Dobrowolna kwarantanna bez pensji

Praca zdalna nie zawsze możliwa

– W razie jakiegokolwiek podejrzenia infekcji wirusowej zatrudnieni są proszeni o pozostanie w domu – mówi Agata Mierzwa, adwokat, partner w kancelarii DZP.

W takiej sytuacji pracownik, jeśli ma objawy chorobowe, powinien zgłosić się do lekarza, który potwierdzi infekcję i wystawi choremu płatne zwolnienie od pracy. Jednak u wielu osób jest to kwestia wyłącznie podejrzenia ewentualnego zakażenia, a wtedy, szczególnie jeśli mają taką możliwość, decydują się na pracę zdalną. Gdy sprawy się skomplikują, bo w wyniku wykrycia koronawirusa u innych zostaną przeniesieni na kwarantannę, wcale nie oznacza to, że nie będą dalej pracować.

– Moim zdaniem decyzja należy tu do pracodawcy – dodaje mec. Mierzwa – bo pracodawca osobie na kwarantannie, która przecież nie jest chora, zawsze może polecić wykonywanie pracy odpowiadającej jej kwalifikacjom, nawet niekoniecznie taką, jaką wykonuje na co dzień.

Większość z 12 mln zatrudnionych na etatach nie ma jednak możliwości pracy zdalnej, bo wykonuje swoje obowiązki w konkretnym miejscu i czynności, których nie sposób przenieść do wirtualnej rzeczywistości. Im tylko zwolnienie lekarskie lub decyzja inspektora sanepidu o skierowaniu na kwarantannę daje prawo do zachowania wynagrodzenia w czasie przerwy w pracy wywołanej przez koronawirusa.

Okazuje się, że część takich osób decyduje się na dobrowolną kwarantannę. Oznacza to dla nich utratę zarobków, gdyż tracą w ten sposób możliwość wykonywania swoich obowiązków.

Dzieje się tak, gdy okaże się, że w czasie weekendowych spotkań ze znajomymi mieli oni kontakt z osobami, które zostały później zdiagnozowane jako chore na koronawirusa. Do czasu wyjaśnienia, czy doszło do transmisji koronawirusa, nikt nie chce ryzykować, że przyniesie chorobę do pracy i zarazi nim inne osoby.

Dlaczego jednak nie decydują się na zgłoszenie do sanepidu i objęcie kwarantanną z prawem do zasiłku w czasie jej trwania? Powód jest bardzo prosty. Taka urzędowa kwarantanna oznacza wiele ograniczeń związanych z obowiązkiem pozostania w domu czy objęciem kwarantanną pozostałych członków rodziny.

– Jeśli pracownik nie świadczy pracy, bo sam podjął taką decyzję w związku z ryzykiem zakażenia koronawirusem, to moim zdaniem nie ma podstaw do wypłaty mu wynagrodzenia – komentuje mec. Mierzwa z DZP.

Komentarze do ustaw antykryzysowych. Moduł COVID-19 bezpłatnie w każdej konfiguracji. Sprawdź

Niechętni do testów

Odpowiedzią pracodawców na rosnące ryzyko zakażenia Covid-19 są także coraz powszechniejsze i szybsze testy na obecność niebezpiecznego wirusa.

– Spotkałem się ostatnio z przypadkiem, gdzie pracodawca zaproponował pracownikom przebadanie na obecność koronawirusa z zachowaniem poufności wyników tych testów. Wymiana informacji miała nastąpić bezpośrednio między zatrudnionym a laboratorium. Wystąpiono jedynie z prośbą do pracowników, aby w razie pozytywnego wyniku poinformowali o tym pracodawcę – opowiada Rafał Kania, partner w kancelarii Sendero Tax & Legal. – Okazało się, że jeden z pracowników kategorycznie odmówił poddania się temu badaniu. Miał do tego prawo, bo przecież żyjemy w wolnym kraju, ale pracodawca nie miał wyjścia i musiał odesłać go do domu. Przedsiębiorca nie mógł dopuścić go do pracy, bo ma obowiązek zapewnienia bezpiecznych i higienicznych warunków pracy i ma prawo wiedzieć, kto jest zdrowy czy chory. Zatrudniony nie zachowuje za ten czas prawa do wynagrodzenia, bo odmawia udziału w tym badaniu, nie respektując prawa innych pracowników do bezpiecznych warunków pracy. A pracodawca musi dbać o dobro wszystkich zatrudnionych.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Przetestuj. Sprawdź

Sprawy frankowe mogą pogrążyć polskie sądy

W wielu przypadkach powództwa frankowiczów stanowią już połowę referatów sędziów cywilnych. Rozwiązania dziś nie widać. Wszyscy czekają albo na Sąd Najwyższy, który w składzie siedmiu sędziów lub wręcz całej Izby Cywilnej pomoże załatwić te sprawy, pomagając sądom powszechnym w interpretacji przepisów, albo na ustawodawcę. Na żadne szybkie rozwiązania się jednak nie zanosi.

Płynie lawiną

W Sądzie Okręgowym w Gdańsku przyrost spraw frankowych jest spory. Dowód? Do września 2019 r. było ich 284. W 2020 r. (też do września) jest ich już 1203.

W Sądzie Okręgowym we Wrocławiu też widać spory przyrost.

– Mamy wzrost spraw frankowych o ponad 411 proc. –mówi „Rzeczpospolitej” Wojciech Łukowski, prezes Sądu Okręgowego we Wrocławiu.

W Poznaniu czy Krakowie jest niewiele lepiej. Warszawa też ma swoje problemy.

– W 2020 r. (do października) trafiły do Sądu Okręgowego w Warszawie 10 243 sprawy frankowe. W całym 2019 r. było ich natomiast 4634. Dla porównania: w 2017 r. takich spraw było 988.

W sądach warszawskich nie ma specjalizacji, jeśli chodzi o sprawy frankowe – mówi „Rzeczpospolitej” sędzia Sylwia Urbańska, rzeczniczka Sądu Okręgowego w Warszawie. – Takie sprawy zajmują ponad 50 proc. wszystkich referatów sędziów cywilnych – mówi „Rzeczpospolitej”.

Zwraca uwagę, że warszawscy sędziowie są przeciążeni.

– Na koniec roku każdy z sędziów cywilnych może mieć w referacie 750 spraw.

Sędziowie przełożyli to nawet na tomy akt, które mają do przeczytania.

Co z tego przełożenia wynikło? Sędziowie w Warszawie mają do przejrzenia od 1300 do 1700 tomów akt.

– Już nie ma gdzie ich mieścić – mówi jeden z warszawskich sędziów.

Potrzebujesz zweryfikować wiarygodność kontrahenta lub ocenić ryzyka? Poznaj Beck KRS Sprawdź

Łatanie dziur

Warszawski sąd starał się wygospodarować sekcję do spraw frankowych. Bezskutecznie. Teraz przyszedł czas na marzenia o wydziale do takich spraw. Na razie Ministerstwo Sprawiedliwości milczy.

W Sądzie Okręgowym w Gdańsku także mają nawał spraw o kredyty w szwajcarskiej walucie.

– Mamy do czynienia z przeróżnymi żądaniami stron – mówi „Rzeczpospolitej” Rafał Terlecki, prezes Sądu Okręgowego w Gdańsku.

Dowód? W 2019 r. do sądu wpłynęły 284 sprawy frankowe. W 2020 r. jest ich już 1203.

Co zrobić, żeby nie pogrążyły one sądów?

– Potrzebne będą uchwały Sądu Najwyższego, i to najlepiej w składzie siedmiu sędziów SN albo nawet całej Izby Cywilnej – mówi prezes Rafał Terlecki.

Powód? Roszczenia frankowiczów są bardzo różne i sądy podejmują w nich przeróżne wyroki. Pomóc mógłby także ustawodawca, przygotowując spójny, precyzyjny pakiet dla frankowiczów, ale na to się nie zanosi.

Prezes Wojciech Łukowski z Sądu Okręgowego we Wrocławiu także ma lawinę frankowych spraw.

– Jest ich na pewno cztery razy więcej niż w tym samym czasie 2019 r. – mówi „Rzeczpospolitej”.

O utworzeniu specjalnego wydziału dla takich spraw nie ma co myśleć. Prezes rozważa ratowanie się przesunięciami sędziów i urzędników z innych wydziałów, np. do spraw rozwodowych czy gospodarczych odwoławczych. Te mają dziś mniejszy wpływ i dobrze sobie radzą. Nie wiadomo jednak, jak długo będzie to trwało.

Fala spraw frankowych napędzana jest sprzyjającymi klientom orzeczeniami Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej i Sądu Najwyższego oraz rosnącym odsetkiem wygrywanych przez frankowiczów spraw i będzie rosnąć.

Światełko w tunelu

Widać to choćby po danych jednej z największych kancelarii obsługujących frankowiczów wskazujących na skokowy wzrost zainteresowania jej usługami w ostatnich miesiącach. Oznacza to, że za sześć–dziewięć miesięcy, bo tyle trwa przygotowanie sprawy, do sądów dotrze kolejna fala pozwów. A ich liczbę można szacować na ponad 20 tysięcy.

Jak można ulżyć frankowiczom? Chodzi o zmiany w prawie procesowym (które przyśpieszają procedowanie lub przekierowują część spraw do innego sposobu rozpoznawania) lub materialnym (zmiany w prawie cywilnym, które spowodowałyby, że problem frankowy nie musiałby być rozwiązywany w sądach).

W zakresie prawa procesowego pojawił się pomysł, aby wprowadzić obowiązek mediacji między klientem a bankiem, prowadzonej np. przez rzecznika finansowego, zanim sprawa trafi do sądu.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Przetestuj. Sprawdź

Brak własnoręcznego podpisu pod odpisami skargi nie jest przesłanką przywrócenia terminu

Wniosek o przywrócenie terminu

Postanowieniem z 14.6.2018 r. (VII SA/Wa 298/17, Legalis) WSA w Warszawie odmówił M. K. (dalej: Skarżący) przywrócenia terminu do uzupełnienia braku formalnego skargi na decyzję Wojewody Mazowieckiego w przedmiocie odmowy uchylenia decyzji. W uzasadnieniu ww. postanowienia Sąd wskazał, że zarządzeniami Przewodniczącego Wydziału VII WSA w Warszawie z 6.2.2017 r. wezwano Skarżącego do uiszczenia wpisu sądowego od skargi w wysokości 200 zł oraz do usunięcia braków formalnych skargi poprzez nadesłanie jej dwóch odpisów poświadczonych za zgodność lub własnoręcznie podpisanych, w terminie 7 dni od dnia doręczenia odpisu zarządzenia i wezwania, pod rygorem odrzucenia skargi. Powyższe pismo (zawierające odpis ww. zarządzenia i ww. wezwania) pomimo dwukrotnej awizacji, nie zostało podjęte przez Skarżącego w terminie, a przesyłkę uznano za doręczoną w lutym 2017 r. Natomiast w marcu 2017 r. Skarżący wniósł do Sądu dwa odpisy skargi oraz wniosek o przyznanie prawa pomocy PPF. Wniesione przez Skarżącego odpisy nie zostały opatrzone jego własnoręcznym podpisem. Z uwagi na powyższe, WSA w Warszawie, postanowieniem z 19.12.2017 r., odrzucił skargę.

Skarżący na powyższe postanowienie wniósł zażalenie z jednoczesnym wnioskiem o przywrócenie terminu do uzupełnienia braku formalnego skargi poprzez złożenie dwóch egzemplarzy odpisów podpisanej skargi w niniejszej sprawie. Skarżący podniósł, że jeżeli nastąpiło złożenie odpisów skargi bez podpisów to ze względu na ogromny stres, przy jego pełnej nieświadomości, tym bardziej, że składane dokumenty sprawdzał i kwitował ich odbiór pracownik WSA w Warszawie na biurze podawczym. Niedopatrzenie podpisania odpisów skargi uzasadnił stresem, który wywołało u niego wezwanie do uiszczenia opłaty, na którą to nie miał pieniędzy.

Komentarze do ustaw antykryzysowych. Moduł COVID-19 bezpłatnie w każdej konfiguracji. Sprawdź

Odmowa przywrócenia terminu

Rozpoznając wniosek Sąd stwierdził, iż Skarżący nie uprawdopodobnił okoliczności wskazujących na brak winy w uchybieniu terminu do uzupełnienia braku formalnego skargi. Za takie nie mogą być uznane okoliczności wskazane przez niego we wniosku. Zdaniem WSA w Warszawie, niedopatrzenie Skarżącego polegające na złożeniu dwóch egzemplarzy skargi nieopatrzonych własnoręcznym podpisem nie stanowi okoliczności wyłączającej brak winy w uchybieniu terminu, gdyż wniknęło z zaniedbania Skarżącego i nie stanowi usprawiedliwionej przesłanki do przywrócenia terminu. Nieuwagi lub zaniedbania nie można kwalifikować jako braku winy uzasadniającego przywrócenie uchybionego terminu. W związku z powyższym Sąd odmówił przywrócenia terminu w oparciu o art. 86 § 1 ustawy z 30.8.2002 r. – Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (t.j.: Dz.U. z 2019 r. poz. 2325 ze zm., dalej: PostAdmU).

Zażalenie

Przedmiotem pracy NSA jest zażalenie Skarżącego na postanowienie WSA w Warszawie o odmowie przywrócenia terminu do wniesienia skargi do sądu administracyjnego. W uzasadnieniu zażalenia Skarżący podniósł, że Sąd I instancji nie odniósł się argumentów wskazanych przez niego w sprawie, a także opisał swoją trudną sytuacje materialną, m.in. fakt, że żyje z pieniędzy pożyczanych od swojej matki i wskazał, że pomimo tej trudnej sytuacji nie uzyskał prawa pomocy, co skutkuje koniecznością załatwiania przez niego osobiście spraw sądowych.

Brak winy w uchybieniu terminu przesłanką jego przywrócenia

NSA rozpoczął od przywołania właściwych przepisów i wskazał, że w myśl art. 86 § 1 PostAdmU jeżeli strona nie dokonała w terminie czynności w postępowaniu sądowym bez swojej winy, sąd na jej wniosek postanowi przywrócenie terminu. Stosownie zaś do art. 87 § 1 PostAdmU pismo z wnioskiem o przywrócenie terminu wnosi się do sądu, w którym czynność miała być dokonana, w ciągu siedmiu dni od czasu ustania przyczyny uchybienia terminu. W piśmie tym należy uprawdopodobnić okoliczności wskazujące na brak winy w uchybieniu terminu (art. 87 § 2 PostAdmU).

Następnie NSA odniósł się do stanowiska zajmowanego dotychczas przez sądy administracyjne i zaznaczył, że w orzecznictwie oraz w doktrynie zgodnie przyjmuje się, iż uprawdopodobnienie braku winy w uchybieniu terminu powinno być oceniane z uwzględnieniem wszystkich okoliczności konkretnej sprawy, w sposób uwzględniający obiektywny miernik staranności, jakiej można wymagać od strony dbającej należycie o własne interesy oraz przy wzięciu pod uwagę także uchybień spowodowanych nawet lekkim niedbalstwem. Przywrócenie terminu może mieć zatem miejsce tylko wtedy, gdy uchybienie terminu nastąpiło wskutek przeszkody, której strona nie mogła usunąć, nawet przy użyciu największego w danych warunkach wysiłku. Przywrócenia uchybionego terminu nie uzasadniają niedostateczna staranność w prowadzeniu własnych spraw czy też nieznajomość prawa (postanowienie NSA z 8.7.2008 r., II OZ 712/08, Legalis). Ponadto, zgodnie z uchwałą składu siedmiu sędziów NSA z 18.12.2013 r. (I OPS 13/13, Legalis) niedołączenie przez stronę skarżącą wymaganej liczby odpisów skargi i odpisów załączników, zgodnie z art. 47 § 1 PostAdmU, jest brakiem formalnym skargi, o którym mowa w art. 49 § 1 w związku z art. 57 § 1 PostAdmU, uniemożliwiającym nadanie skardze prawidłowego biegu, który nie może być usunięty przez sporządzenie odpisów skargi przez sąd. W uzasadnieniu uchwały stwierdzono w szczególności, że ustawodawca nie przewidział prawnych możliwości uzupełniania braków formalnych żadnych pism procesowych przez sąd, ani nie dokonał rozróżnienia na braki „istotne” i „nieistotne”, a jedynie wskazał na braki, które uniemożliwiają nadanie pismu prawidłowego biegu, co przemawia za przyjęciem ścisłej wykładni omawianych przepisów. Rolą Sądu nie jest zastępowanie strony w dokonywaniu czynności procesowych leżących w jej interesie i stanowiących jej ustawowy obowiązek.

Brak własnoręcznego podpisu pod odpisami skargi a brak winy w uchybieniu terminu

Przenosząc powyższe na grunt rozpatrywanej sprawy NSA stwierdził, że – zgodnie z powyższymi kryteriami – Sąd I instancji zasadnie uznał, że brak własnoręcznego podpisu pod odpisami skargi, który został wywołany stresem, nie może być uznany za brak winy strony w rozumieniu art. 86 § 1 PostAdmU. Strona należycie dbająca o własny interes powinna pamiętać, że wszelkie pisma składane w postępowaniu powinny być opatrzone podpisem i postępowanie sądowoadministracyjne nie jest tu wyjątkiem. Sąd dodatkowo w wezwaniu wskazał Skarżącemu, że egzemplarze odpisów powinny być poświadczone za zgodność z oryginałem lub własnoręcznie podpisane. Brak sprawdzenia tego elementu przed złożeniem dokumentów może zatem świadczyć o niedbalstwie i nie stanowi przesłanki do zastosowania trybu przewidzianego w art. 86 § 1 PostAdmU.

Uwzględniając powyższe, NSA – działając na podstawie art. 184 PostAdmU w związku z art. 197 § 1 i § 2 PostAdmU orzekł jak w sentencji, tj.: oddalił zażalenie.

Analizowane postanowienie NSA dotyczy możliwości przywrócenia terminu do dokonania czynności procesowej (w rozpatrywanej sprawie: uzupełnienia braku formalnego skargi na decyzję administracyjną). Podstawową przesłanką do przywrócenia takiego terminu jest brak winy strony postępowania w uchybieniu terminu. W orzecznictwie wskazuje się, ,ze przepisy regulujące instytucję przywrócenia terminu nie wskazują według jakich kryteriów należy oceniać zachowanie strony, co uzasadnia pogląd, iż ocena braku winy została pozostawiona uznaniu sądu, oczywiście przy uwzględnieniu wszystkich okoliczności sprawy, jakie sąd uzna za istotne, w sposób uwzględniający obiektywny miernik staranności, jakiej można wymagać od osoby należycie dbającej o własne interesy. Istotnym przy tym jest, aby strona składająca taki wniosek, uprawdopodobniła, iż istniały obiektywnie niemożliwe do przezwyciężenia przeszkody uniemożliwiające jej dochowanie terminu, o którego przywrócenie wnosi, w okresie kiedy termin ten biegł (postanowienie NSA z 9.10.2014 r., I OZ 757/14, Legalis). W orzecznictwie podkreślą się, że kryteria oceny braku winy strony w uchybieniu terminu są sformułowane surowo, a przywrócenie terminu nie jest dopuszczalne, gdy strona dopuściła się choćby lekkiego niedbalstwa (postanowienie WSA w Gliwicach z 14.11.2016 r., I SA/Gl 1261/16, Legalis).

W przedmiotowym postanowieniu NSA odniósł się do jednej z zawinionych przyczyn uchybienia terminu do dokonania czynności procesowej jaką jest brak własnoręcznego podpisu Skarżącego pod odpisami skargi. Zarówno WSA w Warszawie, jak i NSA konsekwentnie stanęły na stanowisku, zgodnie z którym niedopatrzenie Skarżącego (polegające na złożeniu dwóch egzemplarzy skargi nieopatrzonych własnoręcznym podpisem) nie stanowi okoliczności wyłączającej brak winy w uchybieniu terminu, gdyż wynika z zaniedbania Skarżącego, zaś nieuwagi lub zaniedbania nie można kwalifikować jako braku winy uzasadniającego przywrócenie uchybionego terminu. Taki pogląd jest podzielany także przez inne składy orzekające NSA, które podkreślają m.in., że nieznajomość prawa i niewiedza strony (niewynikająca z braku pouczenia, pouczenia niepełnego, błędnego lub niejasnego) nie jest okolicznością uzasadniającą przywrócenie terminu, nawet jeśli skarżący nie korzysta z pomocy profesjonalnego pełnomocnika (jak ma to miejsce w rozpatrywanej sprawie) (postanowienie NSA z 20.1.2016 r., I OZ 1860/15, Legalis). Do niezawinionych przyczyn uchybienia terminu uzasadniających jego przywrócenie zalicza się zaś m.in.: nagłą chorobę strony (lub jej pełnomocnika, która nie pozwoliła na wyręczenie się inną osobą) oraz stany nadzwyczajne, takie jak problemy komunikacyjne, klęski żywiołowe (powódź, pożar).

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Przetestuj. Sprawdź

Dokumentowanie kosztów autorskich w przypadku umowy o dzieło

Stan faktyczny

Instytucja kultury (dalej: IK) organizuje m.in. warsztaty artystyczne, w ramach których ich uczestnicy uzyskują wiedzę dotyczącą np. animacji, rzeźby, dziennikarstwa, rękodzieła, literatury oraz innych dziedzin kultury i sztuki. Warsztaty mają charakter autorski, indywidualny i niepowtarzalny. W danej formie wykonywane są po raz pierwszy i wyłącznie na rzecz IK. Na stworzenie koncepcji i przeprowadzenie warsztatów IK zawiera umowy cywilnoprawne, na podstawie których wykonawcy warsztatów przenoszą na IK majątkowe prawa autorskie do utworu na polach eksploatacji dotyczących działalności statutowej IK. Są to umowy o dzieło, których przedmiotem jest stworzenie autorskiej koncepcji warsztatów, metodologii ich przeprowadzenia oraz poprowadzenie tych warsztatów. Osoby, z którymi IK zawiera umowy, nie wykonują tych umów w ramach działalności gospodarczej.

IK złożyła wniosek o wydanie interpretacji podatkowej, pytając, czy możliwe jest stosowanie do wynagrodzenia za wykonanie powyższych umów 50% (autorskich) kosztów uzyskania przychodów. Zdaniem IK, odpowiedź jest twierdząca.

Jednak organ interpretujący uznał, że stosowanie 50% kosztów nie wchodzi w grę, gdyż w przedstawionej sytuacji wynagrodzenie wypłacane jest ogólnie za pracę twórczą, a nie za przeniesienie prawa własności do konkretnych utworów na rzecz IK – kwota wynagrodzenia (honorarium) za przeniesienie praw nie jest wyodrębniona w osobnej pozycji, tzn. nie stanowi określonego kwotowo składnika wynagrodzenia. Ponadto, brak jest szczegółowej ewidencji przeniesionych na IK praw autorskich do stworzonych utworów.

IK zaskarżyła interpretację do sądu.

Komentarze do ustaw antykryzysowych. Moduł COVID-19 bezpłatnie w każdej konfiguracji. Sprawdź

Stan prawny

Koszty uzyskania przychodów z tytułu rozporządzenia prawami autorskimi do utworów wynoszą 50% przychodu (art. 22 ust. 9 pkt 3 PDOFizU). Przepisy podatkowe nie określają przy tym ani sposobu określania honorarium autorskiego, ani sposobu dokumentowania prac twórczych.

Stanowisko WSA w Białymstoku

Sąd przyznał rację IK i uchylił interpretację. W ocenie sądu nie można zgodzić się z organem, że 50% koszty uzyskania przychodu w odniesieniu do twórców wykonujących umowę o dzieło jest zależne od wyodrębnienia honorarium za przeniesienie praw autorskich do utworu oraz od tworzenia szczegółowej dokumentacji (ewidencji) stworzonych utworów. Wymóg taki nie wynika bowiem z treści art. 22 ust. 9 pkt 3 PDOFizU ani z innych przepisów prawa podatkowego. Jedynie w przypadku wykonywania pracy twórczej w ramach stosunku pracy należy wykazać powiązanie wynagrodzenia (honorarium) z konkretną, wykonaną pracą o charakterze twórczym oraz to, że praca ta została istotnie wykonana, tj. że powstał utwór, co wymaga tworzenia szczegółowej dokumentacji (ewidencji) stworzonych utworów.

Zauważmy wstępnie, że w sprawie nie były kwestionowane ani zasadność zastosowania umowy o dzieło (a nie zlecenia), ani też uznanie, że stworzenie i przeprowadzenie (!) warsztatów ma charakter autorski. Przy przyjęciu tych dwóch korzystnych dla twórców warsztatów warunków rozstrzygnięcie sądu zasługuje na aprobatę. Szkoda tylko, że sąd nie dokonał pogłębionego uzasadnienia zajętego stanowiska.

Warto wiedzieć, że Minister Finansów w dniu 15.9.2020 r. wydał interpretację ogólną w sprawie stosowania 50% kosztów autorskich (DD3.8201.1.2018), w której zauważył, że koszty te mogą być stosowane także w umowie o dzieło i skonkludował, że warunek wyraźnego wyodrębnienia honorarium od innych składników wynagrodzenia nie obejmuje wskazanych w interpretacji przypadków, w których 50% koszty uzyskania przychodów można stosować do całości wynagrodzenia twórcy. W interpretacji wskazano w tym kontekście wyłącznie pracownicze wynagrodzenia nauczycieli akademickich i pracowników naukowych. Jednakże interpretacja nie dotyczy (poza ogólną wzmianką) umów o dzieło, wobec czego, należy uznać, że nie przeczy trafności omawianego wyroku. Zresztą nawet gdyby przeczyła, to przecież interpretacja ogólna nie ma mocy wiążącej.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Przetestuj. Sprawdź

Praca za granicą a podatek

Druga zmiana to planowane od 2021 r. znaczne ograniczenie ulgi abolicyjnej, która dotychczas chroniła przed taką dopłatą.

Stracą też osoby pracujące m.in. w USA, Holandii czy Rosji. W umowach z tymi krajami już wcześniej obowiązywała niekorzystna metoda. Eksperci ostrzegają, że efektem będzie duża liczba sporów.

Niemiła niespodzianka

Jak wyjaśnia Paweł Kuźmiak, doradca podatkowy, partner w DSK Kancelaria, podstawową funkcją ulgi było zapewnienie równości opodatkowania zagranicznych dochodów polskich rezydentów. Chodzi o dochody z pracy, działalności gospodarczej, działalności wykonywanej osobiście i z praw majątkowych. Podatnicy nie musieli wiedzieć, którą z dwóch metod unikania podwójnego opodatkowania przyjęto w umowie z danym krajem. Ulga zrównywała skutki stosowania tych metod i ograniczała dodatkowe opodatkowanie w Polsce.

– Likwidując w praktyce tę ulgę od 2021 r., ustawodawca przywraca nierówne traktowanie własnych rezydentów, i to opierając się na dość przypadkowym kryterium. Trudno bowiem racjonalnie wskazać, dlaczego podatnik pracujący np. w Niemczech od tego samego dochodu nie zapłaci podatku w Polsce, a zatrudniony w Wielkiej Brytanii już tak – mówi Paweł Kuźmiak.

Niemiłą niespodzianką jest wdrożenie przez Polskę wielostronnej konwencji MLI, która w części umów zmienia metodę wyłączenia z progresją na metodę odliczenia proporcjonalnego. W rozliczeniu za 2020 r. nowe zasady dotyczyć będą nie tylko Wielkiej Brytanii, ale też Finlandii i Słowacji. Od 2021 r. niekorzystna metoda będzie obowiązywać w umowach z Danią, Norwegią, Portugalią i Kanadą.

Jak mówi Grzegorz Grochowina, starszy menedżer w KPMG w Polsce, dotychczas osoby pracujące w m.in. w Wielkiej Brytanii nie musiały w ogóle rozliczać się w Polsce, jeśli nie miały tu dochodów. W rozliczeniu za 2020 r. będą musiały złożyć zeznanie w polskim urzędzie. Ulga abolicyjna zostanie na tyle okrojona, ale też w wielu przypadkach nie uchroni przed dopłatą podatku.

– W tej sytuacji istnieje duże prawdopodobieństwo zwiększenia liczby sporów fiskus– podatnik, gdyż wiele osób będzie się starało udowodnić, że nie są już polskimi rezydentami i w ogóle nie muszą się tu rozliczać. Z drugiej strony należy się spodziewać, że organy podatkowe łatwo nie odpuszczą, ponieważ kryteria ustalania rezydencji są nieprecyzyjne i dają im duże pole do uznaniowości – mówi Grzegorz Grochowina.

Według Pawła Kuźmiaka zmiana rezydencji wiąże się z koniecznością udowodnienia przebywania poza Polską co najmniej przez pół roku kalendarzowego oraz istnienia centrum interesów życiowych w innym kraju.

Pobyt za granicą potwierdzać mogą np. zestawienia operacji kartą bankową lub ewidencja przejazdów i lokalizacji w nawigacji w telefonie.

Natomiast o przeniesieniu centrum życiowego poza Polskę świadczyć może m.in. zakup lub najem mieszkania za granicą (warto zachować umowy i dokumenty związane z przeprowadzką i urządzeniem), rezygnacja ze źródeł zarobku w Polsce, sprzedaż lub przerejestrowanie samochodu, zapisanie dzieci do szkół w nowym kraju.

Paweł Kuźmiak radzi, by po przeprowadzce uzyskać zagraniczny certyfikat rezydencji, czyli zaświadczenie wydane przez administrację podatkową danego państwa.

– Oczywiście, skutkiem zniesienia ulgi abolicyjnej będzie też zapewne wzrost liczby sporów na tym tle z organami podatkowymi – ostrzega ekspert.

Komentarze do ustaw antykryzysowych. Moduł COVID-19 bezpłatnie w każdej konfiguracji. Sprawdź

Decyduje rodzina

Jak wskazuje Józef Banach, radca prawny, partner w InCorpore Banach, Szczypiński i Partnerzy, osoby, które przeniosły się za granicę wraz z rodziną, łatwo udowodnią, że utraciły już polską rezydencję podatkową. Inaczej będzie, gdy ktoś pracuje za granicą, ale jego bliscy mieszkają w kraju.

– Niekorzystne zmiany podatkowe są jednak dla wielu osób impulsem do opuszczenia Polski wraz z rodziną, zwłaszcza gdy mają w innym kraju ugruntowaną pozycję zawodową. Dociera do mnie coraz więcej takich informacji. Jednak dużym ryzykiem przeprowadzki do Wielkiej Brytanii mogą być niejasne warunki opuszczenia UE. Innym ryzykiem przy przeprowadzce za granicę może być tzw. tax exit, czyli podatek od wyjścia, jednak wartość przenoszonych aktywów musiałaby przekroczyć 4 mln zł – mówi Józef Banach.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Przetestuj. Sprawdź

Sztuczne wszczęcie postępowania karnego jako niewydłużające przedawnienia podatku

Stan faktyczny

Spółka akcyjna prowadzi działalność w zakresie produkcji maszyn górniczych oraz realizacji inwestycji w zakresie górnictwa. W trakcie przeprowadzonej w spółce kontroli podatkowej zakwestionowano rozliczenia VAT za poszczególne miesiące 2011 r. Zdaniem organu, spółka odliczyła podatek naliczony od nierzetelnych faktur zakupu usług transportowych oraz usług napraw maszyn.

W grudniu 2016 r. wobec członków zarządu spółki zostało wszczęte postępowanie karne skarbowe w sprawie podania nieprawdy w deklaracjach VAT z poszczególne miesiące 2011 r., czyli o czyn z art. 56 § 2 KKS. W tym samym miesiącu przekazano spółce wymagane przez przepisy zawiadomienie o zawieszeniu biegu terminu przedawnienia w związku z wszczęciem postępowania karnego.

W styczniu 2017 r organ I instancji wydał decyzję wymiarową obejmujące poszczególne miesiące 2011 r. W wyniku odwołania złożonego przez spółkę decyzja ta została uchylona przez organ II instancji, który przekazał sprawę do ponownego rozpoznania. Ponowną decyzję, także niekorzystną dla spółki, organ I instancji wydał w październiku 2018 r.

Spółka zaskarżyła decyzję do sądu, podnosząc, że nabywając zakwestionowane usługi działała w dobrej wierze, a więc nie można jej odmówić prawa do odliczenia.

Komentarze do ustaw antykryzysowych. Moduł COVID-19 bezpłatnie w każdej konfiguracji. Sprawdź

Stan prawny

Bieg terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego ulega zawieszeniu z dniem wszczęcia postępowania w sprawie o przestępstwo skarbowe lub wykroczenie skarbowe, o którym podatnik został zawiadomiony, jeżeli podejrzenie popełnienia przestępstwa lub wykroczenia wiąże się z niewykonaniem tego zobowiązania (art. 70 § 6 pkt 1 OrdPU). Po tym zawieszeniu termin przedawnienia biegnie dalej od dnia następującego po dniu prawomocnego zakończenia postępowania w sprawie o przestępstwo skarbowe lub wykroczenie skarbowe (art. 70 § 7 pkt 1 OrdPU).

Warunkiem skutecznego zawieszenia biegu przedawnienia jest zawiadomienie o tym podatnika (art. 70c OrdPU).

Stanowisko WSA w Łodzi

Sąd uchylił zaskarżoną decyzję. Zgodził się ze spółką, że organy nie wykazały, iż spółka – jako nabywca – nie działała w dobrej wierze, jednak zasadniczym powodem uchylenia decyzji była okoliczność, której sama spółka w ogóle nie podniosła. Otóż sąd zauważył, że na dzień wydania zaskarżonej decyzji postępowanie karne skarbowe nie zostało zakończone, a w aktach sprawy nie ma żadnych informacji, czy w toku tego postępowania zostały podjęte jakiekolwiek czynności, co pozwoliłby sądowi ocenić, czy postępowanie karne skarbowe rzeczywiście się toczy, czy też stan wymagalności zobowiązania podatkowego utrzymywany jest „sztucznie”, co świadczyłoby o niezasługującym na aprobatę, instrumentalnym wykorzystaniu konstrukcji zawieszenia biegu terminu przedawnienia. A na potrzebę ustaleń w tej kwestii, zwłaszcza gdy do zawieszenia biegu terminu przedawnienia dochodzi krótko przed upływem terminu przedawnienia (jak to miało miejsce w niniejszej sprawie), wskazuje się coraz wyraźniej w orzecznictwie sądowym.

Pogląd, że postępowanie karnoskarbowe nie może być wszczynane jedynie w celu przedłużenia terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego wyrażano już w orzecznictwie sądów administracyjnych i jest to pogląd zasługujący na pełną aprobatę.

Tak więc jeżeli od dnia wszczęcia postępowania karno-skarbowego do dnia wydania zaskarżonej decyzji nie były podejmowane w postępowaniu karnym skarbowym żadne czynności procesowe, należy uznać, że postępowanie to zostało wszczęte w celu sztucznego utrzymania stanu wymagalności zobowiązania podatkowego – sprzecznie z celem instytucji zawieszenia biegu terminu przedawnienia. W takiej sytuacji nie można uznać, że doszło do zawieszenia biegu terminu przedawnienia. Decyzja I instancji powinna być uchylona jako wydana w warunkach przedawnienia, a postępowanie podatkowe – umorzone jako bezprzedmiotowe.

Podkreślmy, że w niniejszej sprawie przedawnienie zobowiązania spółki w VAT nastąpiłoby (pomijając grudzień 2011 r.) z dniem 1.1.2017 r., wobec czego już sam fakt wszczęcia postępowania karnego w grudniu 2016 r. daje do myślenia.

Faktycznie istnieje szereg orzeczeń wyrażających ten sam korzystny dla podatników pogląd, jaki wyraził sąd w niniejszej sprawie. Jednakże istnieje również mniej więcej tak samo długi szereg orzeczeń wyrażających pogląd odmienny, a mianowicie, że sądy administracyjne nie są uprawnione do oceny zasadności wszczynania postępowania karnego skarbowego. Jeśli więc zostało wszczęte prawidłowo z formalnego punktu widzenia i podatnik został powiadomiony o zawieszeniu biegu przedawnienia, to zawieszenie to jest skuteczne.

Całym sercem i obydwoma rękami podpisujemy się pod korzystnym dla podatników kierunkiem pierwszym. Wszczynanie postępowania karnego po długim okresie bezczynności (można wręcz dodać: okresie hodowania odsetek) tylko po to, by uniknąć przedawnienia, o czym świadczy też brak realnych czynności podejmowanych we wszczętym postępowaniu karnym, jest niczym innym niż ewidentnym nadużyciem prawa. Jeśli teraz coraz surowiej ściga się nadużycia prawa po stronie podatników, to tym bardziej nie można zamykać oczu (a tak chce kierunek drugi) na nadużycia ze strony reprezentantów Państwa.

Mamy nadzieję, że pogląd wyrażony przez sąd w niniejszej sprawie wygra. Rzecz jest poważna, bo gdyby przegrał, w co na szczęście wątpimy, to można by już mieć wątpliwości, czy aby na pewno żyjemy jeszcze w demokratycznym państwie prawa, jak deklaruje to nasza Konstytucja.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Przetestuj. Sprawdź

Obostrzenia związane z epidemią COVID-19 nie stanowią przesłanki wstrzymania wykonania decyzji

Wniosek o wstrzymanie wykonania decyzji

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie wyrokiem z 15.5.2019 r. (I SA/Wa 176/19, niepubl.) oddalił skargę J.O. (dalej: Skarżący, Wnioskodawca) na decyzję Ministra Pracy i Polityki Społecznej z listopada 2018 r. w przedmiocie wymierzenia kary pieniężnej z tytułu niezaprzestania prowadzenia bez zezwolenia placówki zapewniającej całodobową opiekę.

W skardze kasacyjnej na powyższy wyrok Skarżący złożył wniosek o wstrzymanie wykonania zaskarżonej decyzji.

Naczelny Sąd Administracyjny postanowieniem z 27.2.2020 r. (I OSK 42/20, Legalis) odmówił wstrzymania wykonania zaskarżonej decyzji z uwagi, że ww. wniosek nie zawierał żadnego uzasadnienia umożliwiającego dokonanie merytorycznej oceny zaistnienia przesłanki wystąpienia niebezpieczeństwa wyrządzenia Skarżącemu znacznej szkody lub spowodowania trudnych do odwrócenia skutków.

Wnioskiem z 19.5.2020 r. Skarżący ponownie zwrócił się o wstrzymanie wykonania zaskarżonej decyzji a w uzasadnieniu wniosku wyjaśnił, że takie rozstrzygnięcie (wstrzymanie wykonania zaskarżonej decyzji) jest konieczne ze względu na możliwość wyrządzenia znacznej szkody oraz trudnych do odwrócenia skutków. Przechodząc do szczegółowego uzasadnienia złożonego wniosku Skarżący wskazał, że grozi mu szkoda majątkowa, w tym w szczególności konieczność zakończenia prowadzenia działalności gospodarczej, a dodatkowo także postępowanie egzekucyjne obejmujące licytację nieruchomości. Wyegzekwowanie kwoty 40 000 zł skutkować będzie – jak wskazano w treści uzasadnienia wniosku o wstrzymanie wykonania zaskarżonej decyzji – pozbawieniem Skarżącego płynności finansowej, koniecznością zwolnienia pracowników, jak i zakończeniem prowadzenia działalności gospodarczej. Ponadto Skarżący odniósł się do aktualnej sytuacji gospodarczej w Polsce i podkreślił, że „w obecnej sytuacji epidemii w Polsce i związanymi z nią trudnościami z funkcjonowaniem przedsiębiorców”, skutki wyegzekwowania powyżej wskazanej kwoty będą dalej idące niż powstanie tylko szkody majątkowej. Na marginesie przedstawionych wywodów Skarżący podkreślił, że co prawda przepis art. 61 § 3 ustawy z 30.8.2002 r. – Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (t.j.: Dz.U. z 2019 r. poz. 2325 ze zm., dalej: PostAdmU) zobowiązuje stronę do wskazania przesłanek wstrzymania wykonania zaskarżonego aktu lub czynności, nie nakładając jednak obowiązku ich udowodnienia.

Komentarze do ustaw antykryzysowych. Moduł COVID-19 bezpłatnie w każdej konfiguracji. Sprawdź

Z uzasadnienia postanowienia Naczelnego Sądu Administracyjnego

Zdaniem NSA wniosek Skarżącego o wstrzymanie wykonania zaskarżonej decyzji nie zasługuje na uwzględnienie. Uzasadniając zajęte stanowisko NSA w pierwszej kolejności odniósł się do przepisów PostAdmU, które regulują instytucję wstrzymania wykonania zaskarżonej decyzji i wskazał, że w treści art. 61 § 3 PostAdmU ustawodawca przewidział, że po przekazaniu sądowi skargi, sąd może na wniosek skarżącego wydać postanowienie o wstrzymaniu wykonania zaskarżonego aktu w całości lub w części. Sąd, wydając orzeczenie w omawianym przedmiocie, powinien jednak zbadać czy zaistniały ustawowe przesłanki wstrzymania wykonania zaskarżonego aktu, tj.: niebezpieczeństwo wyrządzenia znacznej szkody lub spowodowania trudnych do odwrócenia skutków. Uprawdopodobnienie powyższych okoliczności przemawiających za wstrzymaniem wykonania zaskarżonej decyzji spoczywa na stronie wnioskującej o ochronę tymczasową w postępowaniu sądowoadministracyjnym i powinno nastąpić w treści uzasadnienia przedmiotowego wniosku.

Następnie NSA wskazał na stanowisko orzecznictwa i podkreślił, iż zgodnie z uchwałą składu siedmiu sędziów NSA z 16.4.2007 r. (I GPS 1/07, ONSAiWSA 2007, Nr 4, poz. 77) w postępowaniu kasacyjnym, wszczętym na skutek wniesienia skargi kasacyjnej od wyroku oddalającego skargę, dopuszczalne jest wstrzymanie wykonania decyzji na podstawie art. 61 § 3 PostAdmU w zw. z art. 193 PostAdmU. Tym samym wniosek o wstrzymanie wykonania zaskarżonej decyzji wniesiony po złożeniu skargi kasacyjnej mógł zostać rozpoznany przez NSA.

Niebezpieczeństwo wyrządzenia znacznej szkody

W ocenie NSA, w przedmiotowym wniosku Skarżący nie uprawdopodobnił okoliczności, które wskazywałyby na wystąpienie przesłanek zastosowania ochrony tymczasowej w postępowaniu sądowoadministracyjnym, o jakich mowa w art. 61 § 3 PostAdmU. Skarżący nie udokumentował bowiem swojej sytuacji finansowej, co pozwoliłoby na dokonanie oceny, czy wyegzekwowanie (przed zakończeniem postępowania sądowoadministracyjnego) należnej z decyzji kwoty, doprowadzi do wyrządzenia mu znacznej szkody albo spowoduje trudne do odwrócenia skutki.

Zdaniem NSA, podkreślenia wymaga, że okoliczność, iż egzekucja określonej kwoty pieniężnej prowadzi w swych skutkach do uszczuplenia środków majątkowych Skarżącego, jest oczywista. Jednak – jak zaakcentował NSA – przesłanką wstrzymania wykonania zaskarżonego aktu nie jest wyłącznie szkoda, ale szkoda, którą można uznać za znaczną, zaś dla prawidłowej oceny, czy skutkiem wykonania zaskarżonej decyzji będzie wyrządzenie Skarżącemu szkody, którą można by uznać za znaczną w jego przypadku, niezbędne jest – w ocenie NSA – odniesienie należnej z decyzji kwoty 40 000 zł do całokształtu sytuacji majątkowej Wnioskodawcy.

W niniejszej sprawie nie zachodzi – jak stwierdził NSA – możliwość takiej analizy z powodu nieprzedłożenia przez Skarżącego w uzasadnieniu wniosku o wstrzymanie wykonania zaskarżonej decyzji lub jako załączników do niego stosownych dokumentów i oświadczeń obrazujących aktualną kondycję finansową Skarżącego. W aktach sprawy nie ma zatem dokumentów, które uprawdopodobniałyby oświadczenie Skarżącego zawarte w przedmiotowym wniosku o możliwości pozbawienia go płynności finansowej, konieczności zwolnienia pracowników, jak i zakończenia prowadzenia działalności gospodarczej. Do oceny możliwości finansowych Skarżącego nie jest – w ocenie NSA – wystarczające przedstawienie jedynie wykazu przychodów i wydatków w okresie styczeń-marzec 2020 r., gdyż nie obrazuje ono całokształtu jego sytuacji majątkowej.

Niebezpieczeństwo spowodowania trudnych do odwrócenia skutków

Zdaniem NSA, brak jest również podstaw do przyjęcia, że egzekucja nałożonej na Skarżącego kary pieniężnej wywoła trudne do odwrócenia skutki. Bez przedstawienia przez Wnioskodawcę stosownych okoliczności w omawianym zakresie, argumenty o braku możliwości przywrócenia funkcjonowania prowadzonej przez niego działalności gospodarczej muszą być uznane za gołosłowne.

Wstrzymanie wykonania zaskarżonej decyzji a epidemia wirusa SARS-CoV-2

Podnieść także należy, że powoływanie się przez Skarżącego na okoliczność wprowadzenia z powodu epidemii wirusa SARS-CoV-2 obostrzeń, uniemożliwiających prowadzenie działalności gospodarczej, w konsekwencji których pozbawiony byłby płynności finansowej, nie może stanowić – w okolicznościach niniejszej sprawy – podstawy do wstrzymania wykonania zaskarżonej decyzji.

Skarżący ograniczył się bowiem jedynie do stwierdzenia, że jego zła sytuacja finansowa jest konsekwencją czynników zewnętrznych, tj. zaistniałej pandemii Covid-19. Nie przedstawił jednakże dokumentów źródłowych, które potwierdzałyby nagłe pogorszenie jego sytuacji ekonomicznej w okresie wnoszenia analizowanego żądania. Tym samym uniemożliwił Sądowi zbadanie wpływu stanu epidemii na jego możliwości płatnicze. Co więcej, stwierdzić należy, że epidemia spowodowała powszechne trudności w prowadzeniu działalności gospodarczej, które objęły swym zasięgiem cały kraj i znaczną część przedsiębiorców. Zdaniem NSA, samo powoływanie się na tę okoliczność jako sytuację uzasadniającą wstrzymanie wykonania decyzji jest daleko niewystarczające, w szczególności wówczas, gdy wnioskodawca nie przedstawił żadnych danych ani też dokumentów, pozwalających zobrazować jego aktualną zdolność finansową.

Rozstrzygnięcie NSA

Ze wskazanych wyżej powodów NSA, działając na podstawie art. 61 § 3 PostAdmU w zw. z art. 193 PostAdmU, postanowił jak w sentencji – odmówił wstrzymania wykonania zaskarżonej decyzji w przedmiocie wymierzenia kary pieniężnej z tytułu niezaprzestania prowadzenia bez zezwolenia placówki zapewniającej całodobową opiekę.

W analizowanym postanowieniu NSA odniósł się do prawidłowej wykładni ustawowych przesłanek przyznania Skarżącemu ochrony tymczasowej – wstrzymania wykonania zaskarżonej decyzji w kontekście aktualnej sytuacji społeczno-gospodarczej w Polsce i na świecie spowodowanej epidemią COVID-19. NSA wskazał, iż uprawdopodobnienie zaistnienia tych okoliczności należy do wnioskodawcy, zaś dla prawidłowego przeprowadzenia ich oceny w okolicznościach konkretnej sprawy konieczne jest przedstawienie szczegółowych danych i kompletnych dokumentów potwierdzających treść oświadczenia wnioskodawcy o wpływie stanu epidemii na jego kondycję finansową, w tym w szczególności możliwości płatnicze. W przedmiotowej sprawie takich dokumentów zabrakło, co uniemożliwiło składowi rozpatrującemu wniosek ocenę ewentualnej relacji pomiędzy wprowadzeniem obostrzeń uniemożliwiających prowadzenie działalności gospodarczej a sytuacją finansową Skarżącego.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Przetestuj. Sprawdź

Czy sądownictwu grozi zapaść?

Joanna Bitner, prezes SO w Warszawie, Rafał Terlecki, prezes SO w Gdańsku, Krzysztof Kurosz, prezes SR Łódź Śródmieście, Maciej Strączyński, prezes SO w Szczecinie, oraz Wojciech Łukowski, prezes SO we Wrocławiu, wymienili się doświadczeniami w zarządzaniu sądami w czasie epidemii. Spotkanie podzieliliśmy na dwa etapy. Pierwszy to diagnoza: jak wygląda sytuacja w konkretnych sądach po pół roku pandemii. I drugi – zmiany systemowe, szybkie poprawki itd.

Joanna Bitner, prezes Sądu Okręgowego w Warszawie

Sądy starają się pracować zwyczajnie, tak jak w zeszłym roku. Nie udaje się jednak osiągnąć podobnych wyników z powodu obowiązujących reżimów sanitarnych. Na wokandach nie można zmieścić tylu spraw, bo potrzebne są przerwy na dezynfekcje. Świadkowie są wzywani na określoną godzinę i w efekcie sąd często czeka na świadka.

W SO w Warszawie średnio dziś wyznacza się 15 do 20 proc. spraw mniej niż w analogicznym okresie 2019 r. Są piony, w których wyznacza się 20, a nawet 25 proc. mniej spraw. W ciągu dwóch tygodni w SO przeprowadza się ok 2 tys. rozpraw, ok. 600 jest odwoływanych. Ratunkiem są rozprawy zdalne – takich jest 30 do 50 w ciągu dwóch tygodni. To cały czas za mało. Decydują o tym możliwości techniczne i bariery natury osobowej. Niektórzy mają bariery mentalne, które trudno przezwyciężyć.

Są też obawy, czy zdalna rozprawa jest metodą wydania sprawiedliwego rozstrzygnięcia – chodzi o rzetelność. Staramy się w sądzie propagować rozprawy zdalne. Sama sądzę w taki sposób. Mimo lockdownu wysłaliśmy z sądu ok. 700 tys. wysyłek. Martwi liczba spraw, które przychodzą do sądu. Notujemy wzrost spraw cywilnych w pionie cywilnym o ok. 20 proc. i gospodarczym (SO w Warszawie rozpoznaje 60 proc. wszystkich spraw w kraju) – wzrost o 50 proc. W drugiej instancji z kolei wpływ w sprawach cywilnych spada – o 20 proc. w pionie karnym spadki są niewielkie, ale nie ma wzrostu. Mniej spraw trafia do sądów rejonowych – ok. 20 proc.

Problemem są też kadry. Stale nieobecnych w pracy jest ok 100 osób (70 urzędników, ponad 30 sędziów i kilku asystentów) – to 10 proc. całej naszej kadry. Powodem jest wewnętrzna izolacja lub oficjalna kwarantanna.

Komentarze do ustaw antykryzysowych. Moduł COVID-19 bezpłatnie w każdej konfiguracji. Sprawdź

Rafał Terlecki, prezes Sądu Okręgowego w Gdańsku

W czasie pandemii z wielu powodów nie da się pracować tak jak przed nią. Mamy jednak czym się pochwalić. Na przykład korespondencja, która wychodzi z sądu. Za pierwsze pół roku 2020 mamy wynik porównywalny z 2019 r. A to wszystko dzięki fantastycznej pracy pracowników sekretariatów. Wyznaczamy o 30 proc. mniej spraw, ale jednocześnie liczba orzeczeń spadła o kilka proc.

Bardzo dobrze radzą sobie wydziały odwoławcze. To jednak cały czas kwestia doganiania standardów sprzed pandemii. A przecież musimy pamiętać, że już wówczas sądy miały kłopoty. Ratujemy się zdalną pracą, uruchamiamy biura obsługi interesantów także w formie zdalnej. Jest problem z obsadą pracowników. Były takie tygodnie, że do pracy przychodziło od 20 do 30 proc. obsługi. W sprawach rozwodowych odnotowaliśmy spadek o 25 proc. Pozostałe raczej rosną. To dowód na to, że przez epidemię ludzie nie przestali się interesować sądami. Sprawy zdalne powoli ruszają. Problem polega na tym, że sędziowie nie mają odpowiednio wyposażonych laptopów. Wystąpiliśmy o nie już w lipcu, ale dopiero teraz odbędzie się przetarg na zakup sprzętu.

Maciej Strączyński, prezes Sądu Okręgowego w Szczecinie

U mnie w sądzie sytuacja wygląda bardzo podobnie. To także duży sąd i dotknęły nas te same problemy co wszędzie. Przechodzimy na pracę zdalną, kiedy tylko jest to możliwe. W Szczecinie całkowicie zrezygnowaliśmy z wyjazdów sędziów penitencjarnych do zakładów karnych i korzystamy z posiedzeń zdalnych. Ważna jest jednak jakość połączenia. W tych sprawach nie ma problemu, ponieważ jest to oficjalne połączenie pomiędzy sądem a więzieniem. Gorzej jest wtedy, kiedy każdy uczestnik korzysta z innego systemu. W sądach mamy też spore ograniczenia liczby osób, które wpuszczamy do budynków. Co będzie dalej? Nie wiem. Fala pandemii w Szczecinie gwałtownie rośnie. Spośród siedmiu prezesów rejonowych dwóch mam obecnie na kwarantannie.

Wojciech Łukowski, prezes Sądu Okręgowego we Wrocławiu

We Wrocławiu pracowaliśmy – z ograniczeniami – ale przez cały czas lockdownu, działały biura podawcze. W niektórych wydziałach wyniki się wręcz polepszyły. Przykłady? Dobrze działają wydziały odwoławcze. Według kodeksu postępowania cywilnego możliwość prowadzenia większej liczby spraw na posiedzeniach niejawnych pomaga. Statystyczne wyniki przy rozpoznawaniu apelacji są całkiem dobre. Realny problem mamy w sprawach pierwszoinstancyjnych i to może doprowadzić do zapaści czy nawet zawału. Prowadzimy 250 spraw w trybie zwykłym i tyle samo zdalnych w rozliczeniu dwutygodniowym. W okresie wakacyjnym wszyscy spoczęliśmy na laurach, teraz się to zmieniło.

Jako prezes muszę zmagać się z oburzonymi klientami sądów, którzy się skarżą, że muszą zakładać maski, wchodząc do sądu. Naszym największym problemem jest wieczne filozofowanie zbuntowanych obywateli, że ograniczamy komuś wolność. A dla mnie poza analizą prawną jest to zwykły szacunek dla współobywateli. I nieważne są podstawy prawne.

Krzysztof Kurosz, prezes Sądu Rejonowego dla Łodzi-Śródmieścia

Z punktu widzenia SR, choć to drugi co do wielkości sąd rejonowy w Polsce, sytuacja jest nieco inna. Do nas trafiają drobniejsze sprawy. W wielu kategoriach jest ich nieco mniej – wpływ wynosi od 80 do 90 proc. spraw z 2019 r. Ale niektórych przybyło. W wydziałach upadłościowych i restrukturyzacyjnych odnotowujemy wzrost o 28 proc. Przybywa też spraw pracowniczych – od 20 do 30 proc. – i o 16 proc. w wydziale ksiąg wieczystych. Potwierdza to tylko fakt, że lockdown nie zatrzymał sądów, on je na chwilę wstrzymał. Dziś wychodzi z sądu więcej korespondencji niż w tym samym czasie w 2019 r. W pierwszej połowie 2020 r. z sądu rejonowego wyszło blisko 516 tys. przesyłek. Zorganizowano w nim 77 tys. posiedzeń. Rozprawy online to liczba mikroskopijna. W wydziałach odwoławczych SO jest to bardzo dobre rozwiązanie, w sądach rejonowych odbywa się na niskim poziomie.

Trochę się przyzwyczailiśmy do pandemii. Każdego dnia mamy od kilku do kilkunastu osób wyłączonych z pracy stacjonarnej, kierujemy więc je do pracy zdalnej.

Co do zmian. Rewolucja duża czy mała?

To nasz drugi temat debaty. Chcieliśmy poznać pomysły prezesów na zmiany, które wspomogą wymiar sprawiedliwości i które pomogą sądom pozbyć się zaległości i nie mnożyć kolejnych. Pytaliśmy o zmiany systemowe i te małe.

Joanna Bitner

Postulowane zmiany legislacyjne, które usprawnią pracę sądów w stanie epidemii, to:

– Podwyższenie granicznej wartości przedmiotu sporu w sądach rejonowych: w sprawach cywilnych do 100 tys. zł, a w gospodarczych do 150 tys. zł.

– Obowiązki związane z pandemią – nakazy, zakazy – muszą zostać precyzyjnie zapisane i mieć umocowanie na poziomie ustawowym.

– Doręczenia elektroniczne na adresy mailowe zaufane (nadzorowane przez samorządy zawodowe) i oficjalne (prokuratura, Prokuratoria Generalna itd.).

– Wyłączna właściwość miejscowa sądu w sprawach konsumenckich według miejsca zamieszkania konsumenta.

– Orzekanie jednoosobowo, zamiast składów wieloosobowych, ale tylko na czas epidemii i z uprawnieniem sądu do zarządzenia rozpoznania sprawy w składzie wieloosobowym, gdy uzna to za potrzebne.

Karne procesy wieloosobowe już teraz są prowadzone w kilku salach równocześnie. Oczywiście budzi to wątpliwości, ale tylko tak możemy prowadzić procesy z np. 50 oskarżonymi. Epidemia wymusza pewne ograniczenia: faktyczne, logistyczne i sanitarne. Musimy zapewnić sądzenie bezpieczne. Zapewnienie wszystkich gwarancji procesowych w taki sposób, w jaki rozumieliśmy to przed epidemią, nie jest dziś możliwe. Trzeba uważać, by nie ograniczyć ich nadmiernie, ale zarazem, żeby ich absolutne przestrzeganie w dotychczas przyjęty sposób nie pozbawiło obywatela w ogóle prawa do sądu aż do zakończenia epidemii.

Rafał Terlecki

Propozycji zmian jest kilka. Potrzebne jest szybkie działanie. Myślę tu o sprawnych rozprawach, dobrej współpracy z pełnomocnikami i większej liczbie posiedzeń niejawnych. Nawrót pandemii sprawił, że do wielu dotarło, że prawnik musi współpracować z sądem, a sądy pracują dziś w reżimie wojennym – od 10 do 15 proc. sędziów i pracowników jest stale wyłączona z pracy.

W sprawach karnych brakuje przepisów o pracy zdalnej, a proszę pamiętać, że w takich sprawach przynajmniej jedna strona, oskarżony, nie jest zainteresowany, żeby jego sprawa toczyła się szybko i sprawnie. Są sprawy, które toczą się tylko zdalnie.

W sprawach penitencjarnych sędziowie nie jeżdżą już do zakładów karnych. Ale już w przypadku biegłych nie wszystko możemy zrobić zdalnie. Co zmienić?

Ograniczyć kognicję sądów. Wyrzucić niektóre sprawy z sądów. Część z nich mogliby załatwiać notariusze. Zwiększyć postępowanie mediacyjne. Przesądzić, czy sprawy ubezpieczeniowe są sprawami cywilnymi, czy administracyjnymi, bo przecież dotyczą decyzji najczęściej ZUS. Ale na tym nie koniec. Należy podwyższyć progi dla spraw cywilnych. Mimo to 100-proc. wydajności nie będzie.

Maciej Strączyński

Dobrze nie jest i długo nie będzie. Na razie radzą sobie sądy odwoławcze, ale musimy mieć świadomość, że kiedy zaległości z sądów rejonowych do nich trafią, to już tak dobrze nie będzie. Należy w końcu uregulować sprawy biegłych, bo dziś bycie biegłym stało się nieopłacalne. Trudno np. lekarza namówić na przygotowanie opinii, kiedy on w tym samym czasie przyjmie kilku pacjentów i zarobi dwa–trzy razy tyle. W sądach mogą się też pojawić problemy spowodowane nieprecyzyjnością przepisów dotyczących samego Covid-19. Ludzie kwestionują obowiązek noszenia maseczek, bo przepis jest nieprecyzyjny i kara z niego bezpośrednio nie wynika, a przecież jest to przepis adresowany do wszystkich obywateli. Podobny apel dotyczy przepisów o testowaniu. Jeśli tego nie załatwimy, z pewnością wpłynie to na działalność sądów.

Wojciech Łukowski

Ustawa powinna precyzyjnie określić obowiązek noszenia masek. Ale to nie wystarczy. Potrzeba jeszcze dwóch zmian. Po pierwsze – jednoznacznej regulacji dotyczącej możliwości prowadzenia doręczeń elektronicznych. Po drugie – wewnętrznej możliwości doboru składów wieloosobowych w sprawach odwoławczych. Sztywne losowanie składów wieloosobowych się nie sprawdza. Dziś wprowadzamy zastępstwa, bo nikt nie chce ryzykować.

O wielkich reformach nie chcę mówić wiele. Sądy pokoju to nie jest najlepszy pomysł. Dziś na drobne sprawy wydajemy średnio 100 zł, a jeśli rozbudujemy strukturę, to będzie nas to kosztować powiedzmy średnio 200 zł na sprawę.

Potrzebujemy automatyzacji wielu czynności. To jest rozwiązanie XXI w. Dzięki temu udałoby się wprowadzić część szybkich postępowań nakazowych czy rejestrowych. Ta zmiana jest bardzo prosta do wprowadzenia. Wielkie reformy zwykle się nie udają. Zdalne postępowania nie zastąpią zwykłych rozpraw. Rozwiąże to może 10–20 proc. spraw, ale to i tak ważne w czasie pandemii.

W ten sposób zyskuję sale rozpraw i mogę je wykorzystać w sprawach odwoławczych. Proces online będzie lepszy z pewnością dla stron czy świadków z daleka.

Krzysztof Kurosz

Najważniejsza jest automatyzacja czynności w sądach poparta kontrolą człowieka. To jednak wymaga wzmożonych prac wielu resortów.

Wprowadzając doręczenia elektroniczne, należy zagwarantować wsparcie dla osób, które nie mają komputera. Rozprawy zdalne są dobrym rozwiązaniem. Są one szczególnie ważne dla osób, które mają kłopoty z dojazdami np. z zagranicy. Ale i tu pojawia się problem z transgranicznym wymierzaniem sprawiedliwości.

Pandemia zmusza do wielkich wyzwań. I mając w perspektywie wiele miesięcy pracy w takich warunkach, sądy muszą szukać nowych rozwiązań. Część z nich muszą zagwarantować rządzący.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Przetestuj. Sprawdź

Swobodna ocena dowodów w kontekście wiarygodności zeznań świadka

Opis stanu faktycznego

Wojskowy Sąd Okręgowy w Poznaniu wyrokiem z 14.3.2019 r., So 8/13:

1) uznał oskarżonego J.S. za winnego, że w okresie od 3.2005 r. do 1.2007 r. w B., działając w krótkich odstępach czasu w wykonaniu z góry powziętego zamiaru, wspólnie i w porozumieniu z W.S. przekraczał swoje uprawnienia w zakresie zarządzania gospodarką finansową i materiałową w ten sposób, iż w wymienionym okresie zatwierdzał do wypłaty faktury wystawione przez Z.R. za wykonywane usługi budowlano-remontowe wiedząc nieprawdziwej treści faktur Z.R., co skutkowało poświadczeniem nieprawdy, tj. popełnienia przestępstwa określonego w art. 231 § 1 KK w zb. z art. 271 § 1 KK, w zw. z art. 12 KK i za to wymierzył mu karę jednego roku pozbawienia wolności, której wykonanie warunkowo zawiesił na okres dwóch lat próby;

2) uznał oskarżonego W.S. za winnego tego, że w okresie od marca 2005 r. do stycznia 2007 r. w B., działając w krótkich odstępach czasu w wykonaniu z góry powziętego zamiaru, wspólnie i w porozumieniu J.S. przekraczał swoje uprawnienia w zakresie planowania i kierowania zabezpieczeniem w techniczne środki materiałowe, w ten sposób, że w wymienionym okresie poświadczał Z.R. nieprawdziwą treść wystawianych faktur VAT za wykonywane usługi remontowo-budowlane, co skutkowało poświadczeniem nieprawdy, tj. popełnienia przestępstwa określonego w art. 231 § 1 KK w zb. z art. 271 § 1 KK, w zw. z art. 12 KK, a w okresie od 2.2007 r. do 9.2008 r. w B., działając w krótkich odstępach czasu, w wykonaniu z góry powziętego zamiaru, wspólnie i w porozumieniu z Z.R., przekraczał swoje uprawnienia w zakresie planowania i kierowania zabezpieczeniem w techniczne środki materiałowe, w ten sposób, że w wymienionym okresie wskazywał Z.R. wysokość kwot i nieprawdziwą treść wystawianych faktur za wykonywane usługi remontowo-budowlane, co skutkowało poświadczeniem nieprawdy, tj. popełnienia przestępstwa określonego w art. 231 § 1 KK w zb. z art. 271 § 1 KK w zw. z art. 12 KK i za te czyny skazał go na karę 1 roku i 8 miesięcy pozbawienia wolności, której wykonanie warunkowo zawiesił na okres 3 lat próby.

Od tego wyroku apelację złożyli prokurator oraz obrońca oskarżonego J.S. Z kolei obrońca oskarżonego W.S. złożył zażalenie na zawarte w wyroku rozstrzygnięcie o kosztach postępowania.

Prokurator zaskarżył powyższy wyrok w całości na niekorzyść oskarżonych, zarzucając obrazę przepisów postępowania mającą wpływ na treść orzeczenia, a mianowicie art. 7 KPK i art. 424 § 1 pkt 1 KPK, poprzez przekroczenie granic swobodnej oceny dowodów oraz wynikający z tejże obrazy błąd w ustaleniach faktycznych przyjętych za podstawę orzeczenia. Podnosząc ten zarzut wniósł o uchylenie zaskarżonego wyroku w całości i przekazanie sprawy Wojskowemu Sądowi Okręgowemu w Poznaniu do ponownego rozpoznania. Podczas rozprawy apelacyjnej obecny na niej oskarżyciel publiczny zmodyfikował wniosek z apelacji i wniósł o rozstrzygnięcie merytoryczne przez uznanie oskarżonych za winnych czynów z art. 231 § 2 KK w zb. z art. 271 § 3 KK, w zw. z art. 12 § 1 KK.

Obrońca oskarżonego J.S. w swojej apelacji podniósł zarzut obrazy przepisów postępowania karnego, tj. art. 7 KPK, art. 410 KPK oraz 424 § 1 pkt 1 KPK, polegający na dowolnej ocenie materiału dowodowego, z pominięciem istotnych partii materiału dowodowego oraz zaniechaniem wskazania tych dowodów.

Natomiast obrońca oskarżonego W.S., zaskarżając powyższy wyrok w części dotyczącej rozstrzygnięcia o kosztach, zarzucił obrazę przepisów postępowania karnego, a mianowicie art. 624 § 1 KPK, przez zasądzenie od oskarżonego kosztów postępowania, mimo wszelkich podstaw ku temu, aby uznać, że uiszczenie ich byłoby dla oskarżonego zbyt uciążliwe z uwagi na jego sytuację majątkową i rodzinną. W konsekwencji wniósł o zmianę zaskarżonego orzeczenia przez zwolnienie oskarżonego od zwrotu na rzecz Skarbu Państwa kosztów postępowania w całości lub w części.

Sąd Najwyższy, po rozpoznaniu apelacji wniesionych przez prokuratora na niekorzyść oskarżonych J.S. i W.S., apelacji obrońcy J.S. oraz zażalenia obrońcy W.S., utrzymał w mocy zaskarżony wyrok.

Komentarze do ustaw antykryzysowych. Moduł COVID-19 bezpłatnie w każdej konfiguracji. Sprawdź

Uzasadnienie SN 

Zdaniem Sądu Najwyższego złożone w niniejszej sprawie apelacje nie zasługują na uwzględnienie. Brak jest również podstaw do podzielenia zarzutów zażalenia.

Nie można było podzielić zarzutu z apelacji oskarżyciela publicznego z następującego powodu. Otóż, kluczową kwestią dla prawidłowego rozstrzygnięcia, co do zakresu odpowiedzialności karnej oskarżonych J.S. i W.S. była ocena zeznań świadka Z.R., przy czym Wojskowy Sąd Okręgowy w Poznaniu ocenił relację tego świadka w kwestii wręczania wymienionym oskarżonym korzyści majątkowych, jako niewiarygodną.

Odnosząc się do zarzutów z apelacji, na wstępie należało przypomnieć, że przepisy polskiej procedury karnej nie zawierają katalogu reguł oceny wiarygodności dowodu, w tym zeznań świadków. Stwierdza się, że dużą rolę przy dokonywaniu oceny odgrywa element subiektywnej oceny sędziego. W wyroku z 3.4.1935 r., I K 138/35, Sąd Najwyższy zauważył, że sąd oceniając wiarygodność zeznań świadka, opiera się bądź na bezpośrednim wrażeniu, jakie wywiera nań osoba świadka, jego zachowanie się i sposób składania zeznań, bądź na analizie treści zeznań i porównaniu jej z innymi danymi materiału procesowego, bądź wreszcie na obu tych źródłach. Z przeprowadzonych badań wynika, że każdy sędzia ma własny, indywidualny zbiór kryteriów, które wykorzystuje przy ocenie wiarygodności zeznań. Nie można też wykluczyć, że wiedza na temat wykorzystywanych w praktyce kryteriów jest wiedzą ukrytą i że chociaż poszczególne wskazania stanowią podstawę ocen, to jednocześnie nie są uświadomione. Wskazuje się, że sędziowie prawdopodobnie nie są w pełni świadomi czynników, które istotnie wpływają na dokonywanie oceny wartości dowodowej zeznań. Jasne jest przy tym, że istniejąca swoboda sędziowska w zakresie dokonywania oceny dowodów, nie może być dowolnością w odrzucaniu lub uznawaniu dowodów za wiarygodne. Sąd powinien wykazać, że u podstaw takiej decyzji legły racjonalne przesłanki i ocena ta zgodna jest z dyrektywami zawartymi w art. 7 KPK, a zatem dokonana została z uwzględnieniem zasad prawidłowego rozumowania oraz wskazań wiedzy i doświadczenia życiowego. Oczywistym przy tym jest, że oceniając zeznania świadka sąd może je we fragmentach uznać ze prawdziwe, a w innych za niewiarygodne.

Apelacja obrońcy J.S. również w ocenie Sądu nie zasługiwała na uwzględnienie. W orzecznictwie trafnie przyjmuje się, że zarzut obrazy art. 7 KPK w powiązaniu z art. 410 KPK, jest zasadny tylko wówczas, gdy naruszenie, ujętej w art. 7 KPK zasady swobodnej oceny dowodów, było spowodowane pominięciem istotnej okoliczności zdarzenia bądź nieujawnieniem jej na rozprawie z naruszeniem przepisów dotyczących gromadzenia i przeprowadzenia dowodów. W sytuacji zaś, gdy orzekający sąd prawidłowo ujawnił na rozprawie dowody, które pozwoliły na wydanie rozstrzygnięcia w sprawie i poddał je ocenie, nie można podzielić zarzutu obrazy przepisu art. 410 KPK. Podnosząc zarzut naruszenia przepisu art. 410 KPK. należy w środku odwoławczym wykazać istnienie określonych braków w ujawnieniu dowodów oraz w wyjaśnieniu całokształtu okoliczności sprawy.

W realiach przedmiotowej sprawy, nie można podzielić tezy, że w apelacji obrońcy oskarżonego J.S. wykazano, iż Wojskowy Sąd Okręgowy w Poznaniu naruszył powołane wyżej przepisy. Orzeczona wobec oskarżonego J.S. kara uwzględnia wszystkie okoliczności wiążące się z ustawowymi dyrektywami jej wymiaru. Okoliczności obciążające oraz łagodzące zostały wskazane w pisemnym uzasadnieniu zaskarżonego wyroku. W realiach sprawy nie można przyjąć, aby ta kara była karą rażąco niewspółmiernie surową.

W ocenie Sądu zażalenie również na uwzględnienie nie zasługiwało. Poza sporem jest, iż unormowanie z art. 624 § 1 KPK ma zastosowanie w sytuacjach wyjątkowych, gdyż zasadą jest, że w sprawach z oskarżenia publicznego, gdy sąd nie znajduje podstaw do zwolnienia oskarżonego od zapłaty na rzecz Skarbu Państwa kosztów sądowych to ma obowiązek je zasądzić. Tylko, jeżeli istnieją, w realiach konkretnej sprawy, podstawy do uznania, że uiszczenie kosztów byłoby zbyt uciążliwe ze względu na sytuację: a) rodzinną, b) majątkową, c) wysokość dochodów, jak również wtedy, gdy przemawiają za tym względy słuszności, sąd może zwolnić oskarżonego w całości lub w części od zapłaty na rzecz Skarbu Państwa kosztów sądowych. Nie można zasadnie wywodzić, że taka sytuacja miała miejsce w przypadku oskarżonego W.S., który jest emerytem wojskowym. Każda osoba występująca w procesie karnym w charakterze oskarżonego, musi liczyć się z tym, że w przypadku skazania zostanie obciążona kosztami sądowymi. Prawo polskie, co do zasady, nie gwarantuje oskarżonym bezpłatnych postępowań karnych. (por. wyjątek z art. 625 KPK).

Mając przedstawione wyżej względy na uwadze Sąd Najwyższy utrzymał w mocy zaskarżony wyrok.

Tło rozpoznawanej sprawy ujawnia ważny wątek, jakim jest sędziowska ocena dowodów osobowych. Należy podkreślić, że w doktrynie trafnie podnosi się, iż nie ma pewnych metod i jednoznacznych kryteriów oceny wiarygodności zeznań świadków. Z natury rzeczy nie ma „złotych środków”, konspektów, szablonów, wzorców, których można użyć do osiągnięcia pewności, ponad wszelką wątpliwość, że konkretny świadek jest wiarygodny, szczery i składa pełne zeznania. Nie jest też możliwe, aby poruszając się w granicach wyznaczonych przez swobodną ocenę dowodów, sprecyzować „automatyczne” kryteria. Kluczem do rozwiązania problemu jest w rzeczy samej intuicja procesowa (tożsama z intuicją chirurgiczną), która ma rację bytu wyłącznie w warunkach wnikliwej analizy materiału dowodowego. Taka wszakże została dokonana w przez Sąd orzekający, zatem decyzja Sądu Najwyższego jest słuszna.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Przetestuj. Sprawdź

Orzekanie o odpowiedzialności podatkowej spadkobierców

Stan faktyczny

M.F. prowadził jednoosobową działalność gospodarczą w zakresie usług transportowych. W trakcie przeprowadzonej u niego kontroli podatkowej organ zakwestionował ponad 414 faktur zakupu paliwa, podnosząc, że są to faktury puste. W efekcie wszczęto wobec M.F. dwa postępowania: karne i podatkowe. W postępowaniu podatkowym organ przesłuchał zarówno wystawcę faktur, który przyznał się do wystawiania pustych faktur, jak i samego M.F., który przyznał fakt wprowadzenia tych faktur do rejestru zakupów w celu zwiększenia podatku naliczonego. W czasie, w którym prowadzone były te postępowania, stan zdrowia M.F. pogorszył się i M.F. wkrótce zmarł. Postępowanie karne umorzono więc, a do udziału w postępowaniu podatkowym wezwano spadkobierców M.F. Postępowanie to zakończyło się decyzją wymiarową; niekorzystną, bo wyłączającą z rozliczenia zakwestionowane faktury.

Spadkobiercy zaskarżyli te decyzję do sądu, podnosząc w szczególności dwa zarzuty:

1) jako dowód w sprawie przyjęto zeznania M.F. złożone w czasie, w którym cierpiał już na poważne schorzenia neurologiczne powodujące zaburzenia świadomości, na dowód czego spadkobiercy przedłożyli opinię lekarską;

2) nie przeprowadzono wobec nich odrębnej procedury dotyczącej odpowiedzialności podatkowej spadkobierców podatnika – organ wydał tylko zwykłą decyzję wymiarową, tak jakby to oni byli podatnikami.

Komentarze do ustaw antykryzysowych. Moduł COVID-19 bezpłatnie w każdej konfiguracji. Sprawdź

Stan prawny

Ad. 1. Świadkami nie mogą być osoby niezdolne do postrzegania lub komunikowania swych spostrzeżeń (art. 195 pkt 1 OrdPU).

Ad. 2. Spadkobiercy podatnika przejmują z mocy prawa podatkowe prawa i obowiązki spadkodawcy (art. 97 § 1 OrdPU). Organ podatkowy orzeka w decyzji o zakresie odpowiedzialności poszczególnych spadkobierców na podstawie decyzji ostatecznych wydanych wobec spadkodawcy lub na podstawie złożonych przez niego deklaracji, jeśli są one prawidłowe (art. 100 OrdPU).

Jeżeli podatnik umiera w trakcie postępowania podatkowego, w jego miejsce wstępują (do postępowania) jego spadkobiercy (art. 102 § 2 OrdPU).

Stanowisko WSA w Rzeszowie

Sąd oddalił skargę spadkobierców z następującym uzasadnieniem.

Ad. 1. Zeznania M.F. nie były jedyną podstawą ustalenia stanu faktycznego. W sprawie nie ulega wątpliwości, że puste faktury były wystawiane (sam ich wystawca to przyznał) i znalazły się rejestrze zakupów skarżącego, a nie stwierdzono faktu nabywania paliwa na podstawie tych faktur.

Ponadto, gdyby faktycznie M.F. działał w warunkach ograniczonej niepoczytalności, jak to wskazują spadkobiercy, to ktoś musiałby zajmować się prowadzeniem jego spraw, a tym samym dysponować informacjami na temat realizowanych przez M.F. transakcji. Tymczasem spadkobiercy ograniczyli się do samego podniesienia kwestii ewentualnej niepoczytalności swojego spadkodawcy, nie wskazując żadnych dowodów świadczących o jej faktycznym wpływie na działania M.F.

Ad. 2. Co do zasady organ podatkowy wydaje odrębną decyzję w sprawie odpowiedzialności podatkowej spadkobierców podatnika. Podstawą do wydania tej decyzji jest art. 100 OrdPU. Jednakże z odmienną sytuacją mamy do czynienia w przypadku, w którym deklaracja zamarłego podatnika była nieprawidłowa, a w momencie jego śmierci toczyło się postępowanie w tej sprawie. Wtedy, zgodnie z art. 102 § 2 OrdPU, w miejsce osoby zmarłej do postępowania wstępują jej spadkobiercy. W tej sytuacji nie ma wymogu określenia zobowiązania podatkowego spadkodawcy, a następnie odrębnego orzeczenia o odpowiedzialności spadkobierców. Przepis art. 102 § 2 nie odwołuje się do art. 100 OrdPU. Tak więc w tym przypadku organ rozstrzyga o zobowiązaniu podatkowym spadkodawcy z udziałem jego następców prawnych, tj. spadkobierców, z mocy prawa odpowiedzialnych za to zobowiązanie i to do nich adresowana jest decyzja. Nie ma więc potrzeby odrębnego orzekania o ich odpowiedzialności.

Procesowe zarzuty spadkobierców zostały zasadnie oddalone przez sąd. Rzecz bowiem w tym, że odpowiedzialność karna i postępowanie karne rządzą się zdecydowanie innymi prawami niż odpowiedzialność podatkowa i postępowanie podatkowe. Zacznijmy od odpowiedzialności. W prawie karnym obowiązuje zasada winy, a więc jeśli sprawca jest niepoczytalny, to odpowiedzialności nie ponosi, a jeśli jego poczytalność jest ograniczona, to odpowiada łagodniej. Natomiast odpowiedzialność podatkowa ma charakter obiektywny, tzn. jest niezależna od winy podatnika. Oznacza to, że kłopoty podatnika z poczytalnością nie mają tu żadnego znaczenia!

Jeśli zaś chodzi o zasady proceduralne, to w postępowaniu karnym jakakolwiek wątpliwość co do poczytalności oskarżonego zobowiązuje do wyznaczenia mu obrońcy z urzędu W postępowaniu podatkowym takiej regulacji nie ma, więc nie można zarzucić organowi zarzucić pogwałcenia procedury, gdy przesłuchiwał M.F. Zarzut można by stawiać dopiero wtedy, gdyby organ przesłuchiwał osobę w sposób widoczny niesprawną intelektualnie. A tego w niniejszej sprawie nie stwierdzono. Ponadto, w postępowaniu karnym nie ma mowy o jakimkolwiek „wstępowaniu w miejsce” oskarżonego, a jak widać, w postępowaniu podatkowym zmiana strony, przeciwko której postępowanie się toczy, jest wyraźnie przewidziana.

Nie jest już tak oczywiste, czy w sytuacji wstąpienia spadkobierców do postępowania wszczętego wobec spadkodawcy, nie jest konieczne wydanie wobec nich odrębnej szczególnej decyzji. Tym niemniej, jeśli konsekwentnie traktować wstąpienie spadkobierców do postępowania, a więc traktować ich już jak zwykłą stronę postępowania, to wydaje się, że poprzestanie na zwykłej decyzji wymiarowej, byle tylko skierowanej już do spadkobierców, jest wystarczające. Tak samo orzekł zresztą WSA w Gdańsku w wyroku z 11.3.2020 r., I SA/Gd 2090/19, Legalis.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Przetestuj. Sprawdź