Ekwiwalent za zużycie mediów przez telepracownika nie stanowi jego przychodu
Stan faktyczny
W związku ze stanem epidemii firma umożliwiła pracownikom wykonywanie zadań służbowych w formie telepracy. Zapewniła ona pracownikom komputery osobiste wraz z oprogramowaniem niezbędnym do wykonywania pracy, telefony służbowe oraz dostęp do internetu. Pracownicy natomiast we własnym zakresie ponosili zwiększone koszty mediów (energii elektrycznej, wody czy też ogrzewania), związane z wykonywaniem telepracy w miejscu zamieszkania. Z tego tytułu firma wprowadziła ekwiwalent za zużycie mediów, obejmujący następujące koszty:
- energii elektrycznej;
- zużycia wody zimnej i odprowadzania ścieków;
- energii cieplnej i podgrzania wody ciepłej;
- sprzątania.
Kalkulacja ekwiwalentu nie uwzględniała kosztów internetu. Ekwiwalent przysługiwał wyłącznie pracownikom, którzy podpisali porozumienie o wykonywaniu pracy w formie telepracy lub telepracy zamiennej, ze wskazaniem miesięcznego wymiaru dni, w których będą wykonywać pracę w formie telepracy. Ekwiwalent wynosił 41,36 zł miesięcznie lub 1,96 zł dziennie w przypadku telepracy zamiennej. Ekwiwalent podlega corocznie waloryzacji o średnioroczny wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych za rok poprzedzający waloryzację. W przypadku nieobecności pracownika innej niż nieobecność usprawiedliwiona płatna ekwiwalent podlega potrąceniu na ogólnych zasadach, stosowanych przy wyliczaniu wynagrodzenia za pracę, tzn. jest obniżany za czas nieobecności niepłatnej oraz za czas nieobecności z tytułu choroby. Ekwiwalent jest wliczany do podstawy wynagrodzenia chorobowego i stanowi podstawę wymiaru ubezpieczeń społecznych. Firma złożyła wniosek o wydanie interpretacji podatkowej, pytając, czy ma traktować ten ekwiwalent jako przychód pracowników, od którego powinna odprowadzać zaliczkę. Zdaniem firmy odpowiedź jest twierdząca, gdyż powyższy ekwiwalent nie korzysta ze zwolnienia z PIT ekwiwalentu za używane przez pracowników przy wykonywaniu pracy narzędzia, materiały lub sprzęt.
Stan prawny
Zgodnie z art. 12 ust. 1 ustawy z 26.7.1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 1128 ze zm.) za przychody ze stosunku pracy uważa się przede wszystkim wszelkiego rodzaju wypłaty pieniężne.
Stanowisko organu interpretującego
Organ uznał stanowisko firmy za nieprawidłowe, gdyż należy zaznaczyć, że w opisanej sytuacji pracownicy nie osiągają w ogóle przychodu podlegającego opodatkowaniu. Wskazał, że wypłacanie ekwiwalentu telepracownikom jest przewidziane w art. 6711 ustawy z 26.6.1974 r. Kodeks pracy (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 1320 ze zm.) jako rekompensata za używanie prywatnego mienia do celów służbowych. Po stronie pracownika nie dochodzi więc do przysporzenia majątkowego, a więc nie można twierdzić, że otrzymuje on przychód.
Warto znać przychylne stanowisko fiskusa na temat sytuacji, która występuje obecnie i która zapewne będzie występowała w czasach, w których stan epidemii już minie. Należy pamiętać, że jeżeli więc pracodawca stosuje albo zamierza stosować ekwiwalent taki sam jak opisany powyżej, to powinien wystąpić o udzielenie interpretacji podatkowej. Pamiętajmy, że podatnikowi zapewnia ochronę jedynie interpretacja wydana w jego sprawie, a nie w innych, nawet jeśli wydają się bliźniacze. Ciekawostką w niniejszej sprawie jest to, że stanowisko podatnika przedstawione we wniosku o interpretację było dlań (ściślej: dla jego pracowników) mniej korzystne niż stanowisko fiskusa. Takie sytuacje zdarzają się jednak rzadko.
Podobieństwo przestępstw podstawą przyjęcia recydywy
Opis stanu faktycznego
Wyrokiem Sądu Rejonowego w S. z 24.8.2018 r., II K 530/18, J.K. uznany został za winnego popełnienia zarzucanego mu czynu polegającego na tym, że 21.8.2017 r. w Zakładzie Karnym w S., w celu zmuszenia funkcjonariusza Służby Więziennej do zaniechania prawnej czynności służbowej w zakresie zaopiniowania wniosku o wymierzenie kary dyscyplinarnej, stosował przemoc fizyczną skutkującą naruszeniem czynności narządów ciała na okres przekraczający siedem dni. Czynu tego dopuścił się w ciągu 5 lat po odbyciu łącznie co najmniej roku kary pozbawienia wolności, będąc uprzednio skazanym w warunkach art. 64 § 1 ustawy z 6.6.1997 r. Kodeks karny (t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 2345 ze zm.; dalej: KK), tj. czynu wyczerpującego dyspozycję art. 224 § 2 i 3 KK w zw. z art. 157 § 1 KK, w zw. z art. 11 § 2 KK, w zw. z art. 64 § 2 KK, za co wymierzono mu karę roku pozbawienia wolności.
Orzeczenie to zostało zaskarżone przez obrońcę J.K. W apelacji zarzucił on obrazę przepisów postępowania, mających wpływ na treść rozstrzygnięcia, a mianowicie: art. 4, art. 7 i art. 410 ustawy z 6.6.1997 r. Kodeks postępowania karnego (t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 534 ze zm.; dalej: KPK). Wnosił alternatywnie: o zmianę zaskarżonego wyroku przez uniewinnienie J.K. od zarzucanego mu czynu albo o uchylenie tego wyroku i przekazanie sprawy Sądowi Rejonowemu w S. do ponownego rozpoznania. Orzekając w oparciu o przepis art. 440 KPK, Sąd Okręgowy w S. wyrokiem z 25.7.2019 r., II Ka 757/18 zmienił zaskarżony wyrok w ten sposób, że z opisu czynu przypisanego oskarżonemu wyeliminował stwierdzenie „przy czym czynu tego dopuścił się w ciągu 5 lat po odbyciu łącznie kary co najmniej roku kary pozbawienia wolności będąc uprzednio skazanym w warunkach art. 64 § 1 KK”. Ponadto z podstawy prawnej skazania wyeliminował przepis art. 64 § 2 KK i, na podstawie art. 224 § 3 KK w zw. z art. 11 § 3 KK, wymierzył oskarżonemu J.K. karę 9 miesięcy pozbawienia wolności. W pozostałej części wyrok utrzymał w mocy.
Na podstawie art. 521 § 1 KPK kasację od wyroku Sądu odwoławczego wniósł Prokurator Generalny. Zaskarżył on w całości na niekorzyść skazanego powołane wyżej orzeczenie, zarzucając rażące i mające istotny wpływ na treść wyroku naruszenie przepisów prawa procesowego, a mianowicie art. 433 § 1 i 2 KPK w zw. z art. 440 KPK oraz art. 410 KPK i art. 457 § 3 KPK w zw. z art. 424 § 1 pkt 2 KPK i art. 424 § 2 KPK. Autor kasacji wniósł o uchylenie zaskarżonego wyroku i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania Sądowi Okręgowemu w S. w postępowaniu odwoławczym. Sąd Najwyższy po rozpoznaniu kasacji wniesionej przez Prokuratora Generalnego na niekorzyść skazanego uchylił zaskarżony wyrok i przekazał sprawę Sądowi Okręgowemu w S. do ponownego rozpoznania w postępowaniu odwoławczym.
Uzasadnienie SN
Zdaniem SN wywiedziona w niniejszej sprawie kasacja podmiotu szczególnego jest zasadna, ale nie można się zgodzić z całością podniesionego w niej zarzutu. Niewątpliwie skarżący ma rację w tym zakresie, w którym wskazuje na rażące naruszenie prawa procesowego na etapie postępowania w instancji ad quem, związanego ze sposobem rozstrzygania przez Sąd Okręgowy w S. poza podniesionymi w apelacji zarzutami. W niniejszej sprawie w sposób klarowny rysowała się wada wyroku poddanego kontroli kasacyjnej, związana z naruszeniem takich przepisów procedury karnej, jak art. 410 KPK i art. 424 § 1 pkt 2 KPK w powiązaniu z tą częścią zaskarżonego orzeczenia Sądu odwoławczego, w której orzekał on reformatoryjnie. Brak jest podstaw do twierdzenia, że w omawianym wyroku doszło również do uchybienia regulacjom, przewidzianym w art. 433 § 1 i 2 KPK w zw. z art. 440 KPK oraz w art. 457 § 3 KPK w zw. z art. 424 § 2 KPK.
Kasacja nie wyjaśnia, w jaki sposób Sąd Okręgowy w S. miałby naruszyć przepisy o wymogach kontroli apelacyjnej, przewidziane w art. 433 § 2 KPK w zw. z art. 457 § 3 KPK, skoro przedmiotem rozpoznania był wyłącznie środek odwoławczy. Treść pisemnych motywów zaskarżonego wyroku wskazuje na to, że apelacja, wniesiona na korzyść oskarżonego, i podniesione w niej zarzuty nie zyskały akceptacji Sądu odwoławczego, a przyczyny takiej decyzji zostały szczegółowo omówione w uzasadnieniu wyroku. W związku z tym brak jakichkolwiek podstaw do twierdzenia, że Sąd ten nie rozważył wszystkich wniosków i zarzutów wskazanych w środku odwoławczym. W sporządzonym następczo pisemnym uzasadnieniu nie podał czym się kierował, wydając zaskarżony wyrok, oraz dlaczego zarzuty i wnioski apelacji uznał za zasadne lub niezasadne.
Chociaż w tym przedmiocie Sąd odwoławczy nie uniknął błędu, to jednak nie może być mowy o naruszeniu art. 433 § 1 KPK w zw. z art. 440 KPK. Zwłaszcza z końcowych wywodów kasacji wynika (zarówno w zarzucie sformułowanym w petitum, jak i w jej uzasadnieniu), że sam jej autor dopuszcza de facto możliwość orzeczenia w tej sprawie przez sąd ad quem niezależnie od podniesionych zarzutów na korzyść oskarżonego, postrzegając odmiennie zakres reformatoryjnego rozstrzygnięcia, które mogłoby w tym trybie zapaść. W powstałym w wyniku orzeczenia Sądu Okręgowego stanie procesowym Wreszcie nie wchodzi w grę podnoszenie pod adresem Sądu zarzutu naruszenia art. 424 § 2 KPK, skoro rozstrzygnięcie o złagodzeniu wymierzonej J.K. kary pozbawienia wolności z roku do 9 miesięcy było konsekwencją wyeliminowania z kwalifikacji prawnej czynu oraz podstawy skazania i wymiaru kary z art. 64 § 2 KK. Właśnie ta okoliczność, co jasno wyraził Sąd ad quem, determinowała powyższe rozstrzygnięcie, z uznaniem za aktualne innych przesłanek ważących na wymiarze kary, które uwzględnił w odniesieniu do osoby skazanego w swoim wyroku Sąd Rejonowy w S.
Należy zgodzić się z autorem kasacji, że podobieństwo przestępstw w rozumieniu art. 115 § 3 KK oceniać należy według każdego z atakowanych nim dóbr niezależnie od tego, czy pozostaje ono głównym, czy ubocznym przedmiotem ochrony (zob. wyrok SN z 21.6.2018 r., IV KK 369/17, Legalis). Z tych też względów bezspornie dobrem naruszonym czynem przypisanym skazanemu w wyroku Sądu Rejonowego w S. z 9.2.2009 r. – przestępstwo z art. 62 ust. 1 ustawy z 29.7.2005 r. o przeciwdziałaniu narkomanii (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 2050 ze zm.; dalej: NarkU) było zdrowie, podobnie zresztą jak i w wyroku tego Sądu z 24.9.2018 r. Jak zauważa sam autor kasacji, J.K. przypisano nie tylko przestępstwo z art. 224 § 2 i 3 KK, lecz także pozostające z nim w zbiegu kumulatywnym przestępstwo z art. 157 § 1 KK, a więc bezpośrednio skierowane właśnie przeciwko takiemu dobru prawnemu.
Prokurator Generalny nie ma natomiast racji, gdy w czynie przypisanym skazanemu w wyroku Sądu Okręgowego w W. z 21.1.2015 r., oprócz zamachu na mienie przy użyciu przemocy (a zasadniczo groźby jej użycia), dopatruje się również zamachu na życie i zdrowie pokrzywdzonych. To prawda, że przystawienie w kierunku twarzy pokrzywdzonego M.K. metalowego szpikulca długości 13 cm z groźbą okaleczenia oraz pozbawienia oka mogło potencjalnie pociągnąć za sobą skutki co najmniej dla zdrowia zaatakowanego. Do takich skutków nie doszło w najmniejszym nawet stopniu, o czym świadczą sam opis czynu oraz jego kwalifikacja prawna. Należy zatem podzielić stanowisko Sądu Okręgowego, że w sprawie V K 57/14, w której wyrokował Sąd Okręgowy w W., brak było podstaw do przyjęcia działania J.K. w warunkach art. 64 § 1 KK. Podobieństwo przestępstw z ostatniej sprawy (rozbój) oraz tego przypisanego wyrokiem Sądu Rejonowego w S. w sprawie II K 48/08 (posiadanie narkotyków) opierało się na kryterium tego samego dobra prawnego, jakim miało być życie i zdrowie, a w pierwszej powołanej wyżej sprawie nie może być mowy o naruszeniu tego dobra.
Niezbędne było rozważanie, czy w świetle przesłanek, wskazanych w art. 115 § 3 KK oraz takich okoliczności jak okres wykonanej kary orzeczonej w sprawie V K 57/14 Sądu Okręgowego w W. i daty popełnienia czynu objętego niniejszym postępowaniem, nie wchodzi w grę przypisanie J.K. przestępstwa w warunkach recydywy szczególnej podstawowej. Sąd odwoławczy byłby do tego uprawniony, postępując po myśli art. 440 KPK. Powyższe zaniechanie miało niewątpliwie istotny wpływ na treść wyroku Sądu Okręgowego w S., gdyż oczywistym jest, że inaczej kształtuje się wymiar kary w wypadku przyjęcia działania w warunkach art. 64 § 2 KK, inaczej w razie uznania, że przestępstwo popełniono w warunkach art. 64 § 1 KK, a jeszcze inaczej w stosunku do sprawcy, co do którego przyjęcie recydywy w ogóle nie wchodziło w grę. Całokształt poczynionych wyżej rozważań implikował uchylenie zaskarżonego wyroku i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania Sądowi odwoławczemu. Procedując, Sąd ten ponownie rozpozna apelację obrońcy oskarżonego z uwzględnieniem uwag SN, zawartych w niniejszym uzasadnieniu.
W niniejszym postępowaniu Sąd odwoławczy nie uniknął błędów, które Prokurator Generalny trafnie powiązał z naruszeniem art. 410 KPK i art. 424 § 1 pkt 2 KPK. Stosując instytucję określoną w art. 440 KPK, Sąd ad quem uznał, że utrzymanie w mocy wyroku Sądu meriti byłoby rażąco niesprawiedliwe. Przy dokonywaniu zmiany orzeczenia Sądu pierwszej instancji na korzyść oskarżonego nie jest on zwolniony od uwzględnienia całokształtu okoliczności sprawy, w tym również w zakresie przyjętej przez siebie podstawy prawnej wyroku. Autor kasacji słusznie zauważa, że Sąd Okręgowy zaniechał poczynienia w uzasadnieniu orzeczenia reformatoryjnego niezbędnych w takiej sytuacji rozważań w zakresie możliwości przyjęcia działania w warunkach recydywy szczególnej podstawowej w odniesieniu do czynu przypisanego skazanemu. Tymczasem uwzględnienie całokształtu okoliczności, ujawnionych na rozprawie, obligowało do przeprowadzenia analizy dotychczasowych skazań J.K.: nie tylko przez pryzmat możliwości zastosowania w tej sprawie art. 64 § 2 KK, lecz także art. 64 § 1 KK.
Pomoc prawna dla obywateli Ukrainy
Przez telefon, online, stacjonarnie
Radcowie prawni i aplikanci, chcący zaangażować się w pomoc prawną pro bono obywatelom Ukrainy, mogą zgłosić się bezpośrednio do koordynatorów pomocy prawnej w macierzystych okręgowych izbach radców prawnych. Sposób jej udzielania zależy od izby. Na przykład w województwie lubelskim od czwartku działa adres e-mail: ua@oirp.lublin.pl, na który można wysyłać zapytania prawne dotyczące przekroczenia granicy czy legalizacji pobytu bądź poprosić o kontakt z prawnikiem. Można także otrzymać przez internet wzory dokumentów lub poradę dotyczącą zatrudnienia. Z pomocy mogą skorzystać nie tylko osoby przekraczające naszą granicę, ale także te, które chcą przeznaczyć lokal na potrzeby mieszkaniowe uchodźców bądź dać im zatrudnienie. Lubelska Izba Radców Prawnych uruchomiła także całodobowy numer telefonu +48 518 777 025, pod który można wysłać esemesem prośbę o kontakt z prawnikami. Obsługa zapewniana jest w języku polskim, ukraińskim, angielskim oraz francuskim.
Monitorowana jest również sytuacja w sądach rejonowych właściwych dla przejść granicznych w zakresie udzielenia wsparcia w ewentualnych postępowaniach z udziałem uchodźców.
Chętni radcowie i aplikanci mogą skorzystać ze szkoleń, np. w poniedziałek można było poznać prawo uchodźcze w zakresie niezbędnym do świadczenia doraźnej pomocy prawnej. Uczestniczyło w nim prawie 400 osób.
– Zakładam, że liczba porad dla uchodźców od poniedziałku będzie systematycznie rosła wobec udostępnienia wiadomości o możliwości uzyskania wsparcia prawnego w ramach współpracy z Uniwersytetem Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Należy pamiętać, że na UMCS studiuje 800 studentów z Ukrainy, a więc wiadomość ta rozchodzi się szybko wśród zainteresowanych oraz ich rodzin – mówi dziekan lubelskiej Izby Radców Prawnych Arkadiusz Bereza.
OIRP w Rzeszowie uruchomiła dwa punkty pomocy prawnej dla obywateli Ukrainy – w Przemyślu przy ul. Lwowskiej 52 i w Rzeszowie przy ul. Hoffmanowej 8.
Także adwokatura w całej Polsce organizuje pomoc prawną dla obywateli Ukrainy – ofiar konfliktu wojennego. Dziekani poszczególnych okręgowych rad adwokackich wyznaczyli koordynatorów do spraw utworzenia i organizacji programu pomocowego. Wsparcie może się nieco różnić z zależności od rady okręgowej.
Dla uciekających adwokatów
– Jesteśmy w stałym kontakcie z ukraińską adwokaturą. Wspieramy ich finansowo, by mogli świadczyć pomoc prawną w Ukrainie. Otaczamy też opieką adwokatki ukraińskie, które przybywają do Polski. Rada podejmuje też działania na forum międzynarodowym. Adwokaci z innych państw również wspierają Ukraińców – mówi Grzegorz Kukowka, adwokat, rzecznik prasowy Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie. I dodaje, że adwokaci w całej Polsce udzielają bezpłatnych porad prawnych obywatelom Ukrainy. W samej Okręgowej Radzie Adwokackiej w Warszawie zgłosiło się ponad 500 osób gotowych udzielać takiej pomocy. Odbywają się też szkolenia. Nie każdy adwokat zajmował się przecież do tej pory np. prawem azylowym czy procedurami zatrudniania obywateli Ukrainy. Adwokaci mogą się też dowiedzieć, jak pracować z osobami w traumie.
– Spodziewamy się tysięcy zgłoszeń od osób potrzebujących pomocy prawnej. Wielu adwokatów jeździ też na granicę, udziela schronienia. Prowadzimy zbiórkę lekarstw, koców, żywności – mówi Mikołaj Pietrzak, dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie.
Darmowe potwierdzenia
Krajowa Rada Notarialna zaapelowała do wszystkich notariuszy o wsparcie obywateli Ukrainy, w szczególności poprzez możliwie szybką i życzliwą obsługę przy dokonywaniu przez nich czynności notarialnych związanych z załatwieniem formalności pozwalających na wjazd i pobyt, ale także wykonywanie pracy czy kontynuowanie nauki na terytorium Polski. Do akcji pomocy włączają się coraz liczniej polscy notariusze, którzy deklarują, że nie będą pobierać wynagrodzenia za poświadczenia podpisów na dokumentach.
Obywatele Ukrainy, którzy przekroczyli granicę z Polską, mogą uzyskać też pomoc, dzwoniąc na numer infolinii Urzędu do Spraw Cudzoziemców +48 47 721 75 75. Zostaną poinformowani o zakresie przysługującego im wsparcia.
Sąd może ocenić własnoręczność podpisu pod pismem procesowym
Brak podpisu pod skargą
Reprezentowany przed adwokata A.B. wniósł skargę na decyzję Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji. Sąd uznał, że skarga nie została podpisana własnoręczne przez pełnomocnika, a została opatrzona faksymile podpisu i wezwał do usunięcia jej braku formalnego poprzez nadesłanie podpisanego egzemplarza skargi. Ponieważ w odpowiedzi na wezwanie nadesłano kolejny egzemplarz skargi, który zawierał jedynie odzwierciedlenie podpisu adwokata, WSA w Warszawie odrzucił skargę. Zgodnie z art. 57 § 1 ustawy z 30.8.2002 r. Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (t.j. Dz.U. z 2022 r. poz. 329 ze zm.; dalej: PostAdmU) skarga powinna czynić zadość wymaganiom pisma w postępowaniu sądowym, w szczególności zawierać podpis strony, jej przedstawiciela ustawowego albo pełnomocnika (art. 46 § 1 pkt 4 PostAdmU). Podpis musi być własnoręczny, z wyjątkiem przypadków, o których mowa w art. 46 § 4 PostAdmU. W orzecznictwie przyjęto, że podpisem jest znak ręczny określonej osoby, noszący indywidualne i powtarzalne cechy, pozwalające odróżnić go od innych, umożliwiające identyfikację osoby podpisującego oraz zbadanie autentyczności podpisu (zob. postanowienie NSA z 27.5.2011 r., I OZ 368/11, Legalis). Natomiast faksymile, czyli kopia podpisu odbita sposobem mechanicznym na dokumencie nie spełnia wymogu wskazanego w art. 46 § 1 pkt 4 PostAdmU (zob. postanowienie NSA z 24.3.2021 r., II OZ 179/21, Legalis; postanowienie NSA z 12.9.2017 r., II GZ 654/17, Legalis).
Zarzuty zażalenia
A.B. wniósł o uchylenie postanowienia o odrzuceniu skargi twierdząc, że oceny tego, czy podpis widniejący pod skargą nie spełnia cech podpisu własnoręcznego, powinien dokonać biegły grafolog, a nie Sąd. Ponadto zarzucił, że wezwanie do uzupełnienia braków formalnych było nieprawidłowo sformułowane. Wynikało bowiem z niego, że Sąd I instancji domaga się przedłożenia dodatkowego odpisu skargi dla organu, podczas gdy wezwanie powinno dotyczyć uzupełnienia brakującego podpisu pod przesłaną skargą. W rezultacie dopiero z treści zaskarżonego postanowienia skarżący dowiedział się, że Sąd kwestionuje własnoręczność podpisu pełnomocnika.
Sąd może sam badać własnoręczność podpisu
NSA uchylił zaskarżone postanowienie. Jednym z wymogów, jakie musi spełniać każde pismo składane w postępowaniu sądowym jest podpis strony, jej przedstawiciela ustawowego lub pełnomocnika. Podpis ten musi być własnoręczny i nie może zostać zastąpiony nie tylko podpisem sporządzonym na maszynie, np. w wypadku sporządzenia dokumentu techniką komputerową, ale też żadnym innym podpisem mechanicznym, np. faksymile bądź kserograficzną odbitką własnego podpisu (zob. postanowienie NSA z 20.10.2021 r., I GZ 316/21, Legalis). W uzasadnieniu stwierdzono, że co do zasady ocena kwestii własnoręczności podpisu powinna być dokonana przez specjalistę, który posiada odpowiednią wiedzę i kompetencje do oceny, czy podpis jest własnoręczny, czy też nie. Jednak nie oznacza to, że sąd we własnym zakresie nie jest uprawniony do czynienia jakichkolwiek wiążących ustaleń. Z braku odpowiedniej regulacji w PostAdmU nie można bowiem wyprowadzać wniosku, że sąd nie ma kompetencji, aby dokonać weryfikacji podpisu w zakresie ustalenia, czy jest on własnoręczny, czy mechanicznie odwzorowany.
Wezwanie do uzupełnienia braków musi być precyzyjne
NSA uznał jednak, że WSA w Warszawie przedwcześnie odrzucił skargę, stwierdzając, iż kwestia własnoręcznego podpisu pełnomocnika strony skarżącej pod skargą została należycie wyjaśniona. Skoro Sąd I instancji powziął wątpliwość co do własnoręczności podpisu pod skargą, to nieprawidłowe było wezwanie pełnomocnika do nadesłania podpisanego egzemplarza skargi bez wskazania pełnomocnikowi przyczyny wezwania. Ponadto w ocenie NSA w tej sprawie nie można z całą pewnością stwierdzić, że podpis na złożonej za pośrednictwem organu skardze oraz egzemplarzu nadesłanej odpowiedzi na wezwanie Sądu jest podpisem mechanicznym. Dlatego WSA w Warszawie przed odrzuceniem skargi powinien wezwać pełnomocnika do złożenia oświadczenia ze stwierdzeniem, czy skarga jest złożona w oryginale i czy zawiera własnoręczny podpis, a nie taki odwzorowany mechanicznie. Dopiero po złożeniu wyjaśnień przez pełnomocnika lub bezskutecznym upływie terminu do ich złożenia Sąd powinien podjąć dalsze czynności w sprawie.
Sąd może oprzeć rozstrzygnięcie tylko na opinii biegłego niebudzącej wątpliwości
Opis stanu faktycznego
P.S. został oskarżony o popełnienie występku z art. 177 § 2 ustawy z 6.6.1997 r. Kodeks karny (t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 2345 ze zm.; dalej: KK), polegającego na nieumyślnym naruszeniu 29.9.2018 r. w T. zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Prowadząc samochód osobowy marki Audi w warunkach nieprawidłowej obserwacji przedpola jazdy, nie dostosował prędkości do zmieniającej się sytuacji na drodze i najechał na nieprawidłowo przekraczających jezdnię K.D. i J.D. Wskutek tego zdarzenia K.D. doznał obrażeń powodujących zgon, zaś J.D. – naruszających czynności organizmu na czas przekraczający 7 dni.
Sąd Rejonowy w T. wyrokiem z 17.10.2019 r., w sprawie II K 211/19 uznał oskarżonego za winnego tego czynu i wymierzył mu karę roku pozbawienia wolności. Na mocy art. 69 § 1 i § 2 KK i art. 70 § 2 KK warunkowo zawiesił wykonanie orzeczonej kary pozbawienia wolności na okres próby wynoszący 4 lata, a na mocy art. 73 § 1 KK oddał oskarżonego w okresie próby pod dozór kuratora sądowego. Na podstawie art. 42 § 1 KK Sąd orzekł wobec oskarżonego środek karny w postaci zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych wszystkich kategorii na okres 4 lat; na podstawie art. 46 § 1 KK orzekł od oskarżonego na rzecz pokrzywdzonego J.D. kwotę 3000 zł tytułem częściowego zadośćuczynienia za doznaną krzywdę, a na podstawie art. 46 § 2 KK – na rzecz oskarżycielki posiłkowej B.D. kwotę 5000 złotych tytułem nawiązki.
Apelację od wyroku wniósł obrońca oskarżonego. Po jej rozpoznaniu Sąd Okręgowy w T. wyrokiem z 3.12.2020 r., w sprawie II Ka 7/20 zmienił zaskarżony wyrok w ten sposób, że na podstawie art. 414 § 1 ustawy z 6.6.1997 r. Kodeks postępowania karnego (t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 534 ze zm.; dalej: KPK) w zw. z art. 17 § 1 pkt 2 KPK uniewinnił oskarżonego P.S. od popełnienia przypisanego mu przestępstwa. Kasacje od wyroku Sądu odwoławczego wnieśli na niekorzyść P.S. prokurator Prokuratury Okręgowej w T. oraz pełnomocnik oskarżycielki posiłkowej B.D. Prokurator na podstawie art. 523 § 1 i 3 KPK oraz art. 526 § 1 KPK zarzucił zaskarżonemu wyrokowi rażące i mające istotny wpływ na treść orzeczenia naruszenie prawa procesowego, a mianowicie art. 7 KPK i art. 410 KPK w zw. z art. 437 § 2 KPK. W konkluzji prokurator wniósł o uchylenie zaskarżonego wyroku i przekazanie sprawy Sądowi Okręgowemu w T. do ponownego rozpoznania w postępowaniu odwoławczym. Pełnomocnik oskarżycielki posiłkowej zarzucił na podstawie art. 523 § 1 KPK rażące naruszenie przepisów prawa, mające istotny wpływ na treść orzeczenia, a mianowicie art. 2 pkt 22 ustawy z 20.6.1997 r. Prawo o ruchu drogowym (t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 450 ze zm.; dalej: PrDrog) oraz art. 19 ust. 1 i art. 25 ust. 1 PrDrog. W konkluzji autor kasacji wniósł o uchylenie zaskarżonego wyroku i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania właściwemu Sądowi.
W pisemnej odpowiedzi na kasację pełnomocnika oskarżycielki posiłkowej prokurator Prokuratury Okręgowej w T. wniósł o jej uwzględnienie jedynie w zakresie wniosku o uchylenie zaskarżonego wyroku i przekazanie sprawy Sądowi Okręgowemu w T. do ponownego rozpoznania w postępowaniu odwoławczym, gdyż w jego ocenie podniesione zarzuty były niedopuszczalne. Obrońca uniewinnionego P.S. również złożył odpowiedź na kasacje prokuratora i pełnomocnika oskarżycielki posiłkowej, wnosząc o ich oddalenie jako oczywiście bezzasadnych. Po rozpoznaniu kasacji wniesionych przez prokuratora i pełnomocnika oskarżyciela posiłkowego Sąd Najwyższy uchylił zaskarżony wyrok i sprawę przekazał Sądowi Okręgowemu w T. do ponownego rozpoznania w postępowaniu odwoławczym.
Uzasadnienie SN
Zdaniem SN wniesione kasacje były zasadne. Trafnie podniesiono w kasacji prokuratora Prokuratury Okręgowej w T., że Sąd Okręgowy rażąco naruszył przepisy prawa, a mianowicie art. 7 KPK i art. 410 KPK. Należy przyznać mu rację, że Sąd odwoławczy naruszył te przepisy przez dokonanie oceny dowodów na etapie postępowania odwoławczego sprzecznie z zasadami prawidłowego rozumowania oraz wskazaniami wiedzy i doświadczenia życiowego, w szczególności w zakresie wyników oględzin miejsca zdarzenia oraz wartości dowodowej opinii biegłych z zakresu ruchu drogowego. Ponadto Sąd Okręgowy przedwcześnie przyjął, że zeznania czworga świadków nie pozwalają na uznanie za miarodajne opinii dwóch biegłych. Wskazane uchybienia doprowadziły do przyjęcia wadliwych ustaleń w zakresie okoliczności stanowiących podstawę faktyczną wyroku i do bezpodstawnego przyjęcia, że oskarżony nie naruszył żadnej zasady bezpieczeństwa w ruchu drogowym mimo przeciwnych wniosków biegłych.
Sąd odwoławczy ma prawo orzec w sposób odmienny w stosunku do rozstrzygnięcia Sądu I instancji i, jak w niniejszej sprawie, uniewinnić oskarżonego, jeśli dojdzie do przekonania, że całość zebranych dowodów nie pozwala przypisać oskarżonemu winy w zakresie zarzucanego mu czynu. Wówczas Sąd powinien podać w uzasadnieniu, czym kierował się, wydając wyrok, oraz dlaczego zarzuty i wnioski apelacji uznał za zasadne albo niezasadne. Jego uzasadnienie w odniesieniu do dokonanych zmian powinno spełniać wymogi stawiane uzasadnieniom wyroków sądów pierwszej instancji. Należy zauważyć, że w niniejszej sprawie Sąd odwoławczy pozornie wywiązał się z tego obowiązku, gdyż uzasadnienie wyroku jest obszerne i omawia dowody, przedstawia także powody uniewinnienia oskarżonego. Chodzi jednak o to, że orzeczenie jest przedwczesne, gdyż Sąd rażąco naruszył wskazane przepisy, zaś argumenty są w pewnej części dowolne i stoją w opozycji do wniosków biegłych.
Trafnie zarzucono w kasacji prokuratora, że Sąd odwoławczy niezasadnie zdyskredytował treść opinii obu biegłych, zastępując wiedzę specjalistyczną własnymi ustaleniami. Szczególnie istotnego znaczenia nabiera fakt, że w postępowaniu odwoławczym powołano nowego biegłego, gdyż Sąd Okręgowy uznał, iż pierwsza opinia zawiera błędy. Wątpliwości budziła przede wszystkim kwestia oświetlenia miejsca zdarzenia oraz widoczności przez kierującego poruszających się pieszych. Wątpliwości te wymagały wyjaśnienia w oparciu o wiadomości specjalne, zatem dopuszczony został (właśnie w postępowaniu odwoławczym) dowód z opinii rekonstrukcyjnej biegłego A.K. Jak podkreślono w zdaniu odrębnym do wyroku Sądu odwoławczego, dowód ten został następnie ujawniony na rozprawie. Strony go nie kwestionowały, a Sąd z urzędu nie podjął żadnych dodatkowych czynności zmierzających do jego uzupełnienia. Trafnie podnosi się, że sytuacja, w której założenia przyjęte w opinii są nielogiczne, błędne lub budzą zastrzeżenia w konfrontacji z materiałem dowodowym sprawy, w myśl dyspozycji art. 201 KPK wymaga podjęcia próby wyjaśnienia tych kwestii przez wezwanie tego samego biegłego lub dopuszczenie dowodu z opinii nowego biegłego, do czego w tym postępowaniu nie doszło. Trafnie też podniesiono w uzasadnieniu zdania odrębnego, że stanowisko Sądu odwoławczego w zakresie kluczowych ustaleń było w ewidentny sposób niezgodne z częścią konkluzji tej opinii. Sąd odwoławczy nie podzielił części jej wniosków, uznając, że opierają się one na błędnych założeniach. Dotyczyło to właśnie możliwości uniknięcia przez oskarżonego wypadku, zakładanej przez biegłych. W związku z powyższym sytuacja procesowa wyglądała w ten sposób, że Sąd odwoławczy, który uznał potrzebę weryfikacji ustaleń poczynionych przez Sąd pierwszej instancji w oparciu o wiadomości specjalne, po uzyskaniu tych wiadomości orzekł wbrew ich wymowie, bez sięgnięcia po instytucję z art. 201 KPK.
Sąd Okręgowy zarzucił między innymi, że założenie opinii, iż piesi poruszali się normalnym krokiem, jest arbitralne. Tymczasem opinia biegłego wskazywała dokładnie, na jakich przesłankach oparto takie założenie. Ponadto biegły sprecyzował, że dla osób znajdujących się w stanie nietrzeźwości tempo poruszania się jest wolniejsze, co w konsekwencji oznacza także dłuższe przebywanie pieszych na jezdni. Potwierdzeniem tej tezy mogą być zeznania świadka A.G., która dostrzegła pieszych w okolicy środka jezdni i obserwowała ich od tego właśnie momentu. Nie ulega wątpliwości, że kwestia widoczności na miejscu zdarzenia i związanej z nią możliwej widzialności pieszych przez oskarżonego tym bardziej wymagała zbadania w oparciu o wiadomości specjalne, gdyż zeznania świadków w tym zakresie były „niedookreślone, zabarwione subiektywizmem postrzegania i nieprecyzyjnością opisu”. Z kolei opinia biegłego była jednoznaczna, a wynikało z niej, że warunki widoczności pozwalały na obserwację pieszych w obrębie całej szerokości jezdni. Należy zauważyć, że ustalenia opinii opierały się zarówno na analizie całości materiału dowodowego zawartego w aktach sprawy, jak i na wynikach oględzin miejsca zdarzenia, dokonanych przez biegłego w warunkach nocnych oraz dziennych.
Należy wskazać, że według ustaleń Sądu I instancji główną winę za spowodowanie wypadku ponoszą nietrzeźwi piesi, którzy weszli na jezdnię w niedozwolonym miejscu, „nie zachowując żadnych reguł ostrożności”. Prokurator w kasacji przyznał, że „na pełne uwzględnienie zasługują ustalenia Sądu Okręgowego w kwestii spowodowania zagrożenia przez pieszych i spowodowania przez nich wypadku drogowego”. Zważywszy na kontekst rozważań, warto odwołać się do zdania odrębnego, w którym słusznie podniesiono, że „przy przyjęciu wniosków opinii stwierdzić trzeba, iż oskarżony przyczynił się do zdarzenia, ponieważ przy prawidłowej obserwacji jezdni i należytej reakcji na sytuację drogową w postaci hamowania był w stanie uniknąć potrącenia pieszych”. W tym stanie rzeczy Sąd powinien dogłębnie zweryfikować „wzajemną relację stopnia tych naruszeń, w szczególności czy charakter naruszenia reguł ostrożności był porównywalny, jeżeli chodzi o jego istotność w perspektywie bezpieczeństwa dóbr prawnych, czy też naruszenie jednej z reguł miało dominujący wpływ na wystąpienie nieakceptowalnego ryzyka zaistnienia skutku”.
Zdanie egzaminu radcowskiego nie przesądza o wpisie na listę radców prawnych
Postępowanie w sprawie wniosku o wpis na listę radców prawnych
K.S. nie odbyła aplikacji radcowskiej, ale ponieważ od niemal 6 lat była zatrudniona w Dziale Prawnym Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (dalej: NCBR), wykonując czynności wymagające wiedzy prawniczej, złożyła wniosek o dopuszczenie do egzaminu radcowskiego na podstawie art. 362 ust. 2 i 4 w zw. z art. 25 ust. 2 ustawy z 6.7.1982 r. o radcach prawnych (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 75 ze zm.; dalej: RadPrU). Przewodniczący Komisji Egzaminacyjnej dopuścił K.S. do egzaminu radcowskiego, który zdała z wynikiem pozytywnym. Rada Okręgowej Izby Radców Prawnych w W. (dalej: Rada OIRP w W.) odmówiła jednak wnioskodawczyni wpisu na listę radców prawnych. Stwierdziła, że jej pracodawca (NCBR) nie jest organem władzy publicznej, o którym mowa w art. 25 ust. 2 pkt 4 RadPrU. K.S. wniosła odwołanie, kwestionując uprawnienie Rady OIRP w W. do ponownego badania przesłanek tożsamych z tymi dopuszczającymi do egzaminu radcowskiego, zweryfikowanymi już przez Przewodniczącego Komisji Egzaminacyjnej. Prezydium Krajowej Rady Radców Prawnych (dalej: Prezydium KRRP) utrzymało w mocy zaskarżoną uchwałę.
Uwzględniając odwołanie K.S., Minister Sprawiedliwości uchylił uchwały organów samorządu radcowskiego i przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia Radzie OIRP w W. Organ stwierdził, że odwołująca spełnia wymogi warunkujące wpis na listę radców prawnych. Zgodnie z warunkami określonymi w art. 25 ust. 2 RadPrU, po ukończeniu wyższych studiów prawniczych przez okres co najmniej 4 lat, w okresie nie dłuższym niż 6 lat przed złożeniem wniosku o dopuszczenie do egzaminu, była ona zatrudniona w urzędzie organu władzy publicznej, za który uznano NCBR. Wykonywała czynności wymagające wiedzy prawniczej, bezpośrednio związane ze świadczeniem pomocy prawnej na rzecz tego urzędu. Ponadto Minister stwierdził, że do oceny spełnienia przesłanek z art. 25 ust. 2 RadPrU właściwe są wyłącznie organy podejmujące decyzje w postępowaniu związanym z dopuszczeniem do egzaminu radcowskiego.
Stanowisko Sądu I instancji
WSA w Warszawie oddalił skargę Prezydium KRRP. W ocenie Sądu organy samorządu radcowskiego nie mogą samodzielnie oceniać, czy K.S. była uprawniona do przystąpienia do egzaminu radcowskiego bez odbycia aplikacji radcowskiej. Kwestia spełniania przesłanek z art. 25 ust. 2 RadPrU podlega badaniu wyłącznie na etapie przyjmowania zgłoszeń o przystąpieniu do egzaminu radcowskiego. Sąd stwierdził, że odmienna interpretacja prowadziłaby do niedopuszczalnej sytuacji, w której już po zdanym przez kandydata egzaminie na radcę prawnego organy samorządu zawodowego mogłyby uznać, że ta osoba nie powinna zostać dopuszczona do tego egzaminu i wyłącznie z tego powodu odmawiałyby wpisu danej osoby na listę radców prawnych.
Jednocześnie Sąd podzielił pogląd Ministra Sprawiedliwości, że NCBR jest organem władzy publicznej w rozumieniu art. 25 ust. 2 pkt 4 RadPrU. Jest to bowiem agencja wykonawcza, powołana do wykonywania funkcji władzy publicznej z zakresu polityki naukowej, naukowo-technicznej i innowacyjnej państwa, działająca na podstawie ustawy z 30.4.2010 r. o Narodowym Centrum Badań i Rozwoju (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 1861 ze zm.; dalej: NCenBadiRozU). Podmiot ten podlega nadzorowi ministra właściwego do spraw nauki z punktu widzenia legalności, gospodarności i rzetelności, a charakter zadań NCBR, szczegółowo określony w Rozdziale 3 NCenBadiRozU jednoznacznie wskazuje, że zadania te należą do sfery władztwa publicznego.
Uprawnienia organów samorządu zawodowego w postępowaniu o wpis na listę radców prawnych
NSA oddalił skargę kasacyjną Prezydium KRRP pomimo częściowo błędnego uzasadnienia wyroku Sądu I instancji. Jak wyjaśniono w uzasadnieniu, postępowania o dopuszczenie do egzaminu radcowskiego i o wpis na listę radców prawnych są od siebie odrębne. Na etapie pierwszego z nich następuje badanie zgłoszenia do egzaminu jedynie pod względem formalnym. Dopiero w postępowaniu o wpis na listę radców prawnych organy dokonują merytorycznej oceny spełnienia przez wnioskodawcę przesłanek, o których mowa w art. 24 RadPrU (zob. wyrok NSA z 1.7.2021 r., II GSK 1200/20, Legalis). Zatem wbrew stanowisku Sadu I instancji rada okręgowej izby radców prawych jest nie tylko uprawniona, ale i zobowiązana do oceny, czy osoba wnioskująca o wpis na listę radców prawnych spełnia wszystkie wymogi określone art. 24 ust. 1 pkt 1-6 RadPrU, w tym przesłanki wskazane w art. 25 ust. 2 RadPrU, uprawniające do przystąpienia do egzaminu radcowskiego.
Pojęcie organu władzy publicznej
NSA stwierdził jednak, że wyrok WSA w Warszawie jest słuszny, bowiem Sąd i Minister Sprawiedliwości prawidłowo uznały NCBR za urząd organu władzy publicznej w rozumieniu art. 25 ust. 2 pkt 4 RadPrU. Pojęcie organów władzy publicznej nie zostało zdefiniowane w RadPrU. Odwołując się do orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego przyjęto, że oznacza ono instytucję, strukturę organizacyjną, jednostkę władzy publicznej, która podejmuje działania prowadzone w interesie publicznym w formach aktów i czynności prawnych, jak i działań faktycznych wywołujących wiążące dla różnych podmiotów skutki prawne (zob. wyrok TK z 4.12.2001 r., SK 18/00, Legalis). NCBR jako jedna z jednostek sektora finansów publicznych (podobnie jak np. ZUS, NFZ czy uczelnie publiczne) załatwia sprawy indywidualne w drodze decyzji administracyjnych, czyli jest objęta postanowieniami art. 1 pkt 2 ustawy z 14.6.1960 r. Kodeks postępowania administracyjnego (t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 735 ze zm.; dalej: KPA). W uzasadnieniu wyroku podkreślono, że NCenBadiRozU nie zawiera żadnych przepisów wyłączających stosowanie przepisów KPA.
W ocenie NSA za przyjętą wykładnią art. 25 ust. 2 pkt 4 RadPrU przemawiają również dyrektywy wykładni celowościowej. Celem tego uregulowania jest umożliwienie wpisania na listę radców prawnych takiej osoby, która zdobyła wystarczające praktyczne doświadczenie zawodowe. Zdaniem NSA wieloletnia praca w NCBR, bezpośrednio związana ze świadczeniem pomocy prawnej na rzecz tej jednostki, pozwala na nabycie umiejętności związanych ze stosowaniem prawa. Wskazują one, że osoba tam zatrudniona będzie prawidłowo wykonywać zawód radcy prawnego.
Nowy rekord kary UODO – prawie 5 mln zł
Kara w wysokości 4,9 mln zł to nowy rekord sankcji za naruszenie przepisów o ochronie danych osobowych. Taką karę Urząd Ochrony Danych Osobowych nałożył na spółkę, zajmującą się dostawą ciepła i energii elektrycznej na Pomorzu. Podwykonawca spółki, który przygotowywał dla niej nowe rozwiązania informatyczne, ma zapłacić karę w wysokości 250 tys zł.
Z informacji przedstawionych przez Urząd Ochrony Danych Osobowych wynika, że postępowanie w sprawie naruszenia RODO zostało wszczęte jeszcze w maju 2020 r., po tym jak spółka dostała informację od dwóch niezależnych internautów, że mają nieuprawniony dostęp do bazy danych tego podmiotu.
Zdaniem UODO naruszenie ochrony danych polegało na skopiowaniu danych klientów administratora przez nieuprawnione osoby. Doszło do tego w momencie wprowadzania zmiany w środowisku teleinformatycznym. Spółka chciała bowiem poprawić wydajność swoich usług i powierzyła to zadanie zewnętrznej firmie. Urząd ustalił, że w trakcie zmian w bazach teleinformatycznych utworzona została dodatkowa baza danych klientów Fortum. Dane z bazy wyciekły, gdyż serwer, na którym została ona wdrożona, nie miał odpowiednio skonfigurowanych zabezpieczeń.
Z informacji zgromadzonych w czasie postępowania wynika, że spółka w umowie zawartej z podmiotem przetwarzającym określiła wymogi bezpieczeństwa danych osobowych, które należy zastosować, m.in. pseudonimizację i szyfrowanie danych osobowych. Jak się później okazało, funkcjonowanie tych zabezpieczeń nie zostało przetestowane przez wykonawcę przed przekazaniem ich przedsiębiorcy.
Zarzuty UODO dotyczą tego, że takiego sprawdzenia nie wykonał także przedsiębiorca. Zdaniem urzędu spółka Fortum nie egzekwowała od podmiotu przetwarzającego wykonania umów, nie stosowała się do własnej praktyki wdrażania zmian w środowisku IT, opartej na wewnętrznych regulacjach i nie weryfikowała podmiotu przetwarzającego prowadzone działania, mające na celu usprawnienie funkcjonowania usługi.
Urząd przypomniał, że zgodnie z RODO to administrator wdraża odpowiednie środki techniczne i organizacyjne, aby przetwarzanie odbywało się zgodnie z przepisami rozporządzenia. Ma też obowiązek ich regularnego testowania.
Praca w kilku miejscach doczeka się regulacji
W rozesłanej do konsultacji społecznych noweli kodeksu pracy znalazł się przepis, który może narazić przedsiębiorców na ryzyko strat finansowych wskutek trudnego do udowodnienia działania pracownika zatrudnionego w kilku miejscach. Nowela przewiduje bowiem wprowadzenie zakazu zakazywania zatrudnienia się w innej firmie.
Po zmianach, każdy pracownik będzie mógł zatrudnić się w innej firmie, nie będącej bezpośrednim konkurentem jego pracodawcy, na dowolnym stanowisku. Jedyne ograniczenie w zatrudnianiu, będzie musiało być zgodnie z art. 1011 Kodeksu pracy, czyli wynikać z oddzielnej umowy zawartej z pracownikiem, przewidującej ograniczenie zatrudnienia bez względu na nazwę umowy w podmiocie prowadzącym konkurencyjną działalność.
Nawet jeśli taka dodatkowa umowa zostanie zawarta, pracownik będzie mógł zatrudnić się np. u kontrahenta, podwykonawcy czy dostawcy swojego pracodawcy. W skrajnym przypadku może dojść do sytuacji, gdy ten sam pracownik zatrudniony na równoległych stanowiskach w dwóch kooperujących firmach będzie sam ze sobą zawierał umowy, negocjował stawki wynagrodzenia stron, terminy dostawy czy kary umowne za niewywiązanie się z przewidzianych w umowie postanowień.
Potrzeba implementacji
Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, w uzasadnieniu do nowych przepisów podkreśla, że podstawą do wprowadzenia do kodeksu nowego art. 261 w myśl którego pracodawca nie będzie mógł zakazać pracownikowi jednoczesnego pozostawania w stosunku pracy z innym pracodawcą lub jednoczesnego pozostawania w stosunku prawnym będącym podstawą świadczenia pracy innym niż stosunek pracy, wynika wprost z art. 6 dyrektywy 2019/1152 z 20.6.2019 r. w sprawie przejrzystych i przewidywalnych warunków pracy w UE. Nasza regulacja nie zawiera jednak żadnych ograniczeń, które zostały przewidziane w dyrektywie. A unijne przepisy mówią, że państwa członkowskie mogą ustanowić warunki dotyczące stosowania przez pracodawców ograniczeń w łączeniu stanowisk, które wynikają z przyczyn obiektywnych, takich jak zdrowie i bezpieczeństwo, ochrona tajemnicy handlowej, rzetelność służby cywilnej lub unikanie konfliktów interesów. Wydaje się, że właśnie taka regulacja, chroniąca np. tajemnice przedsiębiorców przed ich kontrahentami powinna zostać wprowadzona do noweli kodeksu pracy.
Dodatkowe koszty
– Jeśli ten przepis, bez żadnych zmian, zostanie wprowadzony do kodeksu, może prowadzić do zwiększenia kosztów pracy. Zakaz pracy u innego pracodawcy będzie mógł wynikać tylko z odrębnej umowy o zakazie konkurencji. Z założenia są to umowy nieodpłatne, pracownicy mają prawo domagać się zrekompensowania tej niedogodności. A nie ma lepszej niż finansowa. Dlatego można mówić o potencjalnym zwiększeniu kosztów pracy – komentuje dr Marcin Wojewódka, radca prawny w Wojewódka i Wspólnicy.
Katarzyna Sarek-Sadurska radca prawny, partner w Deloitte Legal
W projekcie ustawy jedynym ograniczeniem prawa pracownika do równoległego zatrudnienia jest prowadzenie przez drugi podmiot działalności konkurencyjnej. Takie zawężenie ochrony pracodawcy nie wynika z regulacji unijnej, która dopuszcza wprowadzenie na poziomie krajowym odpowiednich ograniczeń w łączeniu stanowisk, również z przyczyn takich jak: zdrowie i bezpieczeństwo, ochrona tajemnicy handlowej, rzetelność służby cywilnej lub unikanie konfliktu interesów. Projekt ustawy pomija te dodatkowe aspekty, co może doprowadzić do sytuacji, w których pracodawca będzie pozbawiony możliwości ochrony tak podstawowych wartości, jak ochrona tajemnicy czy unikanie konfliktów interesów. Z braku środków zapobiegawczych zwiększy się ryzyko korupcji i nieuczciwych praktyk w biznesie. Przykładowo, pracodawca nie będzie mógł zwolnić bądź odsunąć ze stanowiska dyrektora sprzedaży, który zatrudnił się u jego klienta. Zazwyczaj klient bądź dostawca nie prowadzą działalności konkurencyjnej wobec takiego przedsiębiorstwa. Pracodawca będzie, pod groźbą odpowiedzialności odszkodowawczej, zmuszony do akceptacji tego stanu, do czasu ewentualnego odkrycia, że pracownik ujawnia tajemnice przedsiębiorstwa. Taki stan należy uznać za niedopuszczalny.
Etap legislacyjny: konsultacje
Przedsiębiorca odliczy straty spowodowane wojną
– Polski biznes straci na wojnie, i to na różnych polach. Przedsiębiorstwa produkcyjne i handlowe mogą mieć kłopoty z eksportem towarów, będą problemy z płatnościami od wschodnich kontrahentów, przerwanie łańcucha dostaw może spowodować, że polskie firmy nie wywiążą się ze swoich zobowiązań – mówi Katarzyna Dębkowska z Polskiego Instytutu Ekonomicznego.
Czy straty spowodowane wojną zaliczymy do podatkowych kosztów?
– Sytuacja jest bezprecedensowa, nie ma w tej sprawie orzecznictwa ani interpretacji. Zgodnie jednak z ogólnymi zasadami rozliczania kosztów można do nich zaliczyć straty w firmowym majątku oraz inne zdarzenia powodujące uszczerbek finansowy – mówi dr Michał Wilk, doradca podatkowy w Gardens Tax & Legal.
Fiskus się zgadza
Co na to fiskus? Generalnie zgadza się na rozliczanie firmowych szkód. Stawia jednak pewne warunki. Przede wszystkim wymaga, aby strata była skutkiem niezależnych od przedsiębiorcy zdarzeń. Czy takim zdarzeniem jest na przykład wojna? Nie powinno być wątpliwości. Przedsiębiorca nie ma przecież wpływu na jej wybuch i przebieg.
Drugi warunek skarbówki: strata nie może być wynikiem błędu bądź nieostrożności przedsiębiorcy. Tu fiskus ma spore pole do popisu. Trudno jednak sobie wyobrazić, że zarzuci błąd albo nieostrożność firmie, która współpracowała przed wybuchem wojny z ukraińskim kontrahentem.
Trzeci wymóg: szkoda musi być udokumentowana. Przedsiębiorca powinien mieć więc komplet dokumentów potwierdzających poniesienie straty i jej okoliczności. Przykładowo umowę i korespondencję z kontrahentem, protokół i wycenę szkody, analizy i opinie.
Kiedy więc przedsiębiorca rozliczy koszty?
Załóżmy, że umówił się z kontrahentem ze wschodu na sprzedaż artykułów spożywczych. Z powodu wojny nie mógł ich wysłać i zepsuły się w magazynie. Strata w towarach jest podatkowym kosztem. Jej przyczyny i okoliczności należy dokładnie opisać, np. w protokole zniszczenia produktów.
Inna sytuacja: przedsiębiorca zapłacił za towary ze wschodu, które z powodu działań wojennych do niego nie dotarły. I wiadomo, że już nie dotrą. Czy wydatek jest kosztem?
– Tak, ponieważ został poniesiony w celu uzyskania przychodu. Można więc go rozliczyć w kosztach, mimo że finalnie nie przyczyni się do osiągnięcia tego przychodu – mówi Michał Wilk.
Kolejna sprawa: przedsiębiorca wysłał jeszcze przed wojną towary na wschód. Nie dostał zapłaty i nie ma szans, że ją otrzyma w przyszłości. Co ma zrobić?
– Generalnie wierzytelność można rozliczyć w kosztach, przepisy przewidują jednak formalne warunki, np. udokumentowanie jej nieściągalności postanowieniem organu egzekucyjnego. W obecnych realiach może to być trudne. Najprościej jest udokumentować nieściągalność wierzytelności protokołem, z którego wynika, że nie opłaca się jej egzekwować. Dotyczy to jednak raczej mniejszych kwot – tłumaczy Michał Wilk.
Ekspert dodaje, że podatkowym kosztem mogą być też straty w firmowych środkach trwałych, np. nieruchomościach, samochodach, maszynach, które zostały zniszczone wskutek działań wojennych. Rozliczamy je w części, która nie została wcześniej zamortyzowana.
– Firmy nie zaliczą natomiast do podatkowych kosztów tzw. utraconych korzyści, czyli kwoty przychodów, których nie uzyskały np. przez wstrzymanie produkcji z powodu wycofania się kontrahentów. Utracone korzyści są szkodą w rozumieniu prawa cywilnego, ale nie stratą podatkową – mówi Michał Wilk.
Odszkodowania i kary
Zostają jeszcze kary i odszkodowania, które polska firma będzie musiała zapłacić za to, że nie wywiązała się ze zobowiązań. Na przykład z powodu przerwania łańcucha dostaw na wschodzie. Przepisy wyłączają z podatkowych kosztów tylko niektóre kategorie kar i odszkodowań, np. zapłaconych z powodu wad towarów czy usług. Fiskus kwestionuje jednak też inne, zwłaszcza za opóźnienia. Pozostaje mieć nadzieję, że wojenne okoliczności złagodzą jego stanowisko.
Aleksandra Kalinowska doradca podatkowy, partner w kancelarii Andersen Tax & Legal
Załamanie eksportu, niewypłacalność kontrahentów, przerwanie łańcucha dostaw – te wszystkie konsekwencje wojny na Ukrainie spowodują realne straty polskich przedsiębiorców. Takie straty rozlicza się w podatkowych kosztach w różny sposób i pod pewnymi warunkami. Uważam jednak, że w tej nadzwyczajnej sytuacji skarbówka nie powinna rzucać firmom kłód pod nogi. Precedens już jest, bo gdy rozpoczęła się epidemia koronawirusa, Ministerstwo Finansów ogłosiło, że urzędnicy będą wyrozumiale podchodzić do rozliczeń przedsiębiorców. Złagodzone zostały też niektóre przepisy, np. dotyczące zaliczania do kosztów kar umownych i odszkodowań. Takie działania – liberalizacja przepisów i podejścia skarbówki – potrzebne są też teraz. Przydałaby się także interpretacja ogólna albo objaśnienia szczegółowo pokazujące, jak rozliczać spowodowane wojną straty.
Rażące naruszenie prawa podstawą kasacji
Opis stanu faktycznego
Wyrokiem z 27.1.2020 r. w sprawie II K 773/19 Sąd Rejonowy w S. uznał oskarżonego J.N. za winnego tego, że 23.10.2018 r. w budynku Sądu Rejonowego w S. groził M.N. uszkodzeniem ciała. Groźba ta wzbudziła u pokrzywdzonego uzasadnioną obawę, że zostanie spełniona. M.N. został publicznie znieważony przez wielokrotne skierowanie wobec niego słów powszechnie uznanych za obelżywe, oraz naruszając jego nietykalność cielesną przez uderzenie parasolką. Kwalifikując czyn z art. 190 § 1 ustawy z 6.6.1997 r. Kodeks karny (t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 2345 ze zm.; dalej: KK) w zw. z art. 216 § 1 KK, w zw. z art. 217 § 1 KK, w zw. z art. 11 § 2 KK, Sąd skazał J.N. na karę 6 miesięcy pozbawienia wolności. Na mocy art. 41a § 1 i 4 KK w zw. z art. 43 § 1 KK orzekł wobec oskarżonego środek karny w postaci zakazu kontaktowania się z M.N. oraz zakazu zbliżania się do niego na odległość mniejszą niż 10 metrów na okres 10 lat.
Oskarżony, jego obrońca oraz oskarżyciel posiłkowy wnieśli od tego wyroku apelacje. Po ich rozpoznaniu Sąd Okręgowy w G., wyrokiem z 9.12.2020 r., w sprawie V Ka 1743/20, zmienił zaskarżony wyrok w ten sposób, że ustalił, iż oskarżony J.N. w czasie popełnienia przypisanego mu czynu miał w znacznym stopniu ograniczoną zdolność pokierowania swoim postępowaniem. Kwalifikację prawną uzupełnił o art. 31 § 2 KK, a w pozostałej części utrzymał w mocy zaskarżony wyrok.
Obrońca z urzędu skazanego J.N. wniósł kasację od wyroku Sądu odwoławczego. Zarzucił rażące naruszenie przepisów postępowania, mające istotny wpływ na treść orzeczenia, stanowiące obrazę art. 433 § 1 i 2 ustawy z 6.6.1997 r. Kodeks postępowania karnego (Dz.U. z 2021 r. poz. 534 ze zm.; dalej: KPK) w zw. z art. 457 § 3 KPK, w zw. z art. 7 KPK, a także prawa materialnego, stanowiące obrazę art. 433 § 1 KPK w zw. z art. 440 KPK, w zw. z art. 190 § 1 KK i art. 115 § 2 KK. W konkluzji obrońca wniósł o uchylenie wyroku w zaskarżonej części i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania w postępowaniu odwoławczym. W odpowiedzi na kasację obrońcy prokurator Prokuratury Rejonowej w S. wniósł o jej oddalenie jako oczywiście bezzasadnej. Sąd Najwyższy, po rozpoznaniu kasacji wniesionej przez obrońcę skazanego, postanowił oddalić kasację jako oczywiście bezzasadną.
Uzasadnienie SN
Zdaniem Sądu Najwyższego kasacja obrońcy okazała się bezzasadna i to w stopniu oczywistym, o jakim mowa w art. 535 § 3 KPK. Analiza podniesionych w niej zarzutów nie wykazała, aby w sprawie miało dojść do rażącego naruszenia prawa, które mogło mieć istotny wpływ na treść orzeczenia, a o którym mowa w art. 523 § 1 KPK. Lektura uzasadnienia wyroku Sądu odwoławczego wskazuje na to, że odniósł się on do wszystkich zarzutów apelacyjnych obrońcy. Uzasadnienie jest dalekie od bycia lakonicznym i odnosi się szczegółowo i rzetelnie do wszystkich problemów, dotyczących wyniku oceny dowodów, dokonanej przez Sąd I instancji. Obecny sposób sformułowania zarzutów kasacyjnych ujawnia zaś, że obrońca w zasadniczej części nie zgadza się z oceną dowodów, dokonaną przez Sąd I instancji, a uznaną za trafną przez Sąd odwoławczy.
Tymczasem podkreślenia wymaga, że kasacja, jako nadzwyczajny środek zaskarżenia, ma z mocy ustawy ograniczony zakres. Służy eliminacji prawomocnych orzeczeń sądów, które ze względu na charakter (doniosłość) wadliwości, jaką są obarczone, nie mogą ostać się w obrocie prawnym. Podnoszone w tej skardze zarzuty powinny wskazywać na uchybienia określone w art. 439 KPK lub inne, ale także na rażące naruszenie prawa w postępowaniu odwoławczym, co w konsekwencji mogło mieć istotny wpływ na treść wyroku sądu drugiej instancji (zob. postanowienia Sądu Najwyższego: z 26.2.2020 r., II KK 52/20, Legalis; z 13.12.2017 r., II KK 360/17, Legalis). Aby zarzut kasacyjny móc uznać za skuteczny i trafny należy także wykazać, że to rażące naruszenie prawa miało wpływ na treść orzeczenia, wydanego przez sąd odwoławczy. O wpływie rażącego naruszenia prawa na treść zaskarżonego orzeczenia w rozumieniu art. 523 § 1 KPK można mówić jedynie wówczas, gdy jest możliwe wykazanie, że kwestionowane rozstrzygnięcie byłoby w zasadniczy sposób odmienne od tego, które zostało wydane w sprawie. Nie wystarczy samo podniesienie zarzutu naruszenia konkretnego przepisu, ale wykazanie w drodze umotywowanego wywodu, że w realiach konkretnej sprawy, w wyniku wadliwych decyzji sądu rzeczywiście doszło do naruszenia określonego przepisu w stopniu rażącym. Sąd miał obowiązek postąpić inaczej, co w konsekwencji mogłoby doprowadzić do wydania innego rozstrzygnięcia niż zaskarżone (zob. postanowienia Sądu Najwyższego: z 28.6.2019 r., V KK 124/19, Legalis; z 19.12.2018 r., II KK 460/18, Legalis; z 21.9.2017 r., IV KK 276/17, Legalis).
W ocenie Sądu Najwyższego Sąd I instancji trafnie przyjął za podstawę ustaleń faktycznych zeznania M.N. Dał im wiarę dopiero po wszechstronnej i dogłębnej analizie całego materiału dowodowego, zgromadzonego w sprawie. Mimo braku zapisu samego inkryminowanego uderzenia, przedstawiony przez pokrzywdzonego przebieg zajścia potwierdził zapis z kamery monitoringu. Wynikało z niego jasno, że całe zdarzenie zostało zainicjowane przez oskarżonego, który na korytarzu sądowym podszedł do M.N. Gestykulował i co najmniej dwukrotnie zamachnął się na niego parasolem. Następnie w zapisie obrazu widoczne było, jak oskarżony wykonał silny i energiczny ruch parasolem w kierunku pokrzywdzonego w zamiarze jego uderzenia.
Należy przy tej okazji wskazać, że uzasadnienie wyroku Sądu odwoławczego stoi na wysokim poziomie. Jest szczegółowe i sporządzone rzetelnie, znacznie bardziej wyczerpujące i precyzyjne niż uzasadnienie wyroku Sądu I instancji. Z pewnością spełnia standard wynikający z art. 433 § 1 i 2 KPK w zw. z art. 457 § 3 KPK. Uznano, że nie doszło do rażącego naruszenia prawa materialnego, które miałoby istotny wpływ na treść orzeczenia przez niewłaściwe zastosowanie art. 190 § 1 KK.
Z punktu widzenia zastosowanej normy prawa materialnego jasno wynika, że Sąd I instancji przyjął, iż zaistniały w tej sprawie oba elementy: „treść groźby: popełnienie przestępstwa na szkodę tej osoby lub jej osoby najbliższej – skutek groźby: wzbudzenie w zagrożonym uzasadnionej obawy spełnienia groźby”. Ustalił, że „oskarżony wymachując parasolką groził M.N. uszkodzeniem ciała, przy czym groźba ta wzbudziła u pokrzywdzonego uzasadnioną obawę, że zostanie spełniona w kontekście determinacji oskarżonego, dotychczasowej postawy oskarżonego i jego uprzedniej wielokrotnej karalności za podobne przestępstwa na szkodę pokrzywdzonego”.
Nie doszło również do rażącego naruszenia prawa materialnego, które miałoby istotny wpływ na treść orzeczenia, przez niewłaściwe zastosowanie art. 115 § 2 KK. Sąd I instancji wypowiedział się na temat społecznej szkodliwości czynu i wyraził odmienną opinię niż obecnie skarżący, podnosząc, że wystąpiła: „okoliczność obciążająca – stosunkowo znaczny stopień społecznej szkodliwości popełnionego czynu, kumulatywna kwalifikacja czynu, uprzednia wielokrotna karalność za podobne przestępstwa na szkodę tego samego pokrzywdzonego”. Uznał, że „kara jest adekwatna do stopnia zawinienia oraz uwzględnia stopień społecznej szkodliwości czynu, motywację, sposób i miejsce działania oskarżonego oraz dobra prawnie chronione, w które oskarżony godził”. Przede wszystkim jednak należy wziąć pod uwagę okoliczność, że zarzut ten nie był stawiany w żadnej z apelacji, tak więc Sąd odwoławczy się do niego nie ustosunkował. W rezultacie zarzut skierowany jest bezpośrednio przeciwko orzeczeniu Sądu I instancji, co jest zabiegiem niedopuszczalnym w ramach kasacji i w konsekwencji czyni ten zarzut niedopuszczalnym. W tej sytuacji nie można było uznać, że doszło do naruszeń przepisów dotyczących sposobu dokonywania kontroli apelacyjnej, wskazanych w zarzutach kasacyjnych. W rezultacie tej oceny zarzuty skargi są całkowicie pozbawione podstaw, a więc konieczne było oddalenie kasacji jako oczywiście bezzasadnej na posiedzeniu, w trybie art. 535 § 3 KPK.
Sąd odwoławczy trafnie i rzetelnie odniósł się zarzutów apelacyjnych. Słusznie wskazał, że „przyjęcie za wiarygodne części zebranych dowodów, w tym zeznań pokrzywdzonego, oraz odmówienie takiego przymiotu innym dowodom, w tym wyjaśnieniom oskarżonego, nie jest równoznaczne z pominięciem treści tych ostatnich przez Sąd orzekający. Nakaz uwzględnienia całokształtu okoliczności ujawnionych na rozprawie nie oznacza, że każdy z przeprowadzonych dowodów ma stanowić podstawę faktyczną orzeczenia. Byłoby to oczywiście niemożliwe, gdyż z różnych dowodów wynikają często wzajemnie sprzeczne fakty. Każdy z dowodów podlega natomiast swobodnej ocenie sądu orzekającego, który weryfikując go w konfrontacji z całokształtem zebranego materiału, może wyprowadzić wniosek, że jest on wiarygodny lub też nie posiada takiego waloru”. Co więcej Sąd ten wskazał, że „wybór wiarygodnych źródeł dowodowych jest prerogatywą sądu stykającego się bezpośrednio z dowodami i odnoszącego wrażenia z przebiegu całości rozprawy głównej, a swobodna ocena dowodów ograniczona jest jedynie powinnością przedstawienia rozumowania, które doprowadziło ten sąd do dokonanego wyboru”. Należy zgodzić się z argumentacją przedstawioną przez ten Sąd. Dotyczyła ona tego, że sam fakt, iż założenia dowodowe przyjęte przez Sąd orzekający nie odpowiadają preferencjom oskarżonego i jego obrońcy, nie jest wystarczający do kwestionowania prawidłowości ustaleń co do sprawstwa i winy oskarżonego. Tego rodzaju zarzut nie może sprowadzać się do samej polemiki z ustaleniami Sądu, wyrażonymi w uzasadnieniu zaskarżonego orzeczenia lub przeciwstawienia tymże ustaleniom odmiennego poglądu, opartego na własnej ocenie materiału dowodowego.