Rewolucja w kompensacji szkód zdrowotnych

Poszkodowany pacjent ma wybór: dochodzić odszkodowania w sądzie albo wystąpić o świadczenie kompensacyjne. Wszystko za sprawą wchodzącej w życie w środę nowelizacji ustawy o prawach pacjenta i rzeczniku praw pacjenta oraz niektórych innych ustaw. Za zakażenie w szpitalu, nieprawidłową lub opóźnioną diagnozę czy źle przeprowadzony zabieg chorzy będą mogli dochodzić maksymalnie 200 tys. zł rekompensaty, bez wykazania winy. Za śmierć bliskiego na skutek błędu medycznego będzie można otrzymać 100 tys. zł.

Ma być taniej…

Nowe regulacje mają mieć zastosowanie do błędów, do których doszło 7.9.2023 r. lub później. Wyjątkiem jest sytuacja, gdy zdarzenie medyczne nastąpiło przed dniem wejścia w życie nowelizacji, ale wnioskodawca dowiedział się o jego negatywnych konsekwencjach już po dniu, w którym nowe przepisy zaczęły obowiązywać. Reguły te dotyczą jednak tylko zdarzeń w szpitalu podczas udzielenia świadczeń opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych.

Wniosek może być złożony w terminie roku od dnia, w którym wnioskodawca dowiedział się o zdarzeniu, nie później niż po trzech latach. Postępowanie jest tanie. Złożenie wniosku podlega opłacie w wysokości 300 zł.

– Ze względu na niskie koszty i trzymiesięczny czas rozpatrywania wniosku nowa ścieżka uzyskiwania rekompensat może cieszyć się zainteresowaniem pacjentów. Jej sukces zależy jednak od tego, w jaki sposób rzecznik będzie interpretował definicję zdarzenia medycznego. Jest ona dość skomplikowana – mówi Jolanta Budzowska, radca prawny.

Zgodnie z ustawą zdarzenie medyczne to zaistniałe w trakcie udzielania lub w efekcie udzielenia bądź zaniechania udzielenia świadczenia zdrowotnego zakażenie pacjenta biologicznym czynnikiem chorobotwórczym, uszkodzenie jego ciała lub rozstrój jego zdrowia albo śmierć, których z wysokim prawdopodobieństwem można było uniknąć w przypadku udzielenia świadczenia zdrowotnego zgodnie z aktualną wiedzą medyczną albo zastosowania innej dostępnej metody diagnostycznej lub leczniczej, chyba że doszło do dających się przewidzieć normalnych następstw zastosowania metody, na którą pacjent wyraził świadomą zgodę.

– Kryteriów oceny, czy dana sytuacja jest zdarzeniem medycznym, jest więc wiele. Narzucają konieczność dokonywania wielopoziomowych analiz. A opiniowaniem wniosków zajmować się ma zaledwie 20 osób, w tym co najmniej 15 lekarzy, przy czym trzyosobowy zespół ma na wydanie ekspertyzy jedynie dwa miesiące – zaznacza mec. Budzowska.

Przypominając, że problem rzetelności i czasu opiniowania przez biegłych jest od lat nierozwiązany zarówno w sądach i prokuraturach, jak i w działających na podstawie dotychczasowych regulacji wojewódzkich komisjach ds. orzekania o błędach medycznych.

– Te ostatnie miały zaś korzystać z biegłych, nad którymi pieczę sprawował nikt inny jak rzecznik praw pacjenta – mówi Jolanta Budzowska.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

…i szybciej

Nowy Fundusz Kompensacyjny Zdarzeń Medycznych ma zapewnić pacjentom i ich rodzinom szybką wypłatę rekompensat za zdarzenia medyczne. Postępowania przed sądami ciągną się kilka, a nawet kilkanaście lat. Wniesienie do sądu sprawy o odszkodowanie lub zadośćuczynienie będzie wykluczać rozpatrzenie wniosku przez rzecznika praw pacjenta. Przyjęcie świadczenia kompensacyjnego będzie zaś równoznaczne ze zrzeczeniem się wszelkich innych roszczeń.

Przy ustalaniu wysokości świadczenia kompensacyjnego będzie uwzględniany charakter następstw zdrowotnych oraz stopień dolegliwości wynikających ze zdarzenia.

Postępowanie jest dwuinstancyjne. Od decyzji rzecznika wnioskodawcy przysługuje odwołanie do Komisji Odwoławczej do spraw Świadczeń z Funduszu Kompensacyjnego Zdarzeń Medycznych. Wniesienie odwołania podlega opłacie w wysokości 200 zł.

Podstawa prawna: Nowelizacja ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta (Dz.U. z 2023 r. poz. 1675).

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Odpowiedzialność karna a wiek sprawcy

Opis stanu faktycznego

Sąd Rejonowy w S. wyrokiem z 27.2.2020 r., II K 577/19, uznał D.G. za winnego tego, że w nocy z 12 na 13.8.2017 r. w B., na terenie ośrodka wczasowego, działając wspólnie i w porozumieniu z I.A. i D.D., włamał się do baru, skąd dokonał zaboru w celu przywłaszczenia pieniędzy i innych przedmiotów łącznej wartości 1700 zł, tj. czynu z art. 279 § 1 KK, za który wymierzył mu karę roku pozbawienia wolności, przy czym wykonanie kary – w oparciu o przepis art. 69 § 1 i 2 KK, art. 70 § 2 KK i art. 73 § 2 KK – warunkowo zawiesił na okres próby wynoszący 5 lat, oddając w tym okresie oskarżonego D.G. pod dozór kuratora sądowego.

Powyższy wyrok uprawomocnił się 6.3.2020 r. i nie był przez strony zaskarżony.

Kasację od tego wyroku wniósł na korzyść skazanego Prokurator Generalny, zarzucając rażące i mające istotny wpływ na treść wyroku naruszenie przepisów art. 10 § 1 i 2 KK w zw. z art. 1 § 1 pkt 2 i art. 5 ustawy z 26.10.1982 r. o postępowaniu w sprawach nieletnich (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 969; dalej: NielU) oraz art. 13 NielU w zw. z art. 18 § 1 pkt 2 NielU, a ponadto art. 4 ust. 1 ustawy z 30.8.2013 r. o zmianie ustawy o postępowaniu w sprawach nieletnich oraz innych ustaw (Dz.U. z 2013 r. poz. 1165), przez skazanie oskarżonego D.G. za czyn z art. 279 § 1 KK i wymierzenie mu, bez nadzwyczajnego złagodzenia, kary roku pozbawienia wolności z zastosowaniem dobrodziejstwa warunkowego zawieszenia wykonania tej kary na okres próby wynoszący 5 lat oraz orzeczenie środków probacyjnych i środka kompensacyjnego mimo to, że oskarżony w chwili popełnienia zarzucanego mu czynu nie ukończył 17. roku życia.

Sąd Najwyższy po rozpoznaniu kasacji Prokuratora Generalnego uchylił zaskarżony wyrok i na podstawie art. 537 § 2 KPK w zw. z art.17 § 1 pkt 2 KPK umorzył postępowanie.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Uzasadnienie SN

Zdaniem Sądu Najwyższego kasacja jest oczywiście zasadna i jako taka podlega uwzględnieniu w trybie art. 535 § 5 KPK.

Stosownie do treści art. 10 § 1 KK – na zasadach określonych w Kodeksie karnym odpowiada ten, kto popełnił czyn zabroniony po ukończeniu 17 lat. Bezspornie oznacza to, że odpowiedzialność karną określoną w Kodeksie karnym ponosi sprawca, który w czasie popełnienia czynu zabronionego miał ukończone 17 lat. W odniesieniu do tej zasady ustawodawca wprowadził dwie modyfikacje. Pierwsza polega na tym, że wyjątkowo sprawca, który nie ukończył 17 lat, a ukończył lat 15 i popełnił czyn wyczerpujący znamiona jednego z enumeratywnie wskazanych przestępstw (tj. czyn z art. 134 KK, art. 148 § 1, 2 lub 3 KK, art. 156 § 1 lub 3 KK, art. 163 § 1 lub 3 KK, art. 166 KK, art. 173 § 1 lub 3 KK, art. 197 § 3 lub 4 KK, art. 223 § 2 KK, art. 252 § 1 lub 2 KK oraz art. 280 KK), może odpowiadać na zasadach określonych w Kodeksie karnym, jeżeli okoliczności sprawy oraz stopień rozwoju sprawcy, jego właściwości i warunki osobiste za tym przemawiają, a w szczególności, jeżeli poprzednio stosowane środki wychowawcze lub poprawcze okazały się bezskuteczne (art. 10 § 2 KK). Druga modyfikacja związana z ponoszeniem odpowiedzialności na zasadach przewidzianych w Kodeksie karnym została określona w art. 10 § 4 KK, gdzie ustawodawca dopuścił – przy spełnieniu określonych warunków – możliwość odpowiadania sprawcy, który popełnił występek po ukończeniu 17 lat, lecz przed ukończeniem przez niego 18. roku życia, na podstawie ustawy o postępowaniu w sprawach nieletnich.

Nie ulega wątpliwości, że D.G. urodził się 4.2.2001 r. Czyn przypisany zaskarżonym kasacją wyrokiem popełnił on w nocy z 12 na 13.8.2017 r. Zestawienie tych dat czyni uprawnionym wniosek, że w chwili popełnienia zarzuconego, a następnie przypisanego D.G. przestępstwa wyczerpującego ustawowe znamiona występku z art. 279 § 1 KK miał on ukończone 16 lat, 6 miesięcy i 8 dni.

Mając zatem na względzie przywołaną już treść art. 10 § 1 KK a contrario, stwierdzić należało, że D.G. z uwagi na to, iż w czasie popełnienia owego czynu nie ukończył lat 17, nie mógł odpowiadać w przedmiotowym postępowaniu na zasadach określonych w Kodeksie karnym. Równocześnie nie mógł wobec niego mieć zastosowanie tryb przewidziany w art. 10 § 2 KK, gdyż czyn mu przypisany nie należał do kategorii przestępstw wymienionych w tym przepisie.

W tej sytuacji Sąd Rejonowy w S. miał obowiązek rozważyć, czy wobec D.G. należało zastosować obowiązujące wówczas przepisy NielU. Zgodnie z normą wyrażoną w art. 1 § 1 pkt 2 NielU przepisy tej ustawy stosuje się w zakresie postępowania w sprawach o czyny karalne w stosunku do osób, które dopuściły się takiego czynu po ukończeniu 13 lat, ale nie ukończyły lat 17.

Równocześnie poza sporem pozostaje, że postępowanie karne przeciwko D.G. zostało wszczęte już po ukończeniu przez niego 18. roku życia. Dopiero bowiem 8.8.2019 r. został mu przedstawiony i ogłoszony zarzut popełnienia czynu z art. 279 § 1 KK. Tym samym w chwili wszczęcia przeciwko niemu postępowania karnego miał ukończone 18 lat i 6 miesięcy. Zgodnie natomiast z treścią art. 18 § 1 pkt 2 NielU wobec nieletniego, który dopuścił się czynu karalnego, o którym mowa w art. 1 § 2 pkt 2 NielU, tj. przestępstwa lub przestępstwa skarbowego, i postępowanie przeciwko niemu wszczęto po ukończeniu przez niego 18 lat, sądem właściwym do rozpoznania sprawy jest sąd właściwy według przepisów Kodeksu postępowania karnego. Przepis ten, jak wielokrotnie podkreślał Sąd Najwyższy w wydanych orzeczeniach, miał jednak charakter jedynie normy procesowej, wskazującej na właściwość sądu rozstrzygającego sprawę, natomiast podstawę prawną rozstrzygnięć o możliwej do orzeczenia wobec takiego sprawcy karze przewidzianej w Kodeksie karnym stanowił przepis art. 13 NielU.

Sąd Najwyższy w wyroku z 21.9.2011 r., III KK 234/11, Legalis, zasadnie zauważył, że: „Jedynie procesowy charakter art. 18 NielU sprawia, iż przewidziane w tym przepisie prawo do rozpoznania sprawy przez sąd właściwy miejscowo i rzeczowo w oparciu o przepisy Kodeksu postępowania karnego nie zwalnia tego sądu od obowiązku stosowania reguł materialnoprawnych. Jedną z nich określa norma art. 13 NielU”. Podobne stanowisko Sąd Najwyższy zaprezentował w wyroku z 3.9.2015 r., V KK 249/15, Legalis, podkreślając przy tym, że: „Przepis art. 18 § 1 pkt 2 NielU ma charakter procesowy i przez to nie zwalnia w żaden sposób sądu właściwego według przepisów Kodeksu postępowania karnego od obowiązku stosowania reguł materialnoprawnych określonych w tej ustawie. Nie pozbawia zatem osoby – sprawcy czynu zabronionego statusu nieletniego w postępowaniu, które – po spełnieniu określonych w tym przepisie warunków – będzie się toczyło przed sądem właściwym według przepisów KPK (…)”. Przepis art. 13 NielU zakładał, że w sytuacji gdy wobec nieletniego, który dopuścił się czynu karalnego, o którym mowa w art. 1 § 2 pkt 2 lit. a NielU, ale w chwili orzekania ukończył lat 18, zachodzą podstawy do orzeczenia umieszczenia w zakładzie poprawczym – sąd rodzinny mógł wymierzyć karę, gdy uznał, że stosowanie środków poprawczych nie byłoby już celowe. Wówczas, wydając wyrok skazujący, sąd zobowiązany był również do zastosowania wobec oskarżonego nadzwyczajnego złagodzenia kary. Przepis ten pozwalał więc na wydanie wobec nieletniego sprawcy czynu karalnego, który w dacie orzekania przez sąd właściwy według przepisów Kodeksu postępowania karnego miał już ukończone 18 lat, wyroku skazującego i wymierzenie kary (według reguł określonych w Kodeksie karnym), ale z obligatoryjnym zastosowaniem instytucji nadzwyczajnego złagodzenia kary.

Komentarz

Na tle rozpoznawanej sprawy jawi się bezsporne twierdzenie, że Sąd Rejonowy w S. – orzekając 27.2.2020 r. o odpowiedzialno­ści karnej D.G. za popełniony przez niego, jako nieletniego (po ukończe­niu lat 13, a przed ukończeniem 17 lat życia), występek z art. 279 § 1 KK, niebędący czynem enumeratywnie wymienionym w art. 10 § 2 KK – powinien postępowanie to umorzyć wobec stwierdzenia zaistnienia negatywnej przesłanki procesowej przewidzianej w art. 17 § 1 pkt 2 KPK w postaci ustalenia, że ustawa stanowi, iż sprawca nie popełnia przestępstwa, ewentualnie powinien w oparciu o przepis art. 5 NielU skierować sprawę do właściwego sądu rodzinnego celem rozważenia zasadności zastosowania środków prawnych przewidzianych w ustawie o postępowaniu w sprawach nieletnich (w dacie orzekania oskarżony ukończył 19 lat, a nie ukończył 21. roku życia, co już obecnie nastąpiło). Z tych względów należało uwzględnić kasację, uchylić zaskarżony nią wyrok i umorzyć postępowanie wobec D.G.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Deepfake w kampanii to krok w stronę nieznaną prawu

Platforma Obywatelska wypuściła spot wyborczy, w którym wykorzystała głos premiera Mateusza Morawieckiego czytającego e-mail jego rzekomego autorstwa.

Jak podkreśla Michał Kłopotek z LEGAL Kancelarii Prawnej, kwalifikacja prawna deepfake jest prosta za sprawą kodeksu wyborczego.

– Trzeba zbadać zaledwie dwie przesłanki. Po pierwsze, czy został on użyty w materiale wyborczym, którym jest każdy pochodzący od komitetu upubliczniony i utrwalony przekaz informacji mający związek z zarządzonymi wyborami. W szczególności plakaty, ulotki i hasła, a także wypowiedzi lub inne formy agitacji. A po drugie, czy deepfake jako taki materiał zawiera nieprawdziwe informacje – wyjaśnia radca prawny. I precyzuje, że jeśli odpowiedź na te pytania jest twierdząca, kandydat lub pełnomocnik komitetu wyborczego może złożyć do sądu wniosek o wydanie orzeczenia.

Przez pryzmat przepisów kodeksu wyborczego można zatem rozważać, czy np. w spocie wykorzystującym deepfake powinna zostać umieszczona adnotacja na ten temat.

– Dla podstawowego zagadnienia: czy materiał wyborczy zawiera prawdziwe czy nieprawdziwe informacje, wiadomość ta w aspekcie prawnym jest istotna. Z pewnością dlatego wyciągnięto wnioski i asekuracyjnie po pewnym czasie zaczęto ją w spocie PO zamieszczać – podkreśla Michał Kłopotek.

Ekspert zwraca również uwagę, że użycie wizerunku mówiącego premiera miało stanowić o autentyczności materiału.

– Gdyby wykorzystać postaci bajkowe czy fikcyjne głosy na przykład lektora, Pinokia czy Kaczora Donalda – abstrahując od zagadnienia praw autorskich do tychże postaci – przekaz nie byłby bezpośredni. Byłby satyrycznym pastiszem. Co przeciętnemu odbiorcy nie kojarzyłoby się z prawdą, ale z humorystycznym paszkwilem – wyjaśnia.

Jak przy tym wskazuje, nie bez znaczenia jest, iż autentyczność maili mających pochodzić ze skrzynki ministra nie została dotąd potwierdzona.

– Z pewnością ten aspekt, na równi z kalkulacją agitacyjno-polityczną, powoduje, że dotychczas żaden z potencjalnie zainteresowanych komitetów nie podjął kroków prawnych – podsumowuje specjalista.

O braku przepisów – zarówno na poziomie krajowym, jak i unijnym – mówi też dr Michał Nowakowski, radca prawny i specjalista od nowych technologii.

Nowe technologie – Sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

– Mimo braku regulacji Unia Europejska ma bardzo jasne, choć jeszcze nie w pełni ukształtowane legislacyjnie podejście do kwestii projektowania i używania systemów sztucznej inteligencji. W czerwcu pojawiła się kolejna wersja projektu rozporządzenia z 2021 r. dotyczącego AI. Jego przepisy wyraźnie wskazują zasady, które powinny przy tym obowiązywać. To nie tylko technologia, ale i etyka, wiarygodność czy odpowiedzialność – ocenia specjalista.

Precyzuje przy tym, że idąc tym tropem, należałoby przynajmniej poinformować odbiorcę, kto jest autorem takiego materiału, i wyjaśnić, że został on wygenerowany przez system.

– Mówi się także o konieczności stosowania odpowiednich oznaczeń. I choć projekt zakłada pewne wyłączenia, np. dla swobody wypowiedzi czy satyry, to granica nie jest (jeszcze) wyraźna – dodaje.

Sprawę spotu rozważa też przez pryzmat przepisów dotyczących ochrony wizerunku, którego częścią może być głos. Zaznacza jednak, że prawo dopuszcza możliwość jego rozpowszechnienia bez zgody samego zainteresowanego, na przykład polityka.

– Pojawiają się jednak wątpliwości, czy osobie publicznej powinno się przypisywać wypowiedzenie konkretnych słów, jeżeli nie ma co do tego absolutnej pewności. I to nawet kiedy jest ona ich domniemanym autorem i pochodzą one z wiarygodnych źródeł – tutaj także granice dopiero wytworzy praktyka sądowa i doktryna – wyjaśnia radca prawny. Jego zdaniem w tym przypadku również powinno pojawić się oznaczenie, że materiał został wygenerowany.

Najważniejsze wydaje się zatem być w porządku wobec adresatów przekazywanych treści.

– Unijne przepisy wskazują też na zasadność stosowania dobrych praktyk i kodeksów etycznych, chociaż te ze względu na swój subiektywizm i dobrowolność mogą nie zawsze dawać pożądane rezultaty – mówi ekspert.

I wskazuje przede wszystkim na zasadę przejrzystości, czyli w praktyce informowania nas, jako odbiorców, z czym tak naprawdę mamy do czynienia.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Rozpoczął się powrót pracowników do firm

Od 7.4.2023 r. obowiązują nowe regulacje dotyczące wykonywania obowiązków na odległość.

W efekcie uchylone zostały przepisy o telepracy. Zamiast nich w Kodeksie pracy pojawiła się praca zdalna. Jest nią całkowite lub częściowe wykonywanie obowiązków w miejscu wskazanym przez pracownika i każdorazowo uzgodnionym z pracodawcą, w tym w mieszkaniu, m.in. z wykorzystaniem środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość. Powstała też możliwość wykonywania pracy zdalnej na polecenie pracodawcy wydawane na czas określony, w sytuacjach wyjątkowych, tj. w okresie obowiązywania stanu nadzwyczajnego, zagrożenia epidemicznego albo epidemii oraz działania siły wyższej.

Ciąża i małe dziecko

Wniosek o pracę zdalną trzeba natomiast uwzględnić m.in. gdy pracownica jest w ciąży, zatrudniony wychowuje dziecko do ukończenia przez nie czwartego roku życia (chyba że nie będzie to możliwe ze względu na organizację pracy lub jej rodzaj). Pracownik może też wnosić okazjonalnie o wykonywanie swoich obowiązków na odległość (w wymiarze 24 dni w roku). W takim przypadku jednak bez formalności ani obowiązków stosowanych do właściwej pracy zdalnej.

Nowe przepisy miały być odpowiedzią na rosnące zainteresowanie wykonywaniem zadań służbowych na odległość wśród pracowników oraz na większą otwartość pracodawców na tę formę realizacji obowiązków. Okazuje się jednak, że po okresie pandemii coraz więcej firm decyduje się na powrót do biur. Często w trybie hybrydowym. Na taki krok zdecydowała się niedawno m.in. Wirtualna Polska.

Prawo pracy – Sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

Prawne aspekty

Radca prawny Łukasz Kuczkowski, partner w kancelarii Raczkowski, tłumaczy, że powrót do biura i związane z nim kwestie prawne zależą w dużej mierze od momentu, w którym doszło do uzgodnienia pracy zdalnej.

– Jeżeli miało to miejsce w trakcie zatrudnienia, to pracodawca zawsze ma prawo ją zakończyć i wezwać pracownika do biura – mówi mecenas.

Jak wskazuje, może to nastąpić w dwojaki sposób.

– Po pierwsze, strony mogą porozumieć się co do powrotu. Pracodawca i pracownik swobodnie określają wówczas np. dzień, w którym to nastąpi – tłumaczy ekspert.

Dalej zwraca uwagę, że firma może również jednostronnie wystąpić o zaprzestanie wykonywania pracy zdalnej.

– W takim przypadku następuje powrót do biura na dotychczasowych warunkach. Strony powinny określić wówczas jego termin, nie dłuższy jednak niż 30 dni od dnia otrzymania wniosku przez pracownika w tej sprawie. Jeżeli jednak nie dojdą do porozumienia, to zatrudniony jest zobowiązany wrócić do biura następnego dnia po upływu 30-dniowego terminu liczonego od dnia otrzymania pisma. Pracodawca może je złożyć elektronicznie albo w formie papierowej – analizuje mec. Kuczkowski.

Jak tłumaczy, pracownik nie ma wyboru i musi wrócić do pracy w biurze, inaczej naruszy warunki zatrudnienia, a to może się skończyć rozwiązaniem umowy czy karą porządkową.

Nieco inaczej sprawa wygląda, jeżeli do uzgodnienia pracy na odległość doszło przy zawieraniu pierwszej umowy. Wówczas powrót do firmy wymaga już, co do zasady, zgody pracownika.

– Przedsiębiorstwo nie ma możliwości skorzystania z jednostronnego wniosku o zaprzestanie wykonywania pracy zdalnej – twierdzi mec. Kuczkowski.

Jak wskazuje, z uwagi na to, że forma świadczenia obowiązków jest w tym wypadku zwykłym warunkiem zatrudnienia, to pracodawca może go wypowiedzieć – tak jak inne kwestie dotyczące pracy czy płacy.

– Wymaga to jednak istnienia ważnej przyczyny – dodaje.

Natomiast w przypadku osób prowadzących działalność gospodarczą czy pracujących na podstawie umów-zleceń powyższe zasady nie obowiązują.

– Strony powinny zatem określić w umowie miejsce wykonywania czynności i zasady jego zmiany. Mają tutaj dużą swobodę. Co do zasady jednak powrót do biura będzie wymagał ich zgody – mówi.

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

Sebastian Sala, dyrektor biznesowy branży usług wspólnych w agencji rekrutacyjnej Antal

Myślę, że obecny odwrót od całkowitej pracy zdalnej na rzecz modelu hybrydowego to jednak w mniejszym stopniu kwestia braku zaufania do pracowników czy przywiązania do starych reguł. Jeszcze kilka lat temu byłbym skłonny przypisać temu twierdzeniu większą wagę. Wskazywał na to też początek pandemii, kiedy praca zdalna została poniekąd wymuszona przez wirusa i wówczas liczba spotkań w formie online, która miała na celu kontrolę pracowników, była bardzo duża. Z biegiem czasu zaczęło się to jednak zmieniać.

Obecnie decyzje o powrocie do zakładu na dzień lub dwa w tygodniu mają moim zdaniem inne podłoże. Pracodawcy zauważyli, że zaczęły zacierać się relacje z firmą, co skłania pracowników do częstszej zmiany pracy. Powołują się także na ograniczoną możliwość wymiany myśli i pomysłów, które często wywiązywały się spontanicznie. W niektórych zawodach czynnikiem decydującym mogły być też kwestie słabszej wydajności.

Z tego, co jednak obserwuję, to praca hybrydowa jest kompromisem pomiędzy oczekiwaniami pracowników, którzy chcą pracować z domu, a potrzebami pracodawców, którzy woleliby mieć ich na miejscu. Wydaje mi się, że firmy nie posuną się dalej i nie nakażą bezwarunkowych powrotów. Jeżeli będą próbować, to stracą pracowników. Praca zdalna stała się bowiem swoistym benefitem pracowniczym, który jest ważnym czynnikiem branym pod uwagę przy podejmowaniu zatrudnienia w danym miejscu.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Brak organu uprawnionego do reprezentacji sp. z o.o.

Stan faktyczny sprawy

A. sp. z o.o. w B. (dalej: Skarżąca, Spółka), reprezentowana przez tymczasowego pełnomocnika szczególnego – radcę prawnego P.K., zaskarżyła do WSA w Bydgoszczy decyzję Dyrektora Izby Administracji Skarbowej w Bydgoszczy (dalej: Organ) z 24.10.2022 r., w przedmiocie podatku od towarów i usług za poszczególne miesiące od września 2017 r. do stycznia 2018 r. Pismem z 19.1.2023 r. wezwano pełnomocnika Spółki do usunięcia braków formalnych skargi poprzez złożenie dokumentu lub jego uwierzytelnionego odpisu określającego umocowanie do reprezentowania Skarżącej (w terminie 7 dni od dnia doręczenia wezwania pod rygorem odrzucenia skargi).

W odpowiedzi na powyższe, w piśmie z 8.2.2023 r. pełnomocnik Skarżącej wniósł o zawieszenie postępowania do czasu ustanowienia kuratora dla Spółki. W jego ocenie, w świetle OrdPU, tymczasowy pełnomocnik szczególny upoważniony jest do działania do czasu wyznaczenia kuratora przez sąd, zatem nie jest w stanie w chwili obecnej przedłożyć pełnomocnictwa do reprezentowania Strony. Z uwagi na powyższe zasadne jest – jego zdaniem – zawieszenie postępowania na podstawie art. 125 § 1 pkt 1 w zw. z art. 78 ustawy z 30.8.2002 r. Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 259; dalej: PostAdmU), do czasu ustanowienia kuratora dla Spółki.

Zarządzeniem z 15.3.2023 r. zwrócono się do Organu z pytaniem, czy Sąd Rejonowy w Bydgoszczy XIII Wydział Gospodarczy KRS ustanowił dla Spółki kuratora w postępowaniu podatkowym, a także czy Organ wnosi o ustanowienie w postępowaniu sądowoadministracyjnym kuratora dla Spółki. W odpowiedzi wskazano, że ww. sąd rejestrowy zarządzeniem z 24.1.2023 r., z przyczyn formalnych, zwrócił wniosek Organu z 14.9.2023 r. o ustanowienie dla Spółki kuratora w postępowaniu podatkowym. W zw. z zakończeniem postępowania podatkowego Organ utracił legitymację procesową do wystąpienia z ponownym wnioskiem o wyznaczenie kuratora dla Spółki. Jednocześnie wskazał, że nie wnosi o ustanowienie dla Spółki kuratora w postępowaniu sądowoadministracyjnym.

Postanowieniem z 27.3.2023 r. oddalono wniosek o ustanowienie kuratora dla Spółki, a w uzasadnieniu wskazano, że radca prawny P.K. – nie jest osobą zainteresowaną w rozumieniu art. 78 PostAdmU, gdyż nie należy do żadnej z kategorii podmiotów mogących być stroną lub uczestnikiem na prawach strony i dlatego nie jest umocowany do złożenia wniosku o ustanowienie kuratora dla spółki, która nie ma organów.

Stanowisko WSA

WSA wskazał, że z art. 28 § 1 PostAdmU wynika, iż do skutecznego przeprowadzenia postępowania sądowoadministracyjnego z udziałem osoby prawnej konieczne jest, aby przy każdej czynności procesowej posiadała ona zdolność procesową. Działanie osoby prawnej przez jej organy w postępowaniu sądowym nie jest związane ze zdolnością sądową tej osoby, ale z jej zdolnością procesową w tym sensie, że brak takiego organu uniemożliwia osobie prawnej korzystanie z posiadanej zdolności procesowej. Braki w zakresie zdolności procesowej sąd musi uwzględnić z urzędu na każdym etapie postępowania i określić ich skutek.

Jak wynika z akt sprawy Spółka w chwili wniesienia skargi nie posiadała organów uprawnionych do jej reprezentowania, a skarga została wniesiona przez tymczasowego pełnomocnika szczególnego wyznaczonego przez Dziekana Rady OIRP na wniosek Naczelnika Trzeciego US w Bydgoszczy złożony w trybie art. 138m oraz art. 138n § 2 ustawy z 29.8.1997 r. Ordynacja podatkowa (t.j. Dz.U. z 2022 r. poz. 2651; dalej: OrdPU). Podkreślenia wymaga, że w przypadku pełnomocnictwa szczególnego, zakres umocowania zostaje ograniczony przez wskazanie sprawy, w której ma działać pełnomocnik. Tym samym nie rozciąga się ono na postępowanie sądowoadministracyjne, które reguluje procedura odrębna w stosunku do postępowania podatkowego. Na podstawie art. 37 § 1 PostAdmU, pełnomocnik obowiązany jest przy pierwszej czynności procesowej dołączyć do akt sprawy pełnomocnictwo z podpisem mocodawcy lub wierzytelny odpis pełnomocnictwa. Dla potrzeb postępowania sądowoadministracyjnego każdorazowo konieczne jest przedłożenie odrębnego pełnomocnictwa, które stanowi część akt sądowych niezależnie od dokumentacji zgromadzonej w toku postępowania. Postępowanie przed sądem administracyjnym, pomimo iż zapoczątkowane jest wniesieniem skargi za pośrednictwem organu, który wydał zaskarżony akt, w żadnym wypadku nie może być traktowane jako dalszy ciąg postępowania przed tym organem. Nie może być tutaj mowy o jakiejkolwiek ciągłości pomiędzy jednym a drugim postępowaniem (postanowienie NSA z 20.12.2006 r., I FSK 1226/06, Legalis).

Regulacje zawarte w art. 138e § 1 OrdPU oraz art. 138m § 1 OrdPU w myśl, których w przypadku niemożności wszczęcia postępowania lub prowadzenia postępowania wobec osoby prawnej lub jednostki organizacyjnej niemającej osobowości prawnej z powodu braku powołanych do tego organów lub niemożności ustalenia adresu siedziby, miejsca prowadzenia działalności lub miejsca zamieszkania osób upoważnionych do reprezentowania jej spraw, organ podatkowy wyznacza dla tej osoby prawnej lub jednostki organizacyjnej niemającej osobowości prawnej tymczasowego pełnomocnika szczególnego upoważnionego do działania do czasu wyznaczenia kuratora przez sąd, wskazują, że zakres umocowania tymczasowego pełnomocnika szczególnego ograniczony jest do działania przed organem podatkowym. Z art. 138m § 1 OrdPU wynika uprawnienie do działania na rzecz reprezentowanej strony do czasu wyznaczenia przez sąd rejestrowy kuratora i jeśli kurator zostanie wyznaczony przed zakończeniem postępowania przed organem podatkowym, to uprawnienie pełnomocnika szczególnego do reprezentacji strony wygasa (wyrok NSA z 7.6.2018 r., I GSK 942/17, Legalis).

Szkolenia online z zakresu podatków – Sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Rozstrzygnięcie WSA

Mając powyższe na względzie WSA uznał, że tymczasowy pełnomocnik szczególny (ustanowiony na etapie postępowania podatkowego) nie posiadał umocowania do złożenia skargi do sądu administracyjnego ab initio, gdyż nie legitymował się skutecznie udzielonym pełnomocnictwem. Do przedmiotowej skargi nie zostało bowiem załączone pełnomocnictwo procesowe do działania w imieniu Spółki przed sądem administracyjnym, a wezwany do usunięcia tego braku formalnego skargi radca prawny, nie przedstawił w wyznaczonym terminie skutecznie udzielonego pełnomocnictwa.

Na marginesie WSA zauważył, że art. 31 § 1 PostAdmU może być wykorzystany tylko w toku postępowania sądowoadministracyjnego, tj. pod warunkiem skutecznego wniesienia skargi, co w niniejszej sprawie nie miało miejsca. Tymczasowy pełnomocnik wyznaczony przez organ podatkowy nie mógł bowiem – nie mając ku temu stosownego umocowania – skutecznie doprowadzić do zainicjowania postępowania sądowoadministracyjnego. Ponadto, zdaniem WSA nie zachodziła w sprawie sytuacja przewidziana w ww. przepisie, jeżeli braki w zakresie zdolności sądowej lub procesowej albo w składzie właściwych organów dają się uzupełnić, sąd wyznaczy odpowiedni termin. Nie zachodziła bowiem sytuacja, w której – realnie – braki w składzie właściwych organów dadzą się uzupełnić. Wyznaczanie terminu tymczasowemu pełnomocnikowi szczególnemu na podstawie art. 31 § 1 PostAdmU byłoby niecelowe i z góry skazane na niepowodzenie, ponieważ tymczasowy pełnomocnik nie może skutecznie doprowadzić do powołania organów w spółce; takie kompetencje miałby – ewentualnie – kurator ustanowiony przez sąd powszechny. Jednak tymczasowy pełnomocnik szczególny nie ma legitymacji aby wystąpić do sądu powszechnego o ustanowienie kuratora dla spółki. Ustanowienie kuratora dla spółki przez sąd powszechny nie oznacza jeszcze uzupełnienia braku zdolności spółki do działania.

Skargę tymczasowego pełnomocnika szczególnego należało odrzucić jako niedopuszczalną (art. 58 § 1 pkt 3 w zw. z art. 58 § 3 PostAdmU). Odnosząc się natomiast do wniosku o zawieszenie postępowania do czasu wyznaczenia przez sąd kuratora dla Spółki wskazać należy, że stosownie do art. 125 § 1 pkt 1 PostAdmU Sąd może zawiesić postępowanie z urzędu, jeżeli rozstrzygnięcie sprawy zależy od wyniku innego toczącego się postępowania administracyjnego, sądowoadministracyjnego, sądowego, przed TK lub TSUE. Postępowanie sądowe w sprawie nie zostało skutecznie wszczęte, niemożliwe było jego zawieszenie.

Komentarz

Mając na uwadze stan faktyczny rozpatrywanej sprawy, WSA w Bydgoszczy wypowiedział się na temat zagadnienia o istotnym znaczeniu praktycznym, jakim jest reprezentacja w postępowaniu sądowoadministracyjnym sp. z o.o., zwłaszcza w sytuacji, w której spółka ta nie posiada rejestrowych organów uprawnionych do jej reprezentacji, tj. zarządu. W kontekście rozpatrywanej sprawy WSA w Bydgoszczy wskazał, że: (i) postępowanie sądowe jest postępowaniem odrębnym w stosunku do postępowania podatkowego czy administracyjnego, (ii) w postępowaniu sądowym pełnomocnik zobowiązany jest do przedłożenia pełnomocnictwa już przy pierwszej czynności w tym postępowaniu, (iii) zakres umocowania tymczasowego pełnomocnika szczególnego spółki jest ograniczony jedynie do postępowania podatkowego, (iv) tymczasowy pełnomocnik szczególny spółki nie uprawniony ani do wniesienia skargi do wojewódzkiego sądu administracyjnego ani do wystąpienia do sądu powszechnego o ustanowienie kuratora dla tej spółki.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Mniej faktur zaliczkowych od 1.9.2023 r.

Zgodnie z art. 106b ust. 1 pkt 4 ustawy z 11.3.2004 r. o podatku od towarów i usług (t.j. Dz.U. z 2022 r. poz. 931; dalej: VATU) podatnicy powinni wystawiać m.in. fakturę dokumentującą otrzymanie całości lub części zapłaty przed dokonaniem czynności dostawy towarów albo świadczenia usług. Chodzi o znane i powszechnie stosowane faktury zaliczkowe. Art. 106f VATU określa zasady wystawiania faktur zaliczkowych oraz elementy, jakie faktura taka powinna zawierać.

Faktura zaliczkowa często nie ma swojego samoistnego bytu. Jeżeli bowiem faktura zaliczkowa nie obejmuje całej zapłaty, należy wystawić także fakturę końcową. W niej sumę wartości towarów lub usług pomniejsza się o wartość otrzymanych części zapłaty, a kwotę podatku pomniejsza się o sumę kwot podatku wykazanego w fakturach dokumentujących otrzymanie części zapłaty. Nie trzeba wystawiać faktury rozliczeniowej jeśli faktura zaliczkowa dotyczy 100% zapłaty za towar lub usługę. Nie zmienia to faktu, że podatnicy i tak często takie faktury wystawiają, co można uzasadnić np. względami księgowymi czy zasadami rozpoznawania przychodu. Można jednak skonstatować ogólnie, że dla celów samego VAT nie trzeba wystawiać faktury rozliczeniowej, jeśli zaliczka obejmuje całość zapłaty. Trzeba za to wystawić fakturę rozliczającą czynność opodatkowaną, jeśli zaliczka nie pokrywa całości wynagrodzenia należnego dostawcy. Zasady te ulegną jednak niebawem pewnej modyfikacji.

Czasem bez faktury zaliczkowej

Od 1.9.2023 r. możliwa jest rezygnacja z wystawiania faktur zaliczkowych. Zgodnie z art. 106b ust. 1a VATU, podatnik nie jest obowiązany do wystawienia faktury zaliczkowej, jeżeli całość lub część zapłaty otrzymał w tym samym miesiącu, w którym dokonał czynności, na poczet których otrzymał całość lub część tej zapłaty. Zgodnie z art. 106e ust. 1a VATU, w przypadku niewystawienia przez podatnika faktury zaliczkowej z powodów określonych w ww. przepisie, wystawiona przez podatnika po wydaniu towaru lub wykonaniu usługi faktura w zakresie danych określonych w art. 106e ust. 1 pkt 6 VATU (a więc takich jak data dokonania lub zakończenia dostawy towarów lub wykonania usługi lub datę otrzymania zapłaty, o ile taka data jest określona i różni się od daty wystawienia faktury) powinna zawierać datę dokonania lub zakończenia dostawy towarów lub wykonania usługi i datę otrzymania zapłaty. Oczywiście, jeżeli taka data jest określona i różni się od daty wystawienia faktury.

Przepisu określającego brak konieczności wystawiania faktury zaliczkowej w ww. okolicznościach nie stosuje się w przypadkach, dla których terminy wystawienia faktury określone są w art. 106i ust. 3–8 VATU. Chodzi więc m.in. o faktury dokumentujące:

Szkolenia online z zakresu podatków – Sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Komentarz

Zasada wynikająca ze znowelizowanych przepisów akceptowana jest przez organy podatkowe już od pewnego czasu, nawet pomimo braku stosownej regulacji. Dobry przykład to interpretacja indywidualna Dyrektora KIS z 14.2.2022 r., 0111-KDIB3-1.4012.1016.2021.1.KO, Legalis. Dyrektor KIS uznał w niej, że jeżeli obowiązek podatkowy z tytułu otrzymania zaliczki i dokonania dostawy towarów powstaje w tym samym okresie rozliczeniowym (miesiącu), podatnik może zrezygnować z wystawienia faktury zaliczkowej i ograniczyć się do wystawiania faktury zawierającej elementy, o których mowa w art. 106e-106f VATU, w której uwzględni całość dokonanej dostawy (łącznie z kwotą otrzymanej zaliczki lub zaliczek). Właściwe jest dokumentowanie dokonania transakcji poprzez wystawienie jednego dokumentu – faktury rozliczeniowej, której treść będzie poszerzona o kwotę zapłaty, kwotę podatku, datę i kwotę brutto otrzymanej zaliczki.

Niektórzy podatnicy już dziś zastanawiają się, jak nowe przepisy będą interpretowane w praktyce. Co zrobić np. w sytuacji, w której podatnik otrzymuje zaliczkę np. 15.9.2023 r. a fakturę końcową wystawia 30.9.2023 r. – jakkolwiek jednak dostawa zrealizowana została już w kolejnym miesiącu (np. 4.10.2023 r.). Literalnie podchodząc do sprawy, podatnik nie może zrezygnować z wystawiania faktury zaliczkowej. Co prawda faktura rozliczeniowa wystawiona będzie w tym samym miesiącu, co pobór zaliczki. Ale dostawa – a więc obowiązek podatkowy – dojdzie do skutku w miesiącu kolejnym. Formalnie więc nie ma jak rozpoznać obowiązku podatkowego w tym samym okresie. No chyba, że zaliczka będzie na 100% ceny, wówczas jednak to faktura rozliczeniowa będzie zbędna (zadziała więc znana od lat metoda a nie nowe rozwiązanie rodem z najnowszej nowelizacji). Chyba, że praktyka podatkowa i w tej materii będzie ewoluować, co oczywiście ciężko dziś przewidzieć z pełną odpowiedzialnością.

Brak faktury zaliczkowej to z pewnością pewne uproszczenie, choć jednak zakres stosowania nowych przepisów nie wydaje się przesadnie szeroki. Muszą być bowiem spełnione dość sztywno określone warunki – przede wszystkim relatywnie niewielki okres między otrzymaniem zaliczki a dostawą towaru lub wyświadczeniem usługi, mieszczący się dodatkowo w ramach tego samego miesiąca. Mniej dokumentów o jednak zawsze lepiej, tym bardziej że wystawiona w realiach omawianego przepisu faktura zaliczkowa nie ma większego sensu ani dla VAT ani dla podatku dochodowego. Pamiętajmy jednak, że brak konieczności wystawienia faktury zaliczkowej nie oznacza braku rozpoznania obowiązku podatkowego po zaliczce. To może mieć znaczenie zwłaszcza w przypadku płatności w walutach obcych, w kontekście właściwego kursu przeliczeniowego. Nie mam więc całkowitego przekonania, że nowe rozwiązanie zostanie przyjęte z wielkim entuzjazmem.

Hakerskie ataki mogą skłonić do przełożenia głosowania

Przepisy o stanach nadzwyczajnych są tak ogólnie sformułowane, że mogą być łatwo nadużywane przez władze. Wystarczy, że uznają np. ostatnie ataki hakerskie czy ćwiczenia rosyjskich wojsk na Białorusi za zagrożenie bezpieczeństwa, i już mogą wprowadzić stan nadzwyczajny.

Rząd upora się z zagrożeniem

W ostatnią środę doszło do ataku rosyjskich hakerów na warszawską giełdę, Pocztę Polską i kilka banków. Powtórzyły się też przypadki zatrzymania pociągów specjalnym sygnałem radiowym wysłanym przez nieuprawnione osoby.

Tego samego dnia w Krynkach nad granicą białoruską odbyła się specjalna odprawa wojska i Straży Granicznej z udziałem m.in. ministra spraw wewnętrznych i administracji Mariusza Kamińskiego. Ten ostatni, występując na tle słynnego granicznego płotu, nawiązał do sytuacji sprzed dwóch lat, gdy we wrześniu 2021 r. w pasie nadgranicznym wprowadzono stan wyjątkowy. Oznaczało to m.in. zakaz wstępu do przygranicznych miejscowości oraz zakaz dostępu do informacji o działaniach służb mundurowych w tej strefie.

– Analizowaliśmy sytuację, jest pełna zagrożeń, ale uporamy się z nimi, tak jak uporaliśmy się z falą nielegalnej migracji, którą Putin i Łukaszenko chcieli dwa lata temu zalać Europę – powiedział minister.

Czy rzeczywiście rząd chce metodą sprzed dwóch lat „uporać się z zagrożeniami”, których – jak widać – nie brakuje? Nagromadzenie obcych wojsk w pobliżu naszej granicy można by przecież interpretować jako zewnętrzne zagrożenie państwa, co według art. 229 Konstytucji RP pozwala na wprowadzenie stanu wojennego. Natomiast zagrożenie bezpieczeństwa obywateli (oraz ich pieniędzy na giełdzie i w bankach) jest przesłanką do wprowadzenia stanu wyjątkowego. Ustawy regulujące oba stany wyraźnie wspominają też o „działaniach w cyberprzestrzeni”, które temu bezpieczeństwu mogą zagrażać.

Jak zauważa prof. Krzysztof Prokop, konstytucjonalista z Uniwersytetu Przyrodniczo-Humanistycznego w Siedlcach, przepisy Konstytucji RP, jak też ustaw o stanach nadzwyczajnych dość ogólnie definiują pojęcie zagrożenia bezpieczeństwa państwa i obywateli. – Pozwalają tym samym Radzie Ministrów na swobodę interpretacyjną i decyzyjną co do wprowadzania takich stanów – ocenia ekspert. Zauważa zarazem, że ustawy o stanie wyjątkowym i wojennym, uchwalone w 2002 r., były pisane z myślą o realnych zagrożeniach. Świeże były bowiem wówczas wspomnienia po atakach na World Trade Center i inne obiekty w USA, które nastąpiły rok wcześniej. – Instrumentalne stosowanie tych przepisów byłoby wypaczeniem ich sensu – ocenia prof. Prokop.

Wystarczy mała powódź

Prawdziwym celem rządzących mogłoby być odsunięcie w czasie wyborów parlamentarnych, zwłaszcza przy niekorzystnych dla ich kandydatów prognozach wyborczych. Bo w czasie stanu nadzwyczajnego oraz w 90 dni po jego zakończeniu nie można urządzać wyborów. Stan wyjątkowy może potrwać do 150 dni, a więc w ten sposób można odłożyć wybory nawet o 240 dni, czyli niemal osiem miesięcy. Stan wojenny można wprowadzić nawet bez limitu czasowego.

Wprowadzenie stanu wyjątkowego i wojennego wymaga specjalnej procedury, bo rząd wnioskuje w tej sprawie do prezydenta, ten wydaje stosowne rozporządzenie, które dodatkowo musi zatwierdzić Sejm. W ten sposób, przynajmniej teoretycznie, Konstytucja RP zapewnia obiektywne podejście do przesłanek wprowadzenia stanu nadzwyczajnego. Prostsza jest procedura wprowadzenia stanu klęski żywiołowej. Wystarczy np. powódź w jednej tylko gminie, by na jej terenie rząd mógł wprowadzić taki stan. To wystarczy, by opóźnić wybory w całym kraju.

– Niestety, ostatnie lata wielokrotnie pokazały, jak instrumentalnie może być traktowane prawo przez rządzących. Nie da się zatem wykluczyć, że pojawi się pokusa wprowadzenia stanu nadzwyczajnego, by odłożyć w czasie wybory – ocenia dr Maciej Berek, adiunkt w Katedrze Prawa Konstytucyjnego Uniwersytetu Warszawskiego. Przypomina on jednak, że ci sami rządzący na różne sposoby starali się uratować termin wyborów prezydenckich w 2020 r. Wówczas, mimo poważnych zagrożeń związanych z pandemią Covid-19, nie wprowadzono stanu klęski żywiołowej.

– Wtedy sięgano po bardzo karkołomne rozwiązania, także prawne – przypomina dr Berek, nawiązując do pomysłu tzw. wyborów kopertowych. I dodaje, że władze praworządnego państwa powinny tak właśnie postępować: chronić instytucje prawne służące wolności i demokracji, unikać rozwiązań tę wolność ograniczających i dążyć do przeprowadzenia wyborów w terminie.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Kiedy możliwy stan nadzwyczajny

Według art. 228 Konstytucji RP w wyjątkowych sytuacjach można wprowadzać wyjątkowe reżimy:

  • W sytuacjach szczególnych zagrożeń, jeżeli zwykłe środki konstytucyjne są niewystarczające, może zostać wprowadzony odpowiedni stan nadzwyczajny: stan wojenny, stan wyjątkowy lub stan klęski żywiołowej. (…)
  • Działania podjęte w wyniku wprowadzenia stanu nadzwyczajnego muszą odpowiadać stopniowi zagrożenia i powinny zmierzać do jak najszybszego przywrócenia normalnego funkcjonowania państwa. (…)
  • W czasie stanu nadzwyczajnego oraz w ciągu 90 dni po jego zakończeniu nie może być skrócona kadencja Sejmu, przeprowadzane referendum ogólnokrajowe, nie mogą być przeprowadzane wybory do Sejmu, Senatu, organów samorządu terytorialnego oraz wybory Prezydenta Rzeczypospolitej, a kadencje tych organów ulegają odpowiedniemu przedłużeniu. Wybory do organów samorządu terytorialnego są możliwe tylko tam, gdzie nie został wprowadzony stan nadzwyczajny.
Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Limit 15.000 zł dla płatności gotówkowych bez zmian

Art. 15d ust. 1 ustawy z 15.2.1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych (t.j. Dz.U. z 2022 r. poz. 2587; dalej: PDOPrU) przewiduje ograniczenie możliwości zaliczania do kosztów uzyskania przychodów szeregu wydatków w ramach transakcji określonej w art. 19 ustawy z 6.3.2018 r. Prawo przedsiębiorców (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 221; dalej: PrPrzed). Chodzi o transakcje, których jednorazowa wartość, bez względu na liczbę wynikających z niej płatności, przekracza 15.000 zł lub równowartość tej kwoty. Ograniczenie dotyczy rozliczeń gotówkowych, płatności bankowych na niewłaściwe rachunki bankowe a także z pominięciem mechanizmu podzielonej płatności.

Przepisy tzw. polskiego ładu przewidziały zmiany w zakresie wysokości limitu. Pierwotnie już od 1.1.2023 r. limit transakcji gotówkowych miał być obniżony do 8.000 zł. Na mocy przepisów ustawy z 29.10.2021 r. o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2021 r. poz. 2105; dalej: ZmPDOFizPrU21) vacatio legis zostało wydłużone o rok. Z tego względu niektórzy przedsiębiorcy oczekują obniżenia limitu od 1.1.2024 r. Tu jednak pojawia się dobra wiadomość (choć mogła niektórym umknąć). Zgodnie z przepisami ustawy z 16.6.2023 r. zmieniającej ustawę o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych oraz niektórych innych ustaw oraz ustawę o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne (Dz.U. z 2023 r. poz. 1414), obniżenie limitu płatności gotówkowych w relacji B2B zostało ostatecznie uchylone. Oznacza to, że od 1.1.2024 r. limit transakcji gotówkowych w obrocie profesjonalnym pozostanie na niezmienionym poziomie 15.000 zł.

Co to oznacza dla rozliczeń podatkowych?

Limit płatności a nKUP

Zgodnie z przywoływanym już art. 15d ust. 1 pkt 1 PDOPrU oraz analogicznym art. 22p ust. 1 ustawy z 26.7.1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (t.j. Dz.U. z 2022 r. poz. 2647; dalej: PODFizU), podatnicy nie zaliczają do kosztów uzyskania przychodów kosztu w tej części, w jakiej płatność dotycząca transakcji o wartości od 15.000 zł:

Nadal więc kwotą graniczną dla ww. ograniczeń będzie 15.000 zł.

Szkolenia online z zakresu podatków – Sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Limit płatności a MPP

Zgodnie z art. 108a ust. 1a VATU, przy dokonywaniu płatności za nabyte towary lub usługi wymienione w załączniku nr 15 do VATU, udokumentowane fakturą, w której kwota należności ogółem przekracza kwotę 15.000 zł lub jej równowartość wyrażoną w walucie obcej, podatnicy są obowiązani zastosować mechanizm podzielonej płatności. W przypadku stwierdzenia naruszeń, organ ustala dodatkowe zobowiązanie podatkowe w wysokości odpowiadającej 30% kwoty podatku przypadającej na nabyte towary lub usługi wymienione w załączniku nr 15 do VATU. Chyba, że sprzedawca rozliczył całą kwotę podatku wynikającą z faktury, która została zapłacona z naruszeniem ww. zasad. Podatnik, który wbrew obowiązkowi dokonuje płatności kwoty należności wynikającej z faktury z pominięciem mechanizmu podzielonej płatności podlega też karze grzywny do 720 stawek dziennych lub grzywnie (w przypadkach mniejszej wagi).

Dla obowiązkowego MPP limit płatności jest więc w zasadzie analogiczny (choć ustalony nie w odniesieniu do transakcji ale do każdej pojedynczej faktury odrębnie). Trzeba jednak zwrócić uwagę, że przepisy VATU w tym zakresie nie odwołują się do PrPrzed. Jakkolwiek więc limit jest podobny, ewentualna zmiana w tym zakresie (np. ta, która miała wejść w życie 1.1.2024 r. ale jak się okazuje jednak nie wejdzie) nie wpłynie na zakres obowiązkowego MPP (tu potrzeba zmiany przepisów VATU).

Komentarz

Opisywane rozwiązania mają dość praktyczne znaczenie. Przykładowo, uniemożliwiają ponoszenie wydatków gotówkowych (albo kartami prywatnymi) przez pracowników udających się w podróże służbowe (na fakturę na firmę, z późniejszym rozliczeniem z kasy). Limit 8.000 zł w czasach szalejącej inflacji nie jest aż tak bardzo niemożliwy do wyobrażenia (np. w przypadku biletów lotniczych czy noclegów).

Ustawodawca uznał, że obniżenie limitu płatności gotówkowych może prowadzić do komplikacji niektórych rodzajów transakcji. Szczególnie tych dokonywanych przez mikro-przedsiębiorców i małych przedsiębiorców (przywoływani są np. rzemieślnicy oraz osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą). Nie bez znaczenia jest też trudna sytuacja przedsiębiorców spowodowana konfliktem zbrojnym na Ukrainie i wzrastającą z powodu tego konfliktu inflacją. Obowiązek dokonywania rozliczeń za pośrednictwem rachunku bankowego prowadzi do zwiększenia ogólnych kosztów transakcji, co finalnie przekłada się na wzrost cen towarów i usług dla konsumentów.

W uzasadnieniu do ustawy finalnie rugującej obniżkę limitu płatności gotówkowych ustawodawca powołuje się też na kwestię wzajemnego zaufania kontrahentów. Twierdzi bowiem, że w braku możliwości dokonania zapłaty gotówką strony muszą korzystać z innych form płatności, a oczekiwanie na przelew bankowy może w wielu wypadkach prowadzić do zaniechania transakcji. Może to prowadzić do utrudnień i ograniczać znacząco drobny handel. Problemy tego typu mogą być utrudnieniem np. w obrocie na giełdach spożywczych, bazarach, targowiskach, gdzie zaopatrują się mikro- i mali przedsiębiorcy, w szczególności z branży spożywczej i gastronomicznej.

W ogóle lektura ww. uzasadnienia jest pouczająca. Okazuje się np., że w przypadku ataku cyfrowego lub awarii systemów elektronicznych ograniczenie płatności gotówkowych, a co za tym idzie zmniejszenie liczby fizycznego pieniądza w obrocie, może spowodować poważne zakłócenia w gospodarce i życiu społecznym. A dodatkowo, w krajach wysoko rozwiniętych (USA, Japonia czy kraje strefy Euro) pieniądz gotówkowy wcale nie jest anachronizmem i wciąż cieszy się popularnością. Tak oto ustawodawca wycofał się rakiem ze swojego pomysłu, argumentując to w sposób niezwykle merytoryczny. Dlaczego więc w ogóle pojawił się pomysł takiej obniżki? Pozostawimy to pytanie bez odpowiedzi.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Mieszkanie bez PCC. Ale musi być pierwsze

Od 31.8.2023 r. nabywca swojego pierwszego mieszkania nie płaci podatku od czynności cywilnoprawnych (PCC). Tak wynika z nowelizacji ustawy o PCC. Z ulgi skorzystają też ci, którzy zawarli wcześniej umowę przedwstępną, a teraz dopiero podpiszą ostateczną, przenoszącą własność nieruchomości.

Ile zaoszczędzimy? Podatek wynosi 2 proc. ceny mieszkania bądź domu (która powinna odpowiadać wartości rynkowej). Z ustawy o PCC wynika, że przy umowie sprzedaży musi go zapłacić nabywca. Jeśli więc kupi mieszkanie za 500 tys. zł, zaoszczędzi 10 tys. zł. Jeśli dom za milion, w kieszeni zostanie mu 20 tys. zł.

Ulga nie dla wszystkich

Ulga dotyczy transakcji na rynku wtórnym. Zgodnie z nowym przepisem (art. 9 pkt 17 ustawy o PCC) zwolniona z podatku jest sprzedaż prawa własności lokalu mieszkalnego stanowiącego odrębną nieruchomość, budynku mieszkalnego jednorodzinnego, a także spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu dotyczącego lokalu mieszkalnego albo domu jednorodzinnego. Nabywca nie zapłaci PCC, jeśli w dniu sprzedaży oraz wcześniej nie przysługiwało mu żadne z tych praw (ani udział). Mówiąc prościej, musi kupować pierwsze mieszkanie, nie może mieć innego (także na współwłasność).

Przykład: Pani Ania skończyła w lipcu studia i we wrześniu zaczyna pracę. Mieszka ciągle z rodzicami, ale ma dostać od dziadków pieniądze na własny kąt. Jest już umówiona ze znajomymi, że kupi od nich kawalerkę. Ponieważ nie ma i nie miała żadnego innego mieszkania, zakup będzie zwolniony z PCC.

Przykład: Pan Adam ma niewielkie mieszkanie, które dostał od dziadków. We wrześniu chce je sprzedać i kupić większy lokal. Nie skorzysta z nowej ulgi, przy zakupie będzie musiał zapłacić 2 proc. PCC.

Ministerstwo Finansów podkreśla (w komunikacie na swojej stronie internetowej), że zwolnienie przysługuje także wtedy, gdy nabywców nieruchomości jest więcej. Żaden z nich nie może jednak mieć (w dniu transakcji bądź wcześniej) własnego lokum.

Przykład: Państwo Kowalscy kupują w październiku dom od pana Nowaka. Część pieniędzy na transakcję jest ze sprzedaży mieszkania, które pan Kowalski miał po rodzicach. Ponieważ kupowana nieruchomość nie jest „pierwsza”, małżeństwo nie skorzysta z nowego zwolnienia z PCC.

Potwierdza to Krajowa Informacja Skarbowa. Jeśli jeden z małżonków miał już mieszkanie albo dom, zakup nowego przez małżeństwo będzie objęty PCC. Nawet jak dla drugiego małżonka jest to pierwszy lokal – tłumaczą konsultanci z KIS.

Szkolenia zakresu prawa budowlanego i nieruchomości – aktualna lista szkoleń Sprawdź

Spadki mogą być

Od zasady „bez podatku tylko pierwsze mieszkanie” jest jednak wyjątek. Otóż kupujący może mieć w dniu transakcji (albo wcześniej) połowę (lub mniej) nieruchomości otrzymanej w spadku. Nie wyklucza to zwolnienia z PCC.

Przykład: Pani Bożena pięć lat temu odziedziczyła razem z bratem mieszkanie po ojcu. Mają po 50 proc. nieruchomości. Pani Bożena planuje zakup domu od znajomych. Zgodnie z nowymi przepisami będzie zwolniona z podatku.

Ministerstwo Finansów podkreśla, że ulga nie obejmuje transakcji przeprowadzonych przed 31.8.2023 r. Tak wynika z przepisu przejściowego nowelizacji. Oczywiście nie zapłacimy podatku, jeśli przed 31 sierpnia zawarliśmy tylko umowę przedwstępną. Decyduje bowiem data umowy ostatecznej, przenoszącej własność mieszkania/domu.

Dodatkowa danina na szóste lokum

Przypomnijmy, że PCC płacą kupujący nieruchomość na rynku wtórnym. Natomiast zakup mieszkania od dewelopera jest obciążony VAT. Wtedy PCC nie odprowadzamy.

Od tej zasady będzie wyjątek dotyczący nabywających mieszkania hurtowo. Chodzi o zakup szóstego i kolejnego lokalu w jednej inwestycji. Nabywca zapłaci 6 proc. PCC, niezależnie od VAT. Ta regulacja będzie obowiązywać od 1.1.2024 r.

Podstawa prawna: Ustawa z 26.5.2023 r. o zmianie ustawy o samorządzie gminnym, ustawy o społecznych formach rozwoju mieszkalnictwa, ustawy o gospodarce nieruchomościami, ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 31.7.2023 r. poz. 1463)

Oświadczenie u notariusza

Umowa kupna-sprzedaży nieruchomości musi być zawarta u notariusza. To on pobiera PCC. Jak wykazać, że mamy prawo do zwolnienia z podatku? Nowelizacja nie nakłada na kupującego żadnych nowych obowiązków. Czy do zastosowania zwolnienia wystarczy więc oświadczenie, że nie ma i nie miał nieruchomości? Krajowa Rada Notarialna w odpowiedzi na pytanie „Rzeczpospolitej” poinformowała, że notariusze będą pobierać takie oświadczenia. I na ich podstawie zastosują zwolnienie.

KRN przypomina, że notariusz jest płatnikiem podatku, co oznacza, że musi go obliczyć, pobrać i odprowadzić do urzędu skarbowego. W razie niepobrania PCC określa podstawę prawną zwolnienia. Aby wypełnić swoje obowiązki, odbiera od stron czynności oświadczenia, które zamieszcza w akcie notarialnym. Ta procedura nadal będzie stosowana. W związku z nowym zwolnieniem z PCC w razie nabycia pierwszego mieszkania przez podatnika notariusz będzie odbierał odpowiednie oświadczenie, którego prawdziwość będą weryfikowały urzędy skarbowe – wskazuje KRN.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

SLIM VAT 3: Nadchodzi hub paragonowy

SLIM VAT 3 to projekt wprowadzający zmiany przede wszystkim w ustawie z 11.3.2004 r. o podatku od towarów i usług (t.j. Dz.U. z 2022 r. poz. 931; dalej: VATU). Nie są to zmiany rewolucyjne. Niektóre mają jednak dość istotne znaczenie dla przynajmniej części podatników. Nie pierwszy już raz Ministerstwo Finansów postanowiło zaingerować w zasady przekazywania paragonów fiskalnych konsumentom nabywającym towary i usługi.

Paragony elektroniczne: aplikacje komercyjne

Już obecnie istnieją dwie formy przekazywania konsumentom paragonów fiskalnych. Zgodnie z art. 111 ust. 3a pkt 1 VATU, podatnicy prowadzący ewidencję sprzedaży przy zastosowaniu kas rejestrujących są obowiązani wystawić i wydać nabywcy paragon fiskalny lub fakturę z każdej sprzedaży w postaci papierowej lub – za zgodą nabywcy – w postaci elektronicznej, przesyłając ten dokument w sposób z nim uzgodniony. Jak do tej pory, elektroniczne paragony mogły być wystawiane przede wszystkim przez podatników korzystających z kas mających postać oprogramowania (co szerzej określa rozporządzenie Ministra Finansów z 26.5.2020 r. w sprawie kas rejestrujących mających postać oprogramowania (Dz.U. z 2020 r. poz. 957). Faktem jest jednak to, że zgodnie z § 22 rozporządzenia Ministra Finansów z 12.9.2021 r. w sprawie wymagań technicznych dla kas rejestrujących (Dz.U. z 2021 r. poz. 1759), kasa wystawia paragony fiskalne w postaci papierowej i w postaci elektronicznej albo zgodnie z wyborem użytkownika tylko w postaci elektronicznej. To upowszechniło nieco potencjalną możliwość posługiwania się wyłącznie paragonami elektronicznymi. W praktyce z e-paragonem można się spotkać w dużych sieciach handlowych, które stać jest na wdrożenie dedykowanych aplikacji w tym zakresie.

Szkolenia online z zakresu podatków – Sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Paragony elektroniczne: aplikacja centralna

Nowe rozwiązanie Ministerstwa Finansów to tzw. hub paragonowy. A więc dalsze wejście e-paragonowania pod strzechy. Ministerstwo Finansów na swoich stronach internetowych opisuje względnie szczegółowo jak nowe rozwiązanie ma działać. Punkt wyjścia to pobranie i instalacja specjalnej aplikacji. Aplikacja ma łączyć się z systemem dystrybucji e-paragonów, aby pobrać wygenerowany, unikalny identyfikator, którym klient będzie posługiwał się przy kasie. Wówczas bowiem, klient może zażądać paragonu w postaci elektronicznej. Robiąc zakupy i wyrażając wolę otrzymania paragonu, kupujący przedstawia identyfikator kasjerowi w postaci kodu paskowego, kasjer skanuje go czytnikiem, a kasa rejestrująca wysyła paragon do systemu dystrybucji. W efekcie, klient w ciągu kilku sekund, funkcją aplikacji może już pobrać z systemu swój paragon. Czynności te powtarzają się przy pobieraniu kolejnych e-paragonów (w innych sklepach i w innym czasie).

Nowe rozwiązanie z jednej strony opiera się o znaną już dziś konstrukcję zgody konsumenta i uzgodnienia sposobu przekazywania dokumentu. Z drugiej strony, póki co podatnicy nie mają obowiązku wdrożenia stosownych rozwiązań dostosowawczych (nie muszą więc pozyskiwać nowego oprogramowania do swoich kas albo ubogacać je o nowe funkcjonalności).

Warto dodać na koniec, że zgodnie z art. 106h ust. 1 i 3 VATU, w przypadku gdy faktura dotyczy sprzedaży zaewidencjonowanej przy zastosowaniu kasy rejestrującej z paragonem wydanym elektronicznie, pozostawia się w dokumentacji numer dokumentu oraz numer unikatowy kasy rejestrującej zawarte na paragonie fiskalnym w postaci elektronicznej.

Komentarz

Ministerstwo Finansów twierdzi bez zbędnego owijania w bawełnę, że papierowe paragony to przeżytek. Jest to forma niewygodna dla tych kupujących, którzy często nie żądają paragonu za zakupiony towar czy usługę (choć to niezrozumiała teza, bowiem to sprzedawca ma obowiązek wydania paragonu i żądanie konsumenta nie ma znaczenia). Doceniając zaangażowanie „dużych sieci handlowych” w aplikacje do e-paragonowania, fiskus widzi jednak problem systemowy. Mnogość aplikacji komercyjnych i brak chęci angażowania środków w ich rozwój zwłaszcza przez mniejsze podmioty sprawia, że system e-paragonów jest póki co niespecjalnie wydajny. Stąd rozwiązaniem problemu jest zbudowanie centralnej, ogólnopolskiej platformy rejestracji klientów. Będzie ona służyć do odbierania e-paragonów wystawionych przez wiele kas rejestrujących oraz odpowiadać będzie za dystrybucję e-paragonu do klienta. A wszystko anonimowo, na podstawie unikalnego identyfikatora.

Co więc uzyska klient korzystający z aplikacji ministerialnej? Zdaniem fiskusa, przede wszystkim dostęp do e-paragonu w każdym czasie, gwarancję autentyczności, mniejsze ryzyko zgubienia. Dodatkowo, e-paragon to także łatwiejsze przechowywanie (elektroniczny paragon np. nie blaknie, nie gniecie się i nie przerywa). To również łatwy dostęp do e-paragonu w przypadku składania reklamacji, możliwość analizy wydatków, ochrona środowiska… ale też ograniczenie szarej strefy. Aplikacja ma bowiem umożliwić konsumentowi także zgłaszanie różnego rodzaju nieprawidłowości dotyczących wydatków lub paragonów. Dostępnych ma być siedem rodzajów zgłoszenia. Przykładowo, konsument może zadenuncjować sprzedawcę, który nie wydał paragonu. Albo gdy na paragonie znajdą się nieprawidłowe pozycje lub powstanie podejrzenie, że paragon jest fałszywy.

Tak oto dochodzimy do (dla wielu) sedna sprawy. Ministerstwo Finansów robi od kilku lat bardzo wiele aby jeszcze bardziej skrupulatnie i w czasie rzeczywistym kontrolować przepływy transakcyjne opodatkowane VAT. Na gruncie sprzedaży konsumenckiej szczytowym osiągnięciem było do tej pory Centralne Repozytorium Kas (i szeroko rozumiane kasy online). W sprzedaży B2B podobną rolę pełnić będzie już niebawem obowiązkowy KSeF. Hub paragonowy obowiązkowy z pewnością się nie stanie, nie bez znaczenia jest tu przede wszystkim wcale nie takie powszechne korzystanie ze smartfonów przez szerokie grono konsumentów.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź