Polski Ład: Z ulgi w PIT dla klasy średniej skorzystają tylko pracownicy
– Z ulgi skorzystają tylko pracownicy. Nie przysługuje ona osobom będącym na zleceniach czy samozatrudnionym. A przecież oni także stracą na składkach zdrowotnych – mówi Izabela Leśniewska, doradca podatkowy w kancelarii Alo-2.
– W ten sposób rządzący promują stosunek pracy, wprowadza to jednak nierówności w opodatkowaniu – podkreśla Małgorzata Samborska, doradca podatkowy, partner w Grant Thornton.
Limit na przychody
Ulga ma przysługiwać pracownikom z rocznymi przychodami od 68 412 zł do 133 692 zł (nazywanym przez rząd klasą średnią). Nie dość jednak, że krąg beneficjentów jest ograniczony do etatowców, to jeszcze mogą nie uzyskać preferencji, gdy część ich wynagrodzenia pochodzi z innych umów. Do przychodów objętych ulgą wlicza się tylko te z etatu.
– Jeśli więc pan Kowalski ma 70 tys. zł rocznego przychodu z umowy o pracę i 40 tys. zł ze zlecenia, skorzysta z ulgi. Jeśli odwrotnie, nie ma do niej prawa. A składkę zdrowotną płaci od wszystkiego – tłumaczy Małgorzata Samborska.
– Z ulgi nie skorzysta też osoba, która ma np. rocznie 60 tys. zł z etatu i 30 tys. zł z umowy o dzieło. Jeśli natomiast obie umowy zawarła z tą samą firmą, składkę zdrowotną odprowadza też od wynagrodzenia za dzieło – wyjaśnia Izabela Leśniewska.
Problem będą mieli też twórcy, czyli ci, którzy korzystają z 50-proc. kosztów (np. programiści komputerowi, architekci, publicyści czy naukowcy).
– Twórcze przychody, także pracownika, nie będą uwzględniane przy wyliczaniu limitu. Jeśli więc pracujący na etacie pan Kowalski ma 40 tys. zł podstawowego wynagrodzenia i 80 tys. zł honorariów autorskich, nie skorzysta z ulgi – mówi Małgorzata Samborska. Dodaje, że wiele osób, które liczyły na rekompensatę, może się srodze rozczarować.
Szczęśliwcy, którzy zdobędą nową ulgę, będą musieli zmierzyć się ze skomplikowanymi algorytmami. Zdaniem Małgorzaty Samborskiej wzory na ulgę zawierające współczynniki z ośmioma miejscami po przecinku wyglądają wręcz absurdalnie. Ministerstwo Finansów twierdzi jednak, że nie powinno być problemów z jej wyliczeniem, ponieważ będzie uwzględniona w systemie Twój e-PIT.
– W trakcie roku ulgę będą jednak wyliczać pracodawcy i może być przy tym dużo wątpliwości, związanych choćby ze zmianą wysokości kwoty „na rękę” wypłacanej pracownikom – mówi Izabela Leśniewska.
– Wprowadzanie ulg dla wybranych grup podatników w celu osiągnięcia pożądanego efektu fiskalnego, na dodatek obliczanych według skomplikowanych algorytmów, jest złym rozwiązaniem. Bardzo komplikuje system podatkowy. Poza tym konieczność stosowania takich rekompensat pokazuje, że podstawowe zasady rozliczenia zostały sformułowane w nieodpowiedni sposób – podsumowuje Konrad Piłat, doradca podatkowy w kancelarii KNDP.
Składka bez odliczenia
Ulga dla klasy średniej ma zrekompensować podatnikom nowe zasady płacenia składki zdrowotnej. Izabela Leśniewska przypomina, że obecnie u pracowników czy zleceniobiorców wynosi ona 9 proc. podstawy wymiaru, czyli przychodu pomniejszonego o składki na ubezpieczenia społeczne. Niekiedy składkę zdrowotną płaci się też przy umowach o dzieło (gdy są łączone z etatem w tej samej firmie). Aktualnie jej większą część (7,75 proc. podstawy wymiaru) można odpisać od podatku. Polski Ład likwiduje jednak to odliczenie.
– Dzięki podniesieniu kwoty wolnej od PIT najmniej zarabiający na tym nie stracą. Poszkodowani będą ci, którzy mają przychody od 68 tys. zł rocznie i nie mogą skorzystać z nowej ulgi – podkreśla Izabela Leśniewska.
A jak to będzie u samozatrudnionych, czyli prowadzących własną działalność gospodarczą? Teraz płacą na zdrowie 381,81 zł miesięcznie. Z czego 328,78 zł odliczają od podatku. Zgodnie z Polskim Ładem składka wyniesie 9 proc. dochodów z biznesu. Bez odliczenia i bez ulgi dla klasy średniej. Dla wielu przedsiębiorców oznacza to podwyżkę obciążeń.
Już po konsultacjach
Dużo zastrzeżeń do reformy
Zakończyły się już konsultacje publiczne podatkowo-składkowego pakietu Polskiego Ładu. I trzeba przyznać, że Ministerstwo Finansów ma sporo materiału do przemyśleń. Wiele organizacji i firm zgłosiło bowiem zastrzeżenia do reformy. Konfederacja Lewiatan nazwała ją „największą w historii podwyżką podatków dla przedsiębiorców”. Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej podkreślili, że Polski Ład wprowadza skomplikowane i niespotykane dotąd w systemach podatkowych rozwiązania.
W opiniach znajdziemy też odniesienia do opisywanej ulgi dla klasy średniej. Na przykład Federacja Przedsiębiorców Polskich podkreśliła, że ten mechanizm komplikuje system i będzie powodować trudności przy obliczaniu zaliczek na PIT. Natomiast Ministerstwo Edukacji i Nauki wyraziło zaniepokojenie, że z ulgi nie skorzystają nauczyciele akademiccy.
Etap legislacyjny: przed Radą Ministrów
Nowa punktacja czasopism naukowych
Wniosek o udzielenie informacji
A.B. zwrócił się z kilkoma pytaniami wnioskując o udostępnienie informacji publicznej obejmującej m.in. listę 70 osób biorących wprost lub pośrednio w przygotowaniu nowej punktacji czasopism wraz z ich stopniami naukowymi oraz afiliacjami (pytanie nr 3); informację czy z konsultacji przeprowadzonych drogą telefoniczną, kontaktów osobistych oraz poczty elektronicznej sporządzono jakąś dokumentację (pytanie nr 6); informację o metodyce zastosowanej przy przeliczaniu na punkty oceny czasopism kryteriów takich jak: wierność właściwemu celowi badań naukowych jakim jest poznawanie prawdy i jej obrona w kulturze, siła oddziaływania czasopism we właściwych dla nich dziedzinach badań, związek z kulturą narodową, rola w umacnianiu tożsamości cywilizacyjnej kultury polskiej (pytanie nr 7).
Organ stwierdził, że lista osób biorących udział w przygotowaniu nowej punktacji nie posiada waloru informacji publicznej, odnosi się do treści dokumentów wewnętrznych. W zakresie pytania nr 6 stwierdzono, że żądana informacja nie ma charakteru informacji publicznej, gdyż są to kwestie związane z wewnętrznym funkcjonowaniem organu administracyjnego, z techniczną realizacją zadań, a nie z jego „zewnętrzną” działalnością skierowaną do podmiotów pozostających poza strukturami administracji publicznej. Organ stwierdził też, że stosowana metodyka przeliczenia na punkty oceny czasopisma jest rezultatem klasycznego pojmowania nauki i jej roli w życiu społecznym, przy uwzględnieniu niewymiernego liczbowo czynnika jakim jest: wierność celowi badań naukowych; siła oddziaływania czasopism we właściwych dla nich dziedzinach badań; związek z kulturą narodową; rola w umacnianiu tożsamości cywilizacyjnej kultury polskiej. Kryteria te wynikają z głównego celu działalności ministerstwa, jakim jest rozwój nauki polskiej.
Zarzuty skargi
A.B. wniósł skargę na bezczynność organu do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie stwierdzając, że organ przedstawił informację inną niż ta, na którą odpowiedzi oczekuje, a w przypadku ostatniego pytania udzielił informacji wymijającej, lakonicznej i niemerytorycznej, co sprawia w ogóle nie udzielił odpowiedzi. Zdaniem skarżącego wykaz osób biorących udział w przygotowaniu nowej punktacji ma istotne znaczenie dla wdrażania polityki naukowej państwa. Zawartość tego wykazu i punktacja przyznana poszczególnym czasopismom i wydawnictwom, ma bezpośrednie przełożenie na funkcjonowanie polskiej nauki sensu largo. Celem pytania nr 6 nie było uzyskanie dokumentacji z konsultacji, a samej informacji, czy taka dokumentacja została sporządzona. Zdaniem skarżącego, kryteria oceny i przyznawania punktacji wskazane w pytaniu nr 7 są nieostre, niejednoznaczne i nie sposób odczytać ich rzeczywistego znaczenia, zaś organ powtórzył te same kryteria, o których wyjaśnienie wnosił.
Stanowisko Sądu
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie zobowiązał Ministra Edukacji i Nauki do rozpoznania punktów 3 i 6 wniosku skarżącego. Jak wyjaśniono, informacją publiczną jest treść dokumentów, wystąpień, opinii i ocen dokonywanych przez podmioty zobowiązane do ich udostępnienia, bez względu na to do kogo są kierowane, kto je wytworzył oraz jakiej sprawy dotyczą. Ważne jest by wskazane dokumenty służyły realizowaniu przez organ zadań publicznych (zob. wyrok WSA w Warszawie z 21.6.2017 r., II SAB/Wa 90/17, Legalis). Zdaniem Sądu lista osób biorących udział w przygotowaniu nowej punktacji jest informacją o sprawach publicznych, które mają związek z funkcjonowaniem państwa i realizacją zadań publicznych. Zawartość wykazu wydawnictw i punktacja przyznana poszczególnym czasopismom i wydawnictwom ma bezpośrednie przełożenie na ewaluację jakości działalności naukowej i ewaluację jakości kształcenia. Minister jako osoba odpowiedzialna za politykę naukową państwa, przy wyborze poszczególnych osób do tego kluczowego dla rozwoju polskiej nauki gremium, powinien kierować się nadrzędnym kryterium sprawnej realizacji tejże polityki państwa i powierzonych mu zadań publicznych. W uzasadnieniu wyroku podkreślono, że realizacja polityki naukowej państwa ma znaczenie nie tylko dla rozwoju nauki, czy realizacji wolności badań naukowych, lecz również dla rozwoju gospodarki państwa i dobra ogółu społeczeństwa, które może korzystać z osiągnięć w dziedzinie nauki. Ma też bezpośrednie, istotne, znaczenie dla każdego naukowca w Polsce, gdyż od publikacji w określonych czasopismach zależy uzyskana punktacja oraz ocena pracownika naukowego z punktu widzenia jego stosunku pracy z każdą uczelnią wyższą w Polsce.
W zakresie pytania 6 Sąd zaznaczył, że celem tego pytania było uzyskanie samej informacji, czy taka dokumentacja. Informacja na temat istnienia notatek jest informacją publiczną, ponieważ wskazuje na przebieg procedury oceny wydawnictw, czasopism naukowych i recenzowanych materiałów z konferencji międzynarodowych i przyznawania im punktacji, która ma swoje umocowanie w przepisach prawa powszechnie obowiązującego i z samej swojej natury ma charakter publiczny. Istnienie dokumentacji z konsultacji wskazuje na sformalizowany lub niesformalizowany charakter procedury oceny wydawnictw czasopism naukowych. Procedura ta w niebagatelny sposób oddziałuje na sferę publiczną – rozwój szeroko rozumianej nauki polskiej, jak również na wolność badań naukowych oraz ogłaszania ich wyników. Organ w odpowiedzi na pytanie 6, zawarł informacje inne niż te, o które zapytano we wniosku.
Jednocześnie Sąd oddalił skargę w zakresie odpowiedzi na pytanie 7 wniosku. Wbrew twierdzeniom skarżącego, organ udzielił odpowiedzi co do zastosowanej metodyki przeliczenia na punkty oceny czasopisma. Wniosek o udzielenie informacji publicznej nie może zmierzać do kwestionowania żądanych informacji i nie może być próbą nawiązania polemiki. Informacje publiczne odnoszą się bowiem do pewnych danych, nie są zaś środkiem ich kwestionowania. W rezultacie polemika z treścią odpowiedzi lub wskazywanie na nietrafność przyjętych kryteriów, nie należy do zakresu objętego ustawą z 6.9.2001 r. o dostępie do informacji publicznej (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 2176).
Nie nazwa a treść pisma decyduje o jego charakterze
Odrzucenie pisma oznaczonego jako zażalenie
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie odrzucił skargę L.L. na akt Prezydenta Miasta K. w przedmiocie opłaty za udostępnienie informacji publicznej, jako podstawę prawną rozstrzygnięcia wskazując art. 58 § 1 pkt 6 ustawy z 30.8.2002 r. Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 2325; dalej: PostAdmU). Skarżący, reprezentowany przez profesjonalnego pełnomocnika, złożył zażalenie na powyższe postanowienie, jednak WSA w Krakowie odrzucił ten środek zaskarżenia wyjaśniając, że w świetle art. 194 § 1 pkt 1a PostAdmU zażalenie do Naczelnego Sądu Administracyjnego przysługuje na postanowienie wojewódzkiego sądu administracyjnego, którego przedmiotem jest odrzucenie skargi w przypadkach, o których mowa w art. 58 § 1 pkt 2-4 oraz art. 220 § 3 PostAdmU. Natomiast w przypadku odrzucenia skargi na podstawie art. 58 § 1 pkt 6 PostAdmU stronie przysługuje skarga kasacyjna. Sąd podkreślił, że o ile nie zachodzą jakieś szczególne okoliczności, nie jest możliwe „przekwalifikowanie” niedopuszczalnego zażalenia na skargę kasacyjną także w przypadku wniesienia tegoż zażalenia przez profesjonalnego pełnomocnika – zwłaszcza gdy z jego treści wynika, że wolą autora było wniesienie tego właśnie środka prawnego (zob. postanowienie NSA z 23.9.2019 r., II FZ 547/19). W uzasadnieniu stwierdzono, że zaskarżone postanowienie zostało doręczone profesjonalnemu pełnomocnikowi bez szczegółowego pouczenia o środkach prawnych, jednak w piśmie zawarto informację o doręczenie odpisu postanowienia, od którego przysługuje skarga kasacyjna. W ocenie Sądu intencją profesjonalnego pełnomocnika skarżącego było więc wniesienie zażalenia co wynika nie tylko z określenia pisma, ale również z powołanej podstawy prawnej zarzutów i żądania zwrotu nadpłaconego wpisu. Zdaniem Sądu pismu skarżącego nie można w tej sytuacji nadawać innego znaczenia, sprzecznego z jego wolą.
Zarzuty strony
W zażaleniu na to postanowienie skarżący dowodził, że mylne oznaczenie lub zatytułowanie pisma nie może stanowić powodu odrzucenia środka zaskarżenia, nawet jeżeli pismo zostało wniesione przez profesjonalnego pełnomocnika, istotne znaczenie w tym zakresie ma zbadanie, czy wniesiony środek zaskarżenia spełnia wymogi konieczne dla skargi kasacyjnej. Zarzucał też naruszenie art. 2 w zw. z art. 77 ust. 2 Konstytucji RP poprzez zastosowanie nadmiernego formalizmu procesowego, które spowodowało naruszenie przysługującego skarżącemu prawa do sądu i pozbawienie go możliwości merytorycznego zbadania sprawy, bowiem samo błędne zatytułowanie środka zaskarżenia nie może prowadzić do zamknięcia drogi sądowej, jeżeli charakter pisma wskazuje, że spełnione zostały wszelkie wymogi właściwego środka zaskarżenia.
Decyduje treść nie nazwa pisma
Naczelny Sąd Administracyjny uchylił zaskarżone postanowieni stwierdzając, że fakt, iż pełnomocnik skarżącego pismo nazwał zażaleniem nie ma istotnego znaczenia, ponieważ nie nazwa decyduje o tym jaki to jest środek zaskarżenia, ale ustawa, zaś charakter pisma powinien zostać ustalony na podstawie jego treści, nie zaś tytułu. Niewłaściwe oznaczenie rodzaju pisma nie może więc wywołać dla strony ujemnych skutków, jeżeli z treści tego pisma wynika, jaki jest jego rodzaj. Kluczowe znaczenie ma art. 46 § 1 PostAdmU, który stanowi, że każde pismo strony powinno zawierać, m.in.: oznaczenie rodzaju pisma i osnowę wniosku lub oświadczenia. W uzasadnieniu orzeczenia wyjaśniono, że oznaczenie rodzaju pisma polega na wskazaniu określenia zgodnego z treścią pisma i nazwą, jaką takiemu pismu nadają przepisy ustawy, czyli np. zażalenie lub skarga. Natomiast osnowa wniosku lub oświadczenia to merytoryczna treść, jaką wniosek lub oświadczenie zawiera i powinno z niej wynikać, jaki jest faktyczny zamiar wnoszącego pismo.
NSA stwierdził, że jeśli treść pisma i wynikający z niej zamiar wnoszącego pismo nie są zgodne z oznaczeniem pisma, to prymat należy nadać treści pisma, bowiem to z niej wynika intencja strony. Z pisma pełnomocnika L.L. dostatecznie wyraźnie wynika zamiar zaskarżenia postanowienia odrzucającego skargę i spełnia ono warunki niezbędne do uznania go za skargę kasacyjną. W piśmie zatytułowanym „zażaleniem” sporządzonym przez profesjonalnego pełnomocnika oznaczono zaskarżone orzeczenie podając, że strona zaskarża je w całości oraz zawarto wniosek o jego uchylenie, podniesiono zarzuty naruszenia konkretnie wskazanych przepisów, zaś a sam brak powołania się na art. 174 PostAdmU, nie oznacza, że strona nie przytoczyła podstaw kasacyjnych. NSA podkreślił, że choć pismo procesowe nazwane „zażaleniem” nie zawiera wniosku o rozpoznanie sprawy na rozprawie albo oświadczenie o zrzeczeniu się rozprawy, jednak ten brak skargi kasacyjnej podlega uzupełnieniu na wezwanie sądu.
Polski Ład: Koniec z amortyzacją budynków i lokali mieszkalnych?
Co podlega amortyzacji?
Zgodnie z art. 16a ustawy z 15.2.1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych (t.j. Dz.U. z 2020 poz. 1406, ze zm., dalej: PDOPrU) oraz art. 22a ust. 1 ustawy z 26.7.1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (t.j. Dz.U. z 2021 poz. 1128 ze zm., dalej: PDOFizU), amortyzacji podlegają stanowiące własność lub współwłasność podatnika, nabyte lub wytworzone we własnym zakresie, kompletne i zdatne do użytku w dniu przyjęcia do używania budowle, budynki oraz lokale będące odrębną własnością, maszyny, urządzenia i środki transportu oraz inne przedmioty o przewidywanym okresie używania dłuższym niż rok, wykorzystywane przez podatnika na potrzeby związane z prowadzoną przez niego działalnością gospodarczą albo oddane do używania na podstawie umowy najmu, dzierżawy. Innymi słowy, chodzi o środki trwałe.
Oczywiście, nie wszystkie środki trwałe podlegają amortyzacji. Obydwie ustawy przewidują bowiem wyłączenie z możliwości amortyzacji np. gruntów, prawa użytkowania wieczystego czy dzieł sztuki. Zgodnie z założeniami tzw. Polskiego Ładu, katalog zawierający wyłączenia z możliwości amortyzacji ma zostać rozszerzony o budynki mieszkalne, lokale mieszkalne stanowiące odrębną nieruchomość, spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu mieszkalnego oraz prawo do domu jednorodzinnego w spółdzielni mieszkaniowej.
Już na gruncie PDOFizU to zmiana daleko idąca. Dziś zgodnie z art. 22c pkt 2 PDOFizU podatnicy mogą w sposób fakultatywny zadecydować o nieamortyzowaniu takich środków trwałych. Przyjmując nowe rozwiązanie, stracą taką możliwość. Na gruncie PDOPrU to zaś prawdziwa rewolucja. Dziś bowiem od tego rodzaju wydatków odpisy amortyzacyjne są rozliczane na zasadach ogólnych.
Założenia projektodawcy
Projektodawca nowych przepisów zauważa, że wartość środków trwałych objętych propozycją zasadniczo stale rośnie (a nie spada). Co więcej, obecne zasady stanowią nieuzasadnioną (znów zdaniem projektodawcy) preferencję podatkową (choć nie wiadomo względem kogo). Możliwość zaliczania do kosztów uzyskania przychodów odpisów amortyzacyjnych od wynajmowanych mieszkań, szczególnie tych z rynku wtórnego, powoduje, że dochody są w obowiązującym stanie prawnym, efektywnie bardzo często nieopodatkowane. Projektodawca twierdzi, że odpisy amortyzacyjne dokonywane od tych składników zmniejszają dochód do opodatkowania do takiego poziomu, że podatek dochodowy zasadniczo nie występuje. To śmiała dość teza biorąc pod uwagę galopujące ceny nieruchomości (co zresztą projektodawca sam zauważa) – ale o tym za chwilę.
Projektodawca przypomina, że przychody ze sprzedaży nieruchomości mieszkalnych kwalifikowane są do odrębnego źródła przychodów, jakim jest odpłatne zbycie nieruchomości i określonych praw majątkowych (art. 10 ust. 3 oraz art. 14 ust. 2c PDOFizU). Oznacza to, że ich sprzedaż po upływie 5 lat licząc od końca roku kalendarzowego, w którym zostały nabyte nie podlega opodatkowaniu zgodnie z art. 10 ust. 1 pkt 8 lit. a–c PDOFizU. Natomiast ewentualna sprzedaż przed upływem tego okresu, pozwala na skorzystanie z tzw. ulgi mieszkaniowej. Zgodnie bowiem z art. 21 ust. 1 pkt 131 PDOFizU, wolne od podatku są dochody z odpłatnego zbycia nieruchomości w wysokości, która odpowiada iloczynowi tego dochodu i udziału wydatków poniesionych na własne cele mieszkaniowe w przychodzie z odpłatnego zbycia nieruchomości i praw majątkowych, jeżeli począwszy od dnia odpłatnego zbycia, nie później niż w okresie trzech lat od końca roku podatkowego, w którym nastąpiło odpłatne zbycie, przychód uzyskany ze zbycia tej nieruchomości lub tego prawa majątkowego został wydatkowany na własne cele mieszkaniowe; udokumentowane wydatki poniesione na te cele uwzględnia się do wysokości przychodu z odpłatnego zbycia nieruchomości i praw majątkowych.
Podsumowując: nieuzasadniona (niesprawiedliwa?) zdaniem projektodawcy tzw. Polskiego Ładu jest sytuacja, w której podatnicy rozliczają odpisy amortyzacyjne w związku z nabytą nieruchomością. A jednocześnie, najczęściej nie rozpoznają przychodu w związku z jej sprzedażą. A jeśli już przychód powstanie, to ulga mieszkaniowa go konsumuje.
Znamienne, jak bardzo jednowymiarowa jest wyrecytowana przez projektodawcę tzw, Polskiego Ładu motywacja w zakresie zawężania możliwości dokonywania odpisów amortyzacyjnych względem opisywanych środków trwałych. Próżno szukać w niej jakichkolwiek argumentów za zmianami względem np. budynków mieszkalnych (dotyczy w swej istocie tylko lokali). Nie ma też słowa uzasadnienia za wprowadzeniem ograniczeń na gruncie PDOPrU. Tam przecież nie obowiązuje ani wyłączenie z opodatkowania sprzedaży lokalu po upływie pięciu lat. Ani tym bardziej tzw. ulga mieszkaniowa. Projektowane rozwiązanie będzie zaś zbieżne w skutkach z rozwiązaniami dotyczącymi gruntów i prawa wieczystego użytkowania gruntów. Ale dlaczego? Na ten temat projektodawca milczy.
Przy okazji, mamy też do czynienia z daleko posuniętą próbą interwencji w prywatną sferę dysponowania środkami przez obywateli. Projektodawca zauważa wprost, że opisywana w niniejszym tekście preferencja ma negatywny wpływ na rynek mieszkaniowy. Budynki i lokale mieszkalne powinny zaspokajać przede wszystkim potrzeby mieszkaniowe obywateli. Tymczasem korzystne regulacje podatkowe powodują, iż bardzo opłacalnym obecnie, jest inwestowanie wolnych środków w rynek mieszkaniowy, co ma niewątpliwie wpływ na wzrost cen mieszkań (cytat wprost za uzasadnieniem do ustawy podatkowej w ramach tzw. Polskiego Ładu).
Tego rodzaju teza na papierze brzmi być może i dobrze. Ale w praktyce to nic innego niż zniechęcanie do inwestowania w nieruchomości. Nie jedyne zresztą w ramach tzw. Polskiego Ładu. Zgodnie z założeniami, tzw. prywatny najem ma podlegać wyłącznie opodatkowaniu zryczałtowanemu na podstawie ustawy z 20.11.1998 r. o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 1905 ze zm.; dalej: RyczałtU). To wyklucza zaś możliwość podatkowego rozliczania jakichkolwiek kosztów (nie tylko amortyzacji).
Blady strach padł przy okazji także np. na hotelarzy. Gdyby bowiem uznać, że hotel to budynek mieszalny, wówczas nie byłoby opcji na dokonywanie amortyzacji. A to dla tej branży (trawionej uciążliwościami wynikającymi z COVID-19) byłby już chyba przysłowiowy gwóźdź do trumny. Na szczęście jednak wydaje się, że strach ten nie ma jednak poparcia w projekcie przepisów. Hotele nie stanowią bowiem budynków mieszkalnych w rozumieniu rozporządzenia Rady Ministrów z 18.11.2016 r. w sprawie Klasyfikacji Środków Trwałych (Dz.U. z 2018 r. poz. 1864 ze zm., dalej: KŚTR). Ani nie są w ten sposób sklasyfikowane zgodnie z rozporządzeniem Rady Ministrów z 30.12.1999 r. w sprawie Polskiej Klasyfikacji Obiektów Budowlanych (Dz.U. z 1999 r. Nr 112 poz. 1316, dalej: PKOBR). Czyli ograniczenie amortyzacji tego rodzaju budynków nie powinno dotknąć.
Nie zmienia to faktu, że opisywana propozycja budzi dużo wątpliwości i na pewno zostanie solidnie skontestowana w toku konsultacji.
Fiskus ma przywrócić ulgę z czasu pandemii
Sąd po stronie podatnika
Przykładem takiego korzystnego rozstrzygnięcia jest wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Szczecinie (sygn. I SA/Sz 338/21). Sprawa dotyczyła podatniczki, która w lutym 2020 r. otrzymała darowiznę pieniężną od matki na zakup mieszkania. W sierpniu 2020 r. złożyła zeznanie SD-Z2, by skorzystać ze zwolnienia z podatku od spadków i darowizn dla najbliższej rodziny z tzw. zerowej grupy podatkowej.
Naczelnik urzędu skarbowego stwierdził jednak, że nie przysługuje jej zwolnienie, ponieważ przekroczyła o kilka dni sześciomiesięczny termin. Musi więc zapłacić podatek według stawek właściwych dla I grupy. Oznacza to, że kobieta ma uiścić 7 proc. od nadwyżki ponad 20,5 tys. zł. Takie stanowisko podtrzymał dyrektor Izby Administracji Skarbowej.
Podatniczka zaskarżyła decyzje skarbówki do sądu. Zarzuciła fiskusowi m.in. niezastosowanie art. 15zzr ust. 1 pkt 2 i pkt 5 ustawy covidowej, przewidującego zawieszenie terminów na 54 dni – od 31 marca do 23 maja 2020 r. Wskazała też, że nie miała technicznej możliwości dopełnienia formalności bezpośrednio w urzędzie skarbowym, z uwagi na zamknięcie wszelkich urzędów, sądów i innych placówek, oraz powszechną i realną obawę o życie i zdrowie.
Skarbówka odpowiedziała na ten zarzut, że ustawodawca posługuje się pojęciem „przepisy prawa administracyjnego”. Przepis nie dotyczy zatem terminów określonych w prawie podatkowym.
Sąd uwzględnił skargę podatniczki i uchylił zaskarżoną decyzję. Orzekł, iż skoro ustawodawca nie zdefiniował pojęcia „prawo administracyjne”, należy przyjąć wykładnię celowościową. Celem art. 15zzr ust. 1 pkt 2 i 5 ustawy covidowej była zaś ochrona obywateli przed negatywnymi skutkami uchybienia terminom w czasie pandemii koronawirusa, w tym terminom o charakterze materialnym.
„W ocenie sądu nie sposób uznać, że celem wprowadzenia spornego przepisu art. 15zzr ust. 1 pkt 2 i 5 ustawy covidowej było objęcie ochroną prawną jedynie niektórych uczestników obrotu prawnego w zakresie prawa publicznego, a pozbawienie takiej ochrony pozostałych” – czytamy w uzasadnieniu do wyroku.
Rośnie liczba sporów
Również WSA w Gorzowie Wielkopolskim stanął w podobnej sprawie (sygn. I SA/Go 168/21) po stronie podatnika, który złożył SD-Z2 w maju 2020 r. i przekroczył o kilka dni ustawowy termin. Tu chodziło o spadek po zmarłym ojcu. Sąd orzekł, że termin złożenia zeznania został zawieszony na podstawie art. 15zzr ustawy covidowej, więc podatnik zdążył złożyć zeznanie przed upływem obliczonych w ten sposób sześciu miesięcy i może skorzystać ze zwolnienia z daniny od spadków i darowizn.
– To ważne dla podatników orzeczenia, które umożliwiają skorzystanie z ulg zależnych od terminowego spełnienia określonych wymogów. Niestety, w czasie epidemii problemy związane z uchybieniem terminom podatkowym stały się dość częste, co przełożyło się na wzrost liczby sporów – mówi doradca podatkowy Andrzej Sadowski.
Wyjaśnia, że dotyczyły one też m.in. ulgi mieszkaniowej. Podatnicy wpadali w tarapaty, gdy z powodu pandemicznych opóźnień nie mogli podpisać na czas umowy przeniesienia własności nieruchomości, by skorzystać ze zwolnienia z PIT.
W podobnych sporach trudno liczyć na wyrozumiałość fiskusa. Wiceminister finansów Jan Sarnowski napisał w odpowiedzi na pismo rzecznika MŚP, że art. 15zzr ustawy covidowej nie odnosi się do terminów, o których mowa w ordynacji podatkowej. Również wiceminister Anna Chałupa twierdzi w odpowiedzi na interpelację poselską nr 25697, że art. 15zzzzzn2 ustawy covidowej nie ma zastosowania w postępowaniach prowadzonych na podstawie ordynacji i ustaw podatkowych.
Wyroki WSA są nieprawomocne.
Mateusz Sudowski adwokat, Kancelaria Adwokacka Jarosława Klimonta
Stanowisko WSA w sprawie interpretacji pojęcia terminów prawa administracyjnego, o których mowa w art. 15zzr ustawy covidowej, należy przyjąć jako zdecydowany krok w kierunku wykładni przepisów ustawy na korzyść podatników, w szczególności wobec kompletnego odcięcia obywatela od możliwości osobistego kontaktu z organami podatkowymi w okresie od marca do maja 2020 r. Szeroko uargumentowane stanowisko sądu przekonuje, jednakże należy mieć na uwadze, iż jeszcze w trakcie obowiązywania przepisu art. 15zzr kwestia ta pozostawała, i jak widać pozostaje, jednolicie wykładana przez organy podatkowe, które uważały inaczej niż sąd administracyjny. Warto przypomnieć tu chociażby stanowisko ministra finansów zajmowane w kwestii stosowania art. 15zzr ustawy covidowej jeszcze w maju 2020 r., kiedy to w odpowiedzi na zapytania rzecznika małych i średnich przedsiębiorców wskazywał na brak stosowania ww. przepisów do terminów „prawa podatkowego”.
Data przejścia sędziego w stan spoczynku
Przeniesienie sędziego w stan spoczynku
Kolegium Sądu Okręgowego w L. wniosło o przeniesie sędziego M.M. – sędziego Sądu Rejonowego w G. w stan spoczynku z uwagi na orzeczenie lekarza orzecznika ZUS z 2.7.2020 r. stwierdzające, że M.M. jest trwale niezdolny do pełnienia obowiązków sędziego z powodu choroby lub utraty sił. KRS uznała, że w sprawie spełnione zostały przesłanki warunkujące przeniesienie sędziego w stan spoczynku, wynikające z art. 70 § 1 ustawy z 27.7.2001 r. Prawo o ustroju sądów powszechnych (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 2072; dalej: PrUSP) i podjęła uchwałę o przeniesieniu w stan spoczynku sędziego z dniem 2.7.2020 r. M.M. wniósł odwołanie od uchwały KRS, zarzucając m.in. naruszenie art. 70 § 1 PrUSP w zw. z art. 44 ust. 3 ustawy z 12.5.2011 o Krajowej Radzie Sądownictwa (t.j. Dz.U. 2021 r. poz. 269; dalej: KrRadSądU) poprzez błędną jego wykładnię, polegającą na przyjęciu, że zaszła wyjątkowa okoliczność uzasadniająca przeniesienie w stan spoczynku z datą wsteczną, podczas gdy przeniesienie w stan spoczynku skarżącego nastąpi w dniu prawomocności uchwały KRS.
Sąd Najwyższy uchylił zaskarżoną uchwałę w części – w zakresie określenia daty przejścia w stan spoczynku. Jak wyjaśniono, w art. 70 § 1 PrUSP określono warunki konieczne do przeniesienia sędziego w stan spoczynku, czyli wystąpienie choroby lub utraty sił, uznanie sędziego przez lekarza orzecznika ZUS za trwale niezdolnego do pełnienia obowiązków sędziego z uwagi na wystąpienie okoliczności wskazanych w pkt. 1, złożenie przez sędziego albo kolegium właściwego sądu wniosku o przeniesienie sędziego w stan spoczynku. Jednak w przepisie tym ustawodawca nie rozstrzyga o dacie przeniesienia sędziego w stan spoczynku w przypadku stwierdzenia przez lekarza orzecznika ZUS trwałej niezdolności sędziego do pracy. SN podkreślił, że procedura przeniesienia sędziego w stan spoczynku musi zostać przeprowadzona z zachowaniem konstytucyjnych gwarancji nieusuwalności sędziów, zaś z przepisów PrUSP jednoznacznie wynika, że sędziego w stan spoczynku przenosi wskazany w ustawie organ, nie zaś lekarz orzecznik ZUS.
Do obowiązków KRS należy natomiast ocena mocy dowodowej orzeczenia lekarza orzecznika ZUS, dotyczącego trwałej niezdolności do pełnienia obowiązków sędziego. W ocenie SN za przyjęciem, że uchwała KRS wywołuje skutki na przyszłość, nie zaś wstecz, przemawia dopuszczenie przez ustawodawcę wniesienia przez zainteresowanego sędziego zarówno sprzeciwu od orzeczenia lekarza orzecznika ZUS do właściwej komisji lekarskiej ZUS, jak i odwołania do Sądu Najwyższego od decyzji KRS, podjętej po ocenie zgromadzonego materiału dowodowego. Mechanizm ten zabezpiecza konstytucyjne gwarancje nieusuwalności sędziów, a przez to niezawisłości sędziowskiej. W konsekwencji praktyka wskazywania przez KRS w uchwale konkretnej daty przejścia sędziego w stan spoczynku jest niewłaściwa, organ ten nie może bowiem przewidzieć, kiedy jego uchwała stanie się prawomocna, a to ten moment wyznacza dzień przejścia sędziego w stan spoczynku. W chwili podejmowania uchwały KRS nie jest w stanie stwierdzić np. czy zainteresowany sędzia wniesienie odwołanie od uchwały na podstawie art. 73 § 2 PrUSP.
Ocena dowodów
Jednocześnie SN wyjaśnił, że w starszym orzecznictwie podkreślano, iż postępowanie w sprawie odwołania od uchwały KRS prowadzone jest na podstawie przepisów o skardze kasacyjnej, zawartych w KPC. W konsekwencji odwołujący w postępowaniu przed SN nie mógł podnosić żadnych argumentów dotyczących oceny dowodów i ustaleń faktycznych dokonanych przez KRS ani też powoływać nowych faktów i dowodów, a SN był związany ustaleniami faktycznymi stanowiącymi podstawę wydania zaskarżonej uchwały. W nowszym orzecznictwie dopuszczono badanie, czy KRS podejmując uchwałę wywiązała się z obowiązku wszechstronnego rozważenia sprawy na podstawie całego zebranego materiału dowodowego, do czego zobowiązywały ją przepisy postępowania obowiązujące przed KRS (zob. wyrok SN z 15.10.2014 r., III KRS 49/14; wyrok SN z 27.3.2012 r., III KRS 5/12, Legalis). W dalszym ciągu wskazuje się jednak, że podstawą odwołania od uchwały KRS nie mogą być wyłącznie – stanowiące wyraz subiektywnych odczuć skarżącego – zarzuty, które dotyczą ustalenia faktów lub oceny dowodów w sprawie (zob. wyrok SN z 6.5.2015 r., III KRS 16/15, Legalis). SN podkreślił, że w tej sprawie skarżący zasadnie zarzucił naruszenia prawa procesowego – art. 233 § 1 KPC w zw. z art. 44 ust. 3 KrRadSądU, KRS orzekała w sposób dowolny, bowiem z żadnej z przytoczonych w uchwale okoliczności faktycznych, jak i prawnych nie wynika możliwość przeniesienia sędziego w stan spoczynku z datą wsteczną.
Polski Ład: Przedsiębiorca zapłaci PIT od leasingowanego samochodu
O tym, że Ministerstwo Finansów szykuje się do opodatkowania leasingowanych samochodów, pisaliśmy już w „Rzeczpospolitej” z 9 lipca, jeszcze przed opublikowaniem Polskiego Ładu. Skarbówce nie podoba się bowiem to, co teraz robią przedsiębiorcy. Najpierw biorą samochód w leasing i przez kilka lat rozliczają w kosztach, zmniejszając podatkowe obciążenia. Potem wykupują auto za symboliczną kwotę i przeznaczają na cele prywatne. Po pół roku sprzedają bez PIT.
Skarbówka uszczelnia
„Obserwowany w Polsce proceder nie ma żadnego uzasadnienia” – napisało Ministerstwo Finansów w odpowiedzi na pytanie „Rzeczpospolitej”. Ponieważ jednak obecne przepisy na ten „proceder” pozwalają, fiskus postanowił je zmienić.
„Jeśli leasing był na firmę i w jego efekcie generowane były koszty uzyskania przychodu zmniejszające jej podatek do zapłaty, to również sprzedaż takiego firmowego samochodu powinna się odbyć w ramach działalności gospodarczej. A przychód ze sprzedaży powinien być opodatkowany tak jak w każdym innym przypadku sprzedaży majątku firmowego” – argumentuje resort finansów. I wprowadza taką zasadę (w podatkowym pakiecie Polskiego Ładu) do ustawy o PIT.
Oznacza to, że przedsiębiorca, który wykupi auto po leasingu i przeznaczy je na prywatne potrzeby, i tak będzie musiał rozliczyć jego sprzedaż w firmie. Żeby uniknąć tego obowiązku, powinien czekać ze sprzedażą aż sześć lat (liczone od pierwszego dnia miesiąca następującego po miesiącu wycofania samochodu z biznesu). W uzasadnieniu do Polskiego Ładu Ministerstwo Finansów nazywa to „zmianą o charakterze uszczelniającym”. Ma obowiązywać już od 1 stycznia 2022 r.
– W nowelizacji nie ma w tej sprawie żadnych przepisów przejściowych, co oznacza, że podatek zapłacą także ci, którzy już rozpoczęli leasingowanie auta. Nawet jeśli wykupią je do końca roku. Trudno to nazwać inaczej niż zmianą reguł w trakcie gry – mówi Beata Hudziak-Nagórska, doradca podatkowy, partner zarządzający w kancelarii 8Tax.
– Ingerencja w obecne warunki wykupu przedmiotu leasingu, które stanowiły również jeden z powodów zawierania umów przez przedsiębiorców, negatywnie wpłynie na jego atrakcyjność oraz poziom krajowych inwestycji – podkreśla Andrzej Sugajski, dyrektor generalny Związku Polskiego Leasingu. Proponuje wprowadzić przepisy przejściowe umożliwiające zachowanie dotychczasowych praw tym, którzy zawarli umowy leasingu do momentu wejścia w życie nowych przepisów.
Czy pomoże darowizna
Co można zrobić, żeby uniknąć negatywnych skutków nowelizacji?
– Po wykupieniu samochodu z leasingu przekazać go w darowiźnie. Najlepiej komuś z najbliższej rodziny, żeby nie musiał płacić podatku od darowizny. Po pół roku może sprzedać auto bez PIT – tłumaczy Beata Hudziak. Dodaje, że przepisy pozwalają na takie działanie. Niewykluczone jednak, że fiskus uzna je za próbę obejścia obowiązku wykazania przychodu z działalności.
Ekspertka podkreśla też, że nowe regulacje są nieprecyzyjne i mogą powodować spory ze skarbówką. Przedsiębiorcy będą bowiem argumentować, że nowelizacja dotyczy składników majątku wycofanych z działalności, a wykupione z leasingu auto może przecież w ogóle nie być do tej działalności wprowadzane.
Opodatkowanie leasingowanych samochodów to niejedyna propozycja Polskiego Ładu, która dotknie przedsiębiorców. Stracą oni też na zakazie amortyzacji domów i mieszkań, w których prowadzą biznes (szerzej pisaliśmy o tym w „Rzeczpospolitej” z 10 sierpnia). A także na nowych przepisach dotyczących wyceny prywatnego majątku, który jest wprowadzany do firmy (więcej w „Rzeczpospolitej” z 19 sierpnia). Biznes najbardziej obawia się jednak zmian zasad rozliczania składki zdrowotnej, które dla lepiej zarabiających osób oznaczają podwyżkę obciążeń.
Filip Przybylski-Lewandowski adwokat, partner w kancelarii Buszan Orłowski Przybylski-Lewandowski
Logika proponowanej przez Ministerstwo Finansów zmiany jest zrozumiała. Skoro przedsiębiorca rozliczał koszty leasingowanego auta, powinien zapłacić podatek przy jego sprzedaży. Nie da się jednak ukryć, że nowy przepis uderzy w tysiące biznesów, zwiększając ich fiskalne obciążenia. Niemile zaskoczeni będą zwłaszcza ci, którzy zawarli umowę na samochód jeszcze przed ogłoszeniem planów skarbówki. Kalkulując wydatki, niewątpliwie brali pod uwagę możliwość sprzedaży auta bez PIT. Teraz ta możliwość zostanie znacznie ograniczona. W przepisach przejściowych nie ma bowiem nic o zachowaniu praw do korzystnego rozliczenia. Trzeba też podkreślić, że leasingowanych pojazdów powyżej 150 tys. zł nie rozliczymy w całości w kosztach. Z nowych przepisów wynika natomiast, że firmowym przychodem będzie cała kwota ze sprzedaży. W takiej sytuacji logika pomysłu resortu finansów jest wyraźnie zaburzona.
Etap legislacyjny: konsultacje publiczne
Prezes UODO nałożył karę pieniężną na Prezesa Sądu Rejonowego w Zgierzu za niezabezpieczenie nośników danych
Stan faktyczny
Do Urzędu Ochrony Danych Osobowych w lutym 2020 r. wpłynęło zgłoszenie naruszenia ochrony danych osobowych podpisane przez Prezesa Sądu informujące o naruszeniu ochrony danych osobowych 400 osób, podlegających nadzorowi kuratorskiemu i objętych wywiadem środowiskowym przez kuratora sądowego. Incydent stanowiący przedmiot zgłoszenia polegał na zagubieniu nieszyfrowanej przenośnej pamięci zewnętrznej typu pendrive przez kuratora sądowego.
Z uwagi na zakres ujawnionych danych osobowych wskazane naruszenie spowodowało wysokie ryzyko naruszenia praw lub wolności osób fizycznych. Prezes Sądu poinformował, że opublikował na stronie internetowej Sądu Rejonowego w Zgierzu, komunikat o naruszeniu, wskazując, że „możliwe, że ktoś będzie próbował wykorzystać dane tam zapisane”. Poprosił również o „czujność, a w przypadku uzyskania informacji o ewentualnych próbach wykorzystania danych, którymi dysponował Sąd – o niezwłoczne zawiadomienie organów ścigania oraz kontakt z Sądem Rejonowym w Zgierzu”.
Prezes UODO wystąpił o prawidłowe powiadomienie osób fizycznych, albowiem komunikat skierowany do osób, których dane dotyczą, nie spełniał warunków określonych w RODO. Zwrócił się także o złożenie dodatkowych wyjaśnień, między innymi:
- czy i w jaki sposób rekomendowano kuratorom sądowym zabezpieczanie danych zapisywanych na zewnętrznych nośnikach pamięci,
- czy administrator danych osobowych opracował i wdrożył procedury korzystania z zewnętrznych nośników pamięci oraz zabezpieczania danych osobowych, przetwarzanych na nośnikach zewnętrznych poza siedzibą administratora,
- czy zagubiony nośnik pamięci został wydany kuratorowi przez administratora, czy też należał do kuratora,
- jeśli zagubiony nośnik był własnością kuratora, czy procedury administratora danych dopuszczają taką możliwość oraz w jaki sposób sprawowana jest kontrola nad takim przetwarzaniem danych osobowych.
Prezes Sądu poinformował o zamieszczeniu uzupełnionego komunikatu o naruszeniu ochrony danych osobowych i wskazał, iż:
- kuratorom rekomendowano stosowanie się do regulaminu ochrony danych w Sądzie oraz procedur ochrony danych w rozmowach indywidualnych oraz podczas spotkań szkoleniowych,
- opracował i wdrożył procedury korzystania z zewnętrznych nośników pamięci oraz zabezpieczenia danych osobowych przetwarzanych na nośnikach zewnętrznych poza swoją siedzibą, zaś procedura ta jest częścią Instrukcji Zarządzania Systemem Informatycznym w Sądzie Rejonowym w Zgierzu,
- zagubiony nośnik pamięci został wydany kuratorowi przez Sąd, natomiast Regulamin ochrony danych dla Sądu zabrania korzystania z prywatnych nośników danych dla przetwarzania danych służbowych.
Prezes Urzędu wezwał Sąd do przedstawienia kolejnych wyjaśnień oraz dokumentacji dotyczących:
- wskazania, czy przed wystąpieniem przedmiotowego naruszenia, administrator danych określił zasady przetwarzania danych osobowych oraz stosowane zabezpieczenia przy użyciu pamięci przenośnych pendrive, a jeśli tak, jakie kroki podjął administrator aby zapewnić skuteczność wprowadzonych rozwiązań, a w szczególności, czy i w jaki sposób przeprowadzana była weryfikacja ich przestrzegania przez osoby mające dostęp do danych osobowych, w tym przez kuratorów,
- określenia, czy, a jeśli tak, to w jaki sposób zagubiony nośnik został zabezpieczony przed dostępem do danych osobowych przy jego użyciu przetwarzanych,
- wskazania, czy zabezpieczenia zostały implementowane przez administratora przed wydaniem nośnika do użytku, czy też kurator był zobowiązanych do ich zastosowania osobiście,
- udzielenia informacji, czy przed wystąpieniem przedmiotowego naruszenia, kuratorzy zostali zapoznani z wdrożonymi procedurami i rozwiązaniami,
- wskazania, czy przed wystąpieniem przedmiotowego naruszenia ochrony danych osobowych, administrator przeprowadził analizę ryzyka możliwości wystąpienia naruszenia w tym zakresie,
- udzielenia informacji, czy, a jeśli tak, to kiedy i w jaki sposób, administrator dokonywał regularnego testowania, mierzenia i oceniania skuteczności środków technicznych i organizacyjnych mających zapewnić bezpieczeństwo przetwarzanych danych osobowych, których naruszenie dotyczy.
W odpowiedzi Prezes Sądu wyjaśnił, iż przed wystąpieniem naruszenia wdrożył system ochrony danych osobowych w postaci zasad przetwarzania danych osobowych, które zostały określone w Polityce Bezpieczeństwa Sądu Rejonowego w Zgierzu i Instrukcji Zarządzania Systemem Informatycznym służącym do przetwarzania danych osobowych w Sądzie Rejonowym w Zgierzu. Zgodnie z dokumentem obowiązek zabezpieczenia nośnika spoczywa na użytkowniku, który dokonał jego zabezpieczenia poprzez przechowywanie go w zamykanej torbie służbowej, natomiast po wystąpieniu przedmiotowego naruszenia została zaktualizowana procedura dotycząca wydawania nośników danych, poprzez wprowadzenie ewidencjonowania, szyfrowania i zabezpieczania nośników hasłem. Administrator danych przeprowadził również analizę ryzyka możliwości wystąpienia tego typu naruszenia w postaci zagubienia sprzętu lub nośników, definiując ryzyko na poziomie średnim oraz wskazując konieczność ograniczenia tego ryzyka, przyjął za wystarczający środek ograniczający możliwość zmaterializowania się tego ryzyka w postaci szkolenia dla personelu, dotyczącego potencjalnych zagrożeń.
Prezes Sądu wskazał również, iż po wystąpieniu przedmiotowego naruszenia, zgodnie z zarządzeniem wszystkie pamięci przenośne zostały zabezpieczone aplikacją szyfrującą.
Rozstrzygnięcie Prezesa UODO
Decydując o nałożeniu na Prezesa Sądu administracyjnej kary pieniężnej, a także określając jej wysokość, Prezes UODO stosownie do treści art. 83 ust. 2 lit. a – art. 83 ust. 2 lit. k RODO wziął pod uwagę, i uznał za obciążające dla Prezesa Sądu, następujące okoliczności sprawy.
Stwierdzone w niniejszej sprawie naruszenie ma znaczną wagę i poważny charakter, stwarza bowiem wysokie ryzyko negatywnych skutków prawnych dla dużej liczby osób, do których danych dostęp mogła mieć osoba bądź osoby nieuprawnione. Naruszenie przez Prezesa Sądu obowiązków zastosowania środków zabezpieczających przetwarzane dane przed ich udostępnieniem osobom nieuprawnionym, pociąga za sobą nie tylko potencjalną, ale również realną możliwość wykorzystania tych danych przez podmioty trzecie bez wiedzy i wbrew woli osób, których dane dotyczą, niezgodnie z przepisami RODO.
Za okoliczność obciążającą Prezes UODO uznał długi czas trwania naruszenia, ponieważ wprowadzenie ewidencjonowania przenośnych nośników danych oraz szyfrowanie danych przetwarzanych przy ich użyciu nastąpiło dopiero w związku z wydaniem przez Prezesa Sądu zarządzenia w lutym 2020 r. Podkreślić jednocześnie jednak należy, że konsekwencje naruszenia przepisów RODO przez administratora danych trwają nadal, ponieważ zaginiony niezabezpieczony nośnik pamięci nie został do tej pory odnaleziony.
W niniejszej sprawie brak jest dowodów, aby osoby, do danych których dostęp uzyskała osoba lub osoby nieuprawnione, doznały szkody majątkowej. Niemniej jednak już samo naruszenie poufności ich danych stanowi dla nich szkodę niemajątkową (krzywdę). Osoby fizyczne, których dane pozyskano w sposób nieuprawniony mogą bowiem co najmniej odczuwać obawę przed utratą kontroli nad swoimi danymi osobowymi, kradzieżą tożsamości lub oszustwem dotyczącym tożsamości, dyskryminacją, czy wreszcie przed stratą finansową.
Nieuprawniony dostęp do danych osobowych osób, wobec których były podejmowane działania przez kuratora, stał się możliwy na skutek niedochowania należytej staranności przez Prezesa Sądu i niewątpliwie stanowi o nieumyślnym charakterze naruszenia. Niemniej jednak Prezes Sądu jako administrator ponosi odpowiedzialność za stwierdzone nieprawidłowości w procesie przetwarzania danych. Na negatywną ocenę zasługuje fakt, że Prezes Sądu przeniósł obowiązek zabezpieczenia nośnika na kuratora sądowego i nie zweryfikował, czy kurator sądowy w jakikolwiek sposób dokonał jego zabezpieczenia oraz nie przeprowadził testu pod kątem skuteczności tego zabezpieczenia.
Przeniesienie obowiązków administratora danych osobowych w zakresie wyboru oraz zastosowania odpowiednich środków technicznych na inne osoby skutkowało bowiem w tym przypadku zastosowaniem środka technicznego w postaci przechowywania przenośnego nośnika pamięci w zamykanej torbie służbowej, a więc zupełnie nieadekwatnego w odniesieniu do stanu wiedzy technicznej, kosztu wdrożenia oraz charakteru, zakresu, kontekstu i celu przetwarzania oraz ryzyka naruszenia praw lub wolności osób fizycznych o różnym prawdopodobieństwa wystąpienia i wadze zagrożenia.
Naruszenie ochrony danych osobowych w postaci imion i nazwisk, dat urodzenia, adresów zamieszkania lub pobytu, numerów ewidencyjnych PESEL, danych dotyczących zarobków i/lub posiadanego majątku, serii i numerów dowodów osobistych, numerów telefonów oraz danych podlegających szczególnej ochronie zgodnie z art. 9 RODO, a także danych dotyczących wyroków skazujących i naruszeń prawa, o których mowa w art. 10 RODO, skutkować może szerokim wachlarzem negatywnych skutków dla osób, których dane dotyczą.
Ustalając wysokość administracyjnej kary pieniężnej, Prezes UODO uwzględnił jako okoliczność łagodzącą, mającą wpływ na obniżenie wysokości wymierzonej kary, dobrą współpracą Prezesa Sądu z organem nadzorczym.
Administrator danych implementując postanowienia RODO w organizacji nie może przenosić obowiązku wprowadzenia odpowiednich środków technicznych i organizacyjnych nie weryfikując przy tym, czy faktycznie środki zostały zastosowane i nie przeprowadzając testu pod kątem skuteczności wprowadzonych zabezpieczeń. Zaniedbania tego rodzaju Prezes UODO uznaje za rażące, gdyż wskazują one na niedochowanie należytej staranności przez administratora danych.
Nowelizacja KPA: 10 lat na stwierdzenie nieważności decyzji
Nowelizacja KPA 2021
Omawiane zmiany zostały wprowadzone ustawą z 11.8.2021 r. o zmianie ustawy Kodeks postępowania administracyjnego [KPA 2021] (Dz.U. z 2021 r. poz. 1491; dalej: ZmKPA21).
Ustawa wchodzi w życie po upływie 30 dni od dnia ogłoszenia (art. 3 ZmKPA21), tj. 16.9.2021 r. Zmiany dotyczą art. 156 i art. 158 KPA.
Przepis art. 156 § 2 KPA otrzymuje brzmienie: „Nie stwierdza się nieważności decyzji z przyczyn wymienionych w § 1, jeżeli od dnia jej doręczenia lub ogłoszenia upłynęło 10 lat, a także gdy decyzja wywołała nieodwracalne skutki prawne”. Obecne brzmienie przywołanego przepisu (do 15.9.2021 r.) wskazuje na to, że nie stwierdza się nieważności decyzji z przyczyn wymienionych w art 156 § 1 pkt 1, 3, 4 i 7 KPA, jeżeli od dnia jej doręczenia lub ogłoszenia upłynęło 10 lat, a także gdy decyzja wywołała nieodwracalne skutki prawne.
Nowelizacja wprowadza zatem przeszkodę dla stwierdzenia nieważności decyzji w postaci upływu czasu dla wszystkich podstaw stwierdzenia nieważności decyzji, a nie przesłanek wybranych. W szczególności przeszkoda czasowa dla stwierdzenia nieważności decyzji dotyczyć będzie decyzji wydanych z rażącym naruszeniem prawa.
Warto odnotować, że pierwotna wersja ustawy wskazywała na termin 30 lat – jako termin zrównany z nabyciem prawa własności nieruchomości przez zasiedzenie w złej wierze.
Ponadto w przepisie art. 158 KPA dodaje się § 3 w brzmieniu: „Jeżeli od dnia doręczenia lub ogłoszenia decyzji, o której mowa w art. 156 § 2 KPA, upłynęło 30 lat, nie wszczyna się postępowania w sprawie stwierdzenia nieważności decyzji.”
Jest to nowa regulacja – do tej pory nie było ograniczeń czasowych co do wszczęcia i prowadzenia postępowania nieważnościowego. Przeszkoda w stwierdzeniu nieważności decyzji z uwagi na upływ czasu (10 lat dla wybranych przesłanek) nie przeszkadzała temu by organ wydał decyzję, którą stwierdził wydanie kwestionowanej decyzji z naruszeniem prawa (art. 158 § 2 KPA). Od 16.9.2021 r. będzie to niemożliwe w odniesieniu do wszystkich decyzji sprzed 30 lat (termin liczony od doręczenia bądź ogłoszenia decyzji).
Przepisy przejściowe
Z przepisu art. 2 ZmKPA21 wynika, że do postępowań administracyjnych w sprawie stwierdzenia nieważności decyzji lub postanowienia, wszczętych i niezakończonych przed dniem wejścia w życie niniejszej ustawy ostateczną decyzją lub postanowieniem, stosuje się przepisy KPA w brzmieniu nadanym ZmKPA21 (art. 2 ust. 1 ZmKPA21).
Art. 2 ust. 2 ZmKPA21 stanowi, że postępowania administracyjne w sprawie stwierdzenia nieważności decyzji lub postanowienia, wszczęte po upływie 30 lat od dnia doręczenia lub ogłoszenia decyzji lub postanowienia i niezakończone przed dniem wejścia w życie niniejszej ustawy ostateczną decyzją lub postanowieniem, umarza się z mocy prawa.
Zmienione przepisy KPA 2021 dotyczą zatem wszystkich decyzji i postępowań – decyzji dotychczas wydanych i postępowań w toku.
Projekt nowelizacji nie przewidywał umorzenia postępowań w toku.
Uzasadnienie do ustawy nowelizującej
Z uzasadnienia do ZmKPA21 wynika m.in., że ma ona na celu dostosowanie systemu prawa do wyroku TK z 12.5.2015 r., P 46/13, Legalis stwierdzającego niezgodność art. 156 § 2 KPA z Konstytucją RP. Z orzeczenia tego wynika, że art. 156 § 2 KPA w zakresie, w jakim nie wyłącza dopuszczalności stwierdzenia nieważności decyzji wydanej z rażącym naruszeniem prawa, gdy od wydania decyzji nastąpił znaczny upływ czasu, a decyzja była podstawą nabycia prawa lub ekspektatywy, jest niezgodny z art. 2 Konstytucji RP.
Dalej w uzasadnieniu czytamy, że TK przypomniał, że możliwość stwierdzenia nieważności decyzji jest wyjątkiem od zasady poszanowania trwałości ostatecznej decyzji administracyjnej. Jednocześnie TK podniósł, że „brak wyłączenia dopuszczalności stwierdzenia nieważności decyzji administracyjnej z przyczyny (wady) określonej w art. 156 § 1 pkt 2 in fine KPA po znacznym upływie czasu skutkuje destabilizacją porządku prawnego, jeśli decyzją przyznano stronie ekspektatywę nabycia prawa, z której zamierza ona skorzystać”. W tym kontekście Trybunał Konstytucyjny zwrócił uwagę, że ustawodawca, określając przesłanki stwierdzania nieważności decyzji oraz zakres ich zastosowania, powinien brać pod uwagę wszystkie zasady mieszczące się w klauzuli państwa prawnego, przewidzianej w art. 2 Konstytucji RP, a odstępstwa od zasady trwałości decyzji ostatecznej (do których trzeba zaliczyć możliwość stwierdzenia nieważności decyzji) nie powinny naruszać wynikających z art. 2 Konstytucji RP zasad bezpieczeństwa prawnego oraz ochrony zaufania jednostki do państwa i stanowionego przez nie prawa.
Trybunał zaakcentował także, że żadna z zasad, które w analizowanym przypadku są konkurencyjne, nie ma charakteru absolutnego. W ocenie TK ustawodawca ma wręcz obowiązek kształtowania regulacji prawnych, które będą sprzyjały wygaszaniu − wraz z upływem czasu – stanu niepewności. Niezbędne jest zatem ustanowienie odpowiednich granic dopuszczalności stwierdzenia nieważności decyzji. „Trwałość decyzji organów władzy publicznej nie może być pozorna. Taka pozorność występowałaby nie tylko, jeżeli ustawodawca nie przewidywałby ograniczeń wzruszalności ostatecznych decyzji, ale również jeżeli ograniczenia te nie byłyby wystarczające dla zachowania zasady zaufania obywatela do państwa i zasady pewności prawa. Ustawodawca nie może z jednej strony deklarować trwałości decyzji z uwagi na jej ostateczność, a z drugiej strony przewidywać, nieograniczoną terminem, możliwość wzruszania decyzji, na podstawie której strona nabyła prawo lub ekspektatywę. W szczególności występuje to w razie powołania się na (…) otwartą i nieostrą przesłankę (wadę) rażącego naruszenie prawa (…)”.
Wyrok Trybunału Konstytucyjnego, jako dotyczący tzw. pominięcia prawodawczego, a przy tym mający formułę zakresową, nie doprowadził do derogowania art. 156 § 2 KPA z porządku prawnego.
Zmiany KPA w omawianym zakresie należy oceniać jako dobre w kontekście konieczności zachowania w jak najpełniejszym zakresie zasady trwałości decyzji administracyjnych. Z drugiej jednakże strony zmiany prawa nie powinny zaskakiwać adresatów norm prawnych – stąd trudno przyjąć za rozwiązanie słuszne ograniczenie możliwości stwierdzenia nieważności decyzji sprzed 30 lat, co do których postępowanie było już w toku czy też takich decyzji, które do 15.9.2021 r. mógłby być przedmiotem postępowania nieważnościowego a obecnie już nie – przy czym zainteresowany dotychczas nie żądał wszczęcia postępowania z uwagi na brak ograniczeń czasowych w tym zakresie (np. przy przesłance wydania decyzji z rażącym naruszeniem prawa).
Vacatio legis ustawy powinno być dłuższe.
Oczywiście budzi wątpliwości także to, czy nowelizacja w sposób w pełni właściwy uzupełnia lukę prawodawczą, na którą wskazał TK.
Skokowy wzrost liczby upadłości konsumenckich
Czy epidemia zmieniła warunki upadłości konsumenckiej?
Epidemia w rozwiązaniach prawnych nie zmieniła warunków upadłości konsumenckiej. Znacznie ważniejsze były zmiany w prawie uchwalone przed pandemią, które weszły w życie w marcu 2020 r. Skutkiem tych zmian był skokowy wzrost liczby ogłoszonych upadłości (w pierwszym półroczu 2021 r. do ponad 8 tys.). Jednakże dla konsumenta w obecnym stanie prawnym ważniejszy jest moment wydania postanowienia o ustaleniu planu spłaty, który – ze względu na stale wzrastającą liczbę upadłości – odwleka się w czasie, gdyż sądy nie nadążają z wydawaniem orzeczeń kończących postępowania upadłościowe.
W jednej z ostatnich spraw o upadłość konsumencką dłużniczka nie miała żadnego majątku, ale duże długi. Czy tacy dłużnicy są zwalniani w ogóle ze spłaty długów?
Podstawą umorzenia zobowiązań bez ustalenia planu spłaty nie jest to, czy upadły coś posiada. Ważne jest porównanie zdolności zarobkowych do kosztów utrzymania upadłego i osób pozostających na jego utrzymaniu. Jeżeli sąd uzna, że koszty utrzymania są większe niż możliwości zarobkowe i stan ten ma charakter trwały, to może umorzyć zobowiązania bez ustalenia planu spłaty.
Pamiętać bowiem należy, że co do zasady warunkiem uwolnienia się od długów jest sprzedaż przez syndyka całego majątku oraz realizacja planu spłaty, czyli dokonywanie spłat wobec wierzycieli przez określony czas (zwykle trzy lata).
Spłaty te (raty) są jednakże „szyte na miarę”, tak by konkretny konsument, przy uwzględnieniu wszelkich indywidualnych okoliczności, mógł im podołać.
A mieszkania? Ta dłużniczka mieszka w mieszkaniu matki byłego męża. Co się dzieje zwykle z mieszkaniem?
Syndyk sprzedaje wyłącznie mieszkanie, dom, należące do upadłego, ewentualnie jego małżonka. Jeżeli więc konsument mieszka w lokalu należącym do innych osób (rodziców, teściów, rodzeństwa itd.), to oczywiście osoby te nie muszą się martwić, że je stracą.
A jeśli ma mieszkanie?
Jedną z większych zalet upadłości jest to, że gdy w skład masy upadłości wchodzi mieszkanie lub dom należące do upadłego, to z sumy uzyskanej ze sprzedaży takiego składnika majątkowego wydziela się upadłemu kwotę na zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych jego i osób pozostających na jego utrzymaniu. Pozwala to pokryć koszty najmu przeciętnego mieszkania nawet przez 24 miesiące. Oznacza to, że w takim postępowaniu upadły otrzymuje nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych w gotówce, pozwalających przez jakiś czas nie martwić się o dach nad głową.
Jeżeli wierzyciele często nic nie dostają, to jaki mają interes w tym postępowaniu, może żadnego? I jaka jest ich rola w tym postępowaniu?
Wydaje się, że upadłość konsumencka z punktu widzenia wierzyciela oznacza same straty, bo przecież część, a czasami całość jego wierzytelności jest umarzana. Jednak jest to tylko jedna strona medalu. Jeżeli efekty postępowania upadłościowego porównamy z typową sytuacją dotykającą osób w nadmiernym zadłużeniu (niewypłacalnych), to jasno widać, że takie osoby nie posiadają motywacji do legalnej pracy, gdyż komornik bez trudu będzie egzekwował wierzytelności, co oznacza, że pracujący dłużnik będzie otrzymywał jedynie część wynagrodzenia. W praktyce więc woli pracować na czarno, uniemożliwiając wierzycielowi skuteczną egzekucję. W takiej sytuacji wierzyciel nie tylko nie jest w stanie odzyskać swojej wierzytelności, ale nawet aby na potrzeby podatkowe ująć niespłaconą wierzytelność jako stratę, musi uzyskać sądowe potwierdzenie w tym zakresie. Oznacza to konieczność wniesienia pozwu i zainicjowania egzekucji, z czym wiąże się obowiązek poniesienia określonych kosztów.
Czyli musi czekać na zmiłowanie dłużnika, że zgłosi swoją upadłość?
W postępowaniu upadłościowym wierzyciel ma szanse zarówno uzyskać choćby częściowe zaspokojenie swojej wierzytelności, czy to z likwidacji majątku należącego do upadłego, czy to w ramach planu spłaty wierzycieli, który w szczególnych sytuacjach może być realizowany aż przez siedem lat. To wszystko wierzyciel może uzyskać bez angażowania jakichkolwiek swoich środków pieniężnych, pod warunkiem że dokona zgłoszenia wierzytelności w terminie wskazanym w postanowieniu o ogłoszeniu upadłości.
W tej sprawie był m.in. dług wobec ZUS.
Skąd mógł się wziąć?
W typowej sytuacji zobowiązania wobec Zakładu Ubezpieczeń Społecznych powstają przy okazji prowadzenia działalności gospodarczej. Co prawda przedsiębiorca osoba fizyczna może również oddłużyć się w postępowaniu upadłościowym, ale w praktyce wnioski o ogłoszenie upadłości składane są, gdy działalność gospodarcza została zakończona, a działalność wyrejestrowana. W takiej sytuacji należy złożyć wniosek o ogłoszenie upadłości konsumenckiej nawet wówczas, gdy wszystkie długi powstały w okresie prowadzenia działalności gospodarczej.
Czy upadłość konsumencka nie jest więc lepsza dla dłużnika niż zwykła?
Chociaż ustawodawca w ostatnim czasie wprowadził wiele zmian, które miały doprowadzić do ujednolicenia regulacji dotyczących osób fizycznych, tak by upadłość przedsiębiorcy i upadłość konsumenta były równie korzystne, to pewne różnice pozostały. Przede wszystkim wniosek o ogłoszenie upadłości przedsiębiorcy zostanie oddalony, gdy nie będzie posiadał on majątku wystarczającego na pokrycie kosztów postępowania. W takiej sytuacji, gdy mówimy o upadłości konsumenta, to Skarb Państwa może sfinansować cały proces.
W upadłości osób nieprowadzących działalności sam tok postępowania jest uproszczony, gdyż nie jest tworzona lista wierzytelności, nie sporządza się planów podziału, a jedynie syndyk sporządza projekt planu spłaty, do którego upadły może zgłosić zastrzeżenia. W upadłości przedsiębiorcy tworzona jest lista wierzytelności, zaś zgromadzone środki dzieli się w planach podziału. Z założenia więc taka upadłość trwa dłużej. Również to sam upadły po zakończeniu postępowania musi złożyć odpowiedni wniosek, który doprowadzi do jego całkowitego oddłużenia (wniosek o ustalenie planu spłaty) i w tym zakresie syndyk go nie wyręczy. To są tylko przykłady różnic, ale już one uzmysławiają nam, że mimo wszystko upadłość konsumencka jest postępowaniem bardziej atrakcyjnym dla dłużnika.
Co ma więc robić podupadający przedsiębiorca, by skorzystać z upadłości konsumenckiej? Na co uważać?
Z punktu widzenia prawa upadłościowego liczy się stan aktualny. Jeżeli więc przedsiębiorca zakończy swoją działalność gospodarczą i zostanie wykreślony z właściwego rejestru, tj. z Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej, jako osoba czynnie prowadząca działalność, to może składać wniosek o ogłoszenie upadłości jako konsument. Sama okoliczność, że zobowiązania powstały w związku z prowadzoną działalnością, nie będzie żadną przeszkodą w prowadzeniu postępowania upadłościowego na podstawie przepisów przeznaczonych dla konsumentów.
A na co mają uważać wierzyciele, żeby przedsiębiorca z długami nie „uciekł” w upadłość konsumencką?
Teoretycznie dla wierzycieli nie powinno być żadnej różnicy między upadłością przedsiębiorcy a upadłością konsumenta. W jednym i drugim postępowaniu cały majątek jest likwidowany, a zgromadzone z tego źródła środki trafiają do wierzycieli (choć w różnych procedurach). Ponadto, plan spłaty wierzycieli, który co do zasady poprzedza umorzenie zobowiązań, jest w obu przypadkach oparty na tych samych przesłankach, a zatem powinien przewidywać analogiczne zaspokojenie wierzycieli bez względu na to, czy upadły będzie przedsiębiorcą, czy konsumentem.
Jednak praktyka pokazuje, że niewypłacalni przedsiębiorcy, kończąc prowadzenie działalności gospodarczej, podejmują wiele czynności, które powodują pokrzywdzenie wierzycieli poprzez wyzbywanie się majątku.
W takiej sytuacji, owszem, dłużnicy zwlekają ze złożeniem wniosku o ogłoszenie upadłości konsumenckiej do czasu, gdy miną terminy wskazane w prawie upadłościowym, które ułatwiają odzyskanie przez syndyka majątku, np. poprzez uznanie umowy z pokrzywdzeniem wierzycieli za bezskuteczną. Mając to na uwadze, wierzyciele powinni wiedzieć, że w ciągu roku od zaprzestania przez dłużnika przedsiębiorcę działalności gospodarczej i jej wykreślenia z właściwego rejestru mogą złożyć wniosek o ogłoszenie upadłości takiej osoby, która formalnie już wówczas będzie konsumentem. I wtedy prowadzona będzie upadłość konsumencka z wniosku wierzyciela. Umożliwi to syndykowi podjęcie działań w celu stwierdzenia bezskuteczności wcześniejszych czynności dłużnika i włączenie wyzbytego majątku do masy upadłości. To z kolei pozwoli na zaspokojenie wierzycieli w większym stopniu.
A jak się mają, panie sędzio, upadłości klasyczne przedsiębiorców?
Być może wyda się to zaskakujące, ale obecnie upadłości przedsiębiorców nie tylko nie jest więcej niż przed pandemią, lecz wręcz można dostrzec tendencję malejącą.
Czy to oznacza, że sytuacja przedsiębiorców jest tak dobra?
Powodem jest wprowadzenie w czerwcu 2020 r. uproszczonego postępowania restrukturyzacyjnego, które jest tak korzystne dla dłużników, że przedsiębiorcy, którzy nie są zdolni do regulowania swoich wymagalnych zobowiązań pieniężnych wobec wszystkich wierzycieli, zamiast wniosków o ogłoszenie upadłości inicjują właśnie to postępowanie restrukturyzacyjne. Zaletą tegoż postępowania z punktu widzenia dłużnika jest choćby to, że uzyskanie ochrony prawnej przed egzekucją wierzycieli jest automatyczne i nie podlega żadnej wstępnej kontroli sądowej.
A co by im pan sędzia radził na czas przedłużającej się epidemii?
Należy pamiętać, że upadłości i restrukturyzacje są to postępowania bardzo potrzebne, przynoszące pozytywne efekty, dają szanse „na nowe życie”, nowy biznes, ale mogą być też nadużywane. Epidemia przyspieszyła wiele procesów ekonomicznych, społecznych, które skutkują szerszym wykorzystaniem powyższych procedur. Warto poznawać szanse i zagrożenia z tym związane wcześniej, zanim powstanie konieczność skorzystania z jednej z nich. Zarówno przedsiębiorcy, jak i konsumenci nie mogą bowiem „zaszczepić się” przeciw popadnięciu w tarapaty finansowe.
Czy złożenie wniosku o upadłość jest trudne? Co musi zawierać? Bez adwokata da się to przeprowadzić?
Wymagania formalne wniosku o ogłoszenie upadłości są rozbudowane, ale ponieważ wniosek o ogłoszenie upadłości konsumenckiej składany jest na formularzu, absolutnie możliwe jest jego samodzielne złożenie. Należy po prostu uważnie wypełnić każdą rubrykę takiego formularza zgodnie z prawdą. Nie zmienia to faktu, że udział adwokata, radcy prawnego czy też doradcy restrukturyzacyjnego zawsze ułatwia przejście przez całą procedurę.