Biegły sądowy tylko z certyfikatem

Mowa o obszernym projekcie ustawy o biegłych sądowych oraz instytucjach opiniujących, który został właśnie opublikowany na stronach rządowych i trafił do konsultacji. Przepisy ujrzały światło dzienne po blisko dwóch latach od zapowiedzi ówczesnego ministra sprawiedliwości Adama Bodnara, który zapewniał, że rozprawi się z jednym z najbardziej palących problemów polskiego wymiaru sprawiedliwości – brakiem biegłych sądowych. Receptą ma być właśnie ustawa o biegłych, która w kompleksowy sposób ureguluje zasady wydawania opinii.

Przepisy te opracował zespół uznanego karnisty prof. Tadeusza Tomaszewskiego z Uniwersytetu Warszawskiego. Po kolejnych miesiącach prac nad nimi w resorcie sprawiedliwości, projekt skierowano w ostatnich dniach do konsultacji i opiniowania.

Jakie zmiany przewiduje ministerialna reforma? Przede wszystkim uregulowane zostaną zasady nabywania uprawnień biegłego sądowego, co – zdaniem resortu – zapewni dostęp do wysoko wykwalifikowanego korpusu ekspertów i przyczyni się do usprawniania postępowań sądowych.

Uprawnienia biegłego otrzymywać będzie osoba, która uzyska certyfikat wydawany przez Komisję Certyfikacyjną Biegłych Sądowych i Instytucji Opiniujących, a następnie zostanie wpisana do Krajowego Rejestru Biegłych Sądowych i Instytucji Opiniujących. Komisja certyfikacyjna będzie się składać z 15 członków powoływanych przez ministra sprawiedliwości na pięcioletnią kadencję. W jej skład ma wejść: pięć osób spośród kandydatów zgłoszonych przez prezesów sądów apelacyjnych, prokuratora generalnego, Naczelną Radę Adwokacką i Krajową Izbę Radców Prawnych, pięć kolejnych spośród kandydatów zgłoszonych przez instytucje oraz organizacje zrzeszające biegłych oraz pięć wybranych spośród kandydatów zgłoszonych przez Radę Biegłych Sądowych i Instytucji Opiniujących.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Wpis do rejestru

Oprócz organizowania procesu weryfikacji kandydatów na biegłych komisja certyfikacyjna ma też m.in. dokonywać wpisu do rejestru biegłych, zatwierdzać kryteria certyfikacji, kontrolować proces weryfikacji kandydatów, czy wreszcie nadzorować działalność biegłych sądowych.

Istotną rolę w procedurze certyfikacji pełnić mają trzyosobowe zespoły robocze. To one będą bowiem oceniać kwalifikacje kandydatów na biegłych, choć ostateczną decyzję o wydaniu certyfikatu podejmować będzie komisja certyfikacyjna. Obowiązek certyfikacji obejmie też instytucje opiniujące.

Procedura certyfikacji ma trwać nie dłużej niż trzy miesiące. W razie wątpliwości specjalne zespoły oceniające będą wydawały dodatkowe opinie o kandydacie. Certyfikat biegłego będzie wydawany na pięć lat, z możliwością cofnięcia go przez komisję w określonych okolicznościach.

Reforma określa też warunki niezbędne do otrzymania certyfikatu. Biegłym będzie mogła zostać osoba, która ukończyła 25 lat, posiada obywatelstwo polskie, UE albo państwa EFTA, niekarana, z pięcioletnim doświadczeniem w danej dziedzinie i potwierdzoną dokumentami wiedzą specjalistyczną. Przepisy regulują też szczegółowo zasady pracy biegłych sądowych i instytucji opiniujących. Będą oni mieli obowiązek uczestniczenia w szkoleniach i udoskonaleniach zawodowych co najmniej raz na dwa lata oraz przechowywania dokumentacji przez okres ważności certyfikatu i przez trzy kolejne lata po jego ustaniu.

Wyższe stawki

Co istotne, projekt ustala też ogólne zasady wynagradzania biegłych. Zgodnie z proponowanymi przepisami biegły sądowy będzie wynagradzany za godzinę pracy, a za poniesione przez niego wydatki niezbędne dla wydania opinii otrzyma zwrot.

– Wynagrodzenie biegłego sądowego obliczane będzie według stawki wynagrodzenia za godzinę pracy albo według taryfy zryczałtowanej określonej dla poszczególnych kategorii biegłych sądowych ze względu na dziedzinę i specjalność, w której opiniują – stanowi projekt.

O ile wzrosną stawki biegłych? Tego jeszcze nie wiadomo, bowiem ich wysokość ma zostać określona w aktach wykonawczych, nad którymi prace jeszcze trwają. A kwestia wzrostu wynagrodzeń wydaje się kluczowa. Obowiązująca podstawowa stawka godzinowa pracy biegłego jest symboliczna, wynosi niewiele ponad 30 zł brutto. Według prof. Tomaszewskiego podwyżki powinny wynieść w punkcie wyjścia około 300 proc., co oznaczałoby około 100-120 zł brutto za godzinę.

Proponowana ustawa przewiduje też powstanie Rady Biegłych, w skład której wejdzie 15 osób powoływanych przez szefa MS na czteroletnią kadencję. Ten swoisty organ doradczy ma reprezentować interesy biegłych, opiniować projekty, czy występować z inicjatywami usprawnienia funkcjonowania systemu.

W założeniu resortu projektowane przepisy mają wejść w życie 1 stycznia 2027 r.

Etap legislacyjny: konsultacje

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

dr Krzysztof Konopka

prezes zarządu Polskiego Towarzystwa Ekspertów i Biegłych Sądowych

Projekt ustawy o biegłych sądowych oraz instytucjach opiniujących stanowi solidny fundament prac mających na celu uporządkowanie rozproszonych regulacji prawnych dotyczących biegłych sądowych. Trafnie zidentyfikowano w nim problem braku kompleksowych rozwiązań systemowych i potrzebę zagwarantowania dostępu do wysoko kwalifikowanej kadry ekspertów.

Ma on wiele zalet, takich jak podjęcie próby kompleksowego uregulowania statusu biegłego sądowego, wskazanie elementów obligatoryjnych opinii wpływających na wzrost jej jakości, instytucjonalizacja środowiska biegłych, obowiązek szkolenia i aktualizacji posiadanej wiedzy. Jednakże projekt koncentruje się głównie na mechanizmach organizacyjnych i nadzorczych, pomijając kluczowe problemy praktyczne wykonywania funkcji biegłego oraz nie rozwiązując szeregu istotnych kwestii systemowych, pomijając tym samym liczne postulaty środowiska biegłych sądowych. Uważam, że reforma może pozytywnie wpłynąć na jakość pracy biegłych sądowych, jednocześnie redukując ich liczbę, co będzie miało odzwierciedlenie w ograniczeniu dostępności biegłych sądowych i wydłużeniu toku postępowań sądowych. Projekt pomija regulacje prawne dotyczące aspektów podnoszonych przez środowisko biegłych sądowych, takich jak brak uregulowania funkcji biegłego sądowego jako zawodu, zagwarantowania odpowiedniego poziomu wynagrodzenia adekwatnie do wzrostu oczekiwań i obowiązku terminowego regulowania honorarium przez sądy. Myślę, że należało dokonać konsultacji ze środowiskiem eksperckim i biegłych sądowych w fazie wstępnej powstania projektu ustawy, co pozwoliłoby na dostosowanie jego treści do ich aktualnych potrzeb oraz uzasadnionych oczekiwań.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Przepisy o luce płacowej są potrzebne, ale rodzą obawy przedsiębiorców

Równość w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn to nadal wyzwanie. W wielu sektorach panie wciąż zarabiają mniej niż panowie, mimo że wykonują identyczne obowiązki, posiadają porównywalne kwalifikacje i ponoszą taką samą odpowiedzialność. To problem nie tylko Polski, ale całej UE. Zjawisko to, określane jako luka płacowa, nie jest jedynie kwestią indywidualnych wyborów zawodowych, lecz wynika z głębiej zakorzenionych mechanizmów społecznych, kulturowych i ekonomicznych. Czy w takich warunkach potrzebne są krajowe przepisy, które wprost wprowadzają zasady dyrektywy UE, czyniąc jednakowe wynagrodzenie obowiązkiem ustawowym?

Rządzący uznali, że tak, i obecnie trwają konsultacje rządowego projektu (o szczegółach rozwiązań pisaliśmy w „Rz” nr 292/2025), który ma wdrożyć unijne regulacje zapobiegające wspomnianej luce płacowej. Chodzi o dyrektywę 2023/970 o jawności płac i równości wynagrodzeń, której celem jest wzmocnienie stosowania w praktyce i egzekwowania obowiązującej już zasady równej pensji kobiet i mężczyzn za taką samą pracę. Co na to eksperci?

Diabeł tkwi w szczegółach

Aż 79 proc. ekspertów zapytanych w ramach Panelu Prawników „Rzeczpospolitej” o tę kwestię opowiedziało się za koniecznością wprowadzenia przepisów w tym obszarze, w tym 11 proc. było zdecydowanie za.

Zdaniem Piotra Podgórskiego, radcy prawnego, wiceprezesa Ogólnopolskiej Federacji Przedsiębiorców i Pracodawców Przedsiębiorcy.pl, cel przyświecający unijnemu pracodawcy w postaci wzmocnienia zasady równości wynagrodzeń, jest powszechnie akceptowany i zrozumiały.

– Gwarancje prawne stojące u podstaw jednakowej pensji za wykonywanie obiektywnie tych samych zadań i obowiązków nie stanowią żadnej kontrowersji – uważa.

Podobnego zdania jest prof. Jacek Męcina, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan, który czyni w tym zakresie jedno zastrzeżenie.

– Takie regulacje są potrzebne, ale kluczowe znaczenie ma sposób ich wprowadzania. Już cztery lata temu Konfederacja Lewiatan, wspólnie z Kongresem Kobiet, zaproponowała przejrzysty i prosty projekt, który zachęcał firmy do badania luki płacowej, nie generując kar ani skomplikowanych przepisów. Dziś, pod presją czasu, procedujemy rozwiązania bardzo skomplikowane i generujące ogromne koszty dostosowawcze dla firm. Bez przyjęcia założenia, że mimo terminów wynikających z dyrektywy przewidziany zostanie długi proces dostosowawczy, firmy czeka chaos i problemy z wdrożeniem przepisów – mówi.

Hubert Hajduczenia, adwokat z kancelarii DLA Piper mówi wprost: skoro nadal istnieje luka płacowa, oznacza to, że regulacje zmierzające do jej ograniczenia są potrzebne. Zdaniem eksperta warto jednak zwrócić uwagę również na „skutki uboczne” dyrektywy i ich wpływ na nasze prawo pracy.

– Tytułem przykładu, porównywanie pracowników może dotyczyć także osób zatrudnionych w różnych spółkach jednej grupy, jeśli warunki płac wynikają z „jednego źródła”. Rodzi to pytanie o spójność z pojęciem pracodawcy zawartym w art. 3 KP. Aby to zobrazować: w przypadku dyskryminacji płacowej i norm implementujących dyrektywę możliwe będzie porównywanie sytuacji pracowników w danej grupie kapitałowej. W przypadku innej dyskryminacji, np. przy kryteriach doboru w razie redukcji zatrudnienia, ograniczenie będzie dotyczyć wyłącznie polskiego podmiotu. Taka dwoistość jest trudna do wytłumaczenia i zmusza ponownie do refleksji nad naszą zarządczą koncepcją pracodawcy z art. 3 KP – wyjaśnia mecenas.

Są jednak głosy, które wskazują, że regulacje prawne w obszarze równości wynagrodzeń to zły pomysł.

– Po raz kolejny Unia Europejska bardzo daleko ingeruje w nasze krajowe przepisy. Szczytne cele nie powinny być nigdy uzasadnieniem dla tworzenia dodatkowej biurokracji i utrudniania pracodawcom prowadzenia działalności biznesowej. Tego typu działania nie mają bowiem nic wspólnego z wolnym rynkiem – uważa Maciej Zaborowski, adwokat, zawodowy mediator, partner zarządzający w kancelarii Kopeć Zaborowski.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

zdjecie

Zbyt wysokie koszty

Nie można pominąć również kosztów związanych z wdrożeniem regulacji dotyczących równości płac. Nowe obowiązki raportowe, konieczność prowadzenia analiz porównawczych wynagrodzeń, a także dostosowanie systemów wynagradzania do wymogów przejrzystości będą generować obciążenia finansowe po stronie pracodawców. Koszty te obejmują nie tylko nakłady organizacyjne i administracyjne, ale również wydatki związane z wdrożeniem odpowiednich narzędzi analitycznych, szkoleniem kadry oraz ewentualnym wyrównywaniem wynagrodzeń.

Zdaniem 42 proc. ekspertów zapytanych w ramach Panelu Prawników „Rzeczpospolitej” o tę kwestię stwierdziło, że wartościowanie stanowisk pracy oraz sporządzanie sprawozdań dotyczących luki płacowej są konieczne, a związane z tym koszty, jakie poniosą firmy, mogą pomóc w ograniczaniu nierówności płacowych. Co jednak ciekawe, odmiennego zdania było 58 proc. respondentów.

– Wartościowanie stanowisk pracy oraz sporządzanie sprawozdań dotyczących luki płacowej w formie zaproponowanej przez polskiego projektodawcę mogą okazać się rozwiązaniami, których w praktyce nie będzie można uznać za w pełni konieczne ani skuteczne – mówi Piotr Podgórski.

Przede wszystkim, jak wskazuje, wiążą się one z dużym obciążeniem administracyjnym dla przedsiębiorców, którzy będą musieli wdrożyć nowe procedury, przeprowadzać szczegółowe analizy oraz regularnie przygotowywać raporty.

– Wymaga to nie tylko czasu, lecz także zaangażowania dodatkowych zasobów kadrowych lub korzystania z usług zewnętrznych ekspertów, co generuje konkretne, nierzadko wysokie koszty – ocenia.

Zdaniem Piotra Podgórskiego szczególnie problematyczne może to być dla małych i średnich przedsiębiorców, którzy nie dysponują rozbudowanymi działami HR ani odpowiednimi narzędziami analitycznymi.

– Co więcej, nie ma pewności, że same obowiązki raportowe rzeczywiście przyczynią się do zmniejszenia luki płacowej. Istotnym źródłem ryzyka są niejednoznaczne definicje zawarte w projekcie ustawy. Pojęcia takie jak „praca o jednakowej wartości” czy „składniki uzupełniające lub zmienne” nie zostały dostatecznie doprecyzowane, a inne elementy wynagradzania, takie jak np. „kompetencje”, nie znajdują odzwierciedlenia w definicjach legalnych. Może to prowadzić do rozbieżności interpretacyjnych i niejednolitego raportowania – wyjaśnia ekspert.

W efekcie, jak wskazuje, przedsiębiorcy będą ponosić znaczne koszty finansowe i organizacyjne, które niekoniecznie przełożą się na proporcjonalne korzyści w postaci większej równości płac.

– Oczywiście nie powinno być miejsca na dyskryminacyjne traktowanie w zakresie wynagrodzeń, jednak nasuwa się pytanie, ile jeszcze obowiązków informacyjnych i sprawozdawczych ustawodawca jest w stanie nałożyć na firmy, dodatkowo na ich koszt – ocenia prof. Hanna Litwińczuk z Uniwersytetu Warszawskiego.

Raporty do szuflady

Także zdaniem prof. Rafała Adamusa z Uniwersytetu Opolskiego ustawodawca zbyt ochoczo nakłada kolejne ciężary na przedsiębiorców.

– Co prawda dzięki odpowiednim komendom raporty będą – zapewne – w większości generowane przez powszechnie dostępne modele językowe AI, niemniej potrzeba czasu, aby wyposażyć je w odpowiednie dane – ocenia.

Sprawozdania, zdaniem eksperta, powinny być natomiast fakultatywne.

– Mają one szansę stać się dokumentem, którego nikt nie będzie czytał – uważa.

Inaczej do sprawy podchodzi natomiast dr hab. Tomasz Safjański, prof. Akademii WSB.

– Obowiązek sprawozdawczości w zakresie luki płacowej należy postrzegać także jako narzędzie wzmacniające bezpieczeństwo przedsiębiorstwa. Systematyczne raportowanie wymusza regularny audyt wewnętrznych praktyk oraz wzmacnia kontrolę nad procesami kadrowymi – mówi.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Rada Ministrów: przegląd decyzji z posiedzenia 8.4.2026 r.

Rząd przyjął następujące projekty ustaw:

  1. Projekt ustawy o związku metropolitalnym w województwie pomorskim (UD214);
  2. Projekt ustawy o zmianie ustawy – Prawo oświatowe, ustawy o systemie oświaty oraz niektórych innych ustaw (UD222);
  3. Projekt ustawy o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych oraz ustawy o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne (UD350).

Związek metropolitalny w województwie pomorskim

Projekt wprowadza podstawy do utworzenia związku metropolitalnego w województwie pomorskim, nowelizuje ustawę z 9.3.2017 r. o związku metropolitalnym w województwie śląskim (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 186) oraz ustawy sektorowe w celu zapewnienia należytej funkcjonalności śląskiemu oraz pomorskiemu związkowi metropolitalnemu.

Gdańsk, Gdynia i Sopot, razem z powiązanymi gminami, utworzą związek metropolitalny. Samorządy będą mogły lepiej koordynować działania w transporcie, planowaniu przestrzennym czy ochronie środowiska. Nowa metropolia, z 1,5 mln mieszkańców, może zostać jednym z liderów rozwoju regionalnego w Polsce.

Nowelizacja nie wprowadza nowego szczebla w modelu samorządu terytorialnego oraz nie narusza układu terytorialnego. Ma za zadanie wzmocnić system zaspokajania potrzeb mieszkańców związku metropolitalnego oraz usprawnić realizację zadań publicznych o charakterze samorządowym.

Związek metropolitalny będzie obligatoryjnie realizował zadania publiczne dotyczące:

Do zadań fakultatywnych zaliczają się te przeprowadzane w celu rozwoju gospodarczego, np. promocja zatrudnienia, polityka innowacyjna, rozwój kultury czy wspieranie edukacji.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Uporządkowany katalog praw i obowiązków uczniowskich

Projekt ustawy, przedłożony przez Minister Edukacji, po raz pierwszy w Polsce precyzyjnie określa prawa uczniów, takie jak prawo do równego traktowania, prywatności, sprawiedliwego oceniania oraz wolności od przemocy. Dodatkowo wprowadzona zostaje lista obowiązków uczniów, dotychczas zapisana tylko w statucie szkoły, co powodowało nierówności między uczniami. Do najważniejszych należą: szanowanie praw innych osób, zachowywanie się zgodnie z normami społecznymi, a także obowiązek usprawiedliwiania nieobecności ze wskazaniem powodu.

Na poziomie ustawowym zostaną także uregulowane kary, jakie można stosować wobec uczniów, oraz jak się od nich odwołać. Na początku jednak szkoła będzie musiała próbować działań wychowawczych, np. rozmowy, wsparcia, zobowiązania do naprawy wyrządzonej szkody.

Projekt ustawy zakłada wprowadzenie systemu rzeczników praw uczniowskich: na poziomie szkolnym, wojewódzkim, krajowym, oraz opcjonalnie – gminnym i powiatowym. Rzecznicy pomogą uczniom w obronie ich praw i zapewnieniu równego traktowania.

Od 1.9.2028 r. w każdej szkole będą działać rady szkoły, składające się z uczniów, rodziców i nauczycieli (w równej liczbie). Będą odpowiedzialne za uchwalanie statutu szkoły oraz opiniowanie planu finansowego szkoły.

Bardziej przystępne zasady przesyłania JPK

Nowelizacja ma za zadanie ułatwić przesyłanie ksiąg rachunkowych w formie elektronicznej. Mowa tu o Jednolitym Pliku Kontrolnym (JPK), formacie, w którym przesyłane są dane do urzędu skarbowego. Przepisy mają ograniczyć obciążenia administracyjne podatników.

Zgodnie z nowymi przepisami, termin na przesyłanie JPK zostanie wydłużony – podatnicy będą mogli przesyłać księgi rachunkowe do końca siódmego miesiąca po zakończeniu roku podatkowego. Takie rozwiązanie zmniejszy ryzyko popełniania błędów i konieczności dokonywania korekt.

Kolejną zmianą jest wprowadzenie możliwości podpisywania JPK przez osoby posiadające pełnomocnictwo do składania deklaracji podatkowych w formie elektronicznej. Nie trzeba będzie zatem ustanawiać nowych pełnomocnictw.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Więcej uprawnień dla PIP nie wystarczy. Potrzebna reforma systemowa

Przyjęte rozwiązania stanowią jedną z najważniejszych zmian w systemie kontroli rynku pracy w Polsce w ostatnich latach. Ustawa nadaje organom Państwowej Inspekcji Pracy (PIP) uprawnienie do wydawania decyzji administracyjnych o przekształceniu nieprawidłowo zawartych umów cywilnoprawnych (czyli umów zlecenia i umów o dzieło) oraz B2B w umowy o pracę.

Nowe uprawnienie inspektora

Ustawa z 11.3.2026 r. o zmianie ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2026 r. poz. 473) zakłada, że okręgowy inspektor pracy będzie mógł – w drodze decyzji administracyjnej – stwierdzić istnienie stosunku pracy, jeżeli praca jest wykonywana w warunkach określonych w art. 22 § 1 KP, a strony formalnie zawarły umowę cywilnoprawną. Innymi słowy, jeśli zatrudnienie spełnia ustawowe przesłanki podporządkowania, odpłatności, osobistego świadczenia pracy i wykonywania jej pod kierownictwem pracodawcy – inspektor będzie mógł uznać, że w istocie mamy do czynienia z etatem pracowniczym. Tym samym będzie mógł wydać decyzję o przekształceniu pozornej umowy cywilnoprawnej w umowę o pracę, z prawem odwołania do sądu pracy (dla tego rodzaju spraw właściwe mają być sądy rejonowe). To fundamentalna zmiana, która będzie wypływała na status prawny zatrudnienia.

Nowelizacja przewiduje, przed wydaniem decyzji administracyjnej, tzw. etap kontrolny przeprowadzony zdalnie (lub stacjonarnie). W pierwszej kolejności, jeśli kontrola wykaże, że praca danej osoby zatrudnionej w oparciu o umowę cywilnoprawną w rzeczywistości spełnia przesłanki zatrudnienia pracowniczego, okręgowy inspektor PIP będzie mógł wydać polecenie usunięcia naruszenia: albo poprzez zawrzecie umowę o pracę w miejscu kwestionowanej umowy cywilnoprawnej, albo poprzez taką zmianę kwestionowanego stosunku, aby nie miał już cech stosunku pracy.

Jeżeli jednak takie polecenie nie zostanie wykonane prawidłowo, sprawa trafi do okręgowego inspektora pracy. Będzie on mógł zadziałać dwojako: albo wydać decyzję administracyjną stwierdzającą istnienie stosunku pracy, albo skierować sprawę do sądu rejonowego. Oczywiście od takiej decyzji PIP przysługiwać będzie (zarówno domniemanemu pracodawcy jak i domniemanemu pracownikowi) odwołanie do sądu pracy. W przypadku takiego odwołania sąd będzie mógł również udzielić zabezpieczenia polegającego na tym, że umowa w trakcie postępowania może zostać zmieniona, wypowiedziana lub rozwiązana jedynie na zasadach określonych w przepisach prawa pracy.

Decyzja administracyjna – ale bez skutku wstecz

Ustawodawca doprecyzował moment nawiązania stosunku pracy, który co do zasady ma następować od dnia wydania decyzji administracyjnej, a nie z mocą wsteczną obejmującą kilkuletnie okresy, czyli tak jak zakładały to początkowe fazy prac legislacyjnych. Wprowadzono ponadto mechanizm zaliczania składek opłaconych od umów cywilnoprawnych na poczet składek wynikających z umowy o pracę oraz czasowe zwolnienie z odpowiedzialności wykroczeniowej dla pracodawców, którzy w określonym terminie dobrowolnie dostosują się do nowych regulacji, tj. w ciągu 12 miesięcy od wejścia w życie ustawy, przekształcą umowę cywilnoprawną w umowę o pracę.

Prawo pracy – Sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

Podstawa wymiaru składek

W kwestii ustalania podstawy wymiaru składek przyjmować będzie trzeba kwoty wykazane z tytułu umowy cywilnoprawnej w okresie od dnia wydania decyzji PIP do dnia, w którym decyzja ta stała się ostateczna, a w przypadku wniesienia odwołania do sądu – do dnia, w którym orzeczenie sądu stało się prawomocne.

Omawiana zmiana w prawie jest rewolucyjna, ale zarazem problematyczna. Problem nie dotyczy wyłącznie formy umowy, lecz konstrukcji całego systemu składkowego, opartego na wyjątkach, selektywnych kontrolach i korygowaniu historii zatrudnienia po latach. Szczególne wątpliwości budzi próba retrospektywnej zmiany zasad wobec modeli współpracy, które przez lata były akceptowane, a często także stosowane przez różne podmioty. Jednocześnie decyzja administracyjna – nawet działająca prospektywnie – może mieć doniosłe konsekwencje dla przedsiębiorcy: obowiązek zmiany formy zatrudnienia, potencjalne korekty w zakresie składek, podatków czy odpowiedzialności pracowniczej.

Zjawisko pozornego samozatrudnienia i nadużywania umów cywilnoprawnych nie jest mitem. W wielu sektorach rynku pracy mamy do czynienia z sytuacją, w której formalna konstrukcja umowy nie odpowiada rzeczywistym warunkom wykonywania pracy. Segmentacja rynku – podział na „etatowych” i „pozornie niezależnych” – rodzi nierówności w zakresie ochrony socjalnej, stabilności zatrudnienia i dostępu do świadczeń. Pytanie jednak nie brzmi, czy chronić pracowników, lecz jak to robić w sposób systemowy i proporcjonalny.

W polskim systemie prawnym od lat funkcjonuje mechanizm o zbliżonym charakterze. Zakład Ubezpieczeń Społecznych bada rzeczywisty charakter umów i ustala właściwy tytuł do ubezpieczeń społecznych. W praktyce oznacza to ocenę, czy dana relacja prawna nie powinna skutkować objęciem obowiązkowymi składkami właściwymi dla pracowników (co istotne, decyzje ZUS podlegają pełnej, dwuinstancyjnej kontroli sądowej). Zwrócić należy uwagę na to, że nowe decyzje PIP uruchamiają mechanizmy ZUS-u, które mogą sięgać wstecz. Decyzje PIP funkcjonują bowiem w ścisłym powiązaniu z ZUS, który – na podstawie od lat obowiązujących przepisów – posiada autonomiczne kompetencje do ustalania tytułu do ubezpieczeń społecznych bez ograniczeń czasowych. Co więcej, nowela ustawy o PIP nie rozwiązuje kwestii tzw. kolizji rozstrzygnięć wydanych decyzji PIP i decyzji ZUS w przedmiotowym zakresie, ani zasady pierwszeństwa, co może naruszać ochronę praw obywateli.

Zmiany na rynku pracy

Nie należy łudzić się, że nawet spektakularne rozszerzenie kompetencji PIP rozwiąże problem segmentacji rynku pracy. Pozorne samozatrudnienie jest zjawiskiem systemowym. Wynika nie tylko z braku kontroli, lecz także z różnic w obciążeniach składkowych i podatkowych, elastyczności organizacyjnej cenionej przez część pracowników i pracodawców, niejednoznaczności kryteriów odróżniania stosunku pracy od współpracy B2B, presji kosztowej w niektórych branżach. Bez równoległej refleksji nad konstrukcją systemu składkowego i podatkowego oraz nad uproszczeniem kryteriów kwalifikacyjnych, nowa kompetencja PIP może okazać się w praktyce narzędziem punktowym, a nie systemowym. W mojej ocenie istotne jest natomiast, że doszło do zachowania sądowego modelu rozstrzygania sporów o istnienie stosunku pracy. To sąd – jako organ niezależny – powinien ostatecznie przesądzać o prawach i obowiązkach stron stosunku pracy, zwłaszcza gdy chodzi o skutki wsteczne, wynagrodzenia czy roszczenia związane z rozwiązaniem umowy. Tymczasem obok sądu bardzo ważnym aktorem w spektaklu zatrudnienia stały się organy inspekcji pracy. Przyjęta nowela otwiera ważną debatę o kształcie rynku pracy. To dyskusja nie tylko o kompetencjach organów, lecz także o modelu ochrony pracy na kolejne lata.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Z tymi argumentami TSUE już się rozprawił

W artykule opublikowanym w „Rzeczpospolitej” 27 marca 2026 r. prof. Arkadiusz Sobczyk podniósł zagadnienie stosowania do stanowisk w zarządach polskich spółek kapitałowych postanowień dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2023/970 z 10 maja 2023 r. w sprawie wzmocnienia stosowania zasady równości wynagrodzeń dla mężczyzn i kobiet za taką samą pracę lub pracę o takiej samej wartości za pośrednictwem mechanizmów przejrzystości wynagrodzeń oraz mechanizmów egzekwowania. Przedstawił dziewięć argumentów przemawiających za stawianą przez siebie tezą, że dyrektywa 2023/970 nie ma zastosowania do wartościowania stanowisk członków zarządu (jego zdaniem należałoby nawet rozważyć, czy takie samo rozumowanie nie powinno zostać przeprowadzone w stosunku do osób zarządzających zakładem pracy w imieniu pracodawcy niebędących członkami zarządu).

Najważniejsze argumenty przedstawione przez autora są następujące:

Pojęcie „pracownik”

Z tymi argumentami rozprawił się już Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w kilku orzeczeniach, z których przywołania warte są dwa. Wyrok z 11 listopada 2010 r. o sygnaturze C-232/09 (Danosa) został wydany na kanwie dyrektywy Rady 92/85/EWG w sprawie wprowadzenia środków służących wspieraniu poprawy w miejscu pracy bezpieczeństwa i zdrowia pracownic w ciąży, pracownic, które niedawno rodziły, i pracownic karmiących piersią (dyrektywa ta używa pojęcia pracodawca – co dla autora artykułu wydaje się istotne). Natomiast orzeczenie z 9 lipca 2015 r. o sygnaturze C-229/14 (Ender Balkaya v. Kiesel Abbruch und Recycling Technik GmbH) zostało podjęte dla wyjaśnienia postanowień dyrektywy Rady 98/59/WE w sprawie zbliżania ustawodawstw państw członkowskich odnoszących się do zwolnień grupowych.

Oba rozstrzygnięcia są ze sobą powiązane (drugie powołuje się na pierwsze) i dotyczą materii regulowanej postanowieniami dyrektywy 2023/970. Ponadto drugi wyrok został wymieniony wprost w przypisie dolnym do motywu 18. dyrektywy 2023/970. Nie ulega zatem wątpliwości, że unijny prawodawca założył, że orzeczenia te muszą zostać wzięte pod uwagę przy ustalaniu podmiotowego zakresu stosowania dyrektywy 2023/970.

Najważniejszą ich konstatacją jest potwierdzenie linii orzeczniczej TSUE, że pojęcia „pracownika” nie można definiować poprzez odesłanie do prawodawstw państw członkowskich, lecz należy je interpretować w sposób autonomiczny i jednolity w ramach porządku prawnego Unii – punkt 40. wyroku C-232/09 (Danosa) oraz punkt 33. wyroku C-229/14 (Ender Balkaya).

Prawo pracy – Sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

W wyroku C-232/09 (Danosa) TSUE rozstrzygał wątpliwość, która zaszła na tle następującego stanu faktycznego: skarżąca została powołana na jedynego członka zarządu spółki akcyjnej. Powierzono jej zarządzanie majątkiem spółki, prowadzenie spraw spółki oraz reprezentowanie jej we wszystkich stosunkach z osobami trzecimi. Skarżącej przysługiwał zakres swobodnego uznania przy wykonywaniu jej obowiązków, musiała zdawać sprawozdanie ze swej działalności radzie nadzorczej. Ze skarżącą nie podpisano żadnej umowy prawa cywilnego, która regulowałaby wykonywanie obowiązków członka zarządu, musiała działać zgodnie z wewnętrznym regulaminem zarządu, który jednak sama stworzyła. Zgromadzenie wspólników spółki akcyjnej podjęło uchwałę o odwołaniu skarżącej z pełnionej funkcji członka zarządu; skarżąca odwołała się od tej uchwały do sądu, ponieważ w chwili zwolnienia była w jedenastym tygodniu ciąży. Spółka podnosiła, że członkowie zarządu spółki kapitałowej nie świadczą pracy pod kierownictwem innej osoby (a zatem nie można ich uważać za pracowników w rozumieniu prawa Unii). Spółka ta podnosiła także, że w prawie Unii dokonano rozróżnienia pomiędzy osobami, które wykonują swoje obowiązki pod kierownictwem pracodawcy, a osobami, które sprawują to kierownictwo i są przedstawicielami pracodawcy.

W takim stanie faktycznym sąd zadał Trybunałowi pytanie prejudycjalne: czy członków organów zarządzających spółek kapitałowych należy uznać za objętych pojęciem pracownika w rozumieniu prawa wspólnotowego?

Świadczy pracę

Odpowiadając na to pytanie TSUE przypomniał, że cechą charakterystyczną stosunku pracy w rozumieniu wspólnotowym jest okoliczność, że dana osoba wykonuje przez pewien okres, na rzecz innej osoby i pod jej kierownictwem pracę, w zamian za którą otrzymuje wynagrodzenie.

Trybunał potwierdził, że kwalifikacja stosunku prawnego łączącego spółkę kapitałową z członkami zarządu na podstawie prawa państwa członkowskiego lub, okoliczność, że taka spółka i członkowie jej zarządu nie zawarli umowy o pracę, nie może rozstrzygać o kwalifikacji wspomnianego stosunku do celów stosowania dyrektywy 92/85 (punkt 42. wyroku).

Kluczowe, zdaniem Trybunału, jest ustalenie istnienia cechy stosunku pracy, jaką jest podporządkowanie – zdaniem Trybunału fakt pełnienia funkcji członka zarządu spółki kapitałowej nie może sam przez siebie wykluczać, że skarżąca (…) pozostawała w stosunku podporządkowania względem tej spółki. Należy natomiast przeanalizować warunki, w jakich członek zarządu został wyłoniony, charakter powierzonych mu funkcji, zakres uprawnień, jak również okoliczności, w jakich może zostać odwołany (punkt 47. wyroku).

Odpowiadając na pytanie prejudycjalne Trybunał stwierdził: Członek zarządu spółki kapitałowej świadczący pracę na rzecz tej ostatniej i będący jej integralną częścią musi do celów stosowania dyrektywy Rady 92/85/EWG zostać uznany za pracownika, jeżeli wykonuje swe obowiązki przez określony czas pod kierownictwem lub kontrolą innego organu tej spółki i w zamian za swą działalność otrzymuje wynagrodzenie. Z tego wyroku wyciągnąć można następujące wnioski:

W wyroku C-229/14 (Ender Balkaya) TSUE odpowiadał na pytanie, czy przy ustalaniu liczby pracowników przy zwolnieniach grupowych przepisy prawa Unii pozwalają krajowym przepisom ustawowym albo praktykom na wyłączenie z liczby pracowników członka zarządu spółki kapitałowej (także wtedy, gdy wykonuje on czynności pod kierownictwem lub kontrolą innego organu tej spółki).

W stanie faktycznym w tej sprawie członek zarządu spółki kapitałowej był powoływany przez zgromadzenie wspólników tej spółki, które to zgromadzenie mogło w każdej chwili odwołać go z pełnionych funkcji wbrew jego woli. Członek zarządu nie posiadał żadnego udziału w spółce. W treści wyroku TSUE przypomniał, że członek zarządu spółki kapitałowej wykonujący za wynagrodzeniem świadczenia na rzecz spółki, która go powołała i której jest on integralną częścią, oraz wykonujący swe obowiązki pod kierownictwem lub pod kontrolą innego organu tej spółki, który może w każdej chwili i bez ograniczenia zostać odwołany z pełnionych przez siebie funkcji, spełnia przesłanki do uznania go za pracownika w rozumieniu prawa Unii (punkt 40. wyroku). Nawet jeśli taki członek zarządu spółki przy wykonywaniu swoich funkcji dysponuje swobodą uznania, która przekracza w szczególności swobodę przysługującą pracownikowi w rozumieniu prawa danego państwa członkowskiego, to niemniej jednak ów członek zarządu znajduje się w stosunku podporządkowania wobec tej spółki w rozumieniu prawa unijnego.

Konfrontując zatem argumenty podniesione przez autora artykułu z opisanymi wyrokami, należy dojść do następujących wniosków:

A zatem dyrektywa 2023/970 znajdzie, co do zasady, zastosowanie do wartościowania stanowisk w zarządach spółek kapitałowych. Wydaje się, że ocenie w świetle tej dyrektywy nie będą podlegać jedynie osoby będące jedynymi albo większościowymi wspólnikami, którzy pełnią także funkcje w zarządzie – czyli zostali powołani sami przez siebie na stanowisko członka zarządu i de facto nie ma organu, który mógłby takich członków zarządu odwołać. Dyrektywa ta znajdzie tym bardziej zastosowanie do wartościowania stanowisk osób zarządzających zakładem pracy w imieniu pracodawcy niebędących członkami zarządu.

Autor jest radcą prawnym.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Rozpoczęcie biegu terminu przedawnienia roszczenia konsumenta

Stan faktyczny

Węgierski spór dotyczył zawartej w 2008 r. pomiędzy HL (konsument) i Bankiem umowy kredytu hipotecznego denominowanego we CHF na okres 360 miesięcy. Umowa ta zawierała warunek, zgodnie z którym ryzyko związane z aprecjacją CHF w stosunku do HUF obciążało w całości konsumenta. W 2023 r. HL wniósł powództwo domagając się z powodu uchybienia przez Bank spoczywającego na nim obowiązkowi informacyjnemu i niewystarczającego charakteru przedstawionych informacji dotyczących ryzyka kursowego, stwierdzenia bezskuteczności umowy kredytu. Bank podniósł zarzut przedawnienia roszczenia HL i wniósł o oddalenie powództwa.

Sąd w Budapeszcie powziął wątpliwości co do sposobu, w jaki należy liczyć pięcioletni termin przedawnienia mający zastosowanie do powództwa, w drodze którego konsument wnosi do sądu krajowego o wyciągnięcie konsekwencji prawnych z nieważności umowy kredytu na podstawie dyrektywy Rady 93/13/EWG z 5.4.1993 r. w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich (Dz.Urz. UE L z 1993 r. Nr 95, s. 29).

Stanowisko TS

Dzień zawarcia umowy

Trybunał uściślił, że analiza cech terminu przedawnienia, takiego jak ten rozpatrywany w postępowaniu głównym, musi dotyczyć w szczególności długości tego terminu oraz zasad jego stosowania, w tym sposobu, w jaki następuje rozpoczęcie biegu przez ten termin (wyrok TS z 10.6.2021 r., BNP Paribas Personal Finance, od C-776/19 do C‑782/19, Legalis, pkt 30). Co do rozpoczęcia biegu terminu przedawnienia z orzecznictwa TS wynika, że stosowanie pięcioletniego terminu przedawnienia rozpoczynającego bieg w chwili zawarcia rozpatrywanej umowy – co oznacza, że konsument może dochodzić zwrotu opłat uiszczonych na podstawie warunku umownego uznanego za nieuczciwy jedynie przez pięć pierwszych lat od podpisania umowy, niezależnie od tego, czy miał lub mógł mieć, rozsądnie rzecz ujmując, świadomość nieuczciwego charakteru tego warunku – może czynić praktycznie niemożliwym lub nadmiernie utrudnionym korzystanie z praw przyznanych konsumentowi poprzez dyrektywę 93/13, a w konsekwencji naruszać zasadę skuteczności w związku z zasadą pewności prawa (wyrok TS z 16.7.2020 r., Caixabank i Banco Bilbao Vizcaya Argentaria, C-224/19 i C‑259/19, Legalis, pkt 91). Trybunał wskazał, że należy uwzględnić gorszą pozycję konsumenta wobec przedsiębiorcy zarówno pod względem możliwości negocjacyjnych, jak i ze względu na stopień poinformowania. Ponadto, konsumenci mogą nie wiedzieć o nieuczciwym charakterze warunku zawartego w umowie kredytu hipotecznego lub nie rozumieją zakresu swoich praw wynikających z dyrektywy 93/13.

W konsekwencji TS uznał, że jeśli chodzi o początek biegu terminu rozpatrywanego przedawnienia w postępowaniu głównym, TS uznał, że istnieje znaczne ryzyko, iż z uwagi na sposób, w jaki jest on określany w węgierskim orzecznictwie, konsument nie będzie w stanie skutecznie dochodzić praw przyznanych mu przez dyrektywę 93/13.

Trybunał orzekł, że art. 1 ust. 1 i art. 7 ust. 1 dyrektywy 93/13 w związku z zasadą skuteczności należy interpretować w ten sposób, iż stoją one na przeszkodzie wykładni sądowej prawa krajowego, zgodnie z którą w przypadku nieważności umowy kredytu niemogącej obowiązywać bez nieuczciwego warunku z tego względu, że dotyczy on głównego przedmiotu umowy, konsument może powoływać się w postępowaniu sądowym na konsekwencje prawne stwierdzenia tej nieważności jedynie w pięcioletnim terminie przedawnienia od dnia zawarcia tej umowy, jeżeli w tym dniu konsument nie wiedział lub nie był w stanie powziąć wiedzy o nieuczciwym charakterze danego warunku umownego i w rezultacie nie był w stanie skutecznie dochodzić praw przyznanych mu przez dyrektywę 93/13.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Rozpoczęcie biegu terminu przedawnienia

Trybunał orzekł już, że ustalenie, iż rozpoczęcie biegu terminu przedawnienia roszczenia restytucyjnego wniesionego przez konsumenta na podstawie nieuczciwego warunku umownego następuje w dniu, w którym krajowy sąd najwyższy wydał wyrok stwierdzający nieuczciwy charakter standardowego warunku odpowiadającego klauzuli zawartej w spornej umowie, pozwoliłoby w wielu przypadkach przedsiębiorcy zachować kwoty nienależnie uzyskane ze szkodą dla tego konsumenta na podstawie nieuczciwego warunku, co byłoby niezgodne z orzecznictwem TS. Trybunał uznał, że nie można ustalić tego początku biegu w oderwaniu od kwestii, czy ten konsument wiedział lub mógł racjonalnie wiedzieć o nieuczciwym charakterze tego ostatniego warunku stanowiącego podstawę prawa do zwrotu, i nie nakładając na przedsiębiorcę obowiązku staranności i poinformowania konsumenta, uwydatniając w ten sposób słabszą pozycję tego ostatniego, którą dyrektywa 93/13 ma złagodzić (wyrok TS z 25.4.2024 r., Banco Santander (Rozpoczęcie biegu terminu przedawnienia), C-561/21, Legalis, pkt 47).

Zdaniem TS dyrektywa 93/13 stoi na przeszkodzie temu, aby w celu określenia początku biegu terminu przedawnienia roszczenia konsumenta o zwrot kwot nienależnie zapłaconych w wykonaniu nieuczciwego warunku umownego można było uznać, że istnienie orzecznictwa krajowego, nawet jeśli jest ono utrwalone, dotyczącego nieważności podobnych warunków umownych wykazuje spełnienie przesłanki dotyczącej wiedzy danego konsumenta o nieuczciwym charakterze tego warunku i wynikających z tego konsekwencjach prawnych (wyrok Caixabank (Przedawnienie zwrotu kosztów hipotecznych), pkt 61). Natomiast orzeczenie sądowe mające powagę rzeczy osądzonej, stwierdzające nieuczciwy charakter warunku umownego i prawidłowo doręczone danemu konsumentowi zgodnie z mającymi zastosowanie krajowymi przepisami jako adresatowi tego orzeczenia, może stanowić początek biegu terminu przedawnienia. Ze względu na to, iż orzeczenie to uprawomocniło się, przyjmuje się, że konsument miał pełną wiedzę o nieprawidłowości warunku i jest zatem w stanie dokonać samodzielnej oceny celowości wystąpienia z powództwem o zwrot kwot zapłaconych na podstawie nieuczciwego warunku w terminie wyznaczonym przez prawo krajowe (wyrok Banco Santander (Rozpoczęcie biegu terminu przedawnienia), pkt 36, 37).

Trybunał orzekł, że dyrektywę 93/13 należy interpretować w ten sposób, iż stoi ona na przeszkodzie temu, by dzień, w którym TS dokonał wykładni tej dyrektywy, lub dzień, w którym Sąd Najwyższy orzekł w przedmiocie nieuczciwego charakteru warunków wprowadzonych do umów konsumenckich, został uwzględniony w celu określenia momentu rozpoczęcia biegu terminu przedawnienia roszczeń wniesionych przez konsumenta, mających na celu zwrot kwot zapłaconych na podstawie warunku podobnego do warunku, który dał sposobność do wykładni tej dyrektywy dokonanej przez Trybunał lub warunku będącego przedmiotem orzeczenia sądu krajowego, czy też w celu kontynuacji biegu tego terminu po okresie jego zawieszenia.

Komentarz

W niniejszym wyroku TS potwierdził, że data zawarcia umowy kredytu zawierającej nieuczciwy warunek (art. 385¹ § 1 KC), który dotyczy głównego przedmiotu umowy i której to umowy sąd orzekł nieważność – nie może stanowić początku biegu terminu przedawnienia roszczeń konsumenta przeciwko przedsiębiorcy (por. zwłaszcza art. 118 i art. 120 § 1 KC). W takim przypadku konsument nie mógłby bowiem skutecznie dochodzić swoich praw wynikających z dyrektywy 93/13 i transponującego ją prawa krajowego. Przy czym TS zaznaczył, że dotyczy to sytuacji, w której w tym dniu konsument nie wiedział lub nie był w stanie powziąć wiedzy o nieuczciwym charakterze danego warunku umownego. Trybunał trafnie przyjął, że istnienie orzeczeń wydanych przez krajowy SN lub TSUE stwierdzających nieuczciwy charakter niektórych standardowych warunków nie może samo w sobie oznaczać, że konsument wiedział lub mógł racjonalnie wiedzieć o nieuczciwym charakterze podobnego warunku znajdującego się w umowie, którą zawarł z przedsiębiorcą. Jednakże TS przyznał, że przedsiębiorca powinien mieć możliwość udowodnienia, że konsument wiedział lub mógł racjonalnie wiedzieć o tych orzeczeniach.

Należy zaznaczyć, że w niniejszej sprawie TS odnosi się tylko do kwestii przedawnienia roszczeń konsumenta, natomiast w kontekście polskich sporów budzi wątpliwości sądów kwestia, czy bieg terminu przedawnienia roszczenia przedsiębiorcy przeciwko konsumentowi o zwrot świadczeń nienależnych spełnionych na podstawie umowy, która stała się nieważna na skutek zawarcia w niej nieuczciwych warunków umownych, rozpoczyna się od daty, w której konsument zakwestionował względem banku związanie warunkami umowy (zob. obecnie wniesione do TSUE polskie wnioski prejudycjalne w sprawach: Drózdzik, C-262/25; Ścierbek, C-261/25; Olteski, C-260/25; Juminek, C-259/25; Drocha,C-747/24).

Wyrok TS z 19.3.2026 r., UniCredit Bank i Momentum Credit, C-679/24

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Zwrot nieruchomości a realizacja celu wywłaszczenia

Na sądową wokandę trafił spór o zwrot nieruchomości pomiędzy spadkobiercami byłego właściciela a Starostą Lubelskim. Chodziło o działkę wywłaszczoną w 1975 r. na rzecz Skarbu Państwa pod budowę osiedla mieszkaniowego. Wnioskodawcy twierdzili, że część gruntu nie została wykorzystana zgodnie z tym celem, co – w ich ocenie – spełnia przesłanki zwrotu określone w art. 136 ust. 3 w związku z art. 137 ustawy z 21.8.1997 r. o gospodarce nieruchomościami (t.j. Dz.U. z 2026 r. poz. 399; dalej: GospNierU).

Starosta przeprowadził postępowanie dowodowe zgodnie z art. 7 i art. 77 § 1 KPA. Odtworzono granice dawnej działki, przeanalizowano dokumenty planistyczne z lat 60. i 70. oraz wykonano oględziny. Ustalono, że obszar był przeznaczony pod intensywną zabudowę mieszkaniową i został faktycznie zagospodarowany jako część osiedla. Powstały m.in. drogi wewnętrzne, parkingi, tereny zielone, boisko szkolne, infrastruktura komunikacyjna oraz budynki usługowe. Zdjęcia lotnicze z różnych lat potwierdziły stopniową realizację inwestycji. Organ uznał, że wskazane elementy stanowią integralną część osiedla mieszkaniowego, a tym samym mieszczą się w celu wywłaszczenia. Odmówił natomiast przeprowadzenia dowodu dotyczącego wypłaty odszkodowania, wskazując, że okoliczność ta nie ma znaczenia dla oceny przesłanek zwrotu w rozumieniu art. 136–137 GospNierU.

Decyzją z 2021 r. Starosta Lubelski odmówił zwrotu nieruchomości, uznając, że nie stała się ona zbędna na cel wywłaszczenia, gdyż inwestycja została zrealizowana, a istniejąca infrastruktura odpowiada funkcji osiedla mieszkaniowego.

Szkolenia zakresu prawa budowlanego i nieruchomości – aktualna lista szkoleń Sprawdź

Po rozpoznaniu odwołania Wojewoda Lubelski utrzymał to rozstrzygnięcie w mocy. Wskazał, że dla oceny zasadności zwrotu kluczowe jest ustalenie, czy cel wywłaszczenia został zrealizowany. W sprawie brak było podstaw do uznania nieruchomości za zbędną, skoro została ona zagospodarowana jako część osiedla, a ponadto część gruntów oddano w użytkowanie wieczyste.

Spadkobiercy podnosili zarzuty dotyczące niewyjaśnienia stanu faktycznego, w szczególności braku ustalenia momentu realizacji poszczególnych inwestycji oraz pominięcia części dowodów. Kwestionowali także ocenę, że cały teren został wykorzystany zgodnie z celem wywłaszczenia.

Czy nieruchomość stała się zbędna na cel wywłaszczenia?

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Lublinie stwierdził, że organy prawidłowo zastosowały przepisy materialne, w szczególności art. 136 ust. 3 oraz art. 137 ust. 1 i 2 GospNierU, oraz nie naruszyły zasad postępowania dowodowego wynikających z art. 7, art. 77 § 1 i art. 80 KPA. Kluczowe znaczenie Sąd przypisał ocenie, czy nieruchomość stała się zbędna na cel wywłaszczenia. Podzielił stanowisko organów, że celem była budowa osiedla mieszkaniowego rozumianego szeroko – jako zespół obejmujący nie tylko budynki mieszkalne, lecz także infrastrukturę towarzyszącą. W realiach lat 70. cel ten był formułowany ogólnie, dlatego nie można obecnie przypisywać poszczególnym działkom ściśle określonych funkcji.

Na podstawie zgromadzonego materiału dowodowego Sąd uznał, że teren został faktycznie zagospodarowany jako część osiedla. Istniejące elementy – drogi, parkingi, boiska, szkoła, tereny zielone oraz zabudowa usługowa – tworzą funkcjonalną całość służącą mieszkańcom, a tym samym realizują cel wywłaszczenia. W konsekwencji nie została spełniona przesłanka „zbędności” w rozumieniu art. 136 ust. 3 GospNierU. Sąd zaakceptował również stanowisko, że ewentualny brak wypłaty odszkodowania pozostaje bez znaczenia dla rozstrzygnięcia sprawy o zwrot, a pominięcie tego dowodu było zasadne. Wskazał także, że oddanie części nieruchomości w użytkowanie wieczyste stanowi dodatkową przeszkodę zwrotu. Skarga została oddalona.

NSA oddalił skargę kasacyjną

Z kolei Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 9.10.2025 r., I OSK 2188/22, Legalis, oddalił skargę kasacyjną. Podkreślił, że kontrola kasacyjna ogranicza się do oceny podniesionych zarzutów, a w sprawie nie wystąpiły przesłanki nieważności postępowania. NSA uznał, że nie doszło do istotnych naruszeń przepisów postępowania. Podzielił ustalenia faktyczne i ocenę prawną sądu I instancji, wskazując na ogólny charakter celu wywłaszczenia i konieczność jego oceny w ujęciu całościowym. Sąd kasacyjny zaakceptował szerokie rozumienie realizacji celu wywłaszczenia, obejmujące również infrastrukturę towarzyszącą.

Podkreślił, że inwestycje tego rodzaju mają charakter złożony i wieloetapowy, dlatego szczegółowe ustalanie dat powstania poszczególnych obiektów nie jest konieczne. Oddalił także zarzuty dotyczące niepełnego materiału dowodowego, uznając, że stan faktyczny został wystarczająco wyjaśniony. Wskazał, że sposób zagospodarowania nieruchomości odpowiadał celowi wywłaszczenia, a oddanie części gruntów w użytkowanie wieczyste wpisuje się w ten cel i stanowi przeszkodę prawną zwrotu. W konsekwencji NSA uznał, że nie została spełniona przesłanka „zbędności” z art. 136 ust. 3 w zw. z art. 137 GospNierU, gdyż cel wywłaszczenia został zrealizowany i oddalił skargę kasacyjną.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Zmiana zasad funkcjonowania szkół w warunkach niżu demograficznego

Celem nowelizacji jest dostosowanie obowiązujących regulacji ustawy z 14.12.2016 r. – Prawo oświatowe (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 1043; dalej: PrOśw) do zmieniającej się struktury demograficznej społeczeństwa, przy jednoczesnym zachowaniu wysokiej jakości kształcenia oraz zapewnieniu uczniom realnego dostępu do edukacji jak najbliżej miejsca zamieszkania. Spadek liczby uczniów wymaga zmian w sposobie organizacji pracy szkół, by umożliwić racjonalne zarządzanie zasobami kadrowymi i materialnymi.

Zgodnie z prognozą ludności Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) na lata 2023-2060, liczba ludności Polski będzie systematycznie spadać. W 2023 r. liczba ta wynosiła około 37,6 mln osób. Według GUS do 2060 r. liczba ludności ma zmniejszyć się do 30,9 mln. Kluczowym powodem tego stanu jest ujemny przyrost naturalny oraz starzenie się społeczeństwa. W 2060 r. osoby w wieku 65 lat i więcej mają stanowić blisko 32,6% populacji, jednocześnie będzie się zmniejszać liczba kobiet w wieku rozrodczym (15-49 lat), co przełoży się na dalszy spadek liczby urodzeń. Z prognozy ludności na lata 2023-2060 wynika, że w Polsce do 2029 r. liczba dzieci w wieku 7-14 lat spadnie o ok. 5%. Do 2034 r. prognozuje się spadek o ok. 19,5% w tej grupie wiekowej, a do 2060 r. spadek ten może wynieść ok. 30% (według skrajnego scenariusza demograficznego – nawet 48,3%).

Zakres nowelizacji

Zakres nowelizacji ma charakter systemowy. Regulacje koncentrują się na:

Sektor publiczny – Sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

Szczegółowe rozwiązania przewidziane w nowelizacji

1. Kształtowanie organizacji pracy szkół

Nowelizacja zakłada wprowadzenie mechanizmów pozwalających organom prowadzącym oraz dyrektorom szkół na dostosowywanie struktury organizacyjnej placówek do rzeczywistej liczby uczniów. Spadek liczby uczniów powoduje, że utrzymywanie dotychczasowych rozwiązań organizacyjnych może prowadzić do nieefektywnego wykorzystania kadry pedagogicznej oraz infrastruktury.

Projektowane zmiany mają umożliwić:

Rozwiązania te mają wspierać stabilność funkcjonowania szkół w warunkach malejącej liczby uczniów oraz zmniejszać ryzyko nagłych i nieprzewidywalnych decyzji o likwidacji placówek.

2. Mniejsze obciążenia administracyjne

Jednym z wyraźnie wskazanych kierunków nowelizacji jest redukcja biurokracji w systemie oświaty. Projekt zakłada uproszczenie wybranych procedur administracyjnych, które w obecnym stanie prawnym generują znaczne obciążenia organizacyjne. Zmiany mają przyczynić się m.in. do: skrócenia czasu potrzebnego na realizację czynności administracyjnych, ograniczenia liczby wymaganych dokumentów i formalnych uzgodnień, zwiększenia koncentracji dyrektorów szkół na działalności dydaktycznej i wychowawczej, oraz usprawnienia współpracy między szkołami a organami prowadzącymi.

W efekcie projekt ma prowadzić do racjonalizacji funkcjonowania szkół oraz lepszego wykorzystania zasobów ludzkich.

3. Wykorzystanie wolnych przestrzeni szkolnych

Spadek liczby uczniów powoduje powstawanie wolnych powierzchni w budynkach szkolnych. Projekt przewiduje stworzenie podstaw prawnych do szerszego wykorzystywania tych przestrzeni na potrzeby lokalnych społeczności.

Zgodnie z art. 86a PrOśw w budynku szkoły lub placówki jednostka samorządu terytorialnego będzie mogła realizować zadania własne związane z:

Realizacja tych zadań nie może niekorzystnie wpływać na warunki działania szkoły lub placówki, w tym bezpieczne i higieniczne warunki nauki, wychowania i opieki. Realizacja powyższych zadań następować będzie po uzyskaniu pozytywnej opinii kuratora oświaty, zaś przypadku szkoły lub placówki artystycznej – po uzyskaniu pozytywnej opinii specjalistycznej jednostki nadzoru.

4. Mechanizmy wspierające utrzymanie małych szkół

Nowelizacja ma stworzyć warunki sprzyjające dalszemu funkcjonowaniu małych szkół, zwłaszcza w środowiskach wiejskich i w mniejszych miejscowościach. Spadek liczby uczniów w tych obszarach może prowadzić do presji na likwidację placówek.

Projektowane rozwiązania mają:

Celem jest zachowanie równowagi między racjonalnością ekonomiczną a interesem społeczności lokalnych.

Skutki projektowanych zmian

Projektowane rozwiązania mają prowadzić do bardziej efektywnego funkcjonowania systemu oświaty w warunkach zmniejszającej się liczby uczniów. Oczekiwanym rezultatem jest przede wszystkim lepsze wykorzystanie infrastruktury edukacyjnej oraz utrzymanie dostępności edukacji w małych społecznościach.

Nowelizacja ma charakter dostosowawczy i systemowy, a jej skutki będą odczuwalne przede wszystkim na poziomie jednostek samorządu terytorialnego jako organów prowadzących szkoły.

Etap legislacyjny

Prezydent RP podpisał nowelizację 2.4.2026 r. Ustawa wejdzie w życie po upływie 14 dni od dnia ogłoszenia.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Media społecznościowe pod presją prawa

Dziś trudno wyobrazić sobie codzienne funkcjonowanie bez platform takich jak Facebook, Instagram, YouTube czy TikTok. To stamtąd użytkownicy czerpią wiadomości, tam budują relacje, promują swoją działalność gospodarczą, a często także kształtują poglądy.

Równolegle zmienia się sposób myślenia o tych platformach. Coraz wyraźniej dostrzegamy, że nie są one neutralnym narzędziem, lecz środowiskiem zaprojektowanym tak, by zwiększać zaangażowanie użytkowników, co sprzyja uzależnieniom i negatywnie wpływa na zdrowie psychiczne dzieci i młodzieży.

W odpowiedzi na te zagrożenia państwa podejmują działania regulacyjne. Francja rozważa wprowadzenie zakazu dostępu do mediów społecznościowych dla dzieci poniżej 15. roku życia. Kilka miesięcy temu taki zakaz (do 16. roku życia) wprowadziła już Australia, ale obecnie mierzy się z jego egzekwowaniem. Australijski regulator odpowiedzialny za bezpieczeństwo w internecie zapowiedział możliwość podjęcia działań prawnych wobec największych platform społecznościowych, ponieważ nie wdrażają wystarczających środków służących do weryfikacji wieku. Niedawno zakaz korzystania z platform społecznościowych przed ukończeniem 16. roku życia wprowadziła Indonezja. Podobne kierunki pojawiają się w Polsce zarówno w dyskursie społecznym, jak i w działaniach regulacyjnych. Ministerstwo edukacji skierowało do konsultacji publicznych projekt ustawy o zakazie korzystania z telefonów w publicznych szkołach podstawowych.

Procesy w USA

Pod koniec marca w Stanach Zjednoczonych zapadły dwa ważne wyroki. Pierwszy w sprawie Kaley, 20-letniej Kalifornijki. Ława przysięgłych w Los Angeles uznała odpowiedzialność Meta i Google za uzależniający charakter ich platform. Kobieta twierdziła, że przeglądanie mediów społecznościowych rozpoczęła już jako sześciolatka. Jej zdaniem wpłynęło to negatywnie na jej zdrowie psychiczne, postrzeganie własnego ciała, wywołało stany lękowe, a nawet myśli samobójcze. Rozstrzygnięcie przesunęło punkt ciężkości – z analizy treści publikowanych przez użytkowników na sposób zaprojektowania platformy. Sąd potwierdził, że mechanizmy stosowane przez Instagram, Facebook i YouTube, takie jak przewijanie czy systemy rekomendacyjne, mogą prowadzić do uzależnienia i stanowić podstawę odpowiedzialności cywilnej. Powódka otrzymała odszkodowanie w wysokości 3 mln dolarów. Zasądzona kwota została podzielona w proporcjach: 70 proc. od Meta, a 30 proc. od YouTube.

Ten precedensowy wyrok może okazać się znacznie bardziej kosztowny dla firm technologicznych. Setki użytkowników wniosły już podobne pozwy, a fala roszczeń może doprowadzić do zmian w mechanizmach stosowanych przez platformy. Przypomnijmy, w 2021 r. była pracownica Facebooka sygnalistka Frances Haugen ujawniła, że platforma stosowała algorytmy, które wyżej oceniały polaryzacyjne i nienawistne przekazy.

W podobnym czasie zapadł również ważny wyrok w stanie Nowy Meksyk. Ława przysięgłych uznała, że Meta świadomie bagatelizowała ryzyka dotyczące wykorzystywania dzieci i nie zapobiegła przestępstwom na tle seksualnym. W efekcie zasądzono karę w wysokości ok. 375 mln dolarów, jedną z najwyższych w tego typu sprawach przeciwko Big Tech.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Europa stawia na regulację

Unia Europejska obrała inną drogę. Zamiast czekać na rozwój sporów sądowych, stworzyła ramy regulacyjne dla rynku cyfrowego. Najważniejsze przepisy chroniące użytkowników i konkurencję zostały wpisane do:

To właśnie wokół tych aktów koncentrują się obecnie najważniejsze spory z Komisją Europejską. Pod koniec 2025 r. KE nałożyła karę 120 mln euro na platformę X za naruszenia obowiązków transparentności wynikających z DSA. Rozstrzygnięcie dotyczyło art. 25 ust. 1 DSA, zakazującego projektowania, organizowania lub obsługi interfejsów internetowych w sposób wprowadzający odbiorców w błąd, manipulujący ich zachowaniami lub w inny istotny sposób ograniczający zdolność do podejmowania wolnych i świadomych decyzji; art. 39 DSA, dotyczącego obowiązku prowadzenia publicznego repozytorium reklam, oraz art. 40 ust. 12 DSA, zobowiązującego VLOP (Very Large Online Platforms, czyli bardzo duże platformy internetowe) do zapewnienia naukowcom dostępu do danych publicznych na potrzeby badań nad ryzykami systemowymi.

O problemach z realizacją art. 40 ust. 12 DSA KE informowała również w odniesieniu do działalności Meta i TikToka. Zwróciła uwagę na to, że korzystający z Facebooka czy Instagrama nie mają zapewnionego łatwego dostępu do mechanizmu Notice and Action (zawiadomienie i działanie) umożliwiającego użytkownikom oznaczanie nielegalnych treści, na przykład materiałów ukazujących seksualne wykorzystywanie dzieci oraz treści związanych z działalnością terrorystyczną.

W lutym 2026 r. KE wstępnie stwierdziła, że funkcje TikToka, takie jak nieustanne przewijanie, automatyczne odtwarzanie, spersonalizowany system rekomendacji i powiadomienia push, sprawiają, że jego system został zaprojektowany w sposób uzależniający, co narusza DSA. Zwróciła uwagę, że firma nie stosuje skutecznych zabezpieczeń, by ograniczyć ryzyko uzależnienia użytkowników.

Unijne podejście ma charakter systemowy – jego celem jest nie tylko sankcjonowanie naruszeń, lecz także kształtowanie modelu funkcjonowania serwisów społecznościowych. W centrum znajdują się takie wartości jak ochrona użytkowników, przejrzystość działania algorytmów oraz zapewnienie uczciwej konkurencji. Takie działania UE znajdują poparcie wśród organizacji pozarządowych, spotykają się jednak ze zdecydowanym sprzeciwem ze strony Białego Domu. Kolejnym problemem jest zapewnienie konkurencyjności europejskich firm. Europejscy przedsiębiorcy z branży cyfrowej postulują ograniczenie obowiązków wynikających z relacji z podmiotami korzystającymi z ich usług. Obawiają się nadmiernego obciążenia w stosunku do firm spoza UE, a co za tym idzie ograniczenia innowacyjności i rozwoju europejskich nowych technologii. Dlatego zaproponowane w Cyfrowym Omnibusie regulacje przewidują m.in. złagodzenie rozwiązań zawartych w rozporządzeniu Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2024/1689 z 13.6.2024 r. w sprawie ustanowienia zharmonizowanych przepisów dotyczących sztucznej inteligencji oraz zmiany rozporządzeń (WE) nr 300/2008, (UE) nr 167/2013, (UE) nr 168/2013, (UE) 2018/858, (UE) 2018/1139 i (UE) 2019/2144 oraz dyrektyw 2014/90/UE, (UE) 2016/797 i (UE) 2020/1828 (akt w sprawie sztucznej inteligencji) (Dz.Urz. UE L z 2024 r. Nr 131, s. 1689).

Polska: między wolnością słowa a ochroną użytkowników

Na poziomie krajowym istotnym wyzwaniem pozostaje implementacja DSA. W dyskursie społeczno-politycznym pojawia się napięcie pomiędzy ochroną użytkowników a wolnością wypowiedzi (art. 54 Konstytucji RP). Potrzebne jest wyznaczenie granicy między ochroną młodych użytkowników przed treściami negatywnie wpływającymi na ich zdrowie psychiczne a nadmierną ingerencją w debatę publiczną. Użytkownicy postulują również, by ograniczyć prawo platform do arbitralnego kasowania ich kont. Równolegle trwa dyskusja dotycząca możliwego nadużycia pozycji dominującej, m.in. w kontekście relacji gigantów cyfrowych z wydawcami prasy.

W lutym 2026 r. Prezes UOKiK zwrócił uwagę na problem uzyskania szybkiego i bezpośredniego kontaktu użytkowników Facebooka czy Instagrama z obsługą klienta, na przykład gdy dojdzie do przejęcia konta, sporu o płatność lub utraty dostępu do usługi. Stosowane przez Metę formularze elektroniczne utrudniają skuteczną komunikację, co dotyka podstawowych praw wynikających z ustawy z 30.5.2014 r. o prawach konsumenta (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 1796). „Jeśli przedsiębiorca zarabia na użytkownikach platformy – czy to przez wyświetlane reklamy, czy przez płatną wersję bez reklam – to ma obowiązek zapewnienia im realnej możliwości kontaktu” – uznał Prezes UOKiK. Spółce grozi kara do 10% rocznego obrotu.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Własność w trójwymiarze

Jak dowiedziała się „Rzeczpospolita”, Ministerstwo Rozwoju i Technologii kończy prace nad oczekiwanymi od dziesięcioleci przepisami, wprowadzającymi do polskiego porządku prawnego własność warstwową. Resort zdecydował się na koncepcję odrębnej własności obiektu budowlanego (OWOB), jako dającą szersze możliwości w stosunku do prawa do zabudowy, nad którym pracowano w poprzedniej kadencji parlamentu.

OWOB ma być prawem, które mógłby ustanawiać zarówno właściciel gruntu, jak i użytkownik wieczysty, po uzyskaniu zgody właściciela. Jej przedmiotem mają być obiekty i urządzenia budowlane wznoszone nad lub pod powierzchnią gruntu. To oznacza możliwość realizacji inwestycji nad drogami, wodami czy liniami kolejowymi, ale też pod ziemią, a także wychodzących nad sąsiednie nieruchomości. OWOB mogłaby być ustanawiana, pod warunkiem spełnienia przesłanki samodzielności obiektu.

Inwestor otrzymywałby promesę w formie decyzji administracyjnej wydawanej przez starostę. To byłaby gwarancja ustanowienia OWOB, po oddaniu inwestycji do użytkowania, jeśli obiekt spełni warunek samodzielności. Natomiast z właścicielem lub użytkownikiem wieczystym gruntu inwestor zawierałby umowę zobowiązującą do ustanowienia prawa OWOB oraz umowę ustanowienia służebności, aby zapewnić dostęp do obiektu. Ostatnim krokiem w procedurze ustanawiania OWOB będzie złożenie wniosku o ujawnienie tego prawa w księdze wieczystej.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Dlaczego nie prawo zabudowy?

– Wybór koncepcji opartej na odrębnej własności obiektu poprzedziliśmy wszechstronną analizą opartą m.in. na doświadczeniach wynikających z prac legislacyjnych prowadzonych w ubiegłych latach. W przeszłości było kilka prób rozwiązania problemu inwestowania nad i pod powierzchnią gruntu opartych na nowym ograniczonym prawie rzeczowym. Próby te zakończyły się fiaskiem głównie z tego powodu, że mocno ograniczone prawa rzeczowe, które mogłyby spełnić zakładany cel, np. prawo zabudowy opracowane w resorcie sprawiedliwości, były zbyt podobne do prawa użytkowania wieczystego – mówi „Rzeczpospolitej” Tomasz Lewandowski, wiceminister rozwoju i technologii.

– Formuła odrębnej własności obiektów będzie formułą bardziej uniwersalną, wolną od opisanych obciążeń i będzie funkcjonowała równolegle z istniejącymi prawami rzeczowymi – dodaje.

Dr inż. Maciej Kaczorek, członek zarządu i dyrektor ds. strategii i rozwoju PKP PLK przyznaje, że planowana formuła mogłaby pomóc w zagospodarowaniu atrakcyjnych inwestycyjnie terenów nad czy pod infrastrukturą kolejową.

– Z jednej strony zabezpiecza bowiem prawa właścicieli gruntu i infrastruktury kolejowej oraz może stanowić dla nich źródło dodatkowego dochodu, a z drugiej strony – interesy inwestora, który, mając ustanowione takie prawo własności czy też promesę jego ustanowienia miałby podstawę do rozmów z instytucjami finansującymi. Własność warstwowa to też korzyść dla samorządów w postaci wpływów z podatków i pozyskania atrakcyjnych przestrzeni miejskich – wylicza zalety OWOB dyrektor Kaczorek.

– Jeśli dla banku zabezpieczeniem mogła być hipoteka takiej nieruchomości, to brzmi to bardzo ciekawie. Z zainteresowaniem czekam na szczegóły projektu, ale generalnie pomysłowi, który zwiększa dostępność przestrzeni do realizacji inwestycji klaszczę na stojąco – nie kryje entuzjazmu Tomasz Stoga, prezes Profit Development.

Planom resortu rozwoju kibicuje też Michał Leszczyński, dyrektor działu prawnego Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

– Inwestorzy czekają od lat na przepisy, wprowadzające własność warstwową, które działają od dawna w wielu krajach Europy i USA. Dowiodły tam swojej wielkiej przydatności, zwłaszcza w obszarach silnie zurbanizowanych, gdzie grunt jest coraz droższy. Jedynym rozwiązaniem jest własność warstwowa, czyli 3D – mówi dyr. Leszczyński.

Spóźnieni o dekady

Amerykanie od dawna definiują własność trójwarstwowo. Funkcjonuje tam pojęcie „działki powietrznej”, która dysponuje takimi samymi prawami jak działka gruntowa. Właściciel gruntu może sprzedać należące do niego prawa powietrzne i w dużych miastach inwestorzy z takiej możliwości korzystają. Z opracowania Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości na temat własności warstwowej wynika, że takie rozwiązanie funkcjonuje też w Szwecji, Finlandii, Norwegii czy Danii. Swoje warianty własności warstwowej mają też Hiszpanie, Holendrzy czy Niemcy.

– Informację o tym, że resort rozwoju finalizuje prace nad wprowadzeniem do polskiego prawa własności warstwowej skomentuję krótko: nareszcie! Wielokrotnie, zabierając głos w dyskusji na temat zmian, które mogłyby ułatwić realizację dużych inwestycji w Polsce, mówiłem o własności warstwowej. Jesteśmy tu mocno spóźnieni, o dwie, a nawet trzy dekady – mówi Emil Domeracki, partner w firmie doradczej Walter Herz.

Ekspert dodaje, że w Europie wykorzystuje się to prawo do realizacji inwestycji w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego. Dzięki temu powstają nieruchomości komercyjne, hotelowe.

– Dzisiaj inwestorzy muszą się mocno nagimnastykować, by zrealizować coś na terenach kolejowych. Dlatego tych inwestycji jest niewiele – mówi Emil Domeracki.

Adwokat, dr Krzysztof Śledziński, senior associate w kancelarii Gessel zwraca jednak uwagę, że własność 3D to także wyzwania.

– W mojej ocenie koncepcja odrębnej własności obiektu budowlanego to właściwy kierunek legislacyjny – bardziej funkcjonalny niż wcześniej rozważane prawo do zabudowy. Może ona nie tylko sprzyjać bardziej efektywnemu wykorzystaniu przestrzeni, lecz także ograniczyć konieczność stosowania skomplikowanych i często sztucznych konstrukcji prawnych. Na poziomie legislacyjnym kluczowe będzie jednak zachowanie wysokiej precyzji regulacji, w szczególności jasne określenie stosunków między właścicielami poszczególnych warstw oraz zapewnienie pełnej kompatybilności z systemem ksiąg wieczystych – przestrzega dr Śledziński.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź