo Klimatu i Środowiska opublikowało trzy rozporządzenia, regulujące nowe opłaty, które zaczęły obowiązywać w 2024 r.:
- Rozporządzenie Ministra Klimatu i Środowiska z 7.12.2023 r. w sprawie stawek opłaty za produkty jednorazowego użytku z tworzyw sztucznych będące opakowaniami (Dz.U. z 2023 r. poz. 2679);
- Rozporządzenie Ministra Klimatu i Środowiska z 9.12.2023 r. w sprawie stawek opłaty na pokrycie kosztów zagospodarowania odpadów powstałych z produktów jednorazowego użytku z tworzyw sztucznych (Dz.U. z 2023 r. poz. 2686);
- Rozporządzenie Ministra Klimatu i Środowiska z 9.12.2023 r. w sprawie stawek opłat produktowych dla poszczególnych rodzajów opakowań (Dz.U. z 2023 r. poz. 2683).
Ad 1.
Na mocy tego rozporządzenia zostały wprowadzone dodatkowe opłaty w wysokości:
- 20 groszy – w przypadku kubków na napoje, w tym ich pokrywek i wieczek;
- 25 groszy – w przypadku pojemników na żywność, w tym pojemników takich jak pudełka, z pokrywką lub bez, stosowanych w celu umieszczania w nich żywności, która jest:
a) przeznaczona do bezpośredniego spożycia, na miejscu lub na wynos,
b) zazwyczaj spożywana bezpośrednio z pojemnika oraz
c) gotowa do spożycia bez dalszej obróbki, takiej jak przyrządzanie, gotowanie czy podgrzewanie
– w tym pojemników na żywność typu fast food lub na inne posiłki gotowe do bezpośredniego spożycia, z wyjątkiem pojemników na napoje, talerzy oraz paczek i owijek zawierających żywność.
Ad 2.
Stawka opłaty na pokrycie kosztów zbierania odpadów powstałych z produktów jednorazowego użytku z tworzyw sztucznych tego samego rodzaju, które przedsiębiorca wprowadził do obrotu, pozostawionych w publicznych systemach zbierania odpadów, w tym na pokrycie kosztów utworzenia i utrzymania tych systemów, transportu tych odpadów i ich przetwarzania, a także uprzątania oraz transportu i przetwarzania odpadów powstałych z produktów jednorazowego użytku z tworzyw sztucznych tego samego rodzaju jak odpady powstałe z produktów jednorazowego użytku z tworzyw sztucznych, które przedsiębiorca wprowadził do obrotu, wynosi:
1) 10 groszy za 1 kg:
a) pojemników na żywność;
b) paczek i owijek wykonanych z elastycznych materiałów zawierających żywność przeznaczoną do bezpośredniego spożycia z paczki lub owijki bez żadnej dalszej obróbki;
c) pojemników na napoje o pojemności do trzech litrów;
d) kubków na napoje, w tym ich pokrywek i wieczek;
e) lekkich toreb na zakupy z tworzywa sztucznego w rozumieniu art. 8 pkt 15a lit. a ustawy z 13.6.2013 r. o gospodarce opakowaniami i odpadami opakowaniowymi (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 1658; dalej: GospOpakowaniaU)
– o których mowa w sekcji I załącznika nr 9 do GospodOdpU.
2) 1 grosz za sztukę wyrobów tytoniowych z filtrami zawierającymi tworzywa sztuczne i filtrów zawierających tworzywa sztuczne sprzedawanych do używania łącznie z wyrobami tytoniowymi, o których mowa w sekcji III załącznika nr 9 do GospodOdpU.
Stawka opłaty na pokrycie kosztów uprzątania oraz transportu i przetwarzania odpadów powstałych z produktów jednorazowego użytku z tworzyw sztucznych tego samego rodzaju jak odpady powstałe z produktów jednorazowego użytku z tworzyw sztucznych, które przedsiębiorca wprowadził do obrotu, wynosi 1 grosz za sztukę:
1) chusteczek nawilżanych,
2) balonów, z wyjątkiem balonów do użytku przemysłowego lub innych profesjonalnych zastosowań, które to balony nie są rozprowadzane wśród konsumentów
– o których mowa w sekcji II załącznika nr 9 do GospodOdpU.
Ad 3.
Wskazane rozporządzenie, w zakresie wysokości stawek opłat produktowych dla poszczególnych rodzajów opakowań, odsyła do załącznika, w którym znajdują się wszystkie wprowadzone opłaty. Wskazane w załączniku stawki opłaty produktowej wskazane zostały w złotych za 1 kg. Opłaty za poszczególne produkty wynoszą:
- Butelki jednorazowego użytku z tworzyw sztucznych na napoje o pojemności do trzech litrów, włącznie z ich zakrętkami i wieczkami z tworzyw sztucznych – 1,00 zł / kg;
- Opakowania z tworzyw sztucznych – 2,70 zł / kg;
- Opakowania z aluminium – 1,40 zł / kg;
- Opakowania z metali żelaznych – 0,80 zł / kg;
- Opakowania z papieru i tektury – 0,70 zł / kg;
- Opakowania ze szkła – 0,30 zł / kg;
- Opakowania z drewna – 0,30 zł / kg;
- Opakowania wielomateriałowe – 0,70 zł / kg;
- Opakowania po środkach niebezpiecznych – 2,00 / kg;
- Pozostałe opakowania – 1 zł / kg.
Najistotniejszym celem wprowadzonych przepisów (implementacji dyrektywy SUP) jest zmniejszenie ilości odpadów powstających z produktów jednorazowego użytku z tworzywa sztucznego obecnych w środowisku naturalnym, w szczególności w środowisku morskim, które stanowią poważne zagrożenie dla jego właściwego funkcjonowania i zagrażają zdrowiu człowieka.
Praca zdalna w praktyce wciąż rodzi problemy
Od 7.4.2023 r. obowiązują nowe regulacje o wykonywaniu obowiązków na odległość. To efekt nowelizacji Kodeksu pracy oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2023 r. poz. 240). Uchyliła ona przepisy o telepracy. Zamiast nich w Kodeksie pracy pojawiła się praca zdalna oraz związane z nią obowiązki.
Okazuje się, że nowe regulacje są kłopotliwe dla biznesu. Tak wynika z raportu firmy doradczej Grant Thornton. Z jej ustaleń wynika, że od momentu wprowadzenia pracy zdalnej inspektorzy Państwowej Inspekcji Pracy (PIP) zdążyli przeprowadzić 248 kontroli, czy pracodawcy wdrożyli jak należy nowe regulacje. Aż w 149 przypadkach (czyli w 60 proc.) stwierdzono nieprawidłowości. Brak uchybień inspektorzy odnotowali podczas 99 kontroli (40 proc.).
Wiele ze wskazanych uchybień odnosi się do niewypełnienia obowiązków informacyjnych. Odnotowano także przypadki nieodebrania oświadczeń od pracowników m.in. dotyczących bhp. Naruszano też obowiązek pokrywania kosztów energii elektrycznej oraz usług telekomunikacyjnych niezbędnych do wykonywania pracy zdalnej.
Katarzyna Wilczyk, starszy prawnik w kancelarii Raczkowski, wskazuje, że zgodnie z przepisami pracodawca powinien poinformować zdalnego pracownika o: jednostce organizacyjnej pracodawcy, w której znajduje się jego stanowisko, a także o osobie lub organie odpowiedzialnym za współpracę z nim oraz o podmiotach upoważnionych do przeprowadzania kontroli w miejscu wykonywania obowiązków na odległość.
– Forma przekazania informacji zależy od sposobu uzgodnienia pracy zdalnej. Jeżeli dzieje się to przy zawarciu umowy o pracę, to powyższe kwestie powinny zostać wskazane w dodatkowym dokumencie, o którym mowa w art. 29 § 3 Kodeksu pracy.
Jeśli natomiast uzgadniamy pracę zdalną w trakcie zatrudnienia lub wykonywana, jest ona na polecenie pracodawcy, to firma przekazuje takie informacje najpóźniej w dniu rozpoczęcia przez pracownika zadań w nowej formie – wyjaśnia ekspertka.
Przepisy obligują również do zebrania od pracowników określonych oświadczeń z zakresu bhp.
Jak tłumaczy mec. Wilczyk, chodzi o oświadczenie pracownika zawierające potwierdzenie, że na stanowisku pracy zdalnej w miejscu przez niego wskazanym i uzgodnionym z pracodawcą są zapewnione bezpieczne i higieniczne warunki tej pracy.
Ponadto od zatrudnionego należy odebrać inny dokument. Chodzi o oświadczenie o zapoznaniu się z przygotowaną przez pracodawcę oceną ryzyka zawodowego, informacją zawierającą zasady bezpiecznego i higienicznego wykonywania pracy zdalnej oraz zobowiązanie do ich przestrzegania.
– Obydwa dokumenty muszą zostać złożone przed dopuszczeniem do wykonywania pracy zdalnej. Mogą mieć postać papierową lub elektroniczną – wskazuje mec. Katarzyna Wilczyk.
Kolejnym obowiązkiem pracodawcy jest pokrycie pracownikowi kosztów związanych z taką organizacją pracy.
– Ich zwrot, a także ekwiwalent mogą być zastąpione ryczałtem. Jest to najczęstsza praktyka wśród firm. Ustalenie kwoty ryczałtu jest bowiem zdecydowanie prostsze niż regularne rozliczanie się z faktycznie poniesionych wydatków. Nie dotyczy to pracy zdalnej okazjonalnej – dodaje prawniczka.
100 obietnic rządu, ile dla prawa pracy?
Postulaty dla prawa pracy
Wśród 100 postulatów na 100 dni nowego rządu znalazły się rozwiązania, które dotyczą szeroko pojętego prawa pracy. Jedne odnoszą się do pracowników i ich uprawnień, np. dotyczące podwyżek. Inne skierowane są do szczególnej grupy pracowników np. matek powracających do pracy po urlopach związanych z rodzicielstwem. Są również rozwiązania, które dotyczą emerytów i rencistów, w tym także tych którzy dorabiają do swoich świadczeń. Pozostała część postulatów odnosi się do rozwiązań dla pracodawców lub samozatrudnionych, czyli osób pracujących na własny rachunek. Poniżej przedstawiono poszczególne postulaty z informacjami, jak mają zostać wprowadzone.
1. Aktywna mama
Pierwszy prezentowany postulat to wspieracie dla kobiet powracających na rynek pracy po urodzeniu dziecka. W ramach programu „Aktywna mama” wypłacane będzie 1500 zł miesięcznie na opiekę nad dzieckiem. Dodatek będzie wypłacany kobietom, które po okresie urlopu macierzyńskiego lub w trakcie urlopu wychowawczego będą chciały wrócić do pracy. Nazwa nieformalna tego dodatku to tzw. „babciowe”, z uwagi na to, że będzie można go przekazywać innym członkom rodziny, w tym właśnie babciom. Jednakże rodzice dziecka, którzy będą podejmowali decyzję o dysponowaniu dodatkiem, będą mogli je przekazać innej osobie niebędącej członkiem rodziny.
Świadczenie będzie udzielane tylko do osiągnięcia przez dziecko 3 roku życia. Dodatkowymi warunkami przyznania pomocy w ramach programu „Aktywna Mama” będzie rozpoczęcie nowej pracy na podstawie umowy o pracę lub kontynuacja przerwanej pracy urlopami macierzyńskim i wychowawczym. Ponadto warunkiem koniecznym będzie uzyskiwanie dochodu w kwocie przynajmniej minimalnej wynagrodzenia za pracę.
2. Likwidacja pułapki rentowej
Rząd chce, aby niepełnosprawni nie musieli wybierać pomiędzy pracą zarobkową a otrzymywaniem renty. Co oznacza likwidację tzw. „pułapki rentowej”. Osoby z niepełnosprawnością będą mogły pracować nie tracąc swojego świadczenia rentowego.
3. Wprowadzenie drugiej waloryzacji
Wprowadzenie drugiej waloryzacji emerytur i rent, gdy inflacja będzie przekraczała 5 proc. Oprócz 13 i 14 emerytury ma zostać wprowadzone rozwiązanie prawne, które stworzy systemowy mechanizm, aby przy określonym wskaźniku inflacji waloryzacja była podwójna to znaczy nie tylko w marcu, ale także jeszcze raz w roku, na przykład we wrześniu.
4. Zniesienie zakazu handlu
Kolejnym postulatem jest zniesienie zakazu handlu w niedziele z zastrzeżeniem, że każdy pracownik będzie miał zapewnione dwa wolne weekendy w miesiącu i podwójne wynagrodzenie za pracę w dni wolne.
5. Zniesienie podatku dochodowego
Wśród 100 zapowiedzi zmian znalazł się postulat obniżenia podatku. Osoby zarabiające do 6000 zł brutto, także prowadzące działalność gospodarczą nie będą płaciły podatku dochodowego. Natomiast emeryci pobierający świadczenie do 5000 zł brutto również zostaną zwolnione z płacenia podatku dochodowego.
Nastąpić ma także podniesienie kwoty wolnej od podatku z 30 tys. zł do 60 tys. zł., w przypadku podatników rozliczających się według skali podatkowej, w tym także przedsiębiorców i emerytów.
6. Urlop dla przedsiębiorców
Wprowadzenie „urlopu dla przedsiębiorców” stanowi jeden z postulatów nowego rządu. Oznacza to wprowadzenie jednego miesiąca wolnego od składek na ubezpieczenia społeczne, ale ze świadczeniem urlopowym w wysokości połowy minimalnego wynagrodzenia. Takie rozwiązanie ma być rodzajem ulgi dla prowadzących firmę, którzy muszą mierzyć się z coraz wyższymi kosztami wpłat do ZUS-u. Za miesiąc ma zapłacić państwo, aby zachować ciągłość płacenia składki. Rozwiązanie to ma dotyczyć mikroprzedsiębiorców oraz osób samozatrudnionych.
7. Bon opiekuńczy
Wprowadzenie tzw. „Bonu Opiekuńczego” w wysokości 50 proc. minimalnego wynagrodzenia dla aktywnych zawodowo opiekunów ma odciążyć pracujących opiekunów osób niesamodzielnych.
8. Podwyżki dla nauczycieli
Rząd zapowiadała podniesienie wynagrodzenia nauczycieli o co najmniej 30 proc. Zgodnie z zapowiedzią nauczyciele mają dostać nie mniej niż 1500 zł brutto podwyżki.
Ten postulat jako jedyny jest w trakcie realizacji, bowiem podwyżki dla nauczycieli zostały zapisane w ustawie okołobudżetowej. Proponuje się podwyżkę dla nauczycieli dyplomowanych i mianowanych o 30 proc., a dla nauczycieli początkujących o 33 proc.
9. Zasiłek chorobowy od pierwszego dnia płatny przez ZUS
Dla mikro przedsiębiorców rząd proponuje obniżenie kosztów działalności. W tym celu zaproponowano wprowadzenie mechanizmu, zgodnie z którym zasiłek chorobowy od pierwszego dnia nieobecności pracownika będzie płacił ZUS. Co oznacza przejęcie przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych obowiązku zapłaty świadczenia chorobowego od pierwszego dnia niezdolności pracownika do pracy i tym samym odciążenie finansowe pracodawców.
10. Podwyższenie renty socjalnej
Rząd zapowiada złożenie projektu ustawy o podwyższeniu renty socjalnej do wysokości minimalnego wynagrodzenia. Pomysł polega na połączeniu wysokości renty socjalnej z minimalnym wynagrodzeniem. Oznacza to, że w przypadku kiedy minimalne wynagrodzenie będzie podwyższane dwa razy, renta socjalna będzie rosła również dwa razy.
Kontrola pracowników przez pracodawcę ma swoje granice
Francuski organ regulacyjny (dalej: CNIL) poinformował w ubiegłym tygodniu o ukaraniu firmy Amazon France Logistique grzywną za nadmiernie inwazyjny system monitorowania wydajności personelu. Firma wprowadziła bowiem wskaźniki śledzące czas nieaktywności skanerów, których pracownicy magazynu używają do rejestrowania paczek, oraz szybkość skanowania przedmiotów. W odpowiedzi Amazon France Logistique nie zgodził się z wnioskami CNIL i zastrzegł sobie prawo do złożenia odwołania od decyzji.
Jak natomiast kwestię monitorowania wydajności zatrudnionych regulują polskie przepisy?
Kajetan Bartosiak, radca prawny i partner w kancelarii BKB Baran Książek Bigaj, wyjaśnia, że w naszym prawie funkcjonują ograniczenia w tym obszarze.
– Stawia je przede wszystkim Kodeks pracy, który z jednej strony nakazuje poszanowanie godności pracowniczej, a z drugiej przewiduje szczególne tryby wdrażania różnych form monitoringu – mówi.
Podkreśla, że wydaje się, iż francuski podmiot, wdrażając swój system, wprowadził coś, co na tle polskiego Kodeksu pracy oznaczałoby „inną formę monitoringu”. Nie była to zatem zwykła kontrola wydajności czy efektywności, ale ciągły monitoring.
– Na gruncie polskich przepisów może być on wprowadzony jednak wyłącznie gdy jest to niezbędne do zapewnienia organizacji pracy umożliwiającej pełne wykorzystanie czasu pracy oraz właściwego użytkowania udostępnionych pracownikowi narzędzi – dodaje.
W jakim zakresie pracownik może być zatem kontrolowany przez pracodawcę?
– Należy odróżnić kontrolę od monitoringu. Sprawdzanie wykonywania przez pracownika jego obowiązków, ich jakości oraz sumienności i staranności jest wręcz niezbędne do stwierdzenia, że mamy do czynienia ze stosunkiem pracy.
Jest to bowiem część składowa podporządkowania pracowniczego. Obowiązkiem pracodawcy jest natomiast stosowanie obiektywnych i sprawiedliwych kryteriów wyników takiej kontroli – tłumaczy mecenas.
Z monitoringiem natomiast (np. wizyjnym, poczty e-mail) mamy do czynienia, gdy istnieje ciągłość działań w tym obszarze (rejestracja obrazu, możliwość dostępu do maila służbowego).
– Takie zachowania o charakterze permanentnym muszą być wdrożone i stosowane zgodnie z przepisami zawartymi w Kodeksie pracy – mówi.
Firma w domu, czynsz w kosztach
Fiskus potwierdza, że właściciel domowej firmy może zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów wydatki na czynsz, prąd, wodę i ogrzewanie. A także odsetki od kredytu. Również wtedy, gdy nie ma wydzielonego gabinetu i na działalność wykorzystuje różne pomieszczenia. Musi jednak wyliczyć, jaki procent mieszkania jest przeznaczony na biznes i koszty rozliczać proporcjonalnie.
Spójrzmy na niedawną interpretację. Wystąpił o nią doradca podatkowy mający jednoosobową działalność. Prowadzi ją w mieszkaniu, które należy do niego i do jego żony. Nie ma wydzielonego gabinetu, na potrzeby biznesu wykorzystuje pokój, w którym jest sprzęt biurowy, toaleta, kuchnia i korytarz. Te pomieszczenia są też używane na cele prywatne, przedsiębiorca nie może więc wyliczyć dokładnie firmowej powierzchni. Szacunkowo określił, że wynosi ona 30 proc. całego lokalu. W tej części chce rozliczać wydatki na mieszkanie (czynsz, energia elektryczna, media, woda, ogrzewanie) oraz odsetki od kredytu na jego zakup w podatkowych kosztach.
Przedsiębiorca informuje, że swoje usługi wykonuje zdalnie za pomocą komputera i telefonu wyposażonych w różne narzędzia, np. służące do udziału w telekonferencjach. Podkreśla, że w mieszkaniu ma dobre warunki do skupienia. Może też spotykać się w nim z klientami. W przyszłości planuje prowadzić z mieszkania zdalne szkolenia. To wszystko pokazuje, że lokal jest mu potrzebny do prowadzenia biznesu. Wydatki na jego utrzymanie są więc związane z działalnością. I można je zaliczyć do kosztów.
30 proc. do rozliczenia
Fiskus nie miał nic przeciwko. Przyznał, że wydatki na czynsz, energię, wodę oraz inne media są kosztem w części przypadającej na zajmowaną na potrzeby działalności powierzchnię lokalu. W tym wypadku 30 proc. W tej proporcji należy też rozliczyć w kosztach odsetki od kredytu (interpretacja nr 0115-KDIT3.4011.777.2023.3.KP).
To nie pierwsza korzystna dla przedsiębiorców interpretacja. Podobną skarbówka wydała trzy miesiące temu w sprawie radcy prawnego. On także prowadzi działalność w mieszkaniu. Nie wydzielił w nim gabinetu, na firmowe potrzeby wykorzystuje kilka pomieszczeń. Informuje, że nie jest w stanie dokładnie wyliczyć, jaka część mieszkania służy celom firmowym. Przyjął więc szacunkowo, że jest to 30 proc. W takiej proporcji chce zaliczać do kosztów wydatki na utrzymanie lokalu (czynsz, energia, woda, inne media) oraz odsetki od kredytu. Fiskus na wszystko się zgodził (interpretacja nr 0112-KDIL2-2.4011.642.2023.1.MC).
Koszty może też rozliczyć informatyk, który wyliczył, że na potrzeby działalności wykorzystuje 80 proc. sypialni, 25 proc. salonu z aneksem kuchennym oraz połowę korytarza i łazienki. W sumie wyszło mu, że używa w biznesie 36,5 proc. mieszkania. Może w takiej proporcji rozliczać wydatki na eksploatację lokalu (czynsz, energię elektryczną, wodę, gaz) – potwierdził fiskus (interpretacja nr 0115-KDIT3.4011.70.2019.1.AK).
Spójrzmy jeszcze na sprawę, w której były wątpliwości co do tego, jak liczyć firmową powierzchnię. Z pytaniem do fiskusa wystąpił informatyk, który ma biuro w domu. Mieszkalna powierzchnia budynku wynosi 126 mkw., w tym biuro to 15 mkw. Część techniczna (garaż i kotłownia) ma niecałe 54 mkw. Jest jeszcze poddasze o powierzchni 116 mkw.
Jak obliczyć proporcję wydatków? Przedsiębiorca twierdzi, że wydatki można rozliczać w kosztach w części, w jakiej biuro przypada na powierzchnię mieszkalną (czyli wychodzi około 12 proc.). Jego zdaniem w wyliczeniu nie uwzględnia się garażu, kotłowni i poddasza.
Garaż też się liczy
Fiskus opowiedział się jednak za mniej korzystnym dla przedsiębiorcy sposobem rozliczania wydatków. Jego zdaniem mogą one być kosztem w części proporcjonalnie przypadającej na powierzchnię biura zajętą na prowadzenie działalności gospodarczej do całej powierzchni nieruchomości, czyli z uwzględnieniem również części technicznej oraz poddasza. Z tego wynika, że przedsiębiorca może rozliczyć niewiele ponad 5 proc. wydatków (interpretacja nr 0112-KDIL2-2.4011.757.2022.3.MC).
Zakaz amortyzacji ma wpływ na odsetki
Polski Ład zabronił amortyzacji budynków i lokali mieszkalnych. Oznacza to, że nie można już rozliczać poprzez odpisy wydatków na ich zakup bądź wybudowanie. Zakaz miał przede wszystkim uderzyć w wynajmujących. Ale dotknął też tych, którzy prowadzą w mieszkaniach działalność gospodarczą. Wcześniej amortyzowali je w części przypadającej na firmę, np. w 30 proc. Teraz nie mogą w ogóle.
Należy o tym pamiętać przy rozliczaniu odsetek od kredytu na zakup mieszkania będącego firmowym środkiem trwałym. Do kosztów zaliczymy te, które zostały zapłacone po wprowadzeniu lokalu do ewidencji środków trwałych. Wcześniejsze powiększają jego wartość początkową, która jest podstawą amortyzacji. I nie rozliczymy ich w bieżących kosztach, bo amortyzacja mieszkań jest zabroniona. Fiskus zwraca na to uwagę w interpretacjach.
Zakaz amortyzacji zbulwersował wielu podatników. Składają wnioski o interpretacje i skarżą niekorzystne do sądów. Na razie jednak zdecydowaną większość spraw przegrywają.