Żeglujże żeglarzu, ale bez odliczenia VAT
Wydatki związane z działalnością
Zgodnie z art. 86 ust. 1 ustawy z 11.3.2004 r. o podatku od towarów i usług (t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 685 ze zm.; dalej: VATU), w zakresie, w jakim towary i usługi są wykorzystywane do wykonywania czynności opodatkowanych, podatnikowi przysługuje prawo do obniżenia kwoty podatku należnego o kwotę podatku naliczonego. Fundamentalna zasada neutralności podatku VAT w pigułce, tym bardziej że do odliczenia podatku wystarczy jedynie pośredni związek z działalnością opodatkowaną.
Zasada ta często zderza się jednak z ponoszeniem wydatków „na pograniczu” działalności opodatkowanej oraz innych celów. A skoro niniejszy tekst ukazuje się w okresie wakacyjnym, przyjrzyjmy się sprawie dotyczącej wydatków na jacht pełnomorski.
Czego dotyczyła sprawa
Podatnik prowadzi działalność w branży produkcji specjalistycznej aparatury elektroenergetyki przemysłowej. Poza aktywnością na rynku krajowym, podatnik planuje ekspansję na rynki zagraniczne. W tym na rynki położone w basenie Morza Śródziemnego. Nieprzypadkowo więc, podatnik wynajął jacht pełnomorski.
Jacht opatrzony został logo spółki podatnika. Jest ono duże i umieszczone w widocznym miejscu. Jacht pełni (dość osobliwą) funkcję mobilnego biura mającego możliwość poruszania się po wodach terytorialnych i zawijania do portów w krajach właściwych dla rynku będącego w danym momencie przedmiotem zainteresowania podatnika. Jest wykorzystywany w sposób właściwy dla biura, tj. odbywają się na nim spotkania biznesowe, szkolenia, podpisywane są umowy. Jednostka wyposażona została w pomieszczenia umożliwiające przeprowadzenie spotkań biznesowych. Posiada również wyposażenie w standardowe urządzenia biurowe. W związku z powyższym, podatnik nie musi dokonywać wydatków związanych z wynajmem i utrzymaniem powierzchni biurowej w wielu miejscach. Ponadto jacht stanowi dla podatnika także zaplecze noclegowe, które będzie udostępniać osobom działającym na rzecz spółki w związku z pełnieniem obowiązków. Podatnik przewiduje też organizowanie z wykorzystaniem jachtu szkoleń lub imprez motywacyjnych dla pracowników wyższych szczebli.
Podatnik postanowił potwierdzić, że przysługuje mu prawo do odliczenia podatku naliczonego z tytułu wydatków na najem jednostki. Dyrektor KIS w interpretacji indywidualnej z 24.7.2017 r., 0111-KDIB3-1.4012.42.2017.1.WN, Legalis okazał się zamiarom podatnika nieprzychylny. Uznał m.in. że zamieszczenie logo firmy na jachcie i poruszanie się tak oznaczonym jachtem po Morzu Śródziemnym, wiąże się z ograniczonym kręgiem osób do których informacja o podatniku dotrze. Oznakowanie jachtu logo firmy nie niesie z sobą informacji o produktach podatnika. Fiskusowi trudno też wyobrazić sobie aby podatnik w swoim „mobilnym biurze” zdołał zainteresować nowych kontrahentów swoimi specjalistycznymi produktami i przeprowadzał „długotrwałe i trudne negocjacje”. Innymi słowy: jacht to synonim luksusu, atrakcyjności, rekreacji i wypoczynku. Więc podatku naliczonego nie można odliczyć.
Stanowisko sądu
WSA w Kielcach w wyroku z 23.11.2017 r., I SA/Ke 557/17, Legalis przyjął podobny do organu punkt widzenia. Zauważył, że jacht ze swej istoty nie pełni funkcji biurowych, nie jest biurem. Przy uwzględnieniu długiego okresu korzystania z jachtu, wąskiej grupy odbiorców produktów skarżącej i opisanemu sposobowi wykorzystania jachtu, wydatki związane z użytkowaniem jachtu nie pozostają w związku z czynnościami opodatkowanymi wykonywanymi w ramach podstawowej działalności podatnika. Samo przemieszczanie się jachtem, nocowanie na nim i potencjalna możliwość prowadzenia na jego pokładzie rozmów biznesowych, bez jednoczesnego podjęcia innych działań mogących skłonić przyszłych kontrahentów do realizacji kontaktów biznesowych na jachcie podważa istnienie niezbędnego związku przyczynowo – skutkowego.
Sprawa trafiła przed NSA. Tenże, w wyroku z 8.7.2021 r., I FSK 410/18, podzielił poglądy wyrażane na wcześniejszych etapach postępowania. Zdaniem NSA, głównym celem wynajmu jachtu nie jest cel gospodarczy, lecz cel rekreacyjny, turystyczny, czy sportowy. Biznes to jedynie dodatek, i to wątpliwy co do swojego przełożenia na wykonywanie czynności opodatkowanych. W ten sposób NSA wyartykułował pewną prawdę objawioną o znaczeniu uniwersalnym. Gdy dane wydatki są jedynie pośrednio związane z czynnościami opodatkowanymi a jednocześnie można je powiązać z czynnościami nieopodatkowanymi, nie ma podstaw do odliczenia podatku naliczonego.
Fiskusowi zdarzało się akceptować prawo do odliczenia podatku naliczonego od wydatków związanych z leasingiem jachtu przez podmioty nijak niezwiązane z działalnością rekreacyjną. Przykładowo, w interpretacji indywidualnej z 24.5.2018 r., 0114-KDIP4.4012.170.2018.3.MP, Legalis Dyrektor KIS nie widział w tym zakresie przeszkód względem podatnika z branży zabezpieczeń elektronicznych, zabezpieczeń przeciwpożarowych oraz usług dotyczących sieci komputerowych, który upodobał sobie Mazury jako miejsce spotkań biznesowych. Z pewnością „pomogło” oświadczenie podatnika, że do innych niż biznesowe celów jacht służyć nie będzie.
Mniej szczęścia miał podatnik z branży hodowli drobiu, który zamierzał kupić jacht i zapraszać na niego klientów do negocjacji ale też udostępniać jacht pracownikom w formie nagrody za zaangażowanie w wykonywanie obowiązków służbowych. Tu Dyrektor KIS w interpretacji indywidualnej z 9.9.2019 r., 0112-KDIL1-1.4012.276.2019.2.MW, Legalis doszukał się zaspokajania potrzeb osobistych. I prawa do odliczenia podatku naliczonego odmówił.
Nie każdy podatnik może sobie pozwolić na jacht. Z opisywanej historii można jednak wyciągnąć wnioski uniwersalne. Przepisy VATU tylko wyjątkowo ograniczają „z urzędu” prawo do odliczenia podatku naliczonego w przypadku wydatków z definicji „mieszanych”. A więc takich, których związku z działalnością opodatkowaną albo celami osobistymi nie sposób w sposób ergonomiczny rozgraniczyć. Przykład sztandarowy (choć specyficzny dla polskiego systemu) to oczywiście wydatki samochodowe. Zgodnie z art. 86a ust. 1 pkt 1 VATU, w przypadku wydatków związanych z pojazdami samochodowymi kwotę podatku naliczonego stanowi 50% kwoty podatku wynikającej z faktury otrzymanej przez podatnika.
Oczywiście ww. przepis limitujący odliczenie do jedynie 50% nie dotyczy jachtów ani jakichkolwiek innych wydatków „na granicy”. Z omawianego orzeczenia można jednak wyciągnąć wniosek, że dla komfortu odliczenia podatku naliczonego pośredni związek z działalnością opodatkowaną nie może zostać „zdominowany” przez choćby tylko nieco bardziej bezpośredni związek z innymi sferami życia. To także kazus wielu innych rodzajów wydatków, np. na odzież, sprzęt elektroniczny ale także chociażby organizację imprez integracyjnych z wyraźnie naszkicowanym elementem rozrywkowym (np. koncertem zespołu disco polo). Fiskus nie raz twierdził, że rozrywki tego typu to zaspokajanie potrzeb prywatnych. Prawa do odliczenia podatku więc brak.
Spółki komandytowe po cichu uciekają przed podatkiem
Przerzucanie dochodu
Najnowszy sposób: wspólnik podpisuje ze spółką komandytową umowę spółki cichej na wspólne przedsięwzięcie. I przychody z tego tytułu rozlicza we własnej firmie.
Jaka z tego korzyść?
– W ten sposób spółka komandytowa przenosi część swojego dochodu do firmy wspólnika. W konsekwencji zapłaci mniejszy podatek. Niższy też będzie zysk do opodatkowania u wspólników spółki komandytowej. Oczywiście oni w swoich firmach też muszą zapłacić podatek, generalnie jednak łączne obciążenie będzie mniejsze – tłumaczy Marcin Borkowski, radca prawny i doradca podatkowy w kancelarii Borkowski i Wspólnicy.
Co na to fiskus? Spójrzmy na niedawną interpretację dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej. Wystąpił o nią wspólnik spółki komandytowej z branży deweloperskiej. Chce z nią podpisać umowę spółki cichej, w której zobowiąże się do finansowania wspólnego przedsięwzięcia gospodarczego (chodzi o budowę osiedla). W zamian uzyska udział w potencjalnych zyskach z tej inwestycji.
Czy te zyski może rozliczyć w swojej firmie? I opodatkować dochód liniowym PIT? Skarbówka nie miała nic przeciwko. Przypomniała o obowiązującej w kodeksie cywilnym zasadzie swobody umów. Wynika z niej, że strony mogą ułożyć stosunek prawny według swego uznania. Przykładowo zawrzeć umowę spółki cichej. Jeśli jej wspólnikiem jest osoba fizyczna prowadząca działalność gospodarczą, przychody z udziału w zysku rozlicza w swojej firmie (interpretacja nr 0113-KDIPT2-3.4011.398.2021.1.SJ).
Doradztwo od wspólnika
W spółkach komandytowych coraz popularniejsze staje się też podpisywanie umów ze wspólnikami na różnego rodzaju usługi, np. doradcze. I rozliczanie ich w kosztach CIT.
– Dzięki temu mniejszy jest podatek spółki komandytowej płacony od jej dochodu, a także wspólników naliczany od zysku. W ten sposób kwota z faktury od wspólnika zostaje uratowana od podwójnego opodatkowania – mówi Marcin Borkowski.
Skarbówka na to też się zgadza. Przykładowo w sprawie spółki komandytowej działającej w branży elektrycznej. Jej komandytariuszami są małżonkowie, którzy mają też własne firmy. Spółka chce kupować u nich usługi doradztwa gospodarczego i strategicznego. Czy może rozliczyć w kosztach CIT faktury od wspólników? Twierdzi, że tak, bo usługi doradcze mają zwiększyć efektywność działalności i przynieść większe przychody. Fiskusa przekonał ten argument (interpretacja nr 0111-KDIB2-1.4010.79. 2021.1.BJ).
– Trzeba tylko uważać, aby nie łączyć usług dla spółki z zarządzaniem nią. Przychody z zarządzania nie mogą bowiem być rozliczane w firmie – podpowiada Marcin Borkowski.
Przy księgowaniu faktur od wspólników należy też pamiętać o przepisie ograniczającym zaliczanie do kosztów usług niematerialnych nabywanych od powiązanych podmiotów. Skarbówka zalicza do nich także wspólników spółek komandytowych. Jest tu jednak spory limit odliczenia.
W lipcu zeszłego roku, jeszcze przed ogłoszeniem podatkowych zmian, było 43 148 spółek komandytowych. Zgodnie z przesłanymi „Rzeczpospolitej” przez GUS danymi teraz jest ich 37 885.
Przypomnijmy, że spółki komandytowe od 1 stycznia bądź 1 maja, w zależności od ich decyzji, stały się podatnikami CIT. Wcześniej podatek w takiej spółce płaciło się tylko raz: od dochodu przypadającego na wspólnika. Teraz działalność prowadzona w tej formie jest dwa razy opodatkowana. Najpierw spółka płaci CIT od swojego dochodu. Potem wspólnicy PIT albo CIT od zysku.
Co zrobić, żeby jak najmniej stracić na nowych zasadach rozliczania? O przekształceniach w spółkę jawną, partnerską albo z o.o. pisaliśmy już na naszych łamach. Wspominaliśmy też o zmianach w statusie wspólników – z komandytariuszy na komplementariuszy z dużym udziałem w zysku (powodem jest możliwość skorzystania z ulgi przez komplementariuszy).
Tomasz Piekielnik, doradca podatkowy, właściciel firmy doradczej PBC
Pod wpływem nowych przepisów w wielu spółkach komandytowych podjęto działania mające zminimalizować podwójne opodatkowanie. Jednym ze sposobów jest zawarcie umowy spółki cichej ze wspólnikiem. Na jej podstawie wspólnik wnosi wkład, najczęściej pieniężny, i zobowiązuje się do określonego współdziałania. Jeżeli jest przedsiębiorcą, zyski z takiej umowy mogą być opodatkowane w jego firmie liniowym PIT. Z kolei umowa zawierana poza działalnością gospodarczą oznacza powstanie przychodów z kapitałów pieniężnych opodatkowanych ryczałtowym PIT.
Spółka cicha umożliwia więc elastyczne zaplanowanie podatkowych rozliczeń. Pozwala na transfer zysku poza podwójnie opodatkowaną spółkę komandytową. Zalecam jednak ostrożność przy zawieraniu takich umów, aby nie zostały uznane za czynności pozorne bądź niedozwoloną optymalizację.
Dalsza pomoc finansowa dla spółdzielni socjalnych
- Według danych PFRON na rok 2020 w Polsce istnieje 9 spółdzielni socjalnych otrzymujących środki na utworzenie stanowiska pracy i finansowanie kosztów wynagrodzenia osób niepełnosprawnych.
- Spółdzielnie socjalne korzystają z pomocy de minimis ze środków PFRON.
- Rozporządzenie stanowi wykonanie upoważnienia ustawowego zawartego w art. 26g ust. 5 ustawy z 27.8.1997 r. o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych (Dz.U. z 2021 r. poz. 573, dalej: RehZawU).
Spółdzielnie socjalne
Działalność w spółdzielni socjalnej opiera się na prowadzeniu wspólnego przedsiębiorstwa w oparciu o osobistą pracę członków oraz pracowników spółdzielni socjalnej. Jak podaje Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej, jest to forma podmiotowości prawnej łączącej cechy przedsiębiorstwa oraz organizacji pozarządowej. Spółdzielnie socjalne, prowadząc równolegle działalność gospodarczą oraz reintegrację społeczną i zawodową, stały się jednym z kluczowych podmiotów ekonomii społecznej oraz istotnym instrumentem polityki społecznej w zakresie aktywnej integracji i zwiększania spójności społecznej. Tak więc, udzielanie dalszej pomocy finansowej spółdzielniom ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (PFRON), na zasadach de minimis, jest szczególnie uzasadnione.
Spółdzielnię socjalną mogą założyć m.in. osoby bezrobotne, osoby niepełnosprawne, osoby do 30-tego roku życia oraz po ukończeniu 50-tego roku życia, posiadające status osoby poszukującej pracy, bez zatrudnienia czy osoby osoby usamodzielniane (z zastrzeżeniem, że posiadają pełną zdolność do czynności prawnych). Zatem spółdzielnie działają na rzecz: społecznej reintegracji jej członków, przez co należy rozumieć działania mające na celu odbudowanie i podtrzymanie umiejętności uczestniczenia w życiu społeczności lokalnej i pełnienia ról społecznych w miejscu pracy, zamieszkania lub pobytu.
Działalność spółdzielni może zostać wsparta ze środków budżetu państwa lub środków budżetu jednostki samorządu terytorialnego, w szczególności poprzez: dotacje, pożyczki, poręczenia, usługi lub doradztwo w zakresie finansowym, księgowym, ekonomicznym, prawnym i marketingowym czy zrefundowanie kosztów lustracji.
Co istotne, w ramach prowadzonej działalności spółdzielnia socjalna może otrzymać też pomoc ze środków PFRON:
1) jednorazowo środki na utworzenie stanowiska pracy dla skierowanej przez powiatowy urząd pracy osoby niepełnosprawnej, w wysokości określonej w umowie, zawartej ze starostą:
a) nie wyższej jednak niż sześciokrotność przeciętnego wynagrodzenia, w przypadku zobowiązania do utrzymania zatrudnienia osoby niepełnosprawnej, na utworzonym stanowisku pracy nieprzerwanie przez okres co najmniej 12 miesięcy,
b) wynoszącej od sześciokrotności do piętnastokrotności przeciętnego wynagrodzenia, w przypadku zobowiązania do utrzymania zatrudnienia osoby niepełnosprawnej, na utworzonym stanowisku pracy nieprzerwanie przez okres co najmniej 24 miesięcy
– jeżeli nie otrzymała bezzwrotnych środków publicznych na ten cel;
2) środki na finansowanie kosztów wynagrodzenia, w okresie do 6 miesięcy od dnia zawarcia umowy ze starostą, wypłacane miesięcznie w wysokości nie wyższej niż kwota najniższego wynagrodzenia przez okres nie dłuższy niż 6 miesięcy, dla zatrudnionej skierowanej przez powiatowy urząd pracy osoby niepełnosprawnej
Zastrzeżenie jest jednak takie, że jeżeli okres zatrudnienia osoby niepełnosprawnej, będzie krótszy niż 12 miesięcy, spółdzielnia socjalna jest obowiązana zwrócić do PFRON-u za pośrednictwem starosty środki w wysokości równej 1/12 ogólnej kwoty zwrotu za każdy miesiąc brakujący do upływu okresu 12-stu miesięcy, jednak w wysokości nie mniejszej niż 1/6 tej kwoty. Spółdzielnia socjalna dokonuje zwrotu w terminie 3 miesięcy od dnia rozwiązania stosunku pracy z osobą niepełnosprawną.
Zmienianie rozporządzenie
Szczegółowe zasady powyższego oraz działania spółdzielni socjalnych określa ustawa o spółdzielniach socjalnych z 27.4.2006 r. (Dz.U. z 2020 r. poz. 2085) oraz zmieniane rozporządzenie. W rozporządzeniu Minister właściwy do spraw zabezpieczenia społecznego określił m.in.:
- szczegółowe warunki i tryb przyznawania spółdzielni socjalnej jednorazowo środków na utworzenie stanowiska pracy dla skierowanej osoby niepełnosprawnej,
- szczegółowe warunki i tryb przyznawania spółdzielni socjalnej środków na finansowanie kosztów wynagrodzenia,
- formy zabezpieczenia zwrotu środków na utworzenie stanowiska pracy dla skierowanej osoby niepełnosprawnej lub finansowanie kosztów wynagrodzenia w przypadku niedotrzymania warunków umowy dotyczącej ich przyznania – mając na względzie zwiększenie mobilności oraz poziomu zatrudnienia osób niepełnosprawnych, racjonalne gospodarowanie środkami PFRON, a także konieczność zapewnienia zgodności udzielania pomocy z zasadami przyznawania pomocy de minimis w przypadku wypłaty środków na utworzenie stanowiska pracy dla skierowanej osoby niepełnosprawnej oraz w przypadku wypłaty środków na finansowanie kosztów wynagrodzenia.
Wydłużenie przepisów umożliwiających kontynuację udzielania pomocy de minimis
Projekt rozporządzenia modyfikuje brzmienie § 10 w zakresie przyznania spółdzielni socjalnej środków na utworzenie stanowiska pracy i finansowanie kosztów wynagrodzenia osób niepełnosprawnych, który to § 10 określa końcowy termin obowiązywania rozporządzenia, zatem 30.6.2021 r.
Nowe brzmienie § 10 będzie wskazywało, że środki stanowiące pomoc de minimis mogą być udzielane do końca okresu dostosowawczego, o którym mowa w art. 7 ust. 4 w związku z art. 8 rozporządzenia Komisji (UE) nr 1407/2013 z 18.12.2013 r. w sprawie stosowania art. 107 i 108 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej do pomocy de minimis (Dz.Urz. UE L z 2013 r. Nr 352, s. 1). Pomoc ta, z powodu swojej niskiej wartości finansowej (de minimis non curat lex – prawo nie troszczy się o drobiazgi), nie musi być zgłaszana do Komisji Europejskiej. Taka konstrukcja pomocy powoduje, że nie zagraża gospodarce wolnorynkowej i konkurencji.
Zdaniem projektodawcy: „Zmiana będzie miała pozytywny wpływ na rynek pracy, w tym na sektor mikro, małych i średnich przedsiębiorstw, ponieważ zapewni im ciągłość korzystania z pomocy publicznej w formie przyznania spółdzielni socjalnej środków na utworzenie stanowiska pracy i finansowanie kosztów wynagrodzenia osób niepełnosprawnych i w wydłużonych ramach czasowych wytyczonych przez właściwe rozporządzenie Komisji wymienione w § 9 oraz bezterminowo w przypadkach, gdy w ramach tego instrumentu jest udzielane pozapomocowe wsparcie”.
Ryczałt za jazdę swoim autem w pracy bez PIT
Na firmowy użytek
Sprawa dotyczyła interpretacji. Z wnioskiem o jej wydanie wystąpił w październiku 2020 r. urząd miasta jako pracodawca. Wyjaśnił, że poprawne wykonywanie zleconych niektórym pracownikom obowiązków służbowych wymaga przemieszczania się w terenie wskazanym jako ich stałe miejsce pracy. Czynności te są zawsze wykonywane w interesie pracodawcy.
Miasto tłumaczyło, że podpisuje z pracownikami umowy dotyczące korzystania z prywatnego samochodu do celów służbowych. Pracownicy wyrażają zgodę na takie używanie własnych aut. A miasto jako pracodawca zwraca im koszty. Zwrot następuje w formie miesięcznego ryczałtu, po złożeniu pisemnego oświadczenia. We wniosku wyjaśniono, że pracownicy nie wyjeżdżają poza obszar wskazany jako ich stałe miejsce pracy, a wyjazdy nie spełniają definicji podróży służbowych z kodeksu pracy.
Miasto podkreśliło, że dotychczas od wypłacanych kwot potrącało zaliczki na PIT. Ale ma wątpliwości, czy robi słusznie. Jego zdaniem otrzymywana przez pracownika kwota zwrotu kosztów nie prowadzi bowiem do powstania przychodu ze stosunku pracy, jeśli przejazd samochodem prywatnym był ściśle związany z wykonaniem zadań służbowych zleconych i pracodawca wyraził na to zgodę.
Fiskus nie zgodził się na taką ocenę sytuacji. Przede wszystkim jego zdaniem w sprawie nie ma zastosowania wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 8 lipca 2014 r., (sygn. akt. K 7/13) dotyczący nieodpłatnych świadczeń, bo pracownicy otrzymują środki pieniężne. Urzędnicy zauważyli, że obowiązujące przepisy prawa pracy nie nakładają na pracodawcę obowiązku zrekompensowania pracownikowi spornego wydatku, tak jak po podróży służbowej. Gdyby pracownik nie otrzymał zwrotu poniesionych kosztów, musiałby je więc pokryć z własnej kieszeni. W ocenie fiskusa prowadzi to do wniosku, że przyjęcie dodatkowego świadczenia oferowanego przez pracodawcę leży w interesie pracownika. Jest bowiem równoznaczne z uniknięciem przez niego wydatku, jaki musiałby ostatecznie ponieść, gdyby pracodawca go nie zwrócił. Jest to więc dodatkowe świadczenie od pracodawcy, czyli przychód pracownika.
Zdaniem fiskusa, gdyby wolą ustawodawcy nie było zaliczenie tych świadczeń do przychodów, to w katalogu zwolnień nie byłoby preferencji z art. 21 ust. 1 pkt 23b ustawy. Urząd miasta zaskarżył interpretację i wygrał. Gdański WSA zwrócił wprawdzie uwagę, że w spornej kwestii w orzecznictwie doszło do pewnych rozbieżności, jednak on opowiedział się za linią korzystną dla pracowników.
Podatku nie będzie
Jak podkreślił w pisemnym uzasadnieniu sędzia Sławomir Kozik, zwrot kosztów korzystania przez pracownika z samochodu prywatnego dla celów pracodawcy powinien być neutralny podatkowo. Ten nie uzyskuje bowiem żadnej realnej korzyści majątkowej, ale jedynie zwrot kosztów, jakie poniósł, używając swojego prywatnego auta do celów służbowych. To jedynie rekompensata kosztów, których pracownik nie poniósłby, gdyby nie wyraźne działanie w interesie pracodawcy.
Według WSA zwrot taki nie stanowi zatem przychodu pracownika podlegającego opodatkowaniu PIT, a pracodawca nie jest zobowiązany do potrącania jako płatnik zaliczek na podatek. Sąd podkreślił też, że sporne kwoty nie mogą być uznane za świadczenia pieniężne ponoszone za pracownika. Jest to raczej sytuacja odwrotna – to pracownik poniósł koszty „za pracodawcę”.
Wyrok nie jest prawomocny.
Sygnatura akt: I SA/Gd 425/21.
Piotr Bulejak, doradca podatkowy w kancelarii KNDP Kolibski Nikończyk Dec&Partnerzy
Problem zakwalifikowania do przychodu ze stosunku pracy zwrotu kosztów używania prywatnego samochodu pracownika do celów służbowych budzi wątpliwości w orzecznictwie, na co zresztą wskazuje WSA w Gdańsku w komentowanym wyroku. Dla pracownika zwrot kosztów uzyskany od pracodawcy nie wiąże się z dodatkową korzyścią. Dlatego trafnie sąd administracyjny powołał się na warunki uznania danego świadczenia za przychód ze stosunku pracy, na które wskazał Trybunał Konstytucyjny w wyroku o sygn. K 7/13. Wobec braku jednolitej linii orzeczniczej należy się jednak spodziewać po organach skarbowych kontynuacji profiskalnej interpretacji. Warto przypomnieć, że kwalifikacja nieodpłatnych świadczeń ze strony pracodawcy do przychodów ze stosunku pracy została ograniczona dopiero po wspominanym wyroku TK.
Naruszenie dóbr osobistych w Internecie
Tożsamość i godność narodowa jako dobro osobiste
S.M. jest obywatelem polskim, zamieszkałym w Warszawie. W okresie drugiej wojny światowej był więźniem obozu zagłady Auschwitz, a obecnie angażuje się w działania mające na celu zachowanie w świadomości społecznej pamięci o ofiarach zbrodni popełnianych przez nazistowskie Niemcy na Polakach w czasie tej wojny.
Mittelbayerischer Verlag KG (dalej: MV) jest niemiecką spółką, która publikuje na swojej stronie internetowej w niemieckim języku dziennik regionalny (dostępny również z innych krajów, w tym RP). W 2017 r. na tej stronie opublikowano artykuł pod tytułem „Ein Kämpfer und sein zweites Leben” (Wojownik i jego drugie życie). Artykuł ten, przedstawiający losy I. Offmana (Żyda ocalałego z Holocaustu), przywołuje okoliczność, że jego siostra „została zamordowana w polskim obozie zagłady Treblinka (im polnischen Vernichtungslager Treblinka ermordet worden war)”. Po mailowej interwencji polskiego konsulatu w Monachium wskazany fragment zastąpiono treścią: „została zamordowana przez nazistów w niemieckim nazistowskim obozie zagłady Treblinka w okupowanej Polsce (von den Nazis im deutschen nationalsozialistischen Vernichtungslager Treblinka im besetzen Polen)”.
Następnie S.M. wniósł przeciwko MV pozew do Sądu Okręgowego w Warszawie, w którym zażądał ochrony swoich dóbr osobistych, w szczególności tożsamości narodowej i godności narodowej, które uznał za naruszone przez użycie ww. określenia. Natomiast MV podniosło zarzut braku jurysdykcji tego sądu.
Stanowisko TSUE
Na podstawie art. 7 pkt 2 rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) Nr 1215/2012 z 12.10.2012 r. w sprawie jurysdykcji i uznawania orzeczeń sądowych oraz ich wykonywania w sprawach cywilnych i handlowych (Dz.Urz. UE L z 2012 r. Nr 351, s. 1; dalej: rozporządzenie Bruksela I bis) osoba, która ma miejsce zamieszkania lub siedzibę na terytorium państwa członkowskiego, może być pozwana w innym państwie członkowskim w sprawach dotyczących czynu niedozwolonego lub czynu podobnego do czynu niedozwolonego – przed sądy miejsca, w którym nastąpiło lub może nastąpić zdarzenie wywołujące szkodę. Trybunał wskazał, że w tym przepisie ustanowiono jurysdykcję szczególną, która jest oparta na występowaniu szczególnie ścisłego związku pomiędzy sporem a sądami właściwymi dla miejsca, gdzie nastąpiło lub może nastąpić zdarzenie wywołujące szkodę, który to związek uzasadnia przyznanie jurysdykcji tym sądom ze względu na prawidłowe sprawowanie wymiaru sprawiedliwości oraz sprawną organizację postępowania (wyrok TS z 17.10.2017 r., C‑194/16, Bolagsupplysningen i Ilsjan, Legalis).
W specyficznym kontekście Internetu, TSUE orzekł, że w przypadku naruszenia dóbr osobistych za pośrednictwem treści opublikowanych na stronie internetowej osoba, która uważa się za poszkodowaną, może wytoczyć powództwo dotyczące odpowiedzialności za całość doznanych krzywd i poniesionych szkód przed sądami państwa członkowskiego, w którym znajduje się centrum jej interesów życiowych (wyrok Bolagsupplysningen i Ilsjan, pkt 32). Trybunał sprecyzował, że taka możliwość jest uzasadniona interesem w postaci zapewnienia prawidłowego sprawowania wymiaru sprawiedliwości, a nie zamiarem ochrony konkretnie powoda (wyrok Bolagsupplysningen i Ilsjan, pkt 38).
W ocenie TSUE podmiot publikujący treści powodujące naruszenie w Internecie może, w chwili, w której je publikuje, przewidzieć, gdzie znajdują się centra interesów życiowych osób, których te treści dotyczą, w związku z czym kryterium centrum interesów życiowych umożliwia jednocześnie powodowi łatwe zidentyfikowanie sądu, do którego może on wnieść powództwo, a pozwanemu racjonalne przewidzenie sądu, przed jaki może być pozwany.
W ocenie TSUE przyznanie w niniejszej sprawie jurysdykcji do rozpoznania – w odniesieniu do całości doznanych krzywd i poniesionych szkód – powództwa odszkodowawczego wniesionego przez tę osobę, gdy w tej treści ta osoba nie została indywidualnie, czy to bezpośrednio, czy pośrednio, zidentyfikowana, sądowi, w którego obszarze właściwości znajduje się centrum interesów życiowych owej osoby, godziłoby w przewidywalność przepisów o jurysdykcji, przewidzianych przez rozporządzenie Bruksela I bis oraz w pewność prawa, które ma ono gwarantować, w szczególności w stosunku do podmiotu publikującego sporne treści.
Trybunał uznał, że wykładnia art. 7 pkt 2 rozporządzenia Bruksela I bis, w myśl której w sytuacji takiej jak leżąca u podstaw postępowania głównego, sąd, w którego obszarze właściwości znajduje się centrum interesów życiowych osoby uważającej, iż jej dobra osobiste zostały naruszone przez treści opublikowane na stronie internetowej, byłby właściwy do rozpoznania – w odniesieniu do całości doznanych krzywd i poniesionych szkód – powództwa odszkodowawczego wniesionego przez tę osobę, naruszałaby podstawowe założenie tej jurysdykcji szczególnej. Zdaniem TSUE nie uwzględniałaby bowiem w odpowiedni sposób istnienia szczególnie ścisłego związku pomiędzy sporem a sądem wskazanym przez ten przepis, który ma na celu zagwarantowanie pewności prawa i uniknięcie sytuacji, w której potencjalny autor naruszenia dóbr osobistych zostałby pozwany przed sądem państwa członkowskiego, którego nie mógł racjonalnie przewidzieć. Zdaniem TSUE zwykła przynależność danej osoby do możliwej do zidentyfikowania szerokiej grupy, takiej jak grupa, do której odnosi się sąd odsyłający, również nie pozwala na zrealizowanie celów przewidywalności przepisów o jurysdykcji i pewności prawa, ponieważ centra interesów życiowych osób należących do tej grupy mogą potencjalnie znajdować się w którymkolwiek z państw członkowskich UE.
W ocenie TSUE w rozpatrywanej sprawie brak jest szczególnie ścisłego związku pomiędzy sądem, w którego obszarze właściwości znajduje się centrum interesów życiowych osoby powołującej się na naruszenie jej dóbr osobistych, a przedmiotowym sporem, w związku z czym ten sąd nie ma jurysdykcji do rozpoznania tego sporu w oparciu o art. 7 pkt 2 rozporządzenia Bruksela I bis.
Reasumując TSUE orzekł, że art. 7 pkt 2 rozporządzenia Bruksela I bis należy interpretować w ten sposób, że sąd, w którego obszarze właściwości znajduje się centrum interesów życiowych osoby podnoszącej naruszenie jej dóbr osobistych przez treści opublikowane na stronie internetowej, ma jurysdykcję do rozpoznania – w odniesieniu do całości doznanych krzywd i poniesionych szkód – powództwa odszkodowawczego wniesionego przez tę osobę tylko wtedy, gdy treści te zawierają obiektywne i możliwe do zweryfikowania elementy, pozwalające na bezpośrednie lub pośrednie indywidualne zidentyfikowanie tej osoby.
W niniejszym wyroku TSUE dokonał nadmiernie wąskiej wykładni przepisu art. 7 pkt 2 rozporządzenia Bruksela I bis, ustanawiającego jurysdykcję szczególną, określając kryteria, w oparciu o które należy dokonać oceny, czy sąd ma jurysdykcję międzynarodową w przypadku powództw dotyczących naruszeń dóbr osobistych, do których doszło za pośrednictwem publikacji internetowej.
Należy przypomnieć, że zgodnie z jednolitym orzecznictwem TSUE, sformułowanie „miejsce, gdzie nastąpiło lub może nastąpić zdarzenie wywołujące szkodę” obejmuje zarówno miejsce wystąpienia zdarzenia powodującego powstanie szkody, jak i miejsce, w którym szkoda się urzeczywistniła.
Dokonując wykładni art. 7 pkt 2 rozporządzenia Bruksela I bis w niniejszym wyroku Trybunał przyjął jako fundamentalne założenie, że rozpatrywana sprawa dotyczy sytuacji, w której osoba uznająca, iż jej dobra osobiste zostały naruszone przez treści opublikowane na stronie internetowej, nie została w wskazana w opublikowanym artykule. Należy uznać, że w kontekście dotychczasowego orzecznictwa TSUE oraz specyfiki zasad jurysdykcji wątpliwe jest przyznanie przez Trybunał, tak jak w niniejszym wyroku, prymatu tylko jednemu kryterium dotyczącemu jurysdykcji międzynarodowej, a mianowicie nakładającemu wymóg wskazania danej osoby z imienia lub nazwiska, lub przynajmniej w wystarczającym stopniu zindywidualizowaniu.
Trybunał nie uznał twierdzenia, że w świetle aktualnego orzecznictwa polskich sądów do podlegających ochronie dóbr osobistych obywateli Polski (art. 23 KC) należą tożsamość narodowa i godność narodowa, jak również szacunek dla prawdy o historii polskiego narodu. Ponadto, jak wskazał rzecznik generalny w pkt 2 i 3 opinii w sprawach takich jak niniejsza uznaje się, że takie stwierdzenia jak „polskie obozy zagłady” naruszają dobra osobiste Polaków ocalałych z niemieckich nazistowskich obozów zagłady.
Wątpliwości może budzić również przedstawiona w niniejszym wyroku interpretacja reguły przewidywalności jurysdykcji, będącej ogólnym wymogiem sformułowanym w rozporządzeniu Bruksela I bis. Trybunał przyjął, że w analizowanej sprawie niemieckie wydawnictwo nie mogło racjonalnie przewidzieć, że zostanie pozwane przed polski sąd, ponieważ w chwili, kiedy publikowało sporną treść w Internecie, nie było w stanie znać centrów interesów życiowych osób, które w treści tej nie zostały wskazane. Powyższe stanowisko jest co najmniej wątpliwe. Jedynie tytułem przykładu należy wskazać, że jak trafnie przyjął rzecznik generalny w pkt 67 opinii, tym, co decyduje o powstaniu szkody lub krzywdy w związku z określonym stwierdzeniem, nie jest po prostu znajomość tożsamości powoda, ale co ważniejsze treść i charakter tego stwierdzenia. Można bowiem przyjąć, że „geograficznie zdeterminowane” stwierdzenie będzie przede wszystkim powodować naruszenie w „geograficznie zdeterminowanym” miejscu, do którego się odnosi.
Odpowiedzialność emitenta wobec inwestorów kwalifikowanych
Stan faktyczny
Spór między Bankia SA a towarzystwem ubezpieczeń wzajemnych (UMAS), dotyczył nabycia przez UMAS akcji tej spółki na podstawie prospektu emisyjnego zawierającego poważne nieścisłości.
Stanowisko TS
Powództwo z tytułu odpowiedzialności cywilnej
Celem realizowanym przez dyrektywę 2003/71/WE, określonym zwłaszcza w jej motywie 10, jest zasadniczo ochrona inwestorów, a także sprawne funkcjonowanie i rozwój rynków (wyrok TS z 17.9.2014 r., Almer Beheer i Daedalus Holding, C‑441/12, EU:C:2014:2226, pkt 31, 33). Ponadto z rozpatrywanych łącznie motywów 18, 21 i 27 dyrektywy 2003/71/WE wynika, że pełne, rzetelne i łatwo dostępne informacje o papierach wartościowych i emitentach wzmacniają ochronę inwestorów i stanowią skuteczny środek służący zwiększaniu publicznego zaufania, przyczyniając się w ten sposób do sprawnego funkcjonowania i rozwoju rynków papierów wartościowych oraz zapobiegając temu, by ich funkcjonowanie zakłócały nieprawidłowości. W ocenie TS z powyższego wynika, że inwestor uczestniczący w ofercie papierów wartościowych, w ramach której opublikowano prospekt emisyjny, może zasadnie oprzeć się na informacjach podanych w owym prospekcie i w rezultacie ma prawo wytoczyć powództwo z tytułu odpowiedzialności cywilnej w związku z owymi informacjami niezależnie od tego, czy ten prospekt emisyjny skierowano do niego, czy też nie. Trybunał stwierdził, że powyższej wykładni art. 6 dyrektywy 2003/71/WE nie podważa wynikające z art. 3 tej dyrektywy rozróżnienie pomiędzy inwestorami detalicznymi a inwestorami kwalifikowanymi.
Trybunał orzekł, że art. 6 w zw. z art. 3 ust. 2 lit. a) dyrektywy 2003/71/WE należy interpretować w ten sposób, iż w przypadku publicznej oferty subskrypcji akcji skierowanej zarówno do inwestorów detalicznych, jak i inwestorów kwalifikowanych, powództwo z tytułu odpowiedzialności cywilnej w związku z informacjami podanymi w prospekcie emisyjnym mogą wytoczyć nie tylko inwestorzy detaliczni, lecz również inwestorzy kwalifikowani.
Wiedza o sytuacji ekonomicznej emitenta
W art. 6 ust. 2 ak. 1 dyrektywy 2003/71/WE przewidziano, że państwa członkowskie zapewniają, aby ich przepisy ustawowe, wykonawcze i administracyjne w zakresie odpowiedzialności cywilnej miały zastosowanie do osób odpowiedzialnych za informacje podane w prospekcie emisyjnym. Trybunał wskazał, że ten przepis nie wymaga zatem przyjęcia szczególnych przepisów prawa krajowego w tej dziedzinie, z tym zastrzeżeniem, że odpowiedzialność cywilna nie może wiązać „żadnej osoby” wyłącznie na podstawie podsumowania prospektu emisyjnego lub jego tłumaczenia, chyba że ich treść wprowadza w błąd, jest niedokładna lub niezgodna z pozostałymi częściami prospektu emisyjnego.
Z art. 3 ust. 2 lit. a) w zw. z motywem 16 dyrektywy 2003/71/WE wynika, że prospekt sprzedaży papierów wartościowych zawiera informacje istotne dla inwestorów detalicznych, aby umożliwić im podjęcie decyzji inwestycyjnej z pełną świadomością stanu faktycznego. Jednakże TS wskazał, że inwestorzy kwalifikowani, w szczególności ze względu na poziom ich kompetencji, mają zazwyczaj dostęp do innych źródeł informacji, dzięki którym mogą świadomie podjąć decyzję inwestycyjną. W ocenie TS państwa członkowskie, przyjmując w razie potrzeby w swoich krajowych porządkach prawnych szczególne przepisy w zakresie odpowiedzialności cywilnej, co do zasady, mogą zatem pozwolić na to, aby poziom kompetencji inwestora kwalifikowanego oraz stosunki łączące go z danym emitentem papierów wartościowych były uwzględniane na etapie dochodzenia odpowiedzialności w związku z informacjami podanymi w prospekcie emisyjnym zgodnie z art. 6 ust. 2 dyrektywy 2003/71/WE, względnie mogą one wprowadzić obowiązek uwzględnienia tych elementów.
Trybunał podkreślił, że o ile państwa członkowskie dysponują szerokim zakresem uznania przy ustalaniu zasad dochodzenia roszczeń w drodze przewidzianego w art. 6 tej dyrektywy powództwa z tytułu odpowiedzialności cywilnej, zgodnie z zasadą autonomii instytucjonalnej i proceduralnej, o tyle tę zasadę należy stosować z poszanowaniem zasad równoważności i skuteczności, by zachować skuteczność (effet utile) mających zastosowanie przepisów prawa Unii (wyrok TS z 19.1.2013 r., Hirmann, C‑174/12, EU:C:2013:856, pkt 40). Zasada równoważności wymaga, aby krajowe przepisy proceduralne regulujące sytuacje podlegające prawu Unii nie były mniej korzystne niż przepisy regulujące podobne sytuacje podlegające prawu krajowemu, zaś zasada skuteczności wymaga, aby przepisy te nie uniemożliwiały ani nie utrudniały nadmiernie wykonywania praw przyznanych przez prawo UE (wyrok TS z 19.12.2019 r., Deutsche Umwelthilfe, C‑752/18, Legalis EU:C:2019:1114, pkt 33). W związku z tym, jeżeli przepisy prawa krajowego pozwalają na uwzględnienie w ramach powództwa z tytułu odpowiedzialności cywilnej na podstawie art. 6 ust. 2 dyrektywy 2003/71/WE wiedzy o sytuacji ekonomicznej emitenta, którą inwestor kwalifikowany ma lub powinien mieć z uwagi na stosunki łączące go z tym emitentem, względnie zobowiązują do uwzględnienia tej okoliczności – Trybunał wskazał, że do sądu krajowego, przed którym wytoczono takie powództwo z tytułu odpowiedzialności cywilnej, należy zbadanie, czy te przepisy nie są mniej korzystne niż przepisy regulujące podobne powództwa przewidziane w prawie krajowym oraz czy ich skutkiem nie jest uniemożliwienie lub nadmierne utrudnienie w praktyce wytoczenia tego powództwa z tytułu odpowiedzialności cywilnej.
Trybunał orzekł, że art. 6 ust. 2 dyrektywy 2003/71/WE należy interpretować w ten sposób, że nie stoi on na przeszkodzie przepisom prawa krajowego, które w ramach powództwa z tytułu odpowiedzialności cywilnej, wytoczonego przez inwestora kwalifikowanego w związku z informacjami podanymi w prospekcie emisyjnym, pozwalają sądowi na uwzględnienie okoliczności, że ten inwestor wiedział lub powinien był wiedzieć o sytuacji ekonomicznej emitenta publicznej oferty subskrypcji akcji, z uwagi na stosunki łączące go z tym emitentem, niezależnie od prospektu emisyjnego, względnie zobowiązują ten sąd do uwzględnienia tej okoliczności, o ile te przepisy nie są mniej korzystne niż przepisy regulujące podobne powództwa przewidziane w prawie krajowym, a ich skutkiem nie jest uniemożliwienie lub nadmierne utrudnienie w praktyce wytoczenia tego powództwa.
W niniejszym wyroku TS dokonał wykładni przepisów dyrektywy 2003/71/WE wprowadzającej prospekt emisyjny. Chociaż dyrektywa w znacznym stopniu zharmonizowała treść prospektu emisyjnego, to pozostawiła jednak szeroką autonomię państwom członkowskim, co do wyboru systemu i zasad, zgodnie z którymi ukształtowana jest odpowiedzialność cywilna emitenta. Przy czym należy zaznaczyć, że w dyrektywie 2003/71/WE ograniczono się do wskazania w art. 6 ust. 1 osób, które mogą zostać pociągnięte do odpowiedzialności z powodu błędnej lub niepełnej treści prospektu emisyjnego (por. art. 98 OfertaPublU) a nie określono natomiast, które kategorie inwestorów są uprawnione do wytoczenia takie powództwa.
Co do zasady, dyrektywa 2003/71/WE nie przewiduje w sposób wyraźny możliwości pociągnięcia emitenta do odpowiedzialności przez inwestorów kwalifikowanych z powodu błędnego prospektu emisyjnego, w sytuacji gdy publiczna oferta subskrypcji jest mieszana, to znaczy skierowana zarówno do inwestorów detalicznych, jak i inwestorów kwalifikowanych (taka ewentualność również nie została uregulowana w mającym zastosowanie w tej sprawie w prawie hiszpańskim).
W niniejszym wyroku Trybunał przyjął szeroką wykładnię uznając, że inwestor uczestniczący w ofercie papierów wartościowych, w ramach której opublikowano prospekt emisyjny, może zasadnie oprzeć się na informacjach w nim zawartych, a tym samym ma prawo wytoczyć powództwo z tytułu odpowiedzialności cywilnej w związku z tymi informacjami, nawet jeśli ten prospekt emisyjny nie był do niego skierowany. Trybunał uwzględnia oczywiście odmienny zakres ochrony przysługujący inwestorom kwalifikowanym w porównaniu do inwestorów detalicznych, w tym brak obowiązku publikacji prospektu emisyjnego w przypadku ofert skierowanych wyłącznie do inwestorów kwalifikowanych (art. 3 ust. 2 dyrektywy 2003/71/WE). Jednakże z niniejszego wyroku wynika, że w przypadku oferty mieszanej, takiej jak rozpatrywana w postępowaniu głównym, która jest skierowana zarówno do inwestorów kwalifikowanych, jak i inwestorów detalicznych, wszyscy inwestorzy, niezależnie od ich statusu, są w posiadaniu tego dokumentu, który powinien zawierać pełne i rzetelne informacje, na których mogą oni zasadnie się oprzeć (por. motyw 27 dyrektywy 2003/71/WE, zgodnie z którym wszyscy inwestorzy powinni być chronieni przez zapewnienie publikacji rzetelnych informacji).
W niniejszym wyroku TS potwierdził, że art. 6 ust. 2 dyrektywy 2003/71/WE przyznaje państwom członkowskim szeroką autonomię przy ustalaniu zasad dochodzenia roszczeń w drodze powództwa z tytułu odpowiedzialności cywilnej w związku z informacjami podanymi w prospekcie emisyjnym. Jednakże Trybunał konskekwentnie podkreśla, że są one zobowiązane w tym zakresie przestrzegać zasad równoważności i skuteczności.
Dyrektywa 2003/71/WE została uchylona ze skutkiem od 20.7.2019 r. przez rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2017/1129/UE z 14.6.2017 r. w sprawie prospektu, który ma być publikowany w związku z ofertą publiczną papierów wartościowych lub dopuszczeniem ich do obrotu na rynku regulowanym (Dz.Urz. UE L z 2017 r., Nr 168, s. 12). Jednakże uwagi Trybunału zawarte w niniejszym wyroku zachowują aktualność.
Kwota ubezpieczenia OC uzależniona od stylu jazdy kierowcy
Płacz i płać
Dziś składki ubezpieczenia są podwyższane kierowcom, którzy spowodowali wypadek czy kolizję. Czyli już po fakcie. – Tymczasem uzależniając składkę od zachowania kierowcy na drodze, można mieć wpływ na minimalizację ryzykownych zachowań – twierdzą eksperci.
Ważne, na jakie konkretne rozwiązanie zdecyduje się ostatecznie rząd. Czy ubezpieczyciel będzie brał pod uwagę wszystkie wykroczenia drogowe i punkty karne za nie przypisane kierowcy, czy tylko te, które mają bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo na drodze. Są i inne wątpliwości.
– Kierowca, który dokonuje wykroczeń firmowym samochodem, nie musi posiadać żadnego pojazdu na własność i czasami nigdy w życiu nie opłacił żadnej składki. Komu zostanie więc naliczona większa składka, kierowcy, jego pracodawcy czy właścicielowi pojazdu? – pyta Zbigniew Kuczyński, agent ubezpieczeniowy. I co w sytuacji, gdy jeden użytkownik samochodu popełni wykroczenie, czy składka powinna wzrosnąć na wszystkie 50 pojazdów, które ubezpieczył zupełnie kto inny?
Te kwestie muszą jeszcze zostać rozstrzygnięte.
– Propozycję powiązania wysokości składki ubezpieczenia OC z punktami karnymi na koncie konkretnego kierowcy uważam za dobrą. Powinno się premiować osoby, które jeżdżą bezpiecznie. Pozostają jedynie kwestie techniczne, które umożliwią zakładom ubezpieczeń sprawdzenie stanu punktowego konta konkretnego kierowcy. Jeśli będzie to możliwe, to jestem za – mówi „Rzeczpospolitej” Mikołaj Krupiński z Polskiej Izby Ubezpieczeń.
– Mam wątpliwości, czy jest to możliwe. Od blisko dziesięciu lat na wejście w życie czekają przepisy, które pozwoliłyby monitorować jazdę najmłodszych kierowców. Niestety, do tej pory nie weszły w życie, gdyż nie udaje się rozwinąć narzędzie informatycznych w takim stopniu, by „śledzić” poczynania niedoświadczonych kierowców – mówi „Rz” Arkadiusz Błażejczyk, właściciel jednej ze szkół doskonalenia nauki jazdy w Małopolsce.
Przykład z zagranicy
Spójrzmy na Wielką Brytanię (podobnie jest w Irlandii czy USA). Tam zgromadzenie sześciu i więcej punktów rodzi skutki finansowe dla wysokości polisy. I tak cena ubezpieczenia wzrasta tam ze średniej składki ok. 700 funtów o ok. 200 funtów przy 6 do 10 pkt karnych.
Ubezpieczyciele zwracają tam uwagę na wykroczenia drogowe, które zwiększają ryzyko spowodowania wypadku. I tak przekroczenie prędkości nie jest traktowane tak surowo jak wykroczenie za jazdę po alkoholu.
Co na to kierowcy?
– Jesteśmy przeciwni podwyższeniu mandatów za wykroczenia drogowe i łataniu w ten sposób dziur w budżecie – mówi „Rz” Paweł Łukasik z Polskiego Towarzystwa Kierowców. Zastrzega jednak, że można by o tym dyskutować, gdyby rząd zdecydował o utworzeniu Funduszu Bezpieczeństwa Drogowego, do którego trafiałyby pieniądze z mandatów z przeznaczeniem – tylko i wyłącznie – na poprawę bezpieczeństwa na drogach. – Nie chcemy płacić na rozbudowę biurokracji, kolejnych urzędów itd. Jeśli kierowcy mają płacić mandaty, to niech poprawi się logistyka na drogach – dodaje.
W sprawie podwyżki składki za polisę OC jest dużo bardziej ostrożny.
– Przede wszystkim należałoby zmienić koncepcję ubezpieczeń – zauważa. I wyjaśnia, że dziś mamy ubezpieczony pojazd, którym przecież mogą poruszać się różni kierowcy. Należałoby więc przenieść ubezpieczenie na konkretną osobę. Wtedy dopiero można mówić o dalszych zmianach – uważa.
Etap legislacyjny: uzgodnienia wewnątrzresortowe.
Łukasz Kulisiewicz, ekspert Polskiej Izby Ubezpieczeń
Każdy zakład ubezpieczeń indywidualnie ustala taryfy ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej posiadaczy pojazdów. Trudno więc określić precyzyjnie, w jakim stopniu mandaty i punkty karne wpłyną na stawki dla całego rynku, tym bardziej że jest to tylko jeden z elementów modelowania składki ubezpieczeniowej. Można natomiast z pewnością stwierdzić, że osoby notorycznie popełniające wykroczenia drogowe będą płacić więcej za ubezpieczenie OC. Warto też zaznaczyć, że to rozwiązanie ma przede wszystkim działać prewencyjnie. Kierowcy, mając świadomość, że mandaty i punkty karne mogą wpłynąć na ich składkę OC, będą jeździć bezpieczniej. To oznacza mniej wypadków na drogach, a pamiętajmy, że Polska zajmuje jedno z czołowych miejsc w Europie, jeśli chodzi o liczbę wypadków śmiertelnych na milion mieszkańców.
Czas to pieniądz, a zegarek to koszt uzyskania przychodów
Zgodnie z art. 22 ust. 1 ustawy z 26.7.1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (t.j. Dz.U. z 2020 poz. 1426 ze zm., dalej: PDOFizU), kosztami uzyskania przychodów są koszty poniesione w celu osiągnięcia przychodów lub zachowania albo zabezpieczenia źródła przychodów, z wyjątkiem kosztów wymienionych w art. 23 PDOFizU. To definicja bardzo szeroka, choć wiele przepisów szczególnych oczywiście ją zawęża.
Podatnicy prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą mają często pokusę zaliczania do KUP wydatków dość mocno z pogranicza biznesu i zaspokajania swoich potrzeb osobistych. Pokusa ta często dotyczy nabywania przedmiotów mających wpływ na postrzeganie i wizerunek podatnika. Nie stanowią zdaniem fiskusa KUP np. wydatki mające związek z funkcjonowaniem osoby w życiu społecznym. Niezależnie od rodzaju prowadzonej działalności gospodarczej, każda osoba musi nabywać i używać np. odzież, obuwie czy inne elementy garderoby. Zakupy tych rzeczy stanowi spełnienie zwykłych, normalnych potrzeb danej osoby fizycznej. Schludny i estetyczny wygląd świadczy raczej o kulturze osobistej i nie jest zależny od rodzaju prowadzonej działalności gospodarczej.
Wiele zależeć może od rodzaju zakupu oraz od charakteru prowadzonej przez podatnika działalności. Dlatego ze szczególną ekscytacją warto analizować pojawiające się raz po raz interpretacje indywidualne w tym temacie.
Czego dotyczyła sprawa
Podatnik prowadzi indywidualną kancelarię adwokacką. Działalność ta polega przede wszystkim na sporządzaniu pism procesowych oraz różnego rodzaju opinii prawnych, a poza tym na zastępowaniu klientów przed sądami i organami administracji. Podstawą rozliczeń podatnika z klientami jest czas poświęcony na zajęcie się daną sprawą. Znane i lubiane przysłowie: czas to pieniądz, podatnik wziął sobie bardzo mocno do serca. Codzienne zestawienie czasu przeznaczonego dla danego klienta prowadzi on bowiem z wyjątkową skrupulatnością. Tzw. timesheet podatnika odzwierciedla jego zaangażowanie z dokładnością co do pięciu minut. Zestawienie czasu podatnik prowadzi dla wszystkich wykonywanych czynności. Rozliczenia są następnie wysyłane do akceptacji klienta i stanowią podstawę do wystawiania klientom faktur za usługi.
Nikt więc chyba nie będzie zszokowany faktem, że do tak misternych wyliczeń podatnik potrzebuje odpowiedniego sprzętu. Szczęśliwie, istnieją na rynku stosowne eleganckie zegarki z wyższej półki, które temu zadaniu mogą sprostać. Więc podatnik postanowił taki zegarek nabyć. Ma on funkcję stopera/chronografu, za pomocą którego możliwe jest dokładne odmierzanie czasu poświęcanego na poszczególne zadania. I to z opcją natychmiastowego wstrzymania pomiaru w sytuacji, gdy np. telefon z sądu lub urzędu przerywa wykonywanie aktualnego zadania. Technologia rodem z NASA chciałoby się rzec (choć jest wręcz przeciwnie, ale o tym czytelnik dowie się w dalszej części opracowania).
Rzecz jasna, podatnik zamierza używać przedmiotowego zegarka jedynie w dniach, w których prowadzi działalność gospodarczą, gdyż tylko wtedy potrzebuje mieć przy sobie bezustannie urządzenie do dokładnego odmierzania czasu poświęcanego poszczególnym zadaniom. W życiu prywatnym podatnik jest szczęśliwy i czasu nie liczy. Fundamentalne pytanie brzmi: Czy wydatki na zakup zegarka mogą zostać zaliczone do kosztów uzyskania przychodów?
Stanowisko organu
Dyrektor KIS w interpretacji indywidualnej z 8.6.2021 r., 0113-KDIPT2-1.4011.408.2021.1.DJD uznał, że „istnieją podstawy” by można było mówić o związku między poniesionym wydatkiem związanym z zakupem zegarka z funkcją chronografu, z prowadzoną przez podatnika działalnością gospodarczą i uzyskiwaniem lub zachowaniem albo zabezpieczeniem przychodów. I to nawet pomimo tego, że zgodnie z art. 23 ust. 1 pkt 49 PDOFizU, nie uważa się za koszty uzyskania przychodów wydatków poniesionych na zakup zużywających się stopniowo rzeczowych składników majątku przedsiębiorstwa, niezaliczanych zgodnie z odrębnymi przepisami do środków trwałych – w przypadku stwierdzenia, że składniki te nie są wykorzystywane dla celów prowadzonej działalności gospodarczej, lecz służą celom osobistym podatnika, pracowników lub innych osób, albo bez uzasadnienia znajdują się poza siedzibą przedsiębiorstwa.
Zatem zaliczenie wydatku do KUP jest możliwe. Fiskus przestrzegł jednak, że podatnik powinien odpowiednio udokumentować związek między zakupem zegarka a osiąganiem przychodów. To ważne, bo Dyrektor KIS dokonał w wydanej interpretacji wyłącznie wykładni przepisów. Natomiast w ramach ewentualnego postępowania dowodowego (np. w trakcie kontroli podatkowej) może również zostać dokonana szczegółowa analiza związku poniesionego wydatku z przychodami. Pełna weryfikacja prawidłowości stanowiska podatnika może być dokonana jedynie w toku ewentualnego postępowania podatkowego, kontroli podatkowej lub postępowania kontrolnego organu kontroli celno-skarbowej.
Nie można odmówić podatnikowi typowo prawniczego polotu w budowaniu swojej argumentacji. Oczywistym jest przecież, że musi on odmierzać czas urządzeniem podręcznym, które pozwala natychmiastowo dokonywać pomiaru, wstrzymywać go, kontynuować i podsumowywać czas konkretnego zadania.
Nie można nie docenić troski podatnika o niezaniżanie wpływów fiskusa (wymarzony zegarek jest produkcji rosyjskiej, dzięki czemu jest kilkukrotnie tańszy od szwajcarskiej konkurencji. A to oznacza niższe KUP i wyższy podatek). Ani o anty-inwigilacyjną roztropność (tańsze są zegarki chińskie, ale wiadomo jak to z chińskimi urządzeniami jest, więc ich akurat podatnik nie bierze pod uwagę). Na domiar wszystkiego, jest też delikatna gra na emocjach: dotychczas używany przez podatnika sprzęt pechowo uległ uszkodzeniu (choć nie wiemy dokładnie co się stało).
Podatnik deklaruje używanie zegarka jedynie w dniach, w których prowadzi działalność gospodarczą. Można więc założyć, że podatnik (nomen omen) założy zegarek w momencie przekroczenia wrót do kancelarii. Kończąc dzień pracy, wciśnie zaś magiczny guziczek chronometru i zegarek uda się na zasłużony odpoczynek w szufladzie. By zbierać siły na kolejny dzień nieustannego klikania w celu precyzyjnego odmierzania czasu przeznaczonego na kolejne zajęcia swojego właściciela.
Lubimy takie interpretacje. Mają one w sobie element soczystej groteski, czyli zjawiska wbrew pozorom w prawie podatkowym dość powszechnego. I pewnie to właśnie podatnik (słusznie) chce wykorzystać. Chirurgiczna precyzja w operowaniu włącznikiem chronometru z częstotliwością co pięć minut wydaje się równie prawdopodobna jak to, że nowy sprzęt produkcji rosyjskiej światło dzienne będzie oglądał jedynie na sądowej sali rozpraw. Ale nie o to przecież w tym wszystkim chodzi.
Na udział w wideokonferencji też trzeba wyrazić zgodę
Pandemia koronawirusa w wielu dziedzinach wymusiła nagłe zmiany. Musieli się do nich przygotować zarówno pracodawcy, jak i pracownicy. Korporacje, urzędy i redakcje do tej pory korzystają z popularnych aplikacji umożliwiających rozmowy wideo. Ten typ komunikacji stał się jednym z głównych kanałów współpracy. Umożliwił również organizowanie szkoleń czy konferencji online, które niekiedy nagrywano i udostępniano w internecie.
Tematowi przyjrzał się zespół ekspercki kancelarii Legal Geek. Poznaliśmy przygotowane w tej sprawie opracowanie.
Ogólne rozporządzenie o ochronie danych (RODO) oraz kodeks pracy nie pozostawiają wątpliwości – dane osobowe to nie tylko imię i nazwisko, ale również wizerunek czy głos. Relacja na żywo lub wrzucone do sieci nagranie będzie więc sposobem ich przetwarzania. Problem może występować w dwóch przypadkach: gdy dotyczy pracownika oddelegowanego przez pracodawcę np. na szkolenie lub gdy dana firma czy organizacja organizuje konferencję, debatę i inne tego typu spotkania online i zaprasza do udziału specjalistów niebędących jej pracownikami.
Zgodnie z art. 22 kodeksu pracy, podpisując umowę, osoba rekrutująca decyduje się między innymi na wykonywanie określonego rodzaju pracy. Z tego powodu niektóre profesje wymagają od pracowników udziału w różnego rodzaju spotkaniach czy wystąpieniach publicznych. Również udział w wideokonferencjach może należeć do z góry założonych obowiązków. Podczas pandemii jednak wiele zawodów niespodziewanie przeniosło się w sferę internetu.
– Administrator musi przede wszystkim spełnić obowiązek informacyjny. To po prostu uświadomienie osób, których dotyczy przetwarzanie, kto jest administratorem i ewentualnie odbiorcą danych, jakie są podstawy prawne i cel przetwarzania, jakie prawa przysługują zainteresowanym oraz jaki jest założony czas przetwarzania – tłumaczą eksperci.
Aby to przetwarzanie było legalne, administrator musi spełnić jedną z sześciu przesłanek zawartych w art. 6 RODO: osoba, której dane dotyczą, wyraziła zgodę na ich przetwarzanie; proces jest niezbędny do wykonywania umowy; przetwarzanie zachodzi, gdy bez niego administrator danych nie wypełni swojego obowiązku prawnego; przetwarzanie jest niezbędne do ochrony żywotnych interesów osoby lub innej osoby fizycznej; przetwarzanie jest niezbędne do celów wynikających z prawnie uzasadnionych interesów realizowanych przez administratora tych danych lub przez stronę trzecią.
– Pracodawca musi przede wszystkim uzyskać zgodę pracownika lub gości, których wizerunek będzie transmitowany albo nagrywany. Jeśli tymi danymi dodatkowo będzie zarządzać firma, która udostępnia swój system do wideokonferencji, konieczne jest dodatkowo podpisanie umowy powierzenia danych osobowych z taką firmą – komentuje dla „Rz” Tomasz Czarnecki, prezes DOIT.BIZ i ekspert ds. RODO. Jak podpowiada specjalista, najbezpieczniejszym, a zarazem wygodnym rozwiązaniem jest przygotowanie przez firmę lub organizację regulaminu konferencji opisującego obowiązki prelegentów i poproszenie ich o akceptację warunków.
Obowiązek przeprowadzenia oceny zdolności kredytowej
Stan faktyczny
Spółka AP zawarła z K.M. umowę kredytu konsumenckiego. Kwota tego kredytu to 5 000 zł, a całkowita kwota podlegająca zwrotowi wynosiła ponad 8 000 zł. AP przed zawarciem tej umowy nie sprawdziła sytuacji majątkowej K.M. W dniu zawarcia ww. umowy K.M. była obciążona zobowiązaniami wynikającymi z 23 umów kredytów i pożyczek, a jej małżonek – zobowiązaniami wynikającymi z 24 umów kredytów i pożyczek. Suma należności ze wszystkich umów wynosiła ponad 450 tys. zł, a miesięczne raty przekraczały łącznie 9 000 zł. W dniu zawarcia spornej umowy K.M. była zatrudniona na podstawie umowy o pracę z wynagrodzeniem netto w wysokości 2300 zł netto, a jej małżonek nie uzyskiwał żadnego dochodu.
Stanowisko TSUE
Trybunał wskazał, że z art. 8 ust. 1 dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2008/48/WE z 23.4.2008 r. w sprawie umów o kredyt konsumencki oraz uchylającej dyrektywę Rady 87/102/EWG (Dz Urz. UE L z 2008 r. Nr 133, s. 66; dalej: dyrektywa 2008/48/WE) wynika, że przed zawarciem umowy o kredyt kredytodawca jest zobowiązany do przeprowadzenia oceny zdolności kredytowej konsumenta, który to obowiązek może w razie konieczności obejmować uzyskanie informacji z odpowiedniej bazy danych. Celem tego obowiązku jest również rozwinięcie u kredytodawców poczucia odpowiedzialności i unikanie sytuacji, w których będą oni udzielać kredytów konsumentom nieposiadającym zdolności kredytowej (wyrok TSUE z 6.6.2019 r., C‑58/18, Schyns, Legalis). Taki obowiązek, w zakresie, w jakim ma on na celu ochronę konsumentów przed ryzykiem nadmiernego zadłużenia i niewypłacalności, ma dla tych konsumentów fundamentalne znaczenie (wyrok TSUE z 5.3.2020 r., C‑679/18, OPR‑Finance, Legalis).
Artykuł 23 dyrektywy 2008/48/WE przewiduje, po pierwsze, że system sankcji mających zastosowanie w przypadku naruszenia przepisów krajowych przyjętych na podstawie art. 8 dyrektywy 2008/48/WE musi być określony w taki sposób, aby sankcje te były skuteczne, proporcjonalne i odstraszające, a po drugie, że państwa członkowskie powinny podjąć wszelkie niezbędne działania w celu zapewnienia stosowania tych sankcji. W tych granicach wybór systemu sankcji pozostaje w gestii państw członkowskich.
W ocenie TSUE o ile grzywna może stanowić odstraszającą sankcję, o tyle jej niski wymiar może jednak uczynić tę sankcję niewystarczającą. Podobnie okoliczność, że tylko osoby fizyczne podlegają takiej sankcji, może wskazywać na braki w danym ustawodawstwie (wyrok TSUE z 4.3.2020 r., C‑183/18, Bank BGŻ BNP Paribas, Legalis). Ponadto, aby sankcja była skuteczna i odstraszająca, należy pozbawić sprawców korzyści gospodarczych wynikających z popełnionych przez nich naruszeń.
Z orzecznictwa TSUE wynika zatem, że chociaż art. 23 dyrektywy 2008/48/WE wymaga, aby sankcje były odstraszające, to jednocześnie sądy powinny dysponować zakresem uznania, pozwalającym im w okolicznościach konkretnego przypadku dobrać środek odpowiedni do wagi stwierdzonego uchybienia obowiązkowi (wyrok TSUE z 9.11.2016 r., C‑42/15, Home Credit Slovakia, Legalis).
Trybunał wskazał, że z akt niniejszej sprawy wynika – z zastrzeżeniem ustaleń, jakich powinien dokonać sąd odsyłający – że wśród przepisów przewidzianych w uregulowaniach krajowych znajduje się utrata prawa do odsetek, rozłożenie spełnienia świadczenia wynikającego z umowy na nieoprocentowane raty oraz nieważność niektórych warunków umownych na podstawie przepisów krajowych transponujących dyrektywę Rady 93/13/EWG z 5.4.1993 r. w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich (Dz.Urz. UE L z 1993 r., Nr 95, s. 29; dalej: dyrektywa 93/13/EWG) lub dyrektywę 2005/29/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z 11.5.2005 r. dotyczącą nieuczciwych praktyk handlowych stosowanych przez przedsiębiorstwa wobec konsumentów na rynku wewnętrznym oraz zmieniającą dyrektywę Rady 84/450/EWG, dyrektywy 97/7/WE, 98/27/WE i 2002/65/WE Parlamentu Europejskiego i Rady oraz rozporządzenie (WE) nr 2006/2004 Parlamentu Europejskiego i Rady (dyrektywa o nieuczciwych praktykach handlowych) (Dz.Urz. UE L z 2005 r. Nr 149, s. 22). Odnośnie utraty prawa do odsetek, TSUE orzekł już, że tego rodzaju sankcja przewidziana w przepisach krajowych powinna zostać uznana za proporcjonalną w rozumieniu art. 23 dyrektywy 2008/48/WE w odniesieniu do przypadków naruszenia przez kredytodawcę obowiązku mającego zasadnicze znaczenie w kontekście tej dyrektywy (wyrok Home Credit Slovakia, pkt 69-71). W ocenie TSUE obowiązek sprawdzenia zdolności kredytowej konsumenta, przewidziany w art. 8 ust. 1 dyrektywy 2008/48/WE, ma takie zasadnicze znaczenie.
Następnie, jeśli chodzi o rozłożenie spełnienia świadczenia wynikającego z umowy na raty, zdaniem TSUE, może ono pozwolić na uwzględnienie sytuacji konsumenta i uniknięcie narażenia go na szczególnie szkodliwe skutki (wyrok TSUE z 26.3.2019 r., C‑70/17 i C‑179/17 (sprawy połączone) Abanca Corporación Bancaria i Bankia, Legalis). Trybunał wskazał, że w celu spełnienia wymogów określonych w art. 23 dyrektywy 2008/48/WE sąd odsyłający może również zastosować ją łącznie z dyrektywą 93/13/EWG, aby stosownie do okoliczności orzec, że warunki dotyczące wygórowanych opłat nie wiążą konsumenta (wyrok TSUE z 3.9.2020 r., C‑84/19, C‑222/19 i C‑252/19 (sprawy połączone), Profi Credit Polska, Legalis).
Sankcje za brak badania zdolności kredytowej
Reasumując TSUE orzekł, że art. 23 dyrektywy 2008/48/WE należy interpretować w ten sposób, że badanie, czy sankcje – zgodnie z tym co przewidziano w tym przepisie – mają skuteczny, proporcjonalny i odstraszający charakter, w szczególności w razie naruszenia przewidzianego w art. 8 dyrektywy 2008/48/WE obowiązku zbadania zdolności kredytowej konsumenta, powinno być dokonywane z uwzględnieniem, zgodnie z art. 288 akapit trzeci Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej z 25.3.1957 r. (Dz.U. z 2004 r. Nr 90, poz. 864; dalej: TFUE), nie tylko przepisu prawa krajowego, który został specjalnie przyjęty w celu transpozycji tej dyrektywy, ale również ogółu wszystkich przepisów tego prawa, interpretowanych tak dalece, jak to możliwe, w świetle brzmienia i celów tej dyrektywy, tak aby te sankcje spełniały wymogi określone w art. 23 dyrektywy 2008/48/WE.
Na podstawie art. 8 tej dyrektywy 2008/48/WE, który został transponowany w art. 9 ustawy z 12.5.2011 r. o kredycie konsumenckim (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 1083; dalej: KredytKonsU), nałożono na kredytodawcę obowiązek dokonania oceny zdolności kredytowej konsumenta przed zawarciem umowy o kredyt konsumencki. W polskim prawie przewidziano różne sankcje, w szczególności sankcje cywilnoprawne, jakie sądy mogą orzec w przypadku naruszenia obowiązku sprawdzenia zdolności kredytowej konsumenta. Wątpliwości sądu odsyłającego dotyczyły jedynej sankcji wynikającej z art. 24 w zw. z art. 138c §1a KW. W przepisach tych przewidziano sankcję za nieprzestrzeganie obowiązku zbadania zdolności kredytowej konsumenta jedynie w postaci nałożenia grzywny. Ponadto, odpowiedzialności nie podlegają wyłącznie osoby fizyczne, takie jak osoby kierujące przedsiębiorstwem bądź osoby upoważnione przez kredytodawcę lub pożyczkodawcę do zawierania umów z konsumentami.
Zgodnie z art. 23 dyrektywy 2008/48/WE państwa członkowskie powinny ustanowić przepisy obejmujące skuteczne, proporcjonalne i odstraszające sankcje na wypadek naruszenia tego obowiązku, poprzez podjęcie wszelkich środków niezbędnych do zapewnienia ich stosowania. Na podstawie niniejszego wyroku można stwierdzić, że sama sankcja przewidziana w art. 138c §1a KW za niedopełnienie obowiązku oceny zdolności kredytowej konsumenta, nie jest w stanie zapewnić w sposób wystarczająco skuteczny ochrony konsumentów przed ryzykiem nadmiernego zadłużenia i niewypłacalności, do zapewnienia której dąży dyrektywa 2008/48/WE. Sankcja ta nie ma wpływu na sytuację konsumenta, któremu udzielono kredytu z naruszeniem art. 8 dyrektywy 2008/48/WE. Zatem sankcja z art. 24 w zw. z art. 138c KW jest nieskuteczna, bowiem nie skłania kredytodawców i pożyczkodawców, zwłaszcza działających w sektorze tzw. parabanków i pożyczek-chwilówek, do dokonywania oceny zdolności kredytowej konsumenta.
Aby prawidłowo ocenić charakter sankcji należy również wskazać na specyfikę transpozycji do krajowego systemu prawnego aktu jakim jest dyrektywa. Owa transpozycja za pomocą dodatkowych szczególnych środków ustawowych lub wykonawczych może być zbędna, jednak pod warunkiem, że krajowe zasady i przepisy rzeczywiście zapewniają pełne stosowanie danej dyrektywy oraz że w przypadku gdy sporny przepis dyrektywy ma na celu przyznanie praw jednostkom, stan prawny wynikający z tych zasad jest dostatecznie precyzyjny i jasny, a uprawnieni mają możliwość rozeznania się we wszystkich przysługujących im prawach i w razie potrzeby powołania się na nie przed sądami krajowymi. Zatem polski sąd w celu ustalenia, czy uregulowania krajowe w wystarczającym stopniu wdrażają w życie obowiązki wynikające z danej dyrektywy, powinien wziąć pod uwagę nie tylko uregulowanie przyjęte specjalnie w celu transpozycji tej dyrektywy, lecz również ogół dostępnych i mających zastosowanie norm prawnych. Trybunał zaznaczył, że na sądzie krajowym ciąży obowiązek stosowania wykładni prawa krajowego zgodnej z prawem UE. Zatem w sytuacji gdy ustawodawca krajowy w celu ukarania naruszenia obowiązku sprawdzenia zdolności kredytowej konsumenta przewidział, tak jak w polskim prawie, oprócz sankcji ustanowionej w KW, sankcje cywilnoprawne, które mogą przynieść korzyść danemu konsumentowi, to te sankcje muszą – ze względu na szczególne znaczenie, jakie dyrektywa 2008/48/WE przywiązuje do ochrony konsumentów – zostać zastosowane zgodnie z zasadą skuteczności.