Wyłączenie pomocy publicznej dla przedsiębiorcy przez epidemię COVID-19 spod egzekucji

Wyłączenie środków pochodzących z udzielonej przedsiębiorcy pomocy spod egzekucji

W art. 25 PomPublPrzedU planowane jest dodanie ust. 3a, który przewiduje, że środki pochodzące z udzielonej przedsiębiorcy znajdującemu się w trudnej sytuacji ekonomicznej pomocy na ratowanie nie będą podlegały egzekucji sądowej ani administracyjnej. wyjątkiem będzie sytuacja, w której egzekwowana należność pieniężna powstała w związku z naruszeniem warunków, zgodnie z którymi udzielono takiej pomocy. Wspomniane środki w sytuacji ich przekazania na rachunek bankowy, rachunek oszczędnościowy, rachunek oszczędnościowo-rozliczeniowy lub rachunek terminowych lokat oszczędnościowych, będą wolne od zajęcia na podstawie sądowego lub administracyjnego tytułu wykonawczego.

Udzielenie pomocy powinno poprzedzać wdrożenie planu restrukturyzacyjnego

Omawiana nowelizacja ma na celu jasne wskazanie, że tymczasowego wsparcia restrukturyzacyjnego udziela się na wdrożenie uproszczonego planu restrukturyzacji (art. 30 ust. 1 PomPublPrzedU). Zmiana ta jednoznacznie wskazuje, że to pomoc ma zostać udzielona na wdrożenie planu, a więc determinuje, że udzielenie pomocy jest czynnością, które poprzedza wdrożenie tego planu.

Komentarze do ustaw antykryzysowych. Moduł COVID-19 bezpłatnie w każdej konfiguracji. Sprawdź

Przebranżowienie

Ważne rozwiązanie przewiduje nowy art. 30 ust. 1a PomPublPrzedU, który umożliwia przedsiębiorcom wykorzystania tymczasowego wsparcia restrukturyzacyjnego w celu dokonania przebranżowienia, które może polegać zarówno na zmianie przedmiotu działalności przedsiębiorcy, jak i na zmianie profilu produkcyjnego. Przy czym zmiana przedmiotu działalności traktowana jest jako przejście pod zupełnie inną, nie związaną z poprzednią, klasyfikację PKD. Dzieje się tak, gdyż pomoc służyć ma przywróceniu przedsiębiorcy długoterminowej rentowności, co nie sprowadza się jedynie do restrukturyzacji długów, ale także do rezygnacji z nieprzynoszącej dochodów działalności, na rzecz działalności bardziej rentownej w obecnej sytuacji.

Uzasadnienie udzielania pomocy publicznej przedsiębiorcom w celu ratowania lub restrukturyzacji

Planowane jest też zmiana brzmienia przepisów art. 51 PomPublPrzedU. Zgodnie bowiem z Komunikatem Komisji Europejskiej Wytyczne dotyczące pomocy państwa na ratowanie i restrukturyzację przedsiębiorstw znajdujących się w trudnej sytuacji (Dz.Urz. UE C z 2014 r. Nr 249, s. 1-28), epidemia COVID-19 może stanowić „wyjątkową i nieprzewidzianą okoliczność”, z powodu której przedsiębiorca wymaga pilnego wsparcia płynności finansowej, nawet jeżeli nie jest przedsiębiorcą w trudnej sytuacji ekonomicznej. Dlatego też na mocy PomPublPrzedU, do 31.12.2021 r. jako trudności społeczne lub niedoskonałości rynku przedsiębiorca znajdujący się w trudnej sytuacji ekonomicznej we wniosku o pomoc na ratowanie, wniosku o tymczasowe wsparcie restrukturyzacyjne lub wniosku o pomoc na restrukturyzację może wskazać, łącznie z inną lub innymi okolicznościami, ryzyko opuszczenia rynku w wyniku trudności związanych z zaistnieniem epidemii COVID-19. Oznacza to oczywiście, że samo wystąpienie negatywnych skutków COVID-19 nie wystarczy do uzyskania wsparcia. Należy też wykazać inne okoliczności o charakterze strukturalnym na rynku.

Co więcej, do 31.12.2021 r. realizacja zadań wynikających z ustawy w zakresie udzielania pomocy przedsiębiorcom znajdującym się w trudnej sytuacji ekonomicznej albo przedsiębiorcom, którzy z powodu zaistnienia wyjątkowych i nieprzewidzianych okoliczności, spowodowanych epidemią COVID-19, wymagają pilnego wsparcia płynności finansowej, może być dofinansowana ze środków Funduszu Przeciwdziałania COVID-19, o którym mowa w art. 65 ustawy z 31.3.2020 r. o zmianie ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2020 r. poz. 568, ze zm.).

Wejście w życie i przepisy przejściowe

Do postępowań o udzielenie pomocy wszczętych i niezakończonych na podstawie aktualnie obowiązującej PomPublPrzedU stosowane będą przepisy tej ustawy w brzmieniu dotychczasowym aż do prawomocnego zakończenia postępowania.

Omawiana nowelizacja przepisów PomPublPrzedU powinna wejść w życie z dniem następującym po dniu ogłoszenia.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Przetestuj. Sprawdź

Zasady ustalania treści testamentu

A.B. we własnoręcznie sporządzonym testamencie polecił aby by jego majątek po uregulowaniu długów rozdzielić, jak to określił „między przyjaciół, mężczyzn ze zdjęcia”, bez wskazania jednak o które zdjęcie chodzi. Po jego nagłej śmierci dokument ten znaleziono w kieszeni zmarłego, zaś w jego szafce w zakładzie pracy była kserokopia zdjęcia 11 kolegów z pracy. Jeden z nich wystąpił do sądu o stwierdzenie nabycia spadku przez osoby znajdujące się na tym zdjęciu. Sąd I instancji stwierdził, że testament jest nieważny. Jak wyjaśniono, nie ma żadnego dowodu, że spadkodawcy chodziło o przedstawione przez kolegę z pracy zdjęcie. Wnioskodawca przekonywał, że to zdjęcie miało dla zmarłego szczególne znaczenie, jednak Sąd stwierdził, iż istniały inne zdjęć, na których widnieli znajomi spadkodawcy. W ocenie Sądu nie można ustalać spadkobierców w drodze wykładni testamentu, dlatego stwierdził on nabycie spadku na podstawie dziedziczenia ustawowego przez braci spadkodawcy, po odrzuceniu spadku przez rodziców zmarłego.

Prawo i postępowanie cywilne – najczęściej wybierane moduły w Systemie Legalis Sprawdź

Sąd II instancji skierował do Sądu Najwyższego pytanie prawne:

Czy w sytuacji, gdy treść testamentu własnoręcznego nie pozwala na ustalenie kręgu osób powołanych przez spadkodawcę do spadku, gdyż wskazano w nim jako spadkobierców przyjaciół spadkodawcy (mężczyzn z bliżej nieokreślonego zdjęcia), możliwe jest dociekanie woli osoby sporządzającej testament w oparciu o zeznania świadków lub samej zainteresowanej dziedziczeniem?

W uzasadnieniu postanowienia podkreślono, że zgodnie z art. 959 KC osoba spadkobiercy powinna być oznaczona w testamencie, choć jednocześnie brak jest obowiązku podania imienia i nazwiska tej osoby. W rezultacie za dopuszczalne uznaje się wskazanie spadkobiercy w sposób opisowy, jednak tylko taki, który pozwala zidentyfikować go w sposób niebudzący wątpliwości (zob. postanowienie SN z 13.6.2001 r., II CKN 543/00, Legalis; postanowienie SN z 31.3.1999 r., I CKN 1104/97, Legalis). Jednoczenie podkreśla się, że jeżeli treść testamentu nie jest jasna i zastosowano w nim niejednoznaczne kryteria identyfikujące osoby powołane do spadku, określenie spadkobierców w drodze wykładni testamentu stanowiłoby jego niedopuszczalne uzupełnienie. W szczególności nie jest możliwe dociekanie woli osoby sporządzającej testament w którejś z dopuszczonej ustawą form pisemnych, na podstawie zeznań świadków lub osoby zainteresowanej dziedziczeniem (zob. wyrok SA w Katowicach z 7.12.2018 r., I ACa 370/18, Legalis, postanowienie SN z 21.10.2016 r., IV CSK 837/15, Legalis).

Sąd II instancji podkreślił, że charakter prawny testamentu uzasadnia odmienne, względem ogólnego reżimu, unormowanie reguł wykładni testamentu, przejawiające się w prymacie interpretacji subiektywnej, nawiązującej wyłącznie do punktu widzenia spadkodawcy, nie zaś innych osób. Wobec tego testament należy tak tłumaczyć, żeby zapewnić możliwie najpełniejsze urzeczywistnienie woli spadkodawcy wyrażonej przez niego w testamencie (zob. postanowienie SN z 14.5.2015 r., I CSK 489/14, Legalis). Ustalenie treści testamentu powinno następować w pierwszej kolejności według szczegółowych zasad określonych w art. 959 KC, a dopiero w dalszej kolejności według reguł ogólnych ustanowionych w art. 948 KC. Doniosłość tych drugich wiąże się z sytuacją, gdy tekst testamentu nie jest jasny. Jego tłumaczenie powinno uwzględnić elementy subiektywne indywidualizujące spadkodawcę takie jak jego cechy osobiste, cechy i zwyczaje środowiska, w którym funkcjonował i panujący w nim język. Przyjmuje się, że zakaz uzupełniania treści testamentu nie wyłącza możliwości ustalenia spadkobiercy w drodze reguł wykładni testamentu, o których jest mowa w art. 948 § 2 KC, określanej w doktrynie, z uwagi na cel jaki ma realizować w postaci nadania rozrządzeniu testatora rozsądnej treści, mianem wykładni uzupełniającej, co należy odróżnić od samego uzupełnienia tej czynności (zob. postanowienie SN z 29.5.2018 r., I CSK 43/18, Legalis; postanowienie SN z 11.8.2010 r., I CSK 62/10, Legalis). W sytuacji, gdy możliwe jest różne rozumienie postanowień testamentu, konieczne jest przyjęcie takiej wykładni, która pozwala utrzymać rozrządzenia spadkodawcy w mocy i nadać im rozsądną treść (zob. postanowienie SN z 29.04.2010 r., IV CSK 524/09, Legalis).

Sąd Najwyższy stwierdził, że nakaz dążenia do ustalenia rzeczywistej woli testatora powoduje konieczność odejścia od elementów obiektywnych i sięgnięcia do metody wykładni subiektywno-indywidualnej. Sąd powinien więc dążyć do ustalenia rzeczywistej woli testatora i czynić to z uwzględnieniem wszelkich okoliczności zewnętrznych, choćby nie wspomniano o nich w treści testamentu. Należą do nich m.in.: relacje spadkodawcy z osobami, dla których przeznaczono w testamencie korzyść lub pominiętymi, motywy, zachowanie oraz wypowiedzi spadkodawcy co do testamentu, niezależnie kiedy nastąpiły. Wymienione okoliczności można ustalać wszelkimi dopuszczalnymi dowodami, nie sprzeciwia się bowiem temu art. 247 KC, gdyż dochodzi w ten sposób do wyjaśnienia osnowy dokumentu.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Przetestuj. Sprawdź

Firma odliczy wydatki na walkę z koronawirusem

W czasie pandemii przedsiębiorcy mogą odliczyć wszystkie wydatki, które pomagają uniknąć zarażenia wirusem wśród załogi. Fiskus zgadza się też, że jeśli już dojdzie do zachorowania, pracodawca może wrzucić w koszty sprzęt, który pomaga wyzdrowieć.

Taką odpowiedź otrzymała spółka produkująca sprzęt elektroinstalacyjny, która zatrudnia ponad 500 osób. Większość pracuje w dużej hali produkcyjnej, co oznacza duże ryzyko zarażenia. Spółka podejmuje więc różne środki zaradcze, takie jak maseczki, przyłbice, rękawiczki jednorazowe czy środki do dezynfekcji rąk. Dysponuje również termometrami.

Spółka kupiła też dwa koncentratory tlenu oraz dwa pulsoksymetry w celu monitorowania i łagodzenia przebiegu ewentualnej choroby wśród pracowników i ich rodzin, także w ich domach. Sprzęt ten pozwala zapobiegać powikłaniom covidowym.

Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej zgodził się, że poniesione wydatki można wrzucić w koszty. W czasie epidemii niezwykle istotna jest bowiem ochrona zdrowia pracowników. Odliczeniu podlegają zarówno wydatki prewencyjne (np. zakup środków ochrony osobistej), jak i ponoszone, gdy doszło już do zakażenia pracowników.

„Zakupione urządzenia są pomocne w monitorowaniu i zwalczaniu skutków choroby, a co za tym idzie, szybszym powrocie pracowników do zdrowia. Ponadto działanie pracodawcy, który ma na uwadze zdrowie pracowników, motywuje ich do pracy i przyczynia się do budowania pozytywnego wizerunku wśród załogi, co wpływa na większe zaangażowanie i wzrost wydajności pracy” – argumentuje dyrektor KIS.

Fiskus zgadza się, że w kosztach podatkowych można rozliczyć testy na Covid-19 dla pracowników. Co ważne, dotyczy to również osób współpracujących z firmą na umowach zlecenia, umowach o dzieło czy tzw. samozatrudnionych prowadzących własną działalność gospodarczą.

Kosztem uzyskania przychodu mogą być też wydatki, które mają nie dopuścić do transmisji wirusa wśród załogi. Przykładem może być zwrot opłat za dojazd do pracy taksówką lub za miejsce parkingowe w przypadku dojazdu własnym samochodem. Dzięki temu pracownik unika zakażenia.

Przedsiębiorca odliczy też wydatki poniesione w związku z organizację pracy zdalnej. Przykładem jest zakup składników majątku firmowego, takich jak komputery czy drukarki, przekazanych pracownikom do wykonywania pracy zdalnej.

Numer interpretacji: 0111-KDIB1-3.4010.584.2020.2.IM

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Przetestuj. Sprawdź

Wykazanie wysokości szkody jest niezbędnym warunkiem ubiegania się o odszkodowanie

Stan faktyczny

W październiku 2012 r. M.P. kupiła samochód za 7,9 tys. zł. Już kilkanaście dni później, C.K. włączając się do ruchu nie zachował ostrożności i wjechał w jej auto. Ubezpieczyciel sprawcy wykonał kalkulację kosztów naprawy uszkodzonego pojazdu, określając ją na kwotę ponad 6 tys. zł., przy czym wartość pojazdu przed szkodą została wyliczona na kwotę ponad 15 tys. zł. Poszkodowana nie dokonała naprawy uszkodzonego pojazdu i sprzedała go w stanie powstałym na skutek kolizji, a następnie wystąpiła z powództwem przeciwko ubezpieczycielowi sprawcy domagając się zasądzenia ponad 5 tys. zł. bowiem pozwany nie wypłacił jej odszkodowania za szkody powstałe w pojeździe na skutek zdarzenia drogowego. Sąd I instancji oddalił powództwo wskazując, że wysokość szkody powinna zostać określona poprzez wskazanie uszczerbku majątkowego związanego z utratą wartości przez pojazd, ustalony poprzez porównanie wartości pojazdu po wypadku i przed tym zdarzeniem. Jednak M.P. ani nie przedstawiła takich danych, ani nie zgłosiła stosownych wniosków dowodowych pozwalających określić jej uszczerbek majątkowy, stanowiący podlegającą wyrównaniu szkodę.

Sąd II instancji oddalił apelację powódki. W uzasadnieniu orzeczenia stwierdzono, że szkodą poniesioną przez M.P. nie jest hipotetyczny koszt naprawy pojazdu, ale utrata tego, czego nie uzyskała ona w trakcie sprzedaży na skutek uszkodzenia samochodu. W celu dokonania oceny wysokości szkody konieczne było więc ustalenie kwoty uzyskanej w wyniku zawartej umowy sprzedaży uszkodzonego pojazdu, którą należałoby zestawić z wartością pojazdu sprzed kolizji, dopiero wówczas możliwe byłoby prawidłowe określenie uszczerbku w majątku powódki. Tymczasem M.P. nie tylko nie przedstawiła umowy sprzedaży uszkodzonego pojazdu, ale nie podała również jaką kwotę uzyskała na podstawie tej umowy za uszkodzony samochód.

Skargę nadzwyczajną od wyroku Sądu II instancji wniósł Prokurator Generalny, który oparł ją na zarzucie rażącego naruszenia prawa, tj. art. 361 § 2 KC oraz art. 363 § 1 i 2 KC, poprzez ich błędną wykładnię, polegającą na przyjęciu, że wysokość poniesionej przez powódkę szkody, stanowi różnicę pomiędzy wartością stanowiącego jej własność pojazdu przed zaistnieniem zdarzenia, a jego wartością ustaloną według ceny sprzedaży pojazdu uszkodzonego, oraz uznaniu, iż warunkiem ustalenia wysokości odszkodowania jest dokonanie naprawy uszkodzonego pojazdu.

Prawo i postępowanie cywilne – najczęściej wybierane moduły w Systemie Legalis Sprawdź

Wyrok SN

Sąd Najwyższy oddalając skargę podkreślił, że odszkodowanie ustala się z jednej strony respektując zasadę pełnego odszkodowania, z drugiej zaś nie przekraczając wysokości faktycznie doznanej przez poszkodowanego szkody, tak, aby nie dopuścić do jego nieuzasadnionego wzbogacenia. Zgodnie z art. 361 § 2 KC, szkoda może polegać albo na stracie, którą poniósł poszkodowany, albo na pozbawieniu go korzyści, które mógłby uzyskać, gdyby mu szkody nie wyrządzono. Ustalenie jej wysokości następuje poprzez porównanie dwóch wartości, czyli stanu majątku poszkodowanego istniejącego po zdarzeniu, z którego szkoda wynikła, z hipotetycznym stanem majątku poszkodowanego, który istniałby, gdyby owo zdarzenie nie nastąpiło. Wbrew zarzutom Prokuratora Generalnego, stanowisko Sądu II instancji nie bazuje na założeniu, że warunkiem ustalenia wysokości odszkodowania jest dokonanie naprawy uszkodzonego pojazdu, stanowi natomiast wyraz prawidłowego zastosowania metody dyferencyjnej przy ustalaniu wysokości doznanej przez powódkę szkody.

Sąd Najwyższy wskazał, że w stanie faktycznym niniejszej sprawy kluczowe było ustalenie wysokości rzeczywiście doznanej przez M.P. szkody, za pomocą zaproponowanych przez nią dowodów. To bowiem na powódce, z mocy art. 232 zd. 1 KPC i odpowiadającego mu art. 6 KC, spoczywał ciężar przedstawienia odpowiednich dowodów i udowodnienia za ich pomocą nie tylko okoliczności powstania szkody, ale także jej wysokości. Skoro dochodziła ona równowartości ubytku wartości pojazdu na dzień zaistnienia szkody, odpowiadającej hipotetycznym kosztom naprawy, jakie poniosłaby przywracając pojazd do stanu sprzed szkody, to powinna powołać miarodajne dowody nie tylko dla ustalenia wysokości owych hipotetycznych kosztów naprawy, ale także na okoliczność wartości pojazdu przed zdarzeniem drogowym i po tym zdarzeniu. W uzasadnieniu wyroku zwrócono uwagę na wątpliwości jakie rodzi różnica między ceną, za jaką powódka kupiła pojazd, a wartością pojazdu w stanie nieuszkodzonym wyliczoną na potrzeby postępowania likwidacyjnego. Jednak na skutek sprzedaży uszkodzonego pojazdu niemożliwe było ustalenie rzeczywistej wysokości doznanej przez M.P. szkody – poprzez porównanie stanu faktycznego samochodu przed zdarzeniem szkodowym i po nim. W aktach sprawy brak jest jakichkolwiek danych co do ceny, jaką powódka uzyskała ze sprzedaży uszkodzonego pojazdu i tego, w jakim stanie technicznym znajdował się w tej dacie pojazd, czyli takim jak po kolizji, czy zmienionym. W rezultacie brak jest możliwości ustalenia, nawet w przybliżeniu, jaki uszczerbek powstał w majątku M.P. na skutek kolizji, nie przedstawiła ona bowiem żadnych twierdzeń związanych z wartością samochodu przed zdarzeniem, poprzestając na domaganiu się odszkodowania odpowiadającego hipotetycznym kosztom naprawy pojazdu, który zbyła jeszcze przed zainicjowaniem postępowania sądowego.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Przetestuj. Sprawdź

Skarbówka tnie koszty w spółkach komandytowych

– Zawieranie umów ze wspólnikami to powszechna praktyka. Wykonują oni na rzecz spółki różne usługi, np. konsultingowe. Przed zmianą przepisów nie było problemów z rozliczaniem ich w kosztach. Mogło to dać pewne korzyści podatkowe. Zwłaszcza wtedy, gdy wspólnik płacił w swojej firmie niższy podatek – tłumaczy Tomasz Piekielnik, doradca podatkowy, właściciel firmy doradczej PBC.

Konsekwencje zmiany przepisów

W tym roku spółki komandytowe stały się jednak podatnikami CIT.

– Spowodowało to podwójne opodatkowanie, a także inne konsekwencje, m.in. obowiązek stosowania przepisu ograniczającego rozliczanie w kosztach usług niematerialnych nabywanych od powiązanych podmiotów. Roczny limit odliczenia wynosi 3 mln zł powiększone o 5 proc. wartości wskaźnika tzw. podatkowej EBITDA (zysk operacyjny) spółki – wyjaśnia Bartosz Sankiewicz, doradca podatkowy, partner w NGL Tax.

– W formie spółki komandytowej działa wiele dużych przedsiębiorstw, także z udziałem kapitału zagranicznego, np. supermarketów czy deweloperów. Łatwo im ten limit przekroczyć – mówi Tomasz Piekielnik.

– Wiele firm funkcjonujących w grupach kapitałowych wspiera się usługami niematerialnymi, np. zarządzania, z centrali – dodaje Bartosz Sankiewicz.

O to, czy limity rozliczenia dotyczą też świadczeń od wspólników, zapytała spółka komandytowa, w której komplementariuszem jest spółka z o.o. Ze wspólnikiem została podpisana umowa na wykonywanie usług niematerialnych. We wniosku o interpretację podkreślono, że sam fakt bycia wspólnikiem nie powoduje, iż staje się on podmiotem powiązanym. Wydatki na jego usługi można więc rozliczać w całości w kosztach.

Fiskus był jednak innego zdania. Stwierdził, że wspólnicy spółki podejmują w niej najważniejsze decyzje, w tym o jej utworzeniu. Uczestniczą więc w jej zarządzaniu. Przesądza to o istnieniu powiązań. Spółka nie może więc rozliczać wszystkich wydatków na usługi wspólników w podatkowych kosztach (interpretacja dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej nr 0114-KDIP2-2.4010.357.2020.1.AS).

Generator wniosków KRS – o 80% krótszy czas na wypełnienie wniosku do KRS! Sprawdź

Nowy hamulec dla biznesu

Do podobnej konkluzji fiskus doszedł w dwóch innych interpretacjach. Trudno więc liczyć na to, że zmieni zdanie. – Skarbówka zakwestionuje przekraczające limit usługi wspólnika spółki komandytowej, niezależnie od tego, czy jest nim osoba prawna czy fizyczna. Bez względu na to, czy chodzi o komplementariusza czy komandytariusza. To nowy hamulec w ich działalności – podkreśla Tomasz Piekielnik.

Przypomnijmy, że zgodnie z nowymi zasadami, obowiązującymi od 1 stycznia, spółka komandytowa płaci CIT od swojego dochodu z działalności. Oprócz tego podatek trzeba odprowadzić od zysku wspólników. Daninę komplementariusza można obniżyć (proporcjonalnie) o CIT od dochodu spółki. Zwolnienie jest też dla komandytariuszy, ma jednak bardzo trudne do spełnienia warunki.

Na przekształcenie jeszcze czas

Nowe zasady opodatkowania nie spowodowały na razie spadku liczby spółek komandytowych. Z danych przesłanych „Rzeczpospolitej” przez Główny Urząd Statystyczny wynika, że w lipcu zeszłego roku, jeszcze przed ogłoszeniem zmian, było ich 43 148. W lutym 2021 r. 43 145.

Eksperci podkreślają jednak, że wszystko się rozstrzygnie za miesiąc. Spółki komandytowe mogą bowiem postanowić, że staną się podatnikiem CIT dopiero 1 maja.

– Wiele z nich złożyło do Krajowego Rejestru Sądowego wnioski o przekształcenie, podając jako jego datę właśnie 1 maja – mówi Tomasz Piekielnik.

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

Marcin Palusiński, doradca podatkowy, radca prawny, partner w DSK Kancelaria

Przepis ograniczający koszty usług niematerialnych od podmiotów powiązanych obowiązuje już ponad trzy lata. Do końca zeszłego roku nie dotyczył jednak spółek komandytowych. Teraz muszą się z nim zmierzyć, co jest konsekwencją, nieprzyjemną, ale spodziewaną, tego, że stały się podatnikami CIT. Nie będzie to łatwe, bo zasady limitowania usług niematerialnych od początku budzą duże wątpliwości. Doczekały się zresztą tysięcy interpretacji. Przypomnę, że na cenzurowanym są m.in. usługi doradcze, zarządzania i kontroli, badania rynku czy reklamowe. Oraz najbardziej dyskusyjne „świadczenia o podobnym charakterze”. Spółkom komandytowym nie pozostaje nic innego, jak przejrzeć wszystkie umowy i przeanalizować, które usługi są wyłączone z kosztów. Niewykluczone, że będą musiały część kupować na zewnątrz, co po uwzględnieniu korzyści podatkowej może być tańszym rozwiązaniem.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Przetestuj. Sprawdź

Dopłaty do oprocentowania kredytów bankowych udzielanych przedsiębiorcom dotkniętym skutkami COVID-19

Warunki zwiększenia wysokości dopłat oraz wydłużenie terminu wypłaty dopłat

Planowana nowelizacja przepisów DopłKredBankCOVID19U przewiduje zwiększenie wysokości dopłat do 100 proc. odsetek należnych bankowi dla przedsiębiorców, którzy w dniu 31.12.2019 r. wykonywali, jako przeważającą, działalność gospodarczą szczególnie dotkniętą skutkami COVID-19 – nowy art. 8 ust. 2a DopłKredBankCOVID19U. Przedsiębiorcy uprawnieni do wsparcia będą określeni poprzez wskazanie przez ministra właściwego do spraw gospodarki, w drodze rozporządzenia, rodzajów działalności, sklasyfikowanych według Polskiej Klasyfikacji Działalności (PKD), szczególnie dotkniętych skutkami COVID-19, biorąc pod uwagę ograniczenia w wykonywaniu działalności gospodarczej w związku z COVID-19. Dopłaty będą tym przedsiębiorcom wypłacane za okres nie dłuższy niż 24 miesiące od zawarcia umowy kredytu z dopłatą.

Celem powyższego rozwiązania jest zwiększenie wykorzystania środków przeznaczonych na wsparcie przedsiębiorców. Chodzi tutaj o zwłaszcza o zwiększenie wypłacanej im kwoty pomocy oraz zwiększenie wsparcia dla przedsiębiorców najbardziej poszkodowanych przez epidemię COVID-19.

Komentarze do ustaw antykryzysowych. Moduł COVID-19 bezpłatnie w każdej konfiguracji. Sprawdź

Wydłużenie terminu przekazania środków zwróconych przez przedsiębiorcę oraz odzyskanych przez bank

Ostatnia nowelizacja ustawy z 2.3.2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 1842 ze zm.) zmieniła treść przepisu art. 5 DopłKredBankCOVID19U, wydłużając okres zawierania umów z dopłatami do oprocentowania kredytów bankowych udzielanych przedsiębiorcom szczególnie dotkniętym skutkami koronawirusa. W związku z tym wydłużony zostanie także termin przekazania środków zwróconych przez przedsiębiorcę oraz odzyskanych przez bank udzielający kredytu na rachunek Funduszu Dopłat do Oprocentowania do 24 miesięcy licząc od dnia, do którego mogą być zawierane umowy kredytu z dopłatą (zmieniany art. 9 ust. 7 DopłKredBankCOVID19U).

Zmiana w zakresie terminu limitu wydatków

W związku z powyższymi zmianami, a szczególnie w związku z przesunięciem okresu zawierania umów kredytów z dopłatami i wydłużaniem okresu stosowania dopłat dla działalności gospodarczych szczególnie dotkniętych skutkami COVID-19 zmianie ulegnie też sposób podziału środków finansowych przeznaczonych z budżetu państwa na dopłaty do oprocentowania kredytów bankowych udzielanych przedsiębiorcom dotkniętym skutkami epidemii koronawirusa. W nowym brzmieniu art. 102 DopłKredBankCOVID19U stanowi, że maksymalny limit wspomnianych wydatków z budżetu państwa na dopłaty do kredytów wyniesie w latach 2020-2029 567 600 000 zł i nie zmieni się. Na rok 2020 przewidziano kwotę 50 000 000 zł, na 2021 r. kwotę 271 200 000 zł, na 2022 r. – 189 640 000 zł, a na 2023 r. – 56 760 000 zł. Przy czym, gdyby w poszczególnych latach 2020–2022 nie udało się wykorzystać przyjętego maksymalnego limitu wydatków, maksymalny limit wydatków na kolejny rok budżetowy może zostać odpowiednio zwiększony.

Przepisy przejściowe

Planowana nowelizacja DopłKredBankCOVID19U, że do kredytów z dopłatami udzielonych przed wejściem w życie omawianej noweli DopłKredBankCOVID19U będą stosowane przepisy dotychczasowe. Oznacza to, że do kredytów zastosowanie znajdzie 12 miesięczny okres wypłaty dopłat oraz dopłaty będą stanowiły odpowiednią część odsetek należnych bankowi udzielającemu kredytu z dopłatą. Warto podkreślić, że nowelizacja dopuszcza możliwość złożenia przez przedsiębiorcę wykonującego działalność gospodarczą szczególnie dotkniętą skutkami epidemii COVID – 19 wniosku o zmianę warunków udzielenia kredytu na korzystniejsze warunki wynikające z nowelizacji, w tym wydłużenie okresy wypłaty dopłat do 24 miesięcy. Nowe warunki będą obowiązywać od zawarcia umowy zmieniającej umowę kredytu z dopłatą.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Przetestuj. Sprawdź

Zapisy umowy powierzenia pod lupą Prezesa UODO

Kontrola UODO

Testowa migracja danych na nową platformę szkoleniową KSSIP skutkowała wyciekiem informacji personalnych sędziów, asesorów sądowych, prokuratorów i asesorów prokuratury, referendarzy sądowych, asystentów sędziów, asystentów prokuratorów, kuratorów zawodowych oraz urzędników sądów i prokuratury.

Ujawnione zostały dane, takie jak: imię i nazwisko, adres e-mail, nazwa użytkownika, numer telefonu, jednostka, wydział, adres jednostki, miejscowość, numer ewidencyjny PESEL.

Zgłoszenie naruszenia ochrony danych osobowych skierowane do Prezesa UODO spowodowało podjęcie przez organ nadzorczy czynności kontrolnych, mających na celu ustalenie przyczyn wycieku danych.

Problematyczna w sprawie okazała się treść umowy powierzenia przetwarzania danych jaką KSSIP zawarła z podmiotem świadczącym usługi związane z hostingiem platformy szkoleniowej.

Zdaniem Prezesa UODO, umowa:

Ponadto, w ocenie organu nadzorczego, KSSIP jako administrator danych w niedostateczny sposób zaangażowała podmiot przetwarzający w proces migracji i nie udzieliła pełnych informacji o podejmowanych czynnościach i oczekiwanych rezultatach, jak i o istotności podejmowanych działań, pod kątem ochrony danych osobowych.

Ochrona danych osobowych – Sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

Przyczyny wycieku danych

Jak wskazano w decyzji: „W ocenie Prezesa UODO model współpracy administratora z podmiotem przetwarzającym był nieskuteczny. Nieporozumienia wynikające z przedstawionej korespondencji i brak zrozumienia przez administratora roli, jaką pełni w relacji z podmiotem przetwarzającym, doprowadziły do naruszenia ochrony danych osobowych.”

Prezes UODO nie miał zarzutów do działań podmiotu przetwarzającego. Stwierdził, że procesor wypełniał obowiązki wynikające z umowy powierzenia i umowy głównej, a także stosował przyjęte przez siebie środki organizacyjne mające na celu zapewnienie bezpieczeństwa systemów informatycznych.

W ocenie Prezesa UODO to KSSiP nie wywiązała się ze swoich obowiązków, jako administrator danych poprzez nie dokonanie właściwej analizy i oceny ryzyk związanych z przeprowadzanym procesem migracji. Za niewystarczające, uznał Prezes UODO, ograniczenie analizy ryzyk do oceny kwalifikacji hostingodawcy. Korzystanie z usług profesjonalnego hostingodawcy, posiadającego niezbędne certyfikaty (w tym ISO), samo w sobie nie ogranicza ryzyk związanych z bezpieczeństwem danych. Działanie takie, Prezes UODO uznał za nieadekwatne do charakteru podejmowanych czynności w związku z migracją, jak i charakteru zawartej umowy usługi hostingu. Przede wszystkim jednak, jak stwierdził Prezes UODO, KSSIP jako administrator nie upewniła się, że przetwarzane dane osobowe będą odpowiednio zabezpieczone.

Działania KSSIP Prezes UODO ocenił jako rażące zaniedbanie obowiązków i naruszenie przepisów RODO poprzez niezastosowanie odpowiednich środków technicznych i organizacyjnych mających zagwarantować zdolność do ciągłego zapewnienia poufności usług przetwarzania oraz brak przetestowania i oceny skuteczności środków technicznych i organizacyjnych, a tym samym niewłaściwe uwzględnienie ryzyka związanego ze zmianami w procesie przetwarzania.

Powołując się na orzecznictwo sądów administracyjnych, Prezes UODO wskazał, że dla procesów związanych z ochrona danych fundamentalne jest wprowadzenie takich rozwiązań, które będą adekwatne do poziomu ryzyk i które uwzględniają charakter wykorzystywanych mechanizmów przetwarzania danych osobowych. Analiza prowadzonych procesów przetwarzania danych i ocena ryzyka spoczywa na administratorze. To administrator jest odpowiedzialny za to, aby zastosowane środki i procedury były adekwatne do oszacowanego ryzyka.

Wynika z tego, że w tym zakresie, administrator nie może przerzucać odpowiedzialności na podmiot przetwarzający, nawet jeśli podmiot ten jest profesjonalistą w zakresie prowadzonej przez siebie działalności.

Nałożona kara

Mając na względzie kategorie danych osobowych, których dotyczyło naruszenie ochrony danych osobowych, charakter i wagę naruszenia oraz wysoki stopień odpowiedzialności administratora, Prezes UODO zdecydował o nałożeniu na KSSIP maksymalnej kary pieniężnej, w wysokości 100.000 złotych.

Wpływ na wysokość kary miała liczba poszkodowanych osób (powyżej 50 tys., w tym ponad 40 tys. rekordów obejmowało numery PESEL), funkcje pełnione przez te osoby oraz możliwe konsekwencje zaistniałego naruszenia.

Zdaniem Prezesa UODO, ryzyko niezgodnego z prawem posłużenia się danymi osób pełniących funkcje związane z wymiarem sprawiedliwości jest wysokie. Może bowiem skutkować nie tylko szkodą majątkową, ale także kradzieżą tożsamości lub oszustwem dotyczącym tożsamości, czy wreszcie przed stratą finansową.

Ustalając wysokość administracyjnej kary pieniężnej, Prezes UODO uwzględnił również działania podjęte przez KSSIP w celu zminimalizowania szkody poniesionej przez osoby, których dane dotyczą, takie jak: skierowanie do Prokuratury Krajowej zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa, zgłoszenie naruszenia Prezesowi UODO w terminie, podjęcie czynności mających na celu ustalenie okoliczności w jakich doszło do wycieku danych, poinformowanie osób, których dane dotyczą o incydencie. Jednakże z uwagi na to, że KSSIP jest podmiotem publicznym, wystąpienie tych okoliczności nie miało bezpośredniego wpływu na wysokość nałożonej kary.

Niniejsza decyzja jest doskonałym dowodem na fakt, że Prezes UODO podczas kontroli bierze podczas kontroli pod lupę wszystko, co może mieć związek z odpowiednim stosowaniem przez administratora środków ochrony danych osobowych. W tym przypadku mamy do czynienia z niezwykle szczegółową analizą umowy powierzenia przetwarzania danych. Prezes UODO wskazuje przede wszystkim, że umowy powierzenia powinny być na tyle precyzyjne, aby podmiot przetwarzający wiedział jakie kategorie danych, w jakim zakresie będzie przetwarzał. Istotne jest także odpowiednie sformułowanie obowiązków ciążących na podmiocie przetwarzającym. Zbyt ogólne postanowienia umowy mogą powodować, iż oczekiwania administratora wobec podmiotu przetwarzającego będą szersze niż wynika to z umowy, czy poleceń administratora dotyczących procesów przetwarzania danych.

Ponadto, organ nadzorczy zwrócił także uwagę na kwestie zarządzania ryzykiem przy procesach związanych z przetwarzaniem danych. Jak wynika z decyzji, administrator powinien rozpatrzyć możliwe ryzyka w sposób możliwie jak najszerszy. Przy czym nie chodzi tylko o ryzyko związane z doborem podmiotu przetwarzającego, ale wszelkich okoliczności faktycznych, technicznych i organizacyjnych, które mogą mieć jakikolwiek wpływ na bezpieczeństwo danych osobowych.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Przetestuj. Sprawdź

COVID-19 nie usprawiedliwia każdego opóźnienia

Zawieszone terminy i inwestycje

– Z ankiety przeprowadzonej wśród członków Polskiego Związku Firm Deweloperskich wynika, że aż 84 proc. inwestorów odnotowało wydłużenie procedur administracyjnych w pandemii – mówi Patryk Kozierkiewicz z PZFD. Problemy nastręcza współpraca z urzędami miasta i starostwami. Znaczne utrudnienia deweloperzy napotykają też w sądach wieczystoksięgowych.

– Niektóre urzędy bezrefleksyjnie korzystają z nadanej im przepisami tarczy antykryzysowej możliwości zawieszenia biegu terminów załatwiania spraw, bez podawania jakiejkolwiek przyczyny, na 30 dni. Z punktu widzenia inwestora bardzo ciężko zweryfikować zasadność takiego zawieszenia. Nie jesteśmy w stanie zbadać możliwości kadrowych urzędu ani jego obłożenia –dodaje Kozierkiewicz. Jego zdaniem urząd zawsze powinien wykazać wpływ pandemii na opóźnienia.

– Rozumiem wymogi sanitarne i ograniczenia wizyt w urzędach, ale pandemią tłumaczy się teraz wszelkie zaniechania. A czasem brak decyzji administracyjnej w drobnej sprawie przedłuża cały proces inwestycyjny. To ma ogromny wpływ na gospodarkę – podkreśla Jeremi Mordasewicz, doradca Konfederacji Lewiatan.

– A postępowania ciągnęły się latami i bez pandemii – dodaje Elżbieta Lis, doradca podatkowy z Andersen Tax & Legal.

Teraz jest jeszcze gorzej.

Komentarze do ustaw antykryzysowych. Moduł COVID-19 bezpłatnie w każdej konfiguracji. Sprawdź

Strach przed wirusem

Opieszałość dotyka nie tylko przedsiębiorców. Nawet trzy miesiące można czekać na zasiłek chorobowy, a miesiąc może trwać oczekiwanie na złożenie wniosku o dowód osobisty w urzędzie gminy. Na podłączenie prądu przez spółkę Skarbu Państwa trzeba czekać 18 miesięcy, a gazu – 29. Wszędzie podaje się jedno wytłumaczenie – pandemia.

Sądy administracyjne na szczęście orzekają, że covid nie powinien usprawiedliwiać opieszałości urzędników.

17 miesięcy czekała na wydanie decyzji rozgraniczeniowej właścicielka nieruchomości w woj. małopolskim. Gmina wyjaśniała, że opóźnienie miało związek z epidemią. Postępowanie rozgraniczeniowe wymaga bowiem wyznaczenia rozprawy w terenie, a ani stron, ani geodety nie powinno się narażać na zarażenie.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie uwzględnił skargę na bezczynność z rażącym naruszeniem prawa. Uzasadnił, że żaden przepis nie wstrzymał z powodu epidemii czy też stanu zagrożenia epidemiologicznego wykonywania pomiarów geodezyjnych czy też szerzej – stosowania ustawy – Prawo geodezyjne i kartograficzne (sygn. akt III SAB/Kr).

Zawieszenie biegu terminów w postępowaniu administracyjnym zgodnie z art. 15zzs ust. 1 pkt 5 ustawy z 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem Covid-19 trwało zaś do 24 maja 2020 r. Od tego dnia zaczęły biec terminy. Gmina kolejne miesiące pozostawała więc w bezczynności. Sąd przyznał skarżącej 5 tys. zł jako rekompensatę bezczynności organu.

Nikt nic nie wie

Po blisko roku od złożenia wniosku o zezwolenie na pobyt i pracę w Polsce wojewoda zaczął dopiero sprawdzać, czy przebywająca w naszym kraju cudzoziemka nie stanowi zagrożenia. Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu uznał jednak, że zawieszenie biegu terminów ze względu na pandemię nie uzasadnia takich opóźnień. Wytłumaczeniem bezczynności nie są też powtarzane od wielu miesięcy argumenty dotyczące liczby wniosków, skomplikowania spraw i fluktuacji kadr. A wojewoda dolnośląski powinien już dawno przemyśleć kwestię zmiany standardu postępowania swoich pracowników w sprawach o udzielenie zezwoleń na pobyt czasowy (I SAB/Wr 545/20).

Podobnie gdański sąd administracyjny uzasadniał, że właściwa organizacja zadań i zapewnienie odpowiedniej kadry należy do zadań publicznych, które nie mogą być realizowane ze szkodą dla jednostki (sygn. II SAB/Gd 106/20).

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

Radosław Płonka, ekspert BCC ds. prawa gospodarczego, adwokat, wspólnik w Kancelarii Płonka Ozga Adwokaci i Radcowie Prawni

Umawianie petentów w urzędach na konkretną godzinę, przesłuchania świadków w sprawach sądowych w formie pisemnych oświadczeń czy wreszcie wydawanie wyroków na posiedzeniach niejawnych powinny przyspieszyć wszelkie procedury. Tak się jednak nie stało. To już jednak kwestia organizacji wewnętrznej urzędów i sądów, a nie opóźnień wywołanych samym koronawirusem. Oczywiście wyjątkiem jest sytuacja, gdy pandemia zaatakowała urząd i wielu pracowników zachorowało lub jest na kwarantannie. Choć w domu w wielu przypadkach też można pracować.

Przedsiębiorcy w trudnych czasach bankructw, braku klientów i przerwania łańcuchów dostaw muszą się mierzyć również z opieszałością urzędów i sądów. A od państwa powinni oczekiwać wsparcia.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Przetestuj. Sprawdź

Fundacja rodzinna – łatwiejsza sukcesja w firmach rodzinnych

Dotychczasowe problemy z sukcesją w firmach rodzinnych

Szacuje się, że w Polsce funkcjonuje około 830 tysięcy firm rodzinnych, których udział w PKB sięga około 18 proc. Firmy te często borykają się z problemem sukcesji, niewielu następców decyduje się na dalsze prowadzenie biznesu czy przejęcie nad firmą nadzoru właścicielskiego, powierzając jej zarząd profesjonalistom. Problemy z sukcesją pojawiają się też tam, gdzie jest wielu potencjalnych następców lub występują problemy w komunikacji i podejmowaniu decyzji, często wówczas dochodzi do podziału majątku firmy. W przypadku zaś braku sukcesora, część firm zostaje sprzedana i traci swój rodzinny charakter.

Aktualne przepisy nie sprzyjają przy tym przekazywaniu firm rodzinnych sukcesorom. Dotychczas mogli oni opierać się o przepisy KC i KSH. Przepisy tych ustaw umożliwiają przekazanie firmy w spadku wybranym następcom, jednak nie dają możliwości wpływania na jej dalsze losy. Przepisy dotyczące spółek osobowych komplikują dodatkowo swobodę dysponowania firmą i jej majątkiem, gdyż mogą zawierać dodatkowe przepisy utrudniające zmianę wspólnika. Z kolei wybór rozwiązań polegających na przekształceniu firmy w holding lub spółkę giełdową to proces czasochłonny i kosztowny. Rozwiązania te zazwyczaj koncentrują się na ochronie interesów spadkobierców (prawo spadkowe, prawo rodzinne) lub wspólników spółek (prawo spółek handlowych), a nie na realizacji ścieżki rozwoju biznesu zgodnej z wolą założyciela firmy. Brakuje instrumentów zapewniających ochronę firm rodzinnych przed podziałem i umożliwiających spadkobiercom kontynuację działalności po śmierci założyciela firmy.

4 moduły Systemu Legalis z Bazą prawa i orzecznictwa od 183 zł netto/m-c Sprawdź

Cele ustawy

Wspomniana wyżej luka w przepisach uwidoczniła potrzebę wprowadzenia mechanizmu integracji majątku i zarządzania nim, tak aby firma rodzinna mogła działać poprzez wiele pokoleń. Jak zapisano w uzasadnieniu do ustawy, jej celem jest „kompleksowe wzmocnienie narzędzi prawnych do przeprowadzenia procesów sukcesyjnych poprzez dodanie do systemu prawa instytucji służącej do kumulowania rodzinnego majątku, pozwalającego na zatrzymanie kapitału w kraju na wiele pokoleń oraz zwiększenie potencjału krajowych inwestycji. Fundacja rodzinna ma minimalizować ryzyko nieudanej sukcesji i gwarantować kontynuację działalności biznesowej. Przekazanie majątku, w tym firmy rodzinnej, fundacji rodzinnej ma chronić go przed podziałem, umożliwić jego pomnażanie, a więc także czerpanie z niego korzyści, które będzie można przeznaczyć na pokrycie kosztów utrzymania osób wskazanych przez fundatora”.

Fundator i beneficjenci

Sama nazwa fundacja rodzinna zaczerpnięta została z nazw analogicznych instytucji w innych krajach, takich jak Szwajcaria, Niemcy czy Dania i odnosi się do podmiotu, który posiada majątek nie podlegający podziałowi na udziału, którego zadaniem jest zabezpieczenie tego majątku przed utratą oraz zarządzaniem nim, zgodnie z wolą fundatora. Zadaniem fundacji rodzinnej będzie realizacja celów określonych przez fundatora, w oparciu o przekazany przez niego majątek. Ma to służyć kumulacji kapitału i większej aktywności inwestycyjnej firm.

Fundatorem fundacji rodzinnej będzie mogła być osoba fizyczna, z pełną zdolnością do czynności prawnych, która przekaże część lub całość swojego majątku fundacji. Fundację będzie mogła też założyć więcej niż jedna osoba. Fundatorzy nie muszą być ze sobą spokrewnieni. Wyjątkiem będzie fundacja rodzinna tworzona na podstawie testamentu, gdzie fundatorem będzie mogła być tylko jedna osoba.

Projekt przewiduje, że beneficjentami, czyli osobami, które będą odnosić, zgodnie z wolą fundatora, określone korzyści z fundacji, mogą być osoby fizyczne, niekoniecznie ze sobą spokrewnione, lub organizacje pożytku publicznego.

Majątek

Projekt przewiduje, że majątek fundacji może stanowić mienie w rozumieniu przepisów KC, a także zobowiązania wobec beneficjenta i zobowiązania wobec osób trzecich związane ze świadczeniami dotyczącymi działalności bieżącej fundacji rodzinnej. Ponadto zarówno majątek przekazany fundacji przez fundatora, jak i osiągane przez fundację dochody, stanowić będą fundusz operatywny, którego wartość powinna być wyższa niż 100 000 zł. – zarówno podczas tworzenia fundacji, jak i w czasie jej działalności. Fundacja będzie mogła otrzymać darowiznę od fundatora a także od innych osób, pod warunkiem, że osoby te będą powołane do spadku jako spadkobierca ustawowy po fundatorze albo jego małżonku, wstępnym lub zstępnym. Trzeba jednak zaznaczyć, że poprzez taką darowiznę osoby te nie staną się fundatorami.

Statut i organy

Fundacja będzie funkcjonowała w oparciu o akt założycielski lub testament oraz statut. W statucie powinny być uregulowane najważniejsze zasady działania fundacji oraz uprawnienia jej organów. Projekt ustawy przewiduje również możliwość stworzenia regulaminów organów fundacji. Przy czym projekt określa, że organem zarządzającym fundacji będzie zarząd, którego zadaniem jest realizacja celów fundacji i zarządzanie jej majątkiem. Zarząd będzie mógł być organem jednoosobowym. Fundacja rodzinna, gdy liczba beneficjentów przekroczy 25 osób, obowiązkowo powinna także posiadać radę protektorów, czyli organ nadzorczy, złożony z osób fizycznych o pełnej zdolności do czynności prawnych. Oczywiście nie można będzie łączyć funkcji w organie zarządzającym i nadzorczym. Projekt ustawy przewiduje także powołanie zgromadzenia beneficjentów, którego zadaniem będzie zachowanie ciągłości funkcjonowania pozostałych organów, a tym samym właściwego działania fundacji rodzinnej.

Rejestracja fundacji i jej likwidacja

Fundacja rodzinna podlegać będzie wpisowi do rejestru fundacji rodzinnych w Krajowym Rejestrze Sądowym, co pozwoli jej na uzyskanie osobowości prawnej. Zgłoszenia do rejestru dokonywać będzie fundator lub zarząd, jeśli fundacja utworzona została na podstawie testamentu. Oczywiście przepisy przewidują możliwość zakończenia działalności fundacji i jej likwidacji i są zbliżone do mechanizmów stosowanych na gruncie KSH.

Kwestie podatkowe

Projekt przewiduje, że w zakresie podatku dochodowego od osób prawnych przychód otrzymany przez fundację rodzinną od fundatora, który będzie przeznaczony na realizację celów tej fundacji oraz fundusz operatywny nie będzie przychodem w rozumieniu ustawy z 15.2.1994 r. o podatku dochodowym od osób prawnych (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 1406).

Działalność operacyjna fundacji rodzinnej będzie natomiast opodatkowana na zasadach ogólnych. Projekt zakłada, że fundacja rodzinna nie będzie uprawniona do korzystania z tzw. małego CIT-u.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Przetestuj. Sprawdź

Czas pracy pracownika mobilnego

Opis stanu faktycznego

Powód S.L. był zatrudniony u pozwanej na stanowisku specjalisty ds. kontroli obiektów na obszarze województwa. Wykonując swoje obowiązki zajmował się kontrolowaniem systemu ochrony w obiektach podległych. Powód pracował w 3-osobowym zespole kontrolerów, któremu przewodził. Grupa kontrolna poruszała się po terenach kontroli samochodem służbowym. Powód nie posiadał prawa jazdy. Powód mieszka w N. i stamtąd wyruszał do pracy. Pracownicy grupy kontrolnej byli zabierani do miejsca docelowego (miejsca kontroli) przez P.W., który kierował samochodem służbowym. Po odbyciu kontroli grupa kontrolna udawała się do kolejnego miejsca inspekcji. Po zakończeniu wyznaczonych na dany dzień zadań grupa kontrolna zjeżdżała do centrali pozwanego pracodawcy. Stamtąd pracownicy udawali się do domów. Powód wyruszając do pracy, dostawał telefoniczne wskazówki odnośnie miejsca i sposobu kontroli od pracodawcy. Wówczas także omawiali szczegółowo plan czynności w danym dniu. Pracodawca za moment rozpoczęcia pracy przyjął bezpośrednie przystąpienie grupy powoda do kontroli obiektu w danej miejscowości. Jako godzinę zakończenia pracy także uważał moment zakończenia kontroli w danym miejscu. Nie uwzględniał natomiast do czasu pracy czasu przejazdów pomiędzy kontrolowanymi obiektami, a także czasu dojazdu na pierwszą kontrolę z N. i powrotu po pracy do miejsca zamieszkania. W pozwie S.L. domagał się więc zasądzenia od pracodawcy określonych kwot m.in. tytułem wynagrodzenia za godziny nadliczbowe i dodatki za pracę nocną.

Szkolenia online z prawa pracy – Sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Stanowisko SO i SA

Sąd Okręgowy zasądził od pozwanej na rzecz powoda tytułem wynagrodzenia za godziny nadliczbowe i nocne 1 889,26 zł. wraz z odsetkami ustawowymi i oddalił powództwo w pozostałej części. Przyjął za uzasadnione to jak czas pracy powoda ewidencjonowany był w poleceniach wyjazdów i uznał za właściwe stanowisko pracodawcy.

Z kolei Sąd Apelacyjny zmienił zaskarżony apelacją powoda wyrok Sądu Okręgowego w ten sposób, że zasądził od strony pozwanej na rzecz powoda dalszą kwotę 26 021,99 zł. z ustawowymi odsetkami od 21.4.2008 r. do dnia zapłaty, a dalej idącą apelację oddalił. Według Sądu Apelacyjnego czas pracy powoda liczy się już od momentu wyjazdu z domu i także należy do niego uwzględnić czas przemieszczania się pomiędzy kontrolowanymi placówkami handlowymi. Czas dojazdu do miejsca faktycznego wykonywania pracy przez powoda (rozpoczęcia kontroli) i zakończenia ostatniej kontroli w dniu jest jego czasem pracy. Ten sposób liczenia czasu pracy spowodowany jest charakterem pracy powoda, który polega na wykonywaniu codziennie określonych zadań w różnych obiektach położnych w innych miejscowościach. Powód nie świadczył pracy w siedzibie pracodawcy, lecz ze względu na rodzaj pracy obowiązki pracownicze stale wykonywał w innych miejscach, wyznaczonych przez pracodawcę, tj. na obszarze kilku województw. Powód był zatem pracownikiem mobilnym. SA uznał, że czas pracy pracownika mobilnego rozpoczyna się od wyjazdu z jego mieszkania w sytuacji, gdy pracodawca nie zorganizował dla niego żadnego miejsca, które mogłoby być traktowane jako zamiejscowa siedziba pracodawcy, a praca polegała w całości na wykonywaniu zadań w placówkach handlowych, do których pracownik dojeżdżał samochodem z zajmowanego przez siebie mieszkania. W takiej sytuacji nie można twierdzić, że nie jest wliczany do czasu pracy, czas przejazdów pracownika świadczącego pracę w warunkach tak zwanej nietypowej podróży służbowej, w tym dojazd do pierwszego klienta a następnie przejazd od ostatniego klienta do mieszkania pracownika.

Stanowisko SN

Sąd Najwyższy mimo że uchylił zaskarżony wyrok w części i w tym zakresie sprawę przekazał Sądowi Apelacyjnemu do ponownego rozpoznania z uwagi na uchybienia dotyczące odsetek oraz uzasadnienia wyroku, to zasadniczo podzielił zapatrywania prawne Sądu Apelacyjnego

Stosownie do art. 128 § 1 KP, czasem pracy jest czas, w którym pracownik pozostaje w dyspozycji pracodawcy w zakładzie pracy lub w innym miejscu wyznaczonym do wykonywania pracy. Sytuacja, w której pracownik podróżuje w ramach wykonywania umówionej pracy na określonym obszarze geograficznym, nie stanowi podróży służbowej w rozumieniu art. 775 § 1 KP. Pracownika wykonującego obowiązki pracownicze na określonym obszarze, do czego konieczne jest stałe przemieszczanie się, jest także czas poświęcony na niezbędne przejazdy. W ocenie Sądu Najwyższego, czas pracy pracownika handlowego rozpoczyna się od wyjazdu z jego mieszkania w sytuacji, gdy pracodawca nie zorganizował dla niego żadnego miejsca, które mogłoby być traktowane jako zamiejscowa siedziba pracodawcy, a praca polegała w całości na wykonywaniu zadań w placówkach handlowych, do których pracownik dojeżdżał samochodem z zajmowanego przez siebie mieszkania. W konsekwencji czasem pracy objęty jest w tym wypadku również powrót pracownika do miejsca zamieszkania po wykonaniu zasadniczego zadania pracowniczego. W sytuacji, gdy pracodawca nie zorganizował dla pracownika żadnego biura, które mogłoby być traktowane jako filia jego siedziby i taką funkcję spełniało mieszkanie pracownika, pracownik już od momentu opuszczenia mieszkania rozpoczyna bezpośrednie czynności przygotowawcze do wykonania zasadniczego zadania służbowego (np. wizyty u klientów).

W związku z powyższym, czasem pracy pracownika wykonującego obowiązki pracownicze na określonym obszarze, do czego niezbędne jest stałe przemieszczanie się, jest także czas poświęcony na niezbędne przejazdy. W czasie tych przejazdów pracownik pozostaje bowiem w dyspozycji pracodawcy, a świadczenie pracy polega na samym przemieszczaniu się, bez którego nie byłoby możliwe wykonanie podstawowych zadań pracowniczych. Z tego punktu widzenia jest więc obojętne, jakim środkiem transportu pracownik się przemieszcza (własnym, dostarczonym przez pracodawcę, czy publicznym), jak również czym się zajmuje w czasie przejazdu.

Pracownicy mobilni to grupa osób, których immanentnym elementem zatrudnienia jest konieczność stałego przemieszczania się. Jednakże, jak wynika z zapadłego wyroku, to przemieszczanie się nie stanowi podróży służbowej, a tym samym nie jest zjawiskiem wyjątkowym. Przemieszczania się w terenie nie można kwalifikować jako delegacji, bowiem te wyjazdy nie mają charakteru incydentalnego, lecz z natury rzeczy są wpisane w zakres czynności służbowych. Jak słusznie podkreślił przy tym Sąd drugiej instancji, o istnieniu stanu dyspozycji decyduje rzeczywista możliwość i gotowość pracownika do świadczenia pracy na rzecz pracodawcy i jednocześnie istnienie po stronie pracodawcy możliwości kierowania jego pracą, tak jak to miało miejsce w rozpatrywanej sprawie. Jeśli zaś brak przy tym stałego biura (siedziby, filii pracodawcy), z którego pracownik zaczynałby i kończył pracę, okres „mobilności” rozpoczyna i kończy się z chwilą wyjścia z domu i powrotu do niego, co również pozostaje w zgodzie ze stanowiskiem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Przetestuj. Sprawdź