E-bransoletka zamiast aresztu
O problemie nadmiernego stosowania tymczasowego aresztowania w Polsce prawnicy mówią od lat. Potwierdzają to statystyki. Wystarczy przywołać raport Fundacji Court Watch, z którego wynika, że prawie 90 proc. wniosków o tymczasowe aresztowanie było w ubiegłych latach akceptowanych, a blisko połowa sędziów za każdym razem godziła się na zastosowanie tego środka. Środowisko prawnicze jest też zgodne: systemowy problem trzeba jak najszybciej rozwiązać. Remedium na to miały być rozwiązania, zawarte w obszernej rządowej nowelizacji kodeksu postępowania karnego, którą zawetował jednak prezydent Karol Nawrocki.
Podejrzany w domu, a nie w celi
Nowela procedury karnej, która trafiła do kosza nie była jednak jedynym pomysłem, który miał zredukować liczbę tymczasowych aresztów w naszym kraju. Podobny cel miało także wprowadzenie nowego środka zapobiegawczego – aresztu elektronicznego. Nad tym rozwiązaniem pracowała Komisja Kodyfikacyjna Prawa Karnego i na początku 2025 r. położyła na ministerialnym stole gotowy projekt. Kilka miesięcy później założenia tych przepisów zostały wpisane do wykazu prac legislacyjnych.
Zgodnie z nimi areszt elektroniczny ma wypełnić lukę pomiędzy dozorem policyjnym a tymczasowym aresztowaniem. Zamiast w areszcie śledczym oskarżony albo podejrzany miałby przebywać w miejscu wskazanym przez sąd i byłby objęty systemem dozoru elektronicznego. Innymi słowy zamiast w celi osoba objęta tym środkiem zapobiegawczym przebywałaby w domu na ściśle określonych zasadach i byłaby kontrolowana za pomocą elektronicznej bransolety.
Według wstępnych propozycji areszt elektroniczny byłby stosowany na dwóch etapach postępowania karnego: w początkowej fazie postępowania przygotowawczego, na wniosek prokuratora o tymczasowe aresztowanie lub jego zamianę na areszt elektroniczny oraz w fazie późniejszej, gdy dalsze stosowanie tymczasowego aresztowania nie jest konieczne. Co ważne, na ten swoisty „areszt domowy” zgodę musieliby wyrazić zarówno oskarżony, jak i jego pełnoletni domownicy. Nadzór nad wykonywaniem tego środka miałby sprawować sąd albo prokurator w zależności od etapu postępowania. W uzasadnionych przypadkach mogliby oni zmienić miejsce odbywania aresztu elektronicznego i przedziały czasu, w których oskarżony albo podejrzany mogą oddalać się z wyznaczonego miejsca.
Z zapowiedzi ministerstwa wynikało, że przepisy te zostaną przyjęte przez rząd na jesieni 2026 r. Jest niemal pewne, że tak się jednak nie stanie. Dotychczas nie opublikowano na stronach rządowych gotowego projektu w tej sprawie, nie przeprowadzono konsultacji i opiniowania. Ministerstwo Sprawiedliwości nie rezygnuje jednak z tego rozwiązania. Przeciwnie. Jak zapewnia w rozmowie z „Rzeczpospolitą” wiceministra sprawiedliwości Maria Ejchart, resort intensywnie pracuje nad tymi przepisami, a projekt ma być gotowy do końca roku.
Co jeszcze zostało do rozstrzygnięcia?
– Razem z Komisją Kodyfikacyjną Prawa Karnego rozważamy dwie koncepcje tego rozwiązania. Zastanawiamy się, na jakim etapie postępowania powinien być stosowany ten środek: w postępowaniu przygotowawczym czy sądowym. Pojawia się też pytanie, czy areszt elektroniczny można byłoby stosować jako pierwszy środek zapobiegawczy, czy dopiero wtórnie po zastosowaniu tymczasowego aresztowania w izolacji – zapowiada Ejchart.
Zdaniem sędziego Sądu Najwyższego Michała Laskowskiego z Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego nowe przepisy byłyby szansą na zmniejszenie częstotliwości i długotrwałości stosowania tymczasowego aresztowania.
– Jeżeli bowiem postępowanie przygotowawcze trwa jakiś czas, są zgromadzone dowody, a z jakichś powodów organ prowadzący wolałby mieć podejrzanego czy oskarżonego pod kontrolą, to jest szansa, że nadzór pod postacią elektronicznego aresztu spełni swoje zadanie. Ten środek zapobiegawczy nie byłby przy tym tak bardzo uciążliwy jak areszt tymczasowy zarówno dla podejrzanego, który w obliczu prawa jest osobą niewinną, jak i dla jego rodziny oraz otoczenia – mówi sędzia Laskowski.
Prawnik odnosi się też do wątpliwości formułowanych przez resort, dotyczących tego na jakim etapie postępowania miałby być stosowany areszt elektroniczny.
– Wpływ na to może być limitowany technicznymi warunkami i ustrojowym zagadnieniem, czy o tej formie środka zapobiegawczego mógłby decydować prokurator. Według mnie decyzję powinien podejmować sąd. Nie wykluczałbym jednak możliwości stosowania aresztu na obu etapach postępowania karnego. Uważam, że są kategorie spraw, w których środek ten mógłby być stosowany w postępowaniu przygotowawczym. Przecież nie w każdej sprawie konieczna jest całkowita izolacja. Przykładem są sprawy osób prowadzących działalność gospodarczą w sytuacji, kiedy całość materiałów, dokumentów jest zabezpieczona – argumentuje sędzia Laskowski.
Jak podkreśla, nie odrzucałby też możliwości stosowania aresztu elektronicznego jako pierwszego środka zapobiegawczego bez wcześniejszego tymczasowego aresztowania.
– Decyzja o tym zależy od oceny organu prowadzącego. W każdym postępowaniu są różne okoliczności, które trzeba brać pod uwagę. Myślę, że byłyby takie sprawy, gdzie można byłoby spokojnie zastosować areszt elektroniczny bez wcześniejszej izolacji – konkluduje karnista.
Opinia dla „Rzeczpospolitej”
Przemysław Rosati, prezes Naczelnej Rady Adwokackiej
Cieszy mnie informacja o tym, że ministerstwo kończy prace nad projektem wprowadzającym areszt elektroniczny. Szkoda jednak, że opracowywanie tych przepisów trwa tak długo. Czekamy na nie już bowiem od kilku lat, dlatego mam nadzieję, że projekt będzie gotowy zdecydowanie wcześniej niż przed końcem roku. Areszt elektroniczny to bardzo dobre rozwiązanie, bo w wielu sytuacjach tworzy możliwość stosowania proporcjonalnego środka zapobiegawczego. Jestem przekonany, że znajdzie zastosowanie i sprawdzi się chociażby w wielu sprawach karnych-gospodarczych. Zamiast trzymać przedsiębiorcę w izolacji przez miesiące albo lata, można nakazać mu przebywanie w oznaczonym miejscu, co uniemożliwi mu kontakt z określonymi osobami. Uważam, że areszt elektroniczny powinien być dostępny na każdym etapie postępowania karnego, a o jego zastosowaniu powinien decydować niezależny sąd, który weźmie pod uwagę aktualny stan sprawy, ryzyka dla podejrzanego i dla postępowania. Jestem też zdecydowanie za tym, żeby areszt elektroniczny mógł być stosowany także jako pierwszy środek zapobiegawczy, równorzędnie z innymi. Próba robienia gradacji w tej sprawie i schodzenie od najbardziej do najmniej dolegliwego środka byłaby nieporozumieniem.
Przyłącze bez zgłoszenia to nie zawsze samowola budowlana
Stan faktyczny i przebieg sprawy
WSA w Gdańsku wyrokiem z 15.7.2026 r., II SA/Gd 250/26, Legalis, uchylił decyzję Pomorskiego WINB nakazującą rozbiórkę przyłączy. Podstawą prawną wydanej decyzji był art. 51 ust. 1 pkt 1 ustawy z 7.7.1994 r. Prawo budowlane (t.j. Dz.U. z 2026 r., poz. 524; dalej: PrBud).
Sprawa dotyczyła przyłącza wodociągowego oraz przyłącza kanalizacji sanitarnej doprowadzonych do budynku mieszkalnego jednorodzinnego w Gdańsku. Przyłącza przebiegały nie tylko przez działki należące do inwestorów, lecz również przez nieruchomości innych podmiotów.
Postępowanie zostało zainicjowane wnioskiem właścicieli i współwłaścicieli części sąsiednich działek. Wskazywali oni, że instalacje wykonano bez pozwolenia na budowę, bez ich zgody oraz bez skutecznego tytułu inwestorów do korzystania z gruntów, przez które przebiegają przyłącza.
W toku kontroli ustalono, że inwestorzy uzyskali w 2005 r. pozwolenie na budowę budynku mieszkalnego, a w 2011 r. organ nadzoru nie zgłosił sprzeciwu wobec jego użytkowania. Zatwierdzony projekt budowlany nie przedstawiał jednak trasy przyłączy wodociągowego i kanalizacyjnego.
Właściciel nieruchomości wyjaśniał, że przyłącze kanalizacji sanitarnej wykonano na podstawie dokumentacji z 2007 r. oraz że zostało ono odebrane w 2010 r. Przedstawiono także akt notarialny z 2005 r., ustanawiający na rzecz inwestorów nieograniczone w czasie prawo przebiegu kanalizacji przez trzy działki. Nie obejmował on jednak wszystkich nieruchomości, przez które według ustaleń organów przebiegały sporne instalacje.
Przedsiębiorstwo wodociągowo-kanalizacyjne potwierdziło, że wydano warunki techniczne dla podłączenia wody na czas budowy, a także warunki techniczne dotyczące kanalizacji sanitarnej. Na ich podstawie powstał projekt przyłącza kanalizacyjnego, uzgodniony z przedsiębiorstwem. Przedsiębiorstwo wskazało jednocześnie, że rozwiązanie miało charakter tymczasowy, a docelowe podłączenie powinno nastąpić zgodnie z późniejszymi warunkami technicznymi.
Organ administracji architektoniczno-budowlanej poinformował natomiast, że nie wydał pozwolenia na budowę przyłączy ani nie przyjął zgłoszenia ich budowy. Organy nadzoru potraktowały tę okoliczność jako element potwierdzający samowolny charakter robót.
PINB nakazał właścicielce budynku rozbiórkę obu przyłączy. Za rozstrzygające uznał to, że inwestorzy nie wykazali prawa do dysponowania wszystkimi nieruchomościami na cele budowlane. Wezwał więc stronę do przedstawienia pisemnych zgód aktualnych współwłaścicieli działek. Ponieważ dokumentów takich nie przedłożono, organ uznał, że inwestycja była nielegalna i nie może zostać zalegalizowana.
Pomorski Wojewódzki Inspektor Nadzoru Budowlanego utrzymał tę decyzję w mocy. Podkreślił, że przyłącza, choć pierwotnie określane jako tymczasowe, nadal istnieją i służą budynkowi. Zdaniem organu nie mogły zatem zostać uznane za wykonane legalnie w trybie uproszczonym. W konsekwencji zakwalifikowano je jako roboty wykonane bez wymaganego pozwolenia albo zgłoszenia.
Skarżąca zarzuciła organom przede wszystkim błędne przyjęcie, że budowa przyłączy nie mogła nastąpić w trybie przewidzianym dla realizacji przyłączy bez pozwolenia i zgłoszenia. Wskazywała, że przyłącza wykonano po uzyskaniu warunków technicznych, w uzgodnieniu z przedsiębiorstwem wodociągowo-kanalizacyjnym i z udziałem tego przedsiębiorstwa w odbiorze robót.
Ratio decidendi
W sprawie sąd nie stwierdził, że przyłącza zostały definitywnie wykonane legalnie. Uznał natomiast, że organy przedwcześnie przesądziły o samowolnym charakterze robót oraz o konieczności ich rozbiórki. Kluczowym powodem uchylenia decyzji było niewyjaśnienie, czy inwestorzy zrealizowali przyłącza w trybie przewidzianym dla budowy przyłączy bez pozwolenia na budowę i bez zgłoszenia. Dopiero ustalenie tej kwestii pozwala określić, czy brak zgłoszenia w ogóle mógł stanowić podstawę wszczęcia i prowadzenia postępowania naprawczego.
Sednem sprawy była prawidłowa kolejność ustaleń. Organy rozpoczęły od oceny, czy inwestorzy wykazali prawo do dysponowania nieruchomościami, przez które przebiegają przyłącza. Następnie, wobec braku pisemnych zgód wszystkich aktualnych współwłaścicieli gruntów, wywiodły samowolę budowlaną i brak możliwości legalizacji.
Sąd uznał ten tok rozumowania za wadliwy, ponieważ pominięto wcześniejsze i zasadnicze pytanie: czy przyłącza zostały zrealizowane w trybie, który nie wymagał ani pozwolenia na budowę, ani zgłoszenia.
Sąd podkreślił, że brak pozwolenia i brak zgłoszenia nie przesądza jeszcze o samowoli. Taki brak może wynikać z wyboru przez inwestora procedury, w której angażowanie organu administracji architektoniczno-budowlanej nie jest konieczne. Dlatego informacja urzędu miasta, że nie wydano pozwolenia i nie przyjęto zgłoszenia, mogła potwierdzać wersję skarżącej o zastosowaniu trybu uproszczonego.
W ocenie sądu organy powinny były skoncentrować postępowanie dowodowe na ustaleniu, czy przed rozpoczęciem robót rzeczywiście sporządzono wymagany plan sytuacyjny. Istotne było więc nie tylko to, że istniał projekt przyłącza kanalizacji i warunki techniczne wydane przez przedsiębiorstwo wodociągowo-kanalizacyjne.
Sąd wskazał, że zgromadzony materiał zawierał okoliczności przemawiające za potrzebą pogłębienia ustaleń. Chodziło w szczególności o warunki techniczne dotyczące wody i kanalizacji, uzgodnienie projektu kanalizacyjnego, odbiór przyłączy w 2010 r., akt notarialny dotyczący przebiegu kanalizacji oraz stanowisko przedsiębiorstwa wodociągowo-kanalizacyjnego.
Z uzasadnienia wynika wyraźnie, że charakter tymczasowy przyłącza nie był sam przez się wystarczającą podstawą do wykluczenia trybu uproszczonego. Organy powiązały tę okoliczność z wieloletnim dalszym funkcjonowaniem instalacji, ale nie wykazały, dlaczego prowadzi to do wniosku, że przyłącza nie mogły zostać wykonane zgodnie z wymaganiami właściwymi dla tego trybu.
Sąd rozdzielił także dwie inne kwestie: ocenę legalności budowy przyłącza w świetle przepisów Prawa budowlanego oraz spór o możliwość korzystania z cudzych nieruchomości. Jeżeli przyłącze zostało wykonane w trybie uproszczonym, organy administracji nie uczestniczą w samej procedurze przyłączenia do sieci i nie kontrolują całokształtu relacji między inwestorem, przedsiębiorstwem wodociągowo-kanalizacyjnym oraz właścicielami gruntów.
W takim wariancie ewentualne naruszenie praw właścicieli nieruchomości, przez które przebiega przyłącze, nie staje się automatycznie przesłanką do zastosowania postępowania naprawczego i wydania nakazu rozbiórki. Spór ten pozostaje w sferze relacji cywilnoprawnych oraz regulacji dotyczących zbiorowego zaopatrzenia w wodę i odprowadzania ścieków.
Sąd przypomniał również ogólne zasady postępowania naprawczego. Rozbiórka jest rozwiązaniem najbardziej dolegliwym i może zostać zastosowana dopiero wtedy, gdy organ po rzetelnym postępowaniu wyjaśniającym stwierdzi niezgodność z prawem oraz brak technicznej lub prawnej możliwości doprowadzenia robót do stanu zgodnego z prawem.
Praktyczne wnioski
Przyłącze wykonane bez pozwolenia i bez zgłoszenia nie powinno być automatycznie kwalifikowane jako samowola budowlana. Decydujące znaczenie ma ustalenie, czy inwestor dochował wymogów właściwych dla uproszczonego trybu realizacji przyłączy.
W praktyce dokumentacja dotycząca przyłącza powinna być przechowywana niezależnie od dokumentacji głównej inwestycji. Szczególne znaczenie mogą mieć warunki techniczne wydane przez przedsiębiorstwo wodociągowo-kanalizacyjne, plan sytuacyjny na wymaganej mapie, uzgodnienia techniczne, protokoły odbioru, umowa dotycząca dostawy wody lub odprowadzania ścieków oraz dokumentacja geodezyjna.
Komentarz
Wyrok ma znaczenie także dla przedsiębiorstw wodociągowo-kanalizacyjnych. Ich dokumentacja może przesądzać o ocenie charakteru robót przez organ nadzoru. Informacje o wydanych warunkach, uzgodnieniu przebiegu instalacji, odbiorze wykonanych robót oraz podstawie przyłączenia do sieci powinny być spójne i możliwe do odtworzenia po wielu latach.
Dla podmiotów korzystających z infrastruktury przebiegającej przez cudze nieruchomości ważne jest natomiast odróżnienie kwestii budowlanych od cywilnoprawnych. Brak tytułu do korzystania z gruntu może prowadzić do poważnego sporu z właścicielem nieruchomości, ale nie zawsze daje podstawę do rozbiórki w postępowaniu nadzorczym. Zakres konsekwencji zależy przede wszystkim od tego, w jakim trybie zostało wykonane przyłącze.
Wyrok WSA w Gdańsku z 15.7.2026 r., II SA/Gd 250/26, Legalis
Opłaty dla KNF po nowemu. Zapłata już przy składaniu wniosku
- W nowym modelu opłacie będzie podlegał wniosek, zawiadomienie albo wpis, a dokument potwierdzający wniesienie opłaty będzie stanowił element dokumentacji składanej do KNF.
- Ustawa wprowadza m.in. opłaty za zawiadomienie o zamiarze nabycia lub objęcia akcji domu maklerskiego albo TFI, których wysokość nie będzie mogła przekroczyć równowartości w złotych 4500 euro.
- Nowe zasady obejmą sześć ustaw regulujących poszczególne segmenty rynku finansowego, natomiast do wniosków, zawiadomień i informacji złożonych lub przekazanych przed 11.2.2027 r. będą stosowane przepisy dotychczasowe.
Cel i ratio legis ustawy
Zasadniczym celem ustawy jest zmiana momentu poboru części opłat należnych na rzecz KNF. Dotychczasowy model zakłada co do zasady uiszczanie opłaty po wydaniu przez organ rozstrzygnięcia lub dokonaniu określonej czynności. Nowelizacja przenosi obowiązek zapłaty na wcześniejszy etap postępowania.
KNF ponosi koszty rozpatrywania spraw również wtedy, gdy wniosek jest wadliwy lub zostaje wycofany. Model ex ante ma również ograniczyć konieczność dochodzenia nieuiszczonych opłat.
Opłata ex ante zamiast ex post
W przypadkach objętych nowelizacją obowiązek uiszczenia opłaty zostaje powiązany ze złożeniem wniosku, zawiadomienia albo dokonaniem wpisu, a nie z późniejszym rozstrzygnięciem lub czynnością KNF.
Zmiana została wprowadzona do kilku ustaw sektorowych. Ustawa z 17.7.2026 r. nowelizuje ustawę z 26.10.2000 r. o giełdach towarowych (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 1119), ustawę z 27.5.2004 r. o funduszach inwestycyjnych i zarządzaniu alternatywnymi funduszami inwestycyjnymi (t.j. Dz.U. z 2026 r. poz. 60), ustawę z 29.7.2005 r. o obrocie instrumentami finansowymi (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 722), ustawę z 29.7.2005 r. o ofercie publicznej i warunkach wprowadzania instrumentów finansowych do zorganizowanego systemu obrotu oraz o spółkach publicznych (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 592), ustawę z 19.8.2011 r. o usługach płatniczych (t.j. Dz.U. z 2026 r. poz. 623; dalej: UsłPłU) oraz ustawę z 7.7.2022 r. o finansowaniu społecznościowym dla przedsięwzięć gospodarczych i pomocy kredytobiorcom (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 1900).
Potwierdzenie wniesienia opłaty elementem dokumentacji
Konsekwencją przejścia na model ex ante jest obowiązek wykazania zapłaty już na etapie składania dokumentacji. W zmienianych przepisach ustawa przewiduje dołączanie dokumentu potwierdzającego wniesienie odpowiedniej opłaty.
Nowa opłata za zawiadomienie dotyczące akcji TFI
Ustawa wprowadza opłatę związaną z rozpatrywaniem przez KNF zawiadomień dotyczących zamiaru nabycia albo objęcia akcji towarzystwa funduszy inwestycyjnych (dalej: TFI).
Opłata za zawiadomienie o zamiarze nabycia albo objęcia akcji TFI nie będzie mogła być wyższa niż równowartość w złotych 4500 euro.
Wprowadzenie opłaty wiąże koszt postępowania z podmiotem, którego zamierzona transakcja powoduje konieczność przeprowadzenia przez KNF oceny nadzorczej.
Nabycie lub objęcie akcji domu maklerskiego
Analogiczne rozwiązanie przewidziano w odniesieniu do zawiadomienia o zamiarze nabycia albo objęcia akcji domu maklerskiego. Także w tym przypadku maksymalna wysokość opłaty została określona jako równowartość w złotych 4500 euro.
Ocena obejmuje m.in. sytuację finansową i wiarygodność podmiotu zamierzającego uzyskać kwalifikowany udział w domu maklerskim.
Opłata za wniosek dotyczący członka zarządu TFI
Ustawa wprowadza również opłatę za wniosek o wyrażenie przez KNF zgody na powołanie członka zarządu TFI nadzorującego system zarządzania ryzykiem oraz podejmowanie decyzji inwestycyjnych dotyczących funduszy inwestycyjnych i portfeli instrumentów finansowych.
Opłaty na rynku kapitałowym i w zakresie oferty publicznej
W odniesieniu do oferty publicznej ustawa określa opłaty pobierane za wnioski dotyczące dokumentów informacyjnych. Wniosek o zatwierdzenie prospektu podlega opłacie w wysokości równowartości w złotych 6000 euro, natomiast wniosek o zatwierdzenie memorandum informacyjnego – 3000 euro.
Zmiany dotyczące usług płatniczych
Ustawa modyfikuje również zasady pobierania opłat na podstawie UsłPłU. Zmiany obejmują m.in. wnioski składane przez podmioty ubiegające się o określone zezwolenia oraz wpisy związane z działalnością regulowaną.
W przypadkach wskazanych w ustawie maksymalna wysokość opłaty wynosi równowartość w złotych 1500 euro.
Zmiany ustawowe pociągają za sobą także konsekwencje dla regulacji wykonawczych. Ustawa przewiduje utratę mocy przepisów wykonawczych wydanych na podstawie wskazanych upoważnień zawartych w UsłPłU.
Wnioski i zawiadomienia złożone przed 11.2.2027 r.
Istotne znaczenie praktyczne ma przepis przejściowy. Do wniosków, zawiadomień i informacji złożonych lub przekazanych przed dniem wejścia w życie ustawy stosuje się przepisy dotychczasowe.
O właściwym reżimie prawnym decyduje zatem moment dokonania określonej czynności. Wnioski i zawiadomienia złożone przed 11.2.2027 r. nie zostaną objęte nowym modelem poboru opłat tylko dlatego, że KNF będzie rozpatrywać je już po wejściu w życie nowelizacji.
Regulacja ogranicza tym samym wątpliwości intertemporalne w postępowaniach wszczętych przed zmianą przepisów i pozwala jednoznacznie określić zasady ponoszenia opłat w sprawach będących w toku.
Sześciomiesięczne vacatio legis
Ustawa z 17.7.2026 r. o zmianie niektórych ustaw w związku z opłatami uiszczanymi na rzecz Komisji Nadzoru Finansowego wchodzi w życie po upływie sześciu miesięcy od dnia ogłoszenia, tj. 11.2.2027 r. Ustawodawca pozostawił zatem podmiotom rynku finansowego okres na dostosowanie procedur związanych ze składaniem wniosków i zawiadomień oraz dokonywaniem wpisów objętych nowymi zasadami.
Znaczenie okresu dostosowawczego wiąże się również z koniecznością zmian przepisów wykonawczych. Wraz z wejściem w życie ustawy część dotychczasowych regulacji wykonawczych utraci moc, a system opłat będzie musiał zostać dostosowany do modelu poboru należności przyjętego w nowelizacji.
Bloger też może być operatorem objętym unijnymi sankcjami
Stan faktyczny
W RFN prowadzono postępowanie karne przeciwko trzem osobom fizycznym, podejrzanym o utworzenie organizacji przestępczej i o rozpowszechnianie za pośrednictwem publicznego bloga różnych treści, w tym filmów pochodzących z kanału medialnego objętego tym zakazem na podstawie art. 2f ust. 1 rozporządzenia Rady (UE) Nr 833/2014 z dnia 31.7.2014 r. dotyczącego środków ograniczających w związku z działaniami Rosji destabilizującymi sytuację na Ukrainie (Dz.Urz. UE L z 2014 r. Nr 229, s. 1). Chociaż dostęp do strony był bezpłatny, osoby ją prowadzące apelowały o datki, które przyniosły im łączną kwotę ponad 60 000 euro.
Sąd odsyłający powziął wątpliwość, czy takie osoby fizyczne są objęte pojęciem „operatora” w rozumieniu art. 2f ust. 1 rozporządzenia Nr 833/2014 i w związku z tym ma do nich zastosowanie zakaz przewidziany w tym przepisie?
Stanowisko TS
Art. 2f ust. 1 rozporządzenia Nr 833/2014 zakazuje operatorom nadawania lub umożliwiania, ułatwiania lub w inny sposób przyczyniania się do nadawania jakichkolwiek treści przez osoby prawne, podmioty lub organy wymienione w załączniku XV do tego rozporządzenia, w tym w drodze transmisji lub dystrybucji za pomocą dowolnych środków, takich jak telewizja kablowa, satelitarna, telewizja internetowa, dostawcy usług internetowych, internetowe platformy lub aplikacje służące do udostępniania plików wideo, niezależnie od tego, czy są one nowe czy preinstalowane. Odnosząc się do pojęcia „operatora” w rozumieniu tego przepisu TS stwierdził, że nie jest ono zdefiniowane w żadnym przepisie rozporządzenia Nr 833/2014, oraz że nie zawiera ono żadnego odesłania do prawa państw członkowskich w celu określenia jego znaczenia i zakresu.
Trybunał stwierdził, że zgodnie z jego zwyczajowym znaczeniem w języku potocznym termin „operator” oznacza między innymi każdą osobę fizyczną lub prawną, która eksploatuje urządzenie lub zespół urządzeń lub której powierzono wykonywanie określonych czynności technicznych. W dziedzinie udostępniania oraz rozpowszechniania treści medialnych i cyfrowych termin ten odnosi się do każdej osoby fizycznej lub prawnej odpowiedzialnej bezpośrednio lub pośrednio za publiczne udostępnianie lub nadawanie takich treści.
Ponadto TS wskazał, że termin „operator” został użyty w art. 2f ust. 1 rozporządzenia Nr 833/2014 bez przymiotnika „gospodarczy” w zdecydowanej większości wersji językowych tego przepisu, w szczególności w wersjach językowych: hiszpańskiej, niemieckiej, angielskiej, francuskiej i włoskiej. Wynika z tego, że pojęcie to obejmuje osoby fizyczne lub prawne odpowiedzialne za rozpowszechnianie treści, o których mowa w tym przepisie, niezależnie od tego, czy ich działalność ma charakter gospodarczy, czy też nie. W ocenie TS z wykładni językowej pojęcie „operator” w rozumieniu art. 2f ust. 1 rozporządzenia Nr 833/2014 należy rozumieć jako obejmujące każdą osobę fizyczną lub prawną odpowiedzialną za rozpowszechnianie lub udostępnianie treści, o których mowa w tym przepisie, w tym w ramach działalności nieodpłatnej lub w ramach prowadzenia strony internetowej finansowanej z dobrowolnych wpłat osób trzecich.
Trybunał stwierdził, że tę wykładnię pojęcia „operator” w rozumieniu art. 2f ust. 1 rozporządzenia Nr 833/2014 potwierdza kontekst normatywny, w jaki się on wpisuje. Przepis ten różni się bowiem od innych przepisów rozporządzenia Nr 833/2014, które wyraźnie odnoszą się do podmiotów „gospodarczych”. Zdaniem TS, gdy prawodawca Unii zamierzał ograniczyć zakres stosowania środka ograniczającego wyłącznie do podmiotów prowadzących działalność o charakterze gospodarczym, uczynił to w sposób wyraźny. Tymczasem w sposób oczywisty nie jest tak w przypadku art. 2f ust. 1 rozporządzenia Nr 833/2014, w którym pojęcie „operatora” należy rozumieć poprzez odniesienie wyłącznie do rozpowszechniania treści, o których mowa w tym przepisie, niezależnie od statusu danego podmiotu i od tego, czy jego działalność ma charakter gospodarczy, czy też nie. W związku z tym w kontekście art. 2f ust. 1 rozporządzenia Nr 833/2014 prowadzenie przez daną osobę działalności o charakterze gospodarczym, a w konsekwencji generowanie przychodów, nie może stanowić istotnego kryterium dla ustalenia, czy osoba ta jest objęta zakazem przewidzianym w tym przepisie.
Trybunał stwierdził, że powyższą wykładnię potwierdza także cel realizowany przez rozporządzenie Nr 833/2014, a w szczególności jego art. 2f ust. 1. Przepis ten został wprowadzony rozporządzeniem 2022/350 w celu zapewnienia natychmiastowej reakcji na niczym niesprowokowaną i nieuzasadnioną agresję wojskową zainicjowaną tydzień wcześniej przez Rosję przeciwko Ukrainie.
Trybunał wskazał, że zakaz nadawania przewidziany w art. 2f ust. 1 rozporządzenia Nr 833/2014 realizuje podwójny cel. Po pierwsze, ma on na celu ochronę porządku i bezpieczeństwa publicznego Unii, zagrożonych przez systematyczną, międzynarodową kampanię manipulowania przekazem medialnym, przeinaczania faktów i prowadzenia propagandy przez Rosję za pośrednictwem pewnej liczby mediów znajdujących się pod stałą, bezpośrednią lub pośrednią kontrolą jej przywódców, mających na celu destabilizację państw sąsiadujących, UE i jej państw członkowskich oraz uzasadnianie wsparcia i kontynuacji agresji zbrojnej na Ukrainę. Po drugie, ten zakaz wpisuje się w cele realizowane przez mechanizm reagowania ustanowiony przez Unię w drodze przyjęcia nowych środków ograniczających w celu wywarcia dodatkowej presji na Rosję, aby zakończyła ona agresję wojskową wobec Ukrainy oraz, bardziej ogólnie, jej działania i polityki destabilizujące to państwo trzecie.
Tymczasem wykładnia art. 2f ust. 1 rozporządzenia Nr 833/2014, zgodnie z którą zakaz przewidziany w tym przepisie powinien mieć zastosowanie wyłącznie do osób fizycznych lub prawnych prowadzących działalność handlową i mających cel zarobkowy, zdaniem TS, pozbawiłaby ten zakaz skuteczności (effet utile) i byłaby sprzeczna z ww. celami.
Rzecznik generalny stwierdził (pkt 60 i 62 opinii), że finansowanie stron internetowych, takich jak będące przedmiotem postępowania głównego, poprzez dobrowolne wpłaty osób trzecich, co do zasady utrudnia śledzenie pochodzenia finansowania, a tym samym ewentualnego wpływu wywieranego na rozpowszechniane treści. W ocenie TS może to zwiększyć ryzyko, że taka strona internetowa będzie wykorzystywana do rozpowszechniania kampanii propagandowej prowadzonej przez Rosję, której zakazuje rozporządzenie Nr 833/2014.
Zdaniem TS nie można przyjąć wykładni, zgodnie z którą do celów wykładni pojęcia „operatora” w rozumieniu art. 2f ust. 1 rozporządzenia Nr 833/2014 należy brać pod uwagę jedynie czynności rozpowszechniania wpisujące się w określony przedział czasowy, z wyłączeniem pojedynczych publikacji o niewielkim zasięgu. Trybunał stwierdził, że ani ten przepis, ani to rozporządzenie nie przewidują, że przy ocenie, czy dana osoba jest objęta tym pojęciem „operatora”, należy wziąć pod uwagę zakres lub czas trwania rozpowszechniania treści. Taka wykładnia mogłaby w każdym razie sprzyjać zachowaniom polegającym na obchodzeniu tego przepisu polegającym na sztucznym rozdrobnieniu działalności polegającej na nadawaniu objętych nim treści.
Reasumując TS orzekł, że art. 2f ust. 1 rozporządzenia Nr 833/2014 należy interpretować w ten sposób, iż osoba fizyczna, która prowadzi stronę internetową, rozpowszechniając na niej treści pochodzące od osób prawnych, podmiotów lub organów wymienionych w załączniku XV do tego rozporządzenia, i uzyskuje z prowadzenia tej strony internetowej wyłącznie przychody pochodzące z dobrowolnych wpłat osób trzecich w postaci datków lub darowizn, jest objęta zakresem pojęcia „operatora” w rozumieniu tego przepisu.
Komentarz
Ważny wyrok w kontekście unijnej walki z rosyjskim przekazem dotyczącym Ukrainy, a także granic odpowiedzialności twórców internetowych.
Trybunał po raz pierwszy dokonał wykładni pojęcia „operatora” w rozumieniu art. 2f ust. 1 rozporządzenia Nr 833/2014. Z prezentowanego wyroku wynika, że objęcie tym terminem danego podmiotu nie zależy od gospodarczego charakteru jego działalności, ani od sposobu finansowania tej działalności, ani od zakresu lub czasu trwania dokonywanego nadawania.
Konsekwencje tego wyroku są fundamentalne, ponieważ zakres odpowiedzialności za rozpowszechnianie zakazanych treści publikowanych w Internecie obejmuje każdy podmiot publikujący online, w tym autora bloga czy influencera, niezależnie od formy, zakresu i czasu jego działalności oraz modelu finansowania. Wyrok ten, ze względu na położenie geopolityczne oraz związane z nim zagrożenia dla bezpieczeństwa publicznego, ma szczególne znaczenie w Polsce. W polskim prawie sankcje za naruszenie tych zakazów zostały przewidziane w ustawie z 13.4. 2022 r. o szczególnych rozwiązaniach w zakresie przeciwdziałania wspieraniu agresji na Ukrainę oraz służących ochronie bezpieczeństwa narodowego (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 514).
Wyrok TS z 2.7.2026 r., Traugott Ickeroth, C-67/25, Legalis
Poczekamy na kary za pseudomedycynę i medyczne fake newsy
Sejm uchwalił ustawę o zmianie ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta (druk sejmowy nr 2598) 3.7.2026 r. Zgodnie z uzasadnieniem zasadniczym celem regulacji jest zwiększenie poziomu przestrzegania praw pacjenta oraz przeciwdziałanie działaniom szkodliwym i niebezpiecznym dla zdrowia i życia ludzkiego. Ustawa miała wejść w życie po upływie 3 miesięcy od dnia ogłoszenia. 20.8.2026 r. Prezydent RP skierował ustawę do TK i przedstawił własny projekt ustawy o zmianie ustawy – Kodeks karny oraz ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta.
Najważniejsze zmiany
- Wprowadzenie zakazu stosowania praktyk pseudomedycznych.
- Przyznanie Rzecznikowi Praw Pacjenta kompetencji do prowadzenia postępowań w tych sprawach.
- Umożliwienie wydawania ostrzeżeń publicznych i decyzji tymczasowych w sytuacjach zagrożenia życia lub zdrowia pacjentów.
- Podwyższenie maksymalnej kary pieniężnej do 1 000 000 zł.
- Wprowadzenie odpowiedzialności osób kierujących podmiotami dopuszczającymi do naruszeń.
Nowelizacja zmienia ustawę z 6.11.2008 r. o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 581; dalej: PrPacjRPPU). Jej głównym elementem jest dodanie rozdziału 13c, dotyczącego postępowań w sprawach praktyk pseudomedycznych. Regulacja ma objąć nie tylko podmioty lecznicze, lecz także osoby i jednostki działające poza systemem działalności leczniczej.
Projektodawca wskazuje przede wszystkim na ryzyko oferowania metod diagnostycznych lub leczniczych bez podstaw w aktualnej wiedzy medycznej. Problem dotyczy zwłaszcza usług reklamowanych jako leczenie chorób, terapii alternatywnych, odpłatnych konsultacji internetowych oraz działań, które mogą opóźniać podjęcie właściwego leczenia.
Praktyki pseudomedyczne i dezinformacja medyczna
Zgodnie z nowym art. 67zj PrPacjRPPU przez praktykę pseudomedyczną rozumie się podejmowane w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej:
- udzielanie świadczeń zdrowotnych stwarzających ryzyko uszkodzenia ciała, rozstroju zdrowia albo śmierci człowieka przez osobę niewykonującą zawodu medycznego;
- oferowanie lub stosowanie metody diagnostycznej albo leczniczej niebędącej świadczeniem zdrowotnym, w przypadku której wprowadza się w błąd co do tego, że posiada ona właściwości świadczenia zdrowotnego w zakresie diagnostyki lub leczenia małoletnich, chorób onkologicznych, ciężkich nieuleczalnych chorób lub zaburzeń psychicznych;
- wykonywanie działalności leczniczej bez uzyskania wpisu do rejestru, o którym mowa w art. 103 ustawy z 15.4.2011 r. o działalności leczniczej (t.j. Dz.U. z 2026 r. poz. 156), z uwzględnieniem art. 104 ust. 2 tej ustawy.
Ustawa wprowadza również regulację dotyczącą dezinformacji medycznej. Obejmuje ona publiczne rozpowszechnianie lub promowanie nieprawdziwych informacji o metodzie diagnostycznej lub leczniczej, albo o metodzie, której przypisuje się właściwości świadczenia zdrowotnego, jeżeli metoda ta jest niezgodna z aktualną wiedzą medyczną i zagraża życiu lub zdrowiu. Dotyczy to także nieprawdziwych informacji o szkodliwości metody diagnostycznej lub leczniczej zgodnej z aktualną wiedzą medyczną, przedstawianej jako zagrażająca życiu lub zdrowiu. Warunkiem będzie działanie w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej.
Uprawnienia Rzecznika Praw Pacjenta
Rzecznik Praw Pacjenta będzie mógł wydać decyzję o uznaniu danej praktyki za pseudomedyczną, nakazać jej zaniechanie oraz wskazać działania niezbędne do usunięcia skutków jej stosowania. Decyzji tej zostanie nadany rygor natychmiastowej wykonalności.
Jeżeli podmiot zaprzestanie praktyki przed wydaniem decyzji, nie wyłączy to reakcji Rzecznika. W takim przypadku Rzecznik będzie mógł stwierdzić stosowanie praktyki pseudomedycznej i jednocześnie stwierdzić jej zaniechanie. Nadal możliwe będzie jednak nałożenie obowiązków służących usunięciu skutków wcześniejszego działania.
W sprawach, w których praktyka może zagrażać życiu lub zdrowiu pacjentów, Rzecznik będzie mógł podać do publicznej wiadomości informacje o tej praktyce i jej prawdopodobnych skutkach. Będzie mógł także wydać decyzję tymczasową, zobowiązującą podmiot do zaprzestania określonych działań lub zaniechań jeszcze przed zakończeniem postępowania. Decyzja tymczasowa będzie mogła zostać wydana jednokrotnie, na czas nie dłuższy niż miesiąc od dnia jej doręczenia, przy czym nie będzie mogła obowiązywać dłużej niż do dnia wydania decyzji kończącej postępowanie.
Rzecznik Praw Pacjenta będzie prowadził również jawny rejestr podmiotów prowadzących dezinformację medyczną. W określonych przypadkach, na wniosek Rzecznika, przedsiębiorca telekomunikacyjny świadczący usługi dostępu do Internetu będzie obowiązany do przekierowania połączeń z domeny internetowej wykorzystywanej do dezinformacji medycznej na stronę Rzecznika zawierającą komunikat ostrzegawczy.
Kary pieniężne
Nowelizacja podwyższa maksymalną karę pieniężną do 1 000 000 zł. Kara będzie mogła zostać nałożona za naruszenie zakazu stosowania praktyk naruszających zbiorowe prawa pacjentów albo zakazu stosowania praktyk pseudomedycznych.
Rzecznik będzie mógł nakładać karę także w przypadku braku zaniechania praktyki lub niewykonania działań określonych w decyzji. Ustawa przewiduje ponadto możliwość wielokrotnego nakładania kary do czasu zaniechania praktyki albo usunięcia skutków jej stosowania. Kolejne postępowanie w sprawie kary będzie mogło zostać wszczęte nie wcześniej niż po upływie 6 miesięcy od dnia, w którym poprzednia decyzja stała się ostateczna.
Odrębna kara ma dotyczyć nieprzekazania dokumentów lub informacji na żądanie Rzecznika w wyznaczonym terminie. Jej maksymalna wysokość wyniesie 100 000 zł. Dodatkowo Rzecznik będzie mógł nałożyć karę do 20 000 zł na podmiot udzielający świadczeń zdrowotnych, który nie zrealizuje w terminie określonego żądania w postępowaniu wyjaśniającym.
Odpowiedzialność kierujących
Nowe przepisy przewidują także karę pieniężną dla kierownika podmiotu udzielającego świadczeń zdrowotnych lub osoby kierującej podmiotem stosującym praktykę pseudomedyczną. Kara będzie mogła wynieść do dwudziestokrotności przeciętnego wynagrodzenia w poprzednim kwartale.
Odpowiedzialność ma dotyczyć przypadków umyślnego dopuszczenia, przez działanie lub zaniechanie, do naruszenia zakazu stosowania praktyk naruszających zbiorowe prawa pacjentów albo praktyk pseudomedycznych. Obejmie także niepodjęcie działań niezbędnych do zaniechania praktyki lub usunięcia jej skutków.
Eksperci podzieleni w ocenie reformy terminów przedawnień
Mnogość terminów przedawnienia poszczególnych roszczeń i ich zróżnicowanie pod względem typu stosunku prawnego sprawia, że w postępowaniach sądowych zbyt dużo czasu, zamiast na rozpatrzeniu istoty sprawy, poświęca się na ustalenia w kwestii tego, czy roszczenie nie jest przedawnione. Komisja Kodyfikacyjna Prawa Cywilnego za punkt honoru postawiła sobie zmianę tego stanu rzeczy, czego efektem jest kompleksowy projekt nowelizacji Kodeksu cywilnego ujednolicający terminy przedawnień. Jednocześnie projektodawcy proponują skrócenie podstawowego terminu z sześciu do trzech lat i wydłużenie czasu na egzekucję roszczeń już zasądzonych (z sześciu do 10 lat).
Zapytaliśmy prawników, wchodzących w skład Panelu Prawników „Rzeczpospolitej”, o to, jak ta zmiana wpłynie na ochronę interesów wierzycieli.
Tylko trzy lata
Z tezą, że skrócenie podstawowego terminu przedawnienia do trzech lat nie osłabi ochrony wierzycieli, nie zgadza się połowa respondentów, podczas gdy obaw takich nie ma 44 proc.
– Skrócenie podstawowego terminu przedawnienia roszczeń do trzech lat w oczywisty sposób osłabi pozycję wierzycieli. Okres na złożenie pozwu musi być też skonfrontowany z przeciętnym czasem rozpoznawania sprawy cywilnej w Polsce. Skrócenie okresu przedawnienia do trzech lat wymaga odniesienia się do długości wykonywania planu spłaty w postępowaniu upadłościowym – wskazuje prof. Rafał Adamus z Uniwersytetu Opolskiego, specjalizujący się w prawie upadłościowym.
Z kolei mec. Dariusz Pluta zwraca uwagę, że już teraz polski system prawa w praktyce charakteryzuje się „nadochroną” dłużnika. – Projektowana „rewolucja” tylko tę „nadochronę” powiększa – nie ma wątpliwości adwokat.
Sceptyczny jest też Grzegorz Gębka, doradca podatkowy.
– Instytucja przedawnienia jest jednym z filarów funkcjonowania gospodarki, dlatego podejście do zmian w tym zakresie powinno cechować się przede wszystkim ostrożnością i być poprzedzone bardzo zaawansowanymi przygotowaniami i konsultacjami. Z drugiej strony przy obecnym chaosie w zakresie różnorodności terminów przedawnienia (i czasami trudnościach z zakwalifikowaniem danego zdarzenia do określonej grupy) ujednolicenie przepisów wydaje się być dobrym pomysłem, który uprości system – zastrzega.
Skrócenie terminu przedawnienia odczują zwłaszcza konsumenci. Przedsiębiorców już teraz obowiązuje termin trzyletni, więc z ich punktu widzenia zmiana – akurat w tym aspekcie – byłaby neutralna.
– Kluczowym wzmocnieniem pozycji przedsiębiorców jest natomiast wydłużenie z sześciu do 10 lat terminu na egzekwowanie należności stwierdzonych prawomocnym wyrokiem sądu – zwraca uwagę dr Piotr Podgórski z Ogólnopolskiej Federacji Przedsiębiorców i Pracodawców Przedsiębiorcy.pl. Dodaje jednak, że w przypadku konsumentów skrócenie terminu przedawnienia będzie realnym osłabieniem ich pozycji.
Ujednolicenie terminów
Inaczej na to patrzy prof. Krzysztof Koźmiński z Uniwersytetu Warszawskiego, który co prawda uważa, że samo skrócenie terminu przedawnienia formalnie osłabi pozycję wierzycieli, nie ma wątpliwości, że uporządkowanie (poprzez ujednolicenie przepisów) terminów jest potrzebne.
– Przyczyni się do podniesienia pewności prawa oraz klarowności sytuacji prawnej – podkreśla ekspert. Na ten sam aspekt zwraca uwagę prof. Katarzyna Bilewska, wykładająca również na UW, która dodaje, że zróżnicowanie terminów przedawnienia rodzi wielką niepewność prawną i jest jednym z najważniejszych ryzyk procesowych dla przedsiębiorców.
– Wprowadzenie jednolitych reguł uprości obrót prawny związany z dochodzeniem roszczeń, odciąży biznes i sądy – uważa ekspertka.
Jak podkreśla Hubert Hajduczenia, adwokat z kancelarii DLA Piper, aktualne rozproszenie terminów może być dla niektórych osób mylące.
– Zwłaszcza jeśli wykonują usługi na umowie zlecenia czy mają zawartą umowę o dzieło, przy których obowiązuje dwuletni termin. Często problematyczne jest również samo ustalenie, jaki termin znajduje zastosowanie w konkretnej sprawie. Ujednolicenie terminów zwiększy zatem pewność prawa, ale i w pewnym stopniu uprości samo postępowanie sądowe – przekonuje ekspert.
Wtóruje mu mec. Maciej Zaborowski, podkreślając, że każde uproszczenie prawa jest krokiem w dobrym kierunku.
– Jeśli uznajemy, że instytucja przedawnienia jest potrzebna, jej zasady powinny być możliwie jednolite, przejrzyste i zrozumiałe nie tylko dla prawników, lecz przede wszystkim dla obywateli. Dziś mnogość terminów i wyjątków sprawia, że ustalenie, czy dane roszczenie jest przedawnione, często wymaga specjalistycznej analizy – uważa adwokat.
Dążenie do uproszczenia i ujednolicenia instytucji przedawnienia pozytywnie ocenia również prof. Mariusz Popławski z Uniwersytetu w Białymstoku. Jednocześnie zastrzega jednak, że skuteczność reformy będzie zależała od ograniczenia wyjątków związanych z zawieszeniem i przerwaniem biegu przedawnienia.
Badanie z urzędu
Projektodawcy proponują również, by sąd w każdej sprawie – a nie tylko wtedy, gdy roszczenie jest przeciwko konsumentowi – z urzędu sprawdzał, czy doszło do przedawnienia. 63 proc. pytanych przez „Rz” prawników uważa, że to dobre rozwiązanie.
– Rozszerzenie obowiązku badania przedawnienia z urzędu na wszystkie sprawy, a nie tylko te z udziałem konsumentów, oceniam jako rozwiązanie racjonalne. Dyskusyjne jest dotychczasowe podejście ustawodawcy, który stosuje większe wymagania w tym zakresie wobec przedsiębiorcy, tak jakby zakładał, że musi on posiadać wiedzę prawniczą i być świadomym tego, że w procesie powinien podnieść zarzut przedawnienia ze wszelkimi konsekwencjami w przypadku zaniechania tej czynności – mówi dr Piotr Podgórski z Pracodawców.pl. Jak dodaje, skoro celem badania przedawnienia z urzędu jest ochrona strony, która z braku wiedzy prawnej nie potrafi skutecznie podnieść zarzutu, to ograniczanie tej ochrony wyłącznie do konsumentów zdaje się naruszać zasadę równości.
Przeciwnego zdania jest prof. Rafał Adamus, który uważa, że obowiązek uwzględniania zarzutu przedawnienia z urzędu spowoduje że zobowiązanie przedawnione przestaje być zobowiązaniem naturalnym w dotychczasowym rozumieniu tego pojęcia.
– Obecnie zarzut przedawnienia podniesiony przez stronę pozwaną mógł być oceniony jako nadużycie prawa podmiotowego w oparciu o art. 5 KC. W wyjątkowych przypadkach otwierało to możliwość dochodzenia roszczeń nawet przedawnionych i zasądzania takich roszczeń przez sąd – zauważa ekspert.
Także zdaniem mec. Dariusza Pluty planowane zmiany nie są dobrym rozwiązaniem. – Zasadą powinno być, iż przedawnienie jest badane na zarzut, przy czym wykazanie tego zarzutu powinno obciążać dłużnika. Istniejące obecnie wyjątki od tej zasady są wystarczające – uważa adwokat, a mec. Hubert Hajduczenia dodaje, że badanie przedawnienia z urzędu stanowi wyjątek od zasady kontradyktoryjności procesu cywilnego.
– O ile jeszcze w postępowaniu z udziałem konsumentów taki wyjątek może być zrozumiały, to postulat, aby to była ogólna zasada, należy poddać krytyce. Dług przedawniony dalej jest długiem. Państwo nie powinno przyznawać tak dalece idącej ochrony dłużnikowi kosztem wierzyciela – argumentuje prawnik, który stoi na stanowisku, że sąd nie powinien wyręczać żadnej ze stron.
Początek biegu
Najwięcej kontrowersji wzbudza jednak zmiana początku biegu terminu przedawnienia. Obecnie, zgodnie z art. 120 § 1 KC bieg przedawnienia rozpoczyna się od dnia, w którym roszczenie stało się wymagalne. Według propozycji zawartej w projekcie, termin ma biec od dnia, w którym uprawniony dowiedział się albo z łatwością mógł się dowiedzieć o istnieniu roszczenia i osobie zobowiązanego, jednak nie wcześniej niż od dnia wymagalności roszczenia albo od dnia hipotetycznej wymagalności roszczenia bezterminowego.
Poza tym obok trzyletniego terminu podstawowego będzie biegł również 10-letni termin ostateczny, który ma biec od dnia wymagalności roszczenia, a jeżeli wymagalność zależy od podjęcia czynności przez uprawnionego – od dnia powstania roszczenia.
W ocenie tej propozycji eksperci są również podzieleni. 40 proc. z nich uważa to za dobry pomysł.
– Model ten został zastrzeżony w projekcie również dla roszczeń kontraktowych, co zdaje się lepiej odpowiadać współczesnym realiom. Chroni bowiem wierzyciela, który obiektywnie nie miał możliwości poznania roszczenia lub osoby zobowiązanego. Wydaje się, że takie przypadki niemalże nie istnieją przy odpowiedzialności kontraktowej. Jest to jednak szczególnie istotne przy złożonych stosunkach gospodarczych czy sprawach konsumenckich, w których konsument nie miał świadomości zawarcia kontraktu, gdyż np. został wprowadzony w błąd lub mieliśmy do czynienia z czynnością pozorną – akcentuje dr Piotr Podgórski, dodając, że rozwiązanie to wydaje się być również zgodne z kierunkiem orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości UE. Prawnik zwraca jednak uwagę, że przy odpowiedzialności kontraktowej, w przeciwieństwie do deliktowej, będzie znacznie trudniej wykazać okoliczność późniejszego dowiedzenia się o roszczeniu lub osobie zobowiązanej. Okoliczności te co do zasady są znane w dniu zawarcia danego kontraktu.
Przeciwnego zdania jest prof. Rafał Adamus, który uważa, że wprowadzenie w istocie rzeczy dwóch terminów początkowych dla przedawnienia skomplikuje system przedawnienia w Polsce. 27 proc. prawników, którzy odpowiedzieli na pytania „Rz”, nie ma w tej sprawie sprecyzowanego zdania.
Brak dokumentów nie przesądza o samowoli budowlanej
Stan faktyczny i przebieg sprawy
WSA w Łodzi rozpoznał skargę na decyzję Łódzkiego WINB w przedmiocie nałożenia obowiązku doprowadzenia robót budowlanych do stanu zgodnego z prawem i uchylił decyzję organów obu instancji.
Sprawa dotyczyła otworu okiennego o wymiarach 1,10 m × 1,10 m, znajdującego się w lokalu mieszkalnym na poddaszu budynku wielorodzinnego w Łodzi. Okno było usytuowane w zewnętrznej ścianie szczytowej, stanowiącej zarazem ścianę graniczną z sąsiednią nieruchomością.
Postępowanie wszczęto z urzędu po interwencji dotyczącej nielegalnych otworów okiennych w budynku. Właścicielka lokalu nabyła go w 2000 r. i wskazywała, że okno istniało już w chwili zakupu, w obecnym miejscu i formie. Nie dysponowała jednak dokumentacją dotyczącą wykonania otworu ani wiedzą o jego wykonawcy i dokładnej dacie powstania.
PINB przeprowadził kontrolę oraz pozyskał dokumentację archiwalną. W aktach odnaleziono m.in. materiały dotyczące robót z lat 1928, 1935, 1937, 1953, 1957, 1963 i 1967. Dokumentacja ta przedstawiała zmiany w budynku oraz występowanie otworów okiennych na poddaszu, w tym w ścianie granicznej. Nie odnaleziono natomiast dokumentu, który organ uznałby za bezpośrednio potwierdzający legalność obecnego okna o wymiarach 1,10 m × 1,10 m.
Organ I instancji przyjął, że wykonanie otworu stanowiło przebudowę wymagającą uprzedniego pozwolenia na budowę. Uznał zarazem, że brak dokumentacji potwierdzającej legalność robót pozwala zakwalifikować je jako samowolę budowlaną. Na tej podstawie nakazał właścicielce demontaż stolarki i zamurowanie otworu cegłą ceramiczną pełną.
Łódzki WINB utrzymał ww. decyzję w mocy. Organ odwoławczy ocenił, że otwór w pierwotnej postaci mógł powstać między 1963 a 1967 r., zaś później został zmniejszony do obecnych wymiarów. Za istotne uznał też wymagania ochrony przeciwpożarowej dla ściany budynku zlokalizowanej przy granicy działki oraz plany inwestycyjne właściciela sąsiedniej nieruchomości.
W skardze właścicielka lokalu zakwestionowała sposób ustalenia samowoli. Wskazywała, że archiwalna dokumentacja z 1967 r. uwidaczniała otwór okienny w spornej ścianie, a różnica jego wymiarów nie pozwala automatycznie przyjąć, iż obecny stan powstał nielegalnie. Zarzuciła także niepełne postępowanie dowodowe.
Ustalenia Sądu i ratio decidendi
Sąd uznał, że decyzje zostały wydane przedwcześnie, ponieważ organy nie wyjaśniły w sposób wystarczający okoliczności decydujących o możliwości zastosowania trybu przewidzianego w Prawie budowlanym. Podstawą prawną wydanych decyzji był art. 51 ust. 1 pkt 2 w zw. z art. 51 ust. 7 ustawy z 7.7.1994 r. – Prawo budowlane (t.j. Dz.U. z 2026 r. poz. 524; dalej: PrBud). Chodziło zwłaszcza o czas wykonania robót, ich związek z wcześniejszymi projektami i pozwoleniami, możliwość ustalenia inwestora oraz przesłanki stosowania aktualnych wymagań przeciwpożarowych do istniejącego budynku.
Punktem wyjścia rozumowania Sądu było uznanie, że wykucie otworu okiennego w zewnętrznej ścianie szczytowej budynku stanowi przebudowę obiektu budowlanego. Sąd nie zakwestionował zatem samej kwalifikacji robót przyjętej przez organy. Uznał, że ingerencja w zewnętrzną przegrodę budynku wymagała pozwolenia na budowę.
Nie oznaczało to jednak, że organy mogły automatycznie uznać obecny otwór za samowolę budowlaną. Sednem wyroku jest ocena postępowania dowodowego. WSA wskazał, że organy naruszyły zasadę prawdy obiektywnej, obowiązek wyczerpującego zebrania materiału dowodowego oraz obowiązek jego rzetelnej oceny i uzasadnienia decyzji. Niedostatki postępowania dotyczyły trzech wzajemnie powiązanych obszarów.
Po pierwsze, organy nie ustaliły w sposób dostateczny czasu wykonania spornych robót. Organ odwoławczy przyjął, że otwór wykuto w latach 1963–1967, a później zmniejszono go do obecnych rozmiarów. Zdaniem Sądu ustalenie to było jednocześnie nieprecyzyjne i nieprzekonujące w świetle zgromadzonych dokumentów.
W aktach znajdowały się bowiem materiały z 1953 r., dotyczące przebudowy strychu na mieszkanie, oraz dokumentacja z 1957 r., w której uwidoczniono okna na poddaszu w ścianach szczytowych. WSA zwrócił uwagę, że organy nie wyjaśniły, czy już na tych etapach nie przewidziano lub nie wykonano spornej stolarki. Sąd postawił też pytanie, czy adaptacja strychu na lokal mieszkalny mogła prowadzić do zaprojektowania pokoju bez okna, ale nie przesądził odpowiedzi. Wskazał jedynie, że materiał dowodowy wymagał pogłębionej analizy.
Znaczenie miała również dokumentacja z 1967 r. W projekcie związanym z przebudową poddasza uwidoczniono otwieralne okno o wymiarach 1,20 m × 1,50 m. Sąd uznał, że istnienie takiego projektu podważa stanowczą tezę organów, według której brak dokumentu odnoszącego się dokładnie do aktualnych wymiarów okna wystarcza do przypisania samowoli. Z uzasadnienia wynika, że na przestrzeni lat otwór mógł zmienić wymiary, chociażby w związku z wymianą stolarki. Wymagało to jednak ustalenia, a nie przyjęcia w drodze przypuszczenia.
Po drugie, Sąd zakwestionował ustalenia dotyczące inwestora robót. Organy ograniczyły się w zasadzie do stwierdzenia, że nie można ustalić osoby odpowiedzialnej za wykonanie otworu. WSA uznał takie podejście za zbyt powierzchowne. W świetle archiwalnych pozwoleń i informacji o kolejnych przebudowach budynku należało co najmniej podjąć próbę ustalenia, kto realizował poszczególne prace.
Po trzecie, kluczowe znaczenie miało niepełne wyjaśnienie kwestii przeciwpożarowych. Organy uznały, że ściana w granicy działki powinna spełniać wymagania ochrony przeciwpożarowej i że zamurowanie okna jest jedynym rozwiązaniem zapewniającym zgodność z prawem. WSA nie zaakceptował takiego wniosku na podstawie dotychczasowego materiału.
Sąd zwrócił uwagę, że co do zasady przepisów o warunkach technicznych nie stosuje się do budynków istniejących przed wejściem w życie rozporządzenia z 2002 r. Jednocześnie regulacja dopuszcza stosowanie wymogów bezpieczeństwa pożarowego do użytkowanych budynków istniejących, jeżeli na podstawie przepisów odrębnych są one uznawane za zagrażające życiu ludzi.
Według WSA dla zastosowania aktualnych wymagań przeciwpożarowych wobec istniejącego budynku powinny zostać spełnione łącznie dwie przesłanki: budynek musi być użytkowany w okresie obowiązywania rozporządzenia oraz musi zagrażać życiu ludzi. Organy nie przeprowadziły natomiast dowodu pozwalającego stwierdzić, czy istnienie spornego okna powoduje takie zagrożenie.
W konsekwencji Sąd uznał, że przed wydaniem nakazu zamurowania należało najpierw ustalić, czy i na jakiej podstawie aktualne wymagania przeciwpożarowe mają zastosowanie do obiektu, a następnie ocenić jego rzeczywisty stan. Dopiero kompletne ustalenia dotyczące daty robót, ich zgodności z projektami, ewentualnej legalności oraz bezpieczeństwa pożarowego mogą uzasadniać wybór właściwego trybu przewidzianego w Prawie budowlanym.
Praktyczne wnioski
W sprawach dotyczących starych budynków szczególne znaczenie ma uporządkowanie materiału archiwalnego. Brak dokumentacji w posiadaniu aktualnego właściciela nie kończy analizy. Organ powinien samodzielnie zbadać dostępne akta archiwalne, w tym kompletne projekty, pozwolenia, szkice, inwentaryzacje oraz dokumentację dotyczącą wcześniejszych przebudów.
Istotna jest również chronologia. W analizowanej sprawie dokumenty z różnych okresów nie tworzyły jednoznacznego obrazu, ale właśnie z tego powodu nie pozwalały na arbitralne ustalenie daty wykonania okna. W praktyce warto zestawić wszystkie dostępne materiały w porządku czasowym oraz wskazać, co z nich wynika dla danego elementu budynku: jego istnienia, wymiarów, funkcji, sposobu otwierania i możliwych zmian.
Wyrok podkreśla też, że projekt archiwalny nie powinien być traktowany jedynie jako materiał pomocniczy. Jeżeli pochodzi z akt wcześniejszego postępowania budowlanego i został sporządzony przez uprawnionego projektanta, wymaga merytorycznego odniesienia się do jego treści. Organ nie może pominąć takiego dokumentu tylko dlatego, że nie odpowiada on w pełni aktualnemu stanowi technicznemu.
Komentarz
Wyrok nie przesądza o legalności okna ani o braku potrzeby robót dostosowawczych. Eliminuje jednak z obrotu jako przedwczesne decyzje obu instancji nakazujące jego zamurowanie. Ratio decidendi wyroku można więc sprowadzić do następującej zasady: w postępowaniu dotyczącym dawnych robót budowlanych nie wolno zastępować pełnych ustaleń dowodowych domniemaniem samowoli wywiedzionym z braku pojedynczego dokumentu, zwłaszcza gdy akta zawierają archiwalne projekty i pozwolenia mogące wskazywać na inną genezę istniejącego stanu.
Wyrok WSA w Łodzi z 24.7.2026 r., II SA/Łd 837/25
Nie każda wątpliwość uzasadnia kolejnego biegłego
SN postanowieniem z 25.6.2026 r., I CSK 467/26, Legalis, odmówił przyjęcia skargi kasacyjnej do rozpoznania. Skarżący upatrywał podstawy przyjęcia skargi kasacyjnej do rozpoznania w wystąpieniu istotnego zagadnienia prawnego sprowadzającego się do odpowiedzi na pytanie, czy na podstawie art. 278 § 1 KPC sąd orzekający, w sytuacji gdy dotychczas przeprowadzone dowody z opinii biegłych sądowych nie pozwalają na sformułowanie jednoznacznych i kompleksowych wniosków, powinien obligatoryjnie dopuścić dowód z opinii kolejnego biegłego sądowego.
Drugie z przedstawionych zagadnień dotyczyło tego, czy w świetle art. 278 § 1 KPC w zw. z art. 233 § 1 KPC sąd, dokonując kompleksowej oceny zgromadzonego materiału dowodowego, może być traktowany jako „najwyższy biegły” w sprawie, a więc czy – analizując opinie biegłych zawierające odmienne stanowiska i wnioski – powinien przyjąć ustalenia biegłego, który wskazał na błędy w przeprowadzonych procedurach medycznych, mimo że nie był specjalistą z dziedziny zasadniczej dla rozpoznawanej sprawy, tj. chirurgii klatki piersiowej.
Stan sprawy
Powódka była pacjentką pozwanego szpitala. Występowały u niej zaawansowane zmiany obturacyjne, deformacja struktur kostnych klatki piersiowej, przemieszczenie serca na prawą stronę, nieprawidłowa anatomia płuc – rozedmowe i nadmiernie napowietrzone płuco prawe oraz zmniejszone objętościowo i znacznie uciśnięte przez żebra płuco lewe – a także idiopatyczne zapalenie śródmiąższowe typu BOOP. W następstwie deformacji klatki piersiowej oraz niedorozwoju płuca parametry spirometryczne powódki były znacznie obniżone. W sprawie ustalono jednak, że obniżenie tych wskaźników nie stanowiło przeciwwskazania do przeprowadzenia zabiegu, lecz wiązało się z dodatkowym ryzykiem wystąpienia powikłań oddechowych.
Przed przystąpieniem do zabiegu operacyjnego powódka została poinformowana o jego przebiegu oraz o możliwych następstwach i typowych powikłaniach. Poinformowano ją również m.in. o możliwości konieczności zastosowania sztucznej wentylacji za pomocą respiratora, zastosowania dodatkowych leków i czynności medycznych, a także o ryzyku wystąpienia nadmiernego krwawienia, porażenia przepony, niedowładu lub porażenia struny głosowej, zespołu Hornera, zaburzeń gojenia rany, stanów zapalnych w jamie opłucnej lub śródpiersiu oraz krwiaków w okolicy rany. Powódka podpisała oświadczenie, w którym wskazała, że nie ma dodatkowych pytań oraz że została wyczerpująco poinformowana o ryzyku operacyjnym i możliwych powikłaniach.
Zabieg przeprowadzono 21.11.2013 r. Następnie u powódki doszło do rozstroju zdrowia spowodowanego powikłaniami pooperacyjnymi. Ich leczenie wiązało się z przedłużającą się hospitalizacją oraz cierpieniem pacjentki. Ostatecznie powódka opuściła szpital 31.1.2014 r. Następnie wystąpiła przeciwko szpitalowi z powództwem.
Stanowisko sądu powszechnego
Sąd apelacyjny oddalił żądanie powódki, uznając, że wyraziła ona świadomą zgodę na zabieg operacyjny i została w sposób wyczerpujący poinformowana o związanym z nim ryzyku. Sąd uznał również, że nie było podstaw do przyjęcia, iż poinformowanie powódki o ryzyku wystąpienia rzadkiego powikłania doprowadziłoby do odmowy wyrażenia przez nią zgody na operację.
Sąd stwierdził ponadto, że w sprawie nie doszło do błędu medycznego, a rozstrój zdrowia powódki był następstwem powikłań operacyjnych. Leczenie przebiegało z zachowaniem obowiązujących procedur medycznych. Nie było zatem podstaw do przypisania szpitalowi odpowiedzialności za rzadkie następstwa operacji.
W toku postępowania przeprowadzono dowód z opinii biegłego lekarza sądowego – specjalisty torakochirurgii – a także wykorzystano opinie konsultanta krajowego w dziedzinie torakochirurgii. Na ich podstawie ustalono, że w procesie leczenia powódki nie popełniono błędów diagnostycznych, terapeutycznych ani organizacyjnych, których następstwem byłoby przedłużające się leczenie lub uszczerbek na zdrowiu. Zakażenie ujawnione u powódki wiązało się natomiast z florą endogenną lub wtórnie endogenną.
Rozważania SN
SN oparł swoje rozważania na trzech płaszczyznach: istotności przedstawionego zagadnienia prawnego, problematyce prawnej i medycznej oraz zasadności dopuszczenia dowodu z opinii kolejnego biegłego sądowego.
Przypomniał, że powołanie się na występowanie w sprawie istotnego zagadnienia prawnego wymaga sformułowania problemu o charakterze abstrakcyjnym, dotychczas nierozstrzygniętego w orzecznictwie i wymagającego pogłębionej wykładni. Skarżący powinien również przedstawić argumentację, w tym odwołującą się do orzecznictwa, która uzasadniałaby możliwość wystąpienia rozbieżnych ocen prawnych przy stosowaniu określonych przepisów. Istotność zagadnienia powinna przejawiać się zarówno w wadze problemu interpretacyjnego, jak i jego związku z rozpoznawaną sprawą.
SN przytoczył utrwalone w orzecznictwie stanowisko, zgodnie z którym sąd nie ma obowiązku dopuszczenia dowodu z opinii kolejnego biegłego w każdym przypadku, gdy strona uznaje dotychczasową opinię za niekorzystną i oczekuje, że kolejna opinia pozwoli na wykazanie korzystnej dla niej tezy. Potrzeba powołania innego biegłego powinna wynikać z obiektywnych okoliczności sprawy, a nie wyłącznie z niezadowolenia strony z wniosków już sporządzonej opinii (por. m.in. wyrok SN z 15.2.1974 r., II CR 817/73, Legalis; wyrok SN z 18.2.1974 r., II CR 5/74, Legalis; wyrok SN z 5.11.1974 r., I CR 562/74, Legalis; wyrok SN z 27.6.2001 r., II UKN 446/00, Legalis oraz wyrok SN z 29.11.2016 r., II PK 242/15, Legalis).
W uzasadnieniu omawianego postanowienia SN przytoczył również szereg istotnych stanowisk jurydycznych mających znaczenie dla rozpoznawania spraw medycznych.
Po pierwsze, wskazał na odrębność podstaw prawnych roszczeń o zadośćuczynienie. Jedno z nich może znajdować podstawę w art. 4 ust. 1 ustawy z 6.11.2008 r. o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 581) i dotyczyć naruszenia prawa pacjenta do informacji, niezależnie od ostatecznego wyniku zabiegu. Drugie natomiast może być oparte na art. 445 § 1 w zw. z art. 444 § 1 KC i dotyczyć zawinionego spowodowania uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia w następstwie wadliwego leczenia. Roszczenia te mają odrębny charakter i odnoszą się do różnych zdarzeń bezprawnych.
Po drugie, SN przypomniał, że w zakresie przewidywalnych następstw zabiegu operacyjnego mieszczą się również komplikacje szczególnie niebezpieczne dla zdrowia lub życia pacjenta. Pacjent powinien zostać o nich poinformowany, nawet jeżeli występują rzadko. Nie oznacza to jednak obowiązku informowania o wszystkich możliwych, nawet bardzo poważnych następstwach zabiegu, niezależnie od rodzaju procedury i prawdopodobieństwa ich wystąpienia. Zakres obowiązku informacyjnego zależy od charakteru i celu zabiegu, w tym od tego, czy jest on podejmowany ze wskazań bezwzględnych, względnych czy też ma charakter kosmetyczny. W przypadku zabiegu podejmowanego ze wskazań bezwzględnych lekarz powinien wyjaśnić pacjentowi przede wszystkim jego cel, charakter oraz zwykłe następstwa.
Po trzecie, nie jest możliwe poinformowanie pacjenta o wszystkich następstwach zabiegu, których nie sposób przewidzieć albo które mają charakter wyjątkowy.
Komentarz
Spory medyczne mają złożony charakter. W większości z nich konieczne jest przeprowadzenie dowodu z opinii biegłego sądowego ze względu na potrzebę wykorzystania wiadomości specjalnych. Złożoność sprawy, trudności ze znalezieniem biegłego posiadającego właściwą specjalizację oraz czas niezbędny do sporządzenia opinii należą do czynników wpływających na długość postępowania.
Z aprobatą należy zatem przyjąć stanowisko SN w zakresie dotyczącym dopuszczania kolejnych dowodów z opinii biegłych sądowych. Sam fakt, że strona nie zgadza się z treścią dotychczasowej opinii albo uznaje ją za niekorzystną dla swojego stanowiska procesowego, nie może prowadzić automatycznie do konieczności powołania kolejnego biegłego. Potrzeba przeprowadzenia takiego dowodu powinna wynikać z obiektywnych okoliczności sprawy, w szczególności z niejasności, niezupełności lub sprzeczności opinii, których nie można usunąć w inny sposób.
Rozważania SN pozostają zgodne z dotychczasowym kierunkiem orzecznictwa odnoszącego się zarówno do obowiązku informacyjnego lekarza, jak i do rozróżnienia podstaw odpowiedzialności za naruszenie praw pacjenta oraz za uszkodzenie ciała lub rozstrój zdrowia spowodowane wadliwym leczeniem.
Treść zagadnień sformułowanych przez skarżącego uzasadnia również stanowisko SN, że w sprawie nie wystąpiło istotne zagadnienie prawne w rozumieniu przepisów regulujących przyjęcie skargi kasacyjnej do rozpoznania. Pytania zmierzały bowiem w znacznej mierze do zakwestionowania sposobu oceny materiału dowodowego w konkretnej sprawie oraz wyników przeprowadzonych opinii biegłych, a nie do rozstrzygnięcia nowego, abstrakcyjnego problemu prawnego wymagającego wypowiedzi Sądu Najwyższego.
Postanowienie SN z 25.6.2026 roku, I CSK 467/26, Legalis
Koniec ubezwłasnowolnienia. Nowy system wspieranego podejmowania decyzji
Najważniejsze zmiany:
- likwidacja ubezwłasnowolnienia całkowitego i częściowego osób pełnoletnich;
- wprowadzenie umowy asysty prawnej jako pozasądowej formy faktycznego wsparcia;
- ustanowienie kuratora wspierającego i kuratora reprezentującego, z zakresem działania określanym przez sąd;
- wprowadzenie pełnomocnictwa rejestrowanego na wypadek przyszłej niemożności samodzielnego kierowania swoim postępowaniem;
- przepisy przejściowe dotyczące osób już ubezwłasnowolnionych i toczących się postępowań.
Uwagi ogólne
Projekt przewiduje uchwalenie ustawy o instrumentach wspieranego podejmowania decyzji oraz zmienia m.in. KC, KPC oraz ustawę z 14.2.1991 r. – Prawo o notariacie (t.j. Dz.U. z 2026 r. poz. 614; dalej: PrNot).
Zgodnie z uzasadnieniem reforma ma zastąpić model oparty na pozbawieniu albo ograniczeniu zdolności do czynności prawnych systemem wsparcia dostosowanym do sytuacji konkretnej osoby. Przy stosowaniu nowych instrumentów uwzględniane mają być jej wola, potrzeby i interesy oraz wcześniej wyrażane poglądy.
Koniec ubezwłasnowolnienia osób pełnoletnich
Projektowany art. 12 KC ma stanowić, że zdolności do czynności prawnych nie mają osoby, które nie ukończyły 13 lat. Uchyleniu ma podlegać art. 13 KC dotyczący ubezwłasnowolnienia całkowitego. Zmieniony art. 15 KC będzie wiązał ograniczoną zdolność do czynności prawnych wyłącznie z małoletnością po ukończeniu 13 lat.
Osoba pełnoletnia nie będzie więc mogła zostać pozbawiona ani ograniczona w zdolności do czynności prawnych na podstawie orzeczenia o ubezwłasnowolnieniu. Ustanowienie kuratora reprezentującego również nie spowoduje pozbawienia ani ograniczenia jej zdolności do czynności prawnych. Sąd określi jednak sprawy, w których kurator może działać w imieniu osoby wspieranej albo w których osoba ta może działać wyłącznie za zgodą kuratora.
Asystent prawny
Art. 3–9 projektu regulują umowę asysty prawnej. Pomoc może obejmować obecność przy dokonywaniu czynności prawnych, wyjaśnianie ich znaczenia i skutków, gromadzenie informacji oraz przekazywanie oświadczenia woli osoby wspieranej w jej obecności.
Asystent nie będzie mógł zastępować osoby wspieranej ani działać w jej imieniu. Umowa będzie wymagała formy pisemnej pod rygorem nieważności. Dopuszczalne będzie korzystanie z więcej niż jednego asystenta.
Kurator wspierający i kurator reprezentujący
Kurator wspierający będzie ustanawiany dla osoby pełnoletniej potrzebującej faktycznego wsparcia w prowadzeniu spraw, jeżeli ochrona jej interesów nie wymaga ustanowienia kuratora reprezentującego. Sposób i zakres wsparcia określi sąd. Kurator nie będzie mógł działać zamiast osoby wspieranej. Co do zasady zostanie ustanowiony na jej wniosek, a z urzędu tylko za jej zgodą.
Kurator reprezentujący będzie mógł zostać ustanowiony, jeżeli osoba pełnoletnia w określonym zakresie nie jest w stanie postrzegać lub oceniać rzeczywistości albo samodzielnie kierować swoim postępowaniem, a jego ustanowienie jest konieczne dla ochrony jej praw lub interesów. Sąd określi sprawy, w których czynności wykona kurator albo osoba wspierana będzie mogła ich dokonać za jego zgodą. Kurator może zostać ustanowiony do konkretnej sprawy, spraw określonego rodzaju albo wszelkich spraw.
Przy wyborze kuratora sąd ma w pierwszej kolejności kierować się wskazaniem osoby potrzebującej wsparcia. Kuratelę ustanowi na czas oznaczony, co do zasady nie dłuższy niż 5 lat. Jeżeli sąd ustali, że przesłanki ustanowienia kuratora reprezentującego nie mogą się zmienić, okres ten może wynosić do 10 lat. Ważniejsze czynności dotyczące osoby lub jej majątku, w tym zbycie nieruchomości, odrzucenie spadku albo przyjęcie do placówki zapewniającej całodobową opiekę, będą wymagały zezwolenia sądu.
Pełnomocnictwo rejestrowane
Projektowany art. 10910 KC pozwoli osobie pełnoletniej, dla której nie ustanowiono kuratora reprezentującego, udzielić pełnomocnictwa na wypadek, gdyby w przyszłości ze względu na stan zdrowia nie była w stanie samodzielnie kierować swoim postępowaniem.
Oświadczenie mocodawcy będzie składane osobiście w formie aktu notarialnego i będzie podlegało wpisowi do Rejestru Pełnomocnictw. Pełnomocnictwo obejmie sprawy osobiste i majątkowe, w tym wyrażanie w jego imieniu zgody albo odmowy zgody na udzielanie świadczeń zdrowotnych oraz reprezentację przed sądami, innymi organami władzy publicznej oraz sądami polubownymi. Nie obejmie umocowania do głosowania w wyborach w jego imieniu.
Umocowanie powstanie dopiero z chwilą wpisania przez notariusza protokołu poświadczenia pełnomocnictwa rejestrowanego do Rejestru Pełnomocnictw. Podstawę sporządzenia protokołu będą stanowiły dwa zaświadczenia lekarskie stwierdzające, że mocodawca ze względu na stan zdrowia nie jest w stanie samodzielnie kierować swoim postępowaniem. Zaświadczenia będą musiały być wystawione nie wcześniej niż 3 miesiące przed sporządzeniem protokołu. Nad wykonywaniem pełnomocnictwa będzie sprawował nadzór sąd.
Osoby dotychczas ubezwłasnowolnione
Osoba ubezwłasnowolniona całkowicie stanie się z dniem wejścia ustawy w życie osobą tymczasowo wspieraną, a jej dotychczasowy opiekun prawny – tymczasowym kuratorem reprezentującym do prowadzenia wszelkich spraw w jej imieniu. W przypadku ubezwłasnowolnienia częściowego dotychczasowy kurator stanie się tymczasowym kuratorem reprezentującym do prowadzenia spraw określonego rodzaju, w zakresie wynikającym z dotychczasowego orzeczenia sądu.
Rozwiązanie będzie obowiązywało do rozstrzygnięcia sprawy w przedmiocie kurateli reprezentującej, nie dłużej niż 5 lat. Jeżeli tymczasowy kurator nie złoży wniosku w ciągu 4 lat od wejścia ustawy w życie, postępowanie zostanie wszczęte z urzędu. Toczące się postępowania o ubezwłasnowolnienie, jego zmianę albo uchylenie będą dalej prowadzone jako sprawy o ustanowienie albo zmianę kuratora reprezentującego albo zwolnienie kuratora reprezentującego.
Etap legislacyjny
17.6.2026 r. odbyło się pierwsze czytanie rządowego projektu ustawy o instrumentach wspieranego podejmowania decyzji (druk sejmowy nr 2645). Projekt skierowano do Komisji Polityki Społecznej i Rodziny oraz Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka. Na początek września 2026 r. zaplanowano wysłuchanie publiczne.
Podjęcie próby mediacyjnej już nie zawiesi biegu terminu przedawnienia
Opisany przez „Rzeczpospolitą” już 15 lipca projekt nowelizacji Kodeksu cywilnego, który ujednolica terminy przedawnienia (głównie je skracając do trzech lat) przygotowała Komisja Kodyfikacyjna Prawa Cywilnego. Dodatkowo określa on na nowo również kwestie przerwania terminów oraz zawieszenia ich biegu.
Jeszcze do 30.6.2022 r. zawezwanie do próby ugodowej przerywało bieg terminu przedawnienia, co powodowało, że był on liczony od nowa. Obecnie, zgodnie z art. 121 KC, wszczęcie postępowania pojednawczego, a także mediacji, jedynie zawiesza bieg terminu przedawnienia na czas trwania postępowania. Komisja Kodyfikacyjna Prawa Cywilnego chce jednak pójść dalej i tak zmienić przepisy, by postępowania polubowne (a także przeszkoda w dochodzeniu roszczeń spowodowana siłą wyższą) nie powodowały już nawet zawieszenia biegu terminu przedawnienia.
– Są to stany krótkotrwałe i nie ma potrzeby, by wstrzymywały bieg terminu przedawnienia, tym bardziej, że z wyjątkiem nielicznych terminów krótszych niż dwa lata, upływa on na koniec roku kalendarzowego (proj. art. 1166 § 1 KC). Wystarczające jest w takim wypadku zagwarantowanie uprawnionemu minimalnego okresu na wytoczenie powództwa. Jeżeli bowiem sprawa trafia do mediacji albo postępowania pojednawczego, uprawniony jest już zasadniczo przygotowany do dochodzenia roszczenia i w razie niepowodzenia tych postępowań może wytoczyć powództwo w ciągu trzech miesięcy (proj. art. 11611 § 1 KC) – czytamy w uzasadnieniu. Zasada ta nie będzie miała zastosowania do mediacji prowadzonej w toku procesu, ponieważ wówczas bieg terminu przedawnienia ma być zawieszany na podstawie proj. art. 11613 KC.
– W przypadku siły wyższej nie można oczekiwać od uprawnionego niezwłocznego wniesienia pozwu po ustaniu przeszkody, stąd termin minimalny wynosi sześć miesięcy (proj. art. 11611 § 2 KC) – zaznaczają projektodawcy.
Jak te zmiany wpłyną na praktykę?
– Na pewno nie zachęcą do mediacji i postępowań pojednawczych. Szczególnie te ostatnie, ponownie (po odebraniu im skutku przerwania przedawnienia w 2022 r.) stracą na znaczeniu i będziemy je widywać w sądach jeszcze rzadziej. A szkoda – komentuje mec. Adam Zwierzyński, adwokat z kancelarii Radzikowski, Szubielska i Wspólnicy.
Przerwanie biegu tylko w jednym przypadku
Znacznie ograniczony zostanie również katalog przypadków, skutkujących przerwaniem biegu terminu przedawnienia. Dziś, zgodnie z art. 123 KC bieg ten przerywa się:
- przez każdą czynność przed sądem lub innym organem powołanym do rozpoznawania spraw lub egzekwowania roszczeń albo przed sądem polubownym, przedsięwziętą bezpośrednio w celu dochodzenia lub ustalenia albo zaspokojenia lub zabezpieczenia roszczenia (w praktyce najczęściej przez skuteczne wniesienie pozwu czy skierowanie wniosku o wszczęcie egzekucji),
- przez uznanie roszczenia przez osobę, przeciwko której roszczenie przysługuje.
Komisja Kodyfikacyjna Prawa Cywilnego w projekcie nowelizacji KC proponuje, by przerwanie biegu przedawnienia (które powoduje, że jego termin biegnie od początku) było możliwe tylko w jednej sytuacji – uznania roszczenia przez zobowiązanego.
Natomiast wszczęcie postępowania sądowego lub egzekucyjnego miałoby powodować tylko zawieszenie biegu terminu przedawnienia na czas trwania postępowania.
Jeśli sąd zasądzi roszczenie, wówczas przed wierzycielem otwierać ma się nowy, 10-letni termin przedawnienia (dziś wynosi on sześć lat). Z tym, że w odróżnieniu od obecnych przepisów wszczęcie egzekucji komorniczej nie będzie powodowało, że termin zacznie biec od początku, a jedynie zostanie on zawieszony na czas trwania postępowania komorniczego. W dodatku autorzy zmian proponują wprowadzenie swoistego bezpiecznika mającego zapobiec sytuacji, w której po kilkukrotnych nieudanych próbach wyegzekwowania długu przez komornika roszczenie się przedawni. Zgodnie z proj. art. 11613 § 2 KC, jeżeli przed upływem terminu przedawnienia uprawniony wszczął postępowanie egzekucyjne albo zgłosił wierzytelność w postępowaniu upadłościowym, termin przedawnienia nie może upłynąć wcześniej niż trzy lata po jego zakończeniu.
W dodatku zgodnie z proj. art. 11613 § 1 KC, jeżeli przed upływem terminu przedawnienia wierzyciel wniósł pozew, który z jakichś powodów nie doprowadził do zasądzenia roszczenia, wówczas termin przedawnienia może upłynąć wcześniej niż rok po zakończeniu postępowania.
– Chodzi o sytuację, gdy wytoczenie powództwa było procesowo skuteczne, ale nie doprowadziło do zasądzenia ani ustalenia roszczenia. W praktyce raczej nie będą to częste przypadki – tłumaczy prof. Piotr Machnikowski z komisji kodyfikacyjnej.
Zdaniem mec. Agaty Jóźwiak z kancelarii Wardyński i Wspólnicy, rozwiązanie, w którym wniesienie pozwu nie będzie powodować przerwania biegu przedawnienia, a jedynie jego zawieszenie, byłoby bardzo kłopotliwe, gdyby nie bezpiecznik w postaci wydłużenia terminu przedawnienia o jeden rok.
Podobnego zdania jest mec. Adam Zwierzyński.
– Moim zdaniem jest to zmiana akceptowalna. Sytuacji, w których zachodzi potrzeba ponownego wnoszenia powództwa po wyroku oddalającym jest w praktyce niewiele (z uwagi na powagę rzeczy osądzonej). Przykładem takiej sytuacji jest oddalenie powództwa ze względu na nadużycie prawa podmiotowego (art. 5 KC), które nie pozbawia powoda możliwości wniesienia powództwa w przyszłości, jeżeli przesłanki faktyczne, które były podstawą oddalenia, przestaną istnieć – mówi mec. Adam Zwierzyński.
– Oznacza to w praktyce, że po zakończeniu sprawy nowy termin zostanie wyznaczony przez dodanie czasu, który pozostawał powodowi w chwili składania pozwu. Tylko jeśli czas ten byłby krótszy niż rok, zgodnie z nowelizacją, zostałby przedłużony do roku – dodaje.
Wniosek o zabezpieczenie
Projekt odstępuje od zasady, zgodnie z którą czynności podjęte przed sądem (lub innym właściwym organem) w celu dochodzenia, ustalenia, zabezpieczenia czy zaspokojenia roszczenia przerywają bieg terminu przedawnienia i rozpoczyna się on na nowo. Bez wpływu na bieg terminu będzie np. wniesienie wniosku o zabezpieczenie roszczenia czy nadanie klauzuli wykonalności.
Jak tłumaczą projektodawcy, przedprocesowy wniosek z istoty swojej składany jest wówczas, gdy wierzyciel dysponuje już informacjami wystarczającymi do wytoczenia powództwa i jedynie nieznacznie poprzedza on jego wytoczenie (w razie jego uwzględnienia uprawniony ma 14 dni na wniesienie pozwu). Dlatego też nie powinien wpływać na bieg przedawnienia.
– Przedawnienie należy bowiem postrzegać jako czas dany wierzycielowi na dochodzenie albo egzekwowanie roszczenia, i to te czynności powinny zapobiegać upływowi terminu. Co więcej, nie ma powodu, by biegiem przedawnienia manipulować za pomocą bezzasadnych wniosków o zabezpieczenie, o złożeniu których dłużnik nawet się nie dowiaduje – czytamy w uzasadnieniu.