Szybki nakaz nie zawsze jest trafny
Nękają i skarżą
Poseł Paweł Szramka, który pisze interpelację do ministra sprawiedliwości, twierdzi, że działalność przestępców wyłudzających środki od mikroprzedsiębiorców jest możliwa dzięki e-sądowi w Lublinie. Wyłudzenia te mają działać zgodnie z pewnym schematem.
– Fundusze sekurytyzacyjne wchodzą w posiadanie danych osobowych mikroprzedsiębiorców w dowolny sposób, np. skupują przedawnione długi czy błędnie zaksięgowane umowy z operatorami albo zaksięgowane dane z banków, np. poprzez dokument o zamknięciu kredytu, który z jakiegoś powodu w rejestrze bankowym nie został do końca zamknięty – wyjaśnia poseł.
Firmy te zdaniem poszkodowanych m.in. wyłudzają dane osobowe (PESEL), wysyłają listy, straszą wizytą w pracy i w domu czy komornikiem. Po takim uporczywym nękaniu idą do e-sądu.
Na czym polega tam rozpatrywanie sprawy?
– Referendarz dostaje od firm windykacyjnych setki kart z rekordami: kto, od kogo, ile i jakie dokumenty. E-sąd nie analizuje treści tych „dowodów-dokumentów” – pisze poseł w interpelacji. I twierdzi, że referendarz tylko na podstawie tytułów stwierdza, czy to starczy do tego, by wystawić pozwanemu nakaz zapłaty.
Referendarz ma trzy możliwości: zatwierdzić całość pozwu, odrzucić całość, poprosić o uzupełnienie braków pozwu. Zazwyczaj zatwierdza całość. Wtedy e-sąd w Lublinie automatycznie wysyła wyroki do pozwanych.
W sądzie tradycyjnym postępowanie wygląda zupełnie inaczej. Sądowi są potrzebne: historia zadłużenia, potwierdzenie przelewu, historia cesji, wszystkie dokumenty cesji z całości historii handlu tym niby-długiem i co najważniejsze, własnoręcznie podpisana przez przedsiębiorcę umowa. Gdy wychodzi na jaw, że firmy windykacyjne tego nie posiadają, takie sprawy są wygrywane przez rzekomych dłużników, ale tylko nieliczni do tego etapu dochodzą.
Poseł pyta zatem Ministerstwo Sprawiedliwości o dwie sprawy.
Po pierwsze: czy MS prowadzi jakikolwiek nadzór na działalnością e-sądu?
Po drugie, czy możliwa jest zmiana przepisów prawa, tak by zobowiązać każdy sąd w Polsce, w tym e-sąd, do żądania od powodów przedstawienia wiarygodnych dowodów (tj. umowy, cesji, przelewów), na podstawie których może być wydany wyrok.
Anna Dalkowska, wiceminister sprawiedliwości, przesądza: zmian nie będzie.
Dowody po staremu
– Wprowadzenie obowiązku wykazywania przez powoda swoich twierdzeń poprzez dołączenie do pozwu wskazanych w nim dowodów sprawiłoby, że elektroniczne postępowanie upominawcze nie różniłoby się w zasadzie od postępowania upominawczego uregulowanego w dziale V księgi drugiej kodeksu postępowania cywilnego – odpowiada interweniującemu posłowi wiceminister.
Jej zdaniem obowiązek taki, jeżeli ma znaczenie dla oceny zasadności roszczenia w przypadku prowadzenia akt sprawy w sposób tradycyjny (papierowy), to przy prowadzeniu sprawy z użyciem tylko systemu teleinformatycznego nie mógłby wywoływać należytych skutków prawnych z nim związanych.
– Niemożność oceny, czy przedłożone kopie dokumentów sporządzonych w formie pisemnej odzwierciedlają ich faktyczną treść, wpływałaby bowiem znacząco na ich moc dowodową – pisze wiceminister Dalkowska.
Zapytaliśmy ekspertów, czy można sobie z tym problemem jakoś poradzić.
– Ten, kto składa pozew do e-sądu, opisuje dowody i one dla nas, sędziów, istnieją i są wiążące. Nie możemy domagać się od powodów przesłania oryginałów dowodów. Nie możemy zakładać, że powód manipuluje faktami. To pozbawiłoby sensu działanie e-sądu. Każdy, kto ma zastrzeżenia do decyzji e-sądu, może się odwołać. Takich odwołań od nakazów jest jednak niewiele – ok. 10 proc. – a to oznacza, że reszta godzi się z jego rozstrzygnięciami – wyjaśnia „Rzeczpospolitej” sędzia Piotr Telusiewicz z Sądu Okręgowego w Lublinie, który sprawuje nadzór nad e-sądem.
Firmy przechodzą na elektroniczne archiwizowanie faktur
Coraz więcej przedsiębiorców przechodzi na faktury elektroniczne. Nawet jeśli otrzymają od kontrahenta papierowy dokument, to nie chcą go przechowywać w tej formie. Skarbówka wydaje pozytywne interpretacje w tej sprawie, ale zainteresowany musi spełnić wiele warunków, które zagwarantują niezmienną treść dokumentów.
W jednej z najnowszych interpretacji (nr 0114-KDIP4-3.4012.407.2020.2.IG) dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej uznał, że przedsiębiorca zachowa prawo do odliczenia VAT z faktur przechowywanych wyłącznie w formie elektronicznej, nawet po zniszczeniu oryginalnych papierowych faktur. Pytanie dotyczyło archiwizowania dokumentów w formie elektronicznego obrazu faktury (EOF) w formacie XML lub skanu.
Dyrektor KIS potwierdził, że przepisy dopuszczają możliwość przechowywania faktur w takiej postaci, ale w podziale na okresy rozliczeniowe, w sposób zapewniający łatwe ich odszukanie oraz autentyczność pochodzenia, integralność treści i czytelność. Należy je zachować do upływu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego.
Według Jakuba Bińkowskiego, dyrektora Departamentu Prawa i Legislacji Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, dla znacznej części przedsiębiorców przechowywanie faktur wyłącznie w wersji elektronicznej jest atrakcyjną opcją.
– Jest to formuła łatwiejsza niż przetrzymywanie papierowych dokumentów – zarówno pod kątem organizacji przestrzeni biurowej, jak i utrzymywania porządku w dokumentacji. Należy oczywiście pamiętać, by kopie elektroniczne faktur, a także sposób ich przechowywania, były zgodne z wymaganiami opisanymi w ustawie o VAT, w szczególności zapewnienie autentyczności pochodzenia, czytelności oraz integralności treści faktury – mówi Jakub Bińkowski.
Zaznacza, że zgodnie z art. 106m ustawy o VAT to podatnik określa sposób zapewnienia tych przymiotów – może się to odbyć za pomocą dowolnych kontroli biznesowych, które ustalają wiarygodną ścieżkę audytu między fakturą a dostawą towarów lub świadczeniem usług.
Przypomnijmy, że kontrole biznesowe to proces, w którym można powiązać fakturę z dostawą bądź usługą. Przykładem jest posiadanie dokumentów uzupełniających, np. zamówienia, umowy, dokumentu transportowego czy wezwania do zapłaty.
Z kolei pojęcie „wiarygodna ścieżka audytu” oznacza możliwość sprawdzenia, czy faktura odzwierciedla rzeczywistą dostawę towarów lub świadczenie usług. Środki pozwalające wykazać ten związek przepisy pozostawiają uznaniu podatnika.
Pojęcie „udziału” w sprawie jako przesłanki wyłączenia sędziego z mocy prawa
Opis stanu faktycznego
Dnia 26.5.2020 r. do Sądu Najwyższego wpłynął wniosek obrońcy skazanego G.B.S. za czyn z art. 286 § 1 KK w zw. z art. 294 § 1 KK w zw. z art. 12 KK i in. o wznowienie postępowania sądowego zakończonego wobec niego prawomocnym wyrokiem Sądu Apelacyjnego, zmieniającym w części, a w pozostałym zakresie utrzymującym w mocy wyrok Sądu Okręgowego.
Stanowisko wnioskodawcy
Jako podstawę wznowienia obrońca wskazał na zaistnienie na gruncie niniejszej sprawy bezwzględnej przyczyny odwoławczej z art. 439 § 1 pkt 1 KPK w zw. z art. 40 § 1 pkt 3 KPK. Uzasadnienia tej podstawy wznowienia postępowania obrońca upatrywał w fakcie zasiadania w składzie Sądu drugiej instancji sędziego SA J.S., pomimo tego, że jego syn – apl. adw. M.S. – reprezentował w niniejszej sprawie jednego z oskarżycieli posiłkowych w toku postępowania przed Sądem I instancji. Zdaniem obrońcy skazanego, Sędzia J.S. podlegał wyłączeniu od udziału w przedmiotowej sprawie z mocy prawa, z uwagi na stosunek pokrewieństwa łączący go z pełnomocnikiem reprezentującym pokrzywdzonego.
Stanowisko SN
Sąd Najwyższy po rozpoznaniu kwestii wznowienia, na podstawie art. 544 § 3 KPK, stwierdził brak podstaw do wznowienia z urzędu postępowania karnego zakończonego wobec G.B.S. Wskazał, że przepisy art. 40 KPK zawierają instytucję wyłączenia sędziego z mocy prawa, której celem jest zapewnienie oskarżonemu zagwarantowanego mu w Konstytucji (art. 45 ust. 1 Konstytucji RP), jak i przepisach prawa międzynarodowego (art. 6 ust. 1 EKPCz) prawa do rozpoznania sprawy przez bezstronny, tj. niezależny i niezawisły sąd. Instytucja wyłączenia sędziego stanowi gwarancję bezstronności sądu, co służy budowaniu zaufania społecznego do wymiaru sprawiedliwości. Pogląd ten znajduje także swoje odzwierciedlenie w orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.
Zgodnie z art. 40 § 1 pkt 3 KPK sędzia jest z mocy prawa wyłączony od udziału w sprawie, jeżeli jest krewnym lub powinowatym w linii prostej, a w linii bocznej aż do stopnia pomiędzy dziećmi rodzeństwa osób wymienionych w pkt 2 (tj. strony lub pokrzywdzonego albo ich obrońcy, pełnomocnika lub przedstawiciela ustawowego), albo jest związany z jedną z tych osób węzłem przysposobienia, opieki lub kurateli. Nie ulega wątpliwości, że powiązania rodzinne sędziego z adwokatem czy radcą prawnym, który jest przedstawicielem strony, stanowią powód do wyłączenia ex lege także wówczas, gdy adwokat taki został następnie zastąpiony przez innego adwokata, jak również, gdy dotyczą one adwokata czy aplikanta adwokackiego, który występuje w sprawie na podstawie pełnomocnictwa substytucyjnego. Kluczowego znaczenia dla wystąpienia przesłanki wyłączenia w oparciu o art. 40 § 1 pkt 3 KPK nie ma również okoliczność, na jakim etapie postępowania w danej sprawie krewny (powinowaty) sędziego występował w procesie w roli reprezentanta strony, a nawet substytuta takiego reprezentanta. Ważkie znaczenie ma natomiast fakt aktywnego występowania przed sądem w charakterze przedstawiciela procesowego strony przez krewnego czy powinowatego sędziego, faktyczne, tj. rzeczywiste działanie przed sądem w toku postępowania karnego, oraz aktywnego podejmowania czynności w imieniu i na rzecz reprezentowanego podmiotu. Gdy bowiem osoba najbliższa dla sędziego uczestniczy w postępowaniu jako obrońca czy pełnomocnik strony albo ich substytut to domniemuje się, że sędzia może być co najmniej pośrednio zainteresowany przebiegiem postępowania i jego wynikiem, nawet gdy rozpoznaje sprawę w sądzie wyższej instancji. To domniemanie jest dostateczną podstawą do wyłączenia sędziego z mocy prawa. Przewidziana tam instytucja wyłączenia z urzędu to zatem ustawowo potwierdzony stan braku bezstronności.
Odnosząc powyższe do stanu sprawy SN wskazał, że na pierwszy termin rozprawy r. pr. K.M. udzielił apl. adw. M.S. pełnomocnictwa substytucyjnego do reprezentowania pokrzywdzonego. Apl. adw. M.S. stawił się przed Sądem Okręgowym, przedłożył do akt sprawy pełnomocnictwo substytucyjne oraz złożył w imieniu pokrzywdzonego oświadczenie o woli działania w postępowaniu w charakterze oskarżyciela posiłkowego. Poza powyższym nie przedsięwziął na rzecz pokrzywdzonego żadnych czynności. Analiza akt sprawy nie pozostawia wątpliwości, że aplikant nie reprezentował pokrzywdzonego przed Sądem na żadnym innym terminie rozprawy, nie składał w jego imieniu żadnych pism procesowych, nie występował z wnioskami dowodowymi. Udział jego ograniczył się zatem do czynności wstępnej, formalnej, wpadkowej i to dokonanej przed rozpoczęciem przewodu sądowego.
Mając powyższe na uwadze, Sąd Najwyższy stwierdził, że sędzia nie jest wyłączony z mocy ustawy w rozumieniu art. 40 § 1 pkt 3 KPK od rozpoznania sprawy w postępowaniu odwoławczym, gdy w postępowaniu przed sądem pierwszej instancji incydentalnie wziął udział w rozprawie – na której nie podjęto innych czynności poza stwierdzeniem stawiennictwa i odebraniem oświadczenia co do występowania przez pokrzywdzonego w roli oskarżyciela posiłkowego – aplikant będący synem tego sędziego. Pojęcie „udziału” sędziego w sprawie, w rozumieniu przesłanek wyłączenia z art. 40 § 1 pkt 3 KPK, oznacza wystąpienie sędziego w sprawie, której rozpoznanie nastąpiło w całości albo choćby w części z udziałem osób wskazanych w tym przepisie, tzn. co najmniej rozpoczęło się, albo rozpoczęte trwało, bądź nastąpiło podjęcie przez te osoby innych czynności, w tym zwłaszcza procesowych równoznacznych z zajęciem stanowiska w sprawie, złożeniem oświadczeń procesowych co do rozpoznawanych kwestii dotyczących sprawy, aktywnego albo nawet biernego zajęcia stanowiska co do rozpoznawanego oskarżenia, co w niniejszej sprawie nie miało miejsca.
Uznanie wystąpienia w takim układzie procesowym, jaki miał miejsce w rozpoznawanej sprawie, bezwzględnej podstawy odwoławczej oznaczałoby nadmierny formalizm procesowy, sprzeczny w dodatku, albowiem wykraczający poza jej zakres, z wyrażoną w art. 40 § 1 KPK gwarancją bezstronności sądu.
Orzeczenie Sądu Najwyższego stanowi wyraz racjonalnej interpretacji norm prawnych, która stoi w opozycji do nadmiernego formalizmu procesowego. Niewątpliwie czynności aplikanta ograniczyły się wyłącznie do stawiennictwa przed Sądem w dniu rozprawy i złożenia oświadczenia o woli występowania przez pokrzywdzonego w niniejszym postępowaniu w charakterze strony – oskarżyciela posiłkowego. Jak słusznie zważył Sąd Najwyższy, samo przekazanie sądowi przez pełnomocnika oświadczenia pokrzywdzonego o jego woli występowania w charakterze oskarżyciela posiłkowego jest w swej istocie jedynie przekazaniem oświadczenia woli pokrzywdzonego, a nie samodzielną czynnością procesową pełnomocnika w sprawie. Wynika z tego, że podstawa do wyłączenia w rozumieniu art. 40 § 1 pkt 3 KPK występuje wówczas, gdy pełnomocnik bierze czynny, aktywny udział w postępowaniu. To zatem dopiero rozważenie okoliczności konkretnej sprawy pozwala na uznanie, iż podstawa wyłączenia realnie zaistniała. W ocenie Sądu Najwyższego tak by było gdyby doszło do czynności związanych z przedstawieniem stawianych przez oskarżyciela zarzutów, czy z rozpoznaniem sprawy w całości albo choćby w części. Wystąpiłaby ona również wtedy, gdyby pomimo braku rozpoznania sprawy w całości albo w części, obrońca albo pełnomocnik, w tym ich substytut, zajął w inny sposób stanowisko co do przedmiotu sprawy.
Palenie papierosów w samochodzie grozi chorobami płuc, ale nie podlega VAT
Zgodnie z art. 5 ust. 1 pkt 1 ustawy z 11.3.2004 r. o podatku od towarów i usług (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 106 ze zm., dalej jako: VATU), podstawowymi czynnościami opodatkowanymi VAT są odpłatna dostawa towarów oraz odpłatne świadczenie usług. Ta druga kategoria jest zresztą bardzo szeroka i obejmuje każde świadczenie niebędące zarazem dostawą towarów (art. 8 ust. 1 VATU). To emanacja zasady powszechności opodatkowania VAT. VAT jest bowiem (prawie) wszędzie.
Oczywiście powyższe nie oznacza jednak, że każde rozliczenie należy zwiększyć o kwotę VAT. Aby bowiem zaistniała usługa opodatkowana VAT, poza odpłatnością musi istnieć także realne przysporzenie jednej ze stron. Ujmując rzecz w skrócie: płacący wynagrodzenie, dostaje w zamian określone świadczenie drugiej strony. Kary umowne jako takie mają zaś na celu zabezpieczenie interesów jednej ze stron i zrekompensowanie jej poniesionej straty. Mają wiec odszkodowawczy charakter a to umiejscawia je poza systemem VAT. Nie zawsze jednak sprawa jest taka prosta.
Czego dotyczyła sprawa?
Podatnik prowadzi działalność w zakresie wynajmu samochodów. W zawartych umowach określił względem swoich klientów różnego rodzaju kary umowne z tytułu naruszenia danych warunków umowy. Niektóre z nich mają charakter czysto prewencyjny i dotyczą m.in. palenia tytoniu w pojeździe, zaniechania zawarcia umowy ubezpieczenia, niewykonania przeglądu okresowego, przewożenia zwierząt czy niezgłoszenia szkody komunikacyjnej.
Podatnik przewidział też kary za przedterminowe rozwiązanie umowy (na wniosek klienta lub z jego winy). Kara umowną dotknięte jest również przekroczenie przebiegu pojazdu ponad umówiony limit.
Z uwagi na dość zróżnicowany charakter przewidzianych przez siebie kar, podatnik postanowił zapytać Dyrektora KIS o ich skutki na gruncie VAT. Organ zgodził się co do tego, że podlega VAT opłata za tzw. nadprzebieg oraz za przedterminowe rozwiązanie umowy na wniosek najemcy. Dochodzi tu bowiem do ekwiwalentnego świadczenia na rzecz najemcy ze strony podatnika. Podobnie, zgodził się fiskus że VAT nie podlega rozwiązanie umowy przed terminem z winy najemcy. Zapalna (nomen omen) stała się kwestia opłat za palenie tytoniu i inne naruszenia umowy o charakterze prewencyjnym. Podatnik nie chciał od nich naliczać VAT. Dyrektor KIS miał inne zdanie. Sprawa trafiła więc przed oblicze sądu.
Stanowisko sądu
WSA w Krakowie w wyroku z 23.6.2017 r. (I SA/Kr 376/17, Legalis) zauważył, że dla ustalenia czy miało miejsce świadczenie usług istotne jest stwierdzenie, czy świadczenie przyniosło odbiorcy jakąkolwiek korzyść. Niezbędne jest zatem ustalenie, czy dane czynności skutkują uzyskaniem bezpośrednich korzyści przez dokonującego płatności w zamian za ich wykonanie bądź zaniechanie. Jeżeli zaś kary umowne są traktowane jako swoisty czynnik prewencyjny mający zniechęcić do popełniania działań zakazanych, o świadczeniu usług nie ma mowy. Nie ma więc też mowy o VAT.
NSA w wyroku z 31.7.2020 r. (I FSK 1799/17, Legalis) podtrzymał te stanowisko. Uznał, że nie ma żadnego uzasadnienia stanowisko organu, by w związku z określeniem kar umownych za wskazane nieprawidłowe działania najemcy dochodziło do zwolnienia najemcy od jakichkolwiek zobowiązań i by można mówić o świadczeniu wzajemnym wykonywanym przez podatnika. Kara umowna w tym przypadku pełni przede wszystkim funkcję represyjną i prewencyjną. A zatem, nie podlega VAT.
NSA w omawianym wyroku poszedł o krok dalej od zwyczajowej argumentacji przemawiającej za brakiem opodatkowania VAT kar umownych. Często utożsamia się taką wykładnię z zaistnieniem szkody, dotykającej jedną ze stron umowy. Samo zaś powstanie szkody nie jest zdarzeniem, czy czynnością podlegającą pod reżim VATU. A skoro kara umowna pełni rolę swoistego odszkodowania, również i ona opodatkowaniu VAT się wymyka.
W tej sprawie jest jednak inaczej. Palenie tytoniu czy niedokonanie w terminie przeglądu jako takie nie powodują jeszcze po stronie podatnika wymiernej szkody. Oczywiście, przyczyniają się potencjalnie do obniżenia wartości pojazdu czy narażenia go na nieprawidłowe działanie. Z drugiej jednak strony, istnienie realna możliwość naprawienia szkody przez samego podatnika, zwłaszcza w razie niewielkich szkód w pojeździe spowodowanych nieprawidłowym jego użytkowaniem przez najemcę.
Kary umowne mają więc charakter prewencyjny odstraszający, stanowią środek który może przyczynić się do zaniechania działań naruszających określone reguły użytkowania pojazdów. Jednocześnie, ich uiszczenie nie wiąże się z jakąkolwiek ekwiwalentnością świadczeń, tak jak ma to miejsce np. przy tzw. nadprzebiegu, gdzie podatnik „godzi się” na użytkowanie pojazdu ponad limit umowny i uzyskuje z tego tytułu wynagrodzenie.
Morał z tej opowieści jest więc taki, że nie każda płatność nazwana karą umowną w istocie taką karą jest. Ale też nie przesądza o takim statusie tylko i wyłącznie realna szkoda, czasem bowiem realizowany cel. Ot, wieloznaczność praktyki prawa podatkowego w pigułce.
Opłata prolongacyjna w czasie COVID-19
Tak przyjął WSA w Rzeszowie w wyroku z 10.9.2020 r., I SA/Rz 459/20. WSA w Rzeszowie rozpoznał w trybie uproszczonym na posiedzeniu niejawnym 10.9.2020 r. sprawy ze skargi Miasta na uchwałę Kolegium RIO z 6.2020 r. w przedmiocie stwierdzenia nieważności uchwały zmieniającej uchwałę w sprawie opłaty prolongacyjnej i oddalił skargę.
Uzasadnienie
Uchwałą z 4.2020 r. Rada Miejska postanowiła zmienić własną uchwałę z 9.2016 r. w sprawie opłaty prolongacyjnej poprzez dodanie przepisu § 2a o treści: „Opłaty prolongacyjnej, o której mowa w § 1, nie nalicza się w decyzjach wydawanych w sprawach ulg w związku z wnioskiem złożonym w okresie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii oraz w okresie 30 dni następujących po ich odwołaniu, wprowadzonych z uwagi na zakażenie wirusem COVID-19 lub innym, jeżeli wniosek ten złożony jest w związku z trudnościami spowodowanymi przedmiotowymi stanami”. Rada Miejska zdecydowała o wprowadzeniu opłaty prolongacyjnej z tytułu rozłożenia na raty lub odroczenia terminu płatności podatków oraz zaległości podatkowych stanowiących dochód budżetu Miasta. Stawkę opłaty określono w wysokości 50% stawki odsetek za zwłokę od zaległości podatkowych.
Uchwałą z 6.2020 r. Kolegium RIO stwierdziło nieważność uchwały w całości. W ocenie organu nadzoru, podejmując ww. uchwałę organ gminy wykroczył poza delegację zawartą w art. 57 § 7 OrdPU. Na jej podstawie organ może tylko wprowadzić opłatę prolongacyjną i określić jej wysokość. Nie może natomiast określać przypadków, w których opłata nie będzie naliczana.
Miasto zaskarżyło uchwałę RIO. W uzasadnieniu skargi podniesiono, że uchwała wpisuje się w podejmowane przez Radę działania zmierzające do wprowadzenia ulg dla przedsiębiorców dotkniętych skutkami wprowadzonego na terenie Polski stanu epidemii spowodowanego wirusem COVID-19. Pomimo wątpliwości, o których nadmienił organ nadzoru, uznano za konieczne udzielenie wsparcia podatnikom i poprawienie ich sytuacji finansowej. Uznano, że jeżeli przepisy pozwalają wprowadzić opłatę prolongacyjną, to możliwe jest również wprowadzenie zapisu o nienaliczeniu takiej opłaty w szczególnej sytuacji spowodowanej COVID-19. Ponadto inne gminy podejmowały w tym czasie podobne uchwały, które były publikowane w wojewódzkich dziennikach urzędowych.
W odpowiedzi na skargę Kolegium RIO wniosło o jej oddalenie. Podniosło, że wprowadzona zmiana w istocie zwolniła podatników z opłaty prolongacyjnej, przez co przekroczyła zakres upoważnienia ustawowego. Stanowisko Gminy, oparte na zasadach wnioskowania „a maiori ad minus”, było nieuprawnione.
Rozstrzygnięcie Sądu
WSA uznał, że skarga nie zasługiwała na uwzględnienie.
Nadzór nad działalnością gminną sprawowany jest na podstawie kryterium zgodności z prawem (art. 85 SamGminU, art. 171 ust. 1 Konst), który w zakresie spraw finansowych sprawuje regionalna izba obrachunkowa (art. 86 SamGminU). W myśl art. 91 ust. 1 SamGminU uchwała organu gminy sprzeczna z prawem jest nieważna, o czym orzeka organ nadzoru. W przypadku nieistotnego naruszenia prawa organ nadzoru nie stwierdza nieważności uchwały, ograniczając się do wskazania, że uchwałę wydano z naruszeniem prawa (art. 91 ust. 4 SamGminU). Rozstrzygnięcie nadzorcze powinno zawierać uzasadnienie faktyczne i prawne oraz pouczenie o dopuszczalności wniesienia skargi do sądu administracyjnego. W postępowaniu nadzorczym przepisy Kodeksu postępowania administracyjnego stosuje się odpowiednio (art. 91 ust. 3 i 5 SamGminU).
Regionalna Izba Obrachunkowa kontrolowała pod kątem zgodności z prawem uchwałę organu gminy w przedmiocie opłaty prolongacyjnej.
Upoważnienie wynikające z art. 57 § 7 OrdPU uprawnia gminy jedynie do podjęcia normatywnej decyzji, czy w sprawach podatków stanowiących dochód gminy udzielając ulg pobierać opłatę prolongacyjną i w jakiej wysokości. Powołany przepis nie pozwala na wprowadzenie żadnych innych warunków, tak jako warunku pobrania opłaty, jak i zaniechania pobrania lub zwolnienia od wprowadzonego obowiązku. Zasadą wynikającą z przepisów art. 57 OrdPU jest to, że opłata taka jest pobierana obligatoryjnie tylko odnośnie podatków stanowiących dochód budżetu państwa, a w przypadku budżetów jednostek samorządu terytorialnego obowiązku takiego OrdPU nie określa. Decyzję w tym zakresie pozostawiono normodawcy lokalnemu, który przy realizacji delegacji ustawowej z art. 57 § 7 OrdPU powinien uwzględnić również dyspozycję art. 217 Konst, ponieważ przepis ten wymaga, aby nakładanie danin publicznych, określanie zasad przyznawania ulg i umorzeń oraz kategorii podmiotów zwolnionych od podatków następowało w drodze ustawy. Gmina może tylko zdecydować, czy opłaty nie pobierać, czy tez zdecydować o jej pobieraniu i wówczas określić jej wysokość. Innych uprawnień ustawodawca jej nie pozostawił.
WSA odniósł się także szczegółowo do kwestii podstawy prawnej dla podjęcia skarżonej uchwały Rady Miasta. W unieważnionej uchwale Rada Miejska powołała jako podstawę prawną jej podjęcia przepisy art. 18 ust. 2 pkt 8 SamGminU oraz art. 57 § 7 OrdPU. Stanowią one kolejno, że:
- do wyłącznej właściwości rady gminy należy podejmowanie uchwał w sprawach podatków i opłat w granicach określonych w odrębnych ustawach,
- rada gminy (…) może wprowadzić opłatę prolongacyjną -w wysokości nie większej niż określona w § 2 – z tytułu rozłożenia na raty lub odroczenia terminu płatności podatków oraz zaległości podatkowych stanowiących dochód (…) gminy (…). Przepisy § 3-5 stosuje się odpowiednio.
Żaden z nich nie mógł jednak stanowić podstawy normatywnej podjętej uchwały. Gmina nie mogła wprowadzić żadnych dodatkowych warunków w uchwale w sprawie opłaty prolongacyjnej, ani podczas jej pobierania, ani przy formułowaniu zwolnienia podatników od jej naliczania w przypadku udzielania ulgi, które nie wynikały z ustawy, albo na wprowadzenie których ustawa nie zezwala. Nie było ku temu jakiegokolwiek umocowania w ustawie. WSA wskazał, że nie chodzi tutaj tylko o OrdPU, ale także jakąkolwiek inną ustawę, która została uchwalona przez Parlament Rzeczypospolitej Polskiej począwszy od wprowadzenia na terytorium kraju stanu zagrożenia epidemicznego (14.3.2020 r.), a następnie stanu epidemii (20.3.2020 r.) w związku z COVID-19, a to te okoliczności miały stanowić uzasadnienie dla podjętej inicjatywy uchwałodawczej.
Rada Miejska określiła nieczytelne dla stosowania w praktyce przesłanki, które stanowić miały zwolnienie podatników od obowiązku uiszczenia opłaty prolongacyjnej w sprawach podatków stanowiących dochód gminy. Uchwała tylko pozornie stanowiła wsparcie dla podatników, ponieważ wykładnia zaproponowanego brzmienia przepisu wskazuje, że opłata miała być pobierana w dalszym ciągu, od każdego podatnika, któremu udzielono by ulgi, chyba że zgłosiłby on stosowny wniosek o zwolnienie z opłaty prolongacyjnej i wykazał, uprawdopodobnił albo tylko oświadczył (tego już nie wyjaśniono), że składa go „w związku z trudnościami spowodowanymi przedmiotowymi stanami”. Gdyby rzeczywiście Gmina chciała udzielić podatnikom wsparcia zgodnego z wymaganiami Konstytucji RP mogła przecież na pewien czas uchylić uchwałę w 2016 r., w której zdecydowała o pobieraniu opłaty prolongacyjnej i przyjąć ją z powrotem dopiero po odwołaniu stanu epidemii w kraju.
Znamienne jednak jest to, że uchwały takiej nie musiano nawet podejmować, aby zrealizować słuszny skądinąd postulat Gminy, ponieważ w art. 57 § 5 OrdPU postanowiono, że nie ustala się opłaty prolongacyjnej, gdy przyczyną wydania decyzji, o której mowa w § 1, były klęska żywiołowa lub wypadek losowy. Przepis ten znajduje zaś zastosowanie także do opłat prolongacyjnych wprowadzonych przez gminę na podstawie art. 57 § 7 OrdPU, co jednoznacznie wynika z literalnej treści przepisu art. 57 § 8 OrdPU.
Podsumowanie
Komentowane orzeczenie odnosi się do ważnego problemu ostatnich czasów, a to zakresu możliwych do stosowania ulg i zwolnień przez gminy w związku z panującą epidemią. Kluczową kwestią w omawianym zakresie jest istnienie wyraźnej podstawy prawnej do odstąpienia przez gminę od dochodzenia określonej należności – czy to podatkowej, administracyjnoprawnej, czy cywilnoprawnej. Taka podstawa musi istnieć w przepisach prawa dotychczas obowiązujących (przed wprowadzeniem stanu zagrożenia epidemicznego i stanu epidemii) albo w przepisach tzw. ustaw covidowych. Niedochodzenie określonej należności może w niektórych przypadkach prowadzić do odpowiedzialności kierownika jednostki za naruszenie dyscypliny finansów publicznych.
Na marginesie warto wskazać, że przepis art. 15zb KoronawirusU wprowadził podstawę do nienaliczania opłaty prolongacyjnej, ale jedynie takiej, o której mowa w art. 29 ust. 4 SysUbSpołU.
Zamiar i motywacja w przestępstwie z art. 276 KK
Takie uwagi poczynił Sąd Najwyższy w sprawie dotyczącej przestępstwa z art. 276 KK – wyrok Sądu Najwyższego, Izba Karna z 29.9.2020 r., V KK 633/19. Sąd Najwyższy po rozpoznaniu kasacji wniesionej przez pełnomocnika oskarżyciela posiłkowego na niekorzyść oskarżonych uchylił wyrok Sądu Okręgowego i sprawę przekazał do ponownego rozpoznania.
Stan faktyczny
Sąd Rejonowy wyrokiem z 2018 r. uznał A.K. i K.K. za winnych tego, że w okresie około 1 roku, działając wspólnie i w porozumieniu poprzez odmowę, pomimo żądania K.P., wskazania aktualnego miejsca przechowania dokumentacji księgowej, kadrowej, korespondencji oraz dokumentacji dotyczącej zawieranych i wykonywanych umów dotyczących 3 spółek, którymi to dokumentami nie mieli prawa wyłącznie rozporządzać, w odniesieniu do żądania dostępu do nich wspólnika, jakim jest K.P., ukryli przez nim ww. dokumenty, tj. występku z art. 276 KK.
Od tego wyroku apelację wniósł obrońca oskarżonych, domagając się uniewinnienia.
Od wyroku Sądu meriti apelację wniósł również pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego, który wniósł o zmianę zaskarżonego wyroku w zakresie opisu czynu przypisanego oskarżonym, wyczerpującego znamiona przestępstwa z art. 276 KK i art. 268a KK w zw. z art. 11 § 2 KK i wymierzenie oskarżonym kary surowszej.
Sąd Okręgowy zmienił wyrok Sądu I instancji w ten sposób, że uniewinnił oskarżonych od popełnienia zarzucanego im przestępstwa.
Wyrok Sądu II instancji został zaskarżony kasacją przez pełnomocnika oskarżyciela posiłkowego. Podniesiono w niej zarzuty rażącego naruszenia prawa procesowego, mającego istotny wpływ na treść zaskarżonego orzeczenia.
Stanowisko Sądu Najwyższego
Sąd Najwyższy uznała kasację za oczywiście zasadną.
Na początku Sąd wskazał, że lektura uzasadnienia zaskarżonego wyroku prowadzi do wniosku, że Sąd odwoławczy dopuścił się rażącego naruszenia standardów rzetelnej kontroli instancyjnej. Jako zupełnie dowolne jawi się przyjęcie przez ten Sąd ustalenia co do braku występowania w psychice oskarżonych zamiaru wyczerpania znamion czynu zabronionego, określonego w art. 276 KK.
Nawet, jeżeli przyjąć, że motywem oskarżonych była chęć ochrony interesów spółek przed potencjalnymi działaniami K.P. (trzeciego wspólnika), to fakt ten nie wyłącza jeszcze braku umyślności po stronie oskarżonych. Odmowa wskazania miejsca przechowywania dokumentacji związanej z działalnością ww. spółek wiąże się z zachowaniem, które może być realizowane w zasadzie wyłącznie w zamiarze bezpośrednim. Takie zachowanie jest przecież nie tylko świadome, ale ze swej istoty celowe (niezależnie od kwestii słuszności czy też obiektywnej podstawności określonej motywacji), a zatem sprawca musi chcieć odmówić osobie uprawnionej udzielić informacji, a nie tylko godzić się na to, że jego zachowanie będzie miało charakter odmowy. Zupełnie zatem chybione było twierdzenie, że odmowa udzielenia informacji może być dokonana bez zamiaru. Należy odróżnić zabarwienie motywacyjne określonego zamiaru, które na gruncie prawa karnego niekiedy jest wymagane dla wyczerpania znamion strony podmiotowej czynu zabronionego (np. przy przestępstwach kierunkowych) od samej postaci umyślności, którą należy odnosić do znamion strony przedmiotowej czynu zabronionego, w szczególności znamienia czynności wykonawczej, co stanowi zasadnicze kryterium oceny danego czynu zabronionego z punktu widzenia postaci strony podmiotowej.
Sąd Rejonowy stanął na stanowisku, że „w realiach niniejszej sprawy nie było podstaw, w ocenie Sądu, do uznania, że oskarżeni A.K. i K.K. mieli realne i faktyczne podstawy do uznania, że poprzez udostępnienie K.P., na jego wielokrotnie wyrażane żądania, wnioskowanych dokumentów może dojść do wyrządzenia spółce znacznej szkody” oraz, że „trudno racjonalnie uznać za wiarygodne twierdzenia oskarżonych, że odmowa dostępu oskarżycielowi posiłkowemu K.P. do dokumentów spółki w ogóle nie była celem działania oskarżonych, skoro w pełni świadomie i konsekwentnie na przestrzeni wielu lat to czynili. Nie sposób uznać, że kiedy ktoś wprost artykułuje uprawnionemu odmowę dostępu do dokumentów, odmawiając wyjawienia miejsca gdzie są przechowywane i ich wydania, to robi to niejako „niechcący”, nie zdając sobie sprawy z tego co robi. Oskarżeni, jak jednoznacznie wynika z wyjaśnień oskarżonego K.K., w pełni świadomie „odcięli” oskarżyciela posiłkowego od wszelkiej dokumentacji dotyczącej spółek wskazanych w przypisanych im zarzutach, w których był wspólnikiem, motywując to tym, że w ich przekonaniu działa on na szkodę spółki. Sąd pragnie w tym miejscu wskazać, że z twierdzeniami tymi nie zgodził się Sąd gospodarczy odmawiając wyłączenia K. P. jako wspólnika i wskazując na przyczyny leżące po obu skonfliktowanych stronach, a i zasady doświadczenia życiowego i zawodowego wskazują, że przy tym takim poziomie skonfliktowania, jaki jest pomiędzy oskarżonymi i oskarżycielem posiłkowym i wzajemnym obwinianiu się np. o wypłacanie jakichś sum, wina z reguły leży po obu stronach.”
Dalej Sąd Najwyższy wskazał także, że możliwość realizacji praw wspólnika spółki o jakiej mowa w art. 212 KSH (w szczególności wgląd do dokumentów bądź ksiąg spółki), sama w sobie nie przekreśla możliwości popełnienia występku o którym mowa w art. 276 KK. Inna jest bowiem sytuacja wspólnika, który ma prawo wglądu do dokumentów spółki, a inna gdy chodzi o ukrywanie dokumentów przez osoby, które nie mają prawa nimi wyłącznie dysponować, przed osobą, która prawo do dysponowania tymi dokumentami posiada. Zagadnienie realizacji przez oskarżonych uprawnienia, o którym mowa w art. 212 § 2 KSH, w ramach zarzucanych im czynów zabronionych mogłoby zostać rozważane jako kontratyp działania w ramach uprawnień i obowiązków. W tym jednak zakresie niezbędne byłoby poczynienie drobiazgowej weryfikacji oceny całego materiału dowodowego.
Naruszenie przepisu art. 7 KPK
Sąd Najwyższy odniósł się także do kwestii standardów kontroli odwoławczej. Wskazał, że Sąd Okręgowy podniósł, że orzeczenie wydane w przedmiotowej sprawie przez Sąd I instancji „jest oparte na całokształcie materiału dowodowego zebranego w sprawie, który został poddany jednak, w ocenie Sądu Okręgowego, błędnej analizie z przekroczeniem zasady swobodnej oceny dowodów i brakiem uwzględnienia zasad doświadczenia życiowego.”
Nie wskazał jednak – a co jest niezwykle istotne – które to dowody i w jakim zakresie oraz dlaczego zostały ocenione przez Sąd Rejonowy z przekroczeniem zasady swobodnej oceny, wyrażonej w art. 7 KPK, ani jakie zasady doświadczenia życiowego i w odniesieniu do których dowodów zostały pogwałcone. Sąd odwoławczy ma oczywiście zagwarantowane prawo do wydania orzeczenia reformatoryjnego, jednakże należy podkreślić, że i ono musi być oparte na rzetelnej analizie całokształtu materiału dowodowego – musi wskazywać dowody, które zostały ocenione odmiennie, aniżeli uczynił to Sąd I instancji oraz z jakich powodów. W tym zakresie nie wystarczy tylko odmienne zapatrywanie Sądu odwoławczego, albowiem ten władny jest zmienić zaskarżone orzeczenie jedynie wówczas, gdy wykaże, że orzeczenie będące przedmiotem kontroli zapadło z obrazą prawa procesowego lub materialnego, albo też wskutek błędu w ustaleniach faktycznych, wbrew przeprowadzonym i prawidłowo ocenionym dowodom. Z tego zadania Sąd odwoławczy nie wywiązał się w sposób należyty, a jego orzeczenie w powiązaniu z lekturą uzasadnienia nie daje jednoznacznej odpowiedzi, dlaczego rozstrzygnięcie Sądu Rejonowego zostało uznane za błędne oraz z jakich powodów i dlaczego należało w przedmiotowej sprawie wydać wyrok uniewinniający.
Podsumowanie
Sąd Najwyższy w omawianym orzeczeniu dokonał po raz kolejny wykładni pojęcia „zamiar” na gruncie prawa karnego w praktycznym ujęciu oceny prawnokarnej czynu zakwalifikowanego z art. 276 KK. W orzeczeniu wyraźnie wskazano na konieczność odróżnienia zamiaru i motywacji, relacji względem siebie tych dwóch elementów oceny czynu oraz ich znaczenia prawnego.
Orzeczenie to wskazuje wprost na możliwość ścigania karnego wspólników zatajających dokumenty przed innymi wspólnikami – i to niezależnie od akcji prawnych przewidzianych KSH.
Ponadto Sąd Najwyższy wypowiedział się co do standardów kontroli odwoławczej – co ma istotne znaczenie w sprawie, w której zapada wyrok skazujący, a później wyrok uniewinniający.
Czy można pracować podczas przymusowego odosobnienia?
TEMAT: Praca zdalna
PROBLEM: Jak rozliczyć pracownika, który wykonuje obowiązki na kwarantannie
Rząd postanowił, że od 3 listopada do 4 grudnia 2020 r. pracownicy i kierownicy urzędów administracji publicznej i ich jednostek organizacyjnych pracują zdalnie. Sytuacja epidemiczna jest tak dynamiczna, że należy się spodziewać przedłużenia okresu wykonywania zadań służbowych w ten sposób. Do tego coraz więcej osób kierowanych jest na kwarantannę (przebywa na niej ponad 400 tys. osób). Wśród nich są też urzędnicy. Odosobnienie to nie oznacza, że pracownik jest niezdolny do pracy. Przeciwnie, na kwarantannę kierowane są osoby zdrowe, które były tylko narażone na chorobę zakaźną, tj. miały styczność z zarażonym SARS-CoV-2. Absencja w pracy pracownika poddanego kwarantannie jest traktowana jako usprawiedliwiona nieobecność związana z niemożnością jej wykonywania. Wobec tego w tym czasie zatrudnionemu przysługuje wynagrodzenie chorobowe albo zasiłek chorobowy, które wypłaca się za wszystkie dni kalendarzowe w czasie takiej nieobecności. Sęk w tym, że kwota tych świadczeń nie pokrywa się z wysokością pensji wypłacanej co miesiąc urzędnikowi. Korzystne dla niego ze względów finansowych może być zatem wykonywanie zadań podczas kwarantanny. Obecnie w czasie, gdy prawie cała administracja pracuje zdalnie, odżywa pytanie, czy urzędnik może na kwarantannie pracować na odległość.
Nowelizacja specustawy o COVID-19
Przebywanie na kwarantannie oznacza, że taka osoba jest zdrowa (a przynajmniej nie wykazuje jeszcze objawów), ale była narażona na zakażenie. Jeśli choroba się ujawni, to wtedy staje się niezdolna do pracy z powodu choroby, a nie kwarantanny. Dopóki jednak jest zdrowa, dopóty teoretycznie może wykonywać pracę zdalną. I dotychczas właśnie powszechnie uważano, że zatrudniony może świadczyć pracę podczas kwarantanny, z zachowaniem prawa do pełnego wynagrodzenia. Zakład Ubezpieczeń Społecznych 27 października 2020 r. potwierdził taką możliwość wykonywania pracy zdalnej podczas kwarantanny (https://www.gov.pl/web/nauka/stanowisko-zus-w-sprawie-pracy-zdalnej-w-okresie-kwarantanny), ale nadal brak było wyraźnego przepisu. Już wkrótce to się zmieni. Ustawa z 28 października 2020 r. o zmianie niektórych ustaw w związku z przeciwdziałaniem sytuacjom kryzysowym związanym z wystąpieniem COVID-19 (czeka na publikację w Dzienniku Ustaw) wprowadziła rozwiązanie, które dopuszcza możliwość wykonywania pracy zdalnej w okresie kwarantanny. Chodzi o art. 4h dodany do specustawy o COVID-19. Ustawodawca jednoznacznie rozstrzygnął, że taka praca jest możliwa, a w dodanym do specustawy o COVID-19 art. 4h ust. 2 potwierdził, że w przypadku świadczenia pracy w trakcie kwarantanny nie przysługuje wynagrodzenie chorobowe ani świadczenie pieniężne z tytułu choroby określone w odrębnych przepisach. Zasiłek chorobowy ma bowiem służyć wyrównaniu utraconego zarobku. Jeżeli urzędnik wykonywał pracę w trakcie zwolnienia od pracy, to oznacza, że powinien otrzymać za ten czas wynagrodzenie za pracę wykonaną, a więc zasiłek nie spełniałby swojego celu. Zasada ta dotyczy nie tylko pracowników, lecz także „innych zatrudnionych”, a więc chociażby zleceniobiorców. Mimo że w ich przypadku trudno mówić o specjalnych zasadach pracy zdalnej (ramy wykonywania umowy cywilnoprawnej regulują przepisy prawa cywilnego, a nie prawa pracy), to ustawodawca zdecydował się na podkreślenie, iż w ich przypadku wykonywanie pracy podczas kwarantanny także pozbawia zasiłku chorobowego.
Jak wskazuje dr Magdalena Zwolińska, adwokat i partner NGL Wiater sp.k., na pierwszy rzut oka art. 4h specustawy o COVID-19 wydaje się zbędny, bo przecież od początku pandemii przyjmowano, że zlecanie pracy na kwarantannie jest od strony prawnej dopuszczalne. Jednak dodaje, że interpretacji tego przepisu należy dokonywać w powiązaniu z najnowszymi zmianami w ustawie o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa (dalej: ustawa zasiłkowa). Prawniczka wskazuje, że ustawa z 28 października 2020 r. zmienia również ustawę zasiłkową i wprowadza do niej nową definicję sytuacji zrównanych z niezdolnością do pracy z powodu choroby (art. 6 ust. 2). Jej zdaniem taką sytuacją jest właśnie niemożność wykonywania pracy wskutek poddania się obowiązkowi kwarantanny. – Skoro kwarantanna z mocy prawa jest traktowana jak czas niezdolności do pracy, to koniczne stało się wyraźne wskazanie, że w jej trakcie możliwe jest zlecanie pracy. Temu celowi służy art. 4h specustawy o COVID-19 – twierdzi mecenas Zwolińska. I podkreśla, że możliwości takiej nie przewidziano dla izolacji domowej, która jest odosobnieniem osoby chorej na chorobę zakaźną lub podejrzanej o zakażenie.
Praca na kwarantannie
Wiemy już, że dopuszczono możliwość wykonywania pracy zdalnej w okresie kwarantanny. Warto jeszcze wskazać, że art. 4h specustawy o COVID-19 określił tryb podjęcia pracy zdalnej podczas kwarantanny. [ramka]
Art. 4h specustawy o COVID-19
1. W okresie ogłoszenia stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii, pracownicy i inne osoby zatrudnione, poddane obowiązkowej kwarantannie, mogą, za zgodą pracodawcy albo zatrudniającego, świadczyć w trybie pracy zdalnej pracę określoną w umowie i otrzymywać z tego tytułu wynagrodzenie. Do warunków świadczenia pracy stosuje się przepisy art. 3 ust. 3–8.
2. W przypadku świadczenia pracy w trakcie kwarantanny, o której mowa w ust. 1, nie przysługuje wynagrodzenie, o którym mowa w art. 92 ustawy z dnia 26 czerwca 1974 r. – Kodeks pracy, ani świadczenie pieniężne z tytułu choroby.
Gdy pracodawca (zleceniodawca) wyrazi zgodę na wykonywanie pracy zdalnej przez pracownika przebywającego na kwarantannie, to będzie ona wykonywania w sposób określony w art. 3 ust. 3‒8 specustawy o COVID-19. Osobie wykonującej pracę na odległość przysługiwać będzie wynagrodzenie wypłacane tak, jakby nie została ona objęta kwarantanną.
Z art. 3 ust. 3 specustawy o COVID-19 wynika, że w szczególności praca zdalna może być wykonywana przy wykorzystaniu środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość lub dotyczyć wykonywania części wytwórczych lub usług materialnych. Narzędzia i materiały potrzebne do wykonywania pracy zdalnej oraz obsługę logistyczną pracy zdalnej zapewnia pracodawca. Artykuł 3 ust. 5 specustawy o COVID-19 dopuszcza używanie przez pracownika przy wykonywaniu pracy zdalnej narzędzi lub materiałów niezapewnionych przez pracodawcę, pod warunkiem że umożliwia to poszanowanie i ochronę informacji poufnych i innych tajemnic prawnie chronionych, w tym tajemnicy przedsiębiorstwa lub danych osobowych, a także informacji, których ujawnienie mogłoby narazić pracodawcę na szkodę. Pracownik wykonujący pracę zdalną powinien otrzymać od pracodawcy narzędzia niezbędne do pracy. Może on jednak wyrazić zgodę na wykorzystanie w tym celu mienia prywatnego (co naturalnie może wywołać potrzebę uregulowania kosztów jego wykorzystania).
Urzędnik wykonujący pracę zdalną ma obowiązek prowadzić ewidencję wykonanych czynności, uwzględniającą w szczególności opis tych czynności, a także datę oraz czas ich wykonania. Ewidencję sporządza w formie określonej w poleceniu pracodawcy i z podaną tam częstotliwością.
Kiedy należy się zasiłek
Samo wykonywanie pracy w formie pracy zdalnej nie ma żadnego znaczenia z punktu widzenia ubezpieczeń społecznych i nie wywołuje na tym gruncie wątpliwości. Problem pojawiał się wtedy, gdy ubezpieczony uzyskiwał zwolnienie od pracy z powodu niezdolności do pracy. W takiej sytuacji wykonywanie swoich zwykłych obowiązków mimo choroby oznacza naruszenie sposobu korzystania ze zwolnienia lekarskiego, co pociąga za sobą utratę prawa do wynagrodzenia chorobowego oraz zasiłku. W przypadku wynagrodzenia chorobowego problemu nie ma o tyle, o ile jest finansowane ze środków pracodawcy. W przypadku pobierania zasiłku chorobowego wykonywanie pracy zdalnej mogłoby skutkować odebraniem prawa do świadczenia przez ZUS. W praktyce jednak instytucja ta ma bardzo ograniczone możliwości stwierdzenia wykonywania takiej pracy.
Ważne
Osoba na kwarantannie ma status osoby zdrowej, która w związku z zaistniałą sytuacją musi być odseparowana od innych i ma obowiązek pozostać w miejscu odbywania kwarantanny.
Przypomnijmy, że zgodnie z art. 6 ust. 1 ustawy zasiłkowej zasiłek chorobowy przysługuje ubezpieczonemu, który stał się niezdolny do pracy z powodu choroby w czasie trwania ubezpieczenia chorobowego. Z kolei ust. 2 tej regulacji na równi z niezdolnością do pracy z powodu choroby traktuje niemożność wykonywania pracy:
- w wyniku decyzji wydanej przez właściwy organ albo uprawniony podmiot na podstawie przepisów o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (pkt 1),
- wskutek poddania się obowiązkowi kwarantanny, o której mowa w przepisach o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (pkt 1a).
W rzeczywistości sytuacja określona w art. 6 ust. 1 pkt 2 ustawy zasiłkowej zawiera się w sytuacji określonej w art. 6 ust. 2 pkt 1a. Obowiązek kwarantanny był bowiem nakładany decyzją na podstawie przepisów ustawy z 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (obecnie kwarantanna nie jest nakładana tylko w ten sposób), ale ustawodawca zdecydował się jednak na dokonanie takiego rozróżnienia. Omawiana nowelizacja specustawy o COVID-19 wprowadza do art. 6 ust. 2 pkt 1a ustawy zasiłkowej oprócz kwarantanny także izolację oraz izolację w warunkach domowych. W każdym z tych przypadków ubezpieczony ma prawo do wynagrodzenia chorobowego lub zasiłku chorobowego.
Podjęcie pracy na kwarantannie
KROK 1. Skierowanie przez urzędnika wniosku do pracodawcy o wyrażenie zgody. Ustawodawca nie określił formy wniosku. Należy jednak przyjąć, że powinien być on pisemny. Z uwagi na ograniczenia w wychodzeniu z domu podczas kwarantanny trzeba przyjąć, że będzie on mógł być przekazany e-mailowo.
KROK 2. Ocena faktycznej możliwości świadczenia pracy w trybie zdalnym. Przed wyrażeniem zgody pracodawca powinien dokonać oceny, czy faktycznie dany urzędnik może podczas kwarantanny wykonywać obowiązki zdalnie. Może się bowiem okazać, że rodzaj pracy nie pozwala na jej zdalne wykonywanie albo w miejscu przebywania pracownika nie ma warunków dostatecznych do zdalnego wykonywania zadań (brak odpowiedniego sprzętu, zabezpieczeń itd.).
Uwaga! W art. 4h specustawy o COVID-19 wyraźnie zaznaczono, że trybie pracy zdalnej w okresie kwarantanny będzie można wykonywać tylko zakres obowiązków określony w umowie o pracę lub kontrakcie cywilnoprawnym.
KROK 3. Wyrażenie zgody (lub odmowa) przez pracodawcę na wykonywanie pracy zdalnie. W przypadku gdy pracodawca nie wyrazi zgody, urzędnikowi nie przysługuje żaden środek prawny umożliwiający kwestionowanie jego decyzji.
Uwaga! Pracodawca może w każdym czasie cofnąć wyrażoną zgodę na wykonywanie pracy zdalnej. ©℗
Od 26 października 2020 r. podstawą wypłaty świadczeń chorobowych osobie poddanej kwarantannie albo izolacji domowej jest informacja w systemie informatycznym Centrum e-Zdrowie. ZUS pobiera te dane i przekazuje je płatnikom składek na PUE ZUS, dzięki czemu wiadomo, że pracownik przebywa na kwarantannie lub izolacji.©℗
Uwaga! Więcej odpowiedzi na pytania dotyczące prawa pracy w dwutygodniku Rachunkowość Budżetowa nr 22/2020, m.in. „Rozliczenie dyżuru telefonicznego pracownika pomocy społecznej w okresie pandemii”.
Podstawa prawna
• art. 3 ustawy z 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 1842; specustawa o COVID-19)
• par. 1 pkt 6 rozporządzenia Rady Ministrów z 2 listopada 2020 r. zmieniającego rozporządzenie w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz.U. poz. 1931)
• art. 6 ustawy z 25 czerwca 1999 r. o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 870)
• art. 34 ustawy z 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 1845)
• art. 20 pkt 2 ustawy z 28 października 2020 r. o zmianie niektórych ustaw w związku z przeciwdziałaniem sytuacjom kryzysowym związanym z wystąpieniem COVID-19 (czeka na publikację w Dzienniku Ustaw)
Leszek Jaworski, Joanna Śliwińska
Lekarz musi wysłać chorego na test
Do zespołu ds. naruszeń w ochronie zdrowia Okręgowej Izby Lekarskiej (OIL) w Warszawie trafia coraz więcej zgłoszeń od lekarzy podstawowej opieki zdrowotne (POZ). Chodzi o groźby ze strony pacjentów wysyłanych na test w kierunku Covid-19.
Prośbą albo groźbą
– Ostatnio obserwujemy zmianę mentalności pacjentów. O ile na początku pandemii każdy z najmniejszymi objawami chciał mieć wykonane badanie, o tyle dziś chorzy coraz częściej proszą, by nie wysyłać ich na test. Tłumaczą, że jeśli małżonek zostanie wysłany na kwarantannę, to straci pracę, a rodzina środki do życia. Staramy się przekonywać, że w razie pogorszenia stanu zdrowia i konieczności hospitalizacji wynik testu jest kluczowy do poruszania się w systemie – mówi prezes OIL w Warszawie Łukasz Jankowski, nefrolog. Dodaje, że gdy próby przekonania lekarza zawodzą, niektórzy pacjenci posuwają się do niewybrednych gróźb.
Podobne przypadki zgłaszają także członkowie skupiającej lekarzy POZ Federacji Porozumienie Zielonogórskie.
– Pretensje do lekarzy są o tyle nieuzasadnione, że jesteśmy jedynie wykonawcami obowiązku ustawowego. Ustawa o zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi zobowiązuje nas do zgłaszania podejrzenia choroby zakaźnej do organów sanitarnych, szczególnie w obecnej sytuacji epidemicznej. Nie stosując się do naszych zaleceń, pacjent ryzykuje wysoką grzywnę, a w sytuacji uporczywego uchylania się od obowiązku kwarantanny – sankcje karne – mówi prezes Porozumienia Zielonogórskiego dr Jacek Krajewski.
Jego słowa potwierdza mec. Jolanta Budzowska, radca prawny z Kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy.
– Lekarz ma obowiązek – lecząc zgodnie z aktualną wiedzą medyczną – skierować na test, jeśli podejrzewa Covid-19, bo jest to element prawidłowego procesu diagnostycznego, a pacjent ma obowiązek taki test wykonać, m.in. w celu zapobiegania zakażeniom innych osób – tłumaczy.
– To też kwestia etyki zawodowej. Nie wysyłając pacjenta na test, lekarz ryzykuje zdrowie ludzi, których taka osoba może zakazić – zauważa Marek Posobkiewicz, były główny inspektor sanitarny, ozdrowieniec z Covid-19.
Rozmowa nagrywana
Sposób na takich pacjentów znalazł lekarz POZ z woj. kujawsko-pomorskiego, znany na Twitterze jako Patrick House MD.
– Mam dla nich jasny przekaz: nasza rozmowa jest nagrywana, a oni właśnie udowodnili, że spełniają kryteria skierowania na test. Mówię też, że zlecenie już poszło i jeżeli nie zgłoszą się na badanie, i tak zostanie na nich nałożona obowiązkowa dziesięciodniowa kwarantanna. Większość to przekonuje, bo wolą kilka dni zaczekać na test i wynik niż ryzykować półtora tygodnia zamknięcia – mówi. Dodaje, że taka informacja może spowodować, iż osoby z objawami przestaną się zgłaszać do lekarza albo spróbują go zmienić. – Na to już nie mamy wpływu – podsumowuje.
Aleksandra Powierża, radca prawny, wspólniczka w Kancelarii Adwokacko-Radcowskiej Podsiadły-Gęsikowska Powierża
Na podstawie art. 4 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty na lekarzu ciąży obowiązek wykonywania zawodu zgodnie ze wskazaniami aktualnej wiedzy medycznej, dostępnymi mu metodami i środkami zapobiegania, rozpoznawania i leczenia chorób. Ustawodawca zobowiązał lekarza do działań profilaktycznych, diagnostycznych i leczniczych, czego przejawem jest m.in. zlecenie badań na obecność wirusa. To suwerenna decyzja lekarza, który ponosi odpowiedzialność karną, cywilną i dyscyplinarną. Nie ma zatem podstaw do wymagania czy oczekiwania od lekarza, by nie zlecał badania w sytuacji, gdy uzna je za konieczne. Na podstawie art. 5 i 6 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń podejrzani o zakażenie lub chorobę zakaźną zobowiązani zostali do poddania się badaniom sanitarno-epidemiologicznym.
Na kwarantannie nie dostaniesz grzywny od fiskusa
– Fala zachorowań nie omija też przedsiębiorców i księgowych. Tymczasem podatkowe obowiązki, np. sporządzanie i składanie Jednolitego Pliku Kontrolnego, trzeba wypełniać na bieżąco. W czasie choroby bądź kwarantanny jest to z reguły niemożliwe, chociażby w jednoosobowych biurach rachunkowych – mówi Aneta Lech, doradca podatkowy, wykładowca Stowarzyszenia Księgowych w Polsce.
Potrzebny czynny żal
W takiej sytuacji znalazła się jedna z naszych czytelniczek, która była na kwarantannie i spóźniła się z VAT-owskim Jednolitym Plikiem Kontrolnym. – Czy mogę dostać karę? – zastanawia się.
Zapytaliśmy o to Ministerstwo Finansów. Potwierdziło, że niedopełnienie podatkowych obowiązków może wiązać się z odpowiedzialnością na zasadach określonych w kodeksie karnym skarbowym (KKs.). Uspokoiło jednak, że w tej sytuacji powinna mieć zastosowanie instytucja czynnego żalu z art. 16 KKs. Przepis ten zakłada niekaralność sprawcy w razie złożenia zawiadomienia o wykroczeniu bądź przestępstwie wraz z dopełnieniem warunków czynnego żalu, w tym podania istotnych okoliczności popełnienia czynu.
– Osoba, która nie dopełniła swoich obowiązków, np. nie złożyła JPK w terminie z powodu pobytu na kwarantannie (albo choroby), powinna złożyć czynny żal, wypełnić obowiązek podatkowy, tj. złożyć JPK i wskazać przyczyny zwłoki. Zostanie wtedy uwolniona od odpowiedzialności karnej – czytamy w odpowiedzi resortu finansów.
– Od kary powinna też zwalniać tzw. samoizolacja, czyli dobrowolne pozostawanie w domu po stwierdzeniu objawów choroby bądź kontakcie z zakażonym – mówi Piotr Świniarski, adwokat, właściciel kancelarii podatkowej. Dodaje, że przepisy nie określają żadnej szczególnej formy czynnego żalu. – Wystarczy więc krótkie pismo, w którym poinformujemy urząd o opóźnieniu i wskażemy jego przyczyny, np. pobyt na kwarantannie albo samoizolacji. Można je wysłać elektronicznie albo listownie. Literalnie, patrząc na przepisy, czynny żal należy złożyć łącznie z wykonaniem danej czynności, np. wysłaniem JPK – podkreśla Piotr Świniarski.
Zdaniem Anety Lech w opisanej sytuacji można też argumentować, że czynny żal nie jest potrzebny, ponieważ osobie, która nie złożyła JPK z powodu choroby (kwarantanny, samoizolacji) nie można przypisać winy. Nie jest więc spełniony podstawowy warunek popełnienia wykroczenia/przestępstwa skarbowego.
– Można przyjąć taką linię obrony. Czynny żal warto jednak złożyć, tym bardziej że samo Ministerstwo Finansów potwierdza, iż uwalnia to od odpowiedzialności – mówi Piotr Świniarski.
Wniosek o odroczenie
Co zrobić, jeśli termin na podatkowe obowiązki, np. złożenie JPK i zapłatę VAT, jeszcze nie minął, a przedsiębiorca bądź księgowy już wie, że go nie dotrzyma?
– Powinien sporządzić wniosek o odroczenie terminu złożenia JPK oraz płatności podatku, powołując się na przyczyny niedopełnienia obowiązków (choroba, kwarantanna, samoizolacja). Podstawą jest art. 48 ordynacji podatkowej. Wniosek można wysłać elektronicznie, a więc także z domu. Warto go sobie opracować wcześniej na wypadek tych zdarzeń – podpowiada Aneta Lech.
A co w sytuacji, gdy o niedopełnieniu podatkowych obowiązków przypomnieliśmy sobie dopiero po interwencji urzędników?
– Wtedy czynny żal jest bezskuteczny i jeśli nie pomoże argument o braku winy, możemy dostać mandat. W czasie epidemii koronawirusa fiskus bardziej wyrozumiale podchodzi do przewinień podatników. Za niezłożenie w terminie JPK musimy się jednak liczyć z kilkusetzłotowym mandatem – mówi Piotr Świniarski.
Przypomnijmy, że od 1 października przedsiębiorcy mogą też dostać 500 zł kary za błędy w JPK. Taka sankcja znalazła się w ustawie o VAT i wiąże się ze zmianą formuły pliku, a także obowiązkiem nadawania specjalnych kodów na niektóre transakcje.
Rafał Mikulski, adwokat w kancelarii Dentons
Ministerstwo Finansów wskazuje, że osoba, która nie dopełniła swoich obowiązków, np. nie przesłała w terminie Jednolitego Pliku Kontrolnego z powodu choroby albo pobytu na kwarantannie, uniknie grzywny, jeśli złoży pismo z czynnym żalem. Czyli poinformuje skarbówkę o swoim niedopatrzeniu oraz ujawni istotne okoliczności tego czynu. Trzeba jednak pamiętać, że czynny żal jest bezskuteczny, jeśli pracownicy urzędu skarbowego mają już wcześniej wiadomość o popełnieniu wykroczenia lub przestępstwa. Z kodeksu karnego skarbowego wynika, że ta wiadomość musi być udokumentowana, na dodatek wyraźnie. Na pewno więc do zakwestionowania czynnego żalu nie wystarczy, że urzędnik zajrzy do systemu i stwierdzi brak Jednolitego Pliku Kontrolnego. Konieczny jest dokument, np. notatka albo zawiadomienie przesłane do działu spraw karnych skarbowych.
Dyskryminacja nauczyciela akademickiego
Stan faktyczny
W rumuńskiej sprawie F.T. przeciwko Universitatea „Lucian Blaga” Sibiu (dalej jako: uczelnia) chodziło o rozstrzygnięcie zasadności podstawy prawnej zatrudnienia F.T., która osiągnęła ustawowy wiek emerytalny, w zakresie ewentualnej dyskryminacji. Uszczegóławiając F.T. w latach 1994–2015 była zatrudniona na stanowisku adiunkta na podstawie umowy o pracę na czas nieokreślony, jako mianowany nauczyciel akademicki. Dnia 11.6.2015 r. F.T. ukończyła 65 rok życia, zatem zgodnie z prawem rumuńskim osiągnęła wiek emerytalny. F.T. była jednak zatrudniona do końca roku akademickiego, do 30.9.2015 r. Ponieważ F.T. chciała kontynuować swoją pracę na uczelni na podstawie mianowania złożyła stosowany wniosek do władz. Wniosek został oddalony. Rada uczelni powołała się na obowiązującą na uczelni metodologię dotyczącą wyrażania zgody na zachowanie statusu nauczyciela mianowanego po osiągnięciu wieku 65 lat przyjętą przez senat uczelni decyzją z 28.9.2015 r. Zgodnie z metodologią możliwość zachowania statusu nauczyciela mianowanego po osiągnięciu wieku emerytalnego była zastrzeżona dla nauczycieli akademickich posiadających status promotora pracy doktorskiej. W związku ze zmianą metodologii z dniem 1.10.2016 r. owa możliwość została w ich wypadku zniesiona. Wobec powyższego F.T. kontynuowała pracę na uczelni, wykonując te same obowiązki co dotychczas, jednak na podstawie umowy o pracę na czas określony, z niższym niż do tej pory wynagrodzeniem, nie mając statusu mianowanego nauczyciela akademickiego.
Sprawy sądowe
F.T. wprawdzie zgodziła się na nowe warunki zatrudnienia, jednak podważyła decyzję uczelni na drodze sądowej wskazując, że utraciła status nauczyciela mianowanego ze względu na osiągnięcie ustawowego wieku emerytalnego w powiązaniu z odmiennym traktowaniem promotora pracy doktorskiej. F.T. uznała, że w sprawie doszło do dyskryminacji. Sąd okręgowy oddalił powództwo F.T. i stwierdził, że nie doszło do dyskryminacji na podstawie dyrektywy 2000/78/WE. F.T. odwołała się od powyższego do sądu apelacyjnego, jednak wyrok ponownie nie był dla niej korzystny. Stanowisko uczelni w sprawie było takie, że zgodnie z zasadą autonomii uczelni społeczność uniwersytecka ma prawo do określania swojej misji, strategii instytucjonalnej, struktury, działalności, organizacji i funkcjonowania, zarządzania zasobami materialnymi i ludzkimi przy zachowaniu pełnej zgodności z obowiązującymi przepisami. Zdaniem władz uczelni nie doszło do dyskryminacji F.T. ze względu na wiek. Ponadto zgodnie z metodologią oraz prawem rumuńskim senat uczelni państwowych, prywatnych i wyznaniowych może na podstawie kryterium osiągnięć akademickich i sytuacji finansowej postanowić, że pracownik dydaktyczny lub naukowy może kontynuować działalność zawodową po przejściu na emeryturę na podstawie umowy na czas określony wynoszący jeden rok, z możliwością corocznego przedłużenia zgodnie ze statutem uczelni, bez względu na wiek.
Stan prawny i pytanie prejudycjalne
Przedmiotem sprawy była prawna interpretacja art. 1, art. 2 ust. 2 lit. b) i art. 3 dyrektywy 2000/78/WE oraz klauzuli 4 Porozumienia ramowego w sprawie pracy na czas określony (dalej jako: porozumienie ramowe), stanowiącego załącznik do dyrektywy Rady 99/70/WE z 28.6.1999 r. dotyczącej Porozumienia ramowego w sprawie pracy na czas określony (Dz.Urz. UE L z 1999 r. Nr 175, s. 43).
Sąd odsyłający postanowił zawiesić postępowanie i zwrócić się do TSUE z następującymi pytaniami prejudycjalnymi:
1) Czy art. 1, art. 2 ust. 2 lit. b) i art. 3 dyrektywy 2000/78/WE oraz klauzulę 4 porozumienia ramowego należy interpretować w ten sposób, że środek taki jak będący przedmiotem postępowania głównego, umożliwiający pracodawcy wprowadzenie zasady, że osoby, które ukończyły 65 lat, mogą zachować stanowisko nauczyciela mianowanego z zachowaniem praw przysługujących im przed przejściem na emeryturę tylko wtedy, gdy mają status promotora pracy doktorskiej, stawiając tym samym w niekorzystnym położeniu inne osoby znajdujące się w takiej sytuacji, które miałyby taką możliwość, gdyby istniały wakaty i gdyby spełniały one wymogi dotyczące osiągnięć akademickich, oraz umożliwiający zobowiązanie osób niemających statusu promotora pracy doktorskiej, w odniesieniu do tej samej pracy akademickiej, do zawierania kolejnych umów o pracę na czas określony przewidujących system wynagrodzenia według »stawki godzinowej«, niższy od systemu wynagrodzenia obowiązującego wobec mianowanych wykładowców uniwersyteckich, stanowi przejaw dyskryminacji w rozumieniu wymienionych przepisów?
2) Czy pierwszeństwo stosowania prawa Unii (zasadę pierwszeństwa prawa europejskiego) można interpretować w ten sposób, że pozwala ono sądowi krajowemu na odstąpienie od stosowania prawomocnego orzeczenia sądu krajowego, w którym stwierdzono, iż w przedstawionej sytuacji faktycznej dyrektywa 2000/78/WE była przestrzegana i nie występuje dyskryminacja?
Wyrok TSUE
W myśl art. 2 ust. 1 dyrektywy 2000/78/WE względy wskazane w art. 1 mają charakter wyczerpujący. Ewentualne odmienne traktowanie rozpatrywane niniejszej nie odpowiada żadnemu ze względów wymienionych w tym art. 1. Odmienne traktowanie wynikające z posiadania bądź nieposiadania statusu promotora pracy doktorskiej opiera się bowiem na kategorii zawodowej zainteresowanych osób, które osiągnęły już wiek emerytalny. Zakres przedmiotowy dyrektywy 2000/78/WE nie odnosi się do sytuacji opartych na takim kryterium. W konsekwencji art. 1 i 2 dyrektywy 2000/78/WE należy interpretować w ten sposób, że nie mają one zastosowania do przepisu prawa krajowego, zgodnie z którym spośród ogółu nauczycieli akademickich uczelni, którzy kontynuują wykonywanie zawodu po osiągnięciu ustawowego wieku emerytalnego, tylko nauczyciele posiadający status promotora pracy doktorskiej mogą zachować status nauczyciela mianowanego, podczas gdy nauczyciele niemający statusu promotora pracy doktorskiej mogą jedynie zawierać z tą uczelnią umowy na czas określony przewidujące system wynagrodzenia, które jest niższe od wynagrodzenia przysługującego nauczycielom mianowanym.
Należy też zwrócić uwagę, że zgodnie z klauzulą 4 pkt 1 porozumienia ramowego ustanowiono, że w odniesieniu do warunków zatrudnienia, zakaz traktowania pracowników zatrudnionych na czas określony w sposób mniej korzystny niż porównywalnych pracowników zatrudnionych na czas nieokreślony jedynie z tego powodu, że pracują oni na czas określony, chyba że takie odmienne traktowanie jest uzasadnione obiektywnymi powodami. W przedmiotowej sprawie należało zbadać owe obiektywne powody, zatem zbadać czy nauczyciele akademiccy posiadający status promotora pracy doktorskiej, do których sytuacji należy porównać sytuację F.T., są objęci zakresem pojęcia „porównywalnych pracowników zatrudnionych na czas nieokreślony” w rozumieniu tego przepisu. Pojęcie to obejmuje pracowników, którzy zawarli umowę o pracę lub stosunek pracy na czas nieokreślony w tym samym zakładzie i mającego pracę/zawód taki sam lub podobny, pod względem kwalifikacji lub umiejętności. TSUE podkreślił, że w niniejszej sprawie to sąd odsyłający jako jedyny jest właściwy do dokonania oceny okoliczności i ustalenie, czy F.T. w czasie zatrudnienia jej przez uczelnię na podstawie kolejnych umów o pracę na czas określony znajdowała się w sytuacji porównywalnej z sytuacją nauczycieli akademickich posiadających tytułu promotora pracy doktorskiej zatrudnionych na czas nieokreślony przez tego samego pracodawcę po osiągnięciu ustawowego wieku emerytalnego. W tym kontekście trzeba więc ocenić, czy okoliczność, że owi nauczyciele akademiccy posiadają status promotora pracy doktorskiej, oznacza, iż charakter, warunki kształcenia i warunki ich pracy ich pracy są odmienne od charakteru, warunków kształcenia i warunków pracy nauczycieli akademickich takich jak F.T. W przypadku uznania, że sytuacja jest porównywalna należy zbadać, czy istnieje obiektywny powód, w rozumieniu klauzuli 4 pkt 1 porozumienia ramowego, który uzasadniałby odmienne traktowanie między innymi pod względem wysokości ich wynagrodzenia.
Pomimo tego, TSUE wskazał, że: „takich celów, które w istocie odnoszą się do zarządzania personelem oraz względów natury budżetowej i dodatkowo nie opierają się na obiektywnych i przejrzystych kryteriach, nie można uznać za obiektywne względy uzasadniające odmienne traktowanie takie jak to, którego dotyczy spór rozpatrywany w postępowaniu głównym. O ile bowiem względy natury budżetowej mogą leżeć u podstawy wyboru polityki społecznej państwa członkowskiego i wpływać na charakter lub zakres środków ochrony zatrudnienia, które państwo to pragnie przyjąć, o tyle same w sobie nie mogą one stanowić celu, do którego osiągnięcia zmierza ta polityka, a tym samym nie mogą uzasadniać stosowania uregulowania krajowego wprowadzającego odmienne traktowanie i stawiającego w gorszej sytuacji pracowników zatrudnionych na czas określony”.
Klauzulę 4 pkt 1 porozumienia ramowego należy interpretować w ten sposób, że stoi ona na przeszkodzie stosowaniu przepisu prawa krajowego, zgodnie z którym spośród ogółu nauczycieli akademickich uczelni, którzy kontynuują wykonywanie zawodu po osiągnięciu ustawowego wieku emerytalnego, tylko nauczyciele posiadający status promotora pracy doktorskiej mogą zachować status nauczyciela mianowanego, podczas gdy nauczyciele niemający statusu promotora pracy doktorskiej mogą jedynie zawierać z tą uczelnią umowy na czas określony przewidujące system wynagrodzenia, które jest niższe od wynagrodzenia przysługującego nauczycielom mianowanym, pod warunkiem że ta pierwsza kategoria nauczycieli akademickich składa się z pracowników zatrudnionych na czas nieokreślony porównywalnych do pracowników należących do tej drugiej kategorii oraz że odmienne traktowanie między innymi ze względu na wspomniany system wynagrodzenia nie jest uzasadnione obiektywnymi względami, czego weryfikacja należy do sądu odsyłającego.