Oczekujemy nowych specjalizacji

Po czym poznać dobrego prawnika?

Pewnie jest wiele kryteriów, ale jeśli miałbym wymienić podstawową cechę, to ważna jest kwestia komunikacji. Klient zakłada, że prawnik zna się na prawie. Ale nie wszyscy umieją mówić i pisać o sprawach prawnych czy wyciągać wnioski z pracy nad sprawami prawnymi w sposób przystępny i zrozumiały. Dziś od prawnika – czy to z kancelarii czy to wewnętrznego – wymaga się, by nie tylko wykazywał się wiedzą o prawie, ale też współtworzył politykę danej firmy. Bo to, jakie są przepisy, to inni pracownicy czy zarząd firmy sam często znajduje sobie dzięki narzędziom sztucznej inteligencji. Bywa, że klient przychodzi na spotkanie z prawnikiem z gotową podstawową wiedzą, jak zwolnić pracownika czy jak połączyć spółki. Tenże członek zarządu chce od prawnika, by ten mu zasugerował, jakie konkretne wyjście znaleźć w danej sytuacji konkretnego przedsiębiorstwa i konkretnych ludzi. Tego mu żaden model sztucznej inteligencji nie podpowie.

To, że prawnik ma pełnić role strategicznego doradcy, słyszałem już dawno.

No tak, ale wcześniej prace analityczne to my, prawnicy, musieliśmy wykonać. Teraz wyręcza nas sztuczna inteligencja. I tym bardziej musimy zmieniać swoje podejście, by być bliżej procesów decyzyjnych.

A kto jest dziś bliżej tych procesów: zaufany prawnik z zewnętrznej kancelarii obsługującej firmę czy prawnik wewnętrzny, tak zwany in-house lawyer?

To się zmienia. W wielu przypadkach dotychczas prawnik in-house pełnił raczej funkcje typowo eksperckie, dalekie od decydowania. Dziś jesteśmy coraz bliżej stołu decyzyjnego, bo znamy specyfikę naszych firm, jej procesy, systemy i ludzi, więc tym łatwiej nam wpływać na podejmowanie decyzji.

Już kilkanaście lat temu znałem prawników wewnętrznych, którzy mieli tak mocna pozycję, że wchodzili do zarządów firm. Ale też bywały zarządy zapatrzone w swoje świetlane cele i wizje. Dla nich wewnętrzny prawnik był tylko szeregowym pracownikiem, który ma wykonywać polecenia. Jak jest dzisiaj?

To racja, że prawnik wewnętrzny bywał mniej zauważany, niż dyrektor działu sprzedaży czy marketingu. Bo ten ostatni bezpośrednio generował zysk. Taki dyrektor czasem wzywał wewnętrznego prawnika i napominał go, by swoimi ostrzeżeniami o ryzykach nie blokował firmowych decyzji. Gdy prawnik takiemu dyrektorowi wyjaśniał, że działa pochopnie, ten mu był w stanie przypomnieć, że „to z moich zysków jest twoja pensja”. Prawnik wewnętrzny bywał on czasem najważniejszy, gdy firma popadała w tarapaty albo przynajmniej zarząd dostrzegał jakieś poważne ryzyko dla firmy. Dziś to się zmienia, choć też nie zawsze od razu wewnętrzny prawnik jest dopuszczany do strategicznych decyzji – musi sobie na status współdecydenta zapracować. Gdy na przykład wchodzą w życie ważne dla firmy regulacje, np. dotyczące etykiet na towarach czy kaucji za opakowania – prawnik ma głos decydujący w wielu strategicznych sprawach firmy.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Czyżby zarządy były dziś bardziej świadome ryzyk prawnych?

Chyba w ogóle rynek dojrzewa. Ale też i my, prawnicy, czasem nie pomagamy zarządom, by nas doceniały. Jeżeli im przedstawimy opinię prawną z długą listą zastrzeżeń co do danego planu biznesowego, zwanych disclaimerami, to popatrzą na nas raczej z wyrzutem i powiedzą: znów prawnicy blokują biznes. Natomiast zupełnie inaczej nas traktują, gdy powiemy im: trzeba zrobić takie a takie konkretne działanie, by uniknąć kosztownych procesów z konkurentami albo z konsumentami.

To gdyby pan pracował dla producenta suszarek do włosów, pisałby pan instrukcje ich obsługi z zastrzeżeniem „nie używać pod wodą”?

Może nie pisałbym instrukcji obsługi, ale zwróciłbym uwagę zarządowi: uprzedźmy nabywcę o wszystkich niebezpieczeństwach przy korzystaniu z produktu. Wtedy wytrącimy mu argument w ewentualnym sporze w sądzie konsumenckim, a moja firma zaoszczędzi na odszkodowaniach.

Rola współdecydenta wymaga chyba rozwinięcia nowych umiejętności, nieprawdaż? Wiedza wyniesiona z radcowskiej aplikacji nie wystarcza?

Tak jak wspomniałem na początku: wszystko się zaczyna od dobrej komunikacji. Gdy nauczymy się rozmawiać z różnymi działami firmy i zrozumiemy ich potrzeby – już wiemy więcej. Musimy się nauczyć związanych z naszą pracą aspektów technologii, zarządzania czy finansów. Odpowiedzialny decydent musi przecież znać nie tylko prawne aspekty działania biznesu.

Działa pan w organizacjach prawników wewnętrznych. Jak wygląda ich działanie? Spotykacie się i narzekacie „ależ beznadziejny mam zarząd, w ogóle moich disclaimerów nie czytają…”

Chodzi między innymi o wymianę doświadczeń. Nie zawsze jest to narzekanie. Ale może pana zaskoczę, że my tu w Polsce, jeżeli narzekamy, to na bardzo podobne problemy i cieszymy się podobnymi sukcesami jak w innych krajach europejskich. Świadczy to o tym, że poziom rozwoju rynku prawnego czy sposoby świadczenia usług prawnych są bardzo podobne. Może stawki za pracę prawnika są gdzie indziej wyższe, ale poza tym wygląda to bardzo podobnie. Mówię to na podstawie obserwacji działalności ECLA, zrzeszającej 112 tysięcy prawników w 27 krajach.

W jakich sytuacjach wewnętrzny dział prawny musi szukać prawnika na zewnątrz?

My na ogół mamy ogólną wiedzę o prawie, pogłębioną o specyficzne przepisy branżowe. Przychodzą czasem sytuacje, gdy trzeba sięgnąć po inną specjalność, na przykład teraz po znawców przepisów o cyberbezpieczeństwie. Bywają potrzeby sięgnięcia do takich działów prawa, których czasem nigdy byśmy się nie spodziewali. Pracowałem przez wiele lat w koncernie piwowarskim i oczywiście wiedziałem sporo o akcyzie od piwa czy o ograniczeniach jego reklamy. Ale kiedyś pojawiła się potrzeba znalezienia speca od prawa wodnego.

Tylko proszę nie mówić, że dolewaliście wody do piwa.

Można by powiedzieć obrazowo, że woda sama się przelała, ale nie w toku produkcji, tylko z rzeki na łąkę. Bieg rzeki się zmienił, a my sprzedawaliśmy działkę nad tą rzeką. Jej granice też się zmieniły. Od tego czasu prawo wodne jest dla mnie symbolem „wiedzy nieznanej”. Trzeba się jednak spodziewać takich niespodzianek i wiedzieć, gdzie szukać ekspertów…

…którzy w takiej sprawie są mądrzejsi od pana.

Ale to ja jako prawnik wewnętrzny lepiej znam całą otoczkę danej sprawy, choćby tej nadrzecznej działki. I to bardziej ja niż ta zewnętrzna kancelaria powinienem mieć wpływ na decyzję o jej sprzedaży. Zresztą obserwuję ostatnio na rynku tendencję do znacznego wzmocnienia roli prawników wewnętrznych. Weźmy przykład cyberbezpieczeństwa. Owszem, jako szef działu prawnego wiem, że powinienem w firmie wdrożyć dyrektywę NIS2. To się wiąże z pewnymi zmianami w organizacji firmy. Czasem wymaga zatrudnienia dodatkowych osób, które wiążą wiedzę prawną z technologiczną. I to właśnie prawnik wewnętrzny powinien rozumieć triadę zależności prawo–biznes–technologia W wielu branżach zrozumienie tej triady jest w ogóle kluczem do dobrego zarządzania.

Tak czy inaczej, czasem musi pan sięgnąć po kancelarię z rynku. Czy rankingi prawnicze bywają tu pomocne?

Rankingi pokazują nie tylko to, kto jest największy i najbardziej wszechstronny, ale też obrazują pewne tendencje na rynku. Bardzo istotne jest to, które kancelarie specjalizują się w danej tematyce prawnej czy w obsłudze danych gałęzi biznesu. Bo nawet jeśli od lat obsługuje mnie jakaś kancelaria, to warto wiedzieć, jak się rozwijają jej konkurenci. Nawet jeśli znam wielu doświadczonych prawników z różnych kancelarii, to chcę sprawdzić, czy nie ma obiecujących młodych twarzy specjalizujących się w nowych, ważnych obecnie specjalizacjach.

Znajdzie pan takich prawników w rankingu „Rzeczpospolitej”?

To z pewnością cenny i wszechstronny ranking. Choć i w nim, podobnie jak w innych, powinny się pojawiać nowe kategorie. Być może warto zastanowić się nad rekomendacjami dla prawników działających na styku biznesu, prawa i technologii, o której to triadzie dziś rozmawiamy. Oczekujemy coraz to nowych specjalizacji, a rankingi pozwalają nam takich specjalistów znajdować.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Pracodawca odpowie także za mobbing nieswojego pracownika

Długotrwałe nękanie, zastraszanie czy poniżanie pracownika nie tylko wpływa negatywnie na jego zdrowie psychiczne i fizyczne, ale także obniża efektywność całej organizacji, w której jest zatrudniony. W tym kontekście szczególnego znaczenia nabiera rola pracodawcy, który nie tylko organizuje środowisko pracy, lecz także ponosi odpowiedzialność za zapewnienie bezpiecznych i godnych warunków zatrudnienia. Obejmuje ona zarówno zapobieganie mobbingowi, jak i podejmowanie odpowiednich działań w sytuacji jego wystąpienia.

Zmiany w przepisach

Projekt nowelizacji kodeksu pracy i kodeksu postępowania cywilnego, który jest obecnie procedowany w Sejmie, podnosi odpowiedzialność pracodawcy na jeszcze wyższy poziom.

Zgodnie bowiem z art. 943 § 8 rządowego projektu „za mobbing uważa się zachowania (…), które pochodzą w szczególności od pracodawcy, przełożonego, osoby zajmującej równorzędne stanowisko, podwładnego, innego pracownika oraz osób wykonujących pracę na innej podstawie niż stosunek pracy (…)”. Efekt?

Przepis ten rozszerza odpowiedzialność pracodawcy na osoby zatrudnione na innej podstawie niż stosunek pracy.

Zdaniem prof. Moniki Gładoch z UKSW w Warszawie to kryterium nie jest jednoznaczne, ponieważ nie określono precyzyjnie podmiotu zatrudniającego.

– Na kanwie tego przepisu można przyjąć, że mobberem, za którego ponosi odpowiedzialność pracodawca będzie osoba zatrudniona przez zewnętrzny podmiot, np. zleceniobiorca zatrudniony przy obsłudze biura przez obcą firmę. Wobec powyższego, niezbędne jest doprecyzowanie tej regulacji – wskazała ekspertka w opinii dla Sejmu.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Zdania są podzielone

Marcin Żytko, radca prawny, counsel w Hoogells uważa, że sam kierunek zmiany jest słuszny.

– W wielu firmach praca pracowników i osób na zleceniu czy B2B zazębia się tak ściśle, że ograniczenie odpowiedzialności wyłącznie do zachowań tych pierwszych byłoby fikcją – mówi.

W jego ocenie niejasność jest jednak realna, choć w doktrynie kierunek jest dość ustalony – pracodawca odpowiada za środowisko swojego zakładu, w tym za zachowania osób, które wykonują pracę na jego rzecz, niezależnie od formy zatrudnienia.

– Problem w tym, że samo brzmienie § 8 tego nie precyzuje, a dla biznesu liczy się przepis, nie tylko doktryna – przyznaje.

Jak sam podkreśla, pytań jest dużo.

Czy mobberem w rozumieniu nowego przepisu jest tylko zleceniobiorca lub kontrahent B2B samego pracodawcy? Czy także pracownik firmy zewnętrznej obecny u niego stale: z ekipy sprzątającej, ochrony, helpdesku IT, recepcji prowadzonej przez agencję? A jeśli tak, jak daleko sięga ten obowiązek? Czy obejmuje też kurierów, serwisantów, audytorów odwiedzających biuro sporadycznie?

– W branży, w której pracuję na co dzień, czyli budowlanej, sprawa jest jeszcze ostrzejsza. Na placu jednego generalnego wykonawcy pracują dziesiątki osób z firm podwykonawczych. Czy generalny wykonawca odpowie za mobbing pracownika firmy podwykonawczej wobec swojego pracownika? Z literalnego brzmienia projektu można dziś odpowiedzieć i tak, i nie – mówi Marcin Żytko.

Zdaniem mecenasa należałoby zatem uzupełnić § 8 o trzy elementy.

– Po pierwsze, jasno wskazać, że odpowiedzialność dotyczy osób wykonujących pracę dla pracodawcy lub w sposób trwały w jego zakładzie pracy, co wyłącza kontakty jednorazowe. Po drugie, ograniczyć ją do zakresu, w jakim pracodawca ma realny wpływ na zachowania takich osób: może żądać od ich zleceniodawcy odsunięcia od współpracy albo egzekwować standardy umowne. Po trzecie, wprowadzić wprost klauzulę „należytej staranności”. Pracodawca, który zapewnił poufny kanał zgłoszeń, rzetelnie przeprowadził postępowanie wyjaśniające i podjął adekwatne środki, nie powinien odpowiadać za zachowania, na które realnie nie miał wpływu – wymienia.

Zdaniem eksperta tak skonstruowany przepis pozostawałby skuteczny i chronił pracowników przed mobbingiem niezależnie od formy zatrudnienia sprawcy, a jednocześnie dawałby firmie narzędzia, żeby tej odpowiedzialności sprostać.

Pomysł do skasowania

Marcin Frąckowiak, radca prawny z kancelarii Sadkowski i Wspólnicy uważa natomiast, że zamiast kolejnego doprecyzowania powinno się ten projekt skasować.

– Jest to przykład naprawdę pokrętnej, złej legislacji, rozwleczonej na kilka stron, a nadal nieprecyzyjnej i odrealnionej – mówi.

Zdaniem mecenasa błędem nadrzędnym tego projektu jest przyjęcie, że odpowiedzialność za mobbing ma obarczać przede wszystkim pracodawcę, a nie rzeczywistego sprawcę.

– Projektodawca nadal zdaje się nie dostrzegać kuriozum sytuacji, w której sprawę sądową prowadzi się przeciwko pracodawcy, a mobber zeznaje jako świadek, względem którego sąd nie może orzec w tym postępowaniu jakiejkolwiek sankcji. I zamiast usunięcia tej fatalnej zasady, projektodawca brnie w nią dalej. Tym razem chce wprost wpisać, iż mobberem może być także osoba niezwiązana stosunkiem umownym z pracodawcą – mówi.

Jak przyznaje mec. Marcin Frąckowiak, ta myśl pojawia się niekiedy już obecnie w literaturze i orzecznictwie, ale powinna skłaniać raczej do refleksji nad tym, kogo my tak naprawdę obarczamy odpowiedzialnością i dlaczego nie jest to sprawca.

– Modyfikacja przepisów w kierunku zaproponowanym w projekcie jedynie pogłębi poczucie niesprawiedliwości i to nie tylko u pozywanych pracodawców, ale także u ofiar, które chciałyby widzieć po stronie pozwanej mobbera, a nie firmę, z którą nierzadko nie chcą wchodzić w zatarg – ocenia mecenas.

Etap legislacyjny: po pierwszym czytaniu

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Kolejna odsłona reformy planowania przestrzennego

Cel i charakter projektowanej regulacji

Celem nowelizacji jest dostosowanie reformy planowania przestrzennego do rzeczywistych możliwości organizacyjnych i technicznych jednostek samorządu terytorialnego. Reforma z 2023 r. wprowadziła obowiązek sporządzenia planów ogólnych gmin jako nowych aktów prawa miejscowego, sporządzanych cyfrowo i obejmujących całe terytorium gminy. Mają one w znacznej mierze zastąpić dotychczasowe studia uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego.

Projektodawca wskazuje, że termin utraty mocy studiów, 30.6.2026 r., wymaga zmiany ze względu na wydłużenie terminu rozliczenia Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności oraz praktyczne trudności we wdrażaniu reformy. Nowelizacja obejmuje też doprecyzowanie przepisów dotyczących cyfryzacji procedur, ZPI oraz decyzji o warunkach zabudowy.

Plan ogólny i przepisy przejściowe

Najistotniejszy element projektu dotyczy zmiany przepisów przejściowych ustawy z 7.7.2023 r. o zmianie ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2023 r. poz. 1688; dalej: ZmPlanZagospU23). W art. 5 projektu przewidziano przesunięcie terminów pełnego wejścia w życie nowego modelu planowania przestrzennego.

Szczególne znaczenie ma zmiana art. 65 ust. 1 ZmPlanZagospU23, przewidziana w art. 5 pkt. 6 projektu. Termin utraty mocy studiów zostaje przesunięty z 30.6.2026 r. do 31.8.2026 r., co wydłuża okres, w którym dotychczasowe studia mogą nadal pełnić funkcję dokumentu odniesienia. Projekt przesuwa również inne terminy powiązane z reformą.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Rejestr i dane przestrzenne

Projekt przewiduje dalszą cyfryzację procedur planistycznych, ale rozkłada ją w czasie. W art. 1 pkt. 2 projektu zmieniono art. 8g ustawy z 27.3.2003 r. o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym (t.j. Dz.U. z 2026 r. poz. 538; dalej: PlanZagospU).

Zgodnie z projektowanym art. 8g ust. 1 pisma składane w procedurze planistycznej, w tym wnioski, uwagi oraz wnioski o sporządzenie lub zmianę aktu planowania przestrzennego, będą mogły być wnoszone w postaci papierowej albo elektronicznej. Dodawany art. 8g ust. 1a przewiduje natomiast, że wnioski i rezygnacje dotyczące informacji o danych udostępnianych w Rejestrze będą składane w systemie teleinformatycznym.

Zmiana art. 8h ust. 1 polega na dodaniu obowiązku udostępniania w Rejestrze ogłoszeń o przystąpieniu do sporządzania aktu planowania przestrzennego oraz o rozpoczęciu konsultacji społecznych. Projekt porządkuje też katalog dokumentów udostępnianych w Rejestrze, obejmując nim m.in. wnioski dotyczące planów ogólnych, planów miejscowych i ZPI, zgody na sporządzenie ZPI, uchwały o aktualności aktów planistycznych, oceny z ustawy o rewitalizacji i wyroki sądów administracyjnych.

Organy właściwe mają udostępnić w Rejestrze zbiory danych obejmujące co najmniej dane aktualne na dzień wejścia w życie danego przepisu do 30.11.2026 r.. Pełniejsze zbiory danych przestrzennych, o których mowa w art. 67a ust. 3b PlanZagospU, mają zostać utworzone i udostępnione do 31.12.2032 r.

Definicja inwestycji uzupełniającej

W art. 1 pkt. 1 projektu zmieniono art. 2 pkt 5a PlanZagospU, czyli definicję inwestycji uzupełniającej. Nowe brzmienie rozszerza to pojęcie na inwestycje służące wykonywaniu zadań własnych gminy, m.in. w zakresie infrastruktury technicznej, dróg publicznych, transportu zbiorowego, kultury, edukacji, zdrowia, pomocy społecznej, sportu, rekreacji, zieleni publicznej oraz lokali lub budynków mieszkalnych.

Projekt rozróżnia dwie grupy inwestycji uzupełniających. Pierwsza obejmuje inwestycje służące zadaniom własnym gminy i nie wymaga bezpośredniego związku z inwestycją główną. Druga dotyczy obiektów handlowych lub usługowych, ale tylko wtedy, gdy służą obsłudze inwestycji głównej.

Zintegrowany plan inwestycyjny

Projekt wprowadza istotne zmiany dotyczące ZPI. Zmiana art. 37ea ust. 2 PlanZagospU przez dodanie wyrazów „co najmniej” oznacza, że ZPI ma obejmować przynajmniej obszar inwestycji głównej i inwestycji uzupełniającej, ale może objąć także inne tereny, jeżeli wymaga tego prawidłowe ukształtowanie rozwiązań planistycznych.

Dodawany art. 37ea ust. 2a przewiduje, że jeżeli inwestycja uzupełniająca może być realizowana na podstawie obowiązującego planu miejscowego, nie trzeba obejmować jej obszaru ZPI. Projekt doprecyzowuje też art. 37eb PlanZagospU.

Istotną nowością jest także art. 37eba, który pozwala radzie gminy nałożyć na inwestorów obowiązek dołączenia do wniosku o uchwalenie ZPI koncepcji urbanistyczno-architektonicznej.

Zgoda rady gminy, umowa urbanistyczna i terminy procedury ZPI

Projekt zmienia art. 37ec PlanZagospU. Rada gminy będzie mogła wycofać zgodę na przystąpienie do sporządzenia ZPI do czasu zawarcia umowy urbanistycznej, co zakończy postępowanie wszczęte na wniosek inwestora. Jednocześnie zgoda na przystąpienie do sporządzenia ZPI zachowa ważność niezależnie od zmian w projekcie dokonanych w toku negocjacji, opracowania dokumentu i konsultacji społecznych.

Zmiany w art. 37ed PlanZagospU rozszerzają możliwość zobowiązania inwestora w umowie urbanistycznej do świadczenia na rzecz podmiotu publicznego w rozumieniu ustawy z 19.12.2008 r. o partnerstwie publiczno-prywatnym (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 1637).

Decyzje o warunkach zabudowy

Projekt przewiduje zmiany w procedurze wydawania decyzji o warunkach zabudowy. Dodawany art. 52 ust. 1a PlanZagospU określa dane podawane we wniosku o ustalenie lokalizacji inwestycji celu publicznego, w tym dane identyfikacyjne wnioskodawcy oraz fakultatywne dane kontaktowe.

Najdalej idąca zmiana dotyczy art. 63 PlanZagospU. Decyzja o warunkach zabudowy ma być wydawana wyłącznie wnioskodawcy, który posiada prawo do dysponowania nieruchomością na cele budowlane na terenie objętym wnioskiem. Wraz z wnioskiem konieczne będzie złożenie oświadczenia o posiadaniu tego prawa pod rygorem odpowiedzialności karnej za fałszywe oświadczenie.

Etap legislacyjny

Komisja Infrastruktury oraz Komisja Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej przeprowadziły I. czytanie i rozpatrzyły projekt na posiedzeniu 28.4.2026 r., a następnie wniosły o uchwalenie przez Sejm projektu ustawy. Brak odrębnych poprawek merytorycznych oznacza, że projekt w brzmieniu wynikającym ze sprawozdania stanowi aktualną podstawę dalszych prac sejmowych.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

„Tak” dla formy dokumentowej w spółce z o.o.

Email, sms, komunikator zamiast własnoręcznego podpisu

Forma dokumentowa, wprowadzona do Kodeksu cywilnego w 2016 r., zastąpiła formę pisemną np. przy umowie pożyczki (w 2016 r.), oraz ostatnio, przy w umowie leasingu (2025). Jest ona zachowana w przypadku utrwalenia oświadczenia woli osoby na jakimkolwiek nośniku, a więc także w e-mailu, smsie, nagraniu głosowym lub komunikatorze, o ile umożliwia zapoznanie się z jego treścią i identyfikuje osobę składającą oświadczenie (por. art. 773 i art. 774 KC). W związku z brakiem wymogu własnoręcznego podpisu pod oświadczeniem (lub równorzędnego wobec niego kwalifikowanego podpisu elektronicznego) forma dokumentowa jest znacznie łatwiejsza do dochowania dla stron czynności prawnych niż tradycyjna forma pisemna.

„Dokumentowa” zgoda i pełnomocnictwo

Jej zastosowanie w spółce z o.o. ma dotyczyć w pierwszej kolejności zgody na doręczanie pocztą elektroniczną zawiadomienia o zgromadzeniu wspólników.

Wymogi art. 238 § 1 KSH w tym zakresie są anachroniczne: aby doręczyć udziałowcom zaproszenie na zgromadzenie e-mailem, konieczne jest, aby wcześniej wspólnik wyraził na to pisemną zgodę, jednocześnie wskazując swój adres poczty elektronicznej do doręczeń. Wymóg ten, funkcjonujący w KSH w niezmienionym kształcie od wejścia w życie ustawy z 12.12.2003 r. o zmianie ustawy Kodeks spółek handlowych oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2003 r. Nr 229, poz. 2276), ma zostać zliberalizowany przez akceptację zgód wyrażonych w formie dokumentowej. Oznacza to, że taka zgoda będzie mogła być przesłana do spółki także mailowo, smsem, WhatsAppem, Teamsem, Messangerem, Signalem, a nawet w tzw. głosówce, czyli w pliku dźwiękowym z nagranym oświadczeniem wspólnika.

Ustawodawca zamierza dopuścić formę dokumentową także w odniesieniu do pełnomocnictwa do reprezentowania udziałowca w zgromadzeniu wspólników (obecnie jest ono udzielane w formie pisemnej pod rygorem nieważności, art. 243 § 2 KSH). Będzie to jednak opcja wymagająca uprzedniej zgody wspólników, wyrażonej w treści umowy spółki.   W rezultacie, już istniejące spółki z o.o., aby z niej korzystać, będą musiały wprowadzić odpowiednie klauzule do swoich dokumentów korporacyjnych.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Nowe obowiązki zarządu

Co forma dokumentowa oznacza dla spółek?

Zarząd będzie musiał stworzyć cyfrowe archiwum zgód i pełnomocnictw. Staranność korporacyjna wymusi zapisywanie wyrażonych przez wspólników zgód w formacie cyfrowym. Posiadanie zapisu cyfrowego oświadczeń wspólników będzie odtąd istotne nie tylko w procesie zwoływania zgromadzenia. Odegra także kluczową rolę przy weryfikowaniu prawidłowości zwołania zgromadzenia, zwłaszcza w przypadku ewentualnego sporu. Warto w tym miejscu przypomnieć, że uchybienia przy zwołaniu zgromadzenia mogą przełożyć się na wadliwość podjętych na nim uchwał (por. np. Wyrok SN z 8.2.2008 r., I CSK 399/07, Legalis)

Projekt Ministerstwa Sprawiedliwości ma być przyjęty przez Radę Ministrów do końca czerwca 2026 r. (UDER98: Projekt ustawy o zmianie ustawy – Kodeks spółek handlowych oraz ustawy o zmianie ustawy – Kodeks spółek handlowych oraz niektórych innych ustaw). Wpisuje się on postulat deregulacji i stanowić będzie naturalną konsekwencję coraz powszechniejszej cyfryzacji zgromadzeń spółek kapitałowych.

Katarzyna Bilewska jest adwokatem, partnerem w kancelarii BLSK oraz profesorem w Katedrze Prawa Handlowego na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. 

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Procedura sporządzania miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego

Opis okoliczności faktycznych

Rada Gminy 23.9.2025 r. podjęła uchwałę w sprawie zmiany miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Obszar objęty uchwałą położony jest w całości w granicach Obszaru Chronionego Krajobrazu Rynny Jeziora Lusowskiego i Doliny Samy. Wojewoda zaskarżył powyższą uchwałę w całości i wniósł o stwierdzenie jej nieważności ze względu na istotne naruszenie prawa.

Stanowiska Organów

Wojewoda doszedł do wniosku, że istotne naruszenie przepisów nastąpiło w zakresie trybu sporządzania miejscowego planu. W uchwale wyznaczono teren zabudowy w bliskości linii brzegowej jeziora (ok. 70 m). W nieobowiązującej już wskutek zmian ustawowych uchwale rady gminy z 1997 r. istniał przepis zakazujący lokalizowania obiektów budowlanych w pasie szerokości 100 m od linii brzegów rzek, jezior i innych zbiorników wodnych, co sugeruje, że dla ochrony ekosystemu jeziora duże znaczenie ma odległość lokalizowania zabudowy od linii brzegowej. Należy również wziąć pod uwagę, że art. 24 ust. 1 ustawy z 16.4.2004 r. o ochronie przyrody (t.j. Dz.U. z 2026 r. poz. 16; dalej: OchrPrzyrodU) zawiera katalog zakazów, które mogą być wprowadzone na obszarach chronionego krajobrazu. W art. 24 ust. 1 pkt. 8 lit. a OchrPrzyrodU wskazano potencjalny zakaz budowania nowych obiektów budowlanych w pasie szerokości 100 m od linii brzegów rzek, jezior i innych naturalnych zbiorników wodnych. Wszystkie powyższe argumenty wskazują w ocenie Wojewody na fakt, że pomimo aktualnego braku szczegółowych przepisów wykonawczych dla ochrony Obszaru Chronionego Krajobrazu, obszar ten istnieje i należy to uwzględnić przy sporządzaniu planów miejscowych.

W odpowiedzi na skargę Rada Gminy podkreśliła, że uwzględniając zmiany ustawowe, obszar objęty uchwałą zachował byt prawny jako forma ochrony przyrody, jednakże z powodu utraty mocy aktów, które je powoływały i określały m.in. zakazy i nakazy obowiązujące na ich obszarze, należy uznać, że nakazy i zakazy na ich terenie nie obowiązują. Wójt Gminy wystąpił do RDOŚ o uzgodnienie planu pismem z 30.10.2025 r., a skoro RDOŚ nie odpowiedział we wskazanym terminie, to uważa się to za równoznaczne z uzgodnieniem projektu planu miejscowego. Z tych względów zarzut Organu skarżącego, że sporządzając zmiany miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, Gmina naruszyła przepis art. 17 pkt. 6 lit. b tiret drugie PlanZagospU, poprzez brak uzgodnienia projektu planu z Regionalnym Dyrektorem Ochrony Środowiska jest bezzasadny. Organ dodał, iż pomimo że milczące uzgodnienie nastąpiło już po uchwaleniu planu, Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska uczestniczył w procedurze jego sporządzenia i zaopiniował pozytywnie projekt. Tym samym, w ocenie Gminy, zaistniałe naruszenie procedury nie ma charakteru istotnego i nie powinno skutkować stwierdzeniem nieważności uchwały. Ponadto nie stwierdza się nieważności uchwały, jeżeli jest ona aktem prawa miejscowego.

Stanowisko WSA

Wojewódzki Sąd Administracyjny stwierdził nieważność uchwały w całości, wskazując, że istotne naruszenie zasad sporządzania studium lub planu miejscowego, istotne naruszenie trybu ich sporządzania, a także naruszenie właściwości organów w tym zakresie, powodują nieważność uchwały rady gminy w całości lub części.

Pojęcie trybu sporządzania planu miejscowego, którego zachowanie stanowi przesłankę formalną zgodności planu miejscowego z przepisami prawa, odnosi się do sekwencji czynności, jakie podejmuje organ w celu doprowadzenia do uchwalenia planu miejscowego, począwszy od uchwały o przystąpieniu do sporządzania planu, a na jego uchwaleniu skończywszy. Z kolei pojęcie zasad sporządzania planu miejscowego, których przestrzeganie stanowi przesłankę materialną zgodności planu miejscowego z przepisami prawa, należy wiązać z samym sporządzeniem (opracowaniem) aktu planistycznego, a więc z merytoryczną zawartością tego aktu.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Do „kwalifikowanych” naruszeń powodujących nieważność uchwały zalicza się: podjęcie uchwały przez organ niewłaściwy, brak podstawy prawnej do podjęcia określonego rodzaju uchwały, niewłaściwe zastosowanie przepisu prawnego będącego podstawą jej podjęcia, naruszenie procedury podjęcia uchwały. Analiza akt sprawy ujawnia, że obszar objęty uchwałą położony jest w całości w granicach Obszaru Chronionego Krajobrazu, w związku z czym przepis odrębny w rozumieniu art. 17 pkt 6 lit. b tiret drugie PlanZagospU stanowi art. 23 ust. 5 OchrPrzyrodU, zgodnie z którym projekty miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego wymagają uzgodnienia z właściwym miejscowo regionalnym dyrektorem ochrony środowiska w zakresie ustaleń tych planów, mogących mieć negatywny wpływ na ochronę przyrody obszaru chronionego krajobrazu.

Należy podnieść, że Obszar Chronionego Krajobrazu w obrębie Lusowa został utworzony na postawie ustawy z 16.10.1991 r. o ochronie przyrody uchwałą Rady Gminy Tarnowo Podgórne z 1997 r. Zgodnie z art. 7 ustawy z 7.12.2000 r. o zmianie ustawy o ochronie przyrody (Dz.U. 2001 Nr 3 poz. 21), parki krajobrazowe, obszary chronionego krajobrazu, pomniki przyrody utworzone na podstawie dotychczasowych przepisów stają się parkami krajobrazowymi, obszarami chronionego krajobrazu, pomnikami przyrody w rozumieniu niniejszej ustawy. W myśl art. 11 tejże ustawy, przepisy wykonawcze wydane na podstawie dotychczasowych przepisów zachowują moc do czasu wejścia w życie aktów wykonawczych wydanych na podstawie upoważnień ustawowych w brzmieniu nadanym niniejszą ustawą w zakresie, w jakim nie są z nią sprzeczne, jednak nie dłużej niż przez okres 6 miesięcy od dnia jej wejścia w życie. Z powyższych przepisów jednoznacznie wynika, że sam brak wejścia w życie aktów wykonawczych po 6 miesiącach do dnia wejścia w życie ustawy nie oznaczał, że sama uchwała o utworzeniu obszaru chronionego krajobrazu przestała obowiązywać, a obszar przestał istnieć. Według art. 17 pkt 6 lit. a tiret trzecie PlanZagospU, wójt występuje o opinię o projekcie planu miejscowego do Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska, jeżeli odstąpiono od przeprowadzenia strategicznej oceny oddziaływania na środowisko. Zgodnie zaś z art. 23 ust. 5 OchrPrzyrodU, projekty miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego wymagają uzgodnienia z właściwym miejscowo regionalnym dyrektorem ochrony środowiska w zakresie ustaleń tych planów, mogących mieć negatywny wpływ na ochronę przyrody obszaru chronionego krajobrazu. Tym samym, obowiązkiem organu uchwałodawczego było uzgodnienie projektu zmiany planu miejscowego z właściwym miejscowo regionalnym dyrektorem ochrony środowiska w zakresie ustaleń mogących mieć negatywny wpływ na ochronę przyrody obszaru chronionego krajobrazu.

Nie czyni zadość wypełnieniu powyższego obowiązku zwrócenie się do RDOŚ o uzgodnienie projektu planu pismem z 30.10.2025 r., czyli już po zakończeniu procedury uchwalania miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Należy przypomnieć, że zaskarżony plan został uchwalony 23.9.2025 r., a 13.10.2025 r. został już nawet opublikowany w Dzienniku Urzędowym. Przesłany więc pismem dokument nie był projektem, stąd nie mógł już zostać uzgodniony, także w sposób milczący. Był uchwalonym i opublikowanym miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego. Zwracanie się do organów uzgadniających po zakończeniu procedury sporządzenia projektu nie sanuje naruszeń trybu sporządzania planu miejscowego. Nie powoduje też, że naruszenie staje się z tego powodu nieistotne, jak argumentował organ. Wyciąganie pozytywnych wniosków z własnego, rażącego zaniedbania nie może zyskać w żadnej mierze aprobaty. Brak uzgodnienia stanowi istotne naruszenie trybu sporządzania projektu miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego i skutkuje jego nieważnością w całości.

Należy także podkreślić, że nie spełnia wymogu uzgodnienia zwrócenie się do RDOŚ o zaopiniowanie projektu zmiany planu miejscowego. Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska może w pewnych sytuacjach występować w roli organu opiniującego, jednakże w przedmiotowej sprawie konieczne było dokonanie uzgodnienia. Na marginesie, z opinii RDOŚ z 21.5.2025 r. wynika, że nie zaopiniował pozytywnie projektu, lecz wskazał szereg zastrzeżeń pod adresem projektu i konieczność jego ponownego przedstawienia w celu uzyskania ponownej opinii po zmianie projektu.

Komentarz

Organ wykonawczy gminy, próbując nieudolnie sanować błąd procedury planistycznej, zwrócił się do właściwego Organu o uzgodnienie uchwalonego już planu miejscowego, co nie mogło odnieść skutku prawnego oraz spowodować zmniejszenia ciężaru gatunkowego naruszenia powodującego nieważność uchwały. Zaskakująca była również nieprawidłowa interpretacja art. 94 ust. 1 SamGminU, z której wbrew stanowisku rady gminy wnioskować można jedynie brak związania terminem możliwości stwierdzenia nieważności aktu prawa miejscowego.

Wyrok WSA w Poznaniu z 1.4.2026 r., III SA/Po 310/26, Legalis

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Przerwanie biegu terminu przedawnienia roszczenia banku przez wniesienie powództwa

Stan faktyczny

W 2008 r. K.Ł. i J.Ł. zawarli z mBankiem S.A. umowę kredytu indeksowanego do franka szwajcarskiego. Uznawszy, że umowa ta zawierała nieuczciwe warunki, obaj konsumenci wystąpili o ustalenie nieważności umowy kredytu w ramach powództwa w postępowaniu grupowym wniesionym do SO w Łodzi, doręczonego 28.9.2017 r. mBankowi.

W grudniu 2021 r. mBank wytoczył powództwo przeciwko K.Ł. i J.Ł. przed SO w Warszawie (sąd odsyłający), domagając się, aby w przypadku gdyby w wyniku powództwa w postępowaniu grupowym stwierdzono nieważność umowy kredytu, konsumenci zostali zobowiązani do zwrócenia mu kapitału kredytu, powiększonego o ustawowe odsetki za opóźnienie. K.Ł. i J.Ł. wnosili o oddalenie tego powództwa, podnosząc w szczególności przedawnienie roszczenia mBanku.

Sąd odsyłający zwrócił się z następującym pytaniem prejudycjalnym: czy art. 7 ust. 1 dyrektywy Rady 93/13/EWG z 5.4.1993 r. w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich (Dz.Urz. UE L z 1993 r. Nr 95, s. 29) oraz zasady skuteczności, proporcjonalności, pewności prawa i prawa do sądu należy interpretować w ten sposób, że stoją one na przeszkodzie wykładni sądowej przepisów krajowych, zgodnie z którą bieg terminu przedawnienia roszczenia przedsiębiorcy przeciwko konsumentowi o zwrot świadczeń nienależnych spełnionych na podstawie umowy, która stała się nieważna na skutek zawarcia w niej nieuczciwych warunków umownych, zostaje przerwany przez wniesienie przez bank pozwu o zapłatę, który został złożony przed prawomocnym zakończeniem wszczętego wcześniej przez konsumenta procesu o ustalenie nieważności umowy kredytu?

Stanowisko TS

Zgodnie z utrwalonym orzecznictwem TS, warunek umowny uznany za nieuczciwy należy co do zasady uznać za nigdy nieistniejący, tak by nie wywoływał on skutków wobec konsumenta. W związku z tym sądowe stwierdzenie nieuczciwego charakteru takiego warunku powinno co do zasady skutkować przywróceniem sytuacji prawnej i faktycznej, w jakiej konsument znajdowałby się w braku takiego warunku, uzasadniając w szczególności prawo do zwrotu korzyści nienależnie nabytych przez przedsiębiorcę, ze szkodą dla konsumenta, w oparciu o dany nieuczciwy warunek – wyrok TS z 15.6.2023 r., Bank M. (Skutki uznania umowy za nieważną), C-520/21, pkt 65, Legalis. Ten cel powinien być realizowany z poszanowaniem zasady proporcjonalności stanowiącej ogólną zasadę prawa Unii, która wymaga, aby uregulowanie krajowe wprowadzające w życie to prawo nie wykraczało poza to, co jest konieczne do osiągnięcia zamierzonego celu. Tymczasem owa zasada proporcjonalności, zdaniem TS, zostałaby naruszona, gdyby restitutio in integrum zostało wykluczone w odniesieniu do przedsiębiorcy. Zatem obowiązek zwrotu, wynikający ze stwierdzenia nieważności umowy kredytu zawierającej nieuczciwe warunki, powinien być wzajemny, przy czym bank nie ma jednak prawa żądać od konsumenta rekompensaty wykraczającej poza zwrot kapitału wypłaconego z tytułu wykonania tej umowy oraz poza zapłatę ustawowych odsetek za opóźnienie liczonych od dnia wezwania do zapłaty. Ponadto, skutek restytucyjny związany ze stwierdzeniem nieważności umowy kredytu zawierającej nieuczciwe warunki, który uzasadnia również wystąpienie przez bank z powództwem o zwrot, pozwala na zapewnienie tego, żeby ochrona praw zagwarantowanych przez porządek prawny Unii nie prowadziła do bezpodstawnego wzbogacenia konsumenta.

Trybunał przypomniał, że zasada równości broni, która jest konsekwencją pojęcia rzetelnego procesu, i której celem jest zapewnienie równowagi między stronami w postępowaniu, wiąże się z obowiązkiem przyznania każdej ze stron rozsądnej możliwości przedstawienia swojej sprawy w warunkach niestawiających jej w wyraźnie mniej korzystnej sytuacji w stosunku do strony przeciwnej, w tym – w niniejszej sprawie – poprzez wniesienie przez przedsiębiorcę powództwa o zwrot, odrębnego od równoległego postępowania w sprawie ustalenia nieważności umowy kredytu zawierającej nieuczciwe warunki, mającego na celu przerwanie biegu przedawnienia jego roszczenia.

Trybunał wskazał, że zasada pewności prawa, do której odwołuje się sąd odsyłający, zmierza do zagwarantowania przewidywalności sytuacji i stosunków prawnych. W związku z tym TS uznał, że zasada ta nie stoi na przeszkodzie przepisowi prawa krajowego takiemu jak art. 123 § 1 pkt. 1 KC, zgodnie z którym złożenie pozwu o spełnienie świadczenia przerywa w każdych okolicznościach bieg terminu przedawnienia roszczenia o to świadczenie.

Z orzecznictwa TS wynika, że przepisy proceduralne, które powodują zbyt wysokie koszty dla konsumenta, mogłyby prowadzić do tego, że ów konsument zostałby zniechęcony do wzięcia udziału w postępowaniu mającym umożliwić mu skuteczną obronę jego praw przed sądem, przed którym powództwo przeciwko niemu wytoczył przedsiębiorca (wyrok TS z 7.4.2022 r., Caixabank, C-385/20, pkt 54, Legalis). Trybunał wskazał, że do sądu odsyłającego będzie zatem należało zastosowanie w miarę możliwości polskiego prawa, w tym przepisów proceduralnych pozwalających w razie potrzeby na zawieszenie postępowania w przedmiocie powództwa o zwrot wytoczonego przez przedsiębiorcę w oczekiwaniu na ostateczne rozstrzygnięcie wcześniej wszczętego przez konsumentów postępowania w sprawie żądania stwierdzenia nieważności umowy kredytu.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Reasumując, TS orzekł, że art. 7 ust. 1 dyrektywy 93/13 i zasadę skuteczności, przy uwzględnieniu prawa do sądu, a także zasad proporcjonalności i pewności prawa, należy interpretować w ten sposób, iż nie stoją one co do zasady na przeszkodzie wykładni sądowej przepisu prawa krajowego, zgodnie z którą wytoczenie przez przedsiębiorcę powództwa o zwrot świadczeń spełnionych w ramach umowy kredytu będącej przedmiotem odrębnego postępowania wszczętego przez konsumenta w celu stwierdzenie nieważności tej umowy ze względu na nieuczciwy charakter zawartych w niej warunków, przerywa bieg terminu przedawnienia roszczenia tego przedsiębiorcy przed ostatecznym zakończeniem tego ostatniego postępowania, pod warunkiem że sąd krajowy, uwzględniając ogół przepisów prawa krajowego, podejmie wszelkie niezbędne środki w celu zagwarantowania, aby wykonywanie praw, które konsument wywodzi z dyrektywy 93/13, nie było nadmiernie utrudnione lub niemożliwe.

Komentarz

Trybunał w wydanych w tym samym dniu trzech wyrokach, w niniejszej sprawie oraz w sprawach Rzepacz, C-753/24 i Falucka, C-901/24, przyznał bankom, zgodnie z dyrektywą 93/13, prawo podejmowania działań, w konsekwencji których ich roszczenia w sprawach z frankowiczami nie ulegną przedawnieniu. Uzasadniając swoje stanowisko, TS powołał się we wszystkich tych sprawach na zasadę proporcjonalności oraz konieczność przywrócenia sytuacji prawnej i faktycznej sprzed abuzywnej umowy kredytu, w przypadku orzeczenia jej nieważności, nie tylko dla frankowicza, ale i banku.

Z niniejszego wyroku wynika także, że dotychczasowa praktyka banków, pozwanych już przez frankowiczów, polegająca na wniesieniu pozwu o zwrot, na podstawie art. 405 w zw. z art. 410 § 1 KC, kapitału kredytu, powiększonego o ustawowe odsetki za opóźnienie – powodująca przerwanie biegu terminu przedawnienia w rozumieniu art. 123 § 1 pkt 1 KC, roszczenia danego banku, nie narusza dyrektywy 93/13. Trybunał uzasadniając swoje stanowisko oparł się na dotychczasowym orzecznictwie i po pierwsze, powołał się, podobnie jak w wyroku w sprawie mBank (Oświadczenie konsumenta), C-140/22, na okoliczność, że obowiązek zwrotu, wynikający ze stwierdzenia nieważności umowy kredytu zawierającej nieuczciwe warunki, powinien być wzajemny. Po drugie, TS wskazał, że ochrona praw konsumenta, wynikająca z dyrektywy 93/13, nie może prowadzić do jego bezpodstawnego wzbogacenia. I po trzecie, Trybunał przyjął, że zasady równości broni oraz pewności prawa, uzasadniają wniesienie przez bank powództwa o zwrot mającego na celu przerwanie biegu przedawnienia jego roszczenia i tym samym stosowanie art. 123 § 1 pkt 1 KC. W konsekwencji jeśli kredytodawca złożył takie powództwo, przed prawomocnym wyrokiem co unieważnienia umowy kredytu ze względu na abuzywność jej postanowień, sąd powinien zawiesić to postępowanie z powództwa banku, a podniesienie przez frankowiczów zarzutu przedawnienia roszczenia banku wydaje się być .

„Zabezpieczając” frankowiczów, TS podkreślił obowiązek sądu krajowego „czuwania” nad proporcjonalnością wysokości kosztów powstałych w związku z powództwem o zwrot wniesionym przez bank przed rozstrzygnięciem co do nieważności umowy kredytu – które to koszty frankowicze musieliby ponieść, gdyby przegrali proces w ramach tego powództwa.

Wyrok TS z 16.4.2026 r., Jangielak, C-752/24

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Pierwsze efekty pracy Prokuratury Europejskiej w Polsce

Formalnie Polska przystąpiła do Prokuratury Europejskiej 1 czerwca 2024 r. jako jedno z ostatnich państw UE (poza strukturami EPPO pozostają jeszcze Dania, Irlandia i Węgry).

Wciąż trwa nabór na stanowiska delegowanych prokuratorów europejskich, których docelowo ma być 24. Na razie jest 14 w czterech biurach – w Warszawie, Katowicach, Gdańsku i Lublinie. Jak wyglądał pierwszy pełny rok funkcjonowania Polski w strukturach EPPO?

W 2025 r. „na biegu” były 92 postępowania, w których szacunkowa wartość szkód wynosi 2,91 mld euro. 26 postępowań ma charakter transgraniczny. Najwięcej spraw (43) dotyczy nadużyć finansowych związanych z wydatkami unijnymi (potencjalna wartość szkód 592 mln euro), 31 postępowań wiąże się z przestępstwami VAT-owskimi i celnymi a pozostałe 18 innymi nadużyciami finansowymi.

W ostatnich dniach głośno było np. o kontroli Centralnego Biura Antykorupcyjnego, jaką na polecenie Prokuratury Europejskiej przeprowadzono w Ministerstwie Klimatu. Ma to związek z nieprawidłowościami przy wydatkowaniu środków w ramach unijnego programu Czyste Powietrze. Wcześniej, został zatrzymany i tymczasowo aresztowany prezes jednej z gdańskich spółek, zaangażowanej w realizacji jednego z projektów w ramach tego programu.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Prokuratorzy europejscy prowadzą też m.in. postępowanie w sprawie ustawienia przetargu na zakup tramwajów dla aglomeracji śląskiej czy manipulacji przy zamówieniach publicznych z Nowego Sącza. Są też postępowania dotyczące oszustw celnych przy sprowadzaniu towarów z Chin.

Na razie żadne z prowadzonych postępowań nie zakończyło się wniesieniem aktu oskarżenia, ale jak zapewnia dr Grażyna Stronikowska, prokurator europejska, kilka postępowań jest już na ukończeniu i pierwszych takich aktów można spodziewać się już w tym roku. Choć postępowania prowadzone przez Prokuraturę Europejską dotyczą przestępstw na szkodę UE, to trafiają do sądów według właściwości miejscowej danego oddziału EPPO.

Jeśli chodzi o wszystkie europejskie oddziały EPPO, to w 2025 r. prokuratorzy europejscy prowadzili 3602 postępowania przygotowawcze, w których łączna wartość szkód wyniosła aż 62,27 mld euro. 987 z nich miało charakter transgraniczny. Wydano postanowienia o zabezpieczeniu na kwotę ponad 1,1 mld euro, z czego faktycznie zabezpieczono aktywa na prawie 300 mln euro.

Choć Prokuratura Europejska jest zdecentralizowana, to jednocześnie poszczególne krajowe oddziały bardzo ściśle ze sobą współpracują, co ma ogromne znaczenie przy ściganiu przestępstw o charakterze transgranicznym. Przykładowo polski prokurator może skontaktować się ze swoim odpowiednikiem np. w Hiszpanii, by ten sprawdził, czy dany podmiot nie ma tam aktywów, a nawet dokonał zajęcia mienia czy zatrzymania osoby. Wszystko niemalże w czasie rzeczywistym bez konieczności stosowania czasochłonnych procedur w postaci pomocy prawnej czy realizacji europejskich nakazów dochodzeniowych.

W 2025 r. wydano 116 decyzji o przypisaniu polskim delegowanym prokuratorom europejskim działań wspierających w innych państwach, a w 32 przypadkach polscy prokuratorzy zwracali się o to samo do swoich europejskich partnerów.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Lektor kontra sztuczna inteligencja

Wytoczył pan proces firmie, która wykorzystała w swej reklamie pana głos przetworzony przez sztuczną inteligencję. W jakich okolicznościach dowiedział się pan o istnieniu tej reklamy?

Pewnego dnia znajomy przesłał mi link do reklamy, na którą natknął się w internecie. Napisał, że słyszy tam coś, co brzmi jak mój głos, ale jednocześnie coś ewidentnie się nie zgadza. Otworzyłem ten link i przeżyłem szok połączony z niedowierzaniem. Usłyszałem głos łudząco podobny do mojego. Powiedziałbym nawet, że to był mój głos, ale mówiący słowa, których nigdy nie wypowiedziałem i których z całą pewnością nie nagrałem na potrzeby reklamy żadnej firmy.

Co było w tym najbardziej uderzające?

Po pierwsze to, że ten głos mówił coś, czego nigdy nie czytałem. Po drugie – mówił w sposób, w jaki ja nie odczytałbym takiego komunikatu. Było w tym coś sztucznego. Zdałem sobie sprawę, że zetknąłem się de facto ze swoim głosowym sobowtórem. W kontekście AI często używa się słowa „klon” głosu, ale ja bym go tutaj nie stosował. Klon z natury rzeczy powinien być identyczny z oryginałem. Sobowtór natomiast zakłada pewną sztuczność, pewne podszywanie się pod kogoś. I właśnie z czymś takim miałem do czynienia.

Czyli nie chodziło tylko o podobieństwo techniczne, ale też o wrażenie podszycia się pod pana?

Dokładnie tak. Ktoś wygenerował głos, który miał brzmieć jak mój i zrobił to po to, by zarobić pieniądze. Nie oszukujmy się – mój głos został użyty komercyjnie. Posłużył do przygotowania reklamy, która dotarła ostatecznie do kilkuset tysięcy osób w internecie.

Jak laikowi wyjaśnić różnicę między pana prawdziwym głosem a tym wygenerowanym?

Proszę wyobrazić sobie złe połączenie telefoniczne. Słyszymy kogoś niewyraźnie, ale w dalszym ciągu rozpoznajemy tę osobę – np. brata, ciotkę, wujka. Natomiast gdyby po drugiej stronie był robot, wyczulibyśmy to. Maszyna nie potrafi posługiwać się narzędziami prozodycznymi tak jak człowiek – emfazą, akcentem, tempem, pauzą. Melodia i linia głosu, jego sposób poprowadzenia – to wszystko wyglądałoby u mnie zupełnie inaczej.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Zwracał pan zresztą na to uwagę podczas rozprawy w sądzie, mówiąc, że sam przeczytałby pan taki komunikat zupełnie inaczej.

Tak, bo inaczej poprowadziłbym melodię wypowiedzi, inaczej rozłożyłbym akcenty, inaczej ustawiłbym rytm. To nie jest detal. Dla zawodowego lektora to jest istota pracy.

Dlaczego uznał pan, że sprawa powinna trafić do sądu?

Najpierw była po prostu reakcja ludzka – tak jak wspomniałem: szok, niedowierzanie, poczucie wtargnięcia w coś bardzo osobistego. Miałem wrażenie, jakby ktoś wszedł do mojego domu podczas mojej nieobecności i go splądrował. Na marginesie dodam, że strona pozwana używa argumentów w rodzaju: drzwi były otwarte. Tylko że fakt, iż ktoś nie zamknął drzwi na klucz, nie jest zaproszeniem, by wejść do środka.

Czy wcześniej próbowali państwo załatwić spór polubownie?

Tak. W pierwszej kolejności, przy pomocy firmy Mikrofonika, z którą współpracuję na kilku płaszczyznach, zwróciliśmy się pisemnie do tej firmy z prośbą o wyjaśnienia, usunięcie materiałów, przeprosiny i zadośćuczynienie. Chodziło zarówno o wymiar finansowy – bo zostałem pozbawiony wynagrodzenia za komercyjne użycie mojego głosu – jak i o wymiar wizerunkowy. Spotkaliśmy się jednak z odpowiedzią, którą odebrałem jako arogancką. Strona, do której się zwróciliśmy, uznała, że nie doszło do żadnego naruszenia i nie zamierza niczego naprawiać. Po kilku miesiącach stało się dla nas jasne, że tak tego zostawić nie można.

Ugoda wchodzi jeszcze w grę?

Wyczerpaliśmy wszystkie możliwości polubownego załatwienia tej sprawy.

Jedno z najważniejszych pytań w tej sprawie brzmi – skąd w ogóle pana głos trafił do strony pozwanej?

To właśnie pozostaje jedną z największych niewiadomych. Nie wiemy, w jaki sposób mój głosowy sobowtór trafił do dyspozycji firmy JFC Polska. Chcielibyśmy to ustalić, bo uważamy, że to ma znaczenie dla sprawy. Tymczasem strona pozwana najwyraźniej stara się to okryć tajemnicą. Nie chce ujawnić, u kogo zamówiono mój głos ani kto odpowiadał za całą produkcję tych spotów. Powód takiej postawy jest dla mnie niejasny, a sama próba unikania odpowiedzi – podejrzana.

Czeka pan też na opinię biegłego z zakresu fonoskopii.

Tak. Obie strony wnioskowały o jego powołanie – strona pozwana dlatego, że chce udowodnić, iż ten głos nie jest moim głosem. Chodzi o to, żeby przy zastosowaniu metod naukowych stwierdzić, czy wygenerowany głos brzmi jak mój. Do sądu opinia ta wpłynęła w ostatniej chwili, czekam na nią.

Na ile ten proces jest dla pana sprawą osobistą, a na ile czymś większym?

Na pewnym etapie to przestała być tylko moja sprawa. Czuję się może nie tyle powołanym, ale na pewno uprawnionym przedstawicielem środowiska najbliższego sobie, czyli lektorów, ale też szerzej – ludzi pracy twórczej. Co ważne, nie chodzi o walkę ze sztuczną inteligencją jako taką. Chodzi o nieuprawnione wykorzystywanie narzędzi AI. Mam nadzieję, że pozytywny wynik tego procesu może wpłynąć na najbliższe lata pracy wielu ludzi. Być może nie wywoła natychmiast zmian w przepisach, bo prawo ewoluuje powoli, ale może zadziałać odstraszająco. Część osób i firm dwa razy się zastanowi, zanim sięgnie po cudzy głos bez zgody.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Granice formalizmu w prawie do odliczenia VAT w świetle wyroku TSUE z 11.2.2026 r. (T-689/24)

Sprawa będąca przedmiotem rozstrzygnięcia wyłoniła się na tle praktycznych trudności związanych z ustaleniem momentu realizacji prawa do odliczenia podatku naliczonego w obrocie gospodarczym. Problematyka ta nabiera szczególnego znaczenia w sytuacjach, w których rozbieżność czasowa pomiędzy wykonaniem transakcji a otrzymaniem dokumentu ją potwierdzającego wpływa na sposób rozliczenia podatku. Na tym tle doszło do sporu pomiędzy spółką I. S.A. a Dyrektorem Krajowej Informacji Skarbowej. Spółka prowadziła działalność w zakresie obrotu gazem oraz energią elektryczną, występując jako podmiot nabywający i następnie odsprzedający towary, co wiązało się z obowiązkiem rozliczania zarówno podatku należnego, jak i naliczonego.
W toku działalności występowały sytuacje, w których faktury dokumentujące nabycie były otrzymywane dopiero w kolejnym okresie rozliczeniowym, jednak jeszcze przed złożeniem deklaracji podatkowej za okres, w którym dokonano dostawy. W konsekwencji powstała wątpliwość, czy w takim przypadku prawo do odliczenia może zostać zrealizowane już za okres powstania obowiązku podatkowego, czy też dopiero za okres otrzymania faktury.
Organ podatkowy uznał, że realizacja prawa do odliczenia jest uzależniona od posiadania faktury w danym okresie rozliczeniowym, co prowadzi do przesunięcia momentu odliczenia. Stanowisko to zostało podzielone przez sąd pierwszej instancji. Wątpliwości co do jego zgodności z prawem Unii Europejskiej doprowadziły jednak do skierowania pytania prejudycjalnego przez Naczelny Sąd Administracyjny.
Zasadniczy problem prawny sprowadzał się do ustalenia, czy przepisy krajowe mogą skutecznie uzależniać możliwość skorzystania z prawa do odliczenia podatku naliczonego od spełnienia przesłanki formalnej w postaci posiadania faktury już w danym okresie rozliczeniowym, nawet w sytuacji, gdy przesłanki materialne tego prawa zostały spełnione wcześniej. W tym kontekście konieczne było rozstrzygnięcie, czy takie uregulowanie krajowe jest zgodne z przepisami Dyrektywy Rady 2006/112/WE z 28.11.2006 r. w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej (Dz.Urz.UE.L Nr 347, s. 1; dalej: VATDyr), w szczególności z art. 167 VATDyr, art. 168 lit. a VATDyr oraz art. 178 lit. a VATDyr, a także z zasadami neutralności, proporcjonalności i skuteczności. Problem ten dotyczył zatem granic swobody regulacyjnej państw członkowskich w zakresie określania warunków wykonywania prawa do odliczenia oraz dopuszczalności wprowadzania dodatkowych ograniczeń o charakterze formalnym.
Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź
Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej dokonał analizy w oparciu o fundamentalne założenia systemu VAT, podkreślając w pierwszej kolejności, że prawo do odliczenia stanowi integralną część tego systemu i co do zasady nie może być ograniczane, jeżeli spełnione są przesłanki materialne. W swoim rozumowaniu Trybunał wyraźnie rozróżnił przesłanki materialne i formalne prawa do odliczenia. Przesłanki materialne dotyczą bowiem samej istoty tego prawa, a więc istnienia opodatkowanej transakcji, statusu podatnika oraz związku nabywanych towarów lub usług z działalnością opodatkowaną. Z kolei przesłanki formalne, takie jak obowiązek posiadania faktury, mają charakter techniczny i służą zapewnieniu prawidłowego funkcjonowania systemu podatkowego. Trybunał wskazał, że moment powstania prawa do odliczenia jest ściśle związany z momentem, w którym podatek staje się wymagalny, co do zasady następuje w chwili dokonania dostawy towarów lub wykonania usługi. Tym samym prawo to powstaje niezależnie od tego, czy podatnik posiada już fakturę. Jednocześnie Trybunał uznał, że wymóg posiadania faktury dotyczy wyłącznie wykonania prawa do odliczenia, a nie jego powstania. W konsekwencji, jeżeli podatnik dysponuje fakturą w momencie składania deklaracji podatkowej za dany okres, powinien mieć możliwość uwzględnienia odliczenia w tej deklaracji, nawet jeżeli faktura została otrzymana po zakończeniu tego okresu.
W dalszej części rozważań Trybunał odwołał się do zasady neutralności VAT, wskazując, że mechanizm odliczeń ma na celu całkowite uwolnienie podatnika od ciężaru podatku. Przesunięcie momentu odliczenia na późniejszy okres prowadziłoby natomiast do czasowego obciążenia podatnika VAT, co pozostaje w sprzeczności z tą zasadą. Odnosząc się do argumentacji opartej na konieczności zapobiegania nadużyciom podatkowym, Trybunał podkreślił znaczenie zasady proporcjonalności. Wskazał, że środki przyjmowane przez państwa członkowskie nie mogą wykraczać poza to, co jest niezbędne dla osiągnięcia zamierzonych celów. Tymczasem analizowane przepisy krajowe wprowadzały generalne ograniczenie, które mogło prowadzić do systematycznego opóźniania realizacji prawa do odliczenia, niezależnie od okoliczności konkretnej sprawy.
W konsekwencji Trybunał uznał, że przepisy krajowe, które uniemożliwiają podatnikowi skorzystanie z prawa do odliczenia w okresie, w którym spełnione zostały przesłanki materialne, wyłącznie z uwagi na brak faktury w tym okresie, są niezgodne z prawem Unii, jeżeli faktura została otrzymana przed złożeniem deklaracji podatkowej.

Komentarz

Prawo do odliczenia podatku od wartości dodanej stanowi jeden z fundamentalnych mechanizmów konstrukcyjnych systemu VAT, determinujący jego neutralny charakter dla podatników prowadzących działalność gospodarczą. Na tle jego stosowania w praktyce wielokrotnie pojawiały się jednak wątpliwości dotyczące relacji pomiędzy przesłankami materialnymi i formalnymi oraz zakresu, w jakim ustawodawstwa krajowe mogą kształtować warunki wykonywania tego prawa. W nurt ten wpisuje się wyrok z 11.2.2026 r. w sprawie T-689/24, w którym dokonano oceny dopuszczalności uzależnienia momentu realizacji prawa do odliczenia od spełnienia wymogów formalnych, w szczególności posiadania faktury w określonym czasie.
Omawiany wyrok stanowi potwierdzenie konsekwentnej linii orzeczniczej TSUE, zgodnie z którą prymat w konstrukcji prawa do odliczenia VAT przysługuje przesłankom materialnym, podczas gdy wymogi formalne mają charakter wtórny i nie mogą prowadzić do ograniczenia tego prawa. Trybunał jednoznacznie wskazał, że państwa członkowskie nie są uprawnione do wprowadzania regulacji, które w sposób systemowy opóźniają moment realizacji prawa do odliczenia, jeżeli podatnik spełnił wszystkie warunki materialne oraz dysponuje fakturą w chwili składania deklaracji podatkowej. Takie rozwiązania naruszają bowiem zarówno zasadę neutralności VAT, jak i zasadę proporcjonalności.
Wyrok Sądu z 11.2.2026 r., T-689/24
Więcej opracowań ius.focus® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Czekają nas zmiany w przepisach o stawce 0% VAT w eksporcie

Zgodnie z art. 2 pkt. 8 ustawy z 11.3.2004 r. o podatku od towarów i usług (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 775; dalej: VATU), eksportem towarów jest dostawa towarów wysyłanych lub transportowanych z terytorium kraju poza terytorium Unii Europejskiej przez dostawcę lub na jego rzecz, lub nabywcę mającego siedzibę poza terytorium kraju lub na jego rzecz, z wyłączeniem towarów wywożonych przez samego nabywcę do celów wyposażenia lub zaopatrzenia statków rekreacyjnych oraz turystycznych statków powietrznych lub innych środków transportu służących do celów prywatnych, jeżeli wywóz towarów poza terytorium Unii Europejskiej jest potwierdzony przez właściwy organ celny określony w przepisach celnych.

Zgodnie z art. 41 ust. 6 VATU, w eksporcie towarów stosuje się stawkę podatku 0% VAT, pod warunkiem jednak, że podatnik przed upływem terminu do złożenia deklaracji podatkowej za dany okres rozliczeniowy otrzymał dokument potwierdzający wywóz towaru poza terytorium Unii Europejskiej. Dokumentem takim może być w szczególności dokument w postaci elektronicznej otrzymany z systemu teleinformatycznego służącego do obsługi zgłoszeń wywozowych albo potwierdzony przez właściwy organ celny wydruk tego dokumentu (dziś to CC599C), dokument w postaci elektronicznej pochodzący z systemu teleinformatycznego służącego do obsługi zgłoszeń wywozowych, otrzymany poza tym systemem, jeżeli zapewniona jest jego autentyczność (np. wydruk CC599C) albo zgłoszenie wywozowe na piśmie utrwalonym w postaci papierowej złożone poza systemem teleinformatycznym służącym do obsługi zgłoszeń wywozowych albo jego kopia potwierdzona przez właściwy organ celny.

Organy podatkowe dość rygorystycznie podchodzą do kwestii dokumentacji potwierdzającej prawo do stosowania 0% stawki VAT w wywozie poza terytorium UE. Sądownictwo unijne oraz krajowe jest znacznie bardziej liberalne. Ministerstwo Finansów wskazywało już od pewnego czasu na konieczność uelastycznienia obowiązków dokumentacyjnych związanych z dokumentowaniem eksportu towarów na potrzeby stosowania stawki podatku 0% na gruncie VATU, i w konsekwencji zminimalizowania sporów pomiędzy podatnikami a organami podatkowymi.

Szkolenia online z zakresu podatków – Sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Co się zmieni?

Zgodnie z przyjętymi założeniami, w celu uelastycznienia obowiązków związanych z dokumentowaniem eksportu towarów na potrzeby stosowania stawki podatku w wysokości 0% VAT, Ministerstwo Finansów proponuje wprowadzenie kilku następujących zmian VATU. Po pierwsze, zmianie ulegnie sama definicja eksportu towarów. Stanie się to poprzez wykreślenie w art. 2 pkt. 8 VATU warunku posiadania dokumentu wywozu towarów poza terytorium UE, potwierdzonego przez właściwy organ celny określony w przepisach celnych. Po drugie, w przepisach wskazany zostanie także katalog alternatywnych dowodów, które mają potwierdzać jednoznacznie wywóz towarów poza terytorium UE. Mają to być np. dokumenty przewozowe otrzymane od przewoźnika (spedytora), dokumenty z systemu elektronicznego operatora pocztowego, czy odpowiednie dokumenty wydane przez administracje celne krajów spoza UE – istotnym jest, aby z tych dokumentów jednoznacznie wynikało, że towary opuściły terytorium UE. Po trzecie, wprowadzony ma być dodatkowy warunek stosowania stawki 0% do zaliczek otrzymanych w związku z eksportem towarów. Warunkiem tym będzie wymóg zarejestrowania eksportera jako podatnika VAT czynnego od co najmniej 12 miesięcy.

To oczywiście dopiero wstępne założenia. Projekt przepisów pozostaje jeszcze nieujawniony. Niemniej, Rada Ministrów ma go przyjąć już w drugim kwartale 2026 r.

W praktyce Dyrektora KIS dominuje pogląd, że tylko dokumenty celne wywozowe oraz ewentualnie potwierdzenia operatora pocztowego umożliwiają stosowanie stawki 0% VAT w eksporcie (np. interpretacja indywidualna Dyrektora KIS z 26.3.2026 r., 0113-KDIPT1-2.4012.121.2026.1.KC). W tej pierwszej grupie mieszczą się także dokumenty wywozowe wydawane przez organy z innych krajów UE. Może to mieć miejsce, gdy wywóz zaczyna się w Polsce, ale urzędem wyprowadzenia i wywozu jest urząd celny z innego kraju. Niewystarczające są zaś wszelkie dokumenty „prywatne” (np. potwierdzenie sprzedaży przez platformę e-commercę na rzecz klienta końcowego, rachunek sprzedaży wystawiony dla klienta końcowego, elektroniczne potwierdzenie doręczenia przesyłki poza terytorium UE, itp. (np. interpretacja indywidualna Dyrektora KIS z 9.3.2026 r., 0111-KDIB3-3.4012.69.2026.1.AW). Albo też dokumenty co prawda urzędowe, ale potwierdzające nie wywóz z UE ale przywóz do kraju poza UE (a więc dokumenty importowe).

Rzecz w tym, że dla zastosowania stawki VAT w wysokości 0% w eksporcie kluczowy jest fakt wywozu poza terytorium UE (przesłanka materialna), a nie zgromadzenie określonych dokumentów w konkretnej procedurze (przesłanka formalna). W konsekwencji, nie można odmówić podatnikowi prawa do zastosowania stawki w wysokości 0% VAT wyłącznie na tej podstawie, że nie posiada dokumentu urzędowego potwierdzającego eksport towarów poza UE, jeśli eksport ten rzeczywiście nastąpił (tak np. wyrok WSA w Łodzi z 13.8.2025 r., I SA/Łd 342/25, Legalis, i wiele innych mu podobnych).

Otwarcie ustawodawcy na dokumenty prywatne oraz stworzenie katalogu takich dokumentów znacząco upodobni tę sferę do kryteriów rozliczania 0% VAT przy WDT. Ale diabeł może tkwić w szczegółach, których to szczegółów wciąż nie znamy, a szkoda. Mnie zastanawia w szczególności kwestia odraczania rozpoznawania eksportu z 0% VAT w przypadku braku dokumentów do 25. dnia miesiąca następującego po wywozie. Dziś, zgodnie z art. 41 ust. 8 VATU warunkiem takiej prolongaty jest posiadanie dokumentu celny potwierdzający procedurę wywozu (najczęściej będzie to CC529C). Wydaje się, że przy zredefiniowaniu kryteriów także i w tym aspekcie formalizm zostanie odrzucony. Ciekawe też w jaki sposób rozstrzygnięte będzie opodatkowanie zaliczek. Ale tego wszystkiego dowiemy się, mam nadzieję, już niebawem. A sama zmiana jest pożądana i zdecydowanie należy rozpatrywać ją pozytywnie (warto tu pamiętać również o tezach wyroku TSUE z 1.8.2025 r., C-602/24, Legalis, choć to był jednak inny temat). Nie jest to zresztą jedyna planowana zmiana deregulacyjna w zakresie handlu międzynarodowego. Ale to już temat na inną opowieść.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź