Pokrycie kosztów holowania pojazdu do Polski

Stan faktyczny

Na Łotwie doszło do wypadku drogowego, w którym uszkodzeniu uległy należące do K.S. i zarejestrowane w Polsce pojazd z naczepą. Ze względu na uszkodzenia pozostawały na parking aż do momentu odholowania do Polski. Koszty parkowania na Łotwie wyniosły 6020 zł., zaś koszty holowania do Polski – 32 860 zł. A.B., ubezpieczyciel sprawcy wypadku w zakresie ubezpieczenia OC, po skierowaniu doń przez K.S. żądania zwrotu tych kosztów wypłacił mu odszkodowanie w kwocie 4492,44 zł. z tytułu kosztów holowania na Łotwie. Natomiast A.B. odmówił wypłaty całego odszkodowania z tytułu kosztów parkowania na Łotwie oraz kosztów holowania poza terytorium łotewskim.

K.S. złożył do sądu w Łodzi, pozew o zasądzenie od A.B. zapłaty na jego rzecz kwoty z tytułu kosztów holowania poza Łotwę oraz parkowania na Łotwie. A.B. wskazał, że zgodnie z łotewskim prawem jest on zobowiązany do zwrotu kosztów holowania jedynie na terytorium łotewskim, a do zwrotu kosztów parkowania – jedynie w przypadku, gdy koszty parkowania miały związek z prowadzonym postępowaniem karnym lub innym postępowaniem.

4 moduły Systemu Legalis z Bazą prawa i orzecznictwa od 183 zł netto/m-c Sprawdź

Stanowisko TSUE

Przepis art. 3 akapit pierwszy dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2009/103/WE z 16.9.2009 r. w sprawie ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej za szkody powstałe w związku z ruchem pojazdów mechanicznych i egzekwowania obowiązku ubezpieczania od takiej odpowiedzialności (Dz.Urz. UE L z 2009 r. Nr 263, s. 11) stanowi, że każde państwo członkowskie podejmuje stosowne środki w celu zapewnienia objęcia ubezpieczeniem odpowiedzialności cywilnej odnoszącej się do ruchu pojazdów normalnie znajdujących się na jego terytorium. Ponadto, w art. 3 akapit drugi wyjaśniono, że zakres pokrycia szkód oraz warunki ubezpieczenia zostają ustalone w ramach środków określonych w akapicie pierwszym, zaś akapit ostatni tego przepisu stanowi, iż ww. ubezpieczenie obejmuje obligatoryjnie zarówno szkody majątkowe, jak i szkody na osobie.

Obowiązek objęcia ubezpieczeniem w zakresie odpowiedzialności cywilnej za szkody wyrządzone w związku z ruchem pojazdów mechanicznych osobom trzecim jest zagadnieniem odrębnym od zakresu odszkodowań wypłacanych im z tytułu odpowiedzialności cywilnej ubezpieczonego. Trybunał wskazał pierwsza kwestia jest objęta gwarancją prawa UE, natomiast druga jest co do zasady regulowana przez prawo krajowe. Niemniej jednak przepisy krajowe regulujące kwestie odszkodowania z tytułu wypadków wynikających z ruchu pojazdów nie mogą pozbawiać przepisów unijnych skuteczności (wyrok TSUE z 23.10.2012 r., C‑300/10, Marques Almeida, Legalis).

Trybunał przypomniał, że dyrektywa 2009/103/WE dąży do zapewnienia ochrony poszkodowanych w wypadkach spowodowanych przez pojazdy, który to cel był stale realizowany i umacniany przez prawodawcę Unii (wyrok TSUE z 4.9.2018 r., C‑80/17, Juliana, Legalis). Trybunał wyjaśnił w tym względzie, że unijne uregulowanie w dziedzinie ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej za szkody powstałe w związku z ruchem pojazdów, którego część stanowi dyrektywa 2009/103/WE, zmierza, po pierwsze, do zapewnienia swobodnego przemieszczania się zarówno pojazdów normalnie przebywających na terytorium Unii, jak i znajdujących się w nich osób, oraz, po drugie, do zagwarantowania poszkodowanym w wypadkach spowodowanych przez te pojazdy możliwości korzystania z porównywalnego traktowania, niezależnie od miejsca na terytorium Unii, w którym doszło do wypadku (wyrok TSUE z 20.6.2019 r., C‑100/18, Línea Directa Aseguradora, Legalis).

W niniejszej sprawie chociaż sporny łotewski przepis przewiduje istniejący po stronie ubezpieczyciela obowiązek pokrycia kosztów holowania uszkodzonego pojazdu lub jego pozostałych części z miejsca wypadku drogowego do miejsca zamieszkania właściciela lub uprawnionego użytkownika, który prowadził pojazd w chwili wypadku drogowego, albo do miejsca naprawy, niemniej jednak to holowanie musi odbywać się na terytorium łotewskim.

Trybunał stwierdził, że przepisy państwa członkowskiego, takie jak sporne łotewskie, mogą prowadzić do sytuacji, w której osoba, której pojazd, zwykle znajdujący się na terytorium innego państwa członkowskiego, ponosi szkodę w następstwie wypadku, do którego doszło na terytorium tego pierwszego państwa członkowskiego i w odniesieniu do którego powstała odpowiedzialność cywilna za szkody powstałe w związku z ruchem pojazdu zwykle znajdującego się na terytorium tego pierwszego państwa – otrzymuje od ubezpieczyciela tej odpowiedzialności cywilnej jedynie część odszkodowania za szkodę majątkową, jakie jest przewidziane w przypadku uszkodzonych pojazdów zwykle znajdujących się na terytorium tego pierwszego państwa. Ze względu na to, że takie przepisy przewidują jedynie pokrycie tych kosztów holowania, jakie zostały poniesione na terytorium tego państwa członkowskiego, koszty holowania poniesione przez podmiot znajdujący się w sytuacji takiej jak K.S. zostaną co najmniej w części wyłączone z pokrycia, w przypadku gdy pojazd ten jest holowany i naprawiany w państwie członkowskim, w którym podmiot ten ma miejsce zamieszkania czy też siedzibę. Natomiast w przypadku analogicznego wypadku, w którym poszkodowany ma miejsce zamieszkania czy też siedzibę w państwie członkowskim, w którym wypadek ten miał miejsce, uzyska on od ubezpieczyciela pełne pokrycie kosztów odholowania pojazdu do znajdującego się w tym państwie jego miejsca zamieszkania czy też naprawy pojazdu. Z jednolitej linii orzeczniczej Trybunału wynika, że przepis krajowy, który przewiduje rozróżnienie oparte na kryterium miejsca zamieszkania, wiąże się z ryzykiem działania ze szkodą głównie dla obywateli innych państw członkowskich w zakresie, w jakim nierezydentami są najczęściej cudzoziemcy (wyrok TSUE z 6.2.2014 r., C‑509/12, Navileme i Nautizende, Legalis). W ocenie TSUE przepisy, takie jak sporne łotewskie, ustanawiają dyskryminację poszkodowanych ze względu na państwo członkowskie ich miejsca zamieszkania czy też siedziby.

W ocenie TSUE ograniczenie objęcia obowiązkowym ubezpieczeniem szkód wyrządzonych przez pojazdy mechaniczne nie może być uzasadnione jedynie w oparciu o państwo członkowskie miejsca zamieszkania czy też siedziby poszkodowanego. Trybunał zaznaczył, że to stwierdzenie pozostaje jednak bez uszczerbku dla przysługującego wszystkim państwom członkowskim uprawnienia do ograniczenia, niezwiązanego ze stosowaniem kryteriów związanych z jego terytorium, zwrotu kosztów holowania.

Jeśli chodzi o koszty parkowania, Trybunał uznał, że łotewskie przepisy – w zakresie, w jakim przewidują one pokrycie kosztów poniesionych „jeżeli w związku ze śledztwem w postępowaniu karnym lub z innego powodu” niezbędne jest pozostawienie pojazdu na parkingu – nie wprowadzają rozróżnienia pomiędzy podmiotami mającymi miejsce zamieszkania czy też siedzibę na Łotwie, czy też w innym państwie członkowskim. Trybunał wskazał, że do sądu odsyłającego należy jednak sprawdzenie, czy okoliczności rozpatrywane w postępowaniu głównym składają się na sytuację, w której parkowanie pojazdu należy uznać za „z innego powodu niezbędne” i czy rzeczywiście z tego względu nie dochodzi do odmiennego traktowania w zależności od miejsca zamieszkania czy też siedziby właściciela czy też posiadacza uszkodzonego pojazdu.

Reasumując TSUE orzekł, że art. 3 dyrektywy 2009/103/WE należy interpretować w taki sposób, iż:

Należy zaznaczyć, że zgodnie z haską Konwencją o prawie właściwym dla wypadków drogowych z 1971 r., prawem właściwym dla rozstrzygnięcia jest prawo państwa, w którym nastąpił wypadek, a więc w niniejszej sprawie – łotewskie prawo.

Trybunał potwierdził, że w obecnym stanie prawa UE państwa członkowskie, co do zasady, zachowują swobodę w określaniu reguł odpowiedzialności cywilnej, zwłaszcza podlegających naprawie szkód wyrządzonych przez pojazdy mechaniczne, zakresu odszkodowania za te szkody i osób uprawnionych do tej naprawy (por. m.in. art. 822 KC oraz art. 34 ustawy z 22.5.2003 r. o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych (t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 854, dalej: UbezpObowU). Jednakże krajowe przepisy nie mogą nie mogą pozbawiać unijnych regulacji skuteczności (effet utile). Trybunał przyznał, że art. 3 akapit pierwszy dyrektywy 2009/103 nie przewiduje, że ubezpieczyciel pokryje szkody związane z OC w pełnym zakresie. Jednakże trafnie TSUE uznał, że prawo państwa członkowskiego przewidujące, że jeżeli miejsce zamieszkania czy też siedziby poszkodowanego znajduje się w państwie członkowskim innym niż to, w którym doszło do wypadku, wprowadza dyskryminacyjne traktowanie w zakresie pokrycia szkód przez ubezpieczyciela i w konsekwencji jest niezgodne z prawem Unii, a zwłaszcza art. 3 dyrektywy 2009/103/WE .

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Przetestuj. Sprawdź

Trudno o gwarancje fiskusa stawek VAT i obowiązków

WIS wprowadzono po to, by stosujący się do nich przedsiębiorca nie musiał się obawiać sankcji. Co do zasady skarbówka nie może uznać, że zaniżył zobowiązanie podatkowe. Nie nałoży też na niego grzywny z kodeksu karnego skarbowego. Jednak to często tylko teoria. W wielu przypadkach bowiem informacje wydawane przez skarbówkę są niepełne i nie wyjaśniają wątpliwości podatników dotyczących stawek VAT oraz stosowania mechanizmu podzielonej płatności (MPP).

Praktyka inna niż teoria

Przykład? Informacja wydana dla przedsiębiorcy z branży motoryzacyjnej, który kupuje od zagranicznego kontrahenta elementy stalowe. Wykorzystuje je do świadczenia usług oraz odsprzedaje kontrahentom w Polsce.

Przedsiębiorca przyjął, że są one objęte stawką 23 proc. VAT. Miał jednak wątpliwości, czy powinien stosować mechanizm podzielonej płatności. Dlatego złożył wniosek o sklasyfikowanie towaru według Nomenklatury Scalonej (CN) oraz Polskiej Klasyfikacji Wyrobów i Usług (PKWiU) na potrzeby split payment. Chciał się upewnić, czy są to tzw. towary wrażliwe, wymienione w załączniku nr 15 do ustawy o VAT.

Otrzymana WIS klasyfikuje towar tylko w części. Dyrektor KIS stwierdził, że dostawa, import lub wewnątrzwspólnotowe nabycie towaru podlega 23-proc. VAT. Przedsiębiorca nie uzyskał jednoznacznej odpowiedzi, co z MPP. Sentencja odnosi się bowiem tylko do stawki, nie ma jasnej informacji o split payment.

„W celu potwierdzenia, czy istnieje obowiązek zastosowania mechanizmu podzielonej płatności dla towaru będącego przedmiotem wniosku, wnioskodawca może wystąpić o wydanie interpretacji indywidualnej przepisów prawa podatkowego w zakresie VAT” –stwierdził dyrektor KIS.

Również inne WIS nie zawierają jednoznacznej informacji o mechanizmie podzielonej płatności. A to oznacza, że sytuacja podatnika pozostaje niepewna.

Szkolenia online z zakresu podatków – Aktualna lista szkoleń Sprawdź

WIS wprowadza komplikacje

Jak wskazuje dr Paweł Mikuła, doradca podatkowy, radca prawny, partner associate w Deloitte, pierwszy rok funkcjonowania przepisów o wiążącej informacji stawkowej pokazał, że regulacje te mogą budzić wiele wątpliwości. Co więcej, zasadniczo skomplikowały system wydawania urzędowych informacji o treści prawa podatkowego.

– Po ich wprowadzeniu podatnik musi podjąć decyzję, kiedy występować o WIS, a kiedy o interpretację indywidualną prawa podatkowego. Decyzja nie jest łatwa, w szczególności gdy skutki prawne danego zdarzenia zależą częściowo od klasyfikacji danego świadczenia według CN lub PKWiU, a częściowo również od innych przepisów prawa podatkowego. Taka komplikacja systemu jest o tyle niepokojąca, że – jak się wydaje – problemy, które WIS miały rozwiązywać, mogły zostać rozstrzygnięte już samymi interpretacjami indywidualnymi. Wystarczyło, aby administracja skarbowa wydawała interpretacje indywidualne również wówczas, gdy skutki prawne zależą od klasyfikacji CN lub PKWiU. Za taką ścieżką opowiadało się orzecznictwo sądowe. Dlatego wprowadzenie kolejnego instrumentu, który istotnie skomplikował system, a nie jest konieczny, nie jest zabiegiem efektywnym – mówi „Rzeczpospolitej” dr Paweł Mikuła.

Nierozwiązany problem

Przypomnijmy, że przed wprowadzeniem WIS fiskus odmawiał często wydawania interpretacji, jeśli przedsiębiorca sam nie określił właściwego kodu PKWiU czy klasyfikacji CN. Jeśli zaś w trakcie kontroli stwierdził się, że podatnik błędnie określił PKWiU, warunkowa interpretacja nie chroniła go przed zapłatą podatku z odsetkami ani przed sankcjami karnoskarbowymi.

Problemu nie rozwiązywało także uzyskanie przez przedsiębiorcę opinii urzędu statystycznego, bo dla fiskusa nie jest ona wiążąca i stanowi tylko jeden z dowodów. Zdarzało się więc, że firmy dopłacały podatek, mimo iż opierały się na opinii Głównego Urzędu Statystycznego i interpretacji podatkowej.

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

Izabela Andrzejewska-Czernek doktor nauk prawnych, partner w Vinci & Vinci

Przedsiębiorcy bardzo pozytywnie przyjęli wprowadzenie WIS. Po roku okazuje się jednak, że w wielu przypadkach nie zawierają one podstawowej informacji, jaką jest pełna klasyfikacja towaru dla celów prawidłowej stawki i obowiązków wynikających z ustawy o VAT, także w obrocie międzynarodowym. Okazuje się, że nawet gdy przedsiębiorca uzyska WIS, nie pozbędzie się problemów z samodzielną klasyfikacją. Co więcej, interpretacje podatkowe i WIS wydaje ten sam organ. Trudno więc zaakceptować praktykę skarbówki polegającą na rekomendowaniu przedsiębiorcy w informacji stawkowej, na którą czekał trzy miesiące, by teraz wystąpił o interpretację indywidualną. WIS miały rozwiązać problemy, których rozstrzygania w drodze interpretacji fiskus odmawiał. Teraz wygląda na to, że żadna z tych form nie daje oczekiwanej ochrony.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Przetestuj. Sprawdź

Brak podstaw do wprowadzenia opłaty za odprowadzania wód deszczowych i roztopowych do kanalizacji gminnej

WSA w Gdańsku po rozpoznaniu sprawy ze skargi Spółki na uchwałę Rady Miejskiej w sprawie ustalenia ceny za usługę komunalną bezpośredniego i pośredniego odprowadzania wód deszczowych i roztopowych do systemów zamkniętej bądź otwartej kanalizacji deszczowej stwierdził nieważność zaskarżonej uchwały.

Stanowiska stron

W obszernym uzasadnieniu skargi wskazano na szereg naruszeń przepisów prawa. Podstawą skierowani skargi było m.in. to, że Spółka otrzymała pismo Burmistrza Miasta wzywające do zapłaty kwoty ponad 7.000 zł tytułem opłaty za wykonaną w 2019 r. usługę komunalną bezpośredniego i pośredniego odprowadzania wód deszczowych i roztopowych do systemów zamkniętej bądź otwartej kanalizacji deszczowej, a naliczenie opłaty przez gminę nastąpiło na mocy zaskarżonej uchwały.

W ocenie skarżącej Spółki Rada Miejska nie była władna ustanowić nieznanej wcześniej opłaty, m.in. z uwagi na brak upoważnienia ustawowego do kreowania tego rodzaju opłaty, a jeżeli nawet, przy stwierdzeniu zasadności stanowienia i pobierania tego rodzaju opłaty przez gminę, jej wysokość została ustalona w sposób dowolny, co skutkuje pobieraniem opłat rażąco wygórowanych, przynoszących gminie nieuzasadniony zysk.

W odpowiedzi na skargę Rada Miejska wniosła o jej oddalenie. W uzasadnieniu odpowiedzi organ wyjaśnił, że podstawą prawną wydania skarżonej uchwały jest art. 4 ust. 1 pkt 2 ustawy z 20.12.1996 r. o gospodarce komunalnej (t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 679 ze zm., dalej: GospKomU) tj. jeżeli przepisy szczególne nie stanowią inaczej, organy stanowiące jednostek samorządu terytorialnego postanawiają o wysokości cen i opłat albo o sposobie ustalania cen i opłat za usługi komunalne o charakterze użyteczności publicznej oraz za korzystanie z obiektów i urządzeń użyteczności publicznej jednostek samorządu terytorialnego. Z powyższego przepisu wynika, że korzystanie z ww. usług komunalnych jest świadczeniem wzajemnym. Podmiot prywatny w zamian za uiszczoną opłatę uzyskuje możliwości korzystania z usługi komunalnej czyli w tym konkretnym przypadku za możliwość bezpośredniego i pośredniego odprowadzania wód deszczowych i roztopowych do systemów zamkniętej bądź otwartej kanalizacji deszczowej należącej do Gminy Miejskiej. Podmiot prywatny może z powyższej usługi skorzystać jednakże może również z niej nie korzystać, zagospodarowując wody deszczowe i roztopowe w inny sposób np. na własnym gruncie.

4 moduły Systemu Legalis z Bazą prawa i orzecznictwa od 183 zł netto/m-c Sprawdź

Stanowisko WSA

Przedmiot zaskarżenia w niniejszej sprawie stanowi wydana na podstawie art. 4 ust. 1 pkt 2 i ust. 2 GospKomU oraz art. 18 ust. 2 pkt 8 i pkt 15, art. 40 ust. 2 pkt 4 ustawy z 8.3.1990 r. o samorządzie gminnym (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 713 ze zm., dalej: SamGminU) uchwała Rady Miejskiej w sprawie ustalenia ceny za usługę komunalną bezpośredniego i pośredniego odprowadzania wód deszczowych i roztopowych do systemów zamkniętej bądź otwartej kanalizacji deszczowej.

W doktrynie przyjmuje się, że treść Konstytucji RP pozwala wyodrębnić podstawowe elementy służące zdefiniowaniu współczesnego normatywnego pojęcia „akt prawa miejscowego”: jest to podstawowe źródło prawa powszechnie obowiązującego; obowiązuje powszechnie na obszarze działania organów, które go ustanowiły (a więc lokalnie); jest stanowiony na podstawie i w granicach ustaw; jest stanowiony przez organy samorządu terytorialnego lub terenowe organy administracji rządowej; został ogłoszony (ogłoszenie na zasadach i w trybie określonym w ustawie jest warunkiem jego wejścia w życie). Przyjmuje się, że uchwała podjęta przez radę gminy będzie aktem prawa miejscowego, jeżeli będzie to akt normatywny, zawierający normy abstrakcyjne i generalne. Charakter normatywny aktu oznacza, że akt taki musi wyznaczać adresatom pewien sposób zachowania się. Z kolei generalny charakter mają te normy, które określają adresata poprzez wskazanie cech, nie zaś poprzez wymienienie z imienia (nazwy). Generalny charakter może też dotyczyć odniesienia do nazw instytucji, władz publicznych, a więc do nazw generalnych szczególnego rodzaju. Abstrakcyjność normy wyraża się natomiast w tym, że nakazywane, zakazywane albo dozwolone postępowanie ma mieć miejsce w pewnych, z reguły powtarzalnych okolicznościach, nie zaś w jednej konkretnej sytuacji. Ponadto akty prawa miejscowego mają charakter powszechny.

W ocenie Sądu zaskarżona uchwała posiada ww. cechy aktu prawa miejscowego.

W rozpoznawanej sprawie spór pomiędzy organem a skarżącą spółką koncentruje się przede wszystkim wokół istnienia podstaw prawnych pozwalających organowi stanowiącemu jednostki samorządu terytorialnego, tj. Radzie Miejskiej na ustanowienie regulacji prawnej dotyczącej ustalenia ceny za usługę.

Sąd uznał, że rację należy przyznać stronie skarżącej.

Stosownie do brzmienia powołanego art. 4 GospKomU, jeżeli przepisy szczególne nie stanowią inaczej, organy stanowiące jednostek samorządu terytorialnego postanawiają o wysokości cen i opłat albo o sposobie ustalania cen i opłat za usługi komunalne o charakterze użyteczności publicznej oraz za korzystanie z obiektów i urządzeń użyteczności publicznej jednostek samorządu terytorialnego (ust. 1 pkt 2), przy czym uprawnienia, o których mowa w ust. 1 pkt 2, organy stanowiące jednostek samorządu terytorialnego mogą powierzyć organom wykonawczym tych jednostek.

Z kolei zgodnie z art. 18 ust. 2 SamGminU do wyłącznej właściwości rady gminy należy: podejmowanie uchwał w sprawach podatków i opłat w granicach określonych w odrębnych ustawach (pkt 8) oraz stanowienie w innych sprawach zastrzeżonych ustawami do kompetencji rady gminy (pkt 15).

Mając powyższe na uwadze należy wskazać, że art. 18 ust. 2 pkt 8 SamGminU daje radzie gminy kompetencję do podejmowania uchwał w sprawach podatków i opłat w granicach określonych w ustawach, co oznacza, że rada, podejmując uchwałę w tym zakresie, musi działać w ramach obowiązującego prawa, a zatem gmina nie może wprowadzać podatków (opłat) nieprzewidzianych ustawami, nie dysponuje bowiem „pozaustawowym władztwem podatkowym” (por. wyrok NSA z 23.11.1993 r., SA/Kr 1312/93). Z kolei przepis art. 18 ust. 2 pkt 15 SamGminU ma charakter ogólny i jednocześnie odsyłający, co oznacza, że kompetencje do podejmowania rozstrzygnięć dotyczących konkretnych zagadnień muszą być określone w ustawie szczególnej. Powołany przepis może więc stanowić podstawę prawną rozstrzygania pewnych kwestii tylko łącznie z inną normą prawną o randze ustawowej. Podstawa taka może być zawarta w ustawie o samorządzie gminnym lub w ustawach szczególnych.

Podstawy prawnej do ustanowienia opłaty za „usługę komunalną bezpośredniego lub pośredniego odprowadzania wód deszczowych i roztopowych do systemów zamkniętej lub otwartej kanalizacji deszczowej będącej we władaniu Gminy Miejskiej” brak jest zarówno w SamGminU, jak również w przepisach szczególnych, a w szczególności w powoływanym przez organ stanowiący w uchwale art. 4 ust. 1 pkt 2 GospKomU.

W orzecznictwie sądowoadministracyjnym wskazuje się, iż art. 4 ust. 1 pkt 2 GospKomU. nie może stanowić podstawy do podjęcia uchwały o charakterze aktu prawa miejscowego. Nie jest to bowiem generalne upoważnienie do wprowadzania opłat o charakterze publicznoprawnym.

Pojawienie się przymusu czyni tę opłatę daniną publiczną, narzuconą jednostronnie wraz z ową usługą (por. wyrok NSA z 13.12.2000 r., II SA 2320/00, Legalis). W doktrynie wskazuje się, że art. 4 ust. 1 pkt 2 GospKomU. określa kompetencję jednostek samorządu terytorialnego do określania wysokości cen i opłat albo sposobu ustalania cen i opłat za usługi komunalne o charakterze użyteczności publicznej oraz za korzystanie z obiektów i urządzeń użyteczności publicznej jednostek samorządu terytorialnego. Pojęcie cen i opłat musi być powiązane z wynagrodzeniem za usługę (także polegającą na udostępnieniu obiektu lub urządzenia) i ma charakter rynkowy. Nie należy dopatrywać się w treści tego przepisu nawiązania do opłat administracyjnych ani też żadnej formy danin publicznych. W orzecznictwie sądowym nie dopuszczano do prób narzucenia przez jednostki samorządu terytorialnego opłat nienależnych, zbliżających się w swojej funkcji do danin publicznych.

W ocenie Sądu opłata wprowadzona zaskarżoną uchwałą ma właśnie taki charakter. Co prawda opłata ta nie nosi charakteru opłaty przymusowej, skoro dany podmiot może z omawianej usługi komunalnej nie korzystać, zagospodarowując na terenie nieruchomości wody opadowe i roztopowe (por. § 2 ust. 2 zaskarżonej uchwały), to jednak należy przyjąć, że dotyczy sytuacji stwarzającej pewien „przymus życiowy”, biorąc pod uwagę brak możliwości natychmiastowego (szybkiego) stworzenia warunków do zagospodarowania na własnym gruncie wód opadowych i roztopowych, i tym samym posiadania wyboru w zakresie korzystania z systemu gminnej kanalizacji. W tych okolicznościach nie można więc mówić o rzeczywistej dobrowolności przedmiotowej opłaty wprowadzonej za korzystanie z kanalizacji deszczowej.

Nakładanie obowiązków na podmioty obrotu prawnego (czy gospodarczego) musi znajdować podstawę prawną w wyraźnym upoważnieniu ustawowym. Wynika to zasady demokratycznego państwa prawa. Organy gminy mogą wydawać akty prawa miejscowego w zakresie zasad i trybu korzystania z gminnych obiektów i urządzeń, ale w zakresie tego upoważnienia nie mieści się wprowadzanie za pomocą uchwały opłat za korzystanie z tych urządzeń. Tak samo nie można stwarzać „przymusu życiowego” – czyli sytuacji: albo płacisz, albo w krótkim czasie tworzysz własne warunki świadczenia określonej usługi.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Przetestuj. Sprawdź

Odsetki od kredytu to koszty wytworzenia lokalu

Stan faktyczny

P.K. w 2005 r. zawarł umowę kredytu hipotecznego na nabycie lokalu mieszkalnego w M., co nastąpiło na podstawie umowy zawartej z deweloperem w 2009 r. W 2013 r. P.K. sprzedał ten udział i zaciągnął kolejny kredyt, a uzyskane w ten sposób środki przeznaczył na nabycie w 2014 r. mieszkania w W. Naczelnik Urzędu Skarbowego w W., określając wysokość zobowiązania podatkowego w podatku dochodowym od osób fizycznych za 2013 r. w kwocie ponad 10 tys. zł z tytułu odpłatnego zbycia nieruchomości przed upływem 5 lat od daty nabycia, odmówił uznania za wydatki na własne cele mieszkaniowe spłaty rat i odsetek kredytu z 2013 r. oraz spłaty kredytu z 2005 r., gdyż nie zostały one zaciągnięte po dniu osiągnięcia przychodu ze sprzedaży nieruchomości lub nie stanowiły wydatku z przychodu uzyskanego ze zbycia nieruchomości. Organ zakwestionował też wydatki na remont pierwszego z mieszkań poniesione przed 2009 r.

Dyrektor Izby Administracji Skarbowej w W. utrzymał w mocy orzeczenie organu I instancji. Jak podkreślono, za moment nabycia mieszkania w M. należało uznać datę zawarcia umowy w formie aktu notarialnego, zaś wydatkowanie kwoty z jej zbycia na spłatę kredytu zaciągniętego na jej zakup nie stanowiło wydatku na własne cele mieszkaniowe. Kwota nabycia stanowiła koszt uzyskania przychodu z tytułu sprzedaży, a zatem nie mogła podwójnie zmniejszać podstawy opodatkowania – raz jako koszt, drugi raz jako kwota wolna od podatku. Z kolei kredyt na zakup drugiej nieruchomości został zaciągnięty po dacie uzyskania przychodu ze sprzedaży pierwszej nieruchomości, dlatego jego spłata nie mogła zostać uznana za wydatek na cel mieszkaniowy.

Szkolenia online z zakresu podatków – Aktualna lista szkoleń Sprawdź

WSA uchyla zaskarżoną decyzję

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uchylił zaskarżoną decyzję. W uzasadnieniu stwierdzono, że nie ma racji skarżący, który moment nabycia lokalu w M. wiąże z wydaniem mu lokalu przez dewelopera w 2005 r. Zawarcie umowy o wybudowanie lokalu mieszkalnego, uregulowanie w całości należności za lokal, przekazanie mieszkania oraz fizyczny odbiór lokalu nie jest równoznaczne z nabyciem, bowiem czynności te nie wywarły skutku w postaci uzyskania prawa własności do tego mieszkania przez podatnika. Dlatego dopiero od końca roku, w którym w formie aktu notarialnego ustanowiono odrębną własność lokalu i przeniesiono na skarżącego prawo własności, mógł być liczony ustawowy termin wskazany w art. 10 ust. 1 pkt 8 PDOFizU. W rezultacie zbycie w 2013 r. lokalu w M., czyli przed upływem 5 lat licząc od końca roku kalendarzowego, w którym nastąpiło nabycie, stanowiło źródło przychodu określone w art. 10 ust. 1 pkt 8 lit. a PDOFizU, zaś podstawą opodatkowania był dochód ze sprzedaży mieszkania, stanowiący przychód pomniejszony o koszty uzyskania przychodu wymienione w art. 22 ust. 6c PDOFizU, czyli udokumentowane koszty nabycia lub udokumentowane koszty wytworzenia, powiększone o udokumentowane nakłady, które zwiększyły wartość rzeczy i praw majątkowych, poczynione w czasie ich posiadania. W ocenie Sądu, organy bezpodstawnie odmówiły uwzględnienia nakładów na remont mieszkania poniesionych w latach 2005–2009. Dla zaliczenia tych wydatków do kosztów uzyskania przychodu z tytułu zbycia lokalu nie ma znaczenia fakt zawarcia umowy sprzedaży, bowiem przepis wyraźnie odnosi się do posiadania rzeczy. Stwierdzono również, że nieprawidłowe było niezaliczenie do kosztów uzyskania przychodu wydatków poniesionych na spłatę odsetek od udzielonego kredytu bankowego, z którego finansowane było nabycie lokalu w M. Skarżący w latach 2005–2013 dokonywał spłat zaciągniętego kredytu, w tym należnych odsetek, co świadczy o tym, iż w 2005 r. nie posiadał odpowiednich środków własnych na nabycie lokalu mieszkalnego i bez poniesienia kosztów związanych z kredytem nie doszłoby do nabycia prawa własności lokalu. Zdaniem Sądu, odsetki od kredytu, o ile został on zaciągnięty na nabycie mieszkania, stanowią udokumentowane koszty nabycia, o których mowa w art. 22 ust. 6c PDOFizU. W przypadku finansowania zakupu mieszkania z kredytu, faktyczny koszt będzie niewątpliwie wyższy, niż w przypadku finansowania ze środków własnych.

NSA o opodatkowaniu

Naczelny Sąd Administracyjny oddalił skargę kasacyjną organu. W uzasadnieniu wyroku wskazano na rozbieżności w orzecznictwie dotyczące możliwości uznania za koszty uzyskania przychodu kosztów odsetek i prowizji związanych z kredytem zaciągniętym na sfinansowanie nabycia nieruchomości (zob. wyrok NSA z 19.10.2017 r., II FSK 2570/15, Legalis; wyrok NSA z 23.2.2017 r., II FSK 243/15, Legalis; wyrok NSA z 11.10.2012 r., II FSK 343/11, Legalis) oraz opowiedziano się za poglądem, że odsetki od kredytu są kosztami wytworzenia lokalu. Mieszkanie w M. od 2005 r. znajdowało się w posiadaniu skarżącego, który od tego momentu ponosił wydatki na remont i nabył ten lokal ze środków uzyskanych z umowy kredytu hipotecznego. W rezultacie nabycie mieszkania przez skarżącego było wytworzeniem lokalu mieszkalnego, a nie tylko nabyciem. Naczelny Sąd podkreślił, że „wytworzenie” nie musi wiązać się z wykonawstwem czegoś przez podatnika, wystarczające jest bowiem, że wytworzenie nastąpiło staraniem podatnika. Zgodnie z art. 30e PDOFizU, opodatkowaniu podlega dochód, w sytuacji, gdy podatnik finansuje nabycie nieruchomości z kredytu i w związku z tym uiszcza odsetki, jego faktyczny dochód ze sprzedaży nieruchomości jest niższy niż podatnika, który nabycie finansował ze środków własnych. Dlatego należy uznać, że dla podatnika niedysponującego środkami własnymi, koszt nabycia lokalu mieszkalnego będą stanowiły elementy wynagrodzenia kredytodawcy, zwłaszcza w przypadku kredytu hipotecznego, czyli kredytu przyznawanego na konkretny cel – zakup konkretnej nieruchomości.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Przetestuj. Sprawdź

Praca zdalna – zmiany w Kodeksie pracy

Praca zdalna podczas pandemii COVID-19

Praca zdalna została uregulowana już ponad rok temu w ustawie z 2.3.2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 1842 ze zm.), jednak praktyka pokazała, że regulacje okazały się niekompleksowe, nie dając pracownikom wystarczającej ochrony prawnej. Praca zdalna jest jednak na tyle popularna, że projektodawca chce uregulować ją na stałe w KP.

Kodeks pracy. Komentarz + Aneks do specustawy Regulacje Covid-19 w prawie pracy – bieżąca aktualizacja w Systemie Legalis Sprawdź

Podstawowe założenia pracy zdalnej

Definicja pracy zdalnej, która ma być uregulowana w art. 6718 w ustawie z 26.6.1974 r. Kodeks Pracy (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 1320; ze zm., dalej: KP) jest dość szeroka, bowiem daje możliwość wykonywania pracy całkowicie w sposób zdalny czy też hybrydowo. Przepis wskazuje, że praca może być wykonywana całkowicie lub częściowo w miejscu wskazanym przez pracownika i uzgodnionym z pracodawcą, w tym w miejscu zamieszkania pracownika, w szczególności z wykorzystaniem środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość. Co ważne, podobnie jak w zakresie telepracy ustanowienie pracy zdalnej będzie możliwe zarówno w momencie nawiązywania stosunku pracy i zawierania umowy, jak i w toku zatrudnienia. W zakresie tej drugiej możliwości uzgodnienie pomiędzy pracownikiem i pracodawcą może być dokonane w postaci papierowej lub elektronicznej. Co ciekawie, według projektu praca zdalna może być wykonywana okazjonalnie, na wniosek pracownika złożony w postaci papierowej lub elektronicznej, w wymiarze nieprzekraczającym 12 dni w roku kalendarzowym.

Polecenie pracy zdalnej

Zgodnie z projektem, w szczególnych sytuacjach, tj. w okresie obowiązywania stanu nadzwyczajnego, stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii oraz w okresie 3 miesięcy po ich odwołaniu lub gdy jest to niezbędne ze względu na obowiązek pracodawcy zapewnienia pracownikowi bezpiecznych i higienicznych warunków pracy, o ile z przyczyn niezależnych od pracodawcy zapewnienie tych warunków w dotychczasowym miejscu pracy pracownika nie jest czasowo możliwe, praca zdalna może być wykonywana na polecenie pracodawcy. Powyższe jednak tylko w sytuacji, jeżeli pracownik złoży uprzednio w postaci papierowej lub elektronicznej oświadczenie, iż posiada warunki lokalowe i techniczne do wykonywania pracy zdalnej. Owe warunki i decyzyjność pracownika w tym zakresie będą więc przesądzały od możliwości wykonywania pracy zdalnej.

A contrario, to pracodawca będzie miał obowiązek dostosować się do wniosku pracownika, który będzie chciał wykonywać pracę w formie zdalnej. Dotyczy to jednak pracowników, którzy składają wniosek o indywidualny rozkład czasu pracy, którzy chcą wykonywać pracę w przerywanym czy ruchomym systemie czasu pracy, jak i w odniesieniu do pracownika wychowującego dziecko do ukończenia przez nie 4 roku życia. Możliwość wykonywania pracy w tej formie również będą mieli określeni w przepisach KP – pracownicy – rodzice dzieci z niepełnosprawnością. Pracodawca może nie udzielić zgody na wykonywania pracy w formie zdalnej, jeżeli jest to nie możliwe ze względu na organizację pracy lub rodzaj pracy wykonywanej przez pracownika. Pracodawca jest zobowiązany wskazać przyczynę odmowy i poinformować o tym pracownika w terminie 5 dni roboczych (od dnia złożenia wniosku), w postaci papierowej lub elektronicznej.

Ze względu na zdalny sposób pracy, przepisy dopuszczają też elektroniczne, w tym mailowe, przesyłanie wniosków pracowników, zatem już nie tylko w formie pisemnej, jak dotychczas.

Najważniejsze obowiązki pracodawcy w zw. z praca zdalną, są podobne do tych dot. telepracy, są to m.in.:

Porozumienie i regulamin

Szczegółowe zasady świadczenia pracy w formie zdalnej będą określane w porozumieniu zawieranym między pracodawcą i zakładową organizacją związkową (jeśli działają), albo w regulaminie ustalonym przez pracodawcę – jeśli nie dojdzie do zawarcia porozumienia, a w jeśli u pracodawcy nie działają związki zawodowe – w regulaminie ustalonym przez pracodawcę, po konsultacji z przedstawicielami pracowników.

Co istotne, pracownik wykonujący pracę w formie zdalnej nie może być dyskryminowany. Pracownik zdalny będzie miał bowiem możliwość przebywania na terenie zakładu pracy, kontaktowania się z innymi pracownikami oraz korzystania z pomieszczeń i urządzeń pracodawcy, z zakładowych obiektów socjalnych i prowadzonej działalności socjalnej – na zasadach przyjętych dla ogółu pracowników.

Będzie też obowiązywał zakaz rozwiązywania umowy o pracę z zachowaniem okresu wypowiedzenia z takiej przyczyny, że pracownik odmówi wykonywania pracy w formie zdalnej czy też złoży wniosek o zaprzestanie wykonywania jej w tej formie.

W zakresie BHP w miejscu pracy, co do zasady będą obowiązywały przepisy zawarte w dziale dziesiątym KP, jednak z pewnymi zastrzeżeniami, tj. z wyłączeniem: obowiązków dot. pomieszczeń pracy i obiektów budowlanych, obowiązku dbania o bezpieczny stan pomieszczeń pracy i wyposażenia technicznego, obowiązku dot. urządzeń sanitarnych i środków higieny osobistej. Aby ułatwić proces przygotowania miejsca pracy do wykonywania pracy zdalnej, pracodawca będzie miał obowiązek sporządzić ocenę ryzyka zawodowego w tym zagrożeń na które może napotkać pracownik najczęściej w miejscu swojego zamieszkania. Ponadto, pracownikowi wykonującemu pracę zdalną nie będzie można powierzać prac m.in. szczególnie niebezpiecznych.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Przetestuj. Sprawdź

Wstrzymanie rozpoczęcia i zawieszenie rozpoczęcia biegu terminów a COVID-19

Z uzasadnienia WSA we Wrocławiu

Postanowieniem z 24.11.2020 r., III SA/Wr 297/20, Legalis WSA we Wrocławiu uchylił swoje postanowienie z 7.10.2020 r. o odrzuceniu skargi D. B. (dalej: Skarżący) na decyzję Dyrektora Izby Administracji Skarbowej z marca 2020 r. w przedmiocie kary pieniężnej z powodu uchybienia terminu do jej wniesienia. Przedstawiając stan sprawy Sąd pierwszej instancji wskazał, że zaskarżona decyzja została doręczona Skarżącemu 25.3.2020 r., a skarga na nią została nadana w placówce pocztowej 19.6.2020 r. WSA we Wrocławiu stwierdził, że zgodnie z art. 15zzs ust. 1 pkt 1 ustawy z 2.3.2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych (Dz.U. z 2020 r. poz. 374 ze zm. dalej: KoronawirusU20) w okresie stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii ogłoszonego z powodu COVID bieg terminów procesowych i sądowych w postępowaniach sądowych, w tym sądowoadministracyjnych, nie rozpoczyna się, a rozpoczęty ulega zawieszeniu na ten okres. Nowelizacja tej ustawy, tj. ustawa z 31.3.2020 r. o zmianie ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2020 r. poz. 568 ze zm., dalej: ZmKoronawirusU20(1), weszła w życie 31.3.2020 r. Jednakże – jak uznał Sąd pierwszej instancji – zawieszenie i brak rozpoczęcia biegów terminów dotyczy okresu obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego i stanu epidemii ogłoszonych z powodu koronawirusa. Stan zagrożenia epidemicznego wprowadzono § 1 rozporządzenia Ministra Zdrowia z 13.3.2020 r. w sprawie ogłoszenia na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej stanu zagrożenia epidemicznego (Dz.U. z 2020 r. poz. 433) od 14.3.2020 r., w związku z zakażeniami wirusem SARS-CoV-2. Następnie od 20.3.2020 r. do odwołania rozporządzeniem Ministra Zdrowia z 20.3.2020 r. w sprawie ogłoszenia na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej stanu epidemii (Dz.U. z 2020 r. poz. 491), ogłoszono na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej stan epidemii w związku z zakażeniami wirusem SARS-CoV-2. Według WSA we Wrocławiu, art. 15zzs KoronawirusU20 działa wstecz, albowiem reguluje zdarzenia sprzed dnia jego wejścia w życie, czyli przed 31.3.2020 r. – stan zagrożenia epidemicznego trwa od 14.3.2020 r. Ustawa z 14.5.2020 r. o zmianie niektórych ustaw w zakresie działań osłonowych w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2 (Dz.U. z 2020 r. poz. 875, dalej: DziałOsłSARSCoV2U), która weszła w życie 15.5.2020 r., uchyliła art. 15zzr KoronawirusU20 i art. 15zzs KoronawirusU20. Skutek w postaci rozpoczęcia biegu terminów miał miejsce po siedmiu dniach od daty wejścia w życie ustawy, tj. 24.5.2020 r., który jest pierwszym dniem terminów, których bieg się nie rozpoczął oraz pierwszym dniem kontynuacji biegu terminu rozpoczętego przed jego zawieszeniem.

Podsumowując Sąd pierwszej instancji stwierdził, że skoro Skarżący odebrał decyzję 25.3.2020 r., czyli w okresie stanu epidemii, bieg terminu powinien zacząć bieg 24.5.2020 r., a zatem składając skargę 19.6.2020 r. złożył ją w terminie, który kończył się z upływem 22.6.2020 r. Z tych względów Sąd pierwszej instancji, na podstawie art. 195 § 2 ustawy z 30.8.2002 r. Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 2325 ze zm., dalej: PostAdmU), uwzględnił zażalenie w trybie autokontroli i uchylił postanowienie o odrzuceniu skargi.

Komentarze do ustaw antykryzysowych. Moduł COVID-19 bezpłatnie w każdej konfiguracji. Sprawdź

Zażalenie do NSA

Zażalenie na to postanowienie wniósł Dyrektor Izby Administracji Skarbowej zaskarżając je w całości. Sądowi pierwszej instancji zarzucił naruszenie przepisów postępowania, które zdaniem organu polegało na niewłaściwym zastosowaniu art. 195 § 2 zd. 1 PostAdmU w zw. z art. 15zzs ust. 1 pkt 1 KoronawirusU20 oraz art. 101 ZmKoronawirusU20(1), jak też ww. rozporządzeń Ministra Zdrowia poprzez uchylenie postanowienia o odrzuceniu skargi, mimo że zażalenie na to postanowienie nie było oczywiście uzasadnione, ani nie zarzucało nieważności postępowania. WSA we Wrocławiu błędnie przyjął, że przepisy ZmKoronawirusU20(1) dotyczące wstrzymania rozpoczęcia oraz zawieszenia biegu terminów miały moc wsteczną i w związku z tym wstrzymanie rozpoczęcia oraz zawieszenie biegu terminów nastąpiło 13.3.2020 r., tj. w dniu wprowadzenia stanu zagrożenia epidemicznego, pomimo że okoliczność ta nie wynika z art. 101 ZmKoronawirusU20(1). Zdaniem organu, termin na złożenie skargi w sprawie biegł od 25.3.2020 r. do 30.3.2020 r. (5 dni) i od 24.5.2020 r. do 17.6.2020 r. (25 dni). Tak więc 17.6.2020 r. był ostatnim dniem, w którym istniała możliwość skutecznego złożenia skargi. W tej sytuacji nadanie jej 19.6.2020 r. należało uznać za wniesienie z uchybieniem terminu, co winno skutkować odrzuceniem skargi.

Z uzasadnienia NSA

W ocenie NSA złożone zażalenie zasługuje na uwzględnienie z uwagi na zasadności zarzutu niewłaściwego zastosowania przez WSA we Wrocławiu art. 195 § 2 zd. 1 PostAdmU, zgodnie z którym, jeżeli zażalenie zarzuca nieważność postępowania lub jest oczywiście uzasadnione, wojewódzki sąd administracyjny, który wydał zaskarżone postanowienie, może na posiedzeniu niejawnym, nie przesyłając akt NSA, uchylić zaskarżone postanowienie i w miarę potrzeby sprawę rozpoznać na nowo. Regulacja ta ma eliminować mnożenie instancji sądowych, służy racjonalizacji postępowania i realizacji konstytucyjnego nakazu rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki. Nie zmienia to jednak faktu, że art. 195 § 2 PostAdmU ma charakter szczególny i nie można wobec niego stosować interpretacji rozszerzających. Literalne brzmienie przepisu wskazuje jednoznacznie, że określone nim uprawnienie sądu dotyczy wyłącznie sytuacji, gdy zażalenie zarzuca nieważność postępowania lub jest oczywiście uzasadnione. Oczywista zasadność zażalenia może wynikać zarówno z przyczyn formalnych, które zadecydowały o wydaniu zaskarżonego postanowienia, jak i względów merytorycznych. W każdym jednak wypadku o oczywistości zażalenia można mówić tylko wówczas, jeżeli zarzuty i żądania w nim zawarte można uznać za zasadne, gdyż wadliwość zaskarżonego postanowienia nie wzbudza wątpliwości i jest zauważalna bez potrzeby dokonywania jego głębszej analizy.

Zarzuty zażalenia w rozpoznawanym przypadku dotyczyły prawidłowości wykładni i zastosowania w sprawie art. 15zzs ust. 1 pkt 1 KoronawirusU20, dodanego przez art. 1 pkt 14 ZmKoronawirusU20(1) zmieniający KoronawirusU20 z dniem 31.3.2020 r.

NSA wskazał, że ww. unormowanie nie jest interpretowane jednolicie. Stanowisko WSA we Wrocławiu zaprezentowane w zaskarżonym postanowieniu odpowiada poglądom, zgodnie z którym przepisy ZmKoronawirusU20(1) dotyczące wstrzymania rozpoczęcia oraz zawieszenia biegu terminów miały moc wsteczną.

W doktrynie prezentowane są jednak także odmienne poglądy, zgodnie z którymi odstępstwo od zasady niedziałania prawa wstecz (lex retro non agit), stanowiącej jeden z istotnych elementów państwa prawnego, nie może być domniemywane, lecz musi każdorazowo wynikać z konkretnej wypowiedzi ustawodawcy. W art. 101 ZmKoronawirusU20(1) ustawodawca wprost wskazał, w jakim zakresie regulacja ta ma moc wsteczną. W przypadku, gdyby intencją ustawodawcy objęte było nadanie tej ustawie mocy wstecznej również w zakresie, w jakiej jej przepisy statuują wstrzymanie rozpoczęcia i zawieszenie biegu terminów, zostałoby to wprost sformułowane w ww. regulacji. Przepisy statuujące zawieszenie oraz wstrzymanie rozpoczęcia biegu terminów zostały ostatecznie uchylone jeszcze przed odwołaniem stanu epidemii. Powyższe nastąpiło na mocy DziałOsłSARSCoV2U. W konsekwencji wstrzymanie rozpoczęcia oraz zawieszenie biegu terminów zgodnie z art. 15zzs KoronawirusU20 miało miejsce w okresie od 31.3.2020 r. do 23.5.2020 r. Powoływany jest też argument, że za poglądem o braku mocy wstecznej art. 15zzs KoronawirusU20 przemawiają w szczególności skutki, które mógł wywołać upływ terminów administracyjnych w okresie od 14.3.2020 r. do 31.3.2020 r. W okresie tym mógł bowiem przykładowo upłynąć termin do wniesienia odwołania od decyzji administracyjnej, a zatem dana decyzja mogła stać się ostateczna ze wszystkimi tego konsekwencjami (ostateczna decyzja administracyjna wywołuje skutki prawne). Zgodnie zaś z art. 16 ust. 1 ustawy z 14.6.1960 r. Kodeks postępowania administracyjnego (t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 735 ze zm., dalej: KPA), uchylenie lub zmiana takich decyzji, stwierdzenie ich nieważności oraz wznowienie postępowania może z kolei nastąpić tylko w przypadkach przewidzianych w kodeksie lub ustawach szczególnych (za ustawę szczególną nie można uznać przepisów specustawy koronawirusowej). Przyjęcie zatem, że art. 15zzs KoronawirusU20 ma moc wsteczną godziłoby przede wszystkim w pewność obrotu prawnego, podjęte czynności (i ich konsekwencje) przez strony postępowań administracyjnych i organy administracji publicznej, a w przedstawionym wyżej przykładzie – naruszałoby zasadę trwałości decyzji.

Z tych też względów NSA, na podstawie art. 185 § 1 PostAdmU w zw. z art. 197 § 2 PostAdmU, uchylił zaskarżone postanowienie.

W analizowanym rozstrzygnięciu NSA wypowiedział się na temat konsekwencji upływu terminu do wniesienia odwołania od decyzji administracyjnej mając w szczególności na uwadze specyficzne rozwiązania ustawowe wprowadzone do polskiego porządku prawnego w związku ze stanem zagrożenia epidemicznego lub stanem epidemii ogłoszonym z powodu COVID-19. Zdaniem NSA w składzie orzekającym w niniejszej sprawie, nie można przyjąć, iż te przepisy mają moc wsteczną m.in. z uwagi na zasady ogólne KPA, np. zasadę trwałości decyzji.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Przetestuj. Sprawdź

Wątpliwości przy losowaniu spraw zaważą na procesach

Ryzyko nieważności

Już pod koniec maja sędzia Beata Piwowarska zauważyła, że do akt został dołączony wynik losowania nieodpowiadający numerowi tej sprawy. W obawie przed kwestionowaniem wyroków zawiadomiła o tym sekretariat sądu.

– Okazało się, że doszło do przesunięcia i sędziemu, który został wylosowany do sprawy nr 9, przekazywano akta sprawy nr 10. Jak ustaliłam, w taki sposób rozdysponowano około 100 spraw – opisuje sędzia Piwowarska.

W sądzie pojawili się wizytatorzy, ale w finale sędzia została przeniesiona do innego wydziału.

– Nie mam wątpliwości, że takie działanie to chęć ukarania mnie nie tylko za wykryty błąd, ale i za wielokrotnie wyrażane zastrzeżenia do prawidłowości funkcjonowania wydziału sądu, w którym pracowałam – mówi „Rz” sędzia.

Prezes SO w Warszawie, sędzia Piotr Schab, twierdzi, że nie jest prawdą, iż kiedykolwiek przydzielono sędziom wydziału XXII inne sprawy niż wylosowane przez system losowego przydziału spraw.

– Przedmiotem badania wydziału wizytacyjnego była jedynie metodyka rejestracji spraw w jednym z repertoriów. Czynności nadzorcze nie wykazały żadnych nieprawidłowości po stronie pracowników wydziału. Uznano jedynie, że uprzednia praktyka, odpowiadająca regułom prawnym, powinna zostać zmodyfikowana dla zoptymalizowania transparentności ewidencji spraw. Zalecenia zostały niezwłocznie wdrożone – opowiada prezes SO w Warszawie.

– Fakt jest taki, że od kiedy działa system losowego przydziału spraw, zawsze numer losowania pokrywał się z sygnaturą akt, a w moim wydziale ponad miesiąc występowała rozbieżność. Doszło do nieprawidłowości, co potwierdza fakt, że praktykę po wizytacji zmieniono – twierdzi sędzia Piwowarska.

Poproszony o komentarz profesor Maciej Gutowski wskazuje, że rozpoznanie przez sędziego sprawy, która nie została mu losowo przydzielona, narusza przepisy prawa.

– W doktrynie raczej przeważa pogląd, że nie ma w takim przypadku nieważności postępowania, ale w uchwale SN z 5 grudnia 2019 r., III UZP 10/19 opowiedziano się za nieważnością. Oznaczałoby to konieczność uchylenia wszystkich takich orzeczeń. Gdyby zaś uznać, że nie ma nieważności, to postawienie skutecznego zarzutu byłoby możliwe po wykazaniu, że błąd w przydziale sprawy miał wpływ na treść orzeczenia. To byłoby bardzo trudne – wyjaśnia profesor Gutowski.

Komentarze do ustaw antykryzysowych. Moduł COVID-19 bezpłatnie w każdej konfiguracji. Sprawdź

Sędzia z dużym doświadczeniem

Beata Piwowarska to jedna z najbardziej znanych sędziów w Polsce zajmujących się prawem własności intelektualnej. Przez lata stała na czele Sądu Unijnych Znaków Towarowych i Wzorów Wspólnotowych w stołecznym Sądzie Okręgowym. Wykłada na wielu uczelniach, szkoli sędziów, aplikantów i pełnomocników.

Teraz będzie się zajmować sprawami gospodarczymi, a nie tymi, w których specjalizuje się od kilkunastu lat.

Prezes Schab mówi, że do przeniesienia sędzi Piwowarskiej doszło przede wszystkim z powodu braków kadrowych w wydziale gospodarczym.

– Istotną kwestią, z punktu widzenia funkcjonowania XXII Wydziału Własności Intelektualnej, która wymagała rozwiązania przez kierownictwo Sądu Okręgowego w Warszawie, była również postawa sędzi Beaty Piwowarskiej nie tylko wobec osób zarządzających tym wydziałem, lecz także wobec innych sędziów i personelu urzędniczego. Dwukrotnie już powodowała podjęcie czynności zmierzających do zbadania podstaw wszczęcia postępowania dyscyplinarnego – mówi prezes sądu.

– Nigdy nie dotarły do mnie informacje o próbach wszczęcia postępowania dyscyplinarnego – odpowiada sędzia Piwowarska. – W grudniu 2020 r. próbowano mnie przenieść do innego wydziału. Zaopiniowali to negatywnie wiceprezes ds. gospodarczych i kolegium sądu. Teraz postanowiono zwolnić mnie na podstawie przepisów covidowych, które nie wymagają zasięgnięcia żadnej opinii. Będę się odwoływać do Krajowej Rady Sądownictwa. W XXII wydziale miałam przydzielonych i rozpoznawałam najwięcej spraw. Zawsze pracowałam uczciwie i rzetelnie. Nie wiem, czemu jestem za to karana – mówi.

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

Dorota Rzążewska prezes Polskiej Izby Rzeczników Patentowych

Bardzo duże nadzieje pokładałam w utworzonym 11 miesięcy temu sądzie własności intelektualnej. Jego uruchomienie postulowano od lat. Miałam nadzieję, że znajdą się w nim sędziowie, z którymi będzie można w sali rozpraw prowadzić merytoryczne dyskusje o interpretacji przepisów stosowanych w skomplikowanych czasem stanach faktycznych. Którzy rozumieją zawiłości spraw np. patentowych i nie wystarczy im tylko wiedza prawnicza, ale konieczne jest także rozumienie zagadnień technicznych i umiejętność analizy opisów patentowych. Jedynym w Polsce sądem właściwym do rozpoznawania tego rodzaju spraw jest sąd w Warszawie, dlatego tak ciężko zrozumieć rezygnację z wyspecjalizowanego w tej dziedzinie sędziego.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Przetestuj. Sprawdź

Dane osobowe zaszczepionych na COVID-19 będą bezpieczne

Jakie jest pańskie podejście do szczepień antycovidowych?

Raczej proszczepionkowe. Ja i moja rodzina jesteśmy już zaszczepieni. Choć mam świadomość, że uczestniczymy w wielkim eksperymencie medycznym.

Przed nami akcja na niespotykaną dotychczas skalę – państwa UE zbiorą dane milionów obywateli i w najbliższych tygodniach wymienią się nimi tylko po to, aby upłynnić wakacyjne przejazdy. Zaszczepieni gładko przekroczą wewnętrzne granice UE. Będzie więc ogromna presja na szczepienie i wejście do tego systemu. Czy nasze dane będą w nim bezpieczne?

Wymiana danych obywateli UE pomiędzy państwami Wspólnoty to nic nowego. Od ponad 30 lat funkcjonuje Strefa Schengen, w której jest obecnie 26 państw, oparta na bazach danych, na podstawie których setki milionów obywateli UE mogą przekraczać granice wewnętrzne i zewnętrzne Unii na uproszczonych zasadach. Jednak na potrzeby paszportów covidowych, inaczej niż w przypadku Strefy Schengen, nie powstanie żadna ogólnoeuropejska baza danych – w tym wypadku baza danych osób zaszczepionych. To bardzo ważne dla bezpieczeństwa danych osobowych wszystkich osób, które będą poruszały się już niedługo po Unii Europejskiej z paszportami covidowymi. To zresztą zasługa m.in. Wojciecha Wiewiórowskiego – europejskiego inspektora ochrony danych osobowych, który od spełnienia takiego warunku uzależnił zgodę na stworzenie tego systemu.

Prawo i postępowanie cywilne – najczęściej wybierane moduły w Systemie Legalis Sprawdź

Te dane są jednak zbierane bez naszej zgody. A dotyczą przecież szczególnie chronionych informacji o stanie zdrowia. Do tego system jest tak skonstruowany, że będziemy te dane dobrowolnie ujawniać na wezwanie służb innych państw, aby uniknąć kwarantanny czy kosztownego testowania na obecność koronawirusa. Tylko po to, by sprawnie pojechać na wakacje. Wielu się na to oburza. Czy słusznie?

Wchodzimy teraz na grunt polityczny, wręcz cywilizacyjny. W kulturze państw zachodnich społeczeństwa mocno pilnują ochrony prywatności. Inaczej jest np.

w Chinach, gdzie nowoczesne technologie zostały zaprzęgnięte do walki z koronawirusem i m.in. dzięki monitorowaniu aktywności praktycznie 100 proc. obywateli Państwo Środka ograniczyło rozprzestrzenianie się epidemii.

Dobrym przykładem, żeby pokazać te różnice, są polskie przepisy antycovidowe przewidujące, że osoby zaszczepione nie wliczają się do limitu uczestników koncertu czy weselników. Fajny przepis promujący szczepienia, ale całkowicie niemożliwy do wyegzekwowania przez organizatora takiego wydarzenia, który nie ma fizycznej ani prawnej możliwości sprawdzenia, która osoba kupująca bilet na koncert albo biorąca udział w uroczystości jest już zaszczepiona.

Podobnie było z przepisami, które pojawiły się w szczycie epidemii, w połowie zeszłego roku, pozwalające na monitorowanie aktywności Polaków za pośrednictwem aplikacji „Stop Covid”. Okazało się, że nie sprawdziły się one w praktyce, bo mało kto je zainstalował. Potwierdzają to także dane z Islandii, gdzie aplikacje antycovidowe zainstalowało ok. 40 proc. obywateli i okazało się, że nie było to skuteczne narzędzie.

A zapewne sprawa wyglądałaby inaczej, gdyby wprowadzić obowiązek posiadania takiej aplikacji w telefonie. Wówczas system byłby pewnie skuteczniejszy.

Postuluje pan właśnie, abyśmy wprowadzili w Europie standardy rodem z Chińskiej Republiki Ludowej?

Nie postuluję, wręcz przeciwnie – podaję tylko fakty. Cieszę się, że żyjemy, gdzie żyjemy. Ale też chciałbym jasno powiedzieć, że z perspektywy walki z pandemią Covid-19 mam wrażenie, że panuje w niej ogromny chaos i przyjmowanym rozwiązaniom brakuje skuteczności. Z jednej strony warto podkreślić, że zestawiając ze sobą takie wartości, jak zdrowie i życie z jednej strony, a ochronę danych osobowych z drugiej, i zakładając, że istnieją narzędzia walki z pandemią, które wymagają pewnej ingerencji w naszą prywatność, pierwszeństwo trzeba przyznać zdrowiu i życiu. Bazując na tym założeniu, przyjęto system paszportów covidowych, w którym nie sposób dopatrywać się jakiegoś systemowego naruszenia ochrony danych osobowych. System paszportów covidowych to dość sprawnie wdrażana próba przywrócenia tego, czym UE stoi, czyli swobody przepływu osób. Prywatność obywateli UE nie zostanie naruszona, a w najbliższym czasie mamy szansę wrócić do otwartych granic wewnątrz Unii Europejskiej. Dużo jednak zależy od tego, co z tym systemem zrobią poszczególne państwa. Jak na razie w jego wdrażaniu bierze udział Bułgaria, Chorwacja, Czechy, Dania, Grecja, Hiszpania, Litwa czy Polska. Miejmy nadzieję, że do tego systemu przystąpi także Francja, Beneluks, Węgry czy Portugalia. Dużo jeszcze przed nami.

A co z tymi, którzy się nie zaszczepili?

Staną się ofiarą myślenia w kategoriach państw narodowych, a nie Wspólnoty. Wjadą albo nie wjadą do danego państwa UE. Mogą zostać objęci dwutygodniową kwarantanną po przekroczeniu granicy albo poproszeni o wykonanie kosztownego testu na obecność przeciwciał. Myślę – i obym się mylił – że państw z otwartymi granicami będzie mniej niż tych stosujących dodatkowe obostrzenia. Trzeba też pamiętać, że szczepienia są dobrowolne, wtedy konsekwencje niezaszczepienia każdy określa sam. Osobom, które chcą wyjechać na wakacje, łatwiej będzie się zaszczepić, niż ryzykować kwarantannę czy płacić za test. Szczepienie i paszport covidowy nic nie kosztują.

Jak będzie działał system paszportów covidowych?

Jeden konkretny podmiot z państwa członkowskiego wystawi tzw. zielony certyfikat, potwierdzający szczepienie, status ozdrowieńca czy wynik testu PCR. W Polsce te dane są zebrane na Elektronicznej Platformie Gromadzenia, Analizy i Udostępniania Zasobów Cyfrowych o Zdarzeniach Medycznych, czyli w systemie P1. Ten system zawiera wszystkie informacje o świadczeniach zdrowotnych udzielonych każdemu ubezpieczonemu. Co ważne, te dane nie opuszczą Polski i nie będą przetwarzane w innych państwach UE. Zielony certyfikat będzie działał na zasadzie dziedziczenia zaufania co do prawdziwości podanych w nim danych i ma być honorowany w czasie ewentualnej kontroli przez służby innych państw, które weszły lub jeszcze wejdą do tego systemu. To bardzo mądre i bezpieczne dla naszych danych osobowych rozwiązanie. Oczywiście nie można wykluczyć przypadku, że ktoś zgubi ten dokument albo np. zostanie sfotografowany, więc zawarte w nim dane trafią w niepowołane ręce, ale będą to zdarzenia incydentalne.

Jakie dane będą prezentowane w paszporcie covidowym?

Docelowo certyfikat będzie zawierał imię, nazwisko, datę urodzenia, datę drugiego szczepienia, gdyż certyfikat jest ważny przez rok od tej daty, oraz informacje, jaka szczepionka została użyta. W certyfikacie może pojawić się także informacja co do wyniku testu PCR, jaki przeszedł jego posiadacz, czy informacje co do statusu ozdrowieńca. Mówię docelowo, bo w Polsce obecnie system jest wdrażany i jeżeli wygeneruje się certyfikat przez konto e-pacjent, wówczas to będzie dokładnie ten unijny certyfikat z takimi danymi. Jeżeli natomiast wygeneruje się poświadczenie zaszczepienia w aplikacji mObywatel, wówczas zakres danych będzie węższy – jest tam tylko pierwsza litera nazwiska i nie ma roku urodzenia.

Zakres tych danych będzie musiał się rozszerzyć do 1 lipca, tak by był zgodny z unijnym standardem. Warto zauważyć, że w systemie paszportów covidowych nie będą zbierane dane o numerach telefonów komórkowych. To bardzo ważne, bo dzięki tej informacji łatwo byłoby śledzić turystów przebywających na terytorium innego państwa.

Czyli mam rozumieć, że nasze dane będą bezpieczne?

Na szczeblu unijnym wybrano bardzo bezpieczny wariant, gdyż dane obywateli UE nie będą wymieniane między państwami, nie powstanie też ogromna baza danych osobowych na potrzeby paszportów covidowych. Taka baza danych, także ze względu na pośpiech w uruchamianiu nowego systemu, byłaby narażona na ataki, bo zawierałaby bardzo atrakcyjne dane osób aktywnych, które np. stać na zagraniczny wypoczynek. Byłby to łakomy kąsek dla przestępców. Wprowadzenie paszportów nie zwiększy ryzyka wycieku danych, bo zostaną one w narodowych systemach, które chronią te informacje od wielu lat – to ryzyko będzie więc dokładnie takie, jak jest teraz w każdym z państw. Martwi mnie jednak to, co zrobią poszczególne państwa UE, które obok systemu paszportów covidowych mogą tworzyć własne regulacje wewnętrzne uzależniające zgodę na wjazd na swoje terytorium od podania szeregu danych – w tym numeru telefonu, który pozwoli na śledzenie tej osoby przez cały czas pobytu w granicach tego państwa. Taki system już teraz funkcjonuje np. na Słowacji.

Jakie dodatkowe dane są gromadzone przez Słowaków?

Każdy, kto wybiera się do tego kraju, musi wcześniej wejść na stronę https://korona.gov.sk/ehranica/ i podać nie tylko swój numer telefonu, ale także adres zamieszkania i poczty elektronicznej. Inaczej może zostać objęty kwarantanną. To pokazuje, że wszystko zależy od tego, jakie dodatkowe zasady przemieszczania przez swoje terytorium przyjmą państwa UE. Pewnie te na południu Europy, którym najbardziej zależy na ruchu turystycznym, podejdą do sprawy najbardziej liberalnie. Ale inne państwa, którym już tak bardzo nie zależy na turystyce, mogą wprowadzić dodatkowe wymagania, przetwarzać dane obcokrajowców i śledzić ich cyfrowo w czasie pobytu w granicach tego państwa.

A co, jeśli taka dodatkowa baza danych turystów, tworzona przez poszczególne państwa UE, padnie ofiarą ataku hakerów i te dane wyciekną do internetu. Czy będzie można pozwać takie państwo o odszkodowanie i zadośćuczynienie?

Ze względu na to, że takie systemy są tworzone obecnie ad hoc i mogą być mniej starannie zabezpieczone, rośnie ryzyko wycieku tych danych. O prawie do odszkodowania i zadośćuczynienia będą jednak decydowały regulacje poszczególnych państw. Jeśli takie bazy będą podlegały pod przepisy o ochronie danych osobowych, czyli RODO, wówczas w unijnych przepisach jest podstawa do żądania rekompensaty. Inaczej, jeśli podstawą do gromadzenia tych danych będą przepisy odwołujące się do takich wartości, jak np. bezpieczeństwo narodowe w poszczególnych państwach – wtedy RODO nie ma zastosowania i pewnie bardzo trudno będzie uzyskać jakąkolwiek rekompensatę.

Czy bardziej liberalne podejście regulatorów do kwestii ochrony danych osobowych w czasie walki z epidemią przeniesie się na rozluźnienie rygorów w traktowaniu potknięć biznesu przy przetwarzaniu danych osobowych?

Nie powinno. Od początku pandemii organy nadzorcze poszczególnych państw UE oraz Europejska Rada Ochrony Danych stały na stanowisku, że potrzeby wynikające z zapewnienia zdrowia i bezpieczeństwa publicznego w czasie pandemii mają pierwszeństwo przed ochroną danych osobowych, która nie może być traktowana jako argument przeciwko walce z pandemią. Nie można jednak tego podejścia przenosić na ew. poluzowanie wymogów w stosunku do biznesu. W kategoriach powszechnych zdrowie znaczy więcej niż interes przedsiębiorcy, który chce śledzić i wiedzieć więcej o swoich klientach. Jeśli ograniczenia prywatności zostaną z nami po zakończeniu epidemii, to tylko w sektorze publicznym, a i tego nie byłbym pewien. Covid był jednak katalizatorem zmian, o których mówiło się od bardzo dawna, a które nie były wdrażanie. Myślę tu np. o cyfryzacji rozpraw sądowych i wprowadzeniu nowych regulacji o pracy zdalnej, które zostaną z nami po zakończeniu pandemii. Wiele osób przeniosło też swoją aktywność do sieci internetowej, co na pewno skutkuje większą ilością danych na nasz temat, które krążą w internecie. Więc choć standardy ochrony tych danych się nie zmieniają, to przez zwiększenie ich wolumenu w istocie zwiększa się zagrożenie dla naszej prywatności.

Dr Paweł Litwiński jest adwokatem, członkiem Grupy Ekspertów Komisji Europejskiej ds. wdrożenia rozporządzenia RODO, b. członkiem Rady ds. Informatyzacji II kadencji.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Przetestuj. Sprawdź

Zmiany w ustawie o biegłych rewidentach, firmach audytorskich oraz nadzorze publicznym

Badanie sprawozdań finansowych

Część zmian, które wprowadzone zostaną w BiegRewU wynika ze zmian w RachunkU. Dotyczą one ujednolicenia wymogów związanych z formatami, w jakich należy składać sprawozdania finansowe. Jak wynika z przepisów rozporządzenia 2019/815 powinny to być formaty XHTML. Dlatego też konieczne okazało się wprowadzenie do BiegRewU zapisów, które obligują biegłych rewidentów do zbadania, czy sprawozdanie finansowe jest zgodne z odpowiednimi wymogami ustawowymi czyli czy zostało oznakowane zgodnie z wymogami rozporządzenia 2019/815.

Nowelizacja ustawy o e-doręczeniach od 3.7.2021 r. - w Iuscase masz to pod kontrolą! Sprawdź

Zmiany związane z postępującą cyfryzacją życia gospodarczego

Doprecyzowane zostaną przepisy art. 57 BiegRewU, dotyczące sposobu postępowania w przypadku zmiany danych podlegających wpisowi na listę firm audytorskich. Zmiany danych podlegających wpisowi na listę, zgodnie z wnioskiem, po nowelizacji przepisów będą dokonywane w drodze czynności materialno-technicznej. Przepisy ustawy z 14.6.1960 r. Kodeks postępowania administracyjnego (t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 735 ze zm.) nie będą miały tu zastosowania. Termin na zgłoszenie zmian nie zmieni się i nadal będzie wynosił 30 dni od dnia zaistnienia zmiany. Odmowa zmiany danych podlegających wpisowi na listę będzie następowała w drodze decyzji administracyjnej. Ma to zapewnić firmom audytorskim pełnię gwarancji procesowych. Odmowa zmiany danych następować będzie w szczególności w przypadku oczywistej niezasadności wniosku o zmianę danych podlegających wpisowi na listę. Mogą to być na przykład sytuacje, w których zgłoszone dane nie odpowiadają rzeczywistości.

Ponadto po nowelizacji przepisów, złożenie wniosku zawierającego udokumentowane dane podlegające wpisowi na listę firm audytorskich, będzie możliwe jedynie wraz ze złożeniem oświadczenia mającego na celu potwierdzenie prawdziwości danych zawartych we wniosku, podpisanego przez członków zarządu, właścicieli lub wspólników. Dodatkowo oświadczenia o prawdziwości danych podlegających wpisowi na listę firm audytorskich, oświadczena o prawdziwości zmiany tych danych oraz oświadczenia o zdolności do prowadzenia działalności w zakresie wykonywania czynności rewizji finansowej składane będą pod rygorem odpowiedzialności karnej za składanie fałszywego oświadczenia.

Projektowane zmiany BiegRewU zakładają również, że wniosek o wpis firmy audytorskiej na listę, wniosek o zmianę danych podlegających wpisowi na listę oraz wniosek o skreślenie firmy audytorskiej z listy składać się będzie w postaci elektronicznej za pośrednictwem systemu teleinformatycznego dostępnego na stronie internetowej Polskiej Agencji Nadzoru Audytowego. Przy czym, składane w ten sposób wnioski powinny być opatrzone kwalifikowanym podpisem elektronicznym, podpisem zaufanym albo podpisem osobistym. Również dokumenty elektroniczne dołączone do tych wniosków powinny być opatrzone kwalifikowanym podpisem elektronicznym, podpisem zaufanym albo podpisem osobistym. W sytuacji, gdy nie można będzie do wniosku dołączyć dokumentów elektronicznych z uwagi na ich papierową formę, będą one dołączane do wniosku w formie cyfrowego odwzorowania, opatrzonego kwalifikowanym podpisem elektronicznym, podpisem zaufanym albo podpisem osobistym osoby potwierdzającej zgodność odwzorowania cyfrowego z dokumentem w postaci papierowej.

Planowane jest także doprecyzowanie przepisów art. 78 ust. 3 pkt 3 BiegRewU dotyczących udostępniania dokumentacjei z wykonanej pracy bez naruszenia tajemnicy zawodowej. Biegły rewident lub firma audytorska będzie mogła, bez naruszenia obowiązku zachowania tajemnicy, przekazywać dokumentację dotyczącą wykonywanej pracy w zakresie badania ustawowego biegłemu rewidentowi grupy kapitałowej, jeżeli dokumentacja ta jest konieczna do przeprowadzenia badania skonsolidowanego sprawozdania finansowego jednostki dominującej.

Nowością będzie stworzenie Polskiej Agencji Nadzoru Audytowego możliwości wydawania legitymacji służbowych kontrolerom Agencji, ekspertom przeprowadzającym kontrole oraz osobom niebędącym kontrolerami uczestniczącym w kontroli. Pozwoli to na identyfikowanie osób kontrolujących, bez potrzeby okazywania przez nie dokumentów tożsamości zawierających szerszy zakres danych niż niezbędny. Jednocześnie zmiana ta wpłynie na uproszczenie identyfikacji osoby kontrolującej w przypadku kontroli zdalnych.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Przetestuj. Sprawdź

Skutki wniesienia odwołania „zwykłym” e-mailem

Stan faktyczny

WSA w Gdańsku o rozpoznaniu w trybie uproszczonym sprawy ze skargi na postanowienie SKO w przedmiocie uchybienia terminu do złożenia odwołania uchylił zaskarżone postanowienie.

Zaskarżonym postanowieniem SKO stwierdziło uchybienie terminu do wniesienia odwołania od decyzji Burmistrza Miasta R. w przedmiocie świadczenia wychowawczego.

Z akt sprawy wynikają następujące okoliczności faktyczne i prawne:

Decyzją z 14.5.2020 r. Burmistrz Miasta R. orzekł o uchyleniu prawa do świadczenia wychowawczego. Przedmiotowa decyzja – jak wynika ze zwrotnego potwierdzenia odbioru – została doręczona skarżącej 28.5.2020 r.

Skarżąca wniosła za pośrednictwem MOPS odwołanie do SKO. Odwołanie datowane na dzień 2.7.2020 r., zostało wniesione za pośrednictwem poczty i wpłynęło do organu I instancji w 6.7.2020 r.

SKO stwierdziło uchybienie terminu do wniesienia odwołania.

W uzasadnieniu postanowienia organ odwoławczy wskazał, że zgodnie z art. 129 § 2 KPA odwołanie wnosi się w terminie 14 dni od dnia doręczenia decyzji stronie, o czym strona została prawidłowo pouczona w treści zaskarżonej decyzji. Termin do wniesienia odwołania upłynął 12.6.2020 r. Strona wniosła zaś odwołanie dopiero 3.7.2020 r. (dowód: data stempla pocztowego nadania przesyłki w polskiej placówce pocztowej), a więc po upływie ustawowego terminu.

Mając powyższe na uwadze organ stwierdził, że odwołanie zostało wniesione z uchybieniem terminu do wniesienia środka odwoławczego. Termin do jego wniesienia jest terminem ustawowym, ma charakter zawity i ze swej istoty nie może być przedłużony. Nawet zatem nieznaczne uchybienie ustawowego terminu do wniesienia odwołania, stanowi jego uchybienie i skutkuje bezwzględnym obowiązkiem stwierdzenia przez organ odwoławczy uchybienia terminu, na mocy bezwzględnie obowiązującej normy prawnej.

4 moduły Systemu Legalis z Bazą prawa i orzecznictwa od 183 zł netto/m-c Sprawdź

Skarga

Skarżąca zaskarżyła opisane postanowienie SKO, wnosząc o przywrócenie terminu ustawowego i pozytywne rozstrzygnięcie odwołania.

Skarżąca podniosła, że odwołanie wysłała pocztą mailową, ale nie zostało ono w tej formie uznane, wobec czego kolejne odwołanie wniosła za pośrednictwem poczty.

Kontrola dokonana przez WSA

Przedmiotem kontroli Sądu było postanowienie SKO, które – działając na podstawie art. 134 w zw. z art. 129 § 2 KPA – stwierdziło uchybienie przez skarżącą terminu do wniesienia odwołania od decyzji Burmistrza Miasta R.

Zgodnie z art. 129 § 2 KPA odwołanie wnosi się w terminie 14 dni od dnia doręczenia decyzji stronie, a gdy decyzja została ogłoszona ustnie – od dnia jej ogłoszenia stronie. Z kolei stosownie do art. 134 KPA organ odwoławczy stwierdza w drodze postanowienia niedopuszczalność odwołania oraz uchybienie terminu do wniesienia odwołania, a postanowienie w tej sprawie jest ostateczne.

Mając powyższe na uwadze odwołanie wniesione przez stronę postępowania z uchybieniem powyższego terminu prowadzi do uznania, że czynność jego wniesienia jest bezskuteczna, zaś organ odwoławczy obowiązany jest w takim przypadku – zgodnie z treścią art. 134 KPA – stwierdzić w drodze postanowienia uchybienie terminu do wniesienia zażalenia

W orzecznictwie NSA podkreśla się, że zakres postępowania wyjaśniającego determinują przepisy stanowiące podstawę rozstrzygnięcia w sprawie.

Mając to na uwadze stwierdzić należy, że w przypadku wniesienia do sądu administracyjnego skargi na postanowienie wydane na podstawie art. 134 KPA, sąd ten bada jedynie, czy organ wykazał w prawidłowo przeprowadzonym postępowaniu, że zachodziła w sprawie niedopuszczalność odwołania czy też – jak miało to miejsce w niniejszej prawie – doszło do uchybienia terminu do jego wniesienia.

W ocenie Sądu Kolegium nie miało podstaw do uznania, iż odwołanie od decyzji Burmistrza Miasta R. orzekającej w przedmiocie świadczenia wychowawczego zostało przez skarżącą wniesione z uchybieniem terminu.

Z akt sprawy wynika, że niewątpliwie – wobec niekwestionowanego faktu doręczenia skarżącej decyzji 28.5.2020 r. termin do wniesienia od niej odwołania upływał z dniem 13.6.2020 r. Jak wynika jednak ze znajdującego się w aktach organu I instancji pisma SKO, skarżąca złożyła do organu I instancji odwołanie od decyzji Burmistrza Miasta R. poprzez pocztę elektroniczną (w formie zwykłego e-maila z 4.6.2020 r.), które następnie wraz z aktami sprawy zostało przekazane do Kolegium, jednakże Kolegium nie uznało tak złożonego odwołania za podanie w rozumieniu KPA i zwróciło przekazane akta sprawy do organu I instancji z wyjaśnieniem, że brak jest w tej sytuacji podstaw do prowadzenia postępowania przez organ odwoławczy i wydania rozstrzygnięcia w sprawie.

Mając na uwadze opisany stan rzeczy zwrócić należy uwagę na przepis art. 63 § 1 KPA, który stanowi, że podania (żądania, wyjaśnienia, odwołania, zażalenia) mogą być wnoszone pisemnie, telegraficznie, za pomocą telefaksu lub ustnie do protokołu, a także za pomocą innych środków komunikacji elektronicznej przez elektroniczną skrzynkę podawczą organu administracji publicznej utworzoną na podstawie ustawy z 17.2.2005 r. o informatyzacji działalności podmiotów realizujących zadania publiczne.

Forma złożenia podania w postaci elektronicznej jest zatem dopuszczalna. Niewątpliwe art. 63 § 3a KPA wskazuje przy tym, że podanie wniesione w formie dokumentu elektronicznego powinno:

  1. być uwierzytelnione przy użyciu mechanizmów określonych w art. 20a ust. 1 albo ust. 2 ustawy z 17.2.2005 r. o informatyzacji działalności podmiotów realizujących zadania publiczne (w dniu sporządzanego przez Kolegium ww. pisma przepis ten nosił brzmienie: „być opatrzone kwalifikowanym podpisem elektronicznym, podpisem zaufanym albo podpisem osobistym, lub uwierzytelniane w sposób zapewniający możliwość potwierdzenia pochodzenia i integralności weryfikowanych danych w postaci elektronicznej”);
  2. zawierać dane w ustalonym formacie, zawartym we wzorze podania określonym w odrębnych przepisach, jeżeli te przepisy nakazują wnoszenie podań według określonego wzoru;
  3. zawierać adres elektroniczny wnoszącego podanie.

Brak formalny

Brak na podaniu wnoszonym w formie elektronicznej bezpiecznego podpisu elektronicznego, weryfikowanego za pomocą ważnego kwalifikowanego certyfikatu jest brakiem formalnym, który może być usunięty w trybie art. 64 § 2 KPA, o ile znany jest adres wnoszącego podanie (por. wyroki WSA: w Poznaniu z 13.4.2014 r., II SA/Po 739/10, Legalis, w Gliwicach z 15.7.2010 r., IV SA/Gl 890/09, Legalis; w Łodzi z 13.5.2015 r., II SA/Łd 35/15, Legalis).

Art. 64 § 2 KPA wskazuje bowiem, że jeżeli podanie nie czyni zadość innym wymaganiom ustalonym w przepisach prawa, należy wezwać wnoszącego do usunięcia braków w terminie siedmiu dni z pouczeniem, że nieusunięcie tych braków spowoduje pozostawienie podania bez rozpoznania. Na podstawie art. 64 § 2 KPA uzupełnieniu podlega brak podpisu pod podaniem, w tym również brak bezpiecznego podpisu elektronicznego weryfikowanego za pomocą ważnego kwalifikowanego certyfikatu na podaniu wnoszonym w formie elektronicznej.

Brak na podaniu wnoszonym w formie elektronicznej bezpiecznego podpisu elektronicznego weryfikowanego za pomocą ważnego kwalifikowanego certyfikatu można natomiast uzupełnić przez przesłanie podania przez wnoszącego i opatrzenie go bezpiecznym podpisem elektronicznym bądź też wniesienie podania w formie pisemnej opatrzonego podpisem (zob. wyrok WSA w Warszawie z 11.8.2011 r., II SA/Wa 1319/11, Legalis).

W rozpoznawanej sprawie, po otrzymaniu „po raz pierwszy” przez Kolegium, przesłanego wraz z aktami sprawy odwołania strony, które zostało wniesione poprzez pocztę elektroniczną w formie zwykłego e-maila z 4.6.2020 r., organ odwoławczy nie uczynił zadość obowiązkowi wskazanemu w art. 64 § 2 KPA i nie wezwał skarżącej do uzupełnienia braku formalnego tego odwołania poprzez jego podpisanie, co niewątpliwie stanowiło naruszenie wskazanego przepisu postępowania. Ostatecznie – jak należy przyjąć – skarżąca uzupełniła ten brak z własnej inicjatywy poprzez nadesłanie do Kolegium podpisanego odwołania, dlatego wzywanie jej w tym trybie do uzupełnienia braku formalnego wniesionego w niniejszej sprawie odwołania jest w chwili obecnej bezcelowe. Organ odwoławczy aktualnie dysponuje podpisanym odwołaniem, które powinno zostać rozpoznane.

Omawiane orzeczenie wprost wskazuje, że wniesienie odwołania zwykłym mailem jest dotknięte brakiem formalnym. Brak ten jest jednakże usuwalny, co powoduje, że organ nie jest władny uznać od razu, że odwołanie nie zostało skutecznie wniesione. Data wysłania maila może zatem decydować o zachowaniu terminu do wniesienia odwołania.

W sprawie Sąd nie wskazał na kwestię wydruku maila przez organ – zatem samo wpłynięcie maila na skrzynkę odbiorczą decydowała o dacie złożenia odwołania do organu.

Orzeczenie z pewnością będzie miało znaczenie dla spraw z ostatniego roku i trwającej pandemii koronawirusa – w czasie tym wielokrotnie szereg wymogów formalnych pism procesowych nie było zachowanych przez strony.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Przetestuj. Sprawdź