Grzywna za nieprzekazanie w terminie przez organ skargi do sądu administracyjnego w czasie pandemii
Wniosek o udostępnienie informacji publicznej
F.B. wniósł do Rektora Uniwersytetu w K. wniosek o udostępnienie informacji publicznej a wobec braku reakcji organu, skargę na jego bezczynność. Ponieważ organ nie przekazał jej w ustawowo określonym terminie, F.B. wystąpił do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Krakowie domagając się wymierzenia Rektorowi Uniwersytetu w K. grzywny za nieprzekazanie skargi wraz z odpowiedzią i aktami sprawy. Z art. 21 pkt 1 ustawy z 6.9.2001 r. o dostępie do informacji publicznej (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 2176) wynika, że termin na przekazanie sądowi skargi wraz z odpowiedzią i kompletem akt wynosi 15 dni od dnia otrzymania skargi, zaś Rektor Uniwersytetu w K. przekazał skargę 2 tygodnie po upływie tego terminu.
W odpowiedzi na wniosek organ zwrócił się o odstąpienie od wymierzania grzywny. Jak wyjaśniono, skarga została przekazana z opóźnieniem z powodu trudności organizacyjnych w funkcjonowaniu uczelni w okresie najwyższego stanu pandemicznego w kraju. Organ podkreślił, że w tym okresie uczelnia funkcjonowała w sposób niestandardowy, pracownicy pozostawali na pracy zdalnej, dlatego pomimo dołożenia wszelkich starań zachowanie ustawowego terminu nie było możliwe.
Przesłanki wymierzenia grzywny za nieprzekazanie akt
WSA w Krakowie oddalił wniosek o wymierzenie grzywny. Zgodnie z art. 55 § 1 ustawy z 30.8.2002 r. Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 2325 ze zm.; dalej: PostAdmU), w razie niezastosowania się przez organ do obowiązku przekazania w terminie skargi do sądu, sąd na wniosek skarżącego może orzec o wymierzeniu organowi grzywny. Celem tego przepisu jest dyscyplinowanie organów do terminowego wykonania obowiązków określonych w art. 54 § 2 PostAdmU lub w przepisach szczegółowych. Sąd stwierdził, że wymierzenie grzywny nie jest jednak obligatoryjne. Dlatego nawet przy przekroczeniu terminu należy uwzględniać specyfikę i charakter danej sprawy, a także rozmiary zwłoki w przekazaniu skargi (zob. postanowienie NSA z 15.11.2011 r., I OZ 841/11, Legalis).
Sąd uznał, że opóźnienie nie było znacznie oraz podkreślił, iż w momencie składania wniosku o wymierzenie grzywny organ nie pozostawał już w stanie opóźnienia. Sąd wziął pod uwagę, że w sytuacji stanu epidemii i znacznej liczby zachorowań znaczna część pracowników Uniwersytetu w K. wykonywała pracę w formie zdalnej. Przy zmniejszonej obsadzie należało w pierwszej kolejności zapewnić bieżące funkcjonowanie uczelni w zakresie jej podstawowych obowiązków związanych z kształceniem. W uzasadnieniu postanowienia uznano, że wskazane okoliczności usprawiedliwiały przekazanie do Sądu skargi na bezczynność organu z 14-dniowym opóźnieniem.
NSA: Sam stan pandemii nie usprawiedliwia opóźnień w działaniu organów
Naczelny Sąd Administracyjny uchylił zaskarżone postanowienie i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania WSA w Krakowie. W uzasadnieniu postanowienia stwierdzono, że nałożenie grzywny za przekroczenie terminu z art. 54 § 2 PostAdmU wiąże się z funkcją represyjną, bowiem możliwość nałożenia grzywny na organ realizuje konstytucyjne prawo do rozpoznania sprawy sądowej bez nieuzasadnionej zwłoki. Wymierzenie grzywny pełni także funkcję prewencyjną, ponieważ służy zapobieganiu naruszeniom prawa w przyszłości, nie tylko przez ukarany organ, ale i przez pozostałe organy (zob. uchwała NSA z 3.11.2009 r., II GPS 3/09, Legalis).
NSA uznał, że motywacja organu i okres naruszenia obowiązku z art. 54 § 2 PostAdmU może mieć wpływ na ocenę, czy nałożenie grzywny w określonej wysokości znajduje w danej sytuacji uzasadnienie (zob. postanowienie NSA z 22.5.2014 r., I OZ 382/14, Legalis). W okolicznościach tej sprawy lakoniczne wyjaśnienia organu odnoszące się do przyczyn nieprzekazania w terminie skargi do sądu zostały uznane za niewystarczające. NSA stwierdził, że trudności związane z epidemią i zmienionym trybem pracy urzędu mogą stanowić podstawę odstąpienia od wymierzenia grzywny z art. 55 § 1 PostAdmU, jednak organ powinien te okoliczności co najmniej uprawdopodobnić.
Dodatkowo wskazano, że ustawodawca do chwili uchylenia art. 15zzs ust. 11 ustawy z 2.3.2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych (Dz.U. z 2020 r. poz. 374) przyjmował, że zaprzestanie czynności przez sąd, organ lub podmiot, prowadzące odpowiednio postępowanie lub kontrolę, w okresie stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii ogłoszonego z powodu COVID-19, nie może być podstawą wywodzenia środków prawnych dotyczących bezczynności, przewlekłości lub naruszenia prawa strony do rozpoznania sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki. Uchylenie tej regulacji oznacza, że od 16.5.2020 r. samo powołanie się na zaprzestanie czynności z powodu koronawirusa nie stanowi automatycznej podstawy do przyjęcia braku odpowiedzialności organu za istniejący stan bezczynności. Twierdzenia te można odnieść także do obowiązku przekazania skargi do sądu.
NSA stwierdził, że choć w pracy Uniwersytetu w K. mogły wystąpić okoliczności usprawiedliwiające nieprzekazanie skargi w terminie, to organ tego nie uprawdopodobnił. Rektor Uniwersytetu w K. powinien bowiem wskazać konkretne ograniczenia funkcjonowania w okresie pomiędzy wniesieniem skargi a jej przekazaniem do sądu np. kwarantanna konkretnych pracowników i jej wpływ na działalność jednostki. Powołanie się na funkcjonowanie uczelni w sposób niestandardowy i na pozostawanie nieokreślonej liczby pracowników na pracy zdalnej nie pozwala na zweryfikowanie argumentów organu. NSA podkreślił, że przyjęcie, iż już samo twierdzenie organu przesądza o niezasadności wniosku, byłoby sprzeczne z obowiązującą w postępowaniu sądowoadministracyjnym zasadą równości stron.
Pracodawcy tną to, co dał rząd
Pomysłowość polskich przedsiębiorców zaskoczyła rząd Mateusza Morawieckiego. Okazało się, że część z nich planuje skonsumować korzystne dla pracowników zmiany Polskiego Ładu. Podwyższenie kwoty wolnej od podatku i wprowadzenie ulgi dla klasy średniej dla zarabiających na poziomie minimalnego wynagrodzenia (w 2022 r. jest to 3010 zł brutto) miało dać im ponad 150 zł podwyżki miesięcznie. Do rządu docierają już jednak głosy, że niektóre firmy obniżają pracownikom wynagrodzenie, by dostosować wysokość ich pensji do zmienionych przepisów podatkowych. Pracownik nic na Polskim Ładzie nie zyska, ale pracodawca oszczędza na obniżonych kosztach jego zatrudnienia.
Zakładając około 200 zł oszczędności na każdym takim pracowniku (z uwzględnieniem obniżki składek ZUS płaconych z kieszeni pracodawcy), może się okazać, że im więcej takich pracowników obejmie taka optymalizacja, tym większe będą oszczędności przedsiębiorcy. Przy stu pracownikach oszczędności przedsiębiorcy wyniosą prawie ćwierć miliona złotych. Gdy takich pracowników jest tysiąc, roczne oszczędności wyniosą już dwa i pół miliona złotych. To kusząca perspektywa dla wielu firm, które w związku z wejściem w życie Polskiego Ładu spodziewają się podwyższenia kosztów prowadzonej działalności.
Kontra rządu
Z ustaleń „Rzeczpospolitej” wynika, że we wtorek w Ministerstwie Rodziny i Polityki Społecznej ma się odbyć konferencja z udziałem przedstawicieli ZUS i Państwowej Inspekcji Pracy. Można się spodziewać, że padną na niej ostre słowa pod adresem przedsiębiorców, którzy zamierzają obciąć pracownikom podwyżki, jakie miał dać im Polski Ład – sztandarowy program rządu Mateusza Morawieckiego.
Już w sylwestra na stronach ZUS pojawiła się enigmatyczna informacja zapowiadająca walkę ZUS i Państwowej Inspekcji Pracy z nieuczciwymi praktykami pracodawców.
– Pracownik, który po wprowadzeniu Polskiego Ładu ma wątpliwości, jak pracodawca rozliczył wynagrodzenie i składki, może zgłosić się do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych oraz Państwowej Inspekcji Pracy. W związku z napływającymi sygnałami od pracowników reagujemy natychmiast wspólnie z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych oraz Państwową Inspekcją Pracy – podkreśliła w tym komunikacie Marlena Maląg, minister rodziny i polityki społecznej.
– Wątpliwości pracownika co do naliczania składek przez pracodawcę wyjaśni ZUS, a nieuczciwymi praktykami zajmie się Państwowa Inspekcja Pracy. Nie ma naszej zgody na próby wykorzystania przepisów na niekorzyść pracowników – dodała szefowa Ministerstwa Rodziny.
Decyzja przedsiębiorcy
Może się jednak okazać, że zarówno ZUS, jak i PIP będą miały niewiele możliwości przeciwdziałania takim praktykom. Zgodnie z prawem pracy każdy pracodawca może w dowolnym czasie obniżać wynagrodzenia.
– Przedsiębiorcy, zmieniając umowy pracowników, będą musieli wręczyć im wypowiedzenia zmieniające i uzasadnić obniżkę wynagrodzenia brutto – komentuje dr Artur Rycak z Rycak Kancelaria Prawa Pracy i HR. – W orzecznictwie sądów pracy uznaje się jednak, że optymalizacja kosztów działalności gospodarczej, w tym obniżka wynagrodzeń, może być uzasadnioną przyczyną wypowiedzenia umowy o pracę, a sąd pracy nie może badać decyzji gospodarczej pracodawcy w tym zakresie. Wydaje się więc, że jeśli pracownicy odwołają się od takich wypowiedzeń do sądu, to nie mają większych szans, aby zakwestionować te obniżki.
Przy zmianie wysokości wynagrodzeń wszystkich pracowników przez wypowiedzenia zmieniające firmy będą musiały wejść jednak w procedury zwolnień grupowych.
– Związki zawodowe mogą zablokować tego typu zmiany, o ile ich siła jest na tyle duża, że pracodawca będzie się obawiał eskalacji protestów – dodaje mec. Artur Rycak.
Rafał Kania radca prawny, partner w kancelarii Sendero Tax & Legal
Biorąc pod uwagę zakres zmian, jakie Polski Ład wprowadza w finansach wielu firm, nie dziwi mnie, że znajdują się przedsiębiorcy, którzy szukają możliwości optymalizacji kosztów swej działalności. Wydaje się, że ZUS i Państwowej Inspekcji Pracy trudno będzie zakwestionować przeprowadzoną przez przedsiębiorców, zgodnie z prawem pracy, obniżkę wynagrodzeń brutto pracowników, by w ten sposób zniwelować korzystne dla nich zmiany podatkowe. Byłbym jednak z tym bardzo ostrożny, gdyż takie działania mogą zostać zakwestionowane przez urząd skarbowy. Wystarczy, że uzna on taką obniżkę za niedozwoloną optymalizację podatkową. Przepisy podatkowe są bowiem na tyle ogólne, że jestem sobie w stanie to wyobrazić, zwłaszcza przy surowym podejściu. Dla urzędów skarbowych taka forma optymalizacji podatkowej będzie jednak zupełną nowością.
Moc dowodowa danych ze strony internetowej
Kontrola drogowa
W grudniu 2019 r. funkcjonariusze Policji podczas kontroli drogowej stwierdzili, że K.S. w obszarze zabudowanym przekroczyła dopuszczalną prędkość o 21 km/h. Funkcjonariusze ustalili, że pojazd miał niesprawne lewe światło mijania, więc zatrzymali dowód rejestracyjny z zakazem dalszej jazdy z uwagi na złe warunki pogodowe. Kierująca odmówiła przyjęcia mandatu, nie zastosowała się do polecenia zakazu dalszej jazdy i odjechała z miejsca kontroli.
Następnie K.S. wniosła skargę na czynność Komendanta Miejskiego Policji w K. w przedmiocie zatrzymania dowodu rejestracyjnego pojazdu oraz odrębną skargę na działania kontrolujących ją funkcjonariuszy. Twierdziła, że do zatrzymania doszło rano, było widno i oprócz niesprawnego światła mijania nie było żadnych innych zastrzeżeń co do stanu technicznego pojazdu. Zdaniem skarżącej zatrzymanie dowodu rejestracyjnego wynikało z niechęci funkcjonariuszy wobec niej a nie dążenia do zapewnienia bezpieczeństwa na drodze. W odpowiedzi na skargę organ wskazał, że zakazanie przez policjanta K.S. dalszej jazdy autem wynikało z charakteru stwierdzonej usterki oraz warunków na drodze – zatrzymania dokonano na górskiej drodze podczas rozpoczynających się opadów śniegu. Z relacji funkcjonariuszy wynika, że kierującej wydano polecenie usunięcia usterki na miejscu, jednak odmówiła jego wykonania z uwagi na brak zapasowej żarówki i nieumiejętność przeprowadzenia naprawy. Organ stwierdził, że skoro skarżąca poruszała się po drodze publicznej pojazdem niespełniającym wymogów w zakresie obowiązkowego wyposażenia czy utrzymania świateł, to funkcjonariusze byli zobligowani do zatrzymania dowodu rejestracyjnego samochodu zgodnie z art. 132 ust. 1 pkt 1 lit. a ustawy z 20.6.1997 r. Prawo o ruchu drogowym (t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 450 ze zm.; dalej: PrDrog).
WSA – organ musi wykazać, że zatrzymanie dowodu rejestracyjnego było konieczne
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie stwierdził bezskuteczność zaskarżonej czynności. Jak wyjaśniono, zgodnie z art. 66 ust. 1 pkt 1 PrDrog, pojazd uczestniczący w ruchu ma być tak zbudowany, wyposażony i utrzymany, aby korzystanie z niego nie zagrażało bezpieczeństwu osób nim jadących lub innych uczestników ruchu, nie naruszało porządku ruchu na drodze i nie narażało kogokolwiek na szkodę. Na mocy art. 132 ust. 1 pkt 1a PrDrog, policjant zatrzyma dowód rejestracyjny w razie stwierdzenia lub uzasadnionego przypuszczenia, że pojazd zagraża bezpieczeństwu w szczególności po wypadku drogowym, w którym zostały uszkodzone zasadnicze elementy nośne konstrukcji nadwozia, podwozia lub ramy. Sąd stwierdził, że Komendant Miejski Policji w K. nie uzasadnił, dlaczego w stosunku do skarżącej koniecznym było bezterminowe zatrzymanie dowodu rejestracyjnego. Organ nie wykazał bowiem, że warunki pogodowe oraz charakter drogi miały bezpośredni wpływ na ocenę bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Skarżąca twierdzi, że był to słoneczny dzień i panowały dobre warunki drogowe a ona jechała dobrze widocznym samochodem. Sąd wskazał, że z informacji meteorologicznych dostępnych w Internecie wynika, iż w czasie i miejscu kontroli temperatura wynosiła 4 stopnie ciepła i nie było opadów śniegu. Dodatkowo stwierdził, że obecnie kierowca, nawet gdy ma zapasową żarówkę, najczęściej nie jest w stanie sam wymienić oświetlenie w samochodzie bez zaangażowania profesjonalnego serwisu.
NSA – komunikat ze strony internetowej jako dowód
Naczelny Sąd Administracyjny uchylił zaskarżony wyrok i oddalił skargę. Jak pokreślono, podstawą orzekania przez sąd administracyjny jest materiał dowodowy zgromadzony przez organ administracji publicznej w toku postępowania. Ustawodawca w art. 106 § 3 i § 5 ustawy z 30.8.2002 r. Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 2325 ze zm.; dalej: PostAdmU) dopuszcza możliwość przeprowadzenia przez sąd dowodu uzupełniającego z dokumentu. Z uzasadnienia zaskarżonego wyroku wynika, że Sąd I instancji orzekł posługując się informacją meteorologiczną dostępną w internecie, jednak nie włączył do akt żadnego dokumentu, który mógłby stanowić przedmiot dowodu. Informacja o stanie pogody nie została w żadnej formie utrwalona w sposób umożliwiający uznanie jej za spełniający wymóg dokumentu (zob. wyrok NSA z 13.11.2020 r., I OSK 1298/20, Legalis). Brak wydruku i umieszczenia w aktach sprawy komunikatu ze strony internetowej, która jest źródłem informacji, ale podlega zmianom w czasie oznacza, że Sąd orzekał na podstawie niedopuszczalnego dowodu.
Niesprawne światła auta obligują Policję do zatrzymania dowodu rejestracyjnego
NSA wyjaśnił, że zatrzymanie dowodu rejestracyjnego ma na celu przede wszystkim ochronę bezpieczeństwa ruchu drogowego przez czasowe wycofanie z ruchu tych pojazdów, które ze względu na niesprawność techniczną mogą zagrażać innym uczestnikom ruchu. Z art. 132 ust. 1 pkt 1-7 PrDrog wprost wynika, że w razie ujawnienia okoliczności wymienionych w tej regulacji, zatrzymanie dowodu rejestracyjnego jest obowiązkowe. Nie każda wada techniczna pojazdu zagraża bezpieczeństwu ruchu, jednak za wady techniczne, których wystąpienie stwarza realne niebezpieczeństwo doprowadzenia do wypadku drogowego uznaje się wady w układzie świateł. NSA wskazał, że w art. 66 ust. 1 i 2 PrDrog ustawodawca wprowadza obowiązek wyposażenia pojazdu w odpowiednie oświetlenie oraz utrzymanie tego oświetlenie w należytym stanie, zaś w art. 51 ust. 1 PrDrog nakłada na kierującego pojazdem obowiązek używania świateł mijania przez całą dobę, niezależnie od panujących warunków atmosferycznych.
W uzasadnieniu wyroku podkreślono, że art. 132 ust. 1 pkt 1 lit. a PrDrog nie wprowadza żadnego elementu uznaniowości. Skoro więc funkcjonariusze Policji stwierdzili, że K.S. poruszała się po drodze publicznej pojazdem z niesprawnymi światłami mijania, to zatrzymanie dowodu rejestracyjnego było zgodne z prawem. Użyte art. 132 ust. 1 pkt 1 lit. a PrDrog pojęcie stwarzania lub uzasadnionego przypuszczenia stwarzania przez pojazd zagrożenia bezpieczeństwa odnoszone być musi do nałożonych przez prawodawcę wymogów w zakresie wyposażenia i utrzymania pojazdu. W rezultacie Sąd w zaskarżonym orzeczeniu dokonał błędnej wykładni tej regulacji przypisując istotne znaczenie warunkom atmosferycznym panującym na drodze w dniu zatrzymania K.S.
Wysokie mandaty stały się faktem
2,5 tys. zł dla kierowcy w Zakopanem za potrącenie pieszego; tyle samo za ominięcie radiowozu przed przejściem dla pieszych i 1,5 tys. zł za zbyt szybką (o ponad 60 km/h) jazdę w terenie zabudowanym. Kilkaset nowych, dużo wyższych mandatów za wykroczenia na polskich drogach stało się faktem.
– Nie ma szansy na ulgowe traktowanie, choć kierowcy próbują powoływać się na nieznajomość nowych przepisów. Zasady się nie zmieniły, wzrosły jedynie kwoty – usłyszeliśmy w Komendzie Głównej Policji. Wystawiono 29 mandatów za przekroczenie prędkości powyżej 50 km/h więcej niż dozwolona – mówi „Rzeczpospolitej” Robert Opas z KGP. A to oznaczało mandat w wysokości 1,5 tys. zł.
Grupa Speed w akcji
1.1.2022 r. weszły w życie zmiany dla kierowców. W tym dużo wyższe niż do tej pory mandaty (nawet 2,5 tys. zł za brawurę na drodze), choćby za przekroczenie dozwolonej prędkości. Niewielu się jednak przestraszyło.
– Mamy trzeci dzień stycznia, a policjanci warszawskiej grupy Speed nałożyli już po kilkanaście mandatów po 1,5 tys. i 2 tys. zł. Rekordzista pędził mostem Siekierkowskim blisko 160 km/h. Oznacza to mandat w wysokości 2,5 tys. zł oraz utratę prawa jazdy. Rano 1 stycznia warszawska drogówka informowała o kobiecie, która tuż przed przejściem dla pieszych ominęła oznakowany radiowóz, który się zatrzymał. Została ukarana mandatem w wysokości 1,5 tys. zł.
– W Zakopanem wystawiliśmy dwa mandaty po 2,5 tys. zł za potrącenie pieszych – dodaje Roman Wieczorek, rzecznik prasowy komendanta powiatowego policji w Zakopanem.
Małopolska policja także skorzystała z możliwości wystawienia nowych, wyższych mandatów.
– Najwięcej dotyczyło przekroczenia prędkości o 30 km/h. Mandat wynosi wówczas 800 zł. 1,5 tys. zł za przekroczenie jej o 50 km/h więcej niż dopuszczalna na obszarze zabudowanym wystawiliśmy zaledwie kilka. Zdarzyły się też kolizje, a te wyceniono na mandaty od 1,1 tys. zł do 1,5 tys. zł – informuje „Rz” nadkomisarz Joanna Biel-Radwańska z Wydziału Ruchu Drogowego w Krakowie.
Mocno po kieszeni dostali nie tylko kierowcy, bo też rowerzyści. Cyklista został zatrzymany w Witkowicach w powiecie częstochowskim. Miał ponad 2,5 promila alkoholu we krwi.
– Kierujący rowerem został ukarany mandatem 2,5 tys. zł. To na razie najwyższy mandat nałożony przez naszych policjantów – mówi Sabina Chyra-Giereś, rzeczniczka prasowa częstochowskiej Komendy Miejskiej Policji.
Identyczna kara spotkała rowerzystę pod Poznaniem. Wracał z suto zakrapianej noworocznej kolacji. Kiedy zauważył policjantów, zeskoczył z roweru i usiłował go prowadzić. Zdarzenie nagrały jednak kamery. Odmówił przyjęcia mandatu (2,5 tys. zł). Jego sprawa trafi do sądu.
Zabrakło edukacji
Andrzej Łukasik z Polskiego Towarzystwa Kierowców mówi „Rz”, że potrzeba czasu i edukacji, by do kierowców dotarły zmiany.
– Choć wiele się o nich mówiło, to mniej zainteresowanym przepisami mogły one umknąć. Uważam, że od kierowców należy wymagać znajomości prawa, ale najpierw należy dać im czas, by mieli się szansę z nimi zapoznać. A wielu z nich przechodzi terapię szokową – uważa Piotr Nazimek prowadzący szkołę bezpiecznej jazdy. Podaje też przykład innych zmian, np. podatkowych, o których słyszymy w radio i telewizji. – W sprawach zmian w prawie o ruchu drogowym nie zauważyłem żadnej akcji. A przecież tu nie chodzi tylko o pieniądze, ale często też o ludzkie życie – zauważa.
Przypominamy zatem, że od 1.1.2022 r. za przekroczenie prędkości zapłacimy dużo więcej niż w starym roku. Ile?
Do 10 km/h – 50 zł, 11–15 km/h – 100 zł, 16–20 km/h – 200 zł, 21–25 km/h – 300 zł, 26–30 km/h – 400 zł, 31–40 km/h – 800 zł. Potem bywa już dużo drożej. Od 41–50 km/h – 1 tys. zł, 51–60 km/h – 1, 5 tys. zł, 61–70 km/h – 2 tys. zł oraz ponad 70 km/h – 2,5 tys. zł.
Kierowcy: Gdy nie chcesz zapłacić
Wystawionego przez policję mandatu można nie przyjąć, lub też walczyć w sądzie o uchylenie przyjętego. – Każdy kierowca ma prawo odmówić przyjęcia mandatu, bez względu na jego rodzaj. Wówczas policjant sporządza specjalny wniosek o ukaranie i kieruje go do sądu. Sąd nie ma ograniczeń co do wysokości kary nakładanej za wykroczenie, więc sprawca może zostać ukarany znacznie surowiej niż w trybie mandatowym. – Gdy kierowca mandat drogowy przyjął, może złożyć wniosek o jego uchylenie. Taki dokument nie ma wzoru, trzeba napisać go samodzielnie. Należy podać w nim: swoje imię i nazwisko, numer PESEL, miejsce zamieszkania, serię i numer kwestionowanego mandatu, swój opis całego zdarzenia i okoliczności, które wyjaśnią, dlaczego sąd mandat powinien uchylić. Wniosek składa się do sądu rejonowego, który jest właściwy dla terenu, na którym wystawiono mandat (zanieść do biura podawczego sądu lub wysłać go pocztą (listem poleconym) na adres właściwego sądu. Odpowiedź sądu (listowna) wskaże datę posiedzenia. Można na nie pójść lub czekać na decyzję sądu.
Radny nie może głosować nad uchwałą dotyczącą jego interesu prawnego
Stan faktyczny
NSA rozpoznał skargę kasacyjną Kolegium Regionalnej Izby Obrachunkowej od wyroku WSA w Krakowie z 27.8.2020 r., I SA/Kr 304/20, Legalis w sprawie ze skargi Kolegium Regionalnej Izby Obrachunkowej na uchwałę Rady Miejskiej z 28.11.2019 r. w przedmiocie podatku od nieruchomości, podatku leśnego i podatku rolnego. NSA wydał następnie wyrok, którym uchylił zaskarżony wyrok w całości i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania.
Zaskarżonym wyrokiem WSA oddalił skargę Kolegium w przedmiocie poboru podatku od nieruchomości, podatku leśnego i podatku rolnego w drodze inkasa, określenie inkasentów oraz wysokości, wynagrodzenia za inkaso.
Spór w sprawie koncentrował się wokół legalności podjęcia uchwały dotyczącej poboru określonych podatków w drodze inkasa, określenia wysokości wynagrodzenia za inkaso oraz wyznaczenia inkasenta w postaci radnego, który jednocześnie głosował nad uchwałą. WSA stwierdził, że udział w głosowaniu nad przedmiotową uchwałą radnego W.K. i jego głos „za” podjęciem tej uchwały, jest nieistotnym naruszeniem prawa, gdyż jego udział nie miał wpływu na jej podjęcie. „Za” głosowało bowiem jak wynika z protokołu głosowania, 12-tu radnych z ogólnej liczby 15-tu członków Rady, przy czym troje było nieobecnych. Stąd jeden głos radnego nie miał istotnego wpływu na wynik głosowania.
Skarga kasacyjna
W skardze kasacyjnej wywiedzionej od powyższego wyroku, Kolegium zarzuciło WSA naruszenie m.in. prawa materialnego, a to:
- art. 25a ustawy z 8.3.1990 roku o samorządzie gminnym (t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 1372 ze zm.; dalej: SamGminU), poprzez jego błędną wykładnię i przyjęcie, że udział radnego w głosowaniu na uchwałę Rady Gminy dotyczącą jego interesu prawnego nie skutkuje nieważnością uchwały;
- art. 91 ust. 1 SamGminU, poprzez jego niezastosowanie i w konsekwencji wadliwe przyjęcie, że udział radnego w głosowaniu na uchwałę Rady Gminy dotyczącą jego interesu prawnego, nie stanowi istotnego naruszenia prawa i nie skutkuje nieważnością uchwały;
- art. 91 ust. 4 SamGminU, poprzez jego wadliwe zastosowanie i uznanie, że udział radnego w głosowaniu na uchwałą Rady Gminy dotyczącą jego interesu prawnego, stanowi nieistotne naruszenie prawa i nieskutkujące nieważnością podjętej w takich warunkach uchwały;
W odpowiedzi na skargę kasacyjną Rada Miejska wniosła o jej oddalenie.
Stanowisko NSA
NSA uznał, że skarga kasacyjna zasługiwała na uwzględnienie.
Spór w rozpatrywanej sprawie dotyczy oceny legalności podjęcia uchwały dotyczącej poboru określonych podatków w drodze inkasa, określenia wysokości wynagrodzenia za inkaso oraz wyznaczenia inkasenta w osobie radnego, który jednocześnie głosował nad przedmiotową uchwałą.
NSA za zasadny uznał zarzut naruszenia przez WSA przepisu prawa materialnego, tj. art. 25a SamGminU, poprzez jego błędną wykładnię i przyjęcie, że udział radnego w głosowaniu na uchwałę Rady Gminy dotyczącą jego interesu prawnego nie skutkuje nieważnością uchwały. W myśl przepisu art. 25a SamGminU, radny nie może brać udziału w głosowaniu w radzie ani w komisji, jeżeli dotyczy ono jego interesu prawnego. Słusznie wskazuje WSA w uzasadnieniu zaskarżonego wyroku, że ustawodawca w przepisie tym zawarł instytucję wyłączenia radnego od udziału w głosowaniu. Radny nie może więc brać udziału w głosowaniu w sprawach, które dotyczą jego osoby, z uwagi na to, że z mocy art. 25a SamGminU podlega wyłączeniu.
W wyroku z 9.4.2013 r., I OSK 125/13, Legalis – NSA podkreślał, że przepis 25a SamGminU, został wprowadzony w celu antykorupcyjnym, zapobiegającym sytuacjom, kiedy mandat radnego może być wykorzystywany dla prywatnych celów, niekoniecznie majątkowych. Pojęcie interesu prawnego w doktrynie i orzecznictwie doczekało się wielu opracowań; terminologia jest więc wszechstronnie rozważona. Upraszczając problematykę trzeba przyjąć, że pod tym pojęciem rozumie się osobisty, konkretny i aktualny prawnie chroniony interes, który może być realizowany na podstawie określonego przepisu, bezpośrednio wiążący się z indywidualnie i prawnie chronioną sytuacją strony. Istnieje on więc wówczas, gdy istnieje związek o charakterze materialnoprawnym między obowiązującą normą prawa administracyjnego, a sytuacją prawną konkretnego podmiotu prawa, polegającą na tym, że akt stosowania tej normy może mieć wpływ na sytuację tego podmiotu na gruncie administracyjnoprawnym (zob. m.in. wyrok WSA w Lublinie z 15.3.2012 r., II SA/Lu 74/12, Legalis i cytowane tam orzecznictwo). Zasadą zatem pozostaje, że udział radnego w tego typu uchwałach, tj. dotyczących jego interesu prawnego jest wyłączony i narusza prawo. W ocenie NSA, zawsze udział w głosowaniu radnego podlegającego wyłączeniu z mocy przepisu art. 25a SamGminU, będzie stanowił istotne naruszenie prawa. Kwestii tej nie można oceniać w kontekście wyniku głosowania (badania ilości oddanych głosów: „za”, „przeciw”, „wstrzymujących się”).
NSA za trafny uznał zatem także zarzut autora skargi kasacyjnej naruszenia przepisu art. 91 ust. 1 i art. 91 ust. 4 SamGminU, poprzez jego wadliwe zastosowanie. W myśl tej regulacji prawnej, uchwała lub zarządzenie organu gminy sprzeczne z prawem są nieważne (art. 91 ust. 1 SamGminU). W przypadku nieistotnego naruszenia prawa organ nadzoru nie stwierdza nieważności uchwały lub zarządzenia, ograniczając się do wskazania, iż uchwałę lub zarządzenie wydano z naruszeniem prawa art. 91 ust. 4 SamGminU). Zdaniem NSA udział radnego w głosowaniu nad uchwałą Rady Gminy dotyczącą jego interesu prawnego, stanowi istotne naruszenie prawa w rozumieniu cytowanego wyżej przepisu art. 91 ust. 4 SamGminU. Naruszenie to stanowi bowiem uchybienie, które z uwagi na swą istotę, może prowadzić do skutków, które nie mogą być tolerowane w demokratycznym państwie prawnym (zob. wyrok TK z 9.12.2003 r., P 9/02, Legalis).
Omawiane orzeczenie to wykładnia przepisu art. 25a SamGminU. Przepis ten wyraża zasadę wyłączenia radnego od głosowania nad uchwałą w sprawie, która radnego dotyczy (ściślej: jego interesu prawnego). Taką sprawą jest np. sprawa (uchwała) o określenie inkasentów oraz wysokości i wynagrodzenia za inkaso.
Jeżeli radny głosuje nad uchwałą we własnej sprawie, to jest naruszenie prawa o charakterze istotnym. Skutkiem jest konieczność stwierdzenia nieważności takiej uchwały. W takim przypadku nie ma znaczenia to w jaki sposób przebiegało głosowanie i jak treść uchwały wyglądałaby, gdyby wyłączony radny nie głosował.
Ograniczenie dostępu do informacji publicznej w sprawach rozwodowych
Opis stanu faktycznego
Skarżący D.C. zwrócił się do Prezesa Sądu Okręgowego z wnioskiem o przesłanie informacji publicznej w postaci odpisu orzeczenia Sądu Okręgowego o wskazanej we wniosku sygnaturze wraz z uzasadnieniem, po anonimizacji. W odpowiedzi Prezes SO wskazał na ograniczenie dostępu do informacji publicznej ze względu na prywatność osoby fizycznej, ponieważ wyroki dotyczyły spraw o rozwód. W kolejnym piśmie wnioskodawca wyraził stanowisko, że anonimizacja orzeczenia w wystarczający sposób zapewni prywatność osoby fizycznej i z tego względu nie ma podstaw do ograniczenia prawa do informacji publicznej. Prezes Sądu Okręgowego w drodze decyzji administracyjnej odmówił udzielenia informacji publicznej polegającej na udostępnieniu treści orzeczeń poza danymi dotyczącymi sygnatury akt, daty wydania orzeczenia, składu sądu oraz przedmiotu sprawy. Prawidłowość decyzji zakwestionował skarżący.
Stanowisko Organu
W ocenie Prezesa Sądu Apelacyjnego odwołanie nie zasługiwało na uwzględnienie. Dostęp do informacji o sprawach publicznych, jakkolwiek bardzo szeroko unormowany w przepisach ustawowych, nie jest jednak nieograniczony. Przepis art. 5 ust. 2 DostInfPubU wyraźnie wskazuje, że prawo dostępu do informacji publicznej podlega ograniczeniu z uwagi na ochronę prawa do prywatności osoby fizycznej. Ochrona prywatności w ramach realizacji prawa dostępu do informacji publicznej może przybierać formę anonimizacji udostępnianych informacji, czyli częściowego wyłączenia jawności dokumentów bądź wydania decyzji odmownej.
Rolą podmiotu obowiązanego do udostępnienia informacji publicznej jest odpowiednie i właściwe wyważenie zasady jawności życia publicznego (i przejrzystości działania administracji publicznej) oraz ochrony prywatności osób fizycznych. Zazwyczaj udostępnienie orzeczenia kończącego dane postępowanie wymaga zastosowania przez podmiot zobowiązany do udostępnienia, stosownej anonimizacji, aby nie naruszyć praw wynikających z ochrony danych osobowych. Dlatego rzeczą podmiotu zobowiązanego do udostępnienia informacji jest dokonanie takiej anonimizacji, która uniemożliwi identyfikację osób objętych danym orzeczeniem. Jednak sama anonimizacja może być w pewnych sytuacjach środkiem niewystarczającym dla zastosowania prawa do prywatności uczestników danego postępowania sądowego, co z kolei może uzasadniać wydanie decyzji o odmowie udostępnienia żądanej informacji publicznej. Ocenę należy zatem przeprowadzać przez pryzmat złożonego w sprawie wniosku i wskazanego w nim wyraźnie zakresu żądanych informacji. Z treści wniosku wynika zaś, że żądanie dotyczy udostępnienia zanonimizowanych odpisów orzeczeń w sprawach o rozwód.
Prezes Sądu Okręgowego wskazał, że w treści wyroku rozwiązującego małżeństwo podane są informacje na temat oznaczenia stron postępowania, dat urodzeń, miejsca urodzenia, imion rodziców, daty zawarcia związku małżeńskiego, miejsca w którym związek małżeński został zawarty, daty rejestracji małżeństwa w USC wraz ze wskazaniem numeru. W wyroku zawarte jest rozstrzygnięcie o tym, czy małżeństwo zostało rozwiązane czy nie, a jeśli tak to czy z winy którejś ze stron, czy bez orzekania o winie. Wyrok może zawierać także rozstrzygnięcie, dotyczące władzy rodzicielskiej, daty urodzenia dzieci, ich imiona i nazwiska, wysokości zasądzonych alimentów, orzeczenie o sposobie korzystania z mieszkania. Typowa anonimizacja orzeczenia polega na usunięciu danych umożliwiających identyfikację stron i uczestników postępowania, z pozostawieniem sposobu rozstrzygnięcia. W sprawie rozwodowej zastosowanie wyżej opisanych reguł prowadziłoby do ujawnienia informacji o trwałości związku małżeńskiego. Kiedy z kolei pominie się sposób orzeczenia o rozwodzie, a pozostawi informację o powierzeniu władzy, kontaktach, alimentach i tak będzie wiadomo, że doszło do rozwodu. Biorąc więc pod uwagę szczególny charakter sprawy cywilnej, jaką jest sprawa rozwodowa, nie sposób zaaprobować poglądu, że orzeczenia w takich sprawach powinny być udostępniane każdemu, kto tego zażąda. Tym bardziej, że nawet anonimizacja danych osobowych rozwodzących się osób nie stanowi dostatecznej gwarancji, że dane te nie zostaną odkodowane na podstawie innych informacji zawartych w takim wyroku.
Stanowisko WSA
Wojewódzki Sąd Administracyjny oddalił skargę D.C., podzielając stanowisko Organów.
Na wstępie wskazał, że nie było sporne miedzy stronami, że udostępnieniu podlega informacja publiczna, w tym między innymi treść orzeczeń sądów powszechnych. Orzeczenia sądowe wraz z uzasadnieniami, jako wydane w sprawie przez sąd powszechny, w ramach jego działalności orzeczniczej opartej na przepisach prawa powszechnie obowiązującego, są danymi publicznymi i podlegają udostępnieniu w trybie i na zasadach określonych w DostInfPubU. Biorąc jednak pod uwagę szczególny charakter sprawy cywilnej, jaką jest sprawa rozwodowa, w której ocenie sądu podlega badanie sfery osobistych i często intymnych kwestii decydujących o zupełności i trwałości rozkładu pożycia między małżonkami, kwestii pieczy nad wspólnymi dziećmi, sposobu sprawowania nad nimi władzy rodzicielskiej, sposobu partycypacji rodziców w kosztach utrzymania dziecka nie sposób zaaprobować poglądu, że orzeczenia w takich sprawach powinny być udostępnione w trybie dostępu do informacji publicznej każdemu, kto tego zażąda. Tym bardziej, że nawet anonimizacja danych osobowych rozwodzących się osób nie stanowi dostatecznej gwarancji, że dane te nie zostaną odkodowane na podstawie innych informacji zawartych w takim wyroku.
Zasadne więc było zastosowanie podstawy wyłączającej możliwość udostępnienia zakresu wnioskowanej informacji publicznej w postaci zapewnienia osobom, których wyroki dotyczyły, prawa do prywatności. Nie ma bowiem wątpliwości, że dane objęte rozstrzygnięciem w wyroku wydanym w sprawie o rozwód bez względu na zakres tego rozstrzygnięcia odnosi się zawsze do dóbr osobistych przysługujących osobom fizycznym i ujawnienie tych danych naruszyłoby prawnie chronioną sferę prywatności. Natomiast ze względu na okoliczność, że skarżący zwrócił się o udostępnienie mu dwóch wyroków w konkretnych sprawach, powstała uzasadniona wątpliwość, że anonimizacja danych osobowych takiego wyroku może nie zapewnić osobom, których te rozstrzygnięcia dotyczą pełnej ochrony ich prywatności. Zasadna stała się w ocenie Sądu odmowa udostępnia treści przedmiotowych orzeczeń poza podaniem sygnatury, daty wydania, składu orzekającego oraz przedmiotu sprawy.
Wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego ma doniosłe znaczenie w zakresie ograniczenia prawa dostępu do informacji publicznej. Jak słusznie wskazano, udostępnienie orzeczeń w sprawach rozwodowych stałoby w sprzeczności z konstytucyjną zasadą ochrony życia prywatnego, czci i dobrego imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym (art. 47 Konstytucji RP), jak również naruszałoby dobra osobiste stron postępowania, zwłaszcza prawo do prywatności, chronione przepisami prawa cywilnego (art. 23 i 24 KC). Jak słusznie przy tym podkreśliły zarówno Organy, jak i WSA, wniosek skarżącego o udostępnienie orzeczenia o konkretnej sygnaturze akt sprawy o rozwód implikuje wysokie prawdopodobieństwo, że wnioskodawcę interesuje rozstrzygnięcie wobec konkretnych osób. Tym samym słusznie uznano, że zmierza on do uzyskania informacji o sposobie rozstrzygnięcia spraw tych osób, a nie o funkcjonowaniu wymiaru sprawiedliwości w zakresie działalności konkretnego sądu powszechnego. Jakkolwiek prawo dostępu do informacji publicznej daje obywatelowi kontrolę nad działalnością instytucji publicznych, nie jest prawem absolutnym, a jednym z ważniejszych jego ograniczeń jest prawo do prywatności jednostki.
Powinności sądu przed uwzględnieniem wniosku o zgodę na dobrowolne poddanie się karze
Opis stanu faktycznego
D.B. został oskarżony o to, że:
- 2.7.2018 r. w miejscowości N., wspólnie i w porozumieniu z nieustaloną osobą po uprzednim wyłamaniu nieustalonym narzędziem korka wlewu paliwa wartości 300 złotych dokonał kradzieży z włamaniem paliwa wartości 550 złotych z samochodu ciężarowego MAN, gdzie łączna wartość strat wyniosła 850 zł na szkodę G.O., tj. o czyn z art. 279 § 1 KK,
- 30.6.2018 r. o godzinie 1:30 w miejscowości Z., kierował po drodze publicznej samochodem marki Seat Leon będąc w stanie nietrzeźwości, gdzie badania na zawartość alkoholu w wydychanym powietrzu przeprowadzone urządzeniem Alkosensor A 2.0 dały następujące wyniki: o godzinie 1:47 – 0,37 mg/l, o godzinie 2:03 – 0,38 mg/l, o godzinie 2:08 – 0,38 mg/l, o godzinie 2:42 – 0,32 mg/l, o godzinie 2:58 – 0,31 mg/l, o godzinie 3:00 – 0,32 mg/l, tj. o czyn z art. 178a § 1 KK.
Wyrokiem Sądu Rejonowego w W. z 9.10.2020 r., V K 788/18, wydanym w trybie art. 387 § 1 i 2 KPK, D.B. został uznany za winnego czynu zarzucanego mu w pkt 1 – z art. 279 § 1 KK, za który wymierzono mu karę 6 miesięcy pozbawienia wolności i roku ograniczenia wolności, nakładając na niego obowiązek wykonywania nieodpłatnej kontrolowanej pracy na cele społeczne w wymiarze 30 godzin w stosunku miesięcznym, a także czynu z pkt 2 – z art. 178a § 1 KK, za który wymierzono mu karę grzywny w wymiarze 100 stawek dziennych, przyjmując wysokość jednej stawki na kwotę 20 złotych. W odniesieniu do czynu z pkt 2 orzeczono wobec D.B. środek karny w postaci zakazu prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych na okres 3 lat oraz świadczenie pieniężne w kwocie 5000 złotych na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym i Pomocy Postpenitencjarnej. W odniesieniu do czynu z pkt 1 orzeczono wobec D.B. obowiązek naprawienia szkody w wysokości 850 złotych na rzecz G.O.
Powyższy wyrok nie został zaskarżony przez żadną ze stron postępowania i uprawomocnił się 17.10.2020 r.
Kasacja Prokuratora Generalnego
Kasację od tego wyroku na niekorzyść skazanego w trybie art. 521 § 1 KPK wniósł Prokurator Generalny, zarzucając mu „rażące i mające istotny wpływ na treść wyroku naruszenie przepisów prawa procesowego, to jest art. 387 § 2 KPK w zw. z art. 387 § 1 KPK, przez uwzględnienie wniosku oskarżonego D.B. o wydanie wyroku skazującego bez przeprowadzenia postępowania dowodowego i uznanie go za winnego popełnienia przestępstwa z art. 178a § 1 KK w konsekwencji przyjęcia, że okoliczności popełnienia tego czynu i wina oskarżonego nie budzą wątpliwości w sytuacji, gdy Sąd nie dysponował aktualnymi danymi o jego uprzedniej karalności, w tym prawomocnym wyrokiem nakazowym z 30.5.2018 r, XIV K 221/18, wydanym przez Sąd Rejonowy w W. (mocą którego orzeczono wobec niego, za popełnienie występku z art. 178a § 4 KK, dożywotni zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych, a jego wydanie spowodowało, że wyrok Sądu Rejonowego w W. z 18.12.2013 r., II K 962/13, nie uległ zatarciu mimo upływu 3-letniego terminu, na który została warunkowo zawieszona kara 4 miesięcy pozbawienia wolności za popełnienie występku z art. 178a § 1 KK, wskutek czego doszło do rażącej obrazy prawa materialnego, to jest art. 178a § 4 KK, przez jego niezastosowanie w sytuacji, gdy przypisany oskarżonemu – w niniejszej sprawie – czyn zabroniony został popełniony po wcześniejszym dwukrotnym prawomocnym skazaniu D.B. za prowadzenie pojazdu mechanicznego w stanie nietrzeźwości, a ponadto w okresie obowiązywania zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych”. Formułując taki zarzut Prokurator Generalny wniósł o uchylenie zaskarżonego wyroku i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania Sądowi I instancji.
Sąd Najwyższy, po rozpoznaniu 29.9.2021 r. w Izbie Karnej, na posiedzeniu w trybie art. 535 § 5 KPK, kasacji wniesionej na niekorzyść przez Prokuratora Generalnego, uchylił zaskarżony wyrok w zakresie rozstrzygnięć odnoszących się do czynu opisanego w punkcie 2 części wstępnej wyroku, czyli czynu zakwalifikowanego z art. 178a § 1 KK, i w tym zakresie sprawę przekazał do ponownego rozpoznania Sądowi Rejonowemu w W.
Uzasadnienie SN
Zdaniem Sądu Najwyższego kasacja okazała się oczywiście zasadna, co umożliwiło jej rozpoznanie na posiedzeniu w trybie art. 535 § 5 KPK.
Doprecyzowania wymagało jedynie to, w jakim zakresie został zaskarżony wyrok Sądu Rejonowego w W. Treść zarzutu kasacyjnego wskazuje na rażące naruszenie prawa procesowego i materialnego jedynie w odniesieniu do czynu opisanego w punkcie 2 części wstępnej zaskarżonego wyroku, zakwalifikowanego z art. 178a § 1 KK. Natomiast w petitum kasacji wskazano, że zaskarżeniu na niekorzyść skazanego podlega cały wyrok. Podobnie we wniosku kasacji wskazano na potrzebę uchylenia całego wyroku. Tymczasem dotyczy on również drugiego czynu, zakwalifikowanego z art. 279 § 1 KK. Wobec kierunku kasacji (na niekorzyść) i skierowania zarzutu kasacyjnego oraz jego uzasadnienia (poza jednym zdaniem) jedynie wobec rozstrzygnięć dotyczących czynu zakwalifikowanego z art. 178a § 1 KK, Sąd Najwyższy uznał, że wyrok Sądu Rejonowego w W. zaskarżony został jedynie w zakresie odnoszącym się do czynu opisanego w punkcie 2 części wstępnej wyroku. Kasacja o tak rozumianym zakresie zaskarżenia okazała się oczywiście zasadna.
Zgodnie z art. 387 § 2 KPK sąd może uwzględnić wniosek o wydanie wyroku skazującego bez przeprowadzania postępowania dowodowego m.in., gdy okoliczności popełnienia przestępstwa i wina nie budzą wątpliwości. Trafnie wskazano w kasacji, że ustalenie spełnienia powyższej przesłanki wymaga także zweryfikowania zgodności zgłaszanych we wniosku propozycji co do prawnokarnej oceny zarzucanego oskarżonemu czynu, wymiaru kary bądź środków karnych z obowiązującymi przepisami prawa karnego materialnego. W przypadku czynu w postaci prowadzenia pojazdu w stanie nietrzeźwości kluczowe jest sprawdzenie przeszłości karnej podsądnego w kontekście tego, czy był on wcześniej prawomocnie skazany za prowadzenie pojazdu mechanicznego w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka odurzającego albo za przestępstwo określone w art. 173 KK, art. 174 KK, art. 177 KK lub art. 355 § 2 KK popełnione w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka odurzającego, albo dopuścił się czynu w okresie obowiązywania zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych orzeczonego w związku ze skazaniem za przestępstwo. Ustalenie powyższej okoliczności determinuje bowiem prawidłową kwalifikację prawną czynu i ustalenie odpowiedzialności karnej za czyn z art. 178a § 1 KK albo za czyn z art. 178a § 4 KK.
W niniejszej sprawie Sąd Rejonowy nie zrealizował tego obowiązku. Lektura kasacji i analiza akt sprawy prowadzą do wniosku, że 9.10.2020 r., czyli w dniu wydania wyroku, Sąd Rejonowy w W. dysponował dwoma informacjami z Krajowego Rejestru Karnego, sporządzonymi: 11.7.2018 r. i 13.7.2018 r., z których wynikało, że D.B. był trzykrotnie karany, w tym za czyn z art. 178a § 1 KK (wyrok Sądu Rejonowego w W. z 18.12.2013 r., II K 962/13), za który został prawomocnie skazany na karę 4 miesięcy pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem jej wykonania na okres 3 lat próby. Należy zauważyć, że Sąd I instancji wystosował 11.8.2020 r. nowe zapytanie o karalność D.B., jednakże przed uzyskaniem stosownej odpowiedzi, na rozprawie 9.10.2020 r., rozpoznał jego wniosek o dobrowolne poddanie się karze i wydał wyrok skazujący. Natomiast z danych o karalności sporządzonych 13.11.2020 r. wynika, że D.B. był już siedmiokrotnie prawomocnie skazany, w tym wyrokiem nakazowym Sądu Rejonowego w W. z 30.5.2018 r., XIV K 221/18 (prawomocnym 19.6.2018 r.), którym uznano go za winnego popełnienia przestępstwa z art. 178a § 1 KK w zw. z art. 178a § 4 KK i orzeczono, na podstawie art. 42 § 3 KK, dożywotni zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych.
Przeprowadzając postępowanie ponownie, Sąd Rejonowy weźmie pod uwagę wszystkie okoliczności rzutujące na odpowiedzialność karną D.B. za czyn opisany w punkcie 2 części wstępnej zaskarżonego wyroku, w tym w szczególności uwzględni jego dotychczasową karalność w kontekście prawidłowej kwalifikacji prawnej czynu i jej konsekwencji prawnych.
Powyższe ustalenia prowadzą do wniosku, że w niniejszej sprawie doszło do rażącego naruszenia prawa procesowego i materialnego, wskazanego w kasacji. Sąd Rejonowy nie ustalił ważnej kwestii, że D.B. był wcześniej prawomocnie skazany za prowadzenie pojazdu mechanicznego w stanie nietrzeźwości i jednocześnie dopuścił się czynu w okresie obowiązywania zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych, orzeczonego w związku ze skazaniem za przestępstwo. Powyższe uchybienie miało oczywisty wpływ na treść orzeczenia, w którego wyniku D.B. odpowiadał karnie za czyn z art. 178a § 1 KK, podczas gdy Sąd powinien rozważyć odpowiedzialność oskarżonego za czyn z art. 178a § 4 KK. Okoliczność ta rzutuje na pozostałe rozstrzygnięcia będące konsekwencją skazania, tj. wymiar środka karnego zakazu prowadzenia pojazdów i wysokość świadczenia pieniężnego.
Polski Ład: Pensje, składki, forma rozliczenia
Podobno księgowi nauczyli się już Polskiego Ładu – mówi premier. Minister finansów odpowiada: nic nie szkodzi, zaraz zrobimy kolejną nowelizację. Podoba się pani ten dowcip?
Niezły. Celny i na czasie. Chociaż myślę, że wielu księgowym wcale nie jest do śmiechu.
Dlaczego?
Bo zmian jest faktycznie bardzo dużo. I ciągle ich przybywa. Polski Ład ma 140 stron i został już trzy razy znowelizowany, na dodatek w ustawach, które wcale się z nim nie kojarzą, np. o zdrowiu publicznym. Nowe przepisy zostały też zbyt późno opublikowane. Dziennik Ustaw z Polskim Ładem ukazał się dopiero 23.11.2021 r., a większość regulacji weszła już 1.1.2022 r. Nowe przepisy są bardzo skomplikowane i powodują dużo wątpliwości. Od tygodni księgowi i doradcy podatkowi nie robią nic innego, tylko próbują rozszyfrować, „co ustawodawca miał na myśli”. I wdrożyć w firmach nowe rozwiązania.
Kto się pierwszy zmierzy z Polskim Ładem?
Na pierwszy ogień idą księgowi i kadrowcy rozliczający wypłacane na początku stycznia pensje. Muszą już być opodatkowane zgodnie z Polskim Ładem. Czyli na zupełnie nowych zasadach. Obowiązuje już nowa kwota zmniejszająca podatek, obowiązek stosowania ulgi dla klasy średniej, nie da się odliczyć od PIT składki zdrowotnej.
Z czym może być największy problem?
Generalnie największy problem jest z dostosowaniem systemów księgowych do nowych zasad rozliczenia. Choć w wielu firmach zostały już zmodyfikowane, to nie było czasu na ich przetestowanie. I na pewno pojawią się błędy, zwłaszcza w nietypowych sytuacjach.
A jeśli chodzi o poszczególne aspekty rozliczenia, to największe wątpliwości budzi ulga dla klasy średniej. Już same wzory na jej wyliczenie robią wrażenie. Kłopoty będą jednak przede wszystkim przy ustalaniu, kiedy pracownik ma do niej prawo. Jest bowiem naliczana co miesiąc, także w styczniu może pracownikowi przysługiwać, a w lutym już nie, bo oprócz pensji dostał premię za zeszły rok i nie mieści się już w limitach ulgi.
Czy to prawda, że przekroczenie górnego limitu, czyli 133 tys. zł przychodu rocznie, nawet o 1 zł, spowoduje obowiązek zwrotu całej ulgi?
Prawda. Może to być bardzo niemiła niespodzianka dla pracownika, który będzie musiał zwrócić podatek do końca kwietnia następnego roku. Taka „przyjemność” może go też spotkać, gdy zarobi za mało, np. z tego powodu, że przez część roku chorował i był na zasiłku, który nie jest wliczany do limitu.
Może dlatego w internecie pojawiły się już wzory wniosków o niestosowanie ulgi?
Jeśli pracownik obawia się konieczności zwrotu podatku, lepiej, żeby taki wniosek złożył. Ulgi przez to nie straci, bo jeśli okaże się, że ma jednak do niej prawo, może ją wykazać w zeznaniu rocznym. Wtedy to fiskus będzie musiał mu oddać pieniądze.
Takie wnioski mogą być też na rękę pracodawcom, bo zdejmują z nich ciężar rozliczania ulgi za pracowników.
Przejdźmy do mniejszych przedsiębiorców, którzy nie zatrudniają pracowników. Dla nich największą zmianą są nowe zasady liczenia składki zdrowotnej. Co muszą zrobić w styczniu?
W styczniu jeszcze nic, bo składkę zdrowotną za grudzień płacą na starych zasadach. Zresztą wielu przedsiębiorców opłaciło ją już pod koniec roku, aby skorzystać jeszcze z odliczenia od podatku, które Polski Ład likwiduje. Składkę za styczeń też zapłacą na starych zasadach (oprócz ryczałtowców i kartowiczów), tyle że zmieni się jej wysokość. Podstawą wymiaru będzie kwota odpowiadająca 75 proc. przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w czwartym kwartale 2021 r. Jego wysokość ma być znana około 20.1.2022 r.
Czyli w lutym przedsiębiorca na skali albo liniowym PIT płaci składkę za styczeń wyliczaną na podstawie przeciętnej pensji. A później?
W marcu zapłaci składkę zdrowotną za luty liczoną od dochodu z działalności ze stycznia. I tak dalej.
Będzie ciężko ją wyliczyć?
Tak, bo ten dochód będzie inaczej ustalany niż na potrzeby PIT. Nie odliczymy od niego ulg czy strat. W efekcie podstawa wymiaru składki zdrowotnej będzie wyższa niż podstawa opodatkowania. Przedsiębiorca będzie musiał robić podwójne obliczenia. Na dodatek zapłaci składkę nie tylko od dochodów z podstawowej działalności, np. sprzedaży towarów czy świadczenia usług, ale także od wszystkich innych, m.in. ze sprzedaży firmowego samochodu czy nieruchomości. U przedsiębiorców na skali składka zdrowotna wyniesie 9 proc., na liniowym PIT – 4,9 proc.
Niedawno pisaliśmy, że przedsiębiorca może zapłacić wysoką składkę, jeśli sprzeda po Nowym Roku towary, które kupił w 2021 r.
To prawda. Przy liczeniu dochodu na potrzeby składki nie będzie się uwzględniać różnic remanentowych. U przedsiębiorcy prowadzącego księgę przychodów i rozchodów spowoduje to obowiązek zapłaty bardzo dużej składki przy sprzedaży towaru kupionego w zeszłym roku. Nawet jeśli na nim nie zarobił. Tak wynika z nowych przepisów i taki pogląd ma Ministerstwo Finansów.
Przedsiębiorcy muszą przesyłać co miesiąc informacje o dochodzie do ZUS. Wszyscy?
Tak, również ci, którzy do tej pory nie wysyłali do ZUS miesięcznych deklaracji. To niemiła niespodzianka dla najmniejszych przedsiębiorców. Składanie co miesiąc deklaracji (jeśli nie zatrudniamy pracowników, to na formularzu ZUS DRA) jest bardzo uciążliwym obowiązkiem. Pierwszą trzeba już wysłać w lutym, podamy w niej zryczałtowaną podstawę wymiaru składki za styczeń. W następnych wpiszemy już kwotę dochodu z działalności gospodarczej.
A ci, którzy są na ryczałcie?
U ryczałtowców składka uzależniona jest od przychodu oraz przeciętnej pensji. Ci, którzy mają przychody powyżej 300 tys. zł rocznie, zapłacą niecały 1 tys. zł miesięcznie. Mogą też płacić stałą składkę na podstawie przychodu z poprzedniego roku.
Przedsiębiorcy na karcie podatkowej liczą składkę od minimalnego wynagrodzenia, wyniesie 270,90 zł miesięcznie.
I jedni, i drudzy muszą co miesiąc składać deklaracje do ZUS.
Czy zmiany w składce zdrowotnej zdopingują przedsiębiorców do przechodzenia na inną formę rozliczenia?
Składka zdrowotna stała się jednym z głównych czynników decydujących o sposobie rozliczenia. Ale trzeba wziąć też pod uwagę inne rzeczy. Przede wszystkim wysokość podatku. Na skali 17 albo 32 proc., na liniówce 19 proc., w obu wariantach liczone od dochodu. Ci, którzy wybiorą skalę, skorzystają też z podniesionej kwoty wolnej od PIT, która wynosi teraz 30 tys. zł rocznie.
Na ryczałcie stawki podatku są zróżnicowane, zależą od rodzaju działalności. Jest liczony od przychodu, bez odliczania kosztów. Przedsiębiorcy mający duże wydatki na biznes mogą więc na nim stracić.
Wybór formy opodatkowania uzależniony jest od wielu zmiennych. Generalnie wskutek Polskiego Ładu cała kalkulacja się zmieniła, obliczenia z poprzednich lat są już nieaktualne.
Co pani radzi swoim klientom?
Niestety, nie ma uniwersalnej porady. Każdemu przedsiębiorcy trzeba przeprowadzić indywidualną kalkulację.
Jakiś przykład?
Przy rocznym dochodzie w wysokości 140 tys. zł bardziej opłaca się podatek liniowy niż według skali. Oczywiście jeśli przedsiębiorca nie korzysta z dodatkowych preferencji, jak rozliczenie z małżonkiem czy ulga na dzieci, które są możliwe tylko na skali. Ale żeby porównać liniowy PIT czy skalę z ryczałtem trzeba już wiedzieć, czym przedsiębiorca się zajmuje, bo od tego zależy stawka podatku. A także – jakie ma wydatki na biznes.
W takim razie załóżmy, że przedsiębiorca ma 700 tys. zł przychodu i 200 tys. zł kosztów, czyli 500 tys. zł dochodu rocznie. Skala się nie opłaca. Liniowy PIT czy ryczałt?
Maksymalna składka zdrowotna na ryczałcie to niecały 1 tys. zł miesięcznie, czyli rocznie mniej niż 12 tys. zł. Na liniowym PIT składka wyniesie 24,5 tys. zł. Czy oznacza to, że ryczałt zawsze jest korzystniejszy? Nie, bo jeśli przedsiębiorca ma przychód 700 tys. zł i jest na 17-proc. stawce, zapłaci 119 tys. zł podatku. A na liniowym – 95 tys. zł (19 proc. od dochodu 500 tys. zł). W sumie wychodzi na to, że na ryczałcie straci. Ale jeśli prowadzi działalność opodatkowaną niższą stawką, ryczałt jest lepszy.
Słyszy się, że w tym roku ryczałt mocno zyska na popularności. Też tak pani uważa?
Mam wśród klientów ponad 100 przedsiębiorców, którzy są osobami fizycznymi. Około 20 proc. jest na ryczałcie. Widzę już, że na pewno ten procent się zwiększy.
Powtórzę jednak, że wszystko zależy od indywidualnych wyliczeń. Powiedziałam już intuicyjnie paru klientom, co będzie dla nich najlepsze, a po przeprowadzeniu analizy z uwzględnieniem wszystkich indywidualnych aspektów okazało się, że jest inaczej.
Dodam też, że sporo rzeczy z Polskiego Ładu jest jeszcze niewyjaśnionych, co utrudnia symulacje. Przykładowo kwestia składki zdrowotnej za styczeń dla przedsiębiorców na liniowym PIT. Z przepisów wynika, że powinna wynieść, zgodnie z nowymi zasadami, 4,9 proc. podstawy wymiaru. Ministerstwo Finansów i ZUS twierdzą jednak, że składki za styczeń dotyczą stare zasady, czyli wynosi 9 proc. podstawy wymiaru.
Na szczęście na zmianę formy rozliczenia mamy czas do 21 lutego. Chyba że ktoś jest na karcie podatkowej, wtedy zawiadamia fiskusa o zmianie do 20 stycznia.
Co panią najbardziej zaskoczyło w Polskim Ładzie?
Zmiana zasad rozliczania składki zdrowotnej za osoby współpracujące w biznesie. Z reguły jest to małżonek albo dzieci. Przed Polskim Ładem składka za osoby współpracujące wynosiła 381,81 zł miesięcznie, z czego większość przedsiębiorca odliczał od podatku. Teraz wyniesie powyżej 500 zł, bez ulgi w PIT. Podnosi to koszty rodzinnego biznesu. Nie muszę dodawać, że to bardzo niemiłe zaskoczenie. I kompletnie nie rozumiem intencji ustawodawcy. Ani to zmiana uszczelniająca, ani upraszczająca. Wygląda na to, że wprowadzono ją po to, aby zwiększyć obciążenia przedsiębiorców.
A jakaś marchewka dla przedsiębiorców?
Przede wszystkim podniesienie kwoty wolnej od PIT. Skorzystają na tym przedsiębiorcy na skali. Nie zapłacą podatku od 30 tys. zł dochodu rocznie. W skali podniesiono też próg, 32 proc. PIT zapłacimy dopiero po przekroczeniu 120 tys. zł rocznego dochodu. Polski Ład wprowadza nowe zwolnienia, m.in. dla osób mających czwórkę i więcej dzieci. A także ulgi, np. na sponsoring. Choć od razu trzeba zaznaczyć , że nowe preferencje są dość skomplikowane i już budzą wątpliwości.
Rozpoczęliśmy dowcipem, tak też zakończmy. Dlaczego Paulo Sousa opuszcza naszą reprezentację? Bo policzył, ile zyska na Polskim Ładzie.
Też niezłe. Paulo Sousa pewnie rozlicza się w Portugalii, ale ten dowcip dobrze oddaje stan ducha niektórych osób, które zorientowały się już, jak nowe przepisy wpłyną na ich portfele.
Izabela Leśniewska jest doradcą podatkowym w kancelarii Alo-2, szkoleniowcem w Krajowej Izbie Doradców Podatkowych oraz współautorem programów podatkowych.
Przechowywanie faktur papierowych w formie elektronicznej wciąż możliwe
Zgodnie z art. 2 pkt 31 ustawy z 11.3.2004 r. o podatku od towarów i usług (t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 685 ze zm.; dalej: VATU), faktura to dokument w formie papierowej lub w formie elektronicznej zawierający dane wymagane ustawą i przepisami wydanymi na jej podstawie. Zgodnie z art. 106m ust. 1 VATU, bez względu na formę podatnik ma obowiązek zapewnienia autentyczności pochodzenia, integralności treści i czytelności faktury. Przez autentyczność pochodzenia faktury rozumie się pewność co do tożsamości dokonującego dostawy towarów lub usługodawcy albo wystawcy faktury. Przez integralność treści faktury rozumie się, że w fakturze nie zmieniono danych, które powinna zawierać faktura. Na dzień dzisiejszy, faktury wystawia się papierowo lub elektronicznie. Choć stosowanie faktur elektronicznych wymaga akceptacji odbiorcy faktury (art. 106n ust. 1 VATU).
Faktury wystawione oraz otrzymane trzeba też przechowywać. Zasady w tym zakresie określa art. 112a VATU. Podatnicy przechowują więc faktury w podziale na okresy rozliczeniowe, w sposób zapewniający łatwe ich odszukanie oraz autentyczność pochodzenia, integralność treści i czytelność tych faktur od momentu ich wystawienia lub otrzymania do czasu upływu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego. Przepisy nie określają zaś formy, w jakiej faktury powinny być przechowywane. Logiczne wydaje się więc stosowanie analogii między sposobem przechowywania dokumentu a formą jego wystawienia. Nie jest to jednak reguła bezwzględna. Problem przechowywania w formie elektronicznej faktur papierowych znany jest w praktyce podatkowej od dawna. Od dłuższego już czasu, fiskus nie widzi jednak w tej kwestii przeciwwskazań. Od 1.1.2022 r. na scenie pojawia się nowa forma wystawiania odbierania i przechowywania faktur. Czy coś się w praktyce podatkowej zmieni?
Czego dotyczyła sprawa?
Podatnik prowadzi działalność w zakresie produkcji i sprzedaży urządzeń technicznych. Jak to w biznesie bywa, nabywa znaczne ilości towarów i usług, których zakup – co nie jest żadną sensacją – jest udokumentowany fakturami. Podatnik stosuje dwie procedury w zakresie otrzymywania, przetwarzania i archiwizowania faktur, bo też otrzymuje je podatnik w dwóch postaciach, tj. w formie elektronicznej na wskazany adres e-mail, albo w wersji papierowej.
W przypadku faktur otrzymywanych w wersji elektronicznej na wskazany adres e-mail, na skrzynce jest ustawiona archiwizacja, która przechowuje faktury przez okres przedawnienia zobowiązania podatkowego. Faktury są pobierane ze skrzynki i wprowadzane do systemu elektronicznego obiegu dokumentów. Faktury są załączane do systemu w formacie pdf lub jpg, co uniemożliwia zmianę danych zawartych na tychże dokumentach. Natomiast w zakresie faktur otrzymywanych w wersji papierowej procedura archiwizacji wygląda następująco: faktury otrzymują pieczątkę z datą wpływu, a kolejno są skanowane i zapisywane w formacie pdf, a następnie wprowadzane do systemu.
Jednocześnie oprócz archiwizacji elektronicznej, podatnik prowadzi także archiwizację faktur w wersji papierowej. Wiąże się to ze znacznymi kosztami, co podatnikowi niekoniecznie się podoba. Podatnik rozważa więc odstąpienie od przechowywania papieru, skoro i tak ma dostęp do tych samych dokumentów w elektronicznej formie. Archiwum znajduje się na serwerze, który znajduje się w siedzibie firmy. Dokumenty są skanowane i wprowadzane do systemu informatycznego zarządzania dokumentami przez specjalnie dedykowany zespół. Każdy dokument otrzymuje swój unikalny numer umożliwiający jego identyfikację i łatwe odszukanie danych dotyczących poszczególnego dokumentu oraz jego obrazu w postaci skanu w formacie pdf. Administracją serwerem zajmują się administratorzy systemów informatycznych. Posiadane oprogramowanie do skanowania i przechowywania dokumentów w formie elektronicznej, jest powiązane z systemem finansowo-księgowym, dzięki czemu odszukanie informacji poszczególnych dokumentów oraz odtworzenie ich obrazu jest możliwe w każdej chwili.
Podatnik chce utworzyć dodatkowe archiwum na dysku sieciowym. W tym celu wdroży nową aplikację, która codziennie w nocy pobierze dokumenty z bazy danych z określoną datą utworzenia np. z poprzedniego dnia przetworzy plik binarny na format pdf i zapisze na dysku sieciowym w folderze z określoną datą. Po zeskanowaniu dokumentów papierowych i zarchiwizowaniu wersji elektronicznej w systemie informatycznym, papierowe wersje dokumentów będą oficjalnie niszczone. Podatnik będzie zaś przechowywał elektroniczne obrazy zeskanowanych dokumentów do czasu upływu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego. Pytanie tylko, czy w przypadku faktur papierowych, tego rodzaju podejście będzie prawidłowe. I czy aby nie pozbawi aby podatnika prawa do odliczenia podatku naliczonego z faktur otrzymywanych papierowo, ale przechowywanych wyłącznie elektronicznie.
Stanowisko organu
W interpretacji indywidualnej z 29.11.2021 r., 0111-KDIB3-3.4012.473.2021.3.PJ, Dyrektor KIS przypomniał, że ustawodawca stworzył podatnikowi prawo do odliczenia podatku naliczonego, pod warunkiem spełnienia przez niego zarówno tzw. przesłanek pozytywnych oraz niezaistnienia przesłanek negatywnych. Te drugie określone zostały w art. 88 VATU. Przepis ten określa listę wyjątków, które pozbawiają podatnika prawa do obniżenia kwoty podatku należnego o kwotę podatku naliczonego. Co jednak ważne, nie znajdziemy w tym przepisie nic co wskazywałoby, że prawo podatnika do odliczenia podatku naliczonego uzależnić trzeba od rodzaju faktury czy od formy jej przechowywania.
Prawidłowe przechowywanie dokumentów jest niezbędne do tego aby podatnik nie utracił nabytego wcześniej prawa do odliczenia podatku VAT w przypadku ewentualnej kontroli organów podatkowych. Organy muszą mieć dostęp do otrzymanych przez podatnika faktur, w sposób wskazany w art. 112a VATU. Podatnicy powinni zapewnić naczelnikowi urzędu skarbowego bezzwłoczny dostęp do faktur a w przypadku faktur przechowywanych w formie elektronicznej – również bezzwłoczny ich pobór i przetwarzanie danych w nich zawartych. Na żądanie organu. Prawidłowość przechowywania faktur zostaje więc weryfikowana co do zasady przez organy podatkowe. Na podstawie przechowywanych przez podatnika dokumentów organy oceniają, czy podatnik miał podstawy do obniżenia kwoty podatku należnego w związku z nabywanymi towarami i usługami.
Zatem w analizowanej sytuacji podatnik zachowa prawo do odliczenia podatku naliczonego z faktur otrzymanych w formie papierowej, jak i elektronicznej, przechowywanych i archiwizowanych następnie wyłącznie w formie elektronicznej. Bez wpływu pozostaje okoliczność zniszczenia faktur otrzymanych pierwotnie w oryginalnej wersji papierowej. Podejście podatnika będzie więc zgodne z przepisami VATU. Podatnik zachowa więc na ogólnych zasadach prawo do obniżenia podatku należnego o kwotę podatku naliczonego, nawet po zniszczeniu papierowych (oryginalnych) wersji faktur.
Ww. zasady nie znajdą zastosowania do faktur ustrukturyzowanych. Zgodnie z wchodzącym w życie art. 112aa VATU, faktury ustrukturyzowane będą bowiem przechowywane w Krajowym Systemie e-Faktur przez okres 10 lat, licząc od końca roku, w którym zostały wystawione. Stosowanie przepisów art. 112 i art. 112a VATU zostało względem faktur ustrukturyzowanych wprost wyłączone. A przynajmniej do upływu okresu dziesięcioletniego, podatnik nie będzie musiał przejmować się archiwizacją tego rodzaju dokumentów.
Być może więc problemy takie, jak opisany przez wnioskodawcę omawianej interpretacji niebawem przestaną być aktualne. Co prawda faktury ustrukturyzowane to póki co rozwiązanie fakultatywne. Ale już dziś głośno mówi się o tym, by taka forma stała się obligatoryjna od 1.1.2023 r. Tyle dobrego, że odpadną obowiązki archiwizacyjne. Kosztowne obowiązki, bo przecież takie skanowanie faktury papierowej i odpowiednie jej zaewidencjonowanie wymaga wsparcia systemowego (oraz czynnika ludzkiego). A to kosztuje. Tyle tylko, że do archiwizowanych w ten sposób faktur, dostęp obok podatnika będzie miał również fiskus. I to wcale nie „na żądanie”.
Prowadzący jednoosobową działalność szacują, ile stracą
– Polski Ład wprowadza zmiany niekorzystne przede wszystkim dla przedsiębiorców prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą. Najwięcej wątpliwości budzą nowe zasady rozliczenia składki zdrowotnej. Przedsiębiorcom trudno oszacować wysokość obciążeń, które będą ponosić w 2022 r., co wzmacnia niepewność. W poprzednich latach nie było podobnych problemów. Dopiero po zakończeniu 2022 r. będzie wiadomo, jak zmiany przepisów wpłyną na finanse przedsiębiorców – mówi Anna Misiak, doradca podatkowy, partner w MDDP.
Jak dodaje, inny problem wynika z rosnącej popularności ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych.
– W wielu przypadkach powstają wątpliwości, jaka stawka jest właściwa dla danego rodzaju działalności gospodarczej. Oznacza to ryzyko sporu z fiskusem i dopłaty podatku – mówi Anna Misiak.
Z kolei dla pracodawców wyzwaniem będą oczekiwania podwyżek wynagrodzeń. W niektórych przypadkach może się okazać, że pracownicy będą otrzymywać niższe wynagrodzenie netto w trakcie roku, ale odzyskają te kwoty w rozliczeniu rocznym.
– Wydaje się, że podstawowym problemem z polskim „ładem” dla przeciętnego przedsiębiorcy jest skala nowych regulacji, które weszły w życie już od 1.1.2022 r. Przypomnijmy, że nawet bez tak gruntownej reformy podatkowej zapoznanie się z przepisami wchodzącymi w danym roku zajęłoby przedsiębiorcy blisko pół roku –mówi Łukasz Bączyk, członek zarządu ASB Tax.
Jego zdaniem najistotniejszym problemem może być trudność w dostosowaniu systemów księgowo-podatkowych do nowych regulacji. Dużo czasu przedsiębiorcy zajmą dyskusje i negocjacje z pracownikami, których sytuacja finansowa w wielu przypadkach pogorszy się.
– Pamiętajmy również, że od 1.1.2022 r. wszedł w życie nowy, bardzo restrykcyjny system podatku u źródła –warto pomyśleć o polityce WHT. Niektóre regulacje istotnie dotkną poszczególnych branż, takie jak zakaz amortyzacji nieruchomości, który będzie „game changerem” dla branży nieruchomościowej – mówi Łukasz Bączyk.
Konrad Turzyński, doradca podatkowy, partner w kancelarii KNDP, zwraca uwagę m.in. na przepisy dotyczące zatrudnienia na czarno.
– Wygodne z punktu widzenia fiskusa rozwiązanie wprowadza absolutnie patologiczną nierównowagę sił na rynku – mówi ekspert. I dodaje: – Biorąc pod uwagę, że od 2022 r. ryzyka rzekomego zatrudnienia na czarno będą ciążyły na jednej stronie, a sprawy tego typu pozostają wyłącznie oparte na słowie przeciwko słowu. Będzie to wygodna forma szantażu pracodawców przez niezadowolonych pracowników – w tym w szczególności tych, z którymi pracodawca rozstał się w konfliktowych okolicznościach – mówi Konrad Turzyński.