Skandaliczna i cyniczna nowelizacja KPA

Ile postępowań o stwierdzenie nieważności decyzji nacjonalizacyjnych dziś pan prowadzi?

W tej chwili jest to ok. 30 postępowań dla ok. 20 klientów.

Ile trwa prowadzone najdłuższej?

Jedno o stwierdzenie nieważności orzeczenia nacjonalizacyjnego z 1949 r. toczy się od 2001 r., a więc już 20 lat.

Jak to możliwe?

Ta sprawa dotyczy bardzo dużej przedwojennej działki w skład której wchodzą atrakcyjne tereny inwestycyjne – bez kamienic z lokatorami – które częściowo pozostają w zasobach miasta stołecznego Warszawy, a częściowo Skarbu Państwa. Trudno już zliczyć, ile w sprawie tej nieruchomości zapadło rozstrzygnięć nadzorczych i ile razy były one kwestionowane. Sprawa trzykrotnie trafiała do Naczelnego Sądu Administracyjnego, który nie miał wątpliwości, że nacjonalizacja była rażąco sprzeczna z komunistycznym prawem. W 2017 roku udało się uzyskać decyzję nieważnościową, która uwzględniła wytyczne sądów administracyjnych. Dotyczyła jednak jedynie jednej części wspomnianej działki. W stosunku do drugiej części mieliśmy powtórkę z rozrywki i karuzelę rozstrzygnięć. Obecnie po raz kolejny postępowanie administracyjne nadzorcze – na szczęście już „tylko” w drugiej instancji – zmierza do końca. Mamy zawiadomienie o jego zakończeniu i zamiarze wydania decyzji, która – pomimo ciągłych odwołań ze strony Warszawy i Skarbu Państwa – wiadomo jaka będzie. Zapewniam, że mogę takich przykładów ponad dziesięcioletnich postępowań nadzorczych podać jeszcze wiele, ale gazety by nie wystarczyło.

Czyli teoretycznie jest szansa na zakończenie tej sprawy przed wejściem w życie noweli kodeksu postępowania administracyjnego, którą w sobotę podpisał prezydent i która zamknie drogę osobom walczącym o stwierdzenie nieważności decyzji nacjonalizacyjnych starszych niż 30 lat?

Oczywiście że tak. W praworządnym państwie, jak organ administracji komunikuje, że zebrał materiał dowodowy i jest gotowy do wydania decyzji, powinna ona zostać wydana niezwłocznie po zajęciu przez strony ostatecznych stanowisk lub upływie terminu do jego zajęcia. Mam nadzieję, że do czasu wejścia tej skandalicznej nowelizacji przedstawicielom organów administracji nie zabraknie nawet nie tyle odwagi, ile zwykłej, ludzkiej przyzwoitości, aby zakończyć te postępowania, które są na to gotowe. Niestety, nie mogę wykluczyć, że w niektórych przypadkach będą silne naciski podmiotów publicznych, aby organy administracji stworzyły sztuczne przeszkody rzekomo nakazujące dalsze prowadzenie postępowań nadzorczych – aż do szczęśliwego dla nich końca, czyli umorzenia tych postępowań z mocy nowego prawa.

Opłaty, ceny, wartości i odszkodowania w gospodarce nieruchomościami. Skonfiguruj Twój System Legalis! Sprawdź

I co pan wtedy powie klientom?

Powiem im, że po raz kolejny państwo polskie ich oszukało, ale po raz pierwszy zrobiło to państwo wolne, demokratyczne i teoretycznie praworządne. Państwo to staje się paserem w majestacie prawa – dokonuje legalizacji, konwalidacji bezprawia, a następnie będzie mogło swobodnie sprzedawać „uwolnione” w niemoralny sposób od roszczeń nieruchomości, których pozostanie właścicielem. Czyli państwo komunistyczne bezprawnie zabrało, państwo demokratyczne to bezprawie legalizuje, a następnie sprzedaje, zarabiając w ten sposób na krzywdzie dawnych właścicieli. A chodzi o grunty położone w atrakcyjnych lokalizacjach, przeznaczone na cele inwestycyjne. I to jest prawdziwy cel uchwalonej właśnie ustawy – zabronić jakichkolwiek zwrotów, zablokować prawo do odszkodowań i jeszcze zarobić dla budżetu państwa. Ale powiem klientom też, że się nie poddajemy. Dopóki są w Polsce wolne sądy, mogą one samodzielnie oceniać nie tylko oczywistą dla każdego prawnika sprzeczność nowelizacji KPA z konstytucją, ale także i wadliwość jej uchwalenia po słynnej już reasumpcji głosowania w Sejmie. Zapewniam panią, że sądy zostaną zalane nowymi pozwami z tytułu bezprawia legislacyjnego i pozbawienia prawa do dochodzenia odszkodowań.

Są jakieś szacunki, ile osób bezpowrotnie utraci prawo do odszkodowania za utracone mienie?

Żaden z przedstawicieli władz w trakcie procesu legislacyjnego nie przedstawił takich szacunków i ja też ich nie znam. W Senacie padła liczba 2 tysięcy postępowań nadzorczych wobec decyzji administracyjnych starszych niż 30 lat tylko w samorządowych kolegiach odwoławczych, a są jeszcze i inne organy prowadzące takie postępowania. Trzeba jednak zaznaczyć, że nie wszystkie postępowania nadzorcze wobec nacjonalizacji kończą się sukcesem dla dawnych właścicieli, gdyż każdy przypadek oceniany jest indywidualnie i może się okazać, że nacjonalizacja była zgodna z ówczesnym prawem. Wtedy właściciel zostaje z niczym, ale to nic nowego, tak było i wcześniej.

Nowela KPA zakończyła temat reprywatyzacji w Polsce?

W żadnym wypadku. Przede wszystkim dotknięci tą nowelą będą podejmować liczne kroki prawne, aby doprowadzić do stwierdzenia jej niekonstytucyjności lub bezprawności, a także takiej wykładni sądowej, która pozwoli na stwierdzanie np. wydania decyzji z naruszeniem prawa bez jej unieważniania w sprawach w toku, np. w przypadkach, w których postępowanie jest już w drugiej instancji po korzystnej decyzji nadzorczej w pierwszej instancji.

Ale przecież sprawy w toku mają zostać umorzone?

Teoretycznie tak. Prawda jest jednak taka, że dopiero co uchwalone na kolanie przepisy są niechlujne i niejasne co do zakresu przedmiotowego. Poza tym nie można mówić o końcu reprywatyzacji, bo ta ustawa w ogóle nie dotyka wielu roszczeń reprywatyzacyjnych cywilnoprawnych możliwych do dochodzenia np. z reformy rolnej, dekretu o nacjonalizacji lasów lub tzw. dekretu warszawskiego. Takich spraw są nadal tysiące. Ponadto spodziewam się tysięcy procesów sądowych o odszkodowanie za wieloletnią bezczynność lub przewlekłość administracji oraz jej błędy, skutkujące obecnie umorzeniem postępowań, mimo oczywistych podstaw do unieważnienia nacjonalizacji w latach poprzednich. Liczę też na to, że sądy powszechne, widząc zamknięcie drogi administracyjnej do wykazania nielegalności decyzji nacjonalizacyjnych, będą same przeprowadzać ocenę ich legalności jako jedną z przesłanek odpowiedzialności odszkodowawczej Skarbu Państwa. Nie możemy też zapominać o kolejnych tysiącach procesów odszkodowawczych, które już się toczą przed sądami lub zostaną tam wszczęte na podstawie decyzji nadzorczych wydanych przed wejściem w życie nowelizacji KPA

Spodziewał się pan takiego zakończenia prac nad nowelizacją KPA?

Tliła się we mnie nadzieja na zdrowy rozsądek, jednak Sejm, bez żadnej merytorycznej dyskusji i jakiegokolwiek chociaż uzasadnienia, odrzucił kompromisowe – chociaż zamykające drogę do zwrotów nieruchomości, co dla wielu środowisk właścicielskich nadal było nie do przyjęcia – poprawki Senatu. Propozycja senacka zmierzała do zachowania równowagi pomiędzy z jednej strony koniecznością stabilizacji stosunków własnościowych wywołanych bezprawną, powojenną nacjonalizacją oraz ochroną praw nabytych przez osoby trzecie, w tym lokatorów kamienic, a z drugiej strony zachowaniem prawa dla dawnych właścicieli lub ich spadkobierców do dochodzenia słusznych odszkodowań za rażąco wadliwe odbieranie im majątków w okresie dyktatury komunistycznej. Wnikliwe prace w Senacie, gdzie umożliwiono przedstawienie argumentów przez różne strony tego – skądinąd sztucznie wywołanego sporu – dawały nadzieję na uczciwe, zgodne z konstytucją i prawem międzynarodowym rozwiązanie prawne. Niestety, stało się inaczej, Sejm stanął po stronie wyłącznie jednej grupy społecznej, co skutkować będzie kolejnymi tysiącami procesów sądowych, w tym zalaniem sądów administracyjnych skargami na umorzenie postępowań nadzorczych, a następnie Trybunału Konstytucyjnego skargami na oczywistą i rażącą niekonstytucyjność większości uchwalonych przepisów. Ta ustawa jest sprzeczna z konstytucją, prawem międzynarodowym oraz zwykłą ludzką uczciwością i moralnością, a ponadto jest skrajnie cyniczna, gdyż nie rozwiązuje żadnego problemu społecznego, stojącego u podstaw jej uchwalenia – nie ochroni praw lokatorów kamienic tam, gdzie doszło już do stwierdzenia nieważności nacjonalizacji, ani tam, gdzie majątek został znacjonalizowany w innych trybach niż decyzje administracyjne, a także nie ma nic wspólnego z obroną przed roszczeniami o tzw. mienie bezspadkowe, gdyż doskonale wiadomo, że prawo polskie nie zna takiego pojęcia i roszczenia te są z gruntu bezzasadne, a ewentualne rozwiązanie kwestii mienia bezspadkowego to problem polityczny, a nie prawny.

Będzie Strasburg?

Duża część właścicieli skieruje z pewnością skargi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, skoro państwo polskie zamknęło właśnie jedyną efektywną drogę dochodzenia odszkodowań za bezprawne decyzje administracyjne tam, gdzie postępowania nadzorcze nie zostały zakończone. Ale najpierw trzeba będzie wyczerpać wszystkie tryby procesowe w Polsce, poczynając od umorzeń postępowań przez skargi do WSA i NSA. Ostateczne i prawomocne zamknięcie drogi prawnej do podważenia legalności decyzji administracyjnej to oczywiste naruszenie prawa do wynagrodzenia szkody za niezgodne z prawem działania administracji, a to już podpada pod prawo międzynarodowe.

Postępowanie reprywatyzacyjne nie kończy się na etapie postępowań o stwierdzenie nieważności decyzji zwrotowych. Do tego, żeby na ich podstawie odzyskać nieruchomość czy uzyskać odszkodowanie jeszcze daleka droga. Jak dziś wyglądają zwroty w Warszawie?

W Warszawie od ponad pięciu lat nie ma żadnych zwrotów. Toczą się tysiące postępowań zwrotowych w trybie tzw. dekretu Bieruta lub ustawy o gospodarce nieruchomościami, lecz Urząd m.st. Warszawy dopuszcza się zorganizowanej i systemowej obstrukcji. Pozoruje swoją aktywność, aby tych postępowań nigdy nie zakończyć. Tymczasem dawnym właścicielom przysługują realne roszczenia zwrotowe, wynikające wprost z obowiązujących przepisów. Warszawa te prawa jawnie ignoruje i woli płacić milionowe kary nakładane przez WSA w Warszawie wskutek skarg bezradnych właścicieli na bezczynność lub przewlekłość niż podjąć jakiekolwiek decyzje, nawet odmowne. Zdaje sobie bowiem z tego sprawę, że wtedy właściciele mogliby się odwołać do organów drugiej instancji i tam uzyskać zmianę decyzji. To systemowa luka prawna, która powinna być niezwłocznie wypełniona przez ustawodawcę, jeżeli nie chce narazić Polski na kolejne milionowe kary, nakładane tym razem przez Trybunał w Strasburgu.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Wypróbuj! Sprawdź

Pracodawca sprawdzi, kto się zaszczepił

W Ministerstwie Zdrowia trwają prace nad ustawą umożliwiającą pracodawcom sprawdzenie, którzy pracownicy są zaszczepieni. Ci, którzy nie przyjęli zastrzyku, mogliby być przesunięci na inne stanowiska. Bo nie wszędzie można zachować bezpieczny dystans czy pracować w maseczce.

Co z segregacją

Zdania o pomyśle są podzielone – pracodawcy, obawiający się kolejnego zamknięcia ich zakładów pracy z niecierpliwością czekają na jego realizację. Związkowcy się go obawiają.

– Z zadowoleniem przyjęliśmy informację, że ministerstwo pracuje nad przepisami zezwalającymi pracodawcy na przetwarzanie danych dotyczących szczepień pracowników. Żaden pracodawca nie będzie pytał pracownika o szczepienie, by zaspokoić własną ciekawość. Autorytety medyczne, naukowcy mówią wyraźnie, że osoby zaszczepione są bezpieczniejsze z punktu widzenia kontaktu z innymi, współpracownikami i klientami – zaznacza Robert Lisicki, dyrektor Departamentu Pracy w Konfederacji Lewiatan, radca prawny.

Przedsiębiorcy deklarują, że po prostu zależy im na zapewnieniu bezpiecznych warunków zatrudnienia, a do tego niezbędne są im informacje, kto jest już zaszczepiony, a kto nie.

Pracownicy z kolei boją się konsekwencji ujawnienia informacji o niezaszczepieniu.

– Niedopuszczalna jest jakakolwiek segregacja pracowników. Skoro szczepienia są dobrowolne, dajmy ludziom wybór. Skoro ktoś się zaszczepił, jest bezpieczny. Niezaszczepiony mu nie zagraża – mówi Marek Lewandowski, rzecznik prasowy Komisji Krajowej NSZZ Solidarność. I dodaje, że dane medyczne są danymi tajnymi. Bez naszej zgody nie mogą być więc ujawniane.

Kodeks pracy. Komentarz BeckOk aktualizowany co kwartał. Skonfiguruj Twój System Legalis! Sprawdź

Chcą wiedzieć

Z badania, które na zlecenie Konfederacji Lewiatan przeprowadził CBM Indicator, wynika jednak, że aż 80 proc. pracodawców uważa, że powinni mieć dostęp do informacji, ilu pracowników w ich firmie zostało zaszczepionych przeciw Covid-19. Chcą też wiedzieć, którzy konkretnie są na to gotowi.

68 proc. pracodawców spodziewa się jesienią twardego lockdownu. Także 68 proc. nie wierzy, że ograniczenia, które prawdopodobnie pojawią się jesienią, nie zagrożą działaniu ich firm.

Z drugiej strony większość (65 proc.) pracodawców uważa, że ich firmy są przygotowane do ewentualnych ograniczeń, które mogą zostać wprowadzone jesienią.

– Wciąż obowiązuje przepis nakazujący zachować półtorametrowy dystans między pracownikami tam, gdzie to tylko możliwe. Zapewne tam, gdzie bliższe kontakty są nieuniknione, pracodawcy będą chętniej korzystać z osób zaszczepionych. Niezaszczepieni będą mogli być kierowani do pracy na innych stanowiskach czy w innej formule wykonywać zadania – mówi Robert Lisicki. I dodaje: – Nie wiemy, jaki kształt przyjmą przepisy i czy np. pracodawca będzie mógł nie dopuścić osoby niezaszczepionej do pracy. A to wiąże się z prawem do wynagrodzenia. Może się bowiem okazać, że niezaszczepiony dostanie po kieszeni, gdy zostanie przesunięty na inne, gorzej opłacane stanowisko.

– Mam nadzieję, że z zaszczepionymi będą zrównani ozdrowieńcy i osoby, które wykażą się negatywnym testem na obecność koronawirusa – dodaje Lisicki.

To byłaby furtka dla osób, które z różnych względów obawiają się przyjąć szczepionkę.

System Legalis dla kancelarii i działu prawnego każdej wielkości. Wybierz Pakiet – oszczędzisz pieniądze. Sprawdź

Promocja akcji

Propozycje zmian zbiegają się z wyhamowaniem akcji szczepienia Polaków. Do tej pory w pełni zaszczepionych jest niewiele ponad 18 mln osób. Coraz trudniej znaleźć kolejnych chętnych.

Przeniesienie na pracodawców ciężaru przymuszania niezdecydowanych do szczepień to sprytne posunięcie rządu. Być może pozwoli też uniknąć władzy wprowadzania obostrzeń w przestrzeni publicznej, tak jak dzieje się to obecnie np. we Francji.

Rząd liczy też na nauczycieli. We wrześniu odbędzie się akcja promocji szczepień w szkołach.

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

Grzegorz Rutkowski, radca prawny, partner w kancelarii SQUARE Tax & Legal

Pracodawcy pytają, czy mogą prosić pracowników o informację, czy się zaszczepili. Teraz to niemożliwe. Prawodawca może to zmienić.

Ważne jednak, żeby przepis zezwalający na przetwarzanie danych o zaszczepieniu znalazł się w ustawie. Istotne jest też, jak projektodawca go uzasadni. Powinien dokładnie przeanalizować, czy ochrona przed pandemią uzasadnia ingerencję w prywatność pracownika i w jakim stopniu.

Dziś nie wiemy, co znajdzie się w projekcie, ale ustawodawca nie powinien np. pozwolić na to, by osoby niezaszczepione były w jakikolwiek sposób dyskryminowane, np. przesuwane na stanowiska, na których nie będą miały kontaktu z większą liczbą osób, ale otrzymają niższe wynagrodzenie.

Dostęp do informacji, kto się w danej firmie zaszczepił, powinno mieć ograniczone grono osób, np. przełożony i kadrowa.

Etap legislacyjny: uzgodnienia

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Wypróbuj! Sprawdź

Informacja o chorobie pracownika to nie informacja publiczna

Stan faktyczny

T.L. zwrócił się do Dyrektora Izby Administracji Skarbowej (DIAS) o udostępnienie informacji publicznej, w zakresie wskazania:

  1. Liczby osób będących pracownikami lub funkcjonariuszami IAS, u których stwierdzono zakażenie SARS-CoV-2 w okresie od 1.8.2020 r. do dnia odpowiedzi na wniosek (dane oddzielnie dla cywili i funkcjonariuszy).
  2. W których jednostkach organizacyjnych świadczyły pracę lub pełniły służbę ww. osoby? Proszę podać nazwy tych jednostek organizacyjnych (urzędy skarbowe, urzędy celno-skarbowe, siedziba IAS) oraz liczbę osób, u których stwierdzono zakażenie z podziałem na rodzaj jednostek organizacyjnych.

W odpowiedzi na wniosek DIAS poinformował stronę, że dane na temat liczby osób zakażonych, jak również jednostek, w których te osoby świadczą pracę lub pełnią służbę nie stanowią informacji publicznej w rozumieniu art. 1 i art. 6 ustawy z 6.9.2001 r. o dostępie do informacji publicznej (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 2176, dalej: DostInfPubU). W ocenie organu informacja ta dotyczy stanu zdrowia pracowników i sfery prywatnej tych osób.

T.L. wniósł do WSA w Gorzowie Wielkopolskim skargę na bezczynność DIAS w sprawie rozpatrzenia jego wniosku. W uzasadnieniu skargi T.L. podał, że organ nie udzielił odpowiedzi na złożony wniosek, ani nie wydał decyzji o odmowie udostępnienia informacji publicznej, natomiast podał informację o którą strona nie wnosiła (poinformował, które podmioty prowadzą rejestr przypadków zakażeń zachorowań na choroby zakaźne). W ocenie strony skarżącej stanowisko organu, że wnioskowane informacje nie stanowią informacji publicznej w rozumieniu przepisów DostInfPubU jest bezzasadne.

Zdaniem strony wnioskowane informacje stanowią informację publiczną, albowiem świadczą o możliwym stanie zagrożenia realizacji zadań przez organy administracji publicznej. W ocenie strony skarżącej za takim stanowiskiem przemawia także oświadczenie Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych, zgodnie z którym przepisy o ochronie danych osobowych nie mogą być stawiane jako przeszkoda w realizacji działań w związku z walką z koronawirusem. Jednocześnie skarżący zaznaczył, że organ w udzielonej odpowiedzi nie wskazał przepisów o ochronie danych osobowych jako przeszkody w udostępnieniu wnioskowanych informacji i nie wskazał żadnego przepisu, na podstawie którego odmówił przekazania żądanych informacji.

Kodeks pracy. Komentarz. Red.: prof. dr hab. Wojciech Muszalski, dr hab. Krzysztof Walczak. Skonfiguruj Twój System Legalis! Sprawdź

Stanowisko WSA

WSA po rozpoznaniu sprawy ze skargi T.L. na bezczynność Dyrektora Izby Administracji Skarbowej w przedmiocie udostępnienia informacji publicznej oddalił skargę.

Sąd wskazał, że zasady i tryb udzielenia informacji publicznej regulują przepisy DostInfPubU. Zgodnie z art. 13 ust. 1 DostInfPubU, udostępnianie informacji publicznej na wniosek następuje bez zbędnej zwłoki, nie później jednak niż w terminie 14 dni od dnia złożenia wniosku. Pozostawanie w bezczynności przez podmiot obowiązany do udostępnienia informacji publicznej w rozumieniu ustawy oznacza niepodjęcie przez ten podmiot, w terminie wskazanym w wyżej przytoczonym przepisie, stosownych czynności, tj. albo udostępnienia informacji w drodze czynności materialno-technicznej, albo też wydania decyzji o odmowie jej udzielenia lub decyzji o umorzeniu postępowania. Wskazać trzeba, że niedopuszczalne jest wydanie decyzji odmownej, gdy żądana informacja nie jest informacją publiczną w rozumieniu komentowanej ustawy. Jej przepisy nie znajdują bowiem wówczas zastosowania (por. wyroki NSA: z 11.9.2012 r., I OSK 916/12, Legalis; z 14.4.2017 r., I OSK 872/15, Legalis). Jeżeli zatem wnioskodawca żąda informacji publicznych, które nie mają charakteru informacji publicznych, lub takich informacji publicznych, w stosunku do których tryb dostępu odbywa się na odrębnych zasadach, organ nie ma obowiązku wydawania decyzji o odmowie udzielenia informacji, lecz zawiadamia wnoszącego, że żądane dane nie mieszczą się w pojęciu objętym przedmiotową ustawą lub że jej przepisy nie znajdują zastosowania ze względu na odmienne tryby dostępu.

W orzecznictwie sądów administracyjnych jednolicie przyjmuje się, iż dla prawidłowego rozpoznania i rozstrzygnięcia sprawy ze skargi na bezczynność organu w udostępnieniu informacji publicznej niezbędne jest uprzednie przesądzenie, czy żądana informacja jest w ogóle informacją publiczną, a adresat wniosku należy do kręgu podmiotów zobowiązanych do udzielenia takiej informacji.

W rozpatrywanej sprawie bezspornym jest, że DIAS jest podmiotem zobowiązanym do udostępnienia informacji publicznej. Zgodnie bowiem z art. 4 ust. 1 pkt 1 DostInfPubU, obowiązane do udostępniania informacji publicznej są władze publiczne. Stosownie zaś do art. 11 ust. 1 pkt 4 ustawy z 16.11.2016 r. o Krajowej Administracji Skarbowej (t.j. Dz.U. 2021 r. poz. 422 ze zm., dalej: KASU) dyrektor izby administracji skarbowej jest organem Krajowej Administracji Skarbowej, który wykonuje zadania publiczne, o których mowa w art. 25 KASU.

Informacją publiczną zgodnie z art. 1 ust. 1 i art. 6 ust. 1 DostInfPubU w związku z art. 61 ust. 1 i 2 Konstytucji RP jest każda wiadomość wytworzona przez szeroko rozumiane władze publiczne i osoby pełniące funkcje publiczne lub odnosząca się do władz publicznych, a także wytworzona lub odnosząca się do innych podmiotów wykonujących funkcje publiczne w zakresie wykonywania przez nie zadań władzy publicznej i gospodarowania mieniem publicznym. Nie oznacza to jednak, że DostInfPubU umożliwia każdemu podmiotowi dostęp do każdej informacji i każdego dokumentu niezależnie od tego, jakim celom informacja bądź dokument służy. Podkreślenia wymaga, iż kryteria określające, że żądana informacja ma charakter publiczny zawarto w art. 6 DostInfPubU, statuującym rodzaje informacji, które dotyczą spraw publicznych. Przepis ten jest rozwinięciem art. 1 DostInfPubU łączącego pojęcie „informacja publiczna” z pojęciem „sprawa publiczna”, a zatem przedmiotem informacji musi być sprawa publiczna związana z funkcjonowaniem Państwa (por. wyrok NSA z 9.7.2019 r., I OSK 2419/17, Legalis). DostInfPubU nie służy do występowania z wnioskiem o udzielenie każdej informacji, bowiem zakres przedmiotowy DostInfPubU obejmuje dostęp tylko do informacji publicznej, nie jest to natomiast publiczny dostęp do wszelkich informacji (por. wyrok WSA w Warszawie z 30.9.2020 r., II SAB/Wa 260/20, Legalis).

Należy wskazać, że udostępnianiu podlega informacja publiczna, w szczególności o podmiotach, o których mowa w art. 4 ust. 1 DostInfPubU, w tym o ich organizacji oraz o organach i osobach sprawujących w nich funkcje i ich kompetencjach (art. 6 ust. 1 pkt 2 lit. b i d DostInfPubU). Zgodnie z dyspozycją art. 6 ust. 1 pkt 3 lit. a DostInfPubU informację publiczną stanowi również informacja o zasadach funkcjonowania podmiotów, o których mowa w art. 4 ust. 1 DostInfPubU, w tym m.in. o trybie działania władz publicznych i ich jednostek organizacyjnych.

W ocenie Sądu żądane we wniosku informacje nie stanowią informacji publicznej. Informacja o konkretnej jednostce chorobowej pracowników (funkcjonariuszy) nie wiąże się bowiem z funkcjonowaniem organów władzy publicznej, nie posiada związku z wykonywaniem zadań publicznych czy z gospodarowaniem mieniem publicznym. Żądana informacja nie dotyczy funkcjonowania władzy publicznej, nie stanowi działania i zaniechania w zakresie powierzonych zadań i kompetencji publicznoprawnych. Wnioskowane informacje dotyczą sfery prywatnej pracowników i ich stanu zdrowia. Zbieranie i przekazywanie danych na temat ilości zachorowań do organów centralnych nie powoduje, że takie informacje stają się informacjami publicznymi. Organ trafnie zauważył, że sama liczba chorych nie obrazuje, czy funkcjonowanie organu jest zagrożone. Wynika to z faktu, że część pracowników pomimo stwierdzonej choroby może pracować zdalnie. Nadto istotne jest to których pracowników z uwagi na pełnioną funkcję w organie dotyczy choroba.

W orzecznictwie wskazano, że informacja dotycząca absencji pracowników samorządowych pełniących w gminie funkcje publiczne stanowi informację publiczną (zob. wyrok WSA w Warszawie z 20.7.2016 r., II SAB/Wa 1148/15, Legalis). W rozpoznawanej sprawie mamy do czynienia z inną sytuacją.

Sąd uznał zatem, że organ nie dopuścił się bezczynności i dlatego skarga została oddalona.

Sąd słusznie wskazał, że dostęp do informacji publicznej to nie publiczny dostęp do informacji. Przepisy DostInfPubU są interpretowane w orzecznictwie w sposób dość kazuistyczny co wynika jednakże z ogólnych definicji pojęć tam zawartych. W komentowanym orzeczeniu Sąd wskazał, że informacja o konkretnej jednostce chorobowej pracownika podmiotu publicznego nie jest informacją publiczną. Informacją publiczną będzie natomiast informacja dotycząca absencji pracowników samorządowych pełniących w gminie funkcje publiczne stanowi informację publiczną.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Wypróbuj! Sprawdź

Rozpoznanie odwołania złożonego po terminie to rażące naruszenie prawa

Stan faktyczny

WSA w Lublinie w trybie uproszczonym rozpoznał sprawę ze skargi J.K. na postanowienie SKO w przedmiocie zarzutów w sprawie prowadzenia egzekucji administracyjnej i stwierdził nieważność zaskarżonego postanowienia.

Przedmiotem skargi było postanowienie SKO utrzymujące w mocy postanowienie Wójta Gminy oddalające zarzuty w sprawie egzekucji administracyjnej.

W sprawie tej organ I instancji określił skarżącemu wysokość opłaty za gospodarowanie odpadami komunalnymi w kwocie X zł miesięcznie. Ponieważ skarżący nie wywiązywał się z obowiązku zapłaty, organ I instancji najpierw skierował do skarżącego upomnienie, a następnie wystawił tytuł wykonawczy, po czym skierował przedmiotowy tytuł do egzekucji administracyjnej do Naczelnika Urzędu Skarbowego. Naczelnik Urzędu Skarbowego zawiesił prowadzone przeciwko skarżącemu postępowanie egzekucyjne w związku ze złożeniem przez skarżącego zarzutów.

W zarzutach skarżący podniósł, że nie mieszka w danej nieruchomości, bo nie ma tam dostępu do wody, nigdy nie odbierano od niego śmieci, a tytuł wykonawczy jest podpisany przez nieuprawnioną osobę, a także w treści tytułu wykonawczego występuje błąd co do daty jego urodzenia.

Postanowienie organu I instancji w przedmiocie oddalenia zarzutów w sprawie egzekucji administracyjnej zostało, na skutek zażalenia skarżącego, uchylone w całości, a sprawa przekazana do ponownego rozpoznania postanowieniem SKO.

W wyniku ponownego rozpatrzenia sprawy organ I instancji oddalił zarzuty skarżącego w sprawie egzekucji administracyjnej. Przedmiotowe postanowienie zostało odebrane osobiście przez skarżącego dnia (…). Skarżący pismem z dnia (…) – złożonym w Urzędzie Gminy dnia (…) wniósł zażalenie na postanowienie organu I instancji. Postanowieniem organ II instancji utrzymał w mocy zaskarżone postanowienie.

W uzasadnieniu podniesiono, że zobowiązany może wnieść zarzuty tylko z przyczyn enumeratywnie wyszczególnionych w art. 33 ustawy z 17.6.1966 r. o postępowaniu egzekucyjnym w administracji (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 1427 ze zm., dalej: EgzAdmU) Zarzut winien określać istotę i zakres żądania oraz dowody uzasadniające to żądanie. Organ II instancji podniósł, że skarżący nie sformułował zarzutów zgodnie z wyżej wskazanym przepisem, a także wyjaśnił, że egzekwowany w sprawie obowiązek polega na zapłacie opłaty za gospodarowanie odpadami komunalnymi i wynika wprost z przepisów ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach.

Nowelizacja ustawy o e-doręczeniach od 3.7.2021 r. - w Iuscase masz to pod kontrolą! Sprawdź

Skarga

W skardze do WSA w Lublinie skarżący podniósł, że Kolegium nie może rozstrzygać w sprawach zakończonych prawomocnie, nie powinno też kłamać w sprawie zgodności daty urodzenia z numerem PESEL podanym w tytule wykonawczym. Ponadto podniósł, że Wójt Gminy nie poniósł kosztów transportu, zbierania i odzysku odpadów z jego nieruchomości. Wniósł o uchylenie zaskarżonego postanowienia.

W odpowiedzi na skargę organ II instancji wniósł o jej oddalenie.

Orzeczenie WSA

Skarga podlega uwzględnieniu jednak z innych powodów niż argumenty w niej wskazane.

WSA zauważył, że organ II instancji rozpoznał merytorycznie zażalenie, pomimo, że skarżący wniósł je po terminie. Jak wynika bowiem z potwierdzenia odbioru, skarżący osobiście odebrał w dniu (…) korespondencję kierowaną do niego, a zawierającą postanowienie organu I instancji w przedmiocie oddalenia zarzutów. Zwrotne potwierdzenie odbioru jest dokumentem urzędowym, który – jeśli jest sporządzony w przepisanej formie przez uprawniony do tego podmiot – stanowi dowód tego, co zostało w nim urzędowo stwierdzone (zob. postanowienie NSA z 22.1.2021 r., II OZ 1209/20). Zażalenie natomiast skarżący złożył w Urzędzie Gminy dnia (…), co wynika z prezentaty.

Zgodnie z art. 34 § 3 EgzAdmU na postanowienie w sprawie zarzutu w sprawie egzekucji administracyjnej przysługuje zażalenie. Jak wynika z treści art. 141 § 2 KPA zażalenia wnosi się w terminie 7 dni od dnia doręczenia postanowienia stronie, a gdy postanowienie zostało ogłoszone ustnie – od dnia jego ogłoszenia stronie. A skoro w postępowaniu egzekucyjnym mają odpowiednie zastosowanie przepisy KPA (zob. art. 18 EgzAdmU) tym samym zażalenie na postanowienie w sprawie zarzutu wnosi się w terminie 7 dni od dnia doręczenia postanowienia stronie. Termin do wniesienia zażalenia w tej sprawie minął skarżącemu 5.2.2021 r.

Zgodnie z art. 134 ustawy z 30.8.2002 r. Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 2325 ze zm., dalej: PostAdmU) Sąd rozstrzyga w granicach danej sprawy nie będąc jednak związany zarzutami i wnioskami skargi oraz powołaną podstawą prawną, z zastrzeżeniem art. 57a § 1 PostAdmU. Sąd nie może wydać orzeczenia na niekorzyść skarżącego, chyba że stwierdzi naruszenie prawa skutkujące stwierdzeniem nieważności zaskarżonego aktu lub czynności (art. 134 § 2 PostAdmU).

Brak związania sądu administracyjnego zarzutami i wnioskami skargi (oraz powołaną podstawą prawną) oznacza m.in. możliwość dokonania oceny zaskarżonej decyzji z punktu widzenia jej zgodności z prawem, niezależnie od sformułowanych w skardze twierdzeń i zarzutów. Tym samym istnieje możliwość, że sąd uchyli treść zaskarżonego aktu lub czynności z powodu innych uchybień niż te, które wskazał wnoszący skargę. Możliwe będzie również stwierdzenie nieważności zaskarżonego aktu przez sąd. Sąd jest więc uprawniony uwzględnić z urzędu inne zarzuty i orzec odmiennie od wniosków skargi (por. wyr. NSA z 20.3.2007 r., II GSK 349/06, Legalis; wyrok WSA w Warszawie z 6.5.2004 r., I SA 2027/02, Legalis).

Zgodnie z art. 145 § 1 pkt 2 PostAdmU. Sąd uwzględniając skargę na decyzję lub postanowienie stwierdza nieważność decyzji lub postanowienia w całości lub w części, jeżeli zachodzą przyczyny określone w art. 156 KPA lub w innych przepisach. W art. 156 § 1 pkt 2 KPA przewidziano, że organ administracji publicznej stwierdza nieważność decyzji, która wydana została bez podstawy prawnej lub z rażącym naruszeniem prawa.

W orzecznictwie sądów administracyjnych przyjmuje się, że doszło do rażącego naruszenia prawa w sytuacji gdy organ odwoławczy rozpoznał odwołanie od decyzji wniesionej po terminie, mimo że termin nie został przywrócony (zob. np. wyrok NSA z 16.2.1998 r., IV SA 727/96; wyrok NSA z 23.04.1998 r., IV SA 1006/96; wyrok NSA z 14.04.1999 r., I SA 1823/98, Legalis; wyrok NSA z 2.06.1999 r., IV SA 868/97; wyrok NSA z 18.11.1999 r., I SA 330/99).

W uchwale NSA z 12.10.1998 r., OPS 11/98, Legalis wprost wyrażono zapatrywanie, że: „rozpatrzenie odwołania wniesionego z uchybieniem terminu, który nie został przywrócony, stanowi rażące naruszenie prawa w rozumieniu art. 156 § 1 pkt 2 KPA Odnosi się to w równym stopniu do rozpatrzenia wniosku o ponowne rozpatrzenie sprawy (art. 127 § 3 KPA). Załatwienie w postępowaniu administracyjnym wniosku o ponowne rozpoznanie sprawy merytoryczną decyzją w sytuacji, gdy upłynął termin wniesienia tego środka zaskarżenia, stanowi rażące naruszenie art. 127 § 3 in fine w związku z art. 129 § 2 KPA oraz art. 16 § 1 KPA.”

Rozpoznanie przez organ odwoławczy zażalenia na postanowienie – wniesionego przez stronę po terminie – dotknięte jest rażącym naruszeniem prawa. W konsekwencji stwierdzenia powyższego, Sąd zobowiązany jest stwierdzić nieważność zaskarżonego postanowienia SKO.

System Legalis dla kancelarii i działu prawnego każdej wielkości. Wybierz Pakiet – oszczędzisz pieniądze. Sprawdź

Przepisy covidowe

Jednocześnie Sąd zwrócił uwagę, że ustawą z 9.12.2020 r. o zmianie ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2020 r. poz. 2255), która weszła w życie 16.12.2020 r. dodany został art. 15zzzzzn(2) KoronawirusU, o treści:

1. W przypadku stwierdzenia uchybienia przez stronę w okresie obowiązywania stanu epidemii ogłoszonego z powodu COVID-19 przewidzianych przepisami prawa administracyjnego terminów:

  1. zachowania których jest uzależnione udzielenie ochrony prawnej przed organem administracji publicznej,
  2. do dokonania przez stronę czynności kształtujących jej prawa i obowiązki,
  3. przedawnienia,
  4. których niezachowanie powoduje wygaśnięcie lub zmianę praw rzeczowych oraz roszczeń i wierzytelności, a także popadnięcie w opóźnienie,
  5. zawitych, z niezachowaniem których ustawa wiąże ujemne skutki dla strony,
  6. do dokonania przez podmioty lub jednostki organizacyjne podlegające wpisowi do właściwego rejestru czynności, które powodują obowiązek zgłoszenia do tego rejestru, a także terminów na wykonanie przez te podmioty obowiązków wynikających z przepisów o ich ustroju
    – organ administracji publicznej zawiadamia stronę o uchybieniu terminu.

2. W zawiadomieniu, o którym mowa w ust. 1, organ administracji publicznej wyznacza stronie termin 30 dni na złożenie wniosku o przywrócenie terminu.

3. W przypadku, o którym mowa w art. 58 § 2 KPA, prośbę o przywrócenie terminu należy wnieść w terminie 30 dni od dnia ustania przyczyny uchybienia terminu.

Przepis ten przewiduje obowiązek organu administracji publicznej zawiadamiania strony o uchybieniu terminu. W takim przypadku strona ma prawo do złożenia wniosku o przywrócenie terminu.

Stwierdzenie przez Sąd nieważności zaskarżonego postanowienia powoduje, że organ II instancji zobowiązany jest rozpoznać zażalenie skarżącego, z zastrzeżeniem, że wniesione zostało ono po terminie. Przy czym ewentualne zastosowanie w tej sprawie art. 134 KPA poprzedzone powinno być poinformowaniem skarżącego o uchybieniu terminu stosownie do treści art. 15zzzzzn2 KoronawirusU.

Niezależnie od treści i zakresu skargi, sądy administracyjne z urzędu powinny dostrzec te uchybienia organów administracyjne, które na gruncie przepisów KPA stanowią o rażącym naruszeniu prawa. Takim naruszeniem jest rozpoznanie odwołanie złożonego z uchybieniem terminu. Sąd administracyjny dostrzegając uchybienie dotknięte taką kwalifikowaną wadą, zobowiązany jest stwierdzić nieważności kontrolowanej decyzji czy postanowienia – i to niezależnie od tego czy orzeczenie to będzie wydawane na (nie)korzyść skarżącego.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Wypróbuj! Sprawdź

Kara nałożona przez Prezesa UODO na Fundację Promocji Mediacji i Edukacji Prawnej Lex Nostra

Ustalenia faktyczne

Fundacja jest organizacją pożytku publicznego, zajmującą się udzielaniem pomocy prawnej oraz porad prawnych i psychologicznych osobom pokrzywdzonym w wyniku przestępstwa oraz ich rodzinom. Działa na rzecz ochrony praw osób pokrzywdzonych przez instytucje publiczne, publiczny system ochrony zdrowia oraz podmioty działające w branży ubezpieczeniowej, a także promowanie mediacji w szeroko rozumianym obrocie prawnym i gospodarczym oraz życiu społecznym.

Do Urzędu Ochrony Danych Osobowych (dalej: UODO) w październiku 2020 r. wpłynęło zawiadomienie o podejrzeniu naruszenia zasad przestrzegania przepisów o ochronie danych osobowych przez Fundację polegającego na utracie danych osobowych wielu osób, jaka miała miejsce w styczniu 2020 r., na skutek kradzieży teczek zawierających dane osobowe beneficjentów w mazowieckim biurze terenowym.

Jak wynika z zawiadomienia, kradzież była przedmiotem postępowania karnego niemniej jednak z analizy przedłożonego postanowienia o umorzeniu dochodzenia wynika, że było ono prowadzone jedynie w kontekście usiłowania popełnienia przestępstwa, nie zaś utraty dokumentów zawierających dane osobowe. O podejrzeniu naruszenia zasad przestrzegania przepisów o ochronie danych osobowych organ nadzorczy został poinformowany pismem z października 2020 r. przez Ministerstwo Sprawiedliwości będące organem sprawującym nadzór nad Fundacją.

W związku z powyższym, w listopadzie 2020 r. Prezesem UODO, na podstawie art. 58 ust. 1 lit. a i e RODO, zwrócił się do Fundacji o wskazanie, czy w związku z utratą danych osobowych wielu osób na skutek kradzieży teczek zawierających dane osobowe beneficjentów, naruszenie zostało zgłoszone organowi nadzorczemu, a w przypadku odpowiedzi przeczącej poproszono o przesłanie przeprowadzonej analizy przedmiotowego naruszenia, a także o udzielenie informacji, czy został wyznaczony inspektor ochrony danych, a jeżeli tak, to czy administrator konsultował z inspektorem ochrony danych możliwość zgłoszenia naruszenia organowi nadzorczemu.

W odpowiedzi na powyższe, Fundacja stwierdziła, iż nie zgłaszała organowi nadzorczemu naruszenia i nie ma wyznaczonego w swojej organizacji inspektora ochrony danych. Ponadto Fundacja wskazała, że dokonana analiza naruszenia dała ocenę jego wagi na poziomie niskim. Na jej podstawie Fundacja uznała, iż nie doszło do naruszenia skutkującego koniecznością zawiadomienia Prezesa UODO.

Prezes UODO wszczął wobec Fundacji postępowanie administracyjne i wezwał do udzielenia dodatkowych informacji: gdzie konkretnie znajdowały się teczki z danymi osobowymi, czy w przypadku niezabezpieczenia dokumentacji zgodnie z przyjętymi w organizacji zasadami, ustalono osoby odpowiedzialne za naruszenie, czy jest opracowana i wdrożona polityka bezpieczeństwa, a jeżeli tak, to w jaki sposób administrator monitoruje przestrzeganie tych zasad przez pracowników, czy w dniu kradzieży dokumentów zawierających dane osobowe zabezpieczenia były sprawne/działające, użyte zgodnie ze swoim przeznaczeniem (drzwi wejściowe oraz do pozostałych pomieszczeń zamknięte na klucz), uruchomione (monitoring, alarm), jakie przepisy regulują okres przechowywania lub też jego brak, akt osobowych osób, które korzystały z pomocy Fundacji, ewentualnie jakie zostały ustalone przez administratora kryteria okresu przechowywania danych osobowych, jakie obywatelstwo posiadały osoby, niemające numeru ewidencyjnego PESEL, których dane zostały utracone oraz zwrócono się o przesłanie analizy naruszenia uwzględniającej wszelkie kryteria wzięte przez administratora pod uwagę przy ostatecznej ocenie naruszenia praw i wolności osób fizycznych.

Ochrona danych osobowych od A do Z w 16 krokach. Skonfiguruj Twój System Legalis! Sprawdź

Uzasadnienie z decyzji Prezesa UODO

Przede wszystkim nie ulega wątpliwości, że w omawianej sprawie wystąpiło naruszenie bezpieczeństwa prowadzące do przypadkowego utracenia oraz nieuprawnionego dostępu do danych osobowych przetwarzanych przez Fundację, a zatem doszło do naruszenia ochrony danych osobowych.

Nie bez znaczenia dla oceny sytuacji pozostaje fakt, iż Fundacja nie jest w stanie dokładnie wskazać kategorii danych osobowych zawartych w utraconej dokumentacji, co mogło przyczynić się do niewłaściwego oszacowania przez nią ryzyka naruszenia. Jednocześnie, ze zgromadzonego materiału dowodowego nie wynika, aby Fundacja podejmowała jakiekolwiek działania w celu zweryfikowania faktycznego zakresu danych osobowych znajdujących się w skradzionej dokumentacji. Brak takiej weryfikacji powoduje zwiększenie poziomu ryzyka naruszenia praw lub wolności tych osób.

Naruszenie poufności danych, jakie wystąpiło w przedmiotowej sprawie, w związku z naruszeniem ochrony danych osobowych polegającym na utracie danych osobowych wielu osób, jaka miała miejsce w styczniu 2020 r., na skutek kradzieży teczek zawierających dane osobowe beneficjentów, w szczególności danych dotyczących numerów ewidencyjnych PESEL wraz z imionami i nazwiskami, adresami korespondencyjnymi, numerami telefonów, powoduje wysokie ryzyko naruszenia praw lub wolności osób fizycznych.

Fundacja podejmując zatem decyzję o niezawiadomieniu o naruszeniu organu nadzorczego, jak i osób, których dane dotyczą, w praktyce pozbawiła te osoby możliwości przeciwdziałania potencjalnym szkodom. Zawiadamiając bez zbędnej zwłoki podmiot danych, administrator umożliwia osobie podjęcie niezbędnych działań zapobiegawczych w celu ochrony praw lub wolności przed negatywnymi skutkami naruszenia.

Co do zasady administrator powinien zawiadomić indywidualnie osoby, których dane dotyczą, o naruszeniu ochrony danych osobowych. Jeżeli jednak Fundacja nie posiada kopii skradzionych dokumentów, nie jest w stanie ich odtworzyć lub nie przetwarza tych danych przy użyciu systemu informatycznego, i tym samym nie jest w stanie zidentyfikować osób, których dane dotyczą, to stosownie do art. 34 ust. 3 lit. c RODO powinna dokonać zawiadomienia tych osób poprzez wydanie publicznego komunikatu lub zastosowanie podobnego środka, aby w równie skuteczny sposób poinformować osoby, których dane dotyczą, o naruszeniu.

W konsekwencji należy stwierdzić, że administrator nie dokonał zgłoszenia naruszenia ochrony danych osobowych organowi nadzorczemu oraz nie zawiadomił bez zbędnej zwłoki osób, których dane dotyczą, o naruszeniu ochrony ich danych, zgodnie z art. 34 ust. 1 RODO, co oznacza naruszenie przez administratora tych przepisów. Decydując o nałożeniu na Fundację administracyjnej kary pieniężnej Prezes UODO – stosownie do treści  art. 83 ust. 2 lit. a– k RODO  – wziął pod uwagę następujące okoliczności sprawy.

Stwierdzone w niniejszej sprawie naruszenie ma znaczną wagę i poważny charakter, ponieważ może doprowadzić do szkód majątkowych lub niemajątkowych dla osób, których dane zostały naruszone, a prawdopodobieństwo ich wystąpienia jest wysokie. Wysokie ryzyko wystąpienia negatywnych konsekwencji dla osób, których dane zostały przez Fundację utracone, a tym samym wagę naruszenia, potwierdzają okoliczności zdarzenia mającego miejsce w styczniu 2020 r., w szczególności to, że nie było to przypadkowe zdarzenie, a celowe działanie osoby lub osób trzecich (nieznanych ani Fundacji, ani Prezesowi UODO, ani organom ścigania prowadzącym postępowanie w sprawie kradzieży) działających w sposób przestępny i co do których założyć należy – w związku z takim sposobem działania – złą wolę jako motyw tego działania.

Czas trwania naruszenia przepisu art. 34 ust. 1 RODO jest w ocenie Prezesa UODO bardzo długi. Od powzięcia przez Fundację informacji o naruszeniu ochrony danych osobowych do chwili obecnej (naruszenie nie zostało usunięte) upłynęło piętnaście miesięcy, w trakcie których ryzyko naruszenia praw lub wolności osób dotkniętych naruszeniem mogło się zrealizować, a czemu osoby te nie mogłyby przeciwdziałać ze względu na niewywiązanie się przez Fundację z obowiązku powiadomienia ich o naruszeniu. Za długi Prezes UODO uznaje również czas trwania naruszenia przepisu art. 33 ust. 1 RODO – w odpowiedzi na trzy kierowane do niej wezwania i po upływie dwunastu miesięcy od powzięcia informacji o naruszeniu ochrony danych osobowych – udzieliła Prezesowi UODO informacji wyczerpujących treść zgłoszenia.  W niniejszej sprawie ustalono, że naruszenie dotyczyło danych osobowych wielu osób – na skutek kradzieży teczek zawierających dane osobowe beneficjentów – to jest 96 osób, które korzystały z pomocy prawnej w Fundacji.

Ponadto Fundacja podjęła świadomą decyzję, by nie zawiadamiać o naruszeniu Prezesa UODO, jak i osób, których dane dotyczą, pomimo powzięcia informacji o utracie danych osobowych wielu osób na skutek kradzieży teczek zawierających dane osobowe, lekceważąc również kierowane do niej pisma Prezesa UODO wskazujące na ciążące na administratorze obowiązki. W niniejszej sprawie Prezes UODO uznał współpracę Fundacji za niezadowalającą. Ocena ta dotyczy reakcji Fundacji na pisma Prezesa UODO wskazujące na obowiązki administratora.

W ocenie Prezesa UODO, zastosowana administracyjna kara pieniężna spełnia w ustalonych okolicznościach niniejszej sprawy funkcje, o których mowa w art. 83 ust. 1 RODO, tzn. jest w tym indywidualnym przypadku skuteczna, proporcjonalna i odstraszająca.

Warto wskazać, że Prezes UODO negatywnie ocenił przedstawioną przez Fundację w tej sprawie analizę ryzyka stanowiąca załącznik do jej wyjaśnień. Dokument sprowadzał się do wydruku z kalkulatora wagi naruszeń ochrony danych osobowych udostępnianego na stronie internetowej jednego z podmiotów świadczących usługi wsparcia w zakresie ochrony danych osobowych. Prezes UODO wskazał, że kalkulator może stanowić co najwyżej dodatkowe źródło pomocnicze i nie może być samodzielną podstawą podejmowania decyzji przez jakikolwiek podmiot lub osobę, które korzystają z kalkulatora na własną odpowiedzialność.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Wypróbuj! Sprawdź

Polski Ład – nowe obowiązki przedsiębiorców

„Państwo chce wiedzieć wszystko o naszych biznesach”, „wielki brat będzie czuwał”, „małe firmy nie mają szans” – tak na forach księgowych komentowane są nowe obowiązki dla przedsiębiorców, które znajdują się w promowanym przez Ministerstwo Finansów podatkowym pakiecie Polskiego Ładu. Chodzi przede wszystkim o przesyłanie fiskusowi co miesiąc elektronicznych ksiąg podatkowych, a ZUS informacji o dochodzie (na których podstawie liczone będą składki zdrowotne).

– To kolejne uciążliwe dla przedsiębiorców i księgowych obowiązki. Ministerstwo Finansów nie zdaje sobie sprawy, ile będzie przy tym pracy – mówi Cezary Szymaś, współwłaściciel biura rachunkowego ASCS-Consulting.

– Czeka nas wszystkich olbrzymia biurokracja – wtóruje Izabela Leśniewska, doradca podatkowy w kancelarii Alo-2.

System Legalis dla kancelarii i działu prawnego każdej wielkości. Wybierz Pakiet – oszczędzisz pieniądze. Sprawdź

Przecież już wiedzą

Eksperci przypominają, że obowiązek składania miesięcznych deklaracji PIT/CIT został zniesiony w 2007 r. Polski Ład przywraca przymus comiesięcznego raportowania skarbówce. I to dużo bardziej szczegółowego. Wprowadza bowiem obowiązek przesyłania fiskusowi ksiąg, a także ewidencji środków trwałych oraz wartości niematerialnych i prawnych. Zmiana trafi zarówno do ustawy o CIT, jak i o PIT. Co oznacza, że ta przyjemność spotka też najmniejszych przedsiębiorców, którzy mają podatkową księgę przychodów i rozchodów. Część z nich prowadzi ją jeszcze w formie papierowej. Z Polskiego Ładu wynika, że będą musieli przejść na elektroniczną. I wysyłać ją fiskusowi co miesiąc, a także po zakończeniu roku.

– Nie bardzo rozumiem, po co urzędnikom księga przychodów i rozchodów, skoro wszystkie najważniejsze informacje o firmie mają w VAT-owskim Jednolitym Pliku Kontrolnym – mówi Cezary Szymaś. Przypomina, że od 2018 r. JPK składają co miesiąc wszyscy przedsiębiorcy, którzy płacą VAT. I ciągle są z nim duże problemy, choćby z oznaczaniem transakcji.

– Obawiam się, że podobnie będzie z elektroniczną księgą. W niej także łatwo o pomyłkę, a przecież za błędy grożą kary – podkreśla Cezary Szymaś.

Szkolenia online z zakresu podatków – aktualna lista szkoleń Sprawdź

Nierealny termin

Zdaniem Izabeli Leśniewskiej przedsiębiorcy będą mieli też olbrzymie kłopoty z obowiązkami związanymi z nowymi zasadami rozliczania składki zdrowotnej. Z Polskiego Ładu wynika, że ma być liczona od dochodu z działalności gospodarczej.

– Informację o takim dochodzie trzeba będzie co miesiąc przesyłać do ZUS. Teraz wielu przedsiębiorców nie ma obowiązku comiesięcznego składania ZUS-owskich deklaracji, będzie to więc dla nich dodatkowe zadanie. Na dodatek dochód trzeba wyliczyć do 10. dnia następnego miesiąca, ewentualnie 15. dnia, jeśli zatrudniamy inne osoby – mówi Izabela Leśniewska.

Jak już pisaliśmy w „Rzeczpospolitej” z 4.8.2021 r., taki krótki termin jest nierealny, wiele firm nie wie bowiem jeszcze na początku miesiąca, ile zarobiło w poprzednim. Choćby dlatego, że spływają do nich ciągle faktury (na ich wystawianie jest 15 dni).

– Polski Ład wprowadza też obowiązek informowania ZUS o zastosowanej formie opodatkowania. Oznacza to, że umiera idea jednego okienka dla przedsiębiorców. O zmianie formy rozliczeń trzeba będzie bowiem poinformować i urząd skarbowy, i ZUS. Na dodatek ten drugi organ szybciej, już do 10 bądź 15 lutego. ZUS może też zażądać od przedsiębiorcy dokumentów potwierdzających formę opodatkowania oraz wysokość dochodu – wylicza nowe obowiązki Izabela Leśniewska.

Przeciwko nowym biurokratycznym wymogom protestuje Krajowa Izba Biur Rachunkowych. Jak poinformował „Rzeczpospolitą” Dariusz Domagała, członek zarządu KIBR, w czwartek zostanie w tej sprawie złożony list do ministra finansów. Podpisało go 1864 biur rachunkowych.

Z projektu Polskiego Ładu wynika, że przymus przesyłania fiskusowi ksiąg ma wejść w 2023 r. Natomiast nowe zasady rozliczania składek zdrowotnych będą obowiązywać już w 2022 r.

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

Konrad Turzyński doradca podatkowy, partner w kancelarii KNDP

W ostatnich latach wiele mówi się o upraszczaniu rozliczeń przedsiębiorców i zdejmowaniu z nich biurokratycznych obciążeń. I trzeba przyznać, że część faktycznie zlikwidowano. Niestety, Polski Ład idzie totalnie w poprzek tym działaniom. Obowiązek przesyłania fiskusowi co miesiąc elektronicznych ksiąg, a ZUS informacji o dochodzie sprawi firmom wiele problemów. I przyniesie dodatkowe wydatki. Można powiedzieć, że to wielki powrót biurokracji, bo przecież jeszcze kilkanaście lat temu trzeba było składać miesięczne deklaracje PIT/CIT. Trudno zrozumieć, dlaczego przywracany jest obowiązek comiesięcznego raportowania. Przecież fiskus ma bardzo dużo źródeł informacji o biznesie, począwszy od JPK_VAT, a skończywszy na sprawdzaniu przez STIR firmowych kont. Czy naprawdę musi wiedzieć jeszcze np. to, że przedsiębiorca zaksięgował w kosztach 1,50 zł opłaty parkingowej?

Etap legislacyjny: konsultacje publiczne

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Wypróbuj! Sprawdź

Stawka za urzędówkę jak za pomoc z wyboru

Samowola legislacyjna

TK zajął się 23.4.2020 r. nieobowiązującym już rozporządzeniem w sprawie taks adwokackich. Wskazał wtedy, że „ zróżnicowanie w akcie podstawowym wysokości wynagrodzenia od tego, czy adwokat świadczył pomoc prawną jako pełnomocnik z wyboru czy z urzędu stanowiło niedopuszczalną w demokratycznym państwie prawa samowolę legislacyjną, nieproporcjonalnie ingerującą w uprawnienia pełnomocników z urzędu do uzyskania wynagrodzenia za ich pracę”.

Dziś obowiązuje nowe prawo. Dysproporcja między stawkami za prowadzenie spraw z wyboru i z urzędu wciąż jednak występuje. Pełnomocnicy ustanowieni z urzędu korzystają więc z argumentacji Trybunału Konstytucyjnego. Niektórym, jak mec. Michałowi Wysockiemu (który właśnie otrzymał uzasadnienie w jednej z prowadzonych przez siebie spraw) udaje się przekonać sądy do swoich racji i zasądzane są im wynagrodzenia jak za prowadzenie sprawy z wyboru.

– Rozstrzygnięcie dotyczące kosztów świadczenia pomocy prawnej z urzędu – jeszcze nieprawomocne – zapadło w sprawie o rozwód. Jestem pełnomocnikiem z urzędu pozwanej kobiety. Sprawa trwa już cztery lata – opisuje adwokat Michał Wysocki.

I wylicza, że przez cały okres reprezentacji obecny był na dziesięciu rozprawach i przygotował ponad dwadzieścia pism zarówno do sądu, jak i w korespondencji z klientką. Nie wliczając kilkudziesięciu rozmów telefonicznych i spotkań z pozwaną.

– Powyższe informacje zawarłem w mowie końcowej, wnosząc o zasądzenie kosztów postępowania na podstawie przepisów o reprezentacji z wyboru. Podstawowy argument dotyczący przyznania mi kosztów w tym trybie oparty jednak został na wyroku TK i orzeczeniu SN ze stycznia tego roku – wskazuje mecenas Wysocki.

Dobrą nowiną postanowił się podzielić z członkami środowiska na adwokackim forum i wywołał dyskusję. Okazuje się bowiem, że choć w środowisku są szczęśliwcy, dla których sądy również były łaskawe, to jednak wciąż argumentacja o samowoli legislacyjnej nie wszystkie składy orzecznicze przekonuje.

Potrzebujesz zweryfikować wiarygodność kontrahenta? Wypróbuj Beck KRS! Sprawdź

Ochrona budżetu

Poproszony o komentarz dr Filip Przybylski-Lewandowski z kancelarii Buszan Orłowski Przybylski-Lewandowski Adwokaci i Radcowie Prawni nie ma w przyznawaniu kosztów pozytywnych doświadczeń.

– Analizowałem orzecznictwo i niestety po wyroku TK niewiele się zmieniło. Koszty zasądzane są wedle stawek wynikających z rozporządzenia w sprawie kosztów nieopłaconej pomocy prawnej udzielonej z urzędu. Bardzo rzadko sądy też korzystają z możliwości podwyższenia minimalnej stawki – opisuje mec. Filip Przybylski-Lewandowski.

I przyznaje, że w jego 20-letniej karierze tylko raz udało mu się otrzymać wynagrodzenie za prowadzenie sprawy z urzędu wymiarze wyższym niż podstawowe.

– Czasami sądy orzekające o wynagrodzeniu adwokata biorą pod uwagę również spis poniesionych kosztów, np. na dojazd do sądu, parking itd. Nie ma jednak reguły. Co do zasady sędziowie o kosztach orzekają w bardzo asekuracyjny sposób, czasem uważając się za podmiot odpowiedzialny za ochronę majątku Skarbu Państwa – mówi dalej.

– Byłoby bardzo dobrze, gdyby sądy brały pod uwagę argumentację z wyroku Trybunału Konstytucyjnego. Dzięki temu sposób zasądzania stawek zostałby ujednolicony – podsumowuje adwokat Przemysław Rosati, prezes Naczelnej Rady Adwokackiej.

POSTANOWIENIE Z 7.1. 2021 R. SYGN. AKT I CSK 598/20

Sąd Najwyższy

Analiza statusu adwokatów i radców prawnych oraz ich roli w postępowaniu, w którym występują jako podmioty powołane i zobowiązane do zastępstwa prawnego, prowadzi do uznania, że różnicowanie ich wynagrodzenia, tj. obniżenie pełnomocnikom z urzędu wynagrodzenia, które otrzymaliby, gdyby występowali w sprawie jako pełnomocnicy z wyboru, nie ma konstytucyjnego uzasadnienia.

ORZECZENIE Z 23.4.2020 SYGN. AKT SK 66/19

Trybunał Konstytucyjny

Nie ulega wątpliwości, że w sprawach wymagających profesjonalnej wiedzy prawnej prawidłowe wykonywanie obowiązków przez adwokata (niezależnie od tego, czy jest to pełnomocnik z wyboru czy z urzędu) wymaga niejednokrotnie dużego nakładu pracy. Poza ściśle określonymi w prawie przypadkami adwokat nie może uchylić się od wykonania zleconych mu obowiązków jako pełnomocnik z urzędu – w przeciwieństwie do adwokata działającego jako pełnomocnik z wyboru (…). Łączyć się to może bez wątpienia z określonym uszczerbkiem w substancji majątkowej adwokatów działających jako pełnomocnicy z urzędu. W przeciwieństwie bowiem do pełnomocników z wyboru nie mogą oni otrzymać wynagrodzenia z góry ani w całości, ani w części zaliczkowej, co oznacza, że do zakończenia postępowania w danej instancji de facto świadczą pomoc prawną za darmo.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Wypróbuj! Sprawdź

Podatek u źródła za korzystanie z chmury informatycznej

Stan faktyczny

Spółka działająca w branży stolarstwa i ciesielstwa funkcjonuje w ramach grupy kapitałowej, do której należy również podmiot będący rezydentem podatkowym Niemiec (dalej: RN). Na potrzeby prowadzonej działalności spółka nabywa za wynagrodzeniem od RN prawo do używania oprogramowania (licencje), przykładowo systemu księgowego. Oprogramowanie to zostało pozyskane przez RN od zewnętrznego dostawcy. Poza zakupem licencji spółka ponosi na rzecz RN również koszty świadczonych na jej rzecz usługi typu helpdesk oraz usługi dostępu do chmury internetowej. Usługi typu helpdesk są związane z bieżącym utrzymaniem i aktualizacją wykorzystywanego oprogramowania, a także ze świadczeniem usług związanych z ogólną obsługą informatyczną spółki. Z kolei przedmiotem usługi dostępu do chmury jest dostęp do gromadzonych danych, aplikacji i innych zasobów informatycznych zlokalizowanych na wielu serwerach, w wielu miejscach, dostępnych wirtualnie, za pośrednictwem przeglądarki www. Dzięki usłudze chmury pliki nie są przechowywane na lokalnych dyskach, a bezpośrednio na zdalnych serwerach zewnętrznego dostawcy. Usługa nabywana przez spółkę polega na dostępie do danych – dane nie są w żaden sposób modyfikowane na platformie (w chmurze). Nabywane usługi typu helpdesk oraz dostępu do chmury internetowej nie obejmują udzielania licencji na oprogramowanie.

Spółka złożyła wniosek o wydanie interpretacji podatkowej, pytając, czy płatności za prawo do korzystania z usługi dostępu do chmury internetowej ponoszone przez spółkę na rzecz RN są objęte obowiązkiem pobrania podatku u źródła. Zdaniem spółki, odpowiedź jest przecząca, a więc na spółce nie ciążą obowiązki płatnika z tytułu tych wypłat.

Organ interpretujący uznał, że stanowisko spółki jest nieprawidłowe. Zdaniem organu, usługa dostępu do chmury internetowej, choć nie jest usługą przetwarzania danych, to jednak polega na korzystaniu z urządzenia przemysłowego, wobec czego RN uzyskuje należności za użytkowanie lub prawo do użytkowania urządzenia przemysłowego, a te są objęte obowiązkiem pobrania podatku u źródła, czyli w Polsce.

Bezpieczeństwo danych i IT w kancelarii prawnej radcowskiej/adwokackiej/notarialnej/ komorniczej. Skonfiguruj Twój System Legalis! Sprawdź

Stan prawny

Polska firma wypłacająca należności podmiotom zagranicznym (nierezydentom) często, ale nie zawsze, zobowiązana jest pobrać od nich zryczałtowany podatek, nazywany podatkiem u źródła. Lista usług świadczonych przez nierezydenta a objętych podatkiem u źródła określona jest w art. 21 ust. 1 ustawy z 15.2.1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 1406; dalej: PDOPrU). Przepis art. 21 ust. 1 pkt 1 PDOPrU zobowiązuje do pobrania 20% zryczałtowanego podatku w przypadku przychodów (nierezydenta) m.in. za użytkowanie lub prawo do użytkowania urządzenia przemysłowego, a art. 21 ust. 1 pkt 2a PDOPrU  – z tytułu usług przetwarzania danych.

Stanowisko WSA w Poznaniu

Sąd przyznał rację spółce i zaskarżoną interpretację uchylił. Uzasadnienie zaczął od spostrzeżenia, że ani podatkowa umowa polsko-niemiecka, ani polska ustawa nie zawierają definicji pojęcia „urządzenie przemysłowe”. W takiej sytuacji należy odwołać się do definicji potocznej – słownikowej. Wyraz „urządzenie” występuje w słownikach znaczeniu: „przedmiotu o złożonej konstrukcji, wykonującego lub ułatwiającego określoną pracę”, „mechanizmu bądź zespołu mechanizmów, niekiedy bardzo skomplikowanych technicznie, służących do wykonywania określonych czynności, pełniących jakąś funkcję”. Wyraz „przemysłowy” oznacza „związany z przemysłem, używany, stosowany w przemyśle”. Z kolei wyraz „przemysł” oznacza „działalność polegającą na produkcji towarów określonego rodzaju na dużą skalę przy użyciu maszyn”.

Natomiast zastosowanie komputera jest bardzo szerokie i nie ogranicza się do przemysłu. Komputer nie spełnia zadań przemysłowych, o ile nie jest powiązany z urządzeniem przemysłowym, biorącym udział w procesie produkcji. Komputery będące systemami wbudowanymi i sterujące urządzeniami wykorzystywanymi w przemyśle mogą być częścią składową urządzenia przemysłowego. Stąd też w każdej sprawie trzeba ustalić, jaką funkcję spełnia komputer w konkretnym układzie, a więc uwzględniać aspekt funkcjonalny.

Niewątpliwie zdecydowana większość sprzętów komputerowych nie jest przeznaczona do działalności produkcyjnej, tylko pełni funkcję biurową lub administracyjną. Komputer służący do pracy księgowego czy pracownika administracyjnego nie wypełnia definicji urządzenia przemysłowego, gdyż zakres wykonywanych na nim czynności jest zupełnie odmienny od funkcji produkcyjnych. Usługa udostępnienia miejsca oraz zasobów serwera w postaci wirtualnej przestrzeni pamięci komputerowej (chmury) wyklucza więc zakwalifikowanie takiej usługi jako oddania do użytkowania urządzenia przemysłowego.

Z przedstawionego we wniosku stanu faktycznego nie wynika, aby opisana usługa dostępu do chmury była wykorzystywana przez spółkę w procesie produkcji drewnopodobnych prefabrykatów budowlanych. W związku z tym należy przyjąć, że w świetle przedstawionego stanu faktycznego opisane urządzenie w zakresie funkcjonalnym nie jest urządzeniem przemysłowym, gdyż nie jest przeznaczone do procesu produkcji spółki, a służy do przechowywania i gromadzenia danych, aplikacji i innych zasobów informatycznych.

Od powyższej sytuacji należy odróżnić natomiast usługę chmury obliczeniowej, której funkcjonalność bywa znacznie szersza niż samo przechowywanie danych. Taka usługa może bowiem podlegać opodatkowaniu podatkiem u źródła w Polsce jako usługa przetwarzania danych, o której mowa wart. 21 ust. 1 pkt 2a PDOPrU. Z takim przypadkiem nie mamy jednak do czynienia w realiach rozpoznawanej sprawy.

Nowe technologie, to zawsze nowe problemy interpretacyjne. Choćby taka wirtualna chmura. Słusznie sąd nie uznał jej za urządzenie przemysłowe i równie słusznie wskazał, że w przypadku chmury obliczeniowej podatek u źródła należy już pobrać. Możemy się tylko obawiać, że rozróżnienie między chmurą magazynem a chmurą przetwarzającą dane może nastręczać trudności.

Na kanwie technologii komputerowej daje się zauważyć, że fiskus z rozmachem interpretuje pojęcie urządzenia przemysłowego, mając oczywiście na celu pobieranie podatku u źródła. Innym, pokrewnym do opisanego wyżej, przykładem są spory dotyczące usług hostingowych. Na szczęście dla podatników, którzy korzystają z zagranicznego hostingu, sądy jednolicie stoją na stanowisku, że usługa hostingowa nie oznacza użytkowania urządzenia przemysłowego (zob. np. wyrok WSA w Warszawie z 18.3.2021 r., III SA/Wa 1936/20, Legalis).

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Wypróbuj! Sprawdź

Swobodny przepływ danych i pracowników do i z Wielkiej Brytanii

Podróżowanie do Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej

Od 1.10.2021 r. podróżowanie do Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej będzie możliwe jedynie przy pomocy paszportu. Od tego dnia obywatele UE, EOG oraz Szwajcarii nie będą mogli już przekroczyć brytyjskiej granicy na podstawie krajowego dowodu osobistego. Zgodnie z informacjami ze stron rządowych, wyjątki od powyższej zasady – obowiązujące do co najmniej 31.12.2025 r. – dotyczą jedynie osób, które:

Kodeks pracy. Komentarz. Red.: prof. dr hab. Wojciech Muszalski, dr hab. Krzysztof Walczak. Skonfiguruj Twój System Legalis! Sprawdź

Przepływ pracowników

Nie obowiązują już przepisy w zakresie swobodnego przepływu pracowników czy to do czy z Wielkiej Brytanii, w szczególności przepisy Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, w tym art. 45, określające prawa obywateli UE w zakresie poszukiwania i świadczenia pracy w innym państwie członkowskim UE (bez procedury uzyskiwania pozwolenia na pracę), delegowania, podróży służbowych oraz równego traktowania w porównaniu z obywatelami danego kraju co do warunków pracy i płacy oraz zabezpieczenia społecznego, socjalnego, zdrowotnego aspektów i podatkowych.

Tak więc, obywatele Wielkiej Brytanii, podobnie jak obywatele państw trzecich, którzy przyjeżdżają do Polski, zobowiązani są dostosować się do przepisów dotyczących legalizacji pracy i pobytu. W sytuacji chęci pracy obligatoryjne jest uzyskanie zezwolenia na pracę, a w celu pobytu dłuższego niż 90 dni na terenie Polski, w okresie 180 dni, konieczne jest uzyskanie wizy lub zezwolenia na pobyt.

Niemniej jednak, trzeba pamiętać, że osoby, które wg stanu na 31.12.2020 r. wykonywały pracę jako pracownicy delegowani i kontynuują tą pracę po 1.1.2021 r., są zwolnione z konieczności posiadania zezwolenia na pracę przez cały okres jej wykonywania, a ich pobyt jest uznawany za legalny do 31.12.2021 r. Osoby delegowane będące w takiej sytuacji mają prawo zwrócić się do wojewody z wnioskiem o udzielenie im specjalnego zezwolenia na pobyt czasowy, które może zostać im udzielone na 5 lat.

Od 1.1.2021 r. do maksymalnie 30.6.2021 r. przekazywanie danych z EOG do Zjednoczonego Królestwa nie było traktowane jako przekazywanie danych do państw trzecich, jednak tak czy inaczej z zakresu przedmiotowego decyzji wykonawczej zostało wyłączone przekazywanie danych do celów kontroli imigracyjnej w Wielkiej Brytanii z powodu wewnętrznie obowiązujących przepisów w kraju.

Skutki decyzji wykonawczych KE dla transferów danych do Zjednoczonego Królestwa

Uznanie przez KE Wielkiej Brytanii za państwo gwarantujące należyty poziom ochrony danych osobowych ułatwia i umożliwia swobodne przekazywanie takich danych z Europejskiego Obszaru Gospodarczego, bez obowiązku pozyskiwania dodatkowych zezwoleń lub wdrożenia dodatkowych zabezpieczeń przewidzianych w rozdziale V RODO, które są niezbędne jeżeli państwo trzecie takiej ochrony nie zapewnia. Podjęte przez KE decyzje niewątpliwie zniwelują zbędny formalizm, jednak nie zawsze. Póki co decyzje zostały wydane na cztery lata, a weszły w życie 28.6.2021 r. Decyzje będą obowiązywały do 27.6.2025 r. Zastrzeżenie jest takie, że obowiązywania decyzji może zostać przedłużone, jednak pod warunkiem, że w tym okresie Wielka Brytania nadal będzie zapewniała należyty poziom ochrony.

Kodeksy postępowania ułatwią przekazywanie danych

Według najnowszych informacji UODO: „Do 1.10.2021 r. Europejska Rada Ochrony Danych (EROD) przyjmuje uwagi do Wytycznych 4/2021 w sprawie kodeksów postępowania jako narzędzia do przekazywania danych. Głównym celem wytycznych jest wyjaśnienie art. 40 ust. 3 RODO, który dopuszcza stosowanie kodeksów postępowania jako odpowiednich zabezpieczeń przy przekazywaniu danych osobowych do państw trzecich. Przepis ten umożliwia bowiem podmiotom z państw trzecich stosowanie zatwierdzonych kodeksów, jako mechanizmu  zabezpieczającego przekazywanie danych, o którym mowa w. 46 ust. 2 lit. e) RODO. Nowy dokument uzupełnia Wytyczne EROD 1/2019 dotyczące kodeksów postępowania ustanawiające ogólne ramy przyjmowania kodeksów postępowania”.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Wypróbuj! Sprawdź

Polski Ład wyeliminuje sztuczne koszty

Co ukryte, niech będzie opodatkowane

Jednym z przykładów takich rozwiązań ma być wyłączenie z kosztów w CIT różnych wydatków, jakie ponosi spółka na rzecz swoich wspólników. W uzasadnieniu projektu określono je jako „ukryte dywidendy”. Wymieniono przykładowo płatności niezwiązane z prowadzoną działalnością gospodarczą, transakcje o nierynkowym charakterze i nadmierne zadłużenie podatnika z różnych tytułów względem podmiotów powiązanych z grupy kapitałowej. Wskazano też na „użytkowanie przez podatnika składników majątku należących do wspólnika lub podmiotów powiązanych, które pierwotnie należały do podatnika”.

W uzasadnieniu projektu MF stwierdziło, że „dochodzi do ekonomicznej dystrybucji zysku, która jednak formalnie nie jest dywidendą”.

W ten sposób, jeżeli fiskus stwierdzi wystąpienie takich okoliczności, wydatki te nie będą dla spółki kosztem uzyskania przychodu. Spółka będzie więc musiała zapłacić wyższą kwotę CIT.

Przepisy są obliczone na zwalczanie praktyk, które wprawdzie nie naruszają prawa, ale wpływają na obniżenie zobowiązania spółek w CIT. Gdy np. wspólnik jest właścicielem nieruchomości (np. biura) i dzierżawi ją spółce, której jest udziałowcem. Zawarciu takiej umowy nie sprzeciwiają się żadne regulacje, a przecież wspólnik może swobodnie dysponować swoim prywatnym majątkiem. Spółka zalicza wydatki na taką dzierżawę w swoje koszty podatkowe.

Resort finansów nie ukrywa, że chce w ten sposób nakłonić wspólników do przenoszenia aktywów – szczególnie chodzi tu o nieruchomości – do kapitału spółki. Tak uzasadniał to wiceminister finansów Jan Sarnowski w wypowiedziach dla mediów przy okazji ogłaszania tzw. Polskiego Ładu.

Czy te regulacje – o ile wejdą w życie – rzeczywiście nakłonią wspólników spółek, by nie wynajmowali owym spółkom własnych nieruchomości? Jeśli wspólnik wniesie aportem do spółki taką nieruchomość, to otrzyma w zamian udziały lub akcje w tej spółce – co do zasady będące równowartością owej nieruchomości. Z tego tytułu będzie musiał wykazać przychód do opodatkowania w PIT. Dla celów obliczenia podstawy opodatkowania może obniżyć podstawę opodatkowania m.in. o koszty nabycia nieruchomości czy też jej amortyzację (o ile ją amortyzował).

W warunkach stałego dynamicznego wzrostu rynkowych cen nieruchomości może się jednak okazać, że nieruchomość kupiona przed kilku laty dziś ma już wartość o wiele wyższą. W ten sposób u wspólnika może powstać spory dochód do opodatkowania. To z kolei może go odstraszyć od wnoszenia nieruchomości aportem do spółki.

VAT. Komentarz 2021. Skonfiguruj Twój System Legalis! Sprawdź

Zawiły przepis

Zresztą ograniczenia kosztów dla CIT z tytułu „ukrytych dywidend” zostały zapisane w projekcie dość ogólnie. Wyłączone mają być koszty „związane z wykonywaniem świadczeń, których beneficjentem, bezpośrednio lub pośrednio, jest wspólnik lub podmiot powiązany bezpośrednio lub pośrednio z podatnikiem lub z tym wspólnikiem”. Wypłaty ponoszone przez spółkę nie będą mogły być zaliczane do kosztów uzyskania przychodu, jeśli „świadczenie lub zobowiązanie, z którego to świadczenie wynika, nie zostałoby udzielone na takich samych warunkach w całości lub części temu podmiotowi lub wspólnikowi”.

Inną sytuacją, której dotyczy wyłączenie, jest przypadek, w którym „po niewykonaniu świadczenia podatnik dysponowałby zyskiem netto w rozumieniu przepisów o rachunkowości za rok obrotowy, w którym świadczenie to zostało uwzględnione w wyniku finansowym”.

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

Maciej Guzek doradca podatkowy, partner associate w Deloitte

Można zrozumieć chęć Ministerstwa Finansów uszczelnienia systemu podatkowego i zwalczania transakcji między spółką a jej wspólnikiem na nierynkowych zasadach. Niemniej literalna treść proponowanego przepisu sugeruje, że przynajmniej w niektórych sytuacjach regulacja ta obejmie także transakcje dokonywane według cen i warunków rynkowych. To nie podważa swobody zawierania umów przez wspólnika i spółkę. Jednak poprzez wyłączenie płatności za takie świadczenia z kosztów uzyskania przychodów efektywnie może podwyższyć opodatkowanie spółki. Może się za tym kryć sugestia, by wspólnicy wnosili aportem do majątku spółki np. swoje własne nieruchomości, to jednak byłoby dla nich nieopłacalne podatkowo. Bardziej opłacalne może być zatem wyłączenie kosztów CIT związanych z dzierżawą niż jednorazowy wysoki PIT od przychodu z objęcia udziałów w zamian za aport np. nieruchomości.

Etap legislacyjny: konsultacje publiczne

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Wypróbuj! Sprawdź