SN o istocie umowy o dzieło i składkach ZUS
Opis okoliczności faktycznych
H.Z. zawarła z I. sp. z o.o. umowę nazwaną umową o dzieło z przeniesieniem autorskich praw majątkowych. Dzieło miało być wykonane i przedstawione płatnikowi składek zgodnie z harmonogramem. W przypadku, gdyby dzieło miało usterki bądź wymagało zmian lub uzupełnień, przyjmująca zamówienie zobowiązała się do ich dokonania. Wysokość wynagrodzenia była ustalana na podstawie liczby zrealizowanych audycji. Analogiczne umowy H.Z. zawierała z płatnikiem składek w kolejnych okresach.
Sporną decyzją Zakład Ubezpieczeń Społecznych stwierdził, że H.Z. podlega obowiązkowo ubezpieczeniom emerytalnemu, rentowym i wypadkowemu w okresach wskazanych w decyzji jako zleceniobiorca u płatnika składek I. Spółka z o.o. Płatnik jest podmiotem z branży medialnej, z którym skarżąca miała zawarte umowy o dzieło. Działalność płatnika opiera się przede wszystkim na nadawaniu audycji opisujących i komentujących bieżące wydarzenia w Polsce i na świecie, często z udziałem gości. Audycje udostępniane są następnie w formie podcastu na stronie internetowej oraz w aplikacji mobilnej.
Stanowisko SO i SA
Sąd Okręgowy zmienił zaskarżoną decyzję i stwierdził, że H.Z. nie podlega obowiązkowemu ubezpieczeniu z tytułu zawarcia z I. Spółką z o.o. umów o dzieło. W przypadku ubezpieczonej i płatnika składek zawarte umowy dotyczyły realizacji konkretnych, oznaczonych audycji radiowych – wyraźnie wskazanych w umowach. Były to zindywidualizowane programy radiowe, które nie powtarzają się i tworzą jedną całość. Spodziewanym efektem była autorska audycja o wysokiej jakości przekazu, przystępna dla słuchaczy radia. Jednocześnie ubezpieczona zobowiązała się do wykonania dzieła osobiście, co również jest cechą konstytutywną umowy o dzieło. W sytuacji, gdyby okazało się, że ubezpieczona nie jest w stanie zająć się realizacją konkretnej audycji, brak było możliwości znalezienia innej osoby „na zastępstwo” i uzyskania tożsamego, bądź choćby zbliżonego rezultatu.
Sąd Apelacyjny zmienił wyrok w ten sposób, że oddalił odwołanie I. Spółki z o.o. w W. od decyzji. Potwierdziwszy trafność ustaleń faktycznych, dokonał jednak odmiennej oceny prawnej. Uznał, że Sąd Okręgowy błędnie zakwalifikował sporne umowy jako umowy o dzieło i w konsekwencji niezasadnie przyjął, że ubezpieczona w okresach objętych zaskarżoną decyzją nie podlega obowiązkowo ubezpieczeniom z tytułu wykonywania umów o świadczenie usług. Podzielił pogląd organu rentowego, że przedmiot spornych umów został bardzo ogólnie sformułowany, co nie pozwala na zindywidualizowanie dzieła.
Sąd Apelacyjny uznał, że nieprecyzyjnie określony przedmiot spornych umów o dzieło (sprowadzający się do prowadzenia audycji radiowych) niepoddający się w istocie żadnej kontroli, a także określony w umowach sposób ustalania wynagrodzenia, przesądza o zakwalifikowaniu tych umów jako umów o świadczeniu usług w rozumieniu art. 750 KC. Sąd odwoławczy zauważył, że sporne umowy o dzieło nie wskazywały nawet liczby audycji, które miała poprowadzić ubezpieczona w danym okresie, odsyłając do bliżej nieokreślonego harmonogramu, nieustalonego zresztą w żadnej z umów. Tymczasem dzieło musi mieć z góry przewidywalne i możliwe do osiągnięcia parametry stanowiące punkt wyjścia w procesie ustalania przesłanek odpowiedzialności z tytułu rękojmi za jego wady. Brak kryteriów, określających pożądany przez zamawiającego wynik (rezultat) umowy prowadzi do wniosku, że przedmiotem zainteresowania zamawiającego jest wykonanie określonych czynności, a nie ich rezultat.
Stanowisko SN
Sąd Najwyższy oddalił skargę kasacyjną płatnika składek jako niezawierającą uzasadnionych podstaw. Wyjaśnił na wstępie, że wola stron wyrażona w umowie nie może być sprzeczna z ustawą, a swoboda stron przy zawieraniu umowy nie jest nieograniczona.
Praca zarobkowa co do zasady rodzi obowiązek ubezpieczenia, a na gruncie ubezpieczenia społecznego umowa, której przedmiot został przez profesjonalistę określony nieprecyzyjnie, nie może być kwalifikowana jako wyjątek od reguły, usprawiedliwiający fakt niepodlegania ubezpieczeniu społecznemu. Braku tego nie konwaliduje możliwość dokonania wykładni oświadczeń woli stron, uwzględniającej zgodny ich zamiar i cel umowy, zasady współżycia społecznego oraz ustalone zwyczaje. Słusznie Sąd Apelacyjny uznał, że nieprecyzyjnie określony przedmiot spornych umów o dzieło (sprowadzający się do prowadzenia audycji radiowych) nie poddający się w istocie żadnej kontroli, a także określony w umowach sposób ustalania wynagrodzenia, przesądza o zakwalifikowaniu tych umów do umów o świadczeniu usług.
Należy zauważyć, że sporne umowy o dzieło nie wskazywały nawet liczby audycji, które miała poprowadzić ubezpieczona w danym okresie, odsyłając do bliżej nieokreślonego harmonogramu, nieustalonego zresztą w żadnej z umów. Odnośnie zaś „testu” na istnienie wad fizycznych, dzieło musi mieć z góry przewidywalne i możliwe do osiągnięcia parametry stanowiące punkt wyjścia w procesie oceny. Poza tym, utwór w rozumieniu prawa autorskiego nie determinuje bezwzględnie rodzaju umowy – o dzieło lub o wykonywanie usługi. Na ocenę charakteru umowy, wbrew twierdzeniom skarżącego, nie ma zatem wpływu możliwość poddania utworu testowi na istnienie usterek.
Odnosząc się do zarzutu związanego z nieuznaniem audycji radiowych stanowiących cykl za utwory w myśl przepisów prawa autorskiego – stwierdzenie, że aktywność w postaci przygotowania dzieła czy wręcz utworu audiowizualnego może być przedmiotem zamówienia dzieła, nie przesądza, że każdy taki utwór jest nierozłącznie związany z umową o dzieło. Przepisy art. 1 ust. 1 ustawy z 4.2.1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 24) i art. 627 KC nie muszą mieć wspólnego zakresu. Dziełem może być rezultat umowy, która nie ma charakteru autorskiego. Prawo autorskie jest też samodzielną regulacją, z której wcale nie wynika, że o autorskim charakterze umowy przesądza tylko wykonanie jej w ramach umowy o dzieło. Utwór w rozumieniu prawa autorskiego może być dziełem w rozumieniu art. 627 KC. Nie jest to jednak reguła zamknięta, gdyż utwór może powstać również w ramach wykonywania stosunku pracy lub umowy o świadczenie usług.
Odnosząc się do kolejnych podstaw skargi kasacyjnej, trzeba zaznaczyć, że umowę o dzieło różni od umowy o świadczenie usług przede wszystkim konieczność określenia przez strony rezultatu, którego parametry są ustalone w taki sposób, aby istniała możliwość poddania dzieła sprawdzianowi na istnienie wad fizycznych. Taki sprawdzian będzie zaś możliwy do przeprowadzenia tylko wówczas, gdy ustalone przez strony parametry dzieła będą wskazywać na uzyskanie konkretnego, indywidualnie oznaczonego rezultatu. W przypadku umowy o dzieło ustawodawca położył bowiem nacisk na oznaczenie efektu czynności, a nie na określenie kategorii czynności, które ich wykonawca ma zrealizować. Brak ustalenia w umowie, jak i podczas wykonywania pracy tych parametrów uniemożliwia weryfikację domniemanego dzieła. „Autorskość” audycji była w sprawie niekwestionowana, jednak brak jakiegokolwiek bliższego określenia przedmiotu zamówienia słusznie prowadził do wniosku, że płatnikowi przede wszystkim zależało na samym prowadzeniu audycji przez ubezpieczoną posiadającą niepodważalne umiejętności i wiedzę dziennikarską.
Komentarz
Wykonywanie szeregu powtarzających się czynności, bez względu na to, jaki rezultat czynności te przyniosą, jest cechą charakterystyczną dla umów o świadczenie usług. Z uzasadnienia wyroku wynika, że jeśli strony chcą związać się umową o dzieło, to są zobowiązane precyzyjnie sparametryzować rezultat tego dzieła, aby każda osoba postronna mogła je zidentyfikować. Najistotniejszym elementem rozważań jest jednak nacisk położony na rozróżnienie dzieła od utworu w rozumieniu prawa autorskiego.
Sądy nie zakwestionowały, że wskutek działania ubezpieczonej powstał utwór będący przedmiotem praw autorskich. Sąd nie wykluczył też, że taki utwór mógłby być przedmiotem umowy o dzieło. Jednakże przedmiot zawieranych umów był określony na tyle ogólnie, że nie było możliwe wskazanie konkretnych właściwości utworu, który miał powstać wskutek wykonania umowy. Utwór w rozumieniu prawa autorskiego nie determinuje bezwzględnie rodzaju umowy, gdyż ta podlega badaniu na gruncie indywidualnych okoliczności. Z tego można wnioskować, że w sprawie nastąpiły braki dowodowe, tzn. strony na etapie zawierania umowy nie zadbały o podparcie swojego zamiaru (zawarcia umowy o dzieło) należytą konstrukcją treściową oraz analizą samej formy współpracy. Ocena umowy oraz czynności w jej ramach wykonywanych, nie pozwala bowiem uznać, że oczekiwano dzieła o konkretnych parametrach i weryfikowalnym efekcie.
Wyrok Sądu Najwyższego z 18.2.2026 r., II USKP 14/26 , Legalis
Oszustwo uwalnia od VAT
Czy powinno się naliczać i odprowadzać VAT od zdarzenia, które teoretycznie przypomina dostawę towarów, ale tak naprawdę nią nie jest? W praktyce zdarza się, że towar trafia od jednego podmiotu do drugiego nie w wyniku zgodnych ustaleń, ale wprowadzenia w błąd albo – mówiąc dosadnie – zwykłego oszustwa. Taki właśnie przypadek rozpatrzył Naczelny Sąd Administracyjny. W wyroku wydanym 7 maja stwierdził, że w warunkach, gdy dostawa odbyła się w okolicznościach przestępczych i nie nastąpiła zapłata za wydany towar – nie jest to dostawa podlegająca VAT. Taki wyrok jest istotnym zwrotem w dotychczasowym orzecznictwie. Dotychczas bowiem sądy administracyjne dość konserwatywnie rozumiały dostawę towaru. Pozwalał im na to m.in. przepis art. 5 ust. 2 VATU, przewidujący, że do opodatkowanej dostawy dochodzi nawet wtedy, gdy nie została ona wykonana zgodnie z warunkami i formami przewidzianymi w prawie.
Gdy trafimy na oszusta
W sytuacji, którą rozpatrywał NSA polska firma – producent materiałów budowlanych – dostarczyła towar do klienta z Francji. Polskiemu przedsiębiorcy wydawało się, że jest to pełnoprawna transakcja, zwłaszcza że zweryfikował kontrahenta sprawdzając jego dane w VIES – europejskiej bazie danych o podatnikach VAT. Jak się jednak potem okazało, doszło do wyłudzenia towaru przez osobę trzecią, która towar otrzymała, ale za niego nie zapłaciła. Towar nie trafił do umówionego kontrahenta, a gdzie indziej. Doszło zatem do zwykłej kradzieży rzeczy.
Już po tym zdarzeniu polska firma wystąpiła do Krajowej Informacji Skarbowej o interpretację skutków VAT takich zdarzeń. Fiskus stwierdził – mówiąc w skrócie – że ustawa o podatku od towarów i usług nie uzależnia opodatkowania czynności od otrzymania zapłaty.
Jednak takie stanowisko obalił Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie, który w wyroku z 26.1.2023 r., I SA/Kr 1154/22, Legalis, uchylił tę interpretację. Wskazał m.in., że wprawdzie dostawa towaru zakłada przeniesienie na inny podmiot prawa do rozporządzania towarem jak właściciel, ale w demokratycznym państwie prawa jest nie do pomyślenia, by to prawo przenosić na oszusta. „Nie można przenieść prawa do rozporządzania towarem na nieustaloną osobę (podmiot), gdyż wykracza to poza sferę woli podmiotu wykonującego dostawę, a ponadto uniemożliwia kontrolę obrotu i rozliczeń podatkowych w systemie VAT” – stwierdził krakowski sąd.
NSA podtrzymał rozumowanie WSA w Krakowie. Uznał, że w takiej sytuacji nie doszło do dostawy towarów z uwagi na brak odpłatności. Wynikał on przede wszystkim z faktu wyłudzenia towaru przez osobę trzecią.
Wola dostawy
Wyrok ten może być przełomem w orzecznictwie. Dotychczas bowiem w podobnych sprawach NSA orzekał, że w przypadku wyłudzenia towarów dochodziło do dostawy w rozumieniu VAT. Na przykład w wyroku z 18.2.2025 r., I FSK 1482/21, Legalis, sędziowie uznali, że mimo braku zapłaty i oszukańczego charakteru transakcji, doszło w podobnej sprawie do dostawy towarów w rozumieniu ustawy o VAT, a to z kolei oznaczało powstanie obowiązku podatkowego. Natomiast w wyroku z 18.4.2023 r., I FSK 465/20, Legalis, NSA wskazał, że „okoliczność, że podatnik finalnie nie otrzymał za dokonaną dostawę zapłaty, gdyż osoba zamawiająca towar jej nie dokonała podszywając się pod firmę, która zamówienia faktycznie nie składała, nie wpływa na uznanie samej czynności za dostawę”.
Wcześniej podobnie orzekł WSA w Poznaniu 4.9.2025 r. (sygn. I SA/Po 402/25). Sędziowie uważali, że wolą podatnika było dokonanie dostawy towarów, a skoro ta dostawa została zrealizowana, to należy ją opodatkować.
Na korzyść okradzionych
Nieprzyjemne dla przedsiębiorców sytuacje wyłudzeń i kradzieży towarów nie są jedynie polską specyfiką i nie tylko polscy podatnicy VAT mają z nimi kłopoty. Spory z władzami skarbowymi docierały nawet do Trybunału Sprawiedliwości UE. Stawał on w obronie podatników. Na przykład w wyroku z 14.7.2005 r., C-435/03, Legalis, sędziowie zauważyli, że kradzież towarów nie wiąże się z charakterystycznym dla odpłatnej dostawy towarów świadczeniem wzajemnym.
TSUE stwierdził, że kradzież nie mieści się w pojęciu świadczenia wzajemnego, ponieważ z natury świadczenia tego typu wynika, iż dostawca w zamian za przeniesienie prawa do rozporządzania rzeczą jak właściciel oczekuje z drugiej strony wynagrodzenia. W podobnych przypadkach do wypłaty wynagrodzenia najczęściej nie dochodziło, a zatem nie można takiej sytuacji traktować jako dokonanie dostawy podlegającej VAT.
Sygnatura akt: I FSK 1641/23
Kamil Pierścionek
adwokat starszy menedżer w Zespole ds. Postępowań Podatkowych i Sądowych w KPMG
Wyrok NSA może być początkiem odwrócenia złego trendu w orzecznictwie. Dotychczas bowiem nawet gdy dochodziło do wyłudzenia dostawy towaru, organy skarbowe i sądy administracyjne uważały że to jednak jest transakcja podlegająca VAT. Oczywiście nie jest rolą urzędu skarbowego ani sądu administracyjnego, by badać kryminalny aspekt takiej sprawy. Niemniej jednak, zwykle dla organów skarbowych istotne jest zachowanie podatnika i dochowanie należytej staranności w relacjach z kontrahentami w rozliczeniach. Właśnie na tę należytą staranność naszego klienta zwrócił uwagę sąd, dostrzegając ze podatnik zawiadomił o oszustwie policję i wynajął agencję detektywistyczną, by wyjaśnić sprawę. Za tym, by nie uznać tej sytuacji za opodatkowaną dostawę przemawia też fakt, że nie doszło do płatności za towar i nie było nawet zamiaru jej dokonania. Jeśli zatem nawet sąd administracyjny nie wnika, czy i w jaki sposób doszło do przestępstwa związanego z towarem, to należy docenić wnikliwość sędziów, którzy wzięli pod uwagę całokształt okoliczności towarzyszących wydaniu towaru na rzecz nieuprawnionego podmiotu.
Postępowanie przygotowawcze: nowe zasady zażalenia na odmowę pełnomocnika
- Projekt przewiduje, że zażalenie na odmowę dopuszczenia pełnomocnika osoby niebędącej stroną będzie rozpoznawał sąd rejonowy, a nie prokurator nadrzędny.
- Nowelizacja dodaje do art. 87 KPK § 4 i 5, określające właściwość sądu, termin rozpoznania zażalenia oraz zasady wykonalności postanowienia prokuratora.
- Komisja Nadzwyczajna do spraw zmian w kodyfikacjach wniosła o uchwalenie projektu ustawy bez poprawek.
Cel i ratio legis projektowanych zmian
Projektowana nowelizacja koncentruje się na art. 87 KPK, który reguluje możliwość ustanowienia pełnomocnika przez osobę niebędącą stroną postępowania. Zgodnie z art. 87 § 2 KPK osoba taka może ustanowić pełnomocnika, jeżeli wymagają tego jej interesy w toczącym się postępowaniu. Z kolei art. 87 § 3 KPK przewiduje, że sąd, a w postępowaniu przygotowawczym prokurator, może odmówić dopuszczenia takiego pełnomocnika do udziału w postępowaniu, jeżeli uzna, że obrona interesów osoby niebędącej stroną tego nie wymaga.
W obecnym stanie prawnym decyzja prokuratora wydana na podstawie art. 87 § 3 KPK podlega kontroli wyłącznie w ramach prokuratury, ponieważ zażalenie rozpoznaje prokurator bezpośrednio przełożony. Projektodawca wskazuje, że takie rozwiązanie było przedmiotem krytyki m.in. Rzecznika Praw Obywatelskich oraz Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego, zwłaszcza w kontekście art. 45 ust. 1 i art. 77 ust. 2 Konstytucji RP.
Sądowa kontrola odmowy dopuszczenia pełnomocnika
Najważniejsza zmiana projektu polega na dodaniu do art. 87 KPK § 4. Zgodnie z projektowanym przepisem zażalenie na postanowienie o odmowie dopuszczenia do udziału w postępowaniu pełnomocnika osoby niebędącej stroną, wydane w postępowaniu przygotowawczym, będzie rozpoznawał sąd rejonowy, w którego okręgu prowadzi się postępowanie.
Projekt przewiduje również, że sąd ma rozpoznać zażalenie niezwłocznie, nie później niż przed upływem 7 dni od przekazania sądowi zażalenia wraz z niezbędnymi aktami. Termin ten ma charakter instrukcyjny, ale jego wprowadzenie służy zachowaniu sprawności postępowania i ograniczeniu ryzyka, że kontrola sądowa stanie się iluzoryczna z powodu zbyt długiego oczekiwania na rozstrzygnięcie.
W uzasadnieniu podkreślono, że niewielka skala decyzji podejmowanych na podstawie art. 87 § 3 KPK nie powinna prowadzić do nadmiernego obciążenia sądów. Projektodawca zakłada więc, że przekazanie tej kategorii zażaleń do sądu nie spowoduje istotnych trudności organizacyjnych, a jednocześnie pozwoli na wzmocnienie gwarancji konstytucyjnych.
Wykonalność postanowienia prokuratora
Drugim kluczowym elementem projektu jest dodanie art. 87 § 5 KPK. Zgodnie z projektowanym przepisem postanowienie prokuratora o odmowie dopuszczenia pełnomocnika osoby niebędącej stroną ma stać się wykonalne dopiero z dniem uprawomocnienia.
Jednocześnie projekt nie przyjmuje bezwzględnej zasady wstrzymania wszystkich czynności do czasu uprawomocnienia się postanowienia. Do czasu uprawomocnienia czynności dotyczące osoby wskazanej w art. 87 § 2 KPK, w których udział zgłosił jej pełnomocnik, mogą być dokonywane bez jego udziału w dwóch przypadkach: gdy zachodzą wypadki niecierpiące zwłoki albo gdy przemawia za tym ważny interes śledztwa.
W uzasadnieniu jako przykład czynności niecierpiących zwłoki wskazano sytuację zatrzymania podejrzanego oraz rozważania zastosowania tymczasowego aresztowania. Projektodawca podkreśla również, że przesłanka ważnego interesu śledztwa może mieć znaczenie w sprawach wymagających szybkiego działania z uwagi na zagrożenia wewnętrzne lub zewnętrzne, na które państwo powinno być przygotowane.
Projektodawca wskazuje ponadto na sytuacje, w których w aktach sprawy znajdują się informacje niejawne o klauzuli „tajne” lub „ściśle tajne”. Dokumenty takie mogą być okazywane w toku przesłuchania, co może uzasadniać ograniczenie kręgu osób mających dostęp do tych materiałów. W tym kontekście utrzymanie możliwości odmowy dopuszczenia pełnomocnika zostało przez projektodawcę uznane za potrzebne.
Znaczenie zmian dla osoby niebędącej stroną postępowania
Nowelizacja dotyczy osoby, która nie ma formalnego statusu strony postępowania, ale może mieć interes wymagający ochrony w jego toku. Ustawodawca nie zmienia art. 87 § 2 KPK, a więc nie modyfikuje samej zasady, zgodnie z którą osoba niebędąca stroną może ustanowić pełnomocnika, jeżeli wymagają tego jej interesy.
Zmianie ulega natomiast sposób kontroli decyzji odmownej. W obecnym stanie prawnym osoba taka może zaskarżyć postanowienie prokuratora do prokuratora bezpośrednio przełożonego. Po wejściu w życie projektowanej ustawy zażalenie będzie rozpoznawał sąd rejonowy. Oznacza to wzmocnienie gwarancji procesowej osoby niebędącej stroną, ponieważ ocena zasadności odmowy zostanie powierzona organowi sądowemu.
Zmiana w KKS
Projekt przewiduje również zmianę wynikową w KKS. Zgodnie z art. 2 projektu w art. 122 § 1 pkt 1 KKS po wyrazach „art. 87 § 3” dodaje się wyrazy „i 5”.
Zmiana ta pozostaje konsekwencją dodania art. 87 § 5 KPK. W uzasadnieniu wskazano, że art. 122 § 1 pkt 1 KKS odsyła do pojęcia „prokurator”, przez którego na gruncie KKS rozumie się finansowy organ postępowania przygotowawczego. Ponieważ w projektowanym art. 87 § 4 KPK nie występuje pojęcie „prokurator”, projektodawca nie przewidział odesłania do tego przepisu.
Zmiana w KKS ma zatem charakter dostosowawczy. Jej celem jest zapewnienie spójności odesłań między KPK i KKS po dodaniu nowego art. 87 § 5 KPK.
Przepisy przejściowe
Projekt zawiera przepisy przejściowe dotyczące zażaleń i czynności procesowych. Zgodnie z art. 3 projektu do rozpoznania zażaleń na postanowienia o odmowie dopuszczenia pełnomocnika osoby niebędącej stroną, wniesionych i nierozpoznanych przed dniem wejścia w życie ustawy, stosuje się przepisy w brzmieniu nadanym projektowaną ustawą.
W uzasadnieniu wskazano, że zażalenia skierowane do prokuratora bezpośrednio przełożonego, które nie zostaną rozpoznane przed wejściem w życie nowelizacji, powinny zostać przekazane sądowi zgodnie z ogólnymi zasadami KPK. Projektodawca podkreśla, że z uwagi na konieczność niezwłocznego rozpoznania zażalenia również przekazanie środka zaskarżenia powinno nastąpić niezwłocznie.
Art. 4 projektu przewiduje natomiast, że czynności procesowe dokonane przed dniem wejścia w życie ustawy są skuteczne, jeżeli zostały dokonane z zachowaniem przepisów dotychczasowych. Przepis ten zabezpiecza skuteczność czynności przeprowadzonych przed zmianą stanu prawnego i ogranicza ryzyko podważania ich wyłącznie z powodu późniejszej nowelizacji.
Etap legislacyjny
Projekt ustawy wpłynął do Sejmu 18.3.2026 r. jako druk nr 2372. W dniu 24.3.2026 r. został skierowany do I czytania, które odbyło się 15.4.2026 r. na 55. posiedzeniu Sejmu, po czym projekt skierowano do Komisji Nadzwyczajnej do spraw zmian w kodyfikacjach. Komisja rozpatrzyła projekt na posiedzeniu 16.4.2026 r. i wniosła o uchwalenie projektu ustawy z druku nr 2372 bez poprawek. Sprawozdanie komisji zostało opublikowane jako druk nr 2441.
II czytanie projektu odbyło się 13.5.2026 r. na 57. posiedzeniu Sejmu. W toku II czytania zgłoszono poprawki, w związku z czym projekt został ponownie skierowany do Komisji Nadzwyczajnej do spraw zmian w kodyfikacjach w celu przedstawienia dodatkowego sprawozdania.
Zgodnie z art. 5 projektu ustawa ma wejść w życie po upływie 14 dni od dnia ogłoszenia.
Dom bez fundamentu nie wyklucza ulgi podatkowej
Wspaniałe wieści dla podatników, którzy nie mogli czekać ze sprzedażą jednej nieruchomości mieszkalnej ponad 5 lat, ale żeby nie płacić od tego PIT zamierzają kupić inną i skorzystać z tzw. ulgi mieszkaniowej. Sądy administracyjne potwierdzają, że z premii podatkowej mogą skorzystać nawet ci, którzy szukają alternatywnych sposobów na zabezpieczenie dachu nad głową.
Obiekt przenośny…
Sprawa zaczęła się od wniosku o interpretację. Podatniczka wyjaśniła w nim, że w listopadzie 2019 r. dostała od babci spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu. W niecałe dwa lata później postanowiła je jednak spieniężyć. W czerwcu 2021 r. mieszkanie zostało sprzedane, a ponieważ od końca roku nabycia nie minęło jeszcze 5 lat, transakcja – zgodnie z ustawą o PIT – co do zasady podlegała opodatkowaniu.
Sprzedającej groził 19 proc. podatek i to według najmniej korzystnego wariantu. Ze względu bowiem na to, że mieszkanie po babci dostała w darowiźnie, czyli praktycznie bezkosztowo w grę wchodziło opodatkowanie całości uzyskanej za nie sumy. Podatniczka zadeklarowała jednak, że pieniądze chce przeznaczyć na własne cele mieszkaniowe. Zamierza nabyć własność obiektu budowlanego niepołączonego trwale z gruntem, który ma powstać w ok. 4 miesiące. Będzie to zespół pomieszczeń mieszkalnych, tj. pokoi i sypialni oraz pomocniczych, który umożliwi całoroczny, stały pobyt ludzi. Kobieta zapewniła, że zamieszka w nim na stałe. Dlatego była przekonana, że inwestycja – choć nietypowa – da jej zwolnienie z art. 21 ust. 1 pkt 131 ustawy o PIT.
Fiskus ani myślał o tym słyszeć. Przyznał, że ustawa o PIT nie zawiera definicji „budynku”. Ale uznał, że daje mu to prawo do sięgnięcia do prawa budowlanego. I stwierdził, że inwestycja podatniczki nie spełnia legalnej definicji budynku, w tym mieszkalnego. W konsekwencji zdaniem fiskusa nabycie obiektu budowlanego niepołączonego trwale z gruntem, ulgi nie daje.
Przy pierwszym podejściu do sporu Wojewódzki Sąd Administracyjny (WSA) w Warszawie przyznał rację fiskusowi. Inaczej do problemu podszedł jednak Naczelny Sąd Administracyjny (NSA). Uznał, że „lokalu mieszkalnego” z art. 21 ust. 25 pkt 1 lit. d) ustawy o PIT nie należy zawężać do definicji legalnej z ustawy o własności lokali. I nie dostrzegł przeszkód, aby sporny obiekt budowlany mógł zostać podatkowo zakwalifikowany jako lokal mieszkalny.
Spór wrócił na wokandę WSA, który tym razem przyznał rację podatniczce. Uznał, że nabycie domku mobilnego może stanowić wydatek na własne cele mieszkaniowe, co pozwala na skorzystanie ze spornego zwolnienia w PIT przy sprzedaży innej nieruchomości. Zastrzegł jedynie, że taki domek ma spełnić określone warunki, przede wszystkim całorocznego zamieszkiwania. Ponadto musi służyć faktycznemu zaspokojeniu potrzeb mieszkaniowych, a nie jedynie celom wypoczynkowym czy sezonowym.
…a jednak dom
Jak tłumaczył WSA, chodzi zatem o takie obiekty – domki całoroczne, które są wyposażone w niezbędne media i pełnią funkcję „dachu nad głową”. Nabycie domku całorocznego dla zaspokojenia własnych potrzeb jest więc celem mieszkaniowym. Kluczowe nie jest samo „przytwierdzenie” do ziemi. Jak bowiem zauważył sąd, choć prawo budowlane często wymaga fundamentów, to ulgę należy przyznać, jeśli obiekt – mimo ich braku – ma media, instalacje i służy celom mieszkaniowym oraz prowadzeniu gospodarstwa domowego, np. stoi na bloczkach, jest przyłączony do prądu/wody. Wyrok nieprawomocny.
Sygnatura akt: III SA/Wa 293/26
Mariusz Korzeb
doradca podatkowy
Komentowana sprawa, zwłaszcza zapadły w niej wyrok NSA, ma znaczenie wykraczające poza kwestię domku mobilnego. Sąd trafnie odczytał bowiem ulgę mieszkaniową w realiach po pandemii COVID-19, gdy sposób pracy, życia i zaspokajania potrzeb mieszkaniowych stał się bardziej elastyczny. Ponadto przy obecnych cenach nieruchomości zawężanie ulgi wyłącznie do klasycznych lokali i budynków prowadziłoby do oderwania prawa od rynku. Nowe technologie i rozwiązania techniczne sprawiają, że obiekty niepołączone trwale z gruntem mogą być całoroczne, wyposażone w media, bezpieczne i faktycznie służyć prowadzeniu gospodarstwa domowego. Kluczowe jest jednak, aby nie były wykorzystywane rekreacyjnie ani sezonowo – podatnik musi w nich realnie realizować własne cele mieszkaniowe. Warto też podkreślić, że zgodnie z orzecznictwem posiadanie więcej niż jednej nieruchomości nie wyklucza ulgi, jeśli każda z nich służy własnym celom mieszkaniowym podatnika.
Ataki na systemy informatyczne – rządowy projekt zmian w Kodeksie karnym
- Projekt rozszerza zakres zastosowania art. 269b § 1 KK przez dodanie odesłania do art. 267 § 1 i 2 KK.
- Nowelizacja ma zapewnić pełną implementację art. 7 dyrektywy 2013/40/UE dotyczącej ataków na systemy informatyczne.
- Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka wniosła o uchwalenie projektu ustawy bez poprawek (druk nr 2462).
Cel projektowanej nowelizacji
Zasadniczym celem projektu jest zapewnienie pełnej implementacji art. 7 dyrektywy 2013/40/UE. Przepis ten zobowiązuje państwa członkowskie do penalizacji określonych zachowań przygotowawczych, jeżeli są podejmowane bezprawnie i umyślnie w celu popełnienia przestępstw wskazanych w art. 3-6 dyrektywy 2013/40/UE.
Z uzasadnienia wynika, że art. 7 dyrektywy 2013/40/UE obejmuje m.in. umyślne wytwarzanie, sprzedaż, dostarczanie w celu użycia, przywóz, rozpowszechnianie lub udostępnianie w inny sposób określonych narzędzi, jeżeli działania te służą popełnieniu przestępstw wskazanych w dyrektywie. Projektodawca wskazuje, że polskie przepisy wymagają uzupełnienia jedynie w zakresie art. 3 dyrektywy 2013/40/UE, dotyczącego niezgodnego z prawem dostępu do systemów informatycznych, oraz art. 6 dyrektywy 2013/40/UE, dotyczącego niezgodnego z prawem przechwytywania.
Projekt nie zakłada szerszej ingerencji w model odpowiedzialności za przestępstwa przeciwko ochronie informacji. W uzasadnieniu wskazano, że pozostałe przepisy dyrektywy 2013/40/UE są już implementowane w prawie krajowym, w szczególności w rozdziale XXXIII KK. Nowelizacja ma zatem charakter punktowy i służy uzupełnieniu konkretnego braku w transpozycji prawa UE.
Zmiana odnośnika do tytułu KK
Pierwsza z projektowanych zmian dotyczy odnośnika nr 1 do tytułu KK. Projekt przewiduje, że w pkt 3 odnośnika kropka zostanie zastąpiona średnikiem, a następnie dodany zostanie pkt 4 wskazujący dyrektywę 2013/40/UE.
Zmiana ta ma charakter formalny, ale jest konsekwencją implementacyjnego charakteru projektu. Skoro projektowana ustawa w zakresie swojej regulacji wdraża dyrektywę dotyczącą ataków na systemy informatyczne, informacja ta powinna zostać odnotowana w odnośniku do tytułu KK. Rozwiązanie to porządkuje informację o aktach prawa Unii Europejskiej, których wdrożeniu służą przepisy Kodeksu karnego.
Rozszerzenie zakresu art. 269b § 1 KK
Najważniejsza zmiana projektu dotyczy art. 269b § 1 KK. Zgodnie z art. 1 pkt 2 projektu wyrazy „art. 267 § 3” mają zostać zastąpione wyrazami „art. 267 § 1-3”.
W uzasadnieniu wskazano, że projektowana zmiana polega na umieszczeniu w art. 269b § 1 KK odesłania także do art. 267 § 1 i 2 KK. Odesłanie do art. 267 § 1-3 KK ma służyć implementacji art. 3 dyrektywy 2013/40/UE, odnoszącego się do niezgodnego z prawem dostępu do systemów informatycznych oraz art. 6 dyrektywy 2013/40/UE, dotyczącego niezgodnego z prawem przechwytywania.
Mechanizm projektowanej zmiany jest prosty: ustawodawca nie modyfikuje samego opisu zachowań zawartego w art. 269b § 1 KK, lecz rozszerza zakres przepisów, do których art. 269b § 1 KK odsyła. W efekcie przepis ten ma obejmować nie tylko zachowania związane z przygotowaniem do czynu z art. 267 § 3 KK, lecz także zachowania powiązane z czynami z art. 267 § 1 i 2 KK.
Znaczenie projektowanej zmiany nie polega na wprowadzeniu nowej regulacji materialnoprawnej, lecz na rozszerzeniu zakresu zastosowania istniejącego przepisu. Właśnie ten element ma – zgodnie z uzasadnieniem – zapewnić pełną transpozycję art. 7 dyrektywy 2013/40/UE w brakującym zakresie.
Powiązanie art. 269b § 1 KK z art. 267 KK
Projektowana nowelizacja odwołuje się do art. 267 KK, który znajduje się w rozdziale XXXIII KK dotyczącym przestępstw przeciwko ochronie informacji. Dotychczas art. 269b § 1 KK obejmował odesłanie do art. 267 § 3 KK. Projekt rozszerza to odesłanie na art. 267 § 1-3 KK. Projektodawca przyjmuje, że dodanie tych dwóch jednostek redakcyjnych do art. 269b § 1 KK jest konieczne dla prawidłowej implementacji dyrektywy.
Takie rozwiązanie pozwala zachować dotychczasową systematykę KK. Projekt nie dodaje nowego przepisu dotyczącego cyberprzestępczości, lecz posługuje się już istniejącą konstrukcją art. 269b § 1 KK. Zmianie ulega jedynie zakres odesłania, a tym samym zakres czynów, których przygotowanie może pozostawać objęte tym przepisem.
Skutki projektowanych zmian
Z uzasadnienia projektu wynika, że proponowane rozwiązania mają zapewnić prawidłową implementację art. 7 dyrektywy 2013/40/UE przez objęcie art. 269b § 1 KK także odesłaniami do art. 267 § 1 i 2 KK. Projektodawca wskazuje tym samym, że dotychczasowe brzmienie przepisu nie obejmowało pełnego zakresu wymaganego przez dyrektywę.
Projektowana zmiana rozszerza zakres zastosowania art. 269b § 1 KK, ale nie zmienia treści art. 267 KK, nie wprowadza nowych sankcji ani nie przewiduje odrębnych rozwiązań przejściowych. Zmiana ma więc charakter punktowy i dostosowawczy, choć dotyczy istotnego obszaru ochrony informacji oraz ataków na systemy informatyczne.
Etap legislacyjny
Projekt ustawy wpłynął do Sejmu 1.4.2026 r. jako druk nr 2398. W dniu 2.4.2026 r. został skierowany do I czytania, które odbyło się 16.4.2026 r. na 55. posiedzeniu Sejmu, po czym projekt skierowano do Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka. Komisja rozpatrzyła projekt na posiedzeniu 28.4.2026 r. i wniosła o uchwalenie projektu ustawy z druku nr 2398 bez poprawek. Sprawozdanie komisji zostało opublikowane jako druk nr 2462. II czytanie projektu odbyło się 13.5.2026 r. na 57. posiedzeniu Sejmu. Sejm zdecydował o niezwłocznym przystąpieniu do III czytania.
Zgodnie z art. 2 projektu ustawa ma wejść w życie po upływie 14 dni od dnia ogłoszenia. Projektodawca nie przewiduje odrębnych przepisów przejściowych ani szczególnych terminów wejścia w życie poszczególnych regulacji.
Więcej seniorów będzie mogło skorzystać z wygodnych mieszkań
Obecnie kwestia dostępności mieszkań dla seniorów staje się nie tylko problemem architektonicznym, ale także społecznym i cywilizacyjnym. W polskich miastach wiele osób starszych żyje dziś jak „więźniowie czwartego piętra” – uwięzieni we własnych mieszkaniach przez brak windy i postępujące ograniczenia ruchowe. Dla wielu z nich zwykłe wyjście po zakupy, do lekarza czy nawet na krótki spacer staje się codziennym wyzwaniem, a czasem jest wręcz niemożliwe. Dla nich schody zmieniły się z wiekiem w realną barierę oddzielającą ich od świata. Problem dotyczy szczególnie mieszkań w blokach z wielkiej płyty i starszych kamienicach, projektowanych w czasach, gdy nikt nie myślał o starzejącym się społeczeństwie.
Nowy projekt
Dlatego rząd przygotował dla nich rozwiązanie. Chodzi o projekt nowelizacji ustawy o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i o zmianie kodeksu cywilnego, która wprowadza tzw. najem senioralny, który ma być nowym rozwiązaniem skierowanym do osób starszych, zamieszkujących w przestrzeni, która ogranicza ich samodzielność. Umowa najmu senioralnego byłaby zawierana z gminą i dawałaby możliwość przeniesienia się seniorom do lokalu bez barier architektonicznych. Do propozycji sporo uwag mieli zarówno eksperci, samorządowcy, jak i organizacje reprezentujące samych seniorów. Teraz minister do spraw polityki senioralnej, która odpowiada za projekt, przedstawiła jego nową wersję.
Co się zmieni?
Druga wersja znacząco rozszerza katalog uprawnionych. Początkowo z nowych możliwości mogła skorzystać wyłącznie samotna osoba starsza, która samodzielnie zamieszkiwała lokal znajdujący się na czwartym piętrze lub wyżej. Po zmianach nowe narzędzie będzie przysługiwać także seniorowi prowadzącemu dwuosobowe gospodarstwo domowe z małżonkiem, rodzeństwem oraz starszym zstępnym. W efekcie propozycja uwzględnia bardziej złożone, rzeczywiste układy rodzinne.
Kolejną zmianą są bardziej szczegółowe warunki dotyczące samych mieszkań seniorów. Pierwsza wersja projektu zakładała jedynie, że musi ono znajdować się na czwartym piętrze lub wyżej, budynek nie może być wyposażony w windę, a sam lokal powinien nadawać się do zamieszkania. Po zmianach doprecyzowano, że mieszkanie oddawane gminie ma być wolne od hipotek i roszczeń wpisanych do księgi wieczystej. Wskazano również, że lokal oferowany seniorowi przez gminę powinien znajdować się na pierwszej kondygnacji lub mieć dostęp do windy.
Gminy pewniejsze
Zadbano też o silniejsze zabezpieczenie interesów gmin. W pierwszej wersji kwestie związane z wypowiadaniem umów zostały opisane bardzo ogólnie. Druga wprowadza natomiast minimalne okresy wypowiedzenia, procedury dotyczące podnajemców, zasady odpowiedzialności odszkodowawczej gmin, regulacje dotyczące śmierci najemcy oraz automatyczne powiązanie rozwiązania jednej umowy z drugą.
Nowa wersja przewiduje również nowe mechanizmy ochrony seniorów oraz właścicieli mieszkań. Pojawia się m.in. możliwość uzyskania odszkodowania od gminy w sytuacji, gdy podnajemca nie opuści lokalu, a także prawo do dochodzenia odszkodowania uzupełniającego (gdy wypłata nie pokrywa poniesionych strat). Pierwotnie takich zabezpieczeń praktycznie nie przewidziano.
Z przepisów zniknął też wymóg, zgodnie z którym senior musiał być jedynym właścicielem mieszkania lub jedynym posiadaczem spółdzielczego prawa do lokalu. To istotne złagodzenie warunków uczestnictwa w programie.
Etap legislacyjny: konsultacje
Teresa Hernik
ekspert ds. społecznych Federacji Przedsiębiorców Polskich
Żadne, nawet najlepsze przepisy, nie pomogą, jeżeli nie zmieni się nasza mentalność. Większość seniorów chce być jednak u siebie, we własnym domu. Nawet jeżeli będzie się to wiązało z pewnymi ograniczeniami w ich funkcjonowaniu.
Natomiast być może to rozwiązanie sprawdzi się w przypadku osób niemających rodziny, które siłą rzeczy są bardziej zdane na pomoc z zewnątrz. Możliwe, że łatwiej będzie im podjąć decyzję o wynajęciu swojego mieszkania i przeprowadzce do innego lokalu. Nader często zdarza się też, że to właśnie rodzina stwarza bariery. Spędziłam wiele lat w pomocy społecznej i widziałam, że nierzadko aktywizuje się ona, gdy w grę wchodzą kwestie majątkowe, takie jak mieszkanie. To są czynniki, które niestety paraliżują wiele rozwiązań, które powinny zostać wprowadzone w życie. Nie oznacza to jednak, że nie warto nic zrobić. Wprost przeciwnie. Kropla drąży skałę. Dlatego sam kierunek działań oceniam bardzo dobrze.
Nie ma alternatywy dla nadzoru KNF nad rynkiem kryptoaktywów
Na trwającym właśnie posiedzeniu Sejm po raz kolejny podejmuje kwestię regulacji rynku kryptoaktywów. Oprócz trzeciej wersji projektu rządowego do laski marszałkowskiej został złożony również projekt przygotowany przez prezydenta (a także trzecia, mająca marginalne znaczenie propozycja poselska zakazująca kryptoaktywów w ogóle).
Obydwie propozycje legislacyjne – rządowa i prezydencka – różnią się w szczegółach, przede wszystkim co do zakresu uprawnień wobec rynku kryptoaktywów Komisji Nadzoru Finansowego. Rządowy projekt przewiduje pełen nadzór KNF, w którym organ ten posiada szerokie kompetencje kontrolne połączone z możliwością nakładania surowych sankcji, a także rozbudowany system licencyjny.
Nadzór nad rynkiem
Rządowy projekt daje KNF możliwość szybkiego ingerowania w działalność podmiotów funkcjonujących na rynku kryptoaktywów (np. nakaz wstrzymania świadczenia usług, zawieszenia działalności, cofnięcie zezwolenia itp.) oraz szerokie uprawnienia kontrolne.
W prezydenckim projekcie, który w dużej mierze bazuje na projekcie rządowym, zawężono katalog decyzji nadzorczych, które mają mieć rygor natychmiastowej wykonalności. Przykładowo, według propozycji rządowej, gdyby KNF wydała decyzję o zakazie prowadzenia działalności albo nakazie wstrzymania świadczenia usług przez dostawcę usług w zakresie kryptoaktywów, to byłaby ona natychmiast wykonalna, podczas gdy zgodnie z projektem prezydenckim podmiot mógłby działać nadal do czasu rozpoznania przez sąd administracyjny środka odwoławczego.
Rządowy projekt przewiduje też surowsze kary (do 20 mln zł w porównaniu do 5 mln zł w projekcie prezydenckim) oraz zakłada wyższą wysokość opłaty rocznej za nadzór (0,4 proc. rocznych przychodów, w stosunku do 0,1 proc. w propozycji prezydenckiej).
Polska jest praktycznie ostatnim krajem, który nie dostosował swoich przepisów do rozporządzenia MiCA określającego wymogi dla nadzoru nad rynkiem kryptowalut. Na początku roku regulacje krajowe zaczęły obowiązywać w Portugalii i Belgii, które obok Polski stanowiły ostatnią grupę „zapóźnionych”.
Można było przeciwdziałać?
Prace nad wdrożeniem przepisów toczą się w cieniu afery związanej z upadkiem giełdy Zondacrypto. 38 proc. ekspertów wchodzących w skład panelu prawników uważa, że na podstawie istniejących przepisów nie dało się zapobiec aferze.
Jak zauważa prof. Dariusz Adamski z Uniwersytetu Wrocławskiego, przyjęcie ustawy o kryptoaktywach pozwoliłoby na zdecydowanie bardziej skuteczny monitoring rynku i wychwytywanie nieprawidłowości. Zwłaszcza w porównaniu z sytuacją, kiedy – ze względu na brak polskiej ustawy – wszystkie podmioty aktywne na polskim rynku musiałyby uzyskać licencję w innych krajach UE i działać w Polsce na zasadzie transgranicznej, a żaden polski organ nie nadzorowałby ich.
– Niemniej jednak żadne przepisy, ani już obowiązujące, ani przyjęte w przyszłości, nie są w stanie w pełni skutecznie uniemożliwić działalności mającej charakter oszustwa, w tym powstawania piramid finansowych, wyprowadzania majątku z firm lub zawierania przez nie niekorzystnych umów. Dla przeciwdziałania takim praktykom kluczowe znaczenie ma prawidłowo działający wymiar sprawiedliwości, zapewniający skuteczne i dotkliwe karanie tego rodzaju przestępstw, a także zdolny do odzyskiwania przynajmniej części sprzeniewierzonych środków inwestorów – dodaje ekspert.
31 proc. panelistów uważa jednak, że aferze Zondacrypto można było przeciwdziałać, opierając się na obecnych przepisach.
– Brak nowych przepisów nie był przeszkodą, aby reagować na ryzyka i zapobiec aferze Zondacrypto. Zdecydowanie zabrakło woli, koordynacji i determinacji w użyciu istniejących narzędzi. Stawiam tezę, że przy wcześniejszej reakcji państwa oraz odpowiedniej koordynacji działań i wymiany informacji skala afery mogła zostać ograniczona – twierdzi prof. Tomasz Safijański, zastępca dyrektora Centrum Badań nad Bezpieczeństwem Transgranicznym Akademii WSB.
– Jeżeli kryptogiełda deklarowała, że posiada środki klientów, a w rzeczywistości ich nie miała lub wyprowadzała je na inne konta, to można tutaj było rozważyć wszczęcie postępowania w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa oszustwa, prania brudnych pieniędzy w ramach zorganizowanej grupy przestępczej. Prokuratura już kilka lat temu miała wystarczające powody do wszczęcia postępowania karnego. Można było dokonać zabezpieczenia dowodów, np. w postaci nośników danych, serwerów. Wybrano jednak drogę obserwacji, co pozwoliło na ucieczkę kapitału i prezesa – mówi mec. Podgórski, który przypomina, że jednak poprzednik Zondy, firma BitBay trafiła na listę ostrzeżeń KNF już w 2018 r. Ucieczka pod inne jurysdykcje bardzo utrudniła podjęcie jakichkolwiek ruchów prawnych. Choć i te możliwe byłyby w ramach podjęcia międzynarodowej pomocy prawnej – zaznacza.

Państwo zaspało
Z kolei 56 proc. panelistów zgadza się z tezą, że przypadek Zondacrypto to kolejny sygnał systemowej nieskuteczności państwa w zakresie ochrony obywateli przed nadużyciami na rynku finansowym.
Jak zauważa Hubert Hajduczenia, adwokat z kancelarii DLA Piper, sprawa Zondacrypto wpisuje się w powtarzalny schemat: państwo reaguje ex post, fragmentarycznie, mechanizmy wczesnego ostrzegania zawodzą, o działaniach prewencji nie wspominając.
– Dobrym i cały czas aktualnym przykładem tego rodzaju indolencji naszego państwa są m.in. prowadzone zbiórki na finansowanie startupów krypto (ICO – Initial Coin Offering) i sprzedaż tokenów. Niekiedy zbiórki te osiągają kilkanaście milionów złotych, jak ta zorganizowana przez jednego z bohaterów tzw. afery Zondacrypto. Co więcej, są medialnie nagłaśniane, przyciągając do nich również te mniej świadome osoby. Nikt nie ma kontroli nad nimi i nad tym, w jaki sposób są one realizowane. A najczęściej kończą się stratą pieniędzy przez osoby wpłacające, jednak żaden organ tego nie kontroluje – wskazuje prawnik.
Jednak równocześnie aż 38 proc. pytanych przez nas ekspertów jest innego zdania. Jak twierdzi prof. Krzysztof Koźmiński z Uniwersytetu Warszawskiego, sam fakt, że zdarzają się niewypały biznesowe, plajty, bankructwa, a także nadużycia czy oszustwa nie powoduje jeszcze, że „państwo zawiodło”.
– Państwo nie jest od tego, by wszystkiego pilnować, nadzorować, reagować, zwłaszcza jeśli chodzi o obrót prywatnoprawny (również relacje pomiędzy osobami fizycznymi), rynek itp. I nie jest to tylko mój pogląd, ale efekt (racjonalnego, moim zdaniem) konstytucyjnego modelu gospodarczego, czyli tzw. ustroju społecznej gospodarki rynkowej – argumentuje prof. Koźmiński.
W świetle tej koncepcji państwo interweniuje rzadziej niż częściej, reakcja musi być proporcjonalna, uzasadniona i raczej następcza niż prewencyjna.
– Model społecznej gospodarki rynkowej to po prostu jedna z wersji liberalnego (kapitalistycznego) systemu ekonomicznego, w którym oczywiste i wkalkulowane jest ryzyko, prywatna inicjatywa, zysk oraz strata. Jeśli w tym przypadku (czego nie wiem) doszło do naruszeń prawa, np. przestępstwa, reakcja jest konieczna, ale nie znaczy to, że władza publiczna ma legislacyjnie regulować wszystko, administracyjnie nadzorować, zakazywać itp. – dodaje radca prawny.
Kto ma pilnować?
Ankietowani nie mają za to wątpliwości co do tego, jaki organ powinien sprawować nadzór nad rynkiem krypto. 82 proc. uczestników panelu prawników uważa, że rolę tę powinna pełnić KNF.
Zdaniem prof. Huberta Izdebskiego, skoro KNF pełni nadzór nad klasycznymi rynkami finansowymi, to tworzenie od nowa odrębnej wyspecjalizowanej instytucji byłoby sprzeczne z konstytucyjną zasadą sprawności działania instytucji publicznych i gospodarności środkami publicznymi.
Z kolei mec. Piotr Podgórski dodaje, że rynek kryptowalut powinien znajdować się pod nadzorem KNF, ale tylko wtedy, gdy urząd ten przejdzie odpowiednią reformę.
– Istnieje poważna obawa, że urzędnicy często nie rozumieją technologii, co może prowadzić do absurdalnych decyzji administracyjnych. W branży krypto decyzje muszą być podejmowane niemalże natychmiast. Wymaga to obsadzenia KNF odpowiednio wykwalifikowanymi ludźmi – zastrzega prawnik.
Nieumyślne paserstwo wyklucza recydywę
Stan faktyczny
P.M. został oskarżony o paserstwo nieumyślne, czyli czyn z art. 292 § 1 KK. Oskarżony w lombardzie dokonał zbycia mienia o wartości ponad 4,5 tys. zł, przy czym powinien i mógł przypuszczać, że mienie to zostało uzyskane za pomocą czynu zabronionego. Sąd ustalił, że do popełnienia czynu doszło w ciągu 5 lat po odbyciu co najmniej 6 miesięcy kary pozbawienia wolności za przestępstwo podobne. P.M. złożył wniosek o dobrowolne poddanie się karze w trybie art. 387 § 1 KPK. Sąd uznał P.M. za winnego popełnienia zarzucanego mu czynu i uwzględniając wniosek oskarżonego wymierzył mu karę 2 miesięcy pozbawienia wolności. Żadna ze stron nie wniosła środka zaskarżenia i wyrok uprawomocnił się.
Kasacja
Kasację na korzyść skazanego wniósł Prokurator Generalny, który wyrokowi SR w O. zarzucił rażące i mające istotny wpływ na treść wyroku naruszenie przepisów, a mianowicie art. 387 § 2 i § 3 KPK, polegające na uwzględnieniu wniosku oskarżonego P.M. o wydanie wobec niego wyroku skazującego bez przeprowadzania rozprawy i wymierzeniu określonej w nim kary. W konsekwencji Sąd zastosował art. 64 § 1 KK, uznając, że czyn został popełniony w warunkach recydywy, pomimo braku przesłanki w postaci popełnienia ponownie przestępstwa umyślnego. Oskarżonemu przypisano bowiem sprawstwo czynu nieumyślnego, stypizowanego w art. 292 § 1 KK.
Ocena wniosku o dobrowolne poddanie się karze
SN uznał, że kasacja jest oczywiście zasadna, uchylił zaskarżony wyrok i sprawę przekazał SR w O. do ponownego rozpoznania. Zgodnie z art. 387 § 1 KPK, do chwili zakończenia pierwszego przesłuchania wszystkich oskarżonych na rozprawie głównej oskarżony, któremu zarzucono przestępstwo zagrożone karą nieprzekraczającą 15 lat pozbawienia wolności, może złożyć wniosek o wydanie wyroku skazującego i wymierzenie mu określonej kary lub środka karnego, orzeczenie przepadku lub środka kompensacyjnego bez przeprowadzania postępowania dowodowego. Jednak samo złożenie takiego wniosku nie obliguje sądu do jego uwzględnienia. Zgodnie z art. 387 § 2 KPK sąd musi najpierw zbadać, czy okoliczności popełniania przestępstwa i wina nie budzą wątpliwości, a cele postępowania zostaną osiągnięte pomimo nieprzeprowadzenia rozprawy w całości (zob. wyrok SN z 18.12.2024 r., III KK 152/24, Legalis).
W uzasadnieniu wyroku wyjaśniono, że sąd, przed zaakceptowaniem wniosku i wydaniem na jego podstawie wyroku, ma obowiązek weryfikacji tego wniosku, zarówno pod względem formalnym, jak i merytorycznym. Kluczowe znaczenie ma kontrola zgodności wniosku z przepisami prawa karnego materialnego, obejmująca m.in. prawnokarną ocenę czynu, jak też wymiar kary bądź środków karnych. W przypadku, gdy treść wniosku nie jest zgodna z właściwymi w danej sprawie przepisami, sąd powinien albo rozpoznać sprawę na zasadach ogólnych, albo uzależnić uwzględnienie wniosku od konwalidacji dostrzeżonej wadliwości (zob. wyrok SN z 26.6.2024 r., III KK 73/24, Legalis). SN uznał, że SR w O. nie przeprowadził tej kontroli w sposób prawidłowy, gdyż na podstawie art. 64 § 1 KK przypisał oskarżonemu działanie w warunkach recydywy, pomimo tego, że przestępstwo, którego się dopuścił charakteryzuje się nieumyślnością.
Recydywa tylko za przestępstwo umyślne
W art. 64 § 1 KK ustalono bardzo ścisłe kryteria recydywy szczególnej jednokrotnej. Zgodnie z tym przepisem status recydywisty uzyskać może sprawca, który: został skazany poprzednio za przestępstwo umyślne, odbył karę co najmniej 6 miesięcy pozbawienia wolności, w ciągu 5 lat po odbyciu tej kary popełnił przestępstwo umyślne, popełnił przestępstwo podobne do tego, za które był skazany (zob. wyrok SN z 24.9.2025 r., IV KK 300/25, Legalis). Przypisanie sprawcy przestępstwa popełnionego w warunkach określonych w art. 64 § 1 KK powoduje również dla niego istotne i niekorzystne skutki poza podwyższeniem wymiaru kary np. zaostrza warunki przedterminowego zwolnienia z odbycia kary (art. 78 § 2 KK). Co więcej, w przypadku ponownego popełnienia umyślnego przestępstwa przeciwko życiu lub zdrowiu, przestępstwa zgwałcenia, rozboju, kradzieży z włamaniem lub innego przestępstwa przeciwko mieniu popełnionego z użyciem przemocy lub groźbą jej użycia stanowi podstawę przyjęcia recydywy z art. 64 § 2 KK. W orzecznictwie przyjmuje się, że jeżeli w momencie orzekania poprzednie skazanie uległo zatarciu, to nie może ono uzasadniać przyjęcia powrotu do przestępstwa na podstawie art. 64 § 1 i 2 KK. W takim przypadku nie ma nawet znaczenia, że kolejne przestępstwo zostało popełnione przed upływem terminu przewidzianego dla zatarcia poprzedniego skazania (zob. wyrok SN z 27.11.2023 r., II KK 472/23, Legalis).
Jak wynika z art. 9 § 1 KK, przestępstwo jest popełnione umyślnie wówczas, gdy sprawca ma zamiar jego popełniania, czyli chce go popełnić albo przewiduje możliwość jego popełnienia. Umyślność opiera się więc w całości na czynniku psychologicznym – sprawca chce popełnić czyn zabroniony i dąży do jego realizacji poprzez: działanie, zaniechanie lub posiadanie czegoś, co było zabronione (zob. wyrok SN z 30.9.2016 r., III KK 355/16, Legalis).
Czy paserstwo to zawsze przestępstwo umyślne?
W przypadku zestawienia art. 291 § 1 KK oraz art. 292 § 2 KK ustawodawca nie wprowadził prostego rozróżnienia na czyn umyślny i nieumyślny, jak ma to miejsce np. w przypadku zabójstwa – art. 148 KK i nieumyślnego spowodowania śmierci – art. 155 KK. W przypadku paserstwa typ nieumyślny uzupełniono o dodatkowe kryteria, w postaci „okoliczności towarzyszących nabyciu”, na podstawie których oskarżony powinien był podejrzewać, że przedmiot pochodzi z przestępstwa. Nie wpływa to jednak na ogólną ocenę zmiany kwalifikacji z typu umyślnego na typ nieumyślny (zob. postanowienie SN z 18.4.2024 r., III KS 16/24, Legalis). Istotą paserstwa nieumyślnego jest to, że sprawca nie wie, iż rzecz będąca przedmiotem jego działań została uzyskana za pomocą czynu zabronionego. W tym wypadku nie może być mowy o chęci, dążeniu czy świadomości w zakresie realizacji czynu zabronionego (zob. wyrok SN z 30.9.2016 r., III KK 355/16, Legalis). Co istotne, sprawca nieumyślnego paserstwa nie musi wiedzieć lub przewidywać, za pomocą jakiego konkretnie czynu zabronionego rzecz została uzyskana, okoliczności, w jakich przestępstwo to zostało popełnione ani jego sprawcy. Paserstwo może być też popełnione jako tzw. paserstwo wtórne, gdy rzeczy pochodzące z czynu zabronionego „przechodzą przez ręce” kilku osób. Konieczne jest tylko to, aby istniała obiektywna możliwość powzięcia przez sprawcę paserstwa nieumyślnego przypuszczenia, że rzeczy, które nabywa, zostały uzyskane za pomocą jakiegokolwiek czynu zabronionego (zob. wyrok SN z 28.6.2017 r., III KK 141/17, Legalis).
Stanowisko SN
SN wskazał, że P.M. zarzucono, a następnie przypisano popełnienie czynu z art. 292 § 1 KK, czyli przestępstwa nieumyślnego. Nie mógł on więc popełnić tego przestępstwa w warunkach recydywy, gdyż jednym z jej warunków jest popełnienie ponownie przestępstwa umyślnego. Wadliwe przypisanie recydywy szczególnej podstawowej stanowi rażące naruszenie prawa materialnego i co do zasady ma oczywiście istotny wpływ na treść wyroku, w rozumieniu art. 523 § 1 KPK (zob. wyrok SN z 12.1.2022 r., II KK 580/21, Legalis).
Przyjęcie, że sprawca popełnia przestępstwo w warunkach recydywy specjalnej podstawowej, nawet jeśli nie prowadzi do obostrzenia kary, to traktowane jest jako mająca wpływ na jej wymiar okoliczność obciążająca. Ma ona także istotne znaczenie w kontekście ubiegania się o warunkowe przedterminowe zwolnienie (zob. wyrok SN z 27.2.2025 r., V KK 532/24, Legalis). W konsekwencji SN zobowiązał SR w O. do uzależnienia uwzględnienia wniosku o dobrowolne poddanie się karze od jego zmodyfikowania przez oskarżonego w sposób zgodny z przepisami prawa materialnego. Jeżeli wydanie wyroku w trybie konsensualnym okaże się niemożliwe, SR w O. powinien rozpoznać sprawę na zasadach ogólnych.
Wyrok SN z 12.3.2026 r., IV KK 551/25, Legalis
Rada Ministrów: przegląd decyzji z posiedzenia 12.5.2026 r.
Rząd przyjął następujące projekty ustaw i uchwał:
- Projekt ustawy o zmianie ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta (UD207)
- Projekt ustawy o zmianie ustawy o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie oraz ustawy o grach hazardowych (UD240)
- Projekt ustawy o zmianie ustawy o ubezpieczeniach upraw rolnych i zwierząt gospodarskich (UD392) wraz z uchwałą w sprawie udzielenia zgody na dokonanie notyfikacji Komisji Europejskiej zmiany programu pomocy dla producentów rolnych SA.107026(2023/N) ze zmianą zawartą w SA.116586(2024/N) Dopłaty do składek z tytułu ubezpieczeń upraw rolnych i zwierząt gospodarskich oraz częściowe refinansowanie odszkodowań należnych producentom rolnym z tytułu szkód spowodowanych przez suszę (reasekuracja)
Lex Szarlatan zwiększy ochronę przed pseudomedycyną
Przyjęty przez rząd projekt ustawy określa, co jest praktyką pseudomedyczną. Mowa tu o działaniu polegającym na:
- „leczeniu” przez osoby bez kwalifikacji medycznych,
- promowaniu metod bez potwierdzenia naukowego,
- zniechęcaniu pacjentów do leczenia zgodnego z wiedzą medyczną.
Przypisywanie właściwości leczniczych metodom, które nie są świadczeniami zdrowotnymi, będzie zakazane. Karze będzie podlegać także medyczna dezinformacja, związana z osiąganiem korzyści majątkowych lub osobistych, np. zniechęcanie do podjęcia terapii opartej na wiedzy medycznej.
Rzecznik Praw Pacjenta zyska nowe, znacznie szersze uprawnienia:
- prowadzenie postępowania wobec podmiotów działających bez wymaganego wpisu do rejestru działalności leczniczej,
- wydawanie publicznych ostrzeżeń o praktykach zagrażających zdrowiu lub życiu pacjentów;
- wydawanie tzw. decyzji tymczasowych (w pilnych przypadkach), czyli natychmiastowych nakazów zaprzestania niebezpiecznych praktyk przed zakończeniem formalnego postępowania.
Ponadto, Rzecznik Praw Pacjenta będzie publikował zanonimizowane decyzje o naruszeniach praw pacjentów oraz praktykach pseudomedycznych. Zyska także uprawnienia do udziału w postępowaniach cywilnych dotyczących praw pacjenta.
Maksymalna kara finansowa za naruszanie zbiorowych praw pacjentów wzrośnie z 500 tys. zł do 1 mln zł, zaś kara za brak współpracy z Rzecznikiem Praw Pacjenta – z 50 tys. zł do 100 tys. zł.
Prostsze zasady dla organizacji pozarządowych
Przepisy upraszczają współpracę z organizacjami pozarządowymi, zapewniając im więcej wsparcia i ograniczając biurokrację. Ustanawiają 24 kwietnia Dniem Społeczeństwa Obywatelskiego.
Organizacjom pozarządowym będzie łatwiej realizować zadania publiczne. Nowe przepisy znoszą obowiązek zapewnienia wkładu finansowego przy większości projektów, wyjątek stanowią inwestycje dofinansowywane przez samorządy. Organizacje będą musiały zapewnić przede wszystkim wkład osobowy, np. pracę wolontariuszy, lub rzeczowy (sprzęt, materiały). Za zgodą organu zlecającego będzie można zastąpić je środkami finansowymi.
Podwyższone zostaną także limity dotacji dla zadań lokalnych i regionalnych – pojedyncze dofinansowanie wzrośnie z 10 tys. do 20 tys. zł, a roczny limit dla jednej organizacji – z 20 tys. do 40 tys. zł. Rozszerzono też katalog zadań publicznych o obronę cywilną i działania na rzecz młodzieży.
Łatwiejszy dostęp do dopłat do ubezpieczeń upraw
Rząd planuje uprościć system dopłat do składek ubezpieczeniowych dla upraw rolnych. Projekt zakłada utrzymanie dopłaty państwa do 65% składki, przy jednoczesnym ograniczeniu formalności i zwiększeniu przejrzystości zasad przyznawania wsparcia. Zmiany mają ułatwić rolnikom uzyskanie ochrony ubezpieczeniowej na preferencyjnych warunkach.
Przepisy ograniczą część obowiązków administracyjnych związanych z wyliczaniem dopłat, m.in. dotyczących klasy gleby. Rozszerzony zostanie także katalog upraw objętych wsparciem państwa. Projekt umożliwi również zgłoszenie Komisji Europejskiej zmian w programie dopłat do ubezpieczeń upraw rolnych i zwierząt gospodarskich.
Koniec absolutnego zakazu reklamy aptek?
Przez ponad dekadę art. 94a ustawy z 6.9.2001 r. – Prawo farmaceutyczne (t.j. Dz.U. z 2026 r. poz. 612; dalej: PrFarm) pozostawał jednym z najbardziej restrykcyjnych przepisów regulujących rynek apteczny w Unii Europejskiej. Polski model oparty był na niemal całkowitym zakazie reklamy aptek i punktów aptecznych – można było sobie pozwolić jedynie na suche informacje o lokalizacji i godzinach otwarcia placówki. W praktyce prowadziło to do bardzo szerokiego rozumienia pojęcia „reklamy”, obejmującego często także działania o charakterze informacyjnym, edukacyjnym lub organizacyjnym.
Przez lata wokół art. 94a PrFarm narosło bogate orzecznictwo wojewódzkich inspektorów farmaceutycznych, Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego (GIF) oraz sądów administracyjnych. Sankcjonowano między innymi programy lojalnościowe, gazetki promocyjne, komunikaty dotyczące dostępności produktów, akcje profilaktyczne, a nawet określone sposoby komunikacji w mediach społecznościowych. Przepis stał się symbolem szczególnego modelu ochrony rynku farmaceutycznego, opartego na założeniu, że apteka nie jest klasycznym przedsiębiorstwem handlowym, lecz elementem systemu ochrony zdrowia.
Wyrok TSUE
Model ten został jednak zakwestionowany na poziomie prawa unijnego. Punktem przełomowym okazał się wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 19.6.2025 r. w sprawie C-200/24, Legalis, w którym TSUE uznał, że polski całkowity zakaz reklamy aptek narusza swobody rynku wewnętrznego UE, w szczególności swobodę przedsiębiorczości oraz swobodę świadczenia usług. Trybunał wskazał, że państwo członkowskie może oczywiście ograniczać reklamę działalności związanej z ochroną zdrowia publicznego, jednak zastosowane środki muszą pozostawać proporcjonalne i nie mogą prowadzić do praktycznego wyłączenia wszelkich form komunikacji rynkowej.
W konsekwencji tego wyroku TSUE Ministerstwo Zdrowia przygotowało projekt nowelizacji art. 94a PrFarm (nr z wykazu: UD291), którego celem jest dostosowanie polskich regulacji do standardów unijnych. Nie ma jednak co liczyć na pełną liberalizację rynku reklamy aptek. Wręcz przeciwnie – projekt zakłada odejście od modelu „zakazu absolutnego” na rzecz modelu „reklamy dozwolonej pod ścisłymi warunkami”.
Projektowana zmiana ma charakter systemowy. Po raz pierwszy do ustawy ma zostać wprowadzona legalna definicja reklamy apteki lub punktu aptecznego. Zgodnie z projektowanym brzmieniem reklamą będzie działalność polegająca na informowaniu lub zachęcaniu do skorzystania z oferty apteki, mająca na celu zwiększenie sprzedaży asortymentu lub usług oferowanych przez aptekę. Już samo wprowadzenie definicji ustawowej należy ocenić pozytywnie, ponieważ dotychczas praktyka opierała się przede wszystkim na wyczuciu, chaotycznie weryfikowanym szeroką i jeszcze bardziej niejednolitą wykładnią organów inspekcji farmaceutycznej.
Jednocześnie projekt przewiduje katalog działań zakazanych. W szczególności reklama nie będzie mogła oferować bezpośrednich lub pośrednich korzyści związanych z zakupami, takich jak programy lojalnościowe, systemy punktowe, rabaty warunkowe czy bonusy uzależnione od częstotliwości zakupów. Zakazane mają pozostać również reklamy odwołujące się do autorytetu lekarzy, farmaceutów, osób publicznych lub naukowców. Projektodawca chce także ograniczyć reklamę kierowaną do dzieci i młodzieży.
Oznacza to próbę znalezienia kompromisu pomiędzy wymogami prawa unijnego a utrzymaniem szczególnego statusu apteki jako placówki ochrony zdrowia publicznego. Projektodawca wyraźnie podkreśla bowiem, że reklama nie może prowadzić do nieracjonalnego zwiększania konsumpcji leków ani tworzenia mechanizmów zachęcających pacjentów do zakupów „ponad potrzebę zdrowotną”.
Skutki zmiany prawa dla rynku farmaceutycznego
Warto zauważyć, że proponowana nowelizacja może wywołać daleko idące skutki praktyczne dla całego rynku farmaceutycznego. Dotychczas wiele aptek funkcjonowało w stanie permanentnej niepewności prawnej. Granica pomiędzy dopuszczalną informacją a niedozwoloną reklamą była płynna i uzależniona od aktualnej praktyki organów. W efekcie przedsiębiorcy często rezygnowali nawet z neutralnej komunikacji informacyjnej w obawie przed karami administracyjnymi.
Nowelizacja może częściowo uporządkować tę sytuację, choć na pewno nie zakończy sporów interpretacyjnych. Nadal bowiem kluczowe znaczenie będzie miało rozróżnienie pomiędzy „informowaniem” a „zachęcaniem”. Już dziś można przewidywać, że wiele kontrowersji będą budziły działania marketingowe prowadzone w internecie, zwłaszcza w mediach społecznościowych, w wyszukiwarkach internetowych oraz w ramach pozycjonowania lokalnego.
Szczególnie interesujące będą również konsekwencje zmian dla dużych sieci aptecznych. Dotychczas zakaz reklamy był często przedstawiany jako instrument ograniczający przewagę ekonomiczną dużych podmiotów nad aptekami indywidualnymi. Liberalizacja przepisów może doprowadzić do dalszej profesjonalizacji działań marketingowych w sektorze i zwiększenia konkurencji komunikacyjnej pomiędzy podmiotami rynku.
Nie można jednak tracić z pola widzenia argumentów zwolenników utrzymania daleko idących ograniczeń reklamowych. W ich ocenie rynek farmaceutyczny nie powinien być traktowany analogicznie do klasycznego rynku dóbr konsumpcyjnych, ponieważ przedmiotem obrotu pozostają produkty mające bezpośredni wpływ na zdrowie i życie pacjentów. Wskazuje się również, że agresywne działania marketingowe mogą prowadzić do niepożądanych zjawisk, takich jak nadmierna konsumpcja produktów leczniczych, wzrost samoleczenia czy podporządkowanie działalności aptecznej wyłącznie mechanizmom sprzedażowym. Nie ukrywajmy – zasadniczą funkcją reklamy jest wzbudzenie potrzeby posiadania jakiegoś produktu lub usługi, której wcześniej nie odczuwaliśmy. Nijak nie pasuje to do zdrowego podejścia w stosowaniu medykamentów.
Na tym właśnie tle szczególnie istotna wydaje się kwestia proporcjonalności regulacji. Wyrok TSUE nie zakwestionował bowiem samej możliwości ograniczania reklamy aptek, lecz jedynie nadmiernie restrykcyjny charakter polskich przepisów. Oznacza to, że ustawodawca nadal posiada szeroki zakres swobody regulacyjnej, pod warunkiem zachowania standardów wynikających z prawa unijnego.
Rynek farmaceutyczny w Europie
Projekt nowelizacji wpisuje się zresztą w szerszy europejski trend odchodzenia od absolutnych zakazów reklamowych na rzecz modeli opartych na reglamentacji treści i form przekazu. Polski model przez lata należał do najbardziej restrykcyjnych w Unii Europejskiej. W większości państw członkowskich nie funkcjonuje bowiem całkowity zakaz reklamy aptek, lecz system ograniczeń dotyczących formy, treści oraz celu przekazu marketingowego. W Niemczech reklama aptek jest co do zasady dopuszczalna, jednak podlega ścisłym ograniczeniom wynikającym z regulacji dotyczących reklamy produktów leczniczych oraz zasad etyki zawodowej. Apteki mogą informować o swoich usługach, cenach produktów OTC czy działaniach profilaktycznych, jednak zakazane pozostają praktyki uznawane za agresywne lub mogące prowadzić do nieracjonalnej konsumpcji leków.
We Włoszech oraz Hiszpanii reklama aptek również jest dopuszczalna w określonym zakresie. Liberalizacja rynku następowała tam stopniowo, przy jednoczesnym zachowaniu ograniczeń dotyczących agresywnych działań cenowych i przekazów mogących zachęcać do nadmiernej konsumpcji produktów leczniczych. We Francji zaś obowiązujący model pozostaje najbardziej zbliżony do jeszcze aktualnej polskiej regulacji. Znacznie bardziej liberalny model funkcjonuje natomiast w Wielkiej Brytanii oraz części państw Europy Północnej. Apteki mogą szeroko reklamować swoje usługi zdrowotne, szczepienia, konsultacje farmaceutyczne czy sprzedaż produktów OTC. Ograniczenia wynikają tam głównie z ogólnych przepisów dotyczących reklamy produktów leczniczych, ochrony konsumentów oraz zakazu wprowadzania pacjentów w błąd.
W praktyce jednym z największych wyzwań po wejściu w życie nowych przepisów będzie wypracowanie stabilnej praktyki interpretacyjnej. Kluczową rolę odegrają tutaj GIF, wojewódzcy inspektorzy farmaceutyczni oraz sądy administracyjne. Niewykluczone, że początkowy okres obowiązywania nowych regulacji przyniesie liczne postępowania administracyjne dotyczące granic dopuszczalnej reklamy. Nie spodziewajmy się więc wykwitu pomysłowości aptekarzy na nowo otwartym polu, a raczej postawy pełnej wyuczonego już wcześniej wyczekiwania podszytego obawą odnośnie do praktyki organów nadzorczych działających w nowej, aczkolwiek wciąż niejednoznacznej przestrzeni normatywnej.
dr Mirosław Sanek – Lider Działu RODO w kancelarii MKZPartnerzy, ekspert z zakresu ochrony danych osobowych, compliance oraz cyfrowej transformacji. Pełnił funkcję zastępcy Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych.