Plagiat na gruncie prawa autorskiego
Opis stanu faktycznego
Powódka (…) sp. z o.o. sp. k. w P. wniosła o zasądzenie od (…) Spółki Akcyjnej w G. kwoty 11 000 zł za naruszenie praw autorskich z ustawowymi odsetkami od wniesienia pozwu, nakazanie pozwanej zaniechania rozpowszechniania znaku graficznego logotyp „(…)” oraz o zasądzenie kosztów procesu. Powódka wskazała, że stworzyła logotyp (…), do którego przysługując jej wyłączne prawa majątkowe, które narusza pozwana. Ponadto poniosła szkodę w wysokości 60.000 zł, wskazując, że mogłaby uzyskać kwotę 1.000 zł miesięcznie za udostępnienie utworu. W niniejszym procesie żąda dwukrotności tego wynagrodzenia za okres od marca 2013 r. do lutego 2014 r. Pozwana w odpowiedzi na pozew wniosła o oddalenie powództwa.
Wyrokiem z 4.7.2018 r. Sąd Okręgowy w Gliwicach oddalił powództwo. Na skutek apelacji powódki Sąd Apelacyjny w Katowicach zmienił zaskarżony wyrok w ten sposób, że zasądził od pozwanej na rzecz powódki kwotę 8 000 zł z ustawowymi odsetkami od 13.11.2015 r. do 31.12.2015 r. oraz ustawowymi odsetkami za opóźnienie od 1.1.2016 r., a w pozostałej części powództwo oddalił.
Z uzasadnienia Sądu
Sąd Okręgowy ustalił, że 15.6.2011 r. pomiędzy stronami została zawarta umowa o współpracy w zakresie budowy wizerunku pozwanej i (…). Pozwana oświadczyła, iż jest uprawnioną do dysponowania znakiem słowno–graficznym i wyraziła zgodę na posługiwanie się przez powódkę logotypem (…) w zakresie wynikającym z umowy. 1.8.2011 r. pomiędzy pozwaną a J.P. i (…) P. wspólnikami spółki cywilnej (…) jako zleceniobiorcami została zawarta umowa o współpracy, na podstawie której zobowiązali się oni do wykonywania na rzecz pozwanej stałych usług m.in. w zakresie projektów graficznych. W umowie ustalono, że zleceniobiorcy przenoszą lub z chwilą wykonania utworu przeniosą na pozwaną całość autorskich praw majątkowych do wykonanych utworów będących przedmiotem zleceń. Ustalono, że autorskie prawa majątkowe przechodzą po odbiorze zlecenia z chwilą zapłaty za nie wynagrodzenia. 21.10.2011 r. pomiędzy spółką cywilną (…) jako twórcą a powódką została zawarta umowa o przeniesienie autorskich praw majątkowych do projektu znaku graficznego. Był wykorzystywany w każdym miejscu, w którym powódka prowadziła działalność na rzecz pozwanej, tj. na gadżetach klubowych, plakietkach klubowych, na stadionie, na wejściówkach do strefy VIP. (…) nie powstał z gotowych elementów dostępnych w programach graficznych. Jego stworzenie wymagało wkładu intelektualnego i stanowił on opracowanie indywidualne, charakteryzujące się wyjątkowością. Logotyp (…) był wykorzystywany do 11.3.2013 r. m.in. na biletach, banerach, zaproszeniach. Tego dnia pozwana złożyła powódce oświadczenie o rozwiązaniu umowy z 15.6.2011 r. na podstawie § 7 ust. 2 punkt c tej ze skutkiem natychmiastowym, wskazując na naruszenia umowy. Powódka zakwestionowała istnienie podstaw rozwiązania umowy w tym trybie. Po dacie oświadczenia o rozwiązaniu umowy pozwana nie wnosiła o udzielenie jej licencji na korzystanie z logotypu (…).
Również J.P. nie zwracał się do powódki o wyrażenie zgody na używanie tego logotypu przez pozwaną. 27.5.2013 r. pozwana zleciła zleceniobiorcom wykonanie nowego logotypu (…), aktualizację logotypu (…) i (…)oraz opracowanie projektów graficznych logotypu (…), (…). Usługa została zrealizowana 26.6.2013 r. Nowy logotyp – (…) jest używany jako logo (…). Jego kolorystyka odnosi się do barw klubowych pozwanej. Powódka nie wiedziała o opracowaniu nowego logotypu. Powódka wzywała pozwaną do zapłaty 1.029.900 zł z tytułu szkody powstałej na skutek rozwiązania umowy, na którą składała się kwota utraconych zysków ze sprzedaży biletów i pakietów partnerskich oraz odszkodowanie za naruszenie autorskich praw majątkowych do projektu znaku graficznego „(…)”. Pozwana po dniu 11.3.2013 r. nie posługiwała się logotypem opracowanym na zlecenie powódki. Bilety przez dwa miesiące były sprzedawane bez żadnego logotypu, a na parkingu nie było logotypu (…). Po opracowaniu nowego logotypu (…) pozwana używała tego logotypu – (…). Rynkowa wartość miesięcznej opłaty licencyjnej za korzystanie z logotypu (…) na luty 2013 r. wynosiłaby 726,64 zł. Aktualnie jej wysokość, obliczona na podstawie oszacowanych w przybliżeniu przychodów ze składek członkowskich (…) wynosi 1 433,51 zł miesięcznie. (…)
Sąd pierwszej instancji uznał, że logotyp (…) różni się od logotypu (…), nie stanowiąc jego plagiatu z uwagi na brak tożsamości znaków graficznych oraz napisów słownych, które odbiegają od siebie kolorystyką i układem. Można stanowczo przyjąć, że oba logotypy nie są identyczne, ale to nie przesądza jeszcze, że logo (…) nie jest plagiatem logo (…). Dokonanie tej oceny powinno zostać dokonane przede wszystkim w oparciu o art. 2 PrAut. Na gruncie tego przepisu można wyróżnić trzy kategorie utworów: utwory w pełni samoistne, nie inspirowane cudzym dziełem, utwory samoistne ale inspirowane cudzym dziełem oraz utwory niesamoistne, w tym opracowania. Utwory w pełni samoistne, nie inspirowane to takie, które wprawdzie nie powstają w próżni intelektualnej, co oznacza, że ich autor czerpie z dotychczasowego dorobku naukowego bądź artystycznego, ale wprost nie nawiązuje do żadnego konkretnego dzieła. Z kolei utwory samoistne, ale inspirowane, to takie dzieła, które powstały w wyniku pobudki dostarczonej przez inny utwór, przy czym związek ich z cudzym utworem może się przejawiać silniej lub słabiej, ale musi być dostrzegalny. Wreszcie tzw. opracowania pozostają w tak swoistym związku przynajmniej z niektórymi elementami utworu wcześniejszego, że ich rozpowszechnianie zawsze wkracza w sferę osobistych i majątkowych praw twórcy utworu pierwotnego. Z kolei za plagiat poczytywać można przypadek wykorzystania elementów cudzego utworu w takim stopniu, że brak jest twórczej działalności plagiatora, o to w konsekwencji prowadzi do braku cech oryginalności takiego dzieła. W orzecznictwie przyjmuje się, że plagiat może mieć charakter jawny, ukryty lub częściowy. W pierwszym przypadku polega on na przyjęciu cudzego utworu w całości lub części – jako swojego. Drugi ma miejsce, gdy następuje przeróbka cudzego utworu podawana za utwór własny, a częściowy dotyczy sytuacji wykorzystania tylko niektórych części partii utworu cudzego.
Sedno sprawy polega na ocenie, czy cechy odróżniające logotyp (…) od logotypu (…) mają charakter indywidulany i twórczy, albowiem gdyby tak było, to zasługiwałby on na samodzielną ochronę prawną. Zdaniem Sądu Apelacyjnego podobieństwo obu utworów jest tak jawnie widoczne z perspektywy postrzegania postronnej osoby, że w zasadzie łatwiej byłoby stwierdzić jakie są ich cechy wspólne niż różnice. Podstawowe podobieństwo sprowadza się do użytego w nich motywu orła, który ma ten sam profilowany kształt w niebieskim kolorze. Jedyna różnica jest taka, że w logo (…) usunięto jego dolną, zawijaną część – licząc od miejsca, gdzie w logo (…) odchodziła ona od wizerunku orła. W pozostałym zakresie do logo (…) przejęto elementy twórcze grafiki orła z logo (…). Dlatego też w ocenie Sądu Apelacyjnego błędne jest stanowisko pozwanej, że logo przez nią używane jest wytworem indywidualnego i twórczego ujęcia motywu orła. Mimo wprowadzonych zmian graficznych do logo (…) nie można stwierdzić istotnych różnic pomiędzy nim a logo (…). Wzajemne relacje pomiędzy tymi utworami są w tym zakresie tak silne, że można poczynić wniosek, że logotyp (…) jest częściowym plagiatem logotypu (…). Dla rozróżnienia obu utworów nie ma znaczenia warstwa słowna, gdyż plagiat występuje także wtedy, gdy dotyczy on jedynie części utworu cudzego. Dlatego też zasługiwał na uwzględnienie zarzut naruszenia prawa materialnego – art. 1 i 2 ustawy z 4.2.1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 1231 ze zm., dalej: PrAut).
W przywołanym orzeczeniu Sąd słusznie podkreślił, że plagiat występuje także wtedy, gdy dotyczy on jedynie części utworu cudzego. W prawie autorskim nie ma legalnej definicji plagiatu. Pośrednio definicję taką zawiera art. 115 PrAut, penalizując czyn polegający na przywłaszczeniu sobie autorstwa lub wprowadzeniu w błąd co do autorstwa całości lub części cudzego utworu. W judykaturze wskazuje się, że z istoty plagiatu wynika, że dochodzi do niego wówczas, gdy następuje wykorzystanie elementów cudzego utworu w takim stopniu, iż brak jest twórczej działalności plagiatora i jego utwór nie nosi cech oryginalności. Niezbędne jest zatem zapoznanie się przez niego z treścią i formą utworu stanowiącego źródło materiału przejętego do utworu własnego (wyr. SA w Warszawie z 15.9.1995 r., I ACr 620/95). Sytuacja taka miała miejsce w analizowanej sprawie, stąd też słusznie Sąd odwoławczy zmienił wyrok Sądu I instancji.
Sprzedaż samochodu wykupionego z leasingu poza VAT
Zgodnie z art. 15 ust. 1 ustawy z 11.03.2004 r. o podatku od towarów i usług (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 106 ze zm., dalej: VATU), podatnikami są osoby prawne, jednostki organizacyjne niemające osobowości prawnej oraz osoby fizyczne, wykonujące samodzielnie działalność gospodarczą, bez względu na cel lub rezultat takiej działalności. Działalność gospodarcza obejmuje zaś wszelką działalność producentów, handlowców lub usługodawców, w tym podmiotów pozyskujących zasoby naturalne oraz rolników, a także działalność osób wykonujących wolne zawody (art. 15 ust. 2 VATU).
Kwestia rozgraniczenia działalności gospodarczej od czynności w zakresie zarządzania i dysponowania majątkiem osobistym jest tematem doskonale znanym acz nieszczególnie lubianym. Zwłaszcza przez właścicieli nieruchomości (gruntów) nabytych do majątku prywatnego, którzy często mimowolnie stają się podatnikami VAT. Te rozgraniczenie działa jednak także w drugą stronę. Czasem podatnicy VAT, a więc podmioty prowadzące działalność gospodarczą poszukują granicy między czynnościami profesjonalnymi a prywatnymi. Z podatkami w tle. Oto najnowszy przykład tego rodzaju sytuacji.
Czego dotyczyła sprawa?
Podatnik prowadzi działalność gospodarczą w zakresie usług fryzjerskich oraz wykonywania innych zabiegów kosmetycznych. W tego rodzaju działalności korzystanie z samochodu jest niezbędne. Toteż podatnik zawarł umowę leasingu operacyjnego samochodu osobowego. Podatnik odliczał podatek naliczony wykazany na fakturach otrzymywanych w związku z leasingiem samochodu.
Umowa leasingu zbliża się jednak ku końcowi. Podatnik może wykupić samochód i planuje skorzystać z tego uprawnienia. Umowa leasingu została zawarta w ramach działalności gospodarczej, toteż sam wykup również zostanie dokonany przez podatnika w takim charakterze. Niemniej, podatnik nie zamierza jednak wykorzystywać pojazdu w ramach prowadzonej działalności. W związku z tym nie będzie wprowadzał samochodu do ewidencji środków trwałych i odliczał podatku VAT z tytułu zakupu. Również koszty eksploatacji nie będą związane z działalnością i podatnik nie będzie odliczał podatku naliczonego.
Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem odnośnie wykupionego auta będzie więc pewnie jego sprzedaż. I właśnie o tę sprzedaż podatnik postanowił zapytać Dyrektora KIS. A konkretnie, czy będzie to sprzedaż opodatkowana VAT.
Stanowisko organu
Dyrektor KIS w interpretacji z 3.2.2021 r., 0111-KDIB3-1.4012.1003.2020.1.ABU uznał, że w ww. okolicznościach sprzedaż samochodu nie będzie podlegała opodatkowaniu VAT. Nie będzie bowiem dokonana w ramach działalności opodatkowanej podatnika. Fiskus zwrócił przy tym uwagę na następujące okoliczności:
- zasadne jest wyłączenie osób fizycznych z grona podatników w przypadku, gdy dokonują sprzedaży, przekazania, bądź darowizny towarów stanowiących część majątku osobistego, tj. majątku, który nie został nabyty w celu jego odsprzedaży, bądź wykonywania innych czynności w ramach działalności gospodarczej;
- nie jest podatnikiem VAT ten, kto jako osoba fizyczna dokonuje jednorazowych lub okazjonalnych transakcji, za które nie jest przewidziana ściśle regularna zapłata oraz nie prowadzi zorganizowanej, czy zarejestrowanej działalności gospodarczej. Dokonywanie określonych czynności poza sferą prowadzonej działalności gospodarczej, również nie pozwala na uznanie danego podmiotu za podatnika w zakresie tych czynności;
- przyjęcie, że sprzedając samochód podatnik działa jako handlowiec wymaga ustalenia, czy jego działalność w tym zakresie przybiera formę zawodową (profesjonalną). Przejawem takiej aktywności w zakresie obrotu ruchomościami (np. samochodami), która może wskazywać, że jej czynności przybierają formę zorganizowaną może być np.: działania marketingowe podjęte w celu sprzedaży samochodu, wykraczające poza zwykłe formy ogłoszenia, prowadzenie działalności gospodarczej w zakresie usług handlu samochodami;
- w opisywanej sprawie, sprzedaż samochodu stanowić będzie zwykłe wykonywanie prawa własności. Tym samym, podatnik będzie zbywał samochód, stanowiący jego majątek prywatny.
O dość liberalne (choć nie przełomowe) podejście fiskusa. Skoro bowiem samochód służył w czasach leasingu do wykonywania działalności gospodarczej i również przez podatnika VAT został wykupiony, można by domniemywać, że dalszy jego los jest z profesjonalną działalnością nierozerwalnie związany. Być może rozczuliła fiskusa obietnica braku odliczenia podatku naliczonego od zakupu auta i innych wydatków z nim związanych. A przecież takie odliczenie jest prawem a nie obowiązkiem podatnika. Brak odliczenia niekoniecznie przesądza więc, że samochód nagle w magiczny sposób przestał służyć do wykonywania działalności (choć wykluczyć tego nie można).
Nie sposób nie odnieść wrażenia, że kwestia VAT stanowi dla podatnika preludium do innej klasyfikacji podatkowej. Zgodnie z art. 10 ust. 1 pkt 8 ustawy z 26.7.1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 1426 ze zm., dalej: PDOFizU), nie podlega opodatkowaniu zbycie rzeczy ruchomej, jeśli nastąpiło po upływie pół roku, licząc od końca miesiąca, w którym nastąpiło nabycie. Pod warunkiem jednak, że nie dochodzi do skutku w ramach działalności gospodarczej.
Na szali mamy więc opodatkowanie PDOFizU (np. 19% podatku liniowego) albo też brak takowego. Zwłaszcza przy nisko określonej cenie wykupu auta „wyjęcie” go poza działalność gospodarczą wydaje się perspektywą optymistyczną. Optymistycznie należy więc ocenić także omawianą interpretację indywidualną.
Frankowicz nie musi czekać na bank
Rozliczenia
O rozstrzygnięcie tej kwestii zwrócił się do SN warszawski Sąd Okręgowy. Rozpatrywał sprawę Zbigniewa F., który żądał od Banku Millenium zapłaty 12 tys. zł rat z lat 2008–2012. Bank udzielił mu kredytu indeksowanego do CHF na 29 lat, opiewającego na 250 tys. zł.
Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa zasądził mu żądaną kwotę, stwierdzając abuzywność klazuli przeliczeniowej i nieważność umowy kredytowej. Wskazał, że powód jest uprawniony do żądania zwrotu tego, co w jej ramach świadczył bankowi.
Rozpatrując apelację banku, SO powziął wątpliwości, czy to rozumowanie jest prawidłowe, gdy bankowi też służy roszczenie o zwrot spełnionego w wykonaniu nieważnej umowy kredytu, a należność banku przewyższa wierzytelność kredytobiorcy. Problem ten nie był do tej pory przedmiotem rozważań SN, a orzecznictwo sądów powszechnych jest rozbieżne. Dotyczy go jedno z sześciu pytań pierwszej prezes SN, którymi w marcu zajmie się cała Izba Cywilna SN.
Spór idzie o to, czy przy nieważności umowy kredytowej, w ramach której bank wypłacił kredytobiorcy całość lub część kredytu, a ten go spłacał, powstają odrębne roszczenia za nienależne świadczenie na rzecz każdej ze stron, czy tylko jedno, o zapłatę nadwyżki spełnionych świadczeń, czyli bezpodstawnego wzbogacenia.
Prawnicy frankowiczów optują za niezależnymi roszczeniami, tym bardziej że dotąd banki powściągliwie wytaczały takie roszczenie. Dopiero niedawno takie żądanie wytoczyli w głośnej sprawie państwa Dziubaków.
Justyna Tomaszewska i Robert Mazur, pełnomocnicy frankowicza, mówili na zdalnej rozprawie w SN, że prawo UE wymaga wyrównywania pozycji kontraktowych i odstraszania od naruszania praw konsumentów. Każda strona ma własne roszczenie, może go oddzielnie dochodzić.
Nie ma darmowych nieruchomości – mówiła mec. Aleksandra Horbatowska w imieniu Banku Millenium. – Trzeba też widzieć sytuację złotówkowych kredytobiorców. Ci nie powinni mieć gorzej. Konsument nie może żądać zawrotu rat, gdy nie oddał tego, co otrzymał w kredycie.
SN nie podzielił tego stanowiska.
– Kredytobiorca może domagać się od banku zwrotu rat kapitałowo-odsetkowych zapłaconych w walucie polskiej lub w walucie obcej, gdy nie doszło do zwrotu przez kredytobiorcę wypłaconej przez bank kwoty kredytu w nominalnej wysokości – głosi uchwała.
– Bankowi przysługuje szereg uprawnień, prawo zatrzymania swej należności do czasu rozliczenia, zarzut potrącenia, który jest elastyczny, bo sięga wstecz i nawet dotyczy przedawnionych wierzytelności. Banki muszą tylko być aktywne, tj. wzywać konsumenta do zwrotu ich należności, żeby móc ją potrącić – uzasadniał sędzia sprawozdawca Roman Trzaskowski.
Wygrały kondykcje
– Z ustnego uzasadnienia uchwały wynika, że SN jest za rozliczeniem roszczeń kredytobiorcy z bankiem według tzw. teorii dwóch kondykcji, co oznacza, że obie strony mają wobec siebie dwa odrębne roszczenia i sami muszą je podnosić. Sąd sam z siebie nie może więc działać w imieniu banku i odliczać kwot roszczenia banku, jeżeli ten nie podnosi sam tego roszczenia. Poruszono także kwestię przedawnienia roszczeń. To bardzo dobra uchwała da frankowiczów i szerzej: konsumentów – ocenia Arkadiusz Szcześniak, prezes Stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu.
Mariusz Korpalski radca prawny
To rozsądna uchwała. Rozliczenie nieważnej umowy kredytu za pomocą niezależnych roszczeń, a nie automatycznego kompensowania, jest elastycznym instrumentem. Strona, która zapłaciła więcej, w pytaniu SO – bank, ma do dyspozycji prawo zatrzymania oraz zarzut potrącenia. Ma zatem możliwość bezgotówkowego rozliczenia świadczeń obu stron pod warunkiem, że wcześniej zostało wystosowane właściwe wezwanie do zapłaty, wskazujące na nieważność umowy. Potrącenie może też zapobiec negatywnym skutkom przedawnienia, choć nie można zapominać, że roszczeń konsumenta dotyczą dłuższe terminy przedawnienia (10 lat, a teraz 6) niż roszczeń banku (3 lata). Nadużycie uprawnień przez konsumenta może być zaś brane pod uwagę z kolei na podstawie art. 5 KC, ale w wyjątkowych przypadkach.
Sygnatura akt: III CZP 11/20.
Opłata stała od skargi na orzeczenie Krajowej Izby Odwoławczej niezgodna z Konstytucją
Stan faktyczny
W skardze konstytucyjnej z 8.11.2016 r., skarżąca zakwestionowała art. 34 ustawy z 28.7.2005 r. o kosztach sądowych w sprawach cywilnych (Dz.U. z 2016 r. poz. 623, ze zm., obecnie: t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 755, ze zm.; dalej: KSCU) w zakresie, w jakim wprowadza wymóg uiszczenia opłaty sądowej od skargi na orzeczenie Krajowej Izby Odwoławczej w takiej wysokości, która może uniemożliwić wniesienie tego środka zaskarżenia oraz rozpatrzenie sprawy przez sąd powszechny, z art. 45 ust. 1, art. 77 ust. 2, art. 78 w związku z: art 176 ust. 1, art. 31 ust. 3 oraz art. 32 ust. 1 Konstytucji RP. Skarga została wniesiona w imieniu spółki biorącej udział w przetargu. Od jego wyniku skarżąca wniosła odwołanie do KIO, które zostało później oddalone. Na rozstrzygnięcie KIO skarżąca złożyła skargę do sądu okręgowego wraz z wnioskiem o zwolnienie od kosztów sądowych w całości. Następnie została zobowiązana do uiszczenia opłaty od skargi, w kwocie 75 000 zł. Skarżąca, mając świadomość prawomocności postanowienia oddalającego wniosek o zwolnienie z kosztów sądowych, wniosła jednak zażalenie na to postanowienie. Sąd, postanowieniem z 17.8.2016 r., odrzucił zażalenie i oddalił wniosek o zawieszenie postępowania, a następnie postanowieniem z 23.8.2016 r. odrzucił skargę ze względu na brak uzupełnienia przez skarżącą braków formalnych złożonej skargi – nieuiszczenie opłaty sądowej. W skardze do Trybunału skarżąca podniosła, że kwestionowany przepis narusza: prawo do sądu, prawo do zaskarżania orzeczeń i dwuinstancyjnego postępowania oraz prawo do równego traktowania. Skarżąca zarzuciła art. 34 ust. 1 KSCU naruszenie prawa do sądu, tj. art. 45 ust. 1 i art. 77 ust. 2 Konstytucji RP, przez ustalenie rażąco wysokiej kwoty opłaty od skargi. Zauważyła, że opłata jest niewspółmiernie wysoka nie tylko z uwagi na możliwości finansowe przeciętnego oferenta, ale także w porównaniu z innymi opłatami sądowymi w sprawach cywilnych i w porównaniu z poprzednim stanem prawnym, tj. sprzed wejścia w życie nowelizacji art. 34 ustawą z 5.11.2009 r. o zmianie ustawy Prawo zamówień publicznych oraz ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych (Dz.U. Nr 206, poz. 1591), kiedy opłata od skargi miała charakter stały i wynosiła 3000 zł.
Stanowisko Trybunału Konstytucyjnego
Na wstępie Trybunał zwrócił uwagę na to, iż w rozpoznawanej sprawie wzorcami kontroli mogły być wyłącznie art. 45 ust. 1 w związku z art. 31 ust. 3 i art. 77 ust. 2 Konstytucji RP. Następnie Trybunał przypomniał, że art. 34 KSCU, określał opłatę stałą na poziomie pięciokrotności wpisu wniesionego od odwołania w sprawie. Trybunał wielokrotnie potwierdzał, że sama wysokość opłaty sądowej może być samoistnym problemem konstytucyjnym na gruncie prawa do sądu (wyrok TK z 14.1.2014 r., SK 25/1 i z 15.4.2014 r., SK 12/13, Legalis). Choć Konstytucja RP nie zakazuje wprowadzenia odpłatności postępowania sądowego, to jednak wyklucza ustanawianie barier ekonomicznych w postaci nadmiernych kosztów postępowania, bowiem zbyt wysokie koszty postępowania stanowią istotne ograniczenie dostępu do sądu i mogą uniemożliwić jednostce dochodzenie praw na drodze sądowej (wyrok TK z 30.3.2004 r., SK 14/03, Legalis). Trybunał wskazał, że odpowiedź na pytanie o konstytucyjność konkretnego uregulowania „kosztowego” w procedurze cywilnej wymaga po pierwsze ustalenia wysokości opłaty w świetle jej funkcji systemowej, po drugie – uwzględnienia potrzeb zarówno wymiaru sprawiedliwości, jak i potrzeb społecznych, po trzecie stadium procesu, na którym wymóg jej uiszczenia jest stosowany, po czwarte zaś – możliwości i zakresu uzyskania ewentualnego zwolnienia z obowiązku jej wniesienia. Trybunał wskazał, iż istotnym problemem w systemie zamówień publicznych było spowalnianie postępowań wskutek oczywiście nieuzasadnionych odwołań niektórych wykonawców. Zgodnie z poglądem Trybunału, szybkość rozpoznania sprawy nie jest wartością absolutną, na rzecz której można poświęcić ochronę praw podmiotowych jednostki (wyrok TK z 16.12.2008 r., P 17/07, Legalis). Biorąc pod uwagę swoje dotychczasowe i jednolite orzecznictwo, Trybunał uznał, że ustawodawca dysponuje co prawda znaczną swobodą kształtowania opłat sądowych, to jednak obciążenia finansowe wynikające z tych opłat nie mogą być asymetryczne wobec wartości zamówienia i ewentualnych, spodziewanych z niego zysków. Trybunał orzekł, że opłata stała, określona w art. 34 ust. 1 KSCU, stanowiła nieproporcjonalną dolegliwość i powodowała istotne ograniczenie prawa dostępu do sądu w fazie odwoławczej – stanowiąc tym samym, nadmierną barierę ekonomiczną realizacji prawa do sądu. Ustawodawca w kwestionowanym przepisie de facto odebrał w części spraw możliwość skorzystania z drogi odwoławczej. W związku z tym nie może również zostać zrealizowana, przewidywana przez art. 78 Konstytucji RP, kontrola orzeczeń i decyzji wydanych w pierwszej instancji. Trybunał Konstytucyjny nie znalazł żadnego uzasadnienia wprowadzonego ograniczenia z punktu widzenia wartości wskazanych w art. 31 ust. 3 Konstytucji RP. Warto przypomnieć, że celem art. 45 ust. 1 Konstytucji RP jest zapewnienie dostępu do sądu, rozumianego jako możliwość uruchomienia stosownej procedury sądowej. Zgodnie z utrwalonym orzecznictwem Trybunału, prawo do sądu obejmuje w szczególności:
- prawo do uruchomienia postępowania sądowego,
- prawo do odpowiednio ukształtowanej procedury sądowej, zgodnie z zasadami sprawiedliwości, jawności i dwuinstancyjności,
- prawo do uzyskania wiążącego rozstrzygnięcia,
- prawo do odpowiedniego ukształtowania ustroju i pozycji organów sądowych jurysdykcyjnej (Postanowienie TK z 4.6.2014 r., Ts 293/13, Legalis).
TK zauważył, że również Rada Ministrów dostrzegła, iż „opłata w obowiązującej wysokości uznawana była przez większość wykonawców za istotną barierę utrudniającą korzystanie z tego środka ochrony prawnej. W efekcie, zaskarżalność orzeczeń KIO na poziomie kilku procent, nie zapewnia skutecznej kontroli jej orzecznictwa” (Druk sejmowy nr 3625/VIII kadencja). W efekcie, w ustawie z 11.9.2019 r. Przepisy wprowadzające ustawę – Prawo zamówień publicznych, dalej: PWPrZamPubl (Dz.U. z 2019 r., poz. 2020) nadano kwestionowanemu przepisowi nowe brzmienie – przewidziano opłatę w wysokości trzykrotności, a nie pięciokrotności wpisu.
Trybunał Konstytucyjny orzekł, że art. 34 ust. 1 KSCU przez to, że wprowadza nieproporcjonalnie wysoką opłatę stałą, jest niezgodny z art. 45 ust. 1 w związku z art. 31 ust. 3 i art. 77 ust. 2 Konstytucji RP. Ponadto, umorzył postępowanie w pozostałym zakresie. Wskazał, że „ustawodawca dysponuje co prawda znaczną swobodą kształtowania opłat sądowych, to jednak obciążenia finansowe wynikające z tych opłat nie mogą być asymetryczne wobec wartości zamówienia i ewentualnych, spodziewanych z niego zysków”. Tym samym opłata stała, w wysokości trzykrotności wpisu wniesionego od odwołania w sprawie, której dotyczy skarga, stanowiła nieproporcjonalną dolegliwość i powodowała istotne ograniczenie prawa dostępu do sądu w fazie odwoławczej – stanowiąc tym samym, nadmierną barierę ekonomiczną realizacji prawa do sądu. Na podstawie art. 39 PWPrZamPubl, która weszła w życie 1.1.2021 r., opłata została zmniejszona do wysokości trzykrotności wpisu wniesionego od odwołania w sprawie, której dotyczy skarga. Od 1.1.2021 r. obowiązują nowe przepisy przewidujące, że od skargi na orzeczenie KIO pobiera się opłatę stałą w wysokości trzykrotności wpisu wniesionego od odwołania w sprawie, której dotyczy skarga.
Zasada prawa do obrony, a nieusprawiedliwione niestawiennictwo obrońcy
Przeprowadzenie rozprawy pod nieobecność obrońcy
Wyrokiem z 13.10.2017 r., II K 93/16 Sąd Rejonowy w Środzie Wielkopolskiej, uznał oskarżonego M.M za winnego czynu opisanego w akcie oskarżenia, przyjmując, że czyn ten stanowi przestępstwo z art. 177 § 2 KK, skazał go za występek na podstawie art. 177 § 2 KK wymierzając mu karę 2 lat pozbawienia wolności. Na podstawie art. 42 § 1 KK orzekł wobec oskarżonego zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych na okres 5 lat.
Po rozpoznaniu apelacji wniesionej przez obrońcę oskarżonego Sąd Okręgowy w Poznaniu wyrokiem z 18.12.2018 r., XVII Ka 1460/18 zmienił zaskarżony wyrok w ten sposób, że obniżył wymiar orzeczonej kary izolacyjnej do 1 roku i 6 miesięcy pozbawienia wolności. W pozostałym zakresie utrzymał zaskarżony wyrok w mocy.
Kasację od tego orzeczenia wywiódł obrońca skazanego, który zarzucił rażącą obrazę przepisów prawa procesowego, mającą istotny wpływ na treść rozstrzygnięcia, a mianowicie art. 6 KPK, art. 117 § 2 KPK oraz art. 450 § 3 KPK, przejawiającą się przeprowadzeniem kontroli odwoławczej z naruszeniem prawa skazanego do obrony, poprzez przeprowadzenie rozprawy apelacyjnej pod usprawiedliwioną nieobecność obrońcy, a także art. 7 KPK w zw. z art. 433 KPK oraz art. 457 § 3 KPK, polegające na przeprowadzeniu rażąco wadliwej kontroli odwoławczej.
Zarzucając powyższe, w oparciu o przepis art. 537 § 1 KPK, skarżący wniósł o uchylenie zaskarżonego wyroku w całości i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania Sądowi odwoławczemu.
Prokurator Okręgowy w Poznaniu w pisemnej odpowiedzi na kasację wniósł o uznanie jej za zasadną.
Sąd Najwyższy, po rozpoznaniu w kasacji, wniesionej przez obrońcę skazanego, uchylił zaskarżony wyrok i przekazał sprawę Sądowi Okręgowemu w Poznaniu do ponownego rozpoznania w postępowaniu odwoławczym.
Uzasadnienie SN
Zdaniem SN kasacja jest zasadna.
W toku postępowania odwoławczego doszło do rażącego naruszenia art. 6 KPK, gwarantującego prawo oskarżonego do obrony na każdym etapie procesu karnego. Sygnalizowane uchybienie mogło mieć istotny wpływ na treść wyroku, a zatem wymagało uwzględnienia kasacji w myśl dyspozycji art. 523 § 1 KPK.
Rozważania odnoszące się do uchybienia, którego stwierdzenie przesądziło o uznaniu kasacji za zasadną, należy rozpocząć od przywołania najistotniejszych faktów, które wyznaczyły treść rozstrzygnięcia sądu kasacyjnego. Oskarżony M.M. zarówno w toku postępowania przed Sądem pierwszej instancji, jak i w postępowaniu odwoławczym korzystał z pomocy obrońcy w wyboru. Z dokumentów załączonych do akt sprawy wynika, że w dniu poprzedzającym rozprawę odwoławczą, tj. 17.12.2018 r. o godz. 10:31 na adres e-mailowy XVII Wydziału Karnego Odwoławczego SO w Poznaniu wpłynęło pismo stanowiące wniosek o odroczenie terminu rozprawy odwoławczej, a jego załącznikiem było zaświadczenie lekarskie wystawione przez lekarza rodzinnego, dokumentujące niemożność stawiennictwa obrońcy na rozprawie 18.12.2018 r. W piśmie podkreślono również, że z uwagi na przedmiot postępowania oraz stanowisko klienta niemożliwe było ustanowienie substytuta na rozprawę apelacyjną. Rozprawa odwoławcza odbyła się 18.12.2018 r., co niewątpliwie umożliwiało pracownikom sądu dostarczenie tego pisma, wraz z załącznikiem, składowi sądzącemu, jeszcze przed godziną rozpoznania sprawy. Sąd odwoławczy nie odniósł się jednak do powyższego faktu stwierdzając jedynie niestawiennictwo obrońcy oskarżonego prawidłowo powiadomionego o terminie.
Odnosząc się do tego stanowiska w pierwszej kolejności należało zauważyć, że wskazany przez skarżącego jako naruszony przepis art. 6 KPK statuuje jedną z podstawowych gwarancji procesowych oskarżonego, jaką jest prawo do obrony w sensie materialnym, rozumiane jako prawo przeciwstawiania się tezie oskarżenia, jak i prawo do obrony w sensie formalnym, rozumiane jako prawo do korzystania z pomocy obrońcy. Szczególną wagę wspomnianego przepisu obrazuje fakt, iż przenosi on na grunt KPK unormowanie zawarte w art. 42 ust. 2 Konstytucji RP, jak też w art. 6 ust. 3 lit. c EKPCz. Gdy chodzi natomiast o przepisy art. 117 § 2 KPK i art. 117 § 2a KPK, to zgodnie z ich treścią czynności nie przeprowadza się, jeżeli osoba uprawniona nie stawiła się, jednak usprawiedliwiła należycie niestawiennictwo i wnosiła o nieprzeprowadzanie czynności bez jej obecności, przy czym usprawiedliwienie niestawiennictwa z powodu choroby m.in. obrońcy wymaga zaświadczenia wystawionego przez lekarza sądowego. Interpretując te przepisy literalnie można uznać, że Sąd Okręgowy ich nie naruszył, skoro przed rozpoczęciem rozprawy obrońca oskarżonego nie usprawiedliwił należycie niestawiennictwa, przez złożenie zaświadczenia wystawionego przez lekarza sądowego. Nie znaczy to jednak, że prowadząc rozprawę zakończoną wydaniem wyroku w sposób rażący nie naruszył art. 6 KPK.
Niewątpliwie sytuacja, w której oskarżony mógł liczyć na obecność swojego obrońcy na rozprawie odwoławczej i popieranie sporządzonej w jego imieniu, przez tego obrońcę, apelacji mieści się w sferze formalnego i materialnego prawa do obrony. Przeprowadzenie rozprawy odwoławczej pod nieobecność obrońcy, stanowiło z jednej strony pozbawienie oskarżonego prawa do skorzystania z pomocy ustanowionego obrońcy na tym etapie postępowania (aspekt formalny prawa do obrony), zaś z drugiej strony, uniemożliwiło przedstawienie w sposób ustny oświadczeń i argumentacji na poparcie zarzutów apelacji. Nawet jeżeli założyć, że obrońca nie przywołałby w swoim ustnym wystąpieniu nowych argumentów i okoliczności na poparcie zarzutów apelacji, niż te przestawione w pisemnej apelacji, to jednak naruszenie prawa do obrony w jego aspekcie formalnym należy ocenić jako mogące mieć istotny wpływ na treść wyroku, zważywszy na to, iż prawo do obrony jest prawem gwarantowanym w powołanych podstawach normatywnych, czyli w art. 42 ust. 2 Konstytucji RP, art. 6 KPK oraz konwencjach międzynarodowych (np. art. 6 ust. 3 lit. c EKPCz i art. 14 ust. 3 lit. d Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych (Dz.U. z 1977 r. Nr 38 poz. 167), co nakłada obowiązek restryktywnego spojrzenia na te zachowania lub postąpienia, które stanowią o ograniczeniu tego prawa lub wprost naruszają to prawo.
Niezależnie od tego wspomnieć należy, nie odmawiając przy tym sądom prawa do rygorystycznego egzekwowania od uczestników postępowania należytego usprawiedliwiania niestawiennictwa, że egzekwowanie to nie powinno być bezrefleksyjne. Niekiedy bowiem nawet niespełniające wymogów zaświadczenie lekarskie jasno wskazuje, że z uwagi na charakter schorzenia zainteresowany rzeczywiście nie był w stanie stawić się na rozprawę (posiedzenie), jak też, iż moment zaistnienia niedyspozycji mógł mu utrudnić skontaktowanie się z lekarzem sądowym. W takim wypadku słuszne będzie zaniechanie prowadzenia czynności i wezwanie danej osoby do niezwłocznego dostarczenia prawidłowego zaświadczenia, tj. wystawionego przez uprawniony podmiot (zob. także T. Grzegorczyk, Kodeks postępowania karnego. Komentarz, tom I, Warszawa 2014, s. 445; wyrok SN z 26.4.2016 r., IV KK 114/16, Legalis. Poczyniona uwaga nawiązuje do faktu, że, co prawda, w zaświadczeniu złożonym przez obrońcę nie było mowy o charakterze schorzenia, jednak, jak słusznie dostrzega prokurator w odpowiedzi na kasację, konieczność pokonania przez obrońcę niezdolnego do pracy blisko 400 km celem stawienia się na rozprawie w połączeniu z oczekiwaniem oskarżonego, iż to imiennie wskazany obrońca będzie reprezentował jego interesy, prowadzi do wniosku, że SO powinien przyznać niewątpliwie prymat rzetelności postępowania karnego w jego fazie odwoławczej. Ten jednak kluczowy aspekt każdego procedowania nie został zachowany.
SN nie poddał swojej analizie zarzutu naruszenia przepisu art. 7 KPK w zw. z art. 433 KPK oraz art. 457 § 3 KPK – uznając, że jego rozpoznanie, w zaistniałej sytuacji procesowej, byłoby bezprzedmiotowe (art. 436 KPK w zw. z art. 518 KPK).
Należy podkreślić, że w orzecznictwie sądowym wyrażany jest, w rzeczy samej, słuszny pogląd, iż ewentualne uchybienie obrońcy nie powinno pociągać za sobą negatywnych następstw dla oskarżonego. Odnosi się to m.in. do zaniedbania przez obrońcę terminowego wniesienia środka zaskarżenia, kiedy oskarżony może ubiegać się skutecznie o przywrócenie terminu do dokonania tej czynności, ale też do niestawiennictwa obrońcy na rozprawę (zob. wyroki SN z: 16.12.2003 r., II KK 123/03, Legalis; 21.10.2004 r., II KK 239/04, Legalis; 29.10.2009 r., V KK 130/09, Legalis; 7.4.2010 r., V KK 273/09, Legalis; 22.11.2011 r., IV KK 258/11, Legalis). Na gruncie rozpatrywanej sprawy jawi się bezsporne twierdzenie, że SO w warunkach pełnego respektowania prawa oskarżonego do obrony, nie powinien prowadzić rozprawy, a tym samym zakończyć postępowania wydaniem wyroku. Mógł natomiast, odraczając rozprawę, rozważyć potrzebę zawiadomienia odpowiedniego organu samorządu adwokackiego o nieusprawiedliwionym, w myśl obowiązujących przepisów, niestawiennictwie obrońcy.
Tajne sprawozdanie adwokatury jednak jawne
WSA rozpoznał skargę adwokata Roberta Pogorzelskiego, który w maju 2020 r. wystąpił do władz palestry o przedstawienie dokumentu, o którym mowa w art. 13 prawa o adwokaturze.
– Jako adwokat byłem zainteresowany, na co NRA kładzie nacisk w sprawozdaniu do prezydenta, co uważa za problemy adwokatury i jak chce je rozwiązać – mówi mecenas.
– Odmowa udostępnienia informacji publicznej nie wynika z tego, że autorem wniosku jest adwokat. Podstawą odmowy jest wykładnia art. 61 konstytucji – wskazuje adwokat Sławomir Krześ, koordynator do spraw dostępu do informacji publicznej NRA.
Zdaniem adwokatury obywatel ma prawo uzyskać informację o działalności organów samorządu adwokackiego „w zakresie, w jakim wykonują one zadania władzy publicznej i gospodarują mieniem komunalnym lub majątkiem Skarbu Państwa”. Samorząd adwokacki wykonuje zaś te zadania wyłącznie w dwóch obszarach: egzamin wstępny na aplikację adwokacką i egzamin adwokacki. Zdaniem NRA tylko w tej mierze można dopatrywać się informacji mających charakter informacji publicznej. „Pozostała działalność adwokatury finansowana jest ze składek członkowskich, zatem informacje o pozostałej działalności nie są informacją publiczną” – wskazano w odpowiedzi na skargę do WSA.
Nie spotkało się to jednak ze zrozumieniem sądu.
– NRA jest organem samorządu zawodowego. Jest więc zobowiązana udostępniać informacje publiczne, a żądane sprawozdanie jest informacją publiczną – podniósł WSA, któremu przewodziła sędzia Ewa Kwiecińska. Podkreślił jednocześnie, że skoro adwokatura jest podmiotem, którego działania służą wykonywaniu kluczowych w demokratycznym państwie prawnym zadań, to sprawozdanie z działalności takiego podmiotu to klasyczny przykład informacji publicznej.
Na pytanie, czy NRA składała prezydentowi wskazane sprawozdanie w 2020 r. czy 2019 r. i jakie informacje w nim zawarła, Rada odpowiedziała powściągliwie. – Sprawozdania takie są składane i zawierają informacje zgodne z art. 13 prawa o adwokaturze – wskazał mec. Krześ. Informując, że zasugerował NRA wniesienie skargi kasacyjnej.
Co na to mec. Pogorzelski?
– Zgodnie z ukształtowaną linią orzeczniczą ujawnieniu przez organy samorządu adwokackiego podlegają obecnie dużo bardziej „wrażliwe” informacje dotyczące m.in. wysokości diet działaczy samorządowych oraz informacje dotyczące karalności dyscyplinarnej konkretnych adwokatów. Nie spodziewałem się, by z udostępnieniem sprawozdania zawierającego szereg danych statystycznych i ogólnych twierdzeń mógł być aż taki problem, jakby było opatrzone klauzulą tajności – odpowiada.
– Rozstrzygnięcie WSA nie mogło być inne, NSA zaś najprawdopodobniej oddali ewentualną skargę kasacyjną NRA – dodaje mec. Pogorzelski.
Paweł Litwiński adwokat
Samorządy zawodowe zobowiązane są do udostępniania informacji publicznej, co wynika wprost z art. 4 ustawy o dostępie do informacji publicznej. Co istotne, działają w imieniu władzy publicznej, która powołując je do życia, w pewnym zakresie przekazuje im swoje kompetencje. Kwestia gospodarowania mieniem komunalnym lub majątkiem Skarbu Państwa pozostaje więc bez znaczenia wtedy, gdy oceniamy obowiązki samorządu zawodowego w udostępnianiu informacji publicznej – cała jego działalność jest wykonywana w imieniu państwa, a więc obowiązek udostępniania informacji publicznej dotyczy całości aktywności samorządu zawodowego.
Sygnatura akt: II SAB/Wa 366/20
„Wyjątkowość” postępowania kasacyjnego w kontekście „rażącego naruszenia prawa”
Opis stanu faktycznego
Sąd Rejonowy w Bielsku-Białej wyrokiem z 9.7.2018 r., III K 682/16, uznał T.D. winnym tego, że: 3 i 5.2.2016 r. w Bielsku-Białej, w sklepie Euro RTV AGD dokonał zaboru w celu przywłaszczenia przedmiotów łącznej wartości 6 697 zł. Za popełnienie przestępstwa zakwalifikowanego z art. 278 § 1 KK w zw. z art. 64 § 1 KK, przy zastosowaniu art. 91 § 1 KK, Sąd wymierzył mu karę jednego roku i sześciu miesięcy pozbawienia wolności oraz nałożył obowiązek naprawienia szkody przez zapłatę określonej kwoty na rzecz pokrzywdzonego Euro-Net Sp. z o.o. w Warszawie.
Wymienionych czynów dopuścił się w ciągu 5 lat po odbyciu kary, co najmniej 6 miesięcy pozbawienia wolności, będąc uprzednio skazanym, za umyślne przestępstwa podobne z art. 279 § 1 KK wyrokiem Sądu Rejonowego w Rybniku z 7.4.2011 r., III K 1167/10, na karę 2 lat pozbawienia wolności.
Powyższe orzeczenie zostało zaskarżone przez obrońcę z urzędu T.D.
Po rozpoznaniu apelacji obrońcy, Sąd Okręgowy w Bielsku-Białej wyrokiem z 20.11.2019 r., VII Ka 1062/18, zaskarżony wyrok utrzymał w mocy.
Obrońca z urzędu skazanego T.D. złożył kasację od wymienionego wyroku SO w Bielsku-Białej. Zarzucił w niej rażące i mające istotny wpływ na treść tego wyroku naruszenie przepisów prawa karnego procesowego, a mianowicie: art. 457 § 3 KPK (zarzut I), art. 433 § 2 KPK w zw. z art. 457 § 3 KPK w zw. z art. 7 § KPK, art. 5 § 2 KPK oraz art. 4 KPK (zarzut II), a także art. 6 KPK (zarzut III). Podnosząc te zarzuty wniósł o uchylenie zaskarżonego wyroku oraz wyroku Sądu Rejonowego w Bielsku-Białej i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania Sądowi Rejonowemu w Bielsku-Białej, ewentualnie uchylenie zaskarżonego wyroku i przekazanie sprawy Sądowi Okręgowemu w Bielsku-Białej do ponownego rozpoznania w postępowaniu odwoławczym.
Zastępca Prokuratora Rejonowego w Bielsku-Białej w pisemnej odpowiedzi na tę kasację z 20.7.2020 r., wniósł o jej oddalenie, jako oczywiście bezzasadnej.
Sąd Najwyższy, po rozpoznaniu kasacji wniesionej przez obrońcę skazanego, oddalił kasację, jako oczywiście bezzasadną.
Uzasadnienie SN
Zdaniem SN należało podzielić stanowisko z pisemnej odpowiedzi na kasację, gdyż kasacja obrońcy skazanego T.D. jest oczywiście bezzasadna w rozumieniu art. 535 § 3 KPK.
Odnosząc się do poszczególnych trzech zarzutów kasacyjnych należało wskazać, że żaden z nich nie zasługiwał na uwzględnienie.
W kwestii pierwszego zarzutu pozostaje bezsporne, że pisemne uzasadnienie jest zawsze sporządzane po wydaniu wyroku. Z tego powodu logicznym niepodobieństwem jest, aby treściowa zawartość uzasadnienia mogła mieć wpływ na wydany wcześniej wyrok sądu odwoławczego (por. np. postanowienie Sądu Najwyższego z 21.9.2017 r., IV KK 130/17, Legalis). Ponadto, przepis art. 537a KPK jasno stanowi, że nie można uchylić wyroku sądu odwoławczego z tego powodu, iż jego uzasadnienie nie spełnia wymogów określonych w art. 457 § 3 KPK.
Nie ma podstaw do podzielenia drugiego zarzutu. Formułując go obrońca skazanego próbuje zakwestionować ustalenia faktyczne poczynione przez Sąd I instancji. Ten zarzut, sprowadza się w istocie do błędu w ustaleniach faktycznych mającego wpływ na treść wyroku Sądu I instancji, który po przeprowadzeniu kontroli apelacyjnej został zaakceptowany przez Sąd II instancji. Autor kasacji, jak trafnie zauważono w pisemnej odpowiedzi „argumentację swą opiera na rzekomym naruszeniu przez Sąd ad quem przepisów prawa procesowego, co skutkowało wydaniem błędnego orzeczenia, podczas gdy faktycznie zarzuty te stanowią jedynie obejście regulacji prawnej z art. 523 § 1 KPK zawierającej zakaz wnoszenia kasacji z powodu błędnych ustaleń faktycznych. Podkreślić należy, że Sąd Okręgowy w Bielsku-Białej w sposób zgodny z przepisami prawa procesowego, a więc wyczerpujący i dokładny uzasadnił w formie pisemnej jakie powody legły u podstaw nieuwzględnienia apelacji obrońcy w zakresie jakim było kwestionowane sprawstwo skazanego co do przypisanych mu przestępstw. Sąd wskazał z jakich względów dokonana przez Sąd I instancji ocena dowodów mieściła się w granicach swobody uregulowanej w art. 7 KPK oraz z jakiego względu zeznaniom przesłuchanym świadkom należało dać wiarę oraz dlaczego odmówił wiary wyjaśnieniom oskarżonego nieprzyznającego się do winy”.
W realiach przedmiotowej sprawy nie można dopatrzeć się naruszenia przez SO w Bielsku-Białej przepisu art. 6 KPK (zarzut III). Istotą, ujętej w tym przepisie, zasady prawa oskarżonego do obrony w procesie karnym, jest ogół uprawnień oskarżonego, które umożliwiają przeciwstawienie się zarzutom oskarżenia lub zmierzają do złagodzenia odpowiedzialności karnej, a są realizowane zarówno osobiście przez oskarżonego, jak i przez jego obrońcę (por. R. Stefański, Obrona obligatoryjna w polskim procesie karnym, Warszawa 2012, s. 24). Zasada prawa do obrony podniesiona została do rangi zasady konstytucyjnej (por. art. 42 ust. 2 Konstytucji RP), jak też znajduje swoje miejsce w traktatach międzynarodowych regulujących zagadnienia praw człowieka (por. np. wyrok SN z 4.2.2003 r., IV KK 379/02, Legalis). Podnosi się, że obowiązująca od 1.7.2015 r. zmiana normy z art. 374 KPK urealnia prawo do obrony oraz stanowi rezygnację z nadmiernie paternalistycznego podejścia do oskarżonego.
Co do zasady to wyłącznie sam oskarżony decyduje, czy chce wziąć udział w rozprawie osobiście lub za pośrednictwem obrońcy, czy też rezygnuje z tego prawa. Wyjątki od zasady nieobowiązkowego udziału oskarżonego w rozprawie są zawarte w zdaniu drugim art. 374 § 1 KPK oraz w art. 374 § 1a KPK. Oczywiście prowadzenie rozprawy pod nieobecność oskarżonego, gdy jego obecność była obowiązkowa po myśli art. 374 § 1 zdanie drugie KPK lub art. 374 § 1a KPK, jest rażącym naruszeniem przepisów prawa karnego procesowego mającym charakter bezwzględnej przyczyny odwoławczej określonej w art. 439 § 1 pkt 11 KPK (por. np. wyroki Sądu Najwyższego: z 2.3.2005 r., IV KK 344/04, Legalis; z 13.9.2007 r., IV KK 26/07). Z kolei naruszenie przepisów KPK, które zawierają rozwiązania gwarantujące oskarżonemu możliwość wzięcia udziału w rozprawie w sytuacji, gdy jego obecność na rozprawie nie jest obowiązkowa, i przez to pozbawienie go prawa do udziału w rozprawie, są co do zasady analizowane na płaszczyźnie zaistnienia uchybienia, o którym mowa w art. 438 pkt 2 KPK. Poza sporem jest, że udział oskarżonego w rozprawie apelacyjnej nie jest co do zasady obowiązkowy, skoro tylko obowiązek jego stawiennictwa na rozprawę apelacyjną może być na oskarżonego nałożony:
- zarządzeniem prezesa sądu odwoławczego (przewodniczącego wydziału, upoważnionego sędziego) lub
- postanowieniem tego sądu (por. art. 450 § 2 KPK). W doktrynie podkreśla się, że decyzja co do obowiązkowej obecności oskarżonego na rozprawie apelacyjnej może wynikać z potrzeby przeprowadzenia z udziałem oskarżonego postępowania dowodowego, jak i też wysłuchania go w związku z zarzutami podnoszonymi przez niego w apelacji (por. D. Drajewicz, Nieobecność oskarżonego na rozprawie apelacyjnej w znowelizowanym Kodeksie postępowania karnego, Monitor Prawniczy 2015, nr 11, s. 399-400).
W niniejszej sprawie nie nałożono na T.D. obowiązku udziału w rozprawie apelacyjnej. Wysłał on zaś 5.11.2019 r. zaświadczenie wystawione przez lekarza sądowego, z którego wynikało, iż z uwagi na stan zdrowia nie może uczestniczyć w rozprawie apelacyjnej, nie złożył przy tym wniosku o odroczenie tej rozprawy. Ponadto dokument ten wpłynął do Sądu Okręgowego w Bielsku-Białej 7.11.2019 r., o godzinie 10:57, a więc już po rozprawie apelacyjnej, której termin był wyznaczony na dzień 7.11.2019 r., godz. 9:30. Obecny na rozprawie apelacyjnej obrońca T.D. nie składał wniosku o jej odroczenie z uwagi na nieobecność oskarżonego. Z kolei w piśmie z 13.11.2019 r., które wpłynęło do SO 13.11.2019 r., T.D. zawarł wniosek o odroczenie rozprawy apelacyjnej, a dołączył do niego zaświadczenie z 4.11.2019 r., wydane przez innego lekarza sądowego. Z tego zaś zaświadczenia wynikało, że nie było przeszkód, aby oskarżony mógł się stawić na rozprawę 7.11.2019 r. W świetle przepisu art. 117 § 2 KPK. bezspornym jest, że samo nadesłanie przez oskarżonego zaświadczenia, wystawionego przez lekarza sądowego, stwierdzającego niemożność stawiennictwa na rozprawę apelacyjną, bez oświadczenia, co do zamiaru wzięcia w niej udziału, nie może być interpretowane jako dorozumiany wniosek o odroczenie rozprawy apelacyjnej.
Analiza uzasadnienia kasacji obrońcy skazanego T.D. w pełni uprawniała Sąd do twierdzenia, że jest ono nieudaną próbą zanegowania ustaleń faktycznych Sądu Rejonowego w Bielsku-Białej, stanowiącą obejście czytelnego unormowania art. 523 § 1 KPK. Treść kasacji to w rzeczy samej niedopuszczalna próba przekształcenia kontroli kasacyjnej w apelacyjną. Przedstawiona przez obrońcę argumentacja tylko pozornie zmierzała do podważenia wiarygodności dowodów stanowiących podstawę przypisania skazanemu dwóch czynów, popełnionych w warunkach ciągu przestępstw. W rzeczywistości krytyką objęto ocenę materiału dowodowego, zresztą dokonanego przez Sąd zgodnie z regułami sztuki, tylko dlatego, że owa ocena przyjęła formułę niekorzystną dla Mocodawcy Autora kasacji. Ponadto, wywody kasacyjne w większości stanowiły powielenie argumentacji przedstawionej wcześniej przez obrońcę w apelacji. Miało to miejsce w warunkach rozpoznania przez Sąd Okręgowy w Bielsku-Białej wszystkich zarzutów apelacyjnych, do których wystarczająco precyzyjnie odniósł się w pisemnym uzasadnieniu swojego wyroku, sporządzonym zgodnie z wymogami art. 457 § 3 KPK.
Akcyza na wkłady do kominków, czyli problem palący
Zgodnie z art. 2 ust. 1 pkt 1 ustawy z 6.12.2008 r. o podatku akcyzowym (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 722 ze zm.; dalej: AkcyzU), jednym z rodzajów wyrobów akcyzowych jest płyn do papierosów elektronicznych. To roztwór przeznaczony do wykorzystania w papierosach elektronicznych, zarówno z nikotyną, jak i bez nikotyny, w tym bazę do tego roztworu zawierającą glikol lub glicerynę (art. 2 ust. 1 pkt 35 AkcyzU). Produkcją płynu do papierosów elektronicznych w rozumieniu ustawy jest jego wytwarzanie, przetwarzanie, a także jego rozlew (art. 99b ust. 1 AkcyzU).
Stawka akcyzy na płyn do papierosów elektronicznych wynosi 0,55 zł za każdy mililitr (art. 99b ust. 4 AkcyzU). Same opodatkowanie akcyzą tego rodzaju wyrobu to nie jedyny kłopot. Co bowiem gorsza, produkcja powinna odbywać się w składzie podatkowym (art. 47 ust. 1 AkcyzU), ewentualnie należy ją poprzedzić uiszczeniem przedpłaty akcyzy (art. 22 ust. 1 AkcyzU).
Największy problem polega jednak na tym, że istnieje na rynku wiele wyrobów podobnych co do składu i receptury do płynu do papierosów elektronicznych. Choć służą one, przynajmniej w założeniu, do innych celów. Przedsiębiorcy wytwarzający takie wyroby mają jednak wątpliwości i nie chcą się narażać na ryzyko podatkowe w tym zakresie. Oto jeden z przykładów z życia.
Czego dotyczyła sprawa?
Podatnik (choć właściwsze byłoby określenie „potencjalny podatnik”) planuje otwarcie sklepu internetowego, w którym zamierza sprzedawać ekologiczne świeczki zapachowe, wkłady do kominków (świecznik z miseczką na płyn do podgrzania) oraz w przyszłości inne ekologiczne lub „domowe” rzeczy. Podatnik opracował już prototypy i jest w pełnej gotowości do rozpoczęcia biznesu. Receptura została opracowana na podstawie doświadczeń wyniesionych z kółka chemicznego w liceum. Z wiedzy podatnika wynika, że jest to nowa kategoria na rynku, jednak przez to nie ma oddanych klientów, którzy wiedzieliby, że jest to warte tych pieniędzy.
Tu jednak nadeszła rozterka. Życzliwy znajomy podpowiedział bowiem podatnikowi, że owe wkłady mają podobny skład do baz do e-papierosów (to bowiem mieszanina gliceryny, glikolu oraz olejków zapachowych). Czujny podatnik dowiedział się, że to może być równoznaczne z koniecznością opodatkowania ww. wyrobu akcyzą (nieniską). Biorąc pod uwagę brak aktualnie stałych klientów mogłoby to spowodować nierentowność całego sklepu.
Podatnik co prawda jasno określa zastosowanie swojego produktu, zakazując użytkownikowi korzystania z produktu jako bazy do e-papierosów. Niemniej, intuicyjnie wyczuwając niepewność co do praktyki podatkowej, postanowił zabezpieczyć się występując z wnioskiem o wydanie interpretacji indywidualnej do Dyrektora KIS.
Stanowisko organu
Tenże Dyrektor KIS w interpretacji indywidualnej z 20.1.2021 r., 0111-KDIB3-3.4013.222.2020.1.JS, Legalis wydał werdykt z pozoru korzystny. Uznał bowiem, że kryterium do uznania danego roztworu za płyn do papierosów elektronicznych stanowi jego przeznaczenie, a nie rodzaj czy też składniki tego wyrobu. Uwidoczniona jest tutaj racjonalność ustawodawcy, który objął opodatkowaniem również m.in. roztwory beznikotynowe, bazy z glikolem lub gliceryną i inne mieszaniny, przeznaczone do wytwarzania płynu do papierosów elektronicznych, jeśli są to substancje służące do wykorzystania w papierosach elektronicznych, analogicznie w ten sam sposób co tytoń do palenia i jego substytuty. Roztwory, bazy do roztworów zawierające glikol lub glicerynę, aromaty i inne mieszaniny należy traktować jako wyrób przeznaczony do wykorzystania w papierosach elektronicznych na etapie ich bezpośredniego przeznaczenia do tego celu – tj. wówczas, gdy znajdują się one u podmiotu, który wykorzystuje je jako płyn do papierosów elektronicznych
W konsekwencji, planowana działalność polegająca na wytwarzaniu i sprzedaży w sklepie internetowym wkładów do kominków, których przeznaczenie zostało określone jako wyroby nieprzeznaczone do wykorzystania w e-papierosach i nie nadające się do tego celu – nie będzie opodatkowana podatkiem akcyzowym w zakresie dotyczącym płynu do papierosów elektronicznych.
Interpretacja jest pozytywna, choć znając praktyki rynkowe jednak jedynie z pozoru. Organ dość obszernie zastrzegł bowiem, że stwierdzenie, czy w konkretnym przypadku dane wyroby są przeznaczone do wykorzystania w papierosach elektronicznych może być dokonywane wyłącznie w ramach postępowania podatkowego lub kontroli (a nie interpretacyjnego). Stanowisko podatnika uznane zostało za prawidłowe ściśle względem przedstawionego pytania tj. przy zastrzeżeniu, że wyroby ze nie nadają się do wykorzystania w papierosach elektronicznych.
I to jest realny problem. Gdyby bowiem okazało się, że pomimo precyzyjnych wytycznych o niemożliwości wykorzystania wkładów do kominków w papierosach elektronicznych jest to możliwe, organ podatkowy może uznać, że interpretacja podatnika nie chroni. Nie jest to zresztą problem wyłącznie na gruncie tego rodzaju wyrobu. Z podobnym zmagają się np. podmioty wytwarzające produkty stanowiące substytuty papierosów czy tytoniu do palenia. Zgodnie z art. 98 ust. 8 AkcyzU, jeśli spełniają one kryteria dla papierosów czy tytoniu, są tak właśnie traktowane nawet, jeśli tytoniu nie zawierają. Do legendy przeszły interpretacje dotyczące np. majeranku, który w przypadku zużycia go do marynowania mięs i przyprawiania dań nie jest wyrobem tytoniowym w rozumieniu ustawy (interpretacja Dyrektora Izby Skarbowej w Poznaniu z 8.7.2014 r., ILPP3/443-63/14-2/TK, Legalis). Ale skąd sprzedawca ma wiedzieć, czy nabywca nie zechce nabić majerankiem gilzy zamiast dodać go do dressingu?
To problem także m.in. dla raczkującej branży CBD. Problem, który ujrzał światło dzienne za sprawą odpowiedzi Ministerstwa Finansów na dwie już interprelacje w tym zakresie. Przepisy są jakie są (w tym także unijne) a i fiskus na tym etapie zdaje się podchodzić do tematu powściągliwie (jeśli chodzi o chęć ułatwienia tego rodzaju przedsiębiorcom życia). Natomiast czysto celowościowo wydaje się, że opodatkowanie akcyzą wyrobów, które jako takie nie szkodzą zdrowiu (nie zawierają tytoniu, nikotyny etc.) nie jest uzasadnione. Przydałyby się w tym zakresie odpowiednie działania legislacyjne, być może poprzedzone dialogiem z branżą.
Nie ma pewności, jak rozliczyć wsparcie. Firmy chcą informacji
Jak pożyczka
Na razie wiadomo tyle, że dla celów podatku dochodowego pomoc z tarczy finansowej traktowana jest tak jak pożyczka. Samo wsparcie nie stanowi dla wnioskodawcy przychodu opodatkowanego PIT, ale umorzenie zwrotu już tak. Tymczasem pomoc z tarczy może być w określonych przypadkach umorzona do 75 proc. To oznacza, że jeśli przedsiębiorca uzyska decyzję o umorzeniu części pomocy, powstanie u niego przychód. Do przychodów zalicza się bowiem wartość umorzonych zobowiązań, w tym z tytułu zaciągniętych pożyczek, z wyjątkiem umorzonych pożyczek z Funduszu Pracy.
– Wprawdzie w przepisach brak szczególnego zwolnienia dla przychodu tego rodzaju, ale już w maju 2020 r. MF zapewniało, że wspólnie z PFR przeanalizuje możliwość wprowadzenia takiego zwolnienia – przypomina Maciej Kubica, radca prawny, menedżer w Kancelarii TLA.
W grudniu 2020 r. wiceminister finansów Jan Sarnowski poinformował, że prace wciąż trwają „z uwagi na dynamicznie zmieniające się warunki funkcjonowania przedsiębiorstw”.
Ministerstwo Finansów uspokaja, że jeszcze jest czas, bo ewentualne umorzenia środków z PFR nastąpią dopiero po 12 miesiącach od ich wypłacenia. Kwota wsparcia podlegająca zwrotowi jest bowiem spłacana w nie więcej niż 24 równych miesięcznych ratach, rozpoczynając od 13. miesiąca, licząc od pierwszego pełnego miesiąca po dacie udzielenia subwencji.
W oczekiwaniu na przepisy
Beneficjentów nie uspokaja jednak takie wyjaśnienie.
– Obecnie przedsiębiorcy korzystający ze wsparcia niecierpliwie czekają na propozycje legislacyjne, ponieważ zbliża się okres, w którym będzie dochodzić do pierwszych umorzeń – mówi Maciej Kubica.
– Spodziewamy się jednak, że Ministerstwo Finansów przedstawi propozycje ewentualnych zmian w ostatnim możliwym terminie, co staje się niestety dość uciążliwym standardem w legislacji covidowej. Można mieć jedynie nadzieję, że MF zrozumie, że zmiany „na korzyść” także należy wprowadzać z odpowiednim wyprzedzeniem, aby przedsiębiorcy mogli uwzględnić je w planowaniu rozliczeń – podkreśla Maciej Kubica.
Według Jakuba Bińkowskiego utrzymanie konstrukcji, w której subwencja traktowana jest na potrzeby podatkowe jak pożyczka, a umorzenie jej części powoduje powstanie obowiązku podatkowego, będzie generalnie niekorzystne dla firm. Zwraca uwagę, że podmioty z sektorów szczególnie dotkniętych pandemią mogą liczyć na umorzenie nawet 100 proc. subwencji. Możliwość taką przewiduje uchwała Rady Ministrów, podjęta z intencją zabezpieczenia stabilności finansowej firm objętych najdalej idącymi restrykcjami.
– Obowiązek zapłaty podatku od takiego „prezentu” byłby, jak się wydaje, sprzeczny z generalnym celem udzielanej pomocy. Pozostaje liczyć na to, że w krótkim czasie uda się wypracować odpowiednie rozwiązania legislacyjne ukierunkowane na zwolnienie z podatku dochodowego chociaż niektórych przychodów uzyskanych wskutek umorzenia subwencji – mówi Bińkowski.
Prawo do milczenia w postępowaniu administracyjnym
Stan faktyczny
Włoska komisja ds. spółek i giełdy (dalej: Consob) nałożyła na DB dwie kary pieniężne za popełnienie czynów niedozwolonych w postaci wykorzystywania informacji poufnych i braku współpracy przy czynnościach śledczych prowadzonych przez te komisję.
Pytanie prejudycjalne
Czy art. 14 ust. 3 dyrektywy 2003/6/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z 28.1.2003 r. w sprawie wykorzystywania poufnych informacji i manipulacji na rynku (nadużyć na rynku) (Dz.Urz. UE L z 2003 r., Nr 96, s. 16 ze zm.) i art. 30 ust. 1 lit. b) rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) Nr 596/2014 z 16.4.2014 r. w sprawie nadużyć na rynku (rozporządzenie w sprawie nadużyć na rynku) oraz uchylającego dyrektywę 2003/6/WE i dyrektywy Komisji 2003/124/WE, 2003/125/WE i 2004/72/WE (Dz.Urz. UE L z 2014 r., Nr 173, s. 1 ze zm.) w zw. z art. 47 i 48 Karty praw podstawowych Unii Europejskiej (dalej jako: KPP) należy interpretować w ten sposób, że pozwalają one państwom członkowskim na niekaranie osoby fizycznej, która w ramach dochodzenia prowadzonego przeciwko niej przez właściwy organ na podstawie tej dyrektywy lub tego rozporządzenia odmawia udzielenia temu organowi odpowiedzi, które mogą prowadzić do pociągnięcia tej osoby do odpowiedzialności za czyn niedozwolony zagrożony sankcjami administracyjnymi mającymi charakter karny?
Stanowisko TS
Sankcja administracyjna o charakterze karnym
Odnosząc się do warunków, w jakich prawo do milczenia powinno być respektowane w ramach postępowań w sprawie stwierdzenia popełnienia czynów niedozwolonych o charakterze administracyjnym, TS podkreślił, że powinno ono mieć zastosowanie w kontekście postępowań mogących doprowadzić do nałożenia. Trzy kryteria mają znaczenie dla oceny tego charakteru. Pierwszym z nich jest kwalifikacja prawna naruszenia w prawie krajowym, drugie dotyczy samego charakteru naruszenia, a trzecie odnosi się do stopnia surowości sankcji grożącej zainteresowanemu (wyrok TS z 20.3.2018 r., Garlsson Real Estate i in., C‑537/16, EU:C:2018:193, pkt 28).
Trybunał zaznaczył, że to do sądu odsyłającego należy ustalenie w świetle tych kryteriów, czy sporne sankcje administracyjne mają charakter karny. Jednakże w świetle orzecznictwa Trybunału okazuje się, iż niektóre sankcje administracyjne nakładane przez Consob realizują funkcję represyjną i wykazują na tyle wysoki stopień surowości, aby mogły one mieć charakter karny (wyrok Garlsson Real Estate i in, pkt 34, 35). Ponadto, nawet przy założeniu, że w niniejszym przypadku sankcje nałożone na DB przez Consob nie powinny mieć charakteru karnego, to zdaniem TS konieczność poszanowania prawa do milczenia w ramach prowadzonego przez ten organ dochodzenia mogłaby również wynikać z podniesionej przez sąd odsyłający okoliczności. A mianowicie zgodnie z włoskim ustawodawstwem dowody uzyskane w ramach tego postępowania mogą zostać wykorzystane w ramach postępowania karnego prowadzonego przeciwko tej samej osobie w celu udowodnienia popełnienia przestępstwa karnego.
Wobec powyższego TS uznał, że wśród gwarancji wynikających z art. 47 akapit drugi i art. 48 KPP, których przestrzegania przy wprowadzaniu w życie prawa Unii wymaga się zarówno od instytucji Unii, jak i od państw członkowskich, znajduje się w szczególności prawo do milczenia osoby fizycznej „oskarżonej” w rozumieniu drugiego z tych postanowień. Prawo to stoi w szczególności na przeszkodzie ukaraniu takiej osoby za odmowę udzielenia właściwemu organowi na podstawie dyrektywy 2003/6/WE lub rozporządzenia Nr 596/2014 odpowiedzi, które mogłyby prowadzić do pociągnięcia jej do odpowiedzialności za czyn niedozwolony zagrożony sankcjami administracyjnymi mającymi charakter karny lub odpowiedzialności karnej.
Odmowa współpracy
W art. 14 ust. 3 dyrektywy 2003/6/WE przewidziano, że państwa członkowskie ustalą sankcje stosowane za odmowę współpracy przy czynnościach śledczych określonych w art. 12 tej dyrektywy. W tym ostatnim artykule uściślono, że w tym zakresie właściwy organ powinien mieć możliwość wystąpienia z żądaniem informacji do wszystkich oraz, w razie potrzeby, wezwania i przesłuchania konkretnej osoby. Trybunał przyznał, że treść tych dwóch przepisów nie wyklucza w sposób wyraźny tego, aby nałożony na państwa członkowskie obowiązek określenia sankcji mających zastosowanie w takiej sytuacji znalazł zastosowanie również w przypadku odmowy udzielenia temu organowi przez przesłuchiwaną osobę odpowiedzi, które mogą prowadzić do pociągnięcia tej osoby do odpowiedzialności za czyn niedozwolony zagrożony sankcjami administracyjnymi mającymi charakter karny lub odpowiedzialności karnej. Jednakże żaden z elementów treści art. 14 ust. 3 dyrektywy 2003/6/WE, zdaniem TS, nie stoi również na przeszkodzie takiej wykładni tego przepisu, w myśl której ów obowiązek nie znajduje zastosowania w podobnej sytuacji.
Artykuł 30 ust. 1 lit. b) rozporządzenia Nr 596/2014 nakłada obowiązek określenia sankcji administracyjnych za brak współpracy lub podporządkowania się wymogom czynności wyjaśniających, kontroli lub wnioskowi, wskazanych w art. 23 ust. 2 tego rozporządzenia. Jednakże TS stwierdził, że nie zobowiązuje on państw członkowskich do przyjęcia uregulowań przewidujących stosowanie takich sankcji lub środków wobec osób fizycznych, które w ramach dochodzenia dotyczącego czynu niedozwolonego zagrożonego sankcjami administracyjnymi mającymi charakter karny odmawiają udzielenia właściwemu organowi odpowiedzi, które mogłyby prowadzić do pociągnięcia tych osób do odpowiedzialności za taki czyn lub odpowiedzialności karnej.
W ocenie TS zarówno art. 14 ust. 3 dyrektywy 2003/6/WE, jak i art. 30 ust. 1 lit. b) rozporządzenia Nr 596/2014 mogą podlegać wykładni zgodnej z art. 47 i 48 KPP, w myśl której przepisy te nie wymagają, aby osoba fizyczna była karana za odmowę udzielenia właściwemu organowi odpowiedzi, które mogłyby prowadzić do pociągnięcia jej do odpowiedzialności za czyn niedozwolony zagrożony sankcjami administracyjnymi mającymi charakter karny lub odpowiedzialności karnej. Po przyjęciu takiej wykładni ważność wskazanych przepisów prawa wtórnego Unii nie może zostać naruszona, w świetle art. 47 i 48 KPP, ze względu na to, że te przepisy nie wykluczają wyraźnie nałożenia sankcji za taką odmowę. Trybunał podkreślił, że państwa członkowskie powinny korzystać z przyznanych im, na mocy aktu unijnego prawa wtórnego, uprawnień dyskrecjonalnych w sposób zgodny z prawami podstawowymi (wyrok TS z 13.3.2019 r., E., C‑635/17, Legalis EU:C:2019:192, pkt 53, 54). W ramach wykonywania obowiązków wynikających z dyrektywy 2003/6/WE lub rozporządzenia Nr 596/2014 ich zadaniem jest zatem zapewnienie, aby respektując prawo do milczenia zagwarantowane w art. 47 i 48 KPP, właściwy organ nie mógł ukarać osoby fizycznej za odmowę udzielenia mu odpowiedzi, które mogłyby prowadzić do pociągnięcia tej osoby do odpowiedzialności za czyn niedozwolony zagrożony sankcjami administracyjnymi mającymi charakter karny lub odpowiedzialności karnej.
Reasumując TS orzekł, że art. 14 ust. 3 dyrektywy 2003/6/WE i art. 30 ust. 1 lit. b) rozporządzenia Nr 596/2014 w zw. z art. 47 i 48 KPP należy interpretować w ten sposób, że pozwalają one państwom członkowskim na niekaranie osoby fizycznej, która w ramach dochodzenia prowadzonego przeciwko niej przez właściwy organ na podstawie tej dyrektywy lub tego rozporządzenia odmawia udzielenia temu organowi odpowiedzi, które mogą prowadzić do pociągnięcia jej do odpowiedzialności za czyn niedozwolony zagrożony sankcjami administracyjnymi mającymi charakter karny lub odpowiedzialności karnej.
W niniejszym wyroku Trybunał uznał możliwości stosowania prawa do milczenia w postępowaniach administracyjnych. Przy czym TS zawęził zakres tego prawa do przypadków, w których konsekwencją będzie nałożenie sankcji o charakterze karnym. W uzasadnieniu niniejszego wyroku Trybunał, odwołując się zwłaszcza do wyroku w sprawie Garlsson Real Estate i in., (C‑537/16, Legalis), doprecyzował kryteria służące określeniu sankcji administracyjnej o charakterze karnym. Ponadto, TS rozszerzył zakres prawa do milczenia obejmując możliwość powołania się na to prawo w przypadku, w którym dowody uzyskane w ramach postępowania administracyjnego mogą zostać wykorzystane w ramach postępowania karnego prowadzonego przeciwko tej samej osobie w celu udowodnienia popełnienia przestępstwa karnego.
Powyższy wyrok ma bezpośrednie znacznie dla interpretacji polskich przepisów. Na prawo do milczenia, zgodnie z wykładnią zaprezentowaną przed TS w niniejszym wyroku, będą mogli powołać się np. menadżerowie spółek w postępowaniach przed UOKiK lub KNF. Ponadto wydaje się uprawnione jego stosowanie przez inne osoby np. w relacjach ze strażą miejską, żądającą wskazania danych osób prowadzących samochód.
W piśmiennictwie i orzecznictwie państw członkowskich przedstawiano co rozbieżności w rozumieniu prawa do milczenia między orzecznictwem ETPC a orzecznictwem TS, zwłaszcza dotyczącym unijnego prawa konkurencji. W uzasadnieniu niniejszego wyroku Trybunał szczegółowo wyjaśnił brak takich różnic.