Granice formalizmu w prawie do odliczenia VAT w świetle wyroku TSUE z 11.2.2026 r. (T-689/24)

Sprawa będąca przedmiotem rozstrzygnięcia wyłoniła się na tle praktycznych trudności związanych z ustaleniem momentu realizacji prawa do odliczenia podatku naliczonego w obrocie gospodarczym. Problematyka ta nabiera szczególnego znaczenia w sytuacjach, w których rozbieżność czasowa pomiędzy wykonaniem transakcji a otrzymaniem dokumentu ją potwierdzającego wpływa na sposób rozliczenia podatku. Na tym tle doszło do sporu pomiędzy spółką I. S.A. a Dyrektorem Krajowej Informacji Skarbowej. Spółka prowadziła działalność w zakresie obrotu gazem oraz energią elektryczną, występując jako podmiot nabywający i następnie odsprzedający towary, co wiązało się z obowiązkiem rozliczania zarówno podatku należnego, jak i naliczonego.
W toku działalności występowały sytuacje, w których faktury dokumentujące nabycie były otrzymywane dopiero w kolejnym okresie rozliczeniowym, jednak jeszcze przed złożeniem deklaracji podatkowej za okres, w którym dokonano dostawy. W konsekwencji powstała wątpliwość, czy w takim przypadku prawo do odliczenia może zostać zrealizowane już za okres powstania obowiązku podatkowego, czy też dopiero za okres otrzymania faktury.
Organ podatkowy uznał, że realizacja prawa do odliczenia jest uzależniona od posiadania faktury w danym okresie rozliczeniowym, co prowadzi do przesunięcia momentu odliczenia. Stanowisko to zostało podzielone przez sąd pierwszej instancji. Wątpliwości co do jego zgodności z prawem Unii Europejskiej doprowadziły jednak do skierowania pytania prejudycjalnego przez Naczelny Sąd Administracyjny.
Zasadniczy problem prawny sprowadzał się do ustalenia, czy przepisy krajowe mogą skutecznie uzależniać możliwość skorzystania z prawa do odliczenia podatku naliczonego od spełnienia przesłanki formalnej w postaci posiadania faktury już w danym okresie rozliczeniowym, nawet w sytuacji, gdy przesłanki materialne tego prawa zostały spełnione wcześniej. W tym kontekście konieczne było rozstrzygnięcie, czy takie uregulowanie krajowe jest zgodne z przepisami Dyrektywy Rady 2006/112/WE z 28.11.2006 r. w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej (Dz.Urz.UE.L Nr 347, s. 1; dalej: VATDyr), w szczególności z art. 167 VATDyr, art. 168 lit. a VATDyr oraz art. 178 lit. a VATDyr, a także z zasadami neutralności, proporcjonalności i skuteczności. Problem ten dotyczył zatem granic swobody regulacyjnej państw członkowskich w zakresie określania warunków wykonywania prawa do odliczenia oraz dopuszczalności wprowadzania dodatkowych ograniczeń o charakterze formalnym.
Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź
Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej dokonał analizy w oparciu o fundamentalne założenia systemu VAT, podkreślając w pierwszej kolejności, że prawo do odliczenia stanowi integralną część tego systemu i co do zasady nie może być ograniczane, jeżeli spełnione są przesłanki materialne. W swoim rozumowaniu Trybunał wyraźnie rozróżnił przesłanki materialne i formalne prawa do odliczenia. Przesłanki materialne dotyczą bowiem samej istoty tego prawa, a więc istnienia opodatkowanej transakcji, statusu podatnika oraz związku nabywanych towarów lub usług z działalnością opodatkowaną. Z kolei przesłanki formalne, takie jak obowiązek posiadania faktury, mają charakter techniczny i służą zapewnieniu prawidłowego funkcjonowania systemu podatkowego. Trybunał wskazał, że moment powstania prawa do odliczenia jest ściśle związany z momentem, w którym podatek staje się wymagalny, co do zasady następuje w chwili dokonania dostawy towarów lub wykonania usługi. Tym samym prawo to powstaje niezależnie od tego, czy podatnik posiada już fakturę. Jednocześnie Trybunał uznał, że wymóg posiadania faktury dotyczy wyłącznie wykonania prawa do odliczenia, a nie jego powstania. W konsekwencji, jeżeli podatnik dysponuje fakturą w momencie składania deklaracji podatkowej za dany okres, powinien mieć możliwość uwzględnienia odliczenia w tej deklaracji, nawet jeżeli faktura została otrzymana po zakończeniu tego okresu.
W dalszej części rozważań Trybunał odwołał się do zasady neutralności VAT, wskazując, że mechanizm odliczeń ma na celu całkowite uwolnienie podatnika od ciężaru podatku. Przesunięcie momentu odliczenia na późniejszy okres prowadziłoby natomiast do czasowego obciążenia podatnika VAT, co pozostaje w sprzeczności z tą zasadą. Odnosząc się do argumentacji opartej na konieczności zapobiegania nadużyciom podatkowym, Trybunał podkreślił znaczenie zasady proporcjonalności. Wskazał, że środki przyjmowane przez państwa członkowskie nie mogą wykraczać poza to, co jest niezbędne dla osiągnięcia zamierzonych celów. Tymczasem analizowane przepisy krajowe wprowadzały generalne ograniczenie, które mogło prowadzić do systematycznego opóźniania realizacji prawa do odliczenia, niezależnie od okoliczności konkretnej sprawy.
W konsekwencji Trybunał uznał, że przepisy krajowe, które uniemożliwiają podatnikowi skorzystanie z prawa do odliczenia w okresie, w którym spełnione zostały przesłanki materialne, wyłącznie z uwagi na brak faktury w tym okresie, są niezgodne z prawem Unii, jeżeli faktura została otrzymana przed złożeniem deklaracji podatkowej.

Komentarz

Prawo do odliczenia podatku od wartości dodanej stanowi jeden z fundamentalnych mechanizmów konstrukcyjnych systemu VAT, determinujący jego neutralny charakter dla podatników prowadzących działalność gospodarczą. Na tle jego stosowania w praktyce wielokrotnie pojawiały się jednak wątpliwości dotyczące relacji pomiędzy przesłankami materialnymi i formalnymi oraz zakresu, w jakim ustawodawstwa krajowe mogą kształtować warunki wykonywania tego prawa. W nurt ten wpisuje się wyrok z 11.2.2026 r. w sprawie T-689/24, w którym dokonano oceny dopuszczalności uzależnienia momentu realizacji prawa do odliczenia od spełnienia wymogów formalnych, w szczególności posiadania faktury w określonym czasie.
Omawiany wyrok stanowi potwierdzenie konsekwentnej linii orzeczniczej TSUE, zgodnie z którą prymat w konstrukcji prawa do odliczenia VAT przysługuje przesłankom materialnym, podczas gdy wymogi formalne mają charakter wtórny i nie mogą prowadzić do ograniczenia tego prawa. Trybunał jednoznacznie wskazał, że państwa członkowskie nie są uprawnione do wprowadzania regulacji, które w sposób systemowy opóźniają moment realizacji prawa do odliczenia, jeżeli podatnik spełnił wszystkie warunki materialne oraz dysponuje fakturą w chwili składania deklaracji podatkowej. Takie rozwiązania naruszają bowiem zarówno zasadę neutralności VAT, jak i zasadę proporcjonalności.
Wyrok Sądu z 11.2.2026 r., T-689/24
Więcej opracowań ius.focus® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Czekają nas zmiany w przepisach o stawce 0% VAT w eksporcie

Zgodnie z art. 2 pkt. 8 ustawy z 11.3.2004 r. o podatku od towarów i usług (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 775; dalej: VATU), eksportem towarów jest dostawa towarów wysyłanych lub transportowanych z terytorium kraju poza terytorium Unii Europejskiej przez dostawcę lub na jego rzecz, lub nabywcę mającego siedzibę poza terytorium kraju lub na jego rzecz, z wyłączeniem towarów wywożonych przez samego nabywcę do celów wyposażenia lub zaopatrzenia statków rekreacyjnych oraz turystycznych statków powietrznych lub innych środków transportu służących do celów prywatnych, jeżeli wywóz towarów poza terytorium Unii Europejskiej jest potwierdzony przez właściwy organ celny określony w przepisach celnych.

Zgodnie z art. 41 ust. 6 VATU, w eksporcie towarów stosuje się stawkę podatku 0% VAT, pod warunkiem jednak, że podatnik przed upływem terminu do złożenia deklaracji podatkowej za dany okres rozliczeniowy otrzymał dokument potwierdzający wywóz towaru poza terytorium Unii Europejskiej. Dokumentem takim może być w szczególności dokument w postaci elektronicznej otrzymany z systemu teleinformatycznego służącego do obsługi zgłoszeń wywozowych albo potwierdzony przez właściwy organ celny wydruk tego dokumentu (dziś to CC599C), dokument w postaci elektronicznej pochodzący z systemu teleinformatycznego służącego do obsługi zgłoszeń wywozowych, otrzymany poza tym systemem, jeżeli zapewniona jest jego autentyczność (np. wydruk CC599C) albo zgłoszenie wywozowe na piśmie utrwalonym w postaci papierowej złożone poza systemem teleinformatycznym służącym do obsługi zgłoszeń wywozowych albo jego kopia potwierdzona przez właściwy organ celny.

Organy podatkowe dość rygorystycznie podchodzą do kwestii dokumentacji potwierdzającej prawo do stosowania 0% stawki VAT w wywozie poza terytorium UE. Sądownictwo unijne oraz krajowe jest znacznie bardziej liberalne. Ministerstwo Finansów wskazywało już od pewnego czasu na konieczność uelastycznienia obowiązków dokumentacyjnych związanych z dokumentowaniem eksportu towarów na potrzeby stosowania stawki podatku 0% na gruncie VATU, i w konsekwencji zminimalizowania sporów pomiędzy podatnikami a organami podatkowymi.

Szkolenia online z zakresu podatków – Sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Co się zmieni?

Zgodnie z przyjętymi założeniami, w celu uelastycznienia obowiązków związanych z dokumentowaniem eksportu towarów na potrzeby stosowania stawki podatku w wysokości 0% VAT, Ministerstwo Finansów proponuje wprowadzenie kilku następujących zmian VATU. Po pierwsze, zmianie ulegnie sama definicja eksportu towarów. Stanie się to poprzez wykreślenie w art. 2 pkt. 8 VATU warunku posiadania dokumentu wywozu towarów poza terytorium UE, potwierdzonego przez właściwy organ celny określony w przepisach celnych. Po drugie, w przepisach wskazany zostanie także katalog alternatywnych dowodów, które mają potwierdzać jednoznacznie wywóz towarów poza terytorium UE. Mają to być np. dokumenty przewozowe otrzymane od przewoźnika (spedytora), dokumenty z systemu elektronicznego operatora pocztowego, czy odpowiednie dokumenty wydane przez administracje celne krajów spoza UE – istotnym jest, aby z tych dokumentów jednoznacznie wynikało, że towary opuściły terytorium UE. Po trzecie, wprowadzony ma być dodatkowy warunek stosowania stawki 0% do zaliczek otrzymanych w związku z eksportem towarów. Warunkiem tym będzie wymóg zarejestrowania eksportera jako podatnika VAT czynnego od co najmniej 12 miesięcy.

To oczywiście dopiero wstępne założenia. Projekt przepisów pozostaje jeszcze nieujawniony. Niemniej, Rada Ministrów ma go przyjąć już w drugim kwartale 2026 r.

W praktyce Dyrektora KIS dominuje pogląd, że tylko dokumenty celne wywozowe oraz ewentualnie potwierdzenia operatora pocztowego umożliwiają stosowanie stawki 0% VAT w eksporcie (np. interpretacja indywidualna Dyrektora KIS z 26.3.2026 r., 0113-KDIPT1-2.4012.121.2026.1.KC). W tej pierwszej grupie mieszczą się także dokumenty wywozowe wydawane przez organy z innych krajów UE. Może to mieć miejsce, gdy wywóz zaczyna się w Polsce, ale urzędem wyprowadzenia i wywozu jest urząd celny z innego kraju. Niewystarczające są zaś wszelkie dokumenty „prywatne” (np. potwierdzenie sprzedaży przez platformę e-commercę na rzecz klienta końcowego, rachunek sprzedaży wystawiony dla klienta końcowego, elektroniczne potwierdzenie doręczenia przesyłki poza terytorium UE, itp. (np. interpretacja indywidualna Dyrektora KIS z 9.3.2026 r., 0111-KDIB3-3.4012.69.2026.1.AW). Albo też dokumenty co prawda urzędowe, ale potwierdzające nie wywóz z UE ale przywóz do kraju poza UE (a więc dokumenty importowe).

Rzecz w tym, że dla zastosowania stawki VAT w wysokości 0% w eksporcie kluczowy jest fakt wywozu poza terytorium UE (przesłanka materialna), a nie zgromadzenie określonych dokumentów w konkretnej procedurze (przesłanka formalna). W konsekwencji, nie można odmówić podatnikowi prawa do zastosowania stawki w wysokości 0% VAT wyłącznie na tej podstawie, że nie posiada dokumentu urzędowego potwierdzającego eksport towarów poza UE, jeśli eksport ten rzeczywiście nastąpił (tak np. wyrok WSA w Łodzi z 13.8.2025 r., I SA/Łd 342/25, Legalis, i wiele innych mu podobnych).

Otwarcie ustawodawcy na dokumenty prywatne oraz stworzenie katalogu takich dokumentów znacząco upodobni tę sferę do kryteriów rozliczania 0% VAT przy WDT. Ale diabeł może tkwić w szczegółach, których to szczegółów wciąż nie znamy, a szkoda. Mnie zastanawia w szczególności kwestia odraczania rozpoznawania eksportu z 0% VAT w przypadku braku dokumentów do 25. dnia miesiąca następującego po wywozie. Dziś, zgodnie z art. 41 ust. 8 VATU warunkiem takiej prolongaty jest posiadanie dokumentu celny potwierdzający procedurę wywozu (najczęściej będzie to CC529C). Wydaje się, że przy zredefiniowaniu kryteriów także i w tym aspekcie formalizm zostanie odrzucony. Ciekawe też w jaki sposób rozstrzygnięte będzie opodatkowanie zaliczek. Ale tego wszystkiego dowiemy się, mam nadzieję, już niebawem. A sama zmiana jest pożądana i zdecydowanie należy rozpatrywać ją pozytywnie (warto tu pamiętać również o tezach wyroku TSUE z 1.8.2025 r., C-602/24, Legalis, choć to był jednak inny temat). Nie jest to zresztą jedyna planowana zmiana deregulacyjna w zakresie handlu międzynarodowego. Ale to już temat na inną opowieść.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Koniec ujawniania danych ofiar w listach gończych? Ministerstwo Sprawiedliwości zapowiada zmiany

Impulsem do podjęcia prac legislacyjnych była interwencja Rzecznika Praw Obywatelskich, który zwrócił uwagę na praktykę ujawniania danych osób pokrzywdzonych w listach gończych. Bezpośrednią przyczyną wystąpienia Rzecznika było pojawienie się danych osobowych ofiar wypadku w liście gończym opublikowanym w 2023 r. na stronie internetowej Prokuratury Krajowej. RPO wskazał, że zakres publikowanych informacji często wykracza poza to, co jest niezbędne dla skuteczności poszukiwań, a tym samym może prowadzić do naruszenia prywatności i wtórnej wiktymizacji ofiar przestępstw.

Interwencja RPO

W reakcji na tę sytuację Rzecznik zwrócił się do Prokuratora Krajowego o zbadanie sprawy w trybie nadzoru służbowego. W odpowiedzi z 6.11.2023 r. wskazano, że źródłem informacji zawartych w liście gończym było postanowienie o przedstawieniu zarzutów, którego elementem – zgodnie z przepisami Kodeksu postępowania karnego – jest wskazanie danych pokrzywdzonego. Podkreślono również, że art. 280 § 1 KPK nie przewiduje obowiązku anonimizacji danych osobowych pokrzywdzonych w treści listu gończego.

Z taką interpretacją nie zgodził się RPO. Jego zdaniem art. 280 § 1 pkt 3 KPK mówi jedynie o „informacji o treści zarzutu”, a nie o konieczności odtwarzania pełnej treści zarzutu. W ocenie Rzecznika pojęcia te nie są tożsame, a ich utożsamianie prowadzi do nieuzasadnionego rozszerzenia zakresu ujawnianych informacji. RPO zwrócił również uwagę na funkcję listu gończego, który stanowi jedynie publiczne ogłoszenie poszukiwania oskarżonego. Podstawą jego zatrzymania pozostaje postanowienie o tymczasowym aresztowaniu, a nie sama treść listu gończego. Z tego względu publikowanie danych pokrzywdzonych nie jest niezbędne dla skuteczności poszukiwań.

W argumentacji RPO istotne znaczenie ma także odniesienie do celów postępowania karnego określonych w art. 2 § 1 pkt. 3 KPK, zgodnie z którym postępowanie powinno uwzględniać prawnie chronione interesy pokrzywdzonego przy jednoczesnym poszanowaniu jego godności. Z tej perspektywy ujawnianie danych osobowych pokrzywdzonych – bez wyraźnego uzasadnienia – pozostaje trudne do pogodzenia z funkcją ochronną procedury karnej.

Rzecznik odwołał się także do standardów wynikających z art. 8 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, sporządzonej w Rzymie 4.11.1950 r., zmienionej następnie Protokołami nr 3, 5 i 8 oraz uzupełnionej Protokołem nr 2 (Dz.U. z 1993 r. Nr 61, poz. 284), zgodnie z którym „każdy ma prawo do poszanowania swojego życia prywatnego i rodzinnego, swojego mieszkania i swojej korespondencji i niedopuszczalna jest ingerencja władzy publicznej w korzystanie z tego prawa, z wyjątkiem przypadków przewidzianych przez ustawę i koniecznych w demokratycznym społeczeństwie z uwagi na bezpieczeństwo państwowe, bezpieczeństwo publiczne lub dobrobyt gospodarczy kraju, ochronę porządku i zapobieganie przestępstwom, ochronę zdrowia i moralności lub ochronę praw i wolności innych osób”.

Ingerencja w prywatność jednostki musi być nie tylko przewidziana w ustawie, lecz także konieczna i proporcjonalna. Praktyka ujawniania danych pokrzywdzonych nie spełnia tych warunków.

Odpowiedź Ministerstwa Sprawiedliwości

Ministerstwo Sprawiedliwości zgodziło się ze wskazanym przez RPO kierunkiem zmian. W swoim liście z 3.4.2026 r. wiceminister sprawiedliwości podzielił ocenę, zgodnie z którą ujawnianie danych pokrzywdzonego w zakresie szerszym niż niezbędny stanowi ingerencję w prawo do ochrony życia prywatnego, gwarantowane w art. 47 Konstytucji RP. Taka ingerencja – jak zaznaczył – nie spełnia również wymogów wynikających z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP, który wprowadza zasadę proporcjonalności, ani standardu niezbędności przetwarzania danych, określonego w art. 51 ust. 2 Konstytucji RP.

Stanowisko Ministerstwa wpisuje się w szerszy kontekst ochrony ofiar przestępstw wynikający z prawa unijnego. Prawo do ochrony prywatności gwarantuje art. 21 ust. 1 dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2012/29/UE z 25.10.2012 r. ustanawiającej normy minimalne w zakresie praw, wsparcia i ochrony ofiar przestępstw oraz zastępującej decyzję ramową Rady 2001/220/WSiSW (Dz.Urz. UE L z 2012 r. Nr 315, s. 57). Państwa członkowskie są zobowiązane do ograniczenia dostępu do informacji umożliwiających identyfikację ofiar.

Nowe technologie – Sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

Rozpoczęcie prac legislacyjnych

Konsekwencją działań RPO i oceny ministerstwa jest rozpoczęcie prac nad zmianą rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z 18.6.2019 r. – Regulamin urzędowania sądów powszechnych (t.j. Dz.U. z 2024 r. poz. 867). Projekt zakłada dodanie nowego § 347a, który doprecyzuje zakres informacji publikowanych w liście gończym. Zgodnie z proponowaną regulacją, opis zarzutu ma ograniczać się do syntetycznego przedstawienia czynu oraz jego kwalifikacji prawnej, bez ujawniania danych osobowych pokrzywdzonego – takich jak imię, nazwisko, adres czy numery identyfikacyjne, w tym numer PESEL. Wyjątek przewidziano jedynie w sytuacjach, w których podanie takich danych byłoby niezbędne dla skuteczności poszukiwań.

Zmiana ta ma charakter systemowy i wpisuje się w zasadę minimalizacji danych z art. 5 ust. 1 lit. c rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27.4.2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) (Dz.Urz. UE L z 2016 r. Nr 119, s. 1). W praktyce oznacza to odejście od automatycznego ujawniania informacji o pokrzywdzonych na rzecz bardziej wyważonego modelu, uwzględniającego konieczność ochrony ich praw.

Równolegle prowadzone są prace nad nowym aktem regulującym funkcjonowanie prokuratury, który zastąpi dotychczasowe rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości z 7.4.2016 r. – Regulamin wewnętrznego urzędowania powszechnych jednostek organizacyjnych prokuratury (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 753). Jak wskazano, zagadnienia związane z treścią listu gończego zostaną w nim uwzględnione, co ma pozwolić na spójne uregulowanie omawianej materii.

W odpowiedzi odniesiono się również do postulatu wprowadzenia działań instruktażowych i szkoleniowych w prokuraturze. Wskazano jednak, że pozostaje to w gestii Prokuratora Generalnego, który sprawuje nadzór nad jednostkami organizacyjnymi prokuratury.

Zapowiadane zmiany pokazują wyraźne przesunięcie akcentów w kierunku większego uwzględniającym ochronę praw pokrzywdzonych. Wprowadzenie nowych regulacji może istotnie ograniczyć ryzyko ujawniania danych osób, które już na etapie postępowania karnego znajdują się w szczególnie wrażliwej sytuacji.

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Samo zaostrzanie kar nie poprawi bezpieczeństwa na drogach

Wystarczy wybrać się na krótką przejażdżkę czy przejrzeć media, by wiedzieć, że wielu polskich kierowców przepisy drogowe ma za nic. Wygląda na to, że ciągłe ich zaostrzanie na niewiele się zdaje. Co pan na to?

Samo zaostrzanie kar na pewno nic nie da. Fachowcy w tej dziedzinie od lat mówią, że nie wysokość kary, a jej nieuchronność i szybkość wymierzenia ma znaczenie dla poprawy bezpieczeństwa. Co z tego, że podwyższono o dwa lata, czyli do 10 lat więzienia maksymalną karę za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym, kiedy kierowca rażąco przekracza np. dopuszczalną prędkość? Przecież ci, którzy dopuszczają się takiego przestępstwa nawet o tym nie wiedzą, takie zmiany nie leżą w sferze ich zainteresowań. Podobnie jest w przypadku tzw. zabójstwa drogowego – kierowca powoduje śmiertelny wypadek jadąc pod wpływem alkoholu. Grozi za to nawet do 20 lat więzienia. Jednak ci, którzy siadają pijani za kierownicą nie zdają sobie z tego sprawy.

Uważam, że jest zbyt mało medialnych informacji na temat zagrożeń przede wszystkim wynikających z nadmiernej prędkości czy stanu kierowcy. Z mediów płyną inne przekazy. Weźmy np. zdarzenie z ostatnich dni – poseł Łukasz Mejza nazbierał prawie 170 punktów karnych i dalej jeździ, śmiejąc się w twarz wszystkim mieszkańcom tego kraju.

Czyli tragiczne wypadki i pijani kierowcy za kółkiem jak byli, tak są i pozostaną?

Wprawdzie ostatnio z roku na rok spada liczba wypadków ze skutkiem śmiertelnym, to jednak w dalszym ciągu jest ich dużo. Nie ma chyba tygodnia, żebyśmy nie usłyszeli, że ktoś w stanie nietrzeźwym, ktoś, kto ma sądowy zakaz prowadzenia pojazdów spowodował wypadek tragiczny w skutkach. Kierowca musi mieć świadomość, że kara jest nieuchronna, tak jak jest na przykład w Niemczech czy w Szwajcarii. Tam niemal każde wykroczenie drogowe, nawet to najmniejsze, jest ujawnione i kierowca ponosi konsekwencje.

U nas z tym ujawnianiem jest problem. Dochodzi do tego albo w związku z kolizją czy tragicznym wypadkiem albo prewencyjnymi kontrolami drogówki.

Tych ostatnich u nas praktycznie nie ma, nie istnieją. W 2025 r. zatrzymano łącznie prawie 27 tys. kierowców, którzy mieli sądowe zakazy prowadzenia pojazdu bądź cofnięte uprawnienia za przekroczenie liczby punktów karnych. To pokazuje na skalę problemu. Rozwiązać go można tylko w jeden sposób – większą liczbą policjantów i ich racjonalnym wykorzystaniem. Policjanci. Policjanci nie powinni jeździć do zwykłych stłuczek czy otarć na drodze. To jest tylko marnowanie ich czasu.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

A może problem tkwi w egzaminowaniu kierowców, dopuszczaniu nieprzygotowanych do jazdy?

Nie zgadzam się. Ostatni głośny wypadek w Łomiankach spowodował kierowca, który ma 44 lata i egzamin zdawał bardzo dawno, miał doświadczenie za kółkiem i co?

Faktem jednak jest, że egzaminowanie przyszłych kierowców jest fatalne. To wręcz anachronizm. Kiedyś byłem egzaminatorem, od wielu lat nie jestem. Dzisiaj egzamin to taśma produkcyjna Forda, gdzie majster sprawdza czy podkładka jest dobra, nakrętka i śrubka się zgadzają. Tak samo wygląda egzamin na prawo jazdy. Egzaminator ma listę manewrów i musi zaznaczyć czy wszystkie z nich zostały wykonane prawidłowo. Nic innego jak praca na taśmie.

Podoba się panu pomysł rezygnacji z placu manewrowego na egzaminie?

Z jednej strony tak. Cała Europa od tego odchodzi. Z drugiej strony jednak egzaminator musi wiedzieć, że kandydat na kierowcę opanował sztukę kierowania. Przecież było kilka wypadków na placach manewrowych, w których osoba zdająca potrąciła egzaminatora. Może więc zrezygnować z form parkowania pomiędzy słupkami, ale zostawić krótką jazdę po prostej, by egzaminator sprawdził, czy zdający panuje nad samochodem i może wyjechać na miasto.

Likwidacja placu manewrowego to nie jedyna propozycja rządzących. Chcą również wprowadzić limit trzech podejść do egzaminu państwowego. Po trzech oblanych próbach kierowca wracałby na doszkolenie. To dobry pomysł?

Uważam, że słuszny. Kiedyś tak było i to działało. Jeżeli ktoś nie zdaje trzy razy, to znaczy, że nie jest przygotowany do jazdy, czyli powinien doskonalić swoje umiejętności. Dla dobra siebie i innych uczestników ruchu drogowego. Bardziej rozsądni zdając sobie sprawę z odpowiedzialności, jaka na nich ciąży na drodze, sami dobrowolnie dokupują jazdy doszkalające. Za mało jest jednak takich osób. Stąd wprowadzenie tego obowiązku uważam za jak najbardziej słuszne.

Nie uważa pan, że na takiej zmianie ucierpią ci, których w trakcie egzaminu zżera stres? Potrafią Potrafią jeździć, ale w trakcie egzaminacyjnej jazdy popełniają błędy.

No dobrze, a jak w trakcie egzaminu maturalnego kogoś zjada stres i ma to wpływ na wyniki, to mu się odpuszcza, czy musi powtórzyć maturę po douczeniu się? Codzienne życie pełne jest stresowych sytuacji. Te na drodze w wielu wypadkach mogą wywołać panikę, a kierowca na podjęcie właściwej decyzji ma zaledwie sekundy. Wiele zależy od jakości szkolenia i egzaminowania. Zdarza się niewłaściwe podejście do kursanta i zdającego.

Miałem kiedyś taką sytuację, gdy do egzaminatora nadzorującego przyszli rodzice z prośbą o spokojnego egzaminatora, ponieważ ich córka jest osobą niesłyszącą i niemówiącą. Ponieważ trochę posługuję się językiem migowym zdecydowałem, że sam przeprowadzę ten egzamin. Poprosiłem rodziców, by tłumaczyli moje polecenia, ale nie podpowiadali córce, jak ma wykonywać zlecone manewry. Dziewczyna oblała egzamin, bo naprawdę nie potrafiła jeździć. Zapytałem rodziców, ile godzin wyjeździła podczas szkolenia. Wówczas obowiązywało 20 godzin jazdy, a ona miała za sobą jedynie połowę, czyli 10. Pytam więc, dlaczego stawiła się na egzamin. Oni na to, że instruktor im poradził, że i tak za pierwszym razem nie zda, a tak szybciej będzie mogła przystąpić do drugiego podejścia. W takiej sytuacji możemy dopiero mówić o stresie tej dziewczyny. Zarówno podczas tego egzaminu, jak i kolejnego, do którego podejdzie mając oblany pierwszy. I gdzie tu profesjonalne podejście instruktora?

A czy egzamin wewnętrzny powinien być nagrywany?

Nie mam zdania na ten temat. To kwestia rzetelności, instruktora, który ten egzamin wewnętrzny przeprowadza i dopuszcza do jazdy po mieście. U nas ostatnio jest taka moda, żeby wszystko nagrywać, wszystko dokumentować. Skoro nie mamy zaufania do instruktorów, a pozwalamy naszym dzieciom, wnukom, żeby ich uczyli, wyjeżdżali na miasto, żeby jeździli z nimi, to coś tu jest nie tak. Może ktoś wpadnie na pomysł, by nagrywać wszystkie jazdy szkoleniowe, bo przecież tam też może kursant zostać potraktowany niesprawiedliwie. A może też i zajęcia teoretyczne? Tylko gdzie przechowywać te nagrania, ile czasu?

Prawo jazdy dla 17-latków nie pogorszy i tak już słabych statystyk bezpieczeństwa?

Uważam, że nie. Moje wątpliwości budzi wiek osoby towarzyszącej – minimum 25 lat i pięć lat posiadania prawa jazdy. 25-letni kierowcy są w grupie jednego z najwyższych ryzyk, jeśli chodzi o powodowanie wypadków drogowych. Uważam, że ten wiek powinien być podwyższony. Nie chodzi tylko o staż kierowcy, ale przede wszystkim o doświadczenie życiowe.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Jednolita spółka europejska szansą dla innowacyjnych firm

Przedsiębiorcy działający transgranicznie już teraz mogą korzystać z formy prawnej w postaci spółki europejskiej (Societas Europaea; dalej: SE). Jednak popularność tej formy jest znikoma. Dość powiedzieć, że obecnie w Krajowym Rejestrze Sądowym zarejestrowanych jest jedynie 14 takich podmiotów. W innych krajach jest niewiele lepiej. Szacuje się, że w całej UE takich spółek jest ok. 3,7-4 tys., z czego jedynie kilkaset prowadzi działalność operacyjną.

– Klasyczna spółka europejska nie przyjęła się w powszechnej praktyce gospodarczej z powodu wielu czynników, w tym złożoności procedur, wysokich kosztów oraz mniejszej elastyczności w porównaniu do krajowych form prawnych. Dodatkowo, możliwość jej założenia jest zasadniczo ograniczona, głównie do spółek akcyjnych posiadających spółki zależne – tłumaczy Wiktor Sobol z kancelarii EY Law.

Rejestracja ma być błyskawiczna i tania

Poza tym ta formuła SE jest przeznaczona dla dużych spółek, co ma swoje odzwierciedlenie choćby w postaci wysokiego kapitału zakładowego na poziomie minimum 120 tys. euro, czyli ponad 0,5 mln zł.

Tymczasem w jednolitej spółce europejskiej (Societas Europaea Unificata; dalej: EU Inc.), nad którą pracuje Komisja Europejska, wymóg minimalnego kapitału zakładowego ma być ustawiony na poziomie tylko 1 euro. Zgodnie z projektowanymi założeniami rejestracja EU Inc. ma być w pełni cyfrowa, kosztować maksymalnie 100 euro i trwać nie dłużej niż 48 godzin. Dziś, w zależności od kraju, zajmuje to nawet kilka tygodni.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Europejska rewolucja w prawie spółek

Zdaniem dr Marty Dargas-Draganik, wspólniczki w kancelarii prawnej LO:ME, projekt EU Inc. może być jedną z najważniejszych zmian w europejskim prawie spółek od czasu wprowadzenia spółki europejskiej.

– Komisja Europejska zaproponowała opcjonalną, jednolitą formę prawną działającą równolegle do krajowych systemów spółek według jednego zestawu zasad obowiązujących w całej Unii. To bezpośrednia odpowiedź na problem, który od miesięcy opisują raporty Draghiego i Letty: europejski rynek formalnie jest wspólny, ale w praktyce przedsiębiorcy muszą poruszać się między 27 różnymi systemami prawa spółek i dziesiątkami odmiennych wymogów administracyjnych – mówi ekspertka, która specjalizuje się w międzynarodowej obsłudze przedsiębiorstw oraz prawnych aspektach innowacji i nowych technologii.

Jej zdaniem największą zaletą EU Inc. ma być radykalne uproszczenie zakładania i prowadzenia działalności transgranicznej.

– Rejestracja odbywać się będzie w pełni cyfrowo, przez centralny interfejs oparty na systemie BRIS, w ciągu 48 godzin i za maksymalnie 100 euro. Projekt w praktyce znosi wymóg minimalnego kapitału zakładowego oraz obowiązkowy udział notariusza przy zbyciu udziałów. Model „once only“ zakłada, że przedsiębiorca podaje dane tylko raz, a numer identyfikacji podatkowej i numer VAT są nadawane automatycznie. W realiach europejskiej biurokracji brzmi to niemal jak science fiction, co samo w sobie pokazuje, jak bardzo obecny system jest niewydolny – wskazuje dr Marta Dargas-Draganik.

Eksperci podkreślają, że nowa forma spółki będzie szczególnie atrakcyjna dla startupów i funduszy venture capital.

– Projekt przewiduje elastyczne klasy udziałów, uproszczone programy opcyjne dla pracowników oraz możliwość prowadzenia całego cyklu życia spółki cyfrowo, włącznie z likwidacją. To odpowiedź na realną potrzebę rynku technologicznego, który dziś często wybiera jurysdykcje pozaeuropejskie – przede wszystkim Delaware – bo są prostsze, szybsze i bardziej przewidywalne – mówi ekspertka.

Brak jednolitej rezydencji podatkowej

Jednak w tej beczce miodu jest też spora łyżka dziegciu w postaci podatków. EU Inc. nie tworzy bowiem ani jednolitej rezydencji podatkowej, ani wspólnego CIT.

– Nadal zastosowanie będą miały krajowe zasady dotyczące miejsca faktycznego zarządu, zakładu podatkowego i VAT, co oznacza ryzyko sporów kompetencyjnych między państwami i rzeczywisty problem podwójnego opodatkowania. Równie niepokojące jest pozostawienie wykładni przepisów sądom krajowym. A to grozi powstaniem aż 27 różnych linii orzeczniczych dotyczących tej samej formy prawnej – zauważa radczyni prawna.

Jeżeli prace legislacyjne przebiegną zgodnie z planem, pierwsze spółki EU Inc. mogłyby rozpocząć działalność w 2028 r.

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

Piotr Podsiadło

adwokat i senior manager w kancelarii EY Polska

Nowa, jednolita spółka europejska została zaprojektowana przede wszystkim z myślą o innowacyjnych przedsiębiorstwach, w szczególności startupach i scaleupach, działających w środowisku transgranicznym. Jej potencjalne zastosowanie może okazać się jednak znacznie szersze i atrakcyjne również dla innych kategorii podmiotów funkcjonujących na rynku unijnym. W praktyce na wprowadzeniu EU Inc. mogłyby skorzystać w szczególności: spółki technologiczne i cyfrowe prowadzące działalność w wielu państwach członkowskich, dla których obecny stan prawny wiąże się z koniecznością utrzymywania odrębnych struktur korporacyjnych w każdej jurysdykcji.

Ale także fundusze venture capital oraz private equity inwestujące w spółki z różnych państw UE, które skorzystałyby z większej jednolitości instrumentów inwestycyjnych. A także scaleupy planujące ekspansję, dla których możliwość szybkiej rejestracji spółki oraz automatyczne uznawanie jej statusu w całej UE mogłyby istotnie skrócić czas wejścia na rynek oraz spółki rodzinne oraz małe i średnie przedsiębiorstwa rozważające działalność transgraniczną, które dotychczas były zniechęcone złożonością i rozproszeniem regulacyjnym prawa spółek w UE.

Proponowane rozwiązania, w tym cyfrowa rejestracja, automatyczne uznawanie statusu spółki oraz większa elastyczność struktury korporacyjnej, mogą istotnie uprościć funkcjonowanie przedsiębiorstw na rynku. Ostateczny kształt EU Inc. będzie zależał od dalszych prac legislacyjnych, jednak już na tym etapie warto uwzględniać tę formę jako potencjalny element długoterminowej strategii korporacyjnej.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Bezprawne usunięcie drzewa jako delikt niezależny od winy sprawcy

Okoliczności faktyczne

Decyzją Prezydenta Miasta wymierzono A.Z. karę administracyjną za usunięcie bez wymaganego zezwolenia 8 drzew. SKO utrzymało decyzję w mocy.

Wojewódzki Sąd Administracyjny oddalił skargę A.Z. na decyzję SKO.

W skardze kasacyjnej zarzucono zaskarżonemu wyrokowi m.in. błędną wykładnię przepisów, polegającą na przyjęciu, że nakładanie kar administracyjnych powinno następować według jednolitych kryteriów wobec wszystkich podmiotów, bez możliwości uwzględnienia okoliczności wyłączających odpowiedzialność. Ponadto wskazano na brak wszechstronnego wyjaśnienia istotnych okoliczności sprawy, w szczególności dotyczących stanu zdrowia skarżącego, oraz na niezasadne uznanie, że nie mogą one stanowić podstawy do odstąpienia od nałożenia kary pieniężnej, mimo przedłożenia dokumentacji potwierdzającej leczenie organicznych zaburzeń urojeniowych. Podniesiono również, że na organie administracji ciążył obowiązek dokładnego wyjaśnienia sprawy, w tym rozważenia powołania biegłego z zakresu psychiatrii lub psychologii w celu ustalenia, czy ukarany był zdolny do świadomego kierowania swoim postępowaniem i rozumienia znaczenia swoich czynów.

Stanowisko NSA

Naczelny Sąd Administracyjny po rozpoznaniu skargi kasacyjnej A.Z. uznał ją za niezasadną.

W pierwszej kolejności NSA podkreślił, że materialnoprawną podstawę zaskarżonej decyzji stanowiły przepisy ustawy z 16.4.2004 r. o ochronie przyrody (t.j. Dz.U. z 2026 r. poz. 13; dalej: OchrPrzyrodU), a w szczególności art. 88 ust. 1 pkt 1 i 2 OchrPrzyrodU, wedle którego wójt, burmistrz albo prezydent miasta wymierza administracyjną karę pieniężną za usunięcie drzewa lub krzewu – po pierwsze bez wymaganego zezwolenia, a po drugie – bez zgody posiadacza nieruchomości. Zgodnie natomiast z art. 88 ust. 2 OchrPrzyrodU kara ta jest nakładana na posiadacza nieruchomości, albo właściciela urządzeń, o których mowa w art. 49 § 1 KC albo na inny podmiot, jeżeli działał bez zgody posiadacza nieruchomości.

Podkreślić należy, że odpowiedzialność administracyjna za usunięcie drzew bez zezwolenia nie jest oparta na zasadzie winy, lecz ma charakter obiektywny. Oznacza to, że wyłączną i wystarczającą podstawą nałożenia kary administracyjnej, jest działanie bezprawne, tj. sprzeczne zarówno z wymogiem uprzedniego uzyskania zezwolenia na usunięcie drzew, jak i z wymogiem uzyskania zgody posiadacza nieruchomości sąsiedniej. Bezprawne usunięcie drzew stanowi zatem delikt administracyjny, w którym nie bada się stopnia zawinienia strony, ani nieokreślonych ustawowo okoliczności, które mogłyby wyłączyć odpowiedzialność w tym zakresie. Za przyjęciem wskazanego poglądu przemawia przede wszystkim to, że brak jest podstaw prawnych przyjęcia innych niż bezprawność przesłanek odpowiedzialności za „nielegalne” usunięcie drzewa.

Zobiektywizowana odpowiedzialność administracyjna oznacza, że wystarczające jest samo wystąpienie tzw. bezprawia administracyjnego, a więc wykazanie związku przyczynowego między działaniem danego podmiotu, a wycięciem drzew, spowodowanego działaniem danego podmiotu. Skoro natomiast odpowiedzialność ta została zobiektywizowana, to dla jej oceny nie ma znaczenia, czy posiadacz nieruchomości dokonał wycięcia osobiście, czy też skorzystał w tym zakresie z usług innego podmiotu, zlecając mu dokonanie tej czynności. Nieistotna z punktu widzenia tej postaci odpowiedzialności jest także świadomość konieczności uzyskania stosownego zezwolenia lub zgody, albo jej brak. Bez znaczenia pozostają także pobudki i motywy, jakimi kieruje się osoba usuwająca drzewo lub zlecająca dokonanie wycinki.

Administracja sądowa - sprawdź aktualną listę szkoleń Sprawdź

W realiach sprawy nie budzi wątpliwości, że wycinki dokonał skarżący (czego skarżący nie kwestionuje), działając samodzielnie, bez zgody współwłaścicieli nieruchomości. Z uwagi na treść ustawy, ustalenia faktyczne poczynione przez organy administracji publicznej przemawiają za przypisaniem odpowiedzialności i nałożeniem kary na skarżącego jako podmiot, którego działanie pozostaje w bezpośrednim związku z usunięciem drzew. Podnoszone przez niego twierdzenia o rzekomym zleceniu wycinki, mającym pochodzić od poprzednich współwłaścicieli sprzed około dekady, nie zostały poparte żadnymi dowodami i nie mogą usprawiedliwiać dokonanych czynności, tym bardziej, że właściciele, w zgodnych oświadczeniach, stanowczo zaprzeczyli, aby kiedykolwiek udzielali skarżącemu zgody lub zlecenia w tym zakresie.

Odnosząc się do twierdzeń skarżącego kasacyjnie dotyczących jego zdrowia psychicznego podkreślić należy, że okoliczności te nie mogą prowadzić do wyłączenia odpowiedzialności administracyjnoprawnej za usunięcie drzew bez zezwolenia i bez zgody posiadaczy nieruchomości. Z przedłożonego zaświadczenia lekarskiego wynika wprawdzie, że skarżący pozostaje w leczeniu organicznych zaburzeń urojeniowych (podobnych do schizofrenii), jednak samo istnienie schorzenia o podłożu psychicznym nie stanowi podstawy do odstąpienia od nałożenia administracyjnej kary pieniężnej. Jak już wskazywano, reżim odpowiedzialności przewidziany w przepisach ustawy nie uzależnia jej od stopnia zawinienia, czy subiektywnej oceny sprawcy co do przebiegu zdarzeń, lecz od ustalenia faktu naruszenia prawa oraz związku przyczynowego między działaniem określonego podmiotu a skutkiem w postaci zniszczenia drzew. Co więcej, jak słusznie wskazał Sąd I instancji, w świetle obowiązującego prawa skarżący pozostaje osobą poczytalną i posiada pełną zdolność do czynności prawnych, a przedłożone zaświadczenie lekarskie nie stanowi orzeczenia sądu powszechnego w przedmiocie ubezwłasnowolnienia (częściowego lub całkowitego), które mogłoby wpływać na zakres jego odpowiedzialności prawnej.

Sam fakt występowania zaburzeń zdrowotnych czy deklarowany przez skarżącego brak pamięci co do własnych działań nie niweczy skutków prawnych czynności faktycznie podjętych ani nie eliminuje obowiązku poniesienia konsekwencji wynikających z przepisów prawa. Przyjęcie odmiennego stanowiska prowadziłoby do nieuzasadnionego wyłączenia stosowania sankcji administracyjnych. W konsekwencji należy uznać, że stan zdrowia skarżącego nie stanowi okoliczności prawnie relewantnej dla odstąpienia od wymierzenia kary, skoro brak jest rozstrzygnięcia właściwego sądu w zakresie zdolności do czynności prawnych, a poczynione ustalenia faktyczne pozwalają na przypisanie skarżącemu sprawstwa naruszenia.

Mając na uwadze przedstawioną argumentację, organ administracji publicznej nie był zobowiązany do przeprowadzenia dowodu w postaci badania skarżącego przez lekarza psychiatrę w celu ustalenia, czy i ewentualnie jaki wpływ na zachowanie skarżącego ma jego stan zdrowia. Jak już wskazywano, okoliczność ta pozostaje irrelewantna dla oceny spełnienia przesłanek uzasadniających nałożenie na skarżącego administracyjnej kary pieniężnej. Co więcej, w niniejszym postępowaniu organ administracji dokonał właściwej wykładni przepisów prawa materialnego, jak też prawidłowo zastosował normy prawne do ustalonego w sprawie stanu faktycznego, a ustalenia faktyczne poczynione przez organ znajdują potwierdzenie w niewadliwie zgromadzonym materiale dowodowym. Materiał ten był wystarczający do podjęcia prawidłowej i zgodnej z prawem decyzji w przedmiocie nałożenia administracyjnej kary pieniężnej za usunięcie drzew bez zgody posiadaczy nieruchomości oraz bez wymaganego zezwolenia.

Komentarz

Odpowiedzialność administracyjna za usunięcie drzewa bez zezwolenia nie jest oparta na zasadzie winy. Bezprawne usunięcie drzewa stanowi delikt, który odrywa się od stopnia zawinienia sprawcy. Nie można również uznać, że istnieją jakieś nieprzewidziane ustawowo okoliczności, które uzasadniają wyłączenie odpowiedzialności. Nie jest przy tym wykluczone, że przyczyny nielegalnej wycinki będą mogły spowodować wyłączenie bezprawności, np. stan wyższej konieczności. Niemniej jednak, zasady postępowania dowodowego z reguły nakładają ciężar dowodzenia na osobę, która powołuje się na dany fakt. O ile należy pamiętać, że postępowanie dowodowe w procedurze administracyjnej jest odmienne od postępowania cywilnego (w znacznej mierze nakładając na organ administracji obowiązek „poszukiwania” prawdy), to zasada prawdy obiektywnej nie oznacza nieograniczonego obowiązku dowodzenia po stronie organu w celu potwierdzenia okoliczności korzystnych dla skarżącego, który pozostaje bierny bądź powołuje fakty w sposób gołosłowny. Okoliczność usprawiedliwiająca musi być przy tym obiektywna, a nie tylko wynikać z subiektywnego przekonania sprawcy.

Wyrok NSA z 17.3.2026 r., III OSK 1249/23, Legalis

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Oprocentowanie kosztów kredytu a sankcja kredytu darmowego w świetle orzecznictwa TSUE

Stan faktyczny

W 2022 r. P.W. i Bank PKO S.A. (dalej: Bank) zawarli umowę o kredyt konsumencki, która nie była przedmiotem indywidualnych ustaleń na kwotę 150 000 zł. Z tej kwoty na rzecz P.W. faktycznie wypłacono 133 214,92 zł, a pozostałe 16 785,08 zł było przeznaczone na pokrycie kosztów związanego z tym kredytem ubezpieczenia, zwanego „dobrowolnym”.

Powołując się na art. 45 ust. 1 ustawy o kredycie konsumenckim z 12.5.2011 r. (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 1362; dalej: KredytKonsU), P.W. złożył Bankowi oświadczenie w celu skorzystania z tzw. sankcji „kredytu darmowego”, w szczególności ze względu na nieprecyzyjne określenie podstawy naliczania odsetek, wskazanie błędnej RRSO oraz możliwość jednostronnej zmiany przez kredytodawcę opłat i prowizji. Zażądał on zwrotu już zapłaconej z tytułu kosztów kredytu kwoty 14 428,83 zł, czego Bank nie uwzględnił. Następnie P.W. wniósł do Sądu Rejonowego we Włodawie (sąd odsyłający) powództwo mające na celu, po pierwsze, ustalenie, że kredyt zostanie zwrócony bez odsetek i innych związanych z nim kosztów w terminach i na zasadach określonych w umowie, a po drugie, zasądzenie od Banku na jego rzecz kwoty 30 051,76 zł, czyli kwoty już spłaconych odsetek umownych oraz kwoty składki ubezpieczeniowej wraz z odsetkami ustawowymi za opóźnienie.

Pytania prejudycjalne sądu odsyłającego odnosiły się do zgodności z dyrektywą Parlamentu Europejskiego i Rady 2008/48/WE z 23.4.2008 r. w sprawie umów o kredyt konsumencki oraz uchylającej dyrektywę Rady 87/102/EWG (Dz.Urz. UE L z 2008 r. Nr 133, s. 66) i dyrektywą Rady 93/13/EWG z 5.4.1993 r. w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich (Dz.Urz. UE L z 1993 r. Nr 95, s. 29) praktyce zamieszczania w umowach o kredyt konsumencki, których treść nie jest wynikiem indywidualnych uzgodnień pomiędzy przedsiębiorcą (kredytodawcą) a konsumentem (kredytobiorcą), takich postanowień, które przewidują oprocentowanie nie tylko kwoty wypłaconej konsumentowi, ale również pozaodsetkowych kosztów kredytu, które nie są składnikami wypłaconej konsumentowi kwoty kredytu, a które składają się na całkowitą kwotę do zapłaty przez konsumenta w wykonaniu jego zobowiązania wynikającego z umowy kredytu konsumenckiego.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Stanowisko TS

Trybunał stwierdził, że zdefiniowane w art. 3 dyrektywy 2008/48 pojęcia: „całkowitego kosztu kredytu ponoszonego przez konsumenta”, „całkowitej kwoty kredytu” i „całkowitej kwoty do zapłaty przez konsumenta” do celów obliczenia RRSO, należy uznać za autonomiczne pojęcie prawa Unii, które podlega jednolitej wykładni na jej terytorium (wyrok TS z 16.7.2020 r., Soho Group, C-686/19, Legalis, pkt 39).

Pojęcie „całkowita kwota kredytu” w rozumieniu dyrektywy 2008/48, zostało zdefiniowane w art. 3 lit. l) dyrektywy 2008/48, jako maksymalna kwota lub łączne kwoty udostępnione na podstawie umowy o kredyt. Z orzecznictwa TS wynika, że aby zapewnić konsumentom obszerną ochronę, prawodawca Unii przyjął w art. 3 lit. g) dyrektywy 2008/48, szeroką definicję pojęcia „całkowitego kosztu kredytu ponoszonego przez konsumenta”, stanowiąc, że obejmuje on wszystkie koszty łącznie z odsetkami, podatkami oraz wszelkimi innymi opłatami, jakie konsument jest zobowiązany ponieść w związku z umową o kredyt, które to koszty znane są kredytodawcy, z wyjątkiem kosztów notarialnych (wyrok TSUE z 26.3.2020 r., C-779/18, Mikrokasa i Revenue Niestandaryzowany Sekurytyzacyjny Fundusz Inwestycyjny Zamknięty, pkt 39, Legalis). Ponadto, zgodnie z art. 3 lit. i) dyrektywy 2008/48 RRSO oznacza „całkowity koszt kredytu ponoszony przez konsumenta”, wyrażony jako wartość procentowa całkowitej kwoty kredytu w stosunku rocznym, w odpowiednich przypadkach wraz z kosztami, o których mowa w art. 19 ust. 2 dyrektywy 2008/48. Trybunał wskazał, że ponieważ pojęcie „całkowitej kwoty do zapłaty przez konsumenta” zostało zdefiniowane w art. 3 lit. h) dyrektywy 2008/48 jako „suma całkowitej kwoty kredytu i całkowitego kosztu kredytu ponoszonego przez konsumenta”, to wynika z tego, że „całkowita kwota kredytu” i „całkowity koszt kredytu ponoszony przez konsumenta” są pojęciami odrębnymi i że w związku z tym „całkowita kwota kredytu” nie może obejmować żadnych kwot należących do całkowitego kosztu kredytu ponoszonego przez konsumenta (wyrok TS z 21.4.2016 r., Radlinger i Radlingerová, C-377/14, Legalis, pkt 85; Soho Group, pkt 42). I tak dyrektywa 2008/48 zawiera kompletną koncepcję podziału kwot należących do umów o kredyt konsumencki (wyrok C-686/19, pkt 43).

Pojęcie „stopa oprocentowania kredytu” zostało zdefiniowane w art. 3 lit. j) dyrektywy 2008/48, jako „oprocentowanie stosowane […] do wypłaconej kwoty kredytu”, TS stwierdził, że całkowita kwota kredytu i kwota wypłat określają całość kwot udostępnianych konsumentowi, co wyklucza kwoty powiązane przez kredytodawcę z pokryciem kosztów związanych z udzieleniem odnośnego kredytu, które to kwoty nie są w rzeczywistości wypłacane konsumentowi (wyrok Radlinger i Radlingerová, pkt 91). W pkt 87 i 88 wyroku Radlinger i Radlingerová, po podkreśleniu, że obliczenie RRSO zależy od całkowitej kwoty kredytu i że zgodnie z dyrektywą 2008/48 równanie podstawowe definiujące RRSO wyraża w ujęciu rocznym równość między, z jednej strony, sumą zaktualizowanych wartości wypłat, a z drugiej strony, sumą zaktualizowanych wartości spłat i opłat, Trybunał uznał, że w konsekwencji kwota wypłat w rozumieniu części I załącznika I do tej dyrektywy odpowiada całkowitej kwocie kredytu w rozumieniu art. 3 lit. l) dyrektywy 2008/48. Tym samym ani całkowita kwota kredytu w rozumieniu art. 3 lit. l) i art. 10 ust. 2 dyrektywy 2008/48, ani wypłacona kwota kredytu w rozumieniu art. 3 lit. j) dyrektywy 2008/48 nie obejmuje żadnych kwot, których przeznaczeniem jest wywiązanie się ze zobowiązań podjętych w ramach odnośnej umowy o kredyt, takich jak koszty administracyjne, odsetki, prowizje czy wszelkie inne typy kosztów, które musi ponieść konsument (wyrok Radlinger i Radlingerová, pkt 86). Dotyczy to również kosztów ubezpieczenia, które zostały zakwalifikowane przez sąd odsyłający jako pozaodsetkowe koszty kredytu, które stanowią podkategorię „całkowitego kosztu kredytu ponoszonego przez konsumenta” w rozumieniu art. 3 lit. g) dyrektywy 2008/48.

Przy czym TS zastrzegł, że powyższe stanowisko, wynikające z wyroków w sprawie Radlinger i Radlingerová, oraz w sprawie Mikrokasa i Revenue Niestandaryzowany Sekurytyzacyjny Fundusz Inwestycyjny Zamknięty, a także w sprawie Soho Group, nie skutkuje ograniczeniem rodzajów kosztów lub opłat, jakie kredytodawca może nałożyć na konsumenta w ramach umowy o kredyt. Kredytodawca może bowiem nie stosować umownej stopy oprocentowania do kwot odpowiadających kosztowi kredytu, unikając jednocześnie stopniowej utraty wartości pieniądza w czasie poprzez proporcjonalnie wyższą stopę oprocentowania kredytu, odzwierciedlającą koszt niepobierania odsetek od kwot odpowiadających kosztowi kredytu. Kredytodawca może zatem udostępnić kredyt również konsumentom, którzy nie dysponują żadnym kapitałem początkowym, w celu sfinansowania kosztów wynikających z zawarcia umowy o kredyt.

Reasumując TS orzekł, że art. 3 lit. g) i j) w zw. z art. 10 ust. 2 dyrektywy 2008/48 należy interpretować w ten sposób, iż stoi on na przeszkodzie włączeniu do umów o kredyt konsumencki warunków przewidujących stosowanie stopy oprocentowania nie tylko do całkowitej kwoty kredytu, lecz również do kwot przeznaczonych na pokrycie kosztów związanych z tym kredytem i wchodzących w związku z tym w skład całkowitego kosztu kredytu ponoszonego przez konsumenta.

Komentarz

Bardzo korzystne rozstrzygnięcie Trybunału dla kredytobiorców dotyczące tzw. sankcji kredytu darmowego. Z niniejszego wyroku wynika, że postanowienia umowy kredytu konsumenckiego przewidujące oprocentowanie kosztów związanych z tym kredytem, np. opłat, prowizji lub kosztów usług dodatkowych, w tym ubezpieczeń (zob. art. 5 pkt 6a KredytKonsU), nie są zgodne z dyrektywą 2008/48. A w konsekwencji polski sąd może zastosować w takiej sytuacji uregulowaną w art. 45 ust. 1 KredytKonsU tzw. sankcję kredytu darmowego. Co istotne, uzasadnienie TS opiera się jedynie na wykładni językowej i celowościowej przepisów dyrektywy 2008/48. Należy również zauważyć, że Trybunał przedstawiając swoje stanowisko pominął analizę potencjalnej abuzywności takich postanowień umowy w świetle dyrektywy 93/13, na co wskazywał sąd odsyłający (w tym celu TS przeformułował pierwsze pytanie tego sądu).

Wobec tego zakazu pobierania odsetek od kwot odpowiadających kosztowi kredytu, Trybunał pozostawia „furtkę” instytucjom kredytowym, które mogą stosować np. proporcjonalnie wyższą stopę oprocentowania kredytu.

Wyrok TS z 23.4.2026 r., Bank Polska Kasa Opieki, C-744/24

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Sędziowie odchodzą na spoczynek

– Sprawne sądy dla obywateli to nasz najwyższy priorytet, któremu poświęcamy maksymalny wysiłek i uwagę. Chcemy uruchomić kompleksowy proces zmian, który z czasem spowoduje skrócenie trwania postępowań – to wypowiedź Adama Bodnara, który jeszcze jako minister sprawiedliwości zapowiadał wdrożenie reform mających usprawnić funkcjonowanie polskich sądów. Czy się udało? Prawnicy poprawy nie widzą, coraz otwarciej za to mówią o zapaści w polskim sądownictwie.

O głębokim kryzysie polskiego wymiaru sprawiedliwości świadczą też liczby. Jak ujawniliśmy niedawno, na wyroki czekamy średnio o miesiąc dłużej niż w 2024 r. i blisko pół roku dłużej niż w 2011 r. Są też kategorie spraw, jak choćby sprawy upadłościowe, w których postępowania, i to tylko w pierwszej instancji, trwają średnio ponad cztery lata. Według ekspertów zasadniczymi przyczynami tej zapaści są kryzys ustrojowy oraz braki kadrowe w sądach. Jak się okazuje nie tylko to pierwsze zjawisko pogłębiło się w ostatnim roku.

Ubywa orzeczników

Z danych uzyskanych w Ministerstwie Sprawiedliwości wynika, że w sądach orzeka obecnie 9129 sędziów, czyli o 15 orzeczników mniej niż przed rokiem. Spadek nie jest duży, ale jak słyszymy od prawników, w obecnej kryzysowej sytuacji, każdy obsadzony sędzia jest na wagę złota. W 2015 r. w sądach powszechnych zatrudnionych było 9935 sędziów, czyli ponad 8 proc. więcej niż dziś.

– Im mniej sędziów, tym dłuższy czas prowadzenia procesów sądowych. Spraw w sądach przybywa, a liczba sędziów maleje. To musi negatywnie przekładać się na sprawność postępowania i w konsekwencji na czas oczekiwania na orzeczenia. Odbija się to na końcu na obywatelu – komentuje sędzia Jacek Tylewicz, rzecznik Stowarzyszenia Sędziów Themis.

Alarmująca może być też informacja o rosnącej liczbie sędziów przechodzących w stan spoczynku. W ubiegłym roku było ich 255. To największa suma od lat. W 2024 r. w stan spoczynku przeszło 230 sędziów, w 2022 r. 161 , a w 2021 r. 134 sędziów. Z danych resortu nie wynika jednak, czy osoby te zakończyły orzekanie po osiągnięciu granicznego wieku 70 lat, czy po skończeniu 65 lat, kiedy możliwe jest jeszcze dalsze pięcioletnie zajmowanie stanowiska, jeżeli sędzia wyrazi taką wolę, pozwala mu na to stan zdrowia i uzyska zgodę KRS.

– Ta rosnąca liczba przejść w stan spoczynku może wynikać zarówno z tego, że akurat w ubiegłym roku więcej sędziów skończyło wiek uprawniający albo zobowiązujący do zakończenia kariery. Wpływ na to może mieć też działanie tzw. neoKRS, która nierzadko, z najróżniejszych przyczyn odmawia sędziom możliwości orzekania po 65. roku życia. Wreszcie podejrzewam, że część sędziów jest już zmęczona trwającym kryzysem i konfliktem w wymiarze sprawiedliwości, i po prostu nie chce dalej już w tym uczestniczyć. Gdybym miał teraz decydować o tym, czy orzekać dalej, czy odejść w stan spoczynku, to podjąłbym decyzję o odejściu. Nie widzę bowiem światełka w tunelu i szansy na rychłe zmiany w polskim sądownictwie – mówi sędzia Tylewicz.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Nawet 1000 wakatów

Na zwiększającą się liczbę wakatów sędziowskich składają się także: odejścia sędziów z zawodu, których w 2025 r. było cztery. Poza tym jeden sędzia został usunięty ze służby w trybie dyscyplinarnym, a siedmiu innych zmarło. W rezultacie brakuje coraz więcej sędziów. Przed blisko rokiem Krajowa Rada Sądownictwa alarmowała, że w sądach może być już ponad 1 tys. wakatów.

Jak ustaliliśmy w 2025 r. powołanych zostało 292 sędziów. To nieco więcej niż rok wcześniej, ale nadal ponad dwa razy mniej niż chociażby w 2021 r. Od tego czasu bowiem liczba powołań sędziowskich systematycznie spadała. W 2021 r. powołano bowiem 669 sędziów, w 2022 r. – 575, a w 2023 r. – 352.

Ostatni spadek liczby powołań wiąże się z decyzją podjętą jeszcze przez Adama Bodnara, w konsekwencji której od grudnia 2023 r. nie są ogłaszane nowe konkursy na stanowiska sędziowskie w polskich sądach. Uzasadniano to potrzebą wstrzymania kolejnych wadliwych – zdaniem resortu – nominacji sędziowskich. – Ministerstwo Sprawiedliwości wstrzymało konkursy, aby nie powiększać grupy nieprawidłowo awansowanych sędziów, którzy automatycznie zaliczają się do grupy tzw. neosędziów. Jest to minimalizowanie chaosu w wymiarze sprawiedliwości – tłumaczyła tę decyzję dyrektor departamentu kadr w MS.

Brak rozpisywania konkursów sędziowskich powoduje, że Krajowa Rada Sądownictwa rekomenduje mniejszą liczbę sędziów do powołania. Przed trzema laty KRS przedstawiła prezydentowi 661 wniosków o powołanie sędziów i asesorów w polskich sądach, dwa lata temu było to 476 wniosków, a w ubiegłym roku 429.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Znikome szanse na odzyskanie pieniędzy przez klientów Zondacrypto

Z każdym dniem rośnie liczba osób poszkodowanych w aferze Zondacrypto. Według szacunków dostępu do ulokowanych na giełdzie środków nie ma ok. 30 tys. osób, których straty sięgają 350 mln zł. Śledztwo w sprawie oszustwa i prania brudnych pieniędzy prowadzi prokuratura, jednak niezależnie od pociągnięcia osób decyzyjnych do odpowiedzialności karnej, z punktu widzenia pokrzywdzonych najważniejsze jest naprawienie szkody. A to nie będzie łatwe.

Trzeba zabezpieczyć cyfrowe dowody

– W pierwszej kolejności należy zabezpieczyć ślady i dowody. Najważniejsze informacje dla śledztwa znajdują się w infrastrukturze teleinformatycznej, z której korzysta giełda. Dlatego trzeba zabezpieczyć serwery na których działała giełda. W tym celu niezbędne będzie skorzystanie z międzynarodowej pomocy prawnej, ponieważ urządzenia nie znajdują się na terenie Polski – mówi „Rzeczpospolitej” jeden ze śledczych zajmujący się cyberprzestępstwami.

Niezależnie od prowadzonego postępowania karnego, klienci Zondacrypto mogą też próbować dochodzić roszczeń na drodze cywilnej. Choć właściciel giełdy, spółka BB Trade Estonia OÜ ma swoją siedzibę nad Dźwiną i działa według tamtejszego prawa, to na podstawie unijnego rozporządzenia Bruksela I bis pozew można złożyć także przed polskim sądem. Taką możliwość mają tylko konsumenci, a więc osoby fizyczne, które nie korzystały z tej giełdy w celach prowadzenia działalności gospodarczej. Dotyczy to jednak większości klientów.

Choć formalne możliwości istnieją, to szanse na odzyskanie pieniędzy zależą od kondycji finansowej spółki. A ta, biorąc pod uwagę ostatnie doniesienia o tym, że pracownicy Zondacrypto otrzymują wypowiedzenia oraz propozycje rozwiązania umów, nie jest najlepsza.

– Jeśli dojdzie do upadłości spółki, to w pierwszej kolejności zaspokajane są koszty postępowania upadłościowego czy właśnie roszczenia pracowników. Klienci rozliczani są później, więc tutaj kluczowe jest również to, jakim majątkiem będzie dysponować spółka, a w zasadzie – co i komu uda się zabezpieczyć. Pytanie też, czy ta upadłość będzie w ogóle przeprowadzona w Polsce – mówi Patryk Gorgol, radca prawny specjalizujący się w prawie gospodarczym.

Jeżeli rozpocznie się postępowanie upadłościowe, to klienci na zwrot środków, które będą podlegać podziałowi, mogą poczekać nawet parę lat, bo postępowanie takie zatrzyma działanie nie tylko sądu, ale i komornika.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Odpowiedzialność państwa

Część ekspertów wskazuje, że klienci, którzy stracili swoje środki w Zondacrypto mogliby wystąpić z roszczeniem wobec Skarbu Państwa na podstawie art. 417 kodeksu cywilnego. Przepis ten mówi o odpowiedzialności odszkodowawczej Skarbu Państwa za niezgodne z prawem działanie lub zaniechanie przy wykonywaniu władzy publicznej.

Chodzi o niewdrożenie przepisów unijnego rozporządzenia o rynkach kryptoaktywów (MiCA), które obowiązuje od końca grudnia 2024 r. Przygotowana przez rząd i przyjęta przez Sejm ustawa została dwukrotnie zawetowana przez prezydenta.

– Owszem zaletą Skarbu Państwa jest to, że jest co do zasady wypłacalny. Jednak trzeba byłoby odpowiedzieć na pytanie: czy gdyby ustawa została przyjęta wcześniej, to klienci Zondacrypto odzyskaliby swoje środki? Pomijając już fakt, że takie postępowanie trwałoby latami, to wykazanie związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy zaniechaniem legislacyjnym a zaistniałą szkodą byłoby niezwykle trudne, jeśli w ogóle taki związek występuje – zauważa mec. Gorgol.

Podobnie uważa prof. Witold Srokosz, z Katedry Prawa Finansowego Wydziału Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego. – Związek przyczynowy pomiędzy nieuchwaleniem na czas ustawy, która umożliwia stosowanie rozporządzenia MiCA, a upadkiem giełdy, której operatorem jest spółka zarejestrowana w innym państwie jest trudny do uchwycenia. Trzeba też pamiętać, że BitBay, jak się przed rebrandingiem nazywało Zondacrypto, jest wpisana na listę ostrzeżeń publicznych KNF z powodu naruszenia art. 150 ustawy o usługach płatniczych (ostatecznie postępowanie wyjaśniające zostało umorzone). I właśnie ze względu na działania regulatora rynku spółka wyniosła się z Polski. Więc ta giełda ma długą tradycję naruszania prawa – dodaje prof. Srokosz.

Jak przypomina prof. Srokosz, Zondacrypto nie ma wydanego zezwolenia dla dostawców usług w zakresie kryptoaktywów na podstawie rozporządzenia MiCA.

– A przecież w Estonii, która to rozporządzenie wdrożyła, mogła o wydanie takiego zezwolenia wystąpić. To również pokazuje, że nawet uchwalenie ustawy w pierwotnie planowanym terminie nie musiało zapobiegać obecnej sytuacji z giełdą Zondacrypto – zastrzega.

Warto przypomnieć, że w ubiegłym roku Sąd Apelacyjny w Warszawie oddalił w całości powództwo przeciwko Skarbowi Państwa złożone w ramach pozwu grupowego przez ponad 200 osób poszkodowanych w aferze Amber Gold uznając, że bezpośrednią przyczyną szkody po stronie inwestorów były ich suwerenne decyzje.

– Jeśli natomiast chodzi o dochodzenie roszczeń bezpośrednio od estońskiej spółki, to decyzja, czy warto poświęcać czas i ponosić koszty w celu odzyskania powierzonych spółce środków, zależy od indywidualnej sytuacji danego klienta. W szczególności od tego, ile środków dana osoba na giełdzie straciła – podsumowuje prof. Witold Srokosz.

Więcej treści z Rzeczpospolitej po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź

Obszar analizy inwestycji musi uwzględniać indywidualne okoliczności

Opis okoliczności faktycznych

B.O. zwróciła się do Burmistrza z wnioskiem o ustalenie warunków zabudowy dla inwestycji polegającej na budowie budynku mieszkalnego jednorodzinnego wolnostojącego na terenie działki oznaczonej położonej w miejscowości U. Organ odmówił ustalenia warunków zabudowy i wyjaśnił, że w sprawie nie został spełniony warunek, o którym mowa w art. 61 ust. 1 pkt. 1 ustawy z 27.3.2003 r. o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym (t.j. Dz.U. z 2026 r. poz. 538; dalej: PlanZagospU), ponieważ zaproponowana przez inwestora linia zabudowy nie kontynuuje linii zabudowy budynków z obszaru analizowanego. Dla planowanej inwestycji należałoby wyznaczyć obowiązującą linię zabudowy w odległości 17 m od drogi. Inwestor zawnioskował natomiast o linię zabudowy w odległości 80 m od drogi. Organ I instancji nie znalazł podstaw do zastosowania odstępstwa.

Samorządowe Kolegium Odwoławcze uchyliło powyższą decyzję w całości i przekazało sprawę do ponownego rozpatrzenia Organowi I instancji. Burmistrz odmówił ustalenia warunków zabudowy, po raz kolejny stając na tym samym stanowisku. W jego ocenie z żadnych przepisów nie wynika brak zwolnienia od badania i wyznaczenia linii zabudowy dla działek znajdujących się w dalszej odległości od drogi.

SKO ponownie uchyliło decyzję Organu I instancji. Organ odwoławczy podtrzymał dotychczasowe stanowisko prezentowane w sprawie. P.S. skorzystał z prawa do złożenia sprzeciwu do Sądu administracyjnego od decyzji kasatoryjnej Organu odwoławczego. WSA uchylił zaskarżoną decyzję i wskazał, że Organ I instancji dwukrotnie zaprezentował taką samą ocenę prawną, z którą to oceną SKO już raz się nie zgodziło. W tego rodzaju przypadkach, jak tu analizowany, noszących znamiona obstrukcji po stronie organu pierwszej instancji, organ odwoławczy, rozpatrując odwołanie od decyzji odmawiającej ustalenia warunków zabudowy, jeżeli dojdzie do przekonania o niezasadności orzeczonej odmowy, może w postępowaniu odwoławczym ustalić warunki zabudowy. Kolegium powinno merytorycznie rozpoznać i rozstrzygnąć sprawę administracyjną.

SO uchyliło zaskarżoną decyzję w całości i orzekło o ustaleniu warunków zabudowy. Organ odwoławczy nie stwierdził żadnych przeszkód formalnych i merytorycznych uzasadniających odmowę ustalenia warunków zabudowy dla wnioskowanej inwestycji. Decyzja o warunkach zabudowy nie jest decyzją uznaniową, i skoro nie ma żadnych przesłanek nakazujących odmowę ustalenia warunków zabudowy i spełnione są warunki określone w przepisach art. 61 ust. 1 PlanZagospU, to należało ustalić żądane warunki zabudowy.

P.S. skorzystał z prawa skargi do sądu administracyjnego i zażądał uchylenia w całości zaskarżonej decyzji, zarzucając m.in. brak dostępu do drogi publicznej, naruszenie zasady dwuinstancyjności postępowania, lakoniczne uzasadnienie i zlokalizowanie zabudowy mieszkaniowej w miejscu, gdzie od prawie 30 lat prowadzona jest działalność przemysłowa, co spowoduje niemożność jej dalszego prowadzenia.

Beck Akademia - praktyczne szkolenia online - sprawdź aktualny harmonogram Sprawdź

Stanowisko WSA

WSA uchylił zaskarżoną decyzję, uznając, że skarga zasługiwała na uwzględnienie, aczkolwiek z innych przyczyn niż w niej podniesione.

W świetle art. 52 ust. 1 w zw. z art. 64 ust. 1 PlanZagospU, ustalanie warunków zabudowy następuje na wniosek inwestora. Wnioskodawca ma wyłączne prawo do kształtowania treści żądania zawartego we wniosku o ustalenie lokalizacji inwestycji celu publicznego. Treść złożonego wniosku wyznacza przedmiot postępowania, którym organ jest związany. To inwestor we wniosku o ustalenie lokalizacji inwestycji celu publicznego określa zakres planowanej inwestycji, i to on wyłącznie decyduje o tym zakresie, a organy administracji nie mają możliwości wyjścia poza ten wniosek. Właściwe oznaczenie inwestora/adresata decyzji o warunkach zabudowy ma istotne znaczenie prawne. Dokonanie zmiany decyzji o warunkach zabudowy uwarunkowane jest żądaniem inwestora. Przeniesienie decyzji o warunkach zabudowy wymaga zgody inwestora.

Rozpoczęcie czynności procesowych i wydanie decyzji bez wniosku strony stanowi rażące naruszenie zasady skargowości. Analiza akt administracyjnych wskazuje, że z wnioskiem o ustalenie warunków zabudowy wystąpiła jednie B.O. SKO ustaliło warunki zabudowy na rzecz B.O. i L.O.

Wydanie decyzji o warunkach zabudowy jest możliwe jedynie w przypadku, gdy istniejące lub projektowane uzbrojenie terenu jest wystarczające dla zamierzenia budowlanego (art. 61 ust. 1 pkt 3 PlanZagospU). W analizie urbanistycznej stwierdzono, że do wniosku nie było wymagane załączenie ostatecznej decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach.

W tym zakresie wyjaśniono, że powierzchnia planowanego przedsięwzięcia to 0,3033 ha. Jest więc mniejsza niż 2 ha. Poza tym nie obejmuje budowy parkingów garaży lub zespołów parkingów o powierzchni większej niż 0,5 ha. Uwzględniając, że na działce planowane są jeszcze dwa budynki, stwierdzono, że inwestycja nie jest zaliczana do przedsięwzięć mogących znacząco oddziaływać na środowisko. Powyższa analiza, jej wyniki, w konsekwencji ocena konieczności legitymowania się decyzją środowiskową, jawią się jako niewystarczające w świetle dowodów włączonych do akt administracyjnych kontrolowanej sprawy, a także treści akt administracyjnych przekazanych do spraw sądowych.

Z dowodów znanych Sądowi wynika bowiem, że B.O. (wnioskodawca, inwestor) oraz L.O. (strona postępowania) są współwłaścicielami nieruchomości o całkowitej powierzchni jednostki rejestrowej 4,6292 ha położonej w obrębie U. Na wezwanie Organu wnioskodawczyni przedłożyła dokument/opinię w przedmiocie możliwości podłączenia do sieci wodociągowej działki w związku z zamiarem budowy docelowo 13 budynków mieszkalnych. Opinia została wydana na podstawie szkicu planowanej lokalizacji budynków w obrębie tych działek. Powyższy szkic nie został włączony do akt administracyjnych. Wskazane powyżej okoliczności zostały pominięte przy ocenie konieczności pozyskania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach.

Wnioskowanie o ustalenie warunków zabudowy dla części inwestycji nie może być wykorzystane do obejścia prawa. W praktyce zwykle chodzi tu o ewentualne obejście ustawowych wymagań dotyczących zachowania ładu przestrzennego lub ochrony środowiska. Dotyczy to w szczególności kwestii zachowania zasady dobrego sąsiedztwa, w tym w odniesieniu do wskaźnika wielkości powierzchni nowej zabudowy w stosunku do powierzchni działki albo terenu (art. 61 ust. 7 pkt 2 PlanZagospU w brzmieniu sprzed nowelizacji). Podobnie, możliwość ustalenia warunków zabudowy dla części działki ewidencyjnej nie może doprowadzić do niezgodności decyzji z przepisami odrębnymi (art. 61 ust. 1 pkt 5 PlanZagospU). Dotyczy to m.in. kwestii wymogu uprzedniego uzyskania przez inwestora decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach. W tym ostatnim przypadku chodzi w szczególności o zapobieżenie zjawisku tzw. salami slicing, czyli sztucznemu dzieleniu przedsięwzięć na dwa lub więcej mniejszych zamierzeń, w celu uniknięcia konieczności uzyskania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach, czy też przeprowadzenia oceny oddziaływania przedsięwzięcia na środowisko.

Istota rozstrzygnięcia opiera się na postulacie zapobiegania sztucznemu dzieleniu przedsięwzięcia w celu uniknięcia spełnienia wymogów dodatkowych, jak np. oceny oddziaływania inwestycji na środowisko. Szeroka i kompleksowa ocena okoliczności faktycznych jest zatem kluczowa. To samo dotyczy poszerzenia obszaru analizowanego w celu poszukiwania nieruchomości „podobnych”, do których można nawiązać, wyłącznie celem pozytywnego rozpatrzenia wniosku inwestora. SA kilkukrotnie podkreślił, że powiększenie obszaru analizowanego ponad wymagane minimum jest możliwe w sytuacji, gdy pojawią się okoliczności uzasadniające zwiększenie tych wymiarów, i gdy powiększenie obszaru analizowanego służy zachowaniu ładu przestrzennego. Wyznaczając obszar analizowany, organ każdorazowo powinien uwzględnić charakter i specyfikę istniejącej zabudowy na danym terenie, biorąc w szczególności pod rozwagę rodzaj planowanej inwestycji. Przychylić się należy do ugruntowanego stanowiska, zgodnie z którym granice obszaru analizowanego powinny być dostosowane do okoliczności konkretnej sprawy, ale zawsze winny być określone przy uwzględnieniu pewnej całości urbanistyczno-architektonicznej. Nie powinno bowiem być wątpliwości, że z uwagi na lokalne uwarunkowania, przyjęcie obszaru analizy w różnych granicach może prowadzić do całkowicie odmiennych wyników.

Wyrok WSA w Poznaniu z 18.3.2026 r., III SA/Po 56/26, Legalis

Wszystkie aktualności n.ius® po zalogowaniu. Nie posiadasz dostępu? Kup online, korzystaj od razu! Sprawdź