Zmiany w taryfikatorze drogowym
W styczniu 2022 r. weszły w życie wysokie mandaty dla kierowców. Stawki wzrosły nawet dziesięciokrotnie, a grzywny nakładane przez sąd w procesie mandatowym mogą dziś wynieść nawet 30 tys. zł. A 17 września zmieniają się zasady przyznawania punktów karnych.
Kiedy w styczniu mówiono o zaostrzeniu przepisów dotyczących punktów karnych, podawano wstępne rozwiązania. I tak, liczba punktów w nowej maksymalnej wysokości (15) była przewidziana za dziesięć najbardziej niebezpiecznych wykroczeń drogowych.
Tymczasem według najnowszego projektu resortu spraw wewnętrznych i administracji maksymalna jednorazowa liczba nakładanych punktów (15) będzie groziła za blisko 22 wykroczenia.
W projektowanym taryfikatorze punktów karnych zapisano także, że dane kierowców, którzy zbierają te punkty, nie ograniczą się tylko do osób z polskim dokumentem prawa jazdy. Ten przepis został rozszerzony na wszystkie osoby, nawet z zagranicznym prawem jazdy.
I sprawa zasadnicza. Kiedy wchodziły w życie przepisy dotyczące wysokich mandatów, cały czas obiecywano, że po 17 września pojawi się nowy kurs pozwalający na redukcję punktów karnych. Miał trwać dłużej i być droższy. – Dziś już wiadomo, że go nie będzie – mówi „Rzeczpospolitej” Tomasz Matuszewski, wicedyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Warszawie.
Powód? Formalności. Obecny kurs opiera się na prawie o ruchu drogowym. Nowy miał się odwoływać do ustawy o kierujących pojazdami. W związku z tym kursem komunikat miał wydać minister cyfryzacji. Ale komunikatu nie ma i po 17 września kursu też nie będzie.
Etap legislacyjny: uzgodnienia.
Kto wycofa nieruchomość z firmy, uniknie daniny
Wycofanie składników majątku z prowadzonej działalności gospodarczej i przekazanie ich do majątku prywatnego będzie dla przedsiębiorcy neutralne podatkowo. Najnowsza interpretacja fiskusa to dobra wiadomość dla tych, którzy decydują się na podobne rozwiązanie.
Taką odpowiedź otrzymał przedsiębiorca, który w okresie prowadzenia działalności gospodarczej nabył nieruchomość, wprowadził ją do ewidencji środków trwałych i amortyzuje. Lokal jest obecnie wynajmowany. Podatnik zamierza wycofać go z działalności gospodarczej i przeznaczyć na najem prywatny, by rozliczać się w formie ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych.
Napisał, że powodem jest uporządkowanie relacji biznesowych oraz dostosowanie się do aktualnych warunków rynkowych w związku z Covid-19 i inflacją. Ma jednak wątpliwości, czy po takim kroku nie będzie musiał rozliczyć się z fiskusem.
Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej wyjaśnił, że nie. Planowana czynność nie będzie miała cech zbycia ani przymiotu odpłatności, o którym mowa w art. 14 ust. 2 pkt 1 PIT. Czynność ta nie spowoduje po stronie wnioskodawcy powstania obowiązku podatkowego na gruncie ustawy o PIT.
Przypomniał, że zgodnie z art. 10 ust. 1 pkt 8 ustawy o PIT, że opodatkowaniu podlega odpłatne zbycie nieruchomości, jeżeli zostało dokonane w ciągu pięciu lat, licząc od końca roku kalendarzowego, w którym nastąpiło nabycie. Zgodnie z art. 10 ust. 2 pkt 3 ustawy, reguły ogólnej nie stosuje się do odpłatnego zbycia składników majątku wykorzystywanych na potrzeby prowadzonej działalności gospodarczej, nawet jeżeli przed zbyciem zostały wycofane z działalności gospodarczej, a między pierwszym dniem miesiąca następującego po miesiącu, w którym składniki majątku zostały wycofane z działalności, a dniem ich odpłatnego zbycia nie upłynęło sześć lat.
W rozpatrywanym przypadku nie dochodzi jednak do odpłatnego zbycia, ale do wycofania nieruchomości. Majątek osoby fizycznej prowadzącej działalność gospodarczą nie jest prawnie wyodrębniony z jej majątku osobistego, dlatego też przekazanie składnika majątku z prowadzonej działalności gospodarczej na potrzeby osobiste nie powoduje powstania przychodu po stronie podatnika. Przez tę czynność nie uzyska on żadnego przysporzenia majątkowego, nastąpi wyłącznie przesunięcie do majątku osobistego.
„Planowana czynność nie będzie nosić w istocie cech zbycia, jak również nie będzie posiadać przymiotu odpłatności, o którym mowa w art. 14 ust. 2 pkt 1 ustawy o PIT. Czynność ta nie będzie skutkować powstaniem obowiązku podatkowego na gruncie ustawy o PIT” – wyjaśnił dyrektor KIS.
Przypomnijmy, że przychody z najmu można zakwalifikować do źródła określonego w art. 10 ust. 1 pkt 6 ustawy o PIT (najem prywatny). W tej sytuacji właściciel może płacić ryczałt od przychodów ewidencjonowanych według stawek 8,5 proc., a po przekroczeniu progu 100 tys. zł – 12,5 proc.
W 2022 r. podatnicy mogą odliczyć odpisy amortyzacyjne tylko od lokali kupionych przed końcem 2021 r. W przyszłym roku nie będą już mieli tej możliwości.
Numer interpretacji: 0114-KDIP3-2.4011.593.2022.1.MG.
Sprawcy czynów karalnych pozostają w niepewności
Przedawnienie to instytucja określająca upływ czasu, po którym następuje wyłączenie lub ograniczenie reakcji karnej za dane przestępstwo. Ustawodawca określił różne terminy przedawnienia, uzależniając je od wagi czynu zabronionego oraz biorąc pod uwagę mnożące się trudności dowodowe z upływem kolejnych lat i towarzyszące im ryzyko popełnienia błędu.
Instytucję przedawnienia wprowadzono też po to, aby działać mobilizująco na organy ścigania i sądy, mieć pozytywny wpływ na realizację zasady szybkości postępowania karnego. Tymczasem od niemal dwóch i pół roku terminy przedawnień w sprawach karnych i karnoskarbowych są bezterminowo „zamrożone” pod pretekstem uchwalenia tzw. ustawy covidowej (ustawy z 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem Covid-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych), a decyzję, kiedy ten stan się skończy, podjąć może w zasadzie jednoosobowo minister zdrowia.
Co więcej, w Senacie jest nowy projekt kodeksu karnego, w którym planowane są dalsze (kontrowersyjne) zmiany w przepisach dotyczących przedawnień.
Z uwagi na pandemię
Ustawa covidowa wprowadziła przepis, który wstrzymywał rozpoczęcie i zawieszenie biegu terminów określonych przepisami prawa administracyjnego oraz wstrzymywał bieg przedawnienia karalności czynu i wykonania kary. Uzasadniając projekt, ustawodawca wskazał, że „konieczność zachowania wymogów sanitarnych może wpływać negatywnie na czas prowadzenia postępowania”. Ponadto na tzw. obiektywne przyczyny przedawnienia karalności miało wpływać objęcie kwarantanną uczestników postępowania, a ustawodawcy chodziło o rzekome ograniczenie ryzyka, że oskarżeni (podejrzani) uniknęliby odpowiedzialności karnej, a pokrzywdzonym uniemożliwiałoby dochodzenie m.in. środków kompensacyjnych (np. niemożliwe miałoby się stać orzeczenie obowiązku naprawienia szkody).
Przepisy art. 15zzr i 15zzs (regulujące nierozpoczęcie biegu, zawieszenie biegu lub zawieszenie biegu terminów procesowych, sądowych oraz przewidzianych przepisami prawa administracyjnego rozpoczętych przed dniem wejścia w życie ustawy) zostały uchylone ustawą z 14.5.2020 r. Jednak już 22.6.2021 r. wprowadzono przepis art. 15zzr1, zgodnie z którym: „1. W okresie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii, ogłoszonego z powodu Covid-19, oraz w okresie sześciu miesięcy po ich odwołaniu nie biegnie przedawnienie karalności czynu oraz przedawnienie wykonania kary w sprawach o przestępstwa i przestępstwa skarbowe. 2. Okresy, o których mowa w ust. 1, liczy się od dnia 14.3.2020 r. – w przypadku stanu zagrożenia epidemicznego, oraz od dnia 20.3.020 r. – w przypadku stanu epidemii”.
Następnie, rozporządzeniem Rady Ministrów z 13.5.2022 r. zmieniono rozporządzenie w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii, uznając, że od 16.5.2022 r. w Polsce nie obowiązuje „stan epidemii”, lecz „stan zagrożenia epidemicznego”. Wobec utrzymania „stanu zagrożenia epidemicznego” nadal (tj. niemal dwa i pół roku od wejścia w życie tzw. ustawy covidowej) terminy przedawnienia w sprawach karnych i karnoskarbowych są bezterminowo „zamrożone”.
Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że wprowadzane zmiany zmierzają do zaspokojenia najbardziej cenionej w społecznym poczuciu retrybutywizmu, czyli przekonania, że za popełnione przestępstwo sprawcę powinna spotkać sprawiedliwa kara. Sposób działania ustawodawcy budzi jednak uzasadnione wątpliwości co najmniej z dwóch powodów.
Po pierwsze, mamy do czynienia z sytuacją, w której w sposób retroaktywny zmienia się terminy przedawnienia karalności na niekorzyść sprawcy (do zmiany okresów przedawnienia nie znajduje bowiem zastosowania art. 4 § 1 KK, czyli nie można zastosować ustawy względniejszej dla sprawcy). Wprawdzie Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 25.5.2004 r. (sygn. SK 44/03) stwierdził, że wydłużenie przedawnienia karalności przestępstw jest dopuszczalne i wskazał m.in., że „na gruncie prawa karnego instytucja przedawnienia […] traktowana jest jako element pewnej polityki karnej, a nie konstytucyjnie chronione prawo obywatela”, jednak takie działanie narusza zaufanie obywatela do państwa i stanowionego przez nie prawa (czyli de facto art. 2 Konstytucji RP).
Ponadto, w demokratycznym państwie prawa postępowanie karne powinno być prowadzone „bez zbędnej zwłoki”, czyli tak, aby jego przebieg nie prowadził do przedawnienia karalności (w myśl art. 2 § 1 pkt 4 KPK celem postępowania karnego jest rozstrzygnięcie sprawy „w rozsądnym terminie”). Uzasadniając projekt obowiązującego kodeksu karnego, wskazano: „Terminy przedawnienia są odpowiednio długie, w zależności od wagi przestępstwa. Ich upływ dezaktualizuje realizację celów karania, ma też na względzie uniknięcie destrukcji procesu integracji społecznej sprawcy przestępstwa. Pewne znaczenie mają też względy praktyczne, związane z trudnościami dowodzenia w procesie faktu popełnienia przestępstwa”.
Powstaje uzasadnione pytanie o powód wprowadzenia tego przepisu przy pomocy tzw. ustawy covidowej i doprowadzenie do bezterminowego ograniczenia instytucji, jaką jest przedawnienie karalności i przedawnienie wykonania kary, które – choć może to być krytykowane w odbiorze społecznym – po upływie określonego przez ustawodawcę czasu gwarantuje sprawcy przestępstwa bezkarność. Zamysł wprowadzenia art. 15zzr1 (zawierającego ponownie przepis uprzednio uchylony) nie jest jednak powszechnie znany, gdyż ustawodawca nie uzasadnił celowości jego wprowadzenia. Ustawodawca nie może się już jednak tłumaczyć koniecznością zachowania wymogów sanitarnych lub kwarantanną uczestników albo stron postępowania (bo te instytucje już nie obowiązują), a sądy i organy ścigania już w momencie wprowadzania ww. przepisu funkcjonowały „normalnie”.
Decyzja ministra
Po drugie, zarówno stan epidemii, jak i stan zagrożenia epidemicznego wprowadzony został rozporządzeniami odpowiednio ministra zdrowia i Rady Ministrów i przez nich mogą zostać odwołane. W praktyce mamy do czynienia z niedopuszczalną wręcz sytuacją, w której to w gestii ministra zdrowia lub Rady Ministrów jest podjęcie decyzji o zakończeniu „zamrożenia” terminów przedawnienia karalności, bo to oni zdecydują o zakończeniu trwania stanu epidemii albo zagrożenia epidemicznego, od których okres zawieszenia biegu terminów jest uzależniony. Takie rozwiązanie (jak wiele innych wprowadzonych pod pretekstem stanu epidemii lub zagrożenia epidemicznego bez wprowadzenia stanu nadzwyczajnego) jest sprzeczne z zasadami prawidłowej legislacji, ponieważ nie można rozporządzeniem modyfikować instytucji i terminów ustanowionych w ustawie.
Pismem z 25 stycznia 2022 r. Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do ministra sprawiedliwości o rozważenie podjęcia prac legislacyjnych zmierzających do uchylenia art. 15zzr1 ustawy covidowej, powołując się m.in. na powyższe okoliczności. Ponadto, wobec problemów interpretacyjnych związanych z art. 15zzr ust. 6 tej ustawy, braku odpowiednich przepisów intertemporalnych oraz rozbieżności w orzecznictwie Sądu Najwyższego, 26.4.2022 r. prezes Izby Karnej Michał Laskowski skierował do rozszerzonego składu SN pytanie, czy wstrzymanie biegu przedawnienia karalności w sprawach o przestępstwa, przestępstwa i wykroczenia skarbowe oraz w sprawach o wykroczenia dotyczy jedynie przedawnienia karalności czynów zabronionych, popełnionych począwszy od 31.3.2020 r. (daty wejścia w życie unormowania), czy odnosi się też do przedawnienia karalności takich czynów popełnionych przed tą datą? Rozstrzygnięcie tego problemu powinno zapaść niebawem (I KZP 9/22).
Planowane zmiany
W kontekście dalszych zmian i zaostrzeń w kategoriach przedawnień wskazać należy, że 7.7.2022 r. Sejm uchwalił zmiany w kodeksie karnym i innych ustawach. Projekt nowelizacji KK – oprócz podwyższenia sankcji za poszczególne czyny zabronione w części szczególnej KK – przewiduje zwiększenie represyjności prawa karnego poprzez m.in. rozszerzenie katalogu przestępstw nieulegających przedawnieniu (przy czym dotąd taka reguła była stosowana wyłącznie do zbrodni przeciwko ludzkości i zbrodni wojennych oraz wybranych typów umyślnych przestępstw popełnionych przez funkcjonariuszy publicznych w związku z wykonywaną funkcją), wydłużenie terminu przedawnienia za zabójstwo oraz przyznanie organom ścigania dodatkowych możliwości przedłużenia okresu przedawnienia. Zgodnie z projektem ustawy, jeżeli w toku postępowania powzięto uzasadnione podejrzenie popełnienia innego przestępstwa, karalność tego przestępstwa ulega przedłużeniu z dniem, w którym podjęto pierwszą czynność procesową zmierzającą do ustalenia, czy zostało ono popełnione.
O projekcie krytycznie wypowiedziało się szereg organizacji społecznych i Rzecznik Praw Obywatelskich. W piśmie do Przewodniczącego Komisji Ustawodawczej Senatu RP i Przewodniczącego Komisji Praw Człowieka, Praworządności i Petycji Senatu RP RPO wskazał: „SN trafnie zwrócił uwagę, że dotychczas funkcjonującą klarowną regulację w zakresie wydłużenia terminu przedawnienia proponuje się uzupełnić przez odwołanie do podjęcia pierwszej czynności dowodowej zmierzającej do ustalenia, czy zostało popełnione przestępstwo. Powyższy moment nie jest wystarczająco jednoznaczny do ustalenia i można zakładać, że prowadziłby w praktyce do wątpliwości co do momentu, od którego doszło do przedłużenia karalności” oraz podkreślił, że „przedawnienie jest negatywną przesłanką procesową, powinno zostać uregulowane w sposób precyzyjny, pozwalający na jego szybkie i jednoznaczne ustalenie. Zmiana art. 102 KK nie zasługuje zatem na aprobatę”. Zaznaczyć należy, że podobne rozwiązanie, jak to przewidziane w proponowanym art. 102 § 2 KK, istniało w kodeksie karnym z 1969 r. i było przedmiotem krytyki. Z tego względu ustawodawca zrezygnował z tego przepisu w kodeksie karnym z 1997 r.
Na początku lipca projekt ustawy przekazano do Komisji Senackich.
Autorka jest adwokatem, counsel w departamencie rozwiązywania sporów kancelarii Rymarz Zdort.
Trzeba powołać policję ochrony środowiska
Członkowie Koalicji Ratujmy Rzeki nieustannie wysyłają do regionalnych dyrekcji ochrony środowiska informacje o szkodach dla środowiska lub bezpośrednim zagrożeniu ich wystąpienia, ale urzędy nie stwierdzają, że szkody powstały. – Odpowiadają nam, że skala zagrożenia jest za mała (bo obejmuje tylko kilka kilometrów rzeki) albo że parametry nie przekraczają norm – mówi „Rz” Paweł Augustynek-Halny. – Nie bierze się pod uwagę, że jeśli taki stan trwa przez kilka dni lub nawet tygodni, to należy uwzględnić skumulowany efekt – dodaje.
Poprosiliśmy Główny Inspektorat Ochrony Środowiska o dane z liczbą postępowań i kar za zanieczyszczanie rzek w ciągu ostatnich dwóch lat. Do końca dnia nie nadeszły.
Mało spraw
Prokuratura Krajowa poinformowała nas, że na podstawie samego art. 182 KK, w 2020 r. wszczęto 211 postępowań, zarzuty przedstawiono 39 podejrzanym, akty oskarżenia skierowano wobec 29 osób; w 2021 r. wszczęto 196 spraw, zarzuty przedstawiono 53 podejrzanym, skierowano akty oskarżenia przeciwko 42 oskarżonym. W I półroczu 2022 r. wszczęto 90 spraw, zarzuty przedstawiono 22 podejrzanym, skierowano akty oskarżenia przeciwko siedmiu oskarżonym.
W Prokuraturze Regionalnej w Katowicach w latach 2020–2022 toczyły się i toczą nadal wielotomowe, wielopodmiotowe śledztwa dotyczące gromadzenia odpadów niebezpiecznych gromadzonych na składowiskach na terenie całego kraju. Powołano tam nawet zespół śledczych, który zajmuje się tylko tego rodzaju występkami. Katowicka PR prowadzi monitoring tego rodzaju postępowań w obrębie jej właściwości miejscowej, który obejmuje setki postępowań. PR w Warszawie prowadzi zaś dwa śledztwa dotyczące zanieczyszczenia rzek – dotyczą awarii oczyszczalni Czajka.
Dane publikowane przez policję wskazują, że w 2021 r. na podstawie art. 182 KK wszczęto 171 postępowań, stwierdzono 37 przestępstw, wykryto zaś 19. Wykrywalność na poziomie 51,35 proc. to najlepszy wynik od dwóch dekad i znaczna poprawa w stosunku do roku 2020, kiedy wszczęto 169, stwierdzono 35 przestępstw, ale wykryto z nich tylko 10 (28,6 proc.).
Paweł Augustynek-Halny wskazuje, że w celu zwiększenia skuteczności w zwalczaniu przestępstw środowiskowych potrzebne byłoby stworzenie „policji środowiskowej” – podobna istnieje np. w USA. Musi to być instytucja na tyle silna, by nie bać się lokalnych dużych przedsiębiorców często powiązanych z politykami – dodaje. Dlatego nie mówmy o podnoszeniu kar czy wprowadzaniu nowych kategorii przestępstw. Zacznijmy stosować przepisy, które już są – wzywają aktywiści.
Komisja śledcza?
Organizacje ekologiczne organizujące w niedziele Marsz Żałobny dla Odry przedstawiają inne postulaty zmian, które pomogłyby uniknąć takich sytuacji w przyszłości. Pierwszy to znaleźć winnych obecnej katastrofy. – Może należałoby powołać sejmową komisję śledczą, która zbada jak prowadzony jest monitoring wód i ich ochrona, jak uregulowano kwestie zrzutu ścieków do rzek. W trakcie dziejącej się katastrofy ekologicznej zrzut ścieków do wód powierzchniowych powinien być zupełnie zabroniony! Panuje samowolka, nie mówiąc już o dostosowaniu zasad zrzutu np. do poziomu wód – mówi Daniel Petryczkiewicz.
Kolejne postulaty to jak najszybsze odejście od betonowania Odry przez utworzenie parku narodowego i wycofanie się z planów regulowania rzek pod rozwój żeglugi śródlądowej.
– Zamiast kolejnych megalomańskich budowli czy instalacji na rzekach należy wzmocnić służby zajmujące się ich ochroną – mówi Paweł Augustynek-Halny. – Z rozwiązań infrastrukturalnych pomocny byłby np. stały pomiar stanu wody na wylotach z oczyszczalni i zakładów – najlepiej podpięty do nadzorowanego systemu komputerowego. Byłoby to drogie, ale albo traktujemy ochronę wód jako priorytet, albo próbujemy problem wyciszyć – podsumowuje ekspert.
Ostatni postulat to wprowadzenie osobowości prawnej dla takich elementów przyrody, jak rzeki czy stare lasy – tak by ich zanieczyszczanie czy wycinanie było inaczej traktowane. Takie osoby prawne mogłyby reprezentować specjalnie powołane fundacje lub instytucje państwowe. Jak wskazuje Daniel Petryczkiewicz, podobne rozwiązania istnieją np. w Nowej Zelandii czy krajach Ameryki Południowej.
Adwokaci i radcowie prawni poprowadzą mediacje w sprawach nieletnich
Adwokaci i radcowie prawni wpisani na listy stałych mediatorów w sądach okręgowych zabiegali o zmianę ich sytuacji. Udało się to w ustawie o resocjalizacji i wychowaniu nieletnich, która wchodzi w życie 1.9.2022 r.
Chodzi o art. 57 ustawy. Ten w ust. 10 odsyła do KPC, w którym wspomina się o mediatorach stałych do prowadzenia mediacji z nieletnimi. A to oznacza, że wszyscy widniejący dziś na listach stałych adwokaci i radcowie prawni mogą się ich podejmować.
Ministerstwo Sprawiedliwości pytane, dlaczego zmieniło zdanie w tej sprawie, wyjaśnia: – Ponieważ przepisy kodeksu postępowania cywilnego o mediacji stosuje się w sprawach cywilnych i gospodarczych, jest uzasadnione, aby miały też odpowiednie zastosowanie w sprawach nieletnich. A ponieważ są to sprawy prowadzone według przepisów kodeksu postępowania cywilnego, jest to rozwiązanie systemowe.
– To jak najbardziej słuszne rozwiązanie. Nie było zasadności wyłączenia adwokatów i radców prawnych z grona osób dopuszczonych do prowadzenia mediacji w sprawach nieletnich – mówi „Rzeczpospolitej” adwokat Agnieszka Zemke-Górecka, prezes centrum mediacji w NRA. I dodaje, że kompetencje adwokatów-mediatorów są coraz wyższe, więc umożliwienie im prowadzenia mediacji w sprawach nieletnich może tylko działać na korzyść tych ostatnich.
– Proszę pamiętać, że adwokaci od dawna występują w sprawach nieletnich jako pełnomocnicy, więc doskonale znają tę materię. A przy prowadzeniu mediacji wiedza prawnicza może być jednym z elementów usprawniających postępowanie mediacyjne prowadzone na zlecenie sądu – argumentuje adwokatka.
Skąd wziął się problem? Otóż od 29.1.2001 r. do ustawy o postępowaniu w sprawach nieletnich dodano art. 3a dotyczący postępowania mediacyjnego. Zgodnie z jego § 1 w każdym stadium postępowania sąd rodzinny może, z inicjatywy lub za zgodą pokrzywdzonego i nieletniego, skierować sprawę do instytucji lub osoby godnej zaufania w celu przeprowadzenia postępowania mediacyjnego. Z kolei zgodnie z § 3 wspomnianego przepisu minister sprawiedliwości określa, w drodze rozporządzenia, szczegółowe zasady i tryb przeprowadzania mediacji, regulując zwłaszcza warunki, jakim powinny odpowiadać instytucje i osoby uprawnione do jej przeprowadzania, sposób rejestracji tych instytucji i osób oraz szkolenia mediatorów, zakres i warunki udostępniania im akt sprawy, formę i zakres sprawozdania z przebiegu itd.
Takie rozporządzenie minister wydał 18.5.2001 r. W paragrafie czwartym wskazał, że sąd może przekazać sprawę w celu przeprowadzenia postępowania mediacyjnego osobie godnej zaufania, która ma posiadać wykształcenie z zakresu psychologii, pedagogiki, socjologii, resocjalizacji i prawa. W § 5 zapisano jednak, że postępowanie ma prowadzić osoba godna zaufania lub przedstawiciel instytucji – mediator.
W myśl § 6 mediatorem w tym przypadku nie może być czynny zawodowo adwokat, aplikant adwokacki, radca prawny, aplikant radcowski, notariusz, asesor i aplikant notarialny.
Adwokat lub radca prawny nie opracuje szkolenia dla KSSiP
Krajowa Szkoła Sądownictwa i Prokuratury przedstawiła zapytanie ofertowe dotyczące opracowania dzieła w postaci wkładu merytorycznego do szkolenia z materiałów niejawnych w postępowaniu karnym oraz zapewnienia opieki merytorycznej w trakcie tworzenia wersji e-learningowej tego szkolenia. Ma się ono odbyć w ramach projektu „Zorganizowana przestępczość transgraniczna ze szczególnym uwzględnieniem metod zabezpieczania i odzyskiwania mienia pochodzącego z przestępstw”.
W zapytaniu tym wskazano, że osoba zdolna do wykonania zamówienia musi m.in. posiadać co najmniej trzy lata doświadczenia na stanowisku sędziego sądu powszechnego, Sądu Najwyższego, prokuratora lub na stanowisku związanym z przetwarzaniem informacji niejawnych w wymiarze sprawiedliwości bądź organach ścigania.
Takie określenie warunków wywołało pewne oburzenie w środowisku adwokatów, którzy wskazywali, iż wielu z nich (oraz radców prawnych) ma kompetencje i wiedzę do przeprowadzenia tego szkolenia. Wskazali nawet, że wymagania dotyczące doświadczenia nie uwzględniają, iż zdecydowana większość pracowników naukowych specjalizujących się w kwestiach ochrony tajemnicy w postępowaniu karnym należy do tych dwóch wykluczonych grup zawodowych. Eliminuje to w sposób nieuzasadniony tę część potencjalnych oferentów, a przez to nie tylko ogranicza konkurencję, ale też negatywnie wpływa na możliwość „otrzymania najlepszego produktu”. W odpowiedzi zamawiający poinformował, że zastrzeżenie to wynika z potrzeby wyłonienia wykonawcy, który będzie w stanie sprostać zamówieniu odpowiadającemu potrzebom grupy docelowej.
Ma ono bowiem mieć wymiar praktyczny i użyteczny dla sędziów i prokuratorów.
– Jeżeli warunki nie naruszają przepisów, a wydaje mi się, że tak jest w tym wypadku, zamawiający może ustalać je w taki sposób, jaki w jego ocenie zapewni optymalne wykonanie zamówienia – mówi Tomasz Czajkowski, były prezes Urzędu Zamówień Publicznych.
– Rozumiem, że dla KSSiP ważniejszy jest punkt widzenia sędziów i prokuratorów niż adwokatów czy radców prawnych, którzy jednak w postępowaniu reprezentują zwykle drugą stronę – dodaje.
Termin składania ofert na zapytanie upłynął 18.8.2022 r.
Spory z bankami wcale nie muszą trwać latami
– Sędziowie już niewiele więcej mogą zrobić, a pełnomocnicy nie zawsze pomagają: pozwy są zmieniane, nie wykształcił się jeden model, który pozwoliłby na łączenie spraw, zasypują sąd wnioskami o zabezpieczenie, które nie mają szans – ostrzega sędzia Piotr Bednarczyk, wiceszef sądu frankowego.
Sędziowie mogliby lepiej
– Nie możemy się zgodzić, że sędziowie niewiele mogą zrobić, by sprawy frankowe przyspieszyć. Wręcz przeciwnie, nieraz roszczenia kredytobiorców oparte są na dokumentach banku i ich matematyczna poprawność nie jest kwestionowana, a mimo to sędziowie dopuszczają dowód z opinii biegłego, co wydłuża postępowanie przeciętnie o sześć miesięcy. Sędziowie mają też możliwość pomijania dowodu ze zgłaszanych przez banki świadków, którzy często zeznają rutynowo na okoliczności bez związku z konkretną sprawą. Wreszcie niektóre dowody można przeprowadzić pisemnie – ocenia Artur Rasała, kierownik działu frankowego w kancelarii Sobota Jachira.
– Zmiany powództwa następują najczęściej w pozwach złożonych kilka lat temu, a obecna linia orzecznicza w sprawach frankowych ukształtowała się niespełna trzy lata temu. Drugą przyczyną zmieniania pozwów jest konieczność objęcia żądaniem kwot zapłaconych na rzecz banku po ich złożeniu – wskazuje adwokat Marcin Szymański.
– Nie powinno budzić wątpliwości, że w jednobrzmiących umowach kredytu ocena abuzywności zamieszczonych w nich postanowień powinna być taka sama bez względu na cechy indywidualizujące konsumentów lub okoliczności związane z wykonywaniem umowy – dodaje mec. Szymański.
– Sędziowie wolą załatwiać pojedyncze sprawy ze względów statystycznych: sprawa dotycząca dziesięciu umów i jednej umowy to jeden „numerek”. Gdyby sędziowie byli zainteresowani łączeniem spraw, to nic nie stoi na przeszkodzie, by połączyć choćby sprawy jednego pełnomocnika, skoro „pozwy są niemal identyczne” – ocenia dr Mariusz Korpalski, radca prawny.
– Co do zabezpieczeń przez wstrzymanie płatności rat, to wydział frankowy stał się ofiarą własnej skuteczności: jako jedyny przyjął przejrzystą strategię ich udzielania, kiedy suma zapłaconych rat przekroczyła kwotę wypłaconego kredytu. Ale może przecież odstępować od sporządzania uzasadnienia – dodaje mec. Korpalski.
Ugody, ustawa?
Wojciech Wandzel, partner w kancelarii Kubas Kos Gałkowski, uważa z kolei, że wyjściem jest korzystanie przez kredytobiorców z możliwości zawarcia ugody, proponowanej przez część banków zgodnie z pomysłem KNF. Ugoda taka może zostać sfinalizowana w ciągu dwóch, trzech miesięcy i definitywnie kończy spór. W tym względzie niektórzy kredytobiorcy zapominają lub nie są informowani przez pełnomocników, że będą musieli zwrócić bankowi kapitał kredytu oraz jego koszt, co oznacza, że czeka ich kolejny proces, nawet gdy wygrają pierwszą sprawę sądową.
– Wobec wagi problemu tak społecznie, jak i z perspektywy sądownictwa dobrym pomysłem byłoby wprowadzenie jednak rozwiązania ustawowego, które uwzględniałoby interesy kredytobiorców, ale również sektora bankowego – dodaje mec. Wandzel.
– Nie ufam pomysłom rozwiązań ustawowych – dotychczasowe inicjatywy przyniosły raczej więcej szkody niż pożytku. Wyjściem byłyby ugody – ale do tanga trzeba dwojga, a tu trwa bankowa gra pozorów. Wobec gigantycznej potrzeby społecznej uważam, że sąd frankowy powinien zostać radykalnie wzmocniony – sędziów powinno być pewnie ok. 100, a nie 21. To jest w końcu obowiązek państwa, bo sprawy frankowe bardzo często są najważniejszą sprawą majątkową w całym życiu wielu obywateli – ocenia Marek Skrobacki, radca prawny.
Ostatnie dni na przejście z ryczałtu na skalę PIT
22.8.2022 r. to ostatni dzień na przejście w drugiej połowie roku z ryczałtu na skalę. Taką możliwość dała nowelizacja Polskiego Ładu, która obowiązuje od 1.7.2022 r.
– Wielu przedsiębiorców może na tym zyskać nawet kilka tysięcy zł – mówi Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w InFakt.
– Korzyści wynikają z obniżki stawki PIT na skali z 17 do 12 proc. Niższy podatek zapłacimy od dochodu do 120 tys. zł. W tym 30 tys. zł, czyli tzw. kwota wolna, jest w ogóle nieopodatkowane – mówi Tomasz Wilk, doradca podatkowy w kancelarii Sendero.
Ci, którzy zdecydują się na zmianę, rozliczą według skali tylko drugą połowę roku (za pierwszą złożą PIT-28, za drugą PIT-36). Jeśli więc nawet mają wysokie dochody (do 20 tys. zł miesięcznie), nie wejdą w drugi próg skali, gdzie jest już 32-proc. stawka PIT.
Nie tylko stawka
Na ryczałcie podatek liczymy od przychodu (bez kwoty wolnej). Stawki zależą od tego, co robimy, np. lekarz płaci 14 proc., a właściciel firmy reklamowej 15 proc.
Może się okazać, że wedle kalkulacji z początku roku ze stawką PIT 17 proc. korzystniejszy dla przedsiębiorcy był ryczałt. A teraz, po obniżce PIT do 12 proc., symulacja się zmienia na korzyść skali.
Druga rzecz, którą trzeba uwzględnić w obliczeniach, to koszty biznesu. Na ryczałcie ich nie odliczamy. Przejście na skalę powoduje, że mamy taką możliwość w drugiej połowie roku. I zapłacimy podatek od dochodu (czyli przychodu pomniejszonego o koszty).
– Wydatki na prowadzenie biznesu, np. ceny energii, są coraz wyższe. Warto to mieć na uwadze – mówi Tomasz Wilk.
– Przejście na skalę może dać dodatkowe korzyści tym, którzy w najbliższych miesiącach chcą zainwestować w firmę, np. kupić komputer czy wziąć w leasing samochód. Na ryczałcie tych wydatków nie wykorzystają – podkreśla Piotr Juszczyk.
Trzecia sprawa: przejście z ryczałtu na skalę oznacza inną kwotę składki zdrowotnej. Przedsiębiorcy rozliczający się według skali liczą ją od dochodu. Wynosi 9 proc. U ryczałtowców wysokość składki zależy od przychodów (są podzieleni na trzy grupy).
– Trzeba sprawdzić, czy kwot, które zyskamy na niższym PIT, nie stracimy na wpłatach do ZUS – przestrzega Tomasz Wilk.
I jeszcze jedna ważna sprawa: podatkowe ulgi, które uzależnione są od formy opodatkowania. – Przykładowo, na skali można pomniejszyć PIT o odpis na każde dziecko. Na ryczałcie nie ma takiej możliwości – przypomina Tomasz Wilk. Inny przykład: ryczałtowcy mogą odliczyć połowę składek zdrowotnych od przychodu. Na skali ta preferencja nie przysługuje.
Zmiana ryczałtu na skalę w połowie roku nie daje prawa do wspólnego opodatkowania z małżonkiem albo samotnie wychowywanym dzieckiem (wyjątek mamy tylko wtedy, gdy PIT-28 jest zerowy).
Komu się opłaca
Te wymienione aspekty – podatek, składka, koszty, ulgi – należy uwzględnić przy podejmowaniu decyzji. Oczywiście nie da się wszystkiego przewidzieć, mało kto wie dokładnie, jakie będzie miał w każdym miesiącu przychody oraz koszty i od jakiej kwoty będzie musiał zapłacić daniny. Zobaczmy jednak na paru przykładach, przygotowanych przez Piotra Juszczyka, jakie mogą być skutki przejścia w drugiej połowie roku z ryczałtu na skalę.
Przykład 1:
Przedsiębiorca na 12-proc. ryczałcie ma w pierwszej i drugiej połowie roku po 50 tys. zł przychodów. Jego koszty wynoszą 8 tys. zł w każdym półroczu. Na przejściu z ryczałtu na skalę zyska 5918 zł.
Przykład 2:
Przedsiębiorca płaci 14- proc. ryczałt. Jego przychody w okresie styczeń–czerwiec to 60 tys. zł. W drugiej połowie roku wyniosą 70 tys. zł. Koszty są równe, po 10 tys. zł w każdym półroczu. Korzyść z przejścia na skalę to 5756 zł.
Przykład 3:
Przedsiębiorca ma 15-proc. ryczałt. W pierwszej i drugiej połowie roku jego przychody wyniosą po 90 tys. zł, a koszty po 7 tys. zł. Jeśli przejdzie na skalę, zyska 3292 zł.
Przykład 4:
Przedsiębiorca na 12-proc. ryczałcie ma w pierwszej i drugiej połowie roku po 120 tys. zł przychodów i po 6 tys. zł kosztów. Jeśli przejdzie z ryczałtu na skalę, straci 2065 zł.
Powiadom fiskusa, licz po nowemu
Co musi zrobić przedsiębiorca, który zdecyduje się na przejście w drugiej połowie roku z ryczałtu na skalę? Przede wszystkim powinien poinformować o tym fiskusa. Na zgłoszenie ma czas do 22 sierpnia. W tym terminie musi też odprowadzić zaliczkę na PIT za lipiec. Liczoną już według skali, czyli od dochodu. Żeby go obliczyć, musi znać lipcowe przychody i koszty. Powinny być zaewidencjonowane w księgach (przychodów i rozchodów albo rachunkowych). Nie trzeba płacić zaliczki, jeśli dochód nie przekracza 30 tys. zł.
Przedsiębiorca, który w połowie roku zmieni ryczałt na skalę, musi też przejść na nowe zasady liczenia składki zdrowotnej. Podstawą wymiaru będzie firmowy dochód. Jak policzyć pierwszą składkę? Zdaniem Ministerstwa Zdrowia przedsiębiorca za lipiec powinien zapłacić minimalną. Czyli 270,90 zł. Później już będzie liczona od dochodu.
Przedsiębiorcy, którzy się nie zdecydują na przejście z ryczałtu na skalę w połowie roku, będą to mogli zrobić po jego zakończeniu. Wtedy cały 2022 r. zostanie rozliczony według skali.
Sąd frankowy zablokowany
Dotarły do nas informacje o wielkich zaległościach w rozpatrywaniu spraw w sądzie (wydziale) frankowym. Jak to wygląda?
Na dzisiaj mamy zarejestrowanych niemal 31 tys. spraw. W tym roku zakończyliśmy ich ok. 3 tys., z czego połowę wyrokami. Przy bardzo dużym nakładzie pracy sędzia może skończyć 200 spraw rocznie, a przy 21 sędziach (tylu liczy wydział) łatwo policzyć: już dziś mamy pracę na sześć–siedem lat. Oznacza to, że za chwilę tyle trzeba będzie czekać na pierwszą rozprawę.
Jak pan jako wiceszef tego sądu i pana koledzy sędziowie czują się z tym? Wydział miał przyśpieszyć rozpatrywanie spraw frankowych?
Wydział miał odciążyć pozostałe wydziały SO w Warszawie, z drugiej strony – dzięki specjalizacji – sprawy te miały przyspieszyć. Pierwsza część zamysłu udała się, z drugą jest nadal problem. Z punktu widzenia sędziów blisko półtora roku pracy i analizowania spraw pozwala z reguły na skończenie sprawy na pierwszym terminie, ale liczba postępowań sprawia, że stają się coraz bardziej odległe, niektórzy sędziowie z bólem serca wyznaczają terminy za dwa lata. Proszę mi wierzyć, każdy z sędziów i pracowników sekretariatu chciałby podawać akceptowalne dla stron terminy zakończenia sprawy.
Rozmawiacie pewnie, co mogłoby poprawić sytuację?
O masowych ugodach nadal nie słychać. Patrząc na liczbę spraw – zwłaszcza tych, które dopiero wpłyną – najlepszym rozwiązaniem byłaby ustawa rozwiązująca problem. Wiem jednak, że obecna sytuacja ekonomiczna, zwłaszcza kurs franka, nie zachęcają do takiego rozważania. Procedura cywilna nie ułatwia zaś szybkiego kończenia takich spraw.
A nie czekając na ustawę, nie można usprawnić postępowań po stronie sędziów, może pełnomocników?
Sędziowie już niewiele więcej mogą zrobić. Rozprawa oznacza konieczność zapoznania się z aktami, trzeba ją wyznaczyć i przeprowadzić. Wydać orzeczenie i sporządzić uzasadnienie. Jeżeli sprawny sędzia – licząc optymistycznie – potrzebuje sześć godzin na sprawę, to tysiąc spraw zajmie mu cztery–pięć lat. A tymczasem sędziowie mają na swym biurku nawet 1500 spraw i nadal ich przybywa.
Pełnomocnicy nie zawsze pomagają. Pozwy są zmieniane. Ciągle nie wykształcił się jeden model pozwu, który pozwoliłby na łączenie spraw. Mimo doniesień prasowych o ustalonej linii orzeczniczej nadal pojawiają się wnioski i zażalenia, które z zasady nie mogą być uwzględnione. Wnioski o zabezpieczenie, które mogłyby zostać uwzględnione bez sporządzania uzasadnienia (art. 357 §6 KPC), to ciągle rzadkość, choć postanowienia są publikowane na portalu orzeczeń.
Nie można łączyć spraw?
Można. Ciągle zastanawiam się, dlaczego wpływa tak mało spraw dotyczących wielu powodów, na zasadzie zwykłego łączenia spraw podobnych. Nawet duże kancelarie wysyłają je pojedynczo, choć ich pozwy są niemal identyczne. Ostatnio na rozprawie usłyszałem, że kierowanie pojedynczych spraw wynika z wygody kancelarii. Może prawnicy – niezależnie od zawodu – ciągle mentalnie tkwią w XIX-wiecznym modelu postępowania, skupionym na jednej sprawie?
Brak wciąż uchwały Izby Cywilnej SN w sprawach frankowych, ale czy bez niej nie ujednolica się orzecznictwo?
Ostatnie orzeczenia SN, choć jest ich sporo, jedynie potwierdzają moje przewidywania, że sprawy frankowe spowodują przemyślenie wielu instytucji prawa materialnego i procesowego od nowa. Przykład: wyrok w sprawie II CSKP 364/22,w którym dotychczas aprobowane także przez SN żądanie ustalenia nieważności umowy zostało uznane za nieprawidłowe. Oznacza to odkrywanie nowych problemów zamiast rozwiązywanie starych.
A jak orzeka wasz „przełożony”, Sąd Apelacyjny w Warszawie?
Na szczęście jego orzecznictwo jest coraz bardziej jednolite. Pewne sporne kwestie – np. prawo zatrzymania – nie powodują już uchylania wyroków, gdyż ocena istoty orzeczenia pierwszej instancji zazwyczaj jest podzielana przez SA.
Wniosek o dodatek węglowy
Termin na składanie wniosków o wypłatę dodatku upływa 30.11.2022 r. Wnioski obsługują gminy. Będą miały miesiąc na wypłatę przyznanego dodatku. Koszt dopłat to 11,5 mld zł.
Jak wypełnić wniosek? Wzór wniosku jest jednolity dla całej Polski. Aby ułatwić jego wypełnianie przygotowywany jest właśnie tutorial, który w prosty sposób wyjaśni, jak to należy poprawnie zrobić. Formularz wymaga podania jedynie najważniejszych informacji.
– Zrezygnowaliśmy np. z kryterium wysokości dochodów. Ułatwi to obsługę formalności, a w rezultacie przyśpieszy wypłatę środków. Zależy nam, żeby pieniądze znalazły się na kontach obywateli przed sezonem grzewczym – wyjaśnia resort klimatu.
Wniosek o dopłatę do węgla powinien zawierać wszystkie dane i informacje niezbędne gminie do dokonania jego weryfikacji zgodnie z przywołanymi kryteriami ustawowymi. Jak wyjaśnia resort, w formularzu trzeba podać imię, nazwisko, PESEL, dane dokumentu potwierdzającego tożsamość i dane gospodarstwa domowego oraz numer rachunku bankowego, na który ma zostać przekazany dodatek pieniężny. Ten przysługuje pierwszej osobie z gospodarstwa domowego, która złoży wniosek. Obejmuje przypadki stosowania do ogrzewania węgla, np. przy użyciu kotła, kozy, kominka, kuchni węglowej, ogrzewacza powietrza, trzonu kuchennego.
Już kilka tygodni temu minister rozwoju i technologii Waldemar Buda zapowiadał, że warunkiem koniecznym do otrzymania dodatku węglowego jest uzyskanie wpisu lub zgłoszenie źródła ogrzewania do centralnej ewidencji emisyjności budynków CEEB. Ta prowadzona jest przez Główny Urząd Nadzoru Budowlanego (GUNB). A system ten jest tym samym, do którego do końca czerwca należało zgłaszać, czym palimy w gospodarstwach domowych. Jak zapewnia GUNB, nadal można to zrobić.
Na ostatnich przed wakacjami obradach Sejmu posłowie odrzucili propozycję dopłat na inne źródła energii niż węgiel. Do prac nad tym rozwiązaniem posłowie wrócą we wrześniu. Jak wynika z zapowiedzi minister Magdaleny Moskwy, nietaryfowi odbiorcy ciepła pozasystemowego mają otrzymać do 3,9 tys. zł wsparcia. Używający pelletu otrzymają – 3 tys. zł, drewna kawałkowego – 1 tys. zł, oleju opałowego – 2 tys. zł, a LPG – 500 zł. – To są kwoty blokujące wszystkie podwyżki na ciepło na tym samym poziomie bez względu na to, jakie jest źródło – twierdzi min. Moskwa.